Izakaya "Hitotsume"

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Hayami Akodo » 21 sty 2018, o 01:52

Obrazek
W porównaniu do tej izakayi, która znajduje się w Kantai, "Hitotsume" jest niewielka, ale ma stałe grono zaufanych klientów. Nikt jednak nie wie, że w piwniczce, pod tymi wszystkimi ciepłymi, kolorowymi pomieszczeniami urządzonymi w tradycyjny sposób, pełnymi zapachu pysznego jedzenia i śmiechu obsługujących kelnerek, skrywa się mała, słodka tajemnica...

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
22/22


Obrazek

Love is a burning thing
And it makes a fiery ring


Nie wiedząc, co stało się w lesie, trafiasz do "Hitotsume" - poszukiwania tej lokalizacji trwały dość długo, ale przecież dotarłeś, nie było z tym problemu. Cisza jest słodka. Jak kochanka, którą opuszczasz rano, zostawiając jej trochę pieniędzy i liścik - o ile chce ci się pisać słowa wyjaśnienia, bo wiesz dobrze, że ona przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy. Lwy nie mogą żyć w klatce, nie zniosą długo jednego stada; wszelkie więzy, bliskość, nie są na miejscu. Musisz się choć na chwilę uwolnić od Nomi, od tej całej cholernej sprawy, by to wszystko rozegrać odpowiednimi kartami, doprowadzić do końca. Przecież o to chodzi: skończyć, wytrwać do końca, odebrać nagrodę, rozerwać łańcuchy, dopóki wszystko jeszcze jest dobrze, dopóki hajs się zgadza i żyje się lepiej...!
Domyślnie uśmiechnięty kelner wskazuje ci drogę do piwniczki i nawet cię tam prowadzi, za drobną opłatą, oczywiście: dwieście ryou to przecież nic wielkiego... Schodzisz tam niepewnymi, śliskimi schodami, w migotliwym świetle lampionów, prowadzony przez skrzypliwy, rozbawiony głos przysadzistego staruszka w kimonie. Kiedy jednak schodzisz na dół, ostre światło wręcz cię oślepia.
Nie mogło być już bardziej...czerwono.
W odróżnieniu od surowych, ascetycznych, biało-czarnych ścian izakayi na górze, piwnicę wymalowano na czerwono - czy to krew? Złudzenia? Jakieś dawne ofiary? Wspomnienia, tak bardzo przecież niczyje, pozostawione na ścianach?
Okazuje się, że to tylko zwykła, jaskrawa farba. Uff. Jak wielka to jest przecież ulga...!
Piwnica jest pełna dymu, ciepła i przećpanych, rozleniwionych ludzi, leżących z oczami utkwionymi w sufit, bez jakiejkolwiek chęci ruchu. Nikt nie przejmuje się tym, że tu wchodzisz, nie sprawdza, kim jesteś; gdyby wpadli tu strażnicy i aresztowali nagle wszystkich albo wrodzy shinobi urządziliby rzeź, oni nadal leżeliby martwo, nieruchomo, jak tamte dziewczyny w lesie, pewnie tak jak Arisa i jej spaleni żywcem synowie.
Ogień pożera wszystko.
Nawet myśl.
Dostajesz od nieznajomego szluga, pokazuje ci, jak odpalić. Zaciągasz się mocnym, gryzącym dymem, kaszląc z całych sił, i nawet nie zauważasz, kiedy tamten znika, zostawiając cię samego z ohydnymi, ale...ale dziwnie przyciągającymi Hoshiakai, palącymi podniebienie, żrącymi, a jednak dającymi pewnego rodzaju rozkosz, uspokojenie...
Dopiero po dłuższej chwili zaczynasz czuć smak. Jest słodki i gorzki zarazem - jak samo życie; tyle istnień spłonęło tak jak ten papieros, dopalający ci się w dłoniach.
Kroki uświadamiają ci, że ktoś tutaj idzie. To Kazuya.
Wyprzedził Nomi? Być może. Tak, czy inaczej, rozpoznajesz jego kroki, chakra też jest jego, a po chwili znajduje się obok ciebie. Jest poważny i spokojny.
Opowiada wszystko. O śmierci Kaigena, jego spowiedzi przedśmiertnej, o wyborze, którego obaj dokonali. Przecież nie mogli inaczej. Nie mieli wyboru. Jemu pozostaje ścigać Makoto, pokonać go i schwytać - i temu celowi się poświęci - ale Kaigen, Wilk z Yougan, nie mógł znieść cierpienia, którym przez tyle lat żył. Utracić miłość dwa razy, oddać ją innemu bez wahania, nie zważając na głos krzyczący w głowie to szaleństwo, a potem patrzyć, jak kona w morzu ognia, podpalona przez twojego własnego brata...tego było zbyt wiele, takiej rozpaczy nie można było dłużej ścierpieć.
Musiał odejść, by pozwolić gwiazdom lśnić.
Zresztą tak było najłatwiej.
Twarz Kazuyi jest nieporuszona, spokojna, kiedy to opowiada - a jednak nie możesz się oprzeć wrażeniu, że to nie koniec. Że...oprócz litości, która zabłysła w jego oczach, gdy opowiadał o śmierci Kaigena, którego sam dobił (z łaski, bo przecież nawet ronin ma jeszcze sumienie), ujrzałeś coś jeszcze. Nienawiść? Gniew? Furię? Żal?
Samotność nie bierze jeńców. Ona nie pozostawia nas żywymi.
Tak, to chyba była samotność.
Ale mimo wszystko Kazuya jest obowiązkowy. Gdy kończy swoją opowieść, przechodzi do konkretów. Po to tu przyszedł.
Papieros nagle staje się intensywniejszy, mocniejszy, pachnie silniej, smak staje się bardziej słodki. Jak niewczesna satysfakcja.
-Zgodnie z obietnicą mam ze sobą pieniądze. Panienka Nomi prosiła, by zostawić ją samą, gdyż...chciała to wszystko, co isę wydarzyło, przemyśleć. Jest cała i zdrowa-mówi spokojnie.-Tutaj jest twoja działka. Jej nagroda już trafiła do rąk własnych. Jeśli będę was potrzebował do pościgu za Makoto, odnajdę was. I wiesz co?
Milknie na chwilę. Jakiś naćpany mężczyzna wypuszcza kolejne kółka dymu pod sufit. Robi się duszno. Niebezpiecznie.
Nie możesz tu dłużej zostać. On na pewno tego nie zrobi. Patrzy ci w oczy, a jego spojrzenie jest szczere. Głębokie. Uczciwe.
-Dziękuję. I zapamiętaj na przyszłość jedno, Yosuke. Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum.
Odwraca się, a następnie wychodzi szybkim krokiem, pozostawiając cię w pomieszczeniu.
Zostałeś sam.
Sam z dogasającym papierosem, ciszą, gęstym dymem, krzykliwie szkarłatnym, bezwstydnym kolorem ścian, wonią płonącego człowieka i zrozumieniem. Nie udało ci się ocalić nikogo, ale przynajmniej zyskałeś wiedzę. I motyw zemsty w swoim omówieniu życia.


_________________________________________________________________________
No to ten, cóż, dziękuję wam za misję, moje żabki. :* Tensa, następnym razem nie leń się tyle, bo ci uśpię Nomkę i skończą się żarty! Zgłoszę was do rozliczenia, więc nie ma problemu.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 960
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Izakaya "Hitotsume"

Postprzez Yōsuke » 21 sty 2018, o 03:13

Samotność nigdy nie bierze jeńców. Albo zabija, albo odbiera rozum. Coś o tym wiem… Moim jedynym przyjacielem był mój nauczyciel. Który już ledwo zipie.. Biedny staruszek. Nie umiem sobie wyobrazić jego śmierci. Wtedy zostałbym tutaj całkiem… Sam. Cholerny świat. Być może Kazuya uświadomił mnie o tym, że jestem całkiem sam na tym okropnym świecie? Najwyraźniej tacy ludzie muszą istnieć. Samotni, mimo tego, że nie zasłużyli sobie na to niczym. Ta historia miała smutny finał. Ale wiem jedno.
- Pomszczę ich - powiedziałem już za odchodzącym Kazuyą. Od kiedy dostałem jego miecz… Złożyłem mu obietnicę, biorąc ciężar na swoje barki. Od zawsze to robię. Kiedy ktoś ma problem, biorę to na siebie. Nieważne, czy to ktoś obcy, czy…
To… To jest coś dziwnego. Znowu się to dzieje. Czuję.. Czuję przejęcie. Czuję strach. O kogoś bliskiego… Ale to nie staruszek. Nie poznaję zapachu. Jest dziwny… Domowy. Jak ten poprzedni. Ten, który czułem w hotelu. Dziwaczna wizja rzeczy, które się nigdy nie wydarzyły.. A może się wydarzyły..? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Strach się narasta. Lecz nagle. Cisza. Nie ma nic. Jestem spokojny, jakby nic się nie stało. Jakby cały strach uciekł. Zrobiłem z nim coś? Jest ulga. Zażegnałem strach. Pomogłem komuś. Waga podobna do mojej.. Może trochę lżejsze. To na pewno nie jakaś rzecz, to człowiek. Czuję zapach. Inny. Pot. Słyszę jakieś krzyki, ale nie rozumiem. Boję się, ale czuję potrzebę przeciwstawienia się, jakbym bronił kogoś ważnego. Czuję gniew, rosnącą odwagę. Ale kłócę się z kimś o wiele silniejszym ode mnie.. Czyżby dzieciństwo wracało do mnie wielkimi krokami…? Dlaczego dopiero po czymś takim odczuwam takie rzeczy… Jakby coś to wszystko wywoływało. Dlaczego akurat teraz? To wszystko stres? Zmęczenie? Nie spałem długo. Wtedy też czułem zmęczenie. Biegałem, miałem odciski tak, jak teraz. Pomagałem komuś… Byłem dzieckiem. Chlup, chlup. Słyszę pluskanie wody.. Niosę wiadro. Robię to szybko. W środku jest chochla, stuka o brzegi wiadra. Biegnę, ile sił mi w nogach.. Małych nogach. Jestem zmartwiony. Bardzo zmartwiony. Boję się o kogoś. Nie chcę go zawieść. Jestem na miejscu. Stuk, puk. Wyjmuję chochelkę, daje mu wody. Wiem, że to on, czuję. To ta sama osoba, która mnie wtedy szukała. Wiem to. To rodzina… Mam rodzinę? Nie… Ja nie mam rodziny. To jakieś brednie. Moment. Jestem spokojny, ale chwilę potem. Czuję ból. Ktoś mnie uderzył. Krzyczy na mnie. Boję się, ale stawiam mu się. Znowu. Za każdym razem stawiałem się, kiedy starałem się pomóc tej osobie. Ktoś nie chciał, żebym mu pomagał. Dlaczego? Nie wiem. Pomoc przecież nie jest zła. Trzeba pomagać tym, których się kocha. Trzeba ich szanować. Współpraca to siła.
Z osłupienia wyrwał mnie jakiś kaszlący gość, leżący niedaleko mnie.
- Śmieciu - wydobył się ze mnie krótki komentarz. Czasami nie umiem trzymać tego w sobie.. Tak ważna sprawa przerwana przez kogoś takiego. W wolnej chwili muszę z kimś o tym porozmawiać… Ale z kim? Nie mam nikogo. Staruszek nie odpisuje. Coś mu jest? Nie wiem. Na pewno nie. Staruszek nigdy nie umrze. Nie może. Nie pozwalam mu. To jedyna osoba na tym świecie, która mnie rozumie… Dlaczego teraz myślę o tym, że mogę go stracić? Być może historia Kazuyi mnie do tego zmusiła? Biedny człowiek… Pomścimy go. Jego rodzinę i go… W końcu stracił wszystko. Biedny człowiek…
Muszę stąd wyjść. Nie czuję się najlepiej. Odpoczynek dobrze mi zrobi. Ale… Muszę dostać się do Kantai. Zaciekawiło mnie to, co się tam dzieję. Odpocznę podczas przeprawy łodzią. Zasnę i odpocznę… Tak. Przyda mi się to. Wstałem z siedzenia, nie zapominając zabrać wszystkiego ze sobą. Wypłatę schowałem do kieszonki mojej kamizelki. Bezpiecznie pod płaszczem. Włożyłem jeszcze paczkę fajek do drugiej kieszeni, tym razem od płaszcza. Przyda mi się. Mogę się uspokoić. Tak, tak… Tego mi potrzeba. Spokoju i odpoczynku. W Kantai jest teraz miło. Będę się tam dobrze bawił. Na pewno. Nie będę musiał się niczym przejmował. Przyda mi się. Wyszedłem na górę. Ależ różnica. Niebo, a ziemia normalnie. Niech im ziemia lekką będzie. Pomszczę tych ludzi. Kiedyś. Ale teraz czas zająć się sobą, żeby nie oszaleć. Przed wyjściem, uśmiechnąłem się do pań kelnerek…
- Przydałoby mi się kiedyś znaleźć kobietę… - mruknąłem pod nosem. Nie musiały tego słyszeć. Wyszedłem na zewnątrz. Nabrałem powietrza w płuca. Przyjemnego powietrza. Zimnego. Orzeźwiającego. Powoli zaczęło świtać. O tyle dobrze. Nienawidzę podróżować nocą.
W odległości widziałem znajomą figurę małej Pani Doktor. Chyba czas się pożegnać, nie…? Podszedłem do niej tak, żeby mnie widziała. Nie chciałem jej wystraszyć.
- Hej, Pani Doktor. To chyba koniec tej przygody, co? Słyszałem, co się stało. Wybacz, że Cię na to naraziłem. Dobrze, że Kazuya-san wszystko to rozwiązał. No i, że nie stała wam się krzywda. Przeznacz te pieniądze na siebie, proszę Cię. Kup sobie coś ładnego, coś co chcesz Ty, coś co pomoże Ci zapomnieć na chwilę to gówno. - poklepałem ją po ramieniu, uśmiechając się lekko - Mówiłem Ci. Nie łaź za mną, bo źle skończysz. Teraz zobacz, masz okropny bagaż wspomnień. Ale szybko o nim zapomnisz - oby… Obyś zapomniała szybko, za bardzo nienauczona świata jesteś, żeby to z Tobą zostało…
- Tutaj się rozstajemy, Pani Doktor. Wybacz, że miałaś tak okropnego towarzysza. - pogłaskałem ją lekko po rozwalonej już czuprynce, po czym odwróciłem się na pięcie, zakładając ponownie kaptur - Do widzenia, Nomi. Zobaczymy się jeszcze kiedyś, w końcu muszę oddać Ci książkę. Rozwijaj się, Pani doktor. - pożegnałem się z moją towarzyszką i ruszyłem w stronę horyzontu. Droga do Kantai jest długa, ale na końcu czeka mnie sama przyjemność… Oj tak. Odpocznę choć troszkę.
[z/t]
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:


Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość