Zachodnie klify

Najmniejsza, a zarazem najbardziej wysunięta na północ prowincja Wietrznych Równin. Antai zamieszkiwany jest przez Ród Kaminari i ze względu na swoje położenie, ma idealne warunki do rozwoju wszelakich przedsięwzięć bazujących na żegludze morskiej. Ukształtowanie terenu w przeważającej części jest równinne, i dopiero przy linii brzegowej zauważyć może wszelkie niewysokie, porośnięte trawą wydmy. W południowych sektorach prowincji można zaś znaleźć niewielkie osady Szczepu Kami.

Zachodnie klify

Postprzez Aka » 6 lip 2019, o 01:17

Obrazek
Czyja dłoń,
Czyja pieśń, czyja myśl,
Czyja krew, a czyje oczy.
Mija dzień, mija noc,
Staje dzień, idzie rok,
Czym nas zaskoczy?

Wiatr delikatnie muskał policzki chłopaka, przyprawiając jego ciało o przyjemne dreszcze. Wieczór zdawał się być najlepszą porą na spacer przy morzu, tuż koło brzegu. Słońce powoli zaczynało znikać za horyzontem, ustępując miejsca na lustrzanej tafli morza księżycowi. Ten charakterystyczny zapach plaży był tym większy, że poprzedniego dnia najprawdopodobniej miał miejsce odpływ. To by wyjaśniało, dlaczego księżyc i gwiazdy zdawały się być tak blisko. A może to po prostu kwestia tego miejsca? Brak światła, brak ludzi. Duże połacie piasku naprawdę robiły wrażenie - można by się nimi zachwycać bez końca, jednak zdawało się, że poza młodym Uchihą nikogo tutaj nie ma. Trudno, żeby był. Aka znajdował się z dala od jakiejkolwiek cywilizacji już od kilku dni. Zrobił zapasy na tydzień, a gdy czegoś nagle potrzebował, to próbował to znaleźć u matki natur. Dawał sobie radę – póki co. Z tego co się zdążył zorientować, to w pobliżu nie było żadnego większego miasta, bo i nie było po co. Te rejony niezbyt nadawały się na cokolwiek innego niż rybołówstwo, a ileż można budować miasta żyjące z handlu śledziem? W sumie to mało go to obchodziło, tak samo jak mało obchodziło go cokolwiek od kiedy jego już nie było. Zniknął, przepadł jak ten kamień kopnięty przez chłopaka w stronę morza - pochłonęły go fale. Może to i lepiej.
Może czasem trzeba pozwolić komuś odejść. Może to była ta słynna lekcja życia, o której tak chętnie mówili wszyscy, gdy był młodszy? Żeby nie przywiązywać się do nikogo. Magia miłości, a on się boleśnie rozczarował. Może to i lepiej.
Mija dzień, mija noc, mija dzień, mija rok. Jak drzewo pod lasem ścięte błyskawicą. Nie wiedział ile już minęło, odkąd ostatni raz go widział. Czas – pojęcie względne. Ale chyba minęło już dostatecznie długo by ten drugi zdążył o nim zapomnieć.
- Ciekawe co u niego. - w sumie to nie. Nie powinno go to obchodzić. Każdy z nich ma teraz swoje życie, swoje własne sprawy i może liczyć tylko na siebie. Przecież nic między nimi nie było. Żadnych zobowiązań. Wspólny ból i pożądanie - nic poza tym. Ot zwykły rozdział, który można wyrwać z księgi, a ona nic nie straci nic treści. Tak. Na pewno tak było!
A przynajmniej w to próbował wierzyć.
- Chyba najwyższa pora dorosnąć, co nie, Aka? - nikt się nie będzie tobą opiekował, nikt nie będzie martwił się o twoje dziedzictwo, nikt nie będzie chronił cię przed największym zagrożeniem dla ciebie - samym tobą. Pora się zmienić, albo poddać. Zostać tym wyrzutkiem, którym tak bardzo nie chciał zostawać. Tak chyba będzie łatwiej. Zacznij patrzeć na ludzi jak na zwierzynę. Pozbądź się uczuć - to tylko jedzenie. Nie przejmować się nikim i niczym. Może to i lepiej.
Szedł przed siebie, wpatrując się pod nogi, wyraźnie oderwany od rzeczywistości. Samemu do końca nie wiedział, jak w ogóle znalazł się w Antai. Po prostu szedł. Północ, południe, wschód... jakie to miało znaczenie? I czy w ogóle miało? Powątpiewał. Nie widać nic, nie słychać nic, nie wraca nikt, z Krainy gdzie zachodzi słońce.
Droga zdawała się nie mieć końca. Nie wiedział dokąd dojdzie idąc wzdłuż plaży. Ot terra incognita - przynajmniej dla kogoś takiego jak on. Uchihy, śmiesznego chłopaczka, który nie miał żadnego celu, tylko drogę. Drogę do nikąd. Beznadziejna sytuacja, co nie? Gdy nawet nie wiesz, co masz zrobić ze swoim życiem. W takim przypadku pozostawały tylko dwie opcje - albo poddać się, wziąć w środę butelkę sake i nachlać się do nieprzytomności, albo przynajmniej udawać, że próbuje się zrobić cokolwiek ze swoim życiem. I walczyć do kolejnego tygodnia. Próbować wmówić sobie, że nie jest się jedynie kolejnym trybikiem w tej ogromnej machinie wojennej. Aka doskonale wiedział, że najgorsze co można zrobić w takim momencie to złożyć broń. W końcu był Shinobi, a Shinobi nie podaje się bez walki, nawet jeżeli walka ma miejsce tylko w jego umyśle. Niebieskooki zdawał sobie sprawę, że największe potwory tworzy jego własny umysł, gdzieś w okolicach trzeciej. Nocą gdy chłód do serca wchodzi...
A Aka wcale nie był śpiący.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 6 lip 2019, o 10:43

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
1


Odległe, dalekie miejsca. Gdzieś na krańcu świata. Gdzieś na jego początku. Malutki promyk słońca, który udowadnia, że dziś to jeszcze dziś, a jutro... jutro jeszcze nie istniało. Wszystko dlatego, że ten promyk był bardzo złudny - tutaj, na zachodzie, gdzie blask odbijał się jeszcze długimi, długimi godzinami, kiedy pełzał po zaginającej się tafli wody w nieskończonym biegu.
Dni były takie same - nijakie. Niby piękne, bo przecież mogłeś się zachłysnąć każdego poranka niesamowitym widokiem, który brnął w Twoim kierunku wraz z zapachem jodu. Niby nowe, bo przecież właśnie TEN dzień mógł być tym, który by coś odmienił. Stworzyłby zawirowanie w czasie i przestrzeni, by wreszcie coś się zmieniło. By wreszcie wydorośleć. Jak sam już doskonale wiedziałeś - nigdy nie było łatwo przestać być Piotrusiem Panem, którego dłoń została puszczona. W jednej chwili wierzyłeś, że potrafiłeś latać, a w drugiej już leciałeś w dół. Prosto w toń morza nad którą, jak wierzyłeś, można się było unosić dokładnie tak samo, jak piana morska unosiła się na falach. Nic się tu nie zmieniało - w Twojej kranie końca i początku. Zamarły ambicje i wola zemsty? Może porwał je ten silny, zachodni wiatr. Uciekły chęci i wola? Może zostawiłeś je w kopercie z napisem "P.S. Kocham cię". Zniknęło... Cóż, to już nawet nie było istotne, co zniknęło, kiedy po paru krokach człowiek orientował się, że w tym miejscu znikało wszystko. Te ślady na piasku, które zostawiał za sobą. Ten zamek, który wybudował, wierząc, że nikt go nie zniszczy, bo przecież był taki ładny, udekorowany muszelkami i obłożony kamyczkami, które miały być mu murem sogeńskim - tym nie do przebicia i nie do sforsowania. Dlatego tutaj nie można było oglądać się za siebie. Niebezpieczne mogło zrodzić to rozczarowania.
Wczorajszy sztorm zostawił bardzo wiele skarbów na tej doskonałej plaży. Sprawił, że woda była dziś o wiele dalej, niż potrafiła być zazwyczaj. Sprawił, że muszelki pękały pod nagimi stopami, a glony wiły się jak węże, które czekają cierpliwie w wysokiej trawie, żeby zatopić w pierwszej lepszej łydce swoje kły. To było ich uświęcone prawo - by bronić swoich ziem przed tymi, którzy chcieliby im zagrozić. Wiele skarbów tonęło w półcieniach nocy. Tylko półcieniach - bo księżyc wysoko wspinał się w górę i oświetlał cały boży świat. Prowadził swoim fałszywym migotaniem, udając, że posiada jakiekolwiek światło. Koniec końców był tylko odbiciem wspaniałości niezwykłej Amaterasu. Jeden z tych skarbów miał bardzo ciekawe kształty. Kawałek deski, tej lekko wygiętej. Wyrwanej gwałtem z konstrukcji, którą kiedyś tworzył. Tylko co tworzył? Skrzynka zatopiona głębiej w piasku, opatrzona pieczęcią, która zupełnie nic ci nie mówiła. Niczego też nie przypominała. Kolejny kawałek drewna, kolejne szczątki tego, co w przeszłości miało swój cel, swoje przeznaczenie. Dziś nawet nie próbowało udawać, że musi się starać dotrwać do kolejnego tygodnia. Kolejny... człowiek. Ciało leżało na brzegu, obmywane fale. Wyglądał z daleka na kobietę przybraną w czerń, o długich, mokrych, wijących się wokół jej sylwetki włosach. Jak węże.
Czy czarne węże nie wydawały się groźniejsze od tych zielonych?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 7 lip 2019, o 00:42

Dni były takie same - nijakie. Niby straszne, bo przecież mogłeś się zachłysnąć każdego poranka własną krwią, widząc sztylet zmierzający prosto w Twoją szyję. Nie można było cieszyć się życiem, gdy żyło się w strachu. Legendy mówią o pewnym władcy odległego państwa, który nie posłuchał się swej żony i będąc pewnym siebie poszedł na Senat bez straży. Skończyło się na dwudziestu trzech ciosach zadanych sztyletami, przez ludzi, których uważał za przyjaciół. Widzisz, Julek - lepiej było być paranoikiem. Może jeszcze trochę byś porządził. Myśłałeś, że możesz latać i faktycznie latałeś - tyle, że w niebie, razem z aniołkami. Trzeba uważać, czego sobie życzymy. Ciemność pochłania jednako i plebs i cezarów.
Kochać to takie zabawne słowo. Kochać możesz żonę, psa, rewolucję, smak pomarańczowej kukurydzy. Wszystko możesz kochać, ale przecież każde na inny sposób. Niektórzy mówią, że niby każda miłość jest tą pierwszą, ale ja w to nie wierzę. Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy, jak to pisała pewna poetka, mniejsza zresztą o jej imię. Może młody Uchiha powinien wziąć sobie jej słowa do serca? Jesteś - a więc musisz minąć, miniesz - a więc to jest piękne.
Nic nie jest wieczne, a już na pewno nie człowiek. Marna, niedoskonała istota, krucha i ulotna jak ta garść piachu rzucona w morską toń. Bogowie mieli chore poczucie humoru, dając ludziom chakrę i jednocześnie tworząc ich tak słabych i podatnych na ból. Nie ma żadnej twierdzy, w której możesz się schronić, zameczku, którego nikt nie zniszczy bo jest ładny. Aka zdawał sobie z tego sprawę, a jednocześnie było mu z tego powodu smutno. Za każdym razem, gdy o tym myślał, dochodziło do niego, że żadne więzy rodzinne nie uchronią go przed sztychem prosto w plecy.

I na cóż Ci grube mury sogeńskie, gdy bramę zostawiłeś otwartą?

Muszelki i bursztyny zdobiły plażę - leżały spokojnie i czekały, aż ktoś je podniesie i ułoży je na ślicznym, ulepionym z piasku zamku. Piękno okupione trwogą, cisza okupiona burzą. Matka natura była straszna - to ten rodzaj matki, która zawsze wolała tego lepszego syna i to go faworyzowała. Ot całe życie - lepszy wygrywa. Jesteś łowcą, czy ofiarą?
Ci tutaj chyba jednak byli ofiarą. Samych siebie, czy może kaprysu mamusi, która stwierdziła, że zmiecie ich z powierzchni „ziemi", bo przecież morze ma swoje uświęcone prawo - by zniszczyć każdego, kto jest za słaby by przetrwać sztorm. Może ktoś próbował wyważyć drzwi do szopy na plaży, zapominając, że przecież można pociągnąć za klamkę? Znamy już przecież takie historie. Może po prostu popełnili błąd? Błędy czasem się zdarzają - na przykład największym błędem Akiego było to, że się urodził. Jakże łatwiej byłoby być martwym, jak ta kobieta przed nim. Zero zmartwień, problemów - w końcu leżała na plaży, wśród muszli i bursztynów. Piękna śmierć. Niemalże poetycka. Morze zabrało, morze oddało.
Aka zatrzymał się na chwilę, zastanawiając się, czy umysł nie płata mu jakichś durnych figli. Czy nie pomylił ciała z kolejną deską, pokrytą jakimiś glonami. Ale zastanów się Aka - widziałeś ty kiedyś czarne glony? Symbol na skrzyni nic mu nie mówił - bo i skąd miał wiedzieć? Heraldyka nigdy nie była jego mocną stroną. Wiedział, że Uchiha mają wachlarzyk i na tym kończyła się jego wiedza na temat symboli.
Nie otworzył skrzyni. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Kto wie, może to puszka, kobietę zwą Pandorą, a ją samą zesłał bóg oceanów, jako karę za pychę ludzi, którzy ośmielili się próbować walczyć z morzem? Zresztą - po co miał to robić, skoro nawet nie wiedział, czy kobieta jest martwa. W zimnej wodzie metabolizm jest spowolniony, zapotrzebowanie na tlen gwałtownie maleje - stąd w lodowatej wodzie można przeżyć nawet przez kilkadziesiąt minut, a jeżeli wyrzuciło ją na brzeg już dawno temu... Może, ale tylko może...
- Topielec? - zadał sobie pytanie, idąc powoli w kierunku jej ciała. Rozejrzał się jeszcze wokół, czy nie ma tutaj innych rozbitków. Na topielca nie wyglądała - za mało spuchnięta, ale pozory mogą mylić. Szedł spokojnie, oglądając jak kolejne fale obmywają ciało. Ten widok na chwilę zastopował tę gonitwę myśl. Zagadka. Czy nakryć stół, czy kopać dół, czy żegnać się, czy koniec to, czy też początek?
Kimże by był, gdyby nie spróbował pomóc. Przecież od tego są Shinobi, co nie?
Od pakowania się w siedlisko węży.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 7 lip 2019, o 10:30

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
3


W tym właśnie była śmierć równa, w tym była jednaka - nie ważne, czy budujesz złote mury, czy mury wznosisz z piasku dosięgnie cię tak samo, jak tych, którzy nie byli w stanie budować ich wcale. Nie było odwołań. Nie słuchała próśb. Głucha. Ślepa. Głupia? Skoro niesprawiedliwa - a może doskonała w swej sprawiedliwości? Gdy jednaka była dla dobrych i jednaka dla złych to powiedz, chłopcze, czym tu była sprawiedliwość? Czy tym, że liść ze zdrowego drzewa opadł i gałęzie jego wiotczeć zaczęły bez powodu, choć swymi jabłkami w przeciągu lat wyżywił tysiące? I tym, że to chore, co nigdy owoców zrodzić nie chciało, rozwija się nagle i kwitnie - lecz jedzenia dać nie raczy tym, co tego potrzebują? Czym był lot po piasku, gdy inni dotykać mogli nieba? Czym było życie z blizną na szyi, gdy inni nakładali puder na delikatne lica? Wszyscy szukający tych odpowiedzi dotrzeć mogli do jednego wniosku - że nie miało to znaczenia. Wszak cokolwiek przyjdzie do Twojej głowy nie będzie prawdą, którą mógłbyś Śmierci sprzedać. Będzie jedynie wyznacznikiem tego, jak wydawało ci się, że Twoje życie powinno wyglądać, dopóki Śmierć nas nie rozłączy.
Siedlisko węży zbudowane było z zieleni, głębokiej czerni i białych muszelek, które wabiły do siebie swoimi ślicznymi kształtami. Niektóre miały śmieszną, podłużną barwę - czarne tak samo, jak czarne były jej włosy. Wplatały się w nie jakby miały stanowić klejnoty, które ozdobią ją na wieki wieków, nim wypowiedzą ostateczne amen. Zlepione z tego, co dawno zostało rozerwane i pozszywane materiałem, który pamiętał lepsze czasy. Może rzeczywiście ktoś zapomniał otworzyć szopy i przez to wpadł na pomysł, że otworzenie jej wiadrem miałoby sens? Zwłaszcza, że tam w piachu leżało drewniane wiadro. Częściowo zatopione w piasku, jak większość rzeczy tutaj. Leżało tutaj też stado innych rzeczy - stadne tak, jak potrafili być tylko ludzie żyjący w wielkich miastach. Przynajmniej nie stworzyły tłumu, przez który nie dałoby się rady przecisnąć. Kolejne skrzynie, kolejne kawałki drwa, wciąż świeżego, wciąż ładnego. Jeśli ładne mogło być to, co zostało złamane. Zbliżając się do cmentarzyska wspomnień i wciąż żywych węży nie odczuwałeś ich kłów na swoich kostkach. Nie kąsały bardziej niż chłód wody, który zaczął obmywać Twoje stopy i gwałtownym dreszczem wstrząsał całym ciałem. Gwałtowna różnica temperatur między morzem a wciąż nagrzanym od słońca piaskiem dawały się we znaki. Bliżej. Bliżej. Na tyle blisko, by w końcu jedno z pasm unoszonych przez fale w końcu owinęło się wokół Twoich kostek. Wystarczyło się pochylić, żeby dotknąć tej kobiety...
Kobieta wcale kobietą nie była. Mężczyzna o filigranowej budowie, wysoki i smukły. Blady do punktu, w którym fioletowe żyły malowały się pod jego skórą. Był bardzo zimny, jego organizm stracił całe tony ciepła, ale żył. Wyczuwałeś wolne, oporne bicie serca, tak jakby chciało ono wybić swoje ostatnie tony. Te pożegnalne. Te, które odprowadzą go z tego świata i będzie można już kupować dół, skoro pożegnanie zostało już wykonane. Może mężczyzna po prostu popełnił błąd? Taki, że się narodził. Albo taki, że podjął się walki ze sztormem, kiedy morze pragnęło pociągnąć wszystkich ludzi na ziemi do odpowiedzialności za próbę ujarzmienia jego potęgi.
Na plaży znajdowała się jeszcze trójka rozbitków. Porozrzucana na tym cmentarzysku, zapomniana, oddana Matce Wodzie, z którą nie można się było sprzeczać. W końcu faworyzowała najsilniejszych.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 7 lip 2019, o 16:05

Umieranie zawsze kończy się śmiercią - nic to odkrywczego - ale chyba każdy wolałby umierać popijając zimny soczek przy zachodzie słońca, niżeli będąc podskubywanym przez szczury w jakimś ciemnym, zapomnianym przez bogów miejscu. Kostucha z pewnością nie była doskonała w swej sprawiedliwości - bo jakże można być doskonałym w czymś, czego nigdy się nie widziało? Ludzie zdychali na mnóstwo sposobów, mniej lub bardziej brutalnych. Człowiek nie znał dnia ani godziny, nie wiedział co i kiedy uderzy, nie miał pojęcia, kto jest gotów wbić mu sztylet między żebra. Śmierć ma to do siebie, że jest częścią natury. Wszystko prędzej czy później zostanie zniszczone. Może to właśnie ten chaos jest - o ironio - doskonały pod każdym względem? Że ten brak balansu, ten rozgardiasz i totalne zaburzenie równowagi jest perfekcyjne? W końcu w życiu nie chodzi o to, żeby je przeżyć, a żeby żyć. Nie da się tego zrobić po prostu czekając, aż szczęście zapuka do drzwi i zaprosi na szklaneczkę sake. Oczywiście niektórzy mają łatwiej ze względu na sam fakt, że urodzili się w dobrej rodzinie. Inni muszą walczyć o swoje, nierzadko poświęcając się w walce o te tak zwane lepsze jutro. I każdy z nich miał cel - młodszy, starszy, kobieta, mężczyzna - nie miało znaczenia, kim jesteś. Dla każdego na tym świecie znajdzie się miejsce. I tutaj z jednym się zgodzimy - nie miało to znaczenia. Trzeba było się pogodzić z tym faktem i jakoś egzystować. Świat nie jest czarno-biały, jest w odcieniach szarości. Przypisywanie czemukolwiek lub komukolwiek łatki złego lub dobrego, choć nam, ludziom, przychodzi z ogromną łatwością, to nie zawsze mamy pełen ogląd na sytuację. Nie zawsze znamy wszystkie szczegóły, nie zawsze wyczujemy kłamstwo, nie zawsze poznamy duszę człowieka, za którego gotowi jesteśmy uciąć rękę.
Czy za tego tutaj ktoś dał sobie rękę uciąć? Skoro leżał tuż przy brzegu, a słona woda co rusz uderzała w jego usta, to najwyraźniej ochrona nie podziałała. A może podziałała? Może to, że ten płytki oddech jeszcze w ogóle ma miejsce nie było kwestią bycia najsilniejszym. Może ktoś zrobił wstawiennictwo u jakiegoś boga, uśmiechnął się ładnie, zmówił kilka modlitw i ot bóg dał mu jeszcze jedno życie? Ci potężniejsi od nas mają czasami naprawdę dziwny kaprysy.
W końcu jaka była szansa na to, że akurat ktoś będzie szedł przez te zapomniane przez bogów miejsce?
Powinność. To kolejne z tych zabawnych słów. Powinieneś nakarmić kota, pościelić łóżko, odrobić zadanie domowe. A wyciągnąć kogoś z morza? Tak, to chyba również powinieneś. Bo w końcu czemu miałbyś tego nie robić? Że niby wyrzuty sumienia? A po co to komu. Jak czegoś żałujesz, to znaczy, że jesteś słaby, bo nie byłeś pewien swoich czynów.
Na szczęście Uchiha nie miał tego problemu - doskonale wiedział, co chce zrobić. Chwycił te bezwładne ciało pod ramiona. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nie ma do czynienia z kobietą. Wcześniej nie widział jego twarzy, a te drobne ciało wskazywało na coś zupełnie innego. Zabawne, czyż nie? W końcu natura faworyzowała najsilniejszych. A ten tutaj? Chucherko, blade to i chude, aż dziw, że jeszcze dychał. Wola życia, huh?
Wyciągnął go z dala od brzegu, żeby jego skóra mogła poczuć wreszcie odrobinę suchego podłoża. Uklęknął przy nim i dotknął dwoma palcami szyi chłopaka. Puls. Żył. Ledwo, ale żył. Oddychał - to najważniejsze. Aka popatrzył się na niego, przez chwilę zastanawiając się, co właściwie teraz powinien zrobić. Nie miał nawet zbytnio pojęcia gdzie jest - ciągnięcie za sobą osłabionego i wycienczonego truchła, na dodatek nocą, raczej nie wchodziło w grę. Podszedł jeszcze do trójki rozbitków, sprawdzając po kolei, czy któryś z nich jeszcze żyje.
Aka doskonale wiedział, że w tym momencie jedyne co może zrobić, to spróbować przywrócić mężczyźnie odpowiednią temperaturę ciała. Skoro jemu samemu, po kilku chwilach spędzonych w płytkiej wodzie, kostki zaczynały drżeć, to nawet nie chciał myśleć jakie spustoszenie w organizmie mężczyzny musi właśnie mieć miejsce.
Na początek zadbał o to, żeby ochronić go (lub ich) od wiatru. Wciąganie na klify odpadało - tak „długa" droga mogłaby być śmiertelna dla skrajnie wycieńczonego organizmu. Musiał zapewnić optymalne warunki tu i teraz. Ponownie chwycił więc chłopaka i zaciągnął go pod skrzynię - tę samą, którą mijał chwilę temu. Ułożył nieznajomego w bezpiecznej pozycji i pokręcił się chwilę po okolicy, zbierając zniszczone deski i wbijając je głęboko w piasek, tworząc tym samym prowizoryczną, drewnianą ścianę mającą chronić przed wiatrem. Mury sogeńskie to to nie były, bardziej jak parawan na plaży, ale nic lepszego na ten moment nie potrafił wymyślić. Teraz, gdy już zadbał o to, żeby długowłosego nie przewiało, mógł zadbać o to, żeby nie dostał zapalenia płuc. Powolnymi, delikatnymi ruchami - żeby nie spowodować niepotrzebnego przepływu zimnej krwi - zdjął z niego ubrania i ładnie złożył je w kosteczkę, odkładając na bok.
I co dalej...?
Kilka patyków, kilka mniejszych deseczek, iskra, płomień. Ciepło. Ogień - ten, którym władał, którym odbierał życie i ten drugi, ten, którym ratował.
Usiadł przy ognisku, naprzeciwko nieznajomego, przyglądając się, czy jego organizm zdoła wygrać tę walkę, czy też może jego serce zagra swój ostatni, pożegnalny ton. Czasem żegnasz się z kimś i myślisz, że już nigdy więcej go nie zobaczysz, że odszedł na zawsze. Pożegnania potrafią być piękne, ale czy jest coś piękniejszego od otworzenia oczu i stwierdzenia faktu, że z światem jeszcze się nie pożegnałeś?
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 7 lip 2019, o 18:30

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
5


Zdaje się, że było - coś gorszego od tego, kiedy zamykasz oczy i już ich nie otwierasz. Zdaje się, że było coś lepszego od myśli, że ten jeden raz, kiedy sądziłeś, że zamykasz powieki na dobre, jednak nie był tym ostatnim. Wstajesz, mija noc, zaskakuje cię porankiem. Są ci, którzy kochają życie i daliby się za nie, ha, zabić. Są też tacy, którzy żałowali, że w ogóle się urodzili. Dla niektórych największą tragedią było to, że jeszcze nie umarli.
Nieprzytomni nie mieli nie tylko tych problemów, ale i wielu innych. Jak na przykład zupełnie nie miało znaczenia to, że właśnie leżą w wodzie, uprane przez żony kimona właśnie się niszczyły, a ich ciała narażone były na największe straty. Bynajmniej nie rodzimych klejnotów, a wszystkiego, co wiązało się z ich utrzymaniem i posiadaniem. Nie martwili się więc też o to, że umrą. Szybka przebieżka po tych, którym było już wszystko obojętne, dała jeden pogląd - pozostała trójka była martwa. Ich serca przestały bić, a ciała stanowiły zamarznięty sopel. Jeden z nich miał na sobie kimono ze znakiem, który widziałeś wcześniej na skrzyni. Całkowicie jasne, żółte włosy, które przywodziły na myśl łany kołyszących się zbóż wyglądały idiotycznie na tle tego mokrego piasku, kiedy muszelki czepiały się ich i glony próbowały zaplątać jeszcze mocniej. Chyba pomyliło im się i zamarzyły, by stały się Mojrami - wtedy swoją siłą i magią włosów zmarłego mogłyby upleść zupełnie nową historię dla kogoś, kto jeszcze miałby szansę ją przeżyć. Dwójka pozostałych nosiła na sobie koszule, byli krócej przycięci, niedogoleni. Kiedyś nosili przy sobie bronie, dziś zostały tylko pasy i puste kabury. Mieli podobnego koloru włosy - ciemno brązowe, jakich wiele. Nic szczególnego. Nie tak, jak szczególna była pozostała dwójka. Ciosane mocnym dłutem twarze - typowo męskie, o szerokich szczękach, jeden z nich miał garbaty nos, drugi bliznę na policzku, która ewidentnie nie została zadbana, gdy jeszcze była raną. Jeden z nich miał chustę, ciemno-zieloną, na której ktoś wyszył lekko wygięty sztylet przecinający się z kością. Wzór był bardzo niedokładny i nierówny.
Postawienie z roztrzaskanych fragmentów ściany nie było szczególnie trudne, ale wymagało natargania się. Sporego natargania. Na tyle, że ty sam już nie potrzebowałeś żadnego ognia - zgrzany i zziajany postawiłeś ognisko, czując, jak Twoje własne serce wygrywa mocniejszy tercet. Uderzało zupełnie miarowo, tak, że razem z szumem krwi zagłuszały nawet szum wody. Filigranowy mężczyzna, jak się okazało - swoje ważył. Wcale nie był taki filigranowy, kiedy przychodziło przeciągnąć go w ubraniach po piachu i ułożyć w miejscu, gdzie miało powstać schronienie na noc. Pogoda dopisywała wyłącznie do takiego punktu, do którego dopisywać może wiosną. Innymi słowy - pizgało złem. Tak, że w końcu przestawało się mieć wątpliwości, czy natura jest biała, szara, czy czarna. Jak nic strugały ją same demony, które teraz w najlepszego tańczyły wokół stabilnych płomieni. Stabilnych tylko dzięki temu, że osłoniętych przez zaporę. Wiatr wzmagał na sile i mocniejsze były również fale, ale waszej dwójce... och, przepraszam - tobie samemu nic nie groziło. A tamtemu? Rozebrany, ułożony przy ognisku. Ty zboczuszku. Niegrzecznie tak dobierać się do kogoś podczas pierwszej randki. Och, zaraz, czy to nie było tak, że pierwsza randka zaczynała się dopiero po pierwszym pocałunku?
Mijały długie, niezwykle dłużące się chwile. Twoje serce w końcu się uspokoiło i do normy zaczęła wracać również temperatura ciała. Dzięki ognisku utrzymywała się na stabilnym poziomie, zaś bezczynność podczas dnia pozwalała pozostać skupionym nieco dłużej. Tak parę chwil więcej. Przecież tak bardzo ważne teraz było, żeby utrzymywać płomienie, by czasem nie zgasły. By ta powinność, która powinnością chyba nie była, została dokonana. Skoro świat był szarością, to zostawienie go tam nie mogło być czarne. Było dokładnie takie samo, jak barwy widziane tymi błękitnymi oczyma.
Nijakie.
Słońce ułożyło się do snu, kiedy Szansa Na To, Że Kogoś Spotkasz Na Zadupiu bawiła się w najlepsze. Urządziła bardzo długie przyjęcie tutaj - pod blaskiem wszystkich gwiazd, które jej świadkami, że zrobiła to specjalnie. I nie zamierzała nikogo prosić o wybaczenie. Wstał księżyc i mijały kolejne godziny. Ciągnęły się i ciągnęły, pozwalały wiatru szaleć razem z białymi końmi, to znów ustać, gdy wybiła godzina duchów. W końcu błękit znów zaczął być jaśniejszy. Głęboki granat z wolna przegrywał z niezwykłymi, bajecznymi barwami malowanymi na horyzoncie. Właśnie wtedy pojawił się ruch od strony nieprzytomnego. Przechylił się z trudem na bok i zakaszlał. Rozchylił swoje powieki. Miałby całkiem piękne, jasno-piwne oczy, gdyby nie to, że były całkowicie przekrwione. Okolone długą, gęstą linią rzęs.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 9 lip 2019, o 16:10

Cała ta sytuacja była dosyć przygnębiająca. Wszystko wskazywało na to, że z jakiegos powodu mieliśmy tu do czynienia z katastrofą morską. Bitwa, czy po prostu sztorm? Tego młody Uchiha nie wiedział. Fakt był jednak taki, że morze wyrzuciło na brzeg cztery osoby, z czego trójka z nich była martwa. Aka nie ruszał więcej ich ciał. Nie było takiej potrzeby, ani tym bardziej konieczności. Jeżeli ich towarzysz uzna że trzeba ich pochować, to sam się tym zajmie. O ile jemu samemu nie będzie trzeba wykopać grobu. Dobieranie się do kogoś na pierwszej randce to rzeczywiście nie najlepszy pomysł, ale w końcu nieprzytomny nie powie nie, he-he. Akiemu jednak w tym momencie całkowicie obojętne było to, co zrobił. Nie było w tym żadnego ukrytego podtekstu, tylko - o ironio - chłodna logika.
Matka natura z losem bawili się za to świetnie. W końcu co to za przyjęcie bez kilku trupów? Trzech zeszonowalo, jeden trzymał się ostatkami i jedynie Aka robił za kierowcę tej karuzeli spierdolenia. Nie żeby mu to przeszkadzało - w końcu z całej ich piątki on jako jedyny miał pewność, że ujrzy świt. Mimo wszystko było mu ich trochę... żal? Bez znaczenia kim byli ci ludzie, to nie zasługiwali na taki los. Być może nikt się nigdy nie dowie, co też ich spotkało na morzu. Być może ich rodziny nigdy nie poznają powodu, dla którego ich ojcowie i mężowie nie powrócili do domu. A może ten młody chłopak, ten który leży i próbuje złapać oddech, może on przekaże im te wszystkie wieści.
Piękny widok roztaczał się przed oczami Akiego. Długi, zdajacy się nie mieć końca horyzont I fale. Fale które raz po raz rozbijały się o brzeg, wybijając rytm nocy w akompaniamencie strzelającego ogniska.
- Ciężki jesteś. - to dopiero kiepskie słowa na rozpoczęcie konwersacji, ale co mu tam. W końcu był jego Aniołem Stróżem, a nie Aniołem Amorkiem. Spojrzał na nieznajomego całkowicie neutralnym spojrzeniem. Czekam na jego reakcje, jego słowa czy chociażby jakikolwiek gest. Pytania, owszem, pojawiały się w jego głowie, jednak nie miał zamiaru naciskać. Czarnowłosy z całą pewnością był wyczerpany, a rozmowa nie była tak pilna, żeby naciskać na jej prowadzenie. - Jeżeli w coś wierzysz to podziękuj mu lub jej. Przykro mi, jesteś jedynym, który przeżył. - nie owijał w bawełnę i od razu powiedział to, co uważał, że chłopak powinien wiedzieć. Nie było to kwestią pokierowaną etyką Uchiha, raczej zwykły pragmatyzm. Jeżeli to, że jest jedynym, który przeżył, jest czymś w rodzaju plamy na honorze, to niech popełni samobójstwo tu i teraz, a niech nie marnuje sił Akiego na opiekę nad nim.
A przynajmniej tak próbował sobie wmawiać posiadacz Sharingana, bo gdyby gość faktycznie próbował to zrobić, to pewnie by go powstrzymał. Nie potrafił być zimnym sukinsynem, który wyrzuca ludzi przez okna albo patrzy, jak na jego oczach odbierają sobie życie...
Jeszcze.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 9 lip 2019, o 16:31

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
7


Ciężki jesteś. Słowa jak każde inne. Równie dobre na rozpoczęcie rozmowy jak wszystkie inne słowa. Na pewno wystarczyły do tego, żeby mężczyzna ztrzymał swój nierówny i ciężki oddech przez rozchylone wargi i uniósł jeszcze cięższe oczy na nieznajomego. Wzrok palił, a sumienie pulsowało - nie dlatego, że płonęły piwne oczęta i nie dlatego, że tu i teraz przyjdzie popełnić samobójstwo, kiedy już, za marną chwileczkę, padną kolejne słowa. Te, co obwieszczały, że ostał się tutaj sam. Tylko On i Jego Anioł Stróż. Czy to nie ten Anioł miał się modlić o lepsze jutro? Cóż, jego powieki były o wiele cięższe niż Twoje własne po nieprzespanej nocy. Skoro te oczy nie paliły, co z nimi było nie tak? To, że najzwyczajniej w świecie, kurwa, piekły. Od popierznięcie słonej wody morskiej, w której topił się - i pływał - wystarczająco długo, by mieć dość podróży na kilka następnych lat. Tak przypuszczalnie. Co zaś tyczyło się pulsującego sumienia - aaaj, to nie sumienie, to zwykły skręt żołądka!
Kiedy jesteś głodny i masz jednocześnie wrażenie, że zaraz będziesz rzygał, nagle wszystko wydawało się bólem sumienia. Jakoś podobne było to uczucie.
- ...o..? - Niewyraźny, przedziwny i śmieszny zarazem dźwięk wydobył się z jego zdartego, zasolonego gardła. Ułożył palce artysty na smukłej szyi i chrząknął delikatnie, krzywiąc się. Pewnie bolało. Musiało boleć. Zdaje się, że właśnie zadał jedno z tych przekraczających wszelkie normy pytanie... a brzmiało ono: "co?". Średnio kontaktującym wzrokiem powiódł po plaży. Tej wciąż tonącej jeszcze w półmroku - tym razem poranka, nie zachodzącego słońca. Dziś miało ono wstawać, jakoś tak to leciało - jedni się rodzą, inni umierają. Też mi wielkie odkrycia. W tych ciemnościach, w których spoglądało się na pierwsze promienie słońca malujące swój pejzaż na niespokojnej wodzie, można było nawet uwierzyć w to, że cały świat wymarł - i zostawił tylko waszą dwójkę. Przecież mógł to zrobić. Katastrofa naturalna, naturalne skłonności do wyniszczania się ludzi, tragiczna w skutkach eksplozja nienaturalna. Wymyśl kilka sposobóc na śmierć - ja powiem, czy będzie ona dzisiejszego dnia do wykonania. Bo ta, w której mężczyzna sięgał po miecz, by wbić go w swoje trzewia, osiągalna nie była.
Głównie przez to, że w pobliżu nie było żadnego miecza.
Chwile tonęły w szumie fal. W ciszy. Wyglądało na to, że wycieńczony umysł czarnowłosego próbował zebrać wszystkie informacje do kupy. Poskładać fakty, które co rusz mu się rozsypywały. Były jak próba zbudowania tego zamku z piasku całkowicie sypkiego. Nawet dziecko wiedziało, że tak się nie robi. W końcu spojrzał po sobie. Wstrząsnął nim silny dreszcz i automatycznie się skulił, odkrywając, że został pozbawiony ubrań. Ułożył dłoń na swojej klatce piersiowej, unosząc się, by zaraz w szoku spojrzeć w kierunku swego wybawcy. Zupełnie tak, jakby ten został właśnie oskarżony za najbardziej paskudny z aktów. Ale mina długowłosego w tym momencie była raczej bezcenna. Szybko zobaczył swoje ciuchy leżące obok - wciąż nieco wilgotne, ale ognisko ogrzało je do przyjemnego stopnia i sprawiło, że podeschły. Złapał je i nakrył się nimi, a ruch ten zdecydowanie wyczerpał jego limit energii na daną chwilę. Niemal widać było po jego oczach, jak ta go opuszcza, wyciśnięta z ciała jak woda z gąbki. Nie poleciał na piasek tylko dlatego, że podparł się z boku ręką.
- Dzięk..uję... za... - Lekko machnął głową w kierunku pozostałości po tym, co było kiedyś statkiem. Za ratunek.


???
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 9 lip 2019, o 17:32

Modlitwa. Bogowie. Heh. Wierzył w nich - oczywiście, że w nich wierzył - w końcu kto, jak nie oni, dali ludziom możliwość władania naturami chakry? W tym świecie tylko głupiec albo wyjątkowy ignorant byłby skłonny do niewiary. Ale od wierzenia do wyznawania daleka droga - a Aka od dłużej chwili nie zrobił nawet kroku. Bo jak miał kochać bogów, tak żarliwie jak niektórzy z jego klanu modlić się do Amateratsu, skoro po świecie pełzały takie gady jak Han? Jak miał dziękować za piękny dar życia, skoro każdy na kim mu zależało prędzej czy później go opuszczał? Jak miał być wdzięczny, skoro nigdy nie dostał swojego anioła stróża?
I można mówić, że bogowie to nie koncert życia, nie studnia do której wrzucisz monetę z wypisaną modlitwą, a oni dadzą ci czego zapragniesz, ale Aka autentycznie miał kryzys wiary. Chyba docierał do niego ponury fakt, że nawet jeżeli bogowie faktycznie stworzyli świat i ludzkość, to już dawno znudziła im się ta zabawka. Tym większe były jego wyrzuty w stronę bogów. Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś. A oni jak te dzieci, co przygarnęły pieska, a gdy dorósł znudził im się, więc porzucili go i kazali samemu o siebie dbać. Dbali więc ludzie tym, czym najlepiej umieli - gwałtem i mordem. I taka też była kultura Shinobi - bądź jak najlepszy, a przez to mieli na myśli zabijaj jak najsprawniej. Naturalna skłonność do wyniszczania sie ludzi, jak to ktoś powiedział. Podły to świat i podli bogowie, jednak taki mały czlowieczek jak Aka nie miał tu nic do gadania. Tak już został stworzony. Kolejny trybik w maszynie śmierci. Ale ten element chyba był... wadliwy.
Podobno każdą maszynę można zepsuć.
Spojrzał na mężczyznę. Głupie "co" wcale nie było tak głupie, jak mogłoby się wydawać. Mówił - a więc żył. To, że nie do końca jeszcze łączył fakty nie miało takiego znaczenia - trudno oczekiwać od kogoś, kto pewnie kilkanaście razy zajebał głową o dno, o wyrecytowanie z pamięci całego przebiegu zdarzeń. Wszystko przyjdzie z czasem, to akurat młody Uchiha wiedział.
Spojrzał na niego z ukosa, zastanawiając się, co też strzeliło mu do głowy, żeby najważniejszą rzeczą dla niego były ubrania. Może jednak trochę zbyt mocno oberwał w czółko. Nie interweniował jednak - wiedział, że skoro ma tyle energii by jak zając skoczyć po durny kawałek materiału, to jakoś sobie poradzi, co najwyżej trochę się zmęczy. Wzruszył tylko ramionami, gdy młodzieniec wskoczył pod ubrania. Łoże w nadmorskim kurorcie to to nie było, ale chociaż plażą pachniało, no nie?
- Jestem Aka. - przedstawił się wyrzuconej na brzeg syrence. Dziękował mu, a nie bogom? Pewnie z uprzejmości, w końcu rzadko ktoś wyjmuje cię wpółmartwego z oceanu. - Sztorm? - zapytał, tak samo jak on spoglądając w stronę pozostałości statku.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 9 lip 2019, o 22:03

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
9


Mężczyzna przełknął ciężko ślinę. Widać było, jak porusza się jabłko Adama na jego obklejonej piaskiem szyi. Rozchylił zaraz spierzchnięte wargi, by znów móc przez nie zaczerpywać łapczywie tchu, niemal jakby nie oddychał przez całe dziesięciolecia. A to było przecież tylko kilka chwil w lodowatej wodzie. Dał sobie kilka chwil na ogarnięcie durnoty, jaką była próba osłonienia swojego ciała. Nie to, żeby ta przykryta odrobina robiła jakąkolwiek różnicę. Jego skóra nabrała nieco żywszych kolorów, już nie wyglądał jak biała chorągiew, którą wywiesza się na szczycie najwyższej wieży, by informowała o poddaństwie. Nadal jednak ciężko było mówić o tym, by widział wiele słońca - albo po prostu miał taką karnację. Zwłaszcza po twarzy i dłoniach - tu zaczynała się porównywalność odcienia do jego klatki piersiowej czy długich nóg. Teraz zdobiły go paskudne, bordowo-fioletowe siniaki. Pojedyncze zadrapania, których się nabawił. Żadne z nich nie było jednak śmiertelne w swoich skutkach. Nie broczyły nawet krwią, by wymagane było ich opatrywanie tu i teraz. Ot - ranki, które przetrwa każda kobieta. Co dopiero mężczyzna!
Każdą maszynę da się zepsuć. Nie każdą natomiast można naprawić.
- Shiraiel. - Przedstawił się, unosząc znów spojrzenie na swojego wybawcę, by zaraz wzrokiem ponownie powieść po otoczeniu. - Piraci. - Przełknął znów ciężko ślinę i wyprostował się bardziej. A promienie słońca pięły się coraz wyżej i wyżej... zaczynały oświetlać całą plażę. - Masz... wodę? - Szorstko brzmiące słowa w ogóle do niego nie pasowały. Do jego sylwetki. Były fałszem dla bębenków usznych, które spodziewały się bardziej miękkiego tonu. Wszystko to przez spuchnięte i zdarte gardło - to akurat było jasne jak słońce. Kto kiedyś słyszał przeziębionego człowieka ten wiedział, jak to działa.
Wolnymi ruchami mężczyzna założył na siebie czarne, ładne kiedyś kimono - takie, w których wyjście do domu geisz pewnie przywiodłoby do niego sporo panienek. Ze względu na śliczną buźkę i prawdopodobnie spory grosz, jaki musiał chować za kołnierzem. To było tego typu kimono. Nie zawiązał go - otulił się nim i wyciągnął zaraz dłonie do ognia, żeby się bardziej ogrzać. Spragnieni ciepła - tacy byli najgorsi. Potrafili zakraść się całkiem niepostrzeżenie, odebrać wszystko, co chcieli, a potem znikali. Nie wiadomo kiedy i dokąd.


???
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 10 lip 2019, o 11:53

Tak, to imię do niego pasowało. Shi... dalsza część nie była ważna. Wysoki, blady jak śmierć, z długimi, czarnymi włosami. Aka pokiwał głową, beznamiętnie spoglądając się w przestrzeń przed sobą.
- Zabawne. Przypominasz mi kogoś. - powiedział zimnym, pozbawionym jakichkolwiek emocji tonem. W sumie chyba nie powinien był m tego mówić. Bo i po co? Co go to obchodziło? Zdał sobie z tego sprawę dopiero po chwili zastanowienia - i tak samo szybko jak zaczął się zamartwiać sensownością tego zdania, tak samo szybko zdał sobie sprawę, że przecież to całkiem normalne zdanie. Ludzie są przecież do siebie podobni, no nie? Zwłaszcza tacy jak on. Pełno takich na świecie. Pewnie by mu nakopał do dupy, gdyby usłyszał, że wcale nie jest taki wyjątkowy. Na twarzy Akiego wymalował się lekki uśmieszek, który zniknął tak samo szybko jak się pojawił.
- Piraci? - zapytał jakby z lekkim niedowierzaniem. - Dziwni ci piraci jacyś. Myślałem, że piractwo polega na grabieży statków, a nie ich rozbijaniu. - przesunął wzrok na Shiraiela, patrząc na niego pytająco. Nie wiedział, czy doczeka się odpowiedzi, jednak sama sytuacja wydawała się ciekawa i... nietypowa? W końcu skoro na kogoś napadasz, to chcesz zabrać łup, a jak jesteś bandytą na morzu, to i nawet środek transportu. Może trafili na jakichś psychopatów? - Pod jakim klanem służysz? - zapytał, wskazując na skrzynie ze znakiem, który niezbyt dużo mu mówił. Bo to, że komuś służył, było jasne. Był zbyt bogato ubrany, jak na to, żeby być zwykłym marynarzem, co to zajmuje się szorowaniem pokładu. - Chyba powinieneś to... zgłosić, czy coś. Cokolwiek się robi w takich sprawach. - nie za bardzo się orientował, co robi się w przypadku ataków na morzu. Ten młodzieniec był pierwszym człowiekiem, z jakim miał dłuższy kontakt od kilku tygodni. Zabawne, biorąc pod uwagę, że wypowiedział do niego raptem kilka słów. Trudno było jednak wymagać od Uchihy jakiegokolwiek ogarnięcia po tak długim czasie spędzonym w samotności. Niebieskooki nawet nie zdawał sobie sprawy, gdzie uciekł mu ostatni rok życia. Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie tak wolno. Tygodnie zamieniały się w miesiące, miesiące w lata, a jednocześnie nie potrafił sobie przypomnieć żadnego wydarzenia z tamtego okresu. Aka nie żył. On egzystował.
Woda. Ona również dawała i odbierała życie. Ostatnie, czego teraz potrzebowali trzej martwi koledzy nieznajomego, to woda. Jemu jednak nie miał zamiaru odmawiać. Odpiął bukłak z wodą i samemu wziął łyka, podając po chwili go w stronę rozmówcy.
- Nie pij za szybko, bo ci flaki poskręca. - i to wcale nie był żart. Nie wiedział, ile czasu mężczyzna spędził w wodzie, a później i poza nią. Wiedział za to, że ludzie, którzy od dłuższego czasu nie pili wody, jeżeli zaczną ją żłopać jakby świata nie znali, szybciej ją wyrzygają niżeli dotrze do mózgu, że w ogóle się napili.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 11 lip 2019, o 12:15

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
11


Ludzie byli do siebie podobni. Bo się powtarzali. Bo nie było takiego, którego nie mógłbyś przyrównać z kimś innym. Zawsze mogłeś połączyć kropki, wyszyć grubymi nićmi zależności. Oto jest - Twoje wielkie porównanie, te pozbawione emocji. Płaskie, nieczułe... na pewno? Nieczułe tylko na zewnątrz. Inaczej wewnątrz nie pojawiłaby się szpilka, która wskazała nieprawidłowości w szyciu. Ach, to nie tak miało być, przecież supeł miał iść inaczej. Ach, tutaj przecież nie powinno być tej linii, czy teraz powinienem to zmienić? Cofnąć? Ach. Przecież słów nie da się cofać tak jak nici.
Brew mężczyzny, tej syrenki, co na szczęście nie była słoniem morskim wyplutym przez fale, bo takiego widoku nikt nie chciałby oglądać, powędrowała nieco w górę, wykazując zainteresowanie i zaintrygowanie. Nawet uniósł się lekko kącik jego warg. Chociaż większość można było porównać do tej drugiej większości, to jednak zazwyczaj ludzie tego bardzo nie lubili. Co więc lubili? Wierzyć w swoją niepowtarzalność. Oddawać się swoim namiastkom niepowtarzalności, którą wmawiali sobie stając każdego dnia przed lustrem. Jeśli kogoś w ogóle na lustro było stać. W tym świecie najbardziej wyjątkowi byli ci, co byli bogaci. Widzisz? On też wydawał się przez to wyjątkowy. Inny od tamtych dwóch obdartusów i tego zupełnie przeciętnego człowieka, który leżał nieopodal nich. Nadal tam leżeli, jeśli dobra Matka Woda nie postanowiła ich zabrać jako swojego łupu. Teraz zleciały się do nich mewy i inne ptactwo, obsiadając wokół to, co nie było już niczym innym jak tylko mięsem. Tamci pewnie też sądzili, że są kimś więcej niż pionkami. Tym byli w końcu ci, co pieniędzy nie posiadali. Mniej znaczącym trybikiem w całej machinie. Bardziej prostym kołowrotkiem, który możesz zawsze zamienić i wkomponować nowy. Brzmi relatable? W końcu nigdy nie zaliczałeś się do tych, którzy uważali, że mają temu światu coś więcej do powiedzenia. Ha! W końcu mówić można było wszystko. Co zaś tyczyło się czynów - sprawa często prezentowała się bardzo opacznie.
- Pierwsze słyszę. - I nie było, czy to miłe, czy niemiłe. Czy jemu jest miło czy też wręcz przeciwnie. Bo w sumie po tonie młodego Uchiha stwierdzić można było tyle, że to wspomnienie wcale nie jest pozytywne. Nigdy nie było dobrej odpowiedzi, kiedy ktoś wyjeżdżał z takim tekstem - i bardzo szybko ucinał, by czasem ten wyjazd nie przerodził się w całą podróż. Lepiej skończyć szybko, nim porządnie się zaczęło - wtedy nie groziły tak wielkie rozczarowania, że poza widnokręgiem gościł o wiele brzydszy świat, niż się spodziewaliśmy.
Skinął na potwierdzenie głową i odebrał bukłak z wodą, zaczynając pić. Powoli. Starał się pić powoli, co kosztowało go więcej wysiłku, niż powinno. Niemal od niego drżał. Albo drżał jedynie z wyczerpania? Oderwał przedmiot od ust i obejrzał się znów na całą plażę
- Doszło do walki... - Mówił bardzo powoli. Bardzo urywał. Jakby próbował sobie przypomnieć. Albo jakby spoglądając na tę wodę, na te mewy, które niosły w poranek swój krzyk, obrazy, świeże, były zbyt straszne, by próbować je ubrać w słowa i namalować nimi żywy obraz. Te same obrazy w ten żywy sposób płynęły przecież właśnie w jego żyłach. Jakieś emocje kotłowały się na jego twarzy i w oczach, ale zmęczenie nakrywało wszystko tak silną płachtą, że nie dało się ich poprawnie rozczytać i nazwać. - Broniliśmy się. - Oczywiście, że się bronili. Przecież mogli. Musieli. - Piraci mieli ninja. - Co mogłoby być tak silnego, by zniszczyć całą łódź? Sądząc po leżących tutaj odłamkach nie mogła być to malutka łódeczka. - Na statku była oliwa. Dużo oliwy. - Chyba tyle już opowieści wystarczyło. Resztę można było dopisać już własną ręką.
- Gdzie jesteśmy? Jaki mamy dzień?


Shiraiel
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Zachodnie klify

Postprzez Aka » 13 lip 2019, o 14:34

Sznur to sznur. Co za różnica gdzie supełek, a gdzie pętelka? Ważne, że można się na nim powiesić - służy do tego samego. A ludzie w tym świecie służyli tylko do zabijania, to było ich głównym celem. Odebrać podstawową edukację, a potem wziąć katanę w dłonie i odciąć kilka łbów każdemu, kto nie jest z twojej prowincji.
Przyglądał się uważnie mężczyźnie. Nie dlatego, że mu się podobał, tym bardziej nie dlatego, że coś w nim próbował odczytać. Przyglądał się mu, bo najzwyczajniej nic innego nie miał do roboty. Byli pośrodku niczego, nigdzie, od nicości różniło się to tylko tym, że było morze i piasek. Aka nie znał się na tych wszystkich dziwactwach związanych z morskimi podróżami. Tak prawdę mówiąc to nienawidził wchodzić na statek - bujało tym szajsem, mewy skrzeczały a pod pokładem zazwyczaj mieszkała pięciopokoleniowa, szczurza rodzinka. A to wszystko jeszcze zanim wypłyniesz, bo potem tylko morze, morze, morze i... o zgrozo, morze! Cóż za fascynujące przeżycie, zwłaszcza gdy masz chorobę morską i rzygasz co pół godziny. No i ci przeklęci piraci...
- Przykro mi. - powiedział, spoglądając na Shiraiela. Co mógł więcej dodać? To co się wydarzyło tutaj w ostatnim czasie zdecydowanie nie należało do miłych rzeczy, ale z czasem już tak jest, że nie możemy go cofnąć. Tym bardziej Uchiha nie był smutny - bo nie dotyczyło go to w żaden sposób. - A wy nie mieliście ninja? - zapytał, znowu spoglądając na skrzynie z jakimś znakiem. Mężczyzna uniknął odpowiedzi na poprzednie pytanie, albo najzwyczajniej zapomniał na nie odpowiedzieć. A w sumie to było najważniejsze - przecież niebieskooki musiał go dokądś wysłać, wskazać kierunek, czy zrobić cokolwiek. NIe no - przecież nie musiał. Mógł. Tak prawdę mówiąc to mógł teraz wstać, strzepać piach, obrócić się na pięcie i pójść w swoją stronę, jak to zrobili co niektórzy w jego życiu. W sumie to kilku już ich było, ale mniejsza o to.
Fale rozbijały się o brzeg, a dwójka chłopaków siedziała i rozmawiała... w sumie o niczym. Bo przecież już nie było o czym rozmawiać - statek zatonął, jego załoga była martwa, towar przepadł. Tylko ta jedna skrzynia została, ale kto by ją targał ze sobą, nieprawdaż? Chociaż z drugiej strony przecież mieli czas - Aka mógł mu pomóc. Tylko czy powinien marnować swoje siły na nieznajomą mu osobę? Już i tak raz okazał zainteresowanie, ot wyciągając go z wody i ratując przed niechybną śmiercią. Ale to było naturalne - nie chcesz by ktoś umarł. Warto teraz było dalej się o niego martwić, by potem znowu zostać potraktowanym tak, jak zawsze był potraktowany Uchiha przez innych ludzi? Sam miał już do tego wszystkiego pewne wątpliwości.
- Wiesz co... - zamyślił się, próbując policzyć ilość dni przez które podróżował. - Sobota. Tak. Sobota. - powiedział z początku niepewnie, ale po chwili jego ton był całkiem pewny. - W... Antai. Tak, Antai. Gdzieś na zachodzie, nie wiem dokładnie. Poszedłem na... e... spacer. I tak Cię tutaj znalazłem. - podrapał się po głowię, nie wiedząc za bardzo co ma powiedzieć. Powiedział więc prawdę - choć mogła ona się wydawać dosyć idiotyczna, to jak najbardziej wpisywała się w to, co chciał robić Aka. Chodzić. Przed siebie, nieważne dokąd, byleby iść. - To co teraz chcesz zrobić?
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 14
Dołączył(a): 4 lip 2019, o 20:04
Wiek postaci: 20
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5319&p=80624#p80624
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Zachodnie klify

Postprzez Shikarui » 14 lip 2019, o 08:48

Misja rangi C
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie.
Obrazek
13


Było o wiele więcej powodów, żeby nienawidzić statków. Oprócz rodziny szczurów były w końcu jeszcze wilki morskie. Wielkie chłopy - bo tylko takie były w stanie naprawdę przetrwać na morzu. Spocone, śmierdząc, bez stałego dostępu do wody, w której można by się było swobodnie myć, więc zazwyczaj myją się od święta. Jak im dobrze chluśnie fala jedna z drugą. Wtedy jeszcze gorzej - w końcu woda w morzu była słona. Wszyscy oni jacyś rubaszni. Kto to widział dżentelmenów na starym, porządnym pokładzie? Widzieli tylko takich na statkach rodowych, których najcenniejszym załadunkiem nie były przedmioty. Najcenniejsi tam byli ludzie. W końcu, po tych wszystkich przemyśleniach, że w sumie to lepiej już nadłożyć drogi na piechotę, wkracza ci między myśli, że jest jeszcze jeden istotny, koronny argument, który sprawia, że warto zostać na stałym lądzie. Właśnie ten, przez który być może teraz ta syrenka nigdy więcej nie wróci już na oszalałe morze. Akt, w którym morze burzyło lądy. Nie sprawiało mu żadnego problemu zburzenie kilku statków - zwłaszcza, gdy te ścierały się ze sobą w boju. Tak, tak, było milion powodów do tego, by bardziej kochać ląd. Na nim zawsze można się było jakoś uratować, poradzić sobie - lepiej czy gorzej. A tam, na bezstronnym błękicie, który w najgłębszych otchłaniach wpadał w granat, by potem stawać się czernią, w której jedynie drapieżne ryby żerowały, czekając na najgłupsze okazy, które odważą się schodzić niżej? O nie, było mnóstwo powodów, by nie oddalać się od brzegu. Jeszcze więcej, by nie tracić go z pola widzenia. Najwięcej, by nie wypływać na otwarty ocean.
- Mieliśmy... Mnie na przykład. - Uśmiechnął się nieznacznie, ale to był kwaśny uśmiech. Czy słowa "przykro mi" cokolwiek znaczyły w obliczu jego własnej tragedii? Jeśli znaczyło coś dobrego, nie pokazał tego po sobie. Albo pokazał, tylko zaginęło w tych wszystkich emocjach, które cisnęły się na jego czaszkę i sprawiały, że wciąż oglądał się na plażę i to, co z niej zostało. -Było jeszcze kilku innych... Nie byliśmy w stanie zbyt wiele zrobić.- Nie każdy ninja był w stanie poradzić sobie z odpowiednim zagrożeniem. Nie każdy miał na tyle wysokie umiejętności, by w ogóle nazywać samego siebie ninją. Czasem zdarzały się sytuacje, które uciekały spod palców i z drobnego pyłu powstawała wieża, która ciągnęła cię ze sobą w dół. Jeśli byłeś własnie na statku, to mogłeś mieć pewność, że powędrujesz naprawdę głęboko. Hej, ale przecież były tego plusy! Przynajmniej nie wędrowałeś sam. Jak niektórzy samotnicy po pustych, zapomnianych przez świat plażach.
Shiraiel był oszczędny w słowach. Czy to dlatego, że taka była jego natura, czy też był wykończony - oj, to drugie to na pewno. Niewiele chciał mówić o całym tym wydarzeniu, o swojej załodze. Czasem kręcił głową i zamykał oczy. Czasem brał głęboki wdech, kiedy miał wrażenie, że w jego płucach brakuje tlenu. Czasem zwijał wargi w wąską linię i marszczył brwi. Kiedy był już w stanie się podnieść, przeszedł po plaży. Przynajmniej już wiedziałeś, do kogo statek należał - ten, którym płynąć Shiraiel. Do Yamanaka. I to właśnie ich symbol prezentowała skrzynia, jak zdążył ci powiedzieć. Wraz z tym zdradzić, że on sam jest przedstawicielem tego rodu. Że przewozili towary dalej - do Sogen. Uderzył sztorm, walka była zupełnym koszmarem. Zaatakowali znienacka. Nikt nie był na to gotowy. Przecież widać - to, jak trup ścielił się gęsto. W końcu padło to pytanie, a raczej - prośba, która miała nakazać podjąć decyzję tu i teraz. To jedno pytanie:
- Pomożesz mi, proszę, dostać się do Raigeki? - Nic dziwnego, że prosił. W tym stanie, nawet gdyby zdołał sam dojść, na drżących, bosych nogach, pewnie zbyt wiele by nie zdziałał. Tym bardziej, gdyby miało pojawić się jakiekolwiek zagrożenie. - Albo... gdziekolwiek... do jakiegokolwiek miasta. Nie znam tych terenów. - Padł przed Tobą na kolana w piach w swej pokornej prośbie, gotów kłaniać się tak nisko, by nosem szorować po samej ziemi.


Shiraiel
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1409
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala


Powrót do Antai

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości