Pole uprawne

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Pole uprawne

Postprzez Saneatsu » 11 paź 2017, o 09:34

Chłopiec przeczytał powoli tajemniczy napis. Paradoksalnie wydawał się on jednak przychalać światło na całą sprawę. Ze stoickim spokojem na twarzy, Saneatsu organizował myśli, patrząc przez chwilę w przestrzeń. Po chwili zamknął oczy i pochylił głowę do przodu. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Zagadka obecności gryzoni została rozwiązana, jednak odpowiedzi na pozostałe pytania, nadal były okryte płaszczem tajemnicy. Ostatnie chwile dały chłopcu ważne wskazówki. Uchiha nie znał jeszcze celu, ale przed jego oczami ukazywała się ścieżka, prowadząca do niego. Kto jest owym winnym? Miał podejrzenia, lecz wolał się upewnić. Wyprostował się i jeszcze raz rozejrzał się, aby nacieszyć oczy pięknym widokiem. Najprawdopodobniej widział go po raz ostatni w życiu. Przyszedł czas, aby udać się do gospodarstwa wskazanego przez kobietę. Tym razem Saneatsu miał do niej kilka ważnych pytań, na które musiał uzyskać odpowiedź. Powolnym krokiem ruszył z powrotem tą samą ścieżką, którą szedł całkiem niedawno.
Saneatsu
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Shijima » 11 paź 2017, o 15:35

Misja rangi D

Just about a million ways to harm you.
Obrazek
13/15


Paradoksalnie... paradoksalnie podsuwał do umysłu oczywistość, przed która dwóch poprzednich uciekło, a której ty postanowiłeś stawić czoła. Twój uśmiech, twoje zrozumienie - nie masz wrażenia, jakby to miejsce zrobiło się od razu cieplejsze? Brud spalenizny, ciało leżące w trawie, które zapewne ktoś tutaj zaciągnął - być może tamta dwójka, o której mówiła kobieta również widziała ta ciało, spalone, zmaltretowane przez ogień, chyba nie byli shinobimi, chyba byli zwyczajnymi ludźmi, którzy chcieli trochę zarobić, a kiedy oni nie sprostali - kobieta ze swoim bratem postanowili kogoś wynająć. Chyba. Wszystko było czystymi domysłami, bo czy tak naprawdę można ufać swojej intuicji i przypadkowemu (oj tak, ten napis był TAKI przypadkowy..!) napisowi znalezionemu na zwłokach? Powinieneś wątpić, to rzecz uczonych - poddawać w wątpliwości i szukać odpowiedzi na to, na co względnie nie dało się odpowiedzieć. Karmiłeś się jednak aurą tego miejsca. Układałeś w swoim umyśle historię, która mogła się tutaj wydarzyć i na którą ktoś chciał cię naprowadzić - ktoś, bo przecież nie były to te motyle. Motyle nie potrafiły pisać... ale motyle też nie zasiadały w takich ilościach wokół miejsca tragedii, wabiąc odważnych, którzy byliby w stanie rozwikłać taką prostą, drobną zagadkę...
Rozglądasz się wokół. Spokój. Spokój wśród kłosów traw, liści na gałęziach, w motylich skrzydłach. W tobie. Niewinność się ciebie nie obawiała. Nieskazitelna, niezabrudzona i nie zniszczona ludzką plugawością stróżowała nad tym miejscem, okrywając go pierzyną bieli czystszej od samego śniegu, który lubił zaglądać za krokiem Pani Zimy odwiedzającej co roku ślad - do niektórych miejsc zaglądał po prostu chętniej niż do innych. Byłeś w stanie wyłapać pojedyncze machnięcia skrzydeł motyli znajdujących się najbliżej, ale nie tych, które zlewały się w jeden płaszcz pościelony u twych nóg. Gdybyś tylko chciał wystarczył jeden szybki kok i przecież... przecież z pięknych motyli ostałaby tylko plama. Nie zrobiłeś tego jednak. Tak jak wcześniej tak i teraz stworzenia unosiły się wolno, rozstępując przed tobą, by zrobić dla ciebie przejście - nie osiadały jednak spowrotem. Wszystkie po kolei, rozłączone na dwie fale, sunęły ku niebu i przetaczały się w bok, odsłaniając zieloną trawę i te pojedyncze stokrotki śmiało wystawiające płatki ku słońcu. Niknęły w lesie.
Dróżka do wskazanego wcześniej domku była prosta, trafiłeś tam bez przeszkód. Kobieta, która zleciła ci pozbycie się szkodników siedziała na beli, która służyła tu chyba za ławkę - prowizorycznie sklecona, ale czego oczekiwać po gospodarstwie rolnym? Nikt tutaj nie potrzebował eleganckich, salonowych mebli. Zauważyła cię niemal od razu, wyraźnie zdziwiona.
- J-już? - Rozluźniła mięśnie. - Kolejny, który ucieka. - Wywróciła oczyma. - Nie wykonałeś roboty to nie ma pieniędzy. Przepraszam, chłopcze.
Shijima
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Saneatsu » 12 paź 2017, o 13:41

Chłopiec stanął wyprostowany z zamkniętymi oczami. W spokoju słuchał słów kobiety. Kiedy w końcu nastała cisza, otworzył swoje slepia i spojrzał na nią groźnie. Jego mrożący krew w żyłach wzrok, zupełnie nie pasujący do tak niewinnego dziecka, utkwił na twarzy rozmówczyni. Chwilę się zastanowił i w końcu przemówił.
- Obecność szczurów jest spowodowana rozkladajacym się ciałem - powiedział nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nie oczekiwał znaczącej reakcji od kobiety. Najprawdopodobniej dobrze o tym wiedziała.
- Na gospodarstwie wydarzyła się okropna rzecz... motyle nie opuszczą tego miejsca, dopóki osoba odpowiedzialna nie zostanie ukarana - Było to po części kłamstwo, ponieważ istoty prawdopodobnie mogły być zdezintegrowane zwyczajnym ogniem. Chłopiec jednak nie chciał mieć ich żyć na sumieniu. Pieniądze nie są tego warte. - Proszę pochować ciało z godnością... - kontynuował. Jego wzrok powędrował w tym momencie ku niebu - ... niech zrobi to bliska osoba. Nic więcej nie mogę dla Pani zrobić -
Wyglądało na to, że postawił sprawę jasno. Zmierzając do kobiety, miał w głowie wiele pytań, które chciał jej zadać. Po namyśle zrezygnował z tego pomysłu. Zagadka została rozwiązana. Teraz wszystko pozostało w rękach osoby, która zleciła chłopcu zadanie.
Saneatsu
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Shijima » 12 paź 2017, o 17:01

Misja rangi D

Just about a million ways to harm you.
Obrazek
15/15


Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby zasznurować kobiecie usta. Nie wiedziała, co się stało. Nie wiedziała, o co chodzi. Przesadziłam? - pytanie malowało się w jej oczach, jasny przekaz był dla ciebie jak napis czarnym tuszem wymazany na białym pergaminie (winna na niewinności? możliwe). Tylko w którym punkcie przesadziła? Od początku nie była pewna, jak powinna cię traktować - z wyglądu zwykły dzieciak, a co jeśli nie oceniłaby książki po okładce..? Nie szukała głęboko, nie miała takich możliwości. Usta rozchylone na wzór karpika zostały zamknięte, niewiasta cofnęła się, wcześniej lekko nachylona w twoim kierunku, taki symbol otwarcia, zachęcający, by zbliżyć się do drugiej osoby - teraz była całkowicie zamknięta.
- C-ciało? - Była zszokowana, nie udawała, nie było takiej opcji, chyba że strugała głupa od początku - marna szansa, nie zachwycała lotnością umysłu. Więc tak - ciało. Sfajczone ciało, które leżało tam nie wiadomo ile - pewnie niezbyt długo, nie było jeszcze w stopniu rozkładu, w którym można by mu dać z miesiąc, z drugiej strony ogień potrafił całkiem nieźle konserwować... tyle że szczury w takim czasie zdążyłyby to wszystko zmłócić. O ile nie było tam żadnych innych zwłok.
Kobieta zerwała się z miejsca zupełnie jakby była gotowa biec już tam, do tego domu, łapać w rękę łopatę..! A nie, jednak nie. Była tak blada, że raczej wyglądała na osobę, która zaraz padnie na twarz i już nie wstanie. Z nerwów. Ze stresu? Cóż, niecodziennie się słyszy, że ma się trupa na posesji. I tak wstała - i zaraz znowu usiadła, szukając dłonią za sobą ławki, zapomniała z tego wszystkiego, gdzie dokładnie jest. Zapomniała, czy w ogóle tam jest. - Szczury są, bo ciało... ha... - Powtórzyła głucho.
- Wszystko w porządku? Kto to jest? - Nieznajoma ci kobieta wynurzyła się z domu i od razu, zaniepokojona, znalazła się przy swojej... kim właściwie? Przyjaciółce? Członku rodziny? Nie były do siebie podobne. Kimkolwiek dla siebie były - znały się, nie musiałeś chyba niczego więcej wiedzieć na ten moment. Twoja rola w tym przedstawieniu została zakończona. Jakby na to spojrzeć krytycznym okiem to było wręcz zbyt łatwo - jedna ścieżka, jedna droga. Jeden trup i przekazanie informacji. Twoja zleceniodawczyni nie była w stanie z siebie wydusić słowa. Złapała trudności z oddychaniem, nie mogła zebrać myśli, co dopiero o rozmowie mowa. W końcu jednak otrząsnęła się na tyle, żeby wręczyć ci sakiewkę z monetami... i obie kobiety zniknęły w domostwie, zostawiając cię samego.
Jeden z białych motyli zatańczył tuż przed twoim nosem i poleciał w dal.
Co dalej wydarzy się z tą kobietą, tym domem i tymi motylami to już nie była twoja sprawa. Mówili przecież, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu i pewnym sprawom należy pozwolić odejść, umrzeć naturalnie. Niech zajmą się nimi hieny cmentarne. Pozostała ci pewność, że rozwiązałeś zagadkę i motyle znikną z przeklętej ziemi.
Czy na pewno..?


Misja zakończona! :) Jest możliwość kontynuowania tej linii fabularnej na poziomie C, jeśli w przyszłości miałbyś ochotę ;)
Dziękuję ślicznie i daj misję do oceny ♥
Shijima
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Saneatsu » 16 paź 2017, o 12:35

Chłopiec ze spokojem na twarzy obserwował całą sytuację. Widząc reakcję kobiety, stwierdził że jednak się pomylił. Kobieta nie ukrywała przed nim informacji. Była naprawdę zszokowana słowami chłopca. Kiedy w końcu to zauważył, uderzyło go lekkie poczucie winy. Pomylił się. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież każdy popełnia błędy, jednak Saneatsu nienawidził porównywać się do innych. W ciszy przełknął tą gorzką pigułkę i postanowił potraktować całą sytuację jako nauczkę.
W końcu jego pierwsza misja w karierze shinobi została zakończona. Jej wynik był pozytywny, jednak chłopiec nie czuł satysfakcji. Zagadka nie została rozwiązana do końca. Może kiedyś dane mu będzie dojść do jej sedna.
Chłopiec odebrał zapłatę od kobiety, a następnie ukłonił się delikatnie. Odwrócił się na pięcie, a następnie ruszył w stronę portu. Musiał przemyśleć w spokoju parę spraw, a nic tak nie uspokaja młodego umysłu, jak szum morskich fal.

z/t
Saneatsu
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Kaiso » 16 lip 2018, o 14:50

Moja podróż z grupą uchodźców zakończyła się niedaleko jednego z pól uprawnych, podziękowałem im grzecznie za towarzystwo, za ciekawe rozmowy oraz za wskazanie drogi do osady. Oni kierowali się dalej, z tego co mówili, to kierowali się gdzieś na północ, na jakąś wyspę zwaną Teiz? Życzyłem im udanej podróży, a sam skierowałem się do grodu klanu Uchiha. Znałem ich tylko z opowieści o obronie muru, nie miałem zielonego pojęcia czego mam się spodziewać, musiałem być gotowy na każdą ewentualność, a to oznaczało jedno, skieruję się tam dopiero jak ukończę swój trening.
Ruszyłem więc przez pole i zatrzymałem się pod drzewem. Chciałem chwilkę odsapnąć zanim wezmę się za naukę nowej techniki. Usiadłem opierając się o pień i wyjąłem swój notesik. Zacząłem tam zapisywać wszystko to co mnie spotkało, imiona poznanych ludzi, ale także rozpisałem drogę jaką dotarłem tutaj. Po zanotowaniu tego wszystkiego wstałem i zacząłem trenować.

Pierwszy raz znalazłem się w sytuacji, w której musiałem sam odbywać trening, nie było ze mną nikogo, kto przełożyłby teorię na praktykę, nikogo kto skontrolowałby moje błędy czy pochwalił za postępy, byłem sam. Wiedziałem, że wszystko będzie zależało ode mnie, czułem presję, ale bylem na nią gotowy, musiałem sam sobie udowodnić, że dam radę to zrobić.
Usiadłem na ziemi i wyciągnąłem jeden ze zwojów, które otrzymałem od swojego mistrza. Zajęło mi chwilę zanim dotarłem do techniki której chciałem się nauczyć, ale w końcu znalazłem- Doton: Doro ōkami. Opis wykonania i działania techniki był dość lakoniczny. Potrzebowałem błota żeby utworzyć błotne wilki, które mogą służyć do działań zaczepno-obronnych. Nie było żadnych pieczęci czy skomplikowanych wymagań, tylko błoto. Schowałem więc zwój i wziąłem się do roboty.
Na początek wykonałem kilka błotnych kul żeby wytworzyć sobie niewielkie źródło "czystego" błota. Teraz przyszła kolej na wytworzenie nowej techniki, wystarczyło skupić się i wyobrazić sobie powstające błotne wilki. Dla lepszego skupienia złączyłem ręce i zamknąłem oczy. Czułem jak moja chakra oddziałuje na źródło błotka. Stałem w takiej pozycji kilka sekund i otworzyłem oczy. Przede mną stały dwa zdeformowane zwierzaki. Jeden nie miał pyska, a drugiemu brakowało kończyn. Nie wyglądało to najlepiej, aż przymknąłem oczy i się skrzywiłem. Anulowałem technikę. Musiałem wykonać ją jeszcze raz, tym razem bardziej skupiając się na wyglądzie zwierząt. Drugie podejście okazało się sukcesem. Wilki wyglądały normalnie, chakra przepływała w sposób odpowiedni, nie brakowało nic. Teraz nie pozostało mi nic innego jak popróbować jeszcze kilka razy, musiałem miec pewność, że się nie zawiodę na samym sobie w ferworze walki.


Teraz jedyne co mi zostało to odpocząć.
Kaiso
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Kaiso » 16 lip 2018, o 15:15

Po pierwszym zakończonym treningu czułem się całkiem świeżo, poszło mi lepiej niż przypuszczałem, mimo to nie chciałem się zbytnio forsować, miałem dużo czasu, pożywienia, mogłem sobie pozwolić na chwilę odpoczynku. Znowu usiadłem pod drzewem, tym razem nie wyciągnąłem notatniczka, a menażkę z woda i kilka kulek ryżowych. Było to idealne pożywienie na czas podróży- niewielkie rozmiarowo, ale pożywne, no idealne do upchania w torbie. Po pierwszym gryzie zamknąłem oczy, wracały do mnie wspomnienia tego co stało się na trakcie w Ryuzaku, ta krew, ci apatyczni ludzie, wszystko to ciągle do mnie wracało i powodowało gęsią skórkę. Zatrzęsłem głową licząc, że uda mi się pozbyć tych obrazów. Skoncentrowałem się na tym co miłe, na przyjemnych powiewach wiatru, na pięknych ptasich trelach, na całkiem solidnym smaku kulek ryżowych. Dzięki temu wszystkiemu łatwo pozbyłem się tych krwawych obrazów. Po zjedzeniu swojego posiłku przyszedł czas na ciąg dalszy treningowego szaleństwa
Samotność bywa uciążliwa, szczególnie kiedy chcę porozmawiać z kimś innym niż ja sam. Oczywiście jako shinobi muszę być gotowy na sytuacje gdzie jestem zdany na siebie, z tego też powodu musiałem spróbować jeszcze raz nauczyć się nowej techniki samemu. Tym razem padło na kolejną, stosunkowo prostą w wykonaniu, ale piekielnie wytrzymałą, technikę żywiołową-Doton: Rokkusherutā. Trening rozpocząłem od zapoznania się z teorią, którą to miałem zapisaną w zwoju. Musiałem dowiedzieć się jaki jest zasięg tej techniki, jakie są możliwości obronne oraz czy mogę w jakiś sposób manipulować tą kopułą. Kiedy poznałem wszelkie szczegóły wziąłem się do pracy. Najpierw stworzyłem klona, miał być on moim towarzystwem, pomocą i w pewien sposób senseiem. Jego zadanie było proste, sprawdzać trwałość tego tworu poprzez ataki bronią, wręcz czy ostatecznie innymi technikami. Kazałem mu oddalić się na kilka metrów, a sam zacząłem skupiać chakrę. Po chwili powstała licho wyglądająca półkula. Klon rzucił się na nią i potraktował z kopniaka. Na moje nieszczęście technika nie wytrzymała i noga klona się przebiła. Anulowałem technikę i spróbowałem stworzyć ją jeszcze raz, tym razem bardziej kondensując swoja chakrę. Tym razem wydawała się być o wiele twardsza. Klon ruszył na nią, kopnął i nic. Wytrzymała! Za pomocą kilku technik dotonowych sprawdziliśmy jej wytrzymałość, wydawała się być taka jak powinna. Nie pozostało mi teraz nic innego jak popróbować jeszcze kilka razy aby mieć pewność, że będę w stanie wykonać tą technikę w każdych warunkach.


Po wszystkim wraz z klonem ruszyłem pod drzewo i zaczęliśmy rozbijać małe obozowisko. -Mam nadzieję, że właściciel tego pola nie obrazi się, że tutaj będę nocował. Powiedziałem z uśmiechem do klona. -Myślę, że nie. Okolica i tak wygląda na rzadko uczęszczaną. Może właściciel umarł podczas wydarzeń na murze? Kontynuowaliśmy naszą rozmowę jeszcze przez kilka minut, ale czując coraz większe zmęczenie postanowiłem pójść spać prosząc klona aby ten mnie pilnował. Czułem się dobrze, ale wiedziałem, że potrzebuję odrobiny snu aby zregenerować moje pokłady chakry.
Kaiso
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Kaiso » 16 lip 2018, o 20:31

Po kilku godzinach snu obudziły mnie jakieś dziwne odgłosy. Otworzyłem delikatnie oczy i zobaczyłem, że mój klon sobie trenuje. Pokręciłem głową z niedowierzaniem, przetarłem oczy i spojrzałem jeszcze raz licząc, że mi się przywidziało. Niestety nie. Mój klon zamiast mnie pilnować wolał sobie porzucać kunaiami, pobiegać, no zachowywał się jak dziecko, a nie jak shinobi. -Co ty robisz? Przecież ledwo świta. Zwróciłem się do niego z wyrzutem w głosie. W końcu każdy ma prawo do nieniepokojonego snu! Najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że mnie zignorował.
Gdybym mógł to od razu poszedłbym spać dalej, ale niestety, mając takiego niesfornego klona w pobliżu było to niemożliwe. Odwołanie go też nie wchodziło w grę, czułem się zbyt niepewnie w tych obcych okolicach. Nie pozostało mi nic innego jak się rozbudzić, zrobić sobie śniadanie i wziąć się do roboty. Zanim słońce całkowicie wstało byłem już gotowy do działania.

Tym razem chciałem popracować nad rozwinięciem techniki Doton no Jutsu. Po prostu zależało mi na tym, żeby szybciej zapadać się pod ziemię i z niej wychodzić. Chodziło tutaj o jutsu o dźwięcznej nazwie Doton: Dochū Eigyo no Jutsu. Od razu przystąpiłem do czytania teorii, w końcu poznanie podstaw było najważniejsze podczas jakiejkolwiek nauki. Wszystko wydawało się być banalnie proste- wystarczyło przelać więcej chakry w ziemię aby szybciej się zapadać lub też wyskakiwać. Wystarczyło przejść do praktyki. Chodziło tutaj głównie o przyspieszenie całego tego zapadania więc to na tym się skupiałem.
Tym razem również będę używał klona do pomocy, ma on liczyć czas jaki był mi potrzebny do wejścia w ziemię. Oczywiście będzie to bardzo subiektywne, ale czy ktokolwiek poza mną, i moimi kopiami, jest w stanie mi dokładnie wyjasnić czym jest dla mnie optymalna prędkość zapadnia? Raczej nie. Nie wykonywałem żadnych pieczęci, po prostu wysłałem chakrę do nóg, a ta miała zacząć działać na ziemię. Nie próbowałem nic nowego, to była próba testowa, musieliśmy pozać czas zapadania podczas najnormalniejszego doton no jutsu. Po wykonaniu tejże próby nadszedł czas na zwiększanie ilości przelewanej chakry tak aby osiągnąć jak najlepsze wyniki. Próby nie były trudne, praktycznie za trzecim razem technika udała się w 100%, nie straciłem na tą naukę zbyt wiele chakry, co wpłynęło pozytywnie na moje nastawienie. Nie pozostało mi nic innego jak zakończyć trening i rozpocząć regenerację.


Uśmiechnięty podszedłem w stronę swojego "mini-obozowiska". Dzisiaj poszło wyjątkowo łatwo, prawie w ogóle nie zmarnowałem chakry... Chyba jestem gotowy żeby ruszyć do osady. Ta myśl była bardzo budująca, bo czy jest coś cenniejszego niż wiara we własne siły? Zanim jednak ruszę dalej muszę chwilę odpocząć i się najeść! Czym prędzej przystąpiłem do realizacji tego planu. Po kilku godzinach spakowałem się i wraz z klonem usiedliśmy ten ostatni raz pod drzewkiem.
Kaiso
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Sora » 17 lip 2018, o 14:32

1/15
Misja D


Kto by pomyślał, że posiadające własną wolę klony mogą, aż tak nie słuchać? Niby ta sama osoba, a w chwili, gdy jedna narzeka na brak snu, druga ciężko trenuje. Jedno było wiadomo, do wykonywania rozkazów to nasz Kaiso przyzwyczajony nie był, a może to klon przez czas, gdy był pozostawiony sam sobie wyrobił sobie własny, a przynajmniej "właśniejszy" charakter? Wszystko jest możliwe. Ważne by na nieznanej ziemi mieć chociaż jednego kompana, takiego któremu można ufać, tylko co można ufać samemu sobie, po tym jak obudziło się w czasie gdy chciało się spać? Może na ten moment nie jest to, aż tak ważne? W końcu wszystko skończyło się dobrze, dwójka "Kaisów" leżała pod drzewkiem, podczas ostatniej przerwy w swej podróży. Tym razem również coś, a raczej ktoś postanowił przerwać im wypoczynek. Mała, na oko sześcioletnia dziewczynka w brudnej sukience o włosach ciemnych i pozlepianych, no i obowiązkowymi dużymi oczami i okrągłą dziecięcą buźką, słowem typowa dziewczynka, jakich są miliony, no może mniej i głównie w biedniejszych miejscach. Nie widział pan mojego taty?- Zapytała z wesołym uśmiechem, gdy zbliżyła się wystarczająco.
Sora
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Kaiso » 17 lip 2018, o 14:54

Siedziałem obok swojego klona, obydwoje opieraliśmy się plecami o drzewo. O dziwo było mi bardzo wygodnie, najwygodniej w ostatnich kilku dniach. Po chwili takiego cudownego gnicia powiedziałem do drugiego siebie.-Chyba niebawem powinniśmy ruszyć dalej. Cały świat czeka.. Klon skinął tylko głową i dalej patrzył gdzieś przed siebie. Czyżby nagle teraz mnie pilnował? Zaskoczyło mnie to, w końcu ten sam krnąbrny osobnik potrafił o świcie sobie trenować.
Kiedy już byłem gotowy żeby ruszyć dalej nagle klon klepnął mnie w rękę i powiedział. -Ktoś, albo coś, tam idzie. Przygotuj się. Skinąłem głową i spojrzałem w wyznaczonym kierunku. Faktycznie jakaś postać się do nas zbliżała. Po kilkudziesięciu sekundach napięcia okazało się, że jest to... jakieś dziecko. Była troszkę zaniedbana, ale nie mogłem powiedzieć, że jest jakimś żebrakiem. Może pochodzi z biednej rodziny? Pomyślałem sobie i od razu się skarciłem. Nie można przecież oceniać ludzi po wyglądzie. Dziecko wydawało się mieć dobre intencje, co też potwierdziły jej słowa. Zaszokowała mnie jedna rzecz, powiedziała mnie per pan. Czy ja wyglądam tak staro!? Potrzebowałem chwili żeby zebrać się do odpowiedzi. -Przykro mi, ale nie widziałem nikogo innego poza mną... i drugim mną od... ja wiem? Może kilku dni.... Jesteś pewna, że twój tata szedł gdzieś w tym kierunku?
Kiedy ja skupiałem się na rozmowie, mój klon postanowił rozglądać się po okolicy. W końcu to może być jakaś zasadza!
Kaiso
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Sora » 17 lip 2018, o 16:22

3/15
Misja D


Klon okazał się rozsądniejszy, niż mogło wydawać się na pierwszy rzut oka, w końcu postanowił pilnować on Kaiso, tylko czy rzeczywiście chodziło o jego bezpieczeństwo? Może kopia była świadoma, że wraz ze śmiercią oryginału i ona zniknie? Nigdy nie wiadomo czy można ufać samemu sobie. A co dopiero z innymi? Chociaż co złego może zrobić jakaś mała niezbyt zamożna dziewczynka, na tyle młoda, by piętnastoletni Kaiso wydawał jej się kimś dorosłym... Albo po prostu tak wychowana. Dziewczynka posmutniała, na wieść o tym, że jej ojciec jakimś cudem uniknął wzroku obcego chłopaka. W jej wielkich oczach pojawiły się łzy, nadając im wygląd szkła. -Ale... ale...- Zaczęła pod nosem, jednak widząc jej twarzyczkę wykrzywioną w nieprzyjemnym dla oka grymasie wiedziałeś, że zaraz się ona popłacze. -Przecież... przecież tata co rano chodził do lasu...- Jedna spora łza spłynęła po jej policzku, gdy malutka dłoń wskazała las zaczynający się na granicy pola. -Taty... taty nie ma dwa... dwa dni...- Powiedziała, gdy jej oczy na dobre zaczęły już produkować łzy. Tylko co z nią zrobić? Zostawić? Pomóc? Zabić? Dróg jest wiele, tylko którą wybrać.
Sora
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Kaiso » 17 lip 2018, o 17:21

Informacja, że ktoś umarł potrafi być dewastująca, jednak jest coś gorszego- nadzieja. Nadzieja, że ten ktoś mimo wszystko żyje, że ten ktoś po prostu się zgubił i wróci. Tutaj sprawa wydawała się być prosta. Tatuś poszedł i słuch o nim zaginął. Niby to tylko dwa dni, ale coś mi tu nie pasowało.
Może machnąłbym ręką na cudzą krzywdę, ale coś mi nie pozwalało. Jakieś wewnętrzne instynkty, jakieś dziwne podświadome mechanizmy wręcz do mnie krzyczały "pomóż jej", "ona na to nie zasługuje", "musisz go odnaleźć". Nie wiedziałem co mam robić. Nie rozumiałem dlaczego szok i płacz małej dziewczynki tak bardzo mnie dotknął. Przecież dotychczas potrafiłem być asertywny.Wiedziałem, że muszę odnaleźć ojca, nie chodziło nawet o jakieś gratyfikacje, to była kwestia honoru. Kucnąłem, tak aby znaleźć się mniej więcej na wysokości jej twarzy i najspokojniejszym głosem jakim potrafiłem powiedziałem do niej. -Już, już, spokojnie. Poszukamy twojego taty. Pójdziemy tam razem, we trójkę. Ty, ja i mój klon, co ty na to? Tutaj zrobiłem drobną przerwę na zebranie myśli, nie mogłem powiedzieć czegoś co mogłoby ją przestraszyć, albo doprowadzić do rozpaczy.
Uśmiechnąłem się i przedstawiłem. -Jestem Kaiso, pochodzę z miasta kupieckiego Ryuzaku, to daleko stąd! A ty, jak się nazywasz?
Kaiso
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Sora » 18 lip 2018, o 15:18

5/15
Misja D


Dzieci mają swoje sposoby na przekonanie "dorosłych", by zrobili to co chcą, Kaiso był wciąż młody, chociaż wymuszenie pomocy płaczem nie było mu w smak, chociaż może ona rzeczywiście się martwiła? Przecież bez ojca, który zapewne zarabiał na całą rodzinę i troszczył się o swoje dzieci dziewczynka prawdopodobnie, by nie przetrwała. Klon tym razem nie podjął się prób ostrzegania, młody shinobi za to postarał się uspokoić dziecko i o dziwo udało mu się to. Jakieś pojedyncze łezki wciąż kalały dziecięce lico, jednak nie dławiła się już łzami. Spróbowała nawet się uśmiechnąć, jednak w jej obecnym stanie wyglądało to bardziej jak jakiś dziwny grymas. -Po... Poszukamy?- Zapytała jakby z nadzieją czekając na to byś powtórzył po raz kolejny, upewnił ją, że pomożesz. Jednak nie czekała długo, szybko chwyciła Cię za rączkę i po raz kolejny wskazała na las. -Gdzieś tam.- Dodała, ruszając i starając pociągnąć cię ze sobą.


z/t
Sora
 

Re: Pole uprawne

Postprzez Asaka » 1 wrz 2018, o 09:56

Przyzwyczaiła się już do tego, że się na nią gapią. Robili to w Seiyamie (na początku, potem przywykli) – nie tyle ze względu na kolor włosów, chociaż też, ale głównie przez oczy, i robili to tutaj. Z tym, że w Sogen robili to niby dyskretniej, ale w gruncie rzeczy dużo bardziej nachalnie. Dziadek nie był wyjątkiem i nawet się bardzo nie przejęła. Nawet specjalnie wolno podnosiła się z krzesła i podchodziła do niego, żeby mógł przetworzyć. Tak, miała białe, nawet trochę mieniące się srebrem włosy, tak, miała żółte, bystre oczy. I tak, była blada… Słońce jej nie lubiło, chociaż spędzała pod nim tyle czasu! No dobrze, odrobinę się opaliła, ale i tak nadal mogła uchodzić za bladą. I tak - mogła się wydawać delikatną panienką, bo chude to jakieś i niewysokie. Nic bardziej mylnego.
Dziesięć kilometrów? A co to jest dziesięć kilometrów! Dla niej nic. Oczywiście, że się nie rozmyśliła, jednak myśli zadziwiająco szybko zakręciły się wokół stomek. Zastanawiała się, czy to jakieś śmieszne wróżki jak z bajek (tę ewentualność odrzuciła bardzo szybko), czy może toto ma dwie nogi, czy może cztery, a może żadnych. Czy ma kopyta, futro, albo co innego. I jak duże są. Zwłaszcza ta wielkość ją interesowała, a ponoć nie ma znaczenia…
Milczała więc całą drogę do bram miasta i gdy byli już za nimi, w końcu nie wytrzymała i zapytała.
– To jak wielkie są te stomki? – to było kluczowe pytanie, żeby podczas tych dziesięciu kilometrów się nie nudzić. Zamierzała ułożyć sobie plan działania, tak z grubsza.
Przez całą drogę nie była zbyt gadatliwa. Nigdy nie była, można ją było wziąć za typowego gbura, choć nic bardziej mylnego. Skora była delikatnie podpytać o stomki i o wielkość pola, i czy tam same te ziemniaki są i ile tych stomek. Reszta mało ją obchodziła.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 804
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Pole uprawne

Postprzez Shikarui » 1 wrz 2018, o 12:36

Ziemniak?
Obrazek
Misja rangi D
8


No właśnie - jak wielkie są te stomki? Miałaś się mierzyć z wielkimi bestiami, które nie śpią, potworami, które zalęgły się gdzieś na polu tego nieszczęsnego nieszczęśnika, który musiał pomocy szukać aż dziesięć kilometrów od swojego domu! Albo tylko dziesięć. Dla kogoś, kto potrafił przemierzyć ich setki taki spacerek był... po prostu spacerkiem, który mógłby być pokonywany codziennie bez większego zasapania się. Zależy kto miał jaką kondycje - przecież ci kopiący na polu mieli ją niczego sobie! Dzień sprzyjał wszystkiemu, co można by czynić na dworze (albo na polu, jak to krakowscy sogeńscy wieśniacy zwykli mówić) - słoneczko wesoło świeciło, ptaszki jeszcze bardziej wesoło ćwierkały i tylko zdobyta męką i potem opalenizna chroniła przed poparzeniami skóry instant. Biała skóra w końcu powinna być chroniona ślicznymi parasolkami, a nie brudzona haczkami i ziemią deptaną butami, wstyd. Staruszek jak się napatrzył, tak mu wystarczyło.
- Ogromne! Ogromne! Pierdzielone stomki, bydlęta wielkie, jo żech takich od dwustu lat nie widział, jak żywy na tym świecie...
Włożył słomiany kapelusz na łeb, który na sznureczku zwisał mu do tej pory z pleców i prowadził - w ciszy. Nie byliście najbardziej gadatliwym towarzystwem na świecie. Pobuczał sobie pod nosem słowa niezadowolenia, typu, że za jego czasów to lepiej jeździli tymi wozami, kiedy jeden z nich nieomal nie staranował was, bo jechał pędem samym środkiem traktu. Za sobą usłyszeliście tylko dźwięczne "przepraaszaam!" od woźnicy, który nie raczył się zatrzymać. Gdzieś mu było bardzo śpieszno.
Mijaliście pojedyncze budynki, zagrody, pasące się zwierzęta i błąkające się dzikie psy, które nie miały na tyle odwagi i nie były aż tak zdesperowane, żeby rzucać się na ludzi. W końcu dotarliście do tego jedynego - i najpierw widoczna była chatynka, skromna, przysłowiowe dwa na dwa z dachem ze strzechy, wraz z ogrodzeniem rozciągającym się z tyłu i stodołą, teraz otworzoną, przed którą leżały narzędzia wszelakiego rodzaju. W tym nieporządku panował jednak porządek, nic nie było rozrzucone w kompletnym nieładzie. Kury tuptały dumnie, a wśród nich parę gęsi. Skurwysyny gotowe rzucić się człowiekowi do gardła. Ptactwo rozpierzchło się na boki, uciekając w popłochu, kiedy tylko się zbliżyliście. Zaś za ogrodzeniem - pola zimnioków. I latające nad nim robale... wcale nie jakieś wybitnie gigantyczne. Aktualnie były tylko niewyraźnymi plamkami, ale było ich ode groma. Jak się miało okazać - tajemnicze stomki były najzwyczajniejszymi stonkami na świecie. Garnek i łycha wylądowały na trzymającej się na słowo honoru ławeczce przez domem, po czym mężczyzna poprowadził cię do stodoły i tam dał ci rękawice i... siatkę na motyle.
- Mosz, ić że to łopać, bo przecia zwarjuje zara. Zabijże to wszysko ognium. Porzyndnie tylko. -

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1362
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość