Osada na mokradłach i jej okolice

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Shijima » 24 sie 2017, o 15:28

Misja rangi D

I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old

Obrazek
7/15


Wilgoć. Wszędzie tutaj dominowała wilgoć, która przyklejała się do skóry i wsiąkała w ubrania, wszczepiając w ciebie woń tutejszych terenów. Jeszcze parę chwil i zostaniesz tutejszą, gładko wchodząc w tą rolę z roli nieznajomej - zresztą przy Eijim, wystarczyło, że pochyliłaś się nad potrzebującym, wszystko stawało się bardziej tutejsze. Skoro już trzymałaś ludzi na dystans, posiadłaś wiedzę o ludzkich ciemnych stronach, to pewnie wiedziałaś też, że po to są te ciemne strony, aby jasne były bardziej widoczne. No jasne, że wiedziałaś, to właśnie dlatego tak podejrzliwie do wszystkich podchodziłaś, nie potrafiąc im zaufać, zwłaszcza mężczyznom, ale ten tutaj? On nawet nie próbował cię przekonać do jakiegokolwiek zaufania. Jego obecność, chociaż tak blisko ciebie, chociaż go podpierałaś, pomagając utrzymać równowagę, nie była przecież przytłaczająca, powiedz szczerze, parzyła cię? Tak jak bliskość innych mężczyzn - przeszkadzała?
- Hahaha, nie panienko, w żadnym wypadku. - Jego śmiech był ciepły, serdeczny - nie śmiał się z ciebie, raczej z tobą - z tej sytuacji, w której, dzięki bogom, nic złego mu się w sumie nie stało i była zwykłym nieporozumieniem. Tym nieporozumieniem, w którym człowieka od człowieka nie dzieliły żadne mile. - Goniłem za przyjacielem Panienki Riri i niestety ta gonitwa nie skończyła się dla mnie najbardziej szczęśliwie, jak panienka widzi. - Jedną dłonią podtrzymywał okulary na nosie, kiedy pochylił się, żeby gestem pokazać na swoją obecną niedołężność. Ciągle mrużył oczy, nie mógł zbyt dobrze widzieć przez zbite szkła, ale bardzo wątpliwe, żeby w tak niewielkiej osadzie znalazł się ktoś, kto mógłby je naprawić. Najprawdopodobniej starzec będzie się zmagał z bólem braku swoich patrzałek przez jakiś czas.
Zaraz uniósł swoją głowę i skierował ją przed siebie. Dochodziliście już do tej wioski - pomalutku, małymi kroczkami, mogłaby to być wieczność, cóż, obiecałaś, że odprowadzisz go do hotelu, w którym pracował, więc teraz masz za swoje, chociaż… i tak było ci jak dotąd obojętne dokąd idziesz i jak idziesz, więc niby czemu teraz miałoby to wadzić..? Pewnie dlatego, że wreszcie odzyskałaś jakiekolwiek swoje ja, wybudzając się z głębokiego marazmu, w który wpadłaś.
Kroczek po kroczku…
Mila za milą.
Roślinność wokół była bardziej zbita, droga pod nogami była w zasadzie niczym innym jak ubitym błotem, pojedyncze kamyczki powoli zanikały zapadnięte w ciemną maź, która na twoje szczęście nie skłaniała się ku kompletnemu rozmoknięciu. Chwilowo. W końcu: oby nie padało. - jak sama prosiłaś jeszcze chwilę temu. Specyficzny klimat jednak nasuwał na myśl, że pewnie będzie padać - nawet jeśli nie dzisiaj, bo niebo było klarowne, to może w nocy, pewnie jutro - wszystko tutaj bardziej piszczało o kawałek słońca aniżeli kolejne krople wody, które dopełnią barwy zgniłej zieleni roślinności i brązu. Wioska zaś, którą miałaś już tuż przed sobą idealnie wkomponowywała się w monotonię krajobrazów. Domy ustawione były na mocnych, grubych palach, które miały je chronić przed zapadaniem się w grząski grunt, wszystkie bezwarunkowo trzymały się raczej głównej drogi, trzymając od siebie dystans i zbudowane były z budulca, którego było tu pod dostatkiem. Z drewna. Widziałaś już kładki, które ludzie ułożyli na ziemi, poplamione od błota i wszelakich innych płynów cholera wie jakiego pochodzenia, kto by o tym myślał, ziemia pełna była… dziwnych zawartości. Wiesz, wspominam o tym tylko dlatego, że jak dotąd byłaś przyjaciółką dżdżownic, więc pewnie chciałabyś wiedzieć, w jakim środowisku przyszło im tu mieszkać.
Może jednak bardziej zainteresują cię namolne komary, które uporczywie bzyczały nad twoim uchem.
- Zapewne Pani Riri… dlaczego panienka pyta? - Mężczyzna spojrzał na ciebie - jego wzrok nie był przenikliwy, był łagodny. Pełen równowagi. Stal jego oczu wydawała się być idealnie zespolona z naturą, chociaż ich jasność wcale nie pasowała do otaczającej was flory - jasne punkty, w których można było się zanurzyć i odetchnąć ze spokojem, odnajdując powietrze nie przesiąknięte wilgocią.

Shijima
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 24 sie 2017, o 15:34

Chyba nie trzeba mówić, że klimat był bardzo nie-w-jej-stylu. Wszystko zdawało się lepić, począwszys od trzewików do ziemi, skończywszy na włosach do karu. Zero marudzenia, przecież szli, zbliżali się do małej wioseczki, a sama Motoko zajmowała swój umysł, jak tylko potrafiła, żeby nie myśleć o dżdżownicach? Nie, skądże! Wszystko przecież toczyło się wokół starszego mężczyzny, który podpierał się na jej boku. To prawda, był mężczyzną, ale jego intencje były całkiem oderwane od tych, z którymi dziewczyna spotykała się na co dzień, dlatego wyciągnęła ku niemu dłoń. Zawsze tak robiła, a potem okazywało się, że starsi mężczyźni również mają coś zwanego pociągiem...żartuję, żartuję, przecież to zwyczajowe zachowanie z pozoru uczynnej dziewczynki, która zawsze ratowała ją w sytuacjach, kiedy ponure myśli zapełniały jej głowę.
Trzeba przyznać, Saga w pewien sposób zmusiła ją do myślenia na temat bliskości drugiego człowieka i...brakowało jej tego. Pomimo, że zatopione głębiny oczu fatalnego zauroczenia brunetki były daleko stąd i wpatrywały się w te dżdżownice, odczuwała pewnego rodzaju stratę, teraz, po miesiącach samotności. Nie, nie, koleżanko, trzymaj te plecy wyprostowane, przecież jesteś d[um(/r)]nym Samurajem. Im bliżej ziemi, tym łatwiej ciąć kosy, tak dziadziuś powiadał...
- Rozumiem. - jedno, proste słowo, kolejne słowo. - Czyli zwyczajnie stracił Pan rachubę czasu i miejsca, proszę się nie martwić, odprowadzę Pana tam gdzie trzeba, tylko, czy wszystko w porządku z Panienką Riri? - spytała zainteresowana ewentualną robotą, którą miałaby do zrobienia, bo przecież lepsze to niż zadawanie sobie nieefektywnych pytań bez odpowiedzi, aż tak zdesperowana nie była.
Rozglądając się po okolicy nie mogła nabrać innego wrażenia niż to, które przewodziło jej myślami, mianowicie ubóstwo, ale czy tak też nie było wszędzie? Sama pamiętała smród schnącego błota, który roztaczał się czasem wokół jej rodzinnego domu, lepiące się mazie, kiedy wchodziła do miejsc niedozwolonych do przejścia, wszystko było takie samo. Równie dobrze mogła porównać smród miejscowości, do tych, które mijała już nie raz, czy to w Antai, czy też innej prowincji. Jedynie komary, które po raz kolejny starały się zrobić z ludzi pożywkę były skrajnie irytujące, ale cóż to takiego dla gołych karabinów dziewczyny, która zwyczajnie parła do przodu dalej, jak zawsze.
- Po prostu zastanawiam się, czy przypadkiem nie powinnam później pójść poszukać Panienki Riri. - stwierdziła wzruszając ramionami, a raczej by to zrobiła, gdyby tylko nie pomagała staruszkowi. Był w pewien sposób sympatyczny i jedynie to pozwalało z niej wykrzesać coś więcej niż tylko chłodną obojętność, bo co też powinien ją obchodzić los jakiejś dziewczyny? Tylko nie potrafiła, jakby jej wcześniejszy czyn był tak namolny, żeby musiała się zrehabilitować, a może tak też należało zrobić?
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Shijima » 24 sie 2017, o 15:58

Misja rangi D

I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old

Obrazek
9/15


Wydaje mi się jednak, że wszystko toczyło się wokół ciebie.
Tamta dziewczyna, którą zostawiłaś za plecami i która przekonała cię, że dotyk wcale nie jest taki zły, że są ludzie, którzy pragną krzywdzić, ale są też tacy, którzy wcale krzywdzy niczyjej nie pragną - o, na przykład jak Eiji, w którym ciężko było dopatrzeć się jakichkolwiek niepoprawnych gestów, jakiś spojrzeń na krzywo, które szukałyby twojego biustu - skądże znowu! - toć nawet ta bliskość ze względu na jego kontuzję była kontrolowana. Bez natrętnego uwieszania się, bez uporczywego łamania zasad przestrzeni osobistej, bez przekraczania granic, których przekroczenie byłoby niesmaczne nie tylko dla ciebie, zupełnie jakbyś miała u boku kogoś, kto rozumie i podziela twoje obawy. Ten dziadek, którego myśli nie mogłaś przeniknąć, bo przenikanie myśli innych było fizycznie niemożliwe, którego się nie bałaś, bo nie miałaś się przecież czego obawiać - nawet jeśli jest seryjnym mordercą to hej, przecież sprawia naprawdę dobre wrażenie! I tamte dżdżownice, które gotowe cię były kopać swoimi nibynóżkami, no ale w sumie to stałaś się swojską dziołchą, machnęły na ciebie nibyrączkami i zostawiły w spokoju, skoro przestałaś skopywać ich wiernych towarzyszy nazywanych kamieniami.
Tamte spotkania i tamte porzucenia, rozstania i odejścia - wszystko to nie obracało się wokół nich, wszędzie byłaś ty i tylko ty. Twój strach, twoje urazy, twoje przekonywanie się i to nieprzekonywanie, jak niby wepchnąć tutaj frazę o obrocie kuli ziemskiej wokół Eiji? Nie, nie, ta bajka należy do ciebie, moje ty Słoneczko - te planety krążyły wokół ciebie, nie na odwrót - coś tam się uczyłaś, więc o tym też nigdy nie zapominaj - nie zmienisz toru komety, jeśli ta weszła już raz w ruch. Możesz tylko spróbować rozłupać ją na mniejsze kawałki i przekonać się, czy nadal będzie tą samą kometą.
Jasną jak twoj oczy.
Zostałaś obdarzona kolejnym ciepłym uśmiechem, starca najwyraźniej nie zrażał twój ton głosu, ten oschły, albo po prostu z grzeczności go ignorował - skoro ty jesteś tak uprzejma, to dlaczego on miałby nie brać twoje sposobu mówienia za coś, na co wpływu nie miałaś? Och, proszę, przecież jemu nawet nie wpadło na myśl, żeby spojrzeć na ciebie krzywo tylko dlatego, że masz gardło przystosowane do takiego sposobu wypowiadania się. To prawie jak winić obecną florę za to, że przesiąknięta jest wilgocią, grzybami i zgnilizną - jasne, można rzucać błotem w pewne uwarunkowania świata, ale zostawmy to dla tych, którzy lubili narzekać na rzeczy, których zmienienie nie leżało w zasięgu ich rąk, zamiast zmienić to, co leżało tuż obok nich.
- Co za niezwykła uprzejmość i kurtuazja. - Pochwała? Mężczyzna mógłby być twoim dziadkiem. Tym, który siedział przy kominku i zapraszał cię na kolanka, żebyś napiła się z nim ciepłej herbaty, kiedy on będzie wypalał swoją fajkę - ten sam, którego poprosisz o jakąś opowieść na dobranoc, a on powie ci: dobrze, ale tylko jedną… chociaż oboje już wiecie, że wyprosisz ich o wiele więcej. - Panience Riri nic… ał..! - Grunt pod nogami był niepewny - zbita ziemia pod nogami nie była we wszystkich miejscach tak samo twarda, zresztą właśnie po to w samej wiosce droga i dojścia do domów wyłożone były kładkami. I właśnie na jednej z takich kładek starzec się poślizgnął i jego noga zjechała w błoto. Tylko twoja pomoc sprawiła, że nie upadł. - Najmocniej przepraszam, zapewniam, że nie zdarza mi się to codziennie. - Uśmiechnął się przepraszająco.
Kobieta, dobrze po pięćdziesiątce, srogo przy kości, która siedziała na ławce na swoim podwórzu prychnęła z pogardą i wstała ze swojego siedziska, wchodząc do domu. Trzasnęła za sobą drzwiami. Wszyscy zresztą mieszkańcy nie byli zainteresowani tym, co działo się z Eijim, czułaś tylko, jak smagali cię swoimi nieprzechylnymi spojrzeniami.
Obca.
- To nie panienki Riri szukałem, zaginął jej przyjaciel i Pani poprosiła mnie o jego znalezienie, jak dotąd tylko przede mną nie uciekał. - Przyznał mężczyzna.

Shijima
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 24 sie 2017, o 16:06

To już nie wszystko toczyło się wokół….wszystkich?
Nastoletnia dziewczyna miała świadomość tego, że nie ważne co się zdarzy, nikt nie zważy na drugą osobę, wszyscy momentalnie stawali się egoistami, jedni mocniej, inni mniej, ale ciągnęło ich do tego samego. Zaspokoić swoje potrzeby. Dlatego nie widziała sensu brnąć w jakiekolwiek trwalsze znajomości. Przecież i tak nikt nie będzie starał się Tobie pomóc, przecież wszyscy kopią pod sobą dołki, bo to nadal jest plac boju, a najlepszą bronią było co? Twarze. Dokładnie twarze i Motoko o tym wiedziała, była świadoma od początku, ba, przecież sama je wykorzystała w pewnym sensie zaprzyjaźniając się z Sagą, ale zaraz, zaraz, czy to nie było rzeczywiste połączenie? Zagubienie pośród tylu masek zdawało się wirować. Tylko po co to wspominać? Jesteśmy tutaj! Hej! Pamiętasz jeszcze? Kamień, o kamień, a tu już bagno, a może glina? Zero zamówień taksówki na plażę. Tu dopiero się zaczyna tej historii wątek, bo też nie spodziewała się dziewczyna nagłych plotek, o tym, czy też o tamtym dżentelmenie, a nawet tej kobiecie, której imię było znane przecież.
Kolejny uśmiech, cóż za przewrót losu! Motoko już odpowiada z nikłą dozą patosu. Chyba gdzieś oboje czują wibracje, bo ewidentnie ten pasażer ma pozytywne reakcje. Coś przebija się do głowy ciemnowłosej istoty, czyżby w końcu nadszedł czas wyrwania się z obrazka melancholli? Czy to teraz właśnie musi wziąć w karby życie swoje i popędzić na rumaku po dwa grosze swoje? Ach nie, to tylko kolejne wspomnienie, które mało przypomina te rzeczywiste widoki, co zdarzyły się nie raz u Motoko w Yizinu zatoki. Dziadek prawda, kochany był swoim sposobem, ale zawsze jej powtarzał ‘miej wysoko głowę’, ‘wszystkie walki rozgrywaj, jak ostatni taniec’, ‘a w niedzielę popatrz tam wysoko, w górę, na mnie’. Ta historia zdawała się być chyba mrzonką, no bo przecież dziaduszek żył wraz z matką młodą, której nigdy nie brakowało tej energii, z którą wciąż patrzyła, jak Mo obrywa z deski. ‘Tutaj prostuj się, a tutaj uchyl, młoda damo! To Ci nie przystoi w domu władać bronią starą, a to drewno; pamiętaj, to są małe cisy, które rosną wraz z polowaniem na kolejne lisy.” Nagłe wypominki już się przerywają i jedyne co Mo widzi, to starca z bronią starą, taką miłą i przyjazną jego twarzą starą, cały świat zbojować można, myśli współpasażer, tylko czemu mnie spotyka takie bagno czasem?
- Nie ma problemu, cieszę się, że mogę pomóc. - kolejne oszczerstwa wylatują z duszy, bo to przecież będzie lżej, tak też dziadziuś mówił, jeszcze mina akuratna, taka nie szydercza, bo w równowadze wszystko musi trzymać się, no pewno! Wszyscy mili, lepiej z życia mają, bo też karma wraca czasem, nawet jak za karą! Być może, to właśnie była jej kara! Choć patrząc w twarz tego starszego Pana, wcale nie wyczuwała żadnego fałszu, może on naprawdę był z innego farszu?
Nieistotni
Oni, wszyscy, po kolei, nie są Ryo warci, choć Mo przyzna, że czasem i ich potrzeba. Przecież nikt już nie był brany tą samą miarą, bo to znów nie godziło się porównywać z jakąś damą. Czy to spojrzy, wzgardzi, prychnie, przecież i tak pójdzie razem z tym staromodnym szprycrem do dżdżownicy, tam gdzie są Ci przyjaciele i nie ważne będzie, jak wzgardziła, czy pomogła nieść ten ciężar na barkach.
- Ten Przyjaciel, to jakieś zwierze? - spytała niezbyt rozumiejąc sprawę, bo też dziwnie mówił ten jej współpasażer, jakby kodem jakimś niezmierzonym dotąd, na innym torze, choć jechali jednym kółkiem, tego się zrzec już nie może. - Pracodawcy hotelu z pewnością się o Pana martwią. - skomentowała, wyrwana z zamyślenia. Nie pospieszała mężczyzny, bo przecież nie widziała takiej potrzeby, zarówno on, jak i ona musieli odpocząć.
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Shijima » 24 sie 2017, o 16:28

Misja rangi D

I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old

Obrazek
11/15


Nie wiem, jakie narkotyki brałaś, ale nie bierz ich więcej.
Jasne, nie szukał panienki Riri, dlatego pojawił się tutaj pewien dysonans poznawczy. Eijiemu wydawało się, że Motoko pytała się go, czy czasem to jego ktoś nie szuka, a nie czy on kogoś nie szuka, ale teraz próbował sięgnąć pamięcią, czy czasem czegoś nie pokręcił, to wprawiało w zakłopotanie, mógł wyjść na tego niegrzecznego, nie wypadało przecież nie słuchać młodej damy, nawet jeśli ta nie przedstawiała się z nazwiska. Nic nie szkodzi, wierzcie mi! W tych czasach nie każdy przedstawiał się z imienia, jeszcze mniejsza część chciała, by znano ich z nazwiska - popularne były przecież tytuły, przezwiska - tak mało osób było dumnych z rodziny, z której się wywodziła… a starzec nie mógł nawet powiedzieć: jaka szkoda. Miał wystarczająco lat jak na twoje, żeby być świadkiem paru wojen i zbrojnych konfliktów, zresztą zrozumienie i wiedza, które stanowiły spokojną taflę jego oczu, układały w głowie przeświadczenie, że widział wystarczająco wiele zła, aby teraz mówić o jakimkolwiek dobru. Jak na gołe oko widać - zła było wystarczająco wiele dookoła w postaci komarów i tych ludzi, którzy w dupie mieli cudze kłopoty i cierpienie - heh, jasne, łatwo tak wytykać palcami, kiedy samemu jest się o tyle lepszym od nich… prawda, Motoko?
Pomogłaś mężczyźnie odzyskać równowagę i zupełnie ignorując mieszkańców miasteczka poszliście dalej, może to i lepiej? Po co niby zwracać uwagę na tłum, skoro ten tłum jest z całą pewnością wrogi? Nic dziwnego, w miejscach takich jak to, ludność zazwyczaj była bardzo hermetyczna, a widok uzbrojonych osób przypominał o tym, o czym rozprawiałem wyżej - o wojnie. Jednak jak widzisz - znów wszystko kręciło się wokół ciebie. Nie przeszkadzają ci te spojrzenia na twoim karku wypalające powierzchownie niewidoczne znamiona? Znaczyli cię jak bydło, zapamiętywali, żeby wiedzieć, od kogo trzymać się z daleka - oczywiście, że ciebie akurat nie ignorowali, nie tak całkowicie - ta ignorancja była jedynie powierzchowna, w końcu ludzie z natury byli ciekawscy, stare baby najchętniej obdarłyby cię ze wszystkich tajemnic, dobrały do najmniejszego brudu. Ty niczego im nie dawałaś, więc nie pozostawało im nic innego jak dorobić sobie parę bajeczek, by zapomnieć o twojej osobie, kiedy tylko stąd wybędziesz. Mimo wszystko ostatnio sporo obcych wędrowało tym traktem.
Wszyscy w kierunku Muru.
- To mały, biały lis. - Kiwnął głową w potwierdzeniu na twoje pytanie. - Zazwyczaj nie ucieka z terenów Marmuru, jego zachowanie jest niepokojące. - Albo raczej bardziej niepokojące jest to, że po tym lisie nie było nawet małego śladu. Mężczyzna pokręcił lekko głową, wyraźnie zrezygnowany.
Flora i fauna jak na razie nie zniechęciły cię do tego, żeby przeć do przodu, chociaż przykro mi sprawiać ci zawód - żadnej podwózki nie będzie, dżdżownice nie zawołają swoich koleżków, żeby przytargać wam powóz, którymi zawiozłyby was do miejsca docelowego, koni też brak, przykro mi, to nie to miejsce na takie luksusy.
Przeszliście główną drogą i minęliście miasteczko, zostawiając za plecami nieprzyjaźnie nastawionych mieszkańców, skoro oni nie zaczepiali ciebie, to ty nie zaczepiałaś ich. Proste.
- Proszę uważać… o tutaj. - Rzeczywiście, na drodze stała tabliczka z napisem “Marmur”, wskazująca strzałką kierunek, w którym powinniście byli się udać, żeby dotrzeć na miejsce. Udeptana droga niestety nie była wcale lepsza od dziedzińca - pozostawał żywić nadzieję, że jeśli wejdziesz w linię lasu, to droga nie rozmoknie się i nie przyjdzie was zapadać się nogami w błocie.


-> zapraszam tutaj.
Shijima
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Kenji » 27 sie 2017, o 23:52

Plan powrotu do domu Kenjiego miał wielkie opóźnienie. Niedawno żegnał się z przyjacielem zapewniając go, że lada moment będzie w Kaigan. Wybrał jednak drogę pełną objazdów. Pierw zahaczył o polane, a teraz trafił do osady na mokradłach. Dlaczego akurat tutaj, chyba sam nie wie. Dlaczego w ogóle ciągle jest w Sogen, to jest dopiero pytanie. Najprawdopodobniej nie chciał wracać do rodzinnych stron będąc tą samą osobę kiedy je opuszczał. Chciał się pochwalić rodakom ile to się nauczył podczas swojej wycieczki. Tylko po prostu zapomniał wcześniej tego zrobić i teraz nadrabia. Nie mógł przecież wrócić z niczym i pokazać, że jego podróż była zwykłą stratą czasu. Dlatego właśnie nim trafi na drogę prowadzącą do Kaigan, zwiedza wiele lokalizacji po drodze. Trafił na tereny bagienne, akurat tutaj ma wiele do popisu jeżeli chodzi o swój rozwój. W jego głowie pojawił się pomysł na nową technikę. Prosta i często ratująca życie, zdecydowanie warta nauki. Jednak by ją wykonać potrzebował błota, którego akurat tutaj miał pod dostatkiem. Przyszła w końcu pora na praktykę. Teoria ogarnięta więc najwyższy czas wziąć się do roboty. Jednak do wykonania techniki potrzebował czyjeś pomocy. W sumie to nie czyjeś a swojej. Koło niego pojawił się drugi Kenji. Ustawił się niecały metr od niego. Złożył dłoń w pięść i naszykował całą rękę do wyprowadzenia ciosu. Na sygnał pierwszego zamaskowanego, w postaci lekkiego skinienia głowy ten drugi wykonał cios pięścią w brzuch tego pierwszego. Międzyczasie atakowany wykonał szybko parę pieczęci, jednak nic się nie stało. Oprócz bólu, który zaczął towarzyszyć uderzonemu nic a nic się nie zmieniło. To chyba jednak nie jest takie proste. Po krótkiej przerwie na przetrzymanie nieprzyjemnego uczucia ponownie ustawili się jak wcześniej. Jak poprzednio jeden z nich uderzył tego drugiego, który wykonywał pieczęcie. Tym razem część jego brzucha zamieniła się w błoto. Niestety efekt nie był zadowalający, ból był jednak w porównaniu ze wcześniejszym można powiedzieć, że ten był nawet trochę przyjemny. Cóż przyszła pora na kolejną już trzecią próbę. Sytuacja taka samo jak poprzednim razem. Następuje uderzenie i tym razem ręką atakującego grzęźnie w górze błota zamiast powodować cierpienie oryginałowi. Niby sukces, jednak dla pewności Kenji powtórzył symulacje jeszcze dwa razy. Obie zakończone sukcesem, więc śmiało można odpocząć. To chyba jednak nie jest najlepsze miejsce. Dlatego po małej przerwie młody Aburame wyruszył dalej opuszczając te mało atrakcyjną lokacje.

z/t

Spoiler: pokaż
technika rangi "D"

Nazwa
Doton: Doro Kawarimi no Jutsu

Pieczęci
Jak zwykłe Kawarimi

Zasięg
Maksymalnie 20 metrów

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2%

Dodatkowe
Wymaga w zasięgu błota

Opis Prosta technika Dotonu, polegająca na wykonaniu podmiany ciała z błotem. Dzięki temu przeciwnik może być zdezorientowany, a i jego pięść/noga potrafi ugrzęznąć na niezłą chwilkę. Dzięki temu zyskujemy czas, aby wykonać niespodziewany cios, który może położyć przeciwnika na glebie.
Kenji
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 31 sie 2017, o 17:55

Nie słyszała jego kroków za sobą, dopiero oddech, a także uginające się gałęzie i szeleszcząca leszczyna pod jego stopami dała jej znać, że ktoś idzie za nią. Nie musiała nawet się odwracać, żeby wiedzieć, kto to był. Domyśliła się praktycznie od razu choć oczywiście miała cały czas broń w pogotowiu, trzymając na rękojeści swoją drobną i wciąż opuchniętą dłoń. W ciągu ostatnich kilku dni zdarzyło się bardzo dużo i wszystko to miało pewnego rodzaju wpływ na dziewczynę, która coraz bardziej gubiła się we własnych odczuciach odnośnie postrzegania mężczyzn, a także samej kwestii zabójstwa. Ostatnie nie zrobiło na niej dużego wrażenia, głównie chodziło o same odczucia i emocje, które rozszarpywały jej jestestwo na maluteńkie kawałeczki, które w trakcie drogi starała się zbierać i analizować, przypominając sobie, co, jak, gdzie i kiedy.
Słysząc jego prośbę nie wiedziała co odpowiedzieć, dlatego uparcie szła przed siebie, dopiero po chwili rejestrując, że ten zwyczajnie zniknął, żeby zaraz obrócić się w jego stronę na błotnisto-lesiastym terenie, przez który musieli przejść, tak jak wcześniej szła ze starszym mężczyzną. Zmierzyła go spojrzeniem, zatrzymując na chwilę na miejscu, w którym go przebiła, ukrytym pod kimonem, a także wargach, na których układał się delikatny uśmiech, by finalnie dojść do oka, które również wpatrywało się w nią. W dwóch, jeśli nie trzech krokach znalazła się przed nim, wyciągając przy tym broń i zwyczajnie nabijając jego bok. Wraz z całą siłą pędu, który uzyskała przez podejście, niefortunnie przebiła się na wylot, po raz kolejny.
- Tam gdzie nie ma żywej duszy. - odpowiedziała silniejszym już głosem, jakby bardziej pewnym. Ewidentnie jej siły wracały do swojej wcześniejszej sprawności, co również tyczyło się sprawności suchego gardła, które wcześniej wręcz nie pozwalało jej się odezwać. Sama nie miała pojęcia co ją kieruje przez tę agresję, która pchała ją w ramiona bardzo nieprzyjemnych sytuacji, jak przykładowo ta, kiedy po raz kolejny przebija na wylot gościa, który zwyczajnie nie może umrzeć, choć z pewnością Motoko po dłuższej znajomości znalazłaby jakiś sposób, bo zawsze jest sposób. Przez nagłą bliskość po raz kolejny dotarł do niej zapach chłopaka, choć tym razem był w pełni ubrany, tak samo, jak ona.
Dla nieśmiertelnego chłopaka mogło to się zdawać być jakimś rodzajem pieszczot, choć sama Motoko miała przemożną chęć przecięcia go na pół w celach tylko i wyłącznie badawczych, nie żeby tam się kryła jakaś jeszcze intencja, skądże. Choć trzeba przyznać, że w pewien sposób przekształcała swoją nieporadność i brak umiejętności w rozmowie na zwyczajne próby zabicia przeklętego.
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Akashi » 31 sie 2017, o 18:24

Chłopak spokojnie szedł za dziewczyną, szukając sposobu, by ją zaczepić, w końcu się udało, ale skończyło się to na lądowaniu w błocie, po czym zaraz praktycznie dołączyła do niego dziewczyna, ponownie przebijając go mieczem. Chce być tam, gdzie nie ma żywego ducha, cóż chłopaka do zbytnio żywych zaliczyć nie można, zwłaszcza że był praktycznie w stanie przeżyć wszystko, nawet miecz wbity w jego ciało, na szczęście ominął wszystkie ważne narządy i te mniej ważne też, do walki zapewne teraz się nie nadaje, ale funkcjonować jakoś może chociaż krew spływa z jego ust, a na twarzy dalej gości ten sam ciepły uśmiech, którym obdarowywał dziewczynę, nawet nie planował nic mówić, zwyczajnie obtarł krew ze swoich ust, po czym objął dziewczynę i zwyczajnie ją pocałował. W sumie sam nie wiedział, co robi, ale co mu się dziwić, każdy by zgłupiał na jego miejscu, patrząc w takie piękny oczy, zwłaszcza że on miał tylko jedno.
-Ja nie jestem do końca żywy, wiec może się nadam na towarzysza? Zbyt szybko mnie nie zabijesz. - powiedział, tuląc dziewczynę do siebie i gładząc jej włosy, który o dziwo bardzo pięknie pachniały aż, rozczulały chłopaka, który jedną rękę trzymał na szyi dziewczyny, a drugą na biodrach.
- Ból, sprawia mi przyjemność. - powiedział cicho, prosto do ucha dziewczyny. - Więc co powiesz na moją propozycję?- powiedział, odchylając się od dziewczyny, tak by mogła wyjąć z niego swój miecz, tym razem jakoś nie chciał wyjmować go sam i miał nadzieje, że ona przywykła już do tego, że może rozmawiać z kimś przebitym mieczem, a do tego ta osoba, bawi się w najlepsze, ciesząc z każdej chwili i każdej kropelki bólu jak małe dziecko ze słodyczy. Jeżeli jego rozmówczyni znowu odleciała w świat marzeń w swej głowie, to młodzieniec zaczął ją łaskotać i ponowił swoje wypowiedzi, a nawet jak nie odleciała to i tak zaczął ją łaskotać.
Ostatnio edytowano 4 wrz 2017, o 13:59 przez Akashi, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1205
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 31 sie 2017, o 18:49

Upierdliwy typ.
Jedyne co zdążyła pomyśleć zanim ten przyciągnął ją do siebie, pozwalając przy tym, żeby krew, która wypłynęła z jego ust znalazła się również zarówno na, jak i w jej spierzchniętych wargach. Ta stanowcza część dziewczyny, która bezpośrednio mówiła jej, żeby zaraz obróciła swoją broń, sprawiając mu jeszcze więcej bólu, zaś niedawno obudzona, druga, niemalże odrzuciła rękę z wakizashi, przyciągając go jeszcze bliżej. W jakiś niewytłumaczalny sposób potrzebowała więcej tego ciepła, które wcześniej tak sprawnie rozpaliło jej wnętrze, choć przez cały czas miała wrażenie, że była to tylko jej wyobraźnia, nie prawdziwe odczucia.
Po raz kolejny jego wylewność niemalże ją rozczuliła na tyle, żeby raz jeszcze go ugodzić. Nie lubiła tej formy bycia małą dziewczynką, którą ktoś klepie po główce, górując nad nią, choć z drugiej strony bardzo chciała poczuć bezpieczeństwo, które w pewien sposób jej zapewniał tymi objęciami. Wiedziała, że to było chore, ale nie mogła nic na to poradzić, tym bardziej, że smak jego krwi był czymś całkiem nowym, całkiem przyjemnym.
Dopiero po chwili dotarło do niej, że ten faktycznie po raz kolejny przeżył jej niefortunne wbicie miecza. Bardzo dobrze wiedziała, gdzie powinna celować, jednakże w sposób niewytłumaczalny nie potrafiła tak wbić miecza w serce, zbyt dużo jej pokazał w sensie dosłownym i przenośni, choć zdaje się, że to nie była główna przyczyna. Pomimo to, nie rozmyślała zbyt długo nad możliwościami, dlaczego robiła tak, a nie inaczej. Jego wyznanie odnośnie bólu było dosyć prostym wytłumaczeniem wszystkich sytuacji, a także samego charakteru chłopaka, który zdawał się być początkującym manipulatorem i pewnego rodzaju dobrym duszkiem w jednym, oczywiście zależne od strony, czy taki dobry, czy też nie. Jego pytanie po raz kolejny niemalże zwaliło ją z nóg, choć nie mogła odpowiedzieć niczego konkretnego, bo ten zwyczajnie zaczął ją łaskotać. Lekko zdezorientowana, niemalże zapomniała jakie to było uczucie się śmiać i niestety w tym przypadku nie było możliwości, żeby sobie przypomniała, bo zwyczajnie nie odczuła niczego specjalnego poza jego ruszającymi się dłońmi. Spojrzała się na niego spod byka i tak zmuszona patrzeć do góry, przekręciła swoją broń w ciele chłopaka i z fascynacją w oczach patrzyła, jak ten nawet się nie krzywi. Nie musiała nawet długo czekać, żeby samej raz jeszcze skosztować jego krwi wylatującej z buzi. Splotła ręce na jego karku i zwyczajnie stanęła na palcach, tym razem z własnej woli łącząc ich usta. W ten sposób przełamała własne uprzedzenia, choć kto wie, czy nie była to zwyczajnie jej chwila słabości, którą ten potrafił całkiem nieźle wykorzystać? Co by nie było, przecież jeszcze nikt jeszcze nie stał tak blisko nastolatki.
- Dlaczego Ty wciąż żyjesz? - wyszeptała zdziwiona, cały czas na palcach, patrząc swoimi szeroko otwartymi oczami w jego oko, a wszystko oczywiście musiała robić z dołu, bo co też taki karzełek mógł zrobić innego? Widocznie urok Akashiego działał i podryw na bycie nieśmiertelnym ewidentnie przewalił wszystkie mury, które Mo budowała dookoła siebie, a może to tylko takie złudzenie przed jej kolejną pobudką świadomości?
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Akashi » 31 sie 2017, o 19:56

Wszystko dookoła toczyło się swoim rytmem, a na ich szczęście nie byli tak blisko osady na mokradłach, inaczej mogłoby to się źle skończyć dla tej pary, chłopaka pogrzebaliby żywcem, myśląc, że nie żyje, a dziewczynę posądzili o morderstwo. Jednak ich szczęście dopisywało, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, każdy miał stłumione w sobie emocje, a przynajmniej chłopak, który odruchowo pocałował dziewczynę, czego przypłacił sporą cenę, lecz za odrobione przyjemności, która sprawiała, że jego serce zaczęło bić szybciej, było warto. Chociaż Motoko dosłownie zaczęła robić mu dziurę w brzuchu, przez co krew z jego ust płynęła niemałym strumieniem, chociaż przerwała to miła niespodzianka i to bardzo, delikatne uczucie jakby anioł położył ręce na ramionach i się przytulił. Dziewczyna była taka delikatna, przyjemna, a jej usta wspaniałe, zwłaszcza, z ponownie się spotkały, młodzieniec odruchowo odwzajemnił pocałunek, kładąc dłonie na jej biodrach. To było dużo przyjemniejsze niż każdy ból, jaki ona zadawała. Jej delikatne usta, których nie chce się przestawać pieścić, chciałoby się, żeby ta chwila trwała wieczność, ale jednak nie ma tego wszystkiego, czego się naprawdę chce. Tylko czego chciał Akashi? Sam nie miał pojęcia, jak to jest i czego oczekuje od dziewczyny, jak na razie daje mu dużo więcej, niż spodziewał się tego na początku, gdy obudził się obok nieznajomej osoby, która była praktycznie naga, lecz jego nie interesowało jej ciało, przynajmniej jego głowy, a co do innych części ciała to zupełnie inna sprawa. Pytanie dziewczyny wybiło młodzieńca z rytmu, zwłaszcza że on ciągle przeżywał ich drugi pocałunek. Zresztą było to widać po jego wyrazu twarzy, tępię oddechu i szybkości bicia serca.
-Ja...ja wtedy umierałem, leżałem na podłodze z nożem wbitym w moje oko, w kałuży swojej krwi. Wtedy pojawił się on, obiecał mi dać siłę, bym przeżył i zabił mojego ojca. Gdy się obudziłem, żyłem, wyjąłem nóż z oczodołu i wbiłem go w gardło mojego ojca. On padł na podłogę, prosto w moją krew, która pokryła całą podłogę, a ja z przyjemnością patrzyłem się na jego śmierć. Jednak Potem straciłem przytomność, a za parę dni obudziłem się w dziwnej jaskini pełnej ludzi podobnych do mnie. Spędziłem tam 6lat szkoląc się w zabijaniu ludzi. - powiedział szczerze młodzieniec, w sumie co miał do stracenia? Życie, którego i tak już nie miał? Sam dla siebie jest trupem, który błąka się po świecie po to, by jedynie odnaleźć swoją siostrę i zabijać w imieniu swojego boga, co tutaj więcej mógł powiedzieć, jedynie mógł dalej obejmować dziewczynę i liczyć, że ona to zrozumie. Na pewno były to jedne z najwspanialszych chwil w jego życiu i może zawdzięczać to tylko jej.
- Mam nadzieje, że zrozumiesz. - dodał, spuszczając swój wzrok.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1205
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 1 wrz 2017, o 10:18

Sama nie wiedziała, czy imponował jej fakt, że był żyjący pomimo jej usilnych prób odebrania mu życia, czy też była to potrzeba wyższego sortu, którą też postanowiła w pewien sposób spełnić wręcz nieświadomie trzymając go bliżej siebie. Jedno było pewne, że brunetka kompletnie nie potrafiła określić swojego stanu umysłu, a tym bardziej potrzeb ciała, które postanowiło zadecydować za nią w sposób bardzo niepożądany, przynajmniej przez świadomość, która ulotniła się w momencie odcięcia głowy mężczyźnie.
Słuchała jego historii, starając się przy tym zbytnio nie zatracić w odrealnieniu, które chłopak ewidentnie jej proponował poprzez próbę wciśnięcia jakiegoś kitu, że niby nie jest przeklęty, ale czy to tłumaczenie nie było łatwiejsze? Ciężko było jej cokolwiek skleić, a tym bardziej pomyśleć, bo przecież wystarczyło, że sama miała wiele problemów dotyczących moralnych postaw, które zaczęła łamać praktycznie nagminnie, a ten tu z jakimiś majakami. Trzeba przyznać, że był przekonujący, choć bardziej przemawiała do niej jego bliskość i wyczuwalne bicie serca, które miała tuż pod przeniesioną ręką z karku na jego pierś. Przez dosyć specyficzne kimono, na którego widok kąciki jej ust uniosły się ku górze, być nieśmiertelnym i nosić kimono w motylki. Jedyna rzecz bardzo jej się nie podobała w historii chłopaka, oprócz oczywistego zagmatwania i faktu, że chłopak naprawdę nie może umrzeć, powiedział, że jest ich więcej. To jedno stwierdzenie tak ją zmieszało, że nie potrafiła wykrzesać z siebie żadnego słowa, choć ramiona ją oplatające dawały na tyle poczucia bezpieczeństwa, żeby mogła zmarszczyć brwi i położyć swoje czoło na jego torsie.
- Ja...nie wiem Akashi. - zawahała się, starając nie dać do zrozumienia, że w istocie ciężko było jej to pojąć, jednocześnie nie odrzucając jego odmienności, która nie była jego winą. Czując nadchodzącą śmierć ewidentnie zachował się jak każdy człowiek, choć czy ona sama nie wolałaby zginąć? Nie potrafiła stawić czoła temu pytaniu, dlatego starała się oderwać w każdy możliwy sposób, odsuwając się od niego o krok do tyłu, żeby móc spojrzeć w jego twarz, którą podparła jedną ręką, zmuszając do spojrzenia na siebie.
- Nie oczekuj ode mnie zbyt wiele. Mogę Ci tylko zagwarantować ostrze w ciele jeśli wejdziesz mi w drogę. Będę obserwować każdy Twój ruch. - wraz z wypowiedzeniem tych słów jej postawa diametralnie się zmieniała. Zniknęła ta krucha dziewczynka, którą trzymając w swoich ramionach musiał uchronić przed porywistym wiatrem, zastąpiła ją pełna świadomych czynów Motoko, która nie pozwalała sobie na tak wiele czułości z nieznajomym, chociaż czy poznając jego historię mogła wciąż go tak nazywać? Jednym, płynnym ruchem wyciągnęła miecz z jego brzucha i ściągnęła krew z ostrza, otrzepując ubrudzoną szkarłatem rękawicę, którą miała na dłoni. Odwróciła się od niego i ruszyła w stronę osady, starając się przy tym nie wpaść w żadne głębsze błoto. Dała mu jasne przyzwolenie na chwilową podróż ze sobą, choć chłopak w żadnym wypadku nie musiał z niego skorzystać, przecież potrafił sam podróżować. Musiała wszystko przetrawić, nieustannie dając się odwieść nawiedzającego ją smakowi krwi chłopaka i jego zapachu.
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Akashi » 1 wrz 2017, o 11:19

Chłopak nie spodziewał się po reakcji dziewczyn na jego historie, zwłaszcza że ona zbytnio nie miała sensu. Kto by uwierzył w takie brednie, że leżało się umierającym na podłodze we własnej kałuży krwi, a rano, tym samym nożem zabiło się własnego ojca. Bo dziwna tajemnicza postać obiecała życie wieczne w zamian za jego śmierć, jak i śmierć innych ludzi. Na pewno niezbyt idealny materiał na przyszłego partnera, sorki kotek taki mamy klimat, a ja potrzebuje kogoś zabić? Raczej żaden związek by wiele nie przetrwał, chociaż cholera wie. Jedno jest pewne, Motoko była wyjątkowa pod swoim względem, niepowtarzalna, a przede wszystkim była pierwszą dziewczyną, z która młodzieniec spędził noc. Gdy powoli się od niego odsuwała, nie starał się jej zatrzymać, sam rozumiał, że to trudne do zrozumienia i potrzeba więcej niż chwili, by to pojąć, na pewno podrapanie twarzy nie należało do najmilszych, ale cóż i tak śladu nawet nie ma, było, lecz tylko przez chwile, wystarczyło mrugnąć, by znikło. Akashi miał wielką ochotę złapać brunetkę za jej rękę i przyciągnąć do siebie, ale miecz tkwiący w jego boku trochę utrudniał ruchy tak jak następne słowa dziewczyny. Ostrze w ciele? Zrobiłaś już to dwa razy i ani razu nie odniosło jeszcze skutku, a im dłużej fioletowo-włosy żyje, tym ciężej go zabić. Chociaż teraz nie zacznie mu płakać w ramię. Rana w brzuchu chłopaka dość szybko się goiła, parę chwil i już zanikała, ale co tutaj zrobić, iść za kobietom, która chyba czerpie dość sporą przyjemność z sadyzmu, a w przypadku chłopaka może iść na całość, nie przejmując się tym czy go zabije ani nic.
- Wiesz, byłaś pierwszą dziewczyną, z która miałem możliwość tak bliskiego kontaktu i nie martwię się o twoje ostrze, ono i tak nie jest mi w stanie zaszkodzić. - powiedział, ruszając powoli za dziewczyną z lekko dziurawym kimono, przez co postanowił znowu zrzucić jego górną część na swoje biodra i iść z odsłonięta klatą i plecami.
- Teraz już nie uszkodzisz mi ubrania. - zrzucił, wesoło się uśmiechając do dziewczyny, o ile zwróci ona na to uwagę. Jego krok był na tyle dopasowany do niej, że spokojnie mógł iść krok za nią i wyłapywać zapach jej włosów, które bardzo pięknie pachniały. Dalej już nie mówił, tylko czekał na odpowiedź dziewczyny i na to, co ona powie na jego wyznanie, zwłaszcza że on sam nie miał pojęcia gdzie może się udać, a towarzystwo pięknej pani zawsze miło widziane, nawet jak dziurawi ciało swoim mieczem.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1205
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 1 wrz 2017, o 14:07

Z pewnością jego historia nie miała zbyt dużo sensu, ale było to wielce prawdopodobne, bo przecież co by nie było, dziewczyna wbiła w jego ramię miecz, żeby potem raz jeszcze przedziurawić mu brzuch, a to też nie należało do ogólno przyjętych norm. Postać przeklętego, którego historia okazała się nadawać mu miano wyznawcy była wielce przedziwna i gdyby nie te wszystkie odczucia i targające nią emocje, z pewnością wmówiłaby sobie, że jest to tylko jej chora wyobraźnia. Niestety, a może i na szczęście, wszystko było prawdą. Czuła to przede wszystkim w swoich ustach, które jeszcze trzymały posmak jego krwi. Gdyby ktoś kiedykolwiek powiedział jej, że będzie z przyjemnością smakować ludzką krew, z pewnością by go wyśmiała, a teraz? Zakrawając o bardzo niebezpieczne zakątki swojej duszy, która zdawała się bezpowrotnie skierować na tory, które wcale nie były tak prawe, jak nakazuje Bushidō.
To wszystko wyjaśnia. Pomyślała niemalże od razu, patrząc się z ukosa na chłopaka. Jego reakcje na bliskość i ciągła próba bycia gdzieś w pobliżu, teraz zdawały się tłumaczyć jego zachowanie i trzeba przyznać, że bardzo jej się to nie podobało, bo przecież nie mogła się wiązać dosłownie z nikim, jeśli chciała uzyskać ten spokój ducha, do którego tak dążyła. Nagle przypomniał jej się moment ekstazy, kiedy głowa po-części-winnego mężczyzny wylądowała na podłodze. Wtedy czuła prawdziwą błogość, którą chyba mogła nazwać osiągnięciem równowagi i spokoju co było...dziwne.
- Nie próbuj się przywiązać. - powiedziała poważnie, starając się nie brzmieć przy tym jak matka karcąca dzieciaczka, choć z pewnością Akashi mógł być określany jako dziecko w świecie rozkoszy i delikatności, choć widocznie nie było mu to obce. Wyczuwał obie te emocje na własny sposób, starając się zaznać ich jeszcze więcej, podchodząc coraz to bliżej Mo, a przynajmniej takie miała wrażenie, bardzo nieprzyjemne wrażenie.
- Paradując nago nic nie wskórasz, jedynie nabawisz się ugryzień od komarów. - powiedziała z przekąsem, patrząc na niego i unosząc lekko swoje kąciki ust. Bezpośrednie słowa mówiły 'ubierz się chłopie' choć ich wydźwięk był wręcz przeciwstawny, jakby z nim się droczyła, żeby odkrył jeszcze co nieco. Z zadziwiającą szybkością potrafiła zapomnieć o wszystkich wydarzeniach minionych, jakby wyrzucając je z głowy. Równie sprawnie pozbyła się części swoich obaw dotyczących zbliżenia z mężczyzną, ale przecież tego próbowała już przedziurawić dwa razy, ba, nawet to zrobiła, a on? Jedyne co, to przeprosił ją za poplamienie skóry i przyciągnął bliżej siebie, więc chyba innego sposobu, jak przystanie na takie warunki nie było, czyż nie? Wcale nie chciała być w jego ramionach po raz kolejny, skądże znowu.
- Nie zdążyłam się Ciebie spytać, co Cię tutaj sprowadziło? - spytała się, patrząc co jakiś czas w jego kierunku, trzymając swój oschły ton i rękę na rękojeści miecza, takie przyzwyczajenie. Nie kierowała nią żadnego rodzaju kurtuazja, a ciekawość, która uparcie dążyła do splugawienia jej dumy przez ciężkie zadania, w które sama się wkopuje.
Motoko
 

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Akashi » 1 wrz 2017, o 20:20

Cóż, niewiele pozostało do roboty młodzieńcowi jak zwyczajnie wędrować, za piękną i niebezpieczną brunetką, mam nadzieje, że chociaż jest heteroseksualna, inaczej byłby niemały problem. Jednak raczej jest w porządku, w końcu nie narzekała na to, co trzymała w łóżku, czyli musiało się jej raczej podobać. Droga była spokojna mimo otoczenia, nie było źle, chociaż śmierdziało jak diabli, a i komarów tutaj niemało. Chociaż gorzej byłby w coś wdepnąć i trochę popływać w tym bajorze. Zapewne nikt ciała by nie odnalazł, idealne miejsce do dokonania zbrodni.
- Nie martw się, nie przywiąże się. Już to zrobiłem. W sumie, chyba tak jak ty. - powiedział z lekkim śmiechem i radością chłopak, dało się wyczuć, że byłby to żarty, ale w jakim stopniu pozostanie jednak tajemnicą. Jedno jest pewne, jego regeneracja działa także na ugryzienia komarów, jakiego błogosławieństwo chciałby każdy tutaj mieszkający, chociaż owady, które wlatują do dziury po mieczu, która się jeszcze trochę goiła, nie należało do najprzyjemniejszych.
- Nie martw się, moja regeneracja też działa na te ugryzienia, a co do paradowania nago, chętnie, ale później od będziemy sami w przytulnym miejscu. - wypowiedział, zbliżając się lekko do dziewczyny, na odległość niecałego metra i napinając swoje mięśnie, tak by miała na co popatrzeć, jednak takie pokazy w takim miejscu nie mogą się dobrze skończyć, fioletowo-włosy szybko się o tym przekonał, lądując z hukiem za dziewczyną.
-Co mnie tutaj sprowadziło? W sumie przypadek, upadek kija na skrzyżowaniu, a dokładniej problemy z prawem w Ryuzaku, pozbawiłem męskości, pewnego kapłana na środku rynku, kapitan straży wypuścił mnie wolno, ale przez jakiś czas miałem się nie pokazywać w mieście i właśnie tak trafiłem tutaj i odnalazłem coś wspaniałego. Jednak też chce odnaleźć swoją młodszą siostrę, uciekła tego dnia, którego ja straciłem oko i od tamtej pory jej nie widziałem. Powinna mieć teraz 16lat. - powiedział, podnosząc się z ziemi i otrzepując z błoga, a przy okazji zrastała mu się ręka, która połamał, upadając, cóż jego regeneracja miała sporę zalety i to bardzo, zwłaszcza gdy zgrywanie idioty kończyło się boleśnie i do bardzo. Chociaż dalej nie ma co rozprawiać, bowiem z brzucha chłopaka zaczęło dobiegać silne burczenie na tyle silne, że Motoko mogła je spokojnie usłyszeć, a Akashi zwyczajnie zrobił się czerwony na twarzy jak burak.
- Może miałabyś ochotę coś zjeść i się napić? Ja stawiam. - powiedział, obejmując dziewczynę od tyłu. Z typowym dla niego uśmiechem na ustach i blaskiem w oku, którym od początku obdarowywał dziewczynę i po cichu liczył, że nie zarobi po raz trzeci z miecza, bo to robiło się już nudne i to bardzo.
- Jeżeli chcesz znam fajną karczmę niedaleko sogen, przy szlaku transportowym. I skoro ty się mnie tak o wszystko wypytałaś, może teraz ty coś opowiesz o sobie? - dodał szybko, by dziewczyna nie miała okazji odmówić, a do tego delikatnie pocałował ją w policzek na zachętę, po czym ruszył przed nią i szedł tyłem, patrząc na nią uroczym spojrzeniem, tak by nie mogła odmówić.

z/t
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1205
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Osada na mokradłach i jej okolice

Postprzez Motoko » 1 wrz 2017, o 21:34

Zachowanie chłopaka było co najmniej irytujące, ale chyba może takie być skoro ewidentnie był nie do zabicia, choć z każdą minutą Motoko zachodziła sobie w głowę, myśląc nad dobrym sposobem uśmiercenia go. Nie była to sama kwestia chęci zabicia chłopaka, chodziło o coś wzniosłego, jak sam fakt zwyczajnego zabójstwa? Dobra, chodziło po prostu, żeby doprowadzić go do stanu poziomego na wieki, tak żeby dżdżownice dostały to co lubią najbardziej, czyli własne odbicia w martwych oczach schowanych pod ziemią trupów. Brunetka wcale nie życzyła Akashiemu takiego losu, po prostu zaintrygował ją możliwością przetestowania na nim swoich technik, których z początku nie używała, bo zwyczajnie...zapomniała. Dopiero teraz zaczęło do niej docierać, że być może jej techniki dałyby efekt nader pożądany, gdyby tylko ich użyła, bo przecież przed takim ostrzem wzmocnionym chakrą powinni drżeć!
- Nie. - westchnęła cicho, przymykając na dłuższą chwilę oczy, bo przecież nie czuła się związana, a tym bardziej w jakikolwiek sposób chętna na utrzymanie tej dziwnej znajomości, która z każdą chwilą nabierała coraz to innego tępa i wydźwięku. Pamiętała jak było podczas uwiązania i postanowiła sobie, że nigdy więcej na to nie pozwoli, jednakże, czy jakiekolwiek słowa miały sens, kiedy w grę wchodziły uczucia, a raczej pragnienia nieznajomej dwójki?
- Nie zapędzaj się tak Akashi, nic nas nie łączy. - powiedziała hardo, prąc przed siebie i starając się nie reagować zbyt gwałtownie na jego zbliżenie, bo przecież nie może co chwila wsadzać mu broni w ciało, to byłoby chore. Nie żeby już stwarzali dosyć spaczoną dwójkę podróżników. Jednakże do mózgu dziewczyny w końcu zaczęły dochodzić logiczne wytłumaczenia, które powodowały, że jej posągowa maska wracała na twarz w nad wyraz szybkim tempie. Przecież każdy człowiek potrzebuje odrobiny ciepła drugiego człowieka, dlatego nie mogła samej siebie karać za to, że momentami działała instynktownie, zapominając, co tak naprawdę jest jej priorytetem.
Nagle ten runął, jak długi na plecy, a jedyne co dziewczyna była w stanie zrobić, to zatrzymać się i spojrzeć na niego z politowaniem, bo przecież nikt go nie prosił o jakiekolwiek wytężanie muskułów. Zaraz jednak jej zawistna część, która wręcz czerpała bardzo dużo uciechy z widoku zabłoconych pleców chłopaka, została przyciszona przez jego opowieść o tym jak się znalazł w tymże miejscu. Przez chwilę niemalże wybuchnęła śmiechem, w ostatniej chwili zduszając swój chichot w gardle, bo kto by się nie zaśmiał z kastracji jakiegoś kapłana na środku rynku? Po chwili spoważniała, słuchając o siostrze, którą wcześniej wspominał, a przynajmniej takie miała przebłyski.
- Pamiętasz jak wyglą... - jej pytanie zaskoczył nagły dźwięk dochodzący z brzucha chłopaka, który ewidentnie się zakłopotał, co było wielce urocze, choć ponownie niepożądane w przypadku Motoko, która jedynie przytaknęła. Odwróciła się i czekała, aż ten pozbiera z ziemi, pozwalając dwójce ruszyć dalej, nie chcąc naruszać jego osobistej przestrzeni w trakcie posiadania buraczanej twarzy. Niestety cała ta sielanka umysłowa trwała krótko, bo kiedy już miała nadzieję, że ten sobie odpuścił czułości, poczuła otaczające ją ciepło jego ramion i ten męski, na wpół słodkawy zapach, zmieszany z odorem błota. Tym razem nie dała się tak łatwo podejść, można powiedzieć, że z początku zastygła w bezruchu, żeby zaraz czakra jej cierpliwości do Akashiego się przelała przez jeden, niewinny pocałunek w policzek. Nawet się go nie słuchała, a jedynie skupiła na tym co chce zrobić. Dosyć sprawnie i szybko pozbyła się jego dłoni na swoich rękach, jeśli ich nie było, to nawet lepiej, miała ułatwioną robotę, a wszystko sprowadzało się do porządnego pchnięcia Akashiego, tak żeby wylądował na ten durnowaty łeb i trochę oprzytomniał. Nie dała pociągnąć się za nim, a jedynie zrobiła kilka kroków dalej, dając dosyć jasno do zrozumienia, że ma nie posuwać się tak daleko, wystarczył ten wspólny, bardzo niefortunny poranek. Ruszyła przed siebie, oczywiście na ogonie mając Akashiego, który pewnie się pozbierał i poleciał za nią, prosto do karczmy w Sogen.

//zt.
Motoko
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sogen

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość