Sklep z wyposażeniem

Re: Sklep z wyposażeniem

Postprzez Kaiko » 27 cze 2020, o 03:35

Reakcja Wakany jasno mówiła mu, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Kolejna zagadka dla białowłosego, bo przecież dziewczyna zaproponowała spacer sama, toteż raczej oczekiwała zgody, prawda? A może jednak nie? Może zrobiła to tylko z grzeczności, bo doskonale wiedziała, iż Kaiko się nie zgodzi? To nie było na jego głowę, więc w głębi ducha machnął na to ręką uznając, że rudowłosa została na niego skazana, o ile to była nieroztropna gra pozorów. A jeżeli nie, to mieli przed sobą całkiem przyjemny marsz. Subiektywnie przyjemny, bo nie każdy miał taką kondycję fizyczną i zwyczajne zamiłowanie do chadzania po zaroślach jak białowłosy opiekun zapomnianej świątyni.
Odpowiedział Wakanie dwoma kiwnięciami głowy, potwierdzając, że nie żartuje i naprawdę z nią wyruszy do tego sklepu. Był naprawdę ciekaw swojej własnej natury chakry i miał szczerą nadzieję, że będzie to Raiton. Właściwie to nie mógł się doczekać momentu, w którym okaże się jakim żywiołem może władać. W końcu ruszyli i, zgodnie ze swoim planem, został przewodnikiem tej wycieczki przez las do wioski. Podążanie tymi ścieżkami było dla niego dziecinnie proste. Mógłby opowiedzieć tę trasę z dokładnością co do jednej przeszkody na niej i obok niej - gdyby ktoś zboczył. Dzięki temu szybko zbliżali się do celu, a przynajmniej relatywnie szybko, jak na otoczenie, w którym się znajdowali. Białowłosy był skupiony na dotarciu do celu szybko i bez problemów, toteż swoją rozmowę ograniczył do ostrzegania dziewczyny i wzmożenia uwagi przy trudniejszych częściach trasy, aż w końcu Wakana odezwała się, oznajmiając że zazdrości chłopakowi orientacji w terenie. Spojrzał na nią trochę zaskoczony, ale też zdezorientowany. On w żadnym wypadku nie uważał, że ma doskonałą orientację w terenie. Gdyby tylko wyszedł poza znane mu tereny, to bez wątpienia by się zgubił. Był tego świadom.
- Źle mnie oceniasz. To nie orientacja. Jakby ci to wytłumaczyć... to tak, jak potrafisz po ciemku trafić do własnego łóżka w swoim domu. Po prostu znam te tereny doskonale, są dla mnie jak dom. Całe życie spaceruje tymi i tylko tymi drogami. Pewnie gdybym trafił do Twojego Kantai, to bym zgubił się we mgle szybciej, niż Ty w lesie. - odparł lekko i wesoło, będąc przekonanym, że taką metaforę zrozumie. Jemu wydawała się idealna. Ileż to razy podczas pochmurnej nocy wiatr zdmuchnął ogień ze świec i lamp, a on musiał po ciemku trafić do swojego łóżka. Właśnie tak się czuł w lesie - po prostu znał te drogi na pamięć i nic w tym nie było z orientacji. - Ja obco czuję się wszędzie, gdzie jest cywilizacja. Wiesz, nie chodzi o to, że czuję się dzikusem czy odludkiem, że jestem jak inny gatunek człowieka. Bardziej chodzi o to, że... jakbym nie pasował do tych ludzi. To nie są moje miejsca, chociaż mogłyby nimi być, gdybym tego chciał. Wiesz o co mi chodzi? - mówił niepewnie, ale tylko dlatego, że ciężko było ubrać mu w słowa to, co myślał i czuł. Na koniec, podczas zadawania pytania, odwrócił się i spojrzał na nią przelotnie, szukając jakiegoś potwierdzenia lub zaprzeczenia. W obu przypadkach zamilkłby i tak. Jeżeli rozumiała, to nie miał nic do dodania, a jeżeli nie, to nie potrafił jej tego wytłumaczyć i szkoda było strzępić język.
- Czemu akurat Antai to Twój pierwszy przystanek? Znaczy, prowincja ładna, chociaż nie mogę jej porównać do innych, bo nie znam, ale mi się podoba. Szczególnie tutaj, bliżej morza jest... yyy... jak to się mówiło? Uroczo? No, jest uroczo. Jak się stoi na klifie, to wiatr tak śmiesznie pachnie, mnie to zawsze kręci w nosie i kicham. I tak szumi woda przyjemnie, szczególnie jak są kamieniste plaże poniżej. I takie białe ptaki latają i skrzeczą, ale ich akurat nie lubię. - szedł przed siebie i mówił. Brzmiało to nieco tak, jakby mówił bardziej do siebie, niż do Wakany, gdyż nawet na nią nie spoglądał. Ot, opowiadał jakieś bzdety. - Naprawdę, dziwnie skrzeczą. Tak... jakby się śmiały trochę. Tak wiesz, haaahahaha, o tak. - i nawet zaprezentował odgłos mewy najlepiej jak potrafił, odpowiednio modulując swój niski głos, by jednak zabrzmiał dosyć wysoko, a przynajmniej w kontraście do poprzedniego brzmienia. I po tej głupkowatej prezentacji zamilkł, nie rozwodząc się dalej na temat tych ptaków, których nie lubił.
I dotarli na miejsce - ku zaskoczeniu Wakany, szybciej niż się spodziewała. Zadała pytanie odnośnie wejścia do sklepu, a Kaiko jedynie pokiwał energicznie głową, nie mogąc się doczekać momentu, w którym kartka zareaguje na jego chakrę. Już dawno zapomniał o swoich obawach, że mógłby nie być w stanie przesłać chakry do niej, bo jak bardzo mogło się to różnić od przesyłania jej w taki sposób, aby chodzić po wodzie czy pionowych powierzchniach? No chyba nie tak bardzo, a przynajmniej taką miał nadzieję, bo tyle akurat manipulować chakrą potrafił. Weszli do środka i tym razem wycieczkę prowadziła rudowłosa, która zdecydowanie pewniej czuła się nie tylko w otoczeniu ludzi, ale także w samym sklepie. Pewnie nie raz w podobnych bywała, zaopatrując się w ekwipunek niezbędny ninja. Dla Kaiko to miejsce było niczym dla dziecka sklep z zabawkami lub słodyczami. Gdy przekroczył próg, to stanął jak wryty, nieco przytłoczony ilością asortymentu. Jego oczy były szeroko otwarte, ale usta już niezbyt - chociaż szczęka delikatnie opadła, przez co jego twarz wyrażała czyste zdziwienie. Błysk w złotych tęczówkach wskazywał, że nie było to dla niego nic nieprzyjemnego, a wręcz przeciwnie. Pośpiesznym krokiem skierował się w miejsce, w którym znajdowały się miecze - od krótkich Tanto przez Katany, a na Zanbatou kończąc. Chwilę przystał przy tym gigantycznym kawałku żelastwa, zastanawiając się czy aby kiedyś go nie zakupić. Ten, albo ten obok, zwany mieczem-tasakiem. Teraz gdy tak na nie patrzył... nagle zrozumiał, że drewniany miecz, który zrobił mu Houtarou był fuzją tych dwóch sklepowych. Miał kształt Zanbatou i wymiary miecza-tasaka. Rozentuzjazmowany i, przede wszystkim, rozmarzony białowłosy już był pewien, że wyjdzie ze sklepu z nowym cacuszkiem, gdy w końcu odwrócił przyczepioną do rękojeści plakietkę z ceną. Zamrugał oczami w niedowierzaniu, zbliżył twarz do cyfr i upewnił się, że dobrze przeczytał. Wiedział, że miecze muszą być drogie, ale aż tak? Za takie sumy, to on potrafiłby wyżyć kilka lat. Westchnął ciężko i przejrzał nieco tańsze przedmioty, które wcale nie były dla niego mniej interesujące. Tak, jak te miecze-haki, które wprawiły go wręcz w osłupienie, gdy zrozumiał jak gigantyczną mnogość ruchów umożliwiają. I jakże potężne są w starciu z... jakąkolwiek bronią w zwarciu. Cena tych przedmiotów akurat nie przekraczała możliwości jego sakiewki, ale ostatecznie powstrzymał się. Z tęsknotą spojrzał na ostrza, gdy Wakana zapytała czy chce coś kupować. Pokręcił głową na boki i ruszył pierwszy, aby nie zostawać w tym niezwykle kuszącym otoczeniu. Nie mógł pozwolić sobie na miecze. Nie teraz. Jeszcze nie podjął pierwszych poważnych kroków, aby zostać shinobim, a ostra broń służyła wyłącznie do walki i zabijania. Nie powinno się z nią trenować, gdyż narażało się stal na uszkodzenia. On tylko trenował, a do tego idealnie nadawały się drewniane odpowiedniki. Te na razie mu wystarczały. Zresztą nie był pewien czy nie dozbierać pieniędzy i kupić ten wielki miecz Zanbatou.
- Nie musisz mi za nic dziękować. To dla mnie sama przyjemność. Jak pewnie się domyśliłaś już. - miał na myśli oczywiście to, że chociaż wymagała pomocy, to jednak odwiedziła go i sprawiła, że miał większy kontakt z ludźmi, a teraz, dzięki niej, miał poznać własną naturę chakry. - To co? Zaczynamy? Czy... idziemy gdzieś? W jakieś spokojne miejsce, bo... bo to niebezpieczne? - gadał od rzeczy, bo nie miał zielonego pojęcia co dalej. Czy taką chakrę to można sprawdzać na ulicy, czy jest to jakiś rytuał, czy jest to jakieś zagrożenie dla otoczenia? Wszystko to pozostawało niewiadomą, dlatego też z wyczekiwaniem patrzył na rudowłosą i jej decyzję. Był teraz zupełnie zdany na nią.
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Sklep z wyposażeniem

Postprzez Hōzuki Wakana » 29 cze 2020, o 00:30

Część o orientacji w terenie była dla niej oczywista. Wiedziała, że poruszał się tak dobrze po tym terenie głównie dlatego, że się tutaj wychował. Ona też dobrze znała swoje rodzinne tereny, ale na pewno nie na tyle jak on. Fakt, las był mniejszy od prowincji, ale chodziło o sam fakt… Po prostu świetnie się poruszał i chciała go za to pochwalić. Chyba nie było w tym nic złego?
Niestety nie do końca zrozumiała sens wypowiedzi Kaiki’ego na temat przebywania w cywilizacji. Jeśli czuł się jakby nie pasował do ludzi, to czy określenie „odludka” nie pasowało do niego idealnie? Do głowy nie przychodziło jej żadne inne słowo, którym mogłaby go nazwać. Swoje wiedziała i w jej oczach chłopak był trochę „dziki”. Chyba nawet bardziej niż trochę, zanim nie poprawiła jego fryzury, wyglądem mało co przypominał cywilizowanego człowieka. Widziała jednak, że to dla niego delikatna kwestia i zdecydowała się ją przemilczeć. Według niej nie było w tym nic złego i nie było sensu temu zaprzeczać, ale nie chciała sprawiać mu niepotrzebnych nieprzyjemności.
- Czemu akurat Antai? Chyba bez konkretnego powodu. Całkiem tu ładnie i nie jest to zbyt daleko od mojej prowincji. Klimat też jest w porządku… ale oprócz tego, to mogło być w zasadzie dowolne miejsce – odpowiedziała, gdy jeszcze byli w drodze do sklepu. Na jego udawany dźwięk mewy się tylko uśmiechnęła niepewnie, jakby nie do końca wiedzieć jak zareagować. Niby wyglądał śmiesznie, ale poczuła się lekko zażenowana.
Kaiki zadał jej ciekawe pytanie, nad którym musiała najpierw pomyśleć, ale cieszyła się, że dotarła akurat tutaj. Nigdy by się nie przyznała, ale poznała ciekawą osobę, z którą chętnie spędziłaby więcej czasu, gdyby tylko mogła. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, ale nie zamierzała się mu w żaden sposób narzucać. Już i tak spędziła z nim dużo czasu i chyba byłoby nie w porządku, gdyby poprosiła go o to by został jeszcze trochę. Mieli swoje życie i po zakupach każde z nich powinno się rozejść w swoją stronę. On do świątyni, której był opiekunem, a ona do innych prowincji w celu przeżycia przygód. Jaka szkoda, że nie mógł z nią iść, ale rozumiała, że był ostatnim żyjącym opiekunem tamtego miejsca i nie mógł go sobie ot tak opuścić.
Jej oczom nie umknął fakt, że w sklepie przyszły Shinobi zachowywał się jak dziecko w sklepie z zabawkami. No tak, nie mogła się dziwić. Ona widywała takie rzeczy na co dzień, a on pewnie nieczęsto odwiedzał takie miejsca. Patrzyła z lekkim rozbawieniem na krzątającego się między półkami Kaiki’ego, zastanawiając się, o czym akurat myślał. Chyba chciał sobie sprawić jakiś miecz, bo przy gablotach z tą bronią stał zdecydowanie najdłużej. Widziała jego zainteresowanie, więc trochę się zdziwiła gdy ten postanowił mimo wszysto niczego nie kupować. Może nie wziął ze sobą wystarczająco dużo gotówki? Dziwne, ale pewnie lepiej było nie pytać. Nie chciała wprowadzać go w zakłopotanie.
- Wystarczy, że wyjdziemy przed budynek. To nic specjalnego, zajmie nam to kilka sekund. Nic się nie bój, te karteczki nie wybuchną jak przelejesz w nie chakrę – odpowiedziała żartobliwie, gdy tylko zapłaciła sprzedawcy za towar. Ona również nie robiła wielkich zakupów, więc mogli wyjść właściwie od razu.
- Gotowy na poznanie twojej natury chakry? Jakakolwiek by nie była, pamiętaj, że z każdym elementem można robić świetne rzeczy. Dotonem się obronisz, Fuutonem odeprzesz od siebie wrogów, Katonem ich spalisz, Suitonem… cóż, on jest w sumie najgorszy, ale możesz… hm, porządnie wszystkich zmoczyć, a Raiton... no, pewnie nie muszę cię nawet do niego przekonywać – zaśmiała się. Była szczera, gdyby tylko mogła zamieniłaby swój żywioł chakry na każdy inny. Niestety woda prezentowała się dosyć słabo w porównaniu do reszty i kompletnie nie pasowała do jej stylu walki. Najgorszy był chyba fakt, że potrzebowała jakiegoś źródła, które nie zawsze było dostępne. Niestety jako Hoozuki odziedziczyła ją po rodzinie i musiała się z tym pogodzić. Może gdy nauczy się trudniejszych technik obdarzy ją pozytywniejszymi uczuciami? Miała nadzieję, bo musiała z tym żyć. W przyszłości pewnie opanuje jeszcze jakichś element, ale póki co była zdana na to co miała.
- Musisz zrobić tak– pokazała mu karteczkę do której przelała odrobinę swojej chakry. Ta od razu namokła. Wakana nie umiała dokładnie wyjaśnić jak to zrobić, ale nie było w tym nic trudnego i była pewna, że białowłosy to zrozumie. Podała mu kolejną, patrząc na niego z zainteresowaniem. Wielka chwila, zaraz mieli się przekonać jakimi technikami będzie władał.
Obrazek
Avatar użytkownika

Hōzuki Wakana
 
Posty: 79
Dołączył(a): 8 maja 2020, o 11:17
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średniego wzrostu dziewczyna o długich, rudych włosach i brązowych oczach. Posiada charakterystyczne zęby przypominające uzębienie rekina. Ubrana w jasne, delikatne barwy, najczęściej w zwykłe spodnie, sznurowane buty i top z długim rękawem.
Widoczny ekwipunek: Kij Bō na plecach, torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8514&p=141860#p141860
GG/Discord: Jaquelle#3760

Re: Sklep z wyposażeniem

Postprzez Kaiko » 4 lip 2020, o 22:58

A więc to los zdecydował, że Wakana wybrała akurat Antai. Gdy Kaiko się chwilę zastanowił, to brzmiało to dosyć logicznie. Jeżeli nie zna się innych prowincji poza własną, to każda obca będzie dobra, aby zacząć swoją podróż. W końcu jak wybrać konkretną, gdy się nie widziało innych? Ktoś bliższy lub dalszy mógł opowiadać jak to pięknie jest tu albo tam, ale sprowadzało się to tylko do personalnych preferencji. Kaiko, dla przykładu, nie przepadał za upałami, dlatego niezależnie jak bardzo by chwalono pustynne tereny, tak on niechętnie by się tam wybrał i raczej by go nie zachwyciły. Ale tego nie mógł być pewien do momentu, w którym odwiedzi gorące prowincje. Tak to mógł jedynie gdybać.
Rudowłosa mogła zapewniać chłopaka, że było to nic specjalnego, ale dla niego sprawa wyglądała inaczej - było to coś niezmiernie specjalnego. Lada moment miała nastąpić chwila, w której okaże się jakim żywiołem włada. Miało to trwać kilka sekund, a cała "ceremonia" była bezpieczna, więc nie musieli nawet nigdzie się przemieszczać. Wystarczyło opuścić sklep. Na pytanie odnośnie gotowości, pokiwał energicznie głową. Jego mina się zmieniła. Dotychczas Wakana mogła widzieć jego naturalną buźkę "w spoczynku", która charakteryzowała się pewną dozą ponurego klimatu. Tak, jakby Kaiko był po prostu smutnym lub bardzo poważnym człowiekiem. Oczywiście było to mylne wrażenie, bo zaprezentował jej jak się śmieje i uśmiecha, ale teraz roztaczał wokół siebie zupełnie inną aurę. Jego złote oczy, może nawet bardziej niż mina, wyrażały skupienie jakie miewał tylko przy treningach i walkach. Dłonie miał zaciśnięte, niby nie mocno, ale jakby był gotowy wymierzyć serie ciosów. Żadnych aktów agresji nie miał na myśli, a były to jedynie jego odruchy, gdy podchodził do czegoś na poważnie. Wysłuchał swej towarzyszki, która pokrótce scharakteryzowała możliwości każdego z żywiołów. Rozumiał obronę ziemią, rozumiał spalenie ogniem, rozumiał rażenie piorunem, ale teraz niezbyt potrafił pojąć istotę wody i wiatru w walce. Odepchnięcie przeciwników brzmiało... okej, ale nic więcej. Zmoczenie ich mogło brzmieć bezsensownie, ale białowłosy widział w tym bardziej obronę przed ogniem lub wsparcie dla błyskawic. Tylko ten wiatr pozostawał dla niego taki... bez polotu. Nie jemu było oceniać, który z żywiołów był najsilniejszy i czy rzeczywiście Suiton był najgorszy, więc milczał wpatrzony w dziewczynę z wręcz niestosowną powagą i skupieniem. Nawet wtedy, gdy ta się wesoło roześmiała, to on pozostał niewzruszony.
Uważnie przyglądał się, jak dziewczyna prezentowała co musi zrobić. Karteczka w jej dłoni momentalnie nasiąknęła wodą, a on na ten widok na moment stracił swą kamienną twarz. Oczy rozbłysnęły, kąciki ust uniosły się, gdy ogarnęła go świadomość, iż jest to tak proste. Czy jeżeli miałby Suiton, to mogłaby go od razu czegoś nauczyć? Chwilę miał nadzieję, że rzeczywiście jego naturą będzie woda, bo wtedy mógłby ją wybłagać, żeby nauczyła go jakiegoś jutsu. I nagle, zupełnie znienacka, przypomniał sobie co mówił Houtarou. On posiadał dwie natury chakry. Zatem... co się działo z karteczką w jego dłoniach? Pół reagowało na jedną, a pół na drugą? A może w ogóle nie reagowały? Albo... jednocześnie się coś z nią działo? Była to zagwozdka, która na moment go rozkojarzyła, lecz szybko wrócił do swego skupienia, gdy Wakana podała mu kawałek papieru. Ostrożnie odebrał kartkę, jakby przyjmował od niej coś niewiarygodnie kruchego oraz istotnego. Trzymanie kartki w palcach wydawało mu się jakieś nienaturalne, dlatego położył ją sobie swobodnie na dłoni, którą wystawił nieco przed siebie. Spojrzał bez słowa na dziewczynę, wziął głęboki oddech i wrócił wzrokiem do karteczki.
- No to zaczynam. - mruknął stanowczo i na chwilę zamarł. Wstrzymał oddech nieświadomie, gdy spróbował przelać chakrę do kartki. Najpierw uznał, że chce ją skupić w dłoni, nim zrobi to na papierze i tak też uczynił. Wtem karteczka delikatnie uniosła się nad jego dłoń i... przecięła w pół, opadając znów na rękę białowłosego. Jego twarz natychmiast rozpromieniła się, a on zaczął niepewnie się śmiać. Tak, jakby wielki stres przeminął i nastała chwila ulgi. W końcu roześmiał się szczerze, wesoło, aczkolwiek zakończył to ciężkim westchnięciem, zamykając dłoń i zaciskając papierek w pięści, wpatrując się w nią.
- A więc Fuuton, co? Niby jestem szczęśliwy, że się to wreszcie wyjaśniło, ale też rozczarowany. Odpychanie przeciwników nie brzmi zbyt zachęcająco. W końcu... co robi wiatr? Kiedyś mi przewiało kark i mnie bolał. Kiedyś ucho mi przewiało i mnie kuło w nim. I kiedyś mnie po prostu przewiało i miałem katar, ale raczej w walce mi się to nie przyda. - odezwał się lekkim tonem i opuścił rękę, wracając wzrokiem do rudowłosej. Niby wiatr też wiał tak, że łamał drzewa, a niekiedy były nawet trąby powietrzne, jednak brzmiało to jak miecz obosieczny. W końcu... wiatr w pojęciu Kaiko nie był skupiony w jednym miejscu, a wręcz wszechobecny, zatem jak tutaj bronić siebie przed własnymi technikami? Gdyby stworzył wichurę, to sam by miał problemy z poruszaniem się, a tornado porwałoby i jego. Fuuton jako jedyny żywioł wydawał się niemożliwy do opanowania tak, aby samemu sobie nie zrobić krzywdy. - Przynajmniej tematycznie pasuję do świątyni Susanoo. - dodał na koniec i roześmiał się. Ludzie zapominali, że w burzach najstraszniejsze nie były pioruny, które sporadycznie uderzały, a wiatr. On zawalał budynki, kładł drzewa i wywracał powozy, a grzmoty jedynie straszyły swym hukiem, rzadko uderzając. Jednak wiatr był zawsze, wszechobecny podczas burz i potężny. Takie spojrzenie na Fuuton trochę zmyło niesmak rozczarowania.
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Sklep z wyposażeniem

Postprzez Hōzuki Wakana » 6 lip 2020, o 13:50

Wakana patrzyła z rosnącym zainteresowaniem na białowłosego, który przelewał chakrę do karteczki. Oto zaraz mieli się dowiedzieć, z jakiego żywiołu będzie korzystał w przyszłości. Pamiętała jak kilka lat temu sama sprawdzała swój żywioł, jeszcze z jej siostrą. Yoko dokładnie wytłumaczyła jej co ma zrobić, a ona i tak miała z tym problem. W końcu jednak okazało się, że będzie władać Suitonem. Jej zdolności klanowe wymagały użycia wody, więc nie było to żadnym zaskoczeniem. Ona sama uznawała ten element za najsłabszy i gdyby się dało, zmieniłaby go bez wahania, ale musiała się po prostu pogodzić z rzeczywistością. Z czasem, gdy pozna silniejsze techniki, pewnie zmieni swoje zdanie, ale póki co była do niego nastawiona bardzo sceptycznie.
A więc Kaiki miał władać wiatrem. Wprawdzie nie było to spełnienie jego marzeń, ale Fuutonem również można było robić wiele rzeczy. Odpychanie przeciwników wcale nie było takie bezużyteczne, jak mu się wydawało. Było idealne zarówno do defensywy jak i ofensywy. Narzucało to wprawdzie walkę na dalszy dystans, ale to wcale nie było złe rozwiązanie. Według niej blisko dystansowcy zawsze mieli gorzej, byli bardziej narażeni na ataki ze strony przeciwnika i łatwiej mogli zginąć. Gdyby nie posiadała odpowiedniej umiejętności, na pewno nie uczyłaby się władać kijem, a starałaby się trzymać wroga jak najdalej od siebie. Ach, walka… naprawdę uwielbiała walczyć. Nie miała jeszcze okazji stawać przeciwko komuś na poważnie, ale miło wspominała wszelkie sparingi treningowe, z których wychodziła zwycięsko. Te przegrane również, bo właśnie one nauczyły ją najwięcej.
- Nie łam się, wiatr to nie koniec świata. To nie żywioł kwalifikuje czy staniesz się wspaniałym Shinobi, a twoje umiejętności – po raz kolejny się uśmiechnęła. Coś działo się to podejrzanie często, ale chyba była po prostu w świetnym humorze.
– Nie znam nikogo kto by z niego korzystał, ale każdy element ma swoje unikalne techniki. Choć nie jest to Raiton, powinieneś być zadowolony. Pamiętaj też, że możesz się nauczyć drugiego żywiołu, choć jest to piekielnie trudne i wymaga ciężkiej pracy. Ale możliwe – opowiedziała. Ona sama ucieszyłaby się, gdyby mogła władać technikami ognia, ale nie było jej to potrzebne do szczęścia. O wiele bardziej wolała się skupić na pracy nad walką kijem i kontrolą chakry, która przyda się jej do nauk iryojutsu. Medyczne ninjutsu było chyba najtrudniejszą dziedziną ze wszystkich, ale nie zamierzała się poddać i postanowiła sobie, że kiedyś się go nauczy. Jej celem było niesienie pomocy potrzebującym i nie zamierzała się poddać. Choć nie miała żadnego nauczyciela, miała przecież książki. W dzieciństwie niczego z nich nie rozumiała, ale była już starsza, rozsądniejsza i kto wie, może w końcu spełni swoje marzenie.
- Robi się już trochę późno – zauważyła, patrząc z powątpiewaniem w niebo. Zaczynało się ściemniać – Pozwól, że chociaż cię kawałek odprowadzę – zaoferowała. Miała nadzieję, że nie zabrzmiała, jakby chciała go wygonić z osady, bo zupełnie nie o to jej chodziło. Jak chciał tu zostać, to przecież się nie sprzeciwiała. Chciała być po prostu miła… choć niestety nie była to zaleta, którą mogłaby sobie bez wahania przypisać. Wiedziała, że nie sprawiała wrażenia zbyt sympatycznej i ludzie trzymali się od niej z daleka. Choć starała się wszystkim pomóc, przez jej cięty język i szczerość do bólu, mało było osób, które by ją wytrzymywały. Dotychczas była to jedynie jej zaginiona siostra.
Jeśli się zgodził, udała się z nim do bramy Raigeki. Nie była to duża osada i po kilkunastu minutach spokojnego spaceru, byli już właściwie na miejscu. Nie było sensu, żeby wychodziła. Jeszcze by się mogła zgubić po drodze, a wtedy znowu musiałaby prosić kogoś o pomoc. Teraz nie zamierzała się już z niej ruszać, chciała zbadać nowy teren, poznać tutejszą kulturę i mieszkańców. Może przeżyć jakąś ciekawą przygodę…
- To to by było na tyle. Miło było cię poznać, Kaiki. Bez ciebie pewnie bym tak szybko tutaj dotarła, jeśli w ogóle– zaśmiała się z lekkim zakłopotaniem – Już wiem, że lepiej nie chodzić po lesie samemu. Zwłaszcza, jak kompletnie się nie zna terenu. Przynajmniej mogłam cię odwiedzić. Bądź pewien, że kiedyś zawitam do świątyni, skoro już znam drogę. I lepiej, żebyś do tego czasu stał się Shinobi – odparła. Mówiła całkowicie poważnie, miło byłoby się z nim udać kiedyś na jakąś misję. Czuła, że byliby świetnym duetem.
Po tym wszystkim odmachała mu i udała się we własnym kierunku. Chyba w końcu powinna sobie poszukać jakiegoś zakwaterowania. Zdecydowanie potrzebowała kilku godzin odpoczynku.

z/t
Obrazek
Avatar użytkownika

Hōzuki Wakana
 
Posty: 79
Dołączył(a): 8 maja 2020, o 11:17
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średniego wzrostu dziewczyna o długich, rudych włosach i brązowych oczach. Posiada charakterystyczne zęby przypominające uzębienie rekina. Ubrana w jasne, delikatne barwy, najczęściej w zwykłe spodnie, sznurowane buty i top z długim rękawem.
Widoczny ekwipunek: Kij Bō na plecach, torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8514&p=141860#p141860
GG/Discord: Jaquelle#3760

Re: Sklep z wyposażeniem

Postprzez Kaiko » 7 lip 2020, o 11:31

Reakcja Kaiko, chociaż nie należała do szczególnie entuzjastycznych, to w gruncie rzeczy miała niewiele wspólnego z "łamaniem się" czy niezadowoleniem. Jeszcze nie tak dawno temu nie miał zielonego pojęcia, że każdy ma jakąś wrodzoną naturę chakry i rozmyślał jakby to było wspaniale móc korzystać z jakiegokolwiek żywiołu. Gdy Houtarou oznajmił mu tę prawdę, to był po prostu szczęśliwy, a później spędził całe miesiące zastanawiając się, która z sił natury by mu najbardziej pasowała i jakie mają zalety. Niestety doszedł wtedy do wniosku, że Fuuton musi być najsłabszym ze wszystkich, a dziś okazało się, że własnie to wiatr jest jego wrodzoną naturą. Ciężko było kryć pewną dozę rozczarowania, aczkolwiek nadal był zadowolony, chociażby z faktu, że potrafi jakkolwiek kontrolować chakrę. Zatem uśmiechnął się pogodnie i pokiwał głową na znak poparcia dla słów Wakany. Koniec końców wszystko rozbijało się o jego umiejętności, a nie jakieś wrodzone predyspozycje. Oczywiście byłoby zdecydowanie łatwiej osiągnąć wspaniałość, gdyby należał do jakiegoś klanu i posiadał ich unikalne zdolności, a przede wszystkim miałby wtedy doskonałe warunki do rozwoju, ale mimo młodego wieku, to był świadomy jak niesprawiedliwe bywa życie. Nie uważał siebie za kogoś niezwykle udręczonego przez los, jednak wątpił, aby wiele osób zostało porzuconych w środku lasu, na progu jakiejś świątyni, gdy byli małymi dziećmi, by później przeżywać swe życie na odludziu, z dala od cywilizacji z jedną osobą, która nawet nie do końca uważała go za rodzinę. Na końcu i tak pozostał sam jak palec, bez jakiejkolwiek osoby, która byłaby mu bliska. Ludzie miewali gorzej, zdecydowanie gorzej, ale siebie za szczęściarza też nie uważał.
- Zawsze mogę zwyczajnie olać żywioły i rozwinąć się w tym, co mi dobrze idzie, czyli walce mieczem. - odparł tak na skwitowanie całej rozmowy o naturach i wzruszył ramionami. Nie przejmował się. Nawet jeżeli wiatr miał okazać się bezużyteczny dla niego, to w gruncie rzeczy niewiele to zmieniało. I tak uważał, że to szermierka jest jego mocną stroną, a nie kontrolowanie chakry i jej używanie. Istniały inne dziedziny oprócz żywiołów, które ją wykorzystywały, toteż zawsze mógł spróbować je rozwinąć.
Rudowłosa słusznie zauważyła, że powoli zaczęło się ściemniać. Był to znak, że pora na niego i powinien zmierzać już ku swojej świątyni, aby nie szlajać się po lasach po zmroku. Wakana nie była świadoma, ale jeszcze do niedawna, nie tak daleko od jego świątyni, był cały obóz bandytów, którzy takie odludzia uważali za doskonałe miejsca, by się skryć przed światem. I dobrze myśleli, bo aktualnie jedynie dziewczyna była świadoma, iż Kaiko istnieje, a tamta świątynia nie stoi zupełnie pusta. Tak czy siak, nie chciał straszyć swej znajomej, bo problem ostatecznie rozwiązał i bandytów już nie było. Raczej. Przemilczał tę sprawę.
Pozwolił siebie odprowadzić do bramy osady, a później nastał moment rozstania. Nie ukrywał przed samym sobą, że było mu trochę żal wracać do samotnego życia. Zdążył polubić Wakanę, chociaż nie łączyły ich tak szalone przygody, jak z Houtarou. Ostatecznie to dzięki niej wyruszył do cywilizacji i poznał swoją naturę chakry. Była sympatyczną dziewczyną, zdającą się nadawać na podobnych falach, co on sam. W końcu dzielili marzenia, a nawet powody, które ich napędzały do dążenia ku nich.
- Dokładnie, lepiej nie chodzić samemu po obcych lasach, bo można, na przykład, spotkać mnie. - zażartował, wykorzystując jej słowa. Niby mówiła, że miło go poznać, ale lepiej nie chodzić po lasach. Wiedział, że nie o to jej chodziło, ale nie byłby sobą, gdyby to zignorował. - I ciebie było dobrze poznać. Do następnego spotkania postaram się zostać już shinobim, ale odwiedziny... jestem tak rozchwytywany, że będziesz musiała raczej umówić się na spotkanie. - ponownie zażartował i roześmiał się lekko. - No dobra, na mnie pora. Trzymaj się i do zobaczenia kiedyś. Uważaj na siebie. - powiedział niby z uśmiechem, ale trochę jednak przybity, że wraca do swej nudnej, szarej rzeczywistości. Jednak był przywiązany do swojego życia, do tego miejsca i wracał do niego, koniec końców, z jakąś ulgą. Nie był przyzwyczajony do świata zewnętrznego i czuł się trochę nieswojo, gdy tak stał w tej osadzie. W końcu ruszył przed siebie, odwracając się jeszcze na chwilę, by pomachać dziewczynie na pożegnanie. Kilka chwil później już go nie było widać - od razu skręcił z głównego szlaku w las i zmierzał, najpewniej, tylko jemu znanymi ścieżkami.


z/t
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Poprzednia strona

Powrót do Raigeki (Osada Rodu Kaminari)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości