Zapomniana świątynia Susanoo

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Hōzuki Wakana » 13 cze 2020, o 15:55

Cieszyła się, że Kaiki nie wypytywał ją o jej siostrę. Dla Wakany był to drażliwy temat i jeszcze z nikim o tym na dobrą sprawę nie rozmawiała. Od kilku lat była sierotą, nie miała przyjaciół, którym mogłaby powierzyć swoje sekrety, a ludzie trzymali się od niej z daleka. A jeśli już nawet udało jej się złapać z kimś dobry kontakt, to nigdy nie zaufała takiej osobie na tyle by się jej zwierzać. Chłopak był miły, ale byli dla siebie obcy i aż sama się dziwiła, że wspomniała mu coś o Yoko. Był chyba pierwszą osobą oprócz ciotki, która dowiedziała się, że jej siostry już z nimi nie ma. Coś w jego twarzy sprawiało, że Wakanie rozplątywał się język i mówiła rzeczy, których nikomu by nie powiedziała. Musiała się bardziej pilnować. Nic o nim nie wiedziała i popełniłaby podstawowy błąd gdyby straciła czujność.
- Prawda? Możliwość uleczenia się podczas walki może całkowicie zmienić jej przebieg. No i ci wszyscy cywile, którym mogłabym pomóc! – zawołała z entuzjazmem. Niestety zdawała sobie sprawę, że osiągnięcie idealnej kontroli chakry może być dla niej nieosiągalne i istniała szansa, że nigdy nie nauczy się wykorzystywać jej w taki sposób. W dzieciństwie wiele razy próbowała się nauczyć, Yoko stawała na głowie żeby jej w tym pomóc, ale Wakana nie miała talentu i po wielu kpinach ze strony bliskich, dała sobie spokój, skupiając się na dziedzinach, w których czuła się pewniej. Potrafiła już korzystać z podstawowych technik suitonu i całkiem dobrze szło jej korzystanie z broni, jaką był prosty kij. Nie wspominając już o jej umiejętności klanowej, która była nieoceniona w walce w zwarciu. Była silniejsza od przeciętnego człowieka choć przed nią nadal była długa, długa droga.
- Nigdy nie widziałam żeby ktoś naprawiał w ten sposób złamaną kość, ale jestem pewna, że się da! Skoro poważne rany nie stanowią problemu dla iryoninów, na pewno poradziliby sobie z taką błahostką – dodała po dłuższym czasie. Domyśliła się, że chłopakowi chodziło o jego nos, który wyglądał jakby wcześniej był złamany i nie zrósł się do końca dobrze. Yoko była utalentowaną kunoichi, ale Wakana nigdy nie widziała by ta potrafiła poradzić sobie ze złamaniami. Jej pomoc ograniczała się do leczenia lekkich urazów. Miała wielkie serce i pomagała w szpitalu, często za darmo w ramach wolontariatu. Chociaż oni sami żyli w biedzie i potrzebowali pieniędzy, gdy dziewczyna widziała, że ktoś potrzebuje pomocy, a nie jest w stanie zapłacić, nigdy mu nie odmawiała. Była jej najlepszą przyjaciółką i mentorką. To właśnie ona zakorzeniła w niej bezinteresowną chęć pomagania potrzebującym i wiedziała, że będzie do tego dążyć nawet jak nie uda jej się opanować iryojutsu. Jak nie wie w ten sposób, istniały jeszcze inne metody. Mogła po prostu bronić cywili. To żaden wstyd zginąć ocalając ludzkie życia.
Katon? Kaiki kompletnie nie trafił. Zaczęła mimowolnie chichotać, próbując wyobrazić sobie siebie używającą ognistych technik. Kompletnie nie pasowały do jej stylu walki i cieszyła się, że to nie była jej natura chakry. Ciężko było bronić innych spalając ich na popiół. Cóż, prawdopodobnie wziął ją za użytkowniczkę katonu przez jej ognisty temperament z którego istnienia zdawała sobie sprawę.
- Nie, nie, ja akurat korzystam z Suitonu. To prawda, każdy ma własną naturę chakry. Pewnie nie wiesz, jaka jest twoja? Jaka by ci pasowała? – zapytała z zainteresowaniem. Jak tak patrzyła na niego, to widziała w nim Raiton albo Doton, ale nie miała żadnych specjalnych zdolności i równie dobrze mógł być to Fuuton, Katon albo – tak jak u niej – Suiton.
Nie zdążyła ugryźć się w język przed zdradzeniem największego sekretu jej stylu walki. „Kretynko, przecież on może to wykorzystać!” – skarciła siebie. Trudno jej było jednak wyobrazić sobie Kaiki’ego jako osobę, która by miała wobec niej złe zamiary i która chciałaby ją zaatakować. Wyglądał jak zwykły cywil, który póki co nie potrafił mieszać energii fizycznej z duchową. Kiedyś pewnie się nauczy, w końcu chciał zostać Shinobi’m, ale na razie wydawał się całkowicie niegroźny.
- Niech więc będzie wejście do świątyni – zgodziła się, wstając od stołu. Herbata była dobra i nadal czuła przyjemne, rozgrzewające ciepło wewnątrz niej. Podziękowała za nią i ruszyła za chłopakiem. Po chwili znaleźli się na werandzie, na której spotkali się kilka minut wcześniej. Chłopak usiadł na deskach i beztrosko położył kunai obok. Siedział do niej tyłem zdany na jej łaskę.To prawda, mogła mu poderżnąć gardło, pewnie nawet nie miałby szansy zareagować, ale na szczęście miał do czynienia z wesołą Wakaną, a nie bezlitosną kunoichi, której twarz będzie musiała przyjmować na misjach. Podniosła broń i zbliżyła się do Kaiki’ego. Zaczęła delikatnie obcinać jego kosmyki włosów, nie chcąc zrobić mu krzywdy. Przez to ta czynność trwała dłużej niż zazwyczaj, ale gdy skończyła, była zadowolona z efektu, jaki uzyskała. Przyszły Shinobi w końcu zaczął przypominać cywilizowanego człowieka.
- No, chyba skończyłam. Powinno ci się spodobać– rzuciła swobodnie w jego kierunku. Podała mu kawałek szkła by mógł się w nim przejrzeć. Jeśli miał jakieś uwagi, mogła zająć się poprawkami, ale wydawało jej się, że jest naprawdę dobrze.
Obrazek
Avatar użytkownika

Hōzuki Wakana
 
Posty: 79
Dołączył(a): 8 maja 2020, o 11:17
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średniego wzrostu dziewczyna o długich, rudych włosach i brązowych oczach. Posiada charakterystyczne zęby przypominające uzębienie rekina. Ubrana w jasne, delikatne barwy, najczęściej w zwykłe spodnie, sznurowane buty i top z długim rękawem.
Widoczny ekwipunek: Kij Bō na plecach, torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8514&p=141860#p141860
GG/Discord: Jaquelle#3760

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Kaiko » 16 cze 2020, o 02:48

W pewnych kwestiach myśleli podobnie. To dodawało trochę pewności siebie Kaiko, który otrzymywał w tym momencie potwierdzenie, że wcale jego rozumowanie nie jest aż tak inne, niż "cywilizowanych" ludzi. Do dalszego życia wcale tego nie potrzebował, a jednak dobrze było uświadomić się w takich sprawach - chociażby dla spokoju. Było to myślenie zdecydowanie egocentryczne, które miało sprawić, iż będzie się czuł lepiej z samym sobą. Nie chodziło o innych, o to by swoją odmiennością nie wprawiał ich w zakłopotanie. Nie potrzebował innych do życia, a więc nie potrzebował także ich aprobaty. Na swój sposób było to zaskakująco wygodne myślenie oraz życie.
Nie chciał rozczarowywać Wakany, ani znów wchodzić na ciężkie tematy, jednak niezbyt był przekonany co do leczenia "podczas walki". Houtarou, który przywrócił Ichigo do zdrowia, nie zdołał się wyleczyć, gdyż jego rany były zbyt rozległe. Białowłosy dużo o tym myślał, w końcu był jego towarzyszem i, poniekąd, zawiódł. Hou mógł żyć dalej, ale Kaiko brakowało doświadczenia, umiejętności i wiedzy. Doszedł też do innych wniosków, a mianowicie tego, że korzystanie z chakry przy skrajnym bólu musi być niewiarygodnie trudne. Jeżeli dobrze wszystko rozumiał, to lecznicza chakra wymagała gigantycznego skupienia i, dla opiekuna świątyni, niewiarygodnie dobrej kontroli. Rany, które powodowały ból, świadomość zagrożenia i presji, to z pewnością czynniki, które nie ułatwiały uleczenia się. W dodatku taki zabieg wymagał posiadania towarzysza, który mógłby zająć przeciwników, gdy my doprowadzaliśmy się do porządku. Kaiko nie wiedział czy rudowłosa zamierza wykonywać misje sama, czy z kimś innym, ale zakładał, że jednak jest typem samotniczki, która polega na sobie tak bardzo, jak tylko to możliwe. Mimo wszystko białowłosy nie czuł się w pozycji do wypowiadania na temat chakry. Może istniał sposób na leczenie się dosłownie w trakcie pojedynku? Może istniały techniki, które umożliwiały natychmiastowe uleczenie się? Albo pozbawienie się bólu? Chakra skrywała wiele tajemnic.
Leczenie złamań w tym momencie nie miało dla Kaiko większego znaczenia. Jego nos był bezpowrotnie złamany i zrośnięty, i wątpił aby jakikolwiek medyk na świecie potrafił poprawić proces leczenia, który został już zakończony. On nawet nie miał pomysłów jakby miało to działać. Mały garb na nosie nie był problemem dla młodzieńca. I tak nie dbał szczególnie o swoją aparycję, a taką drobnostkę nie uważał za jakikolwiek minus. Kto w tym świecie nie miał kiedyś złamanego nosa? No... on nie wiedział, ale zakładał że pewnie spora część społeczeństwa kiedyś w swoim życiu oberwała prosto w nochal. I to tak porządnie.
Chichot Wakany dał mu znać zawczasu, że nie trafił z jej naturą chakry. Nie czuł się rozczarowany, mimo swojej pewności w tym strzale, bo nie miał jakichkolwiek podstaw aby uważać swój typ za jakkolwiek pewny. Jak się okazało - władała ona wodą. Niezależnie jaki żywioł by wymieniła, to reakcja Kaiko byłaby taka sama - szeroko otwarte oczy oraz mina wyrażająca czysty podziw, uznanie i może trochę zazdrości. I tak właśnie wyglądał w tym momencie, zastanawiając się jak silny jest Suiton. Woda... morskie fale potrafiły roztrzaskać ogromne, solidne łodzie, jakby były zrobione z suchych liści. Rwąca rzeka porywała ludzi i zwierzęta, niczym wiatr pióra - bez najmniejszego problemu. Woda zdecydowanie była przerażającym żywiołem, bardzo surowym i, przynajmniej dla Kaiko, zwodniczym. W końcu utożsamiało się ją z życiem, gdyż bez niej nic nie potrafiło przeżyć - ani człowiek, ani zwierzę, ani roślina. Dawała życie, ale brutalnie potrafiła je także odbierać. Chłopak nawet nie chciał sobie wyobrażać jakie to uczucie wpaść w morskie głębiny i tonąć. Dla niego najstraszniejsza śmierć to taka, w której powoli uświadamiasz sobie, że umrzesz. I tak rozumiał utonięcie.
- Łaaał! Woda! Zupełne przeciwieństwo tego co myślałem. - odparł krótko, wciąż pod wrażeniem, ale zostało mu zadane także pytanie, na które miał przygotowaną odpowiedź od dawna. Właściwie, to od momentu, w którym poznał Houtarou, to zastanawiał się nad tym jaką naturę chciałby mieć. - Najbardziej pasowałby mi Raiton. Wydaje się niesamowicie silny! Nie raz widziałem jak piorun uderza w drzewo, a to wręcz rozsypuje się w drzazgi i zapala! No i był taki przypadek, że rybak z wioski obok został trafiony przez grom i umarł na miejscu! Biedaczysko. - może w tym momencie niezbyt wykazywał się empatią, bo chociaż nazywał mężczyznę biedakiem z powodu losu jaki mu się przytrafił, to na jego twarzy był uśmiech czystej ekscytacji i, jakby, zadowolenia. W końcu mówił o wymarzonym żywiole, o sile jaką sam chciałby posiadać. Poniekąd sugerował, że pragnie mocy, która zdołałaby zabić człowieka jednym uderzeniem. I chociaż nie to miał na myśli, to nie zaprzeczyłby, gdyby ktoś mu to wytknął.
- Hej, Wakana, bo ja nie rozumiem trochę tych żywiołów i technik. Jakbym miał Raiton, to bym uderzał piorunami z nieba, tak? A jak Ty masz wodę, to co? Możesz powódź sprowadzić? Albo... nagłą ulewę? Albo wzburzyć morze! Wywołać sztorm i zatapiać całe floty! Tak? Pewnie tak, nie? - im dalej mówił, tym bardziej był rozentuzjazmowany, wręcz narzucając dziewczynie odpowiedź, chociaż zadawał pytanie i szczerze nie miał zielonego pojęcia czy się myli, czy nie.
No i wyszli przed świątynie. Kaiko grzecznie usiadł na miejscu, dał Wakanie kunai, a ta zajęła się ścinaniem włosów. Było to dosyć nostalgiczne przeżycie, bo jedyną osobą, która skracała fryzurę chłopaka, był Etsuya. Mężczyzny niestety od kilku lat na świecie nie było, a to sprawiało, że białowłosy zwyczajnie tęsknił za nim i, chociażby, za takimi rzeczami jak ta, gdy jego włosy były ścinane. Kaiko przez cały czas siedział prosto i w milczeniu, niczym posąg. Nie raz i nie dwa obrywało mu się za wiercenie, za gadanie, za garbienie czy pochylanie głowy, więc miał już w nawyku unikanie takich zachowań. No i raz Etsuya zranił go w ucho przez to co nie było miłym przeżyciem, bo krew lała się, jakby mu co najmniej gardło podciął. Podczas całego "zabiegu" zauważył, że Wakana była zdecydowanie delikatniejsza. Surowy opiekun po prostu łapał kosmyk w palce i go ścinał, bez większych ceregieli, ani ostrożności. Rudowłosa podchodziła do tego z czymś, co Kaiko uważał za troskę, a najpewniej było zwyczajną obawą, aby go nie zranić. W końcu nie była fryzjerką, a kunoichi. Koniec końców, przemilczał wszystko, wysiedział jak posąg, aż Wakana oznajmiła, że skończyła. Wtedy nagle jakby został zdjęty z niego czar, poruszył się dosyć gwałtownie, dając zastałym kościom nieco rozluźnienia.
- Mi się podoba nawet jak sam sobie ścinam. - rzucił, zanim jeszcze ta zdążyła podać mu szkiełko, by się oglądnął. Oczywiście była to kwestia żartobliwa, bo niezbyt mu się naprawdę podobały fryzury wychodzące spod jego osobistej ręki, jednakże nie celował w estetykę, a praktyczność, więc ostatecznie był zadowolony. - Lepiej mi powiedz czy Tobie się podoba...m? - zaczął mówić niezwykle pewnie, ale nim dotarł do ostatniej litery ostatniego słowa, to zrozumiał jakże niekomfortowe pytanie dla nich obojga zadał. Ale postanowił dokończyć to, co zaczął i po chwili zawahania po "podoba", dodał ostatnią literę. Zaśmiał się głupkowato, starając się obrócić to w żart, mający na celu podroczenie się z dziewczyną. I nawet uważał to za dobre rozwiązanie tej niezręcznej sytuacji. Później dopiero przejrzał się w szkiełku, a zdziwienie było wymalowane na jego twarzy przez dłuższy moment, gdy wpatrywał się we własne odbicie. W końcu uśmiechnął się niezwykle sztucznie, ale jakby zalotnie, nadal patrząc na samego siebie.
- Cześć przystojniaku. - mruknął tonem specjalnie zniżonym, a przy jego dosyć niskim głosie, ten brzmiał niezwykle sztucznie, kiczowato i teatralnie. Po tym mrugnął sam do siebie i wesoło się roześmiał, tym razem szczerze. Nie wiedział czy rozbawi Wakanę, ale siebie z pewnością dał radę. Przeniósł wzrok na nią i pokiwał głową z uznaniem. - Świetnie ci poszło. Nie myślałem, że mogę wyglądać tak dobrze. Że moje włosy mogą wyglądać tak dobrze. Dobrze, że zarosnę do czasu spotkania kolejnego człowieka, bo nikt by mi nie uwierzył, że mieszkam tutaj. - i ponownie się zaśmiał z nadzwyczajną lekkością oraz beztroską. - Dzięki. - dodał, podnosząc się z pozycji siedzącej dopiero teraz.
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Hōzuki Wakana » 17 cze 2020, o 16:23

Na szczęście podczas ścinania włosów nic się nie stało i udało jej się go nie zranić. Przez cały czas siedział nieruchomo, aż się czasami zastanawiała czy aby na pewno oddychał. Łapała się nawet na mimowolnym spoglądaniu na jego klatkę piersiową by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Była mu wdzięczna za jego stoicki spokój, gdyby się wiercił, musiałaby o wiele bardziej zwracać uwagę na swoje ruchy. Dzięki ich współpracy, szybko skończyła (choć i tak trwało to dłużej przez jej nadmierną ostrożność) i mogła podać mu kawałek szkła by zobaczył efekty jej starań.
Na szczęście Kaiki’emu się spodobało. Wiedziała, że każdy ma inny gust i zapomniała go spytać o tak podstawową kwestię jak długość ścinanych włosów, ale chyba udało jej się trafić w jego wyobrażenia. Zaśmiała się, gdy zaczął mówić do swojego odbicia. Aktor czy nie, wyglądał przy tym naprawdę zabawnie i trudno jej się było powstrzymać przed chichotem.
- Czy mi się podoba? Pewnie, że tak i cieszę się, że tobie również. W końcu możesz wyjść do ludzi – odpowiedziała na jego pierwsze pytanie. W ogóle nie poczuła się skrępowana, odpowiedź przyszła jej zaskakująco swobodnie. Może nawet aż za bardzo, bo przez ostatnie zdanie, przyszły Shinobi miał pełne prawo się na nią obrazić. Bo co to niby miało znaczyć, że „w końcu”? Że wcześniej nie mógł? Nie była pewna co miała na myśli, do końca tego nie przemyślała (jak zresztą zawsze), a na odkręcenie tego było już trochę za późno. Stało się i tyle, nie zamierzała przepraszać za swoje słowa.
- Wspominałeś coś, że chciałbyś korzystać z Raitonu, prawda? – zagadała, wracając do poprzedniego tematu. Wtedy nie odpowiedziała na jego pytania, bo myślała tylko o tym, jak zabrać się za jego włosy. Czynność tę miała już za sobą, więc w końcu mogła zastanowić się nad odpowiedzią na nurtujące go pytania dotyczące transformacji natury. Zdała sobie również sprawę, że udało jej się trafić - chłopaka faktycznie interesowała elektryczność. Miała dobrą intuicję. Albo po prostu dużo szczęścia. - Próbowałeś sprawdzić swój żywioł kupując specjalne karteczki? Przelewasz do nich trochę chakry, a one zachowują się w różny sposób. Jeśli masz Raiton, kartka się zmarszczy, Suiton, zmoknie, katon, spali się, futon, przetnie się, a przez doton się skruszy. Możesz je nabyć w dowolnym sklepie z wyposażeniem dla Shinobi, na pewno dzięki temu dowiesz się czegoś o sobie. Chyba warto spróbować? - zapytała. Jaka szkoda, że nie wzięła ich ze sobą, aż sama była ciekawa jego elementu. Widziała z jakim entuzjazmem opowiadał o tym, jak to kiedyś planuje zostać ninją. Z pewnością przyda mu się wiedza o własnym żywiole chakry. Nawet jeśli chłopak się zawiedzie, takie rzeczy warto było już wiedzieć i może nawet próbować się szkolić w tym kierunku. Nie życzyła mu źle i miała nadzieję, że uda mu się zostać Shinobim. Może nawet spotkają się kiedyś na jakieś ważnej misji? Na pewno byłoby sympatycznie. Nie wiedziała, czy Kaiki umiał już coś robić z chakrą, ale wyglądał jej na osobę, która poradziłaby sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Był silny, jeśli nie fizycznie, to na pewno psychicznie. Po tragedii która go spotkała, dziwiła się, że był w takim dobrym stanie. Możliwe, że był po prostu aktorem i w głębi duszy cierpiał, ale dziewczynie wydało się to jakieś odrealnione.
- Wystrzeliwanie piorunów z nieba? Przywoływanie sztormów? Szczerze mówiąc, nie wiem, nigdy nie widziałam by ktoś korzystał z chakry taki sposób. Może jest to możliwe? Energia ma wiele zastosowań o których nawet ja nie mam pojęcia. Widziałam tylko kilka prostych sztuczek. Póki co mogę ugasić mały pożar wodą. Ty dzięki raitonowi zyskałbyś możliwość przelewania elektryczności na broń, co na pewno uskuteczniłoby twoje ciosy. Choć nie wiem czy to jest właśnie to, co chciałbyś osiągnąć - powiedziała ostrożnie. Kontrolowanie piorunów wydało jej się trochę niepokojące. Taki atak z pewnością zabiłby człowieka na miejscu i dziwiła się, że chłopak mówił o tym z takim entuzjazmem. A wydawał jej się taki dobroduszny i do rany przyłóż… pozory często myliły.
Nigdy nawet nie miała do czynienia z innym żywiołem niż jej własny, mogła tylko spekulować, co jest prawdą, a co zwykłą pogłoską. Nie była chodzącą encyklopedią i wiedziała o świecie niewiele więcej od niego. Gdyby była możliwość takiego kontrolowania chakry… cóż, trochę się rozmarzyła na myśl o przywoływaniu ulewy i zatapianiu flot. To by dopiero była siła! Kto mógłby się mierzyć z czymś takim?
Właściwie zdążyła już wypocząć. Ze zdziwieniem zauważyła, że wcale nie chciała się stąd ruszać. Znali się bardzo krótko, prawie tyle co nic, ale zdążyła go już trochę polubić i czuła się swobodnie w jego towarzystwie. Zaczynało się jednak ściemniać i wiedziała, że niedługo będzie musiała ruszać dalej.
- Nie masz ochoty na mały spacer? Może moglibyśmy się przejść do jakiegoś sklepu i sprawdzić tą twoją naturę chakry – przez "mały spacer" miała na myśli co najmniej kilka kilometrów, żeby dojść do najbliższej osady. Prawie zapomniała, że znajdowali się na kompletnym odludziu. Nie wiedziała czy się zgodzi, pewnie nie, ale trudno, może jeszcze się kiedyś spotkają.
Obrazek
Avatar użytkownika

Hōzuki Wakana
 
Posty: 79
Dołączył(a): 8 maja 2020, o 11:17
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średniego wzrostu dziewczyna o długich, rudych włosach i brązowych oczach. Posiada charakterystyczne zęby przypominające uzębienie rekina. Ubrana w jasne, delikatne barwy, najczęściej w zwykłe spodnie, sznurowane buty i top z długim rękawem.
Widoczny ekwipunek: Kij Bō na plecach, torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=8514&p=141860#p141860
GG/Discord: Jaquelle#3760

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Kaiko » 19 cze 2020, o 15:12

Jak się okazywało, Wakana nie poczuła się w żaden sposób skrępowana pytaniem białowłosego. I bardzo dobrze, bo nie to miał na myśli. Nie zwrócił także uwagi na to, że dopiero teraz według niej mógł wyjść do ludzi. Rozumiał co miała przez to na myśli - zwyczajnie wyglądał teraz tak, jakby jednak stanowił cześć społeczeństwa, a nie był rzeczywiście odludkiem. Pokiwał głową zadowolony z rezultatów fryzjerskich prób dziewczyny, i z jej słów aprobaty. Szkoda tylko, że włosy miały to do siebie, iż odrastały i pewnie za niedługo Kaiko wróci do swojej niezbyt ogarniętej aparycji. Strzelał, że najpewniej stanie się to prędzej, niż ktokolwiek go odwiedzi w świątyni, aby dostrzec jaki z niego zadbany chłopak. W końcu tutaj odwiedzający pojawiali się raz na... długi czas. Najczęściej liczony w miesiącach.
Rudowłosa tak samo jak Houtarou wspomniała o karteczkach, które potrafiły sprawdzać chakrę. Do dzisiaj nie rozumiał dlaczego kartka pod wpływem Raitonu niby się marszczy. Okej, rozumiał te łopatologiczne efekty jak spopielenie przy Katonie czy zmoczenie przy Suitonie, ale marszczenie? Od kiedy cokolwiek potraktowane błyskawicą się marszczyło? I czemu wiatr przecinał? Dla niezaznajomionego z technikami żywiołowymi Kaiko, była to poważna zagadka. Dla niego wiatr był po prostu podmuchem, mocnym wichrem, który potrafił coś porwać lub najwyżej złamać - jak drzewo. Nie wpadło mu nawet do głowy, że wiatr może być skoncentrowany do takiego stopnia, aby ciąć. Z tego też powodu uważał Fuuton za najsłabszy z żywiołów i najbardziej rozczarowujący. Nie zamierzał jednak wypytywać dlaczego tak, a nie inaczej reagują karteczki, bo tylko podkreślałby swoją totalną niewiedzę w temacie chakry. A przecież pragnął zostać shinobim.
- Słyszałem o tych karteczkach, ale nigdy jakoś nie zebrałem się, by po nie wyruszyć. Nie wiem czy dałbym radę przesłać chakrę do niej... chociaż potrafię w jakimś stopniu ją kontrolować. - odpowiedział dosyć niepewnie, nie mówiąc o tym, że nie wiedział jak o nie zapytać, jak przesłać chakrę i gdzie je znaleźć. W sklepie z wyposażeniem dla ninja był dobre kilkanaście lat temu, jako dziecko, które nie wystawało głową ponad ladę. Nic z tej wizyty nie pamiętał, oprócz wielkiego miecza, który stał na wystawie. Był większy, niż sam Etsuya i pewnie dlatego tak ten kawał stali zapadł białowłosemu w pamięć. Nawet posiadane kunaie i shurikeny nie były zakupione przez niego, a otrzymane od tego samego ninja, który wyszkolił go w korzystaniu z podstawowych technik. Tego, którego kapłan poprosił o naukę w ramach rekompensaty za pomoc.
Kolejne słowa Wakany niezmiernie zainteresowały Kaiko, co zresztą było po nim widać gołym okiem. Był fatalny w ukrywanie własnych ekspresji, a szczytem jego umiejętności w tej dziedzinie była powściągliwość w szerokich uśmiechach, które to obnażały jego zębiska. Dziewczyna zaczęła tłumaczyć działanie technik żywiołowych, jednocześnie ograniczając wyobraźnię białowłosego, co do możliwości chakry natury. Niby rozumiał, że jutsu były dzielone na jakieś kategorie trudności, zaawansowania czy mocy, ale dla niego było to bardziej płynne - jakby władanie chakrą danego żywiołu było wręcz kontrolą go, a nie wykorzystywaniem z pomocą niebieskiej energii. Jak się okazywało, oboje nie mieli wystarczającej wiedzy, aby zweryfikować jakie dokładnie możliwości daje Raiton czy Suiton, chociaż Wakana podała proste przykłady. Szczególnie ten odnośnie przelewania błyskawic na broń był dla Kaiko fascynujący. Ponownie, jego oczy otworzyły się szerzej, gdy uświadomił sobie jakie to dawało możliwości. Miecz, którym by walczył, mógłby zostać naelektryzowany, zatem nawet jakby cięcie nie dosięgnęło celu, a zostało zablokowane, to zadałby swemu przeciwnikowi może nie rany, ale ból. Jego wyobraźnia ponownie zaczęła się rozpędzać i już widział, jak mieczami dosłownie ciska błyskawicami, a każde zetknięcie z jego orężem jest jak trafienie gromem - zdolne zabić na miejscu.
- To byłoby świetne! Walka bronią to jedyna rzecz, w której jestem dobry! - odparł z nieskrywanym entuzjazmem. Był podekscytowany, że mógłby posiadać taką moc. Mógłby, bo wciąż nie wiedział jaki ma żywioł i czy będzie on jakkolwiek współgrał z jego pasją do szermierki. - Możesz ugasić mały pożar, ale także trafić kogoś wodą i przewrócić albo chociażby zmoczyć, a wtedy ktoś z Raitonem byłby zdecydowanie skuteczniejszy! - wyobraźnia białowłosego nie zatrzymywała się. On uwielbiał wymyślać zastosowania, a raczej uwielbiał mnogość możliwości jakie oferowały techniki. Nawet te bukijutsu, które już znał.
Na chwilę odpłynął w świat rozmyślań nad wykorzystaniem innych natur chakry, niż Raiton przy jego stylu walki. Dopiero nagłe pytanie Wakany go ocknęło z tego stanu. Najpierw wyglądał na zaskoczonego, ale powoli mina zmieniała się na swego rodzaju skrępowanie, niepewność, może dyskomfort nawet. Wyglądał tak, jakby gdzieś wewnątrz toczył walkę z samym sobą. I tak rzeczywiście było. Entuzjazm spowodowany możliwością poznania własnego żywiołu był wielki, ale sentyment i zwyczajne przywiązanie do świątyni, było jeszcze większe. Chciał ruszyć z nią, chciał rzucić się w wir przygód, jednak to miejsce go trzymało. Było dla niego niczym klatka, jednakże taka z otwartym wejściem, a on był zwierzyną, która mogła w każdej chwili ją opuścić, ale ostatecznie tego nie robiła, bo czuła, że tu jest jej miejsce. Aczkolwiek okazje takie jak ta, w której odwiedzał go ktokolwiek w świątyni i w dodatku kunoichi, która znała się na chakrze i chciała mu pomóc zrobić pierwszy krok w kierunku osiągnięcia marzeń, nie zdarzały się często. Właściwie wątpił, aby w przeciągu kilku następnych lat nadarzyła się podobna okazja. Ostatecznie przekonał się dwoma argumentami. Pierwszym z nich było spostrzeżenie, że przecież wróci do świątyni. Może i było południe, może do wiosek było kilkanaście kilometrów, ale drogi znał doskonale, tak samo jak skróty, więc wróciłby tego samego dnia - najwyżej wieczorem lub nocą. W zależności ile by im zeszło w sklepie. Drugim argumentem było to, że Wakana się zgubiła. Chociaż wytłumaczył jej jak dość do jednej z kilku osad, to nie miał pewności, że ta nie zgubi się ponownie. Dla niego okoliczne lasy były równie dobrze znane, co własna kieszeń czy wnętrze świątyni, ale potrafił zrozumieć, że ktoś mógłby stracić w nich orientacje. W końcu nie każdy wychował się na odludziu pośród drzew.
- Byłoby wspaniale... - odparł najpierw niepewnie, zupełnie jakby cały ten entuzjazm z niego uciekł. - Nie wiem czy powinienem opuszczać świątynię... - kontynuował, dając sobie czas na zebranie odwagi, by ogłosić swoją decyzję. Tak błahą dla innych, a tak poważną dla niego. - Ale mogę z Tobą pójść. Przynajmniej będę pewien, że się nie zgubiłaś. - zakończył i uśmiechnął się niemrawo. Nie czuł się komfortowo. Gdy wychodził ze swojego domu sam, to był przekonany, że niedługo wróci, ale odkąd poznał Houtarou i omal nie zginął wraz z nim... od tego momentu czuł się jakoś nieswojo z myślą, iż opuszcza z kimś świątynie. Tak, jakby istniało ryzyko, że ta osoba go porwie ze sobą. Nie dosłownie, ale w przenośni, że zawróci mu w głowie, że przekona go do tego, aby na zawsze porzucić to miejsce. I niby chciał, aby tak się wydarzyło, ale jednocześnie obawiał się tego.
- Zaczekaj chwilkę. - powiedział i wszedł do środka, a następnie skierował się do swojej części mieszkalnej w świątyni. Stamtąd zabrał ze sobą poważną pamiątkę po Etsuyi - jego tachi, które niestety Kaiko złamał. Nosił je zawinięte w materiał i obwiązane sznurkiem, z którego również zrobione były ramiona, aby nosić je niczym plecak. Założył pakunek na plecy i dopiero teraz był gotowy, aby wyruszyć w drogę. Wrócił do Wakany już nieco weselszy, pogodniejszy i ruszył nieco przodem, zostawiając ją na moment na pseudo-werandzie.
- Wcześniej podałem Ci najłatwiejszą drogę, ale niekoniecznie najkrótszą. Zaprowadzę Cię do najbliższej osady najkrótszą drogą. Jest trochę zarośnięta, bo sam nią podążam. No i zwierzęta też. Ale przynajmniej będziemy szybciej na miejscu. - i tak jak powiedział, tak zrobił. Ruszyli razem najpierw wąską ścieżką, która po jakimś czasie wręcz zanikała. Nie trzeba było się przedzierać przez krzaki, ale droga niekiedy była wyjątkowo nierówna, a czasami na ziemi leżały spore gałęzie czy nawet całe pnie, które należało ominąć. Kaiko jednak za każdym razem, gdy napotykali taką przeszkodę, zatrzymywał się i ją wskazywał, by dziewczyna przypadkiem nie wpadła w jakiś dołek, nie potknęła się czy przewróciła. Skręcenie kostki było niezmiernie łatwe, gdy podążało się takimi trasami. I gdyby nie białowłosy, to najpewniej dla dziewczyny oznaczałoby to wyrok śmierci, wszak byłaby z dala od cywilizacji, bez wiedzy gdzie jest wioska i bez możliwości podążania dalej. A tak daleko od ludzi było sporo dzikich zwierząt, które prędzej czy później zainteresowałyby się leżącym człowiekiem. Teraz jednak Kaiko był w pobliżu i właściwie mógł nawet zanieść dziewczynę, gdyby tego chciała. Pomijał to, że nie wyglądała na ciężką, ale po prostu był pewien swojej tężyzny fizycznej. No i takie rozwiązanie zapobiegłoby ryzyku, że coś jej się stanie. I też nie zmęczyłaby się, bo przecież chociaż odpoczęła, to z pewnością nie na tyle, aby kilkunastu kilometrowy spacer nie zrobił na niej wrażenia. Jednak ze zdrowego rozsądku białowłosy nie wyskoczył z propozycją niesienia jej, bo nawet on rozumiał, że byłoby to dziwne. W zamian przykładał szczególną uwagę, by nic jej się nie stało.


Z/t + Wakana
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Kaiko » 20 lip 2020, o 21:50

Jakież to było zrządzenie losu, że akurat udało mu się spotkać kogoś kto nie tylko również włada Fuutonem, ale także mieczem i, zdawało się, obie te dziedziny ma doskonale opanowane. Keira mogła mówić, że była średnio zaawansowana w korzystaniu z siły wiatru, ale dla Kaiko była w tym momencie najpotężniejszym ninja, jakiego kiedykolwiek widział i poznał. Właściwie nie poznał ich wielu, a zatem tym bardziej imponował mu poziom, jaki prezentowała dziewczyna, bo był po prostu pewnego rodzaju szokiem. Trochę nerwowo, a trochę z ekscytacji zaśmiał się, gdy usłyszał, że Fuuton wspaniale współgra z mieczem. Jak na razie, wbrew pozorom, wygrywał tę loterię. Czyżby naprawdę istniała na świecie Karma? Czy jego ciężkie dzieciństwo miało zostać wynagrodzone zestawem umiejętności idealnych do spełnienia marzeń i życia tak, jak pragnął? Cholera wie, ale chciał w to wierzyć. Chociażby dla osłodzenia goryczy jaką przeżył i, poniekąd, wciąż przeżywał. Był młody, w okresie burzliwych emocji, toteż przyłapywał się na złości skierowanej trochę w ślepy los, a trochę we własnych rodziców - gdziekolwiek na świecie byli. Albo już nie byli.
- Nie do końca wybrałem osobiście... - odezwał się nieco niepewnie. Niby został pochwalony, ale prawda była nieco inna. - Mój opiekun stwierdził, że muszę umieć się bronić, a że władał tachi, to zaczął mnie ćwiczyć, a później jakoś tak wyszło, że... hmm... pokochałem walkę mieczem. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że władam Fuutonem. Szczerze, to myślałem że Raiton najlepiej współgra z mieczem. Rozumiesz, jakaś błyskawica na mieczu... chociaż wtedy to i mnie by raziło. - im dalej mówił, tym bardziej wchodził w monolog, który przeradzał się w głośne myślenie. Nagle urwał wypowiedź, odpływając na chwilę myślami gdzieś daleko. W końcu porzucił głębokie rozmyślania, wracając zmysłami do rozmowy i zdając sobie sprawę ze słów, które wypowiedziała Keira. Jego brwi się uniosły w znaku, że dopiero teraz coś do niego dotarło.
- Szkoliłaś się u samurajów? Myślałem, że nie uczą oni nikogo z... eeee.... spoza Lazurowych Wybrzeży. - tak słyszał od Etsuyi kilkukrotnie, ale czy rzeczywiście było to prawdą? Oczywiście Kaiko natychmiast wpadł na myśl, aby spróbować się z sparingu z Keirą, ale szybko odsunął tą myśl na bok. Nie znał jej poziomu i mogłoby się to źle dla niego skończyć, szczególnie że dziewczyna była po rocznym treningu u słynnych samurajów. Zaś białowłosy miał tylko podstawy od Etsuyi i setki godzin własnych treningów, które sprowadzały jego styl do przytłaczającej siły i kreatywności, ale żadnej właściwej techniki. W dodatku brakowało mu doświadczenia. Z drugiej strony... nie posiadał nawet odpowiednich drewnianych mieczy, które przetrwałyby więcej niż jedno zderzenie. No i on wolał duże oręże, a ona najpewniej standardowe katany, więc jakby jakimś cudem ją trafił, to mógłby tak czy siak wyrządzić sporo krzywdy. Powodów przeciw było zbyt wiele, chociaż naprawdę miał ochotę spróbować się z kimś dobrym, naprawdę dobrym.
Domyślał się, że jego wizja rozwoju jest niezbyt realna. Jak miał trenować na swoim odludziu skoro nikogo tutaj nie było zdolnego przekazać mu jakąkolwiek wiedzę? Musiałby kogoś sprowadzić albo zdobyć informacje jak ćwiczyć samemu. Problem tkwił w tym, że o ile kenjutsu i ciało mógł ćwiczyć bez większych instrukcji, bo było to dosyć łopatologiczne, ale chakra... chakra była dla niego zagadką, a tym bardziej jako żywioł.
- Dobre i podstawy. - odparł i tak zadowolony, że czegokolwiek się dowie. I tak już pokazała i uświadomiła mu sporo, więcej niż myślała. Nie oczekiwał niczego, a otrzymał sporo cennej wiedzy. Szczególnie cennej tutaj, z dala od ludzi.
Naprawdę znał się lepiej niż myślał? Zrozumiał, że trafił w punkt z tym jej smutkiem, ale nie powiedziałby, że znał się na ludziach. Po prostu miał takie przeczucie od samego początku, gdy dziewczyna powiedziała o tej niewielkiej stracie. To był znak, że coś jest nie tak, a później wystarczyło się jej przyglądnąć. Kaiko miał inne podejście do życia, zdecydowanie weselsze, bardziej hedonistyczne i był niemalże przekonany, że jest to właściwa droga, którą więcej osób powinno podążać. A Keira zdawała się być... smutna, tak po prostu. Mimo że była potężną kunoichi, mimo że pochodziła z bogatej rodziny, mimo że była w podróży. Zatem... coś musiało być nie tak. Tak to rozumiał białowłosy. Uśmiechnął się jedynie przyjaźnie, nie komentując jej wypowiedzi, a na końcu, dosyć zdezorientowany, podał jej wiadra, nie wiedząc co ma zamiar uczynić z nimi. Najpierw zadawał sobie w głowie pytania czemu zmierza z nimi na kraniec klifu, a później serce mu zamarło, gdy zwyczajnie pochyliła się w dół i znikła. Od razu podbiegł do krawędzi będąc przekonanym, że rzuciła się w fale morza, totalnie zapominając, że sam zna technikę do chodzenia po takich klifach. Dopiero gdy ujrzał ją, spokojnie schodzącą w dół, to zrozumiał jak durne były to obawy.
- Tu nie do końca chodzi o sól. Gdybym potrzebował jej, to mógłbym kupić w osadzie, ale to noszenie wiader traktuje jako trening. Są dosyć ciężkie, gdy się z nimi idzie ten kawałek do świątyni, a w dodatku muszę balansować odpowiednio ciałem, przechodząc nad korzeniami i leżącymi gałęziami, więc ćwiczę też równowagę. Tak mi się wydaje. - odparł, będąc zadowolonym, że Keira nie upiera się, by mu pomóc z noszeniem. To było jego zadanie. Gdyby nie to noszenie, to w ogóle by nie przychodził tutaj po tę wodę. Zatem zabrał wiaderka na kołek, ten przerzucił przez barki i ruszył w stronę świątyni.
Spacerek trwał dobre kilkanaście minut, chociaż bardziej spowodowane było to trasą, niż odległością. Ścieżka, zdawałoby się, wydeptana jedynie przez białowłosego wiła się środkiem dosyć gęstego i zarośniętego lasu, aż dopiero na końcu łączyła się ze znacznie twardszą i czystszą dróżką, która prowadziła prosto do świątyni. Teraz, gdy płot był naprawiony, prezentowała się znacznie lepiej, chociaż i tak wymagała dopieszczenia - szczególnie w kwestii chwastów zarastających jej boki i plac za nią.
- No i jesteśmy na miejscu. - powiedział przekraczając furtkę i odkładając wiaderka obok studzienki, obok której również stało inne wiaderko. Kaiko na szybko obmył w nim ręce i twarz, a później skierował się do środka. - Zaparzę ci herbaty. Chcesz potrawki? Jadłem przed wyjściem, więc pewnie jeszcze jest ciepła. - i znikł wewnątrz. Jeżeli Keira za nim podążyła, to trafiła do jego malutkiej kuchni, w której to zagotował wodę i zaparzył jej zwyczajną, zieloną herbatę - nieco cierpką i proszkowatą, którą jej zwyczajnie podał. Albo usiedli w kuchni, albo na schodkach "werandy" na samym wejściu do świątyni - to zależało od dziewczyny. Tak czy siak, postanowił przejść do sedna. Jeżeli mógł jej jakoś pomóc, to zamierzał to uczynić. Musiał pielęgnować wrodzoną i wyuczoną dobroć.
- Więc... - nie wiedział jak zacząć, pierwszy raz był w sytuacji, że ktoś miał mu się zwierzyć z problemów. - Co jest nie tak? Jestem tylko odludkiem z lasu, ale postaram się pomóc. I zrozumieć. - powiedział, samemu również mając herbatkę, którą naturalnie zaczął popijać - ostrożnie i drobnymi łykami, bo była dosyć gorąca.
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Keira » 21 lip 2020, o 22:57

Słysząc słowa Białowłosego odnośnie tego, że to jego opiekun ukierunkował go w sztuce walki mieczem, Keira pokiwała ze zrozumieniem. Ona także nie sięgnęła po miecz sama z siebie. Była to swoista terapia, która miała za zadanie odciągnąć jej myśli od tragedii i z czasem kunoichi polubiła tą sztukę, chcąc się dalej doskonalić w tym kierunku. Słysząc o Raitonie, wzruszyła tylko ramionami. Nie znała za bardzo możliwości tego żywiołu, więc ciężko było powiedzieć jej coś mądrego, za to doskonale zdawała sobie sprawę, jak świetnie Futon współgra z ostrzem.
- Ja także nie zaczęłam trenować walki mieczem sama z siebie. - Przyznała. - Jednak tak jak Ty, polubiłam tą dziedzinę i uznałam, że to naprawdę przydatna umiejętność, zwłaszcza gdy kończy Ci się chakra i nie masz już możliwości bronić się technikami. Zostaje wtedy broń, albo gołe pięści.
I tutaj wiadomo, co było bardziej skuteczne. Oczywiście broń, bo zabijała zdecydowanie szybciej, niż pięści, no chyba że ktoś był na tyle szybki i silny, że skręcał przeciwnikowi kark, zanim ten zdążył choćby sapnąć. No i miecz wydawał się Keirze bardziej szlachetny, niż tłuczenie kogoś pięściami do samej krwi, ale to było jej osobiste zdanie. Kiedy zaś Białowłosy zdziwił się na wieść o tym, że uczyła się u samurajów i że podobno nie uczą oni nikogo z zewnątrz, Keira pokiwała głową na znak, że młodzieniec ma rację.
- To prawda. - Zgodziła się z tym. - Ich techniki i sztuka samurajska były dla mnie niedostępne, jednak ogólny trening wydolnościowy, wzmacniający ciało i ręce, już jak najbardziej. Tym bardziej, że była to prośba mojego Lidera, któremu chyba ciężko było odmówić. Udało mi się trochę bardziej zahartować ciało i nauczyć władać mieczem za pomocą lewej ręki, równie sprawnie, co prawą. Moje podstawy, które otrzymałam wcześniej od mojego nauczyciela, zostały rozbudowane i dopełnione w Szkole Taka, więc nie mogę narzekać na ten rok szkolenia. Było ciężko, ale warto było.
Kiedy Kaiki wyraził chęć poznania chociaż podstaw, Keira skinęła głową na zgodę. Pokaże mu kilka łatwiejszych technik i wyjaśni ich działanie. Najpierw jednak będzie musiała się dowiedzieć, czy młodzieniec był kompletnie zielony pod względem chakry, czy już tam coś umiał, bo jeśli to pierwsze, to będzie to naprawdę trudne, żeby coś zrozumiał przez te kilka godzin. Jeśli to drugie, to będzie jej łatwiej wytłumaczyć, jak formować chakrę, żeby uzyskać dany efekt, a wtedy pójdzie szybciej i on sam będzie mógł ćwiczyć dalej sam po jej odejściu. Sprawności fizycznej zapewne mu nie brakowało, skoro noszenie wiader z wodą traktował bardziej jak trening, niż rzeczywiste pozyskiwanie soli, a przynajmniej tego się dowiedziała, gdy wróciła z pełnymi naczyniami na górę. Z tego tytułu więc nie zaoferowała mu pomocy w noszeniu, tylko pozwoliła mu robić swoje, rozumiejąc intencje. Ruszyła więc za młodzieńcem, mając się cały czas na baczności. Nie znała go i w sumie to nie powinna tak po prostu z nim iść, jednak nie wyglądało na to, żeby był w stanie dać jej radę, chyba że prowadzi ją w pułapkę? Droga nie była długa i po pewnym czasie Keira ujrzała ową świątynię, o której była mowa. Słysząc pytanie o potrawkę z królika, pokręciła głową.
- Dziękuję. - Odpowiedziała grzecznie. - Wystarczy herbata.
Trochę ją tam wygwizdało na tym klifie, więc warto było ogrzać się ciepłym naparem, dlatego też podążyła za Kaiki do niewielkiej kuchni. Rozglądała się z zaciekawieniem, ale jednocześnie podpatrywała na to, co robi i czy przypadkiem nie dosypuje czegoś niepokojącego do jej czarki. Widząc, że on nie będzie pić tego samego, poczuła w duchu lekki niepokój. Paranoja? Nie do końca. Były to podstawowe względy bezpieczeństwa, a w tym momencie mógł jej podać najgorsze świństwo, które niby miało być herbatą. Shinobi nie zawsze ginie od broni i techniki. Miała nadzieję, że uda jej się wyczuć coś chociaż po zapachu i ewentualnym małym łyczku. Dlatego też podziękowała, gdy otrzymała od niego napar i usiedli sobie na schodach werandy, gdzie mogli posłuchać śpiewu ptaków i szumu drzew. Było to przyjemne i relaksujące, jak tak ciepło naczynia, o które Białowłosa ogrzewała teraz dłonie. Gdy jednak Kaiki zagadał do niej o powód jej smutku, Keira opuściła wzrok na herbatę, w której teraz widziała swoje odbicie.
- Tutaj nikt nie jest w stanie pomóc. - Odpowiedziała z westchnieniem. - Widzisz, prawie dwa lata temu straciłam dwie, bliskie mi osoby. Narzeczonego i brata. Udali się razem na misję, aby pomóc jednej wiosce, terroryzowanej przez bandytów. Wpadli w zasadzkę i przypłacili to życiem. Mimo, że minęło już tyle czasu, ja nadal czuję pustkę w sercu, tym bardziej, bo wiem co mnie czeka, gdy wrócę do domu...
W sumie to zastanawiała się nad skokiem z klifu, więc jeśli miała w dłoniach czarkę z trucizną, to mówi się trudno. Najpierw powąchała napar, rozpoznając zieloną herbatę, po czym upiła niewielki łyk. Była jeszcze za ciepła, więc dała jej jeszcze chwilę, żeby ostygła i postanowiła kontynuować, bo zapewne Kaiki będzie się teraz zastanawiać, jakie złe rzeczy czekają na nią w jej własnym domu. Czy były złe? Cóż, pogodziła się ze swoim losem i mogła już tylko zaakceptować to.
- Prowincje w górach, jak każde inne, mają swoje zasady i tradycje. - Wyjaśniła. - Jedną z nich jest to, że rodzina i klan, wybierają młodym kobietom kandydatów na męża, patrząc pod kątem tego, który się bardziej opłaci. Tak właśnie poznałam swojego narzeczonego. Wyswatano nas. Z czasem przekonałam się do niego i zaakceptowałam, chociaż i tak nie miałam nic do powiedzenia. Teraz, gdy wrócę do domu, znowu mnie to czeka... Moja żałoba formalnie dobiegła końca, ale ja wcale nie czuję się lepiej i nie wiem, czy dam radę to znieść. Nie chcę ponownie przywiązywać się do kogoś, kogo potem mogę znowu stracić...
Mimo wszystko czuła się dziwnie, zwierzając się komuś innemu. Nigdy tego nie robiła, bo tak naprawdę nie miała komu, jednak i tak ten dyskomfort został. Nauczyła się nie afiszować ze swoimi uczuciami i ukrywać je pod maską obojętności, pozwalając sobie na cierpienie tylko w głębi serca. Czy czuła się trochę lepiej? Odrobinę, bardziej była zakłopotana całą sytuacją i nie wiedziała, czy dobrze postąpiła. Postanowiła więc zmienić temat, bo przecież nie było się nad czym rozwodzić. Tradycji rodzinnych się nie zmieni i będzie musiała zaakceptować swój los, jaki by nie był. Spojrzała więc na swojego rozmówcę, zmieniając całkowicie temat na ten, który bardziej będzie go interesować. Nie miała dużo czasu.
- Jakie znasz podstawy chakry? - Zapytała. - Czy umiesz ją już w jakiś sposób wykorzystywać, czy nic zupełnie?
Avatar użytkownika

Keira
 
Posty: 58
Dołączył(a): 5 kwi 2020, o 13:39
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe włosy, niebieskie oczy. Więcej szczegółów w KP
Widoczny ekwipunek: - Złoty Medalion ze znakiem Klanu - na szyi
- Odznaka Ninja - sznurek na pasie
Link do KP: viewtopic.php?p=137899#p137899
Multikonta: Seiren

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Kaiko » 26 lip 2020, o 01:50

Jak się okazało, dobrze słyszał, że samurajowie nie nauczają nikogo spoza swoich. A może bardziej nie nauczają ninja. Obie wersje w przypadku Keiry były prawidłowe, zatem nie rozwodził się dalej nad tą kwestią. Trochę jej zazdrościł, że ot tak po prostu została wysłana na trening przez lidera i miała tę przyjemność być trenowaną przez ludzi znanych ze swej niezwykłej sprawności. Nawet jeżeli nie mogła być wprowadzona w tajniki sztuki samurajskiej.
Kaiko, nieco zawiedziony, przygotował dziewczynie jedynie herbatę. Kolejny raz ktoś nie chciał skosztować jego kuchni. Wybitnym kucharzem nie był, ale osobiście uważał się za całkiem dobrego jak na swoje warunki i produkty, do których ma dostęp. No cóż, zostanie więcej dla niego, a jadł powoli coraz więcej. I ćwiczył coraz więcej. Gdy już usiedli przed świątynią, oboje z herbatą, zaczęła się rozmowa. Białowłosy nie był przygotowany na problem aż takiej wagi. Pierwszy raz był w roli kogoś, kto miał wysłuchać i wesprzeć. Teraz powoli rozumiał, że znacznie bardziej woli działać niż mówić, bo po pierwszej części zwierzeń Keiry nie miał pojęcia co powiedzieć. Jednak nie musiał nic mówić, bo dziewczyna po chwili zaczęła kontynuować, wprowadzając białowłosego w jeszcze większe zaskoczenie i zakłopotanie, w dodatku widoczne. Gdy skończyła, zapadła chwila ciszy, może nieco niezręcznej, jednak nie dla Kaiko, który zwyczajnie uspokoił się i zamyślił, zastanawiając się jak podejść do tematu. I jak to wszystko rozumieć.
- Przykro słyszeć. - zaczął trochę niemrawo, wciąż wracając do zmysłów z głębokiej zadumy. Upił łyk herbaty i lekko westchnął, starając się przyjąć na twarz jakiś pogodny uśmiech. - Nie wyobrażam sobie co musiałaś przeżyć... ale wiem czego nie straciłaś. Po pierwsze miałaś brata i narzeczonego, spędziłaś z nimi z pewnością wspaniałe chwilę i wciąż o nich nie możesz zapomnieć. I nie powinnaś. Wciąż posiadasz wspomnienia tych chwil. Z doświadczenia wiem, że bardziej boli brak, niż strata. - czuł się niezręcznie mówiąc o takich tematach bardziej otwarcie. Było to spowodowane własną nieumiejętnością przekazania w stu procentach tego, co myślał naprawdę. Zwyczajnie czuł się niewygodnie, bo nie miał w tym doświadczenia, ale nie miało to nic wspólnego z zawstydzeniem czy skrępowaniem. - Strata jest ciężka, bo zazwyczaj przychodzi nagle i uświadamiasz sobie, że cokolwiek byś nie zrobiła, to nie odwrócisz jej. Brak... brak jest gorszy. Nie jesteś nawet świadoma ile radości mogli ci przynieść bliscy, jakie wspaniałe więzy między wami by powstały. Tak naprawdę straciłem tylko jedną osobę, ale dwóch... dwóch zabrakło. - lekko nerwowo zaśmiał się, chociaż raczej nie wyglądał na rozbawionego. Wiedział, że przechodzi do opowiadania o sobie, ale chciał nieco uzasadnić swoje spojrzenie na stratę a zupełny brak bliskich. - Tutaj, na tych progach, na których siedzimy zostałem porzucony przez rodziców, gdy byłem dzieckiem. Nie poznałem ich, nie pamiętam ich. Opiekun tej świątyni mnie przygarnął i wychował. Niestety zmarł. Gdy odszedł... czułem się tragicznie. Nauczył mnie, aby nie skupiać się na przeszłości, gdy jest przed nami przyszłość. Mawiał o przeszłości... trzymaj w pamięci, wyciągnij lekcję, patrz przed siebie. Gdy go zabrakło zrozumiałem, że mój smutek, moje użalanie się nad stratą nie było tym, czego by pragnął. Przecież nie chciał, abym rozpaczał. Chciał, abym był radosny, abym był gotowy do spotkania ze światem. Teraz to rozumiem. - im dalej mówił, tym jego głos stawał się spokojniejszy, pogodniejszy i może bardziej monotonny. Zupełnie tak, jakby myślami odtwarzał kojące wspomnienia. - Twój brat i twój narzeczony... jestem przekonany, że nie chcieliby twojego smutku. Trzymaj ich w pamięci, ale nie rozpaczaj. To nikomu nie pomaga. - i na ten moment powiedział wszystko na temat straty, ale dochodziła jeszcze kwestia małżeństwa, które miało być na niej wymuszone i jej obaw przed kolejnymi stratami. Białowłosy na moment zamilkł, napił się herbaty i odłożył kubek na bok, by pochylić się do tyłu, opierając rękami za plecami. Wpatrywał się w chmury i momentami przelatujące ptaki.
Pierwszy raz słyszał o takiej tradycji, o jakiej mówiła Keira, ale on wyjątkowo słabo znał kultury, świat i prawa nim rządzące. Nie próbował stawać się sędzią i oceniać czy wybieranie partnera córce to coś dobrego, czy złego. Nie była to jego sprawa, nie poczuwał się też w roli, aby cokolwiek mówić na ten temat. Za to miał inne spostrzeżenia, którymi już nie omieszkał się podzielić.
- Twoi rodzice chcą dla ciebie jak najlepiej. Jeżeli wybrali ci pierwszego narzeczonego i tak się do niego przywiązałaś, to jestem pewien, że nie zaproponowaliby ci nikogo, kto były niewłaściwy. Nie mówię, że od razu powinnaś się zgadzać na to... eeee... małżeństwo. Chodzi mi o to, że nawet jeżeli nie czujesz się na siłach, by przywiązać się do kogoś innego, to istnieje pewna szansa, że to właśnie ta osoba pomoże ci zapełnić tą pustkę w sercu. A strach przed stratą... - ponownie zatrzymał się i westchnął, nieco się krzywiąc. Nie wiedział czy to dobrze, że zaczął o tym mówić. Może powinien ugryźć się w język? Teraz było za późno i zamierzał dokończyć. - Jak mówiłem, porzucili mnie rodzice. Nigdy nie miałem szansy ich poznać. Nie posiadam z nimi żadnych wspomnień, a jedyne co czuję to... to złość. I jednak wolałbym z kimś przeżyć wiele wspaniałych chwil, zapamiętać to wszystko i go stracić, niż nigdy nie poznać. Wtedy nie daję sobie szansy na radość. Jest tylko złość i frustracja, która narasta wraz z samotnością. Nie można obawiać się straty, bo każdy kiedyś umrze. Wcześniej czy później. Całe życie coś tracimy i zyskujemy. I trzeba się z tym pogodzić, nie odcinać od świata, bo wtedy nie dajemy sobie szansy na szczęście. - czuł, że nie ubrał tego wszystkiego w odpowiednie słowa. Był niezadowolony ze swoich wypowiedzi, ale miał nadzieję, że Keira chociaż zrozumie o co mu chodziło. Może nie od razu, może gdy sobie wszystko przemyśli, ale z drugiej strony - nie mówił niczego skomplikowanego. Opowiadał o oczywistościach, o których każdy wiedział. I wielu zapominało, posiadając ogrom innych wrażeń. On, odludek posiadający przez całe życie jedną bliską osobę, nie poznał niczego więcej, niż te oczywistości. I pewnie dlatego miał w sobie taką banalną motywację do działania i prosty, wręcz metodyczny światopogląd, który miał pozwolić mu funkcjonować, przeć na przód i nie zatrzymywać się, mimo przeciwności losu. Nie było to łatwe, bo przecież wiele rzeczy ciążyło białowłosemu i nie potrafił sobie z nimi poradzić. Sentyment, smutek, złość. A jednak próbował tę filozofię przekazać Keirze. Wiedział, że dawała ona siłę chociażby na tyle, by poradzić sobie z totalną rozpaczą i załamaniem. Tego był pewien i miał nadzieję, że chociaż tyle jej ona pomoże.
Keira jednak zmieniła temat, wracając do poprzedniej rozmowy o chakrze. Kaiko nie czuł się jeszcze na tyle radośnie po poprzednim temacie rozmowy, aby okazać ekscytację nadchodzącą lekcją albo chociaż informacjami, ale za to dosyć energicznie podniósł się, by bez zastanowienia i przygotowania wejść na pionową kolumnę, która podtrzymywała daszek nad wejściem do świątyni, by następnie wejść na belkę, wisząc głową w dół. Kontrola chakry w tym stopniu nie przychodziła mu z trudnością, bo wszystkie podstawowe techniki, które poznał, to wykorzystywał pewnie częściej, niż niejeden ninja. Czasami zamiast trenować kondycję biegając po lesie, to decydował się na taflę jeziora. Wymyte na brzeg drzewo z morza wnosił wchodząc po pionowym klifie. Iluzje samego siebie pomagały mu ćwiczyć celność i skupienie, gdy wymachiwał drewnianym mieczem, próbując trafić tę jedną, konkretną. Przy polowaniu niekiedy przydatna była zmiana własnej aparycji, aby ukryć się poza wzrokiem zwierzyny. Korzystał z wszystkiego jak najczęściej z dwóch powodów. Pierwszym była czysta frajda z możliwości korzystania z chakry. Dziecinna radość niczym z upragnionych zabawek. Drugim powodem było ćwiczenie kontroli.
- Potrafię to i kilka innych sztuczek jak Bunshin czy Henge. I nic poza tym. No i wiem o naturach chakry i... yyy... że... chakra jest... yyy... we mnie? I ona sobie... przepływa? - im dalej mówił, tym mniej był pewien tego co mówi, aż na końcu zadawał wręcz pytania, wpatrując się w Keirę, aby wyczuć czy mówi poprawnie, czy totalne bzdury. Oczywiście dalej zwisał głową w dół, po której teraz się drapał, udając głębokie zamyślenie. Tak naprawdę nie myślał o niczym konkretnym, bo jego wiedza na temat chakry kończyła się na tym, że ją miał i nauczył się wyczuwać na tyle, by jakkolwiek kontrolować. I że były żywioły. Koniec.
#FFCC66
Obrazek
Avatar użytkownika

Kaiko
 
Posty: 79
Dołączył(a): 29 gru 2019, o 16:02
Wiek postaci: 18
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Białe włosy nieumiejętnie przystrzyżone, oczy o barwie jasnego złota, rekinie zęby. Niewysoki, drobny, ubrany w proste, mało krzykliwe ubrania
Widoczny ekwipunek: Czarna, duża torba na lewym pośladku, podłużne coś zawinięte w materiał i szczelnie związane - noszone na plecach, niczym plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7934
GG/Discord: 1032197 / Ray#8794
Multikonta: -

Re: Zapomniana świątynia Susanoo

Postprzez Keira » 26 lip 2020, o 14:27

Widać było wyraźnie, że to z czym zmaga się obecnie Keira, trochę przerosło Białowłosego, a przynajmniej na samym początku. Mimo wszystko przetrawił sprawę i starał się wyrazić swoje zdanie na ten temat. Słysząc jego słowa, Keira spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem i uwagą, bo miał rację. Nie bolała sama strata bliskich, a brak tych chwil, które mogli jeszcze przeżyć. Musiała przyznać, że młodzieniec całkiem dobrze kombinuje. Miał swoją własną, prostolinijną logikę i za każdym razem celował w samo sedno, zupełnie prostymi słowami. Zaimponował jej tym patrzeniem na świat, bo był to zupełnie inny punkt widzenia, którego nie brała pod uwagę. Przy okazji dowiedziała się, że chłopak został podrzucony za dziecka na progi tej świątyni przez własnych rodziców. Keira nie chciała oceniać, bo różna mogła być sytuacja i nie koniecznie zwyczajnie go nie chcieli. Może nie mieli warunków, żeby godnie wychować dziecko, albo groziło im niebezpieczeństwo, albo cokolwiek innego. Mogła jednak tylko się domyślać, jak chłopak musiał się podle czuć ze świadomością, że zostawili go tutaj i odeszli.
- Twój Opiekun był bardzo mądrym człowiekiem. - Przyznała kunoichi. - I naprawdę dobrze Cię wychował. Muszę przyznać, że nigdy nie patrzyłam na to pod tym kątem. Masz rację, ten brak boli najmocniej. Nie czuję nic więcej, poza ogromnym smutkiem, który staram się maskować i nie pokazywać go innym. Miejmy nadzieję, że przyszłość okaże się bardziej łaskawa i przyniesie znowu coś dobrego. Niemniej, nie potrafię wykrzesać z siebie pozytywnych emocji...
Upiła kolejny łyk herbaty, która ostygła już na tyle, że mogła ją w spokoju popijać, nie martwiąc się o oparzony język. Teraz lepiej zdawała sobie sprawę, jak bardzo ciężko musiało być tutaj Białowłosemu całkiem samemu, po stracie opiekuna, gdzie odwiedzał go ktoś raz na jakiś czas i to też przez przypadek. Tym bardziej żałowała, że nie miała w tej chwili więcej czasu, żeby mu go poświęcić. Niemniej, postara się przekazać mu jak najwięcej, zanim słońce zacznie zachodzić.
- Nie bądź zły na swoich rodziców. - Zawróciła się do niego. - Nie wiesz, jakimi intencjami się kierowali, zostawiając Cię na progu świątyni. Może naprawdę Cię nie chcieli, a może byli zmuszeni Cię zostawić, żeby zapewnić Ci lepszy byt i bezpieczeństwo, którego oni nie mogli Ci dać. Może dzięki temu ocalili Ci życie. Nie myśl o nich źle, póki nie dowiesz się prawdy. Co do moich, to miejmy nadzieję, że rzeczywiście rozsądek przeważy nad korzyściami, jednak wiem po innych kobietach z mojego klanu, jak to czasami bywa. Pozostaje tylko mieć nadzieję...
Nie chciała tracić więcej czasu na rozmowę o swoim życiu, skoro mogła spożytkować go znacznie lepiej, ucząc Białowłosego podstaw związanych z chakrą. Widząc, jak chłopak wspina się po pionowej kolumnie, jakby szedł właśnie po płaskim terenie i po chwili zwisa głową w dół z sufitu, Keira kiwnęła głową i odetchnęła nieco z ulgą. A więc coś już tam umiał i dzięki temu łatwiej będzie go nakierować na to, jak może nauczyć się technik Futonu, który odkrył w sobie. Dopiła więc herbatę i odstawiła czarkę na schody, po czym sama wstała i stanęła na ścieżce przed świątynią, mając wkoło siebie troszkę miejsca. Rozejrzała się tylko, czy jej demonstracja niczego nie uszkodzi i upewniając się, że nie, ponownie spojrzała na Białowłosego.
- Dobrze. Widzę, że znasz podstawowe techniki każdego shinobi, więc wiesz już, jak korzystać z chakry i odpowiednio ją uwalniać. - Podsumowała. - To jednak czysta chakra, a Ty chcesz rozwinąć swoją naturę żywiołową. Musisz ją w sobie odnaleźć i zacząć formować tak, jak robisz to teraz. W tym momencie skupiasz chakrę w samych stopach, dzięki temu przyczepiasz się do pionowego podłoża i możesz zwisać głową w dół. Z Futonem jest podobnie. Możesz go skupić w ręce i wypuścić machnięciem, tak jak ja rozpołowiłam kamień, możesz go po prostu wydmuchać, tworząc silny podmuch, albo pocisk, albo nanieść go ma broń, co jest znacznie trudniejsze, bo łatwo się rozprasza. Na początek spróbuj opanować podstawową technikę. Nazywa się Enshō no Kaze i potrzebujesz do niej połowę pieczęci Barana.
Ustawiła odpowiednio palce, skoncentrowała się i po chwili uwolniła silny podmuch wiatru, który rozszedł się wokół niej, przewracając drobniejsze przedmioty. Widać było, wyraźnie, że tym razem Keira w całości była centrum tego uderzenia. Nie używała tylko ręki, a całego ciała, które posłało na wszystkie strony falę uderzeniową silnego wiatru, który byłby w stanie przewrócić słabszych przeciwników. Dobra technika w sytuacji, gdy otacza Cię banda jakiś nic nieznaczących bandytów, mających nadzieję na łatwy łup.
- Tak jak wyzwalasz chakrę w stopach, tak tutaj skupiasz ją w całym ciele i gwałtownie wypuszczasz na zewnątrz, tworząc rozchodzący się na wszystkie strony podmuch. - Wyjaśniła cierpliwie. - Jeśli uda Ci się opanować tą technikę, będziesz mógł próbować z ręką, ustami i bronią. Masz może zwój i coś do pisania?
Jeśli dostanie przybory, rozpisze mu kilka podstawowych technik Futonu, które sama znała, poczynając od samej mechaniki i działania chakry, przez ewentualne sekwencje pieczęci, a kończąc na uwagach odnośnie zastosowania. Część technik sama mu zademonstrowała i objaśniła najprościej, jak tylko mogła, co właśnie zrobiła i jak to zrobiła. Przynajmniej tyle mogła dla niego zrobić, a czas niestety pędził nieubłaganie. Gdy więc zaczęło się ściemniać, Keira westchnęła.
- Muszę wracać. - Oznajmiła. - Z samego rana odpływa mój statek i nie mogę dłużej zostać. Przekazałam Ci tyle, ile mogłam, jeśli chodzi o podstawy Futonu. Teraz pozostaje Ci trenować. Dziękuję za Twoje słowa i herbatę. Naprawdę miło było Cię poznać. Miejmy nadzieję, że los pozwoli nam spotkać się ponownie.
Po tych słowach wręczyła mu zwój ze swoimi notatkami, ukłoniła się i ruszyła drogą w stronę głównego traktu, który miał ją zaprowadzić do stolicy tej prowincji i portu, z którego odpłynie jej statek do domu. Odwróciła się jeszcze na chwilę, aby pomachać Białowłosemu, nim zniknęła za zakrętem. To było ciekawe spotkanie, z którego wyciągnęła zdecydowanie więcej, niż się spodziewała. Dzięki Białowłosemu troszkę inaczej zaczęła patrzeć na to wszystko i może rzeczywiście przyszłość nie będzie taka zła. Trzeba tylko dać jej szansę.


[zt]


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Keira
 
Posty: 58
Dołączył(a): 5 kwi 2020, o 13:39
Wiek postaci: 21
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe włosy, niebieskie oczy. Więcej szczegółów w KP
Widoczny ekwipunek: - Złoty Medalion ze znakiem Klanu - na szyi
- Odznaka Ninja - sznurek na pasie
Link do KP: viewtopic.php?p=137899#p137899
Multikonta: Seiren

Poprzednia strona

Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość