Izakaya "Hitotsume"

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Hayami Akodo » 21 sty 2018, o 01:52

Obrazek
W porównaniu do tej izakayi, która znajduje się w Kantai, "Hitotsume" jest niewielka, ale ma stałe grono zaufanych klientów. Nikt jednak nie wie, że w piwniczce, pod tymi wszystkimi ciepłymi, kolorowymi pomieszczeniami urządzonymi w tradycyjny sposób, pełnymi zapachu pysznego jedzenia i śmiechu obsługujących kelnerek, skrywa się mała, słodka tajemnica...

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
22/22


Obrazek

Love is a burning thing
And it makes a fiery ring


Nie wiedząc, co stało się w lesie, trafiasz do "Hitotsume" - poszukiwania tej lokalizacji trwały dość długo, ale przecież dotarłeś, nie było z tym problemu. Cisza jest słodka. Jak kochanka, którą opuszczasz rano, zostawiając jej trochę pieniędzy i liścik - o ile chce ci się pisać słowa wyjaśnienia, bo wiesz dobrze, że ona przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Lwy nie mogą żyć w klatce, nie zniosą długo jednego stada; wszelkie więzy, bliskość, nie są na miejscu. Musisz się choć na chwilę uwolnić od Nomi, od tej całej cholernej sprawy, by to wszystko rozegrać odpowiednimi kartami, doprowadzić do końca. Przecież o to chodzi: skończyć, wytrwać do końca, odebrać nagrodę, rozerwać łańcuchy, dopóki wszystko jeszcze jest dobrze, dopóki hajs się zgadza i żyje się lepiej...!
Domyślnie uśmiechnięty kelner wskazuje ci drogę do piwniczki i nawet cię tam prowadzi, za drobną opłatą, oczywiście: dwieście ryou to przecież nic wielkiego... Schodzisz tam niepewnymi, śliskimi schodami, w migotliwym świetle lampionów, prowadzony przez skrzypliwy, rozbawiony głos przysadzistego staruszka w kimonie. Kiedy jednak schodzisz na dół, ostre światło wręcz cię oślepia.
Nie mogło być już bardziej...czerwono.
W odróżnieniu od surowych, ascetycznych, biało-czarnych ścian izakayi na górze, piwnicę wymalowano na czerwono - czy to krew? Złudzenia? Jakieś dawne ofiary? Wspomnienia, tak bardzo przecież niczyje, pozostawione na ścianach?
Okazuje się, że to tylko zwykła, jaskrawa farba. Uff. Jak wielka to jest przecież ulga...!
Piwnica jest pełna dymu, ciepła i przećpanych, rozleniwionych ludzi, leżących z oczami utkwionymi w sufit, bez jakiejkolwiek chęci ruchu. Nikt nie przejmuje się tym, że tu wchodzisz, nie sprawdza, kim jesteś; gdyby wpadli tu strażnicy i aresztowali nagle wszystkich albo wrodzy shinobi urządziliby rzeź, oni nadal leżeliby martwo, nieruchomo, jak tamte dziewczyny w lesie, pewnie tak jak Arisa i jej spaleni żywcem synowie.
Ogień pożera wszystko.
Nawet myśl.
Dostajesz od nieznajomego szluga, pokazuje ci, jak odpalić. Zaciągasz się mocnym, gryzącym dymem, kaszląc z całych sił, i nawet nie zauważasz, kiedy tamten znika, zostawiając cię samego z ohydnymi, ale...ale dziwnie przyciągającymi Hoshiakai, palącymi podniebienie, żrącymi, a jednak dającymi pewnego rodzaju rozkosz, uspokojenie...
Dopiero po dłuższej chwili zaczynasz czuć smak. Jest słodki i gorzki zarazem - jak samo życie; tyle istnień spłonęło tak jak ten papieros, dopalający ci się w dłoniach.
Kroki uświadamiają ci, że ktoś tutaj idzie. To Kazuya.
Wyprzedził Nomi? Być może. Tak, czy inaczej, rozpoznajesz jego kroki, chakra też jest jego, a po chwili znajduje się obok ciebie. Jest poważny i spokojny.
Opowiada wszystko. O śmierci Kaigena, jego spowiedzi przedśmiertnej, o wyborze, którego obaj dokonali. Przecież nie mogli inaczej. Nie mieli wyboru. Jemu pozostaje ścigać Makoto, pokonać go i schwytać - i temu celowi się poświęci - ale Kaigen, Wilk z Yougan, nie mógł znieść cierpienia, którym przez tyle lat żył. Utracić miłość dwa razy, oddać ją innemu bez wahania, nie zważając na głos krzyczący w głowie to szaleństwo, a potem patrzyć, jak kona w morzu ognia, podpalona przez twojego własnego brata...tego było zbyt wiele, takiej rozpaczy nie można było dłużej ścierpieć.
Musiał odejść, by pozwolić gwiazdom lśnić.
Zresztą tak było najłatwiej.
Twarz Kazuyi jest nieporuszona, spokojna, kiedy to opowiada - a jednak nie możesz się oprzeć wrażeniu, że to nie koniec. Że...oprócz litości, która zabłysła w jego oczach, gdy opowiadał o śmierci Kaigena, którego sam dobił (z łaski, bo przecież nawet ronin ma jeszcze sumienie), ujrzałeś coś jeszcze. Nienawiść? Gniew? Furię? Żal?
Samotność nie bierze jeńców. Ona nie pozostawia nas żywymi.
Tak, to chyba była samotność.
Ale mimo wszystko Kazuya jest obowiązkowy. Gdy kończy swoją opowieść, przechodzi do konkretów. Po to tu przyszedł.
Papieros nagle staje się intensywniejszy, mocniejszy, pachnie silniej, smak staje się bardziej słodki. Jak niewczesna satysfakcja.
-Zgodnie z obietnicą mam ze sobą pieniądze. Panienka Nomi prosiła, by zostawić ją samą, gdyż...chciała to wszystko, co isę wydarzyło, przemyśleć. Jest cała i zdrowa-mówi spokojnie.-Tutaj jest twoja działka. Jej nagroda już trafiła do rąk własnych. Jeśli będę was potrzebował do pościgu za Makoto, odnajdę was. I wiesz co?
Milknie na chwilę. Jakiś naćpany mężczyzna wypuszcza kolejne kółka dymu pod sufit. Robi się duszno. Niebezpiecznie.
Nie możesz tu dłużej zostać. On na pewno tego nie zrobi. Patrzy ci w oczy, a jego spojrzenie jest szczere. Głębokie. Uczciwe.
-Dziękuję. I zapamiętaj na przyszłość jedno, Yosuke. Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum.
Odwraca się, a następnie wychodzi szybkim krokiem, pozostawiając cię w pomieszczeniu.
Zostałeś sam.
Sam z dogasającym papierosem, ciszą, gęstym dymem, krzykliwie szkarłatnym, bezwstydnym kolorem ścian, wonią płonącego człowieka i zrozumieniem. Nie udało ci się ocalić nikogo, ale przynajmniej zyskałeś wiedzę. I motyw zemsty w swoim omówieniu życia.


_________________________________________________________________________
No to ten, cóż, dziękuję wam za misję, moje żabki. :* Tensa, następnym razem nie leń się tyle, bo ci uśpię Nomkę i skończą się żarty! Zgłoszę was do rozliczenia, więc nie ma problemu.
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1115
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Yōsuke » 21 sty 2018, o 03:13

Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum. Coś o tym wiem… Moim jedynym przyjacielem był mój nauczyciel. Który już ledwo zipie.. Biedny staruszek. Nie umiem sobie wyobrazić jego śmierci. Wtedy zostałbym tutaj całkiem… Sam. Cholerny świat. Być może Kazuya uświadomił mnie o tym, że jestem całkiem sam na tym okropnym świecie? Najwyraźniej tacy ludzie muszą istnieć. Samotni, mimo tego, że nie zasłużyli sobie na to niczym. Ta historia miała smutny finał. Ale wiem jedno.
- Pomszczę ich - powiedziałem już za odchodzącym Kazuyą. Od kiedy dostałem jego miecz… Złożyłem mu obietnicę, biorąc ciężar na swoje barki. Od zawsze to robię. Kiedy ktoś ma problem, biorę to na siebie. Nieważne, czy to ktoś obcy, czy…
To… To jest coś dziwnego. Znowu się to dzieje. Czuję.. Czuję przejęcie. Czuję strach. O kogoś bliskiego… Ale to nie staruszek. Nie poznaję zapachu. Jest dziwny… Domowy. Jak ten poprzedni. Ten, który czułem w hotelu. Dziwaczna wizja rzeczy, które się nigdy nie wydarzyły.. A może się wydarzyły..? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Strach się narasta. Lecz nagle. Cisza. Nie ma nic. Jestem spokojny, jakby nic się nie stało. Jakby cały strach uciekł. Zrobiłem z nim coś? Jest ulga. Zażegnałem strach. Pomogłem komuś. Waga podobna do mojej.. Może trochę lżejsze. To na pewno nie jakaś rzecz, to człowiek. Czuję zapach. Inny. Pot. Słyszę jakieś krzyki, ale nie rozumiem. Boję się, ale czuję potrzebę przeciwstawienia się, jakbym bronił kogoś ważnego. Czuję gniew, rosnącą odwagę. Ale kłócę się z kimś o wiele silniejszym ode mnie.. Czyżby dzieciństwo wracało do mnie wielkimi krokami…? Dlaczego dopiero po czymś takim odczuwam takie rzeczy… Jakby coś to wszystko wywoływało. Dlaczego akurat teraz? To wszystko stres? Zmęczenie? Nie spałem długo. Wtedy też czułem zmęczenie. Biegałem, miałem odciski tak, jak teraz. Pomagałem komuś… Byłem dzieckiem. Chlup, chlup. Słyszę pluskanie wody.. Niosę wiadro. Robię to szybko. W środku jest chochla, stuka o brzegi wiadra. Biegnę, ile sił mi w nogach.. Małych nogach. Jestem zmartwiony. Bardzo zmartwiony. Boję się o kogoś. Nie chcę go zawieść. Jestem na miejscu. Stuk, puk. Wyjmuję chochelkę, daje mu wody. Wiem, że to on, czuję. To ta sama osoba, która mnie wtedy szukała. Wiem to. To rodzina… Mam rodzinę? Nie… Ja nie mam rodziny. To jakieś brednie. Moment. Jestem spokojny, ale chwilę potem. Czuję ból. Ktoś mnie uderzył. Krzyczy na mnie. Boję się, ale stawiam mu się. Znowu. Za każdym razem stawiałem się, kiedy starałem się pomóc tej osobie. Ktoś nie chciał, żebym mu pomagał. Dlaczego? Nie wiem. Pomoc przecież nie jest zła. Trzeba pomagać tym, których się kocha. Trzeba ich szanować. Współpraca to siła.
Z osłupienia wyrwał mnie jakiś kaszlący gość, leżący niedaleko mnie.
- Śmieciu - wydobył się ze mnie krótki komentarz. Czasami nie umiem trzymać tego w sobie.. Tak ważna sprawa przerwana przez kogoś takiego. W wolnej chwili muszę z kimś o tym porozmawiać… Ale z kim? Nie mam nikogo. Staruszek nie odpisuje. Coś mu jest? Nie wiem. Na pewno nie. Staruszek nigdy nie umrze. Nie może. Nie pozwalam mu. To jedyna osoba na tym świecie, która mnie rozumie… Dlaczego teraz myślę o tym, że mogę go stracić? Być może historia Kazuyi mnie do tego zmusiła? Biedny człowiek… Pomścimy go. Jego rodzinę i go… W końcu stracił wszystko. Biedny człowiek…
Muszę stąd wyjść. Nie czuję się najlepiej. Odpoczynek dobrze mi zrobi. Ale… Muszę dostać się do Kantai. Zaciekawiło mnie to, co się tam dzieję. Odpocznę podczas przeprawy łodzią. Zasnę i odpocznę… Tak. Przyda mi się to. Wstałem z siedzenia, nie zapominając zabrać wszystkiego ze sobą. Wypłatę schowałem do kieszonki mojej kamizelki. Bezpiecznie pod płaszczem. Włożyłem jeszcze paczkę fajek do drugiej kieszeni, tym razem od płaszcza. Przyda mi się. Mogę się uspokoić. Tak, tak… Tego mi potrzeba. Spokoju i odpoczynku. W Kantai jest teraz miło. Będę się tam dobrze bawił. Na pewno. Nie będę musiał się niczym przejmował. Przyda mi się. Wyszedłem na górę. Ależ różnica. Niebo, a ziemia normalnie. Niech im ziemia lekką będzie. Pomszczę tych ludzi. Kiedyś. Ale teraz czas zająć się sobą, żeby nie oszaleć. Przed wyjściem, uśmiechnąłem się do pań kelnerek…
- Przydałoby mi się kiedyś znaleźć kobietę… - mruknąłem pod nosem. Nie musiały tego słyszeć. Wyszedłem na zewnątrz. Nabrałem powietrza w płuca. Przyjemnego powietrza. Zimnego. Orzeźwiającego. Powoli zaczęło świtać. O tyle dobrze. Nienawidzę podróżować nocą.
W odległości widziałem znajomą figurę małej Pani Doktor. Chyba czas się pożegnać, nie…? Podszedłem do niej tak, żeby mnie widziała. Nie chciałem jej wystraszyć.
- Hej, Pani Doktor. To chyba koniec tej przygody, co? Słyszałem, co się stało. Wybacz, że Cię na to naraziłem. Dobrze, że Kazuya-san wszystko to rozwiązał. No i, że nie stała wam się krzywda. Przeznacz te pieniądze na siebie, proszę Cię. Kup sobie coś ładnego, coś co chcesz Ty, coś co pomoże Ci zapomnieć na chwilę to gówno. - poklepałem ją po ramieniu, uśmiechając się lekko - Mówiłem Ci. Nie łaź za mną, bo źle skończysz. Teraz zobacz, masz okropny bagaż wspomnień. Ale szybko o nim zapomnisz - oby… Obyś zapomniała szybko, za bardzo nienauczona świata jesteś, żeby to z Tobą zostało…
- Tutaj się rozstajemy, Pani Doktor. Wybacz, że miałaś tak okropnego towarzysza. - pogłaskałem ją lekko po rozwalonej już czuprynce, po czym odwróciłem się na pięcie, zakładając ponownie kaptur - Do widzenia, Nomi. Zobaczymy się jeszcze kiedyś, w końcu muszę oddać Ci książkę. Rozwijaj się, Pani doktor. - pożegnałem się z moją towarzyszką i ruszyłem w stronę horyzontu. Droga do Kantai jest długa, ale na końcu czeka mnie sama przyjemność… Oj tak. Odpocznę choć troszkę.
[z/t]
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 27 wrz 2019, o 17:41

Ah, ci wszyscy przyjaciele, którzy nigdy nie odbierają. To oczywiście nie ma nic wspólnego z olewactwem (no może troszkę!). Czasem po prostu jesteś nieobecny. No i przecież niektórzy nie lubią głośnych dźwięków, może dlatego wolą cichy, spokojny park, tam pod olchą. Powinieneś to wiedzieć, skoro z dumą nazywasz się jegonajlepszym przyjacielem. Życie już ma to do siebie, że czasem Cię niosą, a czasem sam musisz kogoś ponieść. O ile oczywiście nie urwało ci nóg. Bez nóżek to może być trochę smuteczek.
Do wieku to trzeba z dystansem podchodzić. Masz tyle lat na ile się czujesz! - powiedział kiedyś ktoś mądrzejszy ode mnie. Natomiast Aka, gdyby traktować to powiedzonko na serio, właśnie dobijałby do setki i spisywał testament, przekazując swoje nic nikomu. Hej, ale przecież takie życie tego cholernego najemnika, co nie?
Doczesne.
Uchiha nie odpowiedział na pytanie. Tak to już jest z tymi pytaniami, na które nikt nie oczekiwał odpowiedzi. Bo nie oczekiwał, prawda?
Szli.
Długo i donikąd. Drogą taką samą jak każda inna, niewyróżniającą się absolutnie niczym. W ciszy. To była... spokojna podróż. Może nawet za spokojna. Shiariel nie miał wiele sił, było to po nim widać od samego początku, gdy podłoga jak na złość podkładała mu nogi. Najwyraźniej można było mieć nóżki, a i tak mieć problem z chłodzeniem. Shiariel już nie marzył o niczym innym, jak o ciepłym łóżku - brunet zresztą też. O ile taki spacerek samemu byłby całkiem spokojny, to targanie ze sobą kilkudziesięciu kilogramów żywej wagi potrafi być wykańczające. Ktoś powie - co to dla najemnika, kilkadziesiąt kilo. Przecież oni burzą ściany jednym jutsu! - może i tak, ale nie przez kilka godzin z rzędu. Podróż nie należała więc do najprzyjemniejszych, ale w końcu osiągnęli cel. Ten kawałek podłogi, spokojną oazę w której mogli się zatrzymać.
Weszli do karczmy. Przyjemny zapach napełnił ich nozdrza, sprawiając, że niebieskookiemu kiszki zaczęły grać marsza. Fajnie byłoby chyba coś wypić i zjeśc. To chyba była ta cała ulubiona karczma tych kilku osób. Jakaś trójka nieznajomych i rodzina z dzieckiem, sielanka po prostu. Czy mogło być piękniej? W sumie to pewnie mogłoby - gdyby nie dwójka najemników, która właśnie wpełzła do środka i ośmieliła zakłócić ten porządek rzeczy. No czasem tak jest, co zrobisz, ale żeby nawet właścicielka przydrożnej tawerny była zaskoczona? Bo uwierzę, że nigdy nie widziała dwóch panów idących pod ramię, z czego jeden wyglądał, jakby właśnie skończył popijawę z piątku na wtorek.
- Dzień dobry. - rzekł Uchiha jak gdyby nigdy nic się nie stało. - Potrzebowalibyśmy pokojów żeby trochę odpocząć. I ten no, kolega jest troszkę poobijany, jest pani nam w stanie jakoś pomóc? - uśmiechnął się słodziutko, zupełnie jakby nie trzymał pod pachą zwłok.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 18
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 0
Multikonta:

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 29 wrz 2019, o 22:38

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
17


Kobiecina - miała chyba coś po trzydziestce - z uroczą chustą na głowie, włosami upiętymi w kok, przesunęła wielkimi oczami po waszych sylwetkach od góry do dołu. Czy pierwszy raz widziała imprezowiczów? Aaaj, na pewno nie! W końcu jakie inne rozrywki mogliby mieć mężczyźni w tych czasach, jeśli nie picie i okładanie się po gębach? Bo na pewno nie spacery po parku. No chyba że te, w których jednak kończysz pod tym drzewem i już nie ma komu nieść kogokolwiek. Budzisz się bez swojego sprzętu, z myślą, że najlepsze czasy dzieciństwa przechlałeś, jesteś najemnikiem bez wizji na przyszłość i... i do chuja wafla, gdzie te cholerne kunaie i zwoje? Ano właśnie - nie ma. Jak tych wizji na przyszłość.
- Chliopaczku..! Dawaj, dawaj! Siadajta na stolieczku, wygodnie wam byndzie. - Zamachała swoją ręką i przesunęła się do najbliższego stolika (najbliższego z twojej perspektywy), by go odsunąć i zrobić miejsce. Przynajmniej dla jednego z was - tego, który już o własnych nogach ledwo stał. Ledwo nie stał? Meh, te mankamenty językowe. - Dobzliu się czuju? Wody dać? Wody? - Dopytywała kobieta, zdecydowanie przekraczając strefę osobistą, która zapewniała komfort i człowiek mógł czuć się safe and sound.
- Pokoje są wolne. Dwa? - Zapytała kobieta stojąca za blatem.
Shiraiel uniósł swoją głowę, wysuwając ręce na blat, by łatwiej było mu siedzieć i spojrzał na dziwaczną kobiecinę, która niemal pucowała swoim policzkiem policzek Akiego, oglądając go tak, jak ogląda się wieprza na wybiegu. Upewniasz się, czy jest zdrowy, ma odpowiednią ilość tłuszczu i czy jest wart poświęconego mu czasu. Albo jak ta babcia, która chce się upewnić, że jej wnuczuś NA PEWNO się najadł. Oczywiście zawsze wychodziło na jedno - nie najadł.
W końcu przyniesiono wam jedzenie. Napełniony nowymi siłami Shiraiel starał się opanować, by nie przesadzić, ale robił to z wielkim trudem. Łatwo o przejedzenie, gdy umysł ci głupieje, domagając się energii. Do karczmy zdążyli przybyć kolejni głodni i spragnieni, ale ciemnowłosy długo ich nie oglądał - kiedy się najadł, podziękował wylewnie i udał się do pokoju, spragniony snu - choć niby tyle już go nabył na plaży. Tak, tak, dam radę o własnych siłach. Co mogło pójść nie tak? Wszystko. Zapewne wszystko.
- Szkoda gadać. Yamanaka się plują, bo ich statek piraci na wybrzeżu rozbili. - Rozległ się niski, głęboki, męski głos. - Łowimy rozbitków, szukamy piratów... ale czas na łyka sake!
- Ale lepiej, żeby ktoś wyrobił za ciebie.
- Rora, ty mnie za dobrze znasz, dziewucho! Ninja zrobią to lepiej i sprawniej, o. Gdzie zwykłym strażnikom radzić se z piratami ninjami, hę? Za stary jestem, do emerytury trzeba mi dożyć! - Odprowadziły was głosy do pokoju. Zamknięcie ich za sobą spowodowało wygłuszenie - dźwięki rozmów i stukotu sztućców zlały się ze sobą w jeden niewyraźny szmer. Długowłosemu nijak to nie przeszkadzało. Zwalił się na łóżko jak kłoda, niepomny na cały świat i wydawał się aktualnie najbardziej szczęśliwym człowiekiem na ziemi. Jego usta mimowolnie rozciągały się w błogim uśmiechu, tak jakby obecność Uchihy i jego pomoc były wszystkim, czemu naprawdę mógł zaufać. Albo był już na tyle wykończony, że wszystko mu było obojętne.


Shiraiel
Kobieta X
Mężczyzna X
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1500
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 4 paź 2019, o 12:49

Aka, jak i zresztą każdy cywilizowany człowiek, z pewnością znalazłby sobie lepsze zajęcie, niż siedzenie w karczmie i przepijanie ciężko zarobionych pieniędzy. Można było na przykład pozabijać bandytów i przysłużyć się społeczeństwu, zamiast być kolejnym zdegenerowanym elementem niepożądanym.
- Siadajta na stoliczku... - powtórzył w myślach po niej. Nie przepadał za takim akcentem, kojarzył mu się z wsią, żeby nie powiedzieć z wieśniactwem. No ale babcie takie były i należało je za to kochać, w końcu od tego babcie są, no nie? Gorzej jak robi to jakaś obca baba, która chyba nigdy nie słyszała o czymś takim, jak sfera prywatna. Uchiha jedynie uśmiechnął się, z trudem powstrzymując lekkie obrzydzenie.
Wdech. Wydech. Oddychaj i nie powiedz czegoś, przez co za chwilę podniosą ci cenę za pokój.
- Aaaaa wie pani. Obojętne! Co pani da to weźmiemy, haha! powiedział radośnie, co oczywiście dość mocno stało w sprzeczności z jego uczuciami. Ale hej, czego nie robi się dla pieniędzy, nie? No w sumie to dużo rzeczy - na przykład nie powinno się rabować statków pirackich i zabijać niewinnych marynarzy. A mimo to, niektóre odpadki miały czelność (bo na pewno nie odwagę) podnieść rękę na bezbronnych.
Weszli na górę. Najedzeni, napojeni, no a przynajmniej było tak w przypadku posiadacza Sharingana. Shiariel był nieco... niedysponowany, toteż Uchiha nie miał pewności, czy przypadkiem ktoś tu nie zejdzie z tego świata w nocy. Oby nie. Za sprzątanie po trupie będą chcieli dopłatę.
Aka przysłuchiwal się rozmowie dwóch mężczyzn. Może to zaskakujące, ale rozmawiali właśnie o piratach. I... o statku Yamanaka, który niedawno rozbił się na plaży z powodu tego nieszczęsnego abordażu.
Uchiha był przezorny - upewnił się, że jego tymczasowy towarzysz po położeniu się do łóżka nie zakrztusi się własnym językiem - ułożył go bezpieczne i wygodnie, a potem wyszedł z pokoju, zamykając po cichu za sobą drzwi.
Zszedł na dół i podszedł do dwójki - jak mu się zdawało - strażników.
- Dzień dobry. Czy raczej dobry wieczór. - powiedział, i lekko się skłonił, chcąc zwrócić na nich swoją uwagę. - Podobno macie problem z piractwem. Być może będę tutaj w stanie jakoś pomóc... nieznacznie zbliżył swoją rękę do katany, dość jednoznacznie dając znać, co ma na myśli. Stał tak i patrzył po kolei każdemu z nich prosto w oczy, jak gdyby próbując wyczytać ich reakcje.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 18
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 0
Multikonta:

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 7 paź 2019, o 17:06

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
19


Czy babcią można było nazwać nadgorliwą kobietę? Na pewno z maniery. Z pewnością nie z wyglądu. Starsza - lecz nie stara - skończyła już zamiatać podłogę, kiedy znów pojawiłeś się w głównej sali. Po poprzednim grzecznym podaniu jedzenia, niegrzecznym nagabywaniu i trajkoceniu o tym, jak to dwóch panów powinno się lepiej odżywiać, bo w takim wieku to niezdrowo, mogą nie urosnąć jak trzeba i wielu innych oraz upomnieniu kobiety imieniem, jak miało się okazać, Rora - w końcu odpuściła. Tobie przynajmniej. Właśnie nagabywała dwójkę innych klientów, ale ci wydawali się akurat rozbawieni i uhahani otwartością oraz prostotą kobieciny, co bezczelnie dosiadła się do nich i zaczęła z nimi gawędzić. Na temam pierożków gyoza - gdzieś w tle przesunęło się to o twój płatek ucha, zachaczając mimowolnie. Jak odgłos kół na zewnątrz, które toczyło się właśnie, zatrzymując przed karczmą i prychanie koni. Jak stukot drewnianych mis w kuchni, która oddzielona była płachta materiału od głównej sali wypełnionej zapachem jadła - dobrego, porządnego i świeżego. I jak odgłos innych rozmów. Słyszałeś o wojnie Aburame? Przesuwał się szept, choć głos szeptem wcale nie był. Ja to bym wybrał się na Kami no Hikage! Problemy wszystkich wokół nigdy nie były twoimi problemami. Przynajmniej tak długo, jak nie oferowały pieniędzy za to, by twoimi się stać.
Dwójka tutejszych strażników, którzy przy pasie mieli krótkie miecze, na plecach tarcze, stali przy kontuarze, nachylając się nad nim, oparci o drewno przedramionami. Rozluźnieni, uśmiechnięci. Jak ludzie poza pracą, tylko jednak w pracy. Tacy, co im płacisz za ciężkie chronienie obywateli, a oni jednak nie mają nic do roboty, więc w sumie pracują nie pracując. Potem przychodzi dla nich specjalne podziękowanie od szefostwa i słodkie czekoladki w gratisie. Za tą ciężką pracę, rzecz jasna. Shiraiel spał w tym czasie słodko i bezpiecznie, utulony niemalże do snu przez swojego tymczasowego anioła stróża, który z jakiegoś powodu zdecydował się na zupełnie bezinteresowną pracę. W końcu, w tym wypadku, nie było co oczekiwać, że sakwa zostanie napełniona pieniędzmi. Pewnie kiedyś długowłosy jakąś posiadał, ale została pożarta przez chciwą toń oceanu.
Strażnicy skierowali na młodego Uchihę swoje spojrzenia, tak jak zrobiła to Rora, lekko wydymając swoje wargi. Zaraz też odeszła na bok, przesuwając się do klienta, który właśnie zaczął zbliżać się do baru od progu przybytku. Jeden z nich zlustrował sylwetkę Akiego z ciekawością i uśmiechem pod wąsem - nie kpiącym, w żadnym wypadku. Całkiem przyjacielskim i poufałym. Biła od niego przyjemna otwartość, która, jak niektórzy twierdzili, miała w sobie moc łączenia ludzi. Taką, która sprawiała, że chciało się mu zaufać, choć ciężko było znaleźć ku temu logiczny powód.
- Ninja? Wspaniale! - Rzecz jasna słowo "wspaniale" pojawiło się dopiero po przytaknięciu ze strony Akiego. - Anoo... - Obrócił się przodem do Akiego, łokciem wciąż oparty o blat. - Statek blondasków zatonął. To winy szukają tutaj, bo czemu by nie. Co tam, że piraci wszędzie pływają, a straży miejskiej nagle w żeglarzy nie przerobią. Kłopot najpierw trafia do nas, a potem - radźta sobie jak chceta. - Uśmiechnął się szerzej, przypatrując ci się uważnie. - Szukamy przede wszystkim ocalałych, coby mogli streścić przebieg sprawy, już jakaś dwójka się podjęła szukania. Informacja cenniejsza niż złoto. O, dziękuję, Rora. - Złapał za podsunięty mu kufel i zasalutował w stronę karczmareczki, która tylko skinęła głową i zanurkowała do kuchni. Dało się słyszeć jej głośne nawoływanie o nowe zamówienie i poganianie kucharzy do roboty.
- Bo na razie to szukanie igły w stogu siana. Wszystkich piratów nie wyłapiemy a nawet nie wiadomo, gdzie wrak wywaliło.


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1500
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala


Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość