Środek lasu z dala od wioski

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbrojne utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yami » 26 wrz 2018, o 20:35

Niespodzianka
Misja rangi C 11/30
Yuji Saga




Posiłek minął w luźnej atmosferze. Norio wytłumaczył Tobie, iż z rana zajmowali się oporządzeniem ekwipunku i przygotowaniami do opuszczenia kryjówki. Wynikało to z przezorności. Przejęcie tak dużej karawany szybko podniesie do stanu gotowości okoliczne prowincje. Odnalezienie kryjówki będzie tylko kwestią czasu. Będą musieli przenieść się do innej prowincji, gdzie na nowo będą mogli przygotowywać kolejne wypady. Plan całkiem znośny.
Czekaliście. Czas płynął wolno, niczym rzeka wpływająca do morza. Ciężko wytrzymać było narastającą atmosferę lecz ta pękła, gdy usłyszeliście dźwięk łamanej gałęzi. Intuicyjnie wszyscy obejrzeli się w tamtą stronę aby dostrzec zbliżającego się ku wam człowieka. Znałeś go dobrze i pewnikiem nie przepadałeś za nim. Tadao, informator widocznie przybył z wieściami.
- Poruszają się szybciej niż przypuszczaliśmy. Zjawią się na godzinę przed planowanym przyjazdem. Tak jak z wcześniejszych mych informacji na karawanę składają się trzy wozy prowadzone przez dwa konie każdy. Strażnicy ustawieni są w następujący sposób trzech na przedzie karawany, trzech na ich tyłach. Po obu stronach wozów znajduje się po strażników. Każdy wyposażony jest w skórzaną prostą zbroję z metalowymi wzmocnieniami. Uzbrojeni są w włócznie. Poziom zagrożenia na poziomie 1.
- Zwykli piechurzy? - Norio wtrącił się przykładając dłoń do podbródka.
- Zgadza się. Nic wartego większej uwagi. Bardziej martwi mnie czwórka shinobi, którzy im towarzyszyli. Ubrani byli jednakowo. Mieli założone maski, każda innego zwierzęcia: Małpy, Psa, Kota i Sowy. Osoba z maską małpy jest dość umięśnionym gorylem, na plecach długi, gruby niczym przedramię kij. Przy pasie znajduje się niewielka torba z dodatkowym wyposażeniem. Preferowany styl walki Taijutsu/Bukijutsu. Umiejscowiona jest tuż na samym przedzie Konwoju. Siedzi razem na zydlu z woźnica na pierwszym wozie. Kolejna osoba czyli pies nie posiada żadnej broni długiej. Za wyjątkiem torby nie posiadał żadnych charakterystycznych cech. Po doborze ekwipunku stwierdzam że jest to osoba, która walczy na długi dystans dlatego umiejscowiona jest na drugim wozie. Trzeci o masce Kota znajduje się na tyłach konwoju. Jest dość niski zaś przy pasie wiszą dwa Wakizashi. Za sprawą aparycji mogę z dużą dozą pewności określić, że jego styl walki opiera się na szybkości i walce na bliski dystans. Ostatni z gromady to osoba z maską Sowy. Przy pasie ma przytroczoną katanę. Znajduje się razem z Psem na środkowym wozie. Wydaje mi się, że stanowi wstępną obronę dla Psa, który może korzystać z technik daleko dystansowych. Osoba o umiejętnościach walki na krótkim i średnim dystansie byłaby odpowiednim kompanem dla takiej osoby.
- Rozumiem. Jednak miałeś rację nalegając abyś mógł zbadać ich ustawienie. Wstępny plan nie uwzględniał możliwości walki na określonym dystansie. Teraz możemy obrać odpowiednią strategię.
W końcu nadszedł czas ostatecznego określenia planu działania. Wcześniej Norio wstrzymał się z tą decyzją aby z dodatkowymi informacjami od swego informatora ustalić lepszy plan. Teraz było to możliwe.
- Biorąc pod uwagę możliwe umiejętności naszych oponentów. Taro zajmiesz się Małpą. Bezimienny Kotem. Ja i Yuji zajmiemy się dwójką na wozie. Plan jest następujący W momencie gdy pułapka Miyuru zadziała Taro i Bezimienny zaatakują cele. Wówczas dwójka, która będzie na wozie z pewnością się rozdzieli aby pomóc atakowanym towarzyszom. Wówczas zaatakuję ja oraz Yuji. - Tutaj zwrócił się w twoją stronę. - Mówiłeś wcześniej, że będziesz planował atak spod ziemi? Dodatkowy efekt zaskoczenia będzie tutaj idealny. Ja zajmę się Psem, Tobie zostawiam Sowę. Tadao zajmiesz się pionkami. Jakieś obiekcje?
- Żadnych. - Tadao uśmiechnął się kładąc dłonie na swoje boki.
- Haha no coś ty - odparł pełen energii Taro uderzając się w pierś - Możesz na mnie liczyć.
- ... - Bezimienny jedynie skinął głową z aprobatą.
- Ależ skąd Noruś. Ja swoje zadanie wykonałem. Poczekam tutaj na was. - Czerwonowłosy odetchnął z ulgą. Odwrócił się na pięcie i przechodząc obok ciebie musnął twoją pierś - Powodzenia Pysiu.
- Yuji? - Odparł w twoją stronę.
Nie pozostawało nic poza wyruszeniem na plac boju. Ale zaraz co z pułapkami Miyuru? Nie musicie się martwić wystarczy wrócić po zostawionych przez was śladach.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1827
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 28 wrz 2018, o 19:29

Kiedy tylko zobaczyłem Tadao to odrazu pomachałem mu "przyjaźnie". Tak by go jeszcze bardziej zdenerwować na mój widok. On za mną nie przepadał. Ja za nim wręcz przeciwnie, lubię kiedy ktoś obok mnie nie lubi. Można go podrażnić, zdenerwować, pobić albo zabić, jak przekroczy linię oczywiście, bądź sam o tym zdecyduje.
Nasz informator przybyl z przeszpiegów, które ja wcześniej zaproponowałem, ale to na początku odrzucili. Zmiana zdania tak bardzo wchodzi w grę. Jak z babą. No nic. Dostaliśmy porządne informację, że trochę szybciej jadą oraz to, że Shinobi jednak się wyróżniają. Mają maski zwierząt oraz ich aparycja oraz sprzęt świadczy o ich stylu walki. To dość dużo informacji, dzięki którym można ustalić jak będzie się z nimi wszystkimi walczyło oraz kto przede wszystkim.
Skończył gadać, ja wpatrywałem się na niego zadowolony, potem na szefa, który rzucił coś co mnie zdenerwowało w środku. "Jednak miałeś rację nalegając abyś mógł zbadać ich ustawienie." Takie zdanie usłyszałem! Co jak co, ale to jest po prostu chamstwo! Czyli teraz na niego przyjda zasługi, bo postanowił jednak uprzec się na moim pomyśle by sprawdzić ich wcześniej, by móc się przygotować. Aż się we mnie zagotowało. Byłem niczym gotujący się garnek, ale w środku była ropa, która jak tryśnie to każdego trafi. Ale na całe szczęście się powstrzymywałem. No walczyłem z tym by nie wyglądać na wkurwionego na całą tą sytuację. Miejmy nadzieje, że się uda.
Plan już został ustalony. Wszyscy potwierdzili. Nooo prawie wszyscy, dotarło do mnie. Na początku nie ogarnąłem. Po sekundzie zrozumiałem, że padło moje imię. Spojrzałem lekko skołowany na nich, potem wstałem, przetarłem włosy i pokazałem uśmiech numer trzy. Czyli pewność siebie.
-Atak z ziemi może być w moim przypadku kluczowy. Jeżeli uda mi się dotkliwie zranić bądź nawet zabić Sowę, to ułatwi mi to sprawę. Jeżeli nie, to będę miał małe trudności. Walka pięści przeciw katanie może się skończyć ranami na moich pięknych dłoniach, bądź nawet najgorszy scenariusz odciętą jedną. Dlatego wtedy będę musiał spróbować wykiwać przeciwnika, a nie pokonać go czystą siłą. Jeżeli zaskoczenie się nie uda to aż dwa moje asy z rękawa wywale, a to mi nie na rękę. Chociaż jeżeli ma miecz dla niepoznaki to dla mnie bomba. Tak czy siak, będę musiał złapać dobry moment by go zaatakować. No i czy mam iść pod ziemią już przed atakiem? czy nie? Bo wcześniej mówiliście że jeżeli będę czekał pod ziemią przy drodzę to koniki mnie wyczują.- Przeciągnąłem się niczym kot. Czekałem na odpowiedź. No chyba, ze odpowiedzą w trakcie drogi, to dobrze.
To z odpowiedziami lecimy w stronę drogi, po śladach, by nie wpaść w pułapkę. A takto to schowam się tam gdzie mi pokażą. A jak nie to z Szefem, bo z nim mam razem zaatakować.
Niech będzie zabawa!
Yuji Saga
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yami » 1 paź 2018, o 21:37

Niespodzianka
Misja rangi C 13/30
Yuji Saga




Młodzieniec rzucił okiem na swoich towarzyszy. Za sprawą uśmiechu, od którego biła pewność siebie dał znać towarzyszom, że nie muszą się o nic martwić. Gniew związany z wcześniejszym zaniechaniem pomysłu, na który przecież sam wpadłeś zaś potem jednak laury spadły na Informatora zdołałeś zdusić w sobie tak, iż nie dane im było tego zobaczyć. Dobrze, wszak nie chciałeś okazywać nieprzyjemnego grymasu, który mógłby skalać twoje boskie oblicze, czyż nie? Podczas całego jednak tego planowania zauważyłeś, iż nie sprecyzowano dokładnie kiedy masz zaatakować, czy raczej kiedy rozpocząć całe przygotowania do ataku. Twoja niepewność ostatecznie dała o sobie znać za sprawą wypowiadanych słów.
Norio, zdawało się być najważniejsza osoba z bandy spojrzała w twoim kierunku niczym jak na zwierzynę. Ostre spojrzenie, którym mógł przeszyć twoją klatkę piersiową. Gdyby stan ten miałby trwać dłużej zacząłbyś odczuwać nieprzyjemne zimno na karku lecz do tego ostatecznie nie doszło. Chłopak zamknął powieki i westchnął. Był to dźwięk ledwie słyszalny lecz twoje ucho odebrało to jako nieprzyjemne fale.
- Możesz siedzieć pod ziemią, jeszcze zanim karawana dotrze do naszej pułapki. Najważniejsze jest to abyś nie znajdował się pod drogą w momencie przejeżdżania konwoju. Skoro możesz bez większych problemów przemieścić się pod ziemią pokonanie tych kilku/kilkunastu metrów w celu ataku będzie dla ciebie błahostką. Kiedy tylko zaatakujesz błyskawicznie rzucę się do walki. - Norio zakończył doprecyzowanie planu. - Pora na nas. Idziemy.
Ruszyliście. Ponownie przemierzałeś las. Na przodzie szedł Norio, za nim Bezimienny, Akamichi, Informator a na końcu zaś Ty. Zamykałeś ten marsz. Wracaliście po zostawionych śladach. Teraz mogłeś sobie uświadomić, iż chód Miyuru podczas powrotu do obozowiska akcentowany był bardziej na pięty, dzięki czemu mogliście bez większych problemów podążyć bezpiecznym, wolnym od pułapek szlakiem. Marsz trwał w ciszy. Każdy z czwórki towarzyszy przygotowywał się mentalnie do pojedynku. Co zaś z Tobą? Czy zacząłeś myśleć o swojej chwale czy raczej próbowałeś oczyścić swój umysł z zbędnych myśli? Choć w sumie czy to ważne?
Do drogi dzieliło was góra sto metrów. Tadao zatrzymał się i spojrzał w kierunku leśnej gęstwiny na północy. Norio wychwycił zmianę chodu swoich towarzyszy. Również przystaną i przekrzywił głowę spoglądając w kierunku Informatora. Ten szybko odpowiedział na naglące spojrzenie przywódcy grupy.
- Muszę wybrać odpowiednie miejsce strzeleckie. Niezbyt blisko drogi lecz takie abym miał zapewnioną lepszą widoczność. Pora bym odłączył się od grupy.
Norio jedynie skinął głową i ponowił przeprawę przez pełne pułapek pole Miyuru. W tym czasie Tario obserwując uważnie otoczenie obrał swoją trasę...
Dotarliście do drogi. Taro i Norio obrali jako swoje miejsce zasadzki sporych rozmiarów krzaki, które wcześniej służyły Tobie jako miejsce podkopu. Grubas wykorzystał nawet dół aby schować w nim nogi i tym samym lepiej ukryć się przed wzrokiem strażników. Przywódca grupy nie miał problemów z wtapianiem się w otoczenie. Jedyne co pozwalało ci dostrzec jego osobę to wiedza o miejscu, w którym się ukrył. Przypadkowe zwrócenie się w te rejonu nie pozwoliłoby wyłapać jego osoby, w przeciwieństwie do brzucha i głowy, które wystawały z dziury. Całe szczęście, że krzaki były dostatecznie wysokie. Bezimienny obrał za swoje miejsce jedno z drzew przy samej drodze. Oddalony od głównej grupy o ponad 20m zniknął w gęsto obsypanej zielonym listowiem koronie. Za wyjątkiem członka rodu Akamichich wszyscy członkowie eskapady potrafili dobrze ukrywać swoją osobę...

Czekaliście w ciszy. Szum wiatru i śpiew ptaków przerywał okres oczekiwania. Ten w końcu nadszedł. Turkot drewnianych kół o podwozie, rozmowy straży miedzy sobą oraz parskanie koni. Karawana zbliżała się ku wam, prosto w zastawione zabójcze sidła. Po licu poszczególnych strażników wyczytać ulgę było nietrudno. Przekroczenie najniebezpieczniejszego odcinka trasy było już daleko za nimi. Mogli pozwolić sobie na tę chwilę spokoju. Jeden z pierwszych strażników ochraniających wóz był w trakcie opowiadania fascynującej historii, w której to ograł jednego z oficerów z ciążącego mu pas mieszka ze złotem. Eskorta drugiego wozu rozprawiała o rosnących cenach żywności, oraz dodatkowych zleceń, które będą musieli przyjąć aby napełnić znikającą kiesę. Jednego strażnika z trzeciej kompanii podbudowywali towarzysze. Bał się, iż każde zlecenie może pozbawić go możliwości zabawy z malutką córeczką, która przyszła na świat cztery wiosny temu. Przyjaciele jednak pocieszali krótkim "A co się może stać? Takiej kupy nikt nie ruszy" po czym parskali śmiechem. Nawet nie wiedzieli jak bardzo się mylili.
Czwórka dodatkowej straży w postaci najętych Shinobich nie ruszała się ze swoich miejsc. Nie komunikowali się z żadnym ze strażników ani również między sobą. Założone maski nadawały im aury pozostawionych kukieł, które tylko od czasu do czasu poruszały się kiedy koło wozu wpadło w niewielką dziurę w drodze. Byli niebezpieczni. To było pewne.
Konie zbliżały się do pułapki. Pierwsza para stanęła na dole. Nic się nie stało tak jak przewidział to czerwonowłosy łotrzyk Miyuru. Czwórka wojowników również nie zareagowała. Wszystko szło zgodnie z planem. Bez większych problemów. Pierwszy wóz dotarł do drugiego dołu, zaś drugi do wjechał na pole wcześniejszego. Czy aby na pewno dojdzie do zerwania się ich? Czy wszystko zostało poprawnie skonstruowane? Jedyną odpowiedź jaką dostaliście było poruszenie się końskich uszu z pierwszego wozu. Coś zarejestrowały, zwolniły odrobinę swój chód lecz niepokojący dźwięk musiał zniknąć albowiem kroczyły dalej do ostatniej pułapki. Moment, w którym całą masą dwójka wierzchowców wkroczyła na wykopaną przez Yujiego dziurę ziemia zapadła się. Konie z trzech wozów z dzikim rykiem wpadły do dołów, gdzie nabiły się na drewniane pale. Pełne boleści jęki przecinały powietrze. Zwierzęta wiły się z bólu. Doły nie były głębokie dlatego nie były w stanie zadać śmiertelnych ran lecz wystarczająco na tyle aby konie nie mogły się z nich wydostać. Przeraźliwy obraz bólu, cierpienia i niemocy.
Wozy zatrzymały się. Cześć strażników popadła w panikę. Właśnie wtedy do akcji wkroczyła pierwsza dwójka z Kompanii Zbójeckiej. Taro wyskoczył zza krzewi zamieniając się w pędzącą kulę mięsa.
- Nikudan Sensha! - krzyknął pędząc w kierunku małpy.
Ta zeskoczyła z miejsca na zydlu i stanęła na drodze. Dobyła długi kij, stanął w rozkroku i oczekiwał natarcia...
W tym samym czasie Bezimienny skoczył w kierunku kota, który już trzymał w swoich dłoniach Wakizashi i obserwował jak oponent pędzi w jego stronę. Na licu "Uszebtiego" widać było czarne plamy, plamy klątwy, która dawała mu siłę. Kot jednak nie uciekał przed tym niesamowitym natarciem. Ugiął nogi w kolanach i czekał na odpowiedni moment...

Część straży widząc atak porzuciła trzymane w rękach włócznie i pierzchła w stronę lasu. Krótkie okrzyki takie jak " Nie pisałem się na to", "Nie chcę umierać", oraz krótkie "Kurwa" znajdowały się na ich ustach. Ćwierć z tych, którzy jako pierwsi pierzchnęli wydobyli z gardzieli przeraźliwe, łzawe okrzyki. Był to wyraźny znak. Znak zwiastujący śmierć dla każdego kto ucieknie. Aby dopełnić tego obrazu jeden z uciekinierów pojawił się na skraju drogi. Brak ręki, wbite w prawo oko kilka sembonów oraz ciało pokryte ostrym żelastwem. Nie powiedział ani jednego słowa. Ciało padło niemal natychmiast a piach leżący na drodze błyskawicznie zabarwił się szkarłatem...

Sowa zeskoczyła z drugiego wozu pozostawiając towarzysza na nim. Dobyła katany i zaczęła rozglądać się w kierunkach w których doszło do ataku. Jej ruchy nie wskazywały na szok ani strach. Była gotowa do walki. Pies również obserwował walkę jakby oczekiwał aż kolejna osoba zaatakuje...

Taro wpadł z pełnym impetem w człowieka małpę. Nie trudno było przewidzieć efekty takiego ataku. Jednak tym trudniej było przewidzieć iż stojącą na drodze Małpa całą siłą naprze na kij i zaatakuje pędzącego członka klanu Akamichich. Mięsna kula nie traciła na obrotach lecz zatrzymała się na długim metalowym kiju. Starcie dwóch wielkich sił, które na ten czas zdawała się wygrywać tajemnicza postać w masce...

Bezimienny przekręcił się w powietrzu i zmienił swoją trajektorię. Opadł na ziemię metr i odbił się potężnie od ziemi. Błyskawiczny cios pięścią powędrował w kierunku twarzy Kota. Ten jednak uchylił się przed nim i wyprowadził dwa cięcia, jedno w podbrzusze od strony użytej do ataku ręki zaś drugie prosto w serce Bezimiennego. Ataki jednak nie doszły do skutku. Niemy członek bandy również mógł poszczycić się nieziemskim refleksem. Lewą ręką złapał trzymającą wakizashi broń zaś drugą powstrzymał uderzając w dłoń swoim kolanem. Na masce pojawiło się pęknięcie, które szybko rozniosło się po całej jej powierzchni. Mimo, iż było to tylko draśnięcie, pozwoliło ono odkryć twarz pierwszej osoby, która stanęła na waszej drodze. Młody chłopak o blond włosach i pełnym szczęścia uśmiechu.
- Haha jesteś świetny. Zabicie ciebie będzie naprawdę ekscytujące. - uśmiech rozszerzył się zaś oboje odskoczyli od siebie zwiększając dystans.

Prawdziwa walka właśnie się rozpoczęła.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1827
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yuji Saga » 8 paź 2018, o 10:03

Szefuncio patrzył na mnie jakbym właśnie wszczynał bunt w jego ekipie, czy też kwestionował jego rozkazy. Jego spojrzenie było przeszywające, czułem to że był zdenerwowany. Ja tylko patrzyłem na niego z lekkim uśmiechem, czy to zdenerwowania czy też zadowolenia, to zostawiam wam do ocenienia. Nie zrobiłem niczego złego. Zadałem pytanie, by być pewny co zrobić by plan się powiódł. A tutaj taką odpowiedź dostałem. Dziwne, czyż nie?
No nic, ale na całe szczęście czy też nieszczęście dostałem większe wytyczne. To ja miałem zaatakować, wtedy to Norio ruszy do walki. DEBILIZM! Tak, dokładnie. Jeżeli to ja mam zaatakować z zaskoczenia z ziemi, to powinienem wykonać swój ruch zaraz po tym jak on wyskoczy. Wtedy zwróci uwagę przeciwników na siebie i będę mógł wykonać swoją zasadzkę. Eh, z kim ja muszę pracować.
Ruszyliśmy na miejsce naszej zasadzki. Jedynie co to nasz Informator postanowił się odłączyć, by zdobyć odpowiednią pozycję strzelecką z ukrycia. Dobry plan. Ale ja mu nie ufam. Czuje, że to ja mogę dostać czymś nieprzyjemnym z ukrycia. jeżeli to by był kasztan z procy to by nie było tak źle, ale wiem, że ten człowiek raczej nie w tym się specjalizuje. Postanowiłem zapamiętać w którą stronę idzie. Tak by mniej więcej mógł ogarnąć z której strony spodziewać się ostrzału z ukrycia na wrogów i możliwe że na mnie. Wole być ubezpieczony, no słabe to ubezpieczenie, ale wypadałoby mieć chociaż minimum przygotowania na zdradziecką zagrywkę z strony z której wiem że nadejdzie. Do tego jego uśmiechy i inne, były niepokojące, jak wspomniałem dużo wcześniej. Planuje coś, oj planuje. Jak nie w trakcie walki to po walce.
-Niech chociaż jedno się spełni. Eh.- Powiedziałem do siebie drapiąc się po brzuchu. Wolę chociaż mieć rację w jednej rzeczy, nawet jeżeli będzie to dla mnie utrudnienie albo nawet zabójczę. Ale hej! nie ma zabawy bez ryzyka!
Dotarliśmy na miejsce zdarzenia. Każdy już chciał się schować. Zobaczyłem, że grubas chce wykorzystać moją dziure. a ja odrazu go zatrzymałem.
-Hej! hej! Poczekaj chwilkę. Najpierw ja tam wejdę, dobrze? Wole wykorzystać już istniejącą dziurę. Mniej wykorzystywania chakry.- I wszedłem przed Akamichi. No ale jak on wejdzie to już nie będzie drogi powrotu. Wejście zamknięte na zawsze, już nigdy nie wyjdę na powierzchnie! A nie, przecież mogę wyjść kiedy chce, ziemią to mój żywioł.
No i teraz zostało nam czekania na przeciwników, albo raczej na ofiary które wejdą w naszą pułapkę. Wreszcie mogliśmy usłyszeć, że karawana jedzie. Ucieszyłem się i to bardzo. Tyle na to czekałem. Od wczoraj! Od kiedy poznałem Norio i Uszebti w sklepie w osadzie Grubych! Chaos się rozpocznie! Rozlew krwi! i moje przedstawienie. Jakby co macie miejsca w pierwszym rzędzie, proszę rozsadzić sie wygodnie i patrzcie na cały spektakl. Będzie bosko. No ale na początku tak nie wyglądało żeby coś się miało stać. Pułapka nie zadziałała, kiedy pierwszy powóz wjechał. Czyżby niewypał? To zacząłem myśleć, ale postanowiłem czekać i zobaczyć co zrobią inni. Wjechali na drugi. Też nic! Coraz większy zawód! Czyżby tyle planowania na marne? Czyżbym był w jakiejś głupiej bajce gdzie banici są debilami i nigdy nic im się nie udaje?! Na całe szczęście jednak zadziałała. Kiedy tylko wszystkie wozy były w wyznaczonych miejscach. Konie wpadły w moje dziury! I zostały dotkliwie zranione. Czyli już nigdzie nimi nie pojadą. Teraz zostało im ucieczka, albo obrona towaru. Proponowałbym im to drugie, bo będzie zabawniej. No ale to nie koniec atrakcji! Akamichi zmienił się w wielką kulę i ruszył tocząc się z wielką predkością na przeciwników. TO JEST NIESŁYCHANE! Wspaniała umiejętność! Jeżeli Ippo tez tak umie to chce go w mojej drużynie! Nie spodziewałem się tego, to jest miłe zaskoczenie. Do tego Bezimienny, mój kochany Uszebti, znowu aktywował to coś dziwnego i pojawiły się na jego ciele dziwne czarne znaki i ruszył bardzo szybko na przeciwnika. Rozpoczęły się pierwsze walki. Małpa przeciwko Akamichi. Uszebti kontra Kotek. Gdzie każdy wydawał się być na równym poziomie. To nie będzie walka idz, zabij, a po prostu walka i wyczekiwanie na błąd przeciwnika. Ciekawe. Oczywiście przy okazji Sowa zeskoczyła z wozu, stanęła, dobyła katany i zaczęła patrzeć na to co siędzieje, tak jak Pies, ale on był na wozie. Byli bardzo uważni, jakby wyczekiwali na kolejny atak. Gdzie też większość straży zaczęła uciekać gdzie pieprz rośnie. No ale nasz Informator czuwał i już komuś zafundował śmierć. Widac, że lubi strzelać zelaztwem. Biedni, mogli po prostu walczyć i dać się zabić w honorowej walce, chociaż na co komu honor to nie wiem.
Dobra, teraz chyba ja powinienem zaatakować. No chyba was pogięło. Sowa oraz Pies uważnie obserwują otoczenie, że jakbym wyciągnął rękę by wykonać wybuch to moja ofiara zgrabnie odskoczy. To by było takie typowe. Atak na przeciwnika, który spodziewa się kolejnego nowego przeciwnika i wtedy nici z zasadzki. Nie zaatakuje! Ale przybliżę się w ziemi jak najbliżej tylko mogę. Teraz pozostało mi wyczekiwanie na odpowiedni moment. Kiedy może ruszy biegiem do ataku/pomocy, czy też będzie się bronił przed czymś. Czyli kiedy będzie zajęty czymś innym niż wyczekiwanie na wroga, to po prosty wyciągam łapy z ziemi, chwytam go za stopy, wysadzam i chowam je znowu do ziemi by nic złego im się nie stało, nie chce mieć ich odrazu pokiereszowanych. Kocham moje zgrabne dłonie... Dobra teraz pytanie, czy będzie taka okazja na wykonanie mojego ataku. Jeżeli moja Sowa zrobi to co wyczekuje od niej, czyli będzie zajęta czymś innym to wtedy zaatakuje, a jak stoi i nic nie robi to czekam na odpowiedni moment. Nie moja wina, że nie mogę teraz zaatakować, to Norio chciał ruszyć po moim ataku, teraz przez to bedzie musiał poczekać aż będę miał odpowiedni moment na atak z ukrycia. No chyba, że będzie miał dość czekania i sam ruszy do ataku i skupi uwage tej dwójki, wtedy to mi dużo bardziej pomoże.


Techniki:

Nazwa
Doton: Dochū Senkō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę)

Dodatkowe
Użytkownik musi być pod ziemią

Opis Jedna z najbardziej przydatnych technik na tym poziomie. Użytkownik musi jednak znajdować się pod ziemią, aby wykonać to Jutsu. Umożliwia mu ono bowiem, zwiększenie swojej prędkości poruszania pod ziemią. Jest ona podobna do szybkości naszej postaci. Dodatkowo można wyciągnąć broń, albo część ciała, aby zadać niespodziewany cios. Pod ziemią poruszamy się z naszą normalną szybkością.


Nazwa
Bakuton no Jutsu: Reberu Shi

Użytkownik na tym poziomie zwiększa swoje możliwości generowania wybuchów. Znacząco rośnie ich siła, która dorównuje sklepowym notkom wybuchowym. Zadawane obrażenia wzrastają do poziomu, w którym interwencja medyka jest więcej niż wskazana - mocne poparzenia i niszczenie tkanek. Zasięg wybuchu również ulega poprawie, mimo że nadal nie jest zbyt imponujący. Shinobi całkowicie pozbywa się bólu związanego z tworzeniem wybuchów i zyskuje na nie odporność. Haretsu potrafi stworzyć eksplozję na całej kończynie - ręka, noga.

Zasięg Wybuchu
50cm

Siła Wybuchu
Porównywalna z notką wybuchową.

Koszt Chakry E: 9% | D: 7% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% | S+: 1% (na turę)


Staty!
SZYBKOŚĆ 81 Dałem to bo szybkośc poruszania się w ziemi i złapania stóp wroga.
Yuji Saga
 

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Yami » 10 paź 2018, o 19:10

Niespodzianka
Misja rangi C 15/30
Yuji Saga




Yuji pozwolił sobie zostać w swojej norze, będąc ukrytym przed oczami kogokolwiek. Przemieszczał się powoli w stronę Sowy, która niczego nie świadoma wodziła wzrokiem po najbliższym otoczeniu. W tym czasie Norio nie zaatakował i on czekał na odpowiedni moment. Moment, który zapewni mu maksymalny efekt. Jeśli jednak taki się nie nadarzy a jeden z jego towarzyszy będzie w poważnym niebezpieczeństwie wyskoczy bez zastanowienia. Mimo iż należał do bandy zbójeckiej dbał o więzi, które pielęgnował do tego czasu.

Taro Akamichi wciąż wirując napierał całym swoim masywnym cielskiem na Małpę, która trzymała się podłoża. Zdawać się mogło, iż tak wielka masa powinna już dawno wypchnąć go na drugą stronę drogi lecz ten wciąż stawiał opór. Solidne pokłady chakry zebrane w stopach pozwoliły uniknąć ślizganiu się o ziemię. Całe ciało, każdy mięsień, włókno musiały krzyczeń za sprawą anormalnego wysiłku jakiemu zostało poddane.
- ORYAAAA.
Członek rodu Akamichich zakrzyknął gwarnie zagrzewając się do boju. Obroty zwiększyły się zaś ziemia pod dwójką walczących zaczęła pękać. W końcu obrona została przełamana. Całe masywne cielsko uderzyło w ninję a ten został ciśnięty na pobliskie drzewo. Plecy uderzyły w pień grubego drzewa. Pojawiły się na nim liczne pęknięcia, które świadczyły o sile zadanego ciosu. Na dodatek uaktywniło to jedną z pułapek przygotowanych przecz czerwonowłosego młodzieńca. Kilka Kunai wystrzeliło z pobliskich krzaków i wbiło się mężczyźnie w podbrzusze.
- Ha jednak ta straż to nic wielkiego.
Akamichi z uśmiechem na ustach powrócił do swojej podstawowej formy i zaczął przygotowywać się do kolejnego ataku...

W pobliżu trzeciego wozu dochodziło do iście piekielnej walki na prędkość między Bezimiennym a chłopcem o krótkich lnianych włosach. Wyśmienita, błyskawiczna szermierka w wykonaniu Kota zatrzymywała się na obronie Bezimiennego. Mimo, że ten zdawał się tobie być bardziej ofensywnym zawodnikiem teraz musiał zejść do defensywy. Zagadkowe cięcia, pełne sztuczek pchnięcia połączone z markowaniem ciosów. Walczył już z podobnymi osobami lecz prędkość podejmowania decyzji i płynność w ruchach była na najwyższym poziomie przez co i on miał problemy. Na jego ciele pojawiały się pierwsze ślady płytkich ran.
- Już, już? Przecież dopiero zaczynamy zabawę a ty już się psujesz? Czemu nic nie mówisz? Boisz się?
Chłopak z każdym pytaniem wymierzał dodatkowe cięcia. Błyskawiczny sztych w pachwinę połączony z kopniakiem, który przechodził w cięcie drugą bronią od dołu. Zamarkowany cios od prawej strony, który został zwieńczony podwójnym pchnięciem, jednym w udo drugim w klatkę piersiową, zaś gdy bezimienny ich uniknął chłopiec wykorzystał pęd i odbił się ręką wymierzając pchnięcie w splot słoneczny. Tego ciosu nie udało się uniknąć. Brat Norio zablokował impet obiema rękoma lecz siła kopnięcia odrzuciła go 2m w powietrze. Był to moment do zadania ciosu lecz chłopak się wstrzymywał.
- Pobaw się ze mną jeszcze. Co?

W tym czasie Sowa, która stała na ziemi odezwała się. Głos był melodyjny, miękki i wysoki. Dodatkowo wskazywał na spokój jakby wszystko dokładnie według jej planu. Jedna z czwórki walczących była kobietą.
- Hokuto. - Poleciła krótko.
Mężczyzna w masie psa rozłożył dłonie niczym w modlitwie. Jego ciało spowiły iskry, których dźwięk i blask rozniósł się po okolicy. Kumulacja złowieszczej energii nie trwałą długo. Mężczyzna posłał dwie błyskawice, które po łukach pomknęły w kierunku krzaków w których znajdował się Norio. Ten z cmoknął z niezadowoleniem i uskoczył do bok cudem unikając zabójczych błyskawic. Szybko sięgnął do torby i cisną w stronę Sowy i Psa po dwóch kunai'ach. Atak niewielkich rozmiarów ale jego celem było skupienie na nich uwagi stojącej przy drugim wozie pary wojowników. To był znak. Znak, którego Yuji wyczekiwał. Pędził wewnątrz ziemi w kierunku kobiety, której wzrok skupiony był na broni.
- Żałosna próba. - wycedziła krótko.
Jej katanę spowiła gęsta chakra. Przechyliła się do lewego boku aby uniknąć lecącej broni. Lecz w tym czasie Yuji, który znajdował się tuż przy niej, gdzie miał ją na wyciągnięcie ręki, jego zwierzyna uciekała lecz nie na długo. Jeszcze odrobinę, jeszcze trochę a pokaże światu swoją sztukę. Jednak to on stał się ofiarą. Trzymana w prawej ręce Sowy katana pomknęła w kierunku chłopaka, który znajdował się pod ziemią. Bez żadnych problemów wbiła się w ubitą ziemię i po samą gardę zagłębiła się w drodze, tam gdzie znajdował się Yuji. Dziesięć centymetrów stali nasączonej chakrą wiatru wbiła się tuż pod prawym obojczykiem. Rana nie była krytyczna lecz jeśli walka będzie się ciągnąć z upływająca z ciała krew odbierze mu wszelkie siły. Jeśli broń trafiłaby lewą stronę, walka byłaby już przekreślona.
- Z piątki została już trójka.
Kobieta powstrzymała natarcie samozwańczego Boga.

Pies widząc wybiegającego Norio złączył dłonie. Wtedy też dwie pędzące błyskawice złączyły się w jedną przyjmując kształt Smoka. Ten wydał przerażający ryk i z wielką prędkością pomknął w kierunku Norio. Ten nie miał gdzie się schować. Uniknięcie techniki graniczyło z cudem, wówczas wykorzystał doświadczenie i zaatakował Sowę, która pozbyła się swojej broni. Smoka zaś popędził za nim, a co za tym idzie również i w towarzyszkę Psa...

Taro Akimichi widząc do czego dochodziło postawił pierwszy krok w kierunku towarzyszy aby możliwie szybko wesprzeć ich w walce. To co zdawało się być jedynie formalnością przerodziło się w morderczą walkę. Wyciągnął on rękę w kierunku Psa zaś ta zaczęła szybko się powiększać i mknąć w stronę oponenta, który skupił się na ich przywódcy. Lecz i ten atak został powstrzymany. Gruby Metalowy kij wbił się w ramię Akimichi. Ta szybko wróciła do swoich oryginalnych kształtów zaś Taro z jęknięciem wyrwał broń. Czerwona struga popłynęła z rany.
-Walczysz ze mną.
Małpa stał pod drzewem. Maska jego pękła ukazując zakrwawioną lecz spokojną twarz. Mężczyzna po 40 miał kanciastą twarz pełną szram. Postawił pierwszy krok, potem kolejny i nagle zaczął biec w kierunku Akimichiego...

Bezimienny znajdował się w powietrzu. Całkowicie zdominowany przez młodziutkiego, szalonego chłopca. Zaczęła gotować się w nim krew. Tyle treningów, tyle upokorzeń, tyle wyrzeczeń i bólu. To wszystko miało przegrać z jakimś dzieciakiem? Zacisnął mocniej zęby. niewielka stróżka krwi wypłynęła z dziąseł. Zaczął ogarniać go olbrzymi gniew. I ten ujrzał światło dzienne pod niecodziennym kształtem. Niewielka część twarzy pociemniała zaś lewe oko przybrało ciemną barwę. Rany na jego ciele zaczęły się goić. Wylądował i z impetem odbił się od ziemi, zaś ta popękała od włożonej siły. Blondyn nie uniknął ciosu w klatkę piersiową. Głośny trzask kości rozległ się po okolicy...


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1827
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Ichirou » 7 lut 2020, o 21:51

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
29/57


Seinaru nie tylko szybciutko poruszał się i wymachiwał swoją dzidą, ale również zmieniał swoje nastawienie. Ledwo co chciał przeorać podłogę mieszkania przy pomocy twarzy kryjącego się nauczyciela, a już mu się odwidziało i chciał teraz gwarantować mu ochronę i najzwyczajniej w świecie go niańczyć. Nauczyciel, jak można było się domyślać, był bardzo wdzięczny za zaoferowane wsparcie. Nie wyglądał na kogoś, kto był w stanie zadbać o siebie w konflikcie siłowym, co zresztą potwierdzał fakt, że pozwolił na uprowadzenie chłopca.
- Dz-dziękuję. Pomogę panu, jak tylko potrafię – odpowiedział ze szczerą wdzięcznością, pochylając przy tym głowę z pokorą. Kei był dla niego prawdopodobnie jedyną szansą na przeżycie z tej niezmiernie problematycznej sytuacji, nic więc dziwnego, że mocno się jej trzymał.
Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, rachmistrz z wielką chęcią spędził noc z samurajem.
Zamknęli drzwi do domostwa na tyle, na ile się dało. Zamek był zepsuty, dlatego zastawili go dodatkowo paroma meblami. Dzięki temu ewentualny intruz narobiły sporo huku i zaalarmował dwójkę mężczyzn, która tej nietypowej nocy spróbowała zaznać przynajmniej odrobiny odpoczynku.
Krzątali się niemal w całkowitej ciemności, jako że wszystkie okna kwatery były zasunięte i Ton mocno nalegał, aby taki stan rzeczy zachować. Jak sam wyjaśnił, swoim ukryciem początkowo próbował sprawić wrażenie, że gdzieś zniknął lub wyjechał. Porywacze jednak raczej nie spuścili go z oczu przez ten czas, a on sam bał się wyściubić choćby nos spoza swoich czterech ścian. Mieszkanie w ten sposób stało się zarówno azylem jak i więzieniem.
Mężczyzna raz lub dwa przez całą noc odważył się na rzucenie oka na zewnątrz, ale nie dopatrzył się niczego szczególnego. Warunki nie spojrzały obserwacji, bowiem jeszcze jakąś godzinę przed północą zaczął padać deszcz. Rytm, wystukiwany przez niezliczone ilości kropel rozbijających się o dach budynku, towarzyszył im przez calutki odpoczynek.
Jeżeli pasterz z Teiz wyraził chęć, to gospodarz użyczył mu wody i podzielił się z nim miernej jakości, długoterminowym jadłem, które miał przygotowane na najbliższe dni krycia się w swym lokum.
Sprawowali warty, by uniknąć zaskoczenia. Ogarnięty nerwami rachmistrz i tak miał problemy ze snem i przez większość czasu pozostawał czujny, ale okazało się to tej nocy niepotrzebne. Żaden z dwójki spośród dźwięków szumiącego deszczu nie wyłapał niczego niepokojącego. No, może raz paru podpitych grubasów przechodziło nieopodal, krzycząc dość głośno, ale na całe szczęście poszli dalej.
We względnym spokoju dotrwali do samiutkiego świtu. Pogoda wciąż była jak pod psem, jednakże waga sprawy zmuszała do wyjścia na zewnątrz i wyruszenia w dalszą drogę. Zgodnie z oczekiwaniami samuraja, Ton pełnił rolę przewodnika, który – jak sam powiedział – był w tamtej wioseczce pary razy i robił tam interesy, stąd bardzo sprawnie ją wyłapał w rozmowie porywaczy, kiedy ci napadli na niego w jego pracowni.
Choć pogoda była kiepskawa, Yakiniku żyło swoim życiem. Trudno powiedzieć, czy wśród mijanych ludzi znajdowali się tacy, którzy obserwowali lub śledzili dwójkę mężczyzn. Nie przydarzył się jednak żaden incydent, a duet nie dostrzegł niczego niepokojącego. Opuścili więc stolicę prowincji i ruszyli traktem prowadzącym na południe.
Po godzinie wędrówki dotychczasowe siąpanie przerodziło się w porządną ulewę. Czarne chmury kotłowały się na niebie, przez co było dosyć ciemno jak na tak wczesną porę dnia. Obaj panowie zdążyli już przemknąć do suchej nitki, a ich buty były całkowicie upaprane błotem, którym usłany był cały trakt.
Przemieszczali się przez kawałek lasu – po obu stronach ścieżki gęsto rozsiane były wysokie drzewa. Okolica zupełnie zwyczajna, ale sytuacja już niekoniecznie.
Seinaru wyłapał bowiem na czas, że mają ogon. Jakieś dwie postacie przemykały między drzewami. Dziesięć, góra piętnaście metrów za nimi. Chyba byli uzbrojeni i chyba coraz bardziej zbliżali się do traktu. No i chyba nie mieli przyjaznych zamiarów.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3105
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Seinaru » 8 lut 2020, o 02:30

Nie pojadł i nie pospał najlepiej, ale zahartowane ciało Keia i tak przyjęło ten odpoczynek z wdzięcznością. Na upartego mógł ciągnąć śledztwo i ruszać w drogę w nocy, lecz dla zachowania pełnej formy chyba lepiej było mierzyć siły na zamiary. Deszcz który towarzyszył im podczas nocnego czuwania zadziałał nieco kojąco chyba na obu panów. Coś takiego było w tych kroplach, że ich zapach i jednostajny dźwięk pozwalał się wyciszyć i w spokoju pomyśleć.
Seinaru nie rozmawiał już potem dużo z Tonem. Prawdę mówiąc, wymienił z nim tylko tyle słów ile było konieczne, a następnie oboje uciekli w swój własny świat. Czy samurajowi udało się chociaż trochę uspokoić rachmistrza? Kirigaya zapewne nie poczuje się bezpiecznie dopóty, dopóki na własne oczy nie przekona się, że Kei naprawdę jest w stanie stawić opór porywaczom, których mają zamiar wytropić.
Ranek... ranek był mokry i błotnisty. Całonocne opady deszczu przeciągnęły się jeszcze na dzień i choć nie wróżyło to przyjemnej wędrówki, to jednak zwykła ulewa nie mogła opóźnić ich wymarszu. Nie trzeba było pakować dużych tobołków. Kei został przy swojej standardowej torbie i płaszczu, który miał uchronić go przed przemoczeniem, natomiast co zabrał ze sobą Ton? Samuraja mało to w sumie interesowało.
Bramy Yakiniku zostawili za sobą bardzo wczesnym rankiem i dalej bez klejącej się rozmowy ruszyli na trakt do wioski rodziny Okamura. Seinaru był bardzo zadowolony z dotychczasowej współpracy z rachmistrzem. Miał on wszystkie potrzebne informacje, ugościł go u siebie najlepiej jak tylko mógł i przede wszystkim nie przeszkadzał i nie robił problemów. Jak na kogoś o sercu królika, póki co spełniał oczekiwania. Wędrówka nie była łatwa. Mimo płaszczów, zimna deszczówka dostawała się w niektóre niewygodne miejsca, nie wspominając już o tym że ich buty były kompletnie nieprzystosowane do chodzenia po błotnistej, grząskiej drodze przez las. Cóż, nie była to w rzeczywistości żadna przeszkoda, ale odbierała im sporo komfortu i na pewno nie poprawiała morale.
Nagle Kei wychwycił czyjąś obecność za swoimi plecami. Przystanął i obejrzał się. Wytężył wzrok i słuch, aby spośród szumu deszczu wyłapać podejrzane dźwięki, a spomiędzy drzew niepokojące widoki. Tak, wyglądało na to, że pierwszym etapem planu szajki porywaczy będzie próba niedopuszczenia, aby Seinaru i Ton w ogóle dotarli do Okamury. Oczywiście, nie wiadomo było jeszcze kto dokładnie kryje się pod nieznajomymi sylwetkami, ale rozsądnie było w takich sytuacjach zakładać najgorszy scenariusz.
- Stań ze mną i cofnij się kilka kroków. Uważaj, żeby nie oberwać żadnym pociskiem. - Zakomenderował Seinaru swojemu towarzyszowi, natomiast sam wyciągnął z torby mały zwój i odpieczętował Nihongou. Gotowy do defensywy, póki co czekał na ruch przeciwnika, nie chcąc rzucać się między drzewa nie znając dobrze całej sytuacji. Sam również był wyczulony na punkcie pocisków i technik dystansowych, nie chcąc dać się zaskoczyć przez kogoś, z kogo obecności zdawał sobie już sprawę.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2121
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Ichirou » 8 lut 2020, o 16:41

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
31/57


Konfrontacja z ludźmi stojącymi po stronie porywaczy była niemalże nieunikniona. Pytanie tylko, kiedy i gdzie. Kirigaya Ton był człowiekiem bojaźliwym, ale też w miarę inteligentnym, bo przecież na co dzień zajmował się rachunkami. Jego ciągły stres był jak najbardziej zasadny. Może nie był zbyt wylewny w swoich obawach, ale raz czy dwa mógł przebąknąć, że tamci mogą za nimi podążyć. Skoro kręcili się wokół jego mieszkania, to bardzo możliwe, że ich uwadze nie umknęła wizyta samuraja, a potem wspólna wyprawa do osady rodziny Okamury.
Świat opierał się na przypadkach, jednak nikt tutaj się nie łudził, że ścigające ich dwie postacie są losowo napotkanymi bandziorami, próbujących jedynie obrabować sakiewki podróżujących mężczyzn. Zresztą, nawet jeżeli tak było, to reakcja samuraja pozostawała niezmienna – walka o swoje.
Rachmistrz grzecznie cofnął się o kilka kroków i z trwogą obserwował rozwój sytuacji. Kei natomiast w pośpiechu sięgnął po zwój, z którego przywołał stary artefakt w nowej formie. Wystawił przed siebie ostrze włóczni i przyjął bojową postawę, ograniczając się do defensywy i dalszego badania sytuacji, o której wciąż miał niewiele informacji.
Krople deszczu niczym werble wystukiwały wojenny rytm, zagrzewając wszystkich do nieuniknionej potyczki. Zasłaniające słońce, gęste chmury nadawały grobowej atmosfery. I bardzo dobrze, bo ktoś tego dnia musiał polegnąć.
Spomiędzy drzew wyskoczyła ścigająca ich dwójka. Kontynuowali bieg na pasterza z Teiz. Ten wtedy szybko zorientował się, że obie postacie przedstawiają tę samą osobę – uzbrojonego w krótkie ostrze, zamaskowanego, ubranego w granatowy strój mężczyznę o włosach spiczastych jak u jeża.
Zanim jednak doszło do walki w zwarciu, samuraj wyłapał jeszcze jedno zagrożenie. Po jego lewej stronie, z lasu wystrzelił pionowy strumień wody, który mknął wprost na niego, rozcinając po drodze rozmokniętą glebę. Seinaru dysponował jednak wybitną sprawnością ciała, dzięki której zdążył na czas cofnąć się o metr, który w zupełności wystarczał do tego, by strumień wody minął go i pomknął dalej.
Jeżeli rzucił okiem w kierunku, skąd nadszedł ten atak, to mógł dostrzec między drzewami chyba tę samą sylwetkę, co dwójka, która właśnie na niego nacierała z dwóch stron.
Z prawej strony pojawił się jeszcze jeden osobnik, ubrany w klasyczny strój i dzierżący w ręku wakizashi. Zamierzał dołączyć do starcia na bliskim dystansie.

    Mapka - błękitny Seinar, niebieski Ton, reszta raczej zrozumiała. Kratka to około 2 metry.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3105
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Seinaru » 8 lut 2020, o 19:09

Nie było nawet pogadanki wprowadzającej, podczas której mogli oni się przedstawić i wyjaśnić sobie nawzajem jak działają ich umiejętności. Gdy tylko Seinaru się odwrócił, a Ton cofnął, rozpoczęła się potyczka. Pierwsze co zobaczył to dwie szarżujące na niego postacie - najprawdopodobniej obie były klonami. Seinaru utwierdził się w tym przekonaniu, gdy trzecia ta sama osoba zaatakowała go z dystansu. Wydawało się zatem, że jego przeciwnik obrał jedną z najbardziej oklepanych taktyk - wytworzone klony wysłał na pierwszą linię, natomiast sam pozostawał na bezpiecznych tyłach i próbował razić przeciwnika z dystansu. Kei szczęśliwie uniknął tej próby i po niej dostrzegł czwartego oponenta, oryginalnego w swym wyglądzie, więc chyba nie kolejnego klona. Ten był z kolei bardziej bezpośredni i wyglądało na to, że będzie próbował dopaść samuraja tradycyjnymi metodami.
- Wszystko jasne. Jednak najpierw musimy się jakoś pozbyć tamtego bydlaka! - Powiedział Kei do Tona, jakby oznajmiając mu co zamierza zrobić.
Samuraj więc, po uniknięciu wodnego ostrza wystrzeliwującego z ziemi, sam przeszedł do kontrataku, aby nie pozwolić zepchnąć się do samej defensywy i narazić Tona.
Gdy zagrożenie wodnej techniki minęło, Seinaru wystrzelił do przodu, aby znaleźć się pomiędzy biegnącymi na niego klonami. Gdy obu miał w zasięgu, użył Jū Hanabira no Hana, aby wykonać jedno pchnięcie w klatkę piersiową, szyję lub głowę każdego z dwóch przeciwników.
Gdy to się powiodło, dalej musiał się zdecydować na jedną ze stron, a drugą przynajmniej chwilowo spowolnić, aby nikt z nudów nie zainteresował się rachmistrzem. Kei wyjął zatem z torby bombkę świetlną i cisnął ją w nadbiegającego z prawej strony szermierza (fioletowa kropka). Miało go to na chwilę wyeliminować z działań ofensywnych - na tyle długo, aby Seinaru zdążył wyprowadzić atak na przeciwnika posługującego się suitonem i obecnie skrywającym się między drzewami. Gdy samuraj obrócił się w jego stronę, przygotował włócznię do kolejnego ataku. Nie zamierzał jednak wykorzystywać tym razem żadnego bukijutsu, które wymagałoby rozpędu po linii prostej, aby nie zderzyć się z żadną techniką dystansową, która mogłaby zostać skierowana w jego stronę. Biegł jednak w kierunku przeciwnika, jednak w ciągłej gotowości do wykonania uniku w którąś ze stron (najchętniej tą dalszą od Tona). Celem, jak w każdej samurajskiej walce, było oczywiście dostanie się do oponenta na długość włóczni, a gdy to się uda, Kei miał zamiar wykonać uderzenie, które nieprzypadkowo nazywane było Miażdżycielem Klejnotów.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2121
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Ichirou » 9 lut 2020, o 00:08

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
33/57


- O bogowie, walka! – krzyknąłby właśnie Ton, gdyby nie stres, przez który wszelkie słowa utykały mu w gardle.
Niestety, nie było ani czasu ani miejsca na zapoznawanie się, omawianie swoich zagrywek lub zagłębianie w retrospekcje. Walka rozstrzygała się więc na przestrzeni nie minut, a zaledwie sekund, gdzie każda była tak naprawdę na wagę złota i mogła decydować o życiu lub śmierci któregoś z uczestników potyczki.
Nawet jeżeli przeciwnik zdawał sobie sprawę z tego, z kim miał do czynienia, to chyba jednak nie był świadomy, że próba złapania w pułapkę mistrza turnieju z wysp bardzo często przeistacza się w pułapkę na samego siebie. Nacierających na samuraja mogło być w tym momencie nawet czterech, a technika przez niego wykonana i tak dosięgłaby wszystkich celów. Seinaru doskoczył bowiem do rywali i wyprowadził dwa zdecydowane pchnięcia – po jednym na oponenta. Miał przewagę zasięgu oręża i przede wszystkim w szybkości ruchu. Oba cele ledwo ogarniały, że samuraj właśnie do nich doskoczył. Nie były w stanie na czas zareagować na wykonane ataki, w efekcie czego ostrze włóczni z ogromną łatwością zatopiło się w ciałach wrogów. Zatopiło, bo – zgodnie z przypuszczeniami bohatera - oba te ciała okazały się być stworzone z wody. Klony zostały więc wyeliminowane.
Potem w ruch poszła bombka świetlna, która wywołała oślepiający dla miecznika błysk. Mężczyzna wstrzymał szarżę, zasłonił oczy wolną dłonią, ale nic to nie dawało. Potrzebował krótkiej chwili do powrotu normalnego widzenia.
Pasterz z Teiz odbił w lewo, chcąc jak najszybciej spacyfikować użytkownika suitonu. Ten jednak nie próżnował. Podczas wcześniejszych akcji Seinara zdążył ułożyć pieczęci i przygotować kolejną z technik, która miała nie tylko spróbować zaszkodzić oponentowi, ale i zapewnić bezpieczeństwo. Zamaskowany osobnik dość szybko bowiem się zreflektował, że samuraj jest cholernie szybki i trzeba go unikać jak lawy. Albo gumy.
Wojownik z Lazurowych Wybrzeży mógł doświadczyć swego rodzaju Déjà vu. Ledwo wystartował w stronę lasu, a w jego kierunku wystrzeliła technika, którą już kiedyś widział podczas jednego sparingu. Wypuszczony z ust oponenta strumień wody odbił się od gleby i spiętrzył, po czym rozbryzgał się na wszystkie strony. Samuraj tym razem jednak miał mniej czasu i nie zdążył minąć wodnej techniki zanim ta nabrała na sile. Został zmuszony więc do uniku. Uskoczył w lewo i skorzystał z naturalnej osłony w postaci drzewa, które przyjęło na ciebie część wzburzonej fali.
Oberwał, ale jedynie resztkami rozproszonej wody, która ostatecznie nie wyrządziła mu wielkiej szkody. Na szczęście nie było zasady mówiącej o tym, że woda to ogień.
Mógł wznowić swoje natarcie. Użytkownik suitonu nieco się cofnął i szykował jakieś kolejne jutsu. Oślepiony przed momentem szermierz odzyskiwał powolutku wizję, wykonał pierwszy ruch do przodu. Chyba tym razem zmierzał nie na Keia, tylko na roztrzęsionego rachmistrza.

    Mapka - błękitny Seinar, niebieski Ton, reszta raczej zrozumiała. Kratka to około 2 metry.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3105
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Seinaru » 13 lut 2020, o 18:18

Udało mu się co prawda uniknąć obrażeń, ale i tak był niepocieszony z faktu, że nie udało mu się dopaść do użytkownika suitonu, zanim ten zdąży postawić obronę. Przed samurajem wystrzeliła fala wody i nie miał on większego wyboru, niż tylko czmychnąć za najbliższe drzewo i tam zaplanować kolejny ruch. Problemem w tej walce był czas i konieczność ochrony Tona. Gdyby dano mu tutaj więcej czasu, pewnie kolejna szarża na ukrytego między drzewami shinobi byłaby kończącą walkę. Seinaru nie chciał jednak ryzykować tego, że pomimo swojej ogromnej szybkości nie zdąży być w dwóch miejscach naraz, dlatego musiał zmienić swoje priorytety i zamiast skupiać się dalej na użytkowniku suitonu, zwrócił się przeciw szermierzowi. Zanim jednak odstąpił od swojego obecnego przeciwnika, będąc za drzewem wyjął z torby notkę bombkę dymną. W tym momencie, upewniając się że Sujinheki zostało już zakończone, ruszył w kierunku drugiego przeciwnika. I gdy tylko wystartował, rzucił w miejsce w którym stał wcześniej bombkę dymną, aby osłabiła celność ataków w plecy.
Obecnie celem był wracający do pełnej sprawności szermierz. Dużo zależało od tego, na jakim etapie ataku będzie tamten, gdy Seinaru uda się do niego dopaść. Jeśli będzie już o włos o zadania ciosu Tonowi, wtedy pierwszym odruchem będzie próba zablokowania tego ataku. Jeśli jednak szermierz też zmieni cel z rachmistrza na samuraja, lub Seinaru będzie miał dość czasu aby wyprowadzić swój atak bez ryzykowania czy zdąży zapewnić Tonowi bezpieczeństwo, wówczas atakuje z rozbiegu od razu przy pomocy Hitsujikai Ochitsuite, aby wgnieść przeciwnika w ziemię.
Gdyby coś poszło nie tak, głównym celem było blokowania ataków skierowanych w Kirigayę, uniki aby ratować własną skórę i możliwie jak najmniej straconego czasu. Nie chciał dopuścić do tego, aby dwoje przeciwników mogło skoordynować swój atak.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2121
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Ichirou » 14 lut 2020, o 00:23

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
35/57


Możliwe, że gdyby wystrzelił od razu jak strzała, to zdążyłby podziurawić przeciwnika ostrzem włóczni zanim ten wykona kolejną wodną technikę. Decyzja była jednak inna. Seinaru nie dał się pochłonąć bojowemu szaleństwu i zachował zimną krew, cały czas mając na uwadze obecność rachmistrza i dbając o jego bezpieczeństwo. Obrócił się w kierunku kompana podróży i spróbował zyskać na czasie, sięgając po kolejny element posiadanego ekwipunku – bombkę dymną. Puścił się w pęd, podrzucając w dotychczas zajmowane miejsce bombkę, z której zaczął ulatniać się obłok gęstego dymu, odgradzający swobodne widzenie między użytkownikiem suitonu a pozostałymi uczestnikami potyczki.
W chwili rozpoczęcia pościgu nieco bliżej rachmistrza znajdował się miecznik, ale na szczęście tylko o krok. Pasterz z Teiz mógł za to odnotować, że sam porusza się szybciej od przeciwnika. Może nie była to jakaś gigantyczna przewaga, ale wystarczała, by na tak krótkim odcinku nadrobić różnicę w dystansie i doprowadzić do spotkania tuż przed Tonem, który w tym momencie zamknął oczy i zasłonił się rękami, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc. Biegnący miecznik dostrzegł ruch Seinaru i uniósł prawą dłoń, w której dzierżył wakizashi, by być przygotowanym do ewentualnego bloku.
Ale to nie wystarczyło.
Mistrz turnieju na wyspach dopadł wroga na jakiś metr, góra dwa przed rachmistrzem. Wyprowadził atak, który już szykował podczas szarży. Doskoczył z imponującą prędkością, ale oczy wprawionego w boju miecznika były w stanie za nim nadążyć. Nadążenie z rejestrowaniem zmian sytuacji przy pomocą zmysłów nie było jednak gwarantem nadążenia z odpowiednimi reakcjami. Owszem, osobnik był wielce sprawny i gdyby nie porównywanie z Seinarem, to można byłoby mówić o demonie szybkości. Niestety miał tego pecha, że tego dnia spotkał się z samym diabłem. Zdążył uformować jakiś blok, ale miał zbyt mało czasu i wyszedł mu on bardzo nieskładnie. Cios Keia był z kolejny wyjątkowy silny i wymagał nie tylko idealnego bloku, ale i ogromnej krzepy, której miecznikowi brakło. Wyprowadzona znad głowy włócznia opadła niczym gilotyna, tyle że zamiast ciąć miażdżyła. Napotkała co prawda na swojej trajektorii opór wakizashi oponenta, jednak niewiele to zmieniło. Nihongou i tak spadło na ciało rywala z ogromnym impetem, druzgocząc obojczyk, bark i prawą część klatki piersiowej. Do tego doszło zdecydowane obalenie, któremu niewiele brakło, by przeciwnik został wbity w ziemię. Spektakularna eliminacja.
To jednak nie było koniec, ponieważ drugi, wciąż dychający przeciwnik nie dał za wygraną. Z ciemnoszarego, gęstego obłoku wyłonił się nowy twór wodny, przypominający kształtem węża, który mknął mniej więcej na lokację Tona i Seinaru. W tym czasie operujący suitonem pobiegł lasem przed siebie wzdłuż traktu, by ominąć zasłonę dymną i znów widzieć swoje cele. Utrzymywał przy tym jedną pieczęć.
A wodny wąż mknął na dwójkę mężczyzn.

    Mapka - błękitny Seinar, niebieski Ton, reszta raczej zrozumiała. Kratka to około 2 metry.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3105
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Seinaru » 15 lut 2020, o 02:22

Po zakończonym z powodzeniem ataku, Keiowi nie pozostało nic innego niż skrócenie mąk przeciwnika, który leżał teraz u jego stóp. Szybkim pchnięciem skierowanym w jego klatkę piersiową dokończył jeszcze dzieła, aby nie musiał obawiać się ataku w plecy i upewnić się, że to zagrożenie zostało już wyeliminowane.
Pozostał już tylko ten, który do tej pory znajdował się za dymną zasłoną, lecz zgodnie z tym o czym Seinaru wiedział od początku, nie powstrzymało go to na długo. Teraz jednak, w walce jeden na jednego szanse były co najmniej wyrównane, lecz znowu należało najpierw dostać się do przeciwnika na odległość włóczni, a dopiero potem rozmawiać o zwycięstwie. Obecnie mknął na nich wodny wąż, który nawet w przypadku uniku przez Seinaru, mógł trafić w Tona i... Kei nie wiedział nawet, jakie mogłyby być tego konsekwencje.
Pokrył swoją broń niebieską poświatą i zaraz po tym machnął nią w kierunku wodnego tworu, aby chakra flow nabrała kształt podłużnej fali, która miała wyjść wrogiemu jutsu na spotkanie i zneutralizować je. W tym momencie również, Kei wystartował na swojego przeciwnika ponownie, tym razem jednak mając na uwadze możliwość spotkania przed sobą kolejnej wodnej zapory. Gdyby scenariusz sprzed kilkunastu sekund miał się powtórzyć, wówczas samuraj korzysta z otaczających ich drzew, aby odbijając się od nich pokonać wrogie defensywy górą. Po dotarciu do wroga plan obejmował proste pchnięcia w tułów lub szyję, aby jak najmniejszą ilością ataków doprowadzić do końca walki.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2121
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Ichirou » 15 lut 2020, o 12:44

Obrazek
Wyprawa rangi B
Seinaru
37/57


Starcie byłoby o wiele prostsze, gdyby nie balast w postaci rachmistrza, który calutki czas obciążał barki samuraja i nie pozwalał mu w pełni rozwinąć skrzydeł. Zamiast skupić się w całości na ofensywie lub najzwyczajniej w świecie unikać zagrożeń, musiał ratować nieporadnego osobnika raz po raz i w jakiś sposób zatrzymywać ataki, które zagrażały nauczycielowi.
Grot włóczni wbił się w klatkę piersiową obalonego przeciwnika, skracając jego męki.
Ciało rwało się do instynktownego odskoku, jednak umysł nakazał utrzymać pozycję i sięgnąć po inne rozwiązanie. Kei wtłoczył duchową energię w dzierżoną dłoń, a zaraz po tym wykonał pojedynczy wymach w kierunku nadciągającego, wodnego węża. Włócznia przecięła jedynie powietrze, jednakże obmywająca artefakt chakra wystrzeliła z wielkim impetem do przodu w postaci widocznej, jasnoniebieskiej smugi, która ułamek sekundy później trafiła w wodny twór. Ten pod wpływem siły potężnego uderzenia rozbryzgał się na wszystkie strony, niegroźnie zraszając przy tym pasterza i rachmistrza.
A potem Seinaru ruszył na użytkownika suitonu. Tamten szykował kolejny atak, jednak miał nieco większe problemy z nadążeniem za samurajem w porównaniu do poległego już kompana. W chwili, gdy Kei przeskakiwał z jednego drzewa na drugie, oponent wystrzelił z ust strumień wody pod wielkim ciśnieniem. Minął się on jednak z celem, popędził gdzieś dalej, połamał jedynie jakieś małe drzewko i krzewy.
Samurajowi udało się dopaść rywala. Ten, znalazłszy się w krytycznej sytuacji, zdążył w ostatnim momencie dobyć tanto, którym zamierzał zablokować nadchodzące ciosy. Nie dążył jednak przyjąć właściwej gardy, w której Kei bez problemu odnalazł lukę. Włócznia, mająca wyraźną przewagę zasięgu nad krótkim ostrzem, minęła się z bronią przeciwnika i trafiła brutalnie w szyję nieszczęśnika, przebijając ją na wylot.
Zakrwawione ciało osunęło się bezwładnie, gdy tylko zwycięzca starcia wyciągnął z niego broń.
Pasterz z Teiz mógł wtedy dostrzec skrawek tatuażu przedstawiającego koguta, który widniał torsie poległego i trochę wystawał spod przemoczonych ubrań.
Posoka, rozlana w dwóch miejscach placu boju, z każdą chwilą traciła na intensywności szkarłatu. Mieszała się z deszczem, który wciąż dość gęsto lał się z nieba.
Okolica wydawała się być pozbawiona dalszych zagrożeń.
- R-ruszajmy - wycedził po paru chwilach Ton, kiedy otrząsnął się z szoku. Zdarzenie, które dla wojownika było kolejnym dniem w pracy, dla zwykłego cywila stanowiło jedno z najbardziej przerażających doświadczeń w życiu.
Przez dalszą część trasy nie napotkali się z kolejnym ogonem. Pogoda zdążyła się nieco poprawić. Przestało lać, niebo zrobiło się szare, a na południu Sakai nawet przejrzyste.
Był już wieczór, kiedy zbliżali się do ziem rodziny Okamura. Mijali właśnie uprawne pola, a kilka bledziutkich światełek, pochodzących z małej wioseczki, zaczynały malować się na skąpanym w półmroku horyzoncie.

    Żeby nie przeciągać, zakładam dalsze wyruszenie w drogę. Jeżeli nie postępujesz inaczej, to Seinaru [zt] i dalsza część tutaj.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3105
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Środek lasu z dala od wioski

Postprzez Kintarō Gonpachi » 14 mar 2020, o 20:06

Po pytaniu mężczyzny na ustach Kinatarou pojawiła się dziwna kwaśna mina, jednak po chwili ciszy odpowiedział - Jestem dzieckiem pustyni - Westchnął, ciężko i dodał - Miałem ojca ale jedyne co mi po nim zostało to ta katana - wskazał kciukiem na ostrze znajdujące się na jego plecach.
Wsłuchując się w opisywaną przez mężczyznę sytuację wioski Kintarou jedynie potakiwal głową, a na jego twarzy widać było wzmagającą się agresję - Czyli dzięsięciu do pokonania - Wstchnął, a następnie podrapał się po nosie - Może i są słabi, ale jest ich wielu będę musiał załatwić to jak najmniejszymi pokładami sił - Spojrzał na Ryu - Słuchaj gdy zbliżymi się do strefy patrolowanej to powiedz, mam pewien plan, ale żeby go wykonać musimy pozostać niezauważeni - Kintarou szedł po lesie rozglądajac się dookoła i nasłuchując, wszak nie chciał wpaść na patrol. Spoglądał również co jakiś czas na Ryu, jakby oczekuąc sygnału że są już w strefie patrolowanej i należy przejść do realizacji planu.
Avatar użytkownika

Kintarō Gonpachi
 
Posty: 35
Dołączył(a): 2 lut 2020, o 00:19
Wiek postaci: 26
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Ma długie czarne-siwe włosy związane w kok oraz długą brodę i wąsy w tych samych kolorach. Ubiór jest bardzo skromny, na nadgarstkach nosi dwa brązowe ochraniacze z metalowymi ozdobami oraz długie spodnie w tym samym kolorze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=7998

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość