Dom przy drodze

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Dom przy drodze

Postprzez Jirri » 2 wrz 2017, o 11:14

Jirri mieszka w domu przy drodze handlowej. Dom ów pomalowany jest brązową farbą. Wygląda całkiem ładnie. Przed nim znajduje się mały ogródek z kwiatami. W zielony trawnik wbite dwa znaki. Jeden z nich, wbity przez dziadka naszego młodego bohatera, głosi: "Ńndża do wynajeńća", napis na nim jest przekreślony kolorem czerwonym. Drugi, wbity już przez samego Jirriego opisany jest tą samą treścią, ale już bez błędów. Warto dodać, że pierwszy znak wygląda staro, pokryty jest trochę mchem, natomiast ten drugi lśni nowością. Z drogą dom łączy ścieżka wyłożona kamieniami. Obok wejścia stoi kamienna studnia, z której to mieszkańcy czerpią wodę. Dom wyposażony jest w trzy sypialnie (dla Jirriego, rodziców i dziadka), kuchnię, łazienkę i salon, w którym - niesoodzianka, stoją krzesła! Jeden z tych niewielu domów, w których nie siedzi się przy stole na poduszce. Przed domem zaś obecnie siedzi sobie Jirri, nasz Jirri, siorbiąc chłodną herbatę i czekając na zlecenia. Czuł, że dzisiiaj miało mu się coś trafić.
Jirri
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Masaru Yoshida » 2 wrz 2017, o 14:32

Misja D 1/15
Chłopak spał jak to każdy człowiek normalny ma w zwyczaju o tak wczesnej porze jaka była w tym momencie. A była to pora taka że słońce nie uniosło się nad horyzont prawie w ogóle. Tak więc nasz bohater śnił w tym momencie tylko o sobie wiadomych rzeczach, i pewnie śniłby nadal aż do poranka, gdyby nie pewne dźwięki. Dźwięki te wydawał z siebie jakiś psowaty, dokładniej skowyczenie chyba rannego wilka, lub psa. Obudziło go to. Źródło dźwięku ani myślało się uciszyć i dać spać. Wyglądało na to że było ono gdzieś koło domu, gdzie dokładnie to było trudno ocenić osobie która dopiero wstała. Tak więc chyba nie pozostaje nic innego jak iść i zobaczyć co to. Prawda?
Masaru Yoshida
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Jirri » 4 wrz 2017, o 16:06

Jirri siorbał herbatę. Była już chłodna, ale z cukrem i cytryną smakowała naprawdę dobrze, zwłaszcza w ciepły dzień. W ten właśnie dzień Jirri spodziewał się zadania. Czuł, że dziś ktoś przyjdzie, aby mu coś zlecić... Miał to przeczucie przez cały dzień, aż wreszcie stwierdził, że to nie ma sensu i wrócił do domu. Miało to miejsce na wieczór. Zdecydował, że należy się przespać. Czuł, że długo tak nie pociągnie. Skoro nikt tu nie potrzebuje usług shinobi, to będzie musiał wkrótce opuścić rodzinny dom. Może wyruszy do osady klanu Kaminari, albo przeniesie się do prowincji Sogen, do osady Uchiha. Była to całkiem nie najgorsza opcja. Tam z pewnością by mu nie brakowało roboty. Ale tam nie miałby nauczyciela. Uchiha z pewnością też nie zgodziliby się z jego Nindo... Będzie musiał to przemyśleć... Obudził się rano. Nie sam z siebie. Obudził go jakiś skowyt. Jakiś pies, czy wilk. Czy coś w tym rodzaju. Cóż, tym sposobem się nie wyśpi. Nie da rady zasnąć w takich warunkach. Trzeba coś z tym zrobić. Wyszedł na dwór. Nie z pustymi rękoma. Był skutecznie uzbrojony w krzesło. Zaczął się rozglądać za powodem swej pobudki. W razie czego idzie za dźwiękiem. Cały czas osłania się krzesłem. Co ujrzy?
Jirri
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Masaru Yoshida » 4 wrz 2017, o 18:35

Misja D 3/15
Młody człowiek, miał mniej więcej jakieś plany na życie w postaci tego że jak nie ma roboty to wynosi się do miejsca gdzie jest popyt na jego zdolności, uznał że nadeszła pora zmian w życiu. Co jednak zabawne, akurat kiedy musiał się wyspać żeby wypoczętym wszystko przemyśleć, w środku nocy bo rano to to nie było, ktoś albo raczej coś zaczęło skamleć na dworze dając jasny sygnał że powinien chłopak wyjść z domu rozwiązać ten problem. Czy można na nim zarobić? To się okaże. Na pewno można uznać że była to robota dla każdego, nie tylko dla shinobiego. Ale grosz nie śmierdzi, i dobry pieniądz każdemu się przyda. Tak więc wyszedł na dwór z nowoczesną bronią, jaką było krzesło. Stanął i popatrzył przenikliwie w ciemność. Naglę w krzakach dostrzegł ślepia. I usłyszał warkot. Krzaki zaszeleściły i oczy odrobinę poruszył się do przodu. Co robić?
Masaru Yoshida
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Jirri » 5 wrz 2017, o 15:52

Rano, czy noc, to pojęcie względne. Jirri uznał, że musi być około trzeciej nad ranem. Tak czy siak nie był zadowolony z faktu, że ktoś go budzi. Nie jest to zbyt przyjemne. Nie tak wcześnie. Owszem, nie raz trenował z dziadkiem od rana, ale nie znaczy to, że lubiał być wyrzucany z łóżka o trzeciej. Lepiej, żeby to coś miało ku temu dobry powód, bo nie ręczy za siebie. Uzbrojony w niezawodną broń wyszedł na spotkanie nieznanemu wrogowi. Wrogowi? Cóż, kto inny, jak nie wróg, mógłby leźć do niego z krzaków i warczeć? Raczej nie było tu mowy o przyjacielu. W tej wytuacji Jirri musiał się przygotować do obrony. Na sam początek zwyczajnie zasłania się krzesłem i czeka na pierwszy ruch oponenta. Jeśli ten zaatakuje, Jirri rzuca w niego krzesłem i ucieka na dach, korzystając z techniki służącej do wchodzenia po pionowych powierzchniach. Na początek jednak stara się uspokoić psa. Mówi do niego spokojnym głosem rzeczy typu: "spokojnie, ćśś, wszystko dobrze". Czy poskutkuje? Kto wie? Dlatego lepiej cały czas osłaniać się potężną bronią.
Jirri
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Masaru Yoshida » 7 wrz 2017, o 21:53

Misja D 5/15
Chłopak miał jakieś plany, to dobrze. Przynajmniej nie wyszedł z gołą dupą na pole walki. Wziął straszną broń i dzielne zaszarżował na pozycję przeciwnika. Czyli po prostu kryjąc się za krzesłem podszedł pod krzaki próbując wygonić zwierzaka stamtąd. Już zaczął do niego mówić i od razu był reakcja. Oczy zbliżyły się jeszcze bliżej i po chwili wyszły z krzaków. Wyszedł z nich zwykły pies. Kulał na prawą przednią łapę, miał posklejane futro od skrzepłej krwi i błota zaschniętego. Wyglądał na niegroźnego. Zaskomlał i zawył. Podszedł do ciebie jeszcze bliżej i z trudem położył się na boku przed tobą. Odsłonił podbrzusze i cichutko zawył po raz kolejny. Osłabiając podbrzusze zwierzęta pokazują że ufają drugiej osobie. Czyli był przywiązany do ludzi, a jednak miał takie obrażenia i nie miał nikogo obok siebie. Ciekawe co się stało. Co zrobisz?
Ostatnio edytowano 11 wrz 2017, o 20:17 przez Masaru Yoshida, łącznie edytowano 1 raz
Masaru Yoshida
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Jirri » 11 wrz 2017, o 17:33

Szedł w stronę nieznanego zagrożenia. Krzesło gotowe było, do zadania niszczycielskiego ciosu, który na zawsze pozbawiłby domniemanego wilka zdolności do wykonywania jakichkolwiek czynności niezwiązanych z gniciem w ziemi. Jednocześnie jednak Jirri mówił do niego spokojnie. Starał się go udobruchać, uspokoić i wyglądało na to, że się udało. Niezidentyfikowane psisko wyszło z zarośli i ukazało swe złowrogie oblicze. Złowrogie oblicze... Niegroźnie wyglądającego psa. Jirri opuścił lekko broń, za to podniósł lewą brew. Jak niby istota warcząca tak głośno, może być tak niepozorna? W pieskim ciele wilczy duch, co? Tak czy siak teraz już nie warczał. Zamiast tego zaskomlał cicho i zawył. Co mu jest? Czemu przeszkadza w nocy uczciwym i ciężko pracu... Czekającym na pracę ludziom? Odpowiedź była dość dobrze widoczna. Pies miał sierść posklejaną od krwi... I błota, ale to akurat nic takiego. Podszedł do młodego ninja, położył się na bok i odsłonił podbrzusze. Wygląda więc na to, że mu ufał. Jirri opuścił krzesło. Czuł się głupio.
- Nie martw się, mały. Ninja do wynajęcia się tobą zajmie. Zapłacisz przy okazji.
Ogląda psa, starając się, zlokalizować ranę, gdy już to osiągnie, stara się powoli i ostrożnie przenieść psa do łazienki w domu. Tam to zamierzał go obmyć z krwi i błota, chociaż trochę przemyć ranę i opatrzyć go bandażem. Gdy to zrobi, nie przenosi go już nigdzie. Zostaje z nim w łazience i śpi pod ścianą. Nie mógł go zostawić samego. Trzeba się tylko modlić, żeby mama lub tata nie weszli do łazienki, zanim on się obudzi. Dziadek raczej zrozumie.

OOC:
To był już piąty post, a nie trzeci.
Jirri
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Masaru Yoshida » 13 wrz 2017, o 22:10

Misja D 7/15
Chłopaczyna odłożyła krzesło widząc te mądre i pełne bólu ślepia tak słodkiego stworzonka jak piesek. Co prawda był ranny co zatem mogło znaczyć że byłby agresywny, ale nie wydawał się takim który pogryzie przy próbie pomocy. Widać że lubił ludzi i był do nich przyzwyczajony. Tak więc po prostu podszedł do niego uspokajając go i zaniósł go do łazienki. Co prawda ten lekko skowyczał przy podnoszeniu go z ziemi, a krew pokapała po podłodze w domu, ale jako tako się wszytko udało. Tam na miejscu po wymyciu okazało się że źródłem jest rana która jest na boku i jest długa, ale płytka. Krew jednak dalej się z niej trochę wylewała trzeba coś z tym zrobić. Po tym wszystkim i działaniach które mogłeś podjąć lub też nie w celu zatamowania krwotoku poszliście we dwójkę spać pod ścianą. Zwierze nie protestowało, nie szarpało się nawet po umyciu polizało cię po policzku. Nie wyglądało żeby specjalnie miał robić za dużo hałasu tak żeby obudzić innych. Zasnąłeś. Obudziło cię uderzanie po policzku mokrym pyskiem. Jedno spojrzenie wystarczyło. Pies walnął kupkę w łazience na ziemi i teraz budził cię chcąc zapewne pokazać ci to arcydzieło.
Masaru Yoshida
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Yōsuke » 19 sty 2018, o 20:57

Gdy tylko zobaczyłem, jak Kazuya rzuca się w kierunku domu, wiedziałem że to nie będzie coś dobrego. Wskoczyłem na drzewo z zamiarem zerwania z drzewa strzępka płaszcza, być może przyda mi się na potem. Schowałem go do jednych z kieszonek płaszcza. Nie mogę liczyć na psa tropiącego, ale może ktoś skojarzy kolor tkaniny i da nam jakieś przydatne informacje. No chyba, że dogonimy jegomościa. Chociaż nikt nie mówił, że to wina tej osoby. Chociaż kto normalny rozwaliłby kolorowy płaszcz od tak, o drzewo. Z drugiej zaś strony, który shinobi nosiłby czerwony płaszcz? Za bardzo się wyróżnia. Na pewno dowiemy się od razu, kto to może być. W każdej chwili byłem gotów dobyć miecza zarzuconego na moje plecy. Może to pułapka?
Po chwili Kazuya wyrwał mnie z zamyślenia, wybiegając ze spalonej posiadłości. Trzymał w dłoniach białą szkatułkę. WIedziałem, że coś w niej było. Każdy idiota by się domyślił... Czyli moje domysły jednak okazały się prawdą. Miał jakiś dług i ktoś nie był z tego zadowolony, dając mu znać tym, że zamordowali mu rodzinę. Wyjątkowo smutny przypadek głupoty. Człowiek ściągnął na swoją biedną rodzinę tyle nieszczęścia przez uzależnienia i brak jakiejkolwiek umiejętności przewidywania, co może się stać. Z takimi ludźmi się nie zadziera, roninie. Pieniądze to zbyt ważna rzecz, żeby od tak puścić to płazem. Dlaczego nie oddałeś im wszystkiego, co mieliście? Dlaczego nie postanowiłeś uratować swojej rodziny, przyznając się im do swojego przekleństwa? Dlaczego tego nie zrobiłeś..? Ale z drugiej strony.. Skoro graliście razem w karty. Domyśliliby się, że coś jest nie tak.. Chyba, że dobrze się z tym ukrywałeś. Może to nie hazard, a coś innego? Będę musiał zwracać uwagę na wszystko. Każda rzecz może się przydać.
- Takich rzeczy nie trzyma się w takim miejscu - warknął ze złością. Albo Kazuya był idiotą, albo ta szkatułka i jej zawartość miały jakieś znaczenie. Jakiegoś rodzaju.. Hołd? W końcu miała podobny kolor do grobów. Taki sam. Biały. Do tego to szaleństwo w jego głosie. Popieprzona ta sprawa…
- Nomi! Uważaj na siebie - rzuciłem do dziewczyny, spoglądając na nią - Rozdzielamy się teraz, jeśli coś będzie się dziać, chowaj się. W końcu do Ciebie dobiegnę i Cię uratuję, ale musisz się chować. Pod żadnym pozorem nie rozmawiaj z nikim, jeśli kogoś tam spotkasz. Pod żadnym - powiedziałem czym prędzej. Odwróciłem się w stronę o której pomyślałem na początku. To byłaby najlepsza droga ucieczki dla tego złodzieja. Tym bardziej, że raczej posiadał umiejętności shinobi. W końcu potrafił skakać po drzewach.
- Kazuya-san, za mną! - wykrzyknąłem do samuraja, ruszając w pościg. Trening się przydał. Starałem się pędzić, ile sił w nogach, rozglądając się co jakiś czas w poszukiwaniu złodzieja w czerwonym płaszczu. Nawet w takiej ciemności ciężko nie zauważyć tak wyróżniającego się koloru.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 103
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Dom przy drodze

Postprzez Nomi » 20 sty 2018, o 12:40

Karty, nie wiele, jakaś połowa talii oznaczona wizerunkami członków rodziny. Karty mające być pamiątką? Tak, karty Kazuyi, mężczyzny który grał z żoną, do czasu, aż śmierć nie postanowiła z nim wygrać... może i jemu się udało, ale cała jego rodzina, nie miała tyle szczęścia. Zginęli w domu, będąc pod opieką ojca, głowy rodziny, ronina. Podniosła jedną z nich, chciała dokładniej się jej przyjrzeć, nie żeby szukać śladów, tego i tak nie potrafiła, Yosuke był o wiele bardziej utalentowany, ona towarzyszyła mu tylko dlatego, by nie stała mu się krzywda. Ślady farby, chociaż już wyblakłej, były ledwo, ale wciąż widoczne. Wpatrywała się w misternie namalowane twarz, szczegóły niemal identyczne jak te na nagrobkach, wiele brakowało jej do osiągnięcia takich zdolności.
-Są piękne... - powiedziała ze wzruszeniem. Pamiątka po zmarłych, rzucona od niechcenia na prowizorycznym cmentarzysku. Ślad dawnej przyjemności, pośród oślepiających bielą nagrobków. Kilka minut spędzili na poszukiwaniu śladów. Chociaż Nomi się starała, to nie mogła odnaleźć żadnej nieprawidłowości... do czasu. W końcu jej oczom ukazała się czerwona tkanina, jej fragment zawieszony na drzewie. Ktoś uciekając musiał zahaczyć o gałąź. Nie podniosła go, jej towarzysz był szybszy. Podeszła do Yosuke.
-Mo... mogę na chwilę? - zapytała dość niepewnie, w końcu do tej pory nie wykazała się żadnymi umiejętnościami... po za płaczem z byle powodu. Chwyciła czerwoną tkaninę, chwile bawiła się nią. Pamiętała, że taką samą widziała u ciotki i pamiętała jej krzyki, była droga, bardzo, a do tego strasznie delikatna.
-Yosuke-kun, ten ktoś musi być naprawdę bogaty, ten materiał jest wart więcej niż wszystko co mam przy sobie. - wolała poinformować kompana o tym co pamiętała, może dzięki temu wyciągnie więcej wniosków? Kazuyia zniknął na chwilę w ruinach domu, wrócił z pustym pudełkiem, w kolorze nagrobków. Biel, symbol czystości, ale czy to mogło znaczyć cokolwiek? Rodzinne kosztowności, ten bogaty ktoś okradł kupca! Spalił dom i okradł... musieli dostarczyć go straży, nie mieli innego wyboru.
-Yosuke-san, mógłbyś być nieco milszy? - zapytała, gdy wygłosił swoją tezę, to miejsce było ważne dla tego byłego samuraja, nie chciał, żeby pamiątki po żonie poniewierały się po świecie, kiedy jej ciało spoczywa w tym miejscu. Miała ruszyć przodem, pokiwała głową na zapewnienia kompana, zmarszczyła nosek i z miną wyrażającą największe skupienie ruszyła przodem. Rozglądała się w każdą stronę, jej towarzysze byli z tyłu, nie widzieli strachu który malował się na jej twarzy... strachu przed nieznanym złodziejem...
Nomi
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Hayami Akodo » 20 sty 2018, o 19:50

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
18/22


Obrazek

It was thicker than blood.

Cichy krzyk puchacza niesie się echem po lesie. Groźne "pu-huu, pu-huu, pu-huu!", rytmiczne niczym bicie zegara, jest na tyle ciche, by wzbudzać niepokój, a jednocześnie na tyle wyraźne, by przypominać, że nocą w lesie też trwa życie - małe, ale jednak życie. Twarz Kazuyi przez chwilę zdobi lekki uśmiech. Przynajmniej noc się nie zmieniła. To jedno jeszcze mu zostało...a może nic się nie zmieniło? Czyżby tylko on widział w życiu zmianę? Wszystko żyje tak, jak żyło, choć od tragedii, która go dotknęła, minęło tyle czasu? Kwiaty, które zbierał całe popołudnie, teraz rozścielają się wokół grobów, okrywają je różnobarwnym płaszczem; pogrzebowa biel, ostatni kolor z wielu, spoczęła na pogrzebanych.
Tak po prostu. Płomień pożarł przecież ich ciała, łapczywie objął Arisę i jej synów, a potem wrzucił ich do pieca - tak, jak pewien wiedźmin i jego towarzyszka uczynili z malutkim chłopczykiem...oh wait, to nie ta bajka, nie ta rzeczywistość.
Stopy lądują miękko na gałęziach drzew, szukając oparcia; cichy świst towarzyszący waszym poruszeniom ostrzega zwierzęta na ziemi, że coś się dzieje. A może to tylko wasze złudzenia? Może ten las jest tak samo martwy jak ideały, w które wierzycie? Jak ludzie pogrzebani niedaleko stąd?
W końcu udaje się Wam dotrzeć do określonego punktu - to niewielkie obozowisko położone w głębi lasu, daleko zarówno od Tenshikoku, jak i od starego domu Kazuyi. Biegliście chyba z dwie godziny; och, czyż to pieczenie w zmęczonych nogach nie jest cudowne? Jesteście zmęczeni, powietrze wyrywa się z Waszych płuc gwałtownie na wolność. A mimo to...
Obozowisko jest opustoszałe. Widać jednak pewne ślady: ktoś coś wlókł lub ciągnął, jest pięć par stóp - męskich, dużych stóp. W jednym z trzech namiotów wszystko wygląda tak, jakby jego mieszkaniec stawiał zdecydowany opór, ale po walce uległ czyjejś przemocy.
Z płonącego, dogasającego już ogniska unosi się cienka strużka dymu. Wszędzie jest cicho. Bardzo cicho.
Na kolejnym drzewie znajdujecie kolejny fragment płaszcza. Najwidoczniej tajemniczy złodziej uciekał właśnie tą drogą, przez opuszczone obozowisko...Ale dlaczego jest ono puste? Co tu się, do cholery, dzieje?
To samo pytanie zadaje Kazuya na głos.
Zaczyna wiać chłodny wiatr, zdecydowanie jest tu zimniej, niż było w Tenshikoku. Na niebie pojawia się wybladły księżyc. Ile tak właściwie czasu upłynęło od chwili, kiedy przyjęliście zlecenie? Nie tak wiele, ale należy się spodziewać, że wasza misja może zakończyć się przed świtem. O ile nie dojdzie do czegoś nietypowego. Czegoś...niespodziewanego.
Za drzewami, na odkrytej polanie pełnej trawy i krzaków, znajdujecie ciała.
Ciała te są świeże - to martwi cywile, a konkretniej mówiąc, trzy kobiety. Nie znajdujecie przy nich prawie nic; zwłoki zostały dokładnie obrabowane i przeszukane.
Przy jednej jednak znajdujecie kartkę z zatartym na wpół napisem. Wydaje się, że jest to końcówka zdania, jakby urwany fragment z czyjegoś pamiętnika.

TREŚĆ KARTKI:

...w palarni opium w mieście, w małej restauracji "Hitotsume". Boję się. Był tam...


Co zauważalne, wszystkie kobiety mają brązowe włosy i ciemne oczy.
-One wyglądają jak...jak Arisa-wyrywa się zdumionemu Kazuyi.-Arisa też miała brązowe włosy i takie ciemne oczy...Ale...Ale dlaczego? O co tu chodzi?
Czy to gra?
Podchwytliwe pytanie?
Gra w los?
Cokolwiek tu się stało, lepiej szybko podjąć decyzję. Bo naprawdę nie jest tu bezpiecznie.


KOLEJNOŚĆ: YOSUKE, NOMI
_______________________________________________________
W razie pytań zapraszam na gg. Yosuke - twoje domysły się sprawdziły w części, ja je tylko rozwinęłam ;>
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 625
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom przy drodze

Postprzez Yōsuke » 20 sty 2018, o 21:53

Przebijałem ciszę, pędząc przed siebie w poszukiwaniu złodzieja w czerwonym płaszczu. Nie wiem, ile to trwało. Nie skupiałem się na tym, adrenalina w żyłach na to nie pozwalała. Choć zmęczenie powoli dawało mi się we znaki. Adrenalina niestety nie podmienia nam mięśni i niczego innego, abyśmy mogli być niewiadomo jak silni. Przydałoby się to. Przez cały ten bieg towarzyszył na bardzo irytujący puchacz razem z jego nocnym nawoływaniem. Nie powiem, że mi to jakoś strasznie przeszkadzało, ale nie mogłem się skupić dostatecznie na obserwacji i nasłuchiwaniu przez dźwięki które z siebie wydawał. Noc towarzyszyła nam przez cały czas. Było ciemno, ale w tle widziałem jakby żar ogniska.. Wypalającego się powoli ogniska. Ugaszonego w pośpiechu lub takiego, które samo wypaliło się z niedoboru drewna. Być może to tam znajdował się nasz “przyjaciel” za którym goniliśmy? W tle słyszałem uciekającą zwierzynę leśną. Zapewne spłoszona była naszym niedbałym poruszaniem się. Ale zmęczenie nie dawało nam spokoju, nie dało się już robić tego po cichu. Przynajmniej nie tak jak wcześniej.
Gdy tylko dotarliśmy na miejsce, ukazał nam się dziwaczny widok. Coraz więcej ich tutaj. Dopalające się ognisko, wszędzie ślady stóp. Pięć par. Męskich. Przyglądałem się im dokładnie. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Nie wiem, czemu ale w pewnym momencie wyczułem woń śmierci.. Wiedziałem, co mogło się tu stać. Oddaliłem się trochę od obozowiska tak, aby widzieć je całe, mieć w zasięgu wzroku jego granice. Przed oczami pojawiła mi się, jakby wizja tego, co mogło się tu wydarzyć. Sylwetki osób zaostrzyły mi się przy ognisku. Siedziały spokojnie, bawiły się dobrze.. Ot zwykły odpoczynek po całych dniach pracy. Zwykli ludzie. W końcu nie widziałem tu żadnego sprzętu, który zaprzeczyłby temu. Nie potrafiłem się domyślić płci tych osób. Być może młodzi mężczyźni.. Albo kobiety. Co do ich liczby też nie byłem pewny. Wtem wchodzi grupa mężczyzn. Nie musieli być jacyś strasznie silni, czy postawni. Wystarczyłoby, że byłoby ich więcej. Stąd założyłem, że ofiar było mniej niż pięć. Ale nie mniej niż dwie.. Hm.. Nie wiem, czy może to coś mieć wspólnego z tą sprawą. Cały czas miałem się na baczności, gdyby ktoś coś na nas zastawił, jakąś pułapkę. W oczy rzucił mi się fragment płaszcza.
- Nomi, sprawdź czy należał do tego samego gościa - wskazałem towarzyszce palcem na miejsce, gdzie znajdował się fragment materiału. Powoli wszystko zaczynało mi się układać w spójną całość. Być może człowiek w płaszczu wcale nie był tym za kogo go sobie na początku wzięliśmy. Gdyby należał do grupy tych facetów, nie zostawiałby w ucieczce fragmentów płaszcza na drzewach..
Po chwili ruszyliśmy na polanę. Wtedy już byłem pewny, co tu się stało… Makabryczny widok. Kobiety. Trzy. Tak jak myślałem. Nie miały szans. Zapewne zostały zgwałcone, a potem zamordowane.. Poczułem smutek… W końcu mam jakieś serce. Zobaczyłem śmierć na własne oczy. Śmierć niewinnych osób. To w domu Kazuyi nie zrobiło na mnie wrażenia. To były tylko nagrobki. Nie widziałem tych ludzi. Nie będę płakał nad nagrobkiem… Poczułem, jak pojedyncza łza spływa mi po policzku. Ale wtedy kolejny przebłysk.. Musiałem się z nimi podzielić.
- Być może ten w czerwonym płaszczu wcale nie jest tym, kim myślimy, że jest. Być może to Ci goście, którzy napadli na ten obóz to poszukiwani rabusie i mordercy. Być może ten w czerwonym płaszczu był świadkiem tego, co wydarzyło się u Ciebie w domu, Kazuya-san. Wrócił w poszukiwaniu Cię, aby coś Ci powiedzieć, bo widział wcześniej notkę na tablicy, a nie miał pojęcia, gdzie mieszkasz, więc przyszedł tutaj, bo widział świeże kwiaty na nagrobkach, więc pomyślał, że znajdzie Cię tu i opowie Ci coś. Tymczasem zastał kogoś innego.. Ludzi którzy przybyli po zawartość szkatułki, więc rzucił się do ucieczki. Ci goście rzucili się w pogoń za nim, natrafili na obozowisko… A że są wolni, stracili ochotę na gonitwę, więc woleli zająć się… - przerwałem na chwilę, odwracając wzrok od ciał, okropny widok - - Woleli zająć się tymi nieszczęsnymi kobietami… Czerwony płaszcz może być rozwiązaniem naszej zagadki. - skończyłem moją wypowiedź. Nomi przeszukiwała przez ten czas miejsce, gdzie leżały ciała. Chyba znalazła jakiś fragment dziennika, czy czegoś w tym rodzaju. Podszedłem do Nomi, wchodząc za jej ramię. Była niziutka, więc widziałem wszystko, co było napisane.. Wspomina coś o palarni w restauracji Hitotsume.. Chyba mijałem ją, gdy szedłem do szpitala. Wiem gdzie jest. Ruszę tam za moment. Tylko ich o tym powiadomię… “One wyglądają jak...jak Arisa”. Że co..? Jeżeli to ma związek ze sprawą.. Ale dlaczego to aż tak dziwny przypadek, że akurat one wyglądają jak jego żona..? Te zadanie coraz bardziej wygląda jak wizja jakiegoś szalonego umysłu, który złapał nas w swoje sidła i bawi się z nami, jak w swojej pokręconej gierce. Trójka kobiet, podobnych do siebie.. Może to jakieś dziwne powiązanie? W końcu trójka z rodziny Kazuyi zmarła. Trzy osoby, dzieci podobne do matki, prawie identyczne. Trójka kobiet, prawie identyczne. Zaraz i ja popadnę w paranoję, jak mój zleceniodawca. Cholerny świat…
- Nomi, zostań tutaj, zbadaj ich ciała, spróbuj dowiedzieć się wszystkiego. Ja przez ten czas pobiegnę do restauracji, dowiedzieć się innych rzeczy. - spojrzałem na nią, zakładając kaptur - Kazuya-san, zostań z nią i pilnuj jej, chroń czym możesz. Jeśli coś jej się stanie, wrócę tu i zamorduję wpierw Ciebie, a potem osoby, które to zrobiły. Najlepiej to oboje nie dajcie się zabić beze mnie. Schowajcie się gdzieś i czekajcie. Szybko wrócę - machnąłem im ręką w stronę lasu. Musieli wiedzieć, gdzie uciekać, żebym wiedział, gdzie w razie czego biec, gdybym ich nie znalazł, jak tu wrócę. Ruszyłem zatem w stronę tej cholernej restauracji..


[z/t]
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 103
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Dom przy drodze

Postprzez Nomi » 20 sty 2018, o 23:59

Bieg, męcząca podróż, szybko bijące serce, strach. Szelest, odwracasz głowę, widzisz ostrze, umierasz... nie to tylko wiatr rusza liśćmi. Miejsce które znasz od małego, lasy które były ci domem, nocą stają się kryptą, koszmarem z którego chcesz uciec. Przełykasz łzy, jest z tobą, obiecał uratować, wierzysz mu, czemu miałby kłamać? Jest samuraj, na samym końcu, musicie go chronić, ale... boisz się. Boisz śmierci... bólu... boisz się samego strachu. Wierzysz, że jesteś bezpieczna, chcesz wierzyć... nie potrafisz. "Strach ma wielkie oczy", powtarzasz to sobie. Ściskasz delikatną tkaninę, porwaną przy ucieczce... ale kto uciekał? Czemu? Jest shinobi, to pewne, ucieka jak shinobi, ale... czy on chce was zabić? Czy mkniesz na szpicy wprost w paszczę czerwonego lwa? W końcu, docieracie na miejsce, nogi palą Cię od wysiłku, dyszysz zmęczona, jesteście w obozie... Ale jest tu ktoś jeszcze, obserwuje Cię przez martwe oczy trzech kobiet, czujesz, że przechodzi obok Ciebie, zimny dreszcz przenika twoje ciało, chociaż ta noc jest ciepła, czujesz jak ciarki przechodzą twoje ciało, przeszła obok. Ona, w czarnej postrzępionej szacie, o białych kościach, ale po kogo przyszła? Po te trzy kobiety? Nie wiesz jak dawno zginęły. Padasz na kolana, torsje rzucają tobą do przodu, treść żołądka wyrywa się z ust. Klęczysz nad własnymi wymiocinami, do oczach cisną się łzy, nie chcesz tu być, nie tu gdzie panuje śmierć. Chcesz leczyć, ratować życia, nie je odbierać. Rozkaz, a może prośba? Nie wiesz, nie rozumiesz słów, jedynie ich sens... pytanie. Podchodzi do strzępka, chwytasz go w dłoń, czerwony, delikatny, znów słyszysz krzyki ze wspomnień.
-Ta... taki sam. - mówisz niepewnie, nie chcesz, żeby tam szedł. Chcesz go chronić, prawie go nie znasz, ale po to tu przyszłaś. Wnioski, kolejny rozkaz, podchodzisz do jednej z kobiet, jak automat. Przyklękasz obok, wyciągasz narzędzia, rozkładasz je. Sprawdzasz puls... nie żyją. Kolor skóry, mówiący jak dawno zginęły, wyciągasz nożyczki, rozcinasz ubranie, łza spełza po policzku, gdy szukasz ran, sprawdzasz przyczynę śmierci... modlisz się w duchu, abyś ją znalazła, tylko nie cięcie... nie chcesz go, skalpel, myśl o krwi... wzdrygasz się... jeśli wiesz, jeśli tylko wiesz... krzyczysz, tak żeby Yosuke słyszała i tyle... Klęczysz z pustką w oczach, nie chcesz tu być chcesz... dokąd?
Kazuyia zostaje z tobą, Yosuke kazał, ma cię pilnować...
Nomi
 

Re: Dom przy drodze

Postprzez Hayami Akodo » 21 sty 2018, o 01:03

TRYB MG - MISJA DLA NOMI I YOSUKE (DRUŻYNOWA)
"Ring of fire"
20/22


Obrazek

And it burns, burns, burns
The ring of fire


Ciała.
Zimne, nieruchome, piękne ciała kobiet dawno już zostały pozbawione życia. Są zimne, bezwartościowe - nic nie dały temu, który je zabił. A może jednak coś dały...? Tego nie wiesz, przecież nie potrafisz tego ocenić. Już dawno nic tam nie było. I nie będzie.
Zimny uśmiech Śmierci lśni lekko w mroku. Jest jak ostrze, symboliczny miecz Damoklesa...
Odpowiedzialność.
Jesteś mimo wszystko odpowiedzialna za losy, za to, co teraz się wydarzy i co będzie miało miejsce w przyszłości. Odpowiadasz za historię tego mężczyzny, swoją własną, los Yosuke splótł się przedziwnie z twoim - połączyliście się nierozerwalnie, mimo wszystko jest tu coś, co należy rozwiązać, pochować ciała, zapomnieć na chwilę o ostatecznym rozwiązaniu tej sprawy, przewrócić dalej stronę książki zwanej życiem. Ale zanim to nastąpi, musisz jeszcze zapisać tą obecną kartę swoją decyzją.
Och, więc zostajesz tutaj z Kazuyą? Świetnie. On ma cię na oku, pilnuje, strzeże twojego boku jak samuraj, którym przecież kiedyś był - krwi i przeszłości się nie wyzbywasz, nie możesz odrzucić dziedzictwa krwi, choćbyś nawet chciala.
Yosuke zniknął za drzewami już dawno, powoli zbliża się świt. Czujesz już zimno. Przenikliwe, ostre zimno wbija się szpilkami w twoje stopy, drobne dłonie, wiatr igra z włosami. Zgwałcone turystki - taak, widzisz ich szeroko rozłożone nogi, ich jedyną dumę odartą brutalnie z tajemniczości, jak dawno już wypaplany najlepszej przyjaciółce pod przysięgą sekret z dzieciństwa - leżą wciąż, nieruchome, bezbronne, bezradne. Ich ciał nikt już nie dotknie w niewłaściwy sposób - bo Kazuya Ishikawa, samuraj z rzeką w nazwisku, właśnie wykopał im jakoś tam groby (jak, nie zauważyłaś - nie pozwoliły ci na to łzy i samotność, samotność...!) i układa tam teraz zwłoki. Po chwili zasypuje uroczyście ziemię i podaje ci ramię, po czym odchodzicie na chwilę w milczeniu na bok.
Nie czekacie długo.
Pojawia się szybko.
Ma jasnoblond, długie włosy, podkrążone oczy, nieszczęśliwą twarz. Płacze. Zapewne płacze tak już od wielu godzin, zrozpaczony, złamany, nie bacząc na świat - bo przecież cóż on może wiedzieć? Aaach, tej nocy przelano tak wiele łez.
Wylałaś je nawet ty - ale lepiej, byś już się nie rozklejała, Nomi, Papierowy Aniele; słodycz twoich smutków nie może zastąpić goryczy ze wspomnień Kazuyi, cierpienia tego człowieka, który teraz kląkł na środku polany i patrzy w księżyc, klęcząc, jakby pogrążony w modlitwie. W oddaniu. Rozpaczy. Cóż ma do stracenia? Nic mu już nie pozostało. Jemu i Kazuyi.
Po chwili wstaje.
-Kazuya? Wiem, że tam jesteś. Ty i ta młoda dama. Wyjdźcie. Nie mam złych zamiarów.
Kazuya wychodzi posłusznie z cienia, nakazując ci gestem, byś kryła się na razie za jego plecami. Lepiej, byś się nie narażała.
-Witaj, Kaigen-jego głos jest lodowaty jak Syberia w szczycie sezonu. -Skąd wiesz o tej kobiecie?
-Śledziłem was. Uciekłem z więzienia. Wcześniej...Trafiłem tam, bo...-głos Kaigena się łamie.-To będzie długa historia.
-Mimo to chcę ją usłyszeć. Ale nie wyobrażaj sobie, że opowiesz to przy sake i w ciepełku.
Więc Kaigen opowiada. O tym, jak poznał Arisę na rok przed jej mężem. Jak zakochał się w brązie jej włosów, szczerym śmiechu, ruchach pełnych gracji, trudnych do zrozumienia, inteligentnych żartach. Jak kochał grać z nią w karty, rysować obrazy, spacerować o zmroku. O żalu i zazdrości, kiedy kobieta zmieniła zdanie i uznała, że Kazuya może jej dać inną, lepszą przyszłość, taką, o jakiej marzyła. O cichych rankach, nocach i wieczorach, kiedy stalkował rodzinę Ishikawa, mając nadzieję na jakieś przelotne spojrzenie Arisy w okno, na usłyszenie choć przez chwilę jej słodkiego głosu. Nie miał przecież szans.
Nieco wcześniej jego brat bliźniak, Makoto, zdradził sprawiedliwość. Zaczął zabijać kobiety, owładnięty obsesją i szałem - chodziło mu o idealne piękno, artyzm, sztukę...! Następna miała być Arisa. Kaigen musiał przecież zareagować. Musiał.
Nie mógł inaczej.
Namiętność Kazuyi, karty, wypracowane sztuczki w czasie gier z żoną - wszystko zawiodło. Makoto i jego ludzie wygrali od niego horrendalne, jak na jego możliwości, sumy, w tym wszystkie udziały kupieckie, a jeszcze żądali dopłat. Kaigen, obserwujący to wszystko z ukrycia, śmiał się cicho. Teraz jego rywal będzie zgubiony! Nikt mu już nie pomoże, Arisa odwróci się od człowieka uzależnionego, wszyscy go porzucą, jego wybory się na nim zemszczą...!
Przestało mu być do śmiechu, kiedy Makoto zabił Arisę i dzieci, a potem podpalił dom. Jego samego wtrącono do więzienia za inne zbrodnie brata - najciemniej zawsze jest pod latarnią, heh. Tamtego wieczoru, kiedy jego ukochana, najdroższa płonęła żywcem razem z synami, on szarpał kraty i wył do gwiazd.
Uciekł.
Miał szczęście - dołączył do innych, zbiegających więźniów, jakoś sobie poradził. Oni zginęli w walce ze strażnikami, jemu się jakoś udało. Ukrywał się, obserwował, szukał. A kiedy odkrył grób Arisy, postanowił ją pomścić. Śledził Makoto, obserwował go, śledził też Kazuyę i dwoje shinobi, których wynajął. Jednak, w tej sytuacji...Nie ma wyjścia. Jego ucieczka została zakończona.
-Zabić cię?-pyta Ishikawa cicho. Kaigen kiwa głową, śmiejąc się gorzko.
-Obaj splamiliśmy honor i cześć Arisy. Nie pomściliśmy jej. Powinniśmy więc odejść, nie uważasz?
-Rób, co chcesz, Kaigen. Ci dwoje uświadomili mi, że łatwiejsze jest życie niż śmierć.
Kaigen uśmiecha się. Patrzy głęboko w twoje oczy. W oczy, które są piękne i godne podziwu. Dotyka serca, jakby przejęty.
-Warto umierać, mając przed oczami taką dziewczynę jak ty. Żegnaj, nieznajoma shinobi. Twoje oczy pocieszyły moją gwiazdę.
Układa pospiesznie z drewna jakiś stos, przynosi rzeczy z namiotu zabitych. Okazuje się, że jest tam trochę drewna i jakiś zniszczony papier, podziurawiona mapa. Podpala ją z pomocą dwóch wynalezionych w tymże namiocie krzemieni (pewnie turystki miały go ze sobą, ale zapomniały), a kiedy to czyni, wchodzi śmiało, odważnie w ogień.
Płonie.
Smród palonego ciała roznosi się niewiarygodnie mocno po polanie.
Kazuya nie może na to patrzeć dłużej. Dobywa swojego kunaia. Jeden celny rzut...
Ciało osuwa się bezwładnie w pomarańczowozłote morze. Drewno syczy i skwierczy.
Mężczyzna odwraca głowę, po czym chwyta cię za ramię i odchodzi.
Reszta jest milczeniem.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 625
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dom przy drodze

Postprzez Nomi » 23 sty 2018, o 21:04

"All we are is dust in the wind"

Ciała, tak wiele ciał. Umarli których za życia odarto ze wszelkiej godności, ciała kobiet sprowadzonych do roli zabawek, na których ktoś dał upust swoim chorym fantazją... zło, otaczało wszystko, drzemało w każdym, bo każdy może być potworem. Smutna prawda, jednak nie każda taka była, bo jak mrok istnieć nie może bez światła, tak zło bez dobra. Kontrast, na co dzień nie zauważany, lecz nieodzowny, pomagający odróżnić co jest czym.
Zbierasz rozłożone narzędzia, nie potrzeba tu medyka, przyczyna zgonu nie jest już potrzebna. To, że doszło do morderstwa, było, aż nazbyt oczywiste. Narzędzia lądują w torbie. Chowasz narzędzia, wstajesz z tą samą pustką w oczach... widziałaś to, zło które się dokonało, ale... ale czy ten który to zrobił zasługiwał na przebaczenie? "Tak", odpowiedź jest prosta, sama pojawia się w twojej głowie. Każdy na nie zasługuje, niezależnie od czynów, w każdym, nawet najgorszym czai się cząstka dobra, każdy powinien dostać drugą szanse...
Szmer liści, pustkę w niebieskich oczach zastępuje strach. Ktoś tu jest, ktoś oprócz ciebie, oprócz kupca, czy... czy to on? Mimo, że wierzysz, że nie ma ludzi złych do szpiku kości to... boisz się. Wiesz, że może Ci zagrażać, chcesz mu pomóc, ale na samą myśl, że skończyć możesz martwa... trzęsiesz się, nie potrafisz tego ukryć. Ich rozmowa, znają się... strach powoli przemija, gdy zdajesz sobie sprawę z tego wszystkiego... blondyn zaczyna układać stos, a ty... stoisz. Nie wiesz co się dzieje, nie masz najmniejszego pojęcia... rozpala ogień i... przeciągły krzyk wyrywa się z twoich ust. On... on płonie, krzyczy z bólu, gdy jego ciało lizane jest przez czerwone płomienie. Chcesz rzucić się w jego stronę, pomóc... ale ktoś Cię łapie. Trzyma Cię mocno, próbujesz się wyrwać, ale nie możesz. Krzyki buntu, rozpaczy, wyrywają się z twoich ust, łzy po raz kolejny tego dnia obmywają policzki, aż... aż w końcu jest po wszystkim.
Były samuraj puszcza Cię, upadasz na ziemię, płaczesz, nie słyszysz nic. Zwijasz się w kłębek, kiedy on odchodzi... zasypiasz, ale sen nie przynosi ukojenia...
Nomi
 

Następna strona

Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość