Wioska Shōhei

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 3 cze 2020, o 23:36

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
21


Starsza kobieta obróciła się w twoim kierunku, nie do końca wielce zaskoczona, bo i słyszała, że ktoś się zbliża. Spojrzała na ciebie wzrokiem uważnym, osoby inteligentnej, którą czas już dotknął dość mocno ręką, sprowadzając zmarszczki na jej skórę ale i zarazem przynosząc wiele przeżyć, więc i razem z nimi wiele wiedzy. W jej oczach widać było pytanie co do tego, kim jesteś i co tutaj robisz, dlaczego jesteś w jej domu i dlaczego komentujesz jej kuchnię, ale w tych samych oczach pojawiła się zaraz odpowiedź na to pytanie. Domysł, gdy skierowała spojrzenie na swojego pierwszego i drugiego zarazem gościa.
- Ma pan bardzo dobry nos w takim razie. - Nie było fałszywej skromności w słowach starszej kobiety, która wytarła dłonie w ściereczkę i od razu ją równo złożyła, jednym ruchem, przewieszając przez uchwyt od szafki. Na jej twarzy zagościł sympatyczny uśmiech człowieka nader rozumnego, do którego bez problemu docierały aluzje - taki, który przypominał trochę uśmiech liska chytruska wyczuwającego, kiedy ktoś próbuje być dla niej miły, ponieważ prawdopodobnie czegoś chce. A jej to zupełnie nie przeszkadzało. Tak jak nie przeszkadzało jej to, że jest gdzieś wyciągana, chociaż definitywnie była ostatnią osobą, którą by mąż wołał gdziekolwiek. - Proszę nie nabroić w kuchni pod moją nieobecność, panowie. - Kieyd ninja spotykają się razem w jednym pokoju i chcą coś omówić to zostawiasz ich i pozwalasz im omawiać. Nie ważne, że mogliby łaskawie wyjść i nie być bucami, gadając sobie na zewnątrz. To nie prosty człowiek ustanawiał warunki tego świata tylko ci herosi, którzy opanowali błękitną energię. Dlatego wyszła z własnego domu - praktycznie z niego wyproszona, choć w sposób uprzejmy. I co innego pozostawało prócz liczenia na to, że to naprawdę zwykła pogawędka, która nie uczyni szkody domostwu?
- Aaa nie trzebaaa. - Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, z zadowoleniem, kiedy usłyszał odpowiedź z ust Akiego. W zasadzie - z ust nieznajomego, który przyszedł sprawdzić, co takiego ciekawego dzieje się z mieczem. Wyglądało na to, że miecz był i miał się dobrze - kończony przez mistrza kowalstwa. Tylko że prawdziwy Tora jakoś nie mógł mieć się dobrze, skoro nagle zaginął w drodze z ostatniego miejsca swojego odpoczynku do samego kowala. - Od Keichiro? A za co właściwie..? - Ciemnoskóry uniósł brwi, ale jak najbardziej - skoro dają, to bierz. I tak też wyciągnął rękę po mieszek, który był wysuwany w jego kierunku. I w następnej chwili pięść Akiego już wylądowała na jego żuchwę, sprawiając, że ten się zatoczył w tył. Kości pięści mocno uderzyły w szczękę, zostawiając wrażenie naprawdę solidnego ciosu. Krzesło obok niego z szurnięciem wsunęło się pod stół, kiedy Tora poleciał w tył, potrącając je, a następny moment sprawił, że krzesło, na którym on sam siedział, runęło w dół - a on sam razem z nim.
Spojrzenie mężczyzny było przytłumione po tym runięciu. Aka złapał go dość bezproblemowo przy stopniowym oszołomieniu, zakładając dźwignię - mężczyzna nie miał siły się z nim szarpać. Za to Uchiha mógł po chwili zaobserwować, jak jego własne ciało pokrywa się chakrą, chociaż jego przeciwnik leżał grzecznie na ziemi.
- Można się domyślić, co się z nim stało. - Wymruczał nieco ściśniętym głosem. Były pewne pytania, na które po prostu chcieliśmy dostać inną odpowiedź. Pytania, na które znaliśmy prawdę, ale ciągle skrzyła się iskra nadziei, że osoba odpowiadająca powie coś innego. Byli też tacy ludzie, którzy zawsze swoimi odpowiedziami rozczarowywali. Czarnoskóry, anonimowy blondyn musiał być jednym z nich.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 10 lip 2020, o 21:50 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 10 lip 2020, o 14:02

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Cieszył się, że jego bajeczka się sprzedała. Naprawdę. Nie chciał, by starsza kobieta niepotrzebnie ucierpiała, zresztą... w ogóle wolałby, żeby choć raz wszystko potoczyło się po jego myśli. By misja inna od patrolu skończyła się tym, że wszyscy żyją długo i szczęśliwie, i że nikt nie umrze gdzieś tam, w przydrożnym rowie, dławiąc się swoją własną krwią. Ale to przecież tylko pobożne bajeczki - tak jak ta jego samego. Bajka o chlopcu, którego życie nigdy nie było bajką. Raczej dramatem, choć to raczej takie górnolotne określenie. Bardziej chyba pasuje tutaj szmatławiec, wysryw jakiejś nastoletniej, niespełnionej pisarki, która swe żale przelewa na papier. Trudno było być Uchihą - taki ich los. Być tymi, którzy z góry są skazani na drogę przez mękę. Z jednej strony los, który obdarzył ich tak perfidnie rozwijającym się Limitem Krwi, z drugiej strony wszechobecni mędrcy mówiący, że każdy jest kowalem własnego losu. Pięknie to brzmi - naprawdę. Szkoda, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Rodząc sie w tym świecie musisz pogodzić się z jego zasadami. Nonkonformizm nie jest tu mile widziany, a wszystko co odbiega od normy jest w brutalny psosób konfrontowane z rzeczywistością. Chłopiec z Blizną na Szyi doskonale o tym wiedział - tyle razy juz się nadział na te słodkie, maślane oczka, tyle razy zaufał niewłaściwym ludziom, że w końcu się chyba nauczył, że jedyną osobą na tym kontynencie, której może zaufać, jest on sam. Choć i nad tym możnaby dyskutować.
Każdy zasługuje na życie... prawda? Choć z drugiej strony, gdy spoglądasz na takiego śmiecia, jak ten leżący pod Akim, to czy nie zastanawiasz się, jakim cudem coś takiego zostało spłodzone? Nie interesuje Cię, jak bardzo trzeba było się upodlić, by teraz prowadzić swoje życie w ten sposób? By oszukiwać, zabijać, kraść? Kłamstwo ma krótkie nogi, a prawda zawsze wyjdzie na jaw. Teraz, jutro, za miesiąc, czy rok, ale zawsze - prędzej, czy później - przyjdzie taki wścibski Uchiha, wtrąci swój długi nochal nie tam, gdzie trzeba i usłyszy to, czego usłyszeć nie powinien. I powiedz, gnoju, warto było?!. I wiedział, że nie uzyska odpowiedzi na te pytanie. Ale nie było głupich pytań - były tylko głupie odpowiedzi. A Aka nie przepadał za powtarzaniem się. Irytowało go, a każdy kto go znał wiedział, że jest jak beczka z prochem, której wystarczy tylko iskra by wybuchnąć.
A mężczyzna był na bardzo dobrej drodze, żeby to zrobić. I Tora popełnił ten błąd, że nie był grzecznym chłopcem, nie podobało mu się jak mały, słodki chłopczyk zdominował go i trzymał przybitego do podłogi.
- Przestań. Widzę to. - powiedział, w tej samej chwili sięgając do cholewy buta, w której przecież trzymał swój sztylet. Dość już było grzecznego Akiego, który pyta dwa razy. Tym razem nie zadał pytania. Mężczyzna albo sam się domyśli i odpowie, albo zginie. Nie było innej opcji i w tym momencie młody Uchiha był tego pewien, jak niczego innego w swoim życiu. Bo Aka od durnych, wymijających odpowiedzi bardziej nienawidził tylko, gdy ktoś coś kombinował podczas "rozmowy" z nim. Gdy ktoś nim manipulował, zwodził, oszukiwał. A ten tutaj, ewidentnie kombinował. Kolega miał pecha, zapewne nie wiedział, że Sharingan był całkiem potężnym narzędziem, pozwalającym na wyczucie chakry. Zwłaszcza obcej chakry. I w tym momencie nie obchodziło go to, że nie dowie się, co się stało z Torą. Że nie będzie miał pewności. W nosie miał też to, że krwią pobrudzi świeżo wypastowaną podłogę w kuchni. Jeżeli mężczyzna nie posłucha groźby Uchihy i w tym samym momencie nie przerwie wypuszczania chakry, to bez żadnego wahania poderżnie mu gardło, mordując go szybko i bezboleśnie.



Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Statystyki i ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 10 lip 2020, o 22:48

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
23


Kto ustalał zasady - pytanie, które zadało wielu. Kto powiedział, że świat ma działać właśnie w ten sposób. Kto powiedział pierwsze "a", żeby ludzie nauczyli się mówić "b"? Ktokolwiek to zrobił, znalazło się potem stado takich, co zakończyło wszystko "kiedyś było lepiej". Czyli kiedy? Zanim się narodziłeś? O, wtedy na pewno lepiej brzmiał i smakował ten świat. Nie wiem, czy wiesz, ale obserwowałeś go wtedy oczyma motyla, którego skrzydła niesione były na wietrze. Niewiele brakowało, a utopiłbyś się pod jesiennymi liśćmi. Krótkie, motyle życie było bardzo intensywne i brakowało w nim czasu na rozckliwianie się nad dramatami, tanimi pismadłami i perfidią Losu, co kochała robić fikołki i zarzucać swoje blade warkocze z ramienia na ramię. Za nimi zawsze wirowały wstążki i kokardki, a za jej sylwetką śmiech i.
I motyli płacz.
Pokryte ciało chakrą nie było jak motyl. Nie czujesz się nieswojo? Obca siła, obca ingerencja, która próbuje zburzyć solidne mury, jakaś armia, która huczy, która krzyczy, która chce coś zmienić. Może zmienić pierwsze "a", albo dopisać zupełnie nowe "b". Byłeś pierwszą literką, drugą, trzecią - ten mały chłopaczek. On chciał być chociaż czwartą. Albo planował się wepchnąć na nowy poziom. Wyższy. Miałeś wielkie plany, albo wielkie marzenia (powiedz - oba?), żeby tym razem w końcu wyjść z rozciągniętymi w uśmiechu ustami. Ma być lepiej. Inaczej - bo lepiej. Szczęśliwej i szerokiej drogi, mój Przyjacielu, co zawsze źle wybiera. Nieuk pokera - zawsze stawia na złe karty, ale jest już od tej gry tak uzależniony, że nie może odejść od stolika. Dlatego ciągle prosi o kolejne rozdanie. Dlatego wraca, nawet kiedy nie ma pieniędzy i zaciąga pożyczkę, żeby móc wrócić ten ostatni raz. Nikt jeszcze nie kończył imprezy po jednym piwie. Tak jak po pierwszej czarce sake nie odmawiało się następnej. Pokryte chakrą ciało wydawało się już nawet nie należeć do ciebie, tylko do tego, kto technikę tworzył, a którą twoje oczy próbowały zrozumieć. Twój mózg próbował odpowiednio zinterpretować to, co się z tobą dzieje. Nie czujesz przez to dreszczyku emocji?
Oczy nieznajomego powędrowały w górę, łapiąc kątem oka wyciągnięty z cholewy nóż. Trzymałeś go mocno i czułeś pod sobą, jak się napina i wierci, jak próbuje zyskać trochę przestrzeni do siebie i jak mocno wygiął teraz głowę, kiedy dostrzegł ostrze niebezpiecznie blisko niego. Jak możesz się domyślić, co będzie się działo w tej historii - broń zaraz też pokryła się chakrą. I już w następnej chwili twój własny nóż obrócił się przeciwko tobie. Poczułeś szarpnięcie - twoje palce automatycznie próbowały utrzymać uścisk, ale szybko uległy sile magicznej. Wyrwany z dłoni sztylet odleciał kawałek i odwrócił się w powietrzu w twoim kierunku - wycelowany w szyję. Oczy nadążały. Ale czy nadąży ciało, kiedy już widziałeś, że szybkość broni znacznie przekraczała możliwości twoich mięśni?


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 11 lip 2020, o 00:13

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


W tym świecie to Antykreator decydował o tym, jak będzie wyglądała przyszłość. Już nie raz pokazał, że zamierza ułożyć świat według swojego widzimisię. A Aka? Aka już chyba dawno przestał wierzyć w takie bajki, jak bogowie. Chyba z wiekiem wyrasta się z wiary w bogów i los. Po prostu gdy się starzejesz nie masz czasu na rozmyślanie nad tym wszystkim. Nie zastanawiasz się, czy istnieje coś takiego jak efekt motyla. Bo widzisz - na niektóre rzeczy nie masz wpływu, choćbyś nie wiem jak bardzo się starał. Nie zmienisz koloru skóry, włosów, oczu. Zawsze będziesz tym bladym brunetem o błękitnym spojrzeniu. I możesz zabić dziesiątki osób, a tysiące rzucić na kolana. A i tak na końcu zawsze będziesz tym samym Uchihą, cholernym owadem, tym motylem. Tą ćmą. Ćmą, która leci do światła licząc, że w końcu uda jej się osiągnąc cel. Że może dotrze gdzieś, gdzie będzie szczęśliwa, radosna. I jakże boleśnie przekonuje się, że to wszystko to tylko złudzenie. Bo gra od początku była ustawiona...
I cholera, kim ty jesteś, bandyto pierdolony? Co zrobiłeś, ze jednym ruchem przekreśliłeś mój plan, a marzenia w tak obrzydliwy sposób zniszczyłeś, niczym domek z kart. Nie lubiłeś grać w pokera, co? Wolałeś rozpierdolić wszystko w drobny mak. Cholera, Tora, przecież mogłeś z tego wyjść. Cały. Żywy. Mogłeś przecież wszystko grzecznie powiedzieć, a potem odejść i zacząć nowe życie.
Oh, Aka. Czy on naprawdę był taki naiwny? Naprawdę myślał, że ktoś, kto prawdopodobnie stoi za śmiercią Tory, ot tak rzuci swoją przeszłość i sprzeda wszystkich swoich przyjaciół? Że pośle swoją - co by nie mówić - rodzinę na śmierć? Kto jak kto, ale Uchiha powinien doskonale sobie zdawać sprawę z tego, jak ważna jest rodzina.
Ale jeśli powiedziało się "a", to trzeba powiedzieć "b". Jeżeli powiedziało się "b", to trzeba powiedzieć "c", a jeżeli przeciwnik próbuje powiedzieć "d", to trzeba powybijać mu zęby, bo to nieładnie wpierdalać się komuś w zdanie.
Czy chłopak był zaskoczony? Nie. Nie zmieniało to jednak faktu, że był zawiedziony. Trudno powiedzieć, czy przeciwnikiem, który zdecydował się z nim walczyć, czy może raczej sobą - że nie do końca zdawał sobie sprawę z czym (lub raczej z kim!) ma do czynienia. Yamanaka? - brzmiała pierwsza myśl. Kojarzył taką jedną. Cholera, jak on nienawidził tego uczucia, gdy coś próbuje przejąć nad nim kontrolę. Ale do diabła, przecież Inoshi używała jakiejś dziwnej pieczęci, by wejść w jego ciało. Poza tym... to było inne uczucie. No i broń - ten cholerny sztylet, który wyślizgiwał mu się z palców. Już wtedy poczuł, że nie da rady. Że musi szybko wymyślić coś innego. Przecież to było niemożliwe, by zwykły kawałek metalu był silniejszy od niego. Czuł, że to nie ostrze jest problemem, tylko jego ciało. Ale przecież musiał coś zrobić! Był w stanie skopiować tę technikę? Cholera, chciałby ją poznać, ale teraz chyba nie było czasu na dokładną analizę. Dobycie broni zajęłoby zbyt wiele czasu, złożenie pieczęci w tym stanie również zdawało się cholernie trudne. Wszystkie te myśli przebiegały równocześnie. Czuł, jak ma problem by poruszać palcami. Ale wiedział, co chce zrobić. I nie potrzebował do tego ani palców, ani tym bardziej pieczęci.
Jego włosy zaczęły się gwałtownie rozrastać. W końcu to, co teraz robił, nie było nawet związane z ciałem - a przynajmniej z mięśniami. Za pomocą chakry wydłużył swoje włosy do imponujących rozmiarów. I to za pomocą chakry je wystrzelił - jego ciało mogło być w tym momencie bezwładne, a i tak powinno udać się mu wykonać tę technikę. Zaczął to robić tak naprawdę już w momencie, gdy gość zaczął się szarpać i nie posłuchał polecenia. Ułamki sekund, tak ważne, tak cholernie potrzebne...
Długie, krucze włosy opadały teraz wzdłuż jego ciała. Z takiej odległości Aka nawet nie musiał celować. Posłał 40 senbonów przed siebie. Dwadzieścia, by zbić sztylet lecący w jego kierunku, a 20... tak naprawdę pod siebie. By natychmiast zabić wroga, który znajdował się tuż obok. Nie miał żadnej ciężkiej zbroi, a jego głowa była całkowicie odsłonięta. Powinien zginąć na miejscu. Aka nie chciał jednak kusić losu, cholera wie, co przeciwnik miał w zanadrzu. Dzięki temu, że technika, którą wykonywał, nie wymagała od niego pieczęci, to w tym samym czasie starał oderwać się od mężczyzny, przeturlać, przewrócić się w tył, za krzesło. Nie chciał go dotykać - bez znaczenia, żywego, czy martwego.



Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Statystyki i ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 11 lip 2020, o 13:45

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
25


Antykreator? Bóg ostateczny? Ten, co stworzył, dał i teraz odbiera? Niezadowolony ze swego stworzenia, więc postanowił je usunąć? Jak smutne by musiało być to, że zapragnęło się przynieść kres wszystkiemu, co wcześniej własnymi palcami się ulepiło. Jak delikatne musiały być emocje boskie - jak motyle skrzydła. Dryfowały w powietrzu, wraz z wodą, grzebano je w ziemi, by wyrosły z nich kwiaty - i pojawiały się smutne, niebieskie irysy i gorzkie, złociste chryzantemy. Ktoś je potem zrywał i stawiał na anonimowym grobie mającym upamiętnić wszystkich, którzy polegli w procesie wprowadzanych zmian. W trwającej zemście mającej uzmysłowić ludzkości, jak daleko odsunęła się od pragnienia serca tego, kto zaczął pierwszą kreseczkę do naszego "A". Brak wiary w tego boga był ekwiwalentem dorastania. Chwilowym urlopem, ale nie stałą. Zmienną, ale nie zmianą. Przemijasz okres buntu, stajesz się ważną postacią, która ma rolę w klanie do odegrania i plany na własne życie, zaczynasz biec i pędzisz, tracisz czas, pieniądze i młodość. W końcu widzisz pierwsze siwe włosy w swoich pięknych, czarnych. Potem dostrzegasz zmarszczki. Zwalniasz. Zaczyna ci brakować tchu i sił. Zaczyna brakować czasu - kiedy straciłeś to wszystko? Kiedy przestałeś się śmiać, tak jak za dawnych lat? Kiedy ład zamieniłeś na chaos, bo motyle skrzydła musiały akurat uderzyć za twoimi plecami? Wracają pytania, a wraz z nimi wraca bóg. Wracają myśli - z myślami pojawia się wiara.
Człowiek musi w coś wierzyć. Inaczej jest zagubiony.
Uczucie ciężkości i niedowładu ciała było fałszywą dykcją wypowiedzianą przez umysł. Ułudnym wrażeniem tego, że coś cię obleka, ale z twoim ciałem nie działo się nic złego - poza tym, że palce nie były w stanie sprzeciwić się niewidzialnej sile, która pociągnęła nóż. Kto nożem wojuje, zginie od własnego ostrza. Na pewno tak to leciało? Wszystk nabrało tempa - wyrwany nóż i włosy, które nagle się zaczęły wydłużać, a których właściciel ani nie chciał tracić kontroli na przytrzymywanym do ziemi wrogiem, ani nie chciał zaufać własnemu ciału. Jeśli w boga nawet nie miał wiary, jak uwierzyć w zwykłego człowieka? Do mnie mówisz? Co TY zrobiłeś, że planujesz odebrać MOJE życie?!
Przeciwnik, fałszywy Tora, wyrwał jedną rękę i sięgnął do wielkiego shurikena na plecach, który nagle też sie poruszył i wyrwał spod twojej ręki, obracając się do ciebie niemal półprofilem. Wykorzystał to, że twoja jedna dłoń sięgała po sztylet, do kabury. Zachwiana równowaga była szybko odzyskana, ale zmusiła cię do oddania rąk mężczyźnie... jeśli planowałeś zachować swoje rąsie. Mimo niekomfortowej dla przeciwnika sytuacji, ten zdawał się w miarę nadążać nad tym, co się dzieje. Brak szamotaniny, cisza, tylko przyśpieszony rytm serca i skupienie w adrenalinie. Tak wyglądają walki wielkich ninja?
Sztylet poleciał i wbił się w biceps Uchihy. Boli? Igły odbiły się od niego z brzdękiem, w żaden sposób nie oddziałując na jego spowolnienie. Broń - jak wściekła - wciskała się uparcie w ciało, przyciągana do niego jak... magnes. Zaraz jednak opadł na ziemię, pozostawiając po sobie gorące uczucie pieczenia i dyskomfortu. Uniesiony shuriken zakręcił się w powietrzu działając niemal jak wiatrak. Część z igieł przeleciała do przodu, kiedy fałszywy Tora wykrzywił się w bok, żeby uniknąć igieł. Te w części dosięgnęły celu. Wbiły w jego twarz, we włosy. W końcu coś przecięło ciszę - jego krzyk. O ile pierwszy nie krzyknąłeś. Mężczyzna jak oszalały sięgnąć dłońmi do swojej głowy, drąc się wniebogłosy. A wielki shuriken poleciał prosto w kierunku twojego torsu.
Nadal znajdujesz się nad Torą. Twoje ciało nadal jest obleczone chakrą, tak jak sztylet u twoich nóg, tak jak wielki shuriken, który zabłysnął nią w mgnieniu oka, w drugiej już zaczął się poruszać.


Przeciwnik ma 57% chakry.

Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 12 lip 2020, o 22:26 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 11 lip 2020, o 17:58

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Jego oczy były wyjątkowe. Potrafiły dostrzec naprawdę wiele, ale czy potrafiły przewidzieć to, co się teraz działo? Gdy cienkie ostrze rozrywało jego skórę mógł z czystym sumieniem powiedzieć sobie: nie. Nie znał tego klanu, nie wiedział jak działa - nie miał prawa wiedzieć. Bo po czym poznasz przynależność do klanu? Były pewne tropy, na podstawie których można było pokusić się na identyfikację rodu, jak na przykład czarne oczy u Uchiha. Ale kto jak kto, Aka był doskonałym przykładem, że nawet od tak oczywistej reguły znajdą się wyjątki. Czy skompromitował się więc, gdy w kącikach oczu pojawiły się łzy? Czy wstydem było krzyknąć pierwszym? Nie. Oczywiście, że nie. I choć Aka nie zdawał sobie sprawy z tego, jak działa ludzki organizm - jak skomplikowane procesy związane z wyrzutem adrenaliny w nim zachodzą - tak wiedział, że żadna reakcja zachodząca w ciele człowieka nie jest pozbawiona przyczyny. Krzyczał więc, a krzyk - choć (i może nawet przede wszystkim!) był przepełniony gniewem - dawał mu motywację do działania. Krzyczał, bo musiał. Krzyczał, bo to jeden z pierwotnych mechanizmów, dający człowiekowi energię do rozwiązania problemu.
Wierzył więc - lecz nie w bogów, do których być może powinien się modlić. Wierzył w siebie. Wierzył w swoje ciało. Wierzył, że da radę. Wierzył, lecz nie dlatego, że chciał wierzyć. Wierzył, bo inaczej byłby zgubiony.
Aka zrozumiał. I chyba teraz, gdzieś tam w głębi siebie modlił się do Amateratsu. Nawet, jeżeli nie potrafił tego głośno przyznać. I modlił się, żeby nie zrozumiał za późno. Powiadają, że jak trwoga to do boga. Ale czy naprawdę można było nazwać to hipokryzją? Przecież tak działał świat - ludzie przypominali sobie o bogach, gdy ginęli. Gdy byli na łożu śmierci. Gdy cierpieli z głodu. Gdy rak zżerał ich wnętrzności od środka.
Gdy wprost na nich leciał Shuriken, gotowy wbić się w brzuch i wyrzucić wszystkie flaki na wierzch.
Nie był słaby. To po prostu ta cholerna technika, której działanie zrozumiał dopiero teraz. Gdy przeciwnik wił się z bólu, wściekle warcząc i charcząc, wtedy zrozumiał. Nie był słaby. A przynajmniej nie aż tak słaby. Po prostu technika, której użył przeciwnik pozwalała mu całkowicie przejąć kontrolę nad bronią. Nic dziwnego, że wątłe dłonie Akiego nie były w stanie przeciwstawić się temu wszystkiemu. Nic dziwnego, że jego włosy nie dały rady zbić pocisku z trajektorii. I w tym momencie młody Uchiha był już niemal pewny co się działo, gdy przeciwnik leżał na ziemi z powbijanym w twarz senbonami, rycząc i charcząc z bólu. Nikt w takim stanie nie byłby opanować się i tak skutecznie operować bronią. Chakra służyła jako znacznik.
To musiało stać się w momencie, gdy ich ciała się zetknęły. Aka nie wiedział kiedy - czy gdy pięść lądowała na żuchwie wroga, czy może potem, gdy założył mu dźwignię. Nie miało to zresztą teraz większego znaczenia. Musiał myśleć. Musiał... działać.
Aka jedną sięgnął do kieszeni i smyrnął fałszywego Torę po boku. W tym ferworze walki, gdy przeciwnik był zajęty rozpaczliwymi próbami ratowania swojej twarzy, wątpliwe było, aby zorientował się, że do jego torsu Uchiha właśnie przylepił notkę wybuchową.

Nie mógł jej jednak zdetonować. Po pierwsze - za blisko. Po drugie - leciał na niego ogromny shuriken, którego chcąc nie chcąc, musiał się jakoś pozbyć. Dlatego drugą ręką chwycił przewrócone krzesło - te same, z którego parę sekund temu zrzucił Torę. Ten ruch miał dwa cele. Dzięki uzyskaniu podpory z zewnętrznego źródła, mógł szybciej wstać - do siły swoich nóg, dołożyć siłę swojej ręki. I choć może wydawać się to prozaicznym, mało znaczącym ruchem, to wcale tak nie było. W swoim życiu każdy, prędzej czy później musiał upaść na kolana. O wiele łatwiej jest wstać, gdy ktoś do podciągnięcia poda Ci pomocną dłoń. Albo nogę. Od krzesła. Poza tym krzesło zdawało się doskonale w tym momencie spełniać rolę tarczy. Nawet, jeżeli wbije się w drewnianą konstrukcję i ją przebije, to już da Akiemu chwilę czasu. Chwilę czasu, by odskoczyć dwa metry w tył, przed lecącym w niego sztyletem. Chwilę czasu, by puścić krzesło ze wbitym weń ostrzem i złożyć jedną tylko pieczęć.
Węża.

Podstępna żmija.



Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Statystyki i ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 12 lip 2020, o 22:35

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
27


Rzeczy w chaosie przeinaczały się. Tak samo jak ludzie. Niektórzy uważali go za zły, ale w swojej istocie był całkowicie dobry - i naturalny. Chaos był zmianą. Przeistoczeniem. Przemienieniem jego dawnej formy w zupełnie nową, albo delikatnym odkształceniem, dzięki któremu zmieniał tylko lekko swój kolor. Zmiany jednak bardzo często niosły ze sobą obawy. Strach - to rzecz ludzka, rzecz powszechna. Rzecz tak naturalna, że potrafiła wstrząsać całymi królestwami tak zwierząt jak i ludzi. Czy rozumiesz już, dlaczego chaos uważany był za zły? Dlaczego człowiek chaosu się bał? Dla równowagi, aby (jak zawsze) rozjaśnić czerń, wymyślił ład. Stałą, niezmienną. Oszukiwaliśmy się, że ład to rzecz stała, która zapewnia nam podporę. Nogę od krzesła, bo przecież ręka ludzka w końcu się pomarszczy i straci na sile, a noga od krzesła nadal będzie taka sama. Mówiliśmy, że przecież ten kamień, co stoi obok domu - o, ten to będzie stał wiecznie! Wyryjemy w nim nasze imiona i nigdy nie skruszeje. Będzie murem, którego nie zawali nikt. Pomnikiem, w który wkupiliśmy się siłą, choć miał być pomnikiem natury. Raz krzesło było krzesłem, drugi raz pomocną dłonią - zachwiałeś ładem. Wkroczyłeś w chaos z krzykiem i gwałtem. Podobasz mi się taki. Pierwotny i silny. Nie chłopak płaczący nad wszechstanem i marudzący na niewiarę w bogów. Pierwotny i słaby, bo do bogów, w których nie wierzysz, wołasz. Widzisz to? Taka ludzka natura! żyjesz pełną piersią dopiero wtedy, kiedy naprawdę cię boli, kiedy przypominasz sobie, jak ważne jest oddychanie i kiedy gorąca krew zalewa nie tylko głowę. Bardzo niezdrowe to uzależnienie - rozkochanie się w bólu.
Cofasz się. Schodzisz ze swojego celu, już niekoniecznie świadomie i celowo. Chcesz uciec - od bólu? Od wniosków. Od szybkiej kalkulacji, gdy próby zrozumienia zamieniały się w zrozumienie. Wróg się nie podniósł, chociaż ewidentnie taki zamiar miał, gdy tak wyginał się pod tobą i szarpał, walczył, przeszkadzał, bo nie podobało mu się bycie zdominowanym. A święta prawda! Chujek! Złapałeś za krzesło i przesunąłeś je przed siebie, jednocześnie szybko zbierając się na nogi. Ramię pulsowało bólem, irytująco wciskało się do twojej głowy, utrudniając skupienie się na rzeczach ważniejszych, więc należało zostać przy tych ważnych. Jak ochronienie swojego dupska przed wirującym ostrzem śmierci. Może powinnam to napisać z dużej litery? Wirujące Ostrze Śmierci? Mordercza Opona? Relatable? Shuriken przestał się kręcić i został puszczony akurat w momencie, kiedy już załapałeś, co się tu dzieje, kiedy sięgnąłeś po krzesło, żeby się nim osłonić. No hej, może zadziała?
Pewnie cię zaskoczę. Zadziałało. Leżący na ziemi, kwiczący z bólu mężczyzna, który próbował przesyłać chakrę w igły (ale igły nie są metalowe, frajerze), stracił kontrolę nad bronią, którą przecież musiałby najpierw sensownie ustawić. Tymczasem wielki shuriken przechylił się tylko trochę w całym tym bałaganie, wcześniej skupiony na służeniu za tarczę. Uderzył z impetem w krzesło i zmusił cię do zrobienia jeszcze dwóch kroków w tył. Drewno wręcz jęknęło, trzasnęło od siły uderzenia. Wyobraź sobie, co by ostrze zrobiło z twoim ciałkiem. Oparcie jednak wytrzymało. Ach ta dobra, stara stolarka! Zawsze można na nią liczyć! Nauka na przyszłość - nie żałuj pieniędzy na meble.
Wróg pozbierał się z ziemi - zostawił krwawy ślad na ścianie, o którą się oparł, dźwigając w górę. Drżący, zakrywając jedno oko, wściekły. Chakra zsuwała się powoli z twojego ciała i w końcu zniknęła całkowicie. To nie było jego ostatnia literka, jaką miał tutaj do powiedzenia. Dyszał ciężko. I wrzasnął, otwierając szeroko jedno oko. Noże i naczynia z blatu uniosły się, wraz z nimi shuriken, każde nabuzowane chakrą. Za twoimi plecami były drzwi. Po prawej stronie od twojego przeciwnika było okno na świat, ale na nie nie miałeś czasu teraz przeglądać.
Co teraz?


Przeciwnik ma 42% chakry.

Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Nazwa
Jiton: Reberu Bi

Ranga
B

Bardzo ważny poziom Jitonu. Użytkownik zyskuje szereg wzmocnień, w tym magnetycznych zdolności - przedmioty pod naszą kontrolą są znacznie szybsze i możemy je posyłać na większe dystanse. Z uwagi na lepszą kontrolę umiejętności, ilość kontrolowanych przedmiotów może być znacząco większa. Dodatkowo użytkownik uczy się tworzyć pole magnetyczne wokół siebie, bądź w wybranym kierunku, które pozwala na automatyczne magnesowanie przedmiotów, które wejdą w jego zasięg za pomocą techniki Jishaku Ninpō. Wymagane jest ostrożne obsługiwanie go w miejscach publicznych przez możliwość szybkiego wypłukania się z chakry podczas przejmowania przedmiotów codziennego użytku. Ponadto użytkownik zyskuje możliwość kontroli żelaznego piasku, który musi sobie wcześniej stworzyć.

Szybkość Broni
Przeciętna (140)

Max obj. Broni
Sumarycznie 320 jednostek objętości

Wytrz. Piachu
Przeciętna (140)

Szybk. Piachu
Mierna (100)

Zasięg
Brak Skupienia
15 metrów

Pełne Skupienie
40 metrów

Pole magnetyczne
7 metrów (promień)

Objętość Max.
Szerokość
3 metry

Wysokość
3 metry

Długość
3 metry

Dodatkowe
Przy braku skupienia objętość wynosi 1/3 pierwotnej wartości

Koszt Chakry
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)


[/uhide]
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 13 lip 2020, o 13:54

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Aka nie wierzył w to, że człowiek się zmienia. Ludzie po prostu dorastali do pewnych rzeczy i zaczęli rozumieć coś, co wcześniej było dla nich niepojęte.
Albo najzwyczajniej w świecie umierali ze starości.
Dla Uchihy chaos nie był ani dobry, ani zły. Chaos po prostu był. Nie można było czemuś tak skomplikowanemu, przypisać tak prostej łatki jak te dwa przmiotniki. Natura chaosu była czymś o wiele bardziej skomplikowanym, czymś, czego on samemu nie był w stanie pojąć i nawet nie próbował. Zostawiał to mądrzejszym od siebie - wynalazcom, kapłanom, filozofom. Aka był zbyt prostym człowiekiem, by zajmować się czymś tak abstrakcyjnym, jak teoria chaosu. I można sobie wmawiać, że chaos jest tak naturalny, jak naturalny jest śnieg latem, ale czy to cokolwiek zmieni? Ludzie zbyt mało wiedzieli o świecie, dlatego bali się takich anomalii. Bali się tego, co dla nich nieznane. Bali się tego, co inne. Brzmi znajomo?. Chaos był uważany za zły - bo tak uznała większość ludzi. Demokracja, chciałoby się rzec. Prawda zaś była taka, że społeczeństwo nie przepadało za zmianami - dla takich ludzi najlepiej było zamknąć się w swoich czterech ścianach i egzystować, bo życiem tego nazwać się nie da. Czekali więc w tym domu, w ładzie, na to co nieuniknione. A potem przychodził chaos. Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził.
I powiedz mi, czyż ludzie nie są głupi, wierząc, że stojąc w miejscu zrobią krok naprzód? Powiedz mi, czyż bogowie nie są głupi, pozwalając by ich dzieło powoli popadało w ruinę? Powiedz mi, czyż świat nie jest po prostu głupi u swoich podstaw?
Ciężko być nonkonformistą, mającym przeciw sobie cały świat, wszystkich ludzi i bogów. Trudno budzić się codziennie, otwierać oczy i myśleć kurwa, znowu w tym Sogen. Ale co możesz z tym zrobić? Możesz się poddać temu cholernemu poczuciu beznadziejności, bezczynności, niemożliwości i żyć jak ten parobek, każdego dnia próbując uciułać kilka monet, by móc za to kupić miskę ryżu. Żyć? Przepraszam, pomyłka. Egzystować. Aka nigdy nie rozumiał, jak trzeba się upodlić żeby przestawić sie na takie myślenie. Jak bardzo trzeba stracić poczucie swojej wartości, by uzależnić swoje życie od innych. Irys nigdy się na to nie zgadzał. Wolał umrzeć, niżli paść przed kimś na kolana i błagać o litość. I nie są to tylko puste słowa - Aka w swym przypływie mesjanizmu już raz omal nie stracił życia, gdy cienkie ostrze przecinało mu gardło. Wtedy, w Kami no Hikage, był gotów umrzeć. Myślę, że w tym momencie niebieskooki był już zawsze gotowy umrzeć. Nie zmieniało to jednak faktu, że zawsze walczył do samego końca, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Nawet, jeżeli pożary w jego sercu czasem gasły, to ogień wiecznie w nim trwał. Ta iskra, która była gotowa wysadzić beczkę i rozpocząć pożogę i pochłonąć wszystko wokół. I w takich chwilach nawet był gotów zrozumieć tego bandytę, pomimo przykazów i zakazów zdecydował się wieść żywot kryminalisty. Czy wynikało to z jego przekonań? Czy może raczej z uzależnienia od adrenaliny, tak przecież kochanej przez każdego Shinobi i każdą Kunoichi. Powiedz, kochanie, boli?.
Akiego bolało. Pech (szczęście?) chciał, że nie był Jashinistą lubującym się w bólu. Był zwykłym, szarym człowiekiem, który cenił sobie bycie nieprzedziurawionym, nawet jeżeli blizny na ciele mężczyzny wydawały się być dla niego seksowne. Tym bardziej się cieszył, gdy cieśla robiący krzesło nie spierdolił roboty, a drewno wytrzymało uderzenie Shurikena.
Dwa metry - wciąż za blisko. Nie udało mu się oddalić na tyle, by nie oberwać swoją bronią. Aka nie aktywował notki, bo mogłoby to skończyć się dla niego... niefajnie. Zapewne przeżyłby, ale jednak wizja pokiereszowanej twarzy, albo połamanych kończyn nie była dla niego zbyt kusząca. Tak samo jak bycie przeciętym przez nowe, prowizoryczne bronie, które w tym momencie były już nasycane chakrą. Mężczyzna był już pozbawiony sił, widział tylko na jedno oko. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że w tym momencie jest chodzącą (a raczej ledwo ruszającą się) bombą. Przynajmniej przez najbliższe kilka sekund, bo potem miała zostać po nim mokra plama.
Aka sięgnął dłonią za siebie, szarpnął za klamkę i otworzył drzwi, natychmiast przez nie przechodząc. Nie otwierał ich maksymalnie, wręcz przeciwnie - tylko na tyle, by sam mógł przez nie przejść, poniekąd ustawiając się bokiem. Tym samym drzwi blokowały jedną stronę od pocisków. Wydawało mu się, że zdąży przez nie przejść szybciej, niżeli polecą w niego noże. A nawet jeżeli tak by się nie stało, to oberwałby tylko bokiem - po rękach i nogach, tą "odsłoniętą" częścią. Nic, co zagrażałoby jego życiu. Przejść i zamknąć drzwi, zrobić z nich tarczę! Uda się bez szwanku, czy jednak oberwie? Tego nie wiedział.
Gdy tylko to zrobił, gdy był już w przedsionku, złożył pieczęć węża i aktywował notkę wybuchową. Przeciwnik był zdezorientowany, widział na jedno oko, a jego szalona, irracjonalna postawa - ponowny atak, zamiast próby ucieczki, dawały chłopakowi nadzieję, że mężczyzna nie zorientował się, jaką wystrzałową niespodziankę zgotował mu Aka.



Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Statystyki i ekwipunek:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 15 lip 2020, o 15:59

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
29


Nie trzeba było szarpać się z klamką. Drzwi były nawet niedomknięte. Gospodyni nie zadbała o odpowiednią przestrzeń osobistą dla panów, może zatrzymała się nawet wcześniej za nimi, ciekawa i gotowa ciekawość zaspokoić poprzez podsłuchiwanie. Ale to tylko może. Konsensus sytuacji był taki, że dłoń Uchihy oparła się na klamce i pchnęła drzwi - o, jakie szczęście, drzwi otwierające się do korytarza, nie do pomieszczenia! Oszczędność kilku (bez)cennych sekund była teraz przeliczana w setkach ryo. W końcu nie było ponoć takiej ceny, którą można było przełożyć na własne życie. Nawet jeśli jesteś gotowy umrzeć w każdej chwili. Nawet jeśli to, że jeszcze nie umarłeś, było dla ciebie tragedią. Smukła sylwetka bardzo zgrabnie przesunęła się za nie. Jeden mały shuriken wsunął się za tobą, gładko przeszył cienką warstwę jesiennych ubrań i wbił się w miękką skórę, zostając w niej. Zostając w udzie, nad kolanem. Usłyszałeś, jak reszta wbija się w drzwi, we framugę, przynajmniej jedna stal grzmotnęła o ścianę. Już nieważne. Dziś nie miałeś być mesjaszem odnajdującym objawienie pomiędzy życiem a śmiercią. Dzisiaj miało być grzeczne przekonanie, że zimna stal zatopiona pod skórą jest na tyle cholernie nieprzyjemna, że powiedzenie o tym, że nie wolno bawić się zapałkami nagle nabierało sensu. Zaraz, co ma jedno do drugiego? Dziećmi bożymi jesteśmy, rodzimy się w cudzie ich stworzenia i umieramy ku ich uciesze. Tacy to wyrodni rodzice, którym rzeczywiście nie przeszkadza upadek własnego stworzenia. Z drugiej strony wcale nie dążą do jego całkowitego unicestwienia. No nie? Tylko co tam dalej miało być... Kiedy już stal przestała krzyczeć swoją własną opowieść i serce jakoś było bardziej słyszalne? Wygrywające prawdziwy tercet, do którego mógłbyś ułożyć piękną piosenkę do wygwizdania? Potem był wybuch.
Jestem przekonana, że w każdej dobrej opowieści musi być jakiś wybuch.
Ściany wręcz zadrżały, zatrzęsła się podłoga pod twoimi nogami, słychać było trzask drewna - zapewne poszły okiennice. Stół. To krzesło, co stało obok i tamten blat. Słychać było szczęk, głośny i tłumiący słuch, tłuczonych naczyń i metalu. Pewnie ten kocioł na piecyku właśnie wylał całą wspaniale pachnącą zawartość. Pył poleciał z sufitu nad twoją głową. Być może tak właśnie płakały domy, które ponoć noszono w swoim sercu. Nie miałeś wątpliwości - notka była przylepiona do pleców mężczyzny, a ten rzeczywiście nie miał o tym zielonego pojęcia. Piszczało ci w uszach na tyle, że zatrzymałeś się, żeby zapanować nad błędnikiem, nim w końcu zacząłeś rozróżniać poszczególne odgłosy. Zbrojmistrz krzyczący, żeby babcia zabrała dzieci, matka wołająca dziecięce imiona, ujadający wściekle pies. To nie byli ludzie, którzy byli zupełnie nieobyci z ninja. Nikt do domu nie zamierzał nawet wbiegać. Wszystko oddalało się od budynku. Dobrze wiedzieli, że nie ma sensu tam wchodzić i próbować cokolwiek ratować, przerywać walkę, sprawdzać, co się dzieje. Kiedy spotyka się dwóch ninja i rozbrzmiewa nagły huk - trzeba uciekać. Czym prędzej, ile sił w płucach, modląc się, że w ogóle cokolwiek z tego domu jeszcze zostanie. Bo z kuchni zostało niewiele.
Adrenalina wciąż szumi ci w żyłach. Stopniowo opada, tak jak umyka cenna krew. Cięcie nożem było głębokie. Ciepła, przyjemna krew mocząca ubranie i nieprzyjemny naddatek w nodze. Gdybyś miał jakiekolwiek pojęcie o medycynie pewnie mógłbyś powiedzieć o tych ranach cokolwiek więcej, tymczasem możesz tylko powiedzieć, że na pewno nie można tak tego zostawić. Z drugiej strony - to nie jest przecięte gardło. Nie powiem, że do wesela się zagoi, bo to by oznaczało Twoją śmierć. Powiem więc - wyklepie się. Bo to tak po zbrojmistrzowemu. Możesz normalnie się poruszać i funkcjonować. Utrata krwi nie jest aż tak poważna, leniwie płynie z rany, nie wydostaje się z niej gwałtownie. Shuriken w nodze tamuje krwawienie w większości, a niewielkie ostrze również nie mogło wejść zbyt głęboko. Chyba Z perspektywy spojrzenia na niego z góry wyglądało to upiornie, bo niemal tak, jakby wsiąkł cały w nogę. Częściowo przysłaniało go ubranie.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 15 lip 2020, o 17:19

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Gdyby Aka wiedział o czymś takim jak przeszczepy, to być może ceniłby swoje ciało ze trzy-cztery razy więcej, niż obecnie.
Chociaż w sumie trzy razy zero, nadal daje zero...

Nie czuł się mesjaszem, zbawicielem narodu wybranego, uzdrowicielem Sogen. Był po prostu żołnierzem, który dostał misję do wykonania. Zabawne, czyż nie? Przecież tak bardzo wzbraniał się przed tym, żeby być narzedziem w czyichś rękach. Wybiórczość jego działań, czasami przerażała samego Akiego. Chłopak nie zastanawiał się nawet, dlaczego to robi - dlaczego jest gotów zabić kogoś, kto wydaje mu się bandytą. Nie zastanawiał się nad sensem prawa mówiącego, że podszywanie się pod Shunsengumi jest karane śmiercią. Zrobił to. Po prostu. Najpierw dlatego, że chciał. Potem dlatego, że jego oponent nie dał mu innego wyjścia.
I w takich momentach jak ten, gdy czuł przeraźliwe zimno stali wbitej w jego udo, gdy adrenalina uchodziła z człowieka, a zamiast niej pojawiało się przerażające uczucie bólu i utraty równowagi - wtedy dopiero zastanawiał się, czy może być z siebie dumny. W końcu hej, przecież przeżył. To zawsze jakiś sukces! A gdy już rany się zagoją, gdy usiądzie przy ognisku, to zada sobie pytanie: czy rodzice są ze mnie dumni[/i[? Spójrz więc, ojcze i matko, wasz syn przeżył. Jesteście więc z siebie dumni? Wychowaliście syna, który potrafi zabić drugiego człowieka. [i]Wychowaliście syna, który musi walczyć o życie, bo tacy jak Wy nie potrafili zbudować bezpiecznego domu...
Dźwięk tłuczonego szkła i trzaskających kości był już wystarczająco piękną, choć makabryczną piosenką. Śpiew (pisk!) rozbrzmiewający w jego uszach, wspaniałe crescendo, które przyćmiło jego zmysły. Ah, cóż za wspaniała melodia, cóż za tempo! Przedstawienie godne najlepszej opery, szybkie, dynamiczne, mordercze tempo, tak zabójczo trudne do utrzymania! Spektakularne, wybuchowe! Ile to wszystko trwało? Pół minuty?
O pół minuty za długo.
Aka miał już dosyć koncertów na dzisiaj, na jutro... na bogowie wiedzą ile. I gdy w końcu wszystko wracało do normy, gdy usłyszał te piękne brawa w postaci krzyków, płaczów, ujadania psów - wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to koniec. Natychmiast przycisnął dłoń do rany na bicepsie, mocno ją uciskając. Nie trzeba było być medykiem, żeby wiedzieć, że każdą ranę trzeba w jakiś sposób powstrzymać od krwawienia. Trudno mu było jednak ocenić, czy rana jest poważna - nie znał się aż tak. Wolał jednak nie ryzykować - sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej pigułkę ze skrzepniętą krwią, by po chwili połknąć ją i pozwolić swojemu organizmowi na choć odrobinę regeneracji. Nawet, jeżeli pigułka pomogła tylko w niewielkim stopniu, to przecież lepiej stracić 300 ryo, niż życie. Shuriken wbity w nogę tymczasowo zignorował - podstawowa zasada pierwszej pomocy mówiła, że wyjmowanie obiektu hamującego krwawienie bez ówczesnego przygotowania chociażby opaski i bandaża jest idiotyzmem. Postanowił się z tym wstrzymać i w miarę możliwości iść ostrożnie, żeby zbytnio nie rozbabrać rany.
Otworzył drzwi, do kuchni, upewniając się że z mężczyzny została mokra plama. Nie przyglądał się zbyt długo, jeżeli mężczyzna jakimś cudem jeszcze dychał, to po prostu był gotowy go dobić. W przeciwnym wypadku, udał się do wyjścia z domu.
- Już po wszystkim. Spokojnie. To był... zły człowiek... Już... po wszystkim. - wyszedł, podnosząc jedną rękę w górze, na znak uspokojenia. Tej rannej nie unosił - byłoby to głupie, zważywszy na fakt, że krwawiła. Gapił się w przestrzeń, szukając kogokolwiek, z kim mógłby nawiązać kontakt wzrokowy. - A... kuchnia... No tak. Zapłacę za remont. - powiedział beznamiętnym głosem - nie dlatego, że nie wiedział co się dzieje. Wręcz przeciwnie, doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego stanu. - Macie jakieś... bandaże? Troszkę mi się... oberwało. Umie ktoś zaszyć ranę? - jakże abstrakcyjnie brzmiało to z ust kogoś, kto przed chwilą wysadził drugiego człowieka w powietrze. Teraz ten młody, słodki chłopczyk, szedł z shurikenem zatopionym do połowy w mięśniu nogi, z zakrwawionym ramieniem. Zupełnie niepodobny do Iryska, który przyszedł tu tylko odebrać miecz...
Co za dzień.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Pigułka ze skrzepniętą krwią

Typ
Medykament

Objętość
1

Efekt
Uzupełnia w pewnym stopniu utraconą krew oraz tamuje lżejsze rany

Opis Ninja każdego dnia ryzykują swoje życie, dlatego utrata krwi jest u nich chlebem powszednim. Dlatego pigułka ta używana jest, gdy wojownicy w wyniku ran, stracili jej zbyt dużo. Warto jednak wiedzieć, że lek ten nie hamuje rozwoju ran, ani upływu krwi. Może tylko trochę uzupełnić braki tej zbawiennej cieczy, przedłużając czas, który jesteśmy w stanie utrzymać się przy życiu, aż do przybycia pomocy medycznej. Mimo swoich, jakby się mogło zdawać, cudownych właściwości, nie jest stosowana przez ninja aż tak powszechnie, jak przez medyków, którzy używają jej dla szybszego postawienia na nogi pacjenta. W końcu co z tego, że uleczyliśmy ranę, gdy ubytki krwi są znaczne? Pigułka ze skrzepniętą krwią rozwiązuje ten problem.

Cena
300 Ryō za sztukę
[/justify]

Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 16 lip 2020, o 17:42

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
31


Nie było niczyim zdziwieniem, że w czasach wojen, zdrady i niepokoi ludzie lubili żyć w kupie. Tłoczyć się w jednym miejscu, które wydawało się im bezpieczne i tam zamykać swoje więzy, budując mikroklimat w jakim nieco lepiej było im żyć. Jeden nie lubił drugiego, drugi przepadał za trzecim, a trzeci miał sporo do nagadania na czwartego. Kółko znajomości w końcu się zamykało, ale nawet jeśli trafiali się ci, co śmiertelnie potrafili się na siebie obrazić i nie odzywać potem do siebie do końca życia, nawet jeśli zapomną, o co poszło na początku, to najwięcej było osób starających się przekroczyć nad konfliktami. Ten pierwszy miał dojną krowę, ten drugi byka, więc musieli żyć w dobrych stosunkach. Odrobina współpracy, fałszywego bycia miłym i już można było zdobyć cielaka. Trzeci miał doskonałą ziemię, a czwarty podziemne źródło i studnię na posesji. Odrobina dobrej woli i mogli zbić fortunę na świeżych, dorodnych warzywach. Wśród ninja nie było takich sentymentów. Nie istniała potrzeba pożycia społecznego w lwiej części, bo od początku uczono cię, że żeby przeżyć - musisz radzić sobie sam. I kiedy uczono do tego liczyć, stawiano warunek, że jeśli chcesz liczyć - licz na siebie. Autonomia ninja, a zarazem ich krótka smycz trzymana przez lidera klanów, wykluczała ich z pozycji zwierząt stadnych. Wyglądali jak ludzie, ale ludźmi wcale nie byli. NADczłowiek. Potwór, bardzo dobrze ukryty, bo kto szukałby jednego liścia w całym lesie? Doskonale zakamuflowany, bo za człowieka przebrany.
Z ciemnoskórego mężczyzny zostały obrzydliwe, parujące resztki, przypalone. Smród flaków, spalonego mięsa i włosów przemieszany z wyrazistym zapachem krwi i rozlanego obiadu tworzyła mieszankę wywracającą żołądek do góry nogami. Szybko zamknąłeś drzwi, zanim ten żołądek zrobił kolejnego fikołka, podnosząc jego zawartość do samej jamy ustnej.
Na zewnątrz nie zastałeś chaosu. Wyglądało na to, że rodzina kowala trenowała to nie raz, a może i nie raz to przeżyli. Dzieci tylko płakały - te najmłodsze, zagonione w drugi kraniec ogrodu, gdzieś za kuźnią, przy której stał z wielkim mieczem-tasakiem sam kowal, gotów najwyraźniej do obrony swojej rodziny. Jednocześnie zatrzymał się w takiej pozycji, że wyjście stąd było bezproblematyczne. To nie była postawa kogoś, kto chciał walczyć. To była postawa osoby gotowej się bronić. Siebie i wszystkiego, co kochał. Tego, czego obronić nie zdołali Twoi właśni rodzice. Ugłaskanie mieszkańców chwilę trwało. Ty swoje - oni swoje. Dla ciebie był złym człowiekiem, bo podszywał się pod Torę, dla nich Tora był uprzejmym chłopakiem, który tylko robił, co do niego należało. Dlaczego to mordercy mieli niby ufać bardziej? Dłużej trwało też więc dowiedzenie się, czy uzyskasz jakąkolwiek pomoc. Do jednoznacznego porozumienia nie doszło. W końcu jednak kowal odpuścił i posłał żonę po bandaże i igłę. Dobra kobiecina zszyła ranę zwykłą nicią, nie mając nic lepszego, ostrzegając jedynie, że musisz odwiedzić medyka z prawdziwego zdarzenia. Muszę mówić, że bolało? Kowal, tak z dobrej ręki, podał ci tylko butelkę bimbru, żebyś zatkał alkoholem gębę. I żeby było czym polać otwarte, ekhem, "skaleczenia". Poza tym dobrym gestem nie byłeś tu dobrze widziany. Odznaczony niewidzialnym symbolem "podejrzany". Jak to jednak kowal określił:
- Gdyby chłopak chciał nas pozabijać, już by to zrobił. - W końcu to ty tutaj byłeś ninja. A nawet jeśli kowal tak hardo trzymał swój dwuręczny miecz, nawet jeśli miał siłę, by go unieść, to nadal był tylko zwykłym człowiekiem, którego powołaniem życiowym wojaczka nie była.
- Nie oddam ci tych mieczy, chłopcze. Chcę z tobą wrócić do Shinsengumi. Wyjaśnię sprawę osobiście.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 16 lip 2020, o 19:10

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.



Człowiek to zwierzę stadne. Nic dziwnego, że ludzie gromadzili się w mniejsze, czy większe grupki. Leżało to w ich ludzkiej naturze, tak jak w małpiej naturze leżało wspinanie się po drzewach. To samotnicy byli tymi wyrzutkami, na których spoglądano się podejrzliwie. Czemu ktoś miałby woleć zimno od ogniska domowego? Czemu ktoś miałby woleć samotność od tłumu? Ah, no tak. Przecież miał po prostu do tego prawo. Bo ludzie różnią się od innych zwierząt tym, że poza mózgiem posiadają również rozum, rzecz o wiele bardziej skomplikowaną niżeli coś tak prymitywnego jak instynkt. To właśnie dlatego ludzie tak na siebie gadali, narzekali i czasami latami potrafili gnić w bagnie, zamiast instynktownie odejść. Bo po co żyć gdzieś, gdzie nam źle? To już czysty masochizm - chodzić złym i nieszczęśliwym. I to czasami z zupełnie kuriozalnego powodu.
Tylko, że przecież ninja nie jest człowiekiem. Ninja jest narzędziem. Pewne zasady i reguły tego świata ich po prostu nie obowiązywały. Byli silniejsi, szybsi i w znacznej części mądrzejszy od tego całego plebsu, dla którego wykonywali czarną robotę. Tylko powiedz mi, czy gra jest warta świeczki? Każdego dnia Shinobi ryzykuje, że jakiś dziki potwór rozerwie mu tchawicę. Każdego dnia Kunoichi musi być gotowa, że ktoś zazdrosny o jej artefakt podetnie jej gardło we śnie. Każdego dnia, każdy Shinobi msui liczyć się z tym, że już nigdy nie wróci do domu. Jak często takie dylematy ma prosty tokarz lub murarz? Największym zmartwieniem w takich zawodach jest sytuacja, gdy dachówka pierdyknie cię w głowę i nabije guza. Warto więc każdego dnia martwić się o to, czy dożyjesz świtu? Warto przejmować się tylko po to, żeby być tym nadczłowiekiem? Aka nie uważał się za nadczłowieka. Nie uważał się też za podczłowieka. Był Shinobi, nawet jeżeli skrupulatnie wolał być nazywany najemnikiem.
Tak. Shinobi. To te brakujące ogniwo, gdzieś pomiędzy zwykłym człowiekiem, a bronią masowego rażenia.
Ah, potwór? Tak. To chyba całkiem dobre słowo, biorąc pod uwagę to, co Aka zobaczył wchodząc do kuchni. Obrzydliwe, paskudne, śmierdzące zwłoki. Żołądek podszedł Akiemu do gardła, ale... to właściwie tyle. Tak, jedyne co teraz czuł to obrzydzenie. Chciał czuć obrzydzenie i tylko obrzydzenie, nic poza tym. Żadnego żalu, żadnego współczucia, tak, nie chciał tego! Ileż można być marzącym się ninja, który w kółko rozczula się nad tym, jak świat jest niesprawiedliwy? Ileż można przyglądać się nieszczęśliwym ludziom i prawić smęty, jaki to los bywa przewrotny. Nie chciał tego. Chciał w końcu nauczyć się, że już nie jest nastolatkiem. Że lata młodości już dawno za nim, że pora wreszcie dorosnąć i zrozumieć, że w JEGO świecie to zabić, albo zginąć. Był Shinobi. Musiał się tego nauczyć. Chciał się tego nauczyć.
Kowal. Hah. Doprawdy! Wyglądał, jakby taka akcja miała miejsce tu niejeden raz. Młodemu Uchiha aż trudno było w to uwierzyć, wydawało mu się, że bycie płatnerzem to dosyć bezpieczny zawód. Ale jak to? Nie tylko Shinobi muszą martwić się o swoje życie? Irys, choć głośno tego nie mówił, to w pewnym sensie wyrażał wobec niego podziw. Mało kto miał odwagę podnieść broń i spojrzeć na Shinobi, samemu będąc ledwie człowiekiem. Nawet jeżeli Shinobi był ranny, to wymagało to z pewnością dużej dozy determinacji i pewności siebie. A może po prostu tak zachowują się ludzie, którzy mają kogo chronić... Nie wiedział. Nie miał już kogo chronić.
- Dziękuję Wam. - powiedział w końcu, gdy ci dobrzy ludzie wyciągnęli ku niemu pomocną dłoń. To naprawdę rzadko się zdarzało. Mogli przecież kazać mu stąd spieprzać... i co wtedy by zrobił? Przecież by ich nie pozabijał. Trzeba było więc znieczulić się lekko (a bimber to Aka akurat lubił!) i zacisnąć mocniej zęby, żeby nie krzyczeć, gdy igła zacznie przeszywać skórę. Oczywistym było, że będzie potrzebował pomocy medyka, jednak w tym momencie mógł chociaż swobodnie się poruszać. Bez obawy o to, że wykrwawi się w drodze na Mur.
- Należą się wam wyjaśnienia. To w końcu wasz dom, a ja wszedłem do niego i... - nie dokończył. Nie było potrzeby. Wszyscy dokładnie wiedzieli, co zrobił. - Ten mężczyzna podszywał się pod członka Shinsengumi. Już samo to jest karalne, ale najgorsze jest to, że był nie tylko złodziejem i oszustem, ale też mordercą... - zacisnął mocniej pięść. - Chciałem z nim porozmawiać i... - i dać mu szansę, na którą wcale nie zasługiwał. - ... i nie posłuchał. Zaatakował mnie. Nie dał mi wyboru. - słowa Akiego były szczere i choć to on był tutaj Ninja i mógł kazać zamknąć kowalowi mordę, to jednak postanowił powiedzieć prawdę. Uchiha już taki był - tłumaczył się ze swojego zachowania. - Gdyby was pozabijał, to miałby na głowie nie tylko Shinsengumi, ale i całe Sogen, z Uchiha na czele. Ten mężczyzna dobrze wiedział, że za to wszystko pozostałby bezkarny. Shinsengumi ma ważniejsze zadania, niż bieganie po lasach za człowiekiem, który może być tysiące mil stąd, a Uchiha nie przejęliby się zaginięciem jakiegoś chłopaczka z Muru. Stwierdziliby, że uciekł z mieczem, a nam wszystkim mylą się twarze. - i mówił to on, Uchiha. Był pewien, że tak właśnie by się stało. Nikt normalny nie angażowałby poszukiwań byle szczura z Muru. - Teraz, gdy wiem, że doszło do morderstwa myślę, że lepszym pomysłem byłoby udanie się do Sogen i poinformowanie Uchiha o całym zajściu. Powinni przeszukać ten teren i złapać tych bandytów. To w końcu ich jurysdykcja. - pokiwał głową. - Oczywiście, może Pan również wrócić ze mną do Shinsengumi, nie mam nic do ukrycia. Tylko wtedy Uchiha dowiedzą się o wszystkim za tydzień...
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 17 lip 2020, o 23:31

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
33


Odpowiedź Chłopca z Blizną zdziwiła kowala. Każde jego kolejne słowo sprawiało, że ostre i surowe rysy twarzy miękły. Mężczyzna usiadł obok niego, na ściętym pniaku obok kuźni, która była w bezpiecznym oddaleniu od domu. Teraz i tak domu zamkniętego, bo pomocnik sztukmistrza wszedł do środka i to, jak wypadł ze środka, rzygając pod oknem mówiło samo za siebie. Dopóki się tam nie posprząta - nie ma wejścia. Ni dla żony, ni dla dzieci. Dla dzieci tym bardziej nie. Tak kowal, jak i jego małżonka, wydawali się naprawdę całkiem dobrze znosić tę stresującą sytuację. Niestety słowo "wydawać" było bardzo zdradliwe. Potrafiło położyć sugestię na hamaku myśli zawieszonym w mózgu. Przybierało kształt czegoś konkretnego i było jak wirus, który wyjątkowo dobrze się rozgościł w naszym organizmie. Zaczynał przejmować nad nami kontrolę, a my zdaliśmy sobie sprawę z tego dopiero, gdy gorączka już położyła nas do łóżka. Bardzo wiele rzeczy się ludziom "wydawało", które nie leżały nawet blisko prawdy. Oni o tym nie wiedzieli. "Przecież tak myślałem!". Skoro myślał - musiało tak być. Myślę - więc jestem. Skoro jestem, to na pewno pępkiem świata, bo na pewno nie jego maleńką częścią leżącą odłogiem na ziemi.
- Posłuchaj, shinobi... - Nawet jeśli był zły, nieufny, oj, bo był na pewno, to słychać było w jego głosie szacunek. Mówił formalnie, nie pozwalał sobie teraz na poufałość. Nie mógł się teraz odprężyć w towarzystwie kogoś... rannego. Heh. Mimo to te słowa do niego trafiły. W mniejszym czy większym stopniu wystarczyły, żeby wziął głęboki oddech i spojrzał na Akiego pod nieco innym kątem. Tym bardziej ludzkim. Tym mającym udowodnić i przekonać go, że ninja nie dążyli tylko do zniszczenia. Ale chyba o tym akurat kowal wiedział. W końcu jego rodzina ugościła fałszywego Torę jak własnego. Tak samo i ugościli Akiego. - Nie pierwszy raz tu rozgrywa się walka. Po to tworzymy bronie dla shinobi, by ci mogli ich używać. - To miało być pocieszenie? Nie, chyba nie. Kowal nie zamierzał pocieszać Akiego. To były słowa, które przynosiły ze sobą zrozumienie tego, co się stało. Pokazywały Uchiha, że nawet jego przeklęta krew nie dziwi tutaj i nie ma się wobec niej roszczeń, wyrzutów. Przecież ta rodzina prawdopodobnie żyła tu od pokoleń, a na pewno od lat, sądząc po licznych nagrodach, którymi zostali przechrzczeni.
- Mam sam udać się na Mur? - Zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej. Uniósł swoje brwi, z czego jedna była dość śmiesznie przypalona, dopiero z tak bliska to zobaczyłeś. Dosłownie na swoim krańcu. A może to jakiś dzieciak spłatał mu figla? - Rozumiem. Tak się stanie. - Klepnął się lekko ręką w udo i na jego szerokich ustach pojawił się znowu uśmiech. Uśmiechał się naprawdę przyjaźnie. Jestem pewna, że chciałbyś, żeby właśnie tak uśmiechał się do ciebie twój dziadek, gdyby tylko dano mu taką szansę. A to klepanie uznałbyś wtedy jako zaproszenie na kolanka, żeby opowiedział ci o swoich niesamowitych przygodach - tych bardziej heroicznych i tych najbardziej przyziemnych. Na przykład powtórzył, jak to poznał się z miłością swego życia - twoją babcią. - Leć do twojej mistrzyni. Sam zadbam o miecz i jego dostawę. - Wystarczyło to ująć w kilku słowach, dwóch zdaniach, ale wolałeś przeciągnąć je w piękną opowieść. Zaraz będziemy szukać tam morału, a na końcu wystawimy na egzaminach z języka japońskiego. Polskiego? Wspólnego? W zasadzie po jakiemu się tutaj mówiło? - Jeśli jest tak, jak mówisz, trzeba go szybko złapać. - Nawet jeśli twój rozmówca nie był najgłupszy, nie wyglądał nawet na takiego, to wyraźnie miałeś coś w sobie (to chyba ta cała wypowiedź), że postanowił zwrócić ci kredyt zaufania, którym zostałeś obdarzony. Albo przynajmniej nie podejrzewać cię do tego stopnia, żeby nie zaufać, że po prostu nie wrócisz do liderki, tylko udasz się w świat. A może zwyczajnie dbał wyłączanie o własny interes - w końcu jemu chodziło tylko o to, by miecze dotarły bezpiecznie do miejsca docelowego. Tak czy siak - wyglądało na to, że miałeś drogę wolną. Bez żadnego Hamulca.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Aka » 18 lip 2020, o 17:34

Wioska Shōhei, Sogen
Rok 388, wczesna zima.


Co czuł? Co w tym momencie działo się w jego umyśle? Czuł smutek, strach, nienawiść? Wiesz?
Nie możesz wiedzieć. Nawet on sam nie wiedział do końca, jak powinien się teraz zachować. Znał osoby, które kazałyby spieprzac staruchowi na drzewo, znał też osoby, które prędko pognałyby do Sogen, bojąc się o to, by nikomu więcej nie stała się krzywda. Ale Aka? Aka od zawsze miał problem z wyrażaniem swoich emocji i z podejmowaniem własnych, niezależnych decyzji. Ale... no właśnie. Jak Ci się wydawało - co czuł teraz członek dumnego klanu Uchiha?
Aka nigdy nie był pępkiem świata. Nigdy nie chciał nim być - nawet, jeżeli czasami ktoś ktoś tak myslał. Męczyło go to - nie cierpiał być w centrum uwagi, nie lubił, gdy ktoś go o coś męczył, gdy ktoś próbował wyciągnąć z niego cokolwiek. Był typem samotnika, który sam dobiera sobie towarzystwo. Chłopakiem, który sam dobiera sobie ludzi wedle pewnego określonego klucza, a nie radosnym ekstrawertykiem, który uśmiecha się do wszystkiego co ma puls i chodzi na dwóch łapach. Akiego wbrew pozorom (chyba wbrew pozorom...) było bardzo łatwo ujarzmić, poskromić, zdobyć jego zaufanie. Był jak obrażalski kot, którego wystarczy podrapać za uszkiem, a ten już leci do Ciebie, cały w skowornokach! Ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie w tym momencie?
Miało. Bo każdy kto znał Akiego wiedział, że kowal nie zdobył jego sympatii. Czy ten słodki, grzeczny chłopak próbował więc zmanipulować starszego mężczyznę?
Oczywiście, że tak. Aka był podstępny. Aka był kłamliwy. Ale cokolwiek by o nim mówić - nie można powiedzieć, że Aka był zły. Nigdy nikogo nie oszukał dla własnej korzyści, czy też nawet bezpieczeństwa. Bo widzisz - posiadacz Sharingana nie bał się żadnych konsekwencji swoich działań podjętych tutaj, w Shōhei. Zniszczył kuchnie - i co z tego? Ktokolwiek z Muru się tym przejmie? Kowal dostanie trochę Rou na nowe meble i garnki, a o sprawie za chwilę wszyscy zapomną. Sam Kowal zresztą mówił, że to nie pierwszy raz, gdy takie akcje się tutaj odwalają. Może miał się obawiać, że mógł wykonać misję lepiej? Cóż, może mógł. Może mogł dowiedzieć się, gdzie przebywają zabójcy Tory, a potem ich wyrżnąć w pień. Tylko, że Keichiro ostrzegał go, żeby nie pakował się w kłopoty niepotrzebnie. Miał przynieść miecze, a Akimichi z pewnością sobie zdawał sprawę z tego, że Szczur, który wylazł z nory już dawno może leżeć zimny i martwy. Wykonał swoją misję najlepiej jak mógł.
Wiesz o co najbardziej obawiał się Aka? Nie o siebie, nie o pieniądze. Aka obawiał się o to, co się stanie z tym kowalem, jeżeli będzie gotowy wyruszyć wraz z nim. Aka nie bał się śmierci - zawód w którym robił miał niestety wpisane to w swoją tradycję. Aka bał się, że nie będzie w stanie obronić innych. To zawsze była jego najgorsza zmora. Bał się, że mężczyzna umrze podczas podróży. Że ktoś go napadnie gdy będzie szedł na Mur, albo gdy będzie z niego wracał. Bał się też o rodzinę mężczyzny - co może się stać z nimi, gdy jedyny facet w okolicy potrafiący utrzymać broń w rękach odejdzie. Tego bał się Aka. Że przez sam fakt pojawienia się tutaj ktoś jeszcze może zginąć.
- Chciałbym, Panie, lecz obecnie służę pod Shinsengumi. - wyjaśnił, spoglądając się prosto w oczy kowala. Głos Akiego był spokojny, lecz bynajmniej nie pozbawiony emocji. Widać było, że słowa mężczyzny nie zrobiły na nim wrażenia. A nawet jeżeli zrobiły, to nie dał się sprowokować. - To kwestia lojalności. Moją misją jest dostarczenie miecza do Shi no gēto. Porzucenie tego zadania byłoby dezercją. - wyjaśnił. - To niebezpieczna droga. Szczególnie, jeżeli są na niej Shinobi, gotowi zabić za taki miecz. - powiedział, spoglądając na mężczyznę. - Nie chciałbym niepotrzebnie narażać Pańskiego życia i zdrowia. Po to są Shinobi, żeby wyjaśniać takie sprawy. - spojrzał na niego, odwołując się przecież do jego własnych słów. Po to są Shinobi... - Może Pan się osobiście udać do Sogen i zameldować o sytuacji, poprosić o wzmożone patrole w okolicy. Tamte szlaki są z pewnością bezpieczne. Lecz jeśli naprawdę Pan chce wyruszyć ze mną na Mur, to proszę spakować prowiant na trzy-cztery dni. Za kilka minut chciałbym wyruszyć. - oznajmił spokojnym tonem. Nie miał zamiaru już dłużej przekonywać mężczyzny - albo się go posłucha i zadba o bezpieczeństwo swojej rodziny, albo będzie musiał dotrzymać tempa chłopakowi. A Aka? Cóż. Jego słowa były szczere, choć nie do końca wynikały z bycia praworządnym Shinobi. Bo Aka przede wszystkim dbał tutaj o siebie. Nie zniósłby kolejnej śmierci niewinnej osoby.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 210
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 23
Ranga: Szczur
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Shikarui » 18 lip 2020, o 23:28

Misja rangi C

Patrzył na równy tłumów marsz, milczał wsłuchany w kroków huk.
Obrazek
35


Nie zawsze można mieć to, czego się chce. Jeszcze rzadziej życie z udziałem osób trzecich układało się dokładnie tak, jak sobie to zaplanowaliśmy. Strach o innych, nawet obcych ludzi, o których myślało się, że mają dobre serca, że są praworządnymi obywatelami - cokolwiek w pojęciu sogeńskim miało to oznaczać - był szlachetny. Byłby, gdyby nie napędzały go pobudki całkowicie egoistyczne. Takie pobudki kierowały Akim. Nie bał się dlatego, że uważał tych ludzi za dobrych, nie bał się z powodu empatii - nie. Uchiha Aka był całkowicie antypatycznym ninją. Na zdrowie - dzięki temu mniej zachodów słońca pojawiało się każdego jednego dnia. Pomyślałby kto, że według prawideł natury niby powinien być tylko jeden zachód dziennie. Ten świat potrafił nieustannie zadziwiać.
- Tak to się ma. To źle zrozumiałem. - Przyznał, zastanawiając się raz jeszcze nad wypowiedzianymi słowami czarnowłosego. Brzmiało to zupełnie inaczej - jakby Aka planował udać się do Uchiha, ale wystarczyło ruszyć mocniej głową, żeby zrozumieć, że nie miało to sensu, skoro jeszcze wcześniej przyznał, że pracuje do Shinsengumi. Tam nie za dobrze tolerowano nagłe zniknięcia i dezercje. Naturalnym więc było, skoro Aka zajął się tematem fałszywego Tory i miał zadbać o bezpieczeństwo miecza, że będzie musiał złożyć raport nie u Uchiha, a właśnie u straży Muru.
- Sprawy Uchiha nie są moimi sprawami, miecz - jest. - Obwieścił hardo, nie zastanawiając się nawet przez chwilę nad słusznością swojej decyzji albo jej brakiem. Owszem, prawdopodobnie zginął właśnie członek shinsengumi, owszem, przestępczość mogła być zorganizowana, owszem - wszystko toczyło się w Sogen. We wspaniałych, Wietrznych Równinach. - Pójdę z tobą. - Czy to było ryzykowne? Ano było. Ale tak jak każdy ninja, tak i zwykły człowiek mógł posiadać swój honor i dumę. W tym momencie było nim dostarczenie miecza osobiście, skoro został o niego poproszony. Skoro wisiało nad nim groźba bycia skradzionym, a jego własne dzieło miało trafić w niepowołane ręce. To tak, jakby ktoś miał je splugawić. Splunąć na nie i wytrzeć w krowim łajnie.
Byłeś świadkiem krótkich przygotowań. Kowal został odprawiony przez żonę i powierzył stajennemu - jak się okazało - jego własnemu synowi, nie zwykłemu służącemu - żeby zaopiekował się matką. Do swojego ucznia rzucił kilka słów półszeptem, których nie byłeś w stanie dosłyszeć. Biorąc poprawkę na to, jak spoglądali na dom, można się było domyślić, jakie zalecenia zostały właśnie wydane. Pozbyć się ciała. Doprowadzić kuchni do jakiekolwiek używalności. Rodzina zapewne go potrzebowała. Powinien być dla nich wsparciem. Z jakiegoś jednak powodu to ten kawałek stali był dla niego w tym wszystkim istotniejszy. Nie było widać miecza, ale kowal zapewnił cię, że ma go przy sobie, że jest skryty i bezpieczny. Nie zawiódłby jednej z przywódczyń Shinsengumi. Takim sposobem wyruszyłeś w podróż z towarzystwem. Sympatycznym, co by nie patrzeć, choć prostolinijnym. Mężczyzna miał sporo opowieści do opowiedzenia, którymi gotów był się podzielić podczas wieczerzy w karczmy - o swoich podróżach za młodu, o tym jak buntował się ojcu i gdzie był, o tym, jak w końcu zrozumiał, jak istotna jest rodzina i spuścizna, jaką się po niej otrzymuje. Tak jak ojciec, tak i syn kochali tworzenie rzeczy z naturalnych zasobów ziemi. Tak opornych, ciężkich do obróbki, jak żelazo. Im więcej serca poświęciło się wykuwanemu mieczu - tym solidniej służył potem właścicielowi. Przynajmniej tak utrzymywał kowal.
Ze względu na twoje sympatyczne zachowanie, nawet pomimo rozróby, sprawa została wyjaśniona dyskretnie, z zapowiedzią, że wszystkim się zajmą, zostanie przeprowadzone śledztwo i odpowiednia adnotacja trafi do liderki. Dzięki temu na twarzy Keichiro pojawiła się ulga i jednocześnie smutek. Biendy Tora. Wydawało się, że Akimichi również wydał na niego wyrok i kiedy spoglądał tego wieczora na bramę, to jakby doskonale wiedział, że żegna się z młodzikiem, bo więcej go nie zobaczy.
- To moja wina. - Powiedział na samym końcu, zapraszając cię na niezłą kolację i czarkę sake. I pewnie była jego wina. Z drugiej strony - ninja dobrze wiedzieli, że śmierć czai się wszędzie.
Historia o tych, co widzieli marsze tłumów i słyszeli huki pisała się krwawym atramentem.


Akimichi Keichiro
Strażnik bramy
Miszczu
Tora

Misja zakończona sukcesem!
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1897
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość