Cmentarz

Cmentarz

Postprzez Shikarui » 10 sty 2019, o 18:10

Obrazek
Na uboczu cmentarza stoi dom tutejszego grabarza. W nim znajduje się pracowania, gdzie przygotowywane są zwłoki do obrządku. Na samym środku umieszczono kapliczkę. Miejsce to jest zadbane i ciągle odwiedzane przez rodziny zmarłych. Siła rodzinnych więzów Akimichi przeszły już niemal do legendy. Osoby, które jakkolwiek zakłócają spokój zmarłych, dewastują pomniki, nagrobki i kurhany, są bardzo surowo karane.
Cmentarz znajduje się zaraz za miastem, od jego zachodnio-północnej strony.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Cmentarz

Postprzez Nagara » 11 sty 2019, o 12:17

Trudno było szukać pożywienia pośród ubrań Nagary, który tak samo jak klacz chciał także coś prędzej czy później zjeść. Konina nadal mogła być w jego jadłospisie, ale czy tak naprawdę było warto poświęcać mięso czegoś, co da nam tak naprawdę więcej pożytku? Można by to szczerze mówiąc poddać pewnym moralnym wyborom. W końcu moralność to coś, co zostało nam podarowane przez los. Ale i tak wszyscy gramy w tą jedną, wspólną grę. Ale patrząc też na atmosferę w jakiej teraz znajdowało się obu bohaterów, można było śmiało przypuścić, że wspólna historia właśnie ich teraz złączyła. Znalazł Don Kichot swojego rumaka.
Wybacz mi, moje dziecię, że niczego smacznego nie mam przy ciele. Ale jeszcze dostaniesz swoje jedzenie. Owies, może marchewkę. Póki co jednak musimy skupić się na tym, aby dojechać do twojego domu, choć bardzo ponurego, tak jednak twojego. — Starał się pocieszyć zwierzę młodzieniec, chwytając za uzdę. W sumie, może byłoby lepiej, gdyby postanowił dosiąść rumaka. Nic dziwnego - nikomu nie chciałoby się przedzierać przez przeszkody Zimy. Dlaczego więc nie skorzystać z okazji. Oczywiście najpierw należało zwierzę jakoś uspokoić, chociaż wydawało się to teraz łatwiejsze. Nagara pogładził klacz między oczami swoją ręką, aby pozostawiając ją, zbliżyć swoje czoło i przyłożyć. Głaskał ręką pod jej pyskiem, sycząc uspokajająco pod nosem.
W końcu jednak trzeba było jakoś wrócić, dlatego postanowił uczynić pierwszą próbę wejścia na zwierzę. Powoli, jednym gładził bok zwierzęcia, pozwalał poznawać jeszcze bardziej swój dotyk, aby wraz z kolejnymi starać się już powoli naciskać ciałem do wejścia. Ostatecznie dźwignął swoje ciało, usiadzając się na grzbiecie. Złapał za jelce, gładko kierując zwierzę do kroczenia. — Wio, przyjaciółko. — zostało powiedziane z jego ust.
Nagara
 

Re: Cmentarz

Postprzez Shikarui » 11 sty 2019, o 14:10

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
9


Więc już - wystarczyło, całkiem zwyczajnie, wyciągnąć na nowo broń, która tak dobrze przylegała do dłoni, zacisnąć na niej palce. Wbić ostrze w szyję zwierzęcia. Nigdy więcej nie byłoby głodne, nie odczuwałoby strachu i nikt nie odebrałby mu wolności. Jeśli istniało jakiekolwiek życie po śmierci, wędrówka dusz, w którą się wierzyło i reinkarnację, może w przyszłym życiu, za swoją ciężką pracę, zostałby mianowany na zwierzę o wiele dumniejsze niż to, którym był klacz była teraz. Na przykład człowieka. Oh wait, miało być przecież: dumniejsze. W tej drodze reinkarnacji swój udział miały te, o których już wspominaliśmy. Więc może Los leciutko się uśmiechnęła do swojego Don Kichota i chciała sprawdzić, jak daleko zajedzie na tym koniku, co został mu ofiarowany. W zeszłym życiu walczył z wiatrakami, dziś przyszło mu odłożyć szabelkę. Bronią stała się łagodność, która bronić miała słabszych. Zsyłać im spokój, nie wojnę.
Zwierzęta, choć nie rozumiały wszystkiego, co się do nich mówiło i nie potrafiły odpowiedzieć ludzkim głosem, rozumiały zaskakująco wiele. Wszystko zdawała się rozumieć ta klacz. Od tego, że nie było żadnego smakołyka w twoich kieszeniach, po to, że chwilowy kaprys przeznaczenia, który splótł wasze drogi, miał być błogosławieństwem dla was obu. Nie przekleństwem. Wiesz, słyszałam o takich przypadkach, w którym lekarze zalecali swoim pacjentom kupić sobie jakieś zwierzę. Zadbać o nie, obdarzyć miłością i zatroszczyć się o wszystkie jego potrzeby, by przekonali się, jak ważna była sumienność. I jak ta sumienność wracała do nich w zwierzęcej miłości. Kontakt z ciepłym ciałem, który tak chętnie poddawał się twojej dłoni, cichy oddech, który mieszał się z ruchem powietrza. Wszystko to miało ukształtować charakter. Nauczyć, jak być konkretnym, nieugiętym, a jednocześnie miękkim i dobrym. Nie było utartych schematów - przecież każde zwierzę było inne. Zupełnie jak w przypadku ludzi - ile głów, tyle zdań.
Dlatego też gniadosz nie wybaczył, bo nie miał za co wybaczać. Dłonie zdążyły ci skostnieć od stania w miejscu, nim wdrapałeś się na grzbiet wierzchowca. Jedno mocniejsze pociągnięcie dłoni i lejce były wolne, wyplątując się z gałęzi krzewu. Klacz położyła po sobie uszy, kiedy poczuła ciężar na ciele i zrobiła krok w tył, przysiadając na zadnich kopytach, ale nie odrywając tych przednich. Uprząż była zdecydowanie za długa i nie przystosowana do jazdy wierzchem. Długie kawałki skóry musiałeś gdzieś zawinąć, splątać, zabezpieczyć, żeby nie splątały się przy jeździe powrotnej. W ten czy inny sposób, w końcu spiąłeś konia piętami i ten ruszył. O wiele łatwiej i szybciej przychodziło poruszanie się po tych terenach, o tej porze roku, na końskim grzbiecie. Przynajmniej nie zapadałeś się w śniegu, dziurach i nie ślizgałeś po zamarzniętej glebie. Droga powrotna była więc krótsza.
Grabarza nie było już na drodze, kiedy na nią wróciłeś. Wóz odjechał, musieli sprowadzić zapowiedzianego konia. Tylko w takim razie - w którą stronę do Yakiniku? Mieszkałeś w Wietrznych Równinach nie od dziś, ale ile tak na dobrą sprawę podróżowałeś? Wybrałeś kierunek najbardziej oczywisty - przed siebie. Skoro za plecami zostawiłeś Sogen, tak musiało być. I rzeczywiście, po niecałej godzinie dotarłeś do wioski Akimichi. Tam wystarczyło zapytać jednego, drugiego, kierunek cmentarz był równie prosty co droga, którą przebyłeś. Liczne zakręty i zawijasy ciągnące się pomiędzy polami się nie liczyły.
Cmentarz, który zobaczyłeś, był piękny. Miejsce owiane woalem śmierci, które o tej porze roku było białe. Żałoba, choć tu gościła, nie była tak nachalna. Wydawało się, na pierwszy rzut oka, że nie ma tutaj nagrobka i kurhanu, który byłby zaniedbany i przy którym nie postawiono znicza i kilku przekąsek, by zmarły miał się czym pokrzepić. Przy kapliczce, na środku, dostrzegłeś w oddali zbieraninę ludzi. Wszyscy odziani w żałobne, białe szaty, wyglądali jak duchy na procesji. Te, które od czasu do czasu nudziły się ciemnościom podziemi, więc przypominały sobie, jak to jest tańczyć pod światłem dnia. Na prawo widziałeś zaś budynek - dom? Przed nim stał znajomy wóz. Tylko że bez trumny.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Cmentarz

Postprzez Nagara » 11 sty 2019, o 16:37

Los potrafiła się mścić w zamian za to jakie czynimy poczynania. I tak na przykładzie konia możemy sprawić, że zamiast otrzymać od porządnego grabarza pieniądze, będziemy mogli zostać zabici przez kolejną śnieżycę, która zrzuci na nas swój biały, morderczy puch. Czy warto więc było ją kusić? Z takim przekonaniem najprędzej szliby ludzie o nie do końca zrównoważonych umysłach, acz Nagara nie był taką osobą. Pod maską brzydoty i nieprzyjemności związanej z własnymi przeżyciami, skrywała się inteligencja sprawiająca, że nie pozwalała mu na odebranie życia dziecięcia Matki Ziemi. Reinkarnacja? Jeśli istniała, to młodzieniec musiał być faktycznie w poprzednim życiu kimś o bardzo okrutnym życiu, że postanowiono zadrwić z niego — być może, w końcu po trzecim roku życia wszystko zapominamy — i podarować mu formę tej oto postury oferma, która teraz zajmowała się grzecznie koniem, który zamierzał wrócić do jego właściciela. Może faktycznie był Don Kichotem? Tylko jego wada nagle rozrosła się i stworzyła ową szkaradę zwaną Sugishima Nagara, powodując nowy napływ weny dla poetów i osób, które chciałyby coś innym przekazać. Puste frazesy, które "wielkie umysły" będą próbowały zinterpretować. A tu? Ot co, zwykły przypadek. Ale przy barwnych słowach nawet zepsute zwłoki mogą nabrać poetyckiej wartości. O której zresztą sam wiedział. A może jego Sancho Pansa była wykreowana tulpa o której nie wie? Właśnie kto wie, niezliczone są oblicza pani Los.
Czymże było przywiązanie do kogoś? Kolejnym przykładem pokazania jak ładnie można ukryć określenie niewolnictwa pod płaszczykiem pozytywnych uczuć. Bo przecież czy przywiązanie nie jest równe miłości? Czy przyjaźni? Powodując, że tym samym jesteśmy uzależnieni umysłem od drugiej osoby. Tak samo jak związanie z przeszłością, która powoduje, że czujemy kulę u nogi. Tym jest miłość, przyjaźń i przeszłość na dłuższą metę - kulą u nogi. Za to szczerość jest podstawą, która potrafi to wszystko zniszczyć, albo umocnić. Tak bardzo chce się słyszeć szczerość, ale zawsze jest lepiej usłyszeć najsłodsze jak wino kłamstewko, które sprawi, że nasze serce ponownie będzie zaprawione fałszywą przyprawą. Z drugiej strony - zwierzęca szczerość była zdecydowanie lepszą formą, choć prymitywną. Obdartą z piękna jak mięso od kości, ale idealnie piękną jak kwiat, bo nie ma przed nami tajemnic. Wszystko jest zerem lub jedynką. Nagara nie dawał zwierzęciu nadziei, bo nie miał po prostu serca. Nie wiedział co się stanie z klaczą, ale mógł jej dać te chwile przyjemności zwaną bliskością ludzkiego ciepła, które on pokazuje zimnym wzrokiem, przepełnionym enigmą. Nagara był konkretny i nieugięty — jeśli trzeba było, miękkim i łagodnym — jeśli tak trzeba. Człowiek to jedna wielka księga przemian, którą trzeba dość często zapełniać nowymi literami stworzonymi z krwi życia.
Był bardzo wdzięczny zwierzęciu, że tak wdzięczne pozwoliło mu się usadowić na swoim grzbiecie. Wiedział jaki to może być ciężar — w końcu każdy nosił na sobie swoje ruchomości, te duchowe, te fizyczne. I te pierwsze zdecydowanie mogły być cięższe niż ktoś się spodziewał. Pozwolił więc sobie, że będzie spokojnie pozwalał zwierzynie kroczyć. W końcu pogoda była taka, że równie dobrze mogli razem zginąć i na początku trasy, i na jej końcu. Wrócić do grabarza, zostawić jego konia — być może jeszcze się przeżegnać... A może uciec tak teraz na grzbiecie tego wierzchowca? Ileż mogliby przeżyć wspólnych chwil. Do momentu, gdy któreś z nich zginie lub umrze śmiercią naturalną. I wtedy znowu rozkwitnie wokół nich samotność. Więc może jednak nie warto było tego drążyć. Zbytnie przywiązanie się prowadziło do większej destrukcji niż człowiek myślał. A tego należałoby unikać - dla braku krzywdy swojej, lub kogoś innego.
Nie było go. Zniknął z powierzchni śniegu jak dżin w czarodziejskiej lampie, zostawiając po sobie i tak już przykryte puchem ślady po kołach. Uch, czy dobrze pamiętał w którą stronę mieli pojechać? Ach tak, tak. To chyba właśnie była ta droga. Tak samo identyczna jak ta z której jechał, ale dosłownie inny kierunek. Albo może Pani Śmierć pcha go teraz w jakieś sidła, które mają być jego ostatecznym końcem. Jego szkapa wtedy zostanie sama. Albo dołączy po nim w przestrzeni zaświatów Amaterasu. Nie z Nagarą te numery. On jeszcze ma czas, aby coś w swoim życiu osiągnąć. Trzeba było odebrać swoje żetony...
Przeklęte niech będą dni, gdy podróżnicy muszą wjeżdżać jak weterani wojenni na swoich koniach i dawać zgubną nadzieję, że to ktoś z rodziny wrócił po wielkich walkach. Na świecie toczyły się wojny już nie tylko dobra ze złem, ale ze samym złem, które wytworzyli sobie ludzie. Wieczne zło, które nie da się tak łatwo wyplenić, bo bez niego nie byłoby dobra. I co wtedy można by było powiedzieć. "Dobre co złego nastąpi"? Nie, nie da rady, nadal w sobie ma ten przykry przymiotnik lub rzeczownik. Trzeba będzie w przyszłości znaleźć inne rozwiązanie do wyboru.
Na cmentarzu panowała dość martwa atmosfera, gdzie parę metrów pod ziemią trwała największa libacja jaką mogły sobie wyobrazić przyziemne duszyczki, ciągle siedzące w ludzkiej skorupie zwanej ciałem. Sędziwy mężczyzna z kościotrupią twarzą wygrywał pierwsze bębny tańca śmierci, które para zmarłych nowożeńców zaczyna wykonywać. A wokół nich garnek pełen ludzi, który żegna kolejnego delikwenta, który do tej suto zakrapianej trupim winem imprezy zaraz dołączy. I bez wiecznego kaca, więc czy nie warto było do nich jak najszybciej dołączyć? Hejże, ludzie, zacznijcie sobie rwać żyły, skoro nie potraficie poradzić sobie ze swoimi problemami. Wolny wstęp na wielki spektakl taneczny. A wytrwałym dajcie przeżyć.
Nagara przeszedł więc już wolnym krokiem do domu mężczyzny, szukając jego samego. Przywiązał zwierzę do powozu, powoli przechodząc do drzwi. Zapukał. On zapewne otworzył, lub nie otworzył. Nawet jeśli nie, przemówi. — Mam waszą przestraszoną koleżankę, grabarzu. Chyba jednak już nie boi się. — Z uśmiechem wyczekuje.
Nagara
 

Re: Cmentarz

Postprzez Shikarui » 11 sty 2019, o 17:49

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
11


Przejażdżka pomiędzy tymi, którzy usnęli na wieki, była czymś innym. Innym doświadczeniem, innym wrażeniem. Tutaj wszystko stawało się cichsze, wystarczyło przekroczyć magiczną granicę i voila! Świat pełen dziwów, którego nie dostrzegałeś po drugiej stronie muru, gwarantowany. Niektórzy ponoć bardziej doceniali wartość życia, kiedy serce biło tak wyraźnie, a krew stawała się nad wyraz gorąca - w przeciwieństwie do tych, którzy z wolna zamieniali się w pył. Tej mniejszej części społeczeństwa, załączał się czarny humor na tyle silny, by stwierdzić, że panowała tu atmosfera martwa. Kiedy masz do wyboru: płakać, albo się śmiać, zawsze lepiej było postawić na to drugie.
Końskie kopyta przestały kłapać o twardą, ubitą drogę. Na tyle szeroką, że wóz spokojnie się na niej mieścił - na upartego zmieściłyby się i dwa, gdyby tak lekko wyjechać za ciemne pole. Rozgarnięta ze śniegu i posolona, by każdy odwiedzający cmentarz mógł spokojnie przejść, a starsze babcie nie zmawiały zdrowaśki na sam widok wysokich hałd śniegu. Z bocznych uliczek również śnieg rozgarnięto. Niektórzy troszczyli się nawet o to, by ta biel nie zasypywała kurhanów, ale czy targali z domu łopaty, czy traktowali swoje dłonie jako łopatę - pozostawało tajemnicą. Opcją było też, że kradli tą, która właśnie opierała się (jakże niewinnie) o drewnianą ścianę przy drzwiach prowadzących do domu grabarza. Mijając to wszystko Nagara, koszmar senny, nieudany twór bogów, swe gorsze wcielenie Don Kichota, mógł dojrzeć, że były i takie miejsca, które jednak zapomniane zostały. Pozapadane, niektóre połamane i nadkruszone przez czas. Odróżnienie starych grobowców od nowych było stosunkowo proste. O ile niektóre z nich wciąż odnawiano i bardzo dbano, o tyle niektóre uległy zapomnieniu. Po równo zapełniano teren cmentarza, więc im głębiej - tym więcej starych dat. I zapuszczonych miejsc. Niech Bóg pamięta o tych, o których żywi zapomnieli.
Klacz opuściła swoją głowę, kiedy z niej zsiadłeś i skierowałeś się do drzwi, by do nich zapukać. A tam co? A tam nic. Wszędzie tylko głucha cisza. Nie pomogło odezwanie się, nie pomogło ponowne zapukanie i nie pomagało dalsze dobijanie się do drzwi. Dom został zamknięty na cztery spusty. Procesja żałobna, która właśnie odprawiała krewnego, przyjaciela, rodzica, cofnęła się i mogłeś zobaczyć grabarza, który szedł na czele procesji. Za nim niesiono trumnę, o wiele piękniejszą niż ta, którą przewoził wozem. Ta była z ciemnego drewna, o pozłacanych żłobieniach, lśniła wręcz w pojedynczych promieniach słońca, które przedzierały się w minimalnych ilościach przez chmury. Zimą zawsze było jaśniej. Wszystko przez to, że te promienie odbijały się od bieli śniegu. Grabarz ubrany był w elegancki frak, nie w swoją zbyt dużą kapotę i śmieszną czapkę. Jego twarz nie była zbytnio przejęta ani nadmiernie żałobna. Mógł teraz myśleć zarówno o plackach, które sobie usmaży, kiedy wróci do domu, jak i o tym, czy tej wiosny ładnie zakwitną poziomki za jego chatynką, żeby się nawtykać ich za wszystkie lata i kilka w przód. Poprowadził procesję kilkadziesiąt metrów dalej, do rozkopanego grobu, nad którym usypią kurhan. Ziemi mieli pod dostatkiem. Bogowie jedynie wiedzą, jak ciężko było kopać w zamarzniętej ziemi. Za tymi, którzy nieśli trumnę, wędrowały dwie dziewczynki, które po ułożeniu trumny w odpowiednim miejscu, machnęły swoimi rączkami i posypały w powietrze uschnięte płatki róż. Szlachetnie wyglądał szkarłat na nieskazitelnej barwie Zimy. W czerwieni nawet martwym było do twarzy.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Cmentarz

Postprzez Nagara » 11 sty 2019, o 18:54



Spotify

A czy śmierć nie była tak naprawdę uwolnieniem? Patrząc na to, co się dzieje na tym świecie przepełnionym złem, bólem i cierpieniem. Czy nie jest to wszystko tak naprawdę dziwnym zbiegiem okoliczności, że być może tak naprawdę już każdy jest martwy, lecz teraz decyduje się jego miejsce. Czy będzie on błogo przebywał w arkadii, zbierając winogrona z drzew, czy może siedział pośród demonicznych kobiet, chcących skusić go na totalne potępienie. Wszędzie wkradało się to symboliczne "lub", zastępowane "albo" czy "i", w zależności co chciało się osiągnąć. Truposze też miały swoje zmartwienia. Jeden krzyczał i skarżył się, że ten drugi ma lepsze miejsce i większą ilość robaków, inny wykłóca się, że powinni go pochować w lepszym fraku lub sukni. A jeszcze inni tak naprawdę zostali zapomniani. Czyż życie nie było jednym wielkim ambarasem na torcie bez czerwonej wisienki i nawet po śmierci nie będziemy potrafili docenić to co mamy. Ot małe miejsce naszej pamięci...
Nie otwierał. Nie było go w tym miejscu. Ot życie było też ciągła pracą. Pracą nad sobą, pracą nad kimś, na cos, na kogoś. Praca, praca, praca. A potem brak jest miejsca na takie coś jak rodzina czy przyjaciele. Chociaż patrząc na grabarza — jego przyjaciele musieli być już bardzo nieśmieszni. W głowie Nagary królował na tronie czarny — jak krucze oko — humor. Po śmierci przynajmniej powie komuś tam, że "jednak tamten świat miał lepszą czerń". Powoli obserwował daty. Tam ktoś przeżył sto dziesięć lat. Pytanie czy w cierpieniu, czy w szczęściu? I nikogo to nie obchodziło, bo jego grób był już dawno poniszczony. Zaraz tam ktoś miał trzydzieści dwa. Śmierć nie celowała, grała na oślep. Kogo trafił kości jej palec został już dawno wpisany na kamień, który zrzucała mu na dopiero co przydeptaną łopatą ziemię. I wszystko toczyło się już zdecydowanie dalej, o czym kolejne groby symbolizowały. Przynajmniej śnieg był ich kołdrą, która ułatwiała im sen. Nie należało niepokoić nieżywych, dlatego też czym prędzej postanowił przejść się dalej...
Piękna — jak kobieca suknia — trumna jechała na czele korowodu pożegnalnego, gdzie nowy przyjaciel dusz szykuje się na swoje przyjęcie powitalne. Będzie matka, będzie ojciec, będzie babka, no i dziadek. No i wszyscy inni, tyle, że już rozkręceni w zabawie. A gdy zgasną wszystkie światła i nadejdzie ten leżący w "trumiennej sukni" osobnik, wszyscy śpiewają wspólne "Niechaj śmierć ci się powodzi", wręczając trupie wino, które będzie jak krew skapywać z podbródka nieszczęśnika. Widok przechadzającego we fraku grabarza sprawił na ustach Nagary uśmiech. Ot mistrz ceremonii w swym stroju otwierał kluczem — tutaj łopatą — wejście do wielkiego pałacu.
Schowali więc trumnę nieszczęśnika, pozbawiając go możliwości otworzenia wieka i krzyknięcia "jeszcze ciebie wezmę", powodując, że wszystko zaczynało powoli wracać do stanu rzeczy sprzed śmiercią. Teraz jedynie trochę bardziej pamiętliwą dla innych ludzi. Czy nikt nie mówił, że ludzkie ciała są najlepszym rozwiązaniem na śliczne kwiatki? Trzeba będzie to opatentować. Nagara postanowił więc zbliżyć się trochę bardziej do tłumu, aby gdzieś z uboczu poczekać na mężczyznę. W końcu musi odebrać wiadomo co... żetony.
Nagara
 

Re: Cmentarz

Postprzez Shikarui » 12 sty 2019, o 12:48

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
13


Słodka Mądrości, czym błogosławiłaś dziecię, które rozumie trudy zmarłych? Czym było mleko jego matki i jak wygląd świat, w którym przyszło mu dorastać? Płakał w dniu narodzin i każdym następnym, sławetnym dniu urodzin, czy milczał w swojej doli, że przyszło mu żyć w świecie, w którym nie będzie zrozumienia, które on potrafił zaoferować? Każdy tu myślał o sobie, żywi nawet nie o żywych, bo o sobie samych. Martwym nie było wszystko jedno, bo podziemne problemy ciągnęły się jak stąd do Atsui. Nie od razu Sogen wybudowano i nie od razu wybudują podziemne korytarze, by myśli mogły przechodzić razem z robakami i zgnilizną, dzielić się wspomnieniami przed snem wiecznym i tym, które utkano już po zamknięciu w drewnianym pudełku. Sześć ścian i jedno wyjście - rozłożyć się. Kłótnie o to, kto piękniej miał wyściełany poddupek i kogo w piękniejszą suknię przybrano, niknęły w uszach śmiertelników, zachowywane dla nich tylko dla myśli "a co sąsiedzi pomyślą"? I to ci żywi, nie ci martwi. Błogosławieni ci, którzy potrafili dostrzegać problemy wszystkich. Przeklęci ci, którzy nie znajdowali chwili wytchnienia, co rusz odczytując znaki od umarłych. To, co jeden weźmie za szczęście, inny uzna za przekleństwo. Łatwiej się żyło tym, których myśli nie zostały skażone inteligencją. Nie analizowali świata, jego prawideł. Żyli tak, jak im przykazano i umierali tak samo - bez zrozumienia.
Trumna została powoli opuszczona do dołu. Ostrożnie, tak, żeby jej nie uszkodzić. Tak, jakby to rzeczywiście miało jakiekolwiek znaczenie, skoro zaraz zostanie zasypana piachem. Opuszczali ją na linach doczepionych do rączek, za które je nieśli i po samym opuszczeniu odpięli je, żeby wyciągnąć je z dołu. Dwie dziewczynki podeszły, by sypnąć garść płatków. Za młode, by rozumieć, za stare, by niczego nie pamiętać z tego dnia. Pozostanie w jej pamięci tłum stopionych ze śniegiem ludzi, pogrążonych w płaczu i szare, ponure niebo, z którego nie chciały sypać śliczne płatki o fantazyjnych kształtach. Grabarz wtedy złapał łopatę i to właśnie on, nikt inny, zaczął zsypywać ziemię w dół. Dźwięk gleby uderzającej o wieko trumny był czymś, czego nie dało się zapomnieć. Głuchy, pusty dźwięk. Dzwon uderzający w strony świadomości, że ta pustka była teraz bardzo prawdziwa i nie będzie kogoś, kto ją wypełni. Tej osoby już po prostu nie ma. Nigdy nie powróci. Nigdy jej nie będzie. Niektórzy lubili powtarzać sobie, że przecież w zaświatach było lepiej, że teraz już się nie męczą. Tylko co w przypadku ludzi młodych, którzy umarli śmiercią gwałtowną i niespodziewaną, przed którymi było jeszcze tyle lat życia, tyle miejsc do zobaczenia? Tyle do poczucia? Tabliczka, która stała ponad wieńcami i świecami, które zaczęto rozstawiać, informowała, że mężczyzna, który zginął, miał ledwo dwadzieścia cztery lata. Przerażające, jak niewielu ninja dożywało tego wieku.
Przesuwając się pomiędzy ludźmi mogłeś się niemal otrzeć o ich tragedię. Ten schemat wyznaczony przez Wielką Trójkę, och, nie przerabialiśmy już tego? Kilka osób zwróciło na ciebie uwagę, ci, co najmniej byli pochłonięci pogrzebem, w ciszy i spokoju znosili sytuację, w którą zostali popchnięci. Nie każdy tu wylewał słone łzy. Niektórzy chyba nawet udawali. Bo tak wypada. Bo co pomyśli sąsiad. Usadowiłeś się z boku. Zakopywanie chwilę trwało, chociaż grabarz miał pomoc. Kapłan wzniósł ostatnie modlitwy nad zakopywanym ciałem, by zabić ciszę, która serca potrafiła zabijać z ostrością noża.
- Witam szanownego panicza. - Grabarz elegancko się pokłonił, skinął kapelutkiem, uśmiechając się w twoim kierunku, kiedy już wyszedł z tłumu i zauważył cię nieopodal. - Widzę rumieńce, dobrze, to sprzyja zdrowiu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Cmentarz

Postprzez Nagara » 12 sty 2019, o 15:48

Tu nie chodziło o mądrości. Nie chodziło też o fakt, że być może ludzie nie przejmują się śmiercią. Ale powinni. Bo nigdy nie wiedzą jakie plany jeszcze nie mogą zostać prze z nich zrealizowane. Za każdym pstryknięciem palców gdzieś na świecie ginie dziecko, starzec lub młody człowiek. Ale za każdym kolejnym rodzi się też nowe dziecko, ktoś zakłada rodzinę. Człowiek to w duszy postać dualistyczna, która ma swoje dwie strony. Jedna strona to jego życie. Na nią składa się wszystko to, co zamierza uczynić ku swojej przyszłej pamięci. Jak zostanie zapamiętany czy jak się potoczą losy jego rodziny. Druga połówka, ta ciemna jak drewno trumien — to już efekt uczynków wobec innych. W filozofii Nagary występowała pewna myśl na ten temat. Układała się ona w jedno zdanie. "Czynisz tak, jak chcesz, aby cię zapamiętano". A jak on sam chciałby być zapamiętany? W sumie nie miał jakiejkolwiek wzmianki w swojej głowie. Może nie chciał zostać zapamiętany? Może chciał być tym cichym marionetkarzem, który pociąga za sznurki, aby to jego kukiełki były gwiazdą wieczoru. Musiałby się głęboko zastanowić... Być może przy szklaneczce czegoś mocniejszego, o ile nie wypali mu dziur w jego słabym żołądku. Zawsze źle przyjmował naturalne efekty fermentacji...
Równia pochyła do zapomnienia. Tak określiłby proces w którym trumna z nieszczęśnikiem obniżała się coraz bardziej. Ciekawiło Sugishimę kto wskoczy na miejsce tej persony. Ktoś bardziej ambitniejszy, albo może ktoś nieszczęśliwy. Bogowie podrzucą w powietrzu monetą i wciągną głęboko powietrze. Ich oczy będą spoglądały na jej kręcąca się formę, aż ostatecznie przy upadku... niektórzy się ucieszą. Inni natomiast będą czuli, że zawiedli. Że mogli podrzucić monetą jeszcze wyżej, aż w końcu wypadnie na ich stronę. A może do trzech razy sztuka, w końcu to najlepsza liczba, aby się upewnić w stu procentach. Ilekroć by rzucali, w końcu się na coś zdecydują. A Nagara może pozna tego nieszczęśnika, kiedy jego kruche, pokryte sieciami zmarszczek i pajęczynkami poniszczenia na wargach ciało będzie chyliło się ku końcowi. Albo ostatecznie spojrzy w lustro, aby przekonać się jak to tak naprawdę jest. Potem jednak spojrzał na tabliczkę grobu. Dwadzieścia cztery lata. Tyle lat na tym okrutnym świecie. Na jego jarzącą się świecę musiało dość dużo ludzi chuchać, że tak szybko zgasła...
Kiedy grabarz w końcu zakończył swoją smutną, acz męczącą już jego życie pracę tak, że już nie przejmował się kto tak naprawdę leży pod jego stopami, trzeba było przejść ostatecznie do sprawy, która miała się ku końcowi. Krótka przypowiastka o Don Kichocie zwanym Nagarą także chyliła się ku końcowi. Więc wszystkie grzeczne dziatki, których kości jeszcze nadal są złączone z mięsem, niech czym prędzej złożą swoje czaszki do łóżeczek i niech koszmary śnią się im po całe życie. Zaraz... To źle brzmi. Niech śnią się im najlepsze koszmary ich życia. Tak jest lepiej. Nagara ziewnął, kiedy ten przemawiał. Czarny humor trzymał się nadal mężczyzny, to dobrze. Dopóty to podtrzymuje jego ciało, może mu zapłacić. — Jeszcze czuję oddech na swojej dłoni, więc mogę faktycznie stwierdzić fakt, że faktem jest iż nadal żyję, panie grabarzu. Tamten chyba już faktem faktycznym ziewnął i wziął śpiocha na wieczność. — Niektórzy wychodzący mogliby się krzywo spojrzeć na niego, ale... Co się nimi przejmował. Jeszcze nie spotkali się na wspólnej, śmiertelnej biesiadzie. Nagara kiwnął ręką za siebie, wskazując na szkapę. — Zwróciłem pana przyjaciółkę. Proszę o nią dbać, to nadal dobra klacz. Pomogła mi przejść te okrutne zaspy. — Po czym schował pod pachy swoje dłonie, czekając na nagrodę i być może jakieś wskazówki gdzie mógłby dalej iść w świat.
Nagara
 

Re: Cmentarz

Postprzez Shikarui » 12 sty 2019, o 18:59

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
15


Niektórzy uczestnicy procesji rozchodzili się powoli. Przyszło ci stać i czekać na swoją kolejkę do grabarza dobre pół godziny, zanim udało ci się w końcu kupić jego uwagę. Dokładnie tak samo, jak on kupił twoje usługi. Ci, co byli najmniej zainteresowani tym wszystkim i nie chcieli marznąć na darmo, zdążyli się już zebrać jakiś czas temu. Sterczenie na tym cmentarzu mijało się z celem. Zmarły został pożegnany, niech ci, którzy mają mu jeszcze historię swymi łzami do opowiedzenia, opowiedzą ją w samotności. Choć raczej powinnam była napisać: w towarzystwie tych, którzy również ją opowiadali. Tkali, łkali, budowali. Myśl za myślą, a każda z nich była cennym słowem. Zrozumiałą tylko dla nich i dla tych, którzy potrafili współczuć. Kojarzysz to słowo? Bardzo popularne, zna je każde dziecko. Było wpisane w dziennik wydarzeń na marginesie, gdzie nie rzucało się w oczy i nie przeszkadzało, dopóki nie podkreśliłeś go czerwonym mazakiem. Czasem notatki potrafiły być bardzo pstrokate i chaotyczne. W innych zeszytach świeciła pustka. Wtedy takie jedno, muśnięte atramentem słowo, zwracało na siebie więcej uwagi, aniżeli powinno. Kiedy ty stałeś na uboczu, byłeś jak to słowo - tylko jego ciemne przeciwieństwo. Ta druga strona lustra, za którą niewielu miało uwagę spoglądnąć. Niektórzy nie mieli nawet odwagi spoglądać na tą jasną.
Grabarz cicho się zaśmiał pod nosem. Cichuteńko. Jeden z tych śmiechów, których nie wspomina się jako perłowe i piękne, a kojarzą się bardziej z pewnym tchórzliwym psem, o którym dzieci opowiadały sobie historyjki. Nazywał się "Chojrak". Oparł się o łopatę w dosłownie ten sam sposób, w jaki opierał się o nią stojąc przy drodze i czekając na swoich wybawców, którzy pozwolą mu dokończyć robotę. Smutek, stres i utrapienia omijały go tak, jak mijały jego przyjaciół. Wszystkich tych martwych, pochowanych pod ziemią. Zdawały się go nie dotyczyć, choć punkt widzenia ponoć zależał od perspektywy siedzenia. Dla ciebie mógł to być i smutny człowiek. Jak ktoś, kto nie ma kogo obdarzyć miłością i cieplem i sam został wygnany na skrawek tego Hadesu, mógłby być szczęśliwy?
- Odpoczynek w końcu należy się każdemu. Nie koniecznie w łóżku. - Obserwował, jak ludzie powoli się rozchodzą i zostają tylko ci, którzy odchodzić nie chcieli. To jak trzaśnięcie drzwiami - wiesz, że nie ma żadnego turning back. Krok zrobiony w kierunku przeciwnym od tego grobu oznaczać będzie zamknięcie rozdziału, którego nie zawsze chciało się domykać. - Ooo, wróciła zguba do dom? - Obrócił się i wyciągnął szyję, by spojrzeć w kierunku swojego domu. Stała tam, taka jak zawsze, nieprzejęta czymkolwiek, jakby żadnego pościgu i próby sprowadzenia jej do domu nie było. Oto i błogosławieństwo nieświadomych - nie musieli się przejmować. Żyli w idylli, kloszu swych własnych wizji. Na przykład tych o kostce cukru.
Grabarz wyciągnął woreczek z ryo i rzucił w twoim kierunku, po czym klepnął cię lekko w ramię z cwaniackim, ale w tym pozytywnym znaczeniu, uśmiechem, po czym kuśtykając skierował się do swojego domostwa. Gdybyś się przyglądał widziałbyś, jak podchodzi do klaczy, odstawiając łopatę do kolekcji reszty łopat, gładząc ją i coś do niej mówiąc. Zaklinacz.
Żywych i umarłych.


Misja zakończona sukcesem ♥
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Cmentarz

Postprzez Nagara » 13 sty 2019, o 16:18

Nagara nie był jakimkolwiek wyznacznikiem dobra czy zła. Był na równi tak samo zgorzkniałym, i tak samo radosny... tylko w innym stylu. To co odróżniało go od większości ludzi to tak naprawdę fakt, że widział świat w nieco inny sposób. Czasami w granicach absurdu, a następnym razem mógł go widzieć w sposób lateralny. Bo co innego mu pozostaje, jeśli błąka się po świecie bezcelu, mając tak naprawdę jedynie przed sobą podróż. I decyzje czy faktycznie chce wykonać nową przygodę, która w pędzi go w ciekawe rozważania nad życiem. Ot choćby właśnie sytuacja przed chwilą, gdzie obu trzymających mężczyzn czarny humor był idealnym zwieńczeniem jego ciekawego zadania. Ludzie byli tak bardzo skomplikowani.
Zapłatę otrzymał, pozostawało już nic innego jak wrócić na trakt i pozwolić sobie na przejście do kolejnej przygody. Bo w końcu wszystko mogło stać się "neverending story".


z/t
Nagara
 


Powrót do Yakiniku (Osada Rodu Akimichi)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron