Ulice Yakiniku

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Ichirou » 5 lut 2020, o 22:04

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
27/57


Ach, ileż w nim było złości! Zupełnie niepotrzebnie. Lepiej przyzwyczaić się do tego, że ludzie nawet z najróżniejszych stron świata wcale tak bardzo się między sobą nie różnią i wpadają w te same, niewidzialne schematy. Skryty w szafie nauczyciel nie był pierwszą, ale też nie ostatnią zaszczutą i zastraszoną osobą, którą Seinaru spotkał na swojej drodze. Przynajmniej tyle, że mężczyzna cokolwiek się odezwał i uchylił rąbek tajemnicy. Umiarkowanie pozytywny prognostyk.
Kei niczym najprawdziwszy samuraj potrafił zapanować nad swoim gniewem i powstrzymał się od rękoczynów. Zgodnie z kodeksem prawego wojownika, sięganie po broń zawsze było ostatecznością. Pasterz z Teiz co prawda po broń już sięgnął, ale nie zamierzał jej używać w innym przypadku niż konieczność obrony. No, przynajmniej na ten moment.
- P-panie, jakżem czterdzieści lat żył, tak nikt d-do tej pory mnie tak nie nastraszył. T-to są poważni ludzie, z nimi nie ma żartów, z-zapewniam panu. Nie chciałem krzywdy ani swojej, ani chłopca... – wyjaśnił nieskładnie, nie będąc w stanie ukryć zdenerwowania. Seinaru co prawda nie widział w tym momencie jego gestów i mimiki, ale po samym głosie i sposobie wypowiedzi mógł stwierdzić, że rachmistrz czuje wobec niego respekt.
Przybysz niedługo później złożył dość śmiałą obietnicę, uchylając przy tym drzwi szafy. Nauczyciel spoglądał na niego pełen trwogi, a po paru stresujących sekundach pomyślunku skłonił się nisko samurajowi.
- P-pan wybaczy, ja nie chciałem... A teraz to i tak już wszystko jedno… Pewnie już wiedzą, że z kimś rozmawiałem… Co ja mam teraz czynić? Co jeśli po mnie przyjdą, gdy tylko pan stąd odejdzie? Jeżeli będę próbował uciec z Yakiniku, to też mnie dopadną. Proszę przynajmniej uratować Hoitsu, on niczemu winny – odrzekł roztrzęsiony, kryjąc twarz w dłoniach. Potrzebował chwili na pozbieranie myśli.
- W czwórkę odebrali mi chłopca, ale jest ich na pewno więcej. Dali mi do zrozumienia, że nie mam innego wyboru, niż zostać w wiosce i zaszyć się gdzieś. I tak szczęście, że ich wybłagałem, dałem pieniądze i mnie nie zabili… Nie mówili mi, gdzie zamierzają zabrać Hoitsu, ale z rozmów między nimi zrozumiałem, że chodzi o wioskę rodziny Okamura. Ona leży na południu Sakai, jakiś dzień drogi stąd. Wiem dobrze, bo zajmują się głównie handlem, a ja prowadziłem księgi dla paru kupców z tej wioski.
Na tym skończył relację. Był bardzo spięty, nerwowo zerkał na Keia, ale bał się kontaktu wzrokowego z nim i gdy tylko podniósł na moment głowę, natychmiast kierował spojrzenie gdzieś w bok. W pewnym momencie wziął się jednak na małą odwagę.
- I co teraz począć? Co jam ma czynić? Co, jeśli oni już wiedzą? Raz zerknąłem przez okna zza zasłony. Wydawało mi się, że zobaczyłem na ulicy jednego z tej czwórki... – Splótł dłonie roztrzęsiony, będąc niemal bliskim błagalnego padnięcia na kolana w nadziei, że samuraj jakkolwiek mu pomoże.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Seinaru » 7 lut 2020, o 00:52

Z tego co zeznał Ton sprawa rzeczywiście nie wyglądała na prostą. Oczywiście, Kei był pewny siebie bo pozwalało mu na to doświadczenie, jednak był świadomy że konieczne jest tutaj odpowiednie podejście. Nie można przeliczyć swoich sił i zlekceważyć przeciwników, ale nie można też za długo zwlekać z kolejnymi krokami. Tak jak zaznaczył Kirigaya, może on być pod obserwacją porywaczy, a Ci wiedząc że ktoś depcze im po piętach mogą zrobić się nerwowi i niepotrzebnie skrzywdzić dziecko.
- No rozumiem, rozumiem. Spokojnie, na pewno coś się poradzi... - Odpowiedział rachmistrzowi raczej bezmyślnie, aby na chwilę zbyć go i dać sobie nieco czasu do namysłu. Na pewno problemem była tutaj późna pora i fakt, że Kei był przez cały dzień w drodze, a i wieczór nie należał do najspokojniejszych. Potrzebował odpoczynku, zamiast uganiania się po nocy za porywaczami ukrywającymi się w sąsiedniej wiosce.
- Dobra... - Zaczął samuraj, któremu zaświtał w głowie pewien koncept.
- Zrobimy tak... skoro twierdzisz że ktoś już wie, że zajmuję się poszukiwaniami chłopaka, to od tej chwili musimy trzymać się razem. Ty pomożesz mi zlokalizować porywaczy i szybciej do nich dotrzeć, a ja w zamian dopilnuję żeby nic Ci się nie stało. Po uratowaniu chłopaka rozejdziemy się w swoje strony i tyle. - Cóż, dla Tona taki układ również był korzystny - w obecnej chwili Kei był chyba jego jedyną deską, której ten mógł się chwycić aby nie utonąć. Wioskowa straż na pewno nie przydzieliłaby mu ochrony, a przy odrobinie pecha nawet nie dobiegłby do najbliższego posterunku, gdyby ktoś go obserwował. Z drugiej zaś strony jego znajomości z tamtejszymi kupcami mogły okazać się bardzo przydatne. Kirigaya miał w rzeczonej wiosce swoich klientów, więc na pewno działając w duecie będzie im łatwiej zdobyć informacje o szajce porywaczy.
- Na razie zabarykadujemy wyłamane drzwi i prześpimy się tutaj. Rano wyruszymy do tamtej wioski... Okamury? Najpierw ja czuwam, a potem Ty. Zgoda? - Kei ostatnie słowo wymówił zachęcającym tonem, mając nadzieję na dodanie odrobiny otuchy nowemu partnerowi. Gdy tamten zgodzi się na taki uczciwy układ, wówczas Kei zgodnie z planem najpierw zastawi wyłamane drzwi jakimś ciężkim meblem, a następnie poczuwa na warcie przez kilka kolejnych godzin, aby później obudzić Tona i zamienić się z nim rolami do rana. Tuż po przebudzeniu ruszą na szlak zgodnie z drogowskazami rachmistrza, który chyba dobrze znał położenie wioski, o której wcześniej opowiadał.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1950
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Ichirou » 7 lut 2020, o 21:52

Seinaru [zt], dalej tutaj -> viewtopic.php?p=131784#p131784
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Chōjiro » 17 mar 2020, o 20:22

Młodzieniec spojrzał z zadowoleniem na szeroki uśmiech na twarzy, i samemu też pokazał zadowolenie z aktualnego stanu rzeczy. Wyglądało na to, że na perspektywę możliwości ukończenia zadania, mężczyzna od razu się rozchmurzył i aż się palił do pracy. I ten właśnie entuzjazm był niezwykle zaraźliwy - Chōjiro też poczuł, że bardzo chętnie pomoże podstarzałemu kowalowi, i użyje wszystkich sił jakie ma w podorędziu, żeby mu dopomóc w wykonaniu noża dla myśliwego. Akimichi kiwnął głową, zadowolony, i skupił się na wysłuchiwaniu procesów i mechanik które kowal planował zastosować podczas wykuwania oręża. Sumita kiwnął głową, gdy ten zaczął przemawiać, przy okazji zabierając się za spożywanie sukiyaki (które, tak nawiasem, było równie znakomite jak wszystko inne przygotowane przez tutejszego kucharza - chyba zacznie tutaj przychodzić częściej!).
No, był tylko jeden problem.
Zrozumiał może z połowę tego o czym mówił Masamune.
Znaczy. Coś tam załapał, ale jednak sam był w zupełności świadom, że jego latarnia inteligencji nie świeciła najjaśniej - dlatego zwykle nadrabiał skupieniem. Ale weź tu się skup, jak przed sobą ma się tyle dobrego żarcia! Zwłaszcza, kiedy dopiero co wrócił z treningu sumo! Owszem, dzięki temu że już jakiś czas temu miał do czynienia z wykuwaniem, to podstawowe procesy łapał, ale ciężko było ogarnąć tak zaawansowane techniki jak "miękkie i twarde" ostrze jednocześnie, czy inne w tym stylu. Dlatego, cóż - pozostało tylko mieć nadzieje, że obserwacja wystarczy.
-... dobra, zobaczymy co i jak - powiedział wesołym tonem. - Na razie jednak skupmy się na jedzeniu - jest naprawdę wyśmienite!

W końcu, kiedy obaj napełnili brzuchy i ponownie nabrali sił, przeszli się w kierunku kuźni Masamunego. Akimichi, zadowolony ze stanu rzeczy, poklepał się po brzuchu niczym po bębnie, i spojrzał dokładniej na wyposażenie warsztatu kowala. Śladem mężczyzny, na widok talizmanów Chōjiro klasnął dłońmi w modlitewnym geście, i wkroczył do wnętrza pomieszczenia. Musiał przyznać, że kuźnia robiła wrażenie - wszędzie wiszące oręże i narzędzia, wielki piec na węgiel, elementy opancerzenia, różnego rodzaju metale i specyfiki stosowane do hartowania i zabezpieczania. Z kilkoma z nich miał już do czynienia podczas swojego okresu czeladzi, ale nigdy ich tak naprawdę nie stosował - zwykle zajmował się prostszymi przedmiotami, które nie wymagały hartowania i utwardzania. Miał ochotę gwizdnąć z podziwem, ale w ostatniej chwili się powstrzymał - nie chciał wyjść na nieuprzejmego.
Na widok małżonki i syna mężczyzny, sumita uśmiechnął się szeroko i ukłonił na powitanie. Podobnie jak głowa rodziny, wszyscy jej członkowie wydawali się bardzo sympatyczni i pracowici - a takie coś naprawdę szanował. Zwłaszcza zaskoczył go widok syna, Okamiego, który mimo tak młodego wieku już pomagał przy sklepie i pracowni. Chłopak na pewno wyrośnie na prawdziwego mężczyznę!
Spojrzał na Masamunego, który poprosił o pomoc w założeniu fartucha. Akimichi od razu podszedł i pomógł, tak żeby opowiednio dopasować osłonę do ciała mężczyzny. Następnie samemu zdjął górną część yukaty (odsłaniając przy tym swoje umięśnione ręce i pokaźny brzuch), i założył własny fartuch.
-Oczywiście! Zabieram się od razu!
Poczekał, aż Masamune rozpali w piecu i się odsunie, by podmuchy nie podpaliły również jego. Następnie zaś chwycił za miechy i zaczął pompować, w taki sposób żeby jak najwięcej powietrza dostawało się do węgli. Starał się też tak dopasować tempo ruchów, by było jak najmniej przerw pomiędzy dmuchnięciami - no i dobrze by też było, żeby nie podpalić za mocno. Cały czas patrzył na Masamunego, by ten dał znać czy aktualny żar będzie odpowiedni.
Avatar użytkownika

Chōjiro
 
Posty: 64
Dołączył(a): 8 mar 2020, o 11:28
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8140
Multikonta: Natsume

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Kakita Asagi » 17 mar 2020, o 23:14


Krzesać iskry, wykuwać w ogniu!
Misja rangi: D dla: Chōjiro
Post 11/?




Theme!

Masamune skinieniem głowy podziękował za pomoc przy założeniu fartucha, po czym z uznaniem pokiwał na widok mięśni dawnego sumotori. Tylko głupcy mogli w wielkich wojownikach sumo widzieć jedynie wesołych tłuścioszków nieporadnie wpadających na siebie niczym dwie kulki mochi. Masamune do tych głupców nie należał i doskonale zdawał sobie sprawę z siły, jaką może z siebie wykrzesać Chōjiro - i dobrze, czeka ich kupa pracy, ale zanim jeszcze się zupełnie w nią rzucą, wąsacz zreflektował się, że potrzebują dwóch rzeczy - pierwszą były potężne ochronne rękawice. Wysunął jedną z szuflad i wybrał odpowiednią ochronę, a następnie otworzył szafkę z której wyjął dwie "szmatki". Były one podobne do ręczników, szerokie na około 40 cm i długie na prawie metr.
- To na czoło, przyda się by pot nie zalał ci twarzy. - rzekł Masamune, po czym zreflektował się, że samemu sobie tenegui nie zawiąże, no nie ma bata. Na szczęście, od czego jest pomocna żona? Kobieta zajrzawszy ukradkiem do kuźni (a może wcale nie ukradkiem, tylko na to czekała), weszła do niej ostrożnie, po czym odebrała od męża tenegui bez słowa. Ten uśmiechnął się do niej pogodnie i pochyliwszy głowę pozwolił by mu je zawiązała. Akimichi-san musiał sobie jakoś poradzić sam, najlepiej zobaczyć, jak ona to robi - a było to tak, pierw zacząć od czoła, przeciągną wzdłuż głowy na potylicę, by następnie zagiąć do przodu z jednej i drugiej strony i ponownie odwinąć do tyłu - skomplikowane, ale jednocześnie całkiem sprytne, czyż nie? No, teraz mogli już działać!

- Dobrze, teraz pompuj, dokładnie tak! - instruował go płatnerz, raz za razem dosypując węgla drzewnego. Na jego twarzy pojawiło się pełne skupienie, a na czole krople potu. Miech, jakim pracował młody Akimichi sprawiał że do "kopca" dostawało się wiele tlenu, a przez to płomień robił się mocniejszy. W środku stosu było zdecydowanie goręcej niż na zewnętrznej warstwie i tylko baczne oko Masamune, który raz za razem rozgarniał węgle i spoglądał na kolor płomieni, mogło ocenić, czy już mogą wziąć się za właściwą część pracy.
- Dobrze, na razie wystarczy. Widzisz te szczypce? - zapytał ocierając zdrową ręką pot z czoła i wskazując na potężne żelazne cęgi wiszące wraz z innymi narzędziami na przeciwległej ścianie, po czym kontynuował. - Na kowadle znajdują się dwie sztaby metalu. Będziemy musieli rozkuć obie, ale nie ma sensu się spieszyć. Weź cęgi i chwyć nimi lżejszą, przynieś i włożymy ją do ognia. - kontynuował instrukcje, po czym gdy wielkolud udał się po właściwy materiał, wąsacz przejął jego miejsce, co jakiś czas pracując ostrożnie miechem i rozgarniając metalowym prętem palenisko. Robił to jednocześnie mocno jak i z niezwykłą wręcz czułością - musiał mieć pewność, że wszystko będzie szło w prawidłowym kierunku. Kuźnia węglowa nie wybacza błędów - pozwala bardzo szybko osiągnąć wysoką temperaturę, ale bardzo ciężko utrzymać ją na jednolitym poziomie. Wystarczy nieco więcej powietrza, chwila nieuwagi i włożona w stos stal ulegnie spaleniu i nie będzie się nadawała do jakiejkolwiek obróbki...
- Dobrze, teraz czekamy. Bądź czujny... - poinstruował go Masamune, kiedy Akimichi powrócił już z metalową sztabą i włożył ją w stos węgli. Płatnerz sięgnął w międzyczasie po metalową łopatkę i zagrzebał sztabę pomiędzy węglami i czekał. Na jego czole pojawiły się zmarszczki oznaczające wielkie skupienie, teraz właśnie zaczynała się właściwa robota - doglądanie ostrza i ocena jego stanu po kolorze. Czarna sztaba bardzo szybko zaczęła przechodzić w odcień od czerwonego do pomarańczowego.
- Teraz! Wyjmij sztabę i na kowadło! Przytrzymasz mi ją i będziesz obracał, musimy ją rozkuć. - zadecydował Masamune, który cofnął się od paleniska robiąc miejsce tymczasowemu czeladnikowi, a samemu sięgnął po jeden ze swych młotów - było on dosyć pokaźny, miał pewnikiem z 5 kilogramów i kiedy tylko sztaba trafiła na kowadło zaczęły spadać na nią ciosy, a pod każdym wzbijały się iskry. To było właśnie wykuwanie w ogniu!
- Dobrze, teraz ją obróć. - zadecydował Masamune, po czym znów zacznie młotkować stal, ale nie może tego robić w nieskończoność. Uzyskana w palenisku temperatura nadająca plastyczność stali szybko ucieka pod wpływem zimnego kowadła, więc trzeba się spieszyć. Młotkowanie zimnej stali to totalne niszczenie jej struktury, a na to nie mogą sobie pozwolić. W tym momencie pośpiech jest złym doradcom, jednakże wszystko trzeba robić sprawnie, na granicy ryzyka, a jednocześnie możliwie od niej daleko.
- Dobrze, wracamy do paleniska. Obserwuj kolor stali, gdy zacznie przechodzić z czerwieni w pomarańcz wracamy na kowadło. - poinstruował Akimichi'ego, odkładając na chwile młot na kowadło i przecierając czoło pełne potu, jak to dobrze, że na głowie miał tenegui, inaczej byłoby ciężko...



- Ogawa Hiromichi - kucharz
- Masamune Okomo - płatnerz
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 1235
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Chōjiro » 18 mar 2020, o 00:57

Dobra, to był znak że czas zabrać się za robotę. Masamune podał Akimichiemu coś, co wyglądało jak zwykła bawełniana szarfa. Tenegui - rozpoznał to po tym, że czasami bardzo podobne przepaski zakładali zarówno podczas treningów, kiedy jeszcze nie mogli wiązać włosów w kitę, a mieli już za długie włosy by normalnie widzieć - albo podczas prac w polu, kiedy to pomagał rodzinie w hodowli kilku warzyw. Co prawda zwykle wyglądały trochę inaczej: to tutaj wyglądało znacznie surowiej, widocznie przystosowane do wyłapywania i zatrzymywania zalewającego twarz potu. Może się przydać: w kuźni, jak to w kuźni, bywało cholernie gorąco, a osoby o bogatszej tuszy w takich warunkach po prostu wylewały z siebie zaskakujące ilości wilgoci. Dlatego też bez wahania od razu zawiązał szarfę wokół czoła, czekając też aż żona pomoże założyć identyczną opaskę tymczasowo jednorękiemu kowalowi. Musiał ją troszkę poprawić, bazując na tym jak robiła to ona - ale ostatecznie wyszło całkiem nieźle.
Przeszli do następnego punktu wykuwania, gdzie Chōjiro mógł pochwalić się dobrą kondycją i siłą - pompowanie miechem nie było najprostszą robotą na świecie, mimo że na takową wyglądała. Żeby jednak pompować w równym tempie, z podobną siłą, i wyciągać najlepsze osiągi - wymagało trochę wprawy. A jeśli się nie miało wprawy, to trzeba było jechać na wytrzymałości. Dobrze, że chociaż na tą Akimichi nie narzekał - bo jeśli chodzi o wprawę, to tej nie miał ani trochę. W końcu jego robotą było tłuc się ze współzawodnikami w zawodach, nie miał czasu dorabiać w kuźni!
Ale teraz, jak się za to już zabrali... hej, nie było tak źle!
W końcu Masamune nakazał mu zaprzestać pompowania, i polecił podniesienie za pomocą szczypiec jednego z kawałków leżącej na kowadle stali. Chōjiro skinął głową, również skupiony (tylko zamiast na wykuwaniu - na wykonywaniu poleceń), i założywszy solidne rękawice, sięgnął po wielkie obcęgi stojące obok bloku stali służącego do kształtowania przyszłych narzędzi i broni. Uniósłszy tę płytkę, która zdawała się lżejsza, powoli przeniósł ją w kierunku pieca, gdzie umieścił ją pomiędzy płonącymi węglami. Tam też odstąpił miejsca kowalowi, który odpowiednio dopasowywał ogień do zapotrzebowania stali, i przyglądał się czy proces nagrzewania zmierza w dobrym kierunku. W międzyczasie Chōjiro ocierał skórę z potu za pomocą niewielkiego kawałka materiału, który nosił właśnie na okazje większych upałów - technicznie można powiedzieć, że dokładnie taki tutaj panował.
Kiedy kowal nakazał Akimichiemu wyciągnąć metal z ognia, ten nawet na chwilę się nie zawahał - od razu złapał ponownie za obcęgi i podniósł rozżarzony blok stali, który szybko przeniósł na kowadło. Zgodnie z zaleceniem, trzymał metal cały czas, utrzymując to z całej siły nawet pomimo uderzeń solidnego kowalskiego młota. Na tym etapie najmniejsze zawahanie mogłoby się źle skończyć dla produktu końcowego, dlatego też robił wszystko, żeby jak najmniej poruszać półproduktem. Obracał go tylko wtedy, kiedy Masamune to zalecił. Ostatecznie zaś, kiedy metal zaczął stygnąć, Chōjiro od razu przeniósł go z powrotem do ognia i włożył pomiędzy węgle, w to samo miejsce gdzie był wcześniej.
-Widzę że ta stal jest dość oporna na podgrzewanie - powiedział nic nie wnoszący komentarz laika. Ostatecznie jednak wyłapał odpowiedni moment: - Dobra, nagrzane! Nadchodzi!
Z tymi słowami wyciągnął nagrzany metal i ponownie ułożył go na kowadle, by Masamune mógł jak najszybciej przejść do procesu "młotkowania". Trzeba kuć póki gorące, jak to mówią!
Avatar użytkownika

Chōjiro
 
Posty: 64
Dołączył(a): 8 mar 2020, o 11:28
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8140
Multikonta: Natsume

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Kakita Asagi » 18 mar 2020, o 14:31


Krzesać iskry, wykuwać w ogniu!
Misja rangi: D dla: Chōjiro
Post 13/?




Theme!

Robota trwała i wręcz wszystko "paliło się" w rękach. Masamune bacznym okiem spoglądał na to, jak młody Akimichi pilnuje sztaby stali, to, że nagrzewała się powoli było tylko pozorne - jak z reszta sam młodzik zauważył, bowiem nie minęło wiele czasu, jak stal znów trafił na kowadło, gdzie spadły na nią kolejne uderzenie młota, wydłużając ją, jednakże wciąż była w miarę gruba.
- Dobrze, teraz pora na zagięcie stali... Widzisz tamtą siekierę? - Masamune wskazał na kolejne narzędzie widzące tam, gdzie niedawno były szczypce - siekiera wyglądała na bardzo solidną, ale przy tym niezwykle tępą, ścinanie nią drzewa oznaczałoby istną katorgę, jednakże, inna była jej rola.
- Ja potrzymam sztabę, natomiast ty weź siekierę. Dalej ustawisz ją styliskiem nad środkiem sztaby i uderzysz kilka razy tak, by ją naciąć, ale nie rozciąć. Następnie, wysunę ją nad krawędź kowadła i zaczniesz uderzać młotem, by się zagięła do zewnątrz. Uważaj, widzę, że masz sporo siły, ale tu chodzi o precyzję. - pouczył go Masamune, który najchętniej sam by się tym zajął, jednakże jedna ręka to zdecydowanie za mało do takiego zadania, tak więc pozostawało jedynie mieć nadzieje, że młody Akimichi sobie poradzi i nie przesadzi za bardzo, bo jeśli stal poleci na podłogę to mogą się w niej pojawić dodatkowe, teraz jeszcze niezauważalne, pęknięcia i cała dotychczasowa praca będzie na marne...
Tak więc, Masamune trzymając jedną ręką o niemalże żelaznym uścisku szczypce podsunął jeszcze czerwoną bryłę na środek kowadła, tak by Chōjiro mógł spokojnie wymierzyć siekierą, a następnie posłużyć się nią jak klinem i częściowo rozdzielić sztabę, jednakże jej nie rozbijając zupełnie. Następnie doświadczony płatnerz wysunie zgodnie z zapowiedzią sztabę na granicę kowadła tak, by shinobi mógł swoimi uderzeniami zagiąć ją w dół - ciężka robota, ale cóż, tak to jest pracować z metalem. Każde kolejne uderzenie będzie niejako "starciem" między dwoma mężczyznami - młot Chōjiro, kontra szczypce Masamune, muszą tutaj wykazać się pewnym zgraniem.
Jeśli nic się nie wydarzyło i udało się zagiąć stal, Masamune cofnie ją na powrót na kowadło, wszak nie mogą takiego "kątownika" zostawić.
- Teraz uderzaj mocno, musimy ją zagiąć zupełnie i nie może być żadnej szczeliny... - poinstruuje go wąsacz, który uważnie będzie przyglądał się procesowi, szukając już teraz jakichś oznak problemów bądź niedokładności. Jeśli uda im się zagiąć i wymłotkować stal, wróci ona ponownie do pieca by się nagrzała, znów z zachowaniem zasad koloru i tak dziesięć razy - wszystko to w celu uzyskania licznych warstw, które uczynią stal bardziej jednorodną, a przy tym dadzą efekt pięknego wzoru...
- Zmęczony? - zapyta kowal kiedy już przejdą przez tych dziesięć etapów, a to wcale nie będzie oznaczało przerwy. Jeśli bowiem młody Akimichi nie ma ochoty na przerwę, to zrobią dokładnie to samo z drugą sztabą, ta będzie jednak zachowywała się nieco inaczej. Jako miękka łatwiej podda się obróbce mechanicznej, ale i będzie trzeba bardziej uważać przy nagrzewaniu - spalenie jej będzie dużo łatwiejsze...



- Ogawa Hiromichi - kucharz
- Masamune Okomo - płatnerz
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 1235
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Chōjiro » 18 mar 2020, o 16:52

Wykuwanie noża szło w najlepsze, a Chōjiro coraz lepiej sobie radził z obsługą narzędzi i dostarczaniem metalu z pieca na kowadło i w drugą stronę. Do tego zajęcia nie potrzeba było jakiegoś wielkiego doświadczenia w obsłudze narzędzi, a wystarczyły po prostu siła i wyczucie czasu, dlatego też Akimichi radził sobie trochę lepiej niż początkowo mu się wydawało że będzie. Ile jednak można ciągle przekładać sztabę i z powrotem - podstawowe skuwanie tylko wydłużało kawałek metalu, nie sprawiało że zacznie nagle przypominać ostrze noża. Dlatego też spojrzał pytająco na obserwującego całą sytuację Masamunego, wypatrując czy ten zaraz nie nada mu kolejnego zlecenia.
I to rzeczywiście po chwili nadeszło. Kowal nakazał mężczyźnie sięgnąć po stojącą niedaleko wiszących narzędzi siekierę. Od razu zauważył, że to narzędzie raczej nie nadaje się do ścinania drzew, bo prędzej połamałoby się trzpień toporka, niż nawet nacięłoby się pień. Narzędzie było zupełnie tępe - specjalnie przystosowane do tego, by tworzyć nagięcia w rozgrzanej stali, i ułatwić składanie jej do dalszego wykuwania.
-Robi się! - powiedział poważnym tonem, od razu sięgając po siekierę, i stanął obok kowadła, czekając aż Masamune odpowiednio nastawi metal. Wtedy też wziął odpowiedni zamach, podobny jak ten który się bierze przy używaniu młotka kine przy produkcji mochi, i uderzył w metal - tak, by się zaczął naginać, ale bez przesadnej siły, by przypadkiem nie (hehe) przegiąć. Jeśli raz nie wystarczył - to myk, jeszcze raz! Tak, żeby po prostu osłabić metal, i umożliwić wygięcie połączone ze złożeniem go. Ale bez przesadzania - łamać można kości w drobiowym udku, to tutaj na razie będzie musiało z tym poczekać.
Kiedy skończyli siekierować blachę, Chōjiro sięgnął po młotek i dogiął blaszkę do końca. Następnie, zachęcony przez Masamunego, zaczął obkuwać stal w taki sposób, by chociaż trochę ją uformować - co jakiś czas zaglądał na wąsacza, jak gdyby pytając o potwierdzenie czy robi to prawidłowo. Ostatni raz u kowala pracował ponad dekadę temu, zdążył już trochę zardzewieć.
W końcu, kiedy zakończyli pracę nad pierwszą blachą, mężczyzna wyprostował się i szerokim gestem ręki otarł pot z czoła. Sumita wciąż czuł się bardzo dobrze - nigdy nie unikał pracy fizycznej, a treningi w stajni sumo sprawiły że miał zaskakującą jak na człowieka z tą tuszą wytrzymałość i kondycję. Co nie zmieniało faktu, że teraz drastycznie będzie potrzebował wizyty w onsenie - czuł się nieswojo, będąc pokrytym taką ilością metalowego pyłu wymieszanego z potem.
-To dopiero rozgrzewka, Masamune-san! - powiedział, szczerząc zęby w uśmiechu. - Do dzieła, póki jesteśmy w rytmie, róbmy dalej! Hakkeyoi!
To ostatnie oznaczało "z duchem!", czyli okrzyk, którym sędziowie tradycyjnie rozpoczynali pojedynki zapaśników. Może i symbolicznie, ale wydźwięk tego słowa naprawdę potrafił obudzić zapał w tych, którzy przygotowywali się do walki, lub jakiegoś zajęcia! A całą procedurę trzeba było jeszcze powtórzyć kilka(naście) razy, dla tej i drugiej sztaby - więc do roboty, mości panowie, do roboty!
Avatar użytkownika

Chōjiro
 
Posty: 64
Dołączył(a): 8 mar 2020, o 11:28
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8140
Multikonta: Natsume

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Kakita Asagi » 18 mar 2020, o 19:23


Krzesać iskry, wykuwać w ogniu!
Misja rangi: D dla: Chōjiro
Post 15/?




Theme!

- Haha, podoba mi się twój duch! - zaśmiał się perliście płatnerz słysząc bojowe zawołanie sumitów. Tak, entuzjazm z jakim Akimichi podchodził do tego zadania nie różnił się od pojedynku sumo, gdzie dwóch siłaczy mierzyło się na arenie, a o zwycięstwie lub porażce zadecydować miało, który z nich lepiej zapanuje nad silą swoją i przeciwnika...
Kolejny raz sztaba wylądowała na kowadle i młot spadł na niego z metalowym hukiem wzniecającym setki iskier. Był w tym zauważalny rytm, obaj pracujący mniej lub bardziej świadomie osiągali moment, w którym przestawali się ze sobą komunikować na drodze jakże zawodnego głosu. Chōjiro zaczynał powoli czytać intencje Masamune i obracał sztabę wtedy, kiedy rzemieślnik tego potrzebował i przeciwnie, kiedy zaginali stal, to płatnerz możliwie najlepiej ustawiał metal względem jego uderzeń i zaciskał dłoń na szczypcach dokładnie wtedy kiedy było to konieczne. Obaj osiągali też coraz lepszy rytm i miarowy dźwięk młotów niósł się po kuźni i nie tylko.
Kiedy pierwsza sztaba była gotowa, przyszła pora na pracę z miękką stalą. Tutaj musieli się siebie niejako nauczyć na nowo, jak w nowego tańca. Kolejne etapy rozkuwania, zaginania i ponownego rozgrzewania stali następowały po sobie w innych interwałach niż ze stalą przeznaczoną na ostrze, ale tak to musiało wyglądać. Ostatnie, efektem były dwie, płaskie i długie na około 30 centymetrów metalowe sztaby, którym jeszcze daleko było do miana noża, ale wszystko w swoim czasie.
- Dobrze, teraz musimy oczyścić stal. Umieszczę sztabę w ogniu, gdy znów uzyska temperaturę do kształtowania wyjmę ją, będę trzymał szczypcami, a ty musisz za pomocą tamtej metalowej szczotki zdjąć żużel. Uważaj, jej włosie jest twarde i ostre. - poinstruował go wąsacz, wskazując na kolejne niezbędne w jego pracy narzędzie. Sekretem skuwania dwóch rodzajów stali było jej idealne dopasowanie. Dzisiaj użylibyśmy topnika, który obniżając temperaturę skuwania metalu sprawia, że procedura jest łatwiejsza, ale my musimy sobie radzić tradycyjnie. Tak więc, kiedy
Chōjiro poszedł po szczotkę (dosyć ciężką), Masamune umieścił sztabę twardej stali w palenisku i swoim czujnym okiem doglądał, jak ta na powrót staje się czerwona. W między czasie sięgnął po garść wiązek ryżowej trzciny które cisnął blisko stali - dzięki czemu uzupełnił ubytki węgla spowodowane temperaturą.
- Dobrze, teraz twoja kolej. Musisz zdrapać wszystkie czarne plamy, to żużel, uniemożliwi nam skucie stali. - zadecydował Masamune wyjmując sztabę z ognia. Istotnie, nie brakowało na niej żużlu, który psuł homogenną strukturę stopu, a wszak ta musiała być bez skazy. Tak więc kiedy Akimichi czyścił stal, Masamune trzymał w cęgach sztabę, obracając ją odpowiednio i kontynuowali to tak długo, aż wszystkie ciemne miejsca nie zniknęły.
- Dobrze, teraz to samo z miękką stalą. - rzekł odkładając oczyszczoną sztabę na kowadło i powtarzając procedurę ze stalą miękką. Ta szybciej osiągnęła pożądaną temperaturę, jednakże dużo więcej niedoskonałości znalazło się na jej powierzchni - jak to mówią, równowaga musi być zachowana...
- Przed nami najtrudniejszy etap... Musimy raz jeszcze rozgrzać twardą stal i rozmłotkować ją do uzyskania równomiernie płaskiej powierzchni. Gdy to się stanie, będziemy musieli rozgrzać obie stale, następnie umieścić miękką w środku i zagiąć wokół niej twardą i ponownie wymłotkować. - tutaj przerwał spoglądając krytycznie na swój piec do którego trzeba było dorzucić nieco węgla i popracować miechem - płomienie były żarłoczne i bardzo łapczywie pochłaniały wykorzystywane do utrzymania temperatury paliwo. Nie było jednak powodu do pośpiechu, przed nimi bowiem jak sam zauważył Masamune "najtrudniejszy etap". Zanim więc zaczęli, wprowadził wielkoluda w plan pracy.
- Teraz będziemy musieli szczególnie uważać i obserwować, jak sam zauważyłeś, miękka stal nagrzewa się szybciej, dlatego musimy znaleźć moment w którym twarda uzyskuje plastyczność, ale miękka się jeszcze nie spala. Tylko to pozwoli nam je ze sobą zgrzać. Balansowanie na granicy tragedii - oto idea sanmai.



- Ogawa Hiromichi - kucharz
- Masamune Okomo - płatnerz
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 1235
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Chōjiro » 18 mar 2020, o 22:27

-Duch to jest coś, bez czego nie zaszłoby się daleko - nie tylko w sporcie! - powiedział wesoło Chōjiro, uderzając się pięścią w napiętą klatkę piersiową, czego efektem było głuche uderzenie niczym w taiko. Taką zasadę wyznawał od dawna, i każda sytuacja w jakiej się znalazł do tej pory tylko ten argument popierała. Niezależnie czy w pracy, czy podczas treningów, walk na turniejach czy po prostu w codziennym życiu - tak długo jak miało się niezłomnego ducha i nigdy się nie poddało, tak długo zawsze można patrzeć naprzód. On sam również w teorii powinien stracić ducha w momencie, kiedy bandyci pozbawili go kity włosów - symbolu sumo. Ale jednak się nie poddał, i parł teraz do przodu. Po prostu w nieco innej dziedzinie życia. I jak na razie nie żałował! Zresztą - po co patrzeć w tył i rozpamiętywać bez sensu, skoro można patrzeć z nadzieją do przodu i odnajdywać nowe zainteresowania i pasje?
Taka jest droga!
Zgodnym i szybko wyćwiczonym sposobem we dwie głowy i trzy ręce przygotowali obie metalowe sztaby - przygotowanie tej miększej było bardziej ceregielne, niż przypuszczał że może być. Tak to się kończy, kiedy chce się dostać nóż myśliwski o właściwościach katany. Do diabła, kto by pomyślał że łowczy będzie mieć takie zachcianki!
Wtedy też Masamune powiadomił Chōjiro o kolejnej części pracy - tymczasowo jednoręki kowal będzie obracać kawał stali, podczas kiedy Akimichi będzie oczyszczał metal za pomocą solidnej, metalowej szczoty. Sumita podszedł do odpowiedniego narzędzia i uniósł go ostrożnie - musiał przyznać, jak na ten typ wyposażenia, rzeczywiście wagę miało niebagatelną. Dla testu przyłożył palec i przejechał nim delikatnie po jednym z drutów szczotki - w efekcie tylko rozcinając sobie palec. Zaklął cicho, wyssał odrobinkę krwi w której mogłoby być jakiekolwiek cholerstwo w pyle, i (przeprosiwszy Masamunego) splunął gdzieś w pył nieopodal wyjścia z kuźni. Tak to się kończy jak się nie myśli, niemoto.
Kiedy tylko kowal wyciągnął nagrzany metal, Akimichi od razu zajął się dokładnym oczyszczaniem metalu z żużlu. Rzeczywiście, śladów niedoskonałości w stali było aż zaskakująco wiele, na szczęście jednak zdejmowanie ich za pomocą metalowej szczoty okazało się zajęciem niezwykle satysfakcjonującym. Zwłaszcza ten piękny widok, kiedy spod ciemnych plamek wyskakiwały kolejne ślady pięknej pomarańczy rozżarzonego metalu. Chyba zaczynał rozumieć, co kowale widzieli w sztuce wykuwania. Sam raczej wolał pracować w drewnie lub przy jubilerce, ale to tutaj zdecydowanie też miało swój urok.
Teraz miał nadejść najtrudniejszy element wykuwania noża. Musieli połączyć oba rodzaje metalu, o różnej temperaturze maksymalnej, i przy okazji nie uszkodzić żadnej z nich. Cóż, gdyby to od Chōjiro zależało, to pewnie po prostu najpierw zacząłby nagrzewać twardą stal, a dopiero po chwili dodał miększą i nagrzewał je razem. Ale pewnie taki manewr nie był za bardzo dozwolony - nie znał się, nie kwestionuje. W takim razie pozostaje po prostu wyczucie czasu.
-Damy radę. Rozpalę trochę lepiej piec, i zajmiemy się młotkowaniem jak już metale będą gotowe. Jestem przygotowany.
Poczekał, aż Masamune dorzuci odpowiednią ilość węgla, i za pomocą miechów rozgrzał piec do temperatury którą wybierze kowal. Następnie ostrożnie we dwóch włożą metale do pieca, i ostrożnie nim ruszając, poczekali aż oba będą gotowe do wykuwania (i nie będą uszkodzone). Wtedy też przerzucą stal na kowadło, gdzie Chōjiro i Masamune będą na zmianę uderzać młotami w metal, tak by formować jego kształt na ostrze noża. Zadaniem Akimichiego będzie spłaszczanie noża, Masamunego zaś - dokładniejsze formowanie, nie wymagające tak wielkiej siły. W ten sposób mieli ostatecznie ukształtować odpowiedni kształt noża.
Avatar użytkownika

Chōjiro
 
Posty: 64
Dołączył(a): 8 mar 2020, o 11:28
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8140
Multikonta: Natsume

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Kakita Asagi » 19 mar 2020, o 11:30


Krzesać iskry, wykuwać w ogniu!
Misja rangi: D dla: Chōjiro
Post 17/15




Theme!

Metalowa szczotka istotnie była twarda i ostra, o czym Akimichi sam się przekonał, w dosyć nieprzyjemny sposób. Jego obawy odnośnie sterylności pracy w kuźni nie była bezzasadna. Tu i ówdzie na pewno kryły się przetrwalniki wszelakiego ustrojstwa, w tym możliwe, że również i tężec, więc nie ma to tamto.
- Widzisz tamte dwa słoje? W tym mniejszym jest woda, oczyść palec, a potem włóż do drugiego, tam jest mocny alkohol. Będzie piekło, ale policz do dziesięciu. - rzucił szybko Masanune wskazując na stojące na stole nieopodal dwa słoje, które miały spełnić podstawową formę odkażalnika. Co prawda, była to metoda dosyć prymitywna, ale zawsze lepsze to, niż nic, tak więc nie ma co narzekać i chociaż takiej metody rozwiązania problemu spróbować...
Następnie pozostało wrócić do wykuwania głowni. Oczyszczenie stali przebiegło bez większych problemów i istotnie, miało to w sobie coś magicznego, wręcz pięknego. Bo oto z bezkształtnej, ciemnej masy pod wpływem ognia i niebotycznej siły zaczęło się wyłaniać narzędzie i to nie byle jakie. Jak słusznie zauważył Akimichi, powstający nóż miał w sobie zdecydowanie więcej z miecza niż z prostego narzędzia, ale pracowania Masamune właśnie taka była. Jeśli znajdzie chwilę i rozejrzy się po nożach w kuchni, czy też w sklepie, zauważy, że wszystkie one noszą na sobie ślady misternych linii hada, zdradzających że metodą pokrewną do tworzenia najlepszych mieczy powstały. Liczyła się jakość i dobre imię - dlatego właśnie wąsaczowi tak bardzo zależało na tym, by oddać gotową klingę. Tu nie chodziło jedynie o wykonanie noża. Masamune czuł na plecach oddech swoich przodków, którzy na długo przed nim doskonalili sztukę wytwarzania ostrzy, pracowali na to swoje dobre nazwisko, więc jak mógłby teraz zawieść?
Sanmai - misterna metoda pozwalająca łączyć dwa różne gatunki stali stanowiła najlepsze rozwiązanie dla otrzymania ostrza jednocześnie mocnego jak i giętkiego. Oczywiście, powstawała głównie jako odpowiedź na słabej jakości złoża metalu, ale nie myślmy o tym - nie sztuka wykuć nóż, gdy się ma dobrą stal. Sztuka zrobić dobry nóż z przeciętnej stali, z której przez długi proces uzyskuje się bliski perfekcji produkt. Skuwanie dwóch metali wymagało wielkiego skupienia i obaj mężczyźni musieli wykazać się maksymalną perfekcją. Tutaj największy trud spoczywał na Okomo, który musiał pracować "cudzymi" rękoma - może gdyby miał uczenia byłoby mu łatwo, ale jego syn jeszcze nieco podrosnąć musi. Na szczęście, były sumotori nadrabiał swoje braki zarówno entuzjazmem jak i wspaniałym hartem ducha, tak więc cios za ciosem, płomień za płomieniem, iskra za iskrą, obie sztaby zlewały się w jedną - twarda stworzyła otulinę dająca się szlifować, natomiast miękka rdzeń który przyjmie naprężenia.
Dalszym etapem było "przemienienie" bezkształtnej, podłużnej masy na głownie. Tutaj wiele już zależało od precyzyjnego operowania różnymi krawędziami kowadła, rozgrzewaniu i wydłużaniu stali. Co ciekawe, sporo z niej musieli ostatecznie odciąć i pozwolić spaść na ziemię, ale taki urok tej pracy. Większość młotkowania przypadło jednak młodemu Akimichi - to on tutaj miał dwie silne ręce, a płatnerz wiedział, jak obracać klingę, by uzyskać odpowiedni kształt. I tak, odpowiednie dużo siły przykładając w jednym miejscu stworzyli szerokie ostrze, które następnie zaokrąglili na "kolcu" kowadła. Nie był to jednak zwykły nóż, o nie - pracując bowiem dali uzyskali po przeciwnej stronie rekurwe która sprawiła, że czubek noża stał się ostry i idealnie nadawał się zarówno do odginania drewna, jak i zadawania ciosów w ciało, nie koniecznie zwierzęcia. Dalej należało nadać ostrzu profil płazów - tutaj Masanmune czerpał natchnienie pełnymi garściami ze sztuki miecznictwa - miast uzyskać głownie o jednolitych i płaskich krawędziach wolał je "zaokrąglić" na kształt soczewki, dosyć asymetrycznej, jednakże ich dziełu bliżej było do katani niż zwykłego kozika (co zostało z reszta nie raz zaznaczone). Cóż dalej? Ano trzeba było rozwałkować ukryty trzpień i tym również się zajęli. Wydłużali go i zachowywali kwadratowy przekrój, by kiedy klinga uzyskała już kształt porządnego noża, pozostawili ją na chwile by w pełni ostygła.
- Mała przerwa. Niech ostygnie, potem wybijemy otwory na kołeczki w trzpieniu i hartujemy. - zadecydował Masamune i tak jak powiedział, był to moment na uzupełnienie płynów i złapanie oddechu. Praca w gorącej kuźni wymagała nawadniania się i lepiej by to zrobili, miast stracili przytomność. Kiedy odzyskali siły, wywiercili otwór na kołeczki i zaczęli ponownie rozgrzewać piec, do którego trafiła niemalże gotowa głownia.
- Zamknij wszystkie okna. - polecił "olbrzymowi" po czym sam ostrożnie doglądał nagrzewającej się klingi. Tutaj światło było problemem - musiał dokładnie obserwować kolor metalu, by wychwycić idealny moment do hartowania. Ciemność była jego sojusznikiem, a kiedy nadszedł odpowiedni moment wyjął sprawnie klingę z ognia i wsadził do wiadra z wodą. Para buchnęła z wielkim sykiem, ale Masamune jeszcze nie wyjmował klingi. Nasłuchiwał stuknieć które zdradzałyby, że coś poszło nie tak. Na szczęście, przy "krótkich" głowniach wypaczenie się jest rzadkie. Odczekawszy jeszcze kilka sekund wyjął klingę z wody.
- Otwórz okna. - polecił i kiedy światło wpadło do środka przyjrzał się otrzymanej głowni. Uważnie obracał ją w zdrowej dłoni szukając skaz i nierówności. Niczego takiego nie było - ostrze było proste, a skazy niezauważalne. Nóż trafił na kowadło.
- Dobrze, na dzisiaj wystarczy. - rzekł odkładając na kowadło broń, której jeszcze daleko było do pięknego noża i zdejmując jedną ręką tenegui z głowy by przetrzeć spoconą twarz.
- Ostateczne piękno uzyska się szlifując. Jutro oddam go do mojego przyjaciela szlifierza, on nada nożowi ostateczny wygląd. Pozwól za mną... - rzekł wstając od kowadła i gestem zapraszając swojego nowego kolegę do "sklepu", a gdy się tam znaleźli wyciągnął z jednej z szuflad kopertę, do której odliczył pewną kwotę pieniędzy, po czym z lekkim ukłonem wręczył ją wielkoludowi.
- Przyjmij proszę tą skromną zapłatę. Ten nóż, to też twoje dzieło. Jednocześnie, zapraszam na sake...
- rzekł wąsacz z niskim ukłonem. Był bardzo wdzięczny Chōjiro za jego pracę i pomoc - zdecydowanie, należała się im teraz porządna przerwa i posiłek, no i może jeszcze przed tym wszystkim kąpiel, bo umorusani jak kominiarze i przepoceni do suchej nitki nie prezentowali się zbyt dobrze, ale cóż - taki urok ciężkiej pracy.

THE END - gratuluję wykonania zadania




- Ogawa Hiromichi - kucharz
- Masamune Okomo - płatnerz
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Najlepszy Męski Charakter
 
Posty: 1235
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 25
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Ulice Yakiniku

Postprzez Chōjiro » 20 mar 2020, o 01:39

Chōjiro musiał przyznać, że praca w kuźni okazała się być znacznie trudniejsza niż początkowo przypuszczał. Zwłaszcza, kiedy stosowało się tak zaawansowane techniki jak te, które teraz zaprezentował mu Masamune. Sam pewnie nigdy by nie pomyślał, żeby w tak wytworny sposób łączyć stal miękką i stal twardą, aby osiągnąć dwa różne efekty na normalnym ostrzu. No, ale patrząc na to z drugiej strony - on sam ni cholery nie znał się na wykuwaniu, więc kim był żeby komentować tę sztukę? Po prostu postanowił że pozwoli się prowadzić przez mistrza arkanów, i w ten sposób wytworzą coś co nada się do dalszej obróbki. Praca zaczynała się robić coraz bardziej skomplikowana i wymagająca, ale w sumie Chōjiro to jako szczególnie nie przeszkadzało - nigdy nie obawiał się trudów pracy fizycznej, nawet mimo tego że wyglądał na trochę inne preferencje ze względu na swoją tuszę.
Punkt widzenia znacząco zależał od punktu siedzenia.
Pracowali jeszcze przez dłuższą chwilę, aż w końcu osiągnęli efekt znacząco lepszy niż oczekiwany. A przynajmniej tak wnioskował z zadowolonej miny kowala. Akimichi również poczuł nutę satysfakcji, kiedy proces twórczy został w końcu zakończony, a oni mogli spojrzeć na prawie gotowy produkt. Tak. Wyglądało naprawdę solidnie. I to mógł przyznać nawet on, teoretycznie laik w temacie. I cieszył się, że miał w tym jakiś wkład.
-Bardzo chętnie się napiję, Masamune-san - powiedział wesoło, śmiejąc się przy tym jowialnie. - Najpierw jednak, pozwolisz że obmyję się trochę po pracy. Taka ilość pyłu dla początkującego nie jest najlepsza dla zdrowia!
Pobiesiadowali jakiś czas, świętując ukończenie pracy, aż w końcu Chōjiro opuścił kuźnię, zadowolony i z lekkim uczuciem wstawienia. To było dobre uczucie. Teraz chwilka odpoczynku, i można szukać następnego zajęcia...

z/t
Avatar użytkownika

Chōjiro
 
Posty: 64
Dołączył(a): 8 mar 2020, o 11:28
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8140
Multikonta: Natsume

Poprzednia strona

Powrót do Yakiniku (Osada Rodu Akimichi)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość