Shitchi no kyanpu

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Ushii » 17 lut 2018, o 23:57

MG: Yamanaka Inoshi
- Najznamienitszy z rzemieślników

Ushii jak co dzień przechadzał się po Shitchi no kyanpu. Ta niewielka wioska szybko stała się dla niego centrum świata. Początkowo myślał że łatwo znajdzie osoby które pomogą mu w rozwijania umiejętności, jednak okazało się że nie jest to takie łatwe. W związku z dużą ilością wolnego czasu i brakiem pomysłów na dalszy trening postanowił znaleźć jakieś konstruktywne zajęcie. Gdy zobaczył przybite metalowymi gwoźdźmi ogłoszenie, nie zastanawiał się długo. Jeszcze rok temu jego rodzina utrzymywała się głównie z poszukiwani i hodowli ziół. Ceny za zielony towar są stosunkowo wysokie, niestety brak na nie klientów. Jeśli zadanie tego "Wielkiego Anzai Akihiro" jest związane z poszukiwaniem jakiegoś składnika to Ushii jest jednym z lepszych kandydatów do jego wykonania. Chłopak w związku z swoim podekscytowaniem, poważnie potraktował groźbę zawartą w ogłoszeniu i natychmiast udał się na bagna. Podróż jednak trwała dłużej niż przewidywał z powodu źle obranego kierunku trasy. Z trafieniem do chatki na bagnie mogli by mieć problemy nawet doświadczeni tropiciele. Zleceniodawca początkowo chciał się pozbyć się zainteresowanego, ponieważ był rozczarowany jego wyglądem. Ushii jednać zdążył zjednać sobie gospodarza, rozpoznając kilka rzadkich składników alchemicznych i schlebiając ich posiadaczowi. Anzai Akihiro bardziej cenił sobie czas niż standardy, toteż mimo wątpliwości, był bliski powierzeniu dziecku swojej misji. Przeszkodziło mu w tym pukanie do drzwi i wizyta kolejnej osoby zainteresowanej zadaniem zamieszkującego bagna mistrza.
Ostatnio edytowano 18 lut 2018, o 15:25 przez Ushii, łącznie edytowano 1 raz
Ushii
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 18 lut 2018, o 01:15

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
13/15


Zabrzmiało dość nieprzyjemnie, co? Tylko że nie chodziło o to, że zamierzał go tutaj zostawić na pastwę losu,
gdzieżby znowu! Teraz, gdy życie pacjenta było stabilne, jak sam Kai powiedział - należało go przenieść do szpitala, żeby tam wydobrzał, wypoczął. Kai mógł zaleczyć jego rany, ale regeneracja musiała zrobić tutaj swoje, zwłaszcza, że chłopak na pewno musiał doznać mocnego, nieprzyjemnego szoku. Starszy Inuzuka uśmiechnął się raźno, niewymuszenie i machnął lekko dłonią, prostując tylko dwa palce, które przyłożył uprzednio do czoła w ramach pozdrowienia i pożegnania jednocześnie. Wskoczył na grzbiet popielatego Ninkena i właściwie... natychmiast zniknęli w złotym zbożu. Za cokolwiek dziękowałeś - Inuzuka nie pytał. Nie było takiej potrzeb. Podziękowania zostały przyjęte, zaakceptowane - i zawsze należało je uszanować, bo jakby na to ni patrzeć - świat byłby o wiele lepszym miejscem, gdyby ludzie częściej od 'spierdalaj' mówili sobie "dziękuję". Kai również tego nie skomentował. Tylko że akurat medyk nie skomentował tego w żaden sposób. Żadnym uśmiechem, skinięciem głowy - ot, pozwolił starszemu Inuzuce przejął kontrolę... nad wszystkim w sumie. Zaczynając od rozdania poleceń, kto, gdzie, po co i jak, a na obchodzeniu się z dzieciakami kończąc. Cóż, czarnowłosy zdawał się pasować na taką osobę - osobę, która potrafiła dodać wszystkim otuchy i jednocześnie rozporządzić zasobami ludzkimi tak, by nikt nie był poszkodowany. Tu i teraz wyszło całkiem nieźle, nie? Odgłos łap uderzających o ziemię zniknął bardzo szybko - ciężko powiedzieć, z jaką prędkością poruszała się ta dwójka, ale zdecydowanie nie była ona możliwa do osiągnięcia przez zwykłego śmiertelnika.
- Hm? - Kai uniósł jedną brew i spojrzał na ciebie z ukosa. Byliście tu niby w trójkę, ale oczywistym było, że zwracasz się do niego, a nie do tej nieprzytomnej od stresu i wszystkich innych emocji dziewczyny. - Tak. - Skierował wzrok na Ichiro. - Zaniosę go, więc zajmij się tą dziewką. - Miał chłodny głos, przeszywał codzienność i dotykał płatkami śniegu wyobraźni. Nie był to głos przyjemny, ale też nie tak, że drażnił - po prostu wpełzał pod skórę czymś, co przeczyło słonecznym polom Shitchi... och przepraszam. Dziś nie słonecznym - dziś pochmurnym. Spakowałeś swoje rzeczy i skierowałeś się do dziewczyny. Trzecia. Była trzecią osobą na liczniku, której zamierzałeś pomóc - bezinteresownie. No, może prócz nagrody samo satysfakcji i możliwości poczucia się lepiej. Wiedziałeś? Niektórzy tylko po to okazują innym dobroć, żeby samym sobie sprawić przyjemność.
Blondynka uniosła na ciebie nieprzytomne spojrzenie i tylko kiwnęła głową niemrawo, unosząc rękę, by wskazać kierunek.
Mało to sprecyzowane, ale z jej warg, zaschniętych, wydobywały się już tylko westchnienia. Przelewała się prawie przez ręce, na szczęście nie było aż tak tragicznie, żeby nie mogła iść. Powolny spacerek i wszystko będzie dobrze. Nawet mimo tego, że była wyższa od ciebie o głowę. Medyk uniósł w ramiona chłopaczka, jakby ten nic nie ważył, odbił się od ziemi i nie czekając na ciebie - pobiegł przodem.
Przeprawa przez złote pola zbóż była spokojna. O wiele bardziej malownicza, kiedy oczy mogły teraz łapać wszystkie przebłyski słońca, wszystkie pojedyncze źdźbła. Było jak w morzu - tylko woda nie zalewała twoich płuc, a wszystko pachniało tym słońcem i ziemią domagającą się deszczu. Jeszcze była szansa, że spadnie. Dzisiejszej nocy, następnej - zabębnią krople o dachy domów i...
Wyszliście na tą samą polną dróżkę, którą tutaj przybiegłeś. Nie było się dokąd już śpieszyć. Dziewczyna jak zombie grzecznie tuptała tam, gdzie ją poprowadziłeś, wspierała się na tobie i psie, aż w końcu dotarliście do jednego z domów, tych bez słodkiego płoteczka i bez ładnej, psiej budy z czerwonym dachem z dachówek. Tutaj dach był ze strzechy, a stodoła postawiona dalej wydawała się już trzymać tylko na słowo honoru.
- MOJE DZIECKO! - Kobieta w prostej sukience roboczej wybiegła wam na spotkanie i od razu odebrała śmiertelnie bladą, umazaną krwią córkę z twoich ramion. - Rei, Rei, słoneczko, odezwij się!
- Mamooo.. - Blondynka uwiesiła się ufnie w ramionach kobiety. I wtedy usłyszałeś te same słowa, które ty dzisiaj wypowiedziałeś. - Dziękuję. - Spojrzała na ciebie zmęczonymi, błękitnymi oczyma.
Już wiem, jaka barwa przez ten błękit przebijała.
Była to wdzięczność.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Yamanaka Inoshi » 18 lut 2018, o 01:27

Misja Rangi - D - 3/...

- Rok 384 - Lato - Ushii Kiyotaka
- Shitchi no kyanpu -

- Najznamienitszy z rzemieślników -

Obrazek


Anzai Akihiro, ponoć wielki alchemik, a przynajmniej sam siebie tak tytułował mieszkał w domku zaraz przy tutejszych najbardziej podmokłych terenach przypominających bagienne. Jego chata nie była typem do pozazdroszczenia, z zewnątrz wyglądała jak zabita dechami dziura, w środku jednak nie było lepiej, wszędzie porozrzucane papiery, oraz składniki alchemiczne, nieco grzybów, nieco traw, nawet parę fiolek leżących luzem by się znalazło. Jedną rzeczą która przyciągała jednak uwagę był stół alchemiczny przy którym samozwańczy mistrz pracuje. Na drewniane biurko, jak sam zwykł je nazywać pełne jest przeróżnych notatek, lecz nie one są tutaj ważne, dużo ważniejsze niż jego bazgroły są jego cudowne narzędzia. Poczynając od wysłużonego już moździerza, nieco przypalonego szklanego alembiku, a na nieco zaparowanej retorcie kończąc. Nie miał nawet czasu jej przetrzeć, lub też po prostu nie chciał. Trzeba jednak wspomnieć, że jego moździerz był godny podziwu, prawdziwa stal posłużyła do jego wykonania.


Nie można jednak było przejść od razu do tego jakie plany wobec chłopaka miał Anzai, nie wybaczył by mi gdybym najpierw nie opowiedział o cudowności jego warsztatu. Przejdźmy jednak do sedna, chłopak nie zrobił wielkiego wrażenia na Anzaiu, a przynajmniej z początku, z jakiegoś powodu jednak okazało się, że młodzian również ma pociąg do alchemii, zrobiło to na mistrzu całkiem dobre wrażenie, w pierwszej chwili chciał uczynić go z miejsca swoim czeladnikiem jednak szybko z tego zrezygnował gdy już się opamiętał.

Wtedy też ja zapukałem do drzwi, nie było to moje pierwsze spotkanie z Anzaiem, nie byliśmy jednak przyjaciółmi, nie wiem czy kiedykolwiek byliśmy. Nie czekałem aż mi otworzy, wiedziałem, że albo zrobię to sam albo nie wejdę wcale, zawsze był zajęty albo udawał takiego. Spostrzegłem wtedy w jego warsztacie dzieciaka. Wydawało mi się, że to kolejny z jego wielu już czeladników, nie pytajcie dlaczego kolejny, sam nie mam pojęcia.

- Znowu zająłeś całą tablicę ogłoszeń, Anzai. Przecież dobrze wiesz, że nikt w wiosce nie będzie tego dłużej tolerował. Ciesz się, że to ja tutaj przychodzę, a nie Fukui, on by ci dał dopiero popalić. - Zaprosiłem się do do jego domu, w końcu i ja miałem do niego sprawę, wpierw odrzucił mnie zapach jaki się w jego przybytku unosił.
- Aaaah, jak zwykle mi przeszkadzasz, Nakashi. - Zaryczał wyraźnie poirytowany alchemik. - Nie widzisz, że spełniam swoją kolejną manię? Od 3 dni siedzę nad tą recepturą, tak, wreszcie udało mi się to rozszyfrować, było by prościej gdybym tego tak nie nabazgrał, ale już wiem czego mi potrzeba. - Mówił kręcąc się po pomieszczeniu i tupiąc przy każdym kroku jakby chciał zaznaczyć swoją obecność. - Dobrze Ushii, chłopcze, słyszysz mnie? Pójdziesz teraz na bagna i przyniesiesz mi dokładnie tego grzyba, a najlepiej tuzin, a właściwie to mendel, było by najlepiej! Im więcej przyniesiesz tym bardziej dumny z ciebie będę, a o moją dumę warto walczyć! - Powiedział mężczyzna dobrze już po czterdziestce do dzieciaka, wydawał się dosyć przejęty swoimi słowami, oraz misją jaką mu zleca. Gdy skończył zerknął w moją stronę, ja jednak pokręciłem tylko głową. Nie interesowały mnie jego kolejne głupstwa.

Obrazek
Alchemik wręczył młodzikowi poplamiony i nieco podarty zwój, który po rozwinięciu odsłonił by taką oto zawartość. Wydawało by się, że właśnie to jest celem jaki zostaje postawiony przed chłopakiem. Znalezienie tego grzyba. Już sam jego wygląd zwiastuje, że trudno będzie go znaleźć. Oznajmił mu on jednak, że musi szukać go udając się głębiej na bagna.


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 18 lut 2018, o 10:03

Kao spojrzał na dziewczynę nieco zaskoczony. "Dziękuję"? Przecież to nie on uratował Ichiro. Jeśli kupujemy makaron ryżowy, który dostaliśmy za rozsądną cenę, dziękujemy temu który nam go wręczył, a nie temu, który wyhodował ryż. "Do usług." - po tych słowach uśmiechnął się uprzejmie i ukłonił lekko. Został już tylko jeden element którym należało się zająć - chłopak, który przebiegł do młodego Inuzuki i tym samym, w pewien sposób, uratował swojego przyjaciela. A może brata? Ciężko powiedzieć. "Był z wami jeszcze jeden chłopiec, prawda? To on mnie wezwał i w tej chwili pewnie niezwykle się martwi. Spróbuję odnaleźć go tam gdzie go zostawiłem, przy gabinecie Kiry, ale gdybym go tam nie znalazł, wiecie może gdzie mieszka? I jak ma na imię? Myślę, że powinien wiedzieć, że wszystko jest już w porządku." Po tych słowach, Inuzuka słucha uważnie i dziękuje za wszelkie informacje jakie w ten sposób uzyska, a później... szuka chłopca. Kiedy go odnajdzie, przekazuje mu informacje, wszystkie które może - Ichiro jest w stabilnym stanie, został odesłany do kliniki na regenerację i obserwację... a później wraca do Kiry. Pomimo, że mógłby przysiąc, iż minęła wieczność, w rzeczywistości nie minęło aż tak wiele czasu. Jeszcze mniej niż zwykle nie przeszkadzało mu spędzenie reszty dnia w klinice. Cała ta przygoda upewniła go w jednym - nie irytował go brak wiary innych w jego umiejętności i nie przeszkadzało mu siedzenie w klinice. Chciał jednak uzdrawiać innych, bo ani pokrzepianie starszego Inuzuki, ani podziękowania dziewczyny nie mogły się dla niego równać z uczuciem które go wypełniło kiedy dowiedział się, że Ichiro jest w stabilnym stanie. Tylko to się liczyło - ratowanie życia. Jeśli żeby móc to robić koniecznym było siedzieć godzinami w klinice i wpatrywać się w sufit, to niech tak będzie. Jeżeli było to niezbędne, żeby uratować chociaż jedno życie, to bezapelacyjnie było to tego warte.
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 18 lut 2018, o 13:13

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
15/15


Nie Ty go uratowałeś? Nieprawda, drogi Przyjacielu. Zjawiłeś się na tej śmiesznie malutkiej polance, pod tym śmiesznie wykrzywionym drzewem, pobiegłeś tam co tchu nie spoglądając na nic innego, z jednym tylko celem - ratować.
To twoje dłonie oczyściły rany, to ty zająłeś się sprawdzeniem jego tanu, to ty ułożyłeś go na ziemi i cierpliwie, z wysiłkiem leczyłeś rany, które były śmiertelne. Zanim Kira znalazłby kogoś do pomocy, z jego tempem, mogłoby już za późno. A ty? Byłeś na miejscu i nie pytałeś. Jedyne, czego potrzebowałeś to trop, który doprowadzi cię do twojego celu. Poświęcenie było wynagrodzone słodkimi podziękowaniami błękitu oczu. Niektóre podziękowania po prostu się przyjmowało. Ludzie nie dziękowali bez powodu, tak o sobie - nie to, że nie mogli, ale ta dziewczyna teraz tego nie robiła. Wszystko było wymalowane w jej spojrzeniu - cała wdzięczność i ulga, którą tak mocno tępiło zmęczenie.
- Dziękuję ci, młodzieńcze. - Matka dziewczyny uśmiechnęła się do ciebie równie wdzięcznie, jej głos był aż twardy od nerwów, które z niej spływały i które nadal się w niej gotowały. Mimo wszystko blondynka nie wyglądała, jakby wszystko z nią było "okej".
Dowiedziałeś się wszystkiego, czego chciałeś. Kobieta opisała ci ten domek i drogę do niego, w razie gdyby tamtego chłopca nie było już pod budynkiem administracyjnym, proponując ci jeszcze, żebyś został na obiedzie. Nie skusisz się? Może jednak..?
Nalegała. W ramach podziękowania było to jedyne, co mogła zrobić, wszak dawać ci tak po prostu pieniędzy nie wypadało!
Mogłoby to urazić twoją dumę jako shinobi. I rzeczywiście - chłopaka nie było już pod budynkiem. Wrócił do swojego domu,
którego znalezienie wcale nie było takie trudne, kiedy szedłeś za wskazówkami matki blondyneczki. Jego domek był tym otoczonym płotkiem - i to ładnym płotkiem! Domostwo było zadbane, wyrastało zgrabnie na tle pól z własnym, małym sadem.
Jedno z tych miejsc, w których chce się spędzać długie, upalne popołudnia. Przekazałeś wszystkie informacje, zapewniłes,
że z dwójką przyjaciół chłopaka wszystko jest w porządku - chłopak rzucił ci się na szyję i rozpłakał, dziękując wylewnie.
Nie było istotne na końcu tej opowieści, ile pobocznych osób pomogło ci przy twoim małym, bohaterskim czynie, którego dokonałeś - istotne było dla tych wszystkich to, że uratowałeś ich przyjaciół, synów, córki. Dla nich to nie była maleńka,
drobna rzecz. Pomógł ci ktoś, nie pomógł - co za różnica? To ty pierwszy się tam pojawiłeś i to ty zapobiegłeś największej tragedii. Reszta była tylko dopełnieniem. Czy nie takie było właśnie prawo Głównego Bohatera?
Z Ichiro wszystko było w najlepszym porządku. Mogłeś spokojnie się wymyć, zjeść coś, oporządzić, wrócić do kliniki. Nawet opieszały Kira złożył ci podziękowania i wręczył w twe dłonie woreczek z ryo jako nagrodę za twoją misję. Pierwszą, poprawnie wykonaną misję! Twój własny wpis do kodeksu w ramach pracy na rzecz klanu Inuzuka. Do szpitala zdążyli dotrzeć rodzice Ichiro i się nim odpowiednio zajęli. Chłopak obudził się na drugi dzień i chociaż nadal był słaby i musiał leżeć, to po jego ranach zostały jedynie blizny. Nie wdało się żadne zakażenie, nie było żadnych powikłań.
Rzeczywiście - to było tego warte.
Warte tego, żebyś mógł wszystkie te marzenia i podzięki zanieść do poranka, w którym pola malowane były czystym złotem.


Misja zakończona ♥
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1363
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Ushii » 18 lut 2018, o 15:23

MG: Yamanaka Inoshi
- Najznamienitszy z rzemieślników

Natychmiast po otrzymaniu zadania, udałem się w kierunku wspomnianym przez alchemika. Cieszyłem się teraz że zabrałem plecak z prowiantem. Zmartwienia dotyczące głodu lub braku wody mnie nie dotyczą. Na bagnie co prawda nie brakuje wody i pożywienia, ale w miejscu pełnym trujących składników lepiej nie próbować lokalnych specjałów. Pora była już co prawda późna ale spanie pod gołym niebem nie było dla mnie problemem. Wiele bardziej martwiące są plamy na narysowanej wskazówce i kwestia czy są wynikiem pomyłki. Z czasem jednak uznał że osoba takiego pokroju nie może się mylić, mimo iż wygląd notatki wskazywał coś innego. Dzięki tej podróży uświadomiłem sobie że bagna są doskonałym miejscem do moich treningów, pomyślał zadowolony Ushii. Moczary nie oferują co prawda nic poza wodą i odosobnieniem ale w tym przypadku są to najbardziej oczekiwane cechy. Przez to młody zbieracz bardziej przyłożył się do zapamiętywania terenu, w związku iż może to być dla niego przydatne w przyszłości. Gdy brak światła kompletnie uniemożliwił poszukiwania, chłopak przygotował sobie miejsce do spania. Blisko tego miejsca rosły grzyby spełniające niemal wszystkie kryteria alchemika, jedyną cechą której nie posiadały były szare plamy. Ushii nie zadręczał się brakiem sukcesu w poszukiwaniach, wręcz przeciwnie. Już znalazł poszukiwany składnik w swoim śnie. Gdy delikatny deszcz zbudził go, jego minę wypełniało niedowierzanie. Musiał kilkakrotnie się uszczypnąć by potwierdzić fakt jakim jest tajemnicze pojawienie się plam na pobliskich grzybach.
Ushii
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Yamanaka Inoshi » 18 lut 2018, o 17:01

Misja Rangi - D - 5/...

- Rok 384 - Lato - Ushii Kiyotaka
- Shitchi no kyanpu -

- Najznamienitszy z rzemieślników -

Obrazek


Nie marnowałeś czasu słuchając dalej Anzaia, ani mężczyzny który go odwiedził. Wiedziałeś, że ta wyprawa to poważna misje zlecona ci przez pewnego rodzaju autorytet, zapobiegawczo uzupełniłeś zapasy nim wyruszyłeś, nie chciałeś być po drodze głodnym. Dosyć szybko ruszyłeś w stronę bagien, najpierw przeprawiłeś się przez drewniany most, ponieważ musiałeś wyminąć zbiornik wodny będący w niedalekiej odległości od domu alchemika. Zbliżał się wieczór więc temperatura nieco spadła, nie było już tak gorąco jak wcześniej i mogłeś to wyraźnie odczuć, ostatecznie zdecydowałeś się odpocząć, w końcu pośród blasku księżyca ciężko jest szukać grzybów. Byłeś pewien, że temperatura, oraz złe warunki pogodowe, tak jak i spanie na gołej ziemi nie są ci obce, ostatecznie jednak zdecydowałeś się zaprzestać poszukiwań dnia dzisiejszego i powrócić do nich rankiem gdy już się wyśpisz. Zbudziłeś się nad ranem, jeszcze twoje ciało owijał chłód jakby przytulającej Cię porannej bryzy.


Mimo ciepłego lata zdawało się padać, wtedy dopiero zrozumiałeś, że spanie na gołej ziemi bez przygotowania nie było najlepszym pomysłem, może i się nie rozchorowałeś ale zaczynały męczyć cię zwisające z twojego nosa gluty, oraz kichanie. Część zwierząt wstających wcześnie rano miało niezłą pobudkę słysząc nieznane im wcześniej odgłosy. Nie przejmowałeś się tym jednak, podczas nocy śniłeś, wyraźnie zależało ci na wykonaniu tej misji. Wydawało by się, że grzyby które do tej pory znajdowałeś są tym czego szukasz, wiedziałeś, jednak, że szczegóły są ważne, a kilka drobnych elementów odróżniało runo leśne od skarbu którego szukałeś, skarbu który oglądałeś w czasie snu. Z powodu braku innych możliwości udałeś się głębiej na bagna i zniknąłeś w porannej mgle.


- Numachi no mori -


z/t ^ idziemy tam.


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 18 lut 2018, o 20:06

Po wykonaniu misji, kiedy Ichiro był już względnie zdrowy, Kaonajimi czuł się bardzo dobrze. Czy było to dzięki temu, że uratował komuś życie? A może dzięki promieniom słońca, które wdzięcznie oświetlały złotem cały krajobraz wioski po nadejściu deszczu, który kiedy spadał, możnaby przysiąc, że opłakiwał biednego chłopca. Nie miało to znaczenia. Czuł się dobrze. W dni takie jak ten, chłopak był po brzegi wypełniony determinacją. Przyszedł czas na trening.
Byli na polanie. W pobliżu płynął cienki strumyk rzeczki. Spokój tego miejsca wypełniał chłopca i jego towarzysza determinacją. Kao zaczął przybijać tarcze treningowe do drzew, ziemi i do czego tylko mógł. Po kilkudziesięciu minutach, plac treningowy był gotowy. Yaru spojrzał na Kao z niedowierzaniem. "To jest twoja wersja przydatnej techniki? Sikanie do celu? Sikanie na wrogów? To obrzydliwe." Kaonajimi tylko uśmiechnął się dziarsko. "To standardowa technika Inuzuka. Jeśli obsikasz wroga, będziemy mogli go łatwiej wyśledzić. Jeśli trafisz w oczy, oślepisz go na chwilę. Wierz mi lub nie, ale to będzie jedna z ważniejszych technik w naszym arsenale." Po tych słowach, Kao stanął wygodnie, skrzyżował ręce ma piersi i patrzył. Yaru niepewnie postawił pierwsze kroki, po czym wyskoczył, zrobił obrót w powietrzu i... obsikał niemalże wszystko w pobliżu. Wszystko, z wyłączeniem tarcz w które miał trafić, ale włączając Kaonajimiego - jego kurtkę i nagi tors. Shinobi szybko podbiegł do strumyka żeby się obmyć. "Nie przejmuj się, to moja wina, że stałem za blisko... no i kara za nienoszenie koszulki. Kontynuuj." Ninken skupił się bardziej. Tym razem wziął większy rozpęd, wyskoczył wykonał obrót w powietrzu i oddał mocz. Centralnie w górę. Wprost na swoją głowę. W pośpiechu dołączył do Kao przy strumyku. Po obmyciu się, raz jeszcze skupił się na zadaniu. Zrobił rozpęd, skok, obrót, sik - tym razem, było już nieźle. Nie trafił co prawda w cel, ani nawet blisko celu, ale to co mu wyszło wyglądało już prawie jakby było zaplanowane - strumyk żółtej cieszy poleciał prosto jak senbon. Wypełniło go to determinacją. Wiedział już, że jest to możliwe. Skupił się na zadaniu. Tym razem, przyjrzał się w którym kierunku jest tarcza. Chybił, ale wartki strumyk siuśków niemal musnął cel. Kao przyglądał się wszystkiemu z rosnącą satysfakcją. Po kilku próbach, ninkenowi udało się trafić w tarczę. Nie było to skoncentrowane ani specjalnie celne, ale trafiło w tarczę. Po kilku następnych próbach, udało mu się to powtórzyć. Zrobił sobie przerwę aby się napić. "Idzie Ci już nieźle. Nie spodziewałem się, że opanujesz tę technikę w jeden dzień, ale teraz... Teraz w to wierzę." Inuzuka uśmiechnął się. Przy następnych kilku próbach, Yaru trafiał już za każdym razem, bardzo blisko środka tarczy. Teraz przyszła pora na prawdziwy test - trafienie kilku celów jednocześnie. Początkowo, psiakowi wychodziło to gorzej niż wcześniej - zamiast trafić kilka celów, nie trafiał nawet w tarczę. Dopiero po wielu, wielu próbach, udało mu się opanować i to. Obaj okazywali niekrytą radość z tego sukcesu. Zaslugiwało to na świętowanie. Słońce zaczynało już zachodzić.
Cały świat oblany był pomarańczową poświatą zachodzącego słońca. Kao postanowił zrobić najpierw małe zakupy. Zmienił sporą część swojej garderoby. Nie licząc maski, rękawiczek i butów, zmienił cały swój strój. Wyglądał o wiele zbyt groźnie, by budzić zaufanie u pacjentów. Potrzebował bardziej... neutralnego stroju. Wybrał czarną koszulkę
Z jasnoszarymi pasami od górnej strony rękawów i spodnie podobne do poprzednich, ale całe czarne. Nie czuł się jednak komfortowo. Brakowało mu ciężaru jaki zapewniał płaszcz. Postanowił zawiązać sobie dwa skórzane, brązowe pasy skrzyżowane na piersi. W przyszłości mógł do nich doszyć kaburę na miecz, teraz były one tylko po to, żeby uściskiem imitować ciężar płaszcza. Wystarczyły. Zadowolony z tego co stworzył, postanowił w końcu wybrać się z Yaru na zaplanowaną kolację u znajomego który prowadził stoisko z Ramenem.

Ulice były wypełnione ludźmi, jak to często o tej porze dnia. Było zbyt późno na pracę na roli, bo słońce już zaszło. Dzielnica handlowa aż wrzała. Idąc nią, usłyszeli za sobą głos. "Kaonajimi!" - pytany odwrócił się. To Rei, dziewczyna którą poznał podczas swojej pierwszej misji. Podbiegła do niego. "Kaonajimi! Cieszę się, że cię złapałam! Mam... mam coś dla ciebie." - wyciągnęła z torby gruby, aksamitny, pomarańczowy szał. "Chciałabym, żebyś go przyjął. Sama go uszyłam. Jego kolor symbolizuje radość, entuzjazm i determinację... Wszystko, co przychodzi mi na myśl kiedy o Tobie myślę. Gdyby nie twój upór tego dnia, nie wiem co by się stało... Proszę, przyjmij go." - Kao wziął szał do ręki. Był niezwykły. Przewiewny, ale ciepły. Niewiarygodnie delikatny, ale mocny. Kao uśmiechnął się. "Pomarańczowy to mój ulubiony kolor, dziękuję." - po tych słowach Inuzuka uśmiechnął się i owinął szyję szalem. Dziewczyna szczęśliwa wróciła w kierunku domu. Kao i Yaru zaczęli iść dalej. "Dlaczego mi nic nie dała?" "Psy się nie ubierają." - Yaru naburmuszył się lekko, ale po chwili mu przeszło. Podeszli bowiem do stoiska. Pomimo tłumu, jedno miejsce było wolne, zarezerwowane. Gdy tylko Kao się ujawnił, właściciel zamilkł, a zanim prawie wszyscy. "Niech mnie obedrą ze skóry i ugotują, Kaonajimi!" - powiedział to niewysoki, ale nadrabiający szerokością właściciel lokalu. Był dosyć mocno opalony, co podkreślało szarość jego siwych włosów. "Drodzy państwo, przejście dla bohatera!" - powiedział, pokazując shinobiemu wolne miejsce. "Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać, chłopcze. Rozumiem uratować mi życie raz, ale dwa?! Gdyby nie ty, nie wiem co bym zrobił. Mój ukochany bratanek żyje i to twoja zasługa!" - po tych słowach wyciągnął aromatyczny, skwierczący kawałek mięsa, umiejscowił go na misce i podał Kaonajimiemu, który wiedział co z nim zrobić. "Yaru, ty szczwana bestio. Nie myśl, że o Tobie zapomniałem! Rozgośćcie się! " - człowiek zaczął zajmować się gotowaniem. Po kilku chwilach postawił przed Kaonajimim półmisek większy niż inne i wypełniony po brzegi. Zapach unoszący się z potrawy sprawiał, że nawet najbardziej najedzonej osobie zaczęłaby cieknąć ślinka. Nie na darmo właściciel był nazywany najlepszym kucharzem w Yusetsu. "Opowiadałem ci dlaczego przeprowadziłem się do tej osady? Bo Ty się tu przeprowadziłeś. Wiedziałem, że moje restauracje dadzą sobie radę zdalnie, ale Tobie musiałem sam gotować. Nadal pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Już czułem, że ulatnia się ze mnie życie. Czułem, że to koniec. Wtedy pojawiłeś się ty. Ja straciłem przytomność, ale słyszałem co zrobiłeś. Utrzymywałeś technikę leczącą tak długo, aż nie straciłeś przytomności." - w oczach mężczyzny pojawiły się łzy. "Inni ludzie nawet na mnie nie spojrzeli. Byłem nikim. Bezdomnym. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Ty jednak poświęciłeś się, żeby mnie uratować. Gdyby nie Ty i Yaru, nigdy by się mną nie zainteresowali. Kosztowało cię to tak wiele, że po tym sam trafiłeś do szpitala. To dzięki temu zmieniłem swoje życie. Dostałem drugą szansę. Założyłem restaurację. Wszystko co mam, zawdzięczam tobie. Dlatego też, nawet nie próbuj sięgać do kieszeni. Nie obrażaj mnie próbując mi płacić. Nie jesteś mi nic winien. A teraz, kiedy uratowałeś jeszcze mojego bratanka... Jesteś jak anioł stróż. Wiesz, że Ichiro chce zostać shinobim? Chce zostać lekarzem, tak jak ty! Jesteś jego bohaterem, moim jesteś już od dawna... Ale pewnie nie chcesz już wysłuchiwać moich kazań. Zjedz i wiedz, że możesz tu przychodzić kiedy chcesz. To jedno miejsce jest twoje i tylko twoje... i nigdy więcej nie próbuj mi zapłacić." - po tych słowach, otarł łzy o uśmiechnął się. Kao słyszał to już wiele razy. Nie miał oczywiście za złe Sarutobiemu że był mu wdzięczny, ale... Kao nie lubił wdzięczności. Czuł się przez nią zmieszany, niezręcznie. Wolałby zapłacić, niż wysłuchiwać jaki był wspaniały. Pochwały są rozpraszające. Żeby móc ratować innych, Kaonajimi musiał być skupiony. Po zjedzeniu, podziękował i jak zwykle, usłyszał: "To ja dziękuję. Ty nie jesteś mi nic winien." Po kolacji, mógł pójść do domu, aby w końcu się wyspać.

Tak, wszystkie stwierdzenia o determinacji w tym i poprzednich postach są bezpośrednim nawiązaniem do Undertale. Frisk był dużą inspiracją przy tworzeniu postaci, utwory z gry napełniały mnie determinacją do ukończenia postaci w takiej formie w jakiej jest i jaką mam nadzieję że przyjmie w przyszłości.

[D] Dainamikkumakingu
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Tensa » 23 lut 2018, o 16:08

1/15
Misja D dla Konami


Niewielka wioska zasypiała, gdy noc pochłaniała ją w swe ciemne objęcia. Jedynie księżyc, wraz z gwiazdami tak dobrze widoczne w tym oddalonym od głównej osady miejscu, robiły za źródło odbitego, ale jednak światła. W tak spokojnym, oddalonym od miejskich latarni miejscu, nietrudno było zrobić się nieostrożnym... bardzo łatwo. No, ale cóż takiego mogłoby stać się w spokojnej, pogrążonej w niemym letargu wiosce? Właściwie nic. Nasz dzielny Shinobi, wraz ze swym ninkenem przemierzał ulice, może i nie brukowane, ale dobrze ubita ziemia, nie sprawiała żadnych problemów w poruszaniu się. Tak więc szli, człowiek i jego najlepszy przyjaciel mijając kolejne zabudowania, śpiących już rolników, rzemieślników i innych ludzi, którzy postanowili zamieszkać w miejscu od którego spokój bił, aż na kilometr. Nieniepokojony dotarł w końcu do głównego traktu. Stara, acz zadbana droga prowadziła, aż do samej osady. Droga ta nie była specjalnie dobrze chroniona, w końcu nie był to główny szlak handlowy, a zysk z napadania na karawany wiozące jedzenie nie był największy, no i ryzyko rewolty, w postaci kilkudziesięciu, a może nawet ponad setki wściekłych wieśniaków z kosami, wymierzonej wprost w serce bandyckiego półświatka. Las okalał całe to miejsce, jakby po wyjściu wioski ludzie wchodzili w nowy pełen leśnych tajemnic świat. Pierwszym co nasz bohater, a właściwie jego ninken zdołał poczuć był zapach krwi, chwilę później dopiero Konami poczuł to samo. Po kilku chwilach zza zakrętu wyłoniła się jakaś postać, ze względu na brak oświetlenia i odległość ciężko było powiedzieć coś więcej poza tym, że był to ludzki kształt. Zataczająca się persona, szła chwiejnym krokiem, potykając się co jakiś czas, niczym ktoś pijany... lecz zapach świeżej krwi coraz mocniej uderzał w wasze nozdrza.
Tensa
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaori » 31 mar 2018, o 15:25

Origami, rozmowa, ciepłe powietrze, lekki wietrzyk. To wszystko pozwoliło Kaori na błogą chwilę rozluźnienia. Niemalże beztrosko gawędziła ze staruszkiem, który wydawał się być znacznie milszym człowiekiem niż jego znajoma po fachu.
- Ależ wiem, że mają. Sama zdążyłam się o tym przekonać. - Kolejne kłamstewko, skwitowane chichotem siedemnastolatki. - Pewnie już za niedługo przejdzie mi fascynacja ów jegomościem. Sam pan wie, jak wyglądają nastoletnie romanse. - Białowłosa uśmiechnęła się, prawie szczerze, nie przestając bawić się papierem.
- Gdy z nią rozmawiałam to ciągle miałam wrażenie, że coś kombinuje - potwierdziła słowa rozmówcy na temat pani Saeko, jak i swoje obawy, gdy zaczęli zbliżać się do celu.
Pozwoliła sobie na jeszcze chwilę pogawędki, mając jednak świadomość, że zbliżała się dalsza część misji. Znowu poszukiwania, ale tym razem przynajmniej wiedziała, kogo ma szukać. Poza tym wioska nie wydawała się specjalnie duża. Mieszkańcy zapewne znali się nawzajem, więc powinno się obejść bez większych utrudnień.
- Dziękuję za transport - powiedziała, zeskakując z wozu. - Jeśli uwinę się wystarczająco szybko, zabierze mnie pan ze sobą z powrotem? - Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym, niezależnie od odpowiedzi, podziękowała raz jeszcze i ruszyła w stronę zabudowań.
Omiotła mieszkańców wzrokiem i wybierała tych, którzy wiekiem wydawali się dorównywać pracodawczyni. Podchodziła i do skutku powtarzała jedną formułkę, tym razem szczerą. Zobowiązała się pomóc pani Saeko i poszukiwała jej rodziny, nic wielkiego. Przy tym była uprzejma i uśmiechała się, choć nieobecność wcześniejszego rozmówcy i ponowne skupienie na zadaniu zaczęły dawać o sobie znać. Oczy odzyskały swój dawny chłód, a zegar stał się niemalże namacalny.
Kaori
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Misae » 1 kwi 2018, o 15:32

Kaori
Misja D
16/...





Mężczyzna patrzył na Kaori z nostalgią w oczach. Widać było, że dobrze mu robi towarzystwo młodej kunoichi - chyba choć na chwilę sam mógł wrócić do odległych już czasów kiedy sam po raz pierwszy był zakochany. Piękne czasy i jeszcze piękniejsze wspomnienia. Na słowa tyczące się Saeko jedynie skinął głową. Widać było, że dobrze wie o czym mówi.
-Dobra z ciebie dziewczyna... kto wie? Ja bylem w twoim wieku kiedy poznałem swoją żonę, kto wie?Może to nie będzie tylko krótka znajomość - była to zapewne jedna z wielu ciekawych historii, którymi mógłby uraczyć młodą dziewczynę. Niestety odmówił kolejnej pomocy.
-Wybacz moja droga, ale zatrzymam się na kilka dni u siebie w domu... wnuczka ma urodziny, minęło tyle czasu odkąd ostatnio ją widziałem... nawet nie wiem czy jeszcze mnie pozna - w jego głosie słychać było żal,któreo zapewne miał całkiem sporo do siebie. I tak oto białowłosa została sama.
Okolica była całkiem przyjemna dla oka. Osada choć niewielka i widać było, że mieszkają w niej raczej biedniejsi niż bogatsi ludzie, wydawała się być całkiem szczęśliwa. Ludzie mijani na ulicy cicho pozdrawiali się nawzajem. Kiedy Kaori zaczęła szukać rodziny Saeko już przy pierwszej zapytanej osobie dostała odpowiedź. Musiała udać się na drugi koniec osady do niewielkiego domku. Jak stwierdziła młoda kobieta nie będzie miała problemu, żeby go rozpoznać.
Kaori dotarła w końcu do niewielkiego domu na samym skraju otoczoną licznymi drzewami. To co pomogło dziewczynie znaleźć dobre miejsce było szczekanie psów, które stawało się z chwili na chwilę coraz bardziej donośne, aż w końcu dziewczyna zobaczyła młodego chłopaka, na którego policzkach widniały odwrócone, szkarłatne trójkąty. Stał on przed domem, a pod jego stopami leżał szary, dużych rozmiarów pies. Skrzyżował ręce na piersi i widać było, że na coś czeka.Zapewne, aż ta się odezwie





[/center]

Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaori » 2 kwi 2018, o 10:03

Kaori była przygotowana na przeczącą odpowiedź, toteż nie zawiodła się, gdy ją usłyszała. Poza tym, choć wydawało się, że staruszek ją polubił, to nie miał żadnego interesu w wożeniu ją wte i wewte. No i sama już raz przebyła drogę z Yusetsu do Shigashi no Kibu, toteż nie powinno być większych problemów, oprócz czasu.
- Nawet jeśli nie pozna od razu, to jestem pewna, że pana polubi. - Białowłosa uśmiechnęła się, starając się nieco pocieszyć starca. - Proszę jej przekazać najlepsze życzenia ode mnie. Jeszcze raz dziękuję za transport - dodała, skłoniła się i ruszyła wgłąb wioski.
Musiała skupić się na dalszej części misji. Choć jej twarz wciąż nie zdradzała żadnych uczuć, to w tej wiosce czuła się znacznie lepiej niż wcześniej na rynku. Atmosfera poniekąd przypominała rodzinne Tenshikoku, ludzie się w większości znali, nie było tłumów, no i do tego ta pogoda. Aż chciało się po prostu usiąść i odpocząć, ale niestety nie mogła. Zegar tykał i choć będzie tykał jeszcze przez kilka miesięcy, ba, może nawet i lat, to i tak chciała ograniczyć marnowanie czasu.
Poszło bardzo sprawnie. Już po krótkiej rozmowie z pierwszą napotkaną osobą wiedziała, gdzie ma się skierować i tak też zrobiła. Dotarłszy do domku sięgnęła do torby i wyciągnęła z niej figurkę, którą dostała od staruszki. Skłoniła się lekko, nawet pomimo tego, że chłopak wydawał się podobny wiekiem do niej i oznajmiła, pokazując mu trzymany przedmiot.
- Pani Saeko pozdrawia kwitnącą wiosnę. Zgodziłam się jej pomóc z dostarczeniem nowego towaru.
Kaori
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Misae » 2 kwi 2018, o 20:52

Kaori
Misja D
18/...






Widać było, że ciepłe słowa dobrze zadziałały na starca. Niby nic. Niby niewielkie pocieszenie, a serce jednak rosło w piersi i stawało się... jakoś takie pełniejsze. Krótkie pocieszenie dzięki któremu każdy w odrobinie smutku mógł znaleźć coś pięknego. To ta doza życzliwości sprawia, że nie jesteśmy zwierzętami... choć czasem porównanie kogoś do zwierzęcia to nadmierna łaska.
Nie jesteśmy tu jednak by rozpatrywać, aż tak powazne kwestie. W tym momencie Kaori stała na przeciw młodemu chłopakowi. Nie trzeba było go znać by domyślić się, że jest osobą zapalczywą. Gdy ukłoniła mu się skupiał swoje oczy na jej sobie. Dopiero kiedy z jej ust wypłynęło hasło, które kazała jej przekazać staruszka widać było po nim poruszenie. Aż niemal podskoczył w miejscu. Nie tego się spodziewał po tajemniczej piękności. Gdy tylko zawiniątko pojawiło się na widoku pies intensywnie za węszył. Jego wielki ogon przypominał teraz rozpędzoną, merdającą smugę.
-Co za wstrętne, leniwe babsko! Kazała ci za nią przyjechać! Aruo nie ciesz się, znowu nie przyjechała!
- warknął wściekły. Zakręcił się z miejscu i zwrócił głowę w stronę domu -Miyuno! Wyciągaj zapasy, stragan wzywa! - z wnętrza odpowiedziało mu wołanie i do drzwi podeszła młoda, piękna dziewczyna o białych włosach. Przytrzymywała się progu i zdawać się mogło, że... nie widzi?

-Dziękuję za pomoc, to wszystko? - odparł nagle chłopak w napięciu wyczekując.






Kolejny post Kaori i przeskok - >Klik
Ostatnio edytowano 7 kwi 2018, o 11:26 przez Misae, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaori » 3 kwi 2018, o 10:31

Dziewczyna - mimo całej swej wyuczonej obojętności - z trudem powstrzymała śmiech, słysząc komentarz nieznajomego. Rzuciła tylko okiem na białowłosą, gdy ta zjawiła się w progu i puściła ślepotę bokiem. Nie było to jej zmartwieniem. Pracowała, a poza tym ludzie pozbawieni wzroku czy słuchu zazwyczaj nie lubili, jak się to jakkolwiek komentowało lub nad nimi rozczulało.
- Tak, to wszystko - odpowiedziała, wyciągając dłoń z figurką i wręczając ją chłopakowi. Jesli ten zdecydował się jej nie przyjąć, schowała ją z powrotem do torby.
W pierwszym odruchu miała ochotę się zapytać czy wezmą ją ze sobą z powrotem do osady, ale ostatecznie pożegnała się jedynie krótkim ukłonem i odeszła w stronę szlaku transportowego. Nie wiedziała ile im zajmie pakowanie towaru, poza tym nie było gwarancji, że w ogóle by się zgodzili czy mieli miejsce na wozie. Możliwe, że nawet szybciej będzie pójść pieszo.
W ramach ćwiczeń i przyspieszenia nieco tempa, Kaori postanowiła urządzić sobie trening interwałowy. Kilometr lekkim truchtem, kilometr szybkim marszem. Wysiłek pozwalał jej choć trochę zapomnieć o obawach dotyczących pani Saeko. Nastawiła się już na uzyskanie informacji, ale przecież nie miała żadnej gwarancji, prawda? Równie dobrze mogło się okazać, że staruszka ją oszukała.


[z/t]
Kaori
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Yasuo » 24 sie 2018, o 17:34

Fuji
Misja rangi D
1/15


Nasz dzielny bohater - Fuji Hike - postanowił iść tam gdzie go nogi poniosą (czy raczej tam gdzie będzie chciał MG). W ten oto dziwny sposób zawitał to tej dziwnej osady, która jeszcze istniała, chociaż minęły już 52 lata. Ludziom nie wiodło się tutaj jakoś naprawdę pomyślnie, ale póki co dawali radę. Nic nie wskazywało jednak na to, by wioska stała się "Spichlerzem Wietrznych Równin" do roku 400. W końcu zostało jej jakieś 15 lat do osiągnięcia tego zaszczytnego tytułu, a od ponad połowy wieku niezbyt się rozwinęła. Czy zatem da radę dokonać tego w zaledwie paręnaście? Kto wie? Kto wie? Cuda się zdarzają.
Było lato roku 385. Godzina około 11 rano. Fuji wkroczył na teren tej wioski. Od razu rzuciły mu się w oczy budynki rolne, których tutaj było naprawdę dużo. W końcu to osada praktycznie rolnicza. Oprócz tego dość łatwo mógł odnaleźć kowala. Jeśli by trochę poszukał, to może jakiś bar by się trafił czy miejsce, w którym można postawić trochę ryo i spróbować zagrać o fortunę. Co zatem postanowi nasz dzielny młodzieniec?


Sorka, że tak krótko, ale nie wiedziałem za bardzo co napisać. Uznaj to za taki króciutki bardzo wstęp do naszej wspólnej opowieści :). I sorka, że tak późno.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 899
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- 2 Bokkeny (znajdujące się w pochwach po prawej stronie pasa)
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość