Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbrojne utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Seinaru » 28 sty 2020, o 09:12

Całe szczęście, że Yakiniku okazało się nie być bardzo oddalone od szkoły. Czas który musiałby poświęcić na wędrówkę z miejsca na miejsce na pewno można byłoby wykorzystać lepiej, w końcu miał tylko sześć dni, a zegar już tykał. Sam nie miał pojęcia, czy zdjęcie na chwilę zbroi będzie na dłuższą metę dobrym pomysłem, jednak tuż po jej zdjęciu był bardzo zadowolony. Zazwyczaj nigdzie się bez niej nie ruszał - wciąż w podróży musiał mieć ze sobą cały swój dobytek, co w praktyce oznaczało, że cały samurajski pancerz stał się prawie jego drugą skórą. Teraz gdy na chwilę ją zrzucił, czuł się leciutko i przewiewnie, prawie nieswojo.
- Oczywiście że nie mam nic przeciwko konwersacji. To bardzo uprzejmie z waszej strony, dziękuję. - Odebrano zatem od niego zbroję, jednak swojej Nihongou Kei się nie pozbył. Zamiast tego wyjął z kieszeni torby mały zwój i rozwinął przed sobą. Położył przed nim włócznię i puff! Broń zniknęła wewnątrz, a on nie musiał się martwić że będzie przyciągała uwagę. Co z tego, że dla kamuflażu pozbył się zbroi, skoro paradowałby z wielką dzidą na plecach? Ostatecznie został z torbą, tanto przy pasie i płaszczem.
- No, to teraz jestem chyba gotowy. - Oznajmił Wakano i był już praktycznie jedną nogą za progiem głównej bramy, gdy zaczepił go jeszcze Atsumori.
- Ah, nic się nie stało mistrzu. Nie mam co prawda dzieci ani żony... ale za to kiedyś miałem psa, wie mistrz, i on był też taki mały i potem musiałem go oddać bo on siedział sam w domu i... - I chyba za daleko wybiegł z porównaniem, bo szybko się zreflektował. Odchrząknął i rzekł poważnie:
- Przyprowadzę Hitosu, proszę się nie martwić. - Pocieszył go, po czym żwawym krokiem ruszył w kierunku Yakiniku, aby dotrzeć do miasta jeszcze przed zachodem Ognistej Gwiazdy.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1950
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Ichirou » 28 sty 2020, o 19:05

Seinaru [zt], dalej tutaj -> viewtopic.php?p=131264#p131264
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Ichirou » 25 lut 2020, o 23:15

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
59/57


Chłopiec nie odzywał się, ale słuchał. Być może to chęć wyrwania się z więzienia, a może wzmianka o powrocie do ojca, ale współpracował. Co prawa jego współpraca głównie ograniczała się do braku stawiania oporu i przyzwolenia na wspólną ucieczkę, jednak samurajowi niczego więcej nie było trzeba. Dzieciak kurczowo uchwycił się słabymi dłońmi ubrania Keia i zgodnie z poleceniem zamknął oczy. Po kilku chwilach było już po wszystkim, bo pasterz z Teiz w trybie ekspresowym przemieścił się do domostwa Masazumiego.
Ton skinął posłusznie głową, nie mając śmiałości, by w jakikolwiek sposób wpływać na decyzje Seinaru. Uwinęli się więc w kilka chwil. Gospodarz podarował trójce jakiś skromny prowiant na drogę, chłopcowi dał stary płaszcz, żeby nie przeziębił się nocną wędrówką, a Seinarowi spróbował wcisnąć pod pachę flaszkę gorzałki, co było chyba wyrazem podziwu jego męstwa. Tak czy inaczej, niebawem wyruszyli w podróż powrotną i ani straż ani ewentualne niedobitki z przestępczej grupki nie zdążyły ich przydybać. Opuścili ziemie rodziny Okamury, na których wciąż panowało niemałe zamieszane i musiało jeszcze wiele czasu upłynąć, nim stanie się jasne, co tak właściwe wydarzyło się tego nadzwyczajnego wieczoru.
Gospodarz polecił udanie się do kuzyna jego starej, który miał sporą stajnie i który miał użyczyć im wierzchowców.
Do Szkoły Ryu było trochę bliżej niż do Yakiniku, dlatego też rachmistrz zalecił, aby to tam właśnie się udać. Przekazanie uprowadzonego chłopca ojcu było priorytetem, natomiast Ton mógł zaczekać.
Wędrówka mogła być niespokojna i nerwowa głównie przez świadomość tego, co może się wydarzyć. Ton o mało nie nabawił się kontuzji kręgów szyjnych przez ciągłe obracanie się i spoglądanie przez plecy. Na szczęście nikt na nikt się na nich nie rzucił podczas drogi i dobrnęli do świątyni Onikirimaru zaraz po świcie.
Minęli mnichów zmierzających na poranne modły i wkroczyli na teren samurajskiej szkoły. Tam niemal natychmiast zostali dostrzeżeni przez któregoś z uczniów, który to pędem pobiegł zawiadomić mistrzów szkoły o powrocie Seinaru Keia wraz z Hoitsu.
W ciągu chwili na spotkanie wyszli Atsumori i Wakano. Wyciszony dotąd chłopiec wreszcie się ożywił i rzucił się w ręce zatroskanego rodzica, któremu właśnie spadł olbrzymi kamień z serca. Watano natomiast przyjrzała się z boku tej krótkiej, ckliwej scence, którą skwitowała lekkim uśmieszkiem i komentarzem do pasterza z Teiz.
- No, chyba tylko ja tutaj nie wątpiłam w to, że ci się uda. – Potem wykonała zapraszający gest w kierunku placu treningowego, proponując małą przechadzkę po terenie szkoły. Ojciec i syn potrzebowali paru chwil na osobności, by nacieszyć się sobą. Ton natomiast znalazł gdzieś sobie miejsce.
Kiedy oddalili się od pozostałych, kobieta podjęła temat wykonanej misji.
- No, to teraz słucham jak przeszły twoje… ekhm, indagacje – sparodiowała mistrza Atsumoriego. – Przede wszystkim interesuje nas, kto odpowiadał za porwanie i kto chciał zdobyć dostęp do sekretów naszej szkoły - oznajmiła, a potem zamieniła się w słuch, oddając inicjatywę sławnej Modliszce.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Seinaru » 26 lut 2020, o 16:39

Dotarli do celu o świcie. Sam Seinaru był już zmęczony nocnym galopem, więc tylko wyobrażał sobie, jak mogło wpłynąć to na Tona i Hoitsu. Chłopiec pod koniec słaniał się w siodle, ale samuraj przytrzymywał go, aby ten nie spadł z konia. Na szczęście cała podróż minęła bez żadnych niepokojów, choć napięcie było wyczuwalne aż do czasu, aż fizycznie postawili stopy u bram szkoły Ryu. Za murami zostali szybko rozpoznani i wzbudzili chyba spore zainteresowanie, bo dobre wieści dotarły do tutejszych Mistrzów natychmiast. Istotnie, spotkanie ojca z synem po takich traumatycznych wydarzeniach miło się oglądało, lecz bardzo możliwe było, że to jeszcze nie koniec problemów, a nad szkołę Smoka dopiero nadciągają czarne chmury.
Seinaru chętnie skorzystał z zaproszenia mistrzyni Wakano, aby na gorąco zdać jej raport z tego, co wydarzyło się w wiosce rodziny Okamura i wcześniej.
- Właściwie to nie miałem okazji porozmawiać z żadnym z porywaczy. Zmusili rachmistrza żeby wydał im chłopaka, ale koniec końców Ton miał duży udział w jego odnalezieniu. Powiedział mi dokąd się z nim udali, a na miejscu zapewnił kryjówkę. Chyba się zrekompensował za swoją słabość. - Opowiedział w kilku słowach mistrzyni, choć wiedział że nie do końca o to pytała. Chciał jednak żeby najpierw wysłuchała tego co Seinaru ma do powiedzenia, a dopiero potem straciła zainteresowanie po uzyskaniu odpowiedzi na swoje pytanie.
- Za porwaniem stał jakiś spory gang. Nie wiem czy wszyscy, ale jeden z nich miał wytatuowanego jakiegoś kurczaka, albo koguta... w każdym razie coś z drobiu. Nie poznałem ich imion, bo dość szybko doszło do rękoczynów. - Kei nie zapomniał o tym że w karczmie padło czyjeś imię, ale za nic w świecie nie mógł sobie teraz przypomnieć jak ono brzmiało. Poza tym, to na pewno nie był nikt istotny i jego brzmienie nic by nikomu nie powiedziało. Najważniejszy tutaj był tatuaż, bo wyglądał jak znak rozpoznawczy i to może być najwłaściwszy z tropów.
- Jeszcze jedno... - Podjął po chwili tuż po tym jak skończył ostatnie zdanie.
- Może się zdarzyć tak, że dotrą tutaj jakieś informacje o tym, że wymordowałem wszystkich z tego gangu w wiosce rodziny Okamura, a następnie spaliłem karczmę w której się to stało. Proszę nie wierzyć tym plotkom. Karczma spłonęła przez atak jednego z tamtych, ja nie podłożyłem ognia. - Właśnie, warto było wybielić się z niszczenia mienia publicznego, zanim rzeź i podpalenie zaczną przypisywać jednemu winowajcy.
- Nie chcę robić Wam problemów, ale przybyłem tutaj w konkretnym celu i zawarliśmy umowę. Naprawdę zależy mi, aby pobierać nauki w waszej szkole. Obiecuję, że nie zabawię tutaj dłużej niż będzie to konieczne. - Zapewnił mistrzynię, po czym ziewnął przeciągle.
- ...tylko najpierw przespałbym się z godzinkę, dobrze? - Zapytał na koniec, bo za sobą miał pełną wrażeń, bezsenną noc.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1950
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Ichirou » 26 lut 2020, o 23:17

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
61/57


Trudno powiedzieć, czy czarne chmury, które zawisły nad Szkołą Ryu, zostały teraz na dobre przepędzone. Na pewno jednak niektórym promykom słońca udało się przedrzeć przez gęstą, ciemną zasłonę, a to wszystko za sprawą mniej lub bardziej heroicznych czynów skromnego Pasterza z Teiz.
Watano chyba od samego początku była jedną z najbardziej mu przychylnych osób. Wspólny spacer nie miał jednak charakteru towarzyskiego. Mistrzyni po prostu szukała dogodnych warunków do rozmowy o sprawach, które dla placówki mogły okazać się delikatne.
- Kirigaya jest dowodem na to, że warto dawać ludziom drugą szansę na zrehabilitowanie się – skomentowała sytuację rachmistrza. Potem wsłuchała się w dalsze relacje Keia, które wyraźnie ją zainteresowały. I chyba też zmartwiły.
- Koguty? - powtórzyła i westchnęła ciężko. – Słyszeliśmy o nich od Szkoły Taka. To dość młode ugrupowanie, próbują żerować na naszych wieloletnich, samurajskich tradycjach. Ponoć uwikłany jest w nią nawet syn jednego z mistrzów tamtej szkoły. To w sumie tyle, co wiemy. Do tej pory nie mieliśmy z nimi do czynienia. Na pewno nie jest to koniec, prędzej początek – stwierdziła posępnie.
Na dalsze wyjaśnienia pokiwała głową. Ze wszystkich mistrzów szkoły jej akurat nie musiał się tłumaczyć. Przyjęła bez zawahania to, że Seinaru po prostu podjął się działań koniecznych do odzyskania młodego chłopca i obronienia sekretów Szkoły Ryu.
- No jasne, że nie zapomnieliśmy o umowie. Mistrz Tetsui dotrzymuje swoich słów. Przekażę mu wszystko. I spokojnie, bez pośpiechu. Zaraz poślę ucznia, żeby przygotował ci kwaterę. Odpocznij do popołudnia, spotkamy się przy wspólnym posiłku. A, no i twoja zbroja jest gotowa do odbioru.
Dalsza przygoda samuraja z Teiz straciła na swojej dynamice i przybrała spokojnej, ospałej wręcz atmosfery, która bardziej pasowała do terenów świątyni Onikirimaru.
Kei miał zaszczyt zasiąść do posiłku pośród mistrzów szkoły. Atsumori podziękował mu wtedy, sięgając jak zwykle po bardzo wyszukane, używane chyba tylko przez niego słowa. Opiekun całej Szkoły Ryu był bardziej oszczędny w wypowiedziach, ale też docenił dokonania samuraja i potwierdził, że zostanie on przyjęty na nauki, które zresztą będzie nadzorował osobiście.
Po kilkudniowej misji nadszedł czas na kilkutygodniowy, a może nawet i kilkumiesięczny trening. Seinaru wstąpił w szeregi pozostałych uczniów, otrzymał kwaterunek i wszystko inne, co było potrzebne do utrzymania się na terenie szkoły, by móc całkowicie poświęcić się wymagającym ćwiczeniom.
Charakter treningów znacząco się różnił od tego, do czego był przyzwyczajony Kei. Specyfika tej szkoły kładła nacisk na czystą siłę fizyczną, dlatego też wiele ćwiczeń skupiało się na budowaniu masy mięśniowej, by dopiero potem przejść do technik walki w pełni wykorzystujących potencjał ciała.
Ogólnie rzecz biorąc, dni mogły mijać rutynowo. Harmonogram był niemalże ten sam, różniły się co najwyżej same treningi. Pasterz z Teiz przypomniał więc sobie o niekoniecznie ciekawej części samurajskiego jestestwa, czyli o dążeniu do doskonałości poprzez powtarzane po tysiąckroć te same elementy, co również miało szlifować dyscyplinę.
Seinaru nie był jednak zwykłym uczniem. Przebijał szary tłum umiejętnościami i sprawnością swojego ciała. No i zasługami rzecz jasna, dlatego też otrzymywał nieco więcej uwagi mistrzów od pozostałych. Wdzięczny Atsumori cierpliwie wykładał mu tajniki szkoły, natomiast Tetsui najczęściej pojawiał się przy okazji sparingów, by wyzwać Keia na pojedynek i sprawdzić jego postępy w nauce.

    To jest ten moment na opis treningu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Seinaru » 28 lut 2020, o 01:15

Seinaru Kei spędził w szkole Ryu dwanaście tygodni. Cała wiosna roku 388 upłynęła mu w tym jednym miejscu - Dojo jednej ze sławnych samurajskich szkół. Za pozwoleniem i przychylnością tamtejszych mistrzów otrzymał kwaterę, dostęp do ekwipunku treningowego i wiedzy. Od dnia następnego po zakończeniu zlecenia dla mistrza Atsumoriego uczył się rutyny panującej w szkole i zaczął wykonywać pierwsze zestawy ćwiczeń, które miały mało wspólnego z władaniem bronią. Smok musiał być przede wszystkim silny i to wzmacnianie mięśni pod kątem większej masy mięśniowej było priorytetem na początku szkolenia.
Każdy dzień zaczynał się jednak od pobudki tuż przed wschodem słońca i porannej medytacji w ogrodzie należącym do Dojo. Można powiedzieć, że Kei zapragnął wrócić do korzeni i chociaż przez ten krótki czas pobytu w gościnie u mistrza Tetsuiego, nie myśleć o tym co jest już zanim i co jeszcze zostało do zrobienia. To te chwile wyciszenia napełniały go spokojem i pomagały skoncentrować przez resztę dnia. Następnie przychodziła pora na wypełnianie obowiązków wobec społeczności szkoły, jakie miał przypisane każdy z adeptów. Seinaru nie chciał migać się od nich i razem z nowymi towarzyszami pokornie je wypełniał, aby po porannym posiłku móc zacząć trenować z pełną mocą.
Zwykłe biegi, pompki i podciąganie były w tym miejscu totalną rutyną i codziennością nawet dla tych, którzy szkolili się już od kilku lat. Zanim jednak dostało się do ręki bokken lub kij i tak trzeba było pobudzić mięśnie i odpowiednio je rozgrzać. Charakter nauki, którą tutaj pobierano sprzyjał bowiem wielu rodzajom kontuzji. Stopniowo, z dnia na dzień proste ćwiczenia były wypierane przez praktyki i teorie dotyczące samej walki i posługiwania się bronią. Seinaru miał już oczywiście jakieś podstawy. Niezliczone pojedynki które odbył w przeszłości przymusiły go do coraz lepszego opanowania sztuki władania orężem. Okazało się jednak, że za wywijaniem kijem w lewo i prawo jak cepem stoi skomplikowana współpraca mięśni całego ciała i szybko stało się jasne, że niektóre bojowe nawyki Keia będą musiały ulec zmianie. W wykładaniu teorii niezastąpiony okazał się ojciec uratowanego przez Seinaru chłopca - mistrz Atsumori. Człowiek ten był biegły nie tylko w krasomówstwie, ale znał również nazwy wszystkich mięśni zaangażowanych w stosowane w szkole techniki. I tak codziennością dla Keia stało się pilnowanie odpowiedniego ułożenia stóp, a także skrętu bioder i reszty tułowia podczas każdego wyprowadzanego przez niego uderzenia. Ile razy przez te tygodnie jego broń przecinała z głośnym świstem powietrze? Nie zdawał sobie sprawy, czy dzienna porcja wykonywanych przez niego powtórzeń szła w setki, czy może już raczej w tysiące, ale w czasie pierwszych czternastu dni nabawił się na palcach i wewnętrznej stronie dłoni niebagatelnych odcisków, które bardzo przeszkadzały mu w treningu. Taka drobnostka nie była jednak w stanie zakłócić rytmu jego treningów - młody samuraj nie ustawał w wysiłkach i nie poddawał się, ambitnie wykorzystując każdą chwilę uwagi, jaką podarowali mu mistrzowie.
Po kilku tygodniach spędzonych na celowaniu w wymyślonego przeciwnika i żyłowaniu własnych mięśni do granic możliwości, Seinaru przystąpił do kolejnej części szkolenia, jaką był trening z grupą lub w parach podczas codziennych ćwiczeń z resztą adeptów. W praktyce sprowadzało się to do codziennych sparingów praktycznie od świtu do nocy, z przerwami na posiłki i obowiązki inne niż nauka. Niezależnie od pogody wszyscy doskonalili swe umiejętności na odkrytym placu treningowym. Na szczęście upały nie zdarzały się jeszcze o tej porze roku, natomiast o wiele częściej zdarzały się zimne deszcze, które sprawiały, że podłoże na którym trenowali stawało się śliskie i niepewne. Nikt jednak nie rezygnował tylko ze względu na pogodę. Prawdę mówiąc, właśnie te ćwiczenia w strugach deszczu Kei po czasie wspominał najlepiej. Ten świeży zapach unoszący się w powietrzu, włosy i ubrania lepiące się do ciała i rozlegający się dookoła szczęk drewnianych broni tworzyły mieszankę, która nadawała temu miejscu niepowtarzalny klimat. Każdy wiedział po co tutaj jest, do czego dąży i że nie zrezygnuje, dopóki nie stanie się lepszy niż dzień wcześniej.
Seinaru miał już swoją reputację i chociażby nie wiem jak się starał, nie mógł pozostać anonimowy. Dlatego nie bronił się przed propozycjami sparingu z tymi odważniejszymi towarzyszami, którzy mieli na tyle śmiałości, aby samemu wyjść z inicjatywą i wyzwać go na pojedynek. Oczywiście nie samą czystą siłą fizyczną Kei posługiwał się podczas zmagań z innymi uczniami. Mieszanka nowych umiejętności które zdobywał w szybkim tempie i wytrenowana na przestrzeni lat ogromna szybkość sprawiały, że chyba jednak wyróżniał się na tle pozostałych. Była to chyba na tyle wyraźna różnica, że ostatnie dwa tygodnie szkolenia, sparingi i ćwiczenia w parach Pasterz z Teiz odbywał praktycznie wyłącznie z głową szkoły Ryu - mistrzem Tetsui. Nie chodziło tutaj jednak o pokonanie przeciwnika i ukazanie swojej wyższości. Kei nie śmiał stawać do prawdziwego pojedynku ze swoim dobroczyńcą, tym bardziej że domyślał się ile jeszcze technicznych tajników musi znać człowiek, który poświęcił na doskonalenie swojej drogi nie dwanaście tygodni, lecz długie dziesiątki lat. Ich ćwiczenia polegały więc głównie na kontrolowanych atakach, z czego jeden atakował, a drugi bronił i odwrotnie. Oboje nie starali się unikać ciosów, lecz skupić się na tym, aby to Seinaru miał szansę pokazać czego się nauczył podczas swojego szkolenia. Czy potrafił już wyprowadzać ciosy tak, aby wykorzystać maksymalny potencjał swojego ciała? Czy potrafił przyjmować ciosy i stawiać opór tym, które spadały na niego jak głaz toczący się ze zbocza gór?
Ironią dążenia do perfekcji jest to, że pytań które sobie stawiasz nigdy nie ubywa. Kei po dwunastu tygodniach znał odpowiedź na te, które dręczyły go gdy trafił tutaj pierwszy raz, jednak zostały one zastąpione przez ciekawość dotyczącą tego, co znajduje się za kolejną techniką i zdobytą umiejętnością. Ze wstydem i satysfakcją Seinaru stwierdził, że przez czas jego pobytu w szkole Ryu nauczył się tyle, ile nie potrafiłby osiągnąć ćwicząc samemu przez rok, a jednocześnie zdawał sobie sprawę, że to dopiero ułamek wiedzy, którą posiadłby, gdyby poświęcił swoje życie zgłębianiu tutejszych nauk. Na wszystko jednak przychodzi czas i nadszedł również dzień, w którym należało pożegnać się z przyjaciółmi, których tutaj zdobył i wrócić do przygód, które czekały na niego za murami Dojo. Na jednej z kolacji, którą spożywał razem z mistrzami, podjął w końcu ten temat.
- Mistrzu Tetsui, Atsumori, Watano... chciałem wam podziękować za to, że mogłem spędzić tutaj wiosnę. Myślę jednak, że nadszedł już czas, abym wyruszył w swoją dalszą drogę. Niedługo będę zmuszony was opuścić. - Poinformował ich krótko, lecz w głosie słychać było wdzięczność za to, że mógł być częścią Dojo, chociażby przez ten krótki okres.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1950
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Ichirou » 28 lut 2020, o 16:54

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
63/57


Wielotygodniowy pobyt Szkole Ryu był swego rodzaj odwykiem od pełnego przygód trybu życia, jakie prowadził Seinaru w ostatnim czasie. Po wykonaniu zadania jego rola uległa diametralnej zmianie. Nie był w tym momencie mistrzem areny, jednym z najsławniejszych samurajów na świecie shinobi, lecz adeptem tutejszych nauczycieli. Owszem, nikt nie zapominał, z kim mają do czynienia, jednak na potrzeby żmudnego treningu bohater potrzebował przede wszystkim spokoju. I taki spokój mu zapewniono, zatem mógł w pełni skupić się na nauce.
Temat Kogutów próbujących wykraść sekretną wiedzą samurajów odszedł na drugi plan. Nie pojawiły się żadne nowe poszlaki, a przetrzebiony przez Keia wróg nie uczynił kolejnych ruchów. Było pewne, że szemrana grupa prędzej lub później znowu się pojawi, ale nie było to zmartwieniem dla Pasterza z Teiz, który wykonał po prostu swoje i mógł cieszyć się faktem, że nikt więcej go nie męczył, nie miał dla niego żadnych nowych spraw, żadnych próśb lub zadań do wykonania. Funkcjonował tak samo jak szary, zwykły uczeń. Jedynie tyle, że otrzymywał indywidualne szkolenie, odpowiednio dostosowane do jego umiejętności.
To oczywiste, że nikt tutaj nie miał zamiaru toczyć z nim normalnych sparingów, bo w jego potencjał bojowy nikt nie wątpił. Ćwiczenia były w stu procentach zorientowane na tym, by wykrzesać niewykorzystany w pełni potencjał Modliszki. Seinaru był nadzwyczajnie silny, przerastał zapewne w tym aspekcie znaczną większość, jeśli nie wszystkich członków szkoły. W temacie używania swojej krzepy mógł jednak uczyć się od wielu mistrzów, którzy prócz mocno rozbudowanej masy mięśniowej posiadali przede wszystkim wiedzę, jak przełożyć mocne ciało na potężne ciosy, zdolne przebijać nawet najtwardsze zasłony.
Największym wyzwaniem były treningi z opiekunem całej Szkoły Ryu, Tetsui Zante. Jego pojedyncze uderzenia posiadały wielką moc, pod którym Kei mógł się uginać niczym wysokie drzewa w czasie potężnej wichury. Mistrz nie był wylewny, nie miał w zwyczaju chwalić pasterza, jednak zauważał jego progres. Tak jak z początku był w stanie jednorącz blokować nawet najsilniejsze ataki Seinaru, tak po trzech miesiącach musiał się już zaprzeć na nogach i użyć obu rąk do trzymania broni mającej zatrzymać uderzenie ucznia.
Osiągnięcie doskonałości w tej dziedzinie było podróżą tysiąca kroków, a pobyt w Szkole Ryu pozwolił Keiowi przejść z marszu w bieg. Bohater wzmocnił swoje ciało i nauczył się wyprowadzać uderzenia ze znacznie większym impetem, ale wciąż było wiele przed nim. Rady mistrzów wskazały mu jednak właściwy kierunek, którym powinien podążać. Otrzymał wskazówki, nad jakimi elementami w jaki sposób nad nimi pracować.
Nadszedł czas na opuszczenie placówki i kontynuowanie wspomnianej podróży samemu. Każdy z trójki mistrzów pożegnał się krótko z pasterzem na swój sposób. Atsumori jak zwykle sięgnął po wysublimowane, trochę archaiczne słowa i wykazał ogromną wdzięczność za uratowanie syna. Watano w swobodny sposób życzyła powodzenia i wspomniała, że będzie nasłuchiwała kolejnych wieści o jego dokonaniach. Z kolei powściągliwy Tetsui Zante skłonił się i wypowiedział tylko jedno zdanie.
- Używaj swej siły mądrze.
I z tą wskazówką na koniec, bogatszy o doświadczenia i możliwości, Seinaru opuścił dojo Szkoły Ryu, zostawiając za sobą litry potu wylane na placu treningowym.
Niedługo później, gdy oddalił się trochę od terenów Świątyni Onikirimaru, rozpoczęła się mocna ulewa. Lejący się z nieba gęsty deszcz mógł przywrócić wciąż świeże wspomnienia o tych treningach, które najbardziej sobie upodobał.

    Wyprawa zakończona powodzeniem. Dziękuję za przygodę.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3030
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Świątynia Onikirimaru oraz Dojo szkoły Ryu

Postprzez Seinaru » 28 lut 2020, o 23:12

W końcu mógł przywdziać swój dawny pancerz, umyć się, ubrać i uczesać tak, aby nie wstydzić się pokazać światu ponownie. Seinaru Kei następnego dnia, po oznajmieniu swojej decyzji o powrocie do domu mistrzom, był gotowy do drogi. Kirigaya Ton zdążył już oczywiście wrócić również do swojego mieszkania w Yakiniku, zapewne już bez żadnych przykrych przygód, zatem samurajowi pozostało tylko podziękować i pożegnać się ze swoimi dobroczyńcami, a następnie zastanowić się, gdzie tym razem poniosą go nogi. Bez jasno sprecyzowanego celu chciał odwiedzić swoje ulubione strony, a więc rodzime Lazurowe Wybrzeża i oczywiście swoje biedne gospodarstwo na Teiz. Na pewno wszystko zostało już przykryte tam grubą warstwą kurzu, dlatego od czasu do czasu należało zadbać o to, żeby cały czas mieć gdzie wracać, gdy będzie mu tęskno do tych łąk zielonych. Ukłonił się na pożegnanie każdemu mistrzowi i mistrzyni kolejno, a następnie zarzucił na ramię torbę, a na plecy płaszcz i ruszył na północ.

zt.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1950
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Poprzednia strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości