Kodokunayama 孤独な山

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbroje utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Natsu » 3 lip 2016, o 13:00

Obrazek

Pośrodku trzech prowincji, znajdując się na terytoriach najbardziej spornych, znajduje się olbrzymia kamienna góra, wyraźnie stojąc nad wszystkimi pobliskimi równinami, lasami i wzgórzami. Góra ta, nazywana Kodokunayama (Samotna Góra) lub Dokuroyama (Góra Czaszki) dość często bywała obiektem różnych historii. Według pogłosek, ten wielki obelisk natury, wykonany z kwarcu, był w dawnych czasach miejscem zbiórek kultów, odprawiających swoje tajemnicze, często okrutne rytuały, wznosząc przy tym modły do boga śmierci. Wybór w sumie nie był aż tak głupi - pośród licznych szczytów znajduje się ponoć wejście do groty, ukształtowane idealnie na wygląd głowy/czaszki (stąd też druga nazwa góry).
Jako, że góra znajduje się idealnie na czubku granic trzech prowincji, często rozróżnia się trzy, różne otoczenia góry.
Strona Senju jest łatwa do rozpoznania, głównie ze względu na gęste gaje, spore lasy i dość równy teren. Tak jak większość prowincji Shinrin, drzewa miały bardzo prostą sposobność do swobodnego wzrostu. I dały one też dobrą sposobność do ukrycia drewnianych garnizonów, na których dość często stacjonują żołnierze, chroniąc granic zarówno z Akimichi, jak i Uchiha. Od tej strony góra zdaje się najbardziej ponura - liczne zbocza, sterczące kolce z wapienia, nieliczne ślady mchów i traw.
Od strony Akimichi lasy są znacznie rzadsze - by nie powiedzieć wręcz, że znajduje się tam tylko kilkanaście drzew na krzyż. Terytoria te są pokryte licznymi wzgórzami o różnych, mniejszych lub większych, wysokościach. Na dłuższą metę jest to dobra opcja obronna, jako że to przeciwnicy musieliby wchodzić pod górę, a Akimichi mogliby bez problemu przejeżdżać po nich jak lawina.
Strona Uchiha zaś jest najbardziej... niepozorna. Ani drzewka, ani górki. Tylko najzwyklejsze w świecie równiny, nie mające żadnego obiektu mogącego się wyróżniać na tle pozostałych, otaczających prowincji. Jedyną różnicą było dość gładkie zbocze Dokuroyamy, dzięki czemu mieszkańcy Sogen bardzo często organizowali tam wspinaczki - w ramach sportu i treningów.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Shigeru » 3 lip 2016, o 15:21

Obrazek

Podróż, a raczej wyprawa zbrojna, która została zorganizowana - bez większym problemów dotarła pod wskazane miejsce, tworząc tam bazę, a zarazem miejsce wypadowe dla szpiegów, jak i całych drużyn bojowych, które miały za zadanie patrolować pobliskie tereny, aby przypadkiem nie dostała się tu niepostrzeżenia niepożądana grupa oponentów. Miejsce to miało być również punktem zbiorczym dla całego inwentarza, szpitali polowych jak i również dywizji, które wraz z przybywaniem kolejnych jednostek, powoli się formowały. Przez całą drogę do tego miejsca, lustrowałem najbliższe otoczenie, doszukując się w każdym cieniu, za każdym krzakiem, potencjalnej zasadzki. Nic jednak takiego nie miało miejsca, nikt w trakcie wyprawy nie ucierpiał, stąd nadszarpnięte zostały tylko moje nerwy. Nie wiedziałem czy podobnie odczuwali pozostali - piastując jednak wojskową rangę, przynależąc do rodziny Rodu panującego, czułem się w obowiązku chronić ludzi, którzy mieli zadecydować o przyszłości naszej krainy. Miałem nadzieję, że ta - jeszcze dla nas istniała.
- Jesteśmy na miejscu - zakomunikowałem Nikusui jak i innym znajdującym się w moim pobliżu członkom, z pominięciem jednak Reiki oraz Kazuo, którzy znajdowali się nieco dalej ode mnie, dopatrując zapewne z innej strony szlaku naszej grupy. Dostrzegając znajome proporce, niektóre znane nawet twarze, poczułem się pewniej, bo udało się osiągnąc pierwszy pułap zadania. -Zorientuje się jak kształtuje tu się sytuacja - powiedziałem do Nikusui, proponując jej aby udała się wraz ze mną lub rozejrzała sza miejscem, gdzie będzie można się rozłożyć i odpocząć. Zaraz po tym udałem się w stronę najpotężniejszego namiotu, położonego w centralnym punkcie obozu.
- Senju Shigeru, melduje swoje przybycie - zameldowałem, pomijając stopień majora, jaki został mi w Siedzibie Władzy przyznany, bo uznałem, że Ci co powinni zdawać sobie z tego sprawę - już to wiedzieli. - Jakieś rozkazy? - zadałem pytanie niemal też od razu, aby nie było wątpliwości, że nie przybyłem tutaj tylko dla zameldowania się, ale także chciałem pomóc, by jak najszybciej uzyskać odpowiedni poziom gotowości bojowej.
Shigeru
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Yuusha » 3 lip 2016, o 17:42

Strona Uchiha.
Podróż zajęła mu więcej czasu niż innym, ale nie było to spowodowane błędnie wytyczoną trasą, czy też jakimiś losowymi wydarzeniami - zwyczajnie mu się nie spieszyło. Specjalnie wyruszył wcześniej, by dotrzeć na miejsce w swoim tempie. I jak się okazało - wszystko idealnie sobie wykalkulował. Byli niemal wszyscy, choć tak właściwie to nie mógł tego wiedzieć. Nie miał bladego pojęcia o możliwościach Uchiha i jaką ilością zbrojnych dysponują. Właściwie to nie wiedział wielu rzeczy, ale nie były mu one potrzebne. Najemnik im mniej wie tym lepiej, czyż nie? Ważne, by znał wartość swojego wynagrodzenia, które otrzyma po batalii. Miejmy nadzieje wygranej. Reszta była milczeniem. Choć nie mógł ukryć zaciekawienia, które objawiało się poprzez zerkające, czerwone ślepia, które bacznie obserwowały poszczególne namioty, zgrupowania shinobi, czy zwyczajnie ich rynsztunek. Co jak co, ale Uchihą trzeba było przyznać to, że są zdyscyplinowani, jak nikt inny. To lubił w nich chyba najbardziej, wykonuj rozkazy, a wszystko pójdzie jak po maśle. Oczywiście nawet to nie było gwarantem zwycięstwa, jednak im mniej idiotów, którzy się nie słuchają, tym lepiej. Brak dyscypliny i zgrywanie bohatera, to chyba najgorsze, co Ci się może trafić w drużynie.
Westchnął cicho pod nosem. Mimo, że starał to w sobie tłumić, zwalczyć, to nie mógł powstrzymać tego upierdliwego ścisku w żołądku. Denerwował się. A to powodowało, że był bardziej podirytowany niż zazwyczaj, wystarczyłoby tylko jedno, niechciane i krzywe spojrzenie, by Yuusha wybuchł. Na szczęście, gdy mijał większe grupki ludzi, szybko wbijał wzrok w ziemię, zaś kaptur mocniej zaciągał na głowie, by podarować sobie, tak jak i innym, niechcianego sporu, który mógłby się przerodzić w coś naprawdę upierdliwego. I w taki też sposób przebył kolejne metry obozowiska, by ostatecznie wyhaczyć kogoś kto wyglądał na dowódcę. Bądź innego gościa, który wie co i jak. A nawet jeśli nie był kimś ważnym, to być może on mu wskaże właściwy kierunek. Pojęcia nie miał jak się tu odnaleźć samemu.
- Yuusha Otori, najemnik. - przedstawił się oschle. - Nie podano mi zbyt wielu informacji, więc może ty wskażesz mi drogę. Do kogo mam się udać po rozkazy? Albo cokolwiek innego, co mam robić. - kątem oka jeszcze raz rozejrzał się po otoczeniu. Jakoś nawet ta cała góra go nie zachwycała, choć w normalnych okolicznościach na bank nie odpuściłby sobie możliwości wejścia na nią, by podziwiać widoki. Może później? 'O ile to PÓŹNIEJ nadejdzie', skwitował w duchu, po czym wygrzebał zza pazuchy paczkę papierosów, by odpalić jednego.
Yuusha
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Nikusui » 3 lip 2016, o 21:30

Kiedy już wszyscy się zebrali, postanowili wyruszyć w stronę Sakai. W pobliżu niej znajdowały się praktycznie same nieznajome osoby, więc trochę ciężko było jej wyłapać kogokolwiek, kogo kojarzyła. Miała styczność jedynie z ojcem Shigeru, Kazuo, jego odizolowaną bądź też nieskłonną do zawierania nowych znajomości siostrą, Reiką oraz pociesznym Toshio, z którym miała okazję spędzić nieco więcej czasu, a dzięki któremu obudziły się w niej jakieś opiekuńcze odczucia względem drugiej osoby. Jednak tłok był zbyt wielki, a nieco przejęta niewiedzą względem tego, co może ich czekać, jej uwaga byłą dodatkowo rozproszona.
Droga nie trwało długo, a białowłosa starała się nie ustępować kroku i trzymać się blisko Shigeru. W końcu kroczyła wśród klanu Senju, to ona była tutaj aktualnie obcą osobą, więc towarzystwo bruneta podtrzymywało ją na duchu. Wiedziała jednak, że dla samego Shigeru już się wykazała przy rozbiciu szajki w Ryuzaku, walce na turnieju i opiece nad Toshio. To przychodziło spontanicznie, a przecież nie była złą osobą, więc to było całkiem normalne.
Dotarli na miejsce, o czym jej ukochany ją poinformował i już po chwili postanowił zorientować się, jak przedstawia się sytuacja. Rzecz jasna nie chcąc zostawać w miejscu, ruszyła za mężczyzną do jednego z największego namiotów, w którym zapewne była omawiana jakaś strategia i plany. Młody Senju od razu przeszedł do rzeczy, zameldował się i poprosił o dalsze wskazówki. Ona, chcąc, żeby również zdawali sobie sprawę z jej obecności i gotowości do działania, skinęła delikatnie głową, oczywiście dopiero po wypowiedzi Shigeru i po ewentualnych rozkazach dla niego. Nie chciała przeszkodzić w wypowiedziach, więc odezwała się dopiero wtedy, kiedy wątpliwości bruneta zostały wyjaśnione, albo szybciej, jeśli pytający wzrok zebranych tutaj wyczekiwał informacji na temat białowłosej.
- Ryukata Nikusui, pochodzę z klanu Kaminari i chciałabym aktywnie uczestniczyć w przyszłych wydarzeniach. Specjalizuję się w technikach żywiołowych i myślę, że mogłabym pomóc w walce na głównym froncie. - jej głos był spokojny, ale zdecydowany. Chciała by wiedzieli, że jest pewna swoich słów, że nie chce się nigdzie chować, chociaż zapewne gdyby była potrzeba to walczyła gdzieś pobocznie, ale jednak to walka była jej żywiołem i to w tym temacie mogła się bardziej przydać.
Stanowcze, acz nienachalne spojrzenie żółto-zielonych oczu wpatrywało się w obecnych tutaj, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Takowej mogła nawet nie uzyskać i kto wie, może zostanie zbyta, ale uważała, że liczy się każdy ochotnik, który tylko wyraża chęci do współpracy. Który chce zawalczyć o tereny, które może są domostwem kogoś innego, ale trzeba bronić pewnych wartości i wspólne stawiać czoła czemuś lub komuś, kto buciorami chce to wszystko zniszczyć, bo ma takie widzimisię.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 906
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Kyoushi » 3 lip 2016, o 21:59

    Wyjście z Sogen było bardzo proste pod względem fizycznym. Jednak spoglądając na drugą stronę medalu - duchową, było nieco gorzej. Zostawił swojego nowego, przypomnijmy jedynego aktualnie przyjaciela zupełnie samego. Jednak, na to nie teraz. On miał swoje zadanie. Przedostać się do Sakai, by zaczerpnąć nieco informacji. W obecnej chwili zdawało się to dla białowłosego najważniejszym punktem jego podróży z Ryuzaku. Ostatni raz opuszczał je, by przybyć na to krwawe, nieszczęsne wesele w Antai. Nie chciał już sobie tego przypominać, jednak za każdym razem, gdy tylko pomyślał choćby o nazwisku Uchiha - wszystkie jego wspomnienia wracały w mgnieniu oka. Niestety, takie jest życie. Musiał sobie z tym poradzić, ze wszystkimi sytuacjami, które tam zaszły. Musiał sobie radzić dalej, tym razem sam. Raito go opuścił, nie wiedział gdzie on jest. Dołączył do niego Takashi, jednak jego musiał w owej chwili zostawić w Sogen. Co zrobić? Iść dalej.. A jeżeli to był zły pomysł? Jeżeli.. Jeżeli to nie wyjdzie na dobre? W zasadzie, dlaczego chcę ich rozgryźć od środka? Co ja sobie wyobrażam.. Czy jestem do tego zdolny? Zdolny do prześledzenia wroga od wewnątrz? A może. Kłamstwo powtarzane wiele razy, staje się prawdą. Cóż, niech się dzieje co chce.. Mówił sobie, stawiając kolejne kroki w swoim śnieżnobiałym kimonie. Poprawiwszy swój pas, przy którym z tyłu był miecz obosieczny oraz z lewej strony wakizashi, rozmyślał co będzie dalej. Jednak, przed jego oczami ukazało się pewne wzgórze. Może inaczej, nie wzgórze, a wielka góra. Była naprawdę.. Imponująca. Sam zastanawiał się dlaczego wcześniej jej nie zauważył. Taki gapa jak on, prawdopodobnie połowę drogi drapał się po głowie, a drugą połowę wpatrywał w ziemię, jak stawiał kolejne kroki. Mimo wszystko, zauważył ją i przystanął na chwile, opierając dłonie o plecy, a dokładnie część lędźwiową. Przycisnął je trochę i odchylił się nieznacznie w tył, unosząc głowę by spojrzeć na cały jej majestat. Matko i córko.. Niezwykła.
    Gdy tak przystanął, rozejrzał się dookoła w celu rozpoznania czy ktokolwiek tutaj jest, czy kogokolwiek może dostrzec. Musiał się zorientować w terenie, co tu się wyprawia i.. Jaka jego w tym rola. Dookoła jak już mógł spojrzeć, rozprzestrzeniały się przed nim równiny. Nic specjalnego, ot zwyczajne, wręcz opustoszałe tereny. No i najważniejszy i najciekawszy punkt programu, który przykuł chyba najbardziej jego uwagę. Góra Kodokunayama. Z jego perspektywy, jako, że zachodził od strony Uchiha, była to.. Ot dość gładkie jej zbocze, przez które można było z całkiem lekką swobodą i łatwością, przedostać się całkiem wysoko. Może i na sam szczyt? Któż go tam wie. Na pewno nie Shiroyasha, który drapiąc się leniwie po czubku głowy, rozczochrał swoją białą czuprynę w poszukiwaniu wzrokiem jakiejś żywej duszy. Może by tak do kogoś zagadał? Może dowiedziałby się co on tutaj tak właściwie robi? Sam białowłosy nie był do końca pewien, gdyż wcześniejsze wydarzenia.. Mogły mu jakby.. Umknąć.
Ostatnio edytowano 4 lip 2016, o 18:08 przez Kyoushi, łącznie edytowano 1 raz
Kyoushi | Shiroyasha | Myśl
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
 
Posty: 610
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 11:48
Lokalizacja: Kraków
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny płaszcz skrywający białe kimono i katanę.
Widoczny ekwipunek: Katana na plecach, czarny płaszcz, czarna zbroja na białym kimonie, Wakizashi przy lewej nodze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684
GG: 7574786
Multikonta:

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Murai » 3 lip 2016, o 22:00

Po błyskawicznym treningu Murai wrócił w okolice wioski Itojin, gdzie napotkał Mitsuchiego wraz z oddziałem wojowników. Z przeważającej większości byli to przedstawiciele Szczepu Kakuzu. Natychmiastowo zgłosił swoją obecność, żeby nie musiał wysyłać posłańca do Ryuzaku i by Mitsuchi miał świadomość obecności młodego wojownika wśród jego oddziału. Murai miał dużo szczęścia, że skończył trening w dobrym momencie, możliwe że ostatnim możliwym by później nie musieć ich szukać. Znacząco poprawił swoją kontrolę chakry, co z pewnością przyda się podczas potyczek. Nawet jeśli posiadał zasoby chakry znacznie przekraczające te zwyczajnego człowieka, to powinien umieć je wykorzystać najbardziej efektywnie jak tylko się da. W sprzyjających okolicznościach będzie w stanie walczyć kilkukrotnie dłużej niż przeciętny Ninja, a to dopiero jego pierwsze dodatkowe serce. Po nim przyjdą następne, jeszcze większe ilości chakry i nowe żywioły. Potencjał jest ogromny, musi tylko obierać za cel odpowiednio silne jednostki, możliwe do sklasyfikowania jako potencjalne cele. Możliwe, że podczas wojny wśród oponentów kogoś odpowiedniego? O zabijaniu sojuszników nie było nawet mowy, Murai doskonale wiedział jak traktuje się zdrajców. Przystosowanie do panujących warunków było jednym z warunków, które musiał spełnić podczas swojego "szkolenia". Przemyślenia towarzyszyły mu przez większą część wędrówki.
Ta w końcu się zakończyła, z tego co Murai zdołał wywnioskować byli blisko granicy trzech prowincji. Sakai, Sogen i Shinrin. Góra z pewnością byłaby dobrym punktem widokowym do obserwowania potyczki dla dowódców, skąd mogliby korygować ruchy poszczególnych oddziałów, jeśli na takie będzie podzielona armia. Młodzieniec nie był szkolony w prowadzeniu działań na szerszą skalę, ale takie oczywiste spostrzeżenie nie mogło mu umknąć. Trzeba było przyznać, że obóz był dobrze osłonięty przed niepowołanym wzrokiem. Ukryty pośród drzew, które dla wprawnego sensora nie były jednak żadną przeszkodą. Obóz rozmiarami nie imponował, jednak nie było takiej potrzeby. Małe centrum wydawania rozkazów i rozmyślania wyżej postawionych person, w tym liderów klanów. Murai idąc w towarzystwie jemu podobnych, rozglądał się wokoło, ciekawy przeznaczenia każdego widzianego namiotu. Zaopatrzenie, zbrojownia, dowództwo. I pewnie kilka innych funkcji, które nie przyszły młodzieńcowi do głowy. Mitsuchi ruszył w kierunku namiotu dowódców, pozostali natomiast czekali gdzieś w okolicach tego namiotu. W tym Murai, nie mając praktycznie niczego do roboty poza rozglądaniem się i przypominaniem całego asortymentu opanowanych przez niego technik.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1690
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Reika » 3 lip 2016, o 23:38

Rozmowa z Toshio była naprawdę przyjemna, bo pomogła odciągnąć uwagę Reiki od ponurych myśli i tego, co było za nią. Uświadomiła też kuzyna, że jej obecny kolor włosów jest jak najbardziej naturalny, a tamten blond, który wcześniej u niej widział, był dziełem fryzjerskiej farby. Wyjaśniła mu, że dłużej nie mogła stosować tego koloru, bo zniszczyłaby sobie włosy, więc zdecydowała się wrócić do dawnego odcienia, który mimo wszystko bardzo jej się podobał. Przez ten czas co się nie widzieli, Toshio zdążył trochę podrosnąć i zapewne zrobił też spore postępy, ale mimo wszystko Reika nieco się obawiała o to, że bierze udział w takiej bitwie. Było to zapewne jego własny wybór i należało to uszanować, więc nie robiła mu z tego powodu wyrzutów. Każda para rąk może się tu przydać, zwłaszcza jeśli Toshio udało się odblokować Mokuton, albo chociaż zwiększyć potencjał któregoś z podstawowych żywiołów.
Zbliżali się powoli do obozu, kiedy młody Senju przeprosił ją i udał się na bok. Albo za potrzebą, albo chciał jeszcze chwilę pobyć sam, aby ogarnąć swoje techniki, dlatego też Reika pozwoliła mu na to, a sama ruszyła dalej z innymi. Jeśli długo nie będzie wracać, to najwyżej wróci się po niego. W tych lasach nic mu nie groziło, ale mimo wszystko kunoichi czuła się za niego odpowiedzialna i wolała go mieć na oku. Przed nią rozciągał się obóz. Pełno namiotów, wozów i wszechobecny zgiełk dużego skupiska ludzi z różnych klanów. W centralnej części tego zamieszania stał wielki pawilon, który był oczywiście namiotem dowódców, czyli wszystkich liderów i doradców, którzy zdołali się tu zebrać, dlatego też Reika, jako nic nie znacząca jednostka, nie zamierzała się tam pchać, póki nie zostanie wezwana, nawet jeśli była córką Lidera Senju i dostała tytuł Komandora. Na wszelki wypadek pozostała jednak w zasięgu wzroku i głosu, po czym zaczęła się rozglądać za znajomymi twarzami, które mogła tu spotkać, jednocześnie czekając na Toshi. Po chwili jej wzrok padł na znajomą, poznaczoną szwami twarz, obdarzoną zielonymi tęczówkami i czarnymi białkami. A więc Kakuzu jednak dołączyli do Sojuszu. Była to wyraźna ulga dla Reiki, która zdążyła już się trochę dowiedzieć na temat tego szczepu. Uśmiechnęła się delikatnie i podeszła do znajomego jej przedstawiciela tego społeczeństwa.
- Witaj, Murai-san. Miło Cię znowu widzieć. - Przywitała się, podając mu rękę. - Jestem Reika. Poznaliśmy się na trybunach podczas turnieju w Sabishi, chociaż wtedy miałam jasne włosy.
Możliwe, że Kakuzu ją zapamiętał, bo w sumie nawet gratulowała mu wygranej i tego, że chociaż on i Inoue nie powyrywali sobie nóg z tyłków, jak to było w niektórych walkach. Co prawda czuła w stosunku do Muraia pewien respekt, zdając sobie sprawę, że jest od niej silniejszy, ale mimo to pozostała uprzejma, w końcu byli sojusznikami i będą razem walczyć przeciwko Uchihom.
- A więc przyszło nam walczyć ramię w ramie przeciwko najeźdźcom, którzy chcą nas wszystkich zniszczyć. - Stwierdziła z westchnieniem. - Mam nadzieję, że uda nam się ich pokonać, bo inaczej nasze prowincje padną i naszych ziomków będzie czekać marny los. Cieszę się, że jesteście z nami. Trochę słyszałam o waszych możliwościach i jestem naprawdę pod wrażeniem, zwłaszcza waszej nieśmiertelności, a raczej niewrażliwości na upływ czasu i procesy życiowe. To czyni z was naprawdę groźnego przeciwnika i niezwykle cennego sojusznika.
Musiała się poprawić z tą nieśmiertelnością, bo może i nie starzeli się i zachowywali siły witalne pomimo braku procesów życiowych, ale niewrażliwi na ataki to już na pewno nie byli, a przynajmniej nie na te wyższej rangi i musieli tak samo uważać, jak każdy inny shinobi. Nie mniej nadal byli cennymi sprzymierzeńcami. Ciekawe czy Mamoru też udało się wkręcić na tą batalię. W końcu tak bardzo chciał zobaczyć Mokuton i tutaj miałby najlepszą okazję do tego.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1748
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Jiro » 4 lip 2016, o 00:49

W kilkanaście minut znalazł się na szlaku transportowym, na którym często przechodziły oddziały wroga, jeden z oddziałów jakiegoś klanu właśnie przechodził, był to nieco dziwny klan, na szczęście Jiro natrafił na koniec ich przemarszu i przeczekał go w krzakach. - Uff, ciekawe jak ci by zareagowali na wroga. - pomyślał z ulgą, przeszedł przez drogę i postanowił iść wzdłuż niej, tak by mieć drogę w zasięgu wzroku, jednak by nie można było zobaczyć pojedynczej osoby. Szedł powoli, a z każdą minutą coraz bardziej docierał do niego fakt iż nie jest wystarczająco wyszkolony, by walczyć pośród innych shinobi, chociaż wiedział iż klany wynajmują także zwykłych ludzi, którzy nie potrafią kontrolować chakry, jednak nie oznaczało to iż nie potrafią walczyć, chociaż pewnie będą rzuceni w pierwsze szeregi, niczym mięso armatnie. Mimo iż trenował i poznawał techniki ninja, na różne sposoby, nadal czuł iż nie powinien się tam znajdować, nie był to strach, w końcu Jiro nie potrafi rozpoznać strachu i go nie rozumie, były to zwykłe kalkulacje, od kiedy obudził się ze śpiączki, był o wiele słabszy, niż wcześniej, a przynajmniej takie ma wrażenie, na dodatek nie pamięta żadnych wydarzeń, postaci, czy chociażby technik ze swojego dzieciństwa, prócz podstawowej wiedzy o świecie. Przez te wszystkie rozmyślenia, czas mijał mu o wiele szybciej.
W końcu widział już górę, postanowił więc kierować się nią, a nie szlakiem, dzięki czemu mógł dojść do celu, bez natknięcia się na wrogie oddziały. Ogólnie podróż wokół góry, minęła mu całkiem spokojnie, nie spotkał żadnego wroga, czyli dokładnie tak jak założył, niestety nie spotkał po drodze także żadnego sojusznika, czy kogokolwiek innego, kogo mógłby spytać o dokładną drogę, w końcu nie wiedział dokładnie gdzie powinien zmierzać, wiedział tylko iż główne siły klanu Uchiha, zbierają się po swojej stronie góry. Przez niewiedzę, musiał nieco improwizować, gdy już udało mu się okrążyć już Samotną Górę, ale w gruncie rzeczy nie zajęło mu to dużo czasu, przynajmniej według niego, w końcu kilka godzin dla jednego może oznaczać małą stratę czasu, a dla kogoś kto się śpieszy, dużą. Jednak kto nie zauważyłby dymu z palących się ognisk i namiotów, których było tak dużo, że można by pomyśleć iż powstaje tutaj nowa osada. Udał się więc w stronę dużego obozu rodaków, gotowych do walki z wrogą koalicją.
Po około dwóch, lub trzech godzinach, przybył w końcu do obozu, był nieco zmęczony, ponieważ nie robił sobie zbędnych przerw w czasie podróży. W brzuchu miał jakieś dziwne uczucie, jakby kamień naciskał na żołądek, nie wiedział co to znaczy i wolał się tym nie przejmować, w każdym razie psychicznie czuł się dużo lepiej niż mogło to wyglądać na pierwszy rzut oka, gdy widzisz spoconego od podróży i czegoś w rodzaju stresu młodzieńca. Gdy tylko minął kilkanaście namiotów, podszedł do grupki zwykłych żołdaków, którzy właśnie usiedli do partyjki w jakąś dziwną grę karcianą i stanął przed jednym z żołnierzy, którzy tylko obserwowali wyniki gry.
- Jestem Jiro Uchiha, powiedz mi, gdzie mogę się zapisać do naszej armii? - odezwał się pierwszy, żołdak wyglądał na ogarniętego, może i nie był Uchiha, ba! Może w ogóle nie był shinobi, ale wydawało się że wie więcej niż ci, którzy woleli się obijać i grać sobie w karty, zamiast pomagać w przygotowaniach do bitwy. Gdy tylko dostanie odpowiedź, podziękuje i bez zbędnej paplaniny, pójdzie prosto w stronę mu wskazaną, oczywiście omijając wszelkie przeszkody terenowe. Gdy tylko będzie w odpowiednim miejscu i zobaczy odpowiedniego człowieka, podejdzie do niego, jak najszybciej się da. - Uchiha Jiro, wpisz to imię do listy shinobi, którzy chcą walczyć wraz ze swymi rodakami, co do moich umiejętności, znam podstawy Genjutsu i natury Katon, mam rangę Doko i tak jak mówiłem, znam tylko absolutne podstawy, więc w walce z zaawansowanym przeciwnikiem nie mam większych szans. - powiedział spokojnie młody Uchiha, nie wstydził się tego iż nie potrafi tyle, co niektórzy shinobi w jego wieku, - Dostanę teraz jakieś rozkazy? - dodał po małej chwili, wolał wiedzieć co ma teraz robić, niż obijać się jak niektórzy, nawet jeżeli nie zdążył odpocząć po podróży.
Jiro
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Senju Toshio » 4 lip 2016, o 08:18

Znikał, a to się pojawiał. Wszystko bez kamuflażu i zbędnego tłumaczenia, co prawda. Niczego nie musiał ukrywać, chyba że zapytają. Nie mógł uznawać się za uprzywilejowanego, kiedy tak naprawdę był zwykłym pionkiem w grze na szachownicy. Świat shinobi pod tym względem oznaczał hierarchię i rangi. Jemu nie przyszło jeszcze awansować, więc będzie miał okazję do zabłyśnięcia. Oczywistym było, że do głowy niespełna adepta ninja przychodziły nierozsądne pomysły, często mogące skończyć się tragicznie. Tego dowództwo na pewno nie będzie pochwalać. Na razie liczyło się to, żeby znalazł się bark w bark na polu bitwy.
Obóz, który został niespełna chwilę temu rozbity wydawał mu się potrzebną wszystkim ostoją. Znajdowały się tutaj różne namioty z rzeczami, które ze sobą zabrali. Każdy mógł odpocząć przed tym decydującym momentem. Tak, jak Senju lubili najbardziej. Stacjonowanie pośród lasu. Dogodna partyzantka lub coś w ten deseń. Toshio niewiele mógł stracić i właściwie nigdzie nie musiał się stawiać. Podejrzewał, że wszystko rozstrzygnie się niebawem i podąży za jednym z oddziałów dowodzonych przez Shigeru. W międzyczasie rozglądał się za Reiką, której nie chciał martwić i dać jej znać, że już wrócił. Próbował również wychwycić inne, znajome twarze, ale nic z tego nie wyszło. Co, jak co, ale wtedy w Sabishi mieli naprawdę fajnie zgrany zespół. Yoichi, Nikusui, Shigeru, dziewczyna imieniem Inoue i towarzyszący jej chłopak z Uchiha. W międzyczasie zdążył poznać Ichirou i Natsume, walczących na arenie. Nie sądził, że wszystkim będzie po drodze do bitwy, ale zawsze garstka wiary pozostawała.
Czternastolatek poczuł przepływ energii dosięgający tego miejsca, więc gdziekolwiek by nie usiadł będzie miał swobodę umysłu. Zamiast tego w ramach asymilacji zaczepiał przypadkowych pobratymców z Senju i ucinał sobie z nimi pogawędki. Nic poważnego, kiedy chodziło o przywitanie i drobne rady. W końcu był tutaj najpewniej najmłodszy, niczym ochotnik. W dodatku sądził, że jak nikt inny potrafił poprawiać innym samopoczucie swoim wesołym nastawieniem. Kilka razy wymsknęło mu się, jakoby nie może się doczekać, aż pokaże na co go stać. Rozbawił tym większość, a słowa nagany potraktował ze skruchą. Całość w pozytywnym świetle wzajemnego zrozumienia się. Wtedy też znalazł Reikę, której to kolor włosów był jej naturalnym, co na samym początku zaskoczyło młodzika, gdy tylko się dowiedział. Nigdy nie zgadłby, że można coś takiego uzyskać najzwyklej farbując.
- Reika, wszystko tu jest tak fajne. Już nie mogę doczekać. Na pewno pokonam wielu przeciwników. - rzucił ni stąd ni zowąd, w pierwszej chwili nie widząc nikogo prócz niej. Towarzystwo ubranej na czarno postaci wytrąciło go z równowagi i zrozumiał po chwili, że przeszkodził.
- Oh, przepraszam za przeszkodzenie. - ukłonił się, jakby za przewinienie. Rosły osobnik po głębszym zorientowaniu się nie był już taki nieznajomy. Szybko połączył wszelkie fakty, które udało mu się zgromadzić w pamięci i uaktywnił je. Zrobił naprawdę wielkie oczy i zaaferowany, z podziwu wskazał Muraia palcem.
- Jacie, to ten silny facet walczący na turnieju w Sabishi. Wtedy z demoniczną dziewczyną. Niebywałe! - w większości miało to brzmieć niezręcznie dla odbiorcy i w żaden inny sposób nie przedstawiać znaczącej wartości. Oczywiście Toshiemu mogło w gruncie rzeczy chodzić o podziw. Tak reagować mogli tylko najwięksi fani, a zielonowłosy był właśnie jednym z nich. To, jak bardzo podobały mu się rozwijające, czarne i cienkie jak żyłka nici musiał jednak pozostawić na później. Wolał nie zarzucać obecnej dwójki zachowaniem nie na temat. Uspokoił się tylko i czekał na właściwą w konwersacji okazję dla siebie.
Avatar użytkownika

Senju Toshio
 
Posty: 510
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Strój maskujący wygląd (✘)
W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak (✔), Torba (przy prawym pośladku)(✔); 2x kabura (na prawym udzie)(✔); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie)(✔), ochraniacz na czoło (✔), kieszeń spodni(✔), Tanto (przy lewym boku)(✔).
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Masaru » 4 lip 2016, o 15:41

Strona Senju
Masaru w momencie dotarcia do celu swojej podróży miał dużą ochotę zawrócić i wrócić do swojego ukochanego domu. Był bardzo zdenerwowany, jego paznokcie były mocno obgryzione. Każdy potrafi udawać że niczego się nie boi, ale to tylko pozory, w głębi serca każda normalna osoba jest przerażona kiedy musi stanąć twarzą w twarz z śmiercią. Mimo targających nim emocji szedł z wypiętą klatą, nie dając po sobie poznać że ma chociażby troszkę zwątpienia w sobie. Nie przeszkadzało mu to jednak podziwiać wiosennej natury która rozkwitała po zimie. Chłopaka intrygowała zdolność klanu Senju do wytwarzania drewna, ale podziwiał również potężne oczy Uchiha. Ciekawiło go którą z tych zdolności jest silniejsza na polu walki. Ale właściwie to miał to gdzieś, o wyniku wojny przynajmniej jego zdaniem zadecyduje ilość wojowników, a nie jakość. Jego jedynym zmartwieniem było czy przeżyje i czy dostanie pieniądze. W normalnych warunkach chłopak dołączyłby do brunetów z czerwonymi oczami, jednak słyszał plotki o potężnej broni po ich stronie, uznał że lepiej jednak będzie dla świata jak wygrają Senju bo w przeciwnym razie Uchiha podbiją inne kraje, a co zatem idzie również może to być jego ukochana wioska. Zamierzał do niej wrócić dopiero gdy stanie się silniejszy, ale na razie to trzeba zadbać żeby w ogóle wyjść z pola bitwy o własnych siłach. Gdy doszedł do obozowiska wystarczyło że się rozejrzał, a już zobaczył kilka interesujących postaci. Najbardziej jego uwagę zwróciła ładna zgrabna niebiesko włosa kobieta, w wieku około 20 lat. Gadała z jakimś chyba młodszym od niej typem, który wyglądał troszkę przerażająco. Oboje wyglądali na znacznie silniejszych niż on. Ale teraz miał inne sprawy do załatwienia niż oglądanie dziewczyn. Podszedł do żołnierza który wyglądał na w miarę kumatego i mu się przedstawił. Witam jestem Masaru Enoki, pochodzę z klanu Ayatsuri. Przybyłem tu jako najemnik. Jestem słaby w walce w zwarciu, ale za to mam pewne zdolności rzucania bronią oraz umiem dobrze walczyć moją lalką. Jeżeli to możliwe chciałbym walczyć w drugiej linii. Proszę mi powiedzieć do kogo mam się zgłosić po rozkazy. Gdy dowiedział się czego chciał i został zapisany, ruszył pod pobliskie drzew pod którym położył się i zaczął bawić się kuaniem. Podrzucał go i łapał tak długo aż mu się to nie znudziło. Potem w oczekiwaniu na rozkazy albo jakieś ciekawe wydarzenie, zaczął drzemać. W ten sposób chciał złagodzić stres związany z tym że lada moment mógł umrzeć. Albo on kogoś zabije albo jego pozbawia życia. Wszystko zależy od kilku następnych godzin.
Masaru
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Murai » 4 lip 2016, o 16:35

Wszystko było w tym miejscu uporządkowane, na swoim miejscu. Nie było mowy o żadnym chaosie, każdy element był gdzie być powinien. Organizacja była tutaj doskonale widoczna i chociażby to mogło się Muraiowi w tym miejscu spodobać. Pozostawało mu tylko czekać na rozkazy od dowództwa, które prawdopodobnie składało się z najwyższych rangą przedstawicieli wszystkich klanów biorących udział w tym przedsięwzięciu. Murai w tym momencie był kolejnym Kakuzu przybyłym pod przewodnictwem Mitsuchiego, musząc wykonywać rozkazy dowództwa. Sam się do tej sytuacji doprowadził, widząc w tym wiele korzyści dla swojej osoby. Przede wszystkim współpracując z dużą ilością Ninja być może pozna tych mogących być potencjalnymi kandydatami na przymusowych dawców. Zrobi także dobre wrażenie, zapunktuje u lidera swojego Szczepu. W przyszłości może okazać się to bardzo pomocne. Oprócz tego podczas boju miał zamiar zebrać ogromną ilość informacji o technikach, nieznanych mu jeszcze umiejętnościach, klanach. Czy wszystko to było wartym zaryzykowania życia? Dla Muraia tak było, jego niezaspokojona ciekawość popchnęła go do wzięcia udziału w potyczce. Chyba tylko dwa razy miał okazję spotkać się z członkami klanu Uchiha, z czego obydwa z nich skończyć się mogły dla niego tragicznie. Na podstawie tego i zasłyszanych plotek mógł mniej więcej określić spektrum umiejętności przeciwnika. Mistrzowie Genjutsu, preferujący Katon. Oczy zwiększające swoją siłę w zależności od negatywnych emocji. Tajemnicza notatka znaleziona w lesie również dostarczyła bardzo interesujących informacji.
Mimo głębokich rozważań nadal bardzo dokładnie obserwował otoczenie, wyuczona ostrożność nie dawała mu chwili spokoju. A co jeśli zostanie rozpoznany jako jedna z tych wybitnych jednostek mogących zmienić przebieg całej bitwy i przyciągnie uwagę jakiegoś ukrytego szpiega? Murai za wybitnego sie nie uważał, miał jeszcze wiele braków i luk w swoim stylu walki, ale z pewnością kompetencjami przekraczał większość obecnych tutaj. Po jakimś czasie stania zobaczył dziewczynę z niebieskimi włosami, która szła centralnie w jego kierunku. Muraiowi nie umknął jej uśmiech. Może był to przypadek, że szła akurat w jego kierunku. Niestety tak nie było, to on okazał się celem dziewczyny. Powitała go i wyciągnęła rękę w geście powitania. urai próbował przypomnieć sobie, czy kiedyś widział dziewczynę o takiej aparycji. Błękitne włosy są czymś na tyle nietypowym, że powinien je zapamiętać. Dziewczyna się przedstawiła i powiedziała, gdzie ostatnio się widzieli. Zmiana koloru włosów faktycznie mogła być przyczyną nierozpoznania jej na pierwszy rzut oka. Murai przypomniał ją sobie, głównie przez niewielką ilość ludzi z jaką podejmował jakiekolwiek dialogi w Sabishi. To chyba ona gratulowała mu wygranej z Inoue, ledwo po powrocie na trybuny. Nie miała więc praktycznie żadnego powodu, by zapaść w pamięć Muraia, który nawet specjalnie nie przejął się jej obecnością tutaj. Zgodnie z zasadami kultury powinien uścisnąć wyciągniętą dłoń. Powoli i uważnie obserwując reakcję Reiki, tak uczynił. Uścisk był krótki, Murai szybko wycofał rękę.
- Wzajemnie. - odpowiedział. Jedno słowo mające przekazać dokładnie to, co rozmówca. Pomijając fakt, że nie było nic miłego w ponownym zobaczeniu tak mało znaczącej dla niego osoby. Brak jej obecności tutaj nie byłby dla niego żadną zmianą, prawdopodobnie to samo zdanie mieliby w stosunku do jego osoby wszyscy wokoło. Nie był też aż tak zżyty z pozostałymi członkami jakiegokolwiek klanu tutaj, by brak obecności Muraia był w jakikolwiek sposób zauważalny. Dziewczyna kontynuowała rozmowę, chociaż był to raczej monolog. Monolog z dodatkiem pokazu wiedzy o umiejętnościach Kakuzu, a na pewno dużego ich uproszczenia. Chociaż to co mówiła było prawdą, musiała się tego dowiedzieć najprawdopodobniej od innego przedstawiciela Szczepu Kakuzu. Jej wiedza o tym w gruncie rzeczy niczego nie zmieniała, wpływ na sytuację mogłoby mieć podzielenie się z nią informacjami o zabieraniu ludziom serc, postronni jednak nie powinni znać aż takich szczegółów.

Zanim zdołał odpowiedzieć, jakiś młody dzieciak zwrócił się do Reiki. Mały, ubrany na zielono, również się uśmiechał, ale znacznie szerzej niż Reika. Humor mu dopisywał przed batalią w której może z łatwością zostać zabity przez pierwszą lepszą jednostkę przeciwnika. Kiedy zauważył Muraia, ten pierw się ukłonił w geście przepraszającym, następnie przywołując na twarz wyraz wielkiego zdziwienia, nawet wskazał Muraia palcem. Ktoś chyba powinien tego dzieciaka nauczyć odrobiny ogłady. Murai został rozpoznany przez dzieciaka, jako ten który walczył z Inoue. Faktycznie większość ludzi którzy o turnieju słyszeli, pamiętali go głównie z walki z potworną dziewczyną. Biorąc pod uwagę, że jedna z walk była szybka i mało intensywna, a druga niemożliwa do obserwacji, taki stan rzeczy nie dziwił Muraia.
- Co w tym takiego niebywałego? - zapytał Murai chcąc poznać bliżej nieco pokrętną logikę dzieciaka i być może wytknąć mu to. Człowiek pojawił się w jednym miejscu, potem w następnym. Gdzie było tu miejsce na niebywałość? Niestety przedłużył tym pytaniem dialog z dzieckiem, ale Murai miał nadzieję na w miarę szybkie rozpoczęcie właściwej części, na którą tutaj przybył.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1690
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Nibui » 4 lip 2016, o 16:44

    Nibui musiał przyznać, że to pierwszy raz kiedy postawił stopę na tych terenach! Co prawda miał najpierw udać się do Shinrin, ale los chciał, że postanowił najpierw zasięgnąć informacji w Sakai i był to strzał w dziesiątkę. To właśnie tutaj samuraj dowiedział się, że jeśli chce zdążyć na przygotowania do wojny, to nie ma potrzeby, aby udawał się do siedziby rodu Senju. Wszyscy zebrali się bowiem na szczycie kamiennej góry, która oddzielała od siebie trzy prowincje. Białowłosy przystanął na moment i spojrzał na okazałość matki natury. Aż westchnął pod nosem, bo wspinaczka na szczyt nie będzie niczym przyjemnym. Choć z drugiej strony, w porównaniu z wojną, taki mały spacerek będzie raczej przyjemnym odpoczynkiem przed pracą, którą należy wykonać za wszelką cenę, aniżeli przykrym obowiązkiem. I samuraj już miał wspinać się na sam szczyt, kiedy na całe szczęście spotkał kilku shinobi zmierzających właśnie do obozu Senju. Okazało się, że Nibui źle odczytał posiadane informacje. Nie musiał wchodzić na najwyższy punkt góry, a wystarczyło, że odnajdzie namioty zlokalizowane w gęstych lasach. Swoją drogą to trochę dziwne, że Senju lubią tak siedzieć cały dzień w buszu. Czy nie zdziczeją pośród tych wszystkich drzew i liści? Kaizaki by tak nie potrafił!
    Obecnie samuraj znajdował się w swoim tradycyjnym stroju, który założył specjalnie na tę okazję. Być może nie był on zbyt odpowiedni względem pogody, ale na pewno podkreślał pochodzenie Nibuia, który nie chciał być mylony z innymi shinobi, którzy przybyli tu tylko ze względu na swoje klany czy znajomości. W końcu białowłosy pojawił się tutaj po to, aby upewnić się, że zagrożenie nie rozprzestrzeni się dalej, a także po to, aby zobaczyć na własne oczy jak zachowa się zwycięska strona. Być może pośród nich znajdzie się ktoś, kto będzie wart jego uwagi? Niemniej jednak Kaizaki nie zamierzał się przedstawiać, ani dopytywać o szczegóły. Zamiast tego znalazł sobie samotne drzewo, o które oparł się plecami i w ciszy rozglądał się dookoła. Znalazła się tutaj całkiem niezła zbieranina, a to tylko jeden z kilku obozów. Więc? Może wreszcie pojawi się ktoś, kto miałby ich poprowadzić albo chociaż powiedzieć gdzie mają uderzyć?


    Strona Senju
Nibui
 

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Reika » 4 lip 2016, o 17:41

Tak, Murai był typowym przedstawicielem swojego Szczepu, czyli małomówny ponurak, który na wszystko dookoła patrzył chłodnym wzrokiem, jakby oceniał potencjalne zagrożenie. Nie ma co, maszyna do zabijania, która mogła ją spokojnie rozgromić, gdyby tylko miała na to ochotę. Nim jednak konwersacja się rozwinęła, podbiegł Toshio, którego Reika przywitała szerokim uśmiechem. Przynajmniej nie będzie musiała go szukać. Poczochrała mu przyjacielsko włosy.
- Uważaj tylko, żeby nie zgubiła Cię zbytna pewność siebie. - Upomniała go delikatnie. - Nie chcę, żeby stała Ci się przez to krzywda. Nasz przeciwnik jest naprawdę groźny i nie należy go lekceważyć.
Kiedy Toshio przeprosił za przerwanie rozmowy i ukłonił się, Reika już miała odpowiedzieć, że nic się nie stało, kiedy chłopiec rozpoznał Muraia i wytknął go palcem. Zapewne był po prostu zaaferowany takim niesamowitym spotkaniem, bo na pewno nie zdawał sobie sprawy, że to niegrzeczne tak pokazywać na kogoś palcem. Nie mniej, wypada zwrócić na to uwagę.
- Toshi, nie ładnie tak pokazywać na kogoś palcem. - Stwierdziła Reika, po czym dokonała prezentacji. - Tak, to jest Murai. Murai-san, to jest mój kuzyn, Senju Toshio. On także był wtedy na trybunach i z zapartym tchem śledził waszą walkę. Dzięki udziałowi w tym turnieju i zajściu tak wysoko, jesteś szeroko znanym shinobi, więc zapewne niebywały jest fakt spotkania takiej sławy.
Spojrzała na Toshio, aby się upewnić, czy właśnie to miał na myśli, bo zachowanie kuzyna i jego fascynację właśnie tak można było odebrać. Spojrzała też w kierunku namiotu dowództwa i skrzywiła się, widząc tam coraz większy tłok. Wszyscy na hura polecieli się zameldować, a nie pomyśleli, że Liderzy najpierw będą chcieli obgadać strategię, a potem wydadzą stosowne rozkazy, no ale cóż. Niektórym po prostu spieszyło się do bitki i oby tylko ich zapał nie zakończył ich życia.
- Jest nas całkiem sporo. - Przyznała, rozglądając się po obozie i dostrzegając Nibuia. - Chociaż podobno niektóre klany nie odpowiedziały na wezwanie, a przynajmniej tak mówił Lider Senju. Mam nadzieję, że poradzimy sobie bez ich pomocy, jak myślisz, Murai-san?
Była ciekawa jego opinii na temat wrogiej armii i tego, czy mają szanse powodzenia. Zapewne słyszał też o dziale masowego rażenia, więc ogólnie może być ciężko, chyba że szybko je wyeliminują.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1748
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Natsu » 5 lip 2016, o 00:27

Spoiler: pokaż
Mapa, plik jest za duży by wstawić w [img].

Gwoli wytłumaczenia:
  • Czerwone kółka oznaczają jednostki Uchiha, niebieskie - Akimichi, a zielone - Senju
  • Typ jednostki powinniście rozpoznać po wyglądzie (piechota, kawaleria, strzelcy).
  • Bohaterowie (kunie z flagą) to dowódcy
  • Czarodzieje to oddziały shinobi (U Uchiha będą dwa)
  • Każdy żeton przedstawia oddział, składający się ze 50 żołnierzy.


Bitwa pod Górą Czaszki
Początek


Strona Senju

Ruch w obozie rodu Senju, ukrytego obecnie dość głęboko w lesie, był aż niezwykły jak na tak ukryte i praktycznie zapomniane przez bogów miejsce. Wszędzie kręcili się a to żołnierze, a to zaopatrzeniowcy, a to medycy... wszelka tłuszcza ludzi o różnych specjalizacjach, wszyscy zgromadzeni w tym jednym miejscu w tym samym celu - pomóc w doprowadzeniu bitwy do końca, i najlepiej z wynikiem pozytywnym dla tegoż Rodu. Co jeszcze było warte zaznaczenia, byli tam nie tylko Senju! Pojawiło się również sporo najemników z różnych krain i klanów. Kakuzu, których lider Mitsuchi udał się na spotkanie liderów w namiocie dowodzenia, Ayatsuri, a nawet Samuraj! Była to naprawdę niezwykła grupa wojowników, która teraz musiała się powoli przygotować mentalnie na to, co miało nadejść.
Shigeru i Nikusui również udali się do namiotu dowodzenia, gdzie zobaczyli sporą grupę mężczyzn i kobiet, stojących wokół stołu i dużej mapy, przedstawiającej okolicę. W kilku punktach postawione były pionki do szachów, prawdopodobnie mające przedstawiać poszczególne oddziały, jak również duży klocek, mający pewnie oznaczać wieżę. Stała ona nieopodal góry, tuż przed granicą lasu.
Wśród rozprawiających taktyków i przywódców wojskowych można było dojrzeć Isoshiego Senju, odzianego w lekki pancerz. Najwidoczniej okaleczony shinobi nie zamierzał odpuszczać takiego wydarzenia i planował pomagać tak, jak tylko potrafił. Obok stał Kazuo, rozmawiający o czymś żywo z przytęgim mężczyzną, którym - nietrudno się było domyślić - był Akimichi Takuro, lider Rodu rządzącego w Sakai. Obaj pokazywali okolice wieży, wymieniając opinie. Rentaro Mitsuchi, lider Kakuzu, stał obok i ponuro przyglądał się mapie. W końcu jeden ze strategów spojrzał na przybyłych i pokiwał głową.
-A, panie majorze, proszę bardzo. Dobrze że przybyłeś, będziemy potrzebowali kogoś wyższego rangą by przeprowadził zwiad w okolicach granic. Do tego czasu powinniśmy opracować dokładniejszy plan działań, a jeśli po drodze paru Uchiha straci życie, nikt nie będzie płakał. Weź kilkoro shinobi, sam wybierz których, dodatkowo pójdzie z tobą jeden oddział łuczniczy.
W tym momencie podszedł Kazuo i spojrzał najpierw na Shigeru, później na Nikusui.
-Nikusui z Kaminarich... mam nadzieję, że Twój Ród, który - jak twierdzisz - chce z nami nawiązać współpracę, nagle nie odwróci kota ogonem. - westchnął ciężko, po czym wrócił do mapy, rzucając tylko na odchodne: - Udaj się z majorem Shigeru, pani kapral.
W tym czasie do Reiki, Toshio i Muraia podszedł jeden z żołnierzy i kiwnął głową na powitanie. Na tego ostatniego spojrzał z pewnym podziwem - najwidoczniej był on jednym z weteranów Pustynnego Pogromu i widział turniejowe walki niciowego shinobi.
-Pani komandor, panie podporuczniku, Murai-sama. Panowie Kazuo i Takuro prosili, aby zebrać wszystkich na niedalekiej polanie. Prosiłbym, żebyście pomogli w gromadzeniu żołnierzy, i sami również się tam udali.
Podobnie rozeszło się po całym obozie. Wszyscy najemnicy i żołnierze, czy to shinobi, czy zwykli wojacy bez kontaktu z chakrą, otrzymali nawoływanie do zbiórki na sporej polanie kilkadziesiąt metrów od obozu. Duża część armii Senju, liczącej prawie siedem setek żołnierzy, już się znajdowała na miejscu i była gotowa na odprawę...
Do Masaru, który obecnie się przedstawiał, podszedł tenże sam mężczyzna, zgarniając po drodze Nibuia.
-Nie ma obaw, szeregowi. Podział na drużyny odbędzie się na polanie, po odprawie. Tam się wszystko rozwiąże. Udajcie się tam, niedługo zaczynamy zabawę.

/Shig może wybrać do dwóch osób do pójścia z nim. A pójście na odprawę dotyczy wszystkich, nie licząc idących na zwiad.




Strona Uchiha

Obozowisko Uchiha wyglądało aż zaskakująco spokojnie jak na obecną sytuację. Wszyscy, czy to ludzie z zaopatrzenia, czy żołnierze, każdy wydawał się być nieludzko spokojny i skupiony. Wpływ na tę sytuację miały dwa czynniki. Jeden - znakomite wyszkolenie, wywołane dużym szacunkiem czerwonookiego rodu do wojskowości, jak również i ich liczebność - armia z Sogen miała doprawdy imponujące rozmiary, sięgające prawie tysiąca żołnierzy. I nie wspominając tutaj nawet o takim małym szczególe, jakim była wysoka na 50 metrów wieża, stojąca nieopodal obozu.
No właśnie - wieża. Był to niezwykły wytwór. Niezwykły i niepokojący. Osadzony obecnie na ziemi, wytworzony z kamienia i bazaltu trzon, mający za zadanie utrzymać część główną, jakim był olbrzymi kryształ znajdujący się na jej czubku. W krysztale tym mogłoby się spokojnie zmieścić kilkanaście osób! Z tego co było ujawnione, to właśnie ten kryształ był główną, mobilną częścią broni. Sam trzon można było wznieść w dzień-dwa, na nim osadzić kulę i gotowe. A zważając na to, że według pogłosek narzędzie to miało potworną siłę ognia... Nie było co zazdrościć Senju i Akimichim.
Pośród tychże najemników pojawili się Kyoushi i Yuusha, obaj stojąc nieopodal siebie. Przy czym ten pierwszy był bardziej zajęty wpatrywaniem się w górę niż zastanawianiem się nad swoją obecnością tutaj, podczas gdy Otori podszedł do jednego z żołnierzy i spytał o miejsce, gdzie będzie mógł odebrać rozkazy. Człowiek o szkarłatnych oczach (czy każdy Uchiha miał już przygotowanego Sharingana?) pokiwał lekko głową, po czym wskazał na dalszą część obozu, w okolice sporego namiotu dowodzenia. Mężczyzna nie wydawał się być negatywnie nastawiony, mimo że rozmawiał tylko z najemnikiem, a on - jako shinobi Rodu - miał rangę oficerską. Inna postawa u Uchiha? A może po prostu dyscyplina?
-W namiocie. Obecnie powinni tam się znajdować Hisato-sama i jego stratedzy. Zgarnij tego tutaj - tu wskazał brodą Kyoushiego - i idźcie, niedługo powinna tam być odprawa.
Na widok Jiro, jeden z żołnierzy podniósł się niczym na baczność, ale słysząc jego pytanie, odetchnął lekko i wrócił do rozgrywki karcianej. Obserwator, do którego zwrócił się Jiro, tylko otaksował go spojrzeniem.
-Na pewnoś Uchiha? W teorii powinieneś wtedy sam wiedzieć... no, ale skoro tak, to namiot pana Hisato jest tam dalej.
Cała trójka dotarła nieopodal namiotu w podobnym momencie. Przed wzniesionym głównym baldachem, na niewielkim stołku siedział Uchiha Hisato, rozpoznawalny po przystrzyżonych czarnych włosach i bliźnie na części twarzy. Co ciekawe jednak, miał oboje oczu, nawet pomimo historii że był jednooki. Wyglądał też na zmęczonego. Rozmawiał obecnie z przystojnym mężczyzną o ciemnych włosach i uprzejmym wyrazie twarzy.
-... Kazuyoshi, lepiej miej nadzieję, że to Twoje cholerne działo rzeczywiście będzie strzelać. Nie zamierzam ryzykować życia setek moich żołnierzy, rzucając ich na pastwę Senju.
-Działo będzie strzelać, lordzie Hisato. Cała budowa poszła gładko, podobnie jak projekt. Będziesz zadowolony z wyników.
Hisato sarknął pod nosem.
-Ta pewnie. Coraz częściej mam wrażenie, że Twoje podpowiedzi działają nie tak, jak powinny. Najpierw się uparłeś na budowę tej broni, później na Twoją prośbę aresztowałem moją najlepszą strateg, co zresztą wywołało bunty... Póki co całe gówno, które leci na Uchiha, jest przez nasze decyzje. Mam nadzieję, że chociaż to tutaj wypali...
-Spokojnie. Działo będzie strzelać. Tak długo, jak będziemy podążać za wskazówkami pana Hanjiego i zostawimy górę w spokoju, bitwa będzie wygrana...
Dopiero w tym momencie zauważyli, że zbliżyła się do nich trójka młodzieńców. O ile Kazuyoshi wyglądał na speszonego, o tyle Hisato zachował pełen spokój i wysłuchał słów Jiro, po czym spojrzał na najemników.
-Na razie udajcie się i podpalcie część drzew na granicy. Może to trochę wykurzy Senju. Jak skończycie lub usłyszycie róg, wróćcie na odprawę. Wtedy ruszymy do boju.


KAŻDY MA 36h NA ODPIS, CHYBA ŻE MI DA ZNAĆ ŻE SIĘ SPÓŹNI.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: Kodokunayama 孤独な山

Postprzez Yuusha » 5 lip 2016, o 11:07

Kolejna rzecz, która umknęła jego czerwonym oczom - wieża. Wielka budowla, która górowała nieopodal obozu, który rozbili Uchiha. Siłą rzeczy nie była tak monumentalna jak góra, która tkwiła pomiędzy trzema prowincjami, jednak to nie zmieniało faktu, że od razu przykuła uwagę czarnowłosego na dłuższą chwilę. Co się dziwić, pierwszy raz widział taką rzecz, bo o ile same wieże to nic niesamowitego, jednak w tym przypadku na jej szczycie umieszczony był ogromny kryształ. I do tego, według pogłosek, była to broń, którą szkarłatnoocy mieli wykorzystać przeciwko Senju i Akimichi. I kto wie komu jeszcze. Nie dało się ukryć, że Yuusha był ciekaw jak działa to narzędzie zagłady, jednak nie miał na tyle odwagi, by spytać o to któregoś z żołdaków Wachlarza - pewnie i tak nie wiedzieli. A ktoś wyższy rangą mógł zwyczajnie go spławić, bądź posądzić o szpiegowanie, bądź inne złe intencje - co oczywiście było dość zrozumiałe. Im przeciwnik mniej wie, tym lepiej, o ile już się nie dowiedział wszystkiego przy pomocy swoich szpiegowskich wici. W każdym razie na pewno będzie miał jeszcze okazję zobaczyć jak działa to całe działo, o ile oczywiście dożyje do tego czasu. Gdyby to było takie proste, to po prostu jebliby z niego teraz i pozamiatane, czyż nie? Bo po co narażać ludzi w bezpośrednim starciu.
Człowiek, którego zaczepił, by zdobyć potrzebne informacje bez wątpienia był Uchihą - już nie tak młody, ale również i nie tak stary, Otori zdążył zapamiętać jak wygląda herb tego klanu. A gość na pewno miał, gdzieś tam na zbroi, bądź ubraniu wymalowany ten symbol. Do tego te czerwone ślepia. Pierwszy raz widział je na własne oczy i od razu skojarzyły mu się one z tymi jego, choć były nieco inne. O ile kolor się zgadzał, to jednak te miały specyficzne łezki oraz bez wątpienia biła od nich siła. Sharingan, choć nie wiedział, że tak to się nazywa, na bank musiał być ich 'bronią', nie licząc oczywiście tego wielkiego czegoś kawałek drogi stąd. Poza tym miał wrażenie, że podobne oczy widział u innych wojowników, których mijał, choć nie patrzył się na nich bezpośrednio. 'Tajemnicze, szkarłatne ślepia, huh?', zadumał się na chwilę, ale oczywiście nic mądrego nie wymyślił. Póki nie dowie się czegoś więcej, będzie mógł tylko domniemywać, że te oczy do czegoś służą. Wracając jednak do sedna sprawy o którą zaczepił jegomościa, Bohater skinął głową, a następnie zerknął w bok, by spojrzeć na gościa, który również kręcił się tu w okolicy. Miał go zabrać ze sobą do namiotu dowodzącego. Po szybkiej lustracji, Yuusha doszedł do wniosku, że gość wygląda dziwnie. Nie chodzi o to, że ubrał się jak pajac, czy coś w tym guście, zwyczajnie nie pasował mu fakt, że nosi się na biało, ma białą czuprynę, ale jednocześnie ma czerwone oczy. Co to, jakiś zlot czerwonookich, czy jak? Do tego katana oraz krótsze ostrze, wakizashi. Samuraj? Ponownie przeniósł wzrok na oficera.
- Dzięki. - rzucił krótko, jednocześnie jeszcze raz zginając lekko głową, po czym zrobił zwrot na pięcie i zaczął maszerować w stronę wskazanego namiotu. - Rusz się. - mruknął w stronę Kyoushiego na tyle głośno, by ten usłyszał i szybkimi krokami zaczął zbliżać się do celu. 'A więc rozkazy bezpośrednio od przywódcy, co?' No cóż, skoro tak to sobie wymyślili to nie miał przecież nic przeciwko.
Nie miał zamiaru czekać na tego drugiego, a tym bardziej oglądać się za siebie, czy ten aby na pewno idzie. A gdy już dotrą na miejsce, bądź też dotrze tam sam, okaże się, że nie tylko oni oczekiwali rozkazów. Był jeszcze jeden gość, który już przypominał standardowego Uchihę - morda jak to u nich, czarna, bujna czupryna. Ale brak czerwonych ślepi. Z całej tej trójki to chyba jedynie Yuusha przypominał Uchihę najbardziej, ale mniejsza z tym. Dotarli w momencie, gdy człowiek siedzący na niewielkim podwyższeniu rozmawiał z kimś na temat nadchodzącej batalii, a konkretnie na temat działa, które nie dało się nie zauważyć, zaś Otori był na tyle zdolny, że go przeoczył. Wyglądało na to, że to ten cały Hisato. Lider Uchiha. Rzecz jasna Bohater nie miał zamiaru się wpieprzać w nieswoje sprawy, a tym bardziej skupiać się na jaki temat oni rozmawiają, bo raz, że gówno to go obchodziło, a dwa, że powinno go gówno obchodzić. Był tylko najemnikiem, który walczy za pieniądze. Gdy skończyli, pierwszy swoje trzy grosze wyrzucił gość, który dołączył do naszej grupy niemalże jednocześnie. Jak się okazało, faktycznie był Uchihą. Młodym Uchihą, który był żółtodziobem. Nie żeby to jakoś przeszkadzało Kosekiemu, ale wolałby nie mieć go obok siebie, gdy nadejdzie walka. Na kimś takim nie można polegać, brak doświadczenia, brak wszystkiego, ale w pewnym sensie go rozumiał. Gdyby to chodziło o jego klan, sam nie wahałby się dołączyć do walki, nie ważne z jak silnymi przeciwnikami. I nie ważne jaki cel przyświecał tej całej wojnie. Nie zmieniało to jednak faktu, że gość nie będzie przydatny.
- Hai, Hisato... -sama. - odezwał się wreszcie on, gdy lider wydał rozkazy. Nie bardzo wiedział jak ma go tytułować. Sama, czy nie sama? - Jakie rozkazy, gdybyśmy trafili na wroga przed zakończeniem zadania? Związać walką, do czasu sygnału nakazującego odwrót? Wycofać się od razu? - zapytał i odczekał jeszcze chwilę, gdyby któryś z pozostałych 'kolegów', chciał coś powiedzieć, bądź sam dowódca miał jeszcze jakieś uwagi. Gdy takie nastąpią, Yuusha wysłucha ich spokojnie, a następnie zrobił lekki skłon, po czym zawróci na pięcie i wymaszeruje z namiotu, gdzie już odetchnie spokojnie, wygrzebując zza pazuchy paczkę papierosów. Chciał zapalić nie tyle dlatego, że się uzależnił od tytoniu, a po prostu by zakumplować się ze swoim zen. Kto wie co ich może spotkać przy głupim paleniu lasu. A jak już o nim mowa, to przydałoby się coś, dzięki czemu mogliby zrobić to wielkie ognicho.
- Jiro, tak? Powiedziałeś, że władasz katonem. Nie wiem jak ty- - tu zwrócił się w stronę białowłosego. - Ale ja się na tym nie znam, więc dobrze by było zorganizować jakieś pochodnie, bądź coś podobnego. Ty zrobisz ogień, my go rozniesiemy, tak powinno być szybciej. Chyba że macie lepszy pomysł. - wzruszył ramionami, zaciągając się trującym, ale kojącym, siwym dymem. Jeśli jego propozycja była w porządku i dwaj pozostali na nią przystaną - dopali szybko papierosa, po czym wdepcze go w ziemię swoim buciorem, by następnie zaczepić jakiegoś wojaka z pytanie o torcze, bądź inny przedmiot, który mieli na stanie, a nadawał się idealnie do podpalania jeszcze innych rzeczy. Najlepiej by było ich kilka. Gdy zorganizuje to czego było im trzeba, wręczy po równo każdemu, a następnie chyba będą mogli ruszyć na małe ognisko do Senju.
Yuusha
 

Następna strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość