Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Kisho » 25 mar 2017, o 00:04

Kisho swymi poczynaniami jedynie dodał oliwy do ognia. Kunai, którego rzucił w lalkarza, by spróbować go spowolnić spowodował coś, czego się nie spodziewał. Myślał, że kuglarz nie będzie wstanie za wiele już zdziałać a jednak. Atak w jego stronę wywołał solidny kontratak. Kolejne lalkarskie sztuczki z wykorzystaniem linek przyczepionych do kunai, które jak na złość miały jeszcze podoczepiane notki wybuchowe, były ponad jego siły.
Całe szczęście dzięki swym oczom wiedział, co się dzieje i mógł łatwo ich uniknąć. Tego jednak sumienie nie pozwala mu zrobić. Dlaczego? Ano, po uniku ze strony shinobiego i tak polecą dalej, aż w końcu trafią prosto w szermierzy, gdzie eksplodują, nie zostawiając z nich niczego. Miałby pozwolić im umrzeć? To było sprzeczne z jego drogą ninja.
Dlatego też bez większego namysłu ruszył do przodu z krzykiem:
- NA ZIEMIĘ! - Widział, gdzie stoją szermierze, więc wiedział też, gdzie ma się rzucić, by przewrócić ich na ziemię i tym samym nie pozwolić by którykolwiek z nich choćby zetknął się z kunaiami.
Gdyby był kimś innym albo chociaż miał inne poglądy, to zapewne skończyłoby się na uniku i ucieczce gdzieś w las z dala od lalkarza i szermierzy. Ba, gdyby tak było cały ten bajzel, nie miałby miejsca, gdyż nie ruszyłby nawet tyłka spod drzewa, by pomóc dwójce zakochanych w sobie ludzi, których zaatakowała marionetka. Gdyby był kimś innym... Ale nie jest. Może dlatego postępuje tak nieracjonalnie i gdy chodzi o innych, ma gdzieś pieniądze, drogie przedmioty czy chociażby w ostateczności własne życie. Altruista pełną gębą można by rzec.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 25 mar 2017, o 01:58 przez Kisho, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 216
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Masaru » 25 mar 2017, o 01:09

Obrazek
,,Gdy nad światem zapada noc"
Misja rangi C 29/30

Atak na kuglarza się powiódł, ale zamiast go dobić bądź zatrzymać sprawił że ten zdeterminowany jeszcze na końcu uznał że chce zamordować swojego przeciwnika przez którego jego plan, jaki by nie był został zniweczony. Tyle opcji do wyboru, można kontynuować pościg, można po prostu uciec, można uciec ryzykując zdobycie pieniędzy z sakiewki. Ale komu by przyszło do głowy odwalać taki numer? Wariat, idiota, głupek takimi epitetami zapewne określiłby przeciętny widz naszego bohatera widząc jego poczynania. Co trzeba mieć w głowie żeby mając takie potężne oczy i widząc wszystko dokładnie odwalić tak szalony numer który jest pewną śmiercią? Ale od początku,protagonista uznał że nie da rady zbić swoją bronią miotaną broni przeciwnika, nie miał czakry do postawienia bariery więc jedyne co mu przyszło na myśl to z wrzaskiem na ziemie pobiec do rudego i łysego. Problem był taki że stali oni przecież oddaleni od siebie. Teoretycznie w tym wypadku nawet bariera najniższej rangi postawiona na drodze broni mogła poskutkować, ponieważ notki zostały by zdetonowane na niej, a ich zasięg wynosił 5m. Czyli wystarczyło 5m przed ochranianą osobą postawić barierę i byłoby po sprawie. Ale brak czakry dał się we znaki mocno w tej bitwie chłopakowi. Sam kuglarz po detonacji notek odbiegł szczęśliwy ze swoją kosą w siną dal, ale tego bohater się już nigdy nie dowie. Biegł on najszybciej jak mógł, jego polecenie zostało wysłuchane przez starszego wojownika, pewnie był to odruch. Za to rudy nie zareagował, a pech chciał że akurat prosto w niego leciała jedna z notek. Naprawdę epicka akcja która musiała być pokazem hartu ducha i pokazania że jego poglądy są prawdziwe, a nie tylko na pokaz. Zapewne gdyby ktoś w przyszłości dowiedział się o tym zajściu to może by napisał na jego cześć pieśń czy coś takiego. Niczym tygrys skoczył do przodu przygniatając człowieka do ziemi. Notki poleciały i wybuchły tam gdzie planował rzucający czyli w środku dymu. Przynajmniej nie wbiły się w ciało bohatera rozrywając je na strzępy. Tak przynajmniej coś z niego zostanie. To była praktycznie pewna śmierć, i on wiedział o tym. Wolał poświęcić własne życie, własne marzenia, cele ambicje tylko po to aby chronić nieznanego człowieka. Ba kogoś kto chciał go posiekać mieczem jeszcze kilka sekund temu. Gdy dźwięk wybuchu dotarł do jego uszu, całe jego życie przeleciało mu przed oczami. To była jego pierwsza tak trudna walka, wcześniej same zadania niskiej rangi wykonywał. Potem przeleciało mu przed oczami dzieciństwo. Widział jak jego matka i ojciec są zabijani przez Uchiha, widział jak płonie dom razem z nimi wszystkimi. Potem przypomniał sobie młodą parę której pomógł zdobyć obrączki. Potem mignęło mu zdarzenie z niedawna gdzie zobaczył potworne rzeczy na trakcie gdzie bandyci zabili dla pieniędzy ludzi, osierocając dzieci. Potem przypomniał sobie członka jego klanu który mu wtedy pomógł. Dochodząc do końca ,,migawki" przypomniała mu się młoda para którą widział zaledwie kilka minut temu jeszcze żywa i wesołą. Widział w swoim życiu tyle bólu i cierpienia, tyle osób zginęło bo taki był ten świat. Miał teraz szansę się z nimi spotkać, z mamą, tatą, i wszystkimi tymi ludźmi których nie mógł ochronić. Fala uderzeniowa wgniotła go w ziemię. Poczuł tylko jak potworne gorąco wlewa mu się na plecy, a potem w tym ułamku sekundy poczuł tak straszny ból że trudno to sobie wyobrazić. Coś dużo gorszego od palenia się żywcem, coś pokroju rozerwania ciała. Zaraz potem nie czuł już nic, pewnie nerwy zostało zniszczone w plecach. Zobaczył przed sobą białe światło w ciemności, a w nim swoją mamę która z uśmiechem wyciągnęła do niego dłoń. Była dokładnie tak jaką ją zapamiętał. Choć Kisho ,obiecuje że już nie będzie boleć, już cię ten potworny świat nie skrzywdzi- powiedział uśmiechając się do niego. W ostatnich chwilach przynajmniej mógł wiedzieć że uratował człowieka. W końcu tego dokonał, uratował komuś życie. Przypłacił to straszną ceną. Jego odwaga, powinna zostać nagrodzona. Każdy kto by to oglądał z boku nie mógłby ukryć wzruszenia. Jednak nie było świadków bo wojownicy nic nie widzieli bo byli w dymie. I tak nie wiadomo czy ten starszy to przeżył w ogóle. Nie mógł zasłonić dwóch naraz. Tak więc kończy się ta historia, pokazem heroizmu i gotowości do zapłacenia najwyższej ceny za swoje przekonania.


Daj jeszcze posta ostatniego w tej misji o opisie tego co zobaczyłeś po tym jak poszedłeś z mamą. Masz wolną rękę w kreowaniu tego, w końcu to twój świat że tak powiem. Bardzo fajna misja mega mi się podobała, do co twojego uhide ,,chcesz zapić Kisho". Nie ZAPIJAĆ go nie zamierzałem, jak już to zabić ewentualnie. :| Aż szkoda że tak się skończyła, przynajmniej uratowałeś karawanę przed śmiercią z rak psychola. Czyli nie tylko rudzielca odratowałeś ale i całą masę ludzi.
Masaru
 

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Kisho » 25 mar 2017, o 15:46

Czy wiedział, na co się porywa? Czy zdawał sobie sprawę, jak jego czyny mogą się zakończyć? Raczej nie. Działał instynktownie i odruchowo, w myśl swojego nindo „Gdy inni będą odbierać życie, ja będę je ratował”. To właśnie dlatego nie zważając na zagrożenie, wskoczył w dym, by uratować całkiem obcego człowieka. Dla Kisho każde życie jest wartościowe, bo jest jedno jedyne. Co jednak najważniejsze jako dziecko poczuł, jak to jest stracić kogoś bliskiego i przyrzekł sobie, że nie pozwoli, by inni doznali tego samego cierpienia.
Czy chciał być bohaterem? Czy zależało mu na chwalebnej śmierci opiewanej pieśniami i wybujałymi legendami przez najbliższe wieki? Nie. Nigdy tak nawet o sobie nie myślał. Był prostym człowiekiem, który wiele przeszedł i nie wymagał niczego specjalnego od życia. Starał się po prostu pomagać wszystkim dookoła, tak by zmniejszyć ich ból i cierpienie. Co prawda nie zawsze się to udawało, ale nie poddawał się i robił, co tylko mógł, by „naprawić” świat od okrucieństwa.
Umarł okrutnie i w męczarniach, ale gdyby ktoś widział go w ostatnich chwilach życia, to zobaczyłby uśmiech na jego twarzy i nieme słowa wypowiedziane przez otwarte usta: - Ten jeden raz mi się udało...
Ułamek sekundy później już go nie było.
- Matko? - echo jego głosu rozniosło się w ciemnej próżni, oświetlanej jedynie przez niewielkie światło. To w nim stała ona, jego matka. Wyglądała dosłownie tak, jak pamiętał ją z dzieciństwa, delikatnie uśmiechnięta, piękna z jakąś niezbadaną aurą dobroci wokół siebie. - Mamo... - powtórzył, zanosząc się łzami i pobiegł w jej stronę. Będąc dosłownie metr przed nią, poczuł się jak dziecko i rzeczywiście taki właśnie teraz był. Wyglądał na jakieś 12 lat, miał nieco ponad metr, krótką fryzurkę z ledwie kilkoma pasemkami blondu, które mniej więcej w tym okresie wy wyrastały. Nie przeszkadzało mu to jednak. Dzięki temu mógł wrócić do najszczęśliwszych chwil swego życia.
Przytulił matkę swymi małymi rączkami i nagle zapomniał o wszystkim. Jej dotyk uwolnił go od rozterek, żalu, strachy, a nawet bólu i przywrócił mu naturalny niczym niezakłócony spokój.
Co stało się później?
Oboje, trzymając się za ręce, weszli w światło i żyli dalej. Zapytacie pewnie jakim cudem i gdzie, ale tego nie pojmiecie ludzkim rozumem ani też nie znajdziecie tego miejsca na żadnej istniejącej mapie. Wiedźcie natomiast tylko jedno. Mały Kisho wraz z matką i ojcem mieli tam swój domek, ten sam, który spłonął za sprawą Uchiha i żyli dalej, szczęśliwi, że mogą być razem już na zawsze...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 216
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Masaru » 25 mar 2017, o 17:11

Obrazek
,,Gdy nad światem zapada noc"
Misja rangi C 30,5/30

Bohater bo tak go można nazywać, ponieważ każdy kto poświęcił swoje życie w obronie innych był taką osobą, w ostatnich chwilach w których mógł trzeźwo myśleć cieszył się. Cieszył się że w końcu udało mu się kogoś uratować, nie był smutny z powodu nadchodzącej kary za jego czyn. Był dumny, że postąpił tak jak nakazywała mu jego droga ninja. To był niewątpliwie powód do dumy. W momencie kiedy poczuł ból w plecach, stracił przytomność. Stracił ją z bólu, nie ukrywajmy ale mimo swojego charakteru nie miał on tak wytrzymałego organizmu i tak silnej psychiki do wytrzymania tego i zachowania zmysłów do końca tej akcji. Nie krzyczał, bo nie zdążył, pewnie jak by miał czas to darłby się z bólu tak głośno że usłyszeliby go na końcu świata. Nawet fakt że gwiazdka ninja utkwiona w jego ciele po rzuceniu się na ziemię wbiła się jeszcze mocniej nie zrobił na nim wrażenia. Kuglarz złapał kosę i odbiegł przewracając się co jakiś czas. Pobiegł w las gdzie padł na ziemię zmęczony. Z ukrycia mógł obserwować polanę. Wybuch natychmiast rozproszył chmurę ukazując pole bitwy w całości. Dwa trupy młodej pary rozwalone na kawałki, przebite drewniane zwierze palami z kamienia, postawiona bariera z kamienia, walające się bronie miotane, dziury w ziemi płytkie na jakieś pół metra. Jedno drzewo oberwało wybuchem i złamało się w pół. A było tu tak pięknie. Niebo stało się pogodne jak by sam księżyc chciał przyjrzeć się temu co tu zaszło. Siwy człowiek poobijany wstał otrzepując się z ziemi, był w bezpiecznej odległości od miejsc detonacji. Wiedział że ten chłopak którego chcieli posiekać ich uratował. Był oszołomionym, a w uszach mu grzmiało jeszcze wybuchem. Od razu zaczął poszukiwać wzrokiem swojego towarzysza. I wtedy ujrzał, no to co ujrzeć musiał. Około 2-2,5m od miejsca detonacji jednej z notek leżał mężczyzna. Osoba którą podejrzewali o morderstwo leżała z uśmiechem na ustach i zamkniętymi oczami. Ciało był właściwie całe, nie było to w końcu aż tak blisko centrum wybuchu. Baa kończyny to miał całe, głowa również na swoim miejscu. Można powiedzieć że prawie wszystko okej, no prawie bo plecy, były w niektórych miejscach czarne, nie da się ukryć że był to ohydny widok. Czterdziestolatek natychmiast obrócił się i zwymiotował. Szybko się ogarnął i pomógł wstać swojemu kompanowi. Który poza otarciami, kilkoma mniejszymi ranami był bez większych obrażeń. Popatrzyli na siebie, potem na pole walki, a potem znowu na ciało. On... on chyba faktycznie był nie winny. Uratował ciebie, i zapewne mnie również. Powiedział siwy. Tak, masz rację i zapłacił za to wysoką cenę. Dodał jego kompan. Słysząc wybuch zbiegła się tu reszta obozowiska która okazała się karawaną kupiecką. Zaczęły się wrzaski przekrzykiwanie i próby tłumaczenia co się stało. W tym samym czasie lalkarz leżąc w krzakach zaklął pod nosem- Kurwa.... co za kretyn, po tym jak mnie pokonał sprowokował mnie do ostatniego ataku jaki mogłem zrobić. W takim stanie nie ma co próbować ich zabić wszystkich naraz. Zleceniodawca nie będzie szczęśliwy, ale trudno z szacunku do ciebie gówniarzu zostawię ich w spokoju. I wstał podpierając się swoją kosą i udał się w tylko sobie znanym kierunku. Za to karawana wspólnie doszła do pewnych wniosków i po głębszej ocenie sytuacji dwie kobiety podniosły bohatera na ręce i bezwładne ciało zaniosły do obozu. Musieli z rana wyruszać niezależnie od wszystkiego, więc nie mieli zbyt wiele czasu żeby pożegnać nieznanego im człowieka z pełnymi honorami na jakie zasługuje. Oczywiście był też lament kilku osób i płacz po utracie zakochanej pary. Część osób zajęła się wykonywaniem różnych czynności, a cześć zaczęła kopać groby na łące. Tam gdzie oni zginęli.

z/t na drugą część posta i koniec misji. Od siebie bardzo dziękuję za superową misję. Chyba najlepszą jaką prowadziłem.
http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=98&t=53
Masaru
 

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Sagisa » 16 cze 2017, o 18:06

Nogi poniosły ją daleko. Przez większość czasu po prostu skakała po drzewach, co jakiś czas zmieniając kierunek, aż wreszcie dotarła do zagajnika. Tam przystanęła, zeskoczyła na ziemię, rozejrzała się, czy ktokolwiek tu jest, a potem... potem oparła się o drzewo, zjechała do parteru i dała się ponieść emocjom. Łzy wylały się z niej niczym woda ze strumienia, a krzyk rozpaczy rozdarł powietrze. Już nie wytrzymywała, po prostu nie mogła. Płakała, póki w jej oczach starczyło łez. Musiała dać temu upust, musiała to z siebie wyrzucić. Gdy wróci, będzie znów tą samą Sagisą co zawsze, może tylko nieco przygaszoną.
Otarła powieki z resztek słonych kropel. Odetchnęła głębiej, choć jej ramiona nadal drgały spazmatycznie. Musiała się uspokoić. Nie przyszła tu, by płakać. To było niezamierzone. Stało się, ale nie przesądzało całej reszty.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Padła na kolana, niemal się przewracając. Przed zderzeniem z ziemią ratowały ją tylko drżące ramiona, na których się teraz podpierała. Spojrzała w niebo i zaśmiała się pod nosem. Błękit ustąpił pomarańczowi, a ten powoli przechodził we fiolet, co zwiastowało kolejną noc. Czerwonowłosa opadła na bok, zaraz przekręcając się na plecy. Co jak co, ale zdaje się, że dziś nie pośpi we własnym łóżku. Była zbyt zmęczona na powrót. Słońce powoli znikało za horyzontem, a jej powieki opadały. Zasypiała z uśmiechem na ustach, w końcu opanowała to, po co tu przyszła. A noc była spokojna...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 248
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Sagisa » 16 cze 2017, o 19:07

Słońce padało na jej twarz, przedzierając się przez zasłonę drzew. Przespała całą noc i pół kolejnego dnia, aż wreszcie zaczęła się budzić. Z początku nie wiedziała, gdzie jest, ani co tak właściwie robi w tym miejscu, wspomnienia wróciły dopiero po chwili. No tak, zrobiła sobie ekstremalny trening i padła ze zmęczenia. Miała nadzieję, że rodzice się o nią nie martwią.
Wstała powoli, przeciągnęła się i rozmasowała obolałe mięśnie. Co jak co, ale spanie na twardej ziemi nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, gdy człowiek przyzwyczai się już do miękkości własnego łóżka. Nie zamierzała jednak powtarzać czegoś takiego zbyt prędko. Ruszyła w drogę powrotną, mając zamiar zahaczyć jeszcze o jedno miejsce. Miała tylko nadzieję, że nie trafi tam na siostrę...

[z/t] --> tu
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 248
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Kenji » 28 sie 2017, o 20:46

Droga Kenjiego do domu wiodła już przez las, polane, bagna. Tym razem nogi zaprowadziły go do zagajnika przy osadzie Uchihów. Cóż nie był to chyba dobry kierunek, skoro chciał opuścić Sogen, a właśnie trafił pod jedną z najbardziej znanych wiosek w prowincji. Najwyraźniej podświadomie chłopak ciągle jeszcze pragnął pobyć trochę poza rodzinnymi stronami, które tak dobrze znał. Ekscytacja i niepewność dokąd zmierza przemieszczając się z miejsca na miejsca było czymś co nie pozwalało mu jeszcze wrócić do domu. Tym razem trafił do lasu pełnego młodych drzew. Być może gdzieś tutaj znajdowały się nieodkryte przez niego gatunki owadów. To jednak nie była pora na poszukiwania nowych kolegów. Kenji postanowił wykorzystać swój czas spędzony tutaj na trening. Nowa technika bardzo by mu się przydała. Co tu dużo mówić zależało mu na rozwoju aby być bardziej przydatnym dla swojego klanu. To przecież właśnie dzięki niemu jest tą właśnie osobą. Koniec paplaniny czas się wziąć za robotę. Najpierw chwila namysłu czego by tu się nauczyć. Najpierw przydałoby się zadbać o własne zdrowie. Technika defenswyna bardzo by w tym pomogła. To właśnie one często ratują tego kto je wykonał. Wiadomo już jakie ma być główne założenie jutsu, teraz sposób wykonania i wygląd samej techniki. Cóż tutaj już pewien obraz w głowie miał co i jak ma być. Teraz wystarczy już tylko sprawić aby ten obraz opuścił głowę Kenjiego i pojawił się w prawdziwym świecie. Chłopak znalazł odrobinę miejsca pomiędzy drzewami i przystąpił do działania. Chwila koncentracji, głęboki wdech i poszedł. Niestety nic się nie wydarzyło. Cóż można było się tego spodziewać przy pierwszej próbie. Teraz kolej na drugą, podobnie jak za pierwszym razem nastąpił moment koncentracji i jeden soczysty wydech. Znowu niestety nic się nie stało. Wygląda na to chwile to zajmie, w końcu to nie pierwsza lepsza technika. Kolejna próba już trzecia. Koncentracja, wdech i wydech oraz uwaga wypuszczenie chakty przez stopy aby dotarło do podłoża. Ta mała zmiana przyniosła efekt, można było zauważyć oraz poczuć. Widać było gołym okiem jak pare kamyczków z ziemii zaczęło drgać. Kenji poczuł również jakby ziemia pod jego nogami się ruszyło. Zdecydowanie posuwał się naprzód. Choć był coraz bliżej opanowania techniki to jeszcze długa droga go czeka. Przed czwartom próbą na ziemie narysował półkole. Miało mu to ułatwić wykonanie techniki. Pora spróbować raz jeszcze. Chwila na zebranie myśli, wypuszczenie powietrza z płuc, przesłanie chakry przez stopy i poszło. Ziema pod narysowanym wcześniej "U" podniosła się na wysokość 30cm. Widać postępy w nauce, już tylko mały krok dzieli go od opanowania jutsu. Próba numer pięć, ponownie przed jej podjęciem chłopak stworzył na ziemi symbol w kształcie odwróconego do góry nogami "U". Koncenctracja, wydech, przesłanie chakry i uwaga dotknięcie dłońmi ziemi. Efekt jeszcze lepszy niż poprzednio. Tym razem ziemia spod literki podniosła się na wysokość 1m. Kenji raz jeszcze powtórzył wcześniejszą sekwencja, tym razem używając więcej chakry. Udało mu się podnieść ziemie na wysokość aż 3m. Technika prawie opanowana można powiedzieć. Wystarczy wyelimonować jeden niechciany element w postaci dotknięcia dłońmi ziemi. Bez tego też raczej uda się wykonać jutsu. Koncentracja, wdech, wydech, przesłanie chakry i uwaga pełen sukces. Przed chłopakiem pojawiła się kamienna kopuła, która ma go obronić przed ewentualnym zagrożeniem. Technika opanowana, czas na krótką przerwe pod drzewkiem i pora ruszać w dalszą drogę. Tym razem trzeba wybrać miejsce bliżej swoich terenów.

z/t

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kenji
 
Posty: 192
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:15
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3921
GG: 63194933
Multikonta:

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Motoko » 4 wrz 2017, o 13:07

Chyba nie trzeba być geniuszem, żeby zorientować się w jakim stanie była Motoko. Odnajdując nowy cel, raczej nie musiała się zbytnio starać o inną pracę, a raczej coś, co mogłoby zająć jej myśli. Już wystarczający zamęt panował pod tymi czarnymi włosami, które z każdym wykonanym ruchem falowały z lewej na prawą stronę. Myślała zarówno o własnym rodzinnym domu, jak i osobie której go pozbawiła, przynajmniej na bardzo krótki czas. Mijając dróżki którymi musiała przemierzać osadę rodu Uchiha pod osłoną nocy, a raczej na widoku księżyca, żeby wypełnić zadanie, mimo wszystko wracała do tego samego tematu. Saga. To jedno, bardzo proste słowo, imię, które zapadło w jej pamięci naprawdę bardzo głęboko, można powiedzieć, że wręcz się wryło, bo przecież zrobiła tej dziewczynie coś strasznego, ale czy żałowała? Nagrodą przecież była druga broń, która swoją drogą nie była jaka zabójcza, bo przecież to na nią nabiła dwa razy Akashiego, nieśmiertelnego gościa, który pozwolił sobie na zbyt wiele. Całym zwieńczeniem orszaku była Tensa i Matsu, dwójka gołąbków, choć poprawniej byłoby nazwać ich rodziną, która nie widzi niczego złego w kazirodztwie. Niewidoczny dreszcz przeszedł przez jej kręgosłup, aż po sam kark. Musiała się czymś zająć, przecież nie mogła tak co chwila wspominać o wydarzeniach w Sogen, prowincji zbyt przeklętej, żeby móc o niej mówić w sposób pozytywny i za mało znanej, żeby kierować ku niej same negatywne słowa, zwyczajnie ambiwalentne miejsce, z którego nastolatka chciała się już wyrwać. Wystarczyło jej wrażeń, tym bardziej takich, które nie pozwalały osiągnąć upragnionego spokoju ducha, po którego tak naprawdę wyruszyła w podróż.
Przedzierając się z uliczki na uliczkę, w końcu udało jej się wyjść z osady. Praktycznie od razu skierowała się w stronę jakiegoś bardziej ustronnego miejsca. Początkowo przedzierała się przez jakieś chaszcze, żeby wyjść w miejscu na tyle przyjemnym, by swobodnie mogła się oprzeć o drzewo i po prostu przystanąć na chwilę. Widok przedzierających się promieni słonecznych, które powoli ustępowały wieczornemu mrokowi pozwalał jej oddać się odprężeniu, bo przecież w końcu nikogo przy niej nie było. Sekundy zamieniały się na minuty, minuty na godziny, a godziny na..po prostu już było ciemno, kiedy ta zorientowała się, że nie może spędzić całego dnia bez posiłku, nie myśląc nad czymś szczególnym, po prostu wegetując. Zdeterminowana nastolatka, tak jak ostatnio postanowiła, tak też chciała zrobić, odchodząc z tego przeklętego miejsca, po raz drugi. Jednakże tym razem, kiedy weszła do Sogen, usłyszała wiele mało sprecyzowanych plotek, które mówiły coś o Murze, a raczej tym, co się z nim stało. Zdezorientowana dziewczyna była gotowa poświęcić się dla jakiejś sprawy, a przecież najlepszym sposobem na ucieczkę od własnych problemów jest zajęcie się czymś nie do końca znajomym i pewnym. Spakowała prowiant na drogę i skierowała się na wschód, na Mur.

//zt.

Obrazek
I think there's something you should know
I think it's time I told you so
There's something deep inside of me
There's someone else I've got to be
Avatar użytkownika

Motoko
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 458
Dołączył(a): 28 maja 2017, o 23:54
Wiek postaci: 0
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Look at that av. Jedynie brak łuku, bo jeszcze bieda. ;v
Widoczny ekwipunek: Przy pasie, po prawej stronie czerwona saya, a w niej schowana Tachi, obok ciemnobrązowa saya, zaś w niej Wakizashi.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3619
GG: 0
Multikonta: -

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Shijima » 17 lis 2017, o 13:47

Wojna została za ich plecami, przynajmniej fizycznie. Jej echo ciągle rozchodziło się po umyśle, ale co najważniejsze - na tym polu został kawałek ich samych, a przynajmniej kawałek Shijimy. Nie, nie noga, ani nie stopa - raczej ten duchowy... o ile chłopak posiadał coś takiego jak dusza, bo jeśli oczy miały być jej zwierciadłami, to można było w to zwątpić. Brunet prawie się nie odzywał przez te ostatnie dni. Starał się gładko poukładać wszystko w swoim umyśle, uporządkować, jakoś pogodzić z samym sobą wszystkie te wyrzuty, które rodziły się w jego głowie, a które akurat z wojną niczego wspólnego nie miały.
Dużo pił.
Czemu pijesz?
By zapomnieć.
O czym zapomnieć?
O tym, że piję.
Nie żeby zachlewał się do nieprzytomności, miał w tym wszystkim chociaż... minimum umiaru. Seinaru coś mówił, że chce poćwiczyć, tak samo Hayami - czy chodzili w miejsca czy robili rzeczy - nie wiedział i prawda była taka, że chwilowo go to nie obchodziło. Nie chodziło o to, że ich obecność była mu zupełnie umiejętna, w końcu nadal potrafił ładnie się uśmiechać, zamienić z nimi par zdań, posłuchać ich w milczeniu - i lubił ich obecność. Sprawiała, że rzeczywiście nie był sam, chociaż odkrył, że powoli chyba było mu to obojętne. Wszystko gładko obojętniało i świat stawał się przedziwnie... pusty. W tej pustce zaś nie było niczego złego. I niczego nowego. Wiedział, że pewnie uda mu się wyciągnąć z tego stanu, zwłaszcza że obok miał Keia, któremu podejrzanie łatwo to szło, a po drugiej stronie Hayamiego, który wzbudzał w nim dziwny, niemal śmieszny instynkt opiekuńczy. Jak młodsi bracia. Nie można był trwać w tym zawieszeniu wieczności, prawda? Trwał przez tyle lat, więc czemu nie znów? Na zewnątrz było chłodno i nieprzyjemnie, nic nie zachęcało do tego, żeby wychodzić, trenować, generalnie: robić coś ze swoim życiem. Szaruga była przytłaczająca, a Shijima podejrzanie polubił nawrót do wegetacji. Dobrze mu było w swojej skorupce. W odcięciu od świata. Ruszył się jednak z dwójką rozrabiaków, bo w sumie... czemu nie? Z chęcią poogląda, co zamierzają cudować. Zwłaszcza, że jego ciuchy zostały uprane, chociaż i tak inwestycja w nowe wydała mu się konieczna. Życie z podrzędnego biedaka wspięło się w ostatnich latach na nieco wyższy poziom i ciężko zaprzeczyć, żeby nie było to minimalną ulgą. Kto by pomyślał, że shinobi mogą tak dobrze zarabiać, ha! Przecież tylko ryzykują własnym życiem, walcząc ze złem i występkiem. Tylko.
Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 683
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Seinaru » 17 lis 2017, o 14:54

Upłynęło kilka dni spokoju i stagnacji, podczas której trójka przyjaciół lizała swoje rany nie tylko fizyczne, lecz również psychiczne. Kei... cóż... młody samuraj starał się wypocząć i nie zaprzątać sobie głowy tym co spotkało ich podczas bitwy. Według wszystkich standardów funkcjonujących w tym społeczeństwie dokonał samych chwalebnych czynów, choć w głębi duszy jego własna moralność podpowiadała mu, że jest po prostu zwykłym mordercą.
Niemniej jednak, jego abstynencja nie pozwalała mu dołączyć do Shi w okazjonalnych popijawach. Dla niego nie była to właściwa droga, choć nie ganił przyjaciela za te chwile, jego zdaniem, słabości. Po prostu obserwował i kontrolował, nie nakłaniał do tego, aby Shi mu się wygadał, albo co gorsza wypłakał w ramię. Wiedział, że każdy potrzebuje czegoś innego po takich przeżyciach i rozumiał to. Tym samym Seinaru znalazł sobie coś, co pozwalało mu na razie nie wyrzucać sobie całego zła, którego dokonał podczas bitwy - trening. Wiedział, że ma spore braki, które planował, lecz nie miał czasu nadrobić przed rozpoczęciem wojny. Tym razem jednak postanowił jak najszybciej naprawić ten błąd. Wyciągnął na niewielką polankę Hayamiego ze sobą. Obu im przyda się nieco ruchu. Shijima siedział obok, wciąż nieco zasępiony i smutny.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 581
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: brak

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Hayami Akodo » 17 lis 2017, o 17:05

Kilka spokojnych, cichych dni upłynęło Hayamiemu na odpoczynku po bitwie i na pisaniu listu do Sagisy. Napisał go w końcu, był krótki i zwięzły - nigdy nie lubił się rozpisywać w zbędnych słowach, po prostu poinformował ją, że żyje i o niej pamięta. Nie był to wytworny, elegancki list na sześć stron na pachnącej różami papeterii; o nie, na taką burżuazję nie było stać młodego Akodo, zresztą zwykła kartka z notesu, proste słowa były tu najwłaściwsze dla kogoś tak cichego, normalnego jak Hayami. Oddał ten list przygodnej kobiecie spotkanej po drodze, prosząc, by to załatwiła; kobieta chętnie się zgodziła, a to tym łatwiej, że akurat szła odwiedzić siostrę, która była żoną jednego z członków klanu Uchiha.
Teraz zaś stał na polance za osadą naprzeciwko Shijimy i Seinaru, czysty, odświeżony. Chłodny, zimowy dzień zadziałał na niego odradzająco; śnieg lśnił lekko, delikatnie, jakby zapraszał: wejdź na mnie, zdepcz mnie.
Zdeptał go. Stanął przed Keiem tak, jak tamten tego oczekiwał, gotowy do działania, z twarzą zarumienioną od zimna. Zamrugał kilkakrotnie powiekami, po czym szybko skłonił się Keiowi, tak jak należało, i równie szybkim, gwałtownym ruchem dobył swojej yari. Uchwycił ją mocniej w obie ręce; był już gotów. Włosy związane w ciasną kitkę nie krępowały go, nie zasłaniały widoku, płaszcz w kolorze beżu dobrze przylegał do gotowego do walki ciała.
Wprawdzie był to trening, sam Kei nie wyzywał go do walki, jedynie zaprosił do współpracy - zrobisz, co zechcesz, powiedział, odchodząc wtedy z pola bitwy - ale Hayami nie chciał powtarzać błędu, który popełnił podczas pierwszej wizyty na Teiz. Wtedy tylko biernie patrzył, obserwował, słuchał; teraz musiałeś się przyłożyć, Hayami, życie nie wybacza przecież takich rzeczy - i dlatego z Twoich zbladłych od zimna ust wydobył się jedynie krótki, jasny komunikat samuraja, przyzwyczajonego do słuchania rozkazów starszych od siebie, wcielającego cnotę posłuszeństwa w życie:
-Zrozumiałem, Kei-kun.
To musiało wystarczyć.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 16
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Brak

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Seinaru » 17 lis 2017, o 22:51

Oh, całkiem nieźle zaczęli. Hayami był co prawda nieco wolniejszy, lecz Kei był bardzo zadowolony z jego determinacji i werwy do treningu. Taki sparingpartner był teraz na wagę złota, jeśli chce się szlifować z kimś czystą walkę przy pomocy broni. Prezentowali bowiem zbliżone do siebie umiejętności, a Seinaru nie miał jeszcze okazji obserwować Akamiego w walce. Na polu bitwy nie był w stanie go dostrzec, a na Teiz na szczęście nic nie zakłócało im spokoju. Dlatego teraz było to jak ich pierwsze spotkanie, pierwsze starcie aby wybadać swoje umiejętności, a później wzajemnie sobie pomóc. Widział teraz jak Hayami szarżuje na niego ze swoją yari skierowaną bokiem do celu, czyli jego. Szybko zmienił swój pierwotny zamiar na atak przy pomocy Yodo, a zamiast tego nieco cofnął lewą nogę do tyłu i przygotował kontratak innym sposobem.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 581
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 22
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: brak

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Shinji » 17 lis 2017, o 23:41

Od jakiegoś czasu śladami trójki, która zgromadziła się na polanie podążała pewna postać. Można rzec, że całkiem nieoczekiwany, a zarazem nieproszony gość, którego po prostu nikt by się nie spodziewał. W końcu czemu Shinji - bohater wojenny, poskromiciel ogromnego węża miałby tutaj szukać. Gdzie jest jakaś akcja tam też i motyw. Zaintrygowała go osoba Shijimy i to właśnie dla tej persony ruszył śladem całej trójki. Nieco się posprzeczali, ale tak już w tym życiu bywa. Nie drążył w umyśle tematu, choć słowa głęboko go zabolały. Nie szukał też zemsty ot ciekawy był osoby, która miała czelność odzywać się w ten sposób do kogoś wyżej postawionego w hierarchii nawet jeśli odbyło się dziełem przypadku. Ot potrzebowali kogoś na pierwszej linii - kogoś kto trzymałby to wszystko w kupie i był w stanie w sposób natychmiastowy reagować na rozwój wydarzeń. Wybrali w ich mniemaniu najsilniejsze jednostki. Padło na Shinji'ego i Kenshi'ego. Obaj się spisali, jeden lepiej drugi gorzej przez uczucie, które poczuł w kierunku do samurajki. Zagłuszyło jego zdrowy rozsądek na tą krótką chwilą powodując praktycznie całkowite załamanie linii. Wtedy to stało się. Szybka wymiana ostrych zdań pasująca do osób pałających do siebie nienawiścią. Mimo wszystko parł przed siebie to poruszając się drogą, a to skacząc po gałęziach drzew jak przystało na shinobi z krwi i kości. Dopadł swoją trójkę dopiero kilka dni później w pobliżu osady rodu Uchiha na polanie, której nie miał okazji wcześniej wizytować mimo, że wychowywał się w tych stronach. Deszcz, który był utrapieniem przy takim podążaniu śladem trójki okazał się zbawieniem. Głębokie ślady w błocie - wszystko czego było mu trzeba.
Zjawił się od strony pleców Shijimy zachowując ciszę w eterze przez co zdołał się przemknąć w miarę niezauważony. Dwójka pochłonięta walką, a cel dla którego się tu zjawił zupełnie bujający w obłokach jakby lekko przygaszony. Czy mogło to być spowodowany brutalnymi realiami wojny? Całkiem możliwe. Zbliżył się jeszcze odrobinę na odległość około 1 metra i wypalił - A tą dwójkę co ugryzło. Nie dość im cholernej wojny, że znowu walczą? Czy może dali ciała i próbują się podbudować na duchu? - pytanie pozostawiało, a przynajmniej taką miał nadzieję dość miejsca na rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że mimo zainteresowania osobą Shijimy na dobrą sprawę nie przygotował sobie żadnych gotowych formułek. Przez cały ten czas skupiał się jedynie na tym by złapać wesołą ekipę przez co zupełnie wypadły mu z głowy tak istotne kwestie. Był to jeden z tych momentów gdy nieco gubiło się język w gębie. Jego nieoczekiwane zjawienie się być może stanowiło wystarczający przynajmniej krótkotrwały temat do konwersacji. Szczęśliwie mogłoby nawet rozwinąć się do miana pełnoprawnej rozmowy. Sam nie wiedział na co dokładnie liczył. Interesowały go chyba motywy, którymi kierował się Shijima, a także co zamierza począć dalej choć to drugie to nieco zbyt wysunięta wizja patrząc po tym, że całkowicie się nie znali. Z drugiej strony oprócz dobrej bitki kochał także babrać się w tej całej ludzkiej psychice. Analizować ludzkie poczynania i motywy kierujące człowiekiem w życiu. Uważał to wszystko za świetnie źródło informacji, które zawsze mogły się przydać. Jak nie teraz to za kilka lat. Jednym słowem po prostu chłonął relacje międzyludzkie. Wszystko jedno na jakiej płaszczyźnie występowały.
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 734
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czarne, rozczochrane włosy, wątła budowa ciała, czarna bluzka i spodnie, białe buty, białe z lekkimi odcieniami niebieskiego karwasze
Widoczny ekwipunek: Katana schowana w pochwie, przypięta do pasa po lewej stronie. Torba na broń przypięta do pasa od strony pleców
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Hayami Akodo » 18 lis 2017, o 13:54

Pojawienie się tego shinobi zdziwiło młodego Akodo.
Jeśli nawet go gdzieś widział (w bitwie? Przed bitwą?), to w tej chwili był zbyt pochłonięty samym treningiem, by skupić się na przybyszu. Zaproszono go do nauki, Kei postanowił się z nim podzielić wiedzą i technikami, które posiadał, więc poświęcił temu całą swoją uwagę. Zastanawiające było wprawdzie, że mężczyzna podszedł do Shijimy, jakby się dobrze znali (a może było to tylko jego naiwne wyobrażenie) i zaczął mówić coś o tym, że nie dość im było wojny, ale nie zamierzał się na razie odzywać. Zresztą nie znał tego shinobi, nie chciał się mieszać do rozmowy, a Seinaru czekał, aż odpowiednio zareaguje na jego polecenie.
-Hai!-krzyknął, potwierdzając, że w pełni zrozumiał swojego sparingpartnera. Był w nim jakiś chłodny spokój, łagodność, która kazała Hayamiemu myśleć, że mimo wszystko nie zginie, ale...mimo wszystko nie lekceważy się zdolności przeciwnika. Nawet, jeżeli ów przeciwnik włada tylko owcami i kijem pasterskim.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 20 lis 2017, o 18:36 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 153
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 16
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Brak

Re: Zagajnik z niewielką polanką przy osadzie rodu Uchiha

Postprzez Shijima » 19 lis 2017, o 10:07

Fascynowało go to. Podobało mu się. Zgrany ruch ciał, który jest podobny do tańca, o wiele bardziej mocny, stanowczy, a on sam czuł w trzewiach impet uderzeń, z którymi yari i kij cięły powietrze, gdyby pozwolono im opaść na ciało - jakich szkód by dokonały? Hayami nie był w tym tańcu dzieckiem, a jednak nie potrafił spojrzeć na niego inaczej - gdyby mógł rozłożyłby nad jego głową czarne skrzydła i schronił przed światem. Przed każdym jego złem i tragedią, chociaż ten chłopak tego wcale nie potrzebował. Nie znał go. Seinaru znał Hayamiego nieco dłużej, Shijima wiedział o nim tyle co nic, a i tak miał wrażenie, że zna go na wylot. Tak samo było przecież z Seinaru. Każde słowo, każde spojrzenie, tutaj nie było się bezpiecznym, tutaj z ludzkich dusz układano puzzle. Dopiero potem pytano, czy słodki świat to wybaczy. W końcu posiadał oczy, które widzą. A jednak miał problem, by nadążyć za ruchami tej dwójki. Tak samo mógłby powiedzieć o Seinaru, że chciał go chronić. Prawda była taka, że to on szukał u niego ochrony, wsparcia i co najważniejsze - poparcia. Mimo poczucia bycia zaakceptowanym nadal potrafił ślicznie zwodzić i kłamać, nie wiedział, na ile Kei to dostrzega, ale miał wrażenie, że brzydziłby się nim, gdy zobaczyłby księgę objawienia wszystkich tych odczuć i myśli, jak wszyscy się brzydzili. I co powiedziałby Hayami, tak gorąco wierzący w honor i wielkość czynu? Nieskazitelny i niezarysowany, spoglądający na świat jasnymi oczyma równie jasno.
Nie było żadnego powodu, żeby wtrącał się do tej potyczki. Nikt go o to nie prosił i nie prosił samego siebie - ruch potrafił oczyścic umysł. Pewnie dlatego on sam ciągle stał w zupełnym bezruchu jedynie się przyglądając - czarna sylwetka odcinająca się na tle bieli. I nie spodziewał się, że w tym miejscu przyjdzie im się spotkać z jeszcze jedną osobą.
Poczuł zimny dreszcz, paraliż ciała, który z napięcia mięśni przeszedł gładko do rozluźnienia. Poddania się. Serce uderzyło mocniej, by zaraz zwolnić, jakby nie chciało bić już wcale. To napięcie ciała nie było niezauważalne. Nie odwrócił się, słysząc głos Shinjiego, nie obnażył broni, chociaż jego ręka oparła się na rękojeści wakizashi skrytego pod płaszczem. Jego oczy od razu, automatycznie zalały się czerwienią. Wbił je w Keia, który za bardzo zajęty był pojedynkiem.
Umrę. - czy to nie była najbardziej normalna myśl na świecie? Przecież rozpoznawał doskonale ten głos. Na polu bitwy mógł mu pogratulować, ale nie tutaj, gdzie nie było dokąd uciekać. Mówić, że się nie bał? Nie bał. Do tej pory nie obawiał się tego, że wojownik, który posiadał takie umiejętności bojowe zawróci sobie głowę szukaniem zemsty na kimś tak maluczkim jak on, to jednak, że tutaj był, że się pojawił, mówiło wiele. Mówiło samo za siebie.
Nie dostrzegł broni w rękach shinobi.
- Nie każdy popełnia błędy na polu bitwy. - Honor? Nigdy nie wierzył, żeby warto było za niego oddawać życie i gdyby to o niego chodziło to zbyłby to pewnie żartem. Co innego, kiedy Shinji właśnie zasugerował to o Seinaru i Hayamim. Wyrzut miał swoją ukrytą stronę, bo przecież Shijima również popełnił błąd - wdał się z kimś o wiele od niego silniejszym w dyskusję. Obrócił się w stronę Shinjiego. - Szukałem cię na polu bitwy, niestety nasze drogi się rozminęły. Gratuluję wielkiego zwycięstwa. Dobrze, że utrudniona komunikacja na końcu bitwy nie zaszkodziła jej przebiegowi. Jako przeciętny shinobi jestem pełen podziwu dla pańskich zdolności. - mówił to wszystko tonem spokojnym, spoglądając w oczy swojego rozmówcy swoimi rozpalonymi. Zaraz jednak wygasły, pozostawiając niezmąconą czerń. Otchłań.
Obrazek
Dostałem w darze moc, by emocje budzić.
Przestałem czytać z ksiąg, zacząłem z ludzi.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 683
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość