Środek lasu z dala od wioski

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbroje utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 15 wrz 2017, o 20:01

Kazaru nic nie mówił. Wzruszyłem ramionami, pewnie wzięło go na zadumę. To już był taki typ, on po prostu lubił myśleć. Nie ustępowałem mu w tym, może nawet bardziej potrafiłem się wyłączyć, jednak ja kontrolowałem swój umysł na tyle, aby nie okazać braku szacunku rozmówcy. No nic, niech tam sobie myśli nasz mały samurajek. Niedługo wyruszymy, uczucie sytości zniknie, a jedyne co pozostanie to palące poczucie obowiązku. Odegrać się na rodzinie. Chyba tylko to było dla mnie wartością w moim krótkim, a zarazem bezowocnym życiu.
Przesunąłem wzrok na Kayu. Blond piękność milczała, jak to miała w zwyczaju. Pewnie obmyślała jakąś ripostę albo inne kąśliwe uwagi. Taka już była. Miała jasne włosy. Prawie tak jasne, jak te pióra.
Pióra.
Nie musiałem specjalnie upadać, bo siedziałem oparty o drzewo. Traciłem powoli przytomność, a tym samym zsunąłem się na prawy bok. Choć trwało to sekundy, zarejestrowałem shuriken, który wbił się w czyjeś ciało. Kayu? Ciało nie mogło nawet drgnąć, a mózg tracił władzę nad moim stanem. Stałem się nieprzytomny i chociaż serce chciało krzyczeć, umysł, krew, kości i mięśnie były nieugięte. Zamknąłem powieki, a ostatnim obrazem, który przez kilka sekund widniał w mojej wizji, był uśmiech blondyneczki. Jej delikatnych warg, które nawet nie miały czasu zareagować na niespodziewany atak.

* * *

Poczułem delikatne mrowienie w karku. Cholera, mam dopiero szesnaście lat, a już czuję prądy we własnym ciele? Co ja jestem, emerytowany drwal? Zirytowany chciałem zgrzytnąć zębami, zanim zdałem sobie sprawę z tego, że jestem półprzytomny. Czas działał na moją korzyść i wraz z upływem każdej sekundy coraz bardziej przypominałem sobie wydarzenia... tego dnia? Nocy? A może zeszłego miesiąca? Nie miałem bladego pojęcia co się stało, czy był to sen, czy jawa, gdzie się teraz znajdowałem, a przede wszystkim, kto za tym stał. Bałem się otworzyć oczy, ale po paru minutach leżenia w bezruchu zdałem sobie sprawę, że to bez sensu. Kim byłem? Naokim. Kto był ze mną? Kayu i ten nowy... Kaz. W wizji przed upadkiem widziałem śmiertelny rzut shurikenem w pierś blondyny. Oby tylko nie okazał się prawdziwy.
Nie czułem torby na pośladkach albo inaczej. Czułem pośladkami glebę, a więc ktoś zabrał mi element mojego rynsztunku. Wracałem umysłem do stanu właściwego, ale bez otworzenia oczu trudno mi było określić ile ostatniej mojej pamięci to był sen, a ile rzeczywistość. A może po prostu zasnąłem podczas jednego z treningów po ucieczce do Sakai? Kurwa, pora było wrócić do jawy. Jedynym, co nie wywołało u mnie nagłej reakcji, była wrodzona ostrożność. Słyszałem, że jest tu cicho, ale miałem wrażenie, że ktoś za tym wszystkim stoi.
Otworzyłem oczy, ale się nie ruszałem. Widziałem inne niebo niż ostatnio, inną koronę drzewa, a także kobietę, która stała nade mną pochylona. Jej zielone oczy wpatrzone były w moje i niecierpliwie czekały, aż dojdzie do kontaktu naszych gał. I chociaż na mojej twarzy nie widać było żadnych emocji, ona zdawała się promieniować szczęściem. Jak gdyby zobaczyła we mnie... młodego boga? Kochanka? Cel swojego życia? W jej zielonych oczach czaiła się jakaś iskra, a to wszystko zaczynało zdecydowanie mnie przerastać. Odetchnąłem głęboko, a następnie odezwałem się.
- Beznadziejnie. - mruknąłem beznamiętnie. Darowałem sobie wszystkie pytania w stylu kim jesteś, co się tutaj stało, jaki masz rozmiar stanika, dlaczego masz takie piękne nogi, a także czemu nie potrafisz się ubrać. To nie tak, że takie zapytania były złe, ale jakoś nie wierzyłem, że ruda mi odpowie. Czy była ruda? Chyyyyba. Miała jasne włosy, ale dostrzegałem w nich pomarańczowy odcień. Piegi też robiły swoje. Chociaż i tak w jej osobie najbardziej spodobały mi się długie i szczupłe nogi, które dostrzegałem ze spodenek. Byłem prawdziwym jelonkiem, interesowały mnie tylko długie i smukłe kończyny. - Dobrze ciebie widzieć, moja droga... Co u ciebie?
Grałem z czasem, jak idiota, ale innego wyjścia nie miałem. Kobieta wyglądała na zapatrzoną we mnie, tylko dlaczego? Nie kojarzyłem jej, a więc nie mogła być moją partnerką czy kochanką z przeszłości. Zresztą, je mogłem wyliczyć na palcach jednej ręki, znałem ich imiona, miejsce zamieszkania i aparycję. Ruda natomiast nazwała mnie ukochanym. Co się tutaj właściwie działo? Nie miałem pojęcia. Wydawało mi się dość oczywiste to, że tamte pióra to jakieś Genjutsu. Byłem beznadziejnie słaby psychicznie, ale iluzja musiała być potężna, skoro powaliła też Kayu. No i ten shuriken wbity w jej serce też mówił samo za siebie. Ktoś nas zaatakował. Problem tkwił w tym, że nie wiedziałem czy była to moja adoratorka, czy raczej banda oprychów, z których łapsk jakoś się wydostałem i trafiłem na pieguskę.
- Wiesz może gdzie znajduje się moja torba... i dlaczego jestem w innym miejscu? - Przepiękne pytanie, ale jakoś musiałem to zacząć.
Ostatnio edytowano 16 wrz 2017, o 16:14 przez Katsuko, łącznie edytowano 1 raz
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 16 wrz 2017, o 15:47

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
3/15


Some day when galaxies collide
We'll be lost on different skies
I will send my rocket ship to find you
Because I know you're lost when you run away


Zielonooka klasnęła z dumą w ręce, uszczęśliwiona tym, że się ocknąłeś i zacząłeś mówić dorzecznie. Rozpoznałeś ją, rozpoznałeś! To było najważniejsze, jej prawdziwa miłość, jej senpai( <jaszczureł> ) w końcu się obudził, wrócił do życia! Naprawdę było z czego się cieszyć! Chyba chwilowo tak się pogrążyła w tej radości, w tej celebracji Waszych wspólnych chwil, że zapomniała Ci odpowiedzieć - poczekaj cierpliwie, może się w końcu czegoś dowiesz, w miłości przecież podstawą jest wymiana informacji. Sam Twój głos był jej tak miły, że gdyby tylko mogła, rzuciłaby na Ciebie jakieś jutsu zmuszające Cię do mówienia, mówienia, mówienia, żeby tylko napawać się melodią słów wypływających z Twojego ciepłego gardła...
Dotknęła Twojego policzka, rozemocjonowana, serce jej waliło jak obłąkane, słyszałeś je aż za dobrze i gdyby ktoś jeszcze stał obok Was, zapewne również usłyszałby ten szaleńczy, boleśnie szarpiący się w piersiach jak schwytane w klatkę zwierzę, rytm. Uśmiechała się, ale coś w tym uśmiechu, w tym spojrzeniu, w gracji, z jaką się ruszała, było niepokojąco znajomego. Czy tak nie zachowywali się...?
Zresztą, po co o tym teraz mówić, nie było to tak istotne. Postąpiłeś i rozsądnie, i nierozsądnie - z jednej strony zagrałeś kartą starej znajomości, zachowałeś się, jakbyście znali się od wieków, i dobrze; w końcu wobec pewnych podejrzeń rozsądnie było nie wybijać kobiety z owej iluzji, którą sam dla siebie stworzył jej tajemniczy umysł. Może też rzeczywiście się znaliście? Może była to jedna z tych dziewczyn, które widziało się gdzieś na drodze, mignęły Ci na szybko podczas ucieczki? A może niebo nie jest jednak niebieskie, tylko czerwone...jak krew?
Nie, to pewne, nie znasz jej, nigdy się wcześniej nie spotkaliście, nawet nie znasz jej imienia. Za to ona, jak się wydaje, zna Twoje...
Z drugiej strony lepiej byłoby nie zwiększać rozmiarów tej iluzji, nie przesadzać z aktorstwem. Jeżeli przeszarżujesz w nieodpowiednim momencie, nie wyczujesz tego momentu...Bądź ostrożny, szeptało Twoje przeczucie, i nie miałeś powodu, by mu nie wierzyć, zwłaszcza z uwagi na zniknięcie Kayumi i Kazaru oraz na fakt, że byłeś praktycznie rozbrojony.
Spytałeś o torbę. Dziewczyna zmarszczyła przez chwilę brwi w namyśle, jakby zastanawiała się, o co ją w ogóle pytasz, a potem jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
-U mnie wszystko w porządku, skarbie, naprawdę!-zawołała pogodnie i znów pogłaskała Twój policzek. Miała ciepłe dłonie, tak miękkie, delikatne, a jednak mokre...tak, jakby dosłownie przed chwilą umyła ręce. Krople wody wciąż ściekały z jej smukłych palców, powoli, delikatnie spadając w dół, jak pióra, które widziałeś przed zaśnięciem. -Twoja torba jest u mnie, cała, zdrowa i bezpieczna~~! Oddam ci ją później, jak będziesz szedł na spotkanie z Kameko-chan.
Mówiła o tym spotkaniu jak o rzeczy postanowionej, więc lepiej byłoby, byś się nie sprzeciwiał...ostrzegały Cię przed tym także jej oczy. Groźne, niebezpieczne, rozkazujące. Po chwili wszakże znów pojawiła się w nich radość.
-Jestem Megumi, tak przy okazji, kochanie. Ale ty masz taką wspaniałą pamięć, więc na pewno pamiętasz moje imię!~~
Zatańczyła w miejscu, śmiejąc się, wirowała w powietrzu subtelna jak anioł.
Czy to były jej pióra...?
Pióra złotego anioła...?
-Przeniosłam Cię tutaj, bo pomyślałam, że niebo tutaj będzie piękniejsze. Jesteś głodny? Potrzebujesz czegoś?-wypytywała z radością, jakby nic się nie stało.-Kiedy wyruszysz po Kameko-chan?
Przyglądając się Megumi i jej radości, blaskowi jej urody, jasne było jedno: nie była ona, jak wskazywałoby imię, twoim błogosławieństwem.
-Bo przecież wyruszysz, prawda? Powiedz!
Obietnice, obietnice, obietnice. Tak łatwo je złożyć, zapewnić kogoś "oczywiście, zrobię to", "zrobię, co zechcesz", "będę z tobą", ale z drugiej strony...Ciebie już wiąże jedna, do tego masz na sobie ciężar więzi z inną, którą zawiązałeś tak łatwo.
Co więc teraz zrobisz? Jaką decyzję podejmiesz, przebudzony, błękitnowłosy królewiczu z bajki?
Ostatnio edytowano 17 wrz 2017, o 15:31 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 710
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 16 wrz 2017, o 18:19

Ruda na widok moich otworzonych oczu postanowiła klasnąć. Cóż, chyba nie wiedziała tego jak powinno traktować się ludzi wstających z drzemki, nawet jeśli jest wymuszona. Równie dziwne była ta cała radość, jak gdybym okazał się najważniejszą dla niej osobą. O co tutaj właściwie chodziło? Najpierw gaśnie światło, potem znikają moi towarzysze, a teraz stoi nade mną jakaś laska, która uzurpuje sobie prawo do mojej torby, przyszłych czynów, a co najgorsze, mnie samego. Na mojej twarzy nie widać było uśmiechu, a wręcz przeciwnie. Powoli na mej buźce rysował się grymas, który może nie był szeroki, ale zbyt dobrze mówił co myślę o obecnej sytuacji.
Kiedy podnosiłem swoje ciało, dziewczyna zbliżyła się i złapała mój policzek. Nie zareagowałem, bo ruszyła się szybko, a ja, jak to po śnie, miałem jeszcze odrętwiałe ciało. Jej dotyk nie zmienił wyrazu mojej twarzy, i chociaż ona nie zdawała się być poruszona tym wszystkim, powoli czułem negatywne emocje, które budziły się gdzieś tam, daleko. Może nie wzbudziła mojego gniewu, ale cała ta sytuacja zdecydowanie mnie przerastała. Nie miałem pojęcia dlaczego ta dziewczyna mnie zna i co sobie właściwie ubzdurała.
Wstałem, a pierwszym co zrobiłem, było otrzepanie ubrania z kurzu. Nosiłem białe ciuszki, toteż nie widziałem sensu w zgrywaniu chojraka i nie dbania o własny ubiór. Te klamoty służyły mi od dłuższego czasu, wyglądałem w nic co najmniej godnie, a dodatkowo nie miałem pieniędzy na kupno nowych. Ruda zabrała moją torbę, i o ile nie narzekałem na brak finansów jeszcze dzień temu, to teraz czułem się dziwnie... goły. Bez ekwipunku. Bez kasy. Bez pojęcia, co się tutaj właściwie dzieje.
- Dziękuję ci za troskę, kochanie. - mruknąłem, a ostatnie słowo zawierało w sobie sporą dawkę sarkazmu. Kiedy kobieta mnie głaskała, chwyciłem jej dłoń. Ścisnąłem ją mocno, może nie na tyle, aby jej coś zrobić, ale na pewno odczuła dyskomfort, a może nawet delikatny ból. Nie podobała mi się ta sytuacja i zachowanie rudej fanki mojej białej cery i niebieskich włosów. - Muszę dostać moją torbę teraz. Mam w niej leki, a wiesz co się dzieje, kiedy ich nie zażyję.
Puściłem jej rękę, a następnie schowałem ręce do kieszeni. Parzyłem na nią zirytowany, zdecydowanie niezadowolony, ale jak znałem życie, pewnie jej to nie przeszkadzało. Niech mi da tą przeklętą torbę, założę ją na pośladek, potem wypytam ją o Kaza i Kayu, po czym będę mógł odejść. Musiałem w końcu dowiedzieć się czy śmierć blondyneczki była realna, czy tylko w moim śnie. No i co z dobrym samurajem, który zaoferował mi swoją pomoc, a ja nie chciałem pozwolić mu odejść do momentu dotrzymania obietnicy.
- My się chyba nie rozumiemy, Megumi. - powiedziałem powoli. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam ochoty na granie w kotka i myszkę. Jeszcze parę minut temu byłem spokojniejszy i mogłem udawać kogoś, kim nie byłem. Teraz, kiedy całkowicie oprzytomniałem, zrozumiałem, że był to błąd. Udawanie kogoś innego nie leżało w mojej naturze, a poza tym czułem falę irytacji wobec tej dziewczyny... Spokojnie, Naoś. Odbierz co twoje, zapytaj o resztę. I spierdalaj jak najdalej. - W ogóle ciebie nie kojarzę, słodka. Nie jestem głodny. Niczego nie potrzebuję prócz torby i informacji o moich towarzyszach, którzy gdzieś zniknęli. Chcę też wiedzieć co się ze mną stało.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 17 wrz 2017, o 15:26

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
5/15


Because I know you're lost when you run away
Into the same black holes and black mistakes



Sarkazm, który wystrzeliłeś niczym strzałę o zaostrzonym bełcie, chyba ominął jej świadomość. To znaczy usłyszała, co do niej mówiłeś, i doskonale zrozumiała, jednak nie dostrzegła tej subtelnej ironii, najważniejsze dla niej było słowo, które ze złością wymówiłeś - ze złością, ale jednak - kochanie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jednak kiedy chwyciłeś jej dłoń, jęknęła, zaskoczona, a jej oczy rozszerzyły się w nagłym niepokoju. Teraz chyba dopiero zrozumiała, że zdecydowanie nie chciałeś być jej miłością, nie chciałeś dzielić z nią życia, nie taki był Twój plan na przyszłość. Przez jej twarz przemknął jakiś cień. Nie zamierzała Ci jednak pozwolić odejść zbyt szybko. Wszak byłeś jej prawdziwą miłością, spełnieniem jej snów...a że jej nie kojarzyłeś? Ach, najważniejsze, że ona Cię kojarzyła, to była podstawa do dobrej, głębokiej miłości!
Cofnęła się trochę, spłoszona jak sarna, przez chwilę mogłaby nawet wyglądać uroczo, gdyby nie ten błysk w jej oczach i szybkie, nerwowe ruchy, które zdradzały, że wciąż śpi w tym swoim krysztale marzeń. Przełknęła ślinę. Jak to on mnie nie kocha?
Ale hej! Nazwałeś ją "słodką", nie mogło być aż tak źle, na pewno ma przed sobą jakieś szanse! Stwierdziłeś wprawdzie stanowczo, że niczego nie potrzebujesz, ale...ale może jednak?
-Wystarczy, że ja cię kojarzę-zapewniła pogodnie, po chwili jednak zmarszczyła brwi.-Jakie leki? Twoja torba się uszkodziła, kiedy Cię tu niosłam, więc ją wzięłam, żeby naprawić. Naprawiłam, ale nie było tam żadnych leków poza kunaiami...Zaraz ci ją oddam. I jakich, u licha...ach, tak!
Na chwilę zniknęła z Twojego zasięgu wzroku, a kiedy wróciła, w dłoni miała rzeczywiście pozszywaną - niezdarnie, ale jednak - i naprawioną torbę.
-W środku są wszystkie Twoje rzeczy, skarbie-poinformowała radośnie. Pytanie o Twoich towarzyszy chwilowo pominęła, jakby z rozmysłem.-A więc pójdziesz już po Kameko-chan?
Wydawało się, że obsesyjne pytania o osobę, której imię było symbolem lepszego życia, stanowią właściwe clou jej osoby. Ba, wydawałoby się, że jeśli poruszysz ten temat w odpowiedni sposób, zyskasz klucz do jej duszy, do toru, jakim mkną nieuporządkowane, chaotyczne myśli tej kobiety...
-Wpadłeś w Nehan Shouja no Jutsu-odpowiedziała. Z jej twarzy trudno było wywnioskować, czy kłamie, czy nie.-Ale to nie ja je rzuciłam. Znalazłam cię tam...i przyniosłam tutaj. Nie mogłeś zostać sam. Co do Twoich towarzyszy...
Znów zmarszczyła brwi w namyśle.
-Wiem, że Twoja przyjaciółka nie żyje, wbito jej shuriken w serce. Bardzo mi przykro...Pochowałam jej ciało. Jeżeli chodzi o tamtego chłopaka, spał i nie mogłam go obudzić, więc tam został. Bardziej zależało mi na Tobie, skarbie, nie obchodził mnie. Chcesz po niego wrócić?
Bo przecież cóż mógł ją obchodzić potencjalny rywal, przeszkoda na drodze do zdobycia ukochanego? Albo czym miałaby się przejmować w przypadku Kayumi? Była tylko niepotrzebnym śmieciem. A że śmieć został już uprzątnięty, znalazł swoje właściwe miejsce na ziemi - czy raczej w ziemi, to wszystko było jasne.
Wszystko było jasne.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 710
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 17 wrz 2017, o 19:34

Nie rozumiała? Nie, po prostu nie przyjmowała tego do świadomości. Co się tutaj właściwie odgrywało? Jakieś dziewczę wyciąga mnie z opresji, wpatruje się we mnie jak w bożka i wmawia mi, że muszę zaraz wyruszyć do jakiejś panienki, bo przecież jestem taaaki silny, a ona potrzebuje obstawy. Nie wiedziałem wręcz czy mam być zły, czy zdziwiony, czy może zadowolony, że ktoś mówi mi wreszcie co mam robić. W czasie ostatnich wydarzeń to ja byłem liderem małej grupki, i nie to, że mi to przeszkadzało, ale do roli lidera też jakoś się nie paliłem. Głowa pełna myśli, serce tonące w uczuciach, ciało gotowe do działania. Dziwne to połączenie, bo niby chce się podjąć akcję, ale nie wie gdzie dokładnie zacząć.
- Nie byłbym tego pewien, piękna. - Świeży wniosek był oczywisty. Smarkula zauroczyła się we mnie albo przynajmniej widziała we mnie wzór cnót. Jeśli jej schlebiałem to miałem możliwość uspokojenia dziewczyny, a przy okazji dania sobie czasu na obmyślenie coraz to nowszych faktów. Słowa piegowatej piękności zdecydowanie uspokoiły mój gniew. Ostudzony, uspokojony, mogłem wreszcie zacząć manipulację słowną. Zobaczymy jak dobrym retorykiem jestem, hę? - Ależ skarbie, nie wiesz, że jestem chorowity? W torbie zawsze mam przy sobie leki, w razie nagłego ataku. Może ich nie znalazłaś przez roztargnienie albo wypadły gdzieś po drodze... W każdym razie dziękuję ci za zszycie mojej torby i zaopiekowanie się mną. Jestem ci bardzo wdzięczny, kotku.
Zachowywałem się jak na typowego idiotę przystało, czyli zmieniałem taktykę co pięć minut. Dopiero teraz wpadłem na pomysł tej jednej, najlepszej. Co prawda nie byłem do końca pewien jak daleko fascynacja rudej moją osobą jest posunięta, ale jak to mawiają, kto nie ryzykuje, ten szpiku kostnego nie ma.
- Kochanie, oczywiście, że pójdę do twojej siostry. Problem jest w tym, że zanim to zrobię, muszę załatwić dwie ważne sprawy, które nie dają mi spokoju. - mówiłem powoli, jednak starając się by mój ton brzmiał przekonująco. W sumie nie musiałem się zbytnio starać, bo chodziło o sam komunikat, a dla takiej zszokowanej dziewuchy i tak każde moje słowo brzmiało jak rozkaz albo przynajmniej święty cytacik, który można było sobie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. - Po pierwsze, muszę zbadać miejsce, w którym mnie zaatakowano. Mogą być tam moje leki, a poza tym chciałbym zobaczyć Kaza. Może być mi potrzebny... kiedyś.
Interesowała mnie również śmierć Kayu. Jeśli była to prawda, musiałem zdecydowanie zmienić moje plany na najbliższą przyszłość. Przede wszystkim, znaleźć kogoś do drużyny. No i wypadało podszkolić się, bo moja obrona przed iluzjami leżała, o czym świadczyły ostatnie godziny tego dnia.
- Ale jest jeszcze ważniejsza rzecz, którą muszę zrobić. - powiedziałem tajemniczo, po czym zbliżyłem się do dziewczyny. Zdawałem sobie sprawę z tego, że czynność, którą teraz wykonam, będzie zdecydowanie niecodzienna i jeśli coś spapram, spłoszona ruda ucieknie... Chociaż nie, to raczej nie był minus. Ogólnie rzecz ujmując, jej obecność stawała się coraz bardziej problematyczna, a ona mniej potrzebna. Wykorzystałem więc swoje domysły, aby objąć lewą ręką w pasie, skracając dystans między naszymi ciałami do minimum. Prawą dłonią sunąłem po jej ręce, a następnie, gdy doszedłem do ramienia, przesunąłem ją na szyję. Delikatnie muskałem jej skórę opuszkami, po czym objąłem ją delikatnie w szyi. Po paru sekundach zbliżyłem twarz i pocałowałem dziewczynę w usta. Buziak był długi, bez żadnych fanaberii, ale miał jej dać trochę ekstazy i innych pierdół. - Chcę spędzić więcej czasu z tobą, kochanie.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 17 wrz 2017, o 20:52

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
7/15


And if the sun grows cold for you along the way
And if the stars don't line to light the way


Och, ależ zaszarżowałeś! Podjąłeś taki, a nie inny wybór, zaszalałeś dość swobodnie, zagrałeś na tej kobiecie jak na wielostrunnej harfie - i w ten sposób, nie da się zaprzeczyć, posiadłeś ją ostatecznie. Gdybyś zapragnął nagle zedrzeć z niej odzienie, dać się ponieść nieposkromionej męskiej naturze, miałbyś w niej kochankę, jakich mało - tyle tylko, że nie było w tej chwili w Tobie pożądania, och, nie. Raczej drzemał w Tobie lew gniewu, który gotów był w każdej chwili ryknąć. Swoim uściśnieniem, a potem słowami wzbudziłeś w niej niezły mętlik, ale to było przyjemne.
Wciąż, mimo wszystko, Cię kochała.
Twoja decyzja o tym, że pójdziesz po Kameko-chan, okazała się być naprawdę trafiona, gdyż wzbudziła w tej kobiecie niepohamowaną euforię. Ucieszyła się, jakby wygrała wielki los w loterii, którą jej zorganizowałeś. Czy to było...
Normalne?
Czy jej błyski szaleństwa, drgające pod jakimś napięciem dłonie, wcześniej zmokłe, a teraz nerwowo pocierane o spodenki, ruchy nie przypominały Ci czegoś?
Zmarszczyła brwi.
-Dobrze. Może rzeczywiście je gdzieś wypuściłam albo wypadły...Ale czujesz się dobrze, tak? Dasz radę bez nich tam dojść?-widać nabrała się na Twoją gierkę, może też była dobrą aktorką. Kto wie, co siedzi w głowach zakochanych?
Oddała Twój pocałunek z ufnością, namiętnie, jej wargi miały smak malin.
Zdecydowanie, to były maliny.
Piegi na twarzy Megumi się uwydatniły, była bardziej zarumieniona niż poprzednio, o ile było to możliwe. Naprawdę, można byłoby ją uznać za ładną dziewczynę, gdyby nie dziwna, wichrowata osobowość, budząca znak zapytania. Co pozostałoby, gdyby odrzeć z niej tą otoczkę piękna, uroku, młodości, tej wielkiej miłości, która w niej płonęła?
Nic.
Zero.
-To chodź. Poszukamy Twoich leków-rzuciła wesoło.-Musimy się tylko pośpieszyć. Orszak miko, w którym jest Kameko-chan, będzie tu pewnie już niedługo, a i ja mam swoją misję na głowie. Przecież nie możesz pozwolić, by coś im się stało, prawda? Ale och, o czym ja mówię!
Klepnęła się w czoło, chichocząc. No rzeczywiście, o czym też ona w ogóle myślała? Jak śmiała myśleć, że jej prześliczny, młody bóg o oczach głębokich i pięknych, zimnych jak niebo, nie dałby sobie z czymkolwiek rady? Jej senpai był niezwykle silną kwintesencją męskości! Poradzi sobie, była tego pewna, w końcu musiał być bardzo doświadczonym shinobi.
Uśmiechnęła się delikatnie, a po kilku minutach już znajdowaliście się na leśnych ścieżkach. Prowadziła Cię spokojnie, nieco niepewnie, na miejsce Waszego poprzedniego obozowiska.
Kiedy tam dotarłeś, od razu rzuciło Ci się w oczy zadeptane ognisko, leżący na swoim miejscu, głęboko uśpiony Kazaru oraz, nieco dalej, niespecjalnie zamaskowane miejsce ze świeżo ruszoną ziemią. Widać było wyraźnie, że ktoś tu wykopał dół, a potem go zasypał.
Przynajmniej w tym jednym nie kłamała.
-To tutaj, Naoki-chan.-poinformowała niepewnie Megumi, po czym zabrała się za poszukiwanie nieistniejących tabletek.
Ostatnio edytowano 19 wrz 2017, o 10:55 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 710
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 18 wrz 2017, o 20:15

Pocałunek się udał. Wraz z moimi ustami przelałem na nią moją władzę. Widziałem jak dziewczyna rumieni się, co wywołało u mnie radość. Niestety, nie była ona taka, jak powinna. Cieszyłem się tylko i wyłącznie z faktu, że mój fortel się powiódł, a niewiasta myślała, że wpadła w moje łaski. Kiedy oddawała mi pocałunek, poczułem malinę. Nie potrafiłem odmówić sobie czegoś więcej. Moja burzliwa natura dała o sobie znać, poczułem nagły przypływ testosteronu, który jak zwykle w takich momentach pokazywał kto tak naprawdę rządzi mężczyzną. Rękę, którą miałem na szyi opuściłem niżej, zdecydowanym i szybkim ruchem. Zjeżdżałem po jej boku, minąłem piersi, brzuch, aż dotarłem do bioder. Drugiej rzeczy, która była dla mnie najważniejsza u kobiet.
- Nigdy o tym nie marzyłaś? - szepnąłem jej na ucho, w końcu odległość między naszymi głowami wynosiła jakieś pięć centymetrów. Atmosfera zaczynała się robić coraz bardziej cięta. Czułem, że powietrze między nami można było zwinąć w prześcieradło, pociąć, a następnie zrobić z niego cygara, które sprzedawałyby się po zadziwiająco dobrych cenach. Bezpardonowo dotykałem dupci mojej fanki, ściskając ją raz mocno, raz lżej. Dałem jej nawet delikatnego klapsa, który pewnie rozbudził w niej pożądanie.
Co mogłem powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? Cóż, jestem tylko mężczyzną...
Pomimo gorących emocji, które między nami się rodziły, zdałem sobie sprawę ze smutnego faktu. Dziewczyna miała zaprowadzić mnie do miejsca, gdzie leżeli moi towarzysze. I chociaż obudziły się we mnie naturalne żądze, zacisnąłem zęby i stwierdziłem, że to nie jest odpowiednie miejsce i pora. Zanim wyruszę dalej, chciałem zobaczyć mogiłę Kayu. Ponadto pragnąłem też ogarnąć Kaza, który może miał w sobie tyle siły witalnej, aby powstać. Zawsze to jego mogłem wysłać na ratunek tej dziewczyneczki, a samemu zrobić to, na co miałem ochotę jeszcze kilka minut temu. Spierdolić w siną dal.
- Chodźmy. Później wynagrodzisz mi to, że pomogłem twojej siostrze, a ja tobie uratowanie mojego życia. - W gruncie rzeczy nie byłem aż tak na nią napalony. Po prostu była ładna. Mogłem ją jednak przelecieć po wszystkim, kiedy przestanie jęczeć o tym odprowadzeniu. Co prawda zepsuło to moje plany na przyszłość, no ale już dobra. W końcu ruda uratowała mi życie, mogłem przez dzień czy dwa pobawić się w bodyguarda. Jak tak się zastanowić, to nie takie rzeczy mężczyźni są w stanie zrobić dla seksu.
Mruknęła coś o lekach. Wzruszyłem ramionami. Zamieniłem się w milczącego wojownika, który szedł za panienką tylko po to, by znaleźć swoich towarzyszy. Przyjmowanie środków na choroby to chyba najbardziej naiwne kłamstwo, ale zadziałało. Kiedy już dotarliśmy, dziewka uganiała się za farmaceutycznymi przyborami, a ja z gulą w gardle patrzyłem na rozkopaną ziemię. Czułem dziwny ścisk w żołądku. Pomyśleć, że parę minut temu miałem ochotę na seks. Teraz jedyne na co miałem ochotę, to przypierdolenie w coś ostro.
- Kaz. - powiedziałem dotykając młodzieńca ręką po głowie. Spał. Przelałem na niego chakrę, co powinno zakończyć możliwe Genjutsu... ale to nie podziałało. Co jest cholera? Śpiączka? W takim momencie? - Kaz... Kurwa, Kaz, nie rób mi tego teraz.
Na moje nieszczęście, właśnie to zrobił. Nie podziałały moje policzki, które mu wymierzałem. Nie pomogło nawet ściśnięcie go przy szyi, które wywoływało cholerny ból u każdego. Spał. Genjutsu rozłożyło go na łopatki albo użyto na niego czegoś zdecydowanie mocniejszego niż się spodziewałem. Zirytowany obecnym obrotem sytuacji odwróciłem się od młodzieńca. Miałem nadzieję, że jakoś z tego wyjdzie, ale jak się okazało, nie był w stanie. Pozostawało mi więc się udać do kopca ziemi, znajdującego się parę metrów obok.
Kayu.
- Kurwa. - mruknąłem do siebie, wpatrując się w prowizoryczny grób. Nie zasługiwała na taki pochówek. Nie zasługiwała na śmierć. Kurwa, to miało potoczyć się zupełnie inaczej. Trójka odważnych młodzików, którzy zaatakowani przez Genjutsu padli na ziemię. Wstałem tylko ja. Czemu? Nie miałem pojęcia. Kaz może jeszcze się ogarnie, ale dla Kayu nie było już ratunku. Ziemny grób to jedyne, co po niej pozostanie. - Wolałbym sam sczeznąć niż oglądać ciebie w tym stanie.
Nie potrafiłem odkopać kobiety. Zdobyłem się na jedyny gest, jaki przyszedł mi teraz do głowy. Podszedłem do pierwszego drzewa, pierdolnąłem w nie z całej siły, dzięki czemu uzyskałem korę. Na kawałku drewna napisałem imię dziewczyny, lata jej życia, a także krótkie zdanie "Uratowała mi życie". Kiedy skończyłem, położyłem prowizoryczny nagrobek na ziemnym kopcu i odsunąłem się powoli do rudej.
Kiedyś zrobię ci grób z kośćca. Obiecuję.
- To chyba tyle.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 19 wrz 2017, o 11:31

(W związku z przewidywanym rozwojem akcji ostrzegamy, że w dalszym ciągu posta mogą pojawić się czerwone kwadraciki i +18!)
___________________________________________________________________________________________________________

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
9/15



We'll be lost on different skies
I will send my rocket ship to find you



Czując Twoje uściśnięcia, Twoją silną, męską dłoń na pośladkach, Megumi zrobiła się czerwona. Jej serce łomotało z hałasem, jakby chciało złamać jej kości, bała się, że faktycznie do tego dojdzie. Właściwie zginęła dla świata; nic się już nie liczyło. Nieważni byli jacyś tam przyjaciele (bo i kto dziś wierzy w istnienie przyjaciół?), nieważna była siostra, słowem - nic nie było tak istotne i ważne jak to, że Naoki, jej miłość życia, poświęcił jej czas i uczucie, ba, pocałował ją i dotknął jej tyłeczka w sposób, który wyraźnie mówił o jego zamiarach! Zaczerwieniła się, ale uszczęśliwiona kiwnęła głową. O tak, marzyła o tym, by oddać się temu jedynemu, temu pięknemu, zmysłowemu błękitowi, który czaił się w nim jak doskonale ukryty płomień. Czy to był płomień pożądania? Czy to był gniew głodnego lwa? Nad tym się nie zastanawiała. Ważny był klaps, który jej z uśmiechem wymierzyłeś w miękkie pośladki, a który przyjęła z głośnym jękiem i jeszcze większym rumieńcem niż poprzednio. Nigdy nie była szczęśliwsza niż teraz, spełniłeś jej marzenia, choć nie byłeś wróżką z bajki, która odpowiadała za sny i pragnienia kobiecych serc. Och, nie, Naoki, żadna z Ciebie wróżka, poza tym...
Kiedy spojrzałeś na Megumi, w jej zielonych dotąd niczym korony drzew i trawa oczach spostrzegłeś tak dziką, szaleńczą nienawiść, jakiej nigdy jeszcze nie widziałeś od początku swojej drogi życia, drogi shinobi - nienawiści takiej nie miał w sobie nikt z ludzi, których poznałeś do tej pory. Była to zimna, bezlitosna wrogość, wściekłość rozdrażnionej tygrysicy, w której drzemała furia, gotowej wbić nagle kły w ciepłe gardło ofiary. Powiodłeś za nią wzrokiem i zauważyłeś, że patrzy na grób Kayumi i na nagrobek, który pozostawiłeś przed chwilą. Gdyby mogła, już by go zniszczyła, ale nie śmiała dotknąć czegoś, co zrobiłeś. W końcu wyszło to spod Twoich rąk.
-Przepraszam, skarbie, ale chyba zgubiłam Twoje leki na amen!-jęknęła wreszcie, wyprostowując się. W jej oczach wciąż płonęła czerwień, żywy ogień Tsujitegana, a na radosnej, młodej buzi widać było zakłopotanie i zmartwienie.
-Dasz radę dotrzeć na miejsce bez leków?-spytała z głęboką troską. Uśmiechnęła się ciepło.-Och, po co ja o to pytam, głupia jestem! Oczywiście, że moje słodkie kochanie sobie poradzi, jesteś przecież taki silny i męski, że nie pokona cię byle ból!
Nagle, ni stąd, ni zowąd, bez żadnej uwertury, bez wprowadzenia w nastrój, bez żadnej zapowiedzi i z zaskoczenia ryknęła szaleńczym, okropnym śmiechem. Nie był to subtelny, delikatny chichot, o nie: w tym śmiechu kryła się cała opowieść zwichrowanego, złamanego obłędu, wariacki rytm szaleństwa, a w błyszczących niezdrowo oczach widziałeś potwierdzenie swoich teorii. Śmiała się tak nie wiadomo z czego dłuższy czas, pocierając o siebie dłonie jedna o drugą, jakby chciała zmyć z nich wodę...czy krew?, a Ty zyskałeś pewność: zakochała się w Tobie psychopatka. I to taka pierwszej wody.
-Nie pozwoliłabym ci zginąć, skarbie-powiedziała, poważniejąc, głos i wyraz twarzy miała już normalny. Zniknął też jej Tsujitegan, pozostawiając normalne, zielone tęczówki. Potrząsnęła głową, jakby chcąc odpędzić jakieś natrętne, krzyczące w jej wnętrzu myśli, po czym gestem wskazała Ci, byś pobiegł za nią, i ruszyła jako pierwsza. To ona Cię prowadziła, jej rude włosy migotały wśród drzew, a kiedy zrównywaliście się ze sobą, jasne, miękkie jak pióra kosmyki często dotykały Twojej twarzy. Uśmiechała się do Ciebie z czułością i oddaniem, jakbyś naprawdę był sensem i celem jej życia. Gdybyś chciał i pragnął tego, mogłeś ją mieć w dosłownie każdej chwili.
-Niedaleko stąd jest małe jeziorko i niewielki zagajnik. Tam się zatrzymamy i poczekamy, eskorta i kapłanki muszą się tam zatrzymać, jeżeli chcą dotrzeć do świątyni!-rzuciła pospiesznie.-Biegnij za mną!
To rzekłszy, znacznie przyspieszyła kroku, ze spokojnej, powolnej marszruty zrobiła z tego sprint.

Zapraszam tutaj :3
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 710
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 11 lip 2018, o 15:06

-No to już nie lubię dziada, kolejny niewidomy.- powiedziałem do siebie pod nosem, kiedy usłyszałem komentarz sprzedawcy na to co powiedziałem. Był bezczelny, to wiadomo, jak takie coś rzucił, a nie przyznał mi rację. Kolejnemu będzie trzeba kupić okularu bo nie dowidzi i papla przez to głupoty. No nic, następnym razem pójdę do konkurencji, a nie do niego, no i jeszcze może kiedyś go okradnę, zapamiętam go sobie.
Kiedy mój nowy pracodawca rzucił mi pytanie o moje pochodzenia to tylko się zaśmiałem i zaklaskałem rozbawiony. Było to bardzo oczywiste stwierdzenie, że nie wygląda jak ludzie w tej wiosce. Ciężko by mi było przytyć i to aż tyle, jak ci ludzie tutaj. A dlaczego ciężko? Nie ze względu na przemianę materii, a po prostu nienawidzę zaniedbania oraz kocham moją idealna sylwetkę. Mógłbym zdjąć koszulkę na środku ulicy i pokazywać grubaskom jak powinno wyglądać boskie ciało. No ale wiedziałem, ze ten tłuszcz był im potrzebny. Ippo ma zbyt długi jęzor.
-No ciężko nie zauważyć że nie jestem z Akermici... Akamiczi, czy jakoś tak. Jestem z kraju kupieckiego. A co z wami? Może jesteście grubaskami w przebraniu?- zadałem ostatnie pytanie rozbawiony, ale nie wyczekiwałem odpowiedzi na nie. Mało kiedy mi się zdarzyło żeby ktoś nie miał kija w dupie i sobie normalnie ze mną gadał i śmieszkował, a co z nimi? nie wiem jeszcze, ale jak na razie wyglądają jakby mieli.
Dalsza podróż przeszła bez przeszkód. Wyszliśmy z wioski i podreptaliśmy do lasu, gdzie stanęliśmy. Najwyraźniej trzeba było coś omówić przed wejściem do tego lasu. Nie myliłem się. Norio postanowił, że chce mi zakryć oczy i zaprowadzić do ich bazy. Pewnie, daj sobie zawiązać oczy nieznajomemu co poznałeś dosłownie przed chwilą. Nie okradnie cię, nie zabije cię, ani nie zgwałci, jedynie pokaże ci swoją tajną bazę. Słysząc to zaśmiałem się głośno, złapałem się za brzuch i pokazałem Tsutomu żeby jeszcze mi nie dawał tego skrawka materiału.
-Nie ufacie mi, dlatego nie chcecie żebym zobaczył drogę do waszej kryjówki, tylko chcecie bym ja wam zaufał, pozbawił się wzroku oraz dał się prowadzić pod pachę, tak że można przyłożyć nóż do gardła. Tylko skończony kretyn by na to poszedł.- chce zakryć moje oczy i pójść z nimi do kryjówki. Serio, miałem na to wielką ochotę. Ale wcześniejsza nieufność o której mówiłem się tutaj uaktywniła. Gdyby nie moja wypowiedź mogłem grać dalej jakiegoś łatwowiernego, by uśpić ich czujność i próbowali mnie wykorzystać do cna, tak by było zabawniej. Lecz było powiedziane, że poprzednim razem sprzedawca przy takiej samej sytuacji musiał odrazu czyścić sklep z krwi ofiary. Dlatego to wyglądało podejrzanie. Wtedy nie trafili na kogoś tak boskiego jak JA, wiec czuli się pewniej i odrazu zabili, tutaj postanowili zagrać inaczej by mieć większe szanse.
-Jak już, to możecie mnie zostawić w jakimś charakterystycznym punkcie w lesie. Znacie ten las, jeżeli macie w nim swoją kryjówkę, więc ciężko nie będzie żebyście wrócili do mnie, który czeka w tym wyznaczonym miejscu. Generalnie polecicie do kryjówki, weźmiecie co chcecie, nawet mapę, wrócicie i mnie wdrążycie w plan, nie ujawniając waszego tajnego miejsca oraz co w nim takiego macie.- uśmiechnąłem się, położyłem dłoń na tali, spojrzałem na Noriego i kontynuowałem rozbawiony.
-Nie wzięliście pod uwagę, że mogę mieć umiejętność która pozwala mi widzieć przez przedmioty, jeżeli bym ją miał to po nic takie podchody. A jeśli spierdolę to moja sprawa, nie zarobie. Przy tej opcji ja będę czuł się bezpiecznie, wy też bo nie będę w waszej kryjówce, a jeżeli coś się odwali to można odrazu spierdalać przez las. Jak już mówiłem, można mnie zostawić w jakimś miejscu samego albo z kimś, a drugi z was poleci zanieść rzeczy do kryjówki i zabrać najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą. Na zaufanie można sobie zapracować podczas tej robótki, po niej możemy sobie zawiązać oczy i się bawić w głupiego jasia. Wasz wybór.- rozłożyłem ramiona na boki i wyczekiwałem na ich decyzję. Swoją drogą, dobrze pomyślałem o tej umiejętności co może widzieć przez przedmioty. Nie mam takiego czegoś, ale warto coś takiego powiedzieć, by porzucili ten ich plan i przystali na mój, moje czerwone oczy mogą mi w tym trochę pomóc. Ja taki genialny, aż bym się poklepał po pleckach.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4628&p=69454#p69454
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hikari » 12 lip 2018, o 10:32

~ Wszystko albo nic ~
Misja rangi C 7/30+
Yuiji Saga




Sprzedawca za swoją bezczelność został zapamiętany, a teraz nadeszła pora ruszać dalej. Do pewnego nieznajomego miejsca, super tajnej kryjówki przestępców. Ale w międzyczasie można było przecież chwilę porozmawiać, w innym przypadku idąc bez jakiegokolwiek słowa w ciszy byłoby bardzo nudne. Jakby chociaż były jakieś ładne kobitki, na które można popatrzeć. Wszystkie były do policzenia na palcach ręki, no chyba, że ktoś lubi pulchniejsze. Miał wtedy trochę więcej wyboru. A czy ta dwójka mogła być grubaskami w przebraniu? Raczej nie było kompletnie takiej możliwości, dosyć kiepski żarcik. Cóż nie każdy urodził się komikiem.
- Taa, to tylko te ubrania mnie tak wyszczuplają. Nie wszyscy tutaj mieszkający są grubasami, chociaż kolega pochodzi z Antai.
Wyglądało jakoby Norio był miejscowym w takim wypadku. Jego mina... W sumie co tutaj dużo powiedzieć, miał maskę, ale nie wyglądało jakoby się uśmiechał. Nie było słychać śmiechu, a głos raczej pozostawał wciąż obojętny dosyć. Mimo wszystko nie wydawało się jakoby miał przysłowiowy kijek w dupie, przecież odpowiedział nawet na tego "śmieszka". To wszystko jednak wciąż było tylko wymianą zdań, która nie wpływała na dalszy przebieg całego zadania. Pod górkę zaczyna się w momencie rozmowy na temat opaski. Yuji nie wydawał się kompletnie przekonany do tego pomysłu.
- Tylko skończony kretyn by tu przyszedł, zabicie w sklepie byłoby bardziej o wiele problematyczne niż tutaj teraz. I wcale bym nie zawiązywał Tobie oczu, tylko po prostu to zrobił.
Wysłuchał jednak na spokojnie alternatyw jakie były proponowane. Mogli zostawić go w lesie i wrócić po niego aby wyjaśnić cały plan. Żaden nie wziął pod uwagę, że może mieć jakieś doujutsu pozwalające widzieć przez przedmioty. To istniało jakieś takie? Wyglądało jakoby ani jeden ani drugi nie słyszał za bardzo o czymś takim, bo spojrzeli się po sobie, a ochroniarz po prostu lekko wzdrygnął ramionami jakoby mu było wszystko obojętne. Nastała chwila ciszy, w której musiał to wszystko przemyśleć. No prawie ciszy, jesteśmy na łonie natury. Ptaki tutaj śpiewały, wiatr szumiał przelatując pomiędzy drzewami. Tylko dalszego pomysłu brak.
- Prawdę mówiąc to ten plan dopiero mamy ułożyć mając cały sprzęt. Chcemy napaść na pewnego handlarza jadącego tutaj z Yusetsu dnia jutrzejszego. Brakuje nam jeszcze informacji o jego przewidywanej ochronie, ale jeden z moich ludzi ma mi zdać raport wieczorem. Najlepiej byłoby ich złapać przed granicą.
Lekko westchnął.
- Nie wydajesz się mimo wszystko na idiotę. Do tego wyglądasz na dość potężnego, przydałby mi się ktoś taki. Ostatnio straciłem też stratega, który odszedł, więc każda osoba potrafiąca myśleć może się przydać. Jeżeli nie chcesz tam podążać to równie dobrze możemy po prostu zakończyć to tu i teraz pojedynkiem, bo pozwolić wrócić do miasta po tym co wiesz nie mogę. Jestem chujem, że to zdradziłem wcześniej prawda? Cóż w pewnych przypadkach trzeba nim też być.
Mimo swoich słów nie szykował się na walkę. Ponownie westchnął.
- Jak masz takowe doujutsu to wtedy nic nie pomoże ten fragment materiału. Tylko czy takie istnieje to drugie pytanie. Możesz mnie okłamywać, czego wręcz najbardziej nienawidzę na świecie. Jak będę tego potrzebował i nie będziesz w stanie użyć tych oczu uznam to za zdradę. To co gotowy do pójścia bez przepaski, z przepaską czy wolisz testować nasze umiejętności już tutaj?
Jeden jak i drugi wyglądał na gotowych do reakcji, ale żadnych ruchów agresywnych nie wykonywali.

Obrazek
Obrazek
When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 12 lip 2018, o 12:38

No dobra. Poczułem się uderzony w policzek. Miał punkt, że tylko skończony kretyn by tutaj dał się zaciągnąć z własnej woli, tam gdzie nie ma żadnych ludzi, czy tez świadków, ale ja tym kretynem nie jestem. Ponieważ jestem lepszy od zwykłego idioty, jestem ponad wszystkich.
-Wiecie, nie boje się zostać z dwójką mężczyzn w lesie, jeżeli to takie straszne. Chociaż jakby musiała wyniknąć z tego walka, to też wole bez świadków, potem taki co się ostanie pobiegnie, a następnie nakabluje komu trzeba i będzie trzeba uciekać.- odgarnąłem włosy na tyłu, podniosłem lekko kacik moich ust, zmrużyłem oczy i słuchałem dalej. Postanowiłem się na trochę zamknąć, bo tamci mieli wiele do powiedzenia. Z krótkiego opisu tego wszystkiego. To jutro ma być ta cała akcja, czekają na informatora i tym podobne. No i są bardzo skorzy do bitki, nie wyglądają jakby się szykowali do walki, ale słowa mówią co innego. Westchnąłem ciężko, rozłożyłem ręce na boki i pokręciłem teatralnie głową.
-Jacy wy bojowi, od razu chcecie by walczyć czy też testować swoje umiejętności w walce. Już teraz znam wynik tej walki, więc nic ciekawego. A i nie mam takich umiejętności, jedynie dałem taką możliwość, której nie wzięliście pod uwagę. Jeżeli można to wybiorę opcję bez zakrycia oczu, bo właśnie ją dałeś, więc czemu nie skorzystać.- ruszył w ich kierunku dość spokojnie, no tak miało to wyglądać. Postanowiłem do nich podejść, bo tym swoim gadaniem trochę mnie do siebie przekupili? No można to tak ująć. Nie ufam im, jestem ciągle przygotowany na jakiś zły ruch z ich strony, ale zainteresowali mnie tym co chcą zrobić jutro. A bardziej zaryzykuje, a co mi tam! Stanąłem przed Norio i poklepałem go po ramieniu leciutko.
-Jeżeli chcecie wiedzieć o mnie więcej to możecie pytać. Może dzięki temu nabierzecie do mnie więcej zaufania, co wy na to? A no i tez chętnie zadam. Co was skłoniło do bycia tymi "złymi" dla "świata".- i ruszyłem w stronę w którą oni idą. No chyba, że będą kolejne problemy, wtedy dłużej sobie sobie będziemy stali, gadali i rzucali na siebie pomysłami. No chyba, że rzucą się na mnie mając mnie już dość. Wtedy będzie trzeba się bronić.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4628&p=69454#p69454
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hikari » 14 lip 2018, o 15:06

~ Wszystko albo nic ~
Misja rangi C 9/30+
Yuiji Saga




Argumenty zarówno jedna strona jak i druga miała porządne. Chociaż Norio uderzył w czuły punkt z przyjściem tutaj jak kretyn, to z drugiej strony z swoją posturą na pierwszy rzut oka nie miał się kogo obawiać. Jak jednak wiemy rozmiary i centymetry w bicepsie to nie wszystko na tym świecie. Jedna technika potrafi pokonać nawet największego kozaka, tylko tutaj raczej nie było dystansu do jakiegokolwiek użycia. Czy to oznaczało, że oni byli użytkownikami sztuk tajemnych i umieli posługiwać się chakrą? Wcale, to jaką walkę preferują to zupełnie inna sprawa. Przypominam, aby nie nabrać innego wrażenia.
- Też masz punkt, że pewnie nie musisz się obawiać obcych.
Mimo swojego dość podejrzanego zajęcia i braku zaufania wydawał się dość... Normalny? Wcale nie próbował przecież zastraszać, potwierdził słowa Yujiego. Może faktycznie tutaj nie było żadnego ukrytego kunai'a przy dawaniu marchewki? Niektórzy po prostu czasem lubię zaryzykować, a kto wie. Może to wszystko to przeznaczone przez bogów admina spotkanie? Cóż wedle plotek rozpowiadanych przez jedną osobę to właśnie tutaj przebywał ktoś wyjątkowy w blond włosach i zmieniał bieg rozmowy. Klepiąc przywódcę wyprawy po ramieniu i zadając bardzo intrygujące pytanie. Ruchy wykonywane tak spokojnie nie wywołały większej reakcji u rozmówcy, posiadał pełne skupienie. Powaga w oczach mogła niemalże kogoś zabić, ale nie wykonał żadnego ruchu w porównaniu do ochroniarza przyjmującego postawę bojową. Został zatrzymany podniesieniem dłoni przez Norio.
- Cóż, czy to nie oczywiste, że pieniądze?
Czekał na jakąkolwiek reakcję ciała, a gdy ona nie nastąpiła to kontynuował. Zanim był w stanie rozmówca coś powiedzieć.
- Chociaż to ostatni powód, to po drodze jest parę innych. Każdy ma swój, zemsta za zgwałconą żonę i córkę jak poszedł na wojnę, a jego dom nie został upilnowany przez pana. Zawód, jako brak możliwości znalezienia swojego miejsca, czy też wykorzystanie sytuacji na świecie po upadku Kami no Hikage. Każdy ma inną odpowiedź na twoje pytanie, ale ja osobiście robię to, bo zamknęli przede mną inne ścieżki życia.
Lekko westchnął rozkładając ręce na boki teatralnie lekko.
- Możemy ruszać? Wolę nie tracić tak czasu tutaj stojąc. Zakryciem oczu zajmiemy się bliżej jak będziesz w stanie zaufać, że nie mam powodu zabijać takiego najemnika. Po prostu uznaj to coś za... Inicjację? Nieoficjalnie, ale każdy to przechodził. Prawie jak tradycja, a z tym nawet bogowie nie powinni walczyć.
Nie tracąc czujności obrócił się i ruszył w las, a za nim jego towarzysz.
- Na początek może powiedz mi kto to zrobił cały ten rozpiedol w stolicy jak możesz. Mało o tym słyszałem. Tylko tyle, że Shiro Ryu się zbuntowali co wydaje się nieprawdopodobne. To wszystko prawda?

Obrazek
Obrazek
When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 14 lip 2018, o 17:12

Yuji, czyli ja, pokiwał głową ze zrozumieniem ich celów w tym wszystkim. Kasa, te papierki są ważne i to bardzo, sam potrzebowałem ich w cholerę na moje widzimisie, które wychodzą poza zakres waszej moralności, wiec lepiej zostańcie w tej swojej niewiedzy, dobrze? Chociaż ich dalsze cele, albo raczej impulsy, które poruszyły ich do tego działania nic mi nie mówiły. Zamknięta droga życia. Nie za bardzo tego rozumiałem, jak ktoś może sobie pozwolić, by inni zamykali przed tobą drzwi do tego czego chcesz. To po prostu jest bycie cipą, która dała się zrobić jak nie powiem co.
Westchnąłem ciężko. Postanowiłem się nie odzywać. Bo jeżeli to co powiedział to prawda, a ja bym to skomentował to byśmy się znienawidzili, no prędzej on. No ale jak na razie mój szacunek do tego gościa zaczął spadać, z łba na szyje. Nienawidzę ludzi, którzy nie dążą do tego czego pragną, nie różnią się niczym innym od zwykłych mieszkańców, którzy nie podążają droga ewolucji, mocy i nie można ich odróżnić przez to od zwykłych robaków.
Dalej zostało coś ciekawego użyte, no dla mnie, a dokładniej coś takiego "a z tym nawet bogowie nie powinni walczyć.". Jakby wiedział, że jestem bogiem. To podniosło mi wyżej ego w tej chwili niz bym chciał je mieć teraz. Wypiąłem pierś bardziej do przodu, uśmiechnąłem się leciutko i patrzyłem się gdzieś w głąb lasu. Byłem zadowolony, że została tutaj wspomniana boska istota, bo to jakby gadać odrazu o mnie. Jedynie czego nie lubiłem, to stwierdzenia, że "bogowie nie powinni walczyć", to co boskie istoty robią to ich wola. Na przykład. Mogą zabić kiedy chcą, ofiarować życie jak tylko poczują na to ochotę, odejść z pola bitwy jak tylko się znudzą, bądź zaatakować kogoś tak po prostu jak chcą. Dlatego nie pozwolą sobie, by jakiś człowiek, który dał sobie odebrać marzenia rozkazywał co mogą, a co nie mogą. Ja sobie na to nie pozwolę, oj nigdy. To ja zadecyduje kiedy będę chciał przejść nieoficjalną inicjację, a nie oni.
-Jasne, ruszajmy, zgłodniałem od tego gadania.- ruszyłem za nimi.
-No dobra. Macie w pewnym sensie rację. Shiro Ryu się zbuntowali, zaczęli zabijać mieszkańców, atakować Shinobi i takie tam. Czysty Chaos. Ale kto kazał zrobić cały rozpierdol?- położyłem na ustach jeden palec, wyglądało to jakbym się zastanawiał? albo po prostu próbował sobie przypomnieć kto to był.
-Ah! No tak! Antykreator we własnej osobie! Widziałem go na placu przy leżących trupach rady, a obok niego jego wojownicy.- uśmiechnięty ruszyłem do przodu, tak by do nich wyrównać, ale tak chciałem wyłapać ich reakcję. Najbardziej Noriego, chociaż on miał zakryte usta to oczy mogły dużo powiedzieć. Zdziwienie, przerażene, radość, gniew i takie tam, można zobaczyć w oczach, one są odzwierciedleniem duszy, tak mi moja ukochana Mama mówiła kiedyś.
-A wszystko zaczęło się pierdzielić, kiedy to Rada wypowiedziała oficjalnie na festynie wojnę Cesarstwie. Wpadli oni, pozabijali, potem poznikali zostawiając zabawę Shiro Ryu, które było wiernie oddane Hanowi. Chociaż teraz naszły mnie inne pytania. Co o tym wszystkim sądzicie? Podoba wam sie to, że Rada już nie istnieje? No i najważniejsze. Co sądzicie o Antykreatorze o imieniu Han? Popieracie go? nie lubicie?.- zmrużyłem oczy i zacząłem patrzył to na jednego, to na drugiego. Oczywiście pokazałem do "ochroniarza karzełka" ręką, by on też na to odpowiedział.
-Kolega Ochroniarz mógłby też na to odpowiedzieć i się przedstawić. Chętnie się z tobą zaprzyjaźnię.-
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4628&p=69454#p69454
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hikari » 16 lip 2018, o 16:39

~ Wszystko albo nic ~
Misja rangi C 11/30+
Yuiji Saga




Opowieść z ruchami niczym w teatrze, bo trzeba pochwalić doskonałe ciało z idealną grą aktorską, przy oddawaniu siebie samego. Budowanie nastroju, tego kto zrobił ten cały rozpierdol. To pytanie zapewne nurtowało każdego zwykłego człowieka, kto był w stanie to zrobić. Dźwięk, że to był Antykreator pokazała w ich oczach lekki szok, może bardziej niedowierzanie. On zginął wiele lat lat temu, a to mieli być fanatycy za to odpowiedzialni. Z drugiej strony, kto inny mógłby tego dokonać na świecie? W trakcie festiwalu zrzeszającego większość liderów rodów i szczepu. Niczym dziwnym po zastanowieniu się chwilę było to wszystko, ten człowiek nawet po tylu latach wywoływał gęsią skórkę. Jak dziecko nie chciało wracać z placu do rzucania shurikenami czy kunai'ami, bo to ich jedyna zabawa w życiu to się straszyło, że przyjdzie Han i je porwie. Podobno wedle legend jest tak do tej pory, ale jakich to nie stworzono na temat jednego mężczyzny mogącego walczyć przeciwko całemu światu samotnie niemalże?
- To przejebane, a życie zaczynało być spokojne. Cóż może nas oszczędzi, bo ostatecznie nic mu przecież nie przeszkadzamy.
Kolega ochroniarz tylko kiwnął głową w jego odpowiedzi wraz z podrapaniem się po głowie. Potem nadeszło parę słów o radzie, która wypowiedziała wojnę Cesarstwu. Zastanawiający byli w sumie też sami jego wojownicy, musieli być zapewne kimś wyjątkowym. Te cząstki informacji przynosiły więcej pytań niżeli odpowiedzi, chociaż teraz przyszedł czas na odpowiedzi lidera. Cóż czy nie wydawało się dziwne, że jego kolega do tej pory milczał? Jak się okazuje nie za bardzo, bo został on też zapytany o parę rzeczy.
- To mój brat, bezimienny ponieważ nienawidzi swojego imienia. Ma ono związek z tym, że jest niemową, a język mu odcięto. Pierwszy dopilnowałem aby przed śmiercią wszystkich z tego domostwa potraktowano tak samo, zgwałcono oraz zabito. Po tym nie ma innej drogi niżeli ukrywać się pod przebraniem, więc wybaczysz mi moją podejrzliwość mam nadzieję. Mimo wszystko nie lubię zabijać przypadkowych osób.
Zrobił chwilę przerwy, jakby kupował sobie tym wszystkim czas na odpowiedź. To co raczej ważniejsze zostawiając na koniec. Ostatecznie ten nie posiadający żadnej nazwy użytkownika wydawał się raczej nie przejawiający większych uczuć, ani reakcji. Było mu to w większości obojętne.
- Rada jest mi obojętna, może istnieć, może nie. I tak jej nie podlegamy. Co sądzę o Antykreatorze? Że jest chorym pojebem, który może rozwalić cały świat skoro zrobił to z Shiro Ryu. I nie chcę go spotkać na swojej drodze. Wtedy będę szczęśliwy.
Ptaszki śpiewały, las coraz głębiej był pokonywany bez żadnych problemów. Czyż to nie jest dość miła atmosfera wraz z paczką dobrych znajomych? Gdyby tylko nie to, co się zaraz stanie.
- Mamy do kryjówki jakieś pięć minut. Mógłbyś jednak założyć tą opaskę? Jestem wyjątkowo nieufnym człowiekiem, a moja granica została dawno przekroczona.
Teraz nie czekając ochroniarz wyciągnął i rzucił tobie opaskę. Mimo wszystko wyglądało jakby zostawiali wybór w rękach boga.

Obrazek
Obrazek
When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1485
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 22
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 16 lip 2018, o 18:21

To zaskoczenie w ich oczach. To było coś, co ja sam chciałbym robić, no moje imię, które przez kogoś zostało wypowiedziane by wprowadzało słuchaczy w zaskoczenie, ale także jak radość, nienawiść, gniew, miłość i wiele więcej emocji. Wracając. Widać że się nie spodziewali takiej odpowiedzi na początku. To było zrozumiałe, sam na początku byłem zaskoczony że taka legenda jeszcze żyje, ale widząc takie dziwy, jak człowieka który nie umiera to można było się spodziewać, że istnieje cos co może przedłużyć życie. Po prostu całkowita nieśmiertelność, coś czego pożądałem. Sama myśl o Hanie ciągle mi przypomina o jednym z moich celów, nieśmiertelność, bądź droga do niej, którą wydobędę z niego albo jego towarzysza o połowie twarzy trupa.
-Spokojne życie jest do dupy. Wole coś robić, by coś się działo na świecie, dla mnie lepsze to niż siedzieć spokojnie na dupie. No i jeszcze dzięki temu większa szansa na zysk jest, dzięki temu będziecie mieli większe szanse na zdobycie bogactwa.- musiałem się trochę powstrzymywać, bo już miałem zamiar rzucać obelgami w stronę zwykłych mieszkańców oraz tych ludzi co pragną spokojnego życia. Lecz ci dwaj tutaj chyba chcą żyć normalnie, a teraz po prostu próbują zdobyć jak najwięcej oszczędności by móc godnie żyć. Dlatego lepiej nie kłócić się z nimi o światopoglądu, gdzie i tak są przegrani, ale nie chce robić kłopotów bo ciekawi mnie zarobek, robótka i takie tam.
Następnie zeszło na brata, na początku mnie nie ciekawił ten maluszek, ale teraz zainteresował mnie. Nielubi swojego imienia, odcięto mu język i takie tam. Ciekawa takto postać, trochę przeszedł w swoim życiu takto.
-Ciekawe. Chociaż nazywanie go bezimiennym jest takie sobie. Co powiesz na Uszebti? Będę cię tak teraz nazywał.- zaśmiałem się lekko. Postanowione, będę go teraz tak nazywał i nikt mi tego nie zabroni, postanowione. Lubie dawać ludziom głupie ksywki. Już mogę zacząć wymyślać głupią ksywkę Noriemu, a tak dla zabawy.
Co do reszty odpowiedzi na moje pytania. Zawiodły mnie, tak jak poprzednie wypowiedzi. Oni się boją go, jak zwykli marni ludzie. Eh, czyli znowu będę tym jedynym niezrozumiałym, co ma rację i będzie się rozwijał. Ci tutaj chyba będą ze mna w tyle, szkoda, a wydawali się nawet spoko, chociaż nadal wyczuwam tutaj sztywność w nich samych. No i myślałem na początku, że dam im ciekawą propozycję robótki ze mną, by pomagać Antykreatora i mojego kumpla NESa, wielka szkoda. Kiedy skończy się ta cała robota to odejdziemy i o sobie zapomnimy, albo coś innego jeszcze ciekawszego się wydarzy. Jak na przykład okradnę ich, a może nawet zabije jednego z nich, tak by drugi zaczął na mnie polować. Uwielbiam kiedy ktoś za mną goni, można się wtedy poczuć taką sławą, chociaż ja nią już jestem, ale trochę brakuje mi fanów albo anty-fanów, którzy by za mną latali z kwiatami bądź pochodniami.
Dotarliśmy do miejsca w którym już nie dało się przejść bez związanych oczu. Została mi rzucona opaska, a ja westchnąłem lekko. Wiedziałem, że mogę tego żałować w pewnym sensie. Na pewno, że po tym wszystkim nie będę wiedział gdzie mają kryjówkę by ich okraść oraz nadal jest obawa, że mogą mnie spróbować zabić. Nie miałem wyboru by zagrać jak mi zagrają, tylko chociaż trochę mogłem to podrasować. Ściągnąłem na chwilę plecak i wyjąłem z niego dwa metry bandaży. Uśmiechnąłem się do nich i podałem jeden koniec Uszebti.
-Będziecie mnie prowadzić jak pieska.- stwierdziłem rozbawiony na początek zawiązując opaskę na czole jak na początku, chciałem im opowiedzieć co i jak.
- Już się poprawiam. Uszebti będzie moim takim psem przewodnikiem. bez obrazu kolego. Zachowamy odległość od siebie, ja tak będę czuł się bezpieczniej. Tylko ty liderze, byś musiał iść z Uszebti i mówić jak będzie jakiś zakręt, kamień czy jakaś przeszkoda. Tak bym nie uderzył w coś twarzą albo nie potknął się. Dziwne, wiem, ale jak wy mi nie ufacie tak bardzo to ja też wam nie ufam. No chyba, że dam radę bez smyczy i mnie naprowadzicie głosem. Wtedy będzie fajna gra dla rozluźnienia sytuacji. A i bez podchodzenia do mnie kiedy mam zakryte oczy, bo uznam to za niestosowne i odrazu ściągam opaskę, a przy tym nie ręczę za siebie. No i bandaż po wszystkim do zwrotu- poszedłem im na rękę, mam zamiar założyć opaskę, a to jak chce być prowadzony to moja sprawa. Teraz to był ich wybór który z opcji prowadzenia mnie wybiorą. W jeden i w drugi sposób pójdę. Czyli na smycz z bandaży, albo tak by prowadzili mnie samym głosem. Byle by już zakończyć sprawę z opaską, wejść do jaskini i ustalić plan działania. Dlatego zakrywam oczy i daje się prowadzić, oddalony od nich trochę. Oczywiście uważam, nasłuchuje, jak któryś z nich za blisko mnie będzie, albo będzie do mnie szedł, że poczuje się zagrożony to ściągam opaskę, odskakuje do tyłu bronie się bądź unikam, jak zobaczę czy mnie atakują bronią. Chociaż też warto będzie zapamiętać głosy dookoła. Może będzie tam coś co wydaje charakterystyczny odgłos, co później pomoże mi odnaleźć wejście do ich kryjówki, na przykład wodospad albo po prostu woda.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 168
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4628&p=69454#p69454
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość