Pole uprawne

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkować geograficznych.

Re: Pole uprawne

Postprzez Asaka » 1 wrz 2018, o 13:13

Jakikolwiek plan działania, który pojawił się jej w głowie spełzł na niczym (a tak naprawdę to żaden; Asaka badała różne możliwości jednak nic jej nie pasowało, zresztą była z tych, co najpierw robią, a później myślą, nie na odwrót). W jej głowie pojawiły się już chyba wszystkie kształty i formy na stomki, a rzeczywistość i tak zweryfikowała się sama, gdy dotarli już na miejsce. Droga, którą szli, nie była równa. Woźnica, który prawie ich staranował, a który został napomstowany przez dziadziusia to było nic! Wyboje, błocko – prawdziwy tor przeszkód. Aż dziw, że staruszek się nie potykał i nie wyłożył jak długi na drodze.
Asaka zupełnie zignorowała kury i gęsi, te krwiożercze bestie nie robiły na niej żadnego wrażenia. Zresztą, co innego miała teraz na głowie. Omiotła spojrzeniem otwartą stodołę i wywalone dookoła narzędzia, ale i tak jej wzrok jakoś sam kierował się na pole. Spodziewała się nawet smoków! A tam co?
Wielkie rozczarowanie.
Tajemnicze wielkie stomki okazały się najzwyklejszymi na świecie stonkami ziemniaczanymi. Paskudnymi, pasiastymi robalami, które Asaka z największą przyjemnością rozgniatała pod butami. Cholerne chrabąszcze. I wcale nie były wielkie. Były… Normalne. Ale ich liczebność, chmara, jaką widziała nawet stąd… Aż zagwizdała z uznaniem. Nieźle. Naprawdę nieźle. Skąd się toto wzięło? Skąd tego tyle? Ale ona nie była od myślenia – a przynajmniej nie dzisiaj, bo dzisiaj nie chciało jej się myśleć (za bardzo) – tylko od robienia.
Staruszek chyba się na tym poznał, bo gdy ona w ciszy kontemplowała przyszłe zadanie (jeszcze do niej nie dotarło, że będzie w robalach utytłana aż po sam czubek głowy, ale spokojnie, dotrze. To chyba to słońce, za bardzo przygrzało w białą główkę opóźniało procesy myślowe), ten zaciągnął ją przed stodołę i wręcz wcisnął w ręce narzędzia. To znaczy rękawice i siatkę na patyku. Ta część była jasna.
Niezrozumiałe było natomiast to, co dziadziu powiedział.
Mosz, ić je łopać, sdfghjkllnrtylkn. Zabijże to wszystko fhklkmdpxnalznekaljfla, eee makarena – przekaz był mniej-więcej taki. Dziewczyna wybałuszyła na niego gały, ale zanim cokolwiek powiedziała, zabrała się za ściąganie swoich rękawic bez palców (schowała je do torby) i założyła te wielkie, niemalże kuchenne, wciśnięte przez dziadziusia. W ogóle to była idealnie ubrana na ten wyczyn: koszulka bez rękawów, krótkie spodenki, sandały. I ta kabura na broń na udzie. Ale co? Nie brzydziła się robali.
– Może dziadziuś powtórzyć? Nie jestem stąd – nie? Naprawdę? Niemożliwe! Żodyn by się nie połapał, ani po jej wyglądzie, ani po miękkim akcencie, którego w Sogen się nie uświadczy.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Pole uprawne

Postprzez Shikarui » 1 wrz 2018, o 23:01

Ziemniak?
Obrazek
Misja rangi D
10


- Co? - Mężczyzna nachylił się w kierunku dziołszki, przystawiając dłoń do ucha na moment. Chwilowa głuchota, zamyślenie, albo czegoonawogólechce. Dziewucha z prowincji rządzić mu się tu będzie na jego ziemi, krwią i potem wydzierganej. - Że do roboty! - Machnął rękoma w odpędzający sposób i sam pokuśtykał do swojego domostwa, pozostawiając cię sam na sam z jego problemem, który teraz był i twoim. Czy w ogóle zapłaci? Jak dotąd nie miałaś z tym najmniejszego problemu. Nie lubili tutaj interwencji straży, albo bali się przenikliwego spojrzenia złotych oczu, które wbijały się w skórę i przygważdżały duszę do kręgosłupa. A to wcale nie dlatego, że patrzyło ci z oczu źle, nie. To ta przenikliwość, która mogłaby onieśmielić sporą ilość osób. Ostatnią z wersji było to, że Sogeńczycy byli po prostu ludźmi uczciwymi. Bzdura, nie? Też tak sądzę, dlatego napisałam o tym na samym końcu. Mogłaś odprowadzić go spojrzeniem, jak opiera się o framugę drzwi, jak butem poprawia wycieraczkę, która w sumie już niczego nie wycierała, taka była obłocona i jak sięga po klucz do kieszeni spodni, ściąga kapelusz i wchodzi do środka, pozostawiając wrota do swej jaskini rozwarte.
A tajemniczo-nie tajemnicze stonki czekały. Albo raczej - nie czekały, bo latały sobie radośnie i zajadały się owocami ciężkiej pracy staruszka, albo raczej listeczkami tychże cudownych bulw zakopanych w ziemi. Ewidentnie nie nadawały się jeszcze do wykopywania, jeszcze musiały sobie do jesieni przeleżeć. Ale stonki, ha! Te nie zamierzały dać im wyrosnąć! Zżerały cenne uprawy, główne warzywo na rodzinnych stołach, które łączyło wszystkie prowincje niemal tak samo dobrze jak ryż! Ziemniaki były jak woda, jak powietrze. Świat bez ziemniaka... był koszmarem. I tak oto przed człowiekiem stawala prawda objawiona.
Stonki to diabły. Szatan najgorszego sortu, żółto czarny jak więzienne wdzianko! Niektóre z nich naprawdę były bycze. Ich wielkość mierzyła się jak wielkość twojej dłoni, tylko bez palców - aż takimi monstrumami nie były. Rozlatywały się tutaj i w świat w maleńkiej części, planując swój podbój i ekspansję na wrogie terytoria, żeby przejąć je wszystkie. Właśnie spoglądałaś na Apokalipsę, na koniec świata, na Armagedon! Kilka określeń jeszcze by się znalazło. I byłaś z tym sama - ty, twoje rękawice i mała siatka na motyle.

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pole uprawne

Postprzez Asaka » 1 wrz 2018, o 23:41

Udawał. Na pewno udawał. Wcześniej był taki fifarafa, lenie śmierdzące, walił łychą o garnek – które dzielnie niósł najpierw przez dziesięć kilometrów do Kotei, a następnie dziesięć z powrotem na swoje włości. A teraz, że o, że niby nie słyszy co się do niego mówi, chociaż Asaka stała tuż obok. Cholerny stary dziad.
Białowłosa zacisnęła zęby, żeby nie wyrzygać na starca wiadra przekleństw i stwierdziła, że skoro tak, to ona to zrobi po swojemu. Jak nie zapłaci to wtedy nie będzie już taka miła jak była teraz (bo w swoich myślach i wyobrażeniach była miła wtedy, kiedy się nie odzywała i gdy nie mówiła drugiej osobie, co o niej myśli – a o dziadydze myślała teraz bardzo, bardzo źle). Zresztą, gdyby nie ona, to mógłby sobie nadal załamywać ręce i łazić po osadzie burząc spokój, bo jakoś nikt, oprócz niej, się nie kwapił. Albo wiedzieli co to za ziółko, albo nie dowierzali, że to takie wieeeelkie stomki! Psia ich mać, i mieli rację!
Chociaż właściwie to faktycznie były spore jak na te chrabąszcze. Asaka pewniej złapała siatkę na motyle i przelazła przez chybotliwy płotek (w ogóle nie przejęła się tym, że dziad wlazł do swojej izby, to nawet lepiej, że nie będzie jej się w tak oczywisty sposób gapić na ręce), a już za chwilę znalazła się na skraju pola. Nie było to jakieś wielkie nie wiadomo co, ale kilkanaście grządek było. I wszystkie oblezione przez stonki. Część faktycznie standardowych rozmiarów, i Asaka poczuła przemożną ochotę, by je wszystkie rozdeptać (żeby robiły takie słodkie plask!) – i ta ochota była tak silna, że no niemogłasiępowstrzymać. I nie zamierzała. Ale część, no, fiu fiu, znowu mogłaby zagwizdać – tym razem nie na liczebność, ale na wielkość właśnie. Bydlaki.
Bez zbędnego ociągania się wlazła w bulwy, przy okazji nie marnując czasu na szlachetne rozdeptywanie mniejszych osobników. Za to te większe… Mogła tak sobie zamachać tą siatką i jeśli złapały się choć trzy to było dobrze. Ale nie. Zaczęła od tego, że chciała sobie pooglądać. Kucnęła i jedno takie bydle ściągnęła z listka urękawiconą dłonią, przewracając toto na wszystkie strony, patrząc jak wierzga małymi nóżkami. Po chwili wrzuciła wielką stonkę do siatki.
Dużo ich było. No ale nic, słowo się rzekło. Miała czas. Zrzucała robale z listków na ziemię i albo je rozkwaszała jak zgniłe jabłko, albo pakowała do siatki. Te latające potwory starała się złapać w powietrzu. Wypatrzyła koło stodoły jakąś beczkę i kursowała tam co chwilę, wsypując robale do środka i zamykając wieko. Prawdziwa bomba biologiczna. Nic, tylko podrzucić znienawidzonemu sąsiadowi na pole.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Pole uprawne

Postprzez Shikarui » 2 wrz 2018, o 08:07

Ziemniak?
Obrazek
Misja rangi D
12


Tak oto prawdziwa praca dumnej kunoichi została rozpoczęta. Dziad się nie gapił, miała więc dość swobody. Na machanie, rozgniatanie i przypatrywanie się robalom, których ilość zdawała się w ogóle nie maleć. Im więcej myśli i energii wkładało się w próby ich pozbywania tym większą demotywację można było złapać, ale nie nasza Asaka! Zaprawiona w polu (i
w boju) bohaterka, której żadna stonka (ni stomka) nie była straszna. Jedynym rozczarowaniem było to, że te robaczki nie okazały się tajemniczymi bestiami, a żaden stonko-boss nie pojawił się na miejscu wraz z ich łapaniem. Ani żaden przypadkowy Fafik. Beczka rzeczywiście była - żeby to jedna... Było w niej trochę wody, więc większa część wrzucanych tam stonek najzwyczajniej w świecie tonęła. Reszta ginęła pod miażdżącym krokiem wielkiej Asaki, która przechodziła przez kolejne grządki niczym prawdziwy sztorm gotowy zebrać swoje żniwa. Im więcej stonek trafiało do beczki tym mniej z nich się topiło, ale były za głupimi stworzonkami, żeby próbować się wydostać na zewnątrz, albo żeby wspólnymi siłami spróbować chociaż dźwignąć wieko. Nie żeby miały na to jakąkolwiek szansę, ale przecież wtedy chociaż wydostałyby się, jakby im ramię Asaki pomogło!
Godziny mijały błyskawicznie i tak samo błyskawicznie pojawiał się ból mięśni. Kondycja, ach ta kondycja. Zdecydowanie jeszcze trzeba było nad nią popracować. Stary dziadyga nie był aż taki tragiczny, bo przyniósł ci nawet wodę i gliniany kubek, stawiając w cieniu na kawałku drewna. Zawołał cię, zamachnął się na ciebie ręką i pokazał, że coś przygotował. Bo przygotował - oprócz wody był też kawałek chleba i sera na nabranie sił. Późnym popołudniem zawołał cię na obiad - skromny bo skromny, miseczka ryżu z warzywnym gulaszem, ale wystarczającym na nabranie sił. Mięśnie paliły cię już niemiłosiernie, ale mogłaś pracę dawkować. Zwłaszcza, że jednak przynosiła jakieś efekty. Pojedyncze stomki latały z krzaka na krzak, większość chyba uciekła, a ta zdecydowana... no cóż, ich grobowiec stanowiło pole ziemniaków i beczka ze starą, nienadającą się już i tak do picia wodą.
Tak zastał cię zmierzch. Zmęczoną, styraną, spoconą, śmierdzącą i brudną. Przynajmniej - wygraną.

Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pole uprawne

Postprzez Asaka » 2 wrz 2018, o 10:48

O dziwo, ta syzyfowa praca była dość zajmująca i wcale się przy tym nie nudziła. Kunoichi czerpała chorą satysfakcję z rozgniatania, topienia i miażdżenia robaczków. Albo miała w sobie duszę mordercy, albo innego socjopaty, albo nie dość mocno wymęczyła robactwo jako dziecko, albo przy każdej mordowanej stonce wyobrażała sobie twarze znienawidzonych ludzi – twarze, które rozgniatała butem. Trudno powiedzieć, może wszystko po trochę? Albo to jakaś sprawiedliwość się w niej obudziła, każąca wyplenić robactwo z tego świata. Tak czy siak bawiła się zbyt dobrze, niżby tego od niej wymagano.
Właściwie to z chęcią zrobiła sobie krótką przerwę na napicie się wody i zjedzenie kawałka chleba. A później z jeszcze większą chęcią spałaszowała drugi tego dnia obiad – i wróciła do tego ekscytującego zajęcia, jakiego się podjęła. Mogła się już nazwać prawdziwą poskramiaczką stonek ziemniaczanych! No i już nigdy nie nabierze się na wsiowy akcent sogeńczyka, mówiącego o „stomkach” – to była kolejna nauka tego dnia. W końcu człowiek uczy się przez całe życie, a ona miała jeszcze sporo nauki przed sobą.
Nadal nie wiedziała, co dziadyga wygadywał wcześniej, przy tym gdy wydawał jej polecenia, ale to nie miało już większego znaczenia. Z beczką mógł zrobić co chciał – zabić gwoździami i wrzucić do jeziora, albo spalić, albo podrzucić sąsiadom – ot, wystarczyło przewrócić beczkę i ją przetoczyć po wyboistym trakcie, nic specjalnego.
Śmierdząca, brudna i spocona w końcu odłożyła siatkę koło chyboczącej się ławeczki, na której położyła rękawice, które miała ciągle założone. Przydałaby się woda – żeby obmyć przynajmniej twarz i ręce, bo te to spiekły się nieźle przez cały dzień pracy w skórzanych rękawicach. A że śmierdziała? No trudno, nie pierwszy i nie ostatni raz. Był zmierzch, a nie ciemna noc i prawdę mówiąc to gdyby tylko otrzymała zapłatę, była gotowa nawet teraz, z marszu, zrobić sobie rozluźniający mięśnie spacerek do Sogen. Aaale po namyśle – to nie był aż taki genialny pomysł, jak wydawało się na początku.
– Dziadkuu – zajęczała, leżąc na wydeptanej trawce tuż obok pola – trawce, której kury i gęsi nie zdołały jeszcze zapaskudzić. – To już wszystkie, będzie mieć dziadek spokój. Tylko tej beczki to bym nie otwierała.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: Pole uprawne

Postprzez Shikarui » 2 wrz 2018, o 12:16

Ziemniak?
Obrazek
Misja rangi D
14


Dziesięć kilometrów robiło się tysiącem kilometrów - wystarczyło tylko trochę popracować. Słowo "trochę" nijak tu nie pasowało. Byli tacy, którzy tak codziennie - wstawali rano tylko po to, żeby zapieprzać jak dzikie osły, ale potem przychodziła zima i... fajrant. Życie na zapasach i na tym, co zarobili zaiwaniając przez parę miesięcy na polach. W przeciwieństwie do takiego shinobi, który nigdy nie miał wolnego. Chyba że posiadał niemałą fortunkę zebraną na swoim koncie, która pozwalała mu szaleć i hulać, ile tylko dusza zapragnie. Przynajmniej dopóki ktoś nie sięgnie do magicznego sznureczka, przez którego poruszanie rozlegnie się dzwon wojenny zwołujący do wojska, bo oto wojna pukała do bram miasta. Tak jak dzisiaj zapukała wojna na pole ziemniaczane, a że starzec nie miał żadnych dzwonów ani bębnów, to wysłużył się swoją kreatywnością.
Właściciel co jakiś czas zaglądał, jak sobie radzisz, chociaż tobie to z pewnością umknęło, kiedy zapalczywie walczyłaś z najeźdźcą. I zaglądnął też, kiedy słońce schowało się za horyzontem, a jego ostatnie promienie przesuwały się leniwie po świecie, przeglądając się w refleksie twoich włosów. Albo robiłoby to, gdyby twoje włosy nie były zakurzone i zlepione potem, tracąc na swoim efekcie "to nie ja, to moja szauma". Dreszcze przecinały twoje ciało. Od rozprężenia, od chłodu, który do ciebie docierał, kiedy pot stygł na twoim ciele i traciłaś na temperaturze, od przyjemnej styczności z trawą, która łaskotała twoją skórę i kuła nieco w kark. Taką właśnie zastał cię mężczyzna, kiedy wyglądnął za tobą z domu - leżącą na trawniku, opuszczoną z sił. Świadomość, że chyba już stąd nie wstaniesz, była jak gwóźdź do trumny. Ten ostatni, więc już na pewno o podnoszeniu się nie było żadnej mowy. Usłyszałaś jego kroki, chrząknął, że niby coś mu w gardle przeszkadzało, kiedy skierował się w twoją stronę i jego wzrok powędrował na boki w poszukiwaniu beczek, o których napomknęłaś.
- Co ty żeś z to beczko zrobiła? - Tylko taką wpuścić na pole i już coś zepsuje... oczywiście staruszek wiedział, co się działo, widział przecież, jak zapalczywie niewiasta kursowała do beczki z siatką pełną stonek. - Z wypłaty potrącę! - Sarknął. Usłyszałaś brzdęk monetek, kiedy mężczyzna przeliczał woreczek z monetami i który ułożył obok ciebie, pochylając się. - Ale że pracowała, to kimnąć się w chałupie może. Cho no dziołcha, bo wieczór zimny. - Machnął na ciebie zapraszająco ręką i skierował się do domku - zostawiając ci drzwi otworzone. Rano pożegnał cię ciepłym śniadankiem, przy którym musiał pozrzędzić po swojskiemu, na czym świat stoi i jacy to młodzi niewdzięczni i nieroby, ale mimo sarkania - wcale z wypłaty nie potrącił.
Rankiem nadal odczuwałaś skutki długiej pracy w palących mięśniach.


Misja zakończona sukcesem!
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1368
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Pole uprawne

Postprzez Asaka » 2 wrz 2018, o 13:48

– No jak to co, wpakowałam tam te duże stonki. A co miałam z nimi zrobić? – może też miała rozdeptać? Znaczy – mogłaby, wystarczyło tyle słowo, ale jej sandały to po tym wszystkim nadawałyby się tylko do wyrzucenia, bo żadne mycie nie dałoby rady ściągnąć flaków tych paskudnych owadów.
Zresztą nawet gdyby założyć, że Asaka zrozumiała, co mówił dziadek, o spaleniu stonek, to i tak przecież gdzieś trzeba było je wpakować, żeby nie pouciekały, nie? Bo szkoda siatki. A tak… A tak szkoda beczek, ale trudno! Przynajmniej plaga stonek została powstrzymana, dwoma silnymi ramionami białowłosej kunoichi (bez przesady z tą siłą) i dwoma butami sprawiedliwości, +58 do mordowania stonek.
Z ociąganiem podniosła się do pozycji siedzącej, co było niemalże niemożliwym wyczynem; już nie miała siły nawet robić min do dziadygi. Ani przeliczać monetek. Złapała jednak za woreczek i w iście tytanicznym wysiłku podniosła się z najwygodniejszej trawki na świecie. Chociaż teraz nawet pole ziemniaków, które było prawdziwym pobojowiskiem, byłoby wygodne (po namyśle: nie, jednak nie. Nie była aż tak zdesperowana).
Wlazła do chatynki za dziadkiem, który wskazał jej miejsce, w którym mogła przeczekać do rana. Dziewczynie nie potrzeba było wiele. Wystarczyło nawet usiąść i zamknąć oczy – a już zasypiała, a tu nie! Tu mgła się nawet położyć w ciepełku. Zasnęła więc trzy razy szybciej niż zrobiłaby to na siedząco.
Noc przeleciała… Nawet nie wiedziała kiedy. Śniadanie zjadła bez wybrzydzania, i nawet dołączyła się do dziadkowego zrzędzenia, żeby nie było, że mówi do ściany. To tak w ramach za gościnę, nocleg i śniadanie. Nie trwało jednak długo, a żółtooka zebrała się, podziękowała i poszła z powrotem do Kotei, wcale się nigdzie nie spiesząc. Nogi ją bolały – ba, w s z y s t k o ją bolało – i znowu złapała lenia. To był marazm, bo nie miała nic do roboty. Jeszcze jeden powód do tego, by jednak ruszyć gdzieś indziej, tylko dokąd? Miała całe dziesięć kilometrów by nad tym rozmyślać. A znając ją, to nawet jak coś wymyśli, to jeszcze trochę się poociąga z wykonaniem decyzji.
Dopiero po drodze przeliczyła pieniądze. Nie potrącił nic a nic. I nagle ten dzień stał się jeszcze piękniejszy.

[z/t]
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 809
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Poprzednia strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość