Środek lasu z dala od wioski

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbroje utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 15 wrz 2017, o 20:01

Kazaru nic nie mówił. Wzruszyłem ramionami, pewnie wzięło go na zadumę. To już był taki typ, on po prostu lubił myśleć. Nie ustępowałem mu w tym, może nawet bardziej potrafiłem się wyłączyć, jednak ja kontrolowałem swój umysł na tyle, aby nie okazać braku szacunku rozmówcy. No nic, niech tam sobie myśli nasz mały samurajek. Niedługo wyruszymy, uczucie sytości zniknie, a jedyne co pozostanie to palące poczucie obowiązku. Odegrać się na rodzinie. Chyba tylko to było dla mnie wartością w moim krótkim, a zarazem bezowocnym życiu.
Przesunąłem wzrok na Kayu. Blond piękność milczała, jak to miała w zwyczaju. Pewnie obmyślała jakąś ripostę albo inne kąśliwe uwagi. Taka już była. Miała jasne włosy. Prawie tak jasne, jak te pióra.
Pióra.
Nie musiałem specjalnie upadać, bo siedziałem oparty o drzewo. Traciłem powoli przytomność, a tym samym zsunąłem się na prawy bok. Choć trwało to sekundy, zarejestrowałem shuriken, który wbił się w czyjeś ciało. Kayu? Ciało nie mogło nawet drgnąć, a mózg tracił władzę nad moim stanem. Stałem się nieprzytomny i chociaż serce chciało krzyczeć, umysł, krew, kości i mięśnie były nieugięte. Zamknąłem powieki, a ostatnim obrazem, który przez kilka sekund widniał w mojej wizji, był uśmiech blondyneczki. Jej delikatnych warg, które nawet nie miały czasu zareagować na niespodziewany atak.

* * *

Poczułem delikatne mrowienie w karku. Cholera, mam dopiero szesnaście lat, a już czuję prądy we własnym ciele? Co ja jestem, emerytowany drwal? Zirytowany chciałem zgrzytnąć zębami, zanim zdałem sobie sprawę z tego, że jestem półprzytomny. Czas działał na moją korzyść i wraz z upływem każdej sekundy coraz bardziej przypominałem sobie wydarzenia... tego dnia? Nocy? A może zeszłego miesiąca? Nie miałem bladego pojęcia co się stało, czy był to sen, czy jawa, gdzie się teraz znajdowałem, a przede wszystkim, kto za tym stał. Bałem się otworzyć oczy, ale po paru minutach leżenia w bezruchu zdałem sobie sprawę, że to bez sensu. Kim byłem? Naokim. Kto był ze mną? Kayu i ten nowy... Kaz. W wizji przed upadkiem widziałem śmiertelny rzut shurikenem w pierś blondyny. Oby tylko nie okazał się prawdziwy.
Nie czułem torby na pośladkach albo inaczej. Czułem pośladkami glebę, a więc ktoś zabrał mi element mojego rynsztunku. Wracałem umysłem do stanu właściwego, ale bez otworzenia oczu trudno mi było określić ile ostatniej mojej pamięci to był sen, a ile rzeczywistość. A może po prostu zasnąłem podczas jednego z treningów po ucieczce do Sakai? Kurwa, pora było wrócić do jawy. Jedynym, co nie wywołało u mnie nagłej reakcji, była wrodzona ostrożność. Słyszałem, że jest tu cicho, ale miałem wrażenie, że ktoś za tym wszystkim stoi.
Otworzyłem oczy, ale się nie ruszałem. Widziałem inne niebo niż ostatnio, inną koronę drzewa, a także kobietę, która stała nade mną pochylona. Jej zielone oczy wpatrzone były w moje i niecierpliwie czekały, aż dojdzie do kontaktu naszych gał. I chociaż na mojej twarzy nie widać było żadnych emocji, ona zdawała się promieniować szczęściem. Jak gdyby zobaczyła we mnie... młodego boga? Kochanka? Cel swojego życia? W jej zielonych oczach czaiła się jakaś iskra, a to wszystko zaczynało zdecydowanie mnie przerastać. Odetchnąłem głęboko, a następnie odezwałem się.
- Beznadziejnie. - mruknąłem beznamiętnie. Darowałem sobie wszystkie pytania w stylu kim jesteś, co się tutaj stało, jaki masz rozmiar stanika, dlaczego masz takie piękne nogi, a także czemu nie potrafisz się ubrać. To nie tak, że takie zapytania były złe, ale jakoś nie wierzyłem, że ruda mi odpowie. Czy była ruda? Chyyyyba. Miała jasne włosy, ale dostrzegałem w nich pomarańczowy odcień. Piegi też robiły swoje. Chociaż i tak w jej osobie najbardziej spodobały mi się długie i szczupłe nogi, które dostrzegałem ze spodenek. Byłem prawdziwym jelonkiem, interesowały mnie tylko długie i smukłe kończyny. - Dobrze ciebie widzieć, moja droga... Co u ciebie?
Grałem z czasem, jak idiota, ale innego wyjścia nie miałem. Kobieta wyglądała na zapatrzoną we mnie, tylko dlaczego? Nie kojarzyłem jej, a więc nie mogła być moją partnerką czy kochanką z przeszłości. Zresztą, je mogłem wyliczyć na palcach jednej ręki, znałem ich imiona, miejsce zamieszkania i aparycję. Ruda natomiast nazwała mnie ukochanym. Co się tutaj właściwie działo? Nie miałem pojęcia. Wydawało mi się dość oczywiste to, że tamte pióra to jakieś Genjutsu. Byłem beznadziejnie słaby psychicznie, ale iluzja musiała być potężna, skoro powaliła też Kayu. No i ten shuriken wbity w jej serce też mówił samo za siebie. Ktoś nas zaatakował. Problem tkwił w tym, że nie wiedziałem czy była to moja adoratorka, czy raczej banda oprychów, z których łapsk jakoś się wydostałem i trafiłem na pieguskę.
- Wiesz może gdzie znajduje się moja torba... i dlaczego jestem w innym miejscu? - Przepiękne pytanie, ale jakoś musiałem to zacząć.
Ostatnio edytowano 16 wrz 2017, o 16:14 przez Katsuko, łącznie edytowano 1 raz
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 16 wrz 2017, o 15:47

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
3/15


Some day when galaxies collide
We'll be lost on different skies
I will send my rocket ship to find you
Because I know you're lost when you run away


Zielonooka klasnęła z dumą w ręce, uszczęśliwiona tym, że się ocknąłeś i zacząłeś mówić dorzecznie. Rozpoznałeś ją, rozpoznałeś! To było najważniejsze, jej prawdziwa miłość, jej senpai( <jaszczureł> ) w końcu się obudził, wrócił do życia! Naprawdę było z czego się cieszyć! Chyba chwilowo tak się pogrążyła w tej radości, w tej celebracji Waszych wspólnych chwil, że zapomniała Ci odpowiedzieć - poczekaj cierpliwie, może się w końcu czegoś dowiesz, w miłości przecież podstawą jest wymiana informacji. Sam Twój głos był jej tak miły, że gdyby tylko mogła, rzuciłaby na Ciebie jakieś jutsu zmuszające Cię do mówienia, mówienia, mówienia, żeby tylko napawać się melodią słów wypływających z Twojego ciepłego gardła...
Dotknęła Twojego policzka, rozemocjonowana, serce jej waliło jak obłąkane, słyszałeś je aż za dobrze i gdyby ktoś jeszcze stał obok Was, zapewne również usłyszałby ten szaleńczy, boleśnie szarpiący się w piersiach jak schwytane w klatkę zwierzę, rytm. Uśmiechała się, ale coś w tym uśmiechu, w tym spojrzeniu, w gracji, z jaką się ruszała, było niepokojąco znajomego. Czy tak nie zachowywali się...?
Zresztą, po co o tym teraz mówić, nie było to tak istotne. Postąpiłeś i rozsądnie, i nierozsądnie - z jednej strony zagrałeś kartą starej znajomości, zachowałeś się, jakbyście znali się od wieków, i dobrze; w końcu wobec pewnych podejrzeń rozsądnie było nie wybijać kobiety z owej iluzji, którą sam dla siebie stworzył jej tajemniczy umysł. Może też rzeczywiście się znaliście? Może była to jedna z tych dziewczyn, które widziało się gdzieś na drodze, mignęły Ci na szybko podczas ucieczki? A może niebo nie jest jednak niebieskie, tylko czerwone...jak krew?
Nie, to pewne, nie znasz jej, nigdy się wcześniej nie spotkaliście, nawet nie znasz jej imienia. Za to ona, jak się wydaje, zna Twoje...
Z drugiej strony lepiej byłoby nie zwiększać rozmiarów tej iluzji, nie przesadzać z aktorstwem. Jeżeli przeszarżujesz w nieodpowiednim momencie, nie wyczujesz tego momentu...Bądź ostrożny, szeptało Twoje przeczucie, i nie miałeś powodu, by mu nie wierzyć, zwłaszcza z uwagi na zniknięcie Kayumi i Kazaru oraz na fakt, że byłeś praktycznie rozbrojony.
Spytałeś o torbę. Dziewczyna zmarszczyła przez chwilę brwi w namyśle, jakby zastanawiała się, o co ją w ogóle pytasz, a potem jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
-U mnie wszystko w porządku, skarbie, naprawdę!-zawołała pogodnie i znów pogłaskała Twój policzek. Miała ciepłe dłonie, tak miękkie, delikatne, a jednak mokre...tak, jakby dosłownie przed chwilą umyła ręce. Krople wody wciąż ściekały z jej smukłych palców, powoli, delikatnie spadając w dół, jak pióra, które widziałeś przed zaśnięciem. -Twoja torba jest u mnie, cała, zdrowa i bezpieczna~~! Oddam ci ją później, jak będziesz szedł na spotkanie z Kameko-chan.
Mówiła o tym spotkaniu jak o rzeczy postanowionej, więc lepiej byłoby, byś się nie sprzeciwiał...ostrzegały Cię przed tym także jej oczy. Groźne, niebezpieczne, rozkazujące. Po chwili wszakże znów pojawiła się w nich radość.
-Jestem Megumi, tak przy okazji, kochanie. Ale ty masz taką wspaniałą pamięć, więc na pewno pamiętasz moje imię!~~
Zatańczyła w miejscu, śmiejąc się, wirowała w powietrzu subtelna jak anioł.
Czy to były jej pióra...?
Pióra złotego anioła...?
-Przeniosłam Cię tutaj, bo pomyślałam, że niebo tutaj będzie piękniejsze. Jesteś głodny? Potrzebujesz czegoś?-wypytywała z radością, jakby nic się nie stało.-Kiedy wyruszysz po Kameko-chan?
Przyglądając się Megumi i jej radości, blaskowi jej urody, jasne było jedno: nie była ona, jak wskazywałoby imię, twoim błogosławieństwem.
-Bo przecież wyruszysz, prawda? Powiedz!
Obietnice, obietnice, obietnice. Tak łatwo je złożyć, zapewnić kogoś "oczywiście, zrobię to", "zrobię, co zechcesz", "będę z tobą", ale z drugiej strony...Ciebie już wiąże jedna, do tego masz na sobie ciężar więzi z inną, którą zawiązałeś tak łatwo.
Co więc teraz zrobisz? Jaką decyzję podejmiesz, przebudzony, błękitnowłosy królewiczu z bajki?
Ostatnio edytowano 17 wrz 2017, o 15:31 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 633
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 16 wrz 2017, o 18:19

Ruda na widok moich otworzonych oczu postanowiła klasnąć. Cóż, chyba nie wiedziała tego jak powinno traktować się ludzi wstających z drzemki, nawet jeśli jest wymuszona. Równie dziwne była ta cała radość, jak gdybym okazał się najważniejszą dla niej osobą. O co tutaj właściwie chodziło? Najpierw gaśnie światło, potem znikają moi towarzysze, a teraz stoi nade mną jakaś laska, która uzurpuje sobie prawo do mojej torby, przyszłych czynów, a co najgorsze, mnie samego. Na mojej twarzy nie widać było uśmiechu, a wręcz przeciwnie. Powoli na mej buźce rysował się grymas, który może nie był szeroki, ale zbyt dobrze mówił co myślę o obecnej sytuacji.
Kiedy podnosiłem swoje ciało, dziewczyna zbliżyła się i złapała mój policzek. Nie zareagowałem, bo ruszyła się szybko, a ja, jak to po śnie, miałem jeszcze odrętwiałe ciało. Jej dotyk nie zmienił wyrazu mojej twarzy, i chociaż ona nie zdawała się być poruszona tym wszystkim, powoli czułem negatywne emocje, które budziły się gdzieś tam, daleko. Może nie wzbudziła mojego gniewu, ale cała ta sytuacja zdecydowanie mnie przerastała. Nie miałem pojęcia dlaczego ta dziewczyna mnie zna i co sobie właściwie ubzdurała.
Wstałem, a pierwszym co zrobiłem, było otrzepanie ubrania z kurzu. Nosiłem białe ciuszki, toteż nie widziałem sensu w zgrywaniu chojraka i nie dbania o własny ubiór. Te klamoty służyły mi od dłuższego czasu, wyglądałem w nic co najmniej godnie, a dodatkowo nie miałem pieniędzy na kupno nowych. Ruda zabrała moją torbę, i o ile nie narzekałem na brak finansów jeszcze dzień temu, to teraz czułem się dziwnie... goły. Bez ekwipunku. Bez kasy. Bez pojęcia, co się tutaj właściwie dzieje.
- Dziękuję ci za troskę, kochanie. - mruknąłem, a ostatnie słowo zawierało w sobie sporą dawkę sarkazmu. Kiedy kobieta mnie głaskała, chwyciłem jej dłoń. Ścisnąłem ją mocno, może nie na tyle, aby jej coś zrobić, ale na pewno odczuła dyskomfort, a może nawet delikatny ból. Nie podobała mi się ta sytuacja i zachowanie rudej fanki mojej białej cery i niebieskich włosów. - Muszę dostać moją torbę teraz. Mam w niej leki, a wiesz co się dzieje, kiedy ich nie zażyję.
Puściłem jej rękę, a następnie schowałem ręce do kieszeni. Parzyłem na nią zirytowany, zdecydowanie niezadowolony, ale jak znałem życie, pewnie jej to nie przeszkadzało. Niech mi da tą przeklętą torbę, założę ją na pośladek, potem wypytam ją o Kaza i Kayu, po czym będę mógł odejść. Musiałem w końcu dowiedzieć się czy śmierć blondyneczki była realna, czy tylko w moim śnie. No i co z dobrym samurajem, który zaoferował mi swoją pomoc, a ja nie chciałem pozwolić mu odejść do momentu dotrzymania obietnicy.
- My się chyba nie rozumiemy, Megumi. - powiedziałem powoli. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam ochoty na granie w kotka i myszkę. Jeszcze parę minut temu byłem spokojniejszy i mogłem udawać kogoś, kim nie byłem. Teraz, kiedy całkowicie oprzytomniałem, zrozumiałem, że był to błąd. Udawanie kogoś innego nie leżało w mojej naturze, a poza tym czułem falę irytacji wobec tej dziewczyny... Spokojnie, Naoś. Odbierz co twoje, zapytaj o resztę. I spierdalaj jak najdalej. - W ogóle ciebie nie kojarzę, słodka. Nie jestem głodny. Niczego nie potrzebuję prócz torby i informacji o moich towarzyszach, którzy gdzieś zniknęli. Chcę też wiedzieć co się ze mną stało.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 17 wrz 2017, o 15:26

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
5/15


Because I know you're lost when you run away
Into the same black holes and black mistakes



Sarkazm, który wystrzeliłeś niczym strzałę o zaostrzonym bełcie, chyba ominął jej świadomość. To znaczy usłyszała, co do niej mówiłeś, i doskonale zrozumiała, jednak nie dostrzegła tej subtelnej ironii, najważniejsze dla niej było słowo, które ze złością wymówiłeś - ze złością, ale jednak - kochanie. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jednak kiedy chwyciłeś jej dłoń, jęknęła, zaskoczona, a jej oczy rozszerzyły się w nagłym niepokoju. Teraz chyba dopiero zrozumiała, że zdecydowanie nie chciałeś być jej miłością, nie chciałeś dzielić z nią życia, nie taki był Twój plan na przyszłość. Przez jej twarz przemknął jakiś cień. Nie zamierzała Ci jednak pozwolić odejść zbyt szybko. Wszak byłeś jej prawdziwą miłością, spełnieniem jej snów...a że jej nie kojarzyłeś? Ach, najważniejsze, że ona Cię kojarzyła, to była podstawa do dobrej, głębokiej miłości!
Cofnęła się trochę, spłoszona jak sarna, przez chwilę mogłaby nawet wyglądać uroczo, gdyby nie ten błysk w jej oczach i szybkie, nerwowe ruchy, które zdradzały, że wciąż śpi w tym swoim krysztale marzeń. Przełknęła ślinę. Jak to on mnie nie kocha?
Ale hej! Nazwałeś ją "słodką", nie mogło być aż tak źle, na pewno ma przed sobą jakieś szanse! Stwierdziłeś wprawdzie stanowczo, że niczego nie potrzebujesz, ale...ale może jednak?
-Wystarczy, że ja cię kojarzę-zapewniła pogodnie, po chwili jednak zmarszczyła brwi.-Jakie leki? Twoja torba się uszkodziła, kiedy Cię tu niosłam, więc ją wzięłam, żeby naprawić. Naprawiłam, ale nie było tam żadnych leków poza kunaiami...Zaraz ci ją oddam. I jakich, u licha...ach, tak!
Na chwilę zniknęła z Twojego zasięgu wzroku, a kiedy wróciła, w dłoni miała rzeczywiście pozszywaną - niezdarnie, ale jednak - i naprawioną torbę.
-W środku są wszystkie Twoje rzeczy, skarbie-poinformowała radośnie. Pytanie o Twoich towarzyszy chwilowo pominęła, jakby z rozmysłem.-A więc pójdziesz już po Kameko-chan?
Wydawało się, że obsesyjne pytania o osobę, której imię było symbolem lepszego życia, stanowią właściwe clou jej osoby. Ba, wydawałoby się, że jeśli poruszysz ten temat w odpowiedni sposób, zyskasz klucz do jej duszy, do toru, jakim mkną nieuporządkowane, chaotyczne myśli tej kobiety...
-Wpadłeś w Nehan Shouja no Jutsu-odpowiedziała. Z jej twarzy trudno było wywnioskować, czy kłamie, czy nie.-Ale to nie ja je rzuciłam. Znalazłam cię tam...i przyniosłam tutaj. Nie mogłeś zostać sam. Co do Twoich towarzyszy...
Znów zmarszczyła brwi w namyśle.
-Wiem, że Twoja przyjaciółka nie żyje, wbito jej shuriken w serce. Bardzo mi przykro...Pochowałam jej ciało. Jeżeli chodzi o tamtego chłopaka, spał i nie mogłam go obudzić, więc tam został. Bardziej zależało mi na Tobie, skarbie, nie obchodził mnie. Chcesz po niego wrócić?
Bo przecież cóż mógł ją obchodzić potencjalny rywal, przeszkoda na drodze do zdobycia ukochanego? Albo czym miałaby się przejmować w przypadku Kayumi? Była tylko niepotrzebnym śmieciem. A że śmieć został już uprzątnięty, znalazł swoje właściwe miejsce na ziemi - czy raczej w ziemi, to wszystko było jasne.
Wszystko było jasne.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 633
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 17 wrz 2017, o 19:34

Nie rozumiała? Nie, po prostu nie przyjmowała tego do świadomości. Co się tutaj właściwie odgrywało? Jakieś dziewczę wyciąga mnie z opresji, wpatruje się we mnie jak w bożka i wmawia mi, że muszę zaraz wyruszyć do jakiejś panienki, bo przecież jestem taaaki silny, a ona potrzebuje obstawy. Nie wiedziałem wręcz czy mam być zły, czy zdziwiony, czy może zadowolony, że ktoś mówi mi wreszcie co mam robić. W czasie ostatnich wydarzeń to ja byłem liderem małej grupki, i nie to, że mi to przeszkadzało, ale do roli lidera też jakoś się nie paliłem. Głowa pełna myśli, serce tonące w uczuciach, ciało gotowe do działania. Dziwne to połączenie, bo niby chce się podjąć akcję, ale nie wie gdzie dokładnie zacząć.
- Nie byłbym tego pewien, piękna. - Świeży wniosek był oczywisty. Smarkula zauroczyła się we mnie albo przynajmniej widziała we mnie wzór cnót. Jeśli jej schlebiałem to miałem możliwość uspokojenia dziewczyny, a przy okazji dania sobie czasu na obmyślenie coraz to nowszych faktów. Słowa piegowatej piękności zdecydowanie uspokoiły mój gniew. Ostudzony, uspokojony, mogłem wreszcie zacząć manipulację słowną. Zobaczymy jak dobrym retorykiem jestem, hę? - Ależ skarbie, nie wiesz, że jestem chorowity? W torbie zawsze mam przy sobie leki, w razie nagłego ataku. Może ich nie znalazłaś przez roztargnienie albo wypadły gdzieś po drodze... W każdym razie dziękuję ci za zszycie mojej torby i zaopiekowanie się mną. Jestem ci bardzo wdzięczny, kotku.
Zachowywałem się jak na typowego idiotę przystało, czyli zmieniałem taktykę co pięć minut. Dopiero teraz wpadłem na pomysł tej jednej, najlepszej. Co prawda nie byłem do końca pewien jak daleko fascynacja rudej moją osobą jest posunięta, ale jak to mawiają, kto nie ryzykuje, ten szpiku kostnego nie ma.
- Kochanie, oczywiście, że pójdę do twojej siostry. Problem jest w tym, że zanim to zrobię, muszę załatwić dwie ważne sprawy, które nie dają mi spokoju. - mówiłem powoli, jednak starając się by mój ton brzmiał przekonująco. W sumie nie musiałem się zbytnio starać, bo chodziło o sam komunikat, a dla takiej zszokowanej dziewuchy i tak każde moje słowo brzmiało jak rozkaz albo przynajmniej święty cytacik, który można było sobie oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. - Po pierwsze, muszę zbadać miejsce, w którym mnie zaatakowano. Mogą być tam moje leki, a poza tym chciałbym zobaczyć Kaza. Może być mi potrzebny... kiedyś.
Interesowała mnie również śmierć Kayu. Jeśli była to prawda, musiałem zdecydowanie zmienić moje plany na najbliższą przyszłość. Przede wszystkim, znaleźć kogoś do drużyny. No i wypadało podszkolić się, bo moja obrona przed iluzjami leżała, o czym świadczyły ostatnie godziny tego dnia.
- Ale jest jeszcze ważniejsza rzecz, którą muszę zrobić. - powiedziałem tajemniczo, po czym zbliżyłem się do dziewczyny. Zdawałem sobie sprawę z tego, że czynność, którą teraz wykonam, będzie zdecydowanie niecodzienna i jeśli coś spapram, spłoszona ruda ucieknie... Chociaż nie, to raczej nie był minus. Ogólnie rzecz ujmując, jej obecność stawała się coraz bardziej problematyczna, a ona mniej potrzebna. Wykorzystałem więc swoje domysły, aby objąć lewą ręką w pasie, skracając dystans między naszymi ciałami do minimum. Prawą dłonią sunąłem po jej ręce, a następnie, gdy doszedłem do ramienia, przesunąłem ją na szyję. Delikatnie muskałem jej skórę opuszkami, po czym objąłem ją delikatnie w szyi. Po paru sekundach zbliżyłem twarz i pocałowałem dziewczynę w usta. Buziak był długi, bez żadnych fanaberii, ale miał jej dać trochę ekstazy i innych pierdół. - Chcę spędzić więcej czasu z tobą, kochanie.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 17 wrz 2017, o 20:52

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
7/15


And if the sun grows cold for you along the way
And if the stars don't line to light the way


Och, ależ zaszarżowałeś! Podjąłeś taki, a nie inny wybór, zaszalałeś dość swobodnie, zagrałeś na tej kobiecie jak na wielostrunnej harfie - i w ten sposób, nie da się zaprzeczyć, posiadłeś ją ostatecznie. Gdybyś zapragnął nagle zedrzeć z niej odzienie, dać się ponieść nieposkromionej męskiej naturze, miałbyś w niej kochankę, jakich mało - tyle tylko, że nie było w tej chwili w Tobie pożądania, och, nie. Raczej drzemał w Tobie lew gniewu, który gotów był w każdej chwili ryknąć. Swoim uściśnieniem, a potem słowami wzbudziłeś w niej niezły mętlik, ale to było przyjemne.
Wciąż, mimo wszystko, Cię kochała.
Twoja decyzja o tym, że pójdziesz po Kameko-chan, okazała się być naprawdę trafiona, gdyż wzbudziła w tej kobiecie niepohamowaną euforię. Ucieszyła się, jakby wygrała wielki los w loterii, którą jej zorganizowałeś. Czy to było...
Normalne?
Czy jej błyski szaleństwa, drgające pod jakimś napięciem dłonie, wcześniej zmokłe, a teraz nerwowo pocierane o spodenki, ruchy nie przypominały Ci czegoś?
Zmarszczyła brwi.
-Dobrze. Może rzeczywiście je gdzieś wypuściłam albo wypadły...Ale czujesz się dobrze, tak? Dasz radę bez nich tam dojść?-widać nabrała się na Twoją gierkę, może też była dobrą aktorką. Kto wie, co siedzi w głowach zakochanych?
Oddała Twój pocałunek z ufnością, namiętnie, jej wargi miały smak malin.
Zdecydowanie, to były maliny.
Piegi na twarzy Megumi się uwydatniły, była bardziej zarumieniona niż poprzednio, o ile było to możliwe. Naprawdę, można byłoby ją uznać za ładną dziewczynę, gdyby nie dziwna, wichrowata osobowość, budząca znak zapytania. Co pozostałoby, gdyby odrzeć z niej tą otoczkę piękna, uroku, młodości, tej wielkiej miłości, która w niej płonęła?
Nic.
Zero.
-To chodź. Poszukamy Twoich leków-rzuciła wesoło.-Musimy się tylko pośpieszyć. Orszak miko, w którym jest Kameko-chan, będzie tu pewnie już niedługo, a i ja mam swoją misję na głowie. Przecież nie możesz pozwolić, by coś im się stało, prawda? Ale och, o czym ja mówię!
Klepnęła się w czoło, chichocząc. No rzeczywiście, o czym też ona w ogóle myślała? Jak śmiała myśleć, że jej prześliczny, młody bóg o oczach głębokich i pięknych, zimnych jak niebo, nie dałby sobie z czymkolwiek rady? Jej senpai był niezwykle silną kwintesencją męskości! Poradzi sobie, była tego pewna, w końcu musiał być bardzo doświadczonym shinobi.
Uśmiechnęła się delikatnie, a po kilku minutach już znajdowaliście się na leśnych ścieżkach. Prowadziła Cię spokojnie, nieco niepewnie, na miejsce Waszego poprzedniego obozowiska.
Kiedy tam dotarłeś, od razu rzuciło Ci się w oczy zadeptane ognisko, leżący na swoim miejscu, głęboko uśpiony Kazaru oraz, nieco dalej, niespecjalnie zamaskowane miejsce ze świeżo ruszoną ziemią. Widać było wyraźnie, że ktoś tu wykopał dół, a potem go zasypał.
Przynajmniej w tym jednym nie kłamała.
-To tutaj, Naoki-chan.-poinformowała niepewnie Megumi, po czym zabrała się za poszukiwanie nieistniejących tabletek.
Ostatnio edytowano 19 wrz 2017, o 10:55 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 633
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Katsuko » 18 wrz 2017, o 20:15

Pocałunek się udał. Wraz z moimi ustami przelałem na nią moją władzę. Widziałem jak dziewczyna rumieni się, co wywołało u mnie radość. Niestety, nie była ona taka, jak powinna. Cieszyłem się tylko i wyłącznie z faktu, że mój fortel się powiódł, a niewiasta myślała, że wpadła w moje łaski. Kiedy oddawała mi pocałunek, poczułem malinę. Nie potrafiłem odmówić sobie czegoś więcej. Moja burzliwa natura dała o sobie znać, poczułem nagły przypływ testosteronu, który jak zwykle w takich momentach pokazywał kto tak naprawdę rządzi mężczyzną. Rękę, którą miałem na szyi opuściłem niżej, zdecydowanym i szybkim ruchem. Zjeżdżałem po jej boku, minąłem piersi, brzuch, aż dotarłem do bioder. Drugiej rzeczy, która była dla mnie najważniejsza u kobiet.
- Nigdy o tym nie marzyłaś? - szepnąłem jej na ucho, w końcu odległość między naszymi głowami wynosiła jakieś pięć centymetrów. Atmosfera zaczynała się robić coraz bardziej cięta. Czułem, że powietrze między nami można było zwinąć w prześcieradło, pociąć, a następnie zrobić z niego cygara, które sprzedawałyby się po zadziwiająco dobrych cenach. Bezpardonowo dotykałem dupci mojej fanki, ściskając ją raz mocno, raz lżej. Dałem jej nawet delikatnego klapsa, który pewnie rozbudził w niej pożądanie.
Co mogłem powiedzieć na swoje usprawiedliwienie? Cóż, jestem tylko mężczyzną...
Pomimo gorących emocji, które między nami się rodziły, zdałem sobie sprawę ze smutnego faktu. Dziewczyna miała zaprowadzić mnie do miejsca, gdzie leżeli moi towarzysze. I chociaż obudziły się we mnie naturalne żądze, zacisnąłem zęby i stwierdziłem, że to nie jest odpowiednie miejsce i pora. Zanim wyruszę dalej, chciałem zobaczyć mogiłę Kayu. Ponadto pragnąłem też ogarnąć Kaza, który może miał w sobie tyle siły witalnej, aby powstać. Zawsze to jego mogłem wysłać na ratunek tej dziewczyneczki, a samemu zrobić to, na co miałem ochotę jeszcze kilka minut temu. Spierdolić w siną dal.
- Chodźmy. Później wynagrodzisz mi to, że pomogłem twojej siostrze, a ja tobie uratowanie mojego życia. - W gruncie rzeczy nie byłem aż tak na nią napalony. Po prostu była ładna. Mogłem ją jednak przelecieć po wszystkim, kiedy przestanie jęczeć o tym odprowadzeniu. Co prawda zepsuło to moje plany na przyszłość, no ale już dobra. W końcu ruda uratowała mi życie, mogłem przez dzień czy dwa pobawić się w bodyguarda. Jak tak się zastanowić, to nie takie rzeczy mężczyźni są w stanie zrobić dla seksu.
Mruknęła coś o lekach. Wzruszyłem ramionami. Zamieniłem się w milczącego wojownika, który szedł za panienką tylko po to, by znaleźć swoich towarzyszy. Przyjmowanie środków na choroby to chyba najbardziej naiwne kłamstwo, ale zadziałało. Kiedy już dotarliśmy, dziewka uganiała się za farmaceutycznymi przyborami, a ja z gulą w gardle patrzyłem na rozkopaną ziemię. Czułem dziwny ścisk w żołądku. Pomyśleć, że parę minut temu miałem ochotę na seks. Teraz jedyne na co miałem ochotę, to przypierdolenie w coś ostro.
- Kaz. - powiedziałem dotykając młodzieńca ręką po głowie. Spał. Przelałem na niego chakrę, co powinno zakończyć możliwe Genjutsu... ale to nie podziałało. Co jest cholera? Śpiączka? W takim momencie? - Kaz... Kurwa, Kaz, nie rób mi tego teraz.
Na moje nieszczęście, właśnie to zrobił. Nie podziałały moje policzki, które mu wymierzałem. Nie pomogło nawet ściśnięcie go przy szyi, które wywoływało cholerny ból u każdego. Spał. Genjutsu rozłożyło go na łopatki albo użyto na niego czegoś zdecydowanie mocniejszego niż się spodziewałem. Zirytowany obecnym obrotem sytuacji odwróciłem się od młodzieńca. Miałem nadzieję, że jakoś z tego wyjdzie, ale jak się okazało, nie był w stanie. Pozostawało mi więc się udać do kopca ziemi, znajdującego się parę metrów obok.
Kayu.
- Kurwa. - mruknąłem do siebie, wpatrując się w prowizoryczny grób. Nie zasługiwała na taki pochówek. Nie zasługiwała na śmierć. Kurwa, to miało potoczyć się zupełnie inaczej. Trójka odważnych młodzików, którzy zaatakowani przez Genjutsu padli na ziemię. Wstałem tylko ja. Czemu? Nie miałem pojęcia. Kaz może jeszcze się ogarnie, ale dla Kayu nie było już ratunku. Ziemny grób to jedyne, co po niej pozostanie. - Wolałbym sam sczeznąć niż oglądać ciebie w tym stanie.
Nie potrafiłem odkopać kobiety. Zdobyłem się na jedyny gest, jaki przyszedł mi teraz do głowy. Podszedłem do pierwszego drzewa, pierdolnąłem w nie z całej siły, dzięki czemu uzyskałem korę. Na kawałku drewna napisałem imię dziewczyny, lata jej życia, a także krótkie zdanie "Uratowała mi życie". Kiedy skończyłem, położyłem prowizoryczny nagrobek na ziemnym kopcu i odsunąłem się powoli do rudej.
Kiedyś zrobię ci grób z kośćca. Obiecuję.
- To chyba tyle.
Katsuko
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Hayami Akodo » 19 wrz 2017, o 11:31

(W związku z przewidywanym rozwojem akcji ostrzegamy, że w dalszym ciągu posta mogą pojawić się czerwone kwadraciki i +18!)
___________________________________________________________________________________________________________

TRYB MG - Misja dla Naokiego
"Die for You"
9/15



We'll be lost on different skies
I will send my rocket ship to find you



Czując Twoje uściśnięcia, Twoją silną, męską dłoń na pośladkach, Megumi zrobiła się czerwona. Jej serce łomotało z hałasem, jakby chciało złamać jej kości, bała się, że faktycznie do tego dojdzie. Właściwie zginęła dla świata; nic się już nie liczyło. Nieważni byli jacyś tam przyjaciele (bo i kto dziś wierzy w istnienie przyjaciół?), nieważna była siostra, słowem - nic nie było tak istotne i ważne jak to, że Naoki, jej miłość życia, poświęcił jej czas i uczucie, ba, pocałował ją i dotknął jej tyłeczka w sposób, który wyraźnie mówił o jego zamiarach! Zaczerwieniła się, ale uszczęśliwiona kiwnęła głową. O tak, marzyła o tym, by oddać się temu jedynemu, temu pięknemu, zmysłowemu błękitowi, który czaił się w nim jak doskonale ukryty płomień. Czy to był płomień pożądania? Czy to był gniew głodnego lwa? Nad tym się nie zastanawiała. Ważny był klaps, który jej z uśmiechem wymierzyłeś w miękkie pośladki, a który przyjęła z głośnym jękiem i jeszcze większym rumieńcem niż poprzednio. Nigdy nie była szczęśliwsza niż teraz, spełniłeś jej marzenia, choć nie byłeś wróżką z bajki, która odpowiadała za sny i pragnienia kobiecych serc. Och, nie, Naoki, żadna z Ciebie wróżka, poza tym...
Kiedy spojrzałeś na Megumi, w jej zielonych dotąd niczym korony drzew i trawa oczach spostrzegłeś tak dziką, szaleńczą nienawiść, jakiej nigdy jeszcze nie widziałeś od początku swojej drogi życia, drogi shinobi - nienawiści takiej nie miał w sobie nikt z ludzi, których poznałeś do tej pory. Była to zimna, bezlitosna wrogość, wściekłość rozdrażnionej tygrysicy, w której drzemała furia, gotowej wbić nagle kły w ciepłe gardło ofiary. Powiodłeś za nią wzrokiem i zauważyłeś, że patrzy na grób Kayumi i na nagrobek, który pozostawiłeś przed chwilą. Gdyby mogła, już by go zniszczyła, ale nie śmiała dotknąć czegoś, co zrobiłeś. W końcu wyszło to spod Twoich rąk.
-Przepraszam, skarbie, ale chyba zgubiłam Twoje leki na amen!-jęknęła wreszcie, wyprostowując się. W jej oczach wciąż płonęła czerwień, żywy ogień Tsujitegana, a na radosnej, młodej buzi widać było zakłopotanie i zmartwienie.
-Dasz radę dotrzeć na miejsce bez leków?-spytała z głęboką troską. Uśmiechnęła się ciepło.-Och, po co ja o to pytam, głupia jestem! Oczywiście, że moje słodkie kochanie sobie poradzi, jesteś przecież taki silny i męski, że nie pokona cię byle ból!
Nagle, ni stąd, ni zowąd, bez żadnej uwertury, bez wprowadzenia w nastrój, bez żadnej zapowiedzi i z zaskoczenia ryknęła szaleńczym, okropnym śmiechem. Nie był to subtelny, delikatny chichot, o nie: w tym śmiechu kryła się cała opowieść zwichrowanego, złamanego obłędu, wariacki rytm szaleństwa, a w błyszczących niezdrowo oczach widziałeś potwierdzenie swoich teorii. Śmiała się tak nie wiadomo z czego dłuższy czas, pocierając o siebie dłonie jedna o drugą, jakby chciała zmyć z nich wodę...czy krew?, a Ty zyskałeś pewność: zakochała się w Tobie psychopatka. I to taka pierwszej wody.
-Nie pozwoliłabym ci zginąć, skarbie-powiedziała, poważniejąc, głos i wyraz twarzy miała już normalny. Zniknął też jej Tsujitegan, pozostawiając normalne, zielone tęczówki. Potrząsnęła głową, jakby chcąc odpędzić jakieś natrętne, krzyczące w jej wnętrzu myśli, po czym gestem wskazała Ci, byś pobiegł za nią, i ruszyła jako pierwsza. To ona Cię prowadziła, jej rude włosy migotały wśród drzew, a kiedy zrównywaliście się ze sobą, jasne, miękkie jak pióra kosmyki często dotykały Twojej twarzy. Uśmiechała się do Ciebie z czułością i oddaniem, jakbyś naprawdę był sensem i celem jej życia. Gdybyś chciał i pragnął tego, mogłeś ją mieć w dosłownie każdej chwili.
-Niedaleko stąd jest małe jeziorko i niewielki zagajnik. Tam się zatrzymamy i poczekamy, eskorta i kapłanki muszą się tam zatrzymać, jeżeli chcą dotrzeć do świątyni!-rzuciła pospiesznie.-Biegnij za mną!
To rzekłszy, znacznie przyspieszyła kroku, ze spokojnej, powolnej marszruty zrobiła z tego sprint.

Zapraszam tutaj :3
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 633
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość