"Gospoda pod Dużym Garem"

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 25 wrz 2018, o 18:51

Właśnie ta jego mina była dość zabawna, a przynajmniej ją rozbawiła. Ta pewność, jakby nie było żadnej innej opcji do wyboru – to znaczy były, ale dla niego nie istniały. Spadała na nią rola wybierania jedzenia, a to przecież cholernie ważna sprawa. Mogli jeść byle co, ale jak już się płaci, to chce się czegoś dobrego, dobrego, a nie paskudne ochłapy. Z drugiej strony znajdowali się w osadzie rodu Akimichi, a ci przecież lubili sobie zjeść dobrze i dużo, istniała więc całkiem spora szansa na to, że zamówienie zwali ich z nóg.
Tak, jak dla Shikiego oczywiste było, że Asaka wybierze dla nich jedzenie, tak dla niej oczywistym było, że nie zostawia towarzysza samemu sobie i idzie z nim do medyków. Po drodze przecież zdarzało się, że potrzebował jej pomocy, miałaby więc stwierdzić, że ona idzie do karczmy i poczeka, a on ma sam znaleźć szpital i załatwić wszystko co trzeba? To się jej w głowie nie mieściło. Była zbyt przewrażliwiona na tym punkcie, nie wyobrażała więc sobie, że miałoby jej w tym szpitalu nie być. Nawet nie chodziło o poczucie winy, że to tak trochę z jej powodu zaatakowali tamtych bandytów, w wyniku czego Shiki ucierpiał. Tak było po prostu. Bez większej filozofii, choć może nie do końca tak – filozofia była taka, że od byle gówna można zachorować. Asaka w swoim życiu już się napatrzyła na śmierci spowodowane chorobą. Nie potrzebowała tego więcej.
Asaka też doskonale wiedziała i pamiętała czym jest głód, może dlatego do tej pory nic nie powiedziała na ten temat, tylko w ciszy i spokoju czekała aż podadzą im zamówienie? Oczywiście, że była głodna; czasami bardziej, czasami mniej – dzisiaj nie było wcale tak źle, chociaż faktycznie nic nie jedli od rana. Czuła pustkę w żołądku, pustkę, która bardzo chciała być zapełniona, ale dziewczyna była przy tym… zadziwiająco spokojna.
– Żaden problem. Nie wiedziałam kiedy przyjdziesz, ale tyle ludzi się zebrało, że wolałam to zrobić wcześniej niż później – cóż, sądząc po ilości ludzi i tak musieliby czekać na jedzenie, tym dłużej, jeśli dogadałaby się z kelnerką później… to Shiki byłby jeszcze bardziej głodny.
– Taa… Nienawidzę zarazków – wystarczyła przecież gorsza kondycja, wirus, bakteria czy co to tam przyczepi się do ciebie i… Ciało jej matki i babki, całe w ropiejących bąblach, nadal miała jak żywe przed oczami. To nie były dobre wspomnienia, choć już tak nie ruszały. Ona sama była jedną z nielicznych, którzy uszli z tego cało, nie było więc co się dziwić.
Jej długie do bioder włosy układały się miękko, dopasowując do wszelkich zagięć. Zwykle miała je spięte, nie wydawały się więc aż tak długie, zresztą rzadko kiedy puszczała je swobodnie, bo więcej wtedy przeszkadzały. Czy wyglądała przy tym inaczej…? Pewnie trochę tak.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 25 wrz 2018, o 21:27

Wyciągnął nogi przed siebie, rozprostowując je, kiedy tak śledził ruch włosów Asaki, które uginały się i przemieszczały po jej ciele, kiedy ta tylko drgnęła - kontakt wzrokowy został przez to dość szybko i płynnie zerwany. były jak węże - te jej włosy. Tak samo gładkie w dotyku, mózg sam dopowiadał tę teorię. Nie wyciągnął ręki, żeby się przekonać, nie czuł takiej potrzeby, samo obserwowanie dawało mu wystarczająco wiele... w sumie czego? Satysfakcji? Od biedy właśnie tak by to można było określić. Spędzili już trochę czasu razem. Najpierw w Sogen, potem w podróży i teraz ten czas mieli spędzić tutaj, donikąd się nie śpiesząc, mając zamkniętą drogę do domu, jak Karmazynowe Szczyty mogła określić Asaka, a jednak nie było w niej ani grama ni zawodu. Dlaczego? Nie zauważył żadnych większych emocji związanych u niej z wieścią, że granice są zamknięte, dlatego nie przemkną. Może się uda? Tylko nie warto. Ryzykować, że akurat ich namierzą, zauważą? Bez sensu. Gra nie była tego warta, skoro żadnemu z nich nie było w żadnej mierze śpieszno.
- Fakt, sporo ludzi. - Miejscowi, turyści, podróżni, kupcy - jak to w karczmach przy głównej drodze. - Nie przepadam za tłumami. Nie lubię ludzi. - Kolorowy tłum, większość jednak ubrana w len albo ciemniejsze skóry, a mimo to damy i panowie potrafili nosić pstrokaciznę. Niewiele można było osób dostrzec z bronią, Shikarui właściwie nie dostrzegał ani jednej osoby. Żadnego najemnika... O, w rogu siedziała dwójka potężnych, albo po prostu: grubych chłopaków. Zdaje się, że miejscowi? Jeden z nich miał kaburę na broń zawieszoną na udzie, ale to tyle. Nic nie zapowiadało nagłego wybuchu paniki, bo jeden drugiego obrazi, a ten drugi sięgnie po swój miecz-tasak.
Kelnereczka przydreptała z tacą i postawiła zamówione jedzenie, kładąc od razu dwie czarki i buteleczkę sake.
- Zostawiam państwu jeszcze uloteczkę, gdyby mieli państwo na coś ekstra ochotę. - Uśmiechnęła się krótko i od razu odbiła dalej. Klienteli było pod dostatkiem, miała swoją robotę. Czarnowłosy zresztą się nią nie interesował, od razu dorwał się do jedzenia.
- Zarazki? - Z pełną buzią się nie mówi! Niestety Shikarui nie został aż tak dobrze wychowany. Szczęście w nieszczęściu, że dało się go bez problemu zrozumieć i nie pluł wszystkim na boki, bo z napakowaną gębą nie mówił. - Boisz się grypy? Czy chorób zakaźnych? - Tamte bąble. Sam pomyślał o tym, że to dobrze, że tam nie weszli, bo mimo tego, jak niewiele miał strachu w sobie, to obawa przed takimi rzeczami jak poważne choroby zakaźne była naturalna. U Asaki była wręcz wypalona w jej umyśle. Na spodzie czaszki, żeby nigdy nie zapomniała. - Masz rodzinę w Karmazynowych Szczytach? Nie wydawałaś się przejęta nowiną zamkniętych granic i toczącą się tam wojną.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 25 wrz 2018, o 22:44

Ona nie siedziała rozwalona na krześle jak pani i władczyni. Nogi trzymała pod siedziskiem, a sama opierała jeden łokieć na stole, a na złożonej dłoni – głowę, dzięki czemu jej włosy układały się niby te węże. Tylko teraz, gdy jeszcze były wilgotne, bo w momencie, kiedy były już suche, jej włosy były całkowicie proste, jak takie druty i przelewały się przez palce, gdy się ich dotykało. Między innymi dlatego tak jej przeszkadzały, ale była z nich zbyt dumna, by je ściąć na krótko. Był to powód, dla którego tak często nosiła warkocz, bądź spinała je w wysoki kucyk – tym niemniej czasami, w takich momentach jak ten, nie przeszkadzały jej tak bardzo i mogła nacieszyć się ich pełną długością.
Nie było w niej zawodu, bo choć tęskniła za górami, lasami, chłodem i powietrzem z Daishi, to wiedziała, że nie rozwinie się tam za bardzo. Owszem, chciała zobaczyć swoją rodzinę, wiedzieć, że u nich wszystko jest w porządku, ale nie była to tęsknota rozrywająca serce. No i nie zamierzała po takiej wizycie zostawać w domu na długo, świat był zbyt duży, by zatrzymywać się w jednym miejscu, przynajmniej gdy widziało się jego tak niewielką część. Granice były zamknięte, ale nie było żadnych, nawet najmniejszych plotek, że Koseki włączyli się do wojny. Byli więc bezpieczni, nie było się o co martwić. Przynajmniej na razie.
– Ja też nie. Mam alergię na ich bezsensowne gadanie i głupotę – to do swojej głupoty miała niezwykłą tolerancję. Do innych: nie. – Ale w tłumie łatwiej się skryć i trudniej podsłuchać rozmowy w hałasie – i właśnie dlatego sama nie narzekała.
Swoją broń też wyjątkowo zostawiła w pokoju, odpięła nawet kaburę z uda. Jednak nie oszukujmy się – ktoś taki jak ona nie potrzebował łazić z bronią, skoro mogła ją sobie stworzyć na miejscu. Oszczędność miejsca i niezły kamuflaż.
Ściągnęła w końcu łokieć ze stołu, gdy kelnerka przyniosła zamówienie. Jednam nim zabrała się do jedzenia, wzięła w rękę tę ulotkę, którą szybko przeleciała wzrokiem. Wcześniej nie zadała sobie trudu by na nią spojrzeć, po prostu poprosiła o to, co polecają i o sake, koniec historii. Odłożyła ją, gdy Shiki wyraził swoje zainteresowanie tamtym tematem. I nie, nie przeszkadzało jej za bardzo, że właśnie napakował do gęby tyle, że wyglądał jak chomik, który nie widział jedzenia od miesiąca. To wydawało się nawet… urocze.
– Boję się choroby, która tak osłabia organizm, że nie jest się w stanie chodzić o własnych siłach, ropiejących strupów pokrywających ciało i że robi się pod siebie, a później umiera w smrodzie, bez nadziei na godną śmierć – powiedziała to spokojnie, jednak jej oczy, patrzące wprost na Shikaruia wyrażały cały ogrom emocji. Bezwzględność, złość, smutek, bezsilność, żal… Mówiła o tym tak, jakby wcale nie zastanawiała się na odpowiedzią, bo odpowiedź żyła w niej i mówiła sama za siebie. – Mam, w Daishi. Z tego co mi wiadomo, to tamta prowincja nie wmieszała się w wojnę. Zresztą nie dostałam żadnego zawiadomienia, więc nie ma się o co martwić – wzruszyła tylko ramionami i sama w końcu zabrała się do jedzenia.
Pięknie pachniało.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 26 wrz 2018, o 15:19

Im więcej ludzi wokół tym bardziej byłeś anonimowy. Było dokładnie tak, jak mówiła Asaka - wiele można było usłyszeć, jeszcze więcej zobaczyć, jeśli tylko wiedziało się, czego wypatrywać i czego słuchać. Ludzie w tym tłumie często fałszywie się uśmiechali i robili dobre miny do złych gier, zdaje się, że to był instynkt samozachowawczy. Jakbyśmy wszyscy dobrze wiedzieli, że jesteśmy drapieżnikami, a pośród wron trzeba krakać tak jak one. Nie drzemała w tym żadna głębsza filozofia, choć jestem pewna, że gdyby dobrze poszukać znalazłby się filozof, który napisał esej na ten temat. Szczyt łańcucha pokarmowego. Mieszanka Lwów, lisów i żmij. Takimi przedstawicielami własnej rasy byliśmy.
- Lubisz wysokości? Szczyty wież i dachy wysokich budynków. Świat stamtąd wygląda inaczej. - Prawie jakbyś była Bogiem, ale tego akurat nie powiedział. Przecież to było tak samo oczywiste jak to, że Asaka potrafiła wybrać dobre jedzenie.
Nie posiadał empatii. Widział emocje, ale często ich nawet nie rozumiał - tylko ból, strach i nienawiść były czytelne i zrozumiałe, jak czerwone znaki, których nie da się zignorować. Miał swoje własne emocje i one również nie były dla niego zrozumiałe, kiedy którakolwiek z nich wypełzała na wierzch i zaczynała go obejmować, oblepiać jak miód wylany na skórę, który zaczyna kleić do ciebie wszystko w zasięgu. Shikarui miał na ten miód swój sposób, wystarczyło trochę ciepłej wody. Nie tonął w emocjach. Był zbyt chłodny, żeby ogień roztopił lód jego świata, który płonąć mógł co najwyżej ogniem zimnym, parzącym swoim mrozem. A mimo to żył i odczuwać potrafił. Tak samo jak potrafił nie być ślepy na drugiego człowieka, kiedy konkretne słowa odpowiadały jego historię, jak Asaka otworzyła swoją księgę z opowieściami. Miała być bajka na dobranoc, a przyszła bajka, która spędzała sen z powiek. Przestał na chwilę jeść, na drobny moment zawiesił łyżkę w powietrzu. Nie rozumiał. Potęgi uczuć na jej twarzy i w jej głosie. Chciał zrozumieć a nie rozumiał. Strach przed chorobą, która odbiera zdolność ruchu - chyba właśnie na to czekał ten, który leżał tam w półcieniach. Mówiła to, bo to widziała. Mówiła, bo tego doświadczyła i bolało tak, że rysowało wnętrze ostrzem kunaia i celnością senbonów. Shikarui wrócił do jedzenia. Tak normalnie, jakby żadne głębokie wyznanie nie padło, jakby nie ruszyło go to wcale. Bo nie ruszyło. W końcu nie posiadał empatii.
- Godna śmierć nie istnieje. Topienie się we własnych flakach i głównie, kiedy rozpłatają ci brzuch też nie jest godne. - Właściwie czym była godność i dlaczego brzmiało to tak, jakby była ona taka istotna dla złotookiej? Skarb w jej ustach, na krańcach jej warg, błyszczący nieśmiało w całym morzu słów. A może to tylko jemu wydało się takie ważne, a tak naprawdę to słowo nie miało najmniejszego znaczenia. - Zależy ci na tym? Na godnej śmierci? Czym ona jest? - Chciał wiedzieć. Chciał wiedzieć jeszcze wiele innych rzeczy, ale wszystko po kolei. Przecież Asaka nie ucieknie.
- Tym lepiej, że nie przeszliśmy tamtych drzwi. W środku było bardzo ciemno, nie widziałem wyraźnie. - Gdyby od razu widział, w jakim stanie jest tam pacjent, nie byłoby w ogóle gadania i zastanawiania się. Kręcili się tam jak gówno w przerębli, nie bardzo wiedząc, w którą stronę pójść, żeby było dobrze. Każda była w zasadzie tą złą. A w zasadzie - wtedy była. Choć Shikarui podejrzewał, że była to kwestia jedynie gry świateł. Tym nie mniej z tamtym miejscem wszystko było nie tak. Śmierć była tam namacalna.
- Yhm. - Wymruczał, bo z pełnymi ustami tylko na tyle w sumie było go stać. - Może to dlatego, że już ich pochłonęła wojna. - Shikarui nie był taktowany, chociaż starał się być. Wychodziło mu to coraz lepiej, ale czasami pewne rzeczy nie brzmiały do końca tak, jak brzmieć powinny. I jak chciał, żeby brzmiały. - Nie chcę cię straszyć. To tylko możliwość. Gdybym miał kogoś, na kim by mi zależało, wojna nie powstrzymałaby mnie do powrotu do tej osoby. - Był tego pewien, ba! Wiedział to doskonale. To była jego osobista słabość. - Dlatego nie zostawiłem cię z bandytami. Lubię cię.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 26 wrz 2018, o 18:57

O tak, wielu ludzi lubiło tę grę pozorów i fantazji, wyobrażeń, których w rzeczywistości nie było. Fałszywe uśmiechy i fałszywe miłe słowa kierowane do innych, choć w duchu myślało się całkowicie coś innego. Białowłosa należała do tej garstki dość przyzwoitych ludzi pod tym względem – nie miała w zwyczaju ściemniać. Jak coś wkurwiało, to mówiła jak jest, a nie owlekała to w ładny papierek i wstążeczkę. Była honorowa, jak większość osób w jej rodzie, którzy tę cechę cenili ponad wszystkie inne. Ale nie przeszkadzało jej to w olewaniu innych, w nie słuchaniu, w robieniu tego, na co w danej chwili miała ochotę – jak zabranie samotnej sakiewki leżącej na schodach. Chociaż ona powiedziałaby, że po prostu się nią zaopiekowała i przygarnęła w czułe ramiona. Rozumiecie o co chodzi? To była bardzo cienka granica, ale Asaka balansowała na niej z gracją akrobaty.
– Wychowałam się w górach – Asaka uśmiechnęła się do niego, wyginając w górę tylko jedną stronę ust. To był ten jej popisowy uśmieszek, mówiący, że nie jest dosłownie poważna i że sobie żartuje… ale w sumie to nie do końca. – Oczywiście, że je lubię. W Sogen wszystko było tak… nienaturalnie płaskie.
Cóż, emocji trzeba było się nauczyć. Przeżyć coś na własnej skórze, by dodać dane uczucie do bazy, z której następnie można było czerpać, przekształcając je w coś innego. Tak samo było z naturami chakry i licznymi kekkei genkai – masz bazę dwóch rożnych pierwiastków i tworzysz z nich nowy, zupełnie unikatowy. Mechanizm był prosty, trzeba było najpierw mieć bazę, a ta Shikiego była uboga. Ale w swej ubogości nie był przecież całkowicie pozbawiony emocji. Nikt nie był, choćby nie wiadomo jak się zarzekał, że jest inaczej. Ludzie to nie roboty, ani lalki w rękach marionetkarza. To właśnie odróżniało ich, nas, od sztucznych tworów.
– Nie jest. Ale przynajmniej nie leżysz w łóżku kompletnie pokonany przez własny organizm. Giniesz tak jak żyjesz, a nie… - dziewczyna zawiesiła się w połowie zdania, zmarszczyła brwi i westchnęła. Zaraz jej marsowe czoło rozpogodziło się, o tyle o ile, przybierając jej normalną, codzienną minę. – Zależy mi. Zginąć na polu walki, albo ze starości, a nie przez jakiegoś cholernego wirusa, który przeobraża człowieka w podły, słaby cień samego siebie – oczywiście, że nie zamierzała nigdzie uciekać. Była tutaj, siedziała naprzeciwko niego, na wyciągnięcie ręki. Żadne z nich się nigdzie nie wybierało, prawda? Było bardzo dużo czasu na pytania i odpowiedzi.
– Twoje oczy – Asaka zawiesiła się na moment jakby szukając dobrych słów. – nie są zwykłe, prawda? – zbierała porozrzucane puzzle i układała z nich obraz.
Części domyśliła się sama, część sam jej podpowiedział… Mogła mieć na wiele spraw zupełnie wywalone, mogła się nie przejmować masą innych, ale nie była głupia i nie była ignorantką. Była, a przynajmniej starała się być, uważna.
– Wierz mi, gdybym miała choć cień podejrzenia, że coś grozi moim bliskim to już dawno by mnie nie było w Wietrznych Równinach. Ta wojna to nie jest nowość, już jakiś czas słyszy się o tych pogłoskach. I nic się nie zmieniło od tamtej pory, kiedy usłyszałam to po raz pierwszy. Yamanaka i Hyuuga, nikt inny. Widziałeś co potrafię. Naprawdę myślisz, że mój ród tak łatwo by się poddał? Nie. Sądzę, że nie wmieszali się ten konflikt z tego samego powodu, z którego ani ja, ani ty nie chcemy się w to bawić – to nawet nie była kwestia taktu, bo Asaka nawet nie odebrała tego w ten sposób – ot, zwykłe przypuszczenia, całkiem sensowne zresztą, i stwierdzenie faktów. Nie była zła. Ale skoro już ten temat się wywiązał, to zamierzała mu wytłumaczyć dlaczego wpadł na nią w Kotei, skoro już dłuższy czas ta wojna trwała. Ona też miała słabość. Za swoją rodzinę, ród poszłaby w ogień – jak chyba wszyscy Koseki; za osoby, do których się przywiązała też. – Ja ciebie też lubię. Dlatego nie zostawiłam cię samego z tamtymi ranami.
Ostatnio edytowano 26 wrz 2018, o 22:11 przez Asaka, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 26 wrz 2018, o 20:54

- No tak. - No tak, to miał być żart, no tak, przestań mieć kija w dupsku. Chociaż akurat ten Shikiego taki sztywny nie był, po prostu chłopak brał zbyt wiele rzeczy dosłownie, pojęcie sarkazmu i ironii było jak pojęcie uczuć - jeśli nie masz bogatego bagażu, w którym ułożyłeś wszystkie swoje pudełeczka wspomnień, a każdy z nich niósł jakąś naukę, to ciężko ci będzie odebrać prawidłowo świat wokół ciebie. Ludzi przede wszystkim, bo każdy z nich tutaj zebranych był inny na swój sposób. Łatwo było powtórzyć pewne specyficzne zachowania, schematy, ale nigdy nie było identycznych elementów, które nakładałyby się na siebie i tworzyły idealne kalki. Wszystko przez to, że ten charakter złożony był przede wszystkim z tego ciągniętego za sobą bagażu. Jedni mieli elegancką walizkę na kółeczkach, a inni tachali cały dobytek na plecach, który obciążał ich na tyle mocno, że im dalej szli tym mocniejszy garb wyrastał pomiędzy ich ramionami, nie pozwalając już więcej się wyprostować. Dumnie i godnie, by prócz godnej śmierci mieć chociaż trochę wesoły środek.
- Mnie najbardziej raził brak kurhanów. Przywykłem do ich widoku. - Do usypanych kopców, które obrastały trawą, a na których wyrastały białe jak śnieg stokrotki, które niewinnie poruszane trawą bujały się w rytm wiatru, czule przeczesywane przez naturę. Ciekawe, czy tak właśnie wyglądało teraz miejsce, które ostatnio opuścił. Dlatego chciał je zobaczyć - przysypane złotem i czerwienią liści, które sypały się z drzew wczesną jesienią. - Nie znam za dobrze Karmazynowych Szczytów. Nie widziałem gór z bliska. - Jakby tak się nad tym zastanowić to... o wiele lepiej znał Sogen od własnego domu. A zastanowił się nad tym i z niewiadomych przyczyn, których nie pojmował, poczuł się z tym źle. Smutno. Smutek ten nie był wszechogarniający, był zaledwie cieniem, ale już ten cień sprawiał, że cały jego umysł stawał w pion, próbując przeanalizować nieznajome uczucie. Znajomo-nieznajome, bo przecież nie całkowicie obce. Zdaje się, że właśnie to nazwano by nostalgią, gdyby nie ten drobny szczegół, w którym nie można ponoć tęsknić za czymś, czego się nie miało. Nic bardziej mylnego. - Oprowadzisz mnie? - A czy ona znała dobrze te tereny? Mówiła, że podróż do Sogen była jej pierwszą znaczącą, w ogóle - pierwszą. Dotychczas więc wychowywała się, tak normalnie, w domu? Bardzo nienormalnie. Ciągnąc za sobą wspomnienie martwej wioski. Bękart przygarnięty z przypadku, tylko dlatego, że miała zdolności klanu. Gdyby ich nie posiadała porzuciliby ją jak psa. Zbędny element, bo sierot było pełno na świecie. Ta jedna nie byłaby wyjątkowa. O tym wszystkim jednak Shikarui nie miał prawa wiedzieć. Mógł tylko układać obraz dany z układanki - a nie była usłana płatkami kwiatów ta droga, którą przeżyła i którą zostawiła za swoimi plecami. Wcale nie spalona, bo ciągle miała do czego (i do kogo) wracać mimo wszystko. Może właśnie na przekór wszystkiemu, skoro ocalała.
- Rozumiem. - Często mówił to jedno słówko, ale czy rozumiał na pewno? Przyswajał informację, akceptował ją. Akceptował to, że ona widziała to inaczej. Ich doświadczenia były zupełnie różne w tym temacie, ale łączyło je jedno - oboje stracili kogoś bliskiego przez chorobę. Dlatego Shikarui już rozumiał, co miała na myśli. - Nasze życie jest zbyt krótkie, żeby dogoniły nas choroby. Wzmacniaj swoje ciało to nie będą ci tak straszne. - Shinobi był w stanie przekroczyć własne możliwości. Chociażby to, że Shikarui nie powinien był w stanie ustać na nogach w stanie, w jakim miał je pokaleczone, a dreptał spokojnie, czasami tylko szukając oparcia, było świetnym dowodem. I tak było i w tym przypadku - wytrzymałość sprawiała, że niektóre rzeczy przestawały po prostu robić na tobie wrażenie. Czy choroby też? Tego nie wiedział. Ale sam nie przypominał sobie, żeby zachorował od tych paru lat.
Oblizał wargi ze słodkiego wręcz sosu. Mięso, dużo mięsa i warzywka ugotowane, równie słodkie i wonne. Porcja była naprawdę ogromna. Jeszcze nie widział, żeby gdziekolwiek indziej takie serwowano. Pierwszy głód został zaspokojony, więc już przestał przypominać chomika, który napycha sobie policzki tak, jakby mieli mu zaraz to jedzenie zabrać, jakby karczmarz miał się rozmyślić, albo przypadkowy przechodzeń stwierdzić, że to jednak dla niego i rekwiruje. Wszystko było pięknie fajnie i układało się znakomicie, dopóki nie padły pewne hasła, które sprawiły, że wzrok Shikaruiego natychmiastowo się skupił w ten nieprzyjemny sposób. W ten sam, w którym skupia się tygrys, kiedy usłyszy trzask gałązki i spogląda na niespodziewanego intruza, który postanowił z nim stanąć twarzą w twarz. Wcale nie tak umyślnie. Mógł się teraz przejrzeć w złocie oczu Asaki. Jasne, że nie szczenięcych - iście wilczych, nawet jeśli ta wilczyca teraz była wyjątkowo łagodna i nie zamierzała nawet pokazywać, że ma ostre kły i pazury. Wiedział, że ma, nie musiała mu niczego udowadniać. Drapanie tej wadery za uchem było czystą przyjemnością. Ciepłe, miękkie futro...
- Nie są. - Skrzywił się odrobinę. Prawda, którą usłyszał ten niecały rok temu nadal bolała. Nadal nie chciał się z nią pogodzić, nawet jeśli wiedział, że godzenie się czy nie godzenie nie miało tu nic do rzeczy. Fakty były faktami, im dłużej je wypierasz, tym gorzej ci się żyje. I ciężej przede wszystkim. - Moja senninka... nie odziedziczyłem jej. - To było coś, co bodło go bardzo mocno. Bolało za każdym razem tak samo, kiedy przed tym faktem stawał. Obdarta z tych ładnych wstążek, nalepek i papieru. Nic dziwnego, że ludzie jej nie lubili - tej prawdy. Na fałsz o wiele przyjemniej się spoglądało. - Odziedziczyłem kekkei genkai po matce. To Tsujiteigan. Nie wiem o nim wiele, poza tym, co sam odkryłem. Pozwala mi widzieć przestrzeń na odległość kilometra przede mną i 30 metrów wokół mnie. Nie ma ślepego punktu w przeciwieństwie do byakugana. I tak jak byakugan mogę przenikać przez przedmioty, ściany, dostrzegam siłę życiową danej osoby. Dlatego najwygodniej mi się działa we mgle i nocą. - Tam, gdzie przeciwnik był ślepy, on zaczynał królować. Jak prawdziwy drapieżnik. Każdy tygrys wyrusza na polowanie nocą. Nie było w tym niczego honorowego i godnego, a przecież to dla Asaki było ważne, czyż nie?
- Też tak sądzę. - Owszem, widział co potrafi ona, więc mógł sobie dopowiedzieć, co potrafią prawdziwe wykwalifikowani członkowie jej szczepu.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 26 wrz 2018, o 22:11

Ona tego kija w ogóle nie zauważała, może dlatego, że nie widziała w jego zachowaniu niczego abstrakcyjnego, ani przesadnie dziwnego. Nie miała go za gbura, bo rozmawiał z nią praktycznie od początku zupełnie normalnie, grali w tamtą grę, nie widziała żadnych potknięć ani zacięć. Dobrze jej się z nim rozmawiało, wielokrotnie już łapała się na tym, że nawet nie zauważała jak uciekał jej przy tym czas. Nie każdy tak jej pasował. Shiki nie paplał co prawda, nie był gadułą roku, ale jej to absolutnie nie przeszkadzało. Przynajmniej nie mówił bez sensu jak niektórzy. Z żółtookiej jednak była dość konkretna babka i nie znosiła owijania w bawełnę.
– Tak, też przeszkadzał mi ich brak. I te marne lasy – westchnęła, bo faktycznie tęskniła za Karmazynowymi Szczytami samymi w sobie. Nie za Kyuzo z ich marnymi wzgórzami, nie za Soso z licznymi dolinami, ale za Daishi właśnie – za górskimi szczytami pokrytymi śniegiem, za pięknymi jeziorami i z gorącymi źródłami. Za dzikimi zwierzętami. Za ciszą i świętym spokojem.
Asaka zapatrzyła się na Shikiego w zamyśleniu. Mówił z wyraźnym, miękkim akcentem, tak jak ona, znał klany Karmazynowych Szczytów bezbłędnie, mówił o kurhanach, ale jednocześnie nie znał tego regionu za dobrze. To rodziło wiele pytań – może mieszkał tam jako dziecko i przeprowadził się z rodzicami w inne miejsce…? A może powód był inny? Nie zamierzała się jednak nad tym rozwodzić, miała przeczucie, że ta zagadka rozwiąże się kiedyś sama. A jeśli nie… to zapyta. Kiedyś. Wszystko po kolei. Przecież Shikarui nie ucieknie.
– Są piękne. Pokryte gęstymi lasami, a te najwyższe obsypane są śniegiem cały rok. W dolinach jest sporo jezior. Oprowadzę oczywiście – miał w ogóle jakąkolwiek wątpliwość?
Daishi znała bardzo dobrze. Mówiąc, że nie podróżowała miała na myśli, że nie ruszała się poza swoją rodzinną prowincję. A pierwszą podróżą jaką odbyła trwała dobry rok – w poszukiwaniu nowego miejsca do zamieszkania z resztą ocalałych. A nigdzie ich nie chcieli, psy zarazy. Pamiętała wieczną wędrówkę, zmęczenie i smutek – a wszystko zlewało się w jedno krótkie wspomnienie i mgłę. Ich bliscy z tamtej wioski nigdy nie mieli prawdziwego pogrzebu; wszystko poszło z dymem. Jednak Asaka, będąc już starsza, usypała nieprawdziwy kurhan w lesie, poza granicami osady – kurhan na który przychodziła z sake. Wyobrażała sobie, że tam pochowana jest jej matka, z którą mogła w ten sposób porozmawiać. Oczywiście to nie miało wiele wspólnego z rzeczywistością, ale ją… koiło.
– Chciałabym, żeby tak było. Choroby są podstępne. Ale masz rację – a na pewno miał ją częściowo.
Shinobi nie chorowali tak często jak normalni ludzie, ale chyba jednak… Chyba jednak nie byli całkowicie, w stu procentach odporni na wszystko. Tak jej się przynajmniej wydawało. Bardzo chciała się mylić. Jednak wytrzymałość ciała na ból to była jedna sprawa, nie równało się to z odpornością, czyż nie? Rany nadal krwawiły, shinobi po prostu był w stanie nadal się poruszać.
Ją ta porcja też zaskoczyła. A z drugiej strony siedzieli właśnie w „Gospodzie pod DUŻYM garem”, więc chyba można było się spodziewać. Asaka potrafiła zjeść dużo, ale nie aż t a k dużo, jak miała nawalone na tym talerzu i nie było możliwości, żeby to w siebie wcisnęła wszystkiego, a smakowało jej bardzo. Prawdę mówiąc, to Asaka nawet rozważała, czy zaraz podstępnie nie podsunąć Sanadzie swojego talerza. Szkoda byłoby wyrzucić. A ona doskonale wiedziała czym jest głód. Spojrzał na nią w ten dziwny sposób – ale nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Jej brwi uniosły się w górę w niemym pytaniu w czym problem, ale nie wydała się zastraszona, nawet jeśli widziała w jego lawendowych, pięknych, niespotykanych oczach jakieś niebezpieczne błyski. Któż tutaj był prawdziwym szczeniaczkiem? Wadera widziała wiele na tym świecie i nie przejmowała się tymi złymi i drapieżnymi spojrzeniami. Była po prostu trochę zdziwiona, jednak po chwili już wiedziała, że po prostu nadepnęła na czuły punkt – zupełnie przypadkowo. Nigdy nie miała na celu sprawiać mu przykrości – skąd miała więc wiedzieć?
Taki Jugo, ale w sumie to nie Jugo. A przecież sama widziała ten szał i siłę, gdy przebijał się przez kamienne więzienie i zabił tamtego kolesia. Jeśli to nie była żadna umiejętność Jugo to czym to było…?
– Tak właśnie myślałam. To znaczy, że widzisz przez mgłę i przez obiekty – nie chciała go złościć, naprawdę. Ale sama, choć domyślała się tej goryczy, która musi toczyć się w jego żyłach, uważała, że odziedziczył cholernie przydatną umiejętność. Skoro nie wiedział o tym kekkei genkai wiele, to czy to znaczyło, że matka go nie uświadomiła i nie uczyła…? Shikarui nieświadomie powiedział jej tym więcej niż zamierzał. To było oczywiste, że musiało jej zabraknąć nim był gotowy na nauki. – Masz bardzo niezwykłe oczy w takim razie. Jedyne w swoim rodzaju. Powinieneś być z nich dumny, dają ci nieskończenie wiele możliwości.
Czy było to honorowe i godne? Oczywiście. Na wojnie wszystkie chwyty były dozwolone, a życie shinobich to była ciągła, niekończąca się wojna i walka o przetrwanie. Przeżyjesz albo ty, albo twój przeciwnik. Asaka patrzyła na godność i honor w nieco innym wymiarze niż myśleli niektórzy. Chodziło o godność i honor osoby, która nie ma sobie nic do zarzucenia. Która ponosi konsekwencje swoich czynów. Dla której więzy z innymi, te które miała, były cholernie ważne i których nie odcinało się od siebie ot tak. Bo co „honorowego” było w nie przyjęciu propozycji ochrony grupy ludzi, którzy nie byli w stanie zapłacić? Tak z dobroci serca? Co „honorowego” było w zabieraniu ze schodów sakiewek pełnych pieniędzy?
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 27 wrz 2018, o 07:12

Wspomnienia o Karmazynowych Szczytach były ulotne. Niby trzymał je w garści, wyraźnie czuł dotyk tych wspomnień na swoich palcach, mógł je nawet zmiąć, a one poddawały się temu zmięciu. Gdyby teraz próbował zacisnąć je z całej siły to nie rozpadłyby się w pył - zniknęłyby. Upadłyby w próbie, którą chciał je uraczyć, żeby poznać je lepiej. Poznać lepiej samego siebie. Więc te lasy, widok gór, zupełna biel w czasie zimy - wspomnienia, które wciskały w odrętwienie. Tam właśnie osiedliły się klany i szczepy, które ukochały chłodny dotyk zimy i którym przeszkadzało wiecznie szumiące morze, złoto piasków i lodowce dryfujące po oceanach.
- Niemal zapomniałem, jakie surowe są tam zimy i jak mroźny wiatr potrafi sunąć z gór. - Silny i gwałtowny, który potrafił skosić całe połacie lasów na zboczach gór, a domy łamać jak te domki budowane przez dzieci z patyczków. Jednak wleźć na taką górę... Gdzieś, gdzie świat naprawdę leżał ci u stóp...
- Wejdźmy na jedną z takich gór. Na najwyższą. - Ożywił się samym pomysłem, samą wizją tego, jak ludzie będą musieli wyglądać tam z góry. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że z takiej wysokości ludzi już nawet nie było widać. Tylko maleńkie domki, a czasem nawet nie - cały horyzont świata, który nagle stawał się naprawdę maleńki. Shikaruiego nie interesowały trudności związane z wspinaniem się. Taki już był, że kiedy czegoś chciał to to brał. Koszty i czas nie grały roli.
Problem chorób polegał na tym, że zjawiały się niezapowiedziane. Nie pukały do drzwi i nie ostrzegały, że są już blisko. Kolejnym problemem było to, że często nawet nie było widać, jak wchodzą. Rozgaszczały się w twoim domu, a ty nawet tego nie widziałeś. Żyły razem z tobą, robiły to co ty, a ty ich nie czułeś. Czekały na swój moment - i wtedy uderzały. Nie pytając nikogo o zdanie i za nic mając twoje prośby i modły. Co najwyżej mogłeś usłyszeć ich fałszywy podszept, że Boga nie ma tutaj z nami. Cuda się ponoć zdarzały, a ci, którym żaden medyk pomóc nie mógł, mogli liczyć tylko na taki cud. Na litość jednego z bóstw.
- Widzę. - Przyznał, dokańczając swoją porcję. Słychać było w jego głosie minimalny niesmak, ale dał się ugłaskać z włosem dość szybko. Z trzeźwego punktu widzenia nie było się po prostu czym unosić. Czy był z nich dumny? - Kiedyś... Byłem z nich bardzo dumny. - Przyznał łagodniej. To nie tak, że nienawidził tych oczu, a jednak... Miał żal o to, że akurat on je musiał posiąść. Ze nie udowodnił wszystkim tego, co udowodnić chciał. Teraz jednak mógł wrócić do domu i powiedzieć wszysykim: patrzcie, oto jestem. Z senninką, której według was miałem nie posiąść. - Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez nich. - Przyznał. Były częścią niego od tylu lat, że nie myślał nawet jakby to było funkcjonować bez nich.
Zapatrzył się na porcję Asaki, która przestała jeść, potem uniósł wzrok na nią, z wszystko mówiącym wyrazem twarzy pod tytułem - ej, jesz to? Jak słusznie zostało zauważone - szkoda, żeby takie dobre żarcie się zmarnowało! Bardzo chętnie zajął się odstąpioną porcją i polał sake, wypijając ją na hausta. Przyjemnie rozgrxewała.
- Będę jutro trenował. Chcesz potrenować że mną?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 27 wrz 2018, o 10:19

Wspomnienia, zwłaszcza te mgliste i niepielęgnowane były ulotne. Można je było wkładać do słoiczków i opisywać dokładnie, ale prędzej czy później słowa się zacierały, a w głowie pozostawały tylko pojedyncze obrazy, krótkie sceny, kompletnie wyrwane z kontekstu. W jej głowie tym była ta tułaczka, nim trafili do Seiyamy, gdzie ich przyjęto. Jej rodzina, ta, która wychowywała ją od tamtego czasu wzięłaby ją nawet gdyby nie miała w sobie kekkei genkai ich klanu – fakty mówiły jasno same za siebie, a Koseki to był bardzo honorowy lud, w tym sensie, w jakim i Asaka była honorowa. Za swoje błędy się płaci, konsekwencje się ponosi. A ona… stała się. I trzeba było coś na to poradzić. Dopiero później okazało się, że w jej genach płynęła ich zdolność – dlatego właśnie to szkolenie zaczęła tak późno – co było małą, słodką nagrodą za resztę goryczy.
– Wszystko w śniegu. Na szczęście jedzenia jest pod dostatkiem – ryby w jeziorach, mnóstwo zwierząt w lesie, nawet zimą. Liczne gorące źródła były prawdziwą ulgą i Asaka je uwielbiała, właśnie zwłaszcza w zimie. Jedyne, czego brakowało Daishi to urodzajnej gleby, ale mieli dobrze rozwinięty handel, więc nie było większego problemu. – Skoro tylko chcesz – Asaka uśmiechnęła się widząc jego ożywienie.
Jej samej ten pomysł też się spodobał – k o c h a ł a góry i uwielbiała się na nie wspinać, zostawić wszystko inne daleko w tyle. Patrzenie na świat z góry pozwalało nabrać dystansu do wielu spraw. To między innymi dlatego w końcu jej niespokojny duch się uspokoił i przestała wszystkich prać jak popadnie. Ale nim uda im się dostać na tereny, które znała tak dobrze… To pewnie minie jeszcze sporo czasu. Nie wyglądało na to, by tamta wojna miała się ku końcowi.
– Masz możliwość załatwiać sprawę cicho i szybko, bez męczących walk, gdzie każdy obserwuje twój ruch i może wykorzystać słaby punkt. Pomyśl, jak wielu pokroiłoby się za taką możliwość. Naprawdę powinieneś być z nich dumny, bo niczego ci nie brakuje – nadal nie miała pewności co do tej złości, którą widziała u niego, gdy wydostał się z kamiennego więzienia. Dla niej wyglądało to tak, jakby faktycznie zobaczyła prawdziwego Jugo w akcji. Nie powiedziała jednak nic. Najwyraźniej jej myśli szły dobrym torem. Kiwnęła mu głową – nic dziwnego, że sobie nie wyobrażał. Ona też sobie nie wyobrażała, że miała się obejść bez kryształu, z którego korzystała nawet na co dzień, tworząc z niego rzeczy, których nie chciało jej się ze sobą taszczyć.
Zrozumiała w mig o co mu chodzi – i ucieszyła się, bo oto nie musiała podstępnie przesuwać do niego swojego talerza co kilka sekund o milimetr, tylko po prostu mu go dać. I wszyscy byli zadowoleni; ona najedzona, on że nie musi zamawiać kolejnej porcji i na nią czekać. No i że się nie zmarnuje. Sama też nie zamierzała czekać na nie wiadomo co i napiła się sake ze swojej czarki. O tak, tego jej było trzeba. Co prawda podczas rozmowy i jedzenia już zapomniała trochę o problemie z tamtym korytarzem, ale słowo się rzekło i nie zamierzała teraz zmieniać zdania.
– Pewnie. Sama chciałam wypróbować kilka innych sztuczek.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 27 wrz 2018, o 17:02

- Musimy się wybrać zanim spadnie śnieg... - Obrócił głowę w stronę okna, gdzie promienie słońca malowały cudną, złotą jesień. Bez deszczu i szarugi, która przykrałyby to wszystko ponurością dzisiejszych czasów. Dzisiaj nie padało, ale jutro już mogło. Pogoda w tych stronach była zmienną panienką i daleko jej było do ciepłego Ryuzaku no Taki, gdzie ciągle czuwały ciepłe wiatry, nie pozwalając temperaturze zbyt mocno spaść. W Karmazynowych Szczytach było jeszcze chłodniej. To wyjrzenie przez okno było tylko drogą do uzmysłowienia sobie, że nie zdążą zanim śnieg spadnie. Co najwyżej mogli liczyć na to, że zdążą po tym, jak śnieg stopnieje. Gdyby tak w przyszłym roku nie było już wojny..? Góry tamtych terenów były szczególne, bo należały tylko do nich - do Hyugów i Yamanaków, którzy z łaską pozwalali szczepom błąkać się po ich terenach. Z politycznego punktu widzenia było to rzeczywiście dziwne, że żaden z rodów nie sięgnął po pomoc szczepów. Asaka twierdziła, że zostałaby od razu zawiadomiona, a on nie wątpił w jej słowa, skoro taką pewność posiadała. - Spróbujemy po tym, jak śnieg stopnieje. - Poprawił samego siebie.
- Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. - Przyznał, chociaż akurat to, jak wielu by takich oczu pragnęło nie obchodziło go, dopóki ktoś nie chciał jego oczu. Albo raczej: obchodziłoby go to, gdyby w ogóle wiedział, że można komuś takie oczy skraść i sobie je przeszczepić. Jednak duma? Niby potrafił przypasować to słowo do pewnych działań człowieka, ale nie odnajdywał w sobie odpowiednika tej emocji. Śmieszne, bo tak bardzo chciał, żeby inni byli z niego dumni, tak mocno chciał im udowodnić..! Teraz i tak nie miało to najmniejszego znaczenia. Jeden kącik jego warg powędrował ku górze. - Ach tak? Niczego mi nie brakuje? - Jakoś go to rozbawiło, brzmiało tak... nierealnie. Nienaturalnie w jego uszach, choć na ustach Asaki było to bardzo normalne, na miejscu. - Mam wszystko, czego chciałem, więc rzeczywiście niczego mi nie brakuje.
Shikarui też już całkowicie się w zasadzie rozluźnił, wystarczyło parę słów, drobna chwila. Traktował towarzystwo Asaki bardzo poważnie, z wzajemnością. Przestał już śledzić jej ruchy i każdy gest tak, jakby zaraz miała mu wbić sztylet w plecy i stanowiła niebezpieczeństwo, na które należało zwracać uwagę. Wpisywała się coraz wyraźniej w stały element życia, który je urozmaica i czyni je ciekawszym.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 27 wrz 2018, o 18:49

Gdyby nie zamknięte granice i wojna pomiędzy dwoma z trzech prowincji Karmazynowych Szczytów, to mieliby sporą szansę, by wybrać się w te góry nim spadnie pierwszy śnieg. Niestety… wojna nadal trwała i to w takim miejscu, że nie mieli szans, żeby przedostać się do tej jednej, jedynej prowincji, która nie wzięła w niej udziału, bo tak przyblokowana była przez Kyuzo i Soso. Niby mogliby spróbować morzem, skoro Daishi miało od północy swój własny port, ale… To też było ryzykowne. A Asaka jakoś nie ufała statkom ani morzu ogólnie. Była dzieckiem gór i jezior, a nie słonej wody, której nawet nie dało się napić, by ugasić pragnienie.
– Zanim spadnie śnieg? – ona też spojrzała w okno, jednak nie w zamyśleniu. Doskonale wiedziała, że nie mają szans zdążyć przed zimą, chyba, że ta głupia wojna skończy się w ciągu dwóch następnych tygodni. Co – rzecz jasna – było możliwe, tyle, że przy tym cholernie nieprawdopodobne.
Zaś góry tamtych terenów nie należały tylko do Hyuugów i Yamanaków. Hyuuga mieli zresztą w posiadaniu tereny najmniej górzyste – te wzgórza mało mogły się równać z prawdziwymi górami, które były w Soso i Daishi. A przecież Yamanaka królowali tylko w Soso. Była jeszcze jedna prowincja: ta największa i najmniej łagodna klimatycznie. Jednak gorące źródła rekompensowały wszystko.
– Oby przestali się do tego czasu bić między sobą. Ta wojna równie dobrze może trwać jeszcze kilka lat – a umówmy się, chyba żadne z nich nie chciało tyle czekać, by się tam dostać. Asace było wszystko jedno, zgoda, ale prędzej czy później chęć, by zobaczyć swoją rodzinę stanie się coraz większa i większa…
– A powinieneś. Rzeczy, których nie można zmienić nie są warte zachodu i zgryzoty. Trzeba je zaakceptować i przekuć tak, by sprawiały radość – tak, by można było być dumnym z samego siebie, bo mając w rękach to, co dał nam kaprys losu, zrobiło się wszystko na przekór innym – ku własnej satysfakcji. A przynajmniej Asaka tak zrobiła i była dumna z tego kim jest. Kiedyś nie była, ale te czasy odleciały wraz z prochem wspomnień, które spłonęły dawno temu. – No dobra. Może brakuje ci możliwości manipulowania ultra wytrzymałym kryształem – to był, oczywiście kolejny fantastyczny żart, jednak chyba Shikarui potrafił to wyłapać? – Pełny brzuch i nowe buty? – zaczepiała go dalej z tą swoją lekką złośliwością i spokojem.
Asaka nigdy nie podniosłaby na niego broni, chyba, że sprowokowana i w obronie koniecznej – i nie mowa oczywiście o treningu, tylko o faktycznej sytuacji, gdy coś byłoby nie tak. Od początku nie spinała się, jakby zaraz miał ją zaatakować, jednak ciągle była gotowa dobyć broń. Teraz sądziła jednak, że to mało prawdopodobne, zważywszy, że do tej pory nic jej nie zrobił, a miał ku temu sporo okazji. Sama była więc całkiem rozluźniona, leniwie popijając sake i nabierając lekkich rumieńców na policzkach.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 27 wrz 2018, o 21:07

Skinął głową, polewając znów sake do czarek. Rozluźniony, spokojny - taki się wydawał. I taki wewnętrznie był. Uczucia, które bardzo miękko przesunęły się przez jego wnętrze pozostawiły po sobie woń jodu, tą samą, jaką zostawiają morskie fale.To był dobry zapach, choć męczący. Bo kiedy w końcu mogłeś oddychać pełną piersią, to jak oddychać potem? W miejscach, gdzie szczytem woni był smród miejskich ulic? Krzesło podsunął na tyle blisko ściany, że opierał się o nią plecami, jedną rękę mają wywaloną i przewieszoną przez oparcie krzesła, a drugą opierał o blat, unosząc ją jedynie w celu umoczenia ust w sake, czy też polania jej do czarek. Innymi słowy - siedział na krześle bokiem. Z jedną ugiętą nogą, drugą wyciągniętą przed siebie, jak pan i władca, rozleniwiony do granic lenistwa. Flegmatyk. Najedzony, wygrzany, wyleczony. To był dobry czas na odpoczynek. Najlepszy, kiedy wskazówki zegara zaczynały cofać się w tył i wyliczać wszystkie sprawy, o których przyszło mu pomyśleć w obecności tej dziewczyny. To nie tak, że miał cokolwiek do ukrycia, albo że czegokolwiek się wstydził - niektóre tematy były zbyt ciężkie, bo niosły ze sobą nie morską falę, która obmywała przyjemnie nogi, a tsunami, które wstrząsało całym światem.
- Ostatnio żadna z wojen nie trwa zbyt długo. Skoro Han wrócił do żywych to pewnie pora to zmienić. - Przyjrzał się ceramicznemu naczyniu. Czyściutkiemu, minimalnie już popękanemu na wierzchniej warstwie - i tylko na wierzchniej, tej wypalonej, samo naczynie było nienaruszone. Alkohol śmierdział i smakował... nie smakował aż tak źle. Ostatnie zdanie wypowiedział tak cicho, że te słowa niemal zatonęły w gwarze karczmy. Zadbał o to, by były jednocześnie wystarczająco głośne, żeby Asaka je usłyszała. - Jeśli nie to może w końcu znudzi nam się czekanie. Bez różnicy. Jeśli szczęście nam dopisze to nie znajdziemy się w cyklonie wydarzeń i przypadkowych wojen. - Pech i szczęście, już to w końcu przerabiali. Było - ale nie było wytyczną. Shikarui dopiero powoli zmieniał zdanie co do tego, że przeznaczenie można zmienić, albo raczej - że można samemu wywalczyć sobie pewne drogi, jeśli tylko ma się siłę na walkę.
- Radość? - Przestał obracać czarkę w palcach wolnym ruchem i przeniósł spojrzenie na Asakę. - Władza nad kryształem daje ci radość? - Przekuł to analogicznie na jej stronę. On miał swój dar przodków - ona swój. Po zadaniu pytania uświadomił sobie, że w sumie nie ma w tym niczego dziwnego. Była bardzo emocjonalna, należała do tych ludzi, którzy jeśli tego nie lubili - nie byli w stanie tego zrobić. Z tym, że ich "lubić" i "lubić" nie zawsze oznaczało to samo. - Brakuje. Chociaż twój kryształ jest dla mnie zbyt wolny, to coś tak wytrzymałego warto mieć w swoim arsenale. - Struś pędziwiatr nie lubił zbyt wolnych rzeczy. Rzecz jasna nie uważał przez to kryształu za gorszy, wręcz przeciwnie, jego siła była wręcz przytłaczająca. Chyba mimo to trochę skumał żarcik, bo podciągnął do tego niby-uśmieszku drugi kącik warg. - Mmm i chyba już trochę podpity. - Przy rozmowach jakoś się nawet nie zauważało, jak znikały kolejne czarki. - Zapach alkoholu kojarzy mi się tylko z zapachem mojego ojca. Zawsze niósł za sobą jego odór, kiedy przychodził. - Jeszcze nie był piany, ale już p tych paru czarkach, które wypili do rozmowy, kiedy się najedli i mogli odprężyć, szumiało mu w uszach. Nie miał głowy do picia. Ba! Nigdy nie pił w ilości większej niż jedna, dwie czarki. Kiedyś naprawdę nie cierpiał alkoholu, ale pobyt w Sogen go do tego alkoholu przekonał. - Nie cierpiałem alkoholu dopóki nie zamieszkałem w Sogen.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 27 wrz 2018, o 22:14

Tu się różnili. Bo Asaka nie znosiła zapachu morza i wszystkiego, co się z tym wiązało. Jej domem był las, który pachniał tak pięknie jak nic innego; sosny roztaczały swój aromat i ich zapach przesiąkał przez ubrania. Nie przytłaczał. Nie to co w Sogen – smród ryb i spoconych ludzi, a jod wszystko pogarszał, bo czuło się to tym bardziej. I jeszcze tam wiało natrętnie, a ten wiatr wciskał się w oczy i uszy, świszczał okropnie – i jeszcze te zasrane mewy.
Widziała, że Shiki bardzo się rozluźnił i rozłożył tutaj jak pan i władca. To dobrze, dobrze, że potrafił się rozluźnić. Do tej pory miała wrażenie, że chodzi napięty jak gumka w majtkach, która w każdej chwili może strzelić – choć to było tylko wrażenie, bo przecież rozmawiał z nią całkiem normalnie. Dało się jednak wyczuć pewien dystans, co było absolutnie zrozumiałe. Ona też go, mimo wszystko, trzymała. Nie znali się przecież jak łyse konie, chociaż na początek znajomości i współpracy to było jednak wiele. I jakoś trzeba przecież zacząć. Gdyby nie tamte dziwne wydarzenia w szpitalnym bloku, to nie zaproponowałaby na dzisiaj alkoholu. W ogóle pewnie dużo czasu by minęło, nim by o tym w ogóle wspomniała. No ale stało się – ona też nie była żadnym wytrawnym graczem i głowę miała raczej bardziej słabą niż mocną. Zresztą te rumieńce na bladej twarzy mówiły same za siebie. Piła jednak wolniej od Shikiego, nadal czując, że zjadła ociupinkę za dużo.
– Zależy w czym leży problem – odpowiedziała mu, wcale nie podnosząc przy tym głosu. Praktycznie w ogóle tego nie robiła. Ale rzeczywiście, zależało od tego w czym tkwił konflikt i gdzie był punkt zapalny. Być może ważne było też kto zaczął konflikt? Asaka niewiele wyznawała się na wojnach. W tej chwili była to dla niej przeszkoda w powrocie do domu – czy chciała wracać czy nie, a teraz chciała, skoro taki był cel ich wspólnej podróży, nie? Co wcale nie oznaczało, że ruszy tam z nim i potem powie „arrivederci”, bo no… Za bardzo go polubiła w tak krótkim czasie. – Może. Jak będzie to trwało zbyt długo, to kto wie… - wolała niczego nie mówić na pewno. Ani nigdy nie mówić „nigdy”. Tylko krowa nie zmieniała poglądów i wystarczyła jedna zmiana i zmieniał się też punkt odniesienia i widzenia.
– Teraz tak – uśmiechnęła się dość cierpko. Tak, teraz dawało jej to radość, za to wiedza, że jej ojcem jest jakiś tam shinobi, który włada kryształem w dzieciństwie nie przynosiła jej żadnego szczęścia, tylko utrapienie. Bo była takim wyrzutkiem pośród innych dzieci z wioski. Dopiero, gdy trafili do Seiyamy, gdy to nabrało jakiegokolwiek znaczenia… I gdy wyszło na jaw jej kekkei genkai, wtedy dopiero poczuła radość. Jakby życie wojowniczki było jej pisane od samego początku. Więc tak, „teraz tak”. – Fakt, nie jest to demon prędkości. Ale widok kogoś szybkiego, kto trafia i nie robi żadnych obrażeń to najpiękniejszy widok na świecie – dziewczyna zaśmiała się pod nosem, jakby opowiadała bardzo dobry dowcip, który pewnie bawił tylko ją. – Później nie jest już tak powolny – dodała jeszcze i puściła do niego oko, nurzając usta w sake ze swojej czarki. Później kryształ był jeszcze groźniejszy. Możliwość krystalizacji żywych osób tak, że te traciły swoją integralną całość… To było przerażające. I piękne jednocześnie. To była… sztuka sama w sobie. Sztuka zabijania i unicestwiania.
– Już ci szumi w głowie? – chłopak rzeczywiście musiał rzadko kiedy sięgać po alkohol, co było dość dziwne. Faceci jakoś bardziej pasowali do tego obrazka. Ona co prawda była kobietą, ale sama nie wzbraniała się od alkoholu, gdy była już jakaś okazja. Temu i jej zaczynało powoli szumieć. – Ja to rzadko kiedy piję. Zazwyczaj tylko jak jest jakieś ważne święto. Albo pogrzeb… - albo jak idzie się nad kurhan porozmawiać ze zmarłym. Albo jak jest taka okazja jak dzisiaj. A że Asaka była samotnym wilkiem, to takich okazji zwyczajnie nie miała. – Hmm, to dobrze, bo teraz piłabym sama.
To nie tak, że zbyła jego wcześniejszą wypowiedź o ojcu… Zwyczajnie nie wiedziała co ma powiedzieć. Jeśli chodziło o jej rodziców, to nie mogła powiedzieć złego słowa. Nie w takim wymiarze jak Shiki przynajmniej.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Shikarui » 28 wrz 2018, o 08:17

Shikarui kochał wodę. Jej szum. Jej blaski. Jej spokój. Z naturą jego chakry nie było to nic dziwnego, im większy zbiornik wody miał pod ręką tym lepiej dla niego. I gorzej dla przeciwnika. Dlatego wolał przebywać bliżej morza, którego potężne fale potrafiły koić umysł i zarazem zatapiać całe miasta. Mewy były tym elementem, którego nie dało się po prostu polubić. Ich skrzek nie drażnił na szczęście jego uszu, a smród ryb odczuwało się z konieczności, kiedy musiałeś zbliżyć się do portu. Poza tym było w porządku. Nie to, żeby nie kochał przy tym zapachu lasów. Przyzwyczaił się do natury niemal w takim samym stopniu, jak natura przyzwyczaiła się do niego. Wzajemne współżycie wychodziło im całkiem nieźle, dopóki Shikarui nie postanowił jej zdradzić dla ludzi - i uczłowieczyć się. Nie ważne, jak wiele razy powtórzono, że jest zwierzęciem, posiadał wszystko, co czynił go człowiekiem. Może prócz moralności i sumienia, które mogłoby go czasami zatrzymać przed niektórymi rzeczami. Przed krokami, przed którymi postawieniem człowiek by się zawahał.dla shinobiego wahanie się zazwyczaj oznaczało śmierć.
Asaka wydawała się zupełnie nie wzruszona całą tą wojenną mistyfikacją. Ot, jest sobie wojenka, nie ma wojenki - jej świat się przez to nie zmieniał. Co innego, kiedy to Zaraza, a nie Wojna, atakował świat. Wtedy nagle ziemia zaczynała się trząść, pękać, uderzał gong i w trąby dmuchali aniołowie końca. Coś w tym było, nie dało się zaprzeczyć - w tym, że w wojnie brali udział ludzie, których teoretycznie dało się zabić. Z krwi i kości, więc zawsze masz jakieś szanse. Kwestia farta, czy nie trafisz na silniejszego od siebie. Zaś choroba... Każdy już wiedział, jak to wyglądała. Jak się kryła, czaiła w cieniach.
- Nie przeżyłaś zbyt wielu wojen, co? - Skoro nie ruszała się z rodzinnych stron, a w Karmazynowych Szczytach było dość spokojnie, to całkowicie naturalne. Tylko samobójca albo desperat pcha się na wojny, które go nie dotyczą. Ewentualnie ktoś, kto ma totalnie nierówno pod sufitem.
- Teraz? Wcześniej coś było nie tak? - Przechylił głowę na ramię, dłuższe kosmyki włosów zsunęły się w bok, częściowo złapane sznurkiem w luźny kucyk na plecach, żeby nie przeszkadzały cały czas. Były irytujące, co dopiero te długie Asaki, które musiały być problematyczne w utrzymaniu we względnym chociaż porządku, żeby nie przeszkadzały. - To prawda. Posiadanie zbroi z takiego kryształu byłoby doskonałe. - Być chronionym że wszystkich stron przed tym, przed czym nie zdążysz się uchronić unikiem - cudowne. Bezcenne wręcz.
Skinął głową potwierdzająco. Zmęczenie, najedzenie się, a teraz jeszcze popicie to alkoholem, do którego nie miał głowy, robiło robotę. Nie był godnym zawodnikiem w tym temacie.
- To samo mi ktoś już powiedział. Że pije tylko od święta jedną, może dwie czarki. Dla uczczenia. - I to brzmiało bardzo mądrze, bardzo prawidłowo na swój sposób. Mimo to napicie się dzisiaj również wydawało się poprawne i odpowiednie. Shikarui nie zajmował sobie głowy powodami i przyczynami, ot, skoro tak mu podpowiadał instynkt, skoro miał na to ochotę, to oto byli - dokładnie tym punkcie, w osadzie rodu Akimichi.
- Jakoś na wiosnę po raz pierwszy spróbowałem sake. Była dokładnie tak samo paskudna, jak sobie wyobrażałem.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1422
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: "Gospoda pod Dużym Garem"

Postprzez Asaka » 28 wrz 2018, o 09:28

Zbiornik wodny? Ależ proszę bardzo, może jeziorko jakieś… Białowłosa zdecydowanie wolała spokój jezior od nieznośnego szumu morza. Może faktycznie była to kwestia tego, gdzie się wychowała i tego, że miała do tego miejsca sentyment. Nie do jednego konkretnego punktu na mapie, ale regionu jako całości. Wspominała te wszystkie świerki otaczające doliny pośród gór – a u ich stóp większe i mniejsze jeziora, odbijające na swej tafli obraz szczytów i nieba. Na morzu mało co się tak pięknie odbijało, skoro było w wiecznym ruchu. Zresztą jak – skoro gdzie nie spojrzysz tam woda. Ludzie po części byli zwierzętami, drapieżnikami na samym końcu łańcucha pokarmowego; niszczyli to, co natura dla nich stworzyła. Ale przecież można było z nią koegzystować, nawet jeśli „zdradziło ją się dla ludzi”. Zresztą… Co to w ogóle znaczyło?
Wydawała się być niewzruszona i trochę tak właśnie było. Wojna nie była w jej myślach niczym nowym. Odkąd zaczęto ją trenować, powtarzano zawsze jedno i to samo: że jest stworzona dla wojny, a raczej by im zapobiegać. Jednak każdy ród miał swoją politykę i swoje plany. Fakt, że akurat dwa z trzech rodów Karmazynowych Szczytów weszły w wojnę… Było to niefortunne, ale czym tu się przejmować? To był dla Asaki dzień jak każdy inny. Może i nie brała nigdy udziału w wojnie jako takiej, ale codziennie przeżywała taką w swojej głowie (a przynajmniej kiedyś tak właśnie było). Cóż więc miało się zmienić przez to, że Yamanaka i Hyuuga bili się między sobą – cholera wie o co, może o ziemie? To by miało sens, że nie zaatakowano Daishi, bo tam nie było się o co bić. Może teren był duży, ale cholernie nieurodzajny. Raczej bardziej prawdopodobne byłoby, że lider jej rodu najechałby Soso z tego powodu. Ale Koseki zdawali się nie interesować tym konfliktem. Pomijając to, że byli w tym momencie odcięci od świata.
– Nie, na całe szczęście. Mniej wojen to mniej głupich dylematów – niby rozkazy są wtedy jasne, ale nie wszystko obejmuje podręcznik. Każdy miał też swoje sumienie, nawet ktoś, kto uparcie twierdził, że go nie posiada. Stek bzdur. Na wojnie nic nie było proste, a mało czego, na wojnie zawsze pojawiali się ludzie, którzy chcieli na niej skorzystać i cierpieli cywile, którzy nic nie zawinili.
– Wcześniej wszystko było nie tak – a zwieńczeniem góry „nie tak”, było to, że nawet nie wiedziała, że mogłaby kontrolować chakrę. Nikt w jej rodzinnej wiosce tego nie potrafił, nikt tego nie wyłapał, chociaż była przecież córką jakiegoś tam shinobiego, którego widzieli krótko. – Zaczęłam swój trening późno nie dlatego, że jestem beztalenciem. Po prostu… Tak się jakoś śmiesznie to życie ułożyło – nie chciała go zanudzać historią swojego życia. Zresztą, nie było w tym nic ciekawego. Więcej w tym było smutku i goryczy niż pasjonujących przygód. – Ano… dobrze kombinujesz – znała techniki swojego klanu. Wiedziała więc, że kiedyś… Kiedyś będzie potrafiła poprawie wykonać kryształową zbroję, która nie będzie krępować niczyich ruchów.
Były to jednak odległe przyszłe czasy. Teraz należało zadowolić się kryształowymi klonami, które uzyskiwały ten sam efekt. Zdziwienie przeciwników też było bezcenne. Nie trzeba było marnować czasu na uniki bo… Po co, skoro trafienie może sprawić że broń przeciwnika stanie się nie do użytku.
– Cóż, dzisiaj też mamy święto. Święto wyjścia z popieprzonego szpitala – nie masz święta w kalendarzu i dobrej okazji do picia? Wymyśl ją sam, tak jak Asaka zrobiła to teraz. Z tymi słowami dopiła co miała w czarce, by nalać kolejną porcję. Sama nie była miłośniczką tego smaku, ale po którymś łyku przestawało to mieć znaczenie. – Jej smak nie zmienił się od tamtego czasu, co? – no tak… Chłopak był w końcu jakieś trzy-cztery lata młodszy od niej, nic dziwnego, że tak naprawdę niedawno dopiero spróbował sake.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 875
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta: Yukirin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Yakiniku (Osada Rodu Akimichi)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość