Izakaya "Hitotsume"

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Hayami Akodo » 21 sty 2018, o 02:52

Obrazek
W porównaniu do tej izakayi, która znajduje się w Kantai, "Hitotsume" jest niewielka, ale ma stałe grono zaufanych klientów. Nikt jednak nie wie, że w piwniczce, pod tymi wszystkimi ciepłymi, kolorowymi pomieszczeniami urządzonymi w tradycyjny sposób, pełnymi zapachu pysznego jedzenia i śmiechu obsługujących kelnerek, skrywa się mała, słodka tajemnica...

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
22/22


Obrazek

Love is a burning thing
And it makes a fiery ring


Nie wiedząc, co stało się w lesie, trafiasz do "Hitotsume" - poszukiwania tej lokalizacji trwały dość długo, ale przecież dotarłeś, nie było z tym problemu. Cisza jest słodka. Jak kochanka, którą opuszczasz rano, zostawiając jej trochę pieniędzy i liścik - o ile chce ci się pisać słowa wyjaśnienia, bo wiesz dobrze, że ona przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Lwy nie mogą żyć w klatce, nie zniosą długo jednego stada; wszelkie więzy, bliskość, nie są na miejscu. Musisz się choć na chwilę uwolnić od Nomi, od tej całej cholernej sprawy, by to wszystko rozegrać odpowiednimi kartami, doprowadzić do końca. Przecież o to chodzi: skończyć, wytrwać do końca, odebrać nagrodę, rozerwać łańcuchy, dopóki wszystko jeszcze jest dobrze, dopóki hajs się zgadza i żyje się lepiej...!
Domyślnie uśmiechnięty kelner wskazuje ci drogę do piwniczki i nawet cię tam prowadzi, za drobną opłatą, oczywiście: dwieście ryou to przecież nic wielkiego... Schodzisz tam niepewnymi, śliskimi schodami, w migotliwym świetle lampionów, prowadzony przez skrzypliwy, rozbawiony głos przysadzistego staruszka w kimonie. Kiedy jednak schodzisz na dół, ostre światło wręcz cię oślepia.
Nie mogło być już bardziej...czerwono.
W odróżnieniu od surowych, ascetycznych, biało-czarnych ścian izakayi na górze, piwnicę wymalowano na czerwono - czy to krew? Złudzenia? Jakieś dawne ofiary? Wspomnienia, tak bardzo przecież niczyje, pozostawione na ścianach?
Okazuje się, że to tylko zwykła, jaskrawa farba. Uff. Jak wielka to jest przecież ulga...!
Piwnica jest pełna dymu, ciepła i przećpanych, rozleniwionych ludzi, leżących z oczami utkwionymi w sufit, bez jakiejkolwiek chęci ruchu. Nikt nie przejmuje się tym, że tu wchodzisz, nie sprawdza, kim jesteś; gdyby wpadli tu strażnicy i aresztowali nagle wszystkich albo wrodzy shinobi urządziliby rzeź, oni nadal leżeliby martwo, nieruchomo, jak tamte dziewczyny w lesie, pewnie tak jak Arisa i jej spaleni żywcem synowie.
Ogień pożera wszystko.
Nawet myśl.
Dostajesz od nieznajomego szluga, pokazuje ci, jak odpalić. Zaciągasz się mocnym, gryzącym dymem, kaszląc z całych sił, i nawet nie zauważasz, kiedy tamten znika, zostawiając cię samego z ohydnymi, ale...ale dziwnie przyciągającymi Hoshiakai, palącymi podniebienie, żrącymi, a jednak dającymi pewnego rodzaju rozkosz, uspokojenie...
Dopiero po dłuższej chwili zaczynasz czuć smak. Jest słodki i gorzki zarazem - jak samo życie; tyle istnień spłonęło tak jak ten papieros, dopalający ci się w dłoniach.
Kroki uświadamiają ci, że ktoś tutaj idzie. To Kazuya.
Wyprzedził Nomi? Być może. Tak, czy inaczej, rozpoznajesz jego kroki, chakra też jest jego, a po chwili znajduje się obok ciebie. Jest poważny i spokojny.
Opowiada wszystko. O śmierci Kaigena, jego spowiedzi przedśmiertnej, o wyborze, którego obaj dokonali. Przecież nie mogli inaczej. Nie mieli wyboru. Jemu pozostaje ścigać Makoto, pokonać go i schwytać - i temu celowi się poświęci - ale Kaigen, Wilk z Yougan, nie mógł znieść cierpienia, którym przez tyle lat żył. Utracić miłość dwa razy, oddać ją innemu bez wahania, nie zważając na głos krzyczący w głowie to szaleństwo, a potem patrzyć, jak kona w morzu ognia, podpalona przez twojego własnego brata...tego było zbyt wiele, takiej rozpaczy nie można było dłużej ścierpieć.
Musiał odejść, by pozwolić gwiazdom lśnić.
Zresztą tak było najłatwiej.
Twarz Kazuyi jest nieporuszona, spokojna, kiedy to opowiada - a jednak nie możesz się oprzeć wrażeniu, że to nie koniec. Że...oprócz litości, która zabłysła w jego oczach, gdy opowiadał o śmierci Kaigena, którego sam dobił (z łaski, bo przecież nawet ronin ma jeszcze sumienie), ujrzałeś coś jeszcze. Nienawiść? Gniew? Furię? Żal?
Samotność nie bierze jeńców. Ona nie pozostawia nas żywymi.
Tak, to chyba była samotność.
Ale mimo wszystko Kazuya jest obowiązkowy. Gdy kończy swoją opowieść, przechodzi do konkretów. Po to tu przyszedł.
Papieros nagle staje się intensywniejszy, mocniejszy, pachnie silniej, smak staje się bardziej słodki. Jak niewczesna satysfakcja.
-Zgodnie z obietnicą mam ze sobą pieniądze. Panienka Nomi prosiła, by zostawić ją samą, gdyż...chciała to wszystko, co isę wydarzyło, przemyśleć. Jest cała i zdrowa-mówi spokojnie.-Tutaj jest twoja działka. Jej nagroda już trafiła do rąk własnych. Jeśli będę was potrzebował do pościgu za Makoto, odnajdę was. I wiesz co?
Milknie na chwilę. Jakiś naćpany mężczyzna wypuszcza kolejne kółka dymu pod sufit. Robi się duszno. Niebezpiecznie.
Nie możesz tu dłużej zostać. On na pewno tego nie zrobi. Patrzy ci w oczy, a jego spojrzenie jest szczere. Głębokie. Uczciwe.
-Dziękuję. I zapamiętaj na przyszłość jedno, Yosuke. Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum.
Odwraca się, a następnie wychodzi szybkim krokiem, pozostawiając cię w pomieszczeniu.
Zostałeś sam.
Sam z dogasającym papierosem, ciszą, gęstym dymem, krzykliwie szkarłatnym, bezwstydnym kolorem ścian, wonią płonącego człowieka i zrozumieniem. Nie udało ci się ocalić nikogo, ale przynajmniej zyskałeś wiedzę. I motyw zemsty w swoim omówieniu życia.


_________________________________________________________________________
No to ten, cóż, dziękuję wam za misję, moje żabki. :* Tensa, następnym razem nie leń się tyle, bo ci uśpię Nomkę i skończą się żarty! Zgłoszę was do rozliczenia, więc nie ma problemu.
Obrazek


“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


W OBECNEJ CHWILI NIE PROWADZĘ ŻADNYCH MISJI. NIE PODEJMUJĘ SIĘ TEŻ PROWADZENIA GAZETKI ZE WZGLĘDU NA BRAK CZASU, ZACHĘCAM JEDNAK DO PODSYŁANIA MATERIAŁU NA GG, PW BĄDŹ NA DISCORDA.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1119
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 15:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Yōsuke » 21 sty 2018, o 04:13

Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum. Coś o tym wiem… Moim jedynym przyjacielem był mój nauczyciel. Który już ledwo zipie.. Biedny staruszek. Nie umiem sobie wyobrazić jego śmierci. Wtedy zostałbym tutaj całkiem… Sam. Cholerny świat. Być może Kazuya uświadomił mnie o tym, że jestem całkiem sam na tym okropnym świecie? Najwyraźniej tacy ludzie muszą istnieć. Samotni, mimo tego, że nie zasłużyli sobie na to niczym. Ta historia miała smutny finał. Ale wiem jedno.
- Pomszczę ich - powiedziałem już za odchodzącym Kazuyą. Od kiedy dostałem jego miecz… Złożyłem mu obietnicę, biorąc ciężar na swoje barki. Od zawsze to robię. Kiedy ktoś ma problem, biorę to na siebie. Nieważne, czy to ktoś obcy, czy…
To… To jest coś dziwnego. Znowu się to dzieje. Czuję.. Czuję przejęcie. Czuję strach. O kogoś bliskiego… Ale to nie staruszek. Nie poznaję zapachu. Jest dziwny… Domowy. Jak ten poprzedni. Ten, który czułem w hotelu. Dziwaczna wizja rzeczy, które się nigdy nie wydarzyły.. A może się wydarzyły..? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Strach się narasta. Lecz nagle. Cisza. Nie ma nic. Jestem spokojny, jakby nic się nie stało. Jakby cały strach uciekł. Zrobiłem z nim coś? Jest ulga. Zażegnałem strach. Pomogłem komuś. Waga podobna do mojej.. Może trochę lżejsze. To na pewno nie jakaś rzecz, to człowiek. Czuję zapach. Inny. Pot. Słyszę jakieś krzyki, ale nie rozumiem. Boję się, ale czuję potrzebę przeciwstawienia się, jakbym bronił kogoś ważnego. Czuję gniew, rosnącą odwagę. Ale kłócę się z kimś o wiele silniejszym ode mnie.. Czyżby dzieciństwo wracało do mnie wielkimi krokami…? Dlaczego dopiero po czymś takim odczuwam takie rzeczy… Jakby coś to wszystko wywoływało. Dlaczego akurat teraz? To wszystko stres? Zmęczenie? Nie spałem długo. Wtedy też czułem zmęczenie. Biegałem, miałem odciski tak, jak teraz. Pomagałem komuś… Byłem dzieckiem. Chlup, chlup. Słyszę pluskanie wody.. Niosę wiadro. Robię to szybko. W środku jest chochla, stuka o brzegi wiadra. Biegnę, ile sił mi w nogach.. Małych nogach. Jestem zmartwiony. Bardzo zmartwiony. Boję się o kogoś. Nie chcę go zawieść. Jestem na miejscu. Stuk, puk. Wyjmuję chochelkę, daje mu wody. Wiem, że to on, czuję. To ta sama osoba, która mnie wtedy szukała. Wiem to. To rodzina… Mam rodzinę? Nie… Ja nie mam rodziny. To jakieś brednie. Moment. Jestem spokojny, ale chwilę potem. Czuję ból. Ktoś mnie uderzył. Krzyczy na mnie. Boję się, ale stawiam mu się. Znowu. Za każdym razem stawiałem się, kiedy starałem się pomóc tej osobie. Ktoś nie chciał, żebym mu pomagał. Dlaczego? Nie wiem. Pomoc przecież nie jest zła. Trzeba pomagać tym, których się kocha. Trzeba ich szanować. Współpraca to siła.
Z osłupienia wyrwał mnie jakiś kaszlący gość, leżący niedaleko mnie.
- Śmieciu - wydobył się ze mnie krótki komentarz. Czasami nie umiem trzymać tego w sobie.. Tak ważna sprawa przerwana przez kogoś takiego. W wolnej chwili muszę z kimś o tym porozmawiać… Ale z kim? Nie mam nikogo. Staruszek nie odpisuje. Coś mu jest? Nie wiem. Na pewno nie. Staruszek nigdy nie umrze. Nie może. Nie pozwalam mu. To jedyna osoba na tym świecie, która mnie rozumie… Dlaczego teraz myślę o tym, że mogę go stracić? Być może historia Kazuyi mnie do tego zmusiła? Biedny człowiek… Pomścimy go. Jego rodzinę i go… W końcu stracił wszystko. Biedny człowiek…
Muszę stąd wyjść. Nie czuję się najlepiej. Odpoczynek dobrze mi zrobi. Ale… Muszę dostać się do Kantai. Zaciekawiło mnie to, co się tam dzieję. Odpocznę podczas przeprawy łodzią. Zasnę i odpocznę… Tak. Przyda mi się to. Wstałem z siedzenia, nie zapominając zabrać wszystkiego ze sobą. Wypłatę schowałem do kieszonki mojej kamizelki. Bezpiecznie pod płaszczem. Włożyłem jeszcze paczkę fajek do drugiej kieszeni, tym razem od płaszcza. Przyda mi się. Mogę się uspokoić. Tak, tak… Tego mi potrzeba. Spokoju i odpoczynku. W Kantai jest teraz miło. Będę się tam dobrze bawił. Na pewno. Nie będę musiał się niczym przejmował. Przyda mi się. Wyszedłem na górę. Ależ różnica. Niebo, a ziemia normalnie. Niech im ziemia lekką będzie. Pomszczę tych ludzi. Kiedyś. Ale teraz czas zająć się sobą, żeby nie oszaleć. Przed wyjściem, uśmiechnąłem się do pań kelnerek…
- Przydałoby mi się kiedyś znaleźć kobietę… - mruknąłem pod nosem. Nie musiały tego słyszeć. Wyszedłem na zewnątrz. Nabrałem powietrza w płuca. Przyjemnego powietrza. Zimnego. Orzeźwiającego. Powoli zaczęło świtać. O tyle dobrze. Nienawidzę podróżować nocą.
W odległości widziałem znajomą figurę małej Pani Doktor. Chyba czas się pożegnać, nie…? Podszedłem do niej tak, żeby mnie widziała. Nie chciałem jej wystraszyć.
- Hej, Pani Doktor. To chyba koniec tej przygody, co? Słyszałem, co się stało. Wybacz, że Cię na to naraziłem. Dobrze, że Kazuya-san wszystko to rozwiązał. No i, że nie stała wam się krzywda. Przeznacz te pieniądze na siebie, proszę Cię. Kup sobie coś ładnego, coś co chcesz Ty, coś co pomoże Ci zapomnieć na chwilę to gówno. - poklepałem ją po ramieniu, uśmiechając się lekko - Mówiłem Ci. Nie łaź za mną, bo źle skończysz. Teraz zobacz, masz okropny bagaż wspomnień. Ale szybko o nim zapomnisz - oby… Obyś zapomniała szybko, za bardzo nienauczona świata jesteś, żeby to z Tobą zostało…
- Tutaj się rozstajemy, Pani Doktor. Wybacz, że miałaś tak okropnego towarzysza. - pogłaskałem ją lekko po rozwalonej już czuprynce, po czym odwróciłem się na pięcie, zakładając ponownie kaptur - Do widzenia, Nomi. Zobaczymy się jeszcze kiedyś, w końcu muszę oddać Ci książkę. Rozwijaj się, Pani doktor. - pożegnałem się z moją towarzyszką i ruszyłem w stronę horyzontu. Droga do Kantai jest długa, ale na końcu czeka mnie sama przyjemność… Oj tak. Odpocznę choć troszkę.
[z/t]
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 07:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 27 wrz 2019, o 18:41

Ah, ci wszyscy przyjaciele, którzy nigdy nie odbierają. To oczywiście nie ma nic wspólnego z olewactwem (no może troszkę!). Czasem po prostu jesteś nieobecny. No i przecież niektórzy nie lubią głośnych dźwięków, może dlatego wolą cichy, spokojny park, tam pod olchą. Powinieneś to wiedzieć, skoro z dumą nazywasz się jegonajlepszym przyjacielem. Życie już ma to do siebie, że czasem Cię niosą, a czasem sam musisz kogoś ponieść. O ile oczywiście nie urwało ci nóg. Bez nóżek to może być trochę smuteczek.
Do wieku to trzeba z dystansem podchodzić. Masz tyle lat na ile się czujesz! - powiedział kiedyś ktoś mądrzejszy ode mnie. Natomiast Aka, gdyby traktować to powiedzonko na serio, właśnie dobijałby do setki i spisywał testament, przekazując swoje nic nikomu. Hej, ale przecież takie życie tego cholernego najemnika, co nie?
Doczesne.
Uchiha nie odpowiedział na pytanie. Tak to już jest z tymi pytaniami, na które nikt nie oczekiwał odpowiedzi. Bo nie oczekiwał, prawda?
Szli.
Długo i donikąd. Drogą taką samą jak każda inna, niewyróżniającą się absolutnie niczym. W ciszy. To była... spokojna podróż. Może nawet za spokojna. Shiariel nie miał wiele sił, było to po nim widać od samego początku, gdy podłoga jak na złość podkładała mu nogi. Najwyraźniej można było mieć nóżki, a i tak mieć problem z chłodzeniem. Shiariel już nie marzył o niczym innym, jak o ciepłym łóżku - brunet zresztą też. O ile taki spacerek samemu byłby całkiem spokojny, to targanie ze sobą kilkudziesięciu kilogramów żywej wagi potrafi być wykańczające. Ktoś powie - co to dla najemnika, kilkadziesiąt kilo. Przecież oni burzą ściany jednym jutsu! - może i tak, ale nie przez kilka godzin z rzędu. Podróż nie należała więc do najprzyjemniejszych, ale w końcu osiągnęli cel. Ten kawałek podłogi, spokojną oazę w której mogli się zatrzymać.
Weszli do karczmy. Przyjemny zapach napełnił ich nozdrza, sprawiając, że niebieskookiemu kiszki zaczęły grać marsza. Fajnie byłoby chyba coś wypić i zjeśc. To chyba była ta cała ulubiona karczma tych kilku osób. Jakaś trójka nieznajomych i rodzina z dzieckiem, sielanka po prostu. Czy mogło być piękniej? W sumie to pewnie mogłoby - gdyby nie dwójka najemników, która właśnie wpełzła do środka i ośmieliła zakłócić ten porządek rzeczy. No czasem tak jest, co zrobisz, ale żeby nawet właścicielka przydrożnej tawerny była zaskoczona? Bo uwierzę, że nigdy nie widziała dwóch panów idących pod ramię, z czego jeden wyglądał, jakby właśnie skończył popijawę z piątku na wtorek.
- Dzień dobry. - rzekł Uchiha jak gdyby nigdy nic się nie stało. - Potrzebowalibyśmy pokojów żeby trochę odpocząć. I ten no, kolega jest troszkę poobijany, jest pani nam w stanie jakoś pomóc? - uśmiechnął się słodziutko, zupełnie jakby nie trzymał pod pachą zwłok.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 29 wrz 2019, o 23:38

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
17


Kobiecina - miała chyba coś po trzydziestce - z uroczą chustą na głowie, włosami upiętymi w kok, przesunęła wielkimi oczami po waszych sylwetkach od góry do dołu. Czy pierwszy raz widziała imprezowiczów? Aaaj, na pewno nie! W końcu jakie inne rozrywki mogliby mieć mężczyźni w tych czasach, jeśli nie picie i okładanie się po gębach? Bo na pewno nie spacery po parku. No chyba że te, w których jednak kończysz pod tym drzewem i już nie ma komu nieść kogokolwiek. Budzisz się bez swojego sprzętu, z myślą, że najlepsze czasy dzieciństwa przechlałeś, jesteś najemnikiem bez wizji na przyszłość i... i do chuja wafla, gdzie te cholerne kunaie i zwoje? Ano właśnie - nie ma. Jak tych wizji na przyszłość.
- Chliopaczku..! Dawaj, dawaj! Siadajta na stolieczku, wygodnie wam byndzie. - Zamachała swoją ręką i przesunęła się do najbliższego stolika (najbliższego z twojej perspektywy), by go odsunąć i zrobić miejsce. Przynajmniej dla jednego z was - tego, który już o własnych nogach ledwo stał. Ledwo nie stał? Meh, te mankamenty językowe. - Dobzliu się czuju? Wody dać? Wody? - Dopytywała kobieta, zdecydowanie przekraczając strefę osobistą, która zapewniała komfort i człowiek mógł czuć się safe and sound.
- Pokoje są wolne. Dwa? - Zapytała kobieta stojąca za blatem.
Shiraiel uniósł swoją głowę, wysuwając ręce na blat, by łatwiej było mu siedzieć i spojrzał na dziwaczną kobiecinę, która niemal pucowała swoim policzkiem policzek Akiego, oglądając go tak, jak ogląda się wieprza na wybiegu. Upewniasz się, czy jest zdrowy, ma odpowiednią ilość tłuszczu i czy jest wart poświęconego mu czasu. Albo jak ta babcia, która chce się upewnić, że jej wnuczuś NA PEWNO się najadł. Oczywiście zawsze wychodziło na jedno - nie najadł.
W końcu przyniesiono wam jedzenie. Napełniony nowymi siłami Shiraiel starał się opanować, by nie przesadzić, ale robił to z wielkim trudem. Łatwo o przejedzenie, gdy umysł ci głupieje, domagając się energii. Do karczmy zdążyli przybyć kolejni głodni i spragnieni, ale ciemnowłosy długo ich nie oglądał - kiedy się najadł, podziękował wylewnie i udał się do pokoju, spragniony snu - choć niby tyle już go nabył na plaży. Tak, tak, dam radę o własnych siłach. Co mogło pójść nie tak? Wszystko. Zapewne wszystko.
- Szkoda gadać. Yamanaka się plują, bo ich statek piraci na wybrzeżu rozbili. - Rozległ się niski, głęboki, męski głos. - Łowimy rozbitków, szukamy piratów... ale czas na łyka sake!
- Ale lepiej, żeby ktoś wyrobił za ciebie.
- Rora, ty mnie za dobrze znasz, dziewucho! Ninja zrobią to lepiej i sprawniej, o. Gdzie zwykłym strażnikom radzić se z piratami ninjami, hę? Za stary jestem, do emerytury trzeba mi dożyć! - Odprowadziły was głosy do pokoju. Zamknięcie ich za sobą spowodowało wygłuszenie - dźwięki rozmów i stukotu sztućców zlały się ze sobą w jeden niewyraźny szmer. Długowłosemu nijak to nie przeszkadzało. Zwalił się na łóżko jak kłoda, niepomny na cały świat i wydawał się aktualnie najbardziej szczęśliwym człowiekiem na ziemi. Jego usta mimowolnie rozciągały się w błogim uśmiechu, tak jakby obecność Uchihy i jego pomoc były wszystkim, czemu naprawdę mógł zaufać. Albo był już na tyle wykończony, że wszystko mu było obojętne.


Shiraiel
Kobieta X
Mężczyzna X
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 4 paź 2019, o 13:49

Aka, jak i zresztą każdy cywilizowany człowiek, z pewnością znalazłby sobie lepsze zajęcie, niż siedzenie w karczmie i przepijanie ciężko zarobionych pieniędzy. Można było na przykład pozabijać bandytów i przysłużyć się społeczeństwu, zamiast być kolejnym zdegenerowanym elementem niepożądanym.
- Siadajta na stoliczku... - powtórzył w myślach po niej. Nie przepadał za takim akcentem, kojarzył mu się z wsią, żeby nie powiedzieć z wieśniactwem. No ale babcie takie były i należało je za to kochać, w końcu od tego babcie są, no nie? Gorzej jak robi to jakaś obca baba, która chyba nigdy nie słyszała o czymś takim, jak sfera prywatna. Uchiha jedynie uśmiechnął się, z trudem powstrzymując lekkie obrzydzenie.
Wdech. Wydech. Oddychaj i nie powiedz czegoś, przez co za chwilę podniosą ci cenę za pokój.
- Aaaaa wie pani. Obojętne! Co pani da to weźmiemy, haha! powiedział radośnie, co oczywiście dość mocno stało w sprzeczności z jego uczuciami. Ale hej, czego nie robi się dla pieniędzy, nie? No w sumie to dużo rzeczy - na przykład nie powinno się rabować statków pirackich i zabijać niewinnych marynarzy. A mimo to, niektóre odpadki miały czelność (bo na pewno nie odwagę) podnieść rękę na bezbronnych.
Weszli na górę. Najedzeni, napojeni, no a przynajmniej było tak w przypadku posiadacza Sharingana. Shiariel był nieco... niedysponowany, toteż Uchiha nie miał pewności, czy przypadkiem ktoś tu nie zejdzie z tego świata w nocy. Oby nie. Za sprzątanie po trupie będą chcieli dopłatę.
Aka przysłuchiwal się rozmowie dwóch mężczyzn. Może to zaskakujące, ale rozmawiali właśnie o piratach. I... o statku Yamanaka, który niedawno rozbił się na plaży z powodu tego nieszczęsnego abordażu.
Uchiha był przezorny - upewnił się, że jego tymczasowy towarzysz po położeniu się do łóżka nie zakrztusi się własnym językiem - ułożył go bezpieczne i wygodnie, a potem wyszedł z pokoju, zamykając po cichu za sobą drzwi.
Zszedł na dół i podszedł do dwójki - jak mu się zdawało - strażników.
- Dzień dobry. Czy raczej dobry wieczór. - powiedział, i lekko się skłonił, chcąc zwrócić na nich swoją uwagę. - Podobno macie problem z piractwem. Być może będę tutaj w stanie jakoś pomóc... nieznacznie zbliżył swoją rękę do katany, dość jednoznacznie dając znać, co ma na myśli. Stał tak i patrzył po kolei każdemu z nich prosto w oczy, jak gdyby próbując wyczytać ich reakcje.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 7 paź 2019, o 18:06

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
19


Czy babcią można było nazwać nadgorliwą kobietę? Na pewno z maniery. Z pewnością nie z wyglądu. Starsza - lecz nie stara - skończyła już zamiatać podłogę, kiedy znów pojawiłeś się w głównej sali. Po poprzednim grzecznym podaniu jedzenia, niegrzecznym nagabywaniu i trajkoceniu o tym, jak to dwóch panów powinno się lepiej odżywiać, bo w takim wieku to niezdrowo, mogą nie urosnąć jak trzeba i wielu innych oraz upomnieniu kobiety imieniem, jak miało się okazać, Rora - w końcu odpuściła. Tobie przynajmniej. Właśnie nagabywała dwójkę innych klientów, ale ci wydawali się akurat rozbawieni i uhahani otwartością oraz prostotą kobieciny, co bezczelnie dosiadła się do nich i zaczęła z nimi gawędzić. Na temam pierożków gyoza - gdzieś w tle przesunęło się to o twój płatek ucha, zachaczając mimowolnie. Jak odgłos kół na zewnątrz, które toczyło się właśnie, zatrzymując przed karczmą i prychanie koni. Jak stukot drewnianych mis w kuchni, która oddzielona była płachta materiału od głównej sali wypełnionej zapachem jadła - dobrego, porządnego i świeżego. I jak odgłos innych rozmów. Słyszałeś o wojnie Aburame? Przesuwał się szept, choć głos szeptem wcale nie był. Ja to bym wybrał się na Kami no Hikage! Problemy wszystkich wokół nigdy nie były twoimi problemami. Przynajmniej tak długo, jak nie oferowały pieniędzy za to, by twoimi się stać.
Dwójka tutejszych strażników, którzy przy pasie mieli krótkie miecze, na plecach tarcze, stali przy kontuarze, nachylając się nad nim, oparci o drewno przedramionami. Rozluźnieni, uśmiechnięci. Jak ludzie poza pracą, tylko jednak w pracy. Tacy, co im płacisz za ciężkie chronienie obywateli, a oni jednak nie mają nic do roboty, więc w sumie pracują nie pracując. Potem przychodzi dla nich specjalne podziękowanie od szefostwa i słodkie czekoladki w gratisie. Za tą ciężką pracę, rzecz jasna. Shiraiel spał w tym czasie słodko i bezpiecznie, utulony niemalże do snu przez swojego tymczasowego anioła stróża, który z jakiegoś powodu zdecydował się na zupełnie bezinteresowną pracę. W końcu, w tym wypadku, nie było co oczekiwać, że sakwa zostanie napełniona pieniędzmi. Pewnie kiedyś długowłosy jakąś posiadał, ale została pożarta przez chciwą toń oceanu.
Strażnicy skierowali na młodego Uchihę swoje spojrzenia, tak jak zrobiła to Rora, lekko wydymając swoje wargi. Zaraz też odeszła na bok, przesuwając się do klienta, który właśnie zaczął zbliżać się do baru od progu przybytku. Jeden z nich zlustrował sylwetkę Akiego z ciekawością i uśmiechem pod wąsem - nie kpiącym, w żadnym wypadku. Całkiem przyjacielskim i poufałym. Biła od niego przyjemna otwartość, która, jak niektórzy twierdzili, miała w sobie moc łączenia ludzi. Taką, która sprawiała, że chciało się mu zaufać, choć ciężko było znaleźć ku temu logiczny powód.
- Ninja? Wspaniale! - Rzecz jasna słowo "wspaniale" pojawiło się dopiero po przytaknięciu ze strony Akiego. - Anoo... - Obrócił się przodem do Akiego, łokciem wciąż oparty o blat. - Statek blondasków zatonął. To winy szukają tutaj, bo czemu by nie. Co tam, że piraci wszędzie pływają, a straży miejskiej nagle w żeglarzy nie przerobią. Kłopot najpierw trafia do nas, a potem - radźta sobie jak chceta. - Uśmiechnął się szerzej, przypatrując ci się uważnie. - Szukamy przede wszystkim ocalałych, coby mogli streścić przebieg sprawy, już jakaś dwójka się podjęła szukania. Informacja cenniejsza niż złoto. O, dziękuję, Rora. - Złapał za podsunięty mu kufel i zasalutował w stronę karczmareczki, która tylko skinęła głową i zanurkowała do kuchni. Dało się słyszeć jej głośne nawoływanie o nowe zamówienie i poganianie kucharzy do roboty.
- Bo na razie to szukanie igły w stogu siana. Wszystkich piratów nie wyłapiemy a nawet nie wiadomo, gdzie wrak wywaliło.


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 5 lut 2020, o 00:50

Czy babcią można było nazwać nadgorliwą kobietę? Cóż, na pewno można tak było nazwać kogoś, kto wykazuje nadmiar opiekuńczości wobec totalnie nieznajomych osób. To już trochę spoufalanie się z klientem, a tego chyba nie wypada robić w pracy, prawda? Chociaż cholera wie, jak to już jest w tym świecie - wszystko zmienia się tak szybko, kto by za tym nadążał? Może to właśnie taki sposób na zdobycie klienta fałszywą, domową atmosferą? A kto jak kto, Aka był całkiem dobry w rozpoznawaniu takiej obłudy. W końcu w tym byli najlepsi jego rodzice - w udawaniu, że zależy im na dziecku, a nie na karierze Shinobi. Ostatecznie skończyli tam, gdzie większość Shinobi - dwa metry pod ziemią.
Pieniądz śmierdzi śmiercią i wiedział to każdy, kto parał się wojaczką. A jednocześnie było w tym zapachu coś podniecającego, coś kuszącego, coś… coś, za czym ludzie potrafili gonić bez opamiętania. A może to wcale nie sam pieniądz, a raczej uczucie potęgi? Uczucie, że jest się kimś. Przecież jak masz pieniądze, to możesz wszystko. Bo kto bogatemu zabroni? Tylko bogatszy. A przecież można było zostać strażnikiem i wąchać co najwyżej smród koni z pobliskiej stajni, w zamian mając miskę ryżu i najtańszą sake po tej stronie kontynentu. Fajne życie, co nie? Do usranej śmierci przeganiać koniokradów i podpitych meneli, którzy szukają byle pretekstu do bójki. I weź tu człowieku wybieraj: śmierć, czy gorzki chleb rozpaczy. Marność nad marnościami, wszystko marność.
Ah, ten szarmancki uśmiech pana strażnika. W pewnym momencie miał ochotkę zapytać, czy może nie chce przejść się z nim na górę, ale po chwili przypomniał sobie, że przecież ten mężczyzna mógłby być jego ojcem. Poza tym strażnikowi chyba nie wypada, co nie? Niebieskooki lekko się ukłonił, słysząc przywitanie i odwzajemnił uśmiech, wyprostowując się. Uważnie słuchał każdego kolejnego słowa, jak gdyby analizując, co jego jeszcze-nie-zleceniodawcy.
- Znaczy… w sumie to mogę wam pomóc. - powiedział, spoglądając na pijących mężczyzn. - Jakbyście poszli tam - o tam - jakieś dwie godziny laskiem, a potem trzy godziny plażą, to dojdziecie do tego wraku, o którym mówicie. Wiem, że to ten, bo na szczątkach widziałem herb Yamanaka. - ta informacja była darmowa - w końcu prędzej czy później strażnicy i tak trafili by na statek. Trudno nie zauważyć takiego kolosa na plaży - kwestia czasu. - Ten mężczyzna, którego wnosiłem do karczmy… - nie był do końca pewien, czy powinien to mówić. Może Shiariel by tego nie chciał… - … był wycieńczony, gdy znalazłem go na szlaku. - trochę mijał się z prawdą, ale jednak chciał mieć zawsze możliwość wycofania się. W sumie z pewnością widzieli, jak Aka wciąga go na górę, całego pokiereszowanego i jeszcze lekko przemoczonego. - Może on by coś wiedział? Myślę, że jak wydobrzeje, to możecie się o to i owo zapytać, a nuż to jakiś rozbitek. - wzruszył ramionami, jak gdyby na niczym mu nie zależało. - A jeżeli by coś wiedział, to mogę się zająć jednym, czy dwoma piratami… - uśmiechnął się pod nosem. - Oczywiście za odpowiednią opłatą. Wiadomo, ryzyko zawodowe. - a to lisek chytrusek.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 5 lut 2020, o 20:20

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
21


Niedopowiedzenie to nie kłamstwo. Zatajenie informacji to nie kłamstwo. Więc czy jest zbrodnią? Czemu, czemu akurat takie słowa padły z ust czarnowłosego Uchiha? Dlaczego nie były szczerą, rozbrajającą prawdą w tej historii, skoro miała być ona taka niewinna, taka prosta w swojej istocie? Dlaczego ktoś miałby nie chcieć szczerej prawdy? Nie ważne ile pytań o przyczynę by padło, skutek pozostawał ten sam - wypowiedziane słowa, na które strażnik zareagował pokiwaniem głową, lekkim wygięciem w przód ust, błyskiem oku wyraźnego ożywienia informacjami, jakie padły. Stonowanego rozbudzenia, bo przecież nie zostało powiedziane, że to NA PEWNO rozbitek. Sądząc jednak po jego stanie, była na to bardzo duża szansa.
- Ożesz ty, no to mamy wrak! - Mężczyzna uderzył pięścią w otwartą dłoń, kiedy jego towarzysz w spokoju dopijał kolejną czarkę sake, przysłuchując się jedynie i obserwując. Mamy więc tego dobrego strażnika i tego, który rusza głową. Chyba. Zakładając ambitnie, że ktoś inteligentny mógł skończyć na takim stanowisku i niczego od życia nie oczekiwać. Ani pieniędzy. Ani adrenaliny. Zadowalać się byciem tym, kto przepędza koniokradów miast być tym, co na dumnym rumaku galopuje przez prerie. - Na pewno go wypytamy. Wyglądał na takiego, co by go pies przeżuł i wypluł, alem na początku sądził, że wy z pola walki, jak to shinobi. - Kiedy ktoś nosi przy swoim boku katanę nie koniecznie oskarżasz go od razu o bycie shinobim. Kiedy ktoś nosi specyficzną torbę i porządną katanę - zastanawiasz się, jakiego buntownika byłoby stać na taki zakup. Śmierć najemnikom - chwała tym, którzy wybierali swoje ścieżki, te bezdroża, tę wolność, na swojej drodze ninja. Pragnij najlepszego, spodziewaj się najgorszego. To był kraj, który należał do ninja. I do pieniądza, za którym ci wolni szczególnie chętnie podążali.
- Niech twój towarzysz czuje się w takim razie przymusowo zatrzymany na przesłuchanie. Zmieniam zdanie, czas to teraz pieniądz, więc potrzebowałbym go jak najszybciej. - Postawa strażnika się lekko zmieniła. Nie był już chętny do sięgania po kolejną czarkę, tak i jego towarzysz nie chlusnął tej... chyba już trzeciej. Spoglądali obaj na Akiego. I wyraźnie mało obchodziła teraz uśmiechniętego gościa sytuacja drugiej strony. - Będę musiał go zabrać do strażnicy, taki tryb postępowania. - Mogli powierzyć wiele shinobi - ale tym, którzy służyli jego klanowi. Obcemu nie mogli wszak wręczyć, być może, kluczowego świadka tego wszystkiego.
- Jeśli to rzeczywiście ktoś ze statku i coś z niego wyciągniemy to na pewno odpalę ci jakąś działkę za współpracę ze strażą. - Uśmiechnął się szeroko.


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 6 lut 2020, o 17:53

Rzeczywiście, niedopowiedzenia, czy zatajania, to nie kłamstwa. Kłamstwo jest złe, ale milczenie też może być złe. Mało to przypadków, gdy pijany ojciec leje swoje dzieci, a sąsiedzi nie reagują? Gdy ktoś leży nieprzytomny na ulicy, a przechodnie idą dalej, bo pewnie naćpany albo pijany?
Z drugiej strony masz wojny - wybuchające, bo ktoś powiedział o kilka słów za dużo, bo ktoś nie potrafił trzymać języka za zębami, albo rączek przy sobie. Niestety, ale świat nie jest czarno-biały, nie ma dobrej szczerości i złego milczenia, czy kłamstwa. Wszystko zależy od sytuacji, od kontekstu, od osoby. Jak ktoś może nie chcieć szczerej prawdy? Wystarczy spojrzeć w oczy umierającej osobie, która ostatnimi resztkami sił tak kurczowo trzyma się życia, pytającej się, czy umiera. I tylko pozbawiony empatii socjopata potrafiłby odpowiedzieć tak.
Można nie chcieć miłości i można nie chcieć sake do posiłku - tak samo można nie chcieć szczerej prawdy. Odmówisz babci dodatkowej porcji pierogów? No odmówisz, gdy kochana babunia cały dzień stała w kuchni i urobiła się po łokcie? Tak myślałem. Nie zawsze to, co robimy, idzie w parze z tym, czego chcemy. Dlatego właśnie takie słowa padły z ust Akiego, gdy opowiadał o tym, co napotkał na plaży. Chciał, żeby ktoś się zajął tymi piratami - ktoś kto napada na ludzi powinien ponieść konsekwencje - jednak wizja ciągania po posterunkach już i tak wycieńczonego Shiariela była dla niego... smutna? Tak. Chyba po prostu byłoby mu smutno, gdyby tak to się skończyło. Nie znał go, powinien mieć go gdzieś, a jednak trochę mu na nim zależało. Przypominał mu kogoś.
- No tak, tak, macie. - pokiwał głową z uznaniem i uśmiechnął się. No bo przecież to oni wpiszą sobie w raporcie, że dzięki ciężkiej i mozolnej pracy po godzinach strażnikom udało się odnaleźć miejsce, w którym rozbił się statek. A że to trochę się mija z prawdą... kto by na to patrzył, co nie? Liczą się efekty.

No tak, oczywiście, że musiało się tak skończyć. Czego właściwie Aka oczekiwał po jakże praworządnych obywatelach? Stało się dokładnie to, czego się obawiał. Serce zabiło ciut mocniej - wiedział co to oznacza. Musiał zachować spokój, nie dać się sprowokować i... brnąć w kłamstwo dalej. Jak się powiedziało A, to trzeba umieć powiedzieć B.
- Ano Shinobi, Shinobi. - pokiwał głową. - W porządku. Niech tak będzie, ja tu dostałem zadanie eskorty, a nie zatrzymywania się na przesłuchania... - rzucił, niby obojętnie. - Ale to będę potrzebował jeszcze chwili z tym Yamanaką, co mam przekazać jego klanowi. Z tego co słyszałem, to zależy im na jak najszybszym rozwiązaniu sprawy. Jeżeli rzeczywiście to rozbitek, to pewnie się ucieszą, że żyje i może zapłacą za uratowanie życia, hehe. - ale raczej nie ucieszyliby się, że ich druh jest przetrzymywany na przesłuchaniach przed jakimiś pachołami, nieprawdaż? W grę grali już od kilku chwil, ale Aka musiał zakończyć to jak najszybciej. Postawić ich w szachu. W tym planie było kilka wad i zdawał sobie z tego doskonale sprawę, jednak zawsze mógł się wytłumaczyć niewiedzą. Postanowił więc zgrywać typowego najemnika, który ma w dupie wszystko, ale też przy okazji odwołać się trochę do podświadomości strażników miejskich. Bo czy naprawdę chcą aresztować członka rodu, skoro mogą go po prostu wypytać i puścić wolno, oszczędzając sobie problemów? Chyba nie chcieliby potem tłumaczyć się przed przełożonymi, dlaczego ciągali po kątach jednego z podwładnych klanu rządzącego tymi ziemiami.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 8 lut 2020, o 11:34

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
24


To, jak brzmiały raporty, wiedzieli już tylko ci, którzy je czytali (albo udawali, że czytają) i na pewno wiedzieli ci, co je tworzyli. Ile w nich było prawdy - nieistotne. Jak z tym zatajaniem i pomijaniem. Ważne, by nie kłamały. Jeśli zaś przekłamują to tak, by nikt tego nie odkrył. Lecz z kłamstwami bywa ciężko. Zawsze przecież są celowe, zaś te niedopowiedzenia..? Mówią w końcu, że niewiedza nie rozgrzesza, nie usprawiedliwia. Mylą się. Zawsze można czegoś niedopisać a potem powiedzieć "ależ panie kapitanie, ja nie wiedziałem! To musiał być bardzo sprytny człowiek, skoro go nie zauważyłem na miejscu zbrodni!" Pan Kapitan nie musi wiedzieć, że w sumie to wziąłeś w łapę. Raport nic na ten temat nie wspominał. Wychodzisz co najwyżej na lekkiego głupka, że pewnych oczywistych spraw nie zauważasz, lecz jeśli rzecz wielką nie była - umyka. Kapitan macha na to ręką, w końcu radzi sobie z dziesiątkami idiotów takich jak ty i mówi ci tylko "dobrze, dobrze, ale następnym razem postaraj się być dokładniejszym." I już. Po wszystkim. Tyle krzyku o kilka słów za mało na papierze, który teraz przecież wygląda całkiem dumni. "Dwójka strażników, biorąc sobie do serca dobro obywateli, po godzinach szuka sposobu na dotarcie do rozbitków."
- To będzie dobry wieczór. - Uśmiechnął się pod nosem drugi mężczyzna, który ciągle siedział na stołku i leniwym wzrokiem bacznie obserwował Akiego. Najemnika-ninja, który właśnie wcisnął im za darmo cenną informację. Cenną dla nich - dla niego? Aach, pewnie już i tak zgarnął cenne przedmioty, które tam były. Czy to nie ten typ? Za kilka chwil miało się okazać, że dokładnie ten. Typ goniący za pieniędzmi, jak każdy obcy ninja na obcych ziemiach klanu.
- Żebyś wiedział, Matsu! - Mężczyzna klepnął się w udo, szeroko uśmiechnięty. Dumny, wyprostowany. Sprawiał wrażenie tego typu silnego, niezależnego mężczyzny, co to jednak w domu nie wie, jak się zabrać za gary. Nawet jego lśniące spojrzenie mówiło, że jest pełen energii mimo niby "całego dnia pracy, po którym trzeba odpocząć". Lecz tu nie chodziło o ten typ energii.
-Y-yamanaka? - Wybałuszył oczy na Akiego, tracąc swój rezon, zdębiały. Jeszcze brakowało, żeby jego szczęka znalazła się na samej podłodze. Ledwo przełknął ślinę, zbierając swoje "ja" z poziomu parkietu z wyraźną dekoncentracją. - O kurwa to jeszcze lepiej. Jak oddamy tym nawiedzonym ich ninja... - Pokiwał sam do siebie i swoich myśli głową, albo raczej do towarzysza, do którego obrócił ciągle lekko zdziwione, zaskoczone spojrzenie. Teraz to zaskoczenie powoli przechodziło w jeszcze większe zadowolenie. Tak, tak, ta twarz właśnie mówiła, że strażnik niedowierzał, iż gwiazdka przyszła do niego przedwcześnie tego roku. I to jeszcze ten gwiazdor jakiś taki drobny, bez brody...
- O, jasne. Tylko bez żadnego kombinowania - Spojrzał na Akiego dość twardo, ale nadal z lekkim uśmiechem. Usiadł na tyłku na krześle. - To czekamy, a wy załatwcie swoje ninjowe sprawy. - Machnął lekko ręką, niby na zbyt, w rzeczywistości w lekkim geście dającym wolną rękę w zgarnianiu swojej nagrody. No należało się chłopakowi, w końcu jeśli faktycznie uratował jakiegoś Yamanaka...


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Mężczyzna Y
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 9 lut 2020, o 15:33

Raporty, pieczątki i ludzie udający, że im zależy na stanie państwa. Aka dobrze to znał, jego rodzice byli tymi ciężko pracującymi Shinobi, zwalczającymi zagrożenia dla Sogen i nieraz słyszał, jak jego ojciec kurwi na urzędników, dla których wszystko musi być podbite odpowiednim stemplem, albo inaczej nie było o czym rozmawiać. Nic dziwnego, że potem do straży idą tacy, co się nigdzie indziej nie dostaną. Jak ktoś lubi mieć wszystko powiedziane, co i jak ma zrobić, to taka praca mogła wydawać się całkiem w porządku. Natomiast sam Uchiha najprawdopodobniej nudziłby się niemiłosiernie - i jeszcze to wszystko za marne grosze. A tak to chociaż dobrze zarobi, albo umrze. Gra, w której zawsze wygrywasz.
Nie spodziewał się takiej reakcji, że będą zadowoli, iż mają rzekomego Yamanakę. Uchiha na ich miejscu bałby się konsekwencji aresztowania kogoś takiego, ale cholera wie jak to jest w tym Antai. Uchiha zapewne zrobiliby niemałą aferę, gdyby dowiedzieli się, że ktoś targa ich żołnierza po posterunkach na jakiegoś durne przesłuchania.

Lekko się skrzywił, gdy usłyszał, że ma niczego nie kombinować. A co on miał niby zrobić? Wyrzucić swojego zleceniodawcę przez okno? To nie ten adres. Aka był grzecznym chłopczykiem. Z dwojga złego lepiej łamać serca, niż kości - a najlepiej to nie łamać niczego, chyba że opłatek na święta.
Niebieskooki uśmiechnął się.
- Jasne. - krótko, zwięźle i na temat. Skinął głową i odwrócił się na pięcie, kierując się na górę, do pokoju Shiraiela. W głowie miał pewien mętlik i... w sumie sam nie wiedział dlaczego. Bo przecież to strażnicy, pomogą Shiraielowi, co nie? A co... co jeżeli Shiariel wcale nie służył na statku blondasków, a był piratem? Potrząsnął głową, gdy zbliżał się do drzwi pokoju rozbitka. - Nie no... to niemożliwe. - tak sobie powtarzał. Chyba powoli załączały mu się wszystkie teorie spiskowe, a bardzo nie lubił tego stanu. Wszystko wydawało się wtedy takie... niebezpieczne.

Zamknął za sobą drzwi, na kluczyk, zasuwkę, czy co tam było.
- Shiraiel. - powiedział, spoglądając na chłopaka, któremu uratował życie. - Na dole są strażnicy, mówią, że szukają rozbitków z Yamanaka. - oznajmił. - Jak z nimi pójdziesz, to będziesz bezpieczny. - zasugerował. Bo przecież tego właśnie chciał ten chłopak, no nie? Bezpieczeństwa i przekazanie informacji jego misjodawcom.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 10 lut 2020, o 08:54

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
26


Ciemność pokoju była elektryzująca. Wzrok stawał się zamglony, ciężko było odróżnić różnice między łóżkiem, pościelą a ciałem. Nie była jednak całkowita. Światło wlewało się do środka przez okno. Dawało wystarczająco blasku by to, co wydawałoby się jedną całością, zaczynało stanowić odrębne elementy. I tak można było spokojnie zasunąć zasuwę i przejść kilka kroków, żeby na nic nie wpaść. Malowane charakterystycznymi, miodowymi kolorami z palety przygasającego słońca po długich godzinach wędrówki. Możliwe było również spojrzenie na poobijaną, spokojnie śniącą sylwetkę, której włosy (jak węże) rozkładały się na poduszce. Całkowity spokój śniących nadawał im wyraz anielskości. To było całkiem niesamowite - jak największe zło potrafiło złagodnieć. I jakim pięknym przywilejem było oglądanie czyjejś twarzy od razu po tym jak otworzyło się oczy. Nie przypadkowej. Nie takiej "jednonocnej" - przygody, po której kończy się znajomość. To musiała być twarz, którą naprawdę chciało się oglądać.
Pomimo łagodności głosu, Shiraiel zerwał się dość gwałtownie. Najpierw nie reagował - zupełnie. Dopiero po chwili lekko się poruszył, obrócił w kierunku osoby, która się nad nim zatrzymała, by zerwać do pozycji siedzącej ze strachem w oczach. I brakiem rozpoznania osoby, która teraz stała nad jego łóżkiem. Brakiem rozpoznania miejsca, w którym się znajdował. Lecz to było chwilowe. Zaraz jego mięśnie rozluźniły się, a oczy nieco zmatowiały od zmęczenia, kiedy zorientował się, kto przy nim jest. Jeszcze chyba nie do końca tylko wiedział, co do niego mówi.
- Ah... tak... - Nie był ani szczęśliwy ani zachwycony - gdy już słowa do niego dotarły. A przecież tego właśnie chciał - bezpiecznego powrotu do domu, czy nie? Opuścił swoje spojrzenie, zsuwając nogi z łóżka, jednak nadal opatulony był pościelą. Tak bardzo powoli. Wydawało się, jakby duch opuścił jego ciało i pozostała teraz tylko maszyna sterująca. Nakręcone trybiki, które jeszcze dusza zdążyła zaprogramować, zanim osiągnęła stan doskonały - bo wolny. Albo jakby starał się bardzo intensywnie myśleć na miarę swojego przytłumionego umysłu. - Mam... teraz..? - Dopytał, tak dla pewności. W końcu nawiązał kontakt wzrokowy z Uchiha. Długi. Taki, który utrzymuje się, kiedy bardzo, ale to bardzo chce się kogoś zapamiętać. Lub kiedy bardzo chce się prosić o... - Jest... bardzo wiele powodów, dla których nie mogę wrócić do Yamanaka. Ale to... - Pokręcił lekko głową ze smutnym uśmiechem. - Nie ważne. Dziękuję za pomoc. Nie będę cię dłużej obciążał.


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Mężczyzna Y

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 10 lut 2020, o 11:01

I oto wszedł do jamy węża- bo inaczej tego nie można było nazwać. Shiariel nie zapalił żadnej świeczki, czy lampy, leżał zaś po ciemku. W sumie trudno się dziwić, bo przecież jedyne czego teraz chciał, to spać, nieprawdaż? Jego włosy wiły się na poduszce. Znasz te sytuację, gdy wchodzisz do kogoś i jedynie o co masz ochotę zapytać to
Spoiler: pokaż
co do kurwy

Bo Aka właśnie tak miał. Gdy widział podnoszącego sie Shiraiela od razu wiedział, że coś będzie nie tak, jak być powinno. Nikt normalny tak nie reaguje, nikt, kto nie ma czegoś do ukrycia się tak nie zachowuje. Znał ten typ, z jednym miał do czynienia nawet bardzo blisko. Widać, że Uchihę naprawdę ciągnęło do kłopotów, do typów spod ciemnej gwiazdy. Niby każdy człowiek jest inny, ale mają tyle cech, że czasami da radę ich poszufladkować, przyklejając karteczkę z napisem "UWAGA, kłopoty".

Spojrzał na chłopaka. Na tą mierną i mizerną postać, zmęczoną, wychudzoną, sprawiającą wrażenie ledwo zdolnej do życia. Aka podejrzewał, że to tylko pozory. Skoro przetrwał tyle, to musiała być w nim jakaś wola walki. Nikt tak kurczowo nie trzyma się życia, jeżeli nie ma czegoś do stracenia.
Nawiązał z nim kontakt wzrokowy. Niebieskie oczy Uchiha zdawały się penetrować jego umysł, próbując zgłębić, jakaż to tajemnica kryje się pod tymi gadzimi włosami, której tak bardzo nie chce zdradzić. Chciał wiedzieć, co ten chłopak kombinuje i dlaczego go tak zwodził za nos. Patrzył się i patrzył - długo. Zdecydowanie za długo. Gdyby Shiraiel był posiadaczem Sharingana, zapewne skończyłoby się to dla Akiego niezbyt dobrze, ale w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia. Próbował go przejrzeć, lecz jedyne co widział w jego oczach, to pustka.
- Ah, rozumiem. - pokiwał głową, powoli chyba rozumiejąc co się dzieje. A raczej rozumiejąc, że nic nie rozumie. - Nie, jednak nie. - westchnął głęboko. - Więc może wytłumaczysz mi, co tu się właśnie dzieje. - to nie było pytanie. To było stwierdzenie, tylko nieco ładniej ubrane w słowa. - Mówiłeś mi, że chcesz dotrzeć do Raigeki i w tym właśnie chciałem Ci pomóc. Masz teraz eskortę, będziesz bezpieczny. - próbował go... przekonać? Sam nie wiedział. - Nie obciążasz mnie. Jeszcze nie. - westchnął, udając zobojętnienie. Było jednak widać po jego minie, że nie był zadowolony tym, że chłopak nie powiedział mu całej prawdy. Aka go uratował, doniósł go tutaj, nakarmił i napoił, ułożył do snu, a i tak nie zasługiwał na prawdę? Widać było, że Uchihę to w jakiś sposób zabolało. Starał się, a i tak wszystko jak krew w piach. - Powiedz mi, co zrobiłeś, a wtedy zadecyduję, czy pomóc Ci uciec, czy tylko wypchnąć przez okno i wtedy dać spieprzyć, udając, że gdy przyszedłem to Ciebie już tu nie było. - czyli jednak na każdego przychodzi moment, gdy musisz wypchnąć swojego pracodawcę przez okno. Takie czasy. Nie mniej jednak Aka nie zamierzał zmuszać chłopaka do poddania się. Przynajmniej jeszcze nie teraz, dopóki nie pozna całej historii. Chyba go polubił. Cichego, małomównego, tak samo irytującego jak Shikarui. Ciekawe, co u niego.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Shikarui » 10 lut 2020, o 12:24

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
28


Kłamstewka mają bardzo krótkie nóżki. A jakie nóżki mają niedopowiedzenia?
Ludzie mieli w zwyczaju trzymać się życia, to było w ich naturze. Lwiej części wydawało się, że to wcale nie tak, że im nie zależy, że oni to żyją chwilą i nie będą walczyli, kiedy już po nich przyjdzie ta chuda dama na gnijącej szkapie. Potem przychodziła a oni bez pomyślunku robili wszystko, co mogli, żeby tylko nie dać się jej zabrać i nie wsiąść do powodu, który został dla nich przygotowany. Zwłaszcza tyczyło się to osób młodych. Tym bardziej tych, którzy nie musieli martwić się o to, że lada chwila umrą od ostrza czyjegoś noża. Jak to było jednak z Sharielem? Gdzie leżała granica między naturalną walką o przetrwanie a tym, że kiedy człowiek ma odpowiednio mocną motywację, to ta walka przechodziła do miana heroicznej. Pchała wtedy człowieka do przodu z siłą większą od strzały wypuszczonej z rąk najwybitniejszego strzelca. Umożliwiała przecinanie się przez świat jak grot przecinał się przez powietrze.
Sam długowłosy zatrzymał się, choć miał się już podnosić. Ściągnął lekko brwi, spoglądając na Uchihę i teraz i na jego twarzy pojawiła się doza konsternacji. Delikatnej ostrożności. Czy to był moment, w którym spodziewał się wielu rzeczy, tylko nie "hej, może porozmawiamy?". Tak, zdaje się, że tak. Wstał ostrożnie, ściągając pościel na bok, by zrównać się z Akim spojrzeniem. Widać było, że myślał. Widać było, że coś rozważał, kalkulował. Oceniał, które słowa będą teraz odpowiednie, a które nie. Albo właśnie na poczekaniu próbował stworzyć jakąś historyjkę, którą byłby w stanie sprzedać Akiemu.
- Nie okłamałem cię. Chcę się tam dostać, tylko nie z eskortą osób takich jak straż. - Powiedział ostrożnie i powoli. Był przecież tym na bardziej straconej pozycji. Na dole strażnicy. Przed nim shinobi, który ewidentnie pokazywał swoją postawą, nastawieniem, że chce dobrze. Chce zrozumieć. Gdyby nie chciał to pewnie Shiariel właśnie nie zawdzięczałby mu życia. Pewnie nie byłoby rozmowy za zakluczonymi drzwiami. - Należę do klanu Yamanaka, ale nie płynąłem na ich statku. - Wypowiedział w końcu finalne słowa. Te, które były paranoją. Które sprawiały, że cały ten świat stawał się bardziej przerażający. Ciemny. Długowłosy był spięty i gotowy do gwałtownych ruchów ze strony Akiego. Zdawał sobie też jednak sprawę, że to jest czas na wytłumaczenia - drugiej szansy może nie być. W końcu nie znał stojącego przed nim mężczyzny na tyle, by to ocenić. - To, co się stało na tych wodach, było czystym przypadkiem, chaosem. To miała być zwykła kradzież. Ja miałem informacje, a oni trzymali nóż na gardłach mojej rodziny. Nie jestem dobrym chłopcem. I muszę wrócić do domu, by zobaczyć, że moja rodzina jest bezpieczna. Bez informowania kogokolwiek o tym, że żyję. Tak będzie lepiej. Dla nich.
Wóz albo przewóz. Łódź albo zatonięcie. Niedopowiedzenia albo kłamstwo. Przecież w tym impasie to tylko od Akiego zależało, czy warto zaufać osobie, której życie uratował.


Shiraiel
Rora
Mężczyzna X
Mężczyzna Y
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Aka » 10 lut 2020, o 21:33

Ta cisza zawiastowała to, co nadejdzie. W pokoju było cicho. Bardzo cicho. Uchiha nie słyszał nawet szumów z dołu, tylko szum krwi płynącej w skroniach. W tym momencie trudno było powiedzieć, czy ściany są tak grube, czy po prostu jego psychika płata mu figle. Cisza tak cicha, że sprawiała ból. Dyskomfort psychiczny, ale jednak... wiedział. W tym momencie, gdy cisza swym krzykiem rozdzierała jego uszy... on już wiedział.
Cicho westchnął.
Zamknął oczy. To przyszło ze spokojem - spodziewał się tego. Nie był przerażony, nie był zaskoczony, nie był nawet zły. Przecież Shirariel go nie okłamał - ba, powiedział prawdę. Rzeczywiście, zmierzał do miasta, ale bynajmniej nie po to, żeby zrelacjonować katastrofę. Aka był po prostu zawiedziony. Trudno mu w tym momencie było ocenić, czy sobą, czy może żmiji, którą uratował, zamiast odciąć jej syczący łeb. Ile osób umarło przez jej ukąszenie?
Wpatrywali się w siebie. Aka już nie myślał, bo znał odpowiedź, zanim padła. A u tego tutaj, ledwo żywego? Zaskoczenie. Gdyby nie powaga sytuacji, to młody Uchiha zapewne by się roześmiał. Nie spodziewał się po kimś takim jak Shirariel zaskoczenia na twarzy. Akiego trochę ciekawiło, czy faktycznie emocje na jego twarzy to zaskoczenie, czy może Shrariel jest poddenerwowany i na prędkości próbuje wymyślić jakąś historyjkę. Jego ruchy, jego zachowanie, jego mimika. Heh.
Pierdolone niedopowiedzenia.
- Czego ja po Tobie oczekiwałem? - zapytał sam siebie. Doskonale znał odpowiedź, ale teraz, po tym co usłyszał, nie miała ona już najmniejszego znaczenia.
Wierzył mu. Nie miał powodu, żeby mu nie wierzyć. Przecież przyznał się do zbrodni. Zbrodni, za którą groził mu stryczek. Ale teraz... teraz już było za późno. Kolejna śmierć już nic nie zmieni, nie zwróci nikomu życia, a jeżeli ktoś dzięki temu przeżyje...
- Idź. - wskazał palcem na okno. Na jego twarzy nie było śladu emocji. W tym momencie było mu totalnie obojętne, co dalej się stanie z Shirarielem. Czy umrze z wycieńczenia po drodze, czy może strażnikom uda się go złapać, czy może rzeczywiście uda mu się dotrzeć do miasta i uratować swoją rodzinę. A może po prostu dalej będzie napadał na statki, bo to wszystko to tylko jedna wielka ściema, żałosna próba zagrania na emocjach tego dobrego. Jeżeli tak, to chyba próba była udana.
- Idź... - powtórzył. - Idź, zanim się rozmyślę. - poczekał jeszcze chwilę, dając czas Shiraielowi na ucieczkę. Otworzył zamek i wyszedł z pokoju, poszarpując sobie lekko koszulkę i mierzwiąc włosy, zupełnie, jakby przed chwilą walczył.
- Nie ma go, nie ma go! Sukinsyn, nie zapłacił! - to nie było kłamstwo. Zwyczajne niedopowiedzenie.
Obrazek
I'd rather watch my kingdom fall
I want it all or not at all
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 131
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 21:04
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Wysoki i drobny brunet o niebieskich oczach, zazwyczaj chodzący w stonowanych kolorach. Widoczna blizna po podcięciu gardła.
Widoczny ekwipunek: Katana, torba.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG/Discord: Aka#1339

Następna strona

Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość