Wioska Shōhei

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 17 sty 2017, o 17:44

Obrazek
Lennik
C 6/30+


Średniej wielkości wioska położona kilkadziesiąt kilometrów od osady rodu Uchiha. Gospodarka była mocno rozwinięta, ludzie powoli chcieli być niezależni od Uchiha. Prawdopodobnie to stało się powodem, dla którego nie chcieli płacić, ale kto wie... Ludzie byli przyjaźnie do siebie nastawieni, osobna dzielnica z domkami, mały port z jednym molo, przycumowane kutry i prywatne łodzie. Osada tętniła życiem, co jakiś czas można było słyszeć krzyki bawiących się dzieci, handlarzy próbującym coś komuś wcisnąć za grosze. Człowiek, który był tutaj pierwszy raz mógł się zdziwić, że ktoś odpowiednio wszystkim zarządzał i doprowadził do ogromnego rozwoju. Na czele stał sołtys, pięćdziesięcioletni facet z piwnym brzuchem. Siwe, krótko ścięte włosy, a jego twarz zdobił wąsik. Praktycznie całymi dniami widywany jest z fajką w ustach. Miał pod sobą ludzi, dzięki czemu nie musiał martwić się o zbieranie opłat od ludzi za udostępnienie ziem. Żył w luksusie, mieszkał w największym domu w okolicy, dodatkowo zarządził wybudowanie "ratusza". Zwykły budynek, w którym wydawał rozkazy i siedział osiem godzin dziennie. Przy wejściowej bramie stało dwóch strażników z halabardami w dłoni, odziani w srebrne zbroje, idealnie wypolerowane. Widać, że porządny pieniądz przelewał się przez wioskę.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 17 sty 2017, o 18:13

Spokojna podróż, Czerwony Król stawiał krok za krokiem po drodze, która prowadziła do osady, w której to dziać się miały niesamowite rzeczy, bo przecież tylko takie mogą ich uchronić przed iście krwiożerczym wzrokiem wszystkich urzędników. Aby ród Uchiha mógł się rozwijać trzeba było wszystko mieć pozaplanowe na dobre kilka lat, a jeśli pojawi się coś co nie było w planie, trzeba to jak najszybciej naprawić czy usunąć... Katsumi jakiś czas temu powiedziała krwiożerczej bestii, żeby robił wszystko co chce, byle przed tym pomyślał o własnej wiosce i dobru dla niej. Gdyby otrzymał to zlecenie jakieś dwa miesiące temu, od razu bez chwili zastanowienia, człeka który odpowiada za nie płacenie należytych pieniędzy zabiłby... Teraz póki ma cierpliwość, postara się to załatwić pokojowo ale nikt nie mówi, że bestia nie rzuci się na ofiarę z pazurami i kłami, by dorwać się do szyi i skręcić kark.
Yoshi kroczył, zostawiając za sobą ślady, czasem wydawało mu się, że otaczający go las spogląda na niego z lekkim strachem czy drżeniem lub nawet natura o nim rozmawia, szepcząc między koronami drzew. Być może to jego wyobraźnia, to tak czy inaczej w około siebie miał zawsze tą demoniczną otoczkę.
Podróż trwała mniej więcej dzień, nie śpieszył się w niej zbytnio, wioska nigdzie nie ucieknie, a on tym samym zaoszczędzi trochę siły, której i tak miał aż za dużo kiedy tylko przychodziło do siana mordu. Naprzeciw niego zaczynała malować się wioska, a tuż przy jej branie w oddali dwie postacie. W miarę kolejnych kroków, szczegóły wyostrzały się, kolory jaśniały, a on mógł doglądać wioski, która świetnie sobie radzi. Spodziewał się czegoś innego... Zniszczonych domów i zgwałconych kobiet, totalnego chaosu w około, a jak się okazuje, niemiła niespodzianka. Dotarł spokojnie pod bramę, miał zamiar spokojnie przejść, choć zatrzymał się kilka kroków przed nią z leniwym wyrazem twarzy wyrzucił kilka słów.
-Sołtys wioski w domu? Mam dla niego wieści prosto z Sogen, gdzie mogę go znaleźć? -nie wiedział, który dom należy do niego, więc trzeba było spokojnie i grzecznie spytać o dalszą drogę.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 17 sty 2017, o 19:06

Obrazek
Lennik
C 8/30+


Można rzecz, że osada powoli stawała się ciężarem. Zamiast wspierać budżet rodu Uchiha, zaczęli prowadzić odrębne życie, zupełnie niezależni. Musiało minąć sporo czasu, dopóki ktoś zorientował się, że zaczynają niknąć kurierzy, a pieniędzy wciąż nie ma. Przywódca osady musiał mieć świadomość, że w końcu prawda wyjdzie na jaw i prędzej czy później zostanie ktoś oddelegowany do tego, żeby tutaj zajrzeć. Pech chciał, że wybrańcem został Czerwony Król. Spotkanie ze sołtysem powinno zakończyć się dość szybko - płacisz, albo po gębie. Dziewiętnastolatek dzielnie kroczył między lasami, polami, wzdłuż głównej drogi, która prowadziła do wioski. Szedł cały dzień, nie natrafiając na żadne przeszkody. Powoli zaczynał odczuwać zmęczenie - brak snu, brak posiłku zrobiły swoje. Pod wieczór jego oczom ukazała się wioska. Oświetlana pochodniami, w oknach mieszkań tańczyły płomienie ze świec, ewentualnie z kominków. Cóż, noce bywały jeszcze chłodne, ocieplać mieszkanie trzeba. Pewnie chłopom nie robiłoby to żadnej różnicy, ale w pomieszczeniach przebywały małe dzieci, którym trzeba zapewnić byt. Chłopi z pola zaczęli schodzić się do domów, gdzie kobiety czekały z ciepłą kolacją. Czerwona Bestia dotarła pod bramy wioski. Jeden ze strażników nawet nie drgnął i wciąż miał wbity wzrok przed siebie, drugi natomiast opuścił halabardę i podszedł w kierunku Yoshiego.
- Sołtys dzisiaj gości nie przyjmuje. Jest już za późno, zapraszamy do niego z samego rana. Dzisiaj natomiast może Pan przenocować i zjeść ciepły posiłek w hotelu, który znajduje się na drugim końcu osady. Proszę tylko o Pana dane i cel wizyty. - odpowiedział strażnik, bez żadnych emocji czy respektu. Nie wiedział z kim ma do czynienia, ale w drugą stronę działało to zupełnie tak samo. Skoro wioska potrafiła się rozwinąć do takiego stanu, w tak krótkim czasie, to czemu nie mogli zamieszkiwać jej shinobi? Z pewnością jakikolwiek przejaw agresji w tej sytuacji tylko ją skomplikuje. Yoshi jest sam, ludzi w wiosce od cholery. Strażnik wyciągnął z kieszeni spodni notatnik i stary, ledwo naostrzony ołówek. W notesie miał zanotowane kto, kiedy i w jakim celu przekraczali bramy wioski. Cóż, faktycznie wszystko zapięte na ostatni guzik. Jak oni się uchowali?!
- Zamieniam się w słuch. - wtrącił mężczyzna i przyłożył końcówkę ołówka do papieru. Spojrzał na Uchihę znad notesu.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 17 sty 2017, o 20:47

Noc ogarnęła przestrzeń w około niego czy może to Czerwony Król obejmował swym mrokiem dzisiejszą noc. Naprzeciw niego stali strażnicy odziani w iście wyborny ekwipunek, błyszczący nawet w świetle księżyca, aż chciało by się dowiedzieć skąd przywódca wioski bierze na to wszystko pieniądze, zwłaszcza na to by Ci dwa wykonywali aż nadto swoje zadania. Bowiem jeden z nich spoglądający gdzieś przed siebie w oddalone ciemne lasy, a drugi z istnym uśmiechem na ustach czy serdecznością bez zbędnego problemu jakby wita przybyłego do miasta Yoshiego. Padło kilka słów, padło też pytanie, kimże jest Czerwonowłosy i dlaczego przybył do tego miejsca. Przez dosłownie sekundę chciało mu się nawet śmiać, bo cóż to za szopka dostawiona była z notesem i ołówkiem, nie wspominając już o samym pytaniu. Co jak co, ale każdy mógł ich okłamać. Wzruszył ramionami i westchnął głęboko.
-No trudno... Skoro dzisiaj już się z nim nie zobaczę, to przynajmniej się napiję. Mam na imię Yoshi, po prostu Yoshi. Zostałem wysłany by omówić pewne kwestie polityczne z przywódca wioski. -wtem usta jego otwarły się szeroko i ziewnął jakby nigdy nic. Ręce schował do kieszeni na środku bluzy. Uwielbiał trzymać tam dłonie, toż to był idealny element zaskoczenia, zwłaszcza, że nikt nie spodziewa się iluzji, kiedy to on wykonuje pieczęci przed ich oczami. Kiedy to paszcza mu się zamknęła spojrzał na ów strażnika i zapytał.
-To którą knajpę polecacie? Dobry trunek to podstawa. -kiedy tylko wszystko zostanie spisane i nic więcej go nie zatrzyma, a także dostanie informacje o ów miejscu z napitkiem uda się do niego z nadzieją, że będzie tam też nocleg.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 17 sty 2017, o 23:46

Obrazek
Lennik
C 10/30+


Co jak co, każdy mógł okłamać, jednak wojsko, które przebywało w wiosce szybko weryfikowało, czy powód był prawdziwy, czy też zwykła ściema. I nie chodzi tutaj o zwykłe zaufanie. Dokładnie sprawdzali każdego gościa, śledzili go, notowali każdy jego krok, każdy ruch. Człowiek mógł poczuć się jakby wciąż podążał zanim cień. Yoshimitsu był na innymi poziomie, to nie był zwykły obywatel, który podróżując z kraju do kraju chciał po prostu zachlać mordę, skorzystać z usług ladacznicy i zapomnieć o problemach w domu. Nie oszukujmy się, do sprawdzenia sytuacji wysłany został człowiek, który był doświadczony, nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek błąd i żadna większa rozpierducha nie robiła na nim wrażenia. Pytanie tylko, czy Czerwony Król poradzi sobie podczas dyplomatycznej rozmowy? Może wystarczy po prostu porozmawiać, dojść do kompromisu i wszyscy zapomną o sprawie? Kto mógł wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? Tylko sołtys. Czemu tak postępował? To pierwsze z zadań, które musi rozwiązać utalentowany dziewiętnastolatek.
Wróćmy jednak do wydarzeń, które działy się na chwilę obecną. Uchiha nie miał zamiaru siać brzydko mówiąc rozpierdolu. Podszedł do słów strażników pokojowo.
Każdy chce się z nim zobaczyć... - strażnik również wzruszył ramionami i chciał zacząć pisać, gdy tylko usłyszał dane czerwonowłosego. W głowie mężczyzny zaświeciła się "czerwona lampka". Czerwona Bestia została wysłana do umówienia politycznych kwestii. Strażnik dłużej nie chciał drążyć tematu, doskonale wiedział o co chodzi. Uśmiechnął się delikatnie do Yoshimitsu i zaczął pisać.
Jak już wspomniałem. Polecam Panu hotel, połączony z knajpą na drugim końcu. Trafi Pan tam bezproblemowo, ponieważ znajduje się przy głównej drodze, która jest bardzo dobrze oświetlona. Ponadto prowadzą do niej drogowskazy. Nie chcę Panu ujmować, ale każdy głupi tam trafi. - stwierdził strażnik. a na jego twarz ponownie nie zdradzała niczego - nadal kamienna mina. Czy możliwe jest, że strażnik mógł wiedzieć o wizycie?
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 18 sty 2017, o 22:29

Zapowiadało się ciekawiej, niż mogło by się wydawać, a przynajmniej taka myśl przeszła teraz przez łeb Czerwonowłosego. Kiedy zobaczył reakcję strażnika na jego imię, czy to bardziej było skrócenie, od razu wiedział, że skądś o nim słyszeli. Czy mieli informację, że ktoś miał przybyć do ich wioski i zaprowadzić porządek, co mogło by się również równać z zdradą jednego Uchihy na dobro jakiejś mniejszej osady, która tak naprawdę może zaraz przestać istnieć. Przecieki w klanie, to było by coś za co zapewne Yoshi zbliżył by się do Katsumi, ogarnięcie takiej sytuacji były by dla jego aktualnie złej reputacji w jej ślepiach... Wielkim plusem. Oczywiście mogło być też wiele innym możliwości, dlaczego zdawało się mu, iż strażnik rozpoznał jego miano. Teraz nie było to ważne, wszystkiego dowie się bezpośrednio od sołtysa, który raczej nie będzie miał nic do powiedzenia w sytuacji na jaką sam się skierował.
-Dobra, no to skoro wszystko już załatwione, to ja się zbieram. Wypije za Was chłopaki. -dłonie delikatnie zadrżały mu w kieszeni, chciałby ich zabić, ale niestety nie może... Wcześniejsza misja musi mu jak na teraz wystarczyć, a nawet gdyby nie, to dalej czuje, że coś go powstrzymuje. Zasługa Rudowłosej... I jej charakteru, który krąży teraz po ciele Yoshiego. Ruszył więc prosto do karczmy, w której to czekać miał na niego nocleg, ale skoro wszyscy pozostali poprzednicy nie wrócili, to miał się na baczności i dzisiejszej nocy być może ktoś sam nadzieje się na Czerwoną Bestię...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 19 sty 2017, o 09:49

Obrazek
Lennik
C 12/30+


Przecieki w klanie? Ktoś mógłby sobie narobić sporo wrogów, gdyby wszystko wyszło na jaw. Może właśnie to ten osobnik dostaje wszystkie pieniądze w zamian za donoszenie, kto i kiedy ma się pojawić w wiosce i w jakim celu. Reakcja strażników mogła to delikatnie zasugerować, Czerwony Król miał o czym myśleć dzisiejszej nocy. Wszystko zdawało się być bardziej pokręcone, niż kiedykolwiek, wszystko owiane tajemnicą. Mężczyźnie zadrżały dłonie, przez chwilę w głowie pojawiła się chęć mordu, lecz po upływie dwóch, może trzech sekund skutecznie ją obezwładnił. Strażnik uśmiechnął się do przybysza i zasalutował, ponownie łapiąc za halabardę. Notes oczywiście upchał z powrotem do kieszeni.
Miłej zabawy i spokojnej nocy. Gdy skończę służbę, Twoje zdrowie też wypiję towarzyszu. - odpowiedział strażnik przyjmując wyprostowaną pozę. Czekał, aż Yoshi się oddali. Uchiha mijał uliczki, które pustoszały w każdą minutą. Jak widać, tutejsi nie kochali nocnego życia, albo był środek tygodnia i balowali tylko weekendami.
-To on. - rzucił do swojego kolegi na bramie, po czym odwrócił głowę i gdy tylko zorientował się, że czerwonowłosy zniknął między domkami, skinął palcem w ciemną uliczkę, niedaleko bramy. Wyłonił się z niej mężczyzna, około trzydziestu pięciu lat, sto sześćdziesiąt pięć wzrostu - natura go nie obdarzyła, ale za to był zwinny, łatwo wtapiał się w tłum. Wartownik nachylił się nad jego uchem.
- Przekaż odpowiednim służbom, że Yoshimitsu Uchiha do nas przybył i zmierza do karczmy. Nikt go nie rusza, nikt nie zaczepia. Poczekamy... - wyszeptał z diabelskim uśmiechem na twarzy. Kroiła się grubsza akcja.
W tym samym czasie, czerwonowłosy dotarł do karczmy. Już od progu przywitała go piękna, o odpowiednich kształtach blondynka, z wymalowanym uśmiechem od ucha do ucha.
Witamy gościa! Czego sobie pan życzy? Piwko, nocleg? - rozpoczęła gadkę od razu, Uchiha nie zdążył się nawet rozejrzeć.
Ostatnio edytowano 21 sty 2017, o 12:32 przez Josaiji, łącznie edytowano 1 raz
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 19 sty 2017, o 23:07

Można by oddać się między ostępy myśli i przechadzać się między nimi w poszukiwaniu dobrego tropu, skąd też otrzymują informacje. Teraz liczyło się jedynie doprowadzenie tego wszystkiego do porządku, później zajmie się ewentualnym szukaniem zdrajcy, choć chadzanie za takowym pozostawił by najchętniej swojej przełożonej, nie miał zamiaru uganiać się za jakimś idiotą, który myślał, że coś takiego nie wyjdzie na jaw...
Czerwony Król był wolny, spokojnym krokiem, stawiając go po jakże zadbanej głównej drodze, na której śmieci raczej nawet nie było widać, szedł prosto do karczmy. Niedaleko od bramy napotkał nawet wspomniany znak, który naprowadził go jeszcze bardziej do budynku. Kiedy tylko znalazł się u progu gospody, na przywitanie pojawiła się urodziwa blondynka, która z iście bajecznym jak dla zwykłego wieśniaka uśmiechem wypowiedziała kilka słów. Czerwone ślepia spojrzały na nią wymownie, nie miał zamiaru korzystać z wielu rzeczy.
-Pokój z wygodnym łóżkiem, oknem i butelkę dobrego trunku. Jak nie ma dużej butli to beczkę piwa, też może być. -czekał na odpowiedź zamykając za sobą drzwi, rozglądając się również po otoczeniu.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 21 sty 2017, o 12:58

Obrazek
Lennik
C 14/30+


Rozglądając się Yoshi mógł dostrzec.. W sumie jednego karczmarza, kelnerkę i dwie osoby spijające piwo w rogu. Najwidoczniej faktycznie życie tutaj zaczyna się dopiero na weekend. To byli zwykli chłopi, niczym się nie wyróżniali, nie wzbudzali podejrzeń. Zainteresowani gadką i browarem, nie zwrócili uwagi na czerwonowłosego.
Kobieta wciąż była uśmiechnięta, a gdy tylko usłyszała zamówienie migiem poleciała na zaplecze, zamykając za sobą drzwi. Butelka dobrego trunku, już się robi. Chwyciła za "najlepsze" whiskey, wydawało się oryginalnie zapakowane, nikt nie był w stanie ocenić, czy było coś majstrowane. Wróciła z powrotem na bar i spod lady wyciągnęła klucz. Zakręciła nim dwa razy na palcu i ruszyła w kierunku Yoshiego.
- Proszę, to Pana zamówienie i pokój z najwygodniejszym łóżkiem. Miał Pan szczęście, ponieważ dzisiaj nie nocuje dużo osób. Proszę czuć się jak u siebie w domu i wypoczywać. - mówiła wciąż z jakby się wydawało szczerym uśmiechem. Uchiha nie mógł wyczuć nutki niepokoju w głosie dziewczyny, chociażby jednego gestu, który mógłby zdradzić zdenerwowanie. Mężczyzna mógł udać się na górę w celu wypoczęcia, jutro czeka go ważne spotkanie. Warto zaznaczyć, że informacja o jego pobycie dotarła również do karczmy, ale skąd czerwonowłosy mógł o tym wiedzieć? Miłego wypoczynku i upijania się.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 22 sty 2017, o 11:09

Mógłby nawet poczuć się jak prawdziwy król w tym otoczeniu, kiedy to młoda urodziwa kobieta była na jego skinienie palca, któż tam wie, do czego zdolna była się posunąć gdyby to padły nieodpowiednie słowa Yoshiego. Najwidoczniej sołtys rozkazał jej dotrzymać mu towarzystwa, ale tenże potwór w ciele mężczyzny nie grał w tym świecie w schematyczne szachy, robił co chciał i nie trzymał się zbytnio zasad, gdyby na jego miejscu znalazł się ktoś inny, ba! A może i jego poprzednicy kusili się na ów dziewkę, a później po upojnej nocy budzili się z wbitym nożem między żebra. Nie miał zamiaru być członkiem tej błazenady, więc kiedy tylko otrzymał butelkę i klucze od razu ruszył do swojego pokoju.
-Chciałbym się napić i przespać w spokoju, proszę mi nie przeszkadzać... -na moment przerwał, zatrzymał się nagle i spojrzał przez ramię do tyłu. -Chyba, że ktoś chciałby zginąć. -demoniczny uśmiech od razu rozdarł się od ucha do ucha, potwierdzając jego małą groźbę, po chwili znów zaczął iść.
Wszedł do pokoju zamknął drzwi na klucz i zaczął rozglądać się po pokoju, czy przypadkiem nie ma tutaj czegoś ciekawego, co zwróciło by jego uwagę, może jakaś pułapka? Aktywował nawet Sharingana (lvl3), by sprawdzić to i owo. Kiedy nie będzie nic podejrzanego, wyjrzy jeszcze przez okno, by sprawdzić na co ma stąd widok. A po tym dezaktywuje Sharingana...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 23 sty 2017, o 21:01

Obrazek
Lennik
C 16/30+


Czy kogoś tutaj zabijali, czy blondynka pozbawiała nachlanych mężczyzn życia? Yoshi musiałby sprawdzić na własnej skórze i pokusić się na poderwanie kobiety, ale prawdopodobnie miał w to wbite. Była jego ukochana i pewnie nie będzie już nikogo więcej. Rozpacz po jej utracie, czy chłopak mógłby pokochać kogoś jeszcze? A nawet jeżeli dałby radę... to wytrzymałby ewentualną stratę? Był shinobi, musiał mieć twardy charakter, ale każdego da się złamać.
Miał wszystko czego sobie życzył, zaczął odchodzić w kierunku pokoju na górze. Nagle zatrzymał się i wtedy ukazała się cząstka diabła, jego prawdziwy charakter. Kobieta nic mu nie zrobiła, a ten zaczął grozić śmiercią, porąbany typ. Czuł się nietykalny?
-Nie, nie! Nikt Panu nie przeszkodzi, nie wpuszczę na górę nikogo, proszę się nie martwić. - odpowiedziała, szczerząc kły do czerwonowłosego. Już zrobiła to co miała zrobić i na pewno na górę nikt wchodzić nie będzie - bo nie ma po co.
-Jedyną osobą, która tu zginie będziesz Ty, brzydalu. - powiedziała w myślach, udając zadowoloną. Mężczyzna wszedł do pokoju, po czym aktywował swoje magiczne oczy. Rozejrzał się z ich pomocą po pomieszczeniu, nie był jednak w stanie dostrzec żadnych pułapek, ponieważ ich nie było. Żadnych skupisk chakry, ukrytych ostrzy, czy żyłek, które po zerwaniu uruchamiają zabójczy mechanizm. Wyjrzał za okno i jedyne co widział, to kilka domków, w których raz za razem gasły światła. Wcześnie spać, bo trzeba wstać. Co mu pozostało? Napić się i też udać się do łózka.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 24 sty 2017, o 22:15

Mimo, że Czerwony Król nie raz, nie dwa wiedział czego spodziewać się może po człeku, miał pewne myśli i do całej zaistniałej sytuacji w tym miejscu, a jednak nie był magikiem i nie wiedział co tak naprawdę gra w umyśle kogokolwiek. Zbierał pewne informacje z mowy ciała czy tonu głosu, dopowiadając sobie do tego kilka rzecz i podkreślając je w głowie. Tym samym często udawało mu się przewidzieć to i owo, zapobiec lub przygotować się na ów ewentualność, tak też było i tym razem. Mimo tego, że otrzymał pokój, butelkę alkoholu no i teoretycznie wszyscy dla niego byli mili, to i tak miał zamiar ustawić sobie swego rodzaju barierę. Jeszcze nie znał takich technik, które mogły by go w takim miejscu chronić, a szkoda... To wystarczyło zdać się na logiczne myślenie.
Spoglądając przez lekko zaparowaną szybę, widział jak raz po raz światła gasły w pozostałych oknach, ludzi kładli się spać by mieć możliwość jutro bez przeszkód wstać. Tak też miał zamiar zrobić i on. Ale przed tym przesunął stolik lub krzesło, w zależności od tego co jest lżejsze pod drzwi, które otwierały się do wewnątrz jak wszystkie standardowe. Na stoliku czy krześle położyć chciał butelkę z alkoholem, a tym samym stworzyć sobie delikatny alarm gdyby ktoś chciał wejść do jego pokoju przewróci mebel, a wraz z nim butelkę, która zbije się o podłogę. Co prawda Yoshi nie ma głębokiego snu, zwłaszcza teraz kiedy nawiedzają go koszmary po utracie Inu, ale ostrożności nigdzie nie jest zbyt wiele. na drzwiach nakleił też wybuchową notkę, jak i tuż pod oknem... Dokładnie ta sama sytuacja z oknem co z drzwiami... A teraz przyszła pora na sen...
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 26 sty 2017, o 10:14

Obrazek
Lennik
C 18/30+


Zdobyte doświadczenie na wielu misjach przydało się i w tym przypadku. Nauczony życiem, czerwonowłosy przed snem wolał się zabezpieczyć. Nie miał zamiaru wypijać alkoholu, butelka miała służyć za "budzik" w razie, gdyby ktoś chciał do niego wejść. Wielka szkoda, bo próba otrucia chłopaka właśnie poszła w las. Cóż, będą musieli znaleźć inny sposób unicestwienia posiadacza kalejdoskopu. Wystarczyło opanować techniki, które tworzyłby barierę ochraniającą Czerwonego Króla, trochę więcej chęci i nie byłoby zabawy ze stolikami, notkami i butelkami. Skoro mężczyzna stworzył sobie zabezpieczenia, czuł się w miarę swobodnie mógł pozwolić sobie, aby się położyć na wygodnym łóżku. Słyszał głosy kelnerki i karczmarza, gadali o utargu z dzisiejszego dnia, o sprzedanych produktach. Nie było żadnego niepokojącego słowa, po prostu pierdoły. Po jakimś czasie Yoshi mógł usłyszeć chrzęst zamka, a głosy ucichły. Zamknęli karczmę i nikt już dzisiaj nie przyjdzie. Koniec pracy, Uchiha usnął.
Nastał ranek, słońce wzbiło się do góry, do pokoju Yoshiego wpadły promienie, oświetlające cały pokój. Ptaszki siedziały na parapetach, drzewach ćwierkając, sygnalizując tym samym ludziom, że pora wstawać i koniec odpoczynku. Czasami można było usłyszeć koguty z pobliskich domów. Na ulicach znów zrobił się harmider, wioska zaczęła żyć. Chłopak mógł poczuć się jak u siebie w domu, jak kiedyś w Sogen.. Wiadomo, teraz na nowo musi zdobywać zaufanie i dopiero co wrócił do osady. Dobrze się nie obudził i usłyszał pukanie do drzwi.
- Panie Yoshi, sołtys już czeka. - rozniósł się męski, nieznajomy głos. Facet zwrócił się do niego w taki sposób, w jaki Uchiha się przedstawił. Oczywiście, mężczyzna znał prawdziwe dane czerwonowłosego, zresztą jak wszyscy tutaj, no ale nie mogą zdradzać wszystkiego.
Josaiji
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Yoshimitsu » 26 sty 2017, o 20:45

Kraina Morfeusza rozciągała się w snach Czerwonego Króla, który między jawą, a wspomnieniami gdzieś zgubił się zaraz po pierwszym kroku. Śniły mu się niezapomniane chwile z jego ukochaną, przemijały obrazy, znów przeżywał je na nowo mimo znajomości scenariusza, widział ich początku i wspólne pierwsze chwile, które przerodziły się w uczucie, które ta bestia pierwszy raz poczuła. Wtedy też pojawiały się pierwsze negatywne, takie jak strach o drugą osobę, tęsknota, szczęście wywołane czymś innym niż zabijaniem i toczeniem zażartych bojów... To wszystko znów, po raz kolejny w nocy przejawiło się przez jego łeb... Ale ranek nastał, a do drzwi ktoś zaczął pukać. Najchętniej znów udałby się w krainę, gdzie Rudowłosa dalej żyje, choć zawsze mógł udać się do świata, w którym tak naprawdę przebywa... To miejsca, które stworzyła w momencie kiedy umarła, a tam spokojnie z nią porozmawiać i opowiedzieć co działo się przez ostatnie kilka dni... Nie mógł wytrzymać, chciałby się już tam udać, wejść do tego świata, ale... Nie teraz, kiedy jeszcze nie wypełnił żadnej z obietnicy, jakby mógł znów stanąć przed nią z niczym.
Sołtys czekał na niego, Uchiha uniósł swoje ciało i właściwie mógłby skorzystać z sytuacji i dowiedzieć się wszystkiego od człeka, który zbudził go ze snu. Czerwona Bestia znała sztuczki, dzięki którym wpłynąć mogła na myśli drugiego i spokojnie wydobyć informacje jakich tylko oczekiwała. Ale teraz wolałby się udać do człeka odpowiedzialnego za to wszystko i z nim się rozmówić po swojemu. Pozbierał notki, przestawił stolik i wziął ze sobą butelkę. Otworzył drzwi i z swym demonicznym uśmiechem przywitał nieznajomego.
-Prowadź. -rzucił w jednym słowie, trzymając ów butelkę w lewej dłoni. Zaś prawą w swej ulubionej kieszeni.
Yoshimitsu
 

Re: Wioska Shōhei

Postprzez Josaiji » 26 sty 2017, o 23:08

Obrazek
Lennik
C 20/30+


Sny w roli głównej z ukochaną, którą stracił nagle - nie odeszła do innego, nie rzuciła go, po prostu umarła podczas jednej z wspólnych wypraw. Jedno i drugie było doświadczone w byciu ninja, wiele razy niebezpieczeństwo zagrażało ich życiu, ale zawsze dawali sobie radę. Felernego dnia jednak było inaczej, tylko Yoshimitsu uszedł z życiem, choć gdyby nie kalejdoskop, pewnie teraz przebywałby z ukochaną nie tylko w jego głowie. Z pewnością miał momenty, w których chciałby zginąć i cieszyć się z Inu, po drugiej stronie. Póki co, jak sam twierdził, ma do wypełnienia złożone obietnice, musi żyć, jednak co się stanie, gdy już je dokona? Odbierze sobie życie?
Mężczyzna stojący za drzwiami zaczynał się niecierpliwić. Czekał na czerwonowłosego sporo czasu, w końcu ten musiał odstawić stół, tak żeby nie hałasować, zerwać notki pod oknem i na drzwiach. Gdy Yoshi chwycił za klamkę, nieznajomy stanął wyprostowany. Po sekundzie ujrzał Czerwonego Króla z butelką w ręku. Nie wyglądał na kogoś, kto pochlałby dzień wcześniej, w dodatku zawartości nie brakowało nawet małego łyczka. Pozostała nienaruszona przez całą noc, co szybko zweryfikował. Nie miał zamiaru poprzez mimikę twarzy zdradzać, że wie o co chodzi. Nie przestraszył się demonicznego uśmiechu, każdy podchodził do Uchihy bez respektu, jakby się go nie bali.
- Proszę za mną. - powiedział krótko, po czym odwrócił się na pięcie. Był odziany w czarny płaszcz, który przykrywał resztę jego ubioru. Jedynie co rzucało się w oczy to odstający przedmiot - prawdopodobnie jakiś miecz. Być może to kolejny ze strażników osady. Zaczął prowadzić czerwonowłosego w stronę "ratusza". To tam mieli spotkać się z sołtysem. Weszli do środka, strażnik tylko skinął głową do swojego kolegi, ruszając dalej. Przemierzali korytarze, gdy stanęli przy drzwiach pokoju. Na drzwiach przywieszona plakietka z napisem "sołtys". Mężczyzna puknął dwa razy, ale nie usłyszał odpowiedzi. Lekko zaniepokojony zapukał jeszcze raz, wciąż nic. Zdecydował się złapać za klamkę i wszedł do środka, choć wiedział że czeka go solidny opieprz. Uchylił skrzypiące drzwi i już po sekundzie ujrzał coś, czego nie chciał. Wytrzeszczył gały i chwycił się za głowę.
- KURWA MAĆ, SOŁTYS NIE ŻYJE!! - wydarł się na całe gardło, a na krzesełku przy biurku siedział mężczyzna z podciętym gardłem. Zakrwawione ubranie, na podłogę kapała resztka jasnej krwi. Ktoś musiał narozrabiać, czyżby ktoś wyręczył Yoshimitsu? Chociaż, Czerwona Bestia sołtysa na oczy nie widziała...
Josaiji
 

Następna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość