Szlak transportowy

Kolejna z prowincji Wietrznych Równin o dość pokaźnych rozmiarach. Sakai zamieszkiwane i zarządzane jest przez Ród Akimichi. Prowincja sąsiaduje od południowego zachodu z regionem Samotnych Wydm, a od południowego wschodu z regionem Prastarego Lasu. Od południa Sakai z kolei sąsiaduje z terenami niezbadanymi, co niejednokrotnie powoduje zbroje utarczki. W prowincji tak jak w regionie, od czasu do czasu dopatrzeć się można niewielkich zagajników leśnych, ale w przeważającej części dominuje ukształtowanie równinne, z wysoką trawą, które idealnie nadaje się do hodowli bądź uprawy roli. Nieopodal granic znajdują się również wioski pod zarządem Szczepu Kakuzu.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 9 sty 2019, o 14:14

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
3


Zima tak się właśnie malowała - szarością i bielą. Oczu nie cieszyły kwitnące łąki, na drzewach nie kołysały się liście i nie zakwitały kwiaty, a stokrotki nawet nie zastanawiały się nad pokazaniem się. Kruków było w niej pod dostatkiem. Wron, gawronów. Wszystkie unosiły się jednym i tym samym wrzaskiem zatruwającym umysł. Każde z nich kładło cienie na nieskazitelnej bieli i w krwi maczały swoje dzioby, kiedy przychodziło im rozrywać trupy pazurami. Kilka wronisk latało i tutaj. Niektórzy uważali je za złe fatum. Ich dumnych, większych przedstawicieli, za posłańców samej Śmierci, która oglądała świat ich oczyma, ale bajki lubią opowiadać o różnych rzeczach. Tylko jakoś nie słyszałam jeszcze bajki mówiącej o tym, że na świecie istnieje tylko dobro. Są tylko morały, według których dobro zawsze zwycięża. Coś w tym mogło być. Przecież karma, prędzej czy później, dościgała każdego. Może właśnie tym wroniskom chciałoby się to robić. Siedziały na gałęziach i widziały w bieli coś więcej, co dostrzec można było tylko z odpowiedniej wysokości, albo schylając się odpowiednio nisko. Nikt nie chciał opadać na kolana i płaszczyć się, więc ludzie wybierali sny o lataniu. Śnieg, podsunięty pod światło, mienił się wszystkimi kolorami tęczy, jak diamenty, którego drobinki rozrzucono po świecie. Nie wiedziałeś?
Lekkie podmuchy wiatru targały płaszczem mężczyzny. Może zakopywał ciało? Może opalał się w ten mroźny dzień, w którym chmury nie pokryły nieba? Nie machał łopatą, była jego podporą, a dzięki temu, że on się o nią podpierał, ta mogła stać prosto. Obopólna korzyść. Im bardziej młody shinobi się zbliżał, tym więcej szczegółów mogły wychwycić jego oczy. I w końcu wzrok samego mężczyzny go wyłapał, śledząc jego wędrówkę kroczek po kroczku, gdy nieubłaganie się zbliżał. Jak Jaś biegnący za fasolkami. Tylko czy ta bajka nie miała nieszczęśliwego zakończenia..?
- Nigdy panicz trumny nie widział? - Istotnie, w wozie, do którego zerknąłeś, znajdowała się trumna. Śnieg wokół był rozkopany, rozgrzebany, odciski butów i psich łap wyłaziły z drogi i schodziły na pole. Mężczyzna wyprostował się i cofnął łopatę bliżej do siebie. - Ano, bardzo chętnie, paniczu. - Obrócił się w kierunku wozu. - Widzi panicz, konia mi spłoszyło. Tam pogalopował, stary wyga. - Pokazał kierunek. Widać było ślady końskich kopyt odbiegający od wszystkich innych w głąb pola. - Mieli się pojawić z nowym, ale tamtego szkoda, dobra kobyła. Nie stać mnie na nową. A ja nogę mam chorą, nie dam rady tyle się wlec. - Pociągnął nosem i potarł go wierzchem dłoni. - Gdyby w między czasie zdążyli wrócić z koniem, panicz odprowadzi klacz do mojego zakładu w Yakiniku? Zapłacę 250 ryo za jej znalezienie.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Nagara » 9 sty 2019, o 14:35

Karma była wredną kobietą, której postać można było przedstawić w odcieniach czerwonych jak krew jej żniw ust. Za dobre czyny nagradzała, za złe karała. Ale kiedy zła było za dużo, jej gniew musiał urosnąć do zbyt wielkich rozmiarów. Jej długie, czarne jak jej kruczych posłańców włosy zapewne zaciskały się na szyjach ludzi podłych, szumowin i krzywoprzysięzców. A wszystko to po to, aby dać jasny sygnał, że z niewłaściwymi siłami nie należy igrać i podskubywać ich pierwiastek doskonałości. Nic tym w końcu nie zyskamy. Takiego zdania zresztą był Sumishiga, kiedy zauważył trumnę. Symbol opuszczenia tego padołu, jak pudełko na zapałki, tylko w większych rozmiarach. Padół łez zwany światem shinobi musiał być już tak bardzo zły, że truchło musiało powiedzieć "basta" i skończyć ze sobą. Bajki o księżniczkach i wybawiających je samurajach były oblepione szczęśliwymi słowami tego teatru, aby wszystkie gesty zła ukryć pod ich suknem. Zło, śmierć, opuszczenie, smutek. To wszystko było zdzierane, aby dać innym kłamliwe poczucie bezpieczeństwa i nadziei, że świat nie jest zły. A potem zdzierano z nich ubrania i tworzono czyny z których demony cieszyły się i rysowały czarnym pazurem dodatkowe kreski. Jedne z tysiąca lub milionów czynów, które udało im się uczynić jednym skuszeniem. Aż w końcu nadchodziła pani karma i rozliczała wszystkich. Ale latające kruki to także sny o lataniu, jednak każdy ignorował fakt, że ich skrzydła mogą się złamać, a te spadając mogły skręcić swój kark. Tak jak ludzie, którzy za dużo wiszą swym wzrokiem w świecie uroków i ułudy.
Optymizmem byłoby rzec, że opalał się w bladości zimowego słońca. Kaptur z głowy Nagary opadł na jego ramiona, powodując, że jego popielate włosy zostały draśnięte zimnym wiatrem okrutnego i możliwie zgubnego dnia. Niczym przyłbica hełmu bohatera, którym przypadkiem się stał. Tylko czy będzie to historia szczęśliwa czy nie, tego nie wiadomo. — Czasami z ojcem je robiłem. Ale on też już zajął się skubaniem ziarenek ziemi. — Brak było wspomnienia o tym, który pomógł mu urzeczywistnić te marzenie. Marzenia, które muszą spełnić osoby trzecie. Blade wargi ułożyły się w lekki uśmiech, kiedy patrzył na trumnę. Kusząca. — Spłoszyło go ujrzenie trumny, czy może zmęczonego życiem człowieka? — Ponownie sprawił, że mężczyzna mógł coś od siebie powiedzieć. Może coś bardziej ciekawego. Nagara stuknął parę razy w wieko trumny, kiwając głową w kierunku nieznanej mu osoby nią zakrytą. W końcu trzeba być grzecznym wobec ludzi. — Mogę to zrobić, ale jeśli jest coś, co jeszcze będę mógł wykonać zanim pójdę dalej w świat, proszę mnie zapewnić już teraz. Chciałbym w końcu odwdzięczyć się osobie, która sprawia, że mój dzień staje się... — W głowie odezwało się prychnięcie panny Ironii. — ...Lepszy. Zdecydowanie lepszy. — Poczekał jeszcze chwilę, aby po usłyszeniu słów od podeszłego wiekiem worka mięsa i świadomości ruszyć w celu zwrócenia spłoszonej istoty stwórcy.
Nagara
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 9 sty 2019, o 17:59

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
5


Podobno Kosmos nie znał słowa "nie", słyszałeś o tym? Proś więc bogów o wszystko, tylko nie używaj słowa "nie". Inaczej nie zrozumieją. Karma chyba też potrafiła zrozumieć, jeśli wystarczająco długo jej wpajałeś, że jesteś dobry, grzeczny, żeś kochany i umiłowany, zła się nie lękasz, choć stąpasz ciemną doliną i nie zbłądzisz więcej :9bo dawno już przecież zbłądziłeś). Nauczysz ją wybaczać? Aa, szkoda przecież czasu. Za dużo dróg do przejścia, skoro dopiero rozpocząłeś swoją podróż, za dużo kroków do przerobienia. Gdy biegniesz - nie możesz zbyt wiele mówić. Za szybko złapiesz zadyszkę. Szybką kalkulacją (czy powolną? Przyjacielu, mogłeś nad tym dumać całe życie!) dochodzisz do wniosku, że zwyczajnie nie warto. Jeśli dobro czynisz - wróci do ciebie ze zdwojoną siłą. Tak mówili chłopi w mieście, jeden po drugim. Tysiące ludzi nie mogło się mylić. Tak też powtarzali uczeni, zaraz za Ziemia jest płaska. Grunt, że to nie ona teraz straszyła swoimi skrzydłami. Nie ona upadała i nie ci, którzy z nią zadzierali, decydując się zagrać z Losem va bank. Ten poranek miał być o wiele spokojniejszy. Nie powiedzieliśmy sobie jeszcze tego? Przecież miało być całkiem zwyczajnie. Widok kogoś, kto stracił konia, nie był aż tak nadzwyczajny. Widok kogoś, kto stracił konia i transportował trumnę? Chyba też nie. Śmierć była tak samo powszechna, jak Karma. Więcej roboty od swoich trzech Sióstr miała tylko Los, która plotła nici przeznaczenia i bawiła się delikatnym popychaniem lalek w przód. Bo z szaleństwem, Przyjacielu, było jak z grawitacją. Ale o tym już chyba wiedziałeś.
Mężczyzna z łopatą uśmiechnął się pod nosem, spoglądając w twoim kierunku. Czarny humor, jak czarne były gałązki drzew w oddali, nie dające odróżnić się jedne od drugiej. Zmywały się ze sobą w perspektywie. Trumna nie była czarna. Zbita z jasnych, tanich desek. Nikt nie wyłożył fortuny tylko po to, by czyjeś ciało tkwiło sześć stóp pod ziemią w czymś "pięknym". Lepiej wydać ten pieniądz na śliczną suknię i cieszyć się za życia. Skąpstwo i egoizm, powszechne przymioty codzienności widoczne na każdym kroku, jeśli tylko dobrze obróciło się głową.
- Kto wie, żywym różne rzeczy w głowie. Może wystraszyła się znudzeniem zmarłego. - Docenił żarcik, co by nie było. Kto inny, jak nie grabarz, miałby go docenić. Rzeczywiście mężczyzna wydawał się znużony, ale czy życiem? To nie był ten rodzaj obojętności, który tworzy z człowieka kukiełkę gotową położyć się w dole, czekającego, by nakryli go całunem. I dali święty spokój. Święty, kurwa, spokój. Pokłonił się głęboko przed szanownym shinobim, który wywijał pokazowo swoim shurikenem.
- Nie śmiałbym więcej żądać, paniczu. - Wcale nie zabrzmiało, jakby nie śmiał. W twoich uszach brzmiało to bardziej tak, jakby miał serdecznie wyjebane. Bo czego może się bać ktoś, kto większą część życia spędzał ze zmarłymi?
Ruszyłeś więc na pola. W jedną z tych niefortunnych misji, które nie przynosiły sławy, honoru i wielkiej ilości pieniędzy. Z drugiej strony - 250 ryo za przyprowadzenie głupiej kobyły to prawie jak wygranie losu na loterii. Przynajmniej takim się wydawało, dopóki nie zszedłeś z rozgarniętej drogi i nie przyszło ci się przedzierać przez śnieg. Już pierwsze minuty były męczące. Każde kolejne coraz bardziej. Dotarcie do linii lasu zajęło ci półtorej godziny męczącej drogi, ale nie czekał cię zawód. Kobyła stała sobie spokojnie przy drzewach, nie zamierzając wdzierać się w dzikie gęstwiny i skubała najspokojniej korę, a jaka zadowolonaa..! Na pewno bardziej niż ty. Lepsza. Tak, jej dzień stał się zdecydowanie lepszy dzięki tej chwilowej wolności od swojego pana, a więc i dzięki niemu, skoro jej nie upilnował. Coś was łączyło. Ciebie i tego czworonoga o gniadym umaszczeniu. Cóż, na pewno nie szlachetne pochodzenie, bo każdy koń w byle wsi prezentował się lepiej od tej klaczy.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Nagara » 9 sty 2019, o 18:49

Oszukać można wielu. Umierającą matkę, że uda się zaopiekować jej dziećmi. Żołnierzowi, że na pewno jego rodzina nie będzie głodować i otrzyma jego żołd. A już najbardziej można oszukać łatwowierną osobę. Nigdy nie da się natomiast oszukać losu. Bo będzie ono w konsekwencji jako fatum. Wielu próbowało na siłę czynić wszystko, aby odwrócić go, ale Pan Los zawsze w pewnym momencie kładł swoją rękę na ramieniu takiego delikwenta i ze szkaradnym, popękanym na wargach uśmiechem mówił z najbardziej czułym głosem, "Nie udało się". Wtedy zaczynał się taniec zgubionych. Kruczy chór śpiewał jedną, żałobną pieśń opowiadającą całą życie owego — oszusta — któremu nie udało się tego uczynić. Była masa śmiechów, chichów, aż w końcu Pan Los zaprosił Panią Śmierć i razem we wspólnym trio spijali ostatnie łezki gorzkiej herbatki. Tak kończyło się przedstawienie na temat prób zmiany lub oszukania losu. Z Karmą było podobnie. Była sędzią, może nawet i zbyt dobrym, bo żadnemu negocjatorowi nie udało się wybłagać ją, nawet na kolanach, o zmianie swojej decyzji. Ze swoim berłem w dłoni wskazuje na dualistyczny wybór, pozytywny i negatywny. I nikt nie mógł zaprzeczyć jej wyborowi, bo zawsze miała rację. Nawet, gdy faktycznie czuła, że takiej nie ma. Każdy z ludzi ma w sobie coś z niej. Też ma taki wybór, jednak zawsze coś ich powstrzymuje. Wspólne, bękarcie dziecko Karmy i Pana Losu - Sumienie. Zrodzone w bólach i współczuciu obojga, było szkaradne, ale piękne. Jej kruche, obumarłe ciałko zmieniło się w miliardowych cząsteczkach pył, który na wietrze wtopił się w każdego człowieka. Od tamtej pory nawet tak proste istoty jak ludzie mogą decydować o tym, czy zabrać... czy ocalić. I wtedy ponownie śmieje się ironia.
Zwyczajny poranek? Od kiedy taki może być, jeśli nawet przy pierwszym otworzeniu powiek można zachłysnąć się powietrzem i zaraz płynąć we wspólnej łódce z naszym podstarzałym sąsiadem, zmierzającym do tego samego miejsca. Statek zwany "Koniec" w końcu jednak przybija do portu. Ale nie ma tego złego, coby nie było. W końcu nie chorujemy, nie mamy problemów. Jesteśmy istotami wolnymi, bez wojen czy nienazwanych śmierci. Krzyżyk na drogę, możesz wszystko. Tylko wybieraj mądrze i dyktuj swoim wyborem mądrze, bo możesz nagle leżeć w tej samej trumnie, która właśnie przed chwilą została opisana literami pióra zamoczonego w kałamarzu. I kto wtedy dokończy tę przypowieść o nazwie... no właśnie, jakiej? "Kobyła i trumna"? Za bardzo passe, wyszło z mody. Może "Śmiertelny żart"? Już lepiej. Ale najlepiej będzie powiedzieć "Ironia żartu". Bo czymże jest właśnie ten świat? Żartem, któremu nadano sens i przestał już śmieszyć. A zdarzyło się cierpienie. Tylko gdzie w tym wszystkim koń? Czyż nie jest też jakąś żartobliwą alegorią? Nie zje się "konia z kopytami" To już raczej pytanie do kolejnej rozmowy spirytualnej. A Nagara faktycznie mógł się stać głodny, mając w głowie myśl, że w karczmie konina może być zbyt droga. Poczucie humoru każdego się trzyma w jakiś sposób. Karmę bawi humor sytuacyjny, a jego czarny jak jego przyszłość, bo spisana ręką nieznanej mu siły.
"Nie śmiałbym więcej żądać", a czemu nie? W końcu przygoda spotyka nas jednym wielkim plaskaczem w twarz. Dlaczego nie wyciągnąć z niej ostatniej kropelki mrożącego w żyłach soku zwanego "zagrożeniem". To nie jest tak, że właśnie Nagara moczy swoje nogi w śniegu, w pewnym miejscach — o których nie warto mówić przy dzieciach — kurczyło się ludzkie to i owo, inne bardziej napędzało adrenaliną. Ale uprzedni ukłon grabarza naprawdę docenił, widać było, że był człowiekiem elokwentnym i kulturalnym, któremu życie dawało owe wcześniej nazwane "plaskacze" ciągiem, na każdym kroku. A teraz spokorniał, nie chcąc oberwać znowu. I wyblakł, jak płótno skóry oglądającego się za zwierzyną młodzieńcem. Czuł się jak zbłąkany samuraj, któremu pan rzucił ochłapami za ostatnie pomyślne zadanie, ale nadal może na coś liczyć, jeśli wyrwie największą marchewkę z jego pola, oczywiście nie czując w tym żadnej satysfakcji. Pieniądze były jedynie żetonami do gry zwanej "Przeżyj", która losowo dostosowuje atrybuty i możliwości. A potem rzucani jesteśmy na poziom trudności "Sen o Normalności'.
Cóż za majestatyczne to było zwierzę, które stało sobie i dziabało korę. Czuło przeogromną radość, że cmentarny humor je ominęło, nie musząc słuchać kolejnych przemyśleń osoby, która swoją rozgrywkę już dawno przegrała, a w akcie złości rozwaliło pionki i zdejmując spodnie poddało planszę defekacji. Zapomniało jednak, że grało z Losem. A w swym okrucieństwie sprawiło, że jeszcze kilka chwil temu mężczyzna kopał miejsce na ciało. Czy to właśnie tego nie nazwiemy ironią losu?
Smutny to dzień, że muszę cię zaciągnąć do miejsca, gdzie twa wolność jest odebrana. Ale ja też muszę walczyć ze swoimi trudami. Nie bądźmy sobie problemem, zwierzaczku. — Ostatnie słowo pieszczotliwe zostało wypowiedziane z ust Nagary. Może nawet lekko ironicznie i smutno. Ale kto mówił, że jego życie było lepsze. Przejechał ręką po grzywie majestatu brzydoty, która mu się spodobała i poklepał miłośnie. Chciał ją przekonać do siebie, czy dają sobie wspólnie pomóc.
Nagara
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 10 sty 2019, o 18:28

Misja D
Grave digger, grave digger, bring me to my knees
forget what i have done, forgive me if you please.

Obrazek
7


Klacz tak jak ją uwiązano, tak poleciała w głuche pola. I głuchy las. Tu, gdzie niknęły ludzie nadzieje i rodziły się najszczersze obawy. A bo wilcy, bo bandyci jacyś..? Bo niebezpiecznie, bo cienie zalęgały się tam, gdzie nie docierało światło! Gęsty las nie zachęcił nawet konia, by w niego uciekać, co dopiero miałby zachęcić człowieka. Nasza druga główna bohaterka tej historii, która teraz nie posiadała żadnych zmartwień i nie troszczyła się ani o wilki, ani o rzezimieszków, odziana więc była w uprząż, której długie lejce zaplątały się przy jednej z gałęzi, co mogło powstrzymać konia przed dalszym, szalonym galopem. Drobna gałązka u stóp jednego z drzew liściastych, teraz pozbawionych całkowicie liści, nie była żadną przeszkodą dla tak silnego zwierzęcia. Stawiła minimalny opór, gdyby gniadosz się zaparł, ruszyłby dalej. Ten minimalny opór najwyraźniej wystarczył, żebyś dalej nie musiał tańcować z Zimą i sprawdzać się w jej torze przeszkód, w którym śnieg stawał się najmniejszym zmartwieniem, kiedy natrafiało się na zamarznięte kawałki gleby. Na szczęście była tylko ta pora roku - biała, zimna i pobudzająca swoimi kąśliwymi pocałunkami. Zobaczyłbyś siebie samego tylko w lustrze! Czerwone policzki, nos jakbyś pił już czwarty dzień! I zadyszka po dzielnym marszu. Przy takim wysiłku fizycznym przynajmniej było ci ciepło.
Koń szarpnął łbem i zarżał, kiedy wyciągnąłeś do niego dłoń. Zaplątana uzda go zatrzymała, położył po sobie uszy, spoglądając na ciebie wielkimi oczyma. W końcu palce natrafiły na potarganą grzywę i futro, które zapewniało jej ciepło nawet w tych temperaturach. Pomimo tego, jak wyglądała, nie była brudna. To jak z ludźmi - niektórzy rodzili się z błękitną krwią, nieśli ze sobą gładkie rysy arystokracji jak tarczę i miecz, innym pozostawało trzymać nos nisko i pozwalać im przechodzić. Nie mieli w końcu niczego do pokazania ze swoimi atrybutami. Jeśli już błyskać - to tylko wewnętrznymi wartościami. Kto miał na tyle mądrości, by nie sugerować się wyglądem, ten wyrastał na dobrego człowieka. Lub wystarczająco złego, żeby potrafić taką wiedzę wykorzystać na swoją korzyść - nie koniecznie z korzyścią dla tego wykorzystywanego.
Klacz dała się ukoić. Ugłaskać. Zbliżyła się do ciebie o krok i musnęła wargami twoją dłoń, pochylając się do twoich ciuchów, jakby czegoś tam szukała, gotowa wsadzać nozdrza do znalezionych kieszeni. A kostek cukru jak nie było, tak nie ma. Wyglądało na to, że nie czekała cię z nią żadna dzika przeprawa - prócz tej powrotnej, w której znów przyjdzie walczyć ze śniegiem, który zasypał pola powyżej twych kolan. Niestety nie posiadała słów, by móc ci odpowiedzieć. Nie wydawała się nawet zdruzgotana tym, że chciałeś ją stąd zabrać. W końcu od kiedy niby zwierzęta były aż tak rozumne?


-> Zapraszam tutaj.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1306
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Nagara » 13 sty 2019, o 16:22

Powrócił na szlak, gdzie mógł w końcu zająć się ponownym szukaniem swojego celu w życiu. Brak mu było tak naprawdę celu, gdzie ma się udać, a Sakai było jedynie przystankiem. Zawsze chciał wypróbować wszystkie sposoby transportu, ale zwykły koń był nudny. Chociaż teraz przydałby się znacznie bardziej niż oczekiwał. Owinięty w swoje szaty wydusił z siebie podmuch pary wodnej, która zniknęła w atmosferze wiatru. Czy miał gdzie tak naprawdę pójść? Sugishima rozmyślał nad tym, stojąc przy najbliższym drogowskazie. Yusetsu, Antai, a może powędrować gdzieś dalej? Chyba jednak postanowił, że powędruje do pobliskiego Yusetsu, gdzie być może natknie się na coś, co znowu zabierze jego czas.


Dokąd: Yusetsu
Czas podróży: 30min
Środek transportu: Nogi
Nagara
 

Poprzednia strona

Powrót do Sakai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość