Kodokunayama 孤独な山

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbroje utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Jiro » 31 lip 2016, o 21:54

Młodzieńcowi towarzyszyło dziwne uczucie, którego powodem była zaistniała sytuacja, obmyślił już wcześniej swoje ruchy w przypadku ataku zdrajcy, a teraz po prostu stali i mierzyli się wzrokiem, po przeczytaniu tego mogłoby się wydawać iż stali długo, otóż było zupełnie odwrotnie, ponieważ stali kilka, może kilkanaście ciągnących się sekund, które budowały nieziemskie napięcie; "kiedy i kto pierwszy uderzy", "w jaki sposób zaatakuje", "długo będziemy tu tak stać, może powinniśmy już go związać?", można było się domyślić iż powyższe cytaty, krążyły teraz w myślach zgromadzonych tu osób. Przynajmniej do czasu, gdy Kazuyoshi nie zaczął mówić, a jego pierwsze zdanie nie miało najmniejszego sensu, przynajmniej według Jiro. - Jak to? "Wtrąciłem ją do lochu poleceniem Hisato"? Może chodziło o to iż to on dostał polecenie aresztowania jej, ale powiedział to tak, jakby Hisato-sama był jego marionetką... Nie! To niemożliwe! Słyszałem że istnieją takie techniki, ale to wykracza po za zakres możliwości którejkolwiek z nich, te oczy! Są niesamowite! - pomyślał, teraz dopiero zrozumiał dziwne zachowanie techników, coś jakby wybudzili się z transu, ale dalsze rozmyślania przerwał mu zdrajca, który użył techniki którą młodzieniec widział na polu walki, a boski pancerz zasłonił go swoją formą z dziwnej chakry. Młodzieniec odruchowo się cofnął, chciał ostrzec towarzyszy, lecz jego zamiary uprzedziła seria wybuchów, do akcji wkroczył chłopiec, który pociągnął za dźwignię, wyraźnie przerywając ładowanie się działa, gdyby miał okazję, szesnastolatek osobiście by mu pogratulował. Stało się gorąco, a Kazuyoshi zaczął wydzierać się na młodzika, a następnie podpalił go tym dziwnym, czarnym ogniem, który wcześniej trawił drewnianego smoka.
- Parszywy zdrajca! - powiedział młodzieniec i wyciągnął tanto, w tej samej chwili jednak ciężkozbrojni Uchiha wyczuli okazję i związali byłego stratega, zakrywając mu oczy opaską. Tym czasem z góry zaczęły spadać na nich głazy, wieża dosłownie waliła im się na głowę, Uchiha, nasza dwójka oraz zdrajca, pomknęli więc do schodów, do wyjścia, byle szybciej, byle nie umrzeć pod stertą kamieni, w końcu nikt nie chciałby tak umrzeć, nie była to śmierć w boju, a nawet jeśli, to raczej mało kto chciałby umrzeć, przecież śmierć jest łatwa, gorzej jak masz rodzinę, bo to oni będą cierpieć, Ty pocierpisz tylko małą chwilę. Dopiero przy wyjściu zorientował się iż chłopiec w zielonych ubraniach nie poszedł za nimi, może się bał, może nie był nawet po ich stronie, w tej bitwie, ale to miało najmniejsze znaczenie. Po wyjściu z wieży, gdy szesnastolatek dezaktywował sharingana, strażnicy powiedzieli iż nasza dwójka stanie przed sądem, Jiro wiedział dlaczego, ale nie umiał się z tym pogodzić, miał być sądzony, za to iż poszedł popatrzeć na bitwę, a po drodze stwierdził, iż w sumie może zgłosić się do walki, w końcu mieli walczyć tu jego rodacy, co poradzisz na to iż zmienił się lider, w sumie nawet było mu żal, że Hisato wyzioną ducha, nawet mimo tego całego terroru, który siał za swego panowania.
- Idę, w końcu, gdzie indziej miałbym się udać? - zapytał retorycznie młodzieniec, a następnie udał się wraz z nowym towarzyszem, by uporządkować pewne sprawy, było ich troje, zostało dwóch, a przynajmniej tak myślał młodzieniec.

z/t z Kyuoshim
Jiro
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Shigeru » 2 sie 2016, o 20:31

Nieliczne oddziały Senju i sprzymierzone z nimi oddziały najemników wolno, przemieszczały się w stronę granic Sakai-Shinrin. Ogromna ilość rannych i ciał, które transportowaliśmy, uniemożliwiały nadania szybszego tempa. Posłańcy już dawno opuścili grupę, uprzedzając prowincje rodową o tym co się wydarzyło, a pojedynczy zwiadowcy puszczeni w celu sprawdzenia traktu, mieli służyć nam za żywe czujki, które w razie zagrożenia - ostrzegą.
- Już nie daleko, wytrzymaj - zakomunikowałem żołnierzowi, którego zakrwawiony bandaż oraz wyraźny grymas na twarzy, jasno świadczył o stanie. Nie chcąc by mi tu zemdlał, krzyknąłem w stronę dwóch innych osób, aby ruszyli dupy i mu pomogli. Na rozmowy o przebiegu bitwy, będzie jeszcze wystarczająco dużo czasu.
Przez cały czas doglądałem stanu rannych, pośredniczyłem w przekazywaniu jak i wydawaniu rozkazów, sam wybiegałem na rekonesansy, ale znajdowałem również czas aby zamienić słowo z ojcem, Toshio, czy też Nikusui. Cieszyłem się, że wszyscy na których mi w szczególności zależało - przeżyli. Jedyne co zaczynało mnie martwić, to stosunek Reiki do mojej osoby. Wyraźnie unikała ze mną kontaktu - nawet gdy osłabiony wróciłem. Z czego to mogło wynikać? Pozostawały mi tylko pewne podejrzenia...
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. Szalone przedsiewzięcie. Ale udało się. Uratowałeś nas
- rzuciłem w stronę młodszego kuzyna, bo dopiero teraz była chwilka na to, aby porozmawiać, zwłaszcza, że zbliżaliśmy się właśnie do granicy z Shinrin. - Mimo wszystko... ponieśliśmy cięzkie straty. Ciężko nazwać to zwycięstwem - dodałem, spoglądając na wozy z martwymi członkami naszego klanu i innymi żołnierzami, który zaciągnęli się pod nasze sztandary. - Nie można zapomnieć o tym poświęceniu - cicho rzuciłem, bardziej do siebie niż pozostałych.

Powrót do domu zamierzałem rozpocząc od spotkania z rodzicielką - powiadomiłem o tym zawczasu Nikusui. Zaproponowałem jej nawet to, że może rozważnie by było przedstawić ją matce, nie było sensu dłużej trzymać tego co nas łączy w sekrecie - zwłaszcza, że i tak nieszczególnie ukrywaliśmy się z czułością z jaką do siebie się odnosiliśmy. Oczywiście jednak to, jak się zapatrywała na ten pomysł, pozostawiałem w gwoli jej decyzji, nie chciałem niczego wymuszać, ani przyspieszać. Teraz, gdy sytuacja choć trochę się unormowała, nie było takiego pośpiechu jak wcześniej. Na myśl o tym, z pewnym entuzjazmem spojrzałem w powoli, zachodzące na widnokręgu słońce...


    Skąd: Sakai
    Dokąd: Shinrin
    Czas podróży: 30 minut
    Czas przybycia: 22:00
    Środek transportu: -

    Nikusui, Reika, Shigeru [z/t]
Shigeru
 

Poprzednia strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość