Wioska Shōhei

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 2 lut 2017, o 20:11

Obrazek
Sołtys
C 5/30


Przebranie nie przydało się mężczyźnie na nic. Ludzie zarządzający wioską byli sprytniejsi niż mogło się wydawać Yoshiemu. Chciał przebadać ciała, ale te skutecznie zostały usunięte w chwilę moment i dowodów nie ma. Chociaż, co mógł znaleźć przy ciałach? Odcisków nie zbierze, kryminalnym nie jest, a papierów żadnych pewnie przy sobie nie mieli. Wszystkie plany, które miał Czerwony Król co chwilę zostawały rozwiązane negatywnie. Nie miał czego się chwycić, pewnie gdyby był Horatio Caine’a, coś by wymyślił. Genjutsu w tej chwili odpadało, odpalony Sharingan wykryłby bez problemów rzuconą iluzję na czerwonowłosego. Chociaż... Moment, w którym zmienił wygląd i musiał dezaktywować sharingan? Nie znalazł niczego istotnego, na biurku nic nie leżało, postanowił więc zajrzeć do szuflady. Na całą szufladę znalazł tylko kawałek papieru. Wziął go w łapę i mógł ujrzeć napis: "Sołtys już nie żyje. Odejdź i daj w spokoju żyć. Równając wioskę z ziemią nic nie zyskasz.". Nieznajomy zostawił wiadomość zaadresowaną do Yoshiego, bo któż inny mógł wejść do gabinetu w celu przeszukania go. Po dosłownie sekundzie, może dwóch, kartka papieru zmieniła się w wybuchową notkę. Yoshi miał kilka chwil żeby się ulotnić...
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 2 lut 2017, o 20:58

Aktywował Sharingana, a czerwone ślepia miały spojrzeć z innej perspektywy na pokój, zaglądał we wszystkie kąty, dłonią dotykał wszystkich półek jakby szukając jakiego tajnego przejścia ale niestety nic z tych rzeczy nie znalazł. Delikatna nutka irytacja zaczynała go dopadać, nie miał żadnego punktu zaczepienia co się tutaj mogło dziać, a dokładniej rzecz mówiąc zaczynał wątpić, że uda mu się to zadanie wykonać, choć jeszcze się nie poddawał, to te myśli pojawiły się w jego głowie.
Pozostało mu do przeglądnięcia biurko, w którym jak się okazało była karteczka, na której coś pisało... Uśmiech wymalował się na jego twarzy kiedy to tekst przetworzył mu się w głowie, teraz wiedział, że jest obserwowany lub coś w tym stylu. Z tą wiedzą nie odpuści i ukończy tą dziwną misję, w której to nic nie trzyma się kupy. Nagle karteczka zaczynała się zmieniać, a po chwili przybrała wygląd wybuchowej notki. Czerwony Król od razu puścił notkę i ruszył prosto w stronę okna by przez nie wyskoczyć. Budynek nie był wielki, więc nic mu się nie stanie... A kiedy to wyląduje na ziemi ruszy w kierunku dalszych części miasta.
-Zniszczyć miasto? Przecież ja się chce dogadać... -uśmiech malował się pod nosem, a on szedł przed siebie, prosto naprzeciw pustego miasta? Które stoi naprzeciw niego...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 3 lut 2017, o 10:44

Obrazek
Sołtys
C 7/30


Jedyne co znalazł swoimi legendarnymi ślepiami była ta kartka, w biurku. Kawałek papieru i trochę atramentu, co składało się na wiadomość zaadresowaną do Uchihy. Niby nic wielkiego, gdyby nie to, że zaraz po przeczytaniu kartka przybrała postać wybuchowej notki. Dla czerwonowłosego był to jasny sygnał - trzeba spieprzać i to szybko. Natychmiastowo rzucił notkę na podłogę, odwrócił się na pięcie i pognał w stronę okna. Można powiedzieć, Yoshi przytomnie spierdolił jak kiedyś Andrzej Gołota z ringu po trzeciej rundzie. Wyskoczył z budynku, spokojnie wylądował na ziemi i ruszył ulicami wioski. Mógł usłyszeć "bum", a z gabinetu sołtysa nie zostało nic. Czarny dym unosił się nad wioską, kawałki drewna latały we wszystkie strony. W ścianie budynku powstała wielka dziura, raczej nikt tam urzędować ponownie nie będzie.
Czerwony Król uśmiechnięty, zadowolony z tego, że akcja nabiera tempa, zaznaczył, że nie ma w planach rujnowania miasta, a po prostu chce się dogadać, ale kto by mu wierzył? Kierował się w miejsca, których jeszcze nie zdążył odwiedzić, mądry ruch, może tam coś znajdzie. Poczuł ukłucie w głowie, świat zaczął wirować, nogi zrobiły się jak z waty, facet normalnie odpływał. W moment padł na ziemię, jeszcze półprzytomny.
-Dawaj go, wór na łeb! - zdążył jeszcze usłyszeć nieznajomy głos. Był to ten sam osiłek, który podglądał walkę z podstawionym gościem. Zrobiło się ciemno, Yoshi stracił przytomność, w dodatku założyli mu worek na głowę.
Bestia obudziła się po dwunastu godzinach. Poczuł chłód posadzki na której leżał. Smród stęchlizny mocno uderzył go w nozdrza. Leżał w celi, pozbawionej okien, jakiegokolwiek źródła światła. Ciemno jak w dupie u.. no. Mógł zadać sobie pytanie, kiedy zdołali go otruć? Być może trujący środek, rozpylony w gabinecie sołtysa w takim stężeniu, mimo otwartego okna nie zdążył wywietrzeć. Tyle pytań, żadnej odpowiedzi.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 3 lut 2017, o 11:07

Kroczył przed siebie, zostawiając za swymi krokami ślady, przed siebie ku dalszym częścią miasta, jakby nigdy nic rozglądał się tu i tam, aż w pewnym momencie świat zrobił się dziwny... Wszystko zaczęło bujać, a po chwili wirować, złapał się za głowę, przymknął oczy, ale to nic nie dało, stracił kontrolę nad ciałem. Najpierw ugięły mu się kolana, na które to upadł, kurz przemieszany z piachem wzbił się na około jego postaci, ale to on upadł pierwszy, a nie powstała chmura. Leżał na ziemi, ledwo przytomny, czując czyjąś obecność, ba! Nawet usłyszał czyjś głos, ale po tym objęła go totalna głucha ciemność. Nie wiedział co się z nim dzieje, a czas mijał...
Po jakimś czasie zaczął odzyskiwać przytomność, trucizna czy cokolwiek to było przestawało działać, najpierw konfrontacja z bijącym od dołu zimnem, leżał na podłodze? Jeszcze nie wiedział, nie wszystkie zmysły do niego wróciły, zaraz to pociągnął mocniej nosem by nabrać więcej powietrza, pozwolić organizmowi szybciej pracować. Niemal udusił się tym haustem, niespodziewany smród wparował do jego nozdrzy, pewnie gdyby nie to, że jest w takim stanie, to teraz złapał by się za nos i przycisnął mocno, ot niespodziewany odruch.
Kolejne minuty mijały, a on wracał do swojego naturalnego stanu, nie wiedział gdzie jest, było ciemno... zbyt ciemno by cokolwiek dostrzec. Odruchowo aktywował Sharingana by być może zauważyć jakieś źródło chakry? Choć nie miał żadnej nadziei, że to się stanie.
-Co tu się odpierdala... -wydusił z siebie powoli przyzwyczajając nos do zapachu.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 3 lut 2017, o 11:26

Obrazek
Sołtys
C 9/30


Przeciętny człowiek pewnie spanikowałby w tej sytuacji, zalał się łzami, ale nie Yoshi. Został uprowadzony, ale już za chwile będzie myślał jak się uwolnić z więzienia i zemścić na wszystkich, którzy robią go w konia. Smród był straszny, nie dało się oddychać, ale do wszystkiego się człowiek w końcu przyzwyczai. Z każdą minutą Uchiha wracał do swojego normalnego stanu, mimo wszystko zmysł wzroku był skutecznie wyłączony przez panującą ciemność. Aktywacja Sharingana na nic się zdała, nie zauważył żadnego źródła, nikogo w pobliżu nie było. Nie byli głupi, osiłek widział jak czerwonowłosy rozprawił się z użytkownikiem fuutonu. Nawet go nie dotykał, nic się nie wydarzyło, a ten padł na ziemię nieprzytomny. Z ust Bestii padły brzydkie słowa, a dzięki ich wypowiedzeniu mógł usłyszeć, jak ktoś poruszył się za ścianą.
- Psst, ej Ty. Za co Cie tutaj wrzucili? - powiedział mężczyzna zachrypniętym głosem. Jak widać, Yoshimitsu nie jest jedynym więźniem i miał współlokatora, od którego być może będzie mógł się czegoś więcej dowiedzieć.
- Oni mordują, trzeba stąd uciekać. Siedzę tutaj około tygodnia i coraz kogoś zabierają i już nie wraca. Zostałem tylko ja, jestem następny. - mówił z przerażeniem w głosie, cóż.. Przyszła jego kolej, kto by się nie bał.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 3 lut 2017, o 11:41

Czerwony Król spoglądał wszędzie przy pomocy swojego Sharingana, ale niestety nic z tego nie wyszło. Był w jakimś pomieszczeniu, które nie ma żadnego źródła chakry, to znaczy że nie jest w żaden sposób chronione. Gdyby gdzieś była jego ukochana Inu, to na pewno teraz niszczyła by gołą pięścią ściany idąc na ratunek swojemu kochankowi. Yoshi niestety nie posiadał w aspektach swojej siły tak potężnego uderzenia, teoretycznie byłby w stanie się uwolnić z tego bez zbędnych zabaw, ale chciałby skonfrontować się wreszcie z kimś kto jest za to odpowiedzialny i dodatkowo dowiedzieć się czegokolwiek o tym miejscu. Nagle do jego uszu dotarł cichy nieśmiały czy osłabiony głos, należał do jakiegoś mężczyzny, który znajdował się tuż za ścianą. Lekkie zdziwienie wymalowało się teraz na jego twarzy, no ale przez ciemności i tak nie było nic widać.
-Odpoczywam, a Ty co tutaj robisz? -odpowiedział głupio, na głupie pytanie. Choć jego rozmówca wydawał się być lekko idiotyczny lub to osłabienie tak na niego wpłynęło, to delikatnie został naprowadzony, na to co być może stało się ze wszystkimi jednostkami, które zostały tutaj wysłane w celu wykonania misji.
-Powiedz mi lepiej, kim jesteś... -oczekiwał kogoś z jego rodu, a tym samym była by to idealna odpowiedź na część zadawanych pytań. Poza tym na teraz pozostało mu jedynie czekanie na rozwój sytuacji.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 3 lut 2017, o 12:30

Obrazek
Sołtys
C 11/30


- Już stąd nie wyjdziemy, zabiją nas, nie wyjdziemy... - powtarzał drżącym głosem, spanikowany, przestraszony jak zbity kundel. Nie mógł być Uchiha, ewentualnie złamali go w ciągu tygodnia, co byłoby wynikiem świetnym. Yoshimitsu mógł usłyszeć, jak facet nerwowo skrobie popękanymi, zakrwawionymi paznokciami w podłogę. Kontakt z nim jest raczej utrudniony, ciężko przychodzi mężczyźnie myślenie o czymś innym niż ucieczka i śmierć.
- Ja.. ja czekam na śmierć, tak jak wszyscy. Jesteśmy sami, umrzemy. - odpowiedział identycznym głosem co przed chwilą. Dobrze, że Yoshimitsu go nie widzi, ponieważ by się przeraził jego wyglądem. Za ubiór robiły mu tylko stare, podarte bokserki, był wychudzony, cały w swoich odchodach.
- Czego go okłamujesz, nie jesteście tutaj sami, głupi psie. Jestem jeszcze ja, nie panikuj, śmierć nie jest straszna. Wstrzykną Ci coś w ciało i niczego nie poczujesz, serce stanie. - powiedział głos, który dochodził z drugiej strony celi Uchihy. Ten był spokojny, można rzec znudzony całą sytuacją. Czekał na śmierć, czy facet po lewej stronie kłamał?
- Nieprawda! Jesteśmy tutaj sami! Ciebie nie ma, głupi chuju!! - wydarła się chudzinka na całe pomieszczenie. Po jego słowach, z drugiej strony rozległ się głośny, przerażający śmiech.
- Jestem tchórzu. A Ty przyjacielu, nie słuchaj go. On nic nie wie. - odpowiedział ponownie na spokojnie, bez żadnego strachu w głosie, pewny siebie jak nigdy.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 3 lut 2017, o 12:38

Trafił do miejsca, w którym najwidoczniej wszyscy czekali na egzekucję, a jak się zaraz okazało jest tutaj ktoś jeszcze. Osoba, mężczyzna mający bardziej naturalny głos niż ten, który odezwał się pierwszy. Znajdował się więc między szalonym człekiem, a kimś z kim ewentualnie można pogadać, choć teraz już nie byłby taki prawny tego, ale zawsze można spróbować.
-Heh, czyli Ty jesteś ten co może mi coś powiedzieć? To śmiało, nie krępuj się, chętnie posłucham co masz do powiedzenia o tym miejscu czy ogólnie co się tutaj odpierdala... kim jesteś i takie tam. Pewnie mamy sporo czasu, więc nie szczędź szczegółów. -westchnął na koniec, był skazany by dowiedzieć się czegoś od kolejnego nieznajomego. Gdyby to znajdował się w normalnych warunkach na pewno już dawno rzuciłby Genjutsu i sam wydobył potrzebne informacje z jego głowy, ale tak też teraz nie było i trzeba było jakoś skrócić sobie czas na "egzekucję", a być może czegoś się dowie i okaże się być to kolejnym elementem układanki tego dziwnego zadania. Choć powątpiewał też, że to w ogóle ma jakiś logiczny sens.
Usiadł przy jednej ścianie, opierając się o nią plecami, w oczekiwaniu na odpowiedź ze strony nieznajomego.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 3 lut 2017, o 13:26

Obrazek
Sołtys
C 13/30


Jak widać, Yoshimitsu postanowił zakumplować się z gościem, który wydawał się zdrowy psychicznie i bardziej opanowany, niż narwany. Uchiha oparł się plecami o ścianę i zaczął gadać do mężczyzny. Niezbyt przyjemnym tonem, a wręcz same zdania, które wypowiedział brzmiały jak rozkaz. Co dziwne, nie spodobało się to chudzielcowi, a nie człowiekowi po prawej stronie.
- TAM NIKOGO NIE MA KURWO! DO KOGO MÓWISZ!! AAGHR! - zaczął wrzeszczeć na całe gardło, na końcu zaczął kaszleć. Był mocno zdenerwowany, zaczął walić pięściami w ścianę, później głową. Zniszczył sobie kostki, rozbił czoło, zapewne nie zrobił wrażenia na czerwonowłosym. Zachowanie było dziwne, mężczyzna twierdził, że nikogo nie ma, skoro wyraźnie Yoshi słyszał, że w pomieszczeniu jest jeszcze druga osoba. Przecież w tej wiosce działy się rzeczy, które się w pale nie mieszczą i nic nie miało normalnego wytłumaczenia.
- Jestem i zamilcz sieroto, bo Cię zabiję drugi raz. - odpowiedział mężczyzna, wzdychając ciężko dwa razy. Yoshi mógł usłyszeć jak gość wstaje, zrobił parę kroków. Uderzająca woda w porcelanę świadczyła o tym, że właśnie gościu zaczął załatwiać swoją potrzebę. Ponownie wrócił pod ścianę i również oparł się o nią plecami.
- Chcesz wiedzieć kim jestem? Jestem wytworem Twojej wyobraźni Yoshimitsu Uchiha. Ty już nie żyjesz. - odpowiedział wciąż z tym swoim stoickim spokojem. Tym zdaniem dowalił do pieca i to równo.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 3 lut 2017, o 13:45

Oparty plecami o chłodną ścianę jego celi, z łbem delikatnie spuszczonym w dół, przymkniętymi ślepiami by skupić się na otoczeniu, w oczekiwaniu na odpowiedź, dostał ot po prostu krzyk ze strony innej niż się spodziewał. Człek zwariowany, zaczął miotać się i uderzać najpierw dłońmi w ścianę, głębokie dudnięcie odbijało się echem najpierw w jego ciele, by później wyjść przytłumione dla otoczenia. Raz po raz uderzał, aż do momentu kiedy to pierwsza i druga kropla krwi spłynęła z zranionych kostek, zamienił swój desperacki oręż na własne czoło, tym samym tutaj rozchodziły się głośniejsze echa... Czerwony Król znał dobrze te dźwięki, nie trzeba było mu tłumaczyć co tam się dzieje. Wiedział na tym świecie tyle rzeczy, że nie byłby w stanie sobie nawet wszystkiego przypomnieć. Ba! Sam nie raz zgniatał czy rozbijał głowy swych ofiar, toteż czuł się między tym jakby w swoim naturalnym rytmie.
Zaraz pojawiła się odpowiedź z drugiej strony, na te dwie zaczepki Yoshimitsu niezbyt miał zamiar odpowiadać, choć uśmiech delikatny rozgościł się na jego ustach. Zaraz dźwięk odbijającego się moczu, aż przypomniała mu się sytuacja, kiedy to desperacja duetu Senju i Kouseki wzięła górę, a Ci schowali się za barierą, a Uchiha po prostu na nią naszczał. Kolejne słowa nieznajomego niezbyt zrobiły na nim wrażenie, poza tym, że zaczął się śmiać, to nic innego z tego nie wyszło.
-Hah! Dobre... Skoro jesteś wytworem mojej wyobraźni, to dobrze wiesz, że nie mogę umrzeć. Śmierć nie może ponieść śmierci, bo to ona ją stworzyła i to prawo nie tyczy się twórcy. Możesz sobie zabijać tego drugiego mnie za ścianą ile razy chcesz... Ale pierdolenie o tym, że JA... umarłem? Jest dobrym żartem. -zaśmiał się po raz drugi.
-Ale nic nie stoi na przeszkodzi byśmy sobie pogadali. Dawno z nikim kompetentnym nie rozmawiałem. -czyżby Czerwona Bestia drwiła ze słów, wypowiedzianych przez niego samego? Niezdolny do okazania strachu, wypruty czy zmieszany emocjonalnie... Jakim to człowiekiem... jaki jest? Jaki będzie kiedy wspomnienia trochę się ostudzą...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 3 lut 2017, o 15:04

Obrazek
Sołtys
C 15/30


Rozbawiony Yoshimitsu siedział pod ścianą i nie dowierzał w to co mówi facet. Stwierdził, że śmierci nie da się zabić. Chore ego czerwonowłosego, nazwał siebie śmiercią. Można by się przestraszyć, ale na niejednego kozaka znajdzie się większy. Póki co mógł czuć się jako pan, nie trafił się jeszcze ktoś, kto zweryfikowałby jego umiejętności.
- Twój śmiech niczego nie zmieni. Jesteś martwy od dwunastu godzin. Zabili Cię. Mnie też zabili, tego psychola również. - powiedział po czym zakaszlał przykładając dłoń do ust. Na wewnętrznej stronie pojawiła się krew, ale wiedział o tym tylko mężczyzna.
- SAM KURWA JESTEŚ PSYCHOL! CIEBIE NIE MA, ZAMKNIJ SIĘ! ODEJDŹ SZATANIE! - ponownie zaczął krzyczeć, tym razem padł na ziemię i zaczął się na niej wić, jakby coś go parzyło. Agresywny krzyk zamienił się w głośne jęki i krzyki spowodowane bólem. Co tam się wyrabia?
- Jak już mówiłem, nie słuchaj go. Niech sobie pokrzyczy. Chociaż, ludzie nawet po śmierci nie mają spokoju. Nie jesteś śmiercią, dlatego zginąłeś. Myślałeś, że możesz wszystko, a załatwili Cię gazem. Jak ktoś taki może nazywać siebie śmiercią? Pogadamy i to długo pogadamy, jak widzisz... W tym świecie nie trzeba się spieszyć, mamy czasu od cholery. - kontynuował współwięzień, a wtedy przed oczami pojawiła się postać jego ukochanej, uśmiechnięta jak zwykle, biło od niej światło. Nie mówiła nic, po prostu stała i gapiła się na Yoshimitsu. Jak widać, trucizna miała skutki uboczne i wywołała halucynacje.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 3 lut 2017, o 15:27

Można by nawet pokusić się o powiedzenie, że trafił między swoich szalonych znajomych czy bardziej klonów. Obydwoje mieli podobne reakcje do niego, ba! Sam by reagował tak jak oni, to znaczy tak jakby... Ciężko to ująć było, ale to nic specjalnego nie wnosiło. Czerwony Król wyciszony wsłuchiwał się we wszystkie otaczające go dźwięki. Nic specjalnego nie udało mu się wychwycić poza nutami wydobywającymi się od szalejącego mężczyzny.
Ustaw Yoshiego otworzyły się szeroko, ziewnął głośno nabierając sporo powietrza w płuca. Klatka piersiowa uniosła się dumnie, a do uszu wpadały kolejne słowa. Bardziej zaczynał irytować go człek, który wmawiał mu śmierć. Yoshimitsu był człowiekiem, który przetrwał spotkanie z Hisato nie mając odblokowanego pełnego Sharingana, był człekiem, który nosił na klatce piersiowej bliznę po przebiciu całej klatki piersiowej na wylot, przetrwał potężne twory klanu Douhito, ba! Nie umrze, bo takie jest jego przekleństwo!
-Trochę zaczynasz mnie irytować, sprawdźmy czy to rzeczywiście jest jawa, jeśli tak to pasuje się obudzić... -gwizdnął, aktywując swoją technikę, dzięki której człek ten miał zostać rzucony w istne odbicie Tsukuyomi, gdzie człek ten rozrywany jest przez stado wygłodniałych psów raz po raz... A więc zemdleje czy też nie? Oto jest pytanie.
-Ty tam! Skoro chcesz ze mną pogadać, to śmiało. Tylko przestań pierdolić jakieś tam bełkoty swoje, mów prostym językiem. -pojawiła się Inu, która utwierdziła go w aspekcie żywotności, bo przecież gdyby umarł, ta nie pojawiła by się obok niego, gdyż ta istnieje teraz tylko w jego nowym wykreowanym świecie.

NazwaKogi-jutsu
DziedzinaGenjutsu
Ranga B
PieczęciBrak
ZasięgTak jak niesie się dźwięk.
KosztE: 25% | D: 20% | C: 15% | B: 10% | A: 5% | S: 3% | S+: 1%
DodatkoweWyjście z Genjutsu za pomocą Kai. | Użytkownik musi znać "używaną" technikę. | Łapiemy za pomocą gwizdnięcia (ofiara musi usłyszeć dźwięk).
Opis Technika iluzji mająca na celu stworzenia genjutsu odpowiedniej techniki... Prosty przykład: użytkownik chce wyprowadzić przeciwnika w pole i tworzy iluzję ataku pali Mokutonu, te obwiązują go i obezwładniają. Wtedy przeciwnik nie może się ruszyć, czuje ucisk itp. Jednak po dezaktywacji techniki np siniaki czy ból spowodowany przez silne zaciśnięcie się tej iluzji Mokutonu znika. Dla podania większego zrozumienia. Użytkownik używa kuli ognia, która perfekcyjnie trafia. Oparzenia (iluzja ich), pojawia się na ciele. Oponent czuje smród spalonego ciała, odczuwa dany ból itp. Wychodzi z techniki i jedyne co pozostaje po technice to wspomnienie. Efekt kuli ognia jak podpalona trawa przez którą leciała ognista technika również jest towarzyszem, jak i inne zmiany w otoczeniu. Oczywiście jedynie ofiara to wszystko widzi, jak i również przestaje widzieć po wyjściu z techniki.
Jest też inny efekt uboczny można powiedzieć, ponieważ jak wiemy iluzje mogą doprowadzić do różnych rzeczy, zmiany w psychice omdlenia itp. W tym wypadku, jeśli oponent w rzeczywistości nie przeżyłby ów użytej techniki w iluzji, straci on przytomność.
Efekt omdlenia możliwy jedynie jeśli przeciwnik posiada mniej konsekwencji od psychiki użytkownika o 60. Czyli użytkownik posiada 60 psychiki, natomiast przeciwnik 0 konsekwencji = omdlenie. Jeśli natomiast posiadałby 1 konsekwencji, wtedy takowego efektu nie ma.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Masaru » 8 lut 2017, o 21:16

Sołtys C 17/30
Obrazek

Bohater musiał mieć dziwne odczucia co do tego zadania. Nie miał pojęcia co tu się odwala, od początku ktoś go próbuje zabić, sołtysowi się umarło, podobno. Teraz go otruto i powiedziano mu że nie żyje. Normalnie materiał na książkę. Sytuacja w której znalazł się bohater nie była za ciekawa, aczkolwiek wpadł na dobry pomysł użycia techniki która miała na celu pozbawić przytomności lub złapać w iluzję tego bardziej rozgarniętego przeciwnika. Po gwizdnięciu nim jeszcze usłyszałeś upadek wiedziałeś że zadziałała najlepiej jak mogła. Jeden z głowy teraz wypadałoby się wydostać jakoś stąd. Ukochana czerwonego króla okazała mu się i dalej się nie poruszała , tylko stała w blasku. Na pewno to nie genjutsu, raczej faktycznie skutek uboczny gazu. Teraz zwrócił się do świra, albo raczej mówiąc ładniej kogoś kto źle znosił słuchanie od dłuższego czasu że nie żyje. Pytanie rzucone zostało jak by w nicość, chwilę panowała cisza, po której już spokojniej przemówił z celi obok więzień. Zamilkł, zniknął. Poszedł sobie, a ja żyje. Hahahahahahahah, żyje kurwaaa hahahahaha. zaraz po chwili jednak zaczął ryczeć jak dziecko. Nieee, dla mnie za późno ja już umarłem, dokładnie jak Misaki. Kochanie proszę wróć do mnie. A zaraz potem histeryczny wrzask i dźwięki jak by uderzał głową w ścianę. Zabijcie mnie, zarżnijcie jak prosieeee, nie chce już żyć. Zabijcie mniee. Wypuście mnieee Co prawda Yoshi pewnie nie był jakimś biegłym psychologiem, aczkolwiek chyba nawet on mógł sobie zdać sprawę że z takim rozmówcą to raczej sobie nie pogada. Teraz jednak chyba trzeba by było stąd wyjść.
Masaru
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 9 lut 2017, o 11:31

Gwizdnięcie rozeszło się niesamowitym echem po tym miejscu, w którym się znajdował Czerwony Król... Odbijając się od ścian miało się wrażenie, że dźwięk będzie rzucany w nieskończoność po wszystkim i wszystkich u obecnych. Gdzie zazwyczaj zaraz znika, tak tutaj brzmiało to dobrą długą chwilę, a kiedy ten dźwięk ucichł dało się usłyszeć kolejny, tym razem bardziej głuchy i ciężki, mężczyzna za ścianą uderzył o ziemię, jego ciało bezwładnie opadło. Na twarzy Yoshiego rozciągnął się uśmiech, od ucha do ucha, można by rzec że przybrał barwę Czerwonej Bestii, którą jest podczas przeróżnych spotkań z rzeczywistością... Zwłaszcza teraz, kiedy nie ma obok niego już Inu. Kły rozszczepiły się, a sam potwór rzucił kilka słów.
-Ta... Pierdolone ścierwo, powtórzę ostatni raz. Jestem kimś kogo nie da się zabić... Nikt nie zdoła tego dokonać, a ja sam będę kroczył przez świat do momentu kiedy moje przekleństwo zwane Inoue, nie przestanie darzyć mnie tym uczuciem... Będę kroczył tutaj wiecznie... -zaraz to człek będący pod wpływem załamania emocjonalnego zaczął znów paradować w swoim niezachwianym chaotycznym tańcu. Yoshi westchnął głęboko, słuchając najwidoczniej bredni jakie ma do powiedzenia ów nieznajomy. Liczył, że między tymi słowami znajdzie jakiś sens, ale niestety raczej nic z tego. Mężczyzna był po prostu złamany psychicznie i nic innego nie pozostaje teraz dla Uchihy jak czas... Jemu się nigdzie nie śpieszy, a ponoć mają tutaj przyjść i zabrać go na egzekucję, którą chciałby chętnie zobaczyć. Bo przecież wielkim wydarzeniem byłby zabicie kogoś, kogo nie da się zabić. A więc oczekiwał...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Masaru » 9 lut 2017, o 22:23

Sołtys C 19/30
Obrazek

Król bez swojej królowej leżał spokojnie czekając na kogoś kto przyjdzie dokonać egzekucji na nim. Ogólnie nie za ciekawe położenie. Jednak czerwonowłosy opierał się głównie na swoich zdolnościach iluzji dlatego nie musiał się zbytnio przejmować że ktoś zmusi go do walki technikami standardowymi. Mógł poleżeć jakieś 2 minuty w spokoju, w tym czasie jego kolega z za ściany zaprzestał samookaleczenia i tylko szlochał po cichu. Jednak potem w łzach powiedział coś ciekawego- Jestem Uchiha a do niczego się nie nadaje, chce umrzeć.... Nim cokolwiek zdążyłeś powiedzieć po takim wyznaniu szaleńca odezwał się inny głos. Młodzieniec z workiem na głowie nie bardzo mógł widzieć że jego rozmówcą jest ten sam osiłek który podglądał jego walkę w piwnicy i brał udział w założeniu mu tego hańbiącego nakrycia głowy. Fajnie ukróciłeś jego paplaninę, nie mów do mnie raczej bo i tak cię nie usłyszę. Mam zatyczki w uszach, to drugi raz kiedy widzę cię w akcji a ty dźwiękiem obezwładniasz przeciwników. Zabawimy się w pewną zabawę, ja podejdę i wstrzyknę ci substancję która zabije cię w ciągu 3 dni. No chyba że podam ci antidotum które muszę dopiero zrobić. A zrobię je tylko w momencie kiedy pójdziesz na współpracę ze mną i zabijesz we wskazanym prze-zemnie miejscu ukrywającego się sołtysa tej wioski i jeszcze 2 jego ochroniarzy shinobich. Wtedy będę najpotężniejszy w tej wsi i ja zostanę jej władcą. Nie bój się będę płacić podatki i zapłacę za okres hmmm w którym odrobinę migaliśmy się od obowiązków. Pasuje ci taki układ czy mam cię zabić? Za prawdę dylemat ci postawiony był ogromny. Zawsze była opcja splunięcia i krzyknięcia przed śmiercią jakiegoś hasła że go zabijesz. Chociaż pewnie nie zdążysz bo już umrzesz, no chyba że czerwony król to faktycznie demon w ludzkim ciele i jest nie zabijalny. Co ważne przeciwnik zachowywał się i co można wnioskować po dźwiękach jego kroków a raczej ich braku, siedział tutaj cały czas obserwując wszystko.
Masaru
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość