Farmy z polami uprawnymi

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbrojne utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 3 paź 2018, o 12:11

Sama wydawała się pełna energii, jakby wypełniała każdą komórkę ciała. Dla postronnych mogłaby się wydawać kompletnym przeciwieństwem flegmatyka, cholerykiem wręcz, i to jeszcze z ADHD, który nie potrafi na tyłku usiedzieć. Może sprawiało to to, że była takim pyskatym kurduplem (to znaczy jak na kunoichi, bo sama w sobie przecież nie była aż tak niska), może podejście do życia jakie pokazywała światu, to jak bardzo potrafiła ignorować ludzi, którzy ją drażnili i jeszcze kilka innych kwestii. A tak naprawdę to lubiła się lenić; lubiła wchodzić w tryb uśpienia, gdzie kumulowało się tę energię i przesypiało dnie. Lubiła spać. Lubiła też, gdy coś się działo i gdy mogła tę nagromadzoną energię spożytkować. Ale lubiła też nic nie robić, co chyba było niezłym zaprzeczeniem. Przede wszystkim lubiła też zwiedzać, co samo w sobie nie było zajęciem wymagającym. Zwykle, gdy podróżowała sama, robiła to z nieco większą niechęcią, bo tak trudno było się zmotywować do czegoś, gdy wpadało się w marazm. Teraz tego marazmu nie było, teraz było tylko zmęczenie, choć i ono dzisiaj było tylko ledwie widmem, wspomnieniem ostatnich dni. Asaka zastanawiała się nad wieloma rzeczami, ale rzadko kiedy dopadały ją myśli natury filozoficznej, nie dumała więc nad sensem istnienia – ot, brała to tak jak jest. A nad innymi rzeczami też jakoś wolała się bardzo nie rozwodzić… chyba nawet trochę ze strachu do jakich wniosków mogłaby dojść.
Asaka patrzyła nie tylko na ludzi i na to, jak pracują, ale też na otoczenie. Na to, jak falowały kłosy wysokich traw i ryżu, poruszane podmuchami wiatru, jak układała się tafla wody, z którego te rośliny wyrastały, jak szumiały drzewa w oddali, jak wrony przelatywały chmarą, niosąc ze sobą skrzek – ale nie ten irytujący, jak irytujące potrafiły być mewy i gołębie, ale taki nawet… przyjemny. Jakby chciały powiedzieć, że coś się kończy i coś się zaczyna. Może nawet nie chciały… Może to właśnie mówiły, a oni po prostu nie potrafili rozczytać ich intencji. Kunoichi w końcu opanowała się i drgnęła, zorientowawszy się, że stoją tan na wąskiej drodze pomiędzy polami ryżu już naprawdę… dłuższą chwilę. Obróciła się, by upewnić się, że Shikarui nie zostawił ją sam na sam ze swoimi myślami, w końcu od dłuższej chwili nie odzywali się do siebie, nie czując zresztą takiej potrzeby. To było właśnie takie fascynujące – być przy kimś i nie odczuwać w żadnym stopniu niezręcznej ciszy, gdy już się umilkło. Gdy nie miało się w danej chwili niczego do powiedzenia. A ona w ogóle nie czuła się przy nim niezręcznie, od samego początku, jakby pewne rzeczy przychodziły zupełnie naturalnie. Wiedziała, że Sanada tutaj jest, że nie poszedł przodem, przecież nie słyszała, by odchodził, ale i tak podświadomie chciała się upewnić. I upewniła. Stał obok i sam oglądał poczynania natury, być może myśląc o czymś, a może nie myśląc zupełnie o niczym.
– Mówiłeś wcześniej coś o jakiejś misji? – odezwała się w końcu, bo miała wrażenie, że ten temat w którymś momencie wypłynął, ale ona chyba odpowiedziała coś w stylu „jasne, pomyślimy jak odzyskam siły”. No to odzyskała i przypomniała sobie o tamtej rozmowie. – Możemy popytać ludzi, a jak nic ciekawego się nie znajdzie to może mają coś w mieście na tablicy ogłoszeń… W sumie to jak tak teraz o tym myślę, to przydałoby się trochę zarobić zanim pójdziemy dalej – cóż… Ona zaczynała odczuwać te wszystkie dni finansowo. Nie było jeszcze źle, ale skoro i tak nigdzie im się nie spieszyło, to równie dobrze mogli zobaczyć, czy tutejsza władza będzie miała coś dla przyjezdnych ninja. Może akurat?
Ona też wcale nie czuła, by musiała uważać na Shikiego, bo ten przewróci się i zedrze sobie kolano. Nie czuła tej potrzeby, by roztaczać nad nim klosz, jak roztaczała go nad swoją młodszą siostrą, która też już przecież nie była małym dzieckiem. Jakoś obok niego czuła się jak równy z równym, również akceptując pewne rzeczy. Mogło jej coś nie pasować – i nie pasowało, wtedy, gdy rozmawiali popijając sake, ale też nie chowała tego w sobie, a powiedziała mu to prosto z mostu. A później, gdy przemyślała sprawę – zaakceptowała to, jeszcze zanim Shikarui pospieszył z wyjaśnieniami i sprostowaniem swoich własnych, bełkotliwych myśli. Chyba na tym to właśnie polegało, bycie przy kimś: na akceptowaniu go w pełni, ze wszystkimi wadami i zaletami, bo gdy coś zbyt mocno doskwierało, to nie było sensu się męczyć.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 3 paź 2018, o 19:55

Sunął wiatr, a z nim sunęły myśli. Każda wyrwana przezeń trawka z kłosów i pól, każdy porwany liść z łodyg i koron, każdy pyłek poniesiony w powietrzu był jak okruszki powyrywane z ułamków historii. Jak zakurzony sen, a w sen ten wsadzone ususzone kwiaty. Kolorowa torebka po prezencie urodzinowym, zakurzona nalepka po dziecku na drzwiach. Tylko za tymi drzwiami było pusto. Cienie wypełzały spod przerwy między nimi a progiem, w judaszu nie widać było światła i nie czekało się na sylwetkę, która ją przysłoni. Cicho było tu już wczoraj czy cicho było od zawsze? Zwykłe drzwi do domu i zwykły wiatr w polu. Zupełnie jednakie.
Shikarui nie zastanawiał się teraz nad niczym. Ten wiatr, to miejsce - wszystko w nim zamieszkało. Jak wabienie wiatru przez Śmierć w niedomknięty słoik. No bo w sumie co oni tutaj robili? Tak i Zefir nie wiedział, jak to się stało, że trafił do słoika. Spoglądał z jego bezpiecznych, przejrzystych ścian na świat, ale to w świecie tym, nie w kryształowym zamku, było jego królestwo. Zamiast próbować się wydostać i panikować - oglądał dalej. Kryształowa szyba zmieniała kolory, nie pozwalała słońcu na poparzenia skóry, chroniła od deszczu, który chlastał ciało i ciął je zimnem. Ciepły, bezpieczny kąt. Teraz można było czekać, aż dobra Pani wsunie słoiczek do kieszeni i postanowi przemierzyć z nim całe mile. Tak i to wszystko zamieszkało w Asace. Niepotrzebne były słowa, zbędne narzędzia stały się niepotrzebne - zrozumienie było wszędzie.
Powoli obrócił głowę w jej kierunku. Przecięcie tym głosem ciszy nie było gwałtowne, nie cięło, nie uderzało w bębenki uszne. Nie. Był w swojej gotowości gotów na to, że się odezwie, że to powie, choć tym mogło być dosłownie wszystko. Słyszał. Widział. Ona - jej włosy targane wiatrem, on - oswojony, a odpowiedzialność za siebie wzajem była obopólna. Teraz widząc pola lnu mógł widzieć tylko ją - okoloną szkarłatem kryształu, który lgnął do jej białej skóry i mlecznych włosów. Królowa Śniegu, która wcale nie była zimna. Złożyć jej głęboki pokłon - to by nie pasowało. Choć korona zdobiąca jej czoło pasowałaby jak ulał. Przy jej mocnym wejrzeniu, ostrze diamentowe zamiast oczu, przenikliwe i uważne, rozkładające dusze na krzyżu i przybijające gwoździe. Jego duszy nie przybijała.
- Mówiłem. - Przytaknął dodatkowo skinięciem głowy. - Lepiej zarobić przed podróżą, niż potem szukać jakiejkolwiek pracy. - Nie mogli przewidzieć, co ich czeka na drodze, co sami sobie zgotują i co miało dla nich przygotowane już przeznaczenie. Mogli pójść wszędzie - i to był cały czar tej ich mało-wielkiej zabawy. Skoro tak to po co ograniczać się myślą, że nie mają już funduszy? Pobyt w dużej osadzie oznaczał duże zarobki - proste. Shikarui ruszył udeptaną drużką do przodu, omijając niemal podświadomie kałuże na niej. Bez pośpiechu, niemal flegmatycznie. Teraz jeszcze była chwila unoszenia się z Zefirem i grzania w ciepłej kieszonce.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 3 paź 2018, o 22:10

Miała wrażenie, że spojrzenie, jakim obdarzył ją posiadacz lawendowych oczu, było nieco zamglone. Jakby pogrążony był w jakichś głębokim rozmyślaniach – albo wręcz przeciwnie, jakby po prostu trwał tutaj, na rozwidleniu dróg i było mu wszystko jedno jaki kierunek obiorą na dalszą drogę. Po lewej i po prawej, przed nimi i za nimi, rozciągały się podmokłe pola ryżowe, w których tafli odbijali się ludzie, usypana grobla, na której się znajdowali, czy też samo niebo, dzisiaj słoneczne i niemal bezchmurne. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim wcale nie było jakoś ciepło. Nie było też wybitnie zimno.
Dzisiaj, dla odmiany, jej włosy wcale nie latały na wszystkie strony; nie smagały jej po twarzy, ani nie łaskotały Shikaruia, gdy ten zbliżył się za bardzo, a wiatr akurat porywał jej kosmyki. Dzisiaj Asace się chciało. Nie uplotła więc najprostszego na świecie warkocza, ani nie poszła na łatwiznę spijając go w kucyk. Dzisiaj uplotła warkocze po obu stronach głowy i spięła srebrzystobiałe włosy w luźny, niski kok, który mogła bez problemu schować pod kapturem płaszcza, gdy wiatr za bardzo wdawał się we znaki i świszczał w uszach tak, że aż bolały.
– Ano… Też mi się tak wydaje. Przydadzą mi się ryo – ten wachlarz sporo ją kosztował, a specjalnie odkładała na niego pieniądze. To nie było byle jakie cacko i nie bez powodu tak mało shinobich decydowało się na jego używanie. Cena to była jedna ze składowych, zaś jego toporność i pozorna nieprzydatność – drugą. Co do nieprzydatności to przynajmniej Shiki już się przekonał, że to nie jest jakiś tam bezsensowny badziew.
– To co, chcesz popytać ludzi, czy nie ma czegoś do roboty? – zapytała i ruszyła niespiesznie do przodu, chociaż ona to wręcz wlazła w kałużę, rozchlapują dookoła wodę wymieszaną z pyłem ziemi. Zaraz syknęła do siebie i wyskoczyła do przodu jak sarenka, otrzepując nóżkę z wody. – Czy wolisz bardziej oficjalną misję z pewnym zarobkiem z Yakiniku? Może tak będzie nawet rozsądniej, może mają coś ciekawego na tablicy czy coś – prawdę mówiąc to sama skora była bardziej do tego, by przejść się tutaj, po obrzeżach osady, nacieszyć oczy i wrócić do miasta, żeby tam z oficjalnych źródeł dowiedzieć się czy jest jakaś robota. Wtedy mieliby przynajmniej naprawdę pewność, że dostaną zapłatę, a nie tak jak ostatnio na trakcie, że w sumie to plotki głoszą, że…
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 3 paź 2018, o 23:06

Jego myśli rozsunęły się tak, jak rozsuwały się jej włosy, kiedy ich nie splatała i nie mogły zsunąć z powrotem, chociaż Ona dzisiaj splotła je w piękny warkocz. Postarała się,naprawdę było widać. Więc ślizgał się po tym namacalnym śniegu, poruszał wraz z połyskami światła, które znaczyły aksamit ich gładkości, wpadał w kolejne zagięcia, w których gościły cienie, by przesunąć się niżej, schodząc w dół i dół, i dół... nigdy nie przesunął oczyma w dół, bo nie poruszał się ani o milimetr. To było jego ostateczne docenienie, jego chwila, która rozkładała ramiona. Pomiędzy nimi niosła nieskończoność. Ona koiła świszczący w uszach wiatr, który przenikał przez ciało i prowadził do dreszczy, do automatycznego kurczenia się i chęci otarcia swoich ramion, żeby zyskać chociaż trochę ciepła. Pocierania ciała o ciało działa, zobacz, poczuj, przekonaj się. Tak jak on musiał się przekonać, że ten warkocz spleciony był w kok i równo wił się wokół zgrabnego pęku. Albo nie? Wiatr jeszcze tak mocno nie chłostał, dopiero zbierał się do tego, by zebrać się w samym sobie.
Wyciągnął w jej kierunku rękę, do jej twarzy, by przejechać palcami po jednym z warkoczyków. Już wiedział, że jej włosy są naprawdę miękkie. Przekonał się o tym podczas tamtego pocałunku, o którym nikt z nich nie wspominał na głos, do którego nikt nie wracał słowami, ale myślami wracali raz po raz. Nie było pytania: co dalej? Nie musieli pytać. W końcu całkiem nieźle szło im improwizowanie. Przesunął kawałek palcem po miękkiej strukturze i minimalny ruch zamienił się w coś na wzór głasknięcia, co możnaby wziąć za poprawienie fryzury, gdyby było co poprawiać. Zagubiony kosmyk, jak na filmach lub w książkach, ale takiego nie było. Wszystkie kosmyki zostały zebrane właśnie po to, by się nie pałętały. A ja chciałabym poznać laskę, która takiego jednego kosmyka nie zostawia z premedytacją i potem znosi jego denerwujące łaskotanie tylko po to, by złapać mężczyznę na ten gest. Tak szczodrze romantyczny i do bólu cliche.
- Masz takie dwa w oczach, aż się błyszczą. - Uśmiechnął się paskudnie, na ten swój zaczepny sposób, który wyglądał wręcz na szyderczy, a były to zaledwie zwykłe śmieszki. te (nie)winne. - Kup jeszcze jeden taki wachlarz i wóź mnie na nim. - A ta seria śmieszków przypomniała mu, że..! - Kiedy ze mną polatasz? - Jakoś tyle dni minęło i nie było kiedy, nie było jak tego sprawdzić. Nic straconego, bo nie musieli się śpieszyć. Jej umiejętności władania wiatrem, ziemią i kryształem... Asaka naprawdę stanowiła bardzo cenną siłę militarną. Zdecydowanie nie była osobą, z którą chciałby zadrzeć. Miała zupełnie inny zmysł do walki niż ten, którym kierował się on, to były ich kolejne uzupełnienia. On nawet znając techniki nie korzystał z nich często.
Skinął głową w odpowiedzi na następne pytanie, ale zanim zdążył się odezwać, to usłyszał głośne chlupnięcie, kiedy białowłosa wpadła nogą w jedną z kałuż. Odwrócił się w jej kierunku, przystając na moment i skrzywił nieznacznie. Co za łamaga... Asaka była chyba jedyną kunoichi, która potrafiła podbić samej sobie oko, kiedy próbowała pozbyć się komara. Wydawało się to kompletnie niemożliwe..! Ale przy niej słowo "niemożliwe" zupełnie traciło na znaczeniu. To ona stanowiła całą kwintesencję niemożliwości. Ze swą ciszą. Ze swoją głośnością. Gracją i kompletną niezdarnością. Zaraz, gdzie on widział tą zdolną kunoichi..? Odbiła się chyba w krzywym zwierciadle kałuży!
- Tak będzie szybciej. - Łatwiej, szybciej, plus mogli wtedy wybrać w ofertach, a nie łapać pierwsze lepsze. - Niezdara. - Ochlapała się błotem, pff!
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 4 paź 2018, o 01:05

Zamarła. Świat się zatrzymał, wiatr przestał wiać i poruszać kłosami trawy i ryżu. Nawet tafla wody przestała delikatnie falować, jakby była litą, przejrzystą skałą, lodem, kryształowym zwierciadłem. Jej serce chyba też zatrzymało bieg i wstrzymała oddech, gdy kącikiem oka dostrzegła ruch ręki w jej stronę. Ten ruch nie zboczył z kursu, ani też nie było zawahania, zająknięcia czy wycofania z powziętej akcji. Asaka stała tak, jak słup, jak jeden z jej kryształowych klonów, gdy dłoń Shikaruia otarła się o jej włosy nad uchem i przejechała tak gładkim ruchem do końca warkocza. Zagubiony kosmyk nie był w tym wypadku celowy, ale wiatr potrafił nieźle popsuć szyki, bądź może miał swój własny plan na tę fryzurę – albo swój własny plan, który popychał czarnowłosego do takich gestów. Gestów, które odbijały się przyjemnym dreszczem na kręgosłupie kunoichi. Żadne z nich nic nie mówiło o tamtym pocałunku, bo… Co tu mówić? Co teraz? A co miało być? Czy nie szli już razem w tę samą stronę? Czy postawione na głos pytanie coś by zmieniło – może, chyba, pewnie tak. Tylko w którą stronę? W tę odpowiednią czy w tę, która zatrzaskuje furtkę, a ciebie dotyka coraz większa zgryzota i rozczarowanie? Która droga była dobra? Tego nie wiedział chyba nikt, tego nie wiedzieli oni sami – oni, którzy poddali się wtedy chwili, kaprysowi, pożądaniu, jakimś uczuciom, a teraz potrzebowali czasu, by dojrzeć do pewnych spraw. Do tego, by zrozumieć i by powziąć decyzję, by postawić stopę w którąś stronę. Lewą bądź prawą. To krótkie wspomnienie musiało być silne w nich obu, bo przecież Shikarui nie cofnął dłoni i musnął nią niemalże czule włosy Asaki, a ona nie odtrąciła jego ręki, a wręcz poddała się temu. Tak jak poddaje się kot. Nawet lekko przymknęła powieki, a gdy je otwarła…
Świat wrócił do normy. Wiatr znowu szumiał pomiędzy kłosami trawy i ryżu. Tafla wody falowała delikatnie i nie była litą, przejrzystą skałą, lodem, kryształowym zwierciadłem. Jej serce biło znowu, zaś oddech… Delikatnie wypuściła powietrze przez usta.
– Ryo? – była nieco skołowana tym krótkim gestem, którym ją uraczył, słowami, które wypowiedział. To wszystko wydawało się jednocześnie tak słodkie, urocze i jednocześnie rzeczywiście zaczepne. Chociaż słowo „szydercze” wcale nie zawitało w jej myślach. A gdy już doszedł do niej sens słów, to jej zdziwione spojrzenie spłoszyło się, a na policzki znowu wkradł się ten delikatny rumieniec. Dziewczyna nie straciła jednak swojego animuszu, co to, to nie. – A co, już cię nóżki bolą? – wozić go na wachlarzu, ale wymyślił! Jeszcze czego! – Właściwie to byle kiedy. Nie wiem czy to w ogóle możliwe, ale możemy spróbować. Chakra do mnie wróciła, więc… - więc nie było ryzyka, więc można było kombinować, więc wystarczyło tylko jedno słowo…
Nic dziwnego, że Asaka straciła czujność i wlazła w tę kałużę, skoro gest Sanady tak mocno na nią podziałał. Na tyle, że zapomniała o całym świecie, który w jednej chwili skurczył się do tej jednej osoby, na której plecy się zagapiła, gdy ją wyminął i ruszył przodem, a następnie rozciągnął się do swoich faktycznych rozmiarów iiii… chlup. Naprawdę. Nie było w tym nic nadzwyczajnego – prawdę mówiąc to po czymś takim dobrze, że się nie potknęła o własne nogi na prostej drodze. Fakt faktem, miała w swoich ruchach sporo gracji, jakiejś takiej giętkości i płynności wynikających z treningu, ale czasami potrafiła się tak zagapić i zapomnieć, że nagle, ni z tego ni z owego, szła prosto na drzewo, z którym zaliczała zderzenie, albo tak jak teraz – właziła w z daleka widoczną kałużę, którą Shiki wyminął ot tak, a ona… no cóż.
– Tak… To przejdźmy za tamte chaty, o tam – o tam, czyli kilkaset metrów przed nimi, bo tam znajdowały się chaty rolników – i zawróćmy do osady, co? – pewnie, że łatwiej i szybciej. I jeszcze zarobek był pewniejszy, bo wypłacany przez osobę do tego oddelegowaną. – Oj no… Zdarza mi się, okej? – i zawstydzona spąsowiała znowu. Szlag by to!
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 4 paź 2018, o 08:40

Jego dłonie mogły posiadać jakieś zaklęcie? Jego obecność mogła cokolwiek zmienić? Zamienił ją w kryształ i zatrzymał w czasie, cała dla niego. Cała dla siebie. Ten dotyk był rytuałem. Pełnym uświęcenia w braku wzniosłości, wolnością w wyborze i brakiem zawahania u kresu. Polubił to. Spodobało mu się na tyle, że już wiedział, że chce to robić częściej. Gładzić ją jak kota, a ona jak kot reagowała - czy tylko mi się wydawało? Nie mruczała, nie wyginała grzbietu, a odczucie było takie samo jak przy gladzeniu tego wdzięcznego zwierzęcia. Nie, nie takie samo. Lepsze. Lepsze odprężenie i lepsza nieskończoność ułożona na krańcach palców. Przyciągała jak magnes, tak naturalnie, że nie pomyślał nawet o opieraniu sie. Zresztą po co? Tak jak nie musieli pytać o to, co dalej, bo doskonale wiedzieli, co dalej, tak nie musieli powstrzymywać tych dobrych uczuć, które zaplątały ich jak bluszcz wzrastający z roku na rok owija się na murach budynku. Bluszcz - taki delikatny, a kruszący ściany, by utrzymać się na dłużej. By zostać już na zawsze dopóki ktoś nie spróbuję go siłą wyrwać, a nawet wtedy będzie miał problemy z oderwaniem go w całości. I nigdy nie będzie pewności, że kiedy odejdzie - nie zakwitnie w tym miejscu nowy. Taka śliczna... Jak wiosenny poranek. Rosa na płatku stokrotki, którą w dziobie uniosła jaskółka. Gdyby teraz powiedziała: żegnaj, nie zrozumiałby o co chodzi. Nie pojąłby słowa ani znaczenia. Nie rozumiałby widoku jej pleców. Nie zamierzałam jednak tego powiedzieć. Wolała dać się ugłaskać z włosem i cieszyć jego oczy emocjami w swoich oczach, które spijał z krańców jej rzęs jak najlepsze wino. Racząc się każdą kroplą, doceniając smak każdej pojedynczej. To możliwe? Żeby tyle odczuwać? Żeby wydawać się takim czystym w tych odczuciach, choć było się małym diabełkiem. Miała krew na swoich rękach, jej dłonie zostały stworzone po to, by zabijać, a jednak... Shikarui nie czuł od niej krwi. Zawsze uważał, że oczy, które przelały krew, były zupełnie inne... A jej były takie prawidłowe. Tak złote i nie ważne, jak długo je badał, nie mógł tam znaleźć kropli krwi barwiących złoto. Znalazł swój ideał. Znalazł kogoś, kto istniał cudem - i cudem musiał się narodzić, by łączyć przeciwieństwa w jedno i stanowić ich harmonijne połączenie. Śmieszne, bo przecież kto by niby nazwał Asake wcieleniem harmonii? Tak jak bliżej było jej do wiatru i ziemi niż do wody i ognia. Może była tym wszystkim, lecz by było sprawiedliwie natura pozwoliła jej zawładnąć tylko dwoma z czterech elementów. W końcu pieśń pląsała wokół harmonii. Czerni i bieli, które nie próbowały zeżreć swojego ogona w potrzebie zdobywają coraz większej siły.
- To takie złote monety, okrągłe, popatrz... - Sięgnął do sakiewki i wyciągnął jedną, żeby pokazać Asace na otworzonej dłoni ryo. Wcale nie było podobne do jej oczu - ani barwą, ani tłoczonym symbolem - niczym. To oczy niektórych kupców je przypominały, te monety, chociaż nie były złote tak jak oczy Asaki. Mieli w oczach ten sam blask, który słońce odbijało na polerowanych powierzchniach, mieli ten sam dryg w dłoniach, którym naznaczony był ten metal latający z rąk do rąk. Jeśli jego gest był słodki, to jej reakcja była jeszcze słodsza. Mógłby tak codziennie. Oswajać ją ze swoim dotykiem i siebie z jej pąsami i uśmiechami, z wielkimi, otwartymi szeroko oczami, które przez ten jeden moment stawały się naprawdę niewinne, kiedy nie rozumiała, a ten brak zrozumienia był jak najbardziej pozytywny. Z rodzaju tych, w których zapomina się o tym, żeby oddychać.
- Bardziej martwię się o to, że ty w końcu nie nadążysz. - Shikarui był jedną z tych osób, które zyskiwały przy bliższym poznaniu. Kiedy już przebrnęło się przez pierwszą warstwę mrozu, gdy wytrzymało się jego nacisk i wbijane w ciało igiełki. Asaka nie musiała się przez nic przebijać i niczego wytrzymywać, z nią była inaczej. W końcu to dlatego, że ona sama była inna. W końcu Asaka była taka sama. Kiedy przetrwałeś jej dzikie spojrzenie i wybuch ognia to mogłeś odkryć wrażliwą osobę, która przejmuje się losem ludzi, na których jej zależało i swoją empatię zostawiała dla tych, którzy byli tego warci. Czuł się szczęśliwcem, że dla niego ta empatia była. - Dużo chakry musisz poświęcać na tę technikę? - Techniki różniły się swoimi opłatami od siebie wzajem, może i tutaj była jakaś zasada, reguła? Spojrzał w kierunku, który pokazała. Chaty - proste, drewniane, pokryte strzechą i pamiętające lepsze czasy. Nie rozpadały się wciąż, więc można było od biedy powiedzieć, że nadal dobrze służyły za schronienie i kawałek podłogi do spania.
- Chcesz coś tam zobaczyć? - W takich małych osadach często była jakaś robota dla ninja, ludzie mieli przeróżne problemy - od bandytów, po jakieś pijaczyny, poprzez dzikie zwierzęta, stada dzikich psów, które potrafiły być naprawdę niebezpieczne, wygłodzone, czujące się silne w grupie. Albo trzeba było znaleźć zaginioną kozę czy kurę. Typowy dzień shinobi. Jego wzrok dość płynnie wrócił na jej osobę, kiedy bezwstydnie przyglądał się jej, kiedy mówiła. W odpowiedzi na to ostatnie skinął głową. Zaraz potem był pąs. Ludzie wyglądali tak żywo, kiedy się rumienili, a ona wyglądała tak, jakby Afrodyta się nad nią pochylała i przejeżdżała pędzelkiem z pudrem po jej twarzy. Piękniała.
- Mi się nie zdarza, więc czemu tobie się zdarza?
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 4 paź 2018, o 15:17

Mogły - i posiadały. Mogła - i zmieniła. A przynajmniej podziałało to na tę konkretnie kunoichi, która poddawała się zaklęciu i obecności, która tak wiele zmieniała w jej życiu. Pozornie nic nie uległo zmianie, nie było przecież żadnych wybuchów, żadnego konkretnego momentu, który zgrzytem jawiłby się na świadomości i odbiegał od rzeczywistości tak bardzo, że byłby dostrzeżony i zapamiętany jako coś nadzwyczajnego. Tutaj... wszystko było płynne i naturalne, tak jak to, że rzeka wpadała do morza, albo tak jak słońce wędruje po niebie, staje w zenicie, a później opada i ciemności rysują się czerwienią i granatem na zachodzie w miejscu, gdzie horyzont zdaje się zanikać. Ani się obejrzysz, a to księżyc wstaje rozpoczynając tę samą wędrówkę ponownie płynnie z ciemności rysując się łuną nad wstającym dniem. Tak samo naturalna dla Asaki była obecność Shikaruia. Wiele zmieniała,to prawda, choć te zmiany nie do końca zostały przez nią wyłapane i zarejestrowane, jednak jego poznanie, jego pojawienie się w życiu było tak bardzo gładkie... Nie było w tym niczym niechcianego. Ani w gestach, ani w słowach, ani w uczuciach, które kiełkowały sobie spokojnie, nie niepokojone przez nikogo i przez nic. Słodycz wspomnienia mieszała się ze słodyczą tego krótkiego gestu sprawiając, że faktycznie chciało się więcej. Potrzebowało się więcej. W takich momentach słowa naprawdę były zbędne - a te przecież posiadały w sobie niesamowitą siłę niszczenia. I cóż można było powiedzieć? Jakich słów użyć, żeby tych uświęconych chwil nie zepsuć i żeby słodycz wspomnienia nie stała się mdłą goryczą? Asaka nie wiedziała. Zwłaszcza, że... Dla niej ta drobna chwila wydawała się naprawdę długa, choć w tym czasie zdążyła ledwie mrugnąć okiem. Jak mogłaby powiedzieć żegnaj skoro to ostatnie, czego sama by chciała? Nie czuć było od niej krwi, bo nie robiło to na niej większego znaczenia. Tak samo ona, choć widziała jak szkarłat zalewał piękno lawendy jego oczu, tak nie kojarzyła tego w żadnym, nawet najmniejszym stopniu z krwią. Wiedziała, że zabijał, widziała, że zabijał - tak jak robiła to ona - tak to już było. Ale czy to w jakikolwiek sposób na niego wpływało? Czy stawał się przez to innym człowiekiem? Białowłosa tego nie zauważała. Nie było w nim fałszu, nie było dysonansu - było tylko zagubienie w świecie, w którym dokładnie powinien znać swoje miejsce. Na pierwszy rzut oka wydawał się niedostępny, nieprzystępny, chłodny w obyciu, ale ona widziała ponad to. I podobało jej się to, co widziała.
Nie sądziła, że Shikarui sięgnie teraz do swojej sakiewki, żeby wyciągnąć monetę, by mogła ja sobie pooglądać. Wiedziała jak wyglądają pieniądze, miała nawet jeszcze trochę ryo w swojej sakiewce, więc w pierwszej chwili tym bardziej nie rozumiała tego, co się wyprawia i to zdumienie było widoczne na jej twarzy, odbite w bogatej mimice, tak jak w monecie były odbite różne charakterystyczne znaki.
- Już ty się o to nie martw. Zawsze możesz mnie ponieść - to już był głupi żart, nie zamierzała wprowadzać tego „pomysłu“ w życie.
Ale fakt był faktem, kondycja Asaki pozostawiała wiele do życzenia i nie równała się Shikiemu. To ona zwykle prosiła o chwilę przerwy, albo brzęczała coś pod nosem, że stópki ją bolą, choć w większości mówiła to tak, że spokojnie można to było odebrać jako niewinny żart. Jakoś przy nim nie chciała uchodzić na słabeusza i na damę w opresji, którą trzeba ratować z rąk niebezpieczeństwa i nieszczęścia. Sanada od razu przypadł jej do gustu, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydawał się zimnym draniem i królem gburów. Nie widziała tego w nim od samego początku, ale zauważyła, że im więcej czasu mijało, tym jego teksty wydawały się znacznie bardziej swobodne niż z początku, gdzie wyglądało to tak, jakby ważył każde słowo i oceniał, czy powinien się w ogóle odezwać. I co powiedzieć. Jak powiedzieć. Teraz tego nie widziała. Teraz Shiki po prostu gadał a ona... cieszyła się z tego, znacznie częściej parskając śmiechem na jakieś głupie tekściki.
- Raczej mniej więcej tyle, co na większość innych. Nic przerażająco dużego. Ciągle mam jeszcze momentami problemy z opanowaniem chakry, więc nie zawsze wszystko wychodzi tak, jakbym chciała - Asaka w końcu wytrzepała mokrego buta, tak jak pies strzepuje z siebie krople deszczu i była gotowa do dalszego włóczenia się, choć miała iście niezadowoloną minę, że ma mokro w bucie. A mokro w bucie równało się zimno w stópkę. - Niiee... tak po prostu chcę się przejść i zobaczyć czy te chaty wyglądają inaczej niż te w osadzie. Powiedzmy, że to zawodowa ciekawość - choć rzecz jasna nie chodziło o bycie kunoichi. Raczej o jej wychowanie zanim rozpoczęła treningi. Była zwyczajnie ciekawa jak różne są domy na wsi od tych, które znała z wiosek Daishi.
- Boo... - już-już na końcu języka miała jakąś inteligentną odpowiedź, ale najwyraźniej myśl opuściła jej mózg i Asaka tylko przygryzła usta. - Bo się zamyśliłam, po prostu.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 4 paź 2018, o 19:04

Śliczna moja miła, żywa w tym świecie pełnym trupów, pustych oczu i żebrzących o pieniądze. Według niej śmierć nie zmieniała - była jedną z niewielu, co tak myśleli. Jedną z niewielu, którą śmierć rysowana węglem ze spalonych zwłok narysowała. Każdy kolejny trup nie mógł jej już zmienić, bo żaden widok nie był tak drastyczny, jak palące były języki ognia i ten smród. Ten okropny, doprowadzający do mdłości smród spalanych tkanek, spalanego tłuszczu. Nie mogłaś na to patrzeć - więc wymiotowałaś. Dodawałaś do tego wszystkiego smród żółci. Taki był Król chodzący w nadpalonych szatach, Shikarui widział go nie raz i sam czuł smród zwłok, spoglądał, jak ludzie spalają się żywcem błagając na litość i widział, jak żywe trupy dobrowolnie wchodziły w ogień, byle tylko zabić przeciwnika po drugiej stronie. Na nim oglądanie tego Króla nie robiło już wtedy wrażenia. Jego malunek nie pląsał wokół dni rozświetlonych ogniskami - pląsał w cieniach, palących ranach i wyjącej u podstawy czaszki rozpaczy, jak wyją wilki nawołując się na polowanie. Jedno byłe pewne - Śmierć, Król tego padołu, zmieniała na pewno. Zatrzymywała te zmiany dopiero, kiedy ręka artysty zadowolona była z dzieła, jakie stworzyła. Czasem maczała swoje pędzle we krwi, czasem oblepiała sztalugę jelitami, a czasem rzeźbiła w mięśnie, lepiąc je jak modelinę. Dostrzegasz w czymkolwiek sztukę? Bo ja widzę tylko sztukę dla sztuki - pusty przekaz, że wszyscy i tak umrzemy. Na końcu zeżrą nas robaki i rozsypiemy się w pył. I wyjątkowo, choć nie widział obrazu, który kosztem Asaki namalowała Śmierć, Shikarui również był pewien, że każdą kolejną plamę krwi na jej dłoniach się zmyje i nie zaschnie ona na stałe, pozostawiając trwały ślad. Ta pewność - potrzebował jej tak samo jak powietrza. Tak samo, jak dotyku jej ust.
Jeśli to był głupi żart, by ją nieść, kiedy ona niosła swoją koronę, to on potraktował ten żart bardzo poważnie. Zatrzymał się, zwolnił uprzednio w dwóch krokach i przesunął łuk do przodu, żeby mieć miejsce na plecach, tak jak poprawił zwój, by nie przeszkadzał, upewniając się, że jest dobrze zamontowany. Umiejscowiony niżej stanowił niemalże idealne siodełko. Przykucnął tak, by nie dotykać kolanem mokrej ziemi. Ten, który nawet królom się nie kłaniał. W całym swoim fałszu i zakłamaniu, w biciu pokłonów każdemu, jeśli taka była trzeba, przed bardzo niewieloma osobami pokłonił się szczerze. Mogłabym ich wyliczyć na palcach jednej ręki. Przed nią mógł klęknąć i pochylić głowę. Jej dłonie ułożyłyby się na jego czarnych, niemal nigdy nierozczesanych włosach, błogosławieństwem. Byłaby mu aniołem - nigdy katem. I mógł ją spuścić z oczu na wiele chwil, nie czując obawy, że jeśli tylko się obróci, zniknie, rozpłynie się. Nie miało być żadnego żegnaj - tego jestem pewien.
- Wskakuj. - Miał tony cierpliwości i cały ocean zrozumienia, zero jakichkolwiek wyrzutów i zero pretensji. Przerwy były dla niej, on korzystał z nich chętnie. Nie było ninjy, który był doskonały we wszystkim, czysta siła na ten przykład nie była najlepszą stroną Sanady, tak jak i samo manipulowanie jutsu. Jej były. Dwa puzzle zawsze tworzyły parę - nie dało się ich rozdzielić, nie dało się wcisnąć gdzieś indziej. Po prostu "gdzieś indziej" nigdy nie pasowały. Te pasowały do siebie idealnie.
- Mmm. Też nie jestem w tym mistrzem. Mam dość spore pokłady chakry. Taka sytuacja jak przy treningu miała miejsce po raz pierwszy. - Takie szybkie, gwałtowne wypstrykanie się z chakry. Jasne, kiedy był mały i próbował opanować podstawy ninjutsu również miał z tym problemy, jeszcze większe! Ćwiczenia z chakrą do nieprzytomności, żeby w końcu opanować te techniki, żeby nauczyć się władać nad niebieską esencją! Chyba większość dzieciaków tego doświadczyła. Asaka na pewno. Była zbyt dzika, żeby się opanować, kiedy już coś zaczynała robić. Kiedy zaczynała ćwiczyć - takie mniemanie miał o niej teraz. - Jesteś architektem czy kunoichi? - Wolał się upewnić, bo z tą zawodową ciekawością... no zabrzmiało niepewnie! Zerknął na nią kątem oka. - Więc myśl za nas dwoje, a ja będę uważał za nas dwoje. Zgoda?
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 4 paź 2018, o 20:45

Śmierć zmieniała. Tylko czy wszystkich? Choć może faktycznie wypadałoby się zastanowić nad tym: kiedy. Kiedy i gdzie była ta granica, która zmienia człowieka tak, że każda kolejna śmierć nie robiła już wrażenia i niczego nie zmieniała – bo nie było już czego zmienić. Ewolucja się dokonała, przeistoczenie nastąpiło, ale czy było zauważalne? Czy było jak wybuch supernowej? Czy raczej była to cisza taka, że nie słychać było ni szmeru…? Jeśli się tak zastanowić, to zmiana, która nastąpiła w Asace dobre dziesięć lat wcześniej, a nawet nieco więcej, była właśnie tą niemą zmianą. Taką, której nikt nie zauważał, bo nikogo ona nie obchodziła. Nawet samą Asakę. Zbyt wiele bodźców, zbyt wiele negatywnych odczuć, zbyt wiele samotności. Dzisiaj nie było już czego zmieniać. Popiół spalonych zwłok i domostwa już dawno rozwiał wiatr. Psy nie szczekały, karawana nie jechała dalej. Nie było psów. Nie było karawany. Nie było też rąk umaczanych we krwi, której nie dało się z nich zmyć. Była za to ona i nigdzie się sama nie wybierała.
Chyba w takim razie powinni popracować nad żartami i tym, które brać na serio, a które nie. Asaka zrobiła oczy wielkości tych monet, które jeszcze przed chwilą Shikarui trzymał w dłoniach i porównywał z jej tęczówkami, gdy zatrzymał się i zrobił te wszystkie czynności, po czym kucnął. Nawet nie musiała się pytać po co, bo wszystko było jasne i klarowne.
– Zwariował, no zwariował – pomyślała, po czym zbliżyła się do Sanady.
Powinien chyba uważać na to, co robi i mówi przy niej, bo skoro już jej proponował darmową przejażdżkę na swoich świętych i czcigodnych plecach, to panna Mori nie zamierzała z niej rezygnować. Nie miało być żadnego machnięcia dłonią, pfyfnięcia, że „eee, no co ty, wstydzę się”, ani nic z tych rzeczy. Dają – to brać, tak jak zabrała osamotnioną sakiewkę z pieniędzmi ze schodów, tak teraz nie zamierzała przepuścić okazji, by nie męczyć zmęczonych nóżek.
Wskoczyła, wedle życzenia. Nie, wcale nie zrobiła rozbiegu i nie odbiła się od jakiejś kolejnej kałuży, by z wprawą kota po matematycznych obliczeniach, wylądować centralnie tam, gdzie miała. Z gracją i delikatnie usadowiła się na miejscu, lekko zaplatając dłonie wokół jego szyi – ale tylko na drobną chwilę, bo zaraz opuściła chwyt, gdy resztą ciała się do niego przytuliła. Nie była ciężka. Dla niektórych pewnie była lekka jak piórko. Nie ułożyła też dłoni na jego czarnych włosach – zrobiła to część jej twarzy, gdy już się usadowiła.
– Moje są takie sobie. Ciągle się uczę, żeby je jakoś racjonalnie wykorzystywać, ale zwykle zbyt późno orientuję się, że przesadziłam. Jaka sytuacja? Że tak się zmęczyłeś? – ona po treningach wiecznie była wyczerpana, bo dawała z siebie niemalże dwieście procent. Wałkowała temat tak długo, aż wyszło, nie było tutaj drogi na skróty i wiedziała o tym od samiutkiego początku. Ale nie było tak, żeby zatrenowywała się do nieprzytomności. Chakra odnawiała się wtedy zbyt długo, co było… nieefektywne. I w tym miejscu też miała wrażenie, że Shiki nie odpuszczał, póki czegoś nie opanował. Bo jak się coś zaczyna, to nie kończy się w połowie, albo nie wycofuje się na samiutkim początku… Oh, well…
– Kunoichi, co za pytanie! Wychowałam się w wiosce, gdzie zajmowano się głównie łowiectwem i przerabianiem skór i kości na inne rzeczy. A tutaj jest chyba jakieś sioło rolnicze. Jestem po prostu ciekawa jak bardzo się to różni – no dobrze, zasłużył na odrobinę wytłumaczenia. Rzeczywiście powiedziała to wcześniej tak, że można się było pogubić. – Dobra, to mogę zrobić. Przynajmniej do któregoś punktu.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 5 paź 2018, o 09:11

Złapał ją za nogi, żeby przytrzymać w górze, kiedy się podnosił. Piórko. Nie musiał się nawet szczególnie wysilać, żeby wstać. Świat dla Asaki musiał się nagle stać o wiele wyższy. Różnica niby nie była duża, a jednak człowiek czuł się panem świata, kiedy tylko trochę pozwolono mu się unieść, wznieść pięć stóp nad ziemię z wiarą, że kolejnych pięć stóp przybliży do nieba. Shikarui miał na to całkiem inny plan i nie wiązał się z wchodzeniem na wyższe stopnie, zostawiając ziemię coraz niżej. Na pozostawienie padołu za sobą i uniesienie wystarczyło miękkie łóżko i duża doza westchnień. Spowiedź związana z mowy ciała była tą najbardziej szczerą, ciała nie dało się oszukać, nie można było oszukać spazmów tego uniesienia. Zamiast w sypialni byli na prostej drodze, targani przez wiatr, a on mógł ją co najwyżej porwać i sprawić koszmar, żeby śnić jej się po nocach, tylko że nie było takiej potrzeby. Chemia całkiem skutecznie osaczała w sposób, że nawet nie czułeś się osaczony, przytulała tak, że nawet nie czułeś obcego dotyku. Była jak matka, która naturalnym stanem rzeczy wchodziła do twojego domu, mając twoje klucze, bo dałeś je jej dobrowolnie, zostawiała porządek i czystość w poszczególnych kątach mieszkania, upiekła dobre ciasto i podsunęła ci pod nos z kawą. Zapach tej kawy sprawiał, że chciałeś jeszcze poczekać - dopić ją, by krew przetoczyła kofeinę, zachwycić się chwilą i zapamiętać jej zapach. Asaka była tą kawą, którą piło się co rano i nic nie miało prawa zakłócić spokojnego rytmu. Powinien był rzeczywiście uważać, o czym się zwierza tej Porannej Kawie, rozsądniej proponować jej plany na dzień, ale nie robił tego - jak dotąd nie wyszedł na tym źle. Z każdym mijającym dniem był tylko bardziej przekonany, że warto przeglądać się w złotej tafli tej kawy, zwierzać z myśli, pozwalać sobie na swobodne mówienie, bo nie było się czego wstydzić, nie było na co uważać. Asaka zupełnie nie reagowała, kiedy popełniał mniejsze czy większe gafy, nie obrażała się, nie przejmowała tym, że brzmiał często gburowato ani tym, że czasami nie pojmował sarkazmu i ironii. Widział samego siebie wyraźnie w odbiciu filiżanki i w centrum tej tafli bardzo łatwo było mu odnaleźć siebie. Wraz z samym sobą odnajdywał swoje miejsce na tym świecie.
- Musisz potrenować nad kontrolą chakry. Łatwiej przyjdzie ci jej zbieranie, więc twoje techniki też przyśpieszą. - Zbliżali się powoli do domków, które Asaka chciała tak bardzo zobaczyć z tego, jak to było? Zawodowy punkt widzenia? - Jak byłem mały i ćwiczyłem podstawy ninjutsu to mdlałem z wyczerpania, dopóki nie opanowałem technik i chakry. To było dawno temu. Od tamtego momentu nie rozwijałem się w kierunku technik. Zapomniałem, jak to jest, kiedy ledwo się stoi na nogach, kiedy tracisz chakrę. - Ten rodzaj wyczerpania zupełnie różnił się od tego stricte fizycznego. Ciężko było trenować zarówno swoje ciało jak i techniki, dlatego niektórzy szukali balansu, a inni, jak Shikarui, który nigdy nie czuł zbytniego pociągu do opanowywania tajemnych sztuk ninja, kierowali się w inną stronę - tą, która pozwalała skutecznie ujebać komuś łeb mieczem, jeśli ktoś cię zanadto wkurzał. I dostatecznie szybko, żeby nie zdążył się zorientować, że powinien się przed twoim gniewem chronić. W obu przypadkach - żadnej drogi się nie porzucało, gdy się za nią brało, przynajmniej takiego właśnie wyznania był Shikarui. Nie pomyślał nawet nigdy, żeby coś zostawić w połowie, rozmemłane, nijakie, niedokończone. Nie tego go uczono.
- Lubiłaś polować? Mieszkać tam? - Polowanie na jelenia czy na człowieka - jaka była różnica? Jelenie, królowie puszczy, potężne w swojej niepozorności, piękne w swej smukłości. Stworzenia, które nawet grupy wilków wolały omijać, chyba że były wystarczająco zdesperowane. Dla człowieka ustrzelenie takiego nie stanowiło problemu. Dla ich poroży warto było się zapuścić w głuche lasy - i dla futra, tego aksamitnego, które tak przyjemnie pieściło skórę, kiedy tylko przeciągało się po nim dłonią. W skórze człowieka nie było niczego przyjemnego, a jednak człowiek na człowieka również polować. I dla Shikiego ustrzelenie takiego nie stanowiło problemu tak, jak im nie sprawiało trudności zastrzelenie jelenia.
Skinął nieznacznie głową na potwierdzenie, że przyjął jej słowa do wiadomości. To było tak pół-żartem, pół-serio, nic poważnego, czarnowłosy miał swój rozum, a Asaka miała swoją zwinność. Dlatego trzeba się było uzupełnić tam, gdzie czegoś im brakowało.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 5 paź 2018, o 14:15

Różnica była spora, gdy świat oglądało się na co dzień z poziomu metra sześćdziesiąt, a teraz nagle przybyło ze dwadzieścia. Perspektywa nieco się zmieniła, gdy było się w końcu odrobinę bliżej nieba, choć gdy wyciągało się rękę, było tak samo nieosiągalne. Latanie na wachlarzu też wcale nie przybliżało rąk do gwiazd, a widoki były przecież jeszcze inne, gdy na wszystko i wszystkich patrzyło się z góry. Teraz nie na wszystko patrzyła z góry, a z perspektywy Shikaruia, do którego przylgnęła i złośliwie łaskotała jego policzek swoimi włosami – a dokładniej tymi pojedynczymi kosmykami, które zdążyły wyplątać się z ciasnych warkoczy.
Nie czuła się jak pani świata, w ogóle nie zamierzała nią zostawać, nie tak dosłownie przynajmniej. Bo to, co z człowiekiem robiły uczucia i emocje pochłaniane od innych, to, jak widziało się swoje odbicie w oczach drugiej osoby, gdy świat schodził na dalszy plan i zostawaliście tylko wy, wasze pożądanie i uniesienie, to inna sprawa. Szczera spowiedź ciał w tej chwili mogła rozgrywać się jedynie w głowie i w tych skrytych pragnieniach, których nie był w stanie wywiać z głowy nawet wiatr.
Chemia też robiła swoje. To nie było nawet osaczenie, to było gładkie przejście między jednym zdaniem a drugim. Między a a b, które stały obok siebie w linii alfabetu, nie zamierzając zmieniać swojego ustalonego miejsca. Chemia sama w sobie wprawiała w to uniesienie, może nie tak widoczne, nie tak namacalne i definitywne jak pewne gesty i powzięte działania, ale to ona to wszystko napędzała. Czy chodziło jedynie o przyciąganie ciał, o tę czysto zwierzęcą formę zbliżenia między dwójką osób, czy też o tą psychiczną, o uzależnienie od drugiej osoby, od chęci przebywania z nią czy z nim w każdej sekundzie, o wspólną wędrówkę poprzez życie – to była przecież chemia. Bez niej nie byłoby przelotnych romansów, nie byłoby ślubów z wyboru, a nie przymusu. Bez niej Asaka nie patrzyłaby z zainteresowaniem na czarnowłosego, nie byłoby pocałunku, który mówił tak wiele i który nie zmieniał nic, nie byłoby troski ani chęci poznawania go. Gdyby nie chemia, to pewnie nie byliby tutaj dzisiaj, w tym momencie, a po bełkotliwym wyznaniu, gdy sake zadziałało jak wytrych na język Shikaruia, Asaka rozpłynęłaby się w powietrzu bez słowa. Mogła to przecież zrobić. A była tutaj, i uśmiechała się lekko, czując przez materiał ubrania obcy dotyk na swoich nogach.
– Wiem… Wiem, że to podstawa, przynajmniej w moim wypadku. I tak nie jest tak źle, od czasu, gdy wyruszyłam z Daishi trochę się poprawiłam – przestała go specjalnie drażnić włosami i odwróciła lekko głowę, by móc nacieszyć oczy niewielkimi domkami, które wyglądały z tej strony, jakby wyrosły z tej tafli wody, w której rósł ryż. Teraz drażniła go koczkiem bardzo niespecjalnie. – No skoro preferujesz inny styl walki, a nie opierasz go na technikach, to nie ma sensu się zamęczać – rozumiała to doskonale – Ale potrafią być przydatne, warto mieć je przećwiczone, bo mogą uratować tyłek w kryzysowej sytuacji - zamilkła na chwilę nim dodała jeszcze jedno: – Nie znoszę tego uczucia pusty po zbyt dużym ubytku chakry. I tego wyczerpania, mroczków przed oczami, że świat może w każdej chwili zawirować, a ty lądujesz twarzą w błocie.
Dla jednych podstawą były techniki opierające się na chakrze, dla innych ważna była tężyzna fizyczna. Shikarui wpadał do tej drugiej grupy i był w niej niczym prawdziwy klejnot, potrafiąc sobie poradzić chyba ze wszystkim. Był naprawdę zdolny i Asaka to wiedziała. Sama raczej klasyfikowała się do pierwszej grupy osób, chociaż i treningu fizycznego nie zaniedbywała. Jej kryształ był użyteczny, ale sama wyobraźnia to nie było wszystko. Przecież tym potężnym shurikenem, który mógł poważnie uszkodzić Shikiego, trzeba było rzucić. A żeby rzucić trzeba było mieć siłę… I tak dalej. Tu też nie było drogi na skróty. To nie był idealny balans pomiędzy trenowaniem manipulacją chakry, a swojego ciała. To była symbioza, gdzie jedno czerpało korzyści z drugiego. Trochę jak Czerń i Biel – przecież i oni na tej zasadzie się uzupełniali.
– Byłam za mała na poważne polowania, ale całkiem nieźle sobie radziłam z zającami i królikami – i ogólnie z tymi mniejszymi zwierzętami, na które polowało się dla mięsa, skóry czy futra. Czy to lubiła? Polowania? Chyba tak, bo to odciągało jej myśli od dzieciarni, która wyśmiewała jej rodzinę. – Czy lubiłam polowania? Tak. Ale mieszkanie tam było katorgą, chociaż teraz momentami tęsknię za tamtym miejscem – czasami wręcz uśmiechała się do tamtych wspomnień i do tego, jak nieznośnym dzieckiem była. Wszystkim robiła na złość, tylko dlatego, że mogła i umiała.
Polować więc nie polowała na jelenie, łosie, dziki czy niedźwiedzie, ale przy pracy każde ręce się przydawały. Zwłaszcza te ręce, które trzeba było nauczyć fachu. Jak prawidłowo ściągnąć ze zwierzęcia skórę by jej nie uszkodzić, jak przygotować ją do dalszej obróbki, jak garbować, by nie zgniła. Nie zajmowała się szyciem ubrań ze skór, nie była krawcem, nie była nim też jej matka, ale czasami pozwalano jej wykonać jakieś narzędzia ze zwierzęcych kości. Dziewczyna miała więc całkiem sprawne i zwinne ręce, była w tym jakaś sztuka, choć artystą nie była, a jej rysunki były śmieszną karykaturą i przypominały rysuneczki małych dzieci. Przez to, że mieli w jej wiosce spory dostęp do miejsca, nauczyła się też jak odpowiednio je przyrządzać. Dlatego nie kłamała, gdy powiedziała Shikiemu, że potrafi gotować. Bo potrafiła.
Zagapiła się teraz na domki, które mijali powoli. Wywoływało to w niej jakieś takie ciepło, że ludzie mieszkali w jednym miejscu i wszyscy zajmowali się tym samym, choć architektura tego sioła niczym nie przypominała jej rodzinnej wioski. Przede wszystkim to była równina, a nie góry, na zboczu których stawiano chaty. No i mało było tutaj drzew. Nacieszyła swoje oczy, ale dość prędko straciła tym zainteresowanie, pozwalając sobie na jeszcze jeden psikus. Na dmuchnięcie Shikiemu do ucha.
Była z siebie zadowolona, jak zadowolony był najedzony kot.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 5 paź 2018, o 18:49

Podróże wzbogacały w ten fizyczny sposób, kiedy zmuszały cię do tego, żebyś poradził sobie z deszczem, błotem, z dołami i ostrymi kolcami obrastającymi drogę i ten duchowo-mentalny, kiedy uczyłeś się coraz więcej o tym, jak wykorzystać naturę dla siebie i jak natura mogła być wykorzystywana przeciwko tobie. Kiedy obok siebie masz drugą parę oczu, która poznaje wszystko wokół razem z tobą - robiło się łatwiej. Masz oczy dookoła głowy - korzystaj z nich mądrze. Zwłaszcza, kiedy są parą tak pięknych oczu. Zwłaszcza, kiedy mogą być twoim lustrem, a w tym lustrze chcesz widzieć samego siebie z jak najlepszej strony. Silnego, niewzruszonego, pewnego siebie, mądrego. Przystojnego. Osobę, z której będzie się zadowolonym i z zadowoleniem będzie można do samego siebie skinąć głową na zgodę, że tak jest w porządku. Niczego nie trzeba już poprawiać, no może prócz tego lekkiego wygniecenia na szczacie... o. Teraz w porządku.
- Dlatego postanowiłem je przećwiczyć. Były moją słabą stroną, a słabe strony należy eliminować. - Tak jak ludzi, tak jak emocje, tak jak fizyczne błędy. Natura również to robiła, więc czemu człowiek nie miałby iść jej prawem? Najsłabsze osobniki stada były eliminowane, by rasa ciągle mogła się rozwijać a nie cofała w tył. Rodzice w genach mieli zwyczaj porzucać tych najsłabszych, tak zapisano w ich schemacie, ci najsilniejsi zaś zostawali głowami grupy i zapewniali ciągłość gatunkowi. Tak samo było z wewnętrznymi słabościami. Nie dało się wyeliminować wszystkich, więc wybieramy te, które zmienić się da - poprawić i obrócić w naszą siłę, albo choć nakryć je na tyle, by nie stanowiły kuli u nogi, kiedy będziemy poruszali się dalej. Niektóre słabości należało zaś zaakceptować i wiedzieć, jak unikać, by ich nie pokazywać wszem i wobec jak na otwartej dłoni. Korzystać z mocnych stron, żeby dopełniać te słabsze. - Niektóre jutsu są na tyle szybkie i potężne, że nie wyobrażam sobie uniknięcia ich. Trzeba odpowiedzieć wtedy tym samym. - Niech będą już chowane po kieszeniach, nie wyciągane za każdym razem, a wysuwane tylko w tej najbardziej kryzysowej sytuacji. Miały być w końcu jego asem w rękawie, nie główną bronią. Główną broń nosił na plecach... i wcale nie mam tutaj na myśli Asaki. Choć ona też była jego klejnotem, którego nie wahał się wykorzystać ani w walce, którą już odbyli, ani w żadnej przyszłej. Marnować jej potencjał, temperować ją tylko dlatego, że mogła sobie zrobić kuku? Nawet przez myśl mu to nie przeszło. Tak na dobrą sprawę była starsza od niego i to o kilka ładnych lat, doroślejsza, bardziej dojrzała, mająca w sobie zdecydowanie więcej mądrości - potrafiła o siebie zadbać. Lub sprawić, żeby jej kryształ o nią zadbał. Rany tworzyły blizny i były nauką na przyszłość, a blizny były pamiątkami po tym, że coś się przetrwało. Nie było się czego wstydzić. - Ja też nie. - Parę dni temu mógłby powiedzieć coś zupełnie przeciwnego, ale odnosiłoby się to tylko i wyłącznie do tego jednego dnia, konkretnego, do tego konkretnego treningu. Wtedy było przyjemnie, to zmęczenie, choć skrajne, było przyjemne. - Utrata kontroli nigdy nie jest przyjemna. - I nie chodziło tutaj tylko i wyłącznie o chakrę.
- Za czym tęsknisz dokładnie? - W polowaniach na zające nie mogło być nic pasjonującego. Cisza, wyczekiwanie. Strzał. I tak w kółko. Zmieniał się tylko tor poruszania zająca, więc i ty zmieniałeś swoje położenie. Nie było żadnej adrenaliny i żadnej przyjemności. Praca jak praca - konieczna, kiedy chciało się coś zjeść. Shikarui sam ustrzelił nie jednego kitajca, żeby potem go upichcić nad ogniskiem i nie zdechnąć z głodu jak kundel.
Domki, które mijały, nie przyciągały jego wzroku, ale wiedział, że wzrok kunoichi wprost przeciwnie. Po prostu nie dumał nad tym. Wpatrywał się w drogę, tak jak zazwyczaj - spojrzeniem, które mogłoby się wydawać nieobecne, ale tak naprawdę czuwał i reagował na najmniejszy szelest. Każdy, tylko nie Asaki - tak bardzo się do niej przyzwyczaił... i błąd! Ta diablica miała swoje plany! On co najwyżej mógł się potem z nich śmiać do rozpuku, tak jak z tamtego shurikena, całkowicie przypadkowo rzuconego w jego plecy.
Gwałtownie szarpnął głową w tył, kiedy kobieta pochyliła się i dmuchnęła mu w ucho, jego głowa spotkała się z jej podbródkiem, niemal zadzwoniło mu w tych uszach. Od razu pochylił łepetynę w przód - nie bolało, przynajmniej nie jego... Podkurczył nieznacznie ramiona, ściągając ze sobą brwi. To był zdecydowanie odruch bezwarunkowy.
- Żyjesz? - Zapytał ze słyszalnym wręcz w głosie uśmiechem. Minimalnym cieniem rozbawienia, bo rozbawiony był. - [b]Jakoś nie uważał, że powinien przestrzec Asakę przed swoimi odruchami bezwarunkowymi, jak dotąd nigdy przy niej się nie uruchomił w ten sposób. Cholera, nawet nie przeszkadzało mu to, że siedzi mu na plecach, co dopiero stanie za nimi!
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 5 paź 2018, o 22:32

Druga para oczu się przydawała, bo mogła dostrzec coś, czego ty sam nie widziałeś. Choć w wypadku tej dwójki to raczej działało w drugą stronę, bo Asaka nie była tak uważna i czujna jak Shikarui. Nie mogła być. W tym miejscu on miał znacznie więcej możliwości od niej, ona mogła jedynie – a może powinnam napisać ? – pomóc obmyślić jak sobie z czymś poradzić. Szczątkowo, bo taktyk z niej był marny, skoro zawsze analizowała i wymyślała w biegu. Tutaj naprawdę nie było co poprawiać, można było jedynie łączyć to, co już się potrafiło i ćwiczyć zgranie, choć i ono było już naprawdę niezłe. W podróży Shikarui mógł mieć pewność, że mając u boku jedną z władczyni kryształów, nigdy nie zmoknie w deszczu, ani, że nie będzie musiał jeść z ziemi ani palcami, bo miski i talerze, czy pałeczki i łyżki to ona robiła pstryknięciem palców. A potem nawet nie trzeba było niczego myć i nosić, bo od kolejnego pstryknięcia kryształ pękał i zamieniał się w milion gwiezdnych odłamków, które były widoczne tylko, jeśli odpowiednio padało na nie światło. A później rozpływały się w powietrzu. Trzeba było tylko uważać, by któryś rubinowy odłamek nie utknął w pięknych, lawendowych oczach Shikaruia jak zły, wypaczający odłamek lodu. A może… już było za późno, skoro szkarłat zalewał jego tęczówki? Szkarłat jak rubin jej kryształu.
– Mmm… Zgadzam się – a jak coś boli, to należy uciąć, nie? To też eliminacja. Bólu. Nieprawda, ból hartował, tak długo jak nie uniemożliwiał prawidłowego funkcjonowania, był potrzebny, by się uczyć – swojego ciała, albo na błędach, albo po prostu go przezwyciężać. – Tak, wiem. Kryształ do nich nie należy. To znaczy do szybkich. Ale tak, dobrze mieć coś w zanadrzu w razie konieczności – tak jak wtedy, gdy Shiki został zamknięty w kamiennym więzieniu użytkownika dotonu.
Jednak prawda: nad słabymi stronami należało pracować, by je wyeliminować bądź przekuć w atut. Choć człowiek bez wad nie był człowiekiem, a idealną kukłą, robotem; perfekcyjną istotą, której jedyną wadą było… brak wad. Nuda. Wady sprawiały, że życie nabierało smaczku. Ale nie w walce. W walce przeszkadzały. Trzeba było robić to tak, by nie wychodziły na pierwszy plan.
Asaka mogła sobie być kilka lat starsza, ale to nie znaczyło, że miała większe doświadczenie. Widziała mniej świata, stoczyła pojedynki z mniejszą ilością przeciwników. Na jej korzyść natomiast na pewno przemawiało to, że nie miała w głowie już typowego fiu-bździu aroganckich, młodych Doko, którzy myśleli, że są panami świata, a Śmierć ich ominie. Bo Śmierć nie oszczędzała nikogo. Asaka była porywcza, ale nie ładowała się śmierci prosto w paszczę, a to już było coś. Te kilka lat więcej na karku mogło rzeczywiście zrobić różnicę.
– To zależy gdzie i kiedy traci się tę kontrolę – dziewczyna zaśmiała się pod nosem, przypominając sobie jak kilka dni temu tę kontrolę straciła, poddając się chwili. I co? Czy było to nieprzyjemne? Było bardzo przyjemne. Ale Shiki miał rację. Stracić kontrolę w trakcie walki – nic miłego, a wręcz mogło okazać się śmiertelne. Stracić kontrolę po alkoholu, robić i mówić rzeczy, których nie robiłoby się ani nie mówiło bez niego? Okropność… A stracić kontrolę nad własnym życiem…?
– Czy ja wiem… Za tamtym miejscem chyba po prostu. Za beztroską. To takie nostalgiczne uczucie, nic konkretnego. Po prostu jak czasami wspominam tamte chwile, to momentami, na kilka sekund chciałabym tam wrócić – przecież nie powie mu, że tęskni za matką.
Tamto życie już nie wróci, wiedziała o tym i wcale nie chciała stać się rzemieślniczką. Zbyt kochała walkę i możliwości z bycia kunoichi. Tęskniła sama nie wiedziała za czym, za ludźmi, których już nie było? Za dzieciakami, którym obiła mordy? Czasami wyobrażała sobie co by było, gdyby mogła tam wrócić, a oni mogliby zobaczyć jak bardzo się zmieniła, jak wydoroślała; że nie była już tym głośnym dzieckiem, które pięścią rozwiązywało wszystkie problemy. Ale były to tylko głupie myśli, niemożliwe do spełnienia. Bo ich już dawno nie było. Nie było do kogo przyjść i pokazać, że dało się radę. Chyba, że do zgliszczy i duchów.
Dmuchnięcie i… łup!
Asaka zobaczyła kilka gwiazd przed oczyma, gdy czarnowłosy naraz targnął głową zderzając się z jej podbródkiem. Ból był chwilowy – i jak nagle się pojawił, tak nagle wcale nie chciał zniknąć. Zęby jej zadzwoniły, a dziewczyna jęknęła cicho.
– Mhm – usłyszała jego rozbawienie. Pewnie myślał sobie, że się złośliwej pannie należało. Pewnie tak, odruch jak odruch, choć ona pewnie wciągnęłaby głowę w szyję, gdyby jej tak ktoś dmuchnął w ucho. – Pocałuj to przestanie boleć – burknęła, niezadowolona z takiego obrotu sprawy i jego śmieszków. Nie mówiła do końca poważnie, nawet nie zastanowiła się nad tym co plecie.
Teraz już całkiem straciła zainteresowanie domkami.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Shikarui » 6 paź 2018, o 09:27

Druga para oczu przydawała się, bo mogła dostrzec to, czego ty dostrzec nie mogłeś. Mogły dostrzec, jak specyficzne budują tutaj domki, jak ładnie i ciepło wyglądały nawet na tle tych ciemnych chmur i jak spracowani ludzie sprawiali wrażenie, że mieszkając tutaj, wśród ludzi, których znali od urodzenia, chociaż ten nie lubił tamtego a tamten nagadał na trzeciego, są szczęśliwi. W swojej ciężkiej pracy, marudząc, że inni to mają lepiej, bez wizji na świat i możliwości zobaczenia wielkiej, płaskiej mapy na swoje własne oczy - byli bezpieczni. Właśnie - dostrzegała to, czego on nie mógł dostrzec, ale odłamek kryształu już splamił jego duszę. Nie było ratunku. Wypełnił go uczuciami i sprawiał, że kierował czasem sam głowę w stronę, w którą normalnie by nie spojrzał, kierowany czymś - czym? To ten kryształ, na pewno ten kryształ... taki maleńki jak pyłek piasku, jeszcze mniejszy - nawet nie zabolało, kiedy się pojawił. Nawet nie dostrzegł momentu, w którym się pojawił. Nie był podstępem - był przeznaczeniem. Z drugiej strony Los, jak każdy dobrze wiedział, operowała głównie tym podstępem. Sztuczkami zakazanymi, niemile widzianymi, które czyniły z ludzi lalki, umysły jej narzędziami. Jak daleko mogła się posunąć i gdzie zabrnąć, żeby osiągnąć to, czego chciała? Nie było granic jej możliwości i nie było granic chciwości. Na to nie było się ślepym, na to przymykało się oko bez względu na to, czy zostało się skażonym czy nie. Nie można było na to zaradzić i nie dało się z nią walczyć, więc po co się przejmować? Emocji musiało wystarczyć przecież na tyle innych rzeczy.
- Za to jest wytrzymały jak nic, co wcześniej widziałem. - Nie był pewien, czy dobrze sformułował to zdanie. - Rozumiesz? - Dopytał dla pewności, ściągając nieco brwi, przez co pomiędzy nimi powstało pole marsowe, ale tylko na parę chwil. Słaba strona, która miała potężne wynagrodzenie w tej silnej. Takim sposobem Asaka po prostu musiała myśleć w miarę na zapas, do przodu, żeby móc ustawić się do taktu przeciwnika, jeśli ten był szybszy. Starać się wymuskać z informacji jakie posiadała, co może się dalej wydarzyć i reagować względem tego. Miała sporo możliwości - ta bardzo pozorna dziewczyna. I chociaż była zdolna zawsze trafi się ktoś zdolniejszy od niej. Zawsze będzie musiała ważyć kroki i z rozsądkiem podchodzić do tych, którzy przed nią stali, by nie powinęła jej się noga. Jak powinęła się przy kałuży.
Zatrzymał się i przykucnął, dając tym samym znać, żeby zeszła. Podniósł się i obrócił do niej przodem, ujmując jej twarz w dłonie, spoglądając na jej kości policzkowe, wargi, podbródek, żeby upewnić się, że nie widać śladu po uderzeniu, choć gdyby takowy był nie miałby nawet wyrzutów sumienia. Przecież byłoby to jak znak, że jest jego. Żadnego znamienia nie było, co najwyżej lekkie zaczerwienienie od pocierania skóry dłonią. Tak jak ona straciła zainteresowanie domkami, tak on drogą. Tak jego spojrzenie się skupiło, znów stało się chłodne w swoim skupieniu, zstąpił na ziemię z obłoków nieistnienia, jego tu i teraz było zbyt cenne, żeby o nim zapominać. Wolał być tu, niż w nigdziebądź. Dla niej. Egoistycznie - dla samego siebie, żeby mieć . Pochylił się, żeby ucałować kraniec jej nosa, starając się być delikatnym, prawy policzek, potem lewy, linię szczęki, podbródek. Każdy kolejny był przyjemniejszy dla niego samego. Każdy był jak chłodna maść nałożona na skórę po nagrzaniu jej słońcem.
- Nie boli? - Zapytał łagodnym, cichym głosem, spoglądając z tej bliskiej odległości w jej oczy. Widząc ją - nie odbicie samego siebie. W całej okazałości jej psotnej natury, choć podobno, rzeczywiście - ona była tutaj starsza.
Za tym można było tęsknić jak za tym nostalgicznym domem, którego nie widziała od lat.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1652
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Farmy z polami uprawnymi

Postprzez Asaka » 6 paź 2018, o 15:29

– Noo... Rozumiem – rozumiała, bo czego tu nie rozumieć? Odezwał się prosto i klarownie.
Chyba nawet mu wspominała, że z tego, co wie, to nie było na tym świecie niczego bardziej wytrzymałego od kryształu, którym władała. Nie była więc zdziwiona, że do tej pory nie widział pod tym względem nic lepszego. Rozumiała doskonale, co chciał powiedzieć i prawdę mówiąc to była zdziwiona, że dopytywał. Czego raczej nie widział, skoro patrzył przed siebie, na drogę, a nie na swoje plecy. Rzeczywiście Asaka musiała myśleć naprzód, przewidywać ruchy szybszego przeciwnika, albo korzystać z innych technik, które miała w arsenale, by kupić sobie trochę czasu na złożenie kolejnych pieczęci pozwalających na bardziej zaawansowane manipulowanie kryształem. Nie wszystko dało się przewidzieć, i dziewczyna nawet tego nie próbowała. Podczas walki było zbyt wiele zmiennych, które wpływały na wynik różnych rzeczy, że naprawdę trzeba było być geniuszem, aby móc planować tak do przodu i uwzględnić przy tym każdy scenariusz. A ona geniuszem nie była. Była zwykłą kunoichi, Doko z Daishi.
Asaka zrozumiała intencję tego przykucnięcia w mig i zsunęła się z pleców mężczyzny, tym razem nie włażąc w żadną kałużę, choć może była to zasługa tego, że Shiki nie zatrzymał się przy żadnej. Przecież i tak to noszenie jej na plecach to były wygłupy, nie była ani zmęczona, ani ranna, by trzeba było jej w tym pomagać, dzisiaj miała się bardzo dobrze. Dziewczyna, stojąc już pewnie na ziemi, potarła bolące miejsce na brodzie, w którym zderzyła się z głową Sanady. Nie było tam żadnego śladu po uderzeniu, ani nic, pewnie nawet nie będzie siniaka, przecież nie była porcelanową laleczką. Zaskoczył ją… Znowu… Gdy tak ujął jej twarz w dłonie i ponownie narzucił na nią zaklęcie, które sprawiało, że zamierała. Zapatrzyła się na niego, nie wiedząc kompletnie co ma teraz zrobić, a przecież wcale nie chciała się od niego odsuwać. Czas znowu się wydłużył, tym razem tylko dziewczyna nie mogła tak prosto wyjść z uroku, bo nawet nie przymknęła oczu; nie było mrugnięcia, które pozwoliłoby na zerwanie kontaktu wzrokowego. Serce zabiło jej mocniej, gdy pochylił się i zupełnie delikatnie musnął czubek jej nosa, a potem policzki i niżej. Nie ważyła się zamknąć oczu, ani nabrać oddechu w płuca – stała jak zaczarowana, dopóki się nie odezwał.
– Nie – odpowiedziała cicho, ciszej niż on zapytał. Nie zerwała kontaktu wzrokowego, mogąc przeglądać się w jego lawendowych tęczówkach, choć wcale tego nie robiła. Zamiast oglądać swoje odbicie, wolała spoglądać na tą taflę, badać przejścia kolorów, zmiany i plamki. Gdyby była sprytna i gdyby w tej chwili myślała, to powiedziałaby, że boli okrutnie i że trzeba raz jeszcze pocałować, ale… Nie wpadła na to.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1106
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość