Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Suzaku » 12 lut 2017, o 13:55

Suzaku najwyraźniej miał rację, gdy twierdził iż strażniczka nie kłamała w sprawie wyostrzonego zmysłu słuchu, gdyż uznała ona, iż młodzieniec mówi prawdę i tak rzeczywiście było, od samego początku. Yotsuki z pewnego rodzaju uradowaniem, patrzył, jak kunoichi bierze do ręki klucze i otwiera nimi, najpierw drzwi, a zaraz potem rozkuwa go. Gdy tylko przysłowiowe kajdany opadły, odetchnął z ulgą, ponieważ poczuł, że znów może panować nad swoją własną chakrą, a także tworami, które powinny być gdzieś niedaleko. Uczucie utraty kontroli, nad niebieską energią, było dla niego istną katorgą, gdyż nie wyobrażał sobie życia bez niej, a także przyzwyczaił się do niej, w końcu miał w sobie chakrę, od kiedy pamiętał, można powiedzieć, iż shinobi po długich latach jej używania, uzależniają się od niej, gdyby ktoś z nich utracił tą moc, pozostając wśród żywych, zapewne byłoby to dla niego prawdziwym koszmarem.
Po tym, jak strażniczka wypuściła Suzaku, a ten pożegnał się z nią, udał się w stronę portu, przywołując do siebie klona, który powinien być gdzieś w mieście. A gdy obaj dotrą do portu, zaczną wypytywać strażników, tak jak zalecała czarnowłosa, o karetę i jej pasażerów, czyli grupę, składającą się z czterech strażników, trzy kobiety, starca i dwunastolatka.
Suzaku
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Yoshimitsu » 12 lut 2017, o 21:03

Yoshimitsu
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Nikusui » 26 lis 2017, o 20:07

Nawet nie kontrolowała tego, że wraz z wejściem do osady, jej krok ponownie stał się szybszy. Koniecznie chciała spotkać Ukyo w Siedzibie Władzy i oby niezajętego! Nie chciała czekać, już wystarczająco czasu upłynęło, a tak to będzie miała to szybciej z głowy. Toż Lider Kaminari winien wiedzieć, co się stało. Wyraził zgodę na jej pobyt w Hayashimurze, mianował jej rolę pośrednika między Kaminari a Senju. Teraz sytuacja nieco się zmieniła, ale nie zamierzała z tej roli rezygnować. O ile Ukyo nie będzie miał nic przeciwko, jednak liczyła na to, że jako taki sojusz z klanem z Hayashimury, jest dobrą dla niego opcją. A przynajmniej tak się białowłosej wydawało.
Przystanęła tuż przed wejściem do budynku. Po Raigeki już mało kto się kręcił, więc była możliwość, że nie zastanie Lidera na miejscu, a nie zamierzała nachodzić go w domu, bo to byłoby już nieco bezczelnie. Co prawda w jej dawnym stylu, no ale jednak co nieco się w niej zmieniło. Była również opcja, że w ogóle go nie było w osadzie, co nieco krzyżowałoby jej plany, ale tak czy siak, będzie musiała się z nim zobaczyć i porozmawiać. Bez tego po prostu nie ruszy dalej. I jakoś też nie bardzo chciało jej się zbyt długo siedzieć w Raigeki. Nie, żeby tak bardzo jej się tu nie podobało. Po prostu uważała, że intensywniej będzie nam sobą pracować, jeśli nikt nie będzie zawracał jej głowy. A co do treningów to Ukyo powinien wiedzieć, jak ważne są i jak istotne jest to, żeby nikt go nie przerywał. On co prawda miał swoje obowiązki, więc możliwe, że często ktoś mu takie treningi przerywał. Stąd sądziła, że powinien ją jeszcze lepiej zrozumieć, niezależnie od tego, że jakoś szczególnie dobrego kontaktu tu oni nie mają. Czyste relacje na tle służbowym, bez żadnych dodatkowych, osobistych spowiedzi.
Szła dalej, oczywiście w znanym sobie kierunku, chcąc znaleźć się pod drzwiami Lidera Kaminari. Wtedy pozostaje zapukać i poczekać na odpowiedź. Jeśli nie nadejdzie, po prostu białowłosa powoli otworzy drzwi, chociaż nie spodziewałaby się zobaczyć jakiś niecodziennych rzeczy. Była też opcja, że zanim znajdzie się pod drzwiami, bądź zanim w nie zapuka, ktoś stanie jej na drodze. Chociażby jakiś shinobi, który tu stacjonuje. Albo sam Ukyo. To byłoby dobre! W każdym razie, cel był prosty: doprowadzić do spotkania z Liderem Kaminari. Ciekawe czy w ogóle w osadzie działo się coś, o czym powinna wiedzieć. Miała nadzieję, że nic takiego, co mogłoby zmienić jej plany. Ani też, że przy okazji Ukyo postanowi dać jej jakieś zadanie. Co prawda nie byłaby to taka zła opcja i zapewne wcześniej by nie pogardziła, jednak teraz mocno zależało jej na chwili dla siebie. Poza tym, jak się dowie, że w sumie dopiero co wróciła z jednej misji, to chyba nie pośle ją na kolejną? Swoją droga, ciekawe czy cokolwiek na ten temat wiedział. Minęło trochę czasu, może nie tyle, żeby się zacząć o nią martwić i spisywać na straty, ale może Kazuo coś mu przekazał. Śmierć Shigeru na pewno dotarła też tutaj, był w końcu synem Lidera.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 27 lis 2017, o 18:26

Sprawa związana bezpośrednio z klanem Kaminari wymagała wręcz wizyty u lidera w celu ustalenia dalszych poczynań. Nikusui, jako emisariuszka, była bezpośrednio odpowiedzialna za przyszłe relacje z rodem Senju, co też skłoniło ją do złożenia raportu. Podchodząc pod gabinet, co nie było trudne z racji wcześniejszej wizyty tam. Strażnik urzędujący przed drzwiami jednak, widząc Nikusui która chciała wejść do środka, zasłonił drzwi swoją bronią, po czym powiedział beznamiętnie:
- Szanowny Ukyo-dono jest w trakcie treningu w Sali Treningowej na drugim końcu budynku. - powiedział, tym samym dając jasno do zrozumienia Nikusui, że będzie musiała poszukać, jako że jej nadrzędnym celem było doprowadzenie do spotkania z liderem. Innej opcji nie było. Poszukiwania sali nie były łatwe, bowiem Kunoichi musiała kilka razy zapytać o to pomieszczenie, gdyż cały czas ktoś dawał upust swojemu zdziwieniu, że taka sala się tutaj znajduje. Jednak po kilku minutach Nikusui odnalazła odpowiednie pomieszczenie. Dwuskrzydłowe drzwi były pod kontrolą jednego strażnika, który po zobaczeniu petenta który żąda widzenia z liderem, zażądał imienia i nazwiska kobiety, zapukał kilkukrotnie w drzwi i powiedział głośno, nie otwierając ich:
- Ryukata Nikusui prosi o audiencję!
- Wpuścić! - rozległ się znajomy dla Nikusui głos. Strażnik odsunął się na bok, pozwalając gościowi na wejście. Środek pomieszczenia był w rzeczywistości sporych rozmiarów pokojem stylizowanym bardziej na dojo. Drewniana podłoga i ściany, gdzieniegdzie stojące ściany z pergaminu. A na samym środku - Kaminari Ukyo. W bawełnianej koszulce bez rękawów i spodniach, który stał na rękach i powoli uginał je, przyjmując cały ciężar swojego ciała. Po strugach potu można było wywnioskować, że siedział tutaj już dość długo. Widząc wchodzącą Nikusui wykonał ostatnią pompkę, po czym odbił się od podłogi samymi rękoma i zgrabnie wylądował na nogach. Przy akompaniamencie uginającej się podłogi.

- Witaj, Nikusui-dono. Słyszałem o tym co się stało z Shigeru. Przyjmij moje kondolencje. -powiedział, swoją zwyczajową twardą manierą. Niezwykle miły początek rozmowy z najważniejszą osobą z największym autorytetem.
- Zatem z czym przychodzisz?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1983
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Nikusui » 27 lis 2017, o 20:21

Nie przeszkadzało jej szukanie lidera, przede wszystkim dlatego, że to dawało ogromną szansę na to, by mogła się zn im spotkać i omówić parę rzeczy. Na całe szczęście znajdował się w tym samym budynku, jednakże w pomieszczeniu, o którym wiedziało chyba niewielu, gdyż ciężko jej było uzyskać informację na temat miejsca, gdzie ten trening dokładnie się odbywa. Musiała popytać parę osób, aż w końcu dotarła na miejsce. Nie zdziwiło ja to, ze i tutaj był strażnik, który zamierzał pilnować spokoju i zapewnić Ukyo wykonanie swojego treningu. Nie zbył jej jednak. Najpierw "poprosił" o jej dane, by następnie powiadomić o jej przybyciu Lidera Kaminari. A ten nie odesłał jej z kwitkiem! Czuła, że jest na dobrej drodze, chociaż najgorsze mogło być dopiero przed nią. Była przygotowana na ewentualną odmowę, ale spróbować musiała i liczyła na szczyptę zrozumiała w zaistniałej sytuacji.
Zachęcona rozkazem wejścia, przekroczyła próg drzwi ujrzała pomieszczenie, wykonane na wzór dojo. Cóż, na pewno dobre miejsce dla kogoś takiego, jak Ukyo. Nigdy nie szczędził sobie treningów, jeśli tylko miał chwilę wolnego od swoich obowiązków. Nie dziwiła się temu. Ważnym było, by nie osiadam na laurach, a wciąż nad sobą pracować. Kondycja mogła szybko uciec, jeśli się o nią nie dbało.
Ukłoniła się delikatnie w geście powitania, na sekundę wbijając swój wzrok w drewnianą podłogę, po czym wyprostowała się, widząc Lidera odbijającego się od podłogi. Wiedział o śmierci Shigeru. Prawdę mówiąc, byłoby dziwne, gdyby nie wiedział. Może Kazuo o tym go poinformował, może po prostu się rozeszło. W tym momencie było to nieważne. Padło konkretne pytanie, którego nie zamierzała ignorować. Nie chciała żadnych podchodów, planowała wyłożyć wszystko tak jak jest. Kawa na ławę i tyle.
- Nie wiem czy Kazuo przekazywał informację po tym, jak wyruszyłam do Głębokich Odnóg. W każdym razie, udało mi się odnaleźć mordercę Shigeru. Został zabity, a jego głowa dostarczona do Lidera Senju jako dowód. - to była pierwsza, bardzo skrócona wersja wydarzeń. Nie wiedziała czy Ukyo będzie życzył sobie szczegółów tej misji. W sumie nie miało to, według białowłosej, jakiegoś większego znaczenia. Zagrożenie zostało zlikwidowane, a nie wydarzyło się tam nic innego, co mogłoby potencjalnie interesować Kaminari. Chociaż mogła się mylić. Może Lider jej klanu będzie chciał się chociaż dowiedzieć, jak się prezentują te Głębokie Odnogi, co mogą tam spotkać. To wciąż były tereny tajemnicze i nieznane, dla Nikusui ciągle pozostające zagadką.
- Przybyłam tu niemalże od razu po dotraci do Hayashimury. Zdałam raport Kazuo, uznając, że spotkanie z Tobą, Ukyo-sama, musi się odbyć jak najszybciej. Z Liderem Senju nie rozmawiałam bowiem jedynie o szczegółach misji, ale również o mojej dotychczasowej roli łącznika między naszymi dwoma rodami. Wyraziłam chęć, by moja rola pozostała niezmienna, aczkolwiek z jedną zmianą... - urwała, wpatrując się na ciemnoskórego mężczyznę. Wiedziała, że z nim trzeba konkretnie, nie było miejsca na zagrywki, uśmieszki i podchody. Zresztą sama taka była w kontaktach służbowych. Jakoś najbardziej jej to odpowiadało. - Chciałabym pozostać łącznikiem Kaminari i Senju, jednakże będąc tutaj, w Raigeki. Zaoferowałam swoją pomoc Shirei-kanowi Senju, gdyby takowej potrzebował. - dokończyła, nie spuszczając ani na chwilę spojrzenia ze swojego rozmówcy. No, teraz to ją raczej tylko wysłuchiwał, dlatego białowłosa próbowała wyłapać jakąkolwiek zmianę w mimice jego twarzy, nawet jeśli ten nigdy nie reagował zbyt emocjonalnie. Przynajmniej do czasu. Oczekiwała jednak aprobaty jej działań, zwłaszcza, że tak jakby, sojusz dalej był ważny, a w dzisiejszych czasach było to niezwykle cenne. Nie chciała by jej dotychczasowa rola wychodziła z racji tego, iż była związana uczuciowo z synem Lidera. Kiedyś może by ją to nie obchodziło, ale zbyt wiele się w niej zmieniło, by mogła mieć na to tak zwyczajnie wyjebane.
- I w związku z tym wszystkim, chciałabym poprosić o przyzwolenie. - powiedziała, na bardzo krótką chwilę pochylając głowę w kierunku mężczyzny, by następnie wykonać parę kroków w przód, nieco skracając dystans między nimi. - O przyzwolenie na czasowe opuszczenie osady. Nie chcę byś zrozumiał mnie źle. Ostatnia misja, cóż... dała mi w kość. Wiem, że wiele do nauki przede mną, a kiedyś za nic w życiu bym się do tego głośno nie przyznała. Chcę nad sobą popracować, podszkolić się, jednocześnie skupiając się jedynie na sobie, nie rozpraszając się codziennymi sprawami. A wiem, że tutaj, zaraz coś mi wypadnie, coś trzeba będzie zrobić. - dopowiedziała, nie chcąc jeszcze wspominać o swojej matce, która chyba wręcz z płaczem błagałaby ją, żeby przestała, gdyby zobaczyła jej katorgi na treningu. A białowłosa nie chciała się oszczędzać. Choćby każdego dnia miała padać z braku sił, tak właśnie chciała trenować. - Oczywiście informowałabym o swoim położeniu i gdybym tylko była naprawdę potrzebna, to bym się wstawiła. - dokończyła, aczkolwiek do końca nie była pewna, czy dobrze ubrała to wszystko w słowa. Niby powinien zrozumieć jej motywy, ale czy nie uprze się, by jednak tu została i znalazła sobie ustronne miejsce gdzieś obok Raigeki. Mimo wszystko, bardzo tego nie chciała, ale nie zamierzała dobrowolnie opuszczać osadę, bo to ściągnęłoby na nią tylko kłopoty. A chciała być lepsza nie tylko dla siebie. Niosłoby to też korzyści dla Kaminari. W końcu była jedną z nich, a z upływem lat, jakoś odczuwała to coraz bardziej.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 28 lis 2017, o 20:46

Wizyta w sali treningowej z pewnością nie była tym czego można się było spodziewać kiedy przyszło do rozmowy z liderem, dodatkowo całkowicie oficjalnej i mającej na celu uzgodnienie przyszłe potencjalne relacje między dwoma rodami. Zmęczony wysiłkiem fizycznym i praktycznie niewyglądający Shirei-kan stał na środku sali treningowej i odbierał sprawozdanie od swojej podwładnej. Zaprzestał jednak ćwiczeń, co było i tak w miarę komfortowe. Rozmowa podczas intensywnego wysiłku fizycznego mogłaby nie być wygodna dla drugiej strony, czyli Nikusui.
- Niestety nie przekazał, dowiedziałem się jedynie o śmierci Shigeru. Ale dobrze że zabójca został znaleziony i zabity. Ale fakt że Ród Senju musiał wysługiwać się tobą w celu odnalezienia go? - skwitował, jak gdyby czując że to nie był do końca najważniejszy temat. Ale czy w ten sposób insynuował coś odnośnie rodu Senju? Bardzo możliwe. Mężczyzna wskazał dwa krzesła stojące przy jednej ze ścian. Sam zajął jedno, wskazując Nikusui na drugie. Były praktycznie takie jak zwyczajne krzesła. Miękkie, ale nie za bardzo. Ustawione obok siebie, przez co rozmawiająca dwójka równie dobrze mogłaby przenieść się do jakiegoś parku czy zagajnika i usiąść na ławkę bądź jakiś głaz. Mężczyzna wysłuchał kobiety, która nadal miała zamiar pozostać pośredniczką pomiędzy dwoma rodami.
- Myślisz że Ród Senju warty jest naszego zainteresowania? Jest cieniem swojej dawnej świetności. Shinobi pokroju Shigeru zabijani są przez pierwszych lepszych gagatków, ich możliwości militarne po wojnie z Uchiha gwałtownie osłabły. Jakie korzyści mój Ród mógłby mieć rozwijając dalsze relacje z nimi? - powiedział, twardo i prosto przechodząc do konkretów. Splótł ręce na piersi, spoglądając na swoją rozmówczynię. Jego zdanie było brutalne, ale pewnie niepozbawione słuszności.

Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1983
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Nikusui » 28 lis 2017, o 23:07

Rzadko kiedy kryła się ze swoim odmiennym zdaniem. Hamowała się jedynie przy Ukyo, którego, mimo wszystko, gniewu chyba nikt nie chciał doznać na własnej skórze. Co nie oznaczało, że była mu całkowicie oddana jako podwładna. Owszem, wykonywała zlecone zadania, ale wciąż była sobą, wciąż gdzieś pokazywała buntowniczą naturę. Wszystko jednak w odpowiednich dozach, nie była przecież samobójczynią. Tak było i tym razem. Mimo, iż chciała to załatwić szybko, to najwidoczniej Lider Kaminari chciał nieco zgłębić z nią stosunki z Senju. Nie powinna się temu dziwić. Spędziła tam trochę czasu, wiedziała więcej niż pozostali członkowie jej klanu w tym temacie. Stąd ciemnoskóry mężczyzna wystosował te wszystkie pytania w jej stronę, nie kryjąc jednak swoje sceptycznego nastawienia co do wcześniejszych ustaleń z Kazuo.
W ciszy, nie odzywając się jeszcze ani słowem, podążyła w stronę krzesełka, na którym po chwili usiadła. Rzeczywiście, Ukyo nie prezentował się teraz jak typowy Lider. W żaden jednak sposób jej to nie przeszkadzało. Gdzieś po cichu nawet to pochwalała, bo nie spoczął na laurach, a wciąż nad sobą pracuje. Nie na wyglądzie spoconego i zmęczonego mężczyzny miała się teraz skupiać, nawet, jesli prezentował się niczym nieco roztopiona, gorzka czekolada.
- Skąd przypuszczenie, że się mną wysłużyli? - zapytała, unosząc swoją prawą brew wyżej i zakładając nogę na nogę. Mimo uczucia, które ewidentnie świadczyło o tym, jak silny jest ten człowiek i zapewne jak szybko mógłby się z nią rozprawić, czuła się jak równa z równym. W rozmowie, rzecz jasna. Musiała pokazać swoją stanowczość, żeby wiedział, że nie stłamsi jej swoimi zarzutami, jakiekolwiek by one były i czy w ogóle by były. - Sama postanowiłam wyruszyć. I choćbym była wtedy tutaj, to zrobiłabym to samo, z prostych i oczywistych pobudek osobistych. - odparła zgodnie z prawdą. Kto jak kto, ale on powinien ją doskonale w tym temacie zrozumieć. Również stracił kogoś, kogo kochał. Swoją córkę. Nie uwierzyłaby, że nie zakatowałby jej mordercę, że nie nosiła go chęć zemsty. Owszem, było to płytkie uczucie, ale dotykało wielu ludzi. Ciężko było się temu przeciwstawić, bo każdy pragnął jakiejś sprawiedliwości. Oko za oko, ząb za ząb. Prosta filozofia.
To, co dalej mówił ciemnoskóry mężczyzna, na pewno zgadzało się z faktycznym stanem rzeczy. Co prawda ostatnio nie spędziła zbyt dużo czasu w Hayashimurze, ale klan Senju osłabł po bitwach. Stracił wielu świetnych wojowników. Jednakże... nie tylko oni. To samo mogło spotkać Kiminari, tyle, że ci długi czas byli sobie po prostu gdzieś po środku, nie wychylając się ze swoją potęgą, nie przodując i tym samym, nie prowokując.
Opuściła na moment głowę, przesuwając swoją dłonią po odkrytym kolanie, które wyłoniło się spod materiału płaszcza. Zresztą, był on i tak rozpięty.
- Prawda. Na pewno nie reprezentują takiej potęgi, jak kiedyś. Jednak w każdym klanie czy szczepie ninja giną. Czasami płotki, a czasami ktoś, kto mógłby zdziałać znacznie więcej. Nie wiem, jak aktualnie wyglądają polityczne relacje z Uchiha, ale jeśli nadal są na niepewnym gruncie, to radziłabym nie rezygnować ze współpracy z Senju. Wycofanie się z tego układu, co prawda chyba jedynie słownego, to niczym nóż w plecy. To samo mogłoby się dziać z Kaminari, a w Senju wciąż są silne jednostki. - odpowiedziała zgodnie ze swoimi przekonaniami, patrząc już cały czas w oczy swojego rozmówcy. Nie spinała się, to była racjonalna wymiana zdań, by dojść do jakiegoś konsensusu. Ona mogła wyrazić swoją opinię, a tak naprawdę reszta należała do Ukyo. - Nic na tym nie tracimy, a możemy uzyskać wsparcie w razie sytuacji awaryjnej. Jest też kwestia już nie tylko polityczna czy wojskowa, ale również wymiana usług w handlu. Każda prowincja ma swoje charakterystyczne surowce, można by negocjować dzięki temu ceny, bądź proponować wymianę. - dodała, próbując pokazać plusy takiej współpracy między Kaminari a Senju. Co jak co, ale Antai nie posiadało tego, co Shinrin. Nie można było ukryć, że środki medyczne i to takiej jakości, były cenniejsze niż jakieś wina czy inne alkohole. W dodatku, nie wiedziała czy Ukyo zawarł w międzyczasie jakiś inny sojusz, ale jeśli pragnie się wycofać z jednego, to może być ostrzeżenie dla innych, że nie jest to zaufany układ i następnym razem klan może pozostać sam.
- Z całym szacunkiem, ale morderca Shigeru nie był pierwszym lepszym gagatkiem. Chyba, że sam zrównujesz mnie do takiego poziomu, skoro jego zabójstwo nie przyszło mi z łatwością. - mogło to brzmieć jak oskarżenie, ale jej ton był tak spokojny w swoim stanowczym wydźwięku, że jasno wynikało z tego, iż będzie jej to obojętne czy dla Ukyo i ona jest jakimś niewiele znaczącym pachołkiem, skoro wystosował takie słowa. Ona znała swoje umiejętności i swoją siłę. Nie stała na jakimś wysokim poziomie, ale nie można było powiedzieć, że była nikim.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 29 lis 2017, o 12:53

Tam gdzie pojawiają się sprzeczne zdania, dochodzi do konfliktu. I mimo tego że Shirei-kan był osobą z którą lepiej nie było wchodzić w żadne konflikty, z uwagi na jego twardy charakter, to Nikusui nie miała zamiaru się wstrzymywać czy przytakiwać mimo swojego odmiennego poglądu. Traktowała go jak równego sobie i mimo że lider pewnie to zauważył, to nie wymuszał na niej żadnej uległości w rozmowie czy też odpowiedniego tytułowania. Najważniejszy był przekaz, zresztą on doskonale znal swoją pozycję i idące za tym możliwości. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni białą chustę, którą wytarł swoją twarz.
- Nawet jeśli oni podjęli jakieś działania mające na celu znalezienie zabójcy, to dopiero tobie się to udało.
Jeśli osoba spoza Rodu lepiej rozwiązuje problemy niż swój, to wniosek nasuwa się sam.
- odpowiedział, wyjaśniając tym samym swój punkt widzenia w tej sprawie. Z punktu widzenia osoby spoza struktur Senju było to jasne. Jeśli ty nie umiesz czegoś zrobić i wysługujesz się innymi, to sam nie posiadasz odpowiednich kwalifikacji. A kiedy mowa o jednym z najpotężniejszych klanach, a przynajmniej taki stan rzeczy przez długi czas się utrzymywał, to Ukyo, jak zresztą Nikusui przyznała przed samą sobą, miał rację. Jednak dziewczyna nadal brnęła w temat, szukając racjonalnych powodów dla których nadal mieliby utrzymywać kontakty z rodem Senju.
- Nikomu nie zależy na silnych Uchiha. A że ostatnio doszło do ataku na Mur, to ma razie mamy z nimi spokój.
Ale jeśli nie będziemy się afiszować z próbami polepszenia stosunków...
- powiedział, bardziej do siebie niż do Nikusui, ale i ta mogła usłyszeć mówione półgębkiem słowa lidera. Czyżby słowa białowłosej na niego podziałały? Chwilę później, spędzoną w milczeniu, odniósł się do dalszej części jej argumentów - W sytuacji awaryjnej można polegać tylko na sobie i swoich krewniakach. Senju mogą nie chcieć angażować się w konflikt który ich przerasta i się na nas wypiąć. Albo też skorzystać z zaufania i wbić nóż w plecy. Aczkolwiek w kwestiach handlowych wynegocjowanie korzystniejszych cen substancji medycznych ma sens. - przyznał, kiwając głową w stronę Nikusui, jak gdyby oddając jej honor za rzucenie odpowiednio mocnego argumentu. Jednak zarzuty odnośnie zrównywania Nikusui do poziomu płotki widocznie go zaskoczyło. Nie żeby w większy sposób dał to po sobie poznać, ale jego brwi uniosły się nieznacznie.
- Na pewno nie jesteś taka silna jak był Senju Shigeru. Słyszałem o jego wkładzie w wojnę z Uchiha. Jeśli ten ktoś byłby w stanie poradzić sobie z ogromnym drewnianym smokiem, to mógł też poradzić sobie z tobą. A jednak jesteś tutaj, żywa. Nie wiem jakie okoliczności wpłynęły na obydwa zdarzenia, ale wnioski nasuwają się same.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1983
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Nikusui » 29 lis 2017, o 19:29

Chociaż słowa krytyki wpłynęły z ust Ukyo w kierunku Rodu Senju, to uśmiechnęła się lekko. Nie z radości, raczej dlatego, że to właśnie ona, a nie nikt inny zabił mordercę Shigeru. Może jej rozmówca nie starał się spojrzeć na to z tej strony. Ważnie jednak było, że mimo wysiłku jaki jeszcze niedawno miał i zapewne zmęczenia, jakie mógł odczuwać, nie wyganiał jej, nie zbywał, a rozmawiał.
- Chętnie przyznałabym ci rację, ale chyba rozumiesz, że z osobistych pobudek wybrałabym się tam nawet bez zgody Lidera Senju. Nie wiem czy kogoś przede mną wysłał, szczerze wątpię. Bardzo możliwe, że biorąc pod uwagę moją motywację, uznał, że może mi się udać, więc nie zlecał tego nikomu innemu. A może był pewien, że tak czy siak to zrobię, bez względu na to czy ktoś się tym zajmuje czy też nie. Nie potrafiłabym tak po prostu czekać. - wyjaśniła, próbując przedstawić inny punkt widzenia, jaki teraz reprezentował Lider Kaminari. Może przyzna jej racje, może nie. Jednak wersji mogło być mnóstwo i tak naprawdę żadnej nie mogli być pewni. Białowłosa zaś chciała wierzyć, że to zadanie było po prostu dla niej i nikt nie miał prawa zabrać się za to szybciej, niż ona. Chyba, że by odmówiła. Wtedy sprawa przedstawiałaby się inaczej. Co jak co, ale chyba pierwszy raz rozmawiała z ciemnoskórym mężczyzną o tematach czysto dyplomatycznych. Nigdy raczej nie widziała w sobie chociaż namiastki polityka, nie chciała się w to bawić, ale skoro mogła wyrazić swoje zdanie i tego samego chciał Lider Kaminari, to czemuż miałaby tego nie zrobić.
- Nie trzeba się z niczym afiszować. Proponowałabym pozostanie w tym cichym układzie, bo do tej pory taki był. Jeśli Senju się na nas wypną, to sami się od nas odetną. Wtedy Kaminari nie będą mogli być postrzegani jako niegodni zaufania czy nielojalni. - kontynuowała swój wywód dalej. Nie chciała być postrzegana jako osoba subiektywna, bo tak naprawdę z całym rodem Senju to nic ją nie łączyło. Uczuciowa związana była po prostu z jednym z jego członków, który, niestety, już nie żył. Nie mogła jednak zignorować prośby wysunięte w jej stronę, jeżeli takowa zaistnieje, bo wciąż brała pod uwagę to, jaką rolę miała pełnić i co omówił Ukyo oraz Kazuo w gabinecie Lidera Senju. - I nie sądzę, żeby chcieli nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Jednak, nawet jeśli nie reprezentują takiej potęgi jak kiedyś, to wciąż jakimś wsparciem by byli, szczególnie, że nie jesteśmy od nich uzależnieni. W bitwie, czy na wojnie, każda jednostka się liczy, nie uważasz? - zapytała, spoglądając na Lidera swojego rodu. Nie oczekiwała, że całkowicie się z nią zgodzi, był uparty i niepokorny, zupełnie jak ona. Białowłosej wystarczyłoby samo przyznanie, że jej wersje są również prawdopodobne. Że może warto chociaż spojrzeć na to tak, jak ona. Albo poruszyć ten temat z innymi, wysoko postawionymi osobami. W końcu Nikusui nie była tutaj nikim decyzyjnym. I tak już widziała w tym mały plus, bo jej rozmówca zainteresował się usługami handlowymi, jakie mógłby wykonywać z Shinrin. A takie medykamenty piechotą nie chodziły!
- Mogę jedynie przypuszczać, że po prostu mi się udało. Nie wiem, co poszło nie tak, że silniejszy ode mnie został pokonany i zabity, przez przeciwnika, którego następnie ja zabiłam. I nie chcę się nad tym zastanawiać, bo mogłabym uskutecznić tysiące scenariuszy, co było powodem klęski Shigeru, a i tak w niczym mi to nie pomoże. - dopowiedziała, przy końcu swojej wypowiedzi odwracając ponownie głowę w bok. Przekrzywiła nieco swoją posturę ciała tak, że łokieć oparła o czubek oparcia krzesła. - Co do Rodu Senju, zrobisz oczywiście co zechcesz. Nie śmiałabym siłowo wpływać na zdanie Shirei-kana. Zresztą, raczej marne miałabym szansę. - dodała, przy końcu nawet lekko się uśmiechając. Tak, właśnie sama przyznała, że nie czuje się osobą wskazaną do namawiania Ukyo by ten zmienił zdanie. Za duża odpowiedzialność. Tym bardziej nakłanianie siłowe! Była pewna, że nie zdążyłaby się obejrzeć, a już leżałaby na tej drewnianej podłodze, całkowicie unieszkodliwiona. Stąd ten uśmiech, co jak co, ale równać się pod względem pozycji oraz umiejętności z Liderem Kaminari, nie mogła. I nie wstydziła się tego w żaden sposób, bo to było normalne. Szczególnie, gdy ostatnia misja utwierdziła ją w przekonaniu, jak wiele się musi jeszcze nauczyć. O tym jednak może za chwilę, bo najwidoczniej Ukyo najpierw chciał omówić sprawę Senju, być może po jej zakończeniu odpowie coś na jej prośbę.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 4 gru 2017, o 13:40

Niechęć. Takie podsumowanie postawy Shirei-kana nie byłoby różne od prawdy i ogólnie podsumowywałoby całokształt i wydźwięk rozmowy. Jedna strona starała się przekonać do racji, a druga musiala na tej podstawie i swojego widzimisię podjąć najlepszą, teoretycznie dająca najwięcej korzyści.
- Powinnaś ograniczać swoją chęć podejmowania samowolnie decyzji. Nie przysłuży się to nikomu poza Tobą, a najbardziej zaszkodzi twojemu Rodowi. - skwitował, skupiając się głównie na aspekcie podejmowania samodzielnych decyzji zaminstalacji na temacie jej słuszności i rzekomym wręczeniem się Nikusui przez Senju. Jeśli faktycznie mieli taki cel to obecność Nikusui i jej chęć zemsty były przyjemna okoniecznością. Oprócz tego nie wspomniała liderowi o towarzyszu Senju i szeroko zakjrojonej akcji poszukiwaczej. Shirei-kan w tej materii nie wyglądał na przekonanego.
- Zakładając że są godni zaufania. Słabi mają inne sposoby na walkę niż czysta siła. Zapędzeni w róg podejmą się wszystkiego. Trzeba będzie zachować ostrożność takap czy siak. - stanowisko nie zmieniło się zbytnio. Nieufność do sąsiadów, naweto tych słabych, pozostawała mimo wszystko dominującym przekonaniem pośród wielu przywódców. Po co ryzykować? Ukyo był ciężki w kwestii dialogu i zmiany poglądu, a przynajmniej tanie wrażenie mogła odnieść Nikusui, nieuprawniona w sztuce krasomówczej z wysoko postawionymi osobami. Kwestie Shigeru lider pominal milczeniem, najwidoczniej nie chcąc ciągnąć dyskusji. A może nie mógł znaleźć argumentu? Po chwili dodał:
- Masz rację. Nie ma to większego znaczenia. - po slowach tych i najwidoczniej chęci zobaczenia reakcji dziewczyny, kontynuował.
- Co do kwestii współpracy z Senju i twojej podróży mogę się zgodzić na utrzymanie dotychczasowych relacji i twojej funkcji. Rządam jednak regularnych raportów i ograniczenia samowolki w budowaniu relacji z Senju. I w razie potrzeby masz przybyć najszybciej jak się da. Zrozumiano?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1983
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Nikusui » 4 gru 2017, o 21:13

Wiedziała, że nie posiadając władzy na poziomie politycznym, co najwyżej może rzucić swoim zdaniem w kierunku Ukyo, a ten i tak zrobi, co będzie chciał. A sama nie pchała się do takich rzeczy. Wolała być niezależna, co i na jej obecnej pozycji było ograniczane. Lider Kaminari wyraźnie dał jej do zrozumienia, że samowolka nie jest z jej strony mile widziana. Nie naraziła się jednak jeszcze na tyle, by ponieść tego konsekwencje. Tak czy siak, na dobrą sprawę, białowłosa nie zamierzała jakoś szczególnie mieszać się w polityczne relacje obu rodów. Miała być pośrednikiem, nic więcej. Owszem, mogła pomóc, ale sądziła, że Kazuo skorzysta z tej propozycji jedynie w skrajnej sytuacji, a nie by się nią wyręczać. Mogła się mylić, to prawda. Wolała jednak nie popadać ze skrajności w skrajność i pozwolić, by to czas pokazał, jak wygląda sytuacja. W końcu każdy Klan czy Szczep zrobi wszystko, by nie pozostawić po sobie jedynie mokrej plamy. Tonący brzytwy się chwyta.
Sam byś wbił nóż w plecy, jakby to tylko uratowało Kaminari, to jasne. Skwitowała krótko w myślach, będąc pewna swoich słów. Prawda w czystym wydaniu. Ukyo nigdy nie krył, że jest nieufny i o swój ród troszczy się jak najlepiej może. Nawet kosztem ewentualnych sojuszy. Mogą one pomóc, ale mogą też zaszkodzić, więc był ostrożny. Lider nie był być naiwny, nie mógł iść w ciemno za każdym dobrem słowem, które rzuci się w jego stronę. Dlatego częściowo pochwalała postawę czarnoskórego mężczyzny, aczkolwiek nie była pewna, czy nie jest on jednak zbyt zamknięty. Nie jej to było oceniać, to nie były jej klimaty. Za duża odpowiedzialność, jak na jej chęć bycia niezależną.
Mimo wszystko, w całej tej rozmowie, był aspekt pozytywny dla młodej Ryukaty. Dostała zgodę. Zgodę na to, by opuścić granicę osady i móc w spokoju trenować swoje ciało i swojego ducha. Nie pokazała tego, ale odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że to będzie ta gorsza część rozmowy, zwłaszcza, że i tak długo nie była w Raigeki. Może wcześniejszy temat nieco zmęczył Lidera i wolał przystanąć na jej prośbę, widząc w tym większe korzyści dla Rodu Kaminari, niż jakby miała zostać na miejscu i nie móc poddać się spokojnemu rozwojowi. Nie była niezbędna w szeregach, ale w sytuacja awaryjnej, była do dyspozycji. O tym doskonale zdawała sobie sprawę i nie wyobrażała sobie, by miało być inaczej. To była jej powinność. Nawet w czasach, gdy pałała czystą nienawiścią do praktycznie wszystkich Kaminari, to i tak bez zająknięcia wykonywała misje. Czasami po swojemu, ale wykonywała!
- Oczywiście. Będę raportowała o każdej zmianie miejsca pobytu, by można było się w razie potrzeby szybko skontaktować. Zapewniam o swoim szybkim wstawiennictwie. - powiedziała, zapewniając o swojej lojalności, po czym podniosła się z krzesła. - Pora na mnie. Sayōnara, Ukyo-san. - dodała po króciutkiej chwili, po czym skłoniła się jeszcze lekko i ruszyła w stronę wyjścia. Było już późnawo, nie wiedziała czy mężczyzna będzie kontynuował trening czy może na dziś już zakończony. Za to białowłosa potrzebowała czterech ścian, w których dawno nie była. Dość rozmów na dziś, matka będzie musiała zrozumieć. Nikusui coraz bardziej zaczynała odczuwać zmęczenie. Jeszcze nie doszła do siebie po misji, więc nic dziwnego, że nie prezentowała na ten moment pełni sił.


z/t
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shigemi » 9 gru 2017, o 13:34

To co się wydarzyło w szpitalu na zawsze pozostanie w moim życiu, westchnąłem cicho mimo, że moje problemy wydawały się większe w skali globalnej, to w skali lokalnej było zupełnie inaczej, wielkość tragedii zmienia czas, im więcej czasu upłynie tym tragedia wydaje się mniejsza, rany zabliźnione, żal i smutek pozostaje, ale jest jakby mniejszy, organizm ma czas, aby się przystosować do tego i jakoś stłumić ból. Co innego rana świeża, z której jeszcze tryska krew na posadzkę i czujesz jak z każdą sekundą ulatuje Twoje życie. Westchnąłem po raz kolejny i spojrzałem w oczy dziewczynie. Skłoniłem się i bardzo wylewnie jak na moją osobę powiedziałem:
Zrobię wszystko, aby go odnaleźć i wszystko, aby zapobiec najgorszemu. posłałem delikatny uśmiech, który objawiał się jedynie z uniesieniu kącika ust, jednak postronny obserwator nie mógł stwierdzić czy był to uśmiech nadziei czy szyderstwa. Moja mimika nie należała do najbardziej rozwiniętych, więc w duchu tylko miałem nadzieję, że kobieta zrozumie przekaz. Musiałem przerwać tę kręg rozpaczy, samonapędzający się wir nienawiści i bólu, jednak pierwsze co to musiałem dowiedzieć się czy osobnik ze zdjęcia żyje, czy to jego ciało znaleziono niedawno. Bez tej informacji nie było sensu się ruszać z miejsca. Skłoniłem się kobiecie i ruszyłem dalej.

Śnieg nie ułatwiał mi zadania, jednak hartował charakter. Zacisnąłem zmarznięte pięści, aby trochę pobudzić krążenie w dłoniach. Siedziba władzy naszego miasteczka była kawałek drogi od szpitala, ale musiałem się tutaj znaleźć i porozmawiać jak nie z liderem to chociażby z kimś, kto będzie w stanie udzielić mi informacji. Skierowałem swoje kroki do pierwszej oficjalnie ubranej osoby.
-Dzień dobry, nazywam się Kaminari Shigemi i poszukuję informacji o ciele, które ostatnio zostało znalezione. Czy to był ten człowiek? To bardzo ważne, jego ukochana go poszukuje!
Shigemi
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 10 gru 2017, o 01:15

TRYB MG - Misja dla Shigemiego
9/15
"How to save a life?"


O tej porze siedziba władz Raigeki raczej nie tętni życiem. Zadymka uniemożliwiła przybycie do pracy większości personelu, więc znaleźć tu można jedynie grupkę sekretarek, paru oficjeli, lidera i jego sekretarza. Ty akurat natknąłeś się na jedną z tych spokojnych, rozgadanych kobiet w formalnie kolorowych ubraniach, składających się z góry - eleganckiej koszuli nałożonej pod kamizelkę Shinobi lub pod marynarkę z szarego jedwabiu - i czarnych spodni. Antai nie znosi stagnacji; to prawdziwa kraina wiru, tu nic nie może trwać w marazmie. Wszystko musi się zmieniać, biec do przodu, nadążać za wydarzeniami, jeżeli nie mamy wypaść z torów życia.
Kobieta, którą zaczepiłeś, jest wysoką, zgrabną, pełną witalności i nie pozbawioną konkretnych atutów dziewczyną o długich, białych włosach i wyjątkowo ciemnej cerze, dziwnie z tym kontrastującej, typową Kaminari, energiczną i żywiołową córką swojej ziemi, wcieleniem dualizmu. I przez dziwną antytezę w tej jej radosnej naturze łatwo byłoby dostrzec zagrożenie, niebezpieczeństwo, zło, gdyby nie to, że piękna sekretarka w dobrze dopasowanych ubraniach, jakby szytych na miarę, jest też modelowym dobrem. Stoi przed Tobą, ciepło uśmiechnięta, uważnie słuchająca, jasna i młoda wśród szalejącej zimy.
Przez dłuższą chwilę Cię słucha. Marszczy brwi. Historia, którą jej przekazałeś w kilku słowach, owo pytanie jest cokolwiek niespodziewane - nikt nie spodziewał się, że przyjdziesz tu właśnie z takim pytaniem. W końcu sprawa została już oficjalnie odłożona do akt, zarchiwizowana, opatrzona pieczęciami i notatkami.
Sprawa zamknięta. Cokolwiek zrobisz, nic nie pomoże.
A jednak przyszedłeś.
-Przepraszam, ale musi pan poczekać na kogoś kompetentnego. Ja się tym nie zajmuję-tłumaczy z przejęciem.-Ale zaraz panu przyślę kogoś do pomocy. Ma pan może zdjęcie tej osoby?
Kiedy uzyskuje odpowiedź - krótką, rzeczową, konkretną - kiwa głową, usatysfakcjonowana. Nie marnujesz lat nauki. Jesteś precyzyjny, taki, jaki powinieneś być. Tak, jak przystoi każdemu Shinobi. Dobrze jest wpisywać się w normy, nie wyłamywać się ze schematu, spełniać urzędnicze wymagania jako człowiek i jako wojownik...
Tylko na ile jest to teraz potrzebne?
I czy na pewno ma to sens?
Teraz, kiedy być może mróz ścina czyjeś martwe ciało, a kobieta wylewa łzy w nagle nieprzyjaznym i pustym domu?


The things you've told him all along
And pray to God, he hears you
And pray to God, he hears you


Och, tak...Znasz dobrze to uczucie, Przyjacielu. Wiesz, jak to jest wstawać równo z ostrym dźwiękiem budzika, narzucać na siebie pozostawione wczoraj ubrania, potem samemu sobie urządzać życie - o tak, samemu, bo przecież nie możesz wiecznie trzymać się sztywnej ręki pogrzebanych w szafie trupów. Musisz iść dalej, choć tak właściwie nie masz powodu, nie masz większych motywacji, ambicji, nie kieruje Tobą idealizm ani chęć chronienia bliskich, nie masz nikogo, o kogo mógłbyś walczyć. Nie masz nawet dziewczyny, której mógłbyś oddać cieple jeszcze tej zimy, dźwięczące kolorami serce.
I nie było już nikogo.
Więc chyba nawet wiem, dlaczego jej pomogłeś, mówi mi to ten wiatr, którego wycie już umilkło: nie chodziło tu już nawet o czyste współczucie. Nie chodziło o żal za Choujim, który odszedł bezpowrotnie, kolejną podróżą w jedną stronę.
Już nawet nie chodziło Ci o to, że mógłbyś dostać wynagrodzenie za swój trud. Nie chodziło o poruszenie łzami pięknej Kimi, o nadzieję, że będziesz mógł ją pocieszyć, czym pewnie kierowałoby się na Twoim miejscu wielu innych.
Po prostu nie chciałeś, by kogoś jeszcze pożarła pustka.
Dobrze znasz, Shigemi, tę pustkę, ten brak większego celu w życiu, tę rozdzierającą samotność, kiedy ukochane zdjęcia rodziców na sfatygowanej komodzie stają się Twoimi wrogami i zaczynasz nienawidzić krzeseł za to, że stoją równo i nieruchomo; kiedy zaczynasz przeklinać życie, bo wszystko jest tak, jak było kiedyś.
Jak dawniej.


Nie czekasz długo. Po krótkim czasie podchodzi do Ciebie, dla odmiany, mężczyzna - znów ten sam chłopak, który przyniósł Ci zlecenie, nieśmiały sąsiad o spuszczonych i zakłopotanych oczach. Wzdycha cicho. Zaczyna nerwowo skubać rąbek kamizelki.
Bogowie, jak on nie lubi rozmawiać otwarcie...i przy okazji jak się tego wstydzi.
Ale nie byłby shinobim, nie byłby sobą, gdyby nie wykonywał cudzych poleceń, gdyby nie układał sobie życia pod dyktando innych - w końcu cechą shinobich jest posłuszeństwo wydawanym przez kogoś rozkazom. Dlatego ten chłopak nie narzeka na swoje życie, choć nie jest ono, jak losy wszystkich innych, których spotkałeś, cudownym splotem słodyczy i rzygliwych kucyponków. Najwidoczniej pomaga tutaj od jakiegoś czasu, pchany do tego ambicjami pragnącej się wybić rodziny. Albo dostał się tu przez swoje umiejętności. Może ktoś go wypatrzył? Zauważył stłamszoną młodą zdolność, przysypaną śniegiem cudzych pragnień? Cudzych chorych marzeń, nigdy nie wypełnionych do końca?
Tak, czy owak, nie jest to ważne. Ów młodzieniec patrzy na Ciebie uważnie, po czym mówi powoli:
-Chodź za mną, emmm...Shigemi-san. Proszę.
Daje Ci znak gestem, po czym po krótkim wahaniu rusza naprzód. Prowadzi Cię do jednego z gabinetów. Tam urzęduje siwowłosy, silnie zbudowany mężczyzna o wyjątkowo ciemnym kolorze skóry, masywny, obdarzony ogniście czerwonymi włosami z pasemkami bieli. Na Twój widok przeciąga się leniwie na krześle.
-Siadaj-mówi twardo. -O jakiego człowieka dokładnie chodzi? I o jaką kobietę?


_______________________________________________________________________________________________________
Postanowiłam Ci już odpisać, żebyś nie czekał, ale oczekuję, że w następnym poście sprecyzujesz już tożsamość osoby poszukiwanej, My oboje wiemy, kim ona jest, ale NPC tego nie wiedzą kappa
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 963
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shigemi » 15 gru 2017, o 18:32

Szybko zreflektowałem się, gdyż po kilku sekundach dziwnej ciszy i wyczekujące spojrzenia przez moją rozmówczynię zrozumiałem, że kwitnę jak ostatni gamoń z tym zdjęciem w ręku zamiast przekazać je niewieście. Wyciągnąłem dłoń i przekazałem otrzymany od zleceniodawczyni obrazek. Nie wiedziałem czy to coś pomoże, ale przynajmniej poznam więcej szczegółów na temat tego co tutaj się dzieje albo chociaż co się wydarzyło i czy ten trup to trup poszukiwanego przeze mnie osobnika płci męskiej. Westchnąłem cicho nerwowo wyczekując na to co się zaraz wydarzy. Miliony myśli przelatywały przez moją głowę, nie mogłem poradzić sobie z tym natłokiem zdarzeń, nawet dostałem lekkiej zadyszki.

Bardzo dużo przedziwnych sytuacji nastąpiło tutaj. Nie mogłem za bardzo poradzić sobie z oczekiwaniem, jednak na moje szczęście zjawiła się osoba, która mogła wyrwać mnie z terroryzującej mój umysł i siejącej spustoszenie w mojej wewnętrznej harmonii zadumy. Uśmiechnąłem się pod nosem, aby nie utrudniać zadania chłopaczkowi, który dostawał tutaj solidną szkołę życia. Uśmiechnąłem się do siebie, a następnie podrapałem po czuprynie. Na słowa chłopca skinąłem głową, nie wiedziałem, czy tym sposobem ułątwiłem mu życie czy nie, ale już to nie miało dla mnie większego znaczenia w tym momencie.

Po przekroczeniu progu gabinetu starłem się z twardym charakterem, doszedłem do wniosku, że nie ma sensu wdawać się w dyskusje on był typowym mężem ze stali. Gderanie nie pomoże mi rozwiązać mojego problemu, więc postanowiłem wyłożyć na stół wszystkie posiadane fanty. Równie oschłym i pozbawionym emocji głosem powiedziałem:
-O tego... po czym przesunąłem zdjęcie z tym facetem na stronę biurka mojego rozmówcy pod sam jego nos, a następnie dodałem - I o nią... tutaj zza pazuchy wyciągnąłem zwój ze zleceniem, lekko nim pomachałem w stronę faceta i położyłem stanowczo na zdjęciu. Następnie oparłem się na oparciu krzesła i czekałem na rozwój wypadków. Oblicze miało nie zdradzać emocji, chociaż w głowie kłębiła się ich ogromna ilość.
Shigemi
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 16 gru 2017, o 00:41

TRYB MG - Misja dla Shigemiego
11/15
"How to save a life?"


He will do one of two things
He will admit to everything
Or he'll say he's just not the same...


Mężczyzna obojętnie przygląda się zdjęciu Mikoto. Przez chwilę się mu przygląda, coraz uważniej, coraz mniej obojętnie...Jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu, kiedy rozpoznaje charakterystyczną lwią grzywę, złote oczy, niedbałe ubranie człowieka, któremu na niczym nie zależy, rysy twarzy i sterczące "antenki" z włosów. Wstrzymuje dech w piersiach.
-Więc przysłała cię tutaj Kimi-san?-obraca w palcach zdjęcie, marszcząc brwi.-Rozumiem. To nie było jego ciało, to, które znaleźliśmy za wioską.

Jakaż to ulga, prawda?

Wciąż jednak nie wiesz, co się z nim stało, jakie były jego losy, Mikoto, ujarzmionego lwa, kochanka pięknej opowieści, której historia nie składała się ze słodkich uśmiechów wśród nocy. O nie, los Kimi nie był szczęśliwy i doprawdy bardzo byś chciał pomóc, przebić się przez mur nieżyczliwej biurokracji, zrobić cokolwiek, by powstrzymać ją przed rozpaczliwym, nieprzemyślanym krokiem, tym bardziej, że i tak jest chwiejna. Mężczyzna za biurkiem milczy. Po chwili jednak wyjaśnia:

-Mikoto miał odszukać dom Arinoriego w związku z dziwną misją, której stary zwój znaleziono w archiwach w trakcie przeszukania.
Wyglądało to tak, jakby zlecono temu człowiekowi zabójstwo jednego z ważnych Kaminari. Ponieważ Mikoto już kiedyś miał styczność z jego wujem, po którym Arinori odziedziczył dom, wyruszył tam. Ostatnia wiadomość od niego była taka, że Arinori nie żyje i cały problem został załatwiony, jednak sam nie wrócił do wioski i nie wiadomo, co się z nim stało. Mamy poważne braki kadrowe, a do tego ten śnieg...Nie mamy kogo posłać po niego, nawet gdybyśmy bardzo chcieli. Weź te współrzędne.


Podaje Ci współrzędne, a Ty ze zdumieniem zauważasz, że zgadzają się one z domem Arinoriego, o którym wspominała Kimi. Cała ta historia zaczyna nabierać spójności, zgadzać się ze sobą, łączyć się w obraz, który namalowało życie - w wytwór nie tylko wyobraźni, ale i rzeczywistości.
Choć wciąż za oknem sypie śnieg i trwa zima, w Twoim sercu, Shigemi, nagle zrobiło się cieplej.

Wychodząc, nabierasz nadziei na happy end.

Bo przecież nic nie może wiecznie trwać.
Nawet żal.



________________________________________________________
Zapraszam do tematu końcowego: dom Arinoriego
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 963
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Raigeki (Osada Rodu Kaminari)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości