Shitchi no kyanpu

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 14 lut 2018, o 08:27

Shitchi no kyanpu ( 湿地のキャンプ) to niewielka osada rolnicza znajdująca się w strefie wpływów klanu Inuzuka. Powstała w roku 333, jednak w zupełnie innej formie. Powstał tu średniej wielkości garnizon który miał pomagać w zarządzaniu okolicznymi terenami oraz do ćwiczeń które lepiej było przeprowadzać zdala od stolicy. Shinobi jednak muszą coś jeść, a i chętnie zaspokajają inne potrzeby. Dlatego też niedługo po powstaniu garnizonu, dookoła zaczęli zbierać się ludzie którzy zamierzali, za opłatą, wszystkie te potrzeby zaspokoić. Przyrost był o tyle szybszy, że ludzie czuli się bezpieczniej w jego pobliżu. Kiedy okazało się, że bagienne tereny dookoła wioski świetnie nadają się do uprawy ryżu i niektórych przypraw, a i przez to że ciężko przeprowadzać operacje militarne przy cywilach, wioska z czasem zmieniła się w wioskę rolniczą.
Garnizon, choć już lata świetności ma dawno za sobą, nadal stoi i nadal jest wykorzystywany, jednak jego znaczenie tylko nieco wyrasta ponad status koszarów w tym regionie. Z czasem w osadzie pojawiły się budynki administracyjne, poza nimi jest tu jednak kilka barów z żywnością, alkoholem lub budynków związanych z hazardem. Jest sklep zajmujący się sprzedażą broni, z uwagi na nadal stosunkowo wysoki odsetek wojowników, kowal oraz klinika, która chodź ze szpitalem w stolicy nie ma się co równać, i tak stoi na zaskakująco wysokim poziomie. Większość budynków w osadzie to jednak budynki mieszkalne i gospodarstwa rolne.
Wioska znajduje się mniej więcej w połowie drogi od stolicy regionu, a granicą z Sakai. Co było wspomniane wcześniej, tereny dookoła wioski są podmokłe, częściowo można je nazwać bagiennymi. Jest tu wiele stawów, jezior i innych zbiorników wodnych, które w miarę możliwości są wykorzystywane w uprawie rolnej. W wiosce są również hodowane zwierzęta i nieliczne przyprawy które dobrze rosną na tych terenach. Poza tym wioska nie może się specjalnie niczym poszczycić. Mimo to, zarządca osady uważa, że do roku 400 Shitchi no kyanpu stanie się "spichlerzem Wietrznych Równin", chociaż w obecnym stanie wioski ciężko w to uwierzyć.
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 14 lut 2018, o 10:06

Kaonajimi gwałtownie poderwał się z łóżka. Obudził tym Yaru, ten jednak, widząc nadal szarość wczesnego poranka obrócił się na drugi bok i wrócił do spania. W większości przypadków, Kao nie pamięta swoich snów, jednak koszmary nieco mocniej zapisują się w jego pamięci. Był gdzieś w terenie, na misji. "Nie potrzeba wiele, nie możemy go tak zostawić." - powiedział z zieloną chakrą wydobywającą się z jego dłoni. "Nie." - szorstkie i stanowcze. "Już prawie go uzdrowiłem, zaraz możemy ruszać!" Zobaczył okrutny uśmiech na twarzy dowódcy. "Sprzeciwiasz się moim rozkazom...?" - poczuł zimny pot na plecach. "Nie, ja tylko..." Nie zdążył dokończyć, wielki miecz poszybował w jego stronę. Wtedy też się obudził. To czego dowiedział się o ojcu nadal nie dawało mu spokoju. Otrząsnął się jednak, i już ubrany poszedł w kierunku kuchni. Do snu, w jednym z wielu wariantów, już przywykł. Nadal zastanawiał się, czy jego ojciec wyglądał podobnie do tego, jak wygląda w jego snach. Wyciągnął dwie miski, w których w jednej marynował się spory kawałek mięsa, a w drugiej podobny, ale pociety w kostkę i pół na pół z tofu. Pokroił warzywa, zaczął podsmażać je i mięso, zagotował wodę i zrobił makaron. Przestałem się rozwijać. - pomyślał, zdejmując nadal skwierczące dania z ognia i gasząc go. Do kuchni wszedł Yaru. "Musimy wstawać tak wcześnie?" - "Jeśli mamy mieć czas na trening oprócz pracy w klinice, to tak." Nie usłyszał odpowiedzi. Ninken wiedział, że Kao ma rację, ale to nie znaczy, że mu się to podobało.
Wyszli przed dom. Powietrze było wilgotne, na źdźbłach trawy można było dostrzec jeszcze rosę, a dookoła wioski unosiła się lekka mgła. Nie było to niecodzienne. Mgła co prawda z natury rozwiewała się jeszcze przed nadejściem poranka, ale o tej porze dnia występowała w wiosce niemal codziennie. "Nawdychaj się tego rześkiego powietrza, spójrz na to wszystko! Czy nie warto wstać wcześniej tylko dla tego widoku?" "Nie." Kaonajimi zaśmiał się. "Poćwiczmy Jūjin Bunshin. Być może uda nam się dzisiaj przekonać naszego nowego znajomego do sparingu, lepiej wypaść jak najlepiej." Po tych słowach wykonał wymienioną technikę.
Trening wydolnościowy dosyć szybko rozbudził Yaru. Jego kontrola nad formą ludzką była już bardzo dobra. Nie miał już problemu z rozciąganiem się, a bieg w pozycji pionowej, pomimo że był dłuższy niż zwykle, wychodził mu już idealnie. Po dodatkowym sprincie na czworaka po użyciu Shikyaku no Jutsu, zaczęli robić pompki, brzuszki i przysiady. Po wykonaniu 5 serii po 10, zaczęli podciągać się na drążkach. Tym razem 10 serii po 10. Yaru pojawił się w miejscu kogoś kto wyglądał identycznie jak Kao w obłoku dymu. "Na pewno jest lepszy sposób na trening." - powiedział nadal zmęczony, podchodząc do miski z wodą i zaczął pić. Kaonajimi wziął kilka porządnych łyków wody. "To trening wydolnościowy. Jest konieczny żeby utrzymać formę. A my w zasadzie nie mamy formy. Myśl sobie co chcesz, ale nadal jesteśmy za wolni, za słabi. Nie jesteśmy już w akademii. Jesteśmy Doko. Nie możemy sobie pozwolić na taką słabość. "Ten kto przestaje się rozwijać, słabnie."" "Czuję się silniejszy z płucami w środku ciała, a jeśli dalej będziesz nam podkręcał trening, to może się to zmienić." Po chwili obaj się roześmiali.
Po treningu, obaj poszli się umyć. Mieli szczęście, że podłączono im bieżącą wodę w domu, bo obaj mieli już serdecznie dosyć dzielenia "wanny", którą nazywali sporą miskę którą do niedawna Yaru musiał dzielić się z Kao. Tym razem Shinobi mógł już założyć normalny strój, a nie ten treningowy, a ninkenowi zawiązał chustę. Następnie odgrzał jedzenie, bo odgrzewane jest według nich lepsze niż świeżo przyrządzone, a po sporym śniadaniu, zaczęli przygotowywać się do zgłoszenia się do administracji wioski żeby sprawdzić, czy dostali jakąś misję, czy znowu będą się nudzić w klinice. Właściwie, tylko Yaru się tam nudzu, chociaż Kao też zaczynał doskwierać brak pacjentów w ostatnim czasie. Nie pozwalał sobie na myśli, że fajnie by było gdyby komuś coś się stało, ale w zasadzie...
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 14 lut 2018, o 14:25

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
1/15


Dni takie jak ten po prostu musiały być dobre. Nawet jeśli zaczynałeś je koszmarem, jednym z tych, które powtarzają się co noc, których za dobrze nie pamiętasz, a jednak dręczą podświadomość, kują świadomością, że nie było to coś, co chciałeś zobaczyć, to musiało być dobrze. Nie trzeba było nawet powtarzać tego wiele razy - wystarczyło to jedno słowo. Dobrze. Wychodzisz na zewnątrz, spoglądasz na niebo - widzisz je, szaro-białe, deszczowe, tak jak deszczowy był sam poranek, ale mimo to promienie Sol prześwitywały przez dziury w tej nierównomiernej pierzynie, pogiętej jak każda pościel po wybudzeniu się, zanim zaścieliła je pewna dłoń Pani Domu. Mimo to kawałek ciepła błogosławił świat ponury i zastały w swojej rutynie. Złote łany zbóż zalane złotym błogosławieństwem, kiwające się na boki wdzięcznie, w jednostajnym rytmie. Kołysane przez wiatr, który nie zdmuchiwała tutaj słomianych kapeluszy rolników, którzy te zakładali do pracy i nie zwiewający problemów i zaraz. Nie tu. Do miejsca oddalonego wystarczająco od serca tych terenów, żeby bronić się przed kłopotami. Kilka złotych kłosów stanowiło wystarczająco silny mur, żeby nic go nie powaliło. Gdzież mu było do tego potężnego, Sogeńskiego, ha! Przecież wystarczyło parę iskier, zapłon ognia i wszystko, nad czym tak długo ludzie tutaj pracowali, zostałoby spowite płomieniami. Lecz nie dziś, Przyjacielu. Nie dzisiaj i nie teraz. Przecież w dzień, w którym perłowe blaski otulały biały puch, a powietrze było lekkie i zachęcające do tego, by po raz kolejny zawalczyć z nudą, nic nie mogło być złe. Nawet jeśli w głębi ducha na to liczyłeś, bo przecież jak z rutyny się wyrwać, jeśli wszystko miało powtarzać swój słodki do porzygu schemat?
Wysiłek fizyczny był znakomitym sposobem na odpędzenie się od cieni. Przeganiał wszystkie niechciane myśli, pozwalał się skupić na obecnych czynach, zatrzymać w tej jednej sekundzie i płynnie wskakiwać na następną. Nie sięgałeś w przód i nie sięgałeś w tył - skupienie na własnym ciele na to nie pozwalało. Tak walczyło się z demonami, które uczepiały się kostek, przylepiały stopy do podłoża, wpełzały pod nogawki - gryzły, drapały, a blizny i rany? Tych nigdy nie było widać. Dlatego żaden bandaż nie pomagał. Codzienność zawsze prezentowała się tak, jak na nią spoglądaliśmy. Może bardziej z boku i trochę bardziej od góry..? Nie od dołu, gdzie wszystko przysłaniane były przez ludzkie stopy, gotowe zadeptać całe piękno, jakie tylko Matka Natura wytworzyć potrafiła. Punkt widzenia zawsze zależał od punktu siedzenia - ta prawda życiowa objawiona była już w czasach przeszłych - dana była i w dniu dzisiejszym. W to lato, w którym obudziłeś się, że warto zadbać o siebie i swój rozwój, bo jak to jeden kołcz mówił - bez rozwoju jesteś nikim. I co dalej? Kąpiel. Oczywiście, nie wypada chodzić i śmierdzieć, chociaż, szczerze? W czasach takich jak te śmierdzenie nie było niczym szczególnym. Przynajmniej doczekałeś się bieżącej wody i wiesz? Była bardzo bieżąca. Zwłaszcza, jak potuptałeś po nią do studni, żeby wypompować ją do wiadra i zaniosłeś sobie do wanny - wtedy bieżyła całkiem szybko. Nie jestem jedynie pewna, czy miało to związek z oszałamiającą technologią czasów współczesnych czy może jednak z twoją nie do końca wyewoluowaną kondycja i prędkością, z jaką bieżyłeś swoimi nóżkami. Tak czy siak - kąpiel, śniadanko i wszystkie te neutralne czynności zostały odbębnione.
Teraz dalej się modlić o nieszczęście dla innych, by było kogo leczyć - proste.
Budynek administracyjny nie był ładny, duży, reprezentacyjny, oszałamiający, wyremontowany, ani nawet zjawiskowy. Budynek administracyjny... był. A czasami bycie całkowicie wystarcza, żeby uszczęśliwić drugą osobę i to właśnie robił tutaj ten budynek - uszczęśliwiał. Nie to, żeby miał czasy światłości za sobą, tak jak ten przeklęty garnizon, ale osada była zdecydowanie zbyt mała, by kusić się o wygibasy budownicze. Nie sposób było nawet uraczyć strażników, bo i po co mieliby budynek administracji obstawiać? Nie było tam kogo chronić, a zresztą - wiocha i tak składała się w części z shinobi - właśnie dzięki wspomnianemu garnizonowi.
- Znowu ty? - Mężczyzna w średnim wieku westchnął, odkładając notatnik na blat, za którym siedział i zsunął z nosa okularki (najnowszy wynalazek Ayatsuri!), zaciskając palce na nasadzie nosa. Kira, bo tak nazywał się wdzięczny obywatel Shitchi, pracował tu od lat. Z różnymi zmianami, z różnymi przerwami - ale pracował. I aż nader często zwykł cię odsyłać do szpitala krótkim machnięciem ręki. Nadzieja umiera ostatnia, jak to mówią, więc może dzisiaj się coś zmieni i jednak odesłany z niczym nie zostaniesz? - Idź do szpitala, nie mam dla ciebie... - żadnego zlecenia. Tak, tak to miało brzmieć, mogłeś to dokończyć w swojej głowie, zanim on wypowiedział swoje "idź". Tak to miało brzmieć.
- POMOCY! - Jakiś dziciak, miał może z 14 lat, wpadł do środka, ciężko oddychając, z oczyma jak spodki, jak gdyby zobaczył ducha. Znudzony życiem, światem i wszystkim, czym tylko dało się znudzić, Kira, uniósł ospałe, obojętne oczy na chłopaczka, mało ruszony paniką w jego głowie.
- Słucham? - Odezwał się flegmatycznie, ale to "słucham" prawie zaginęło w trajkotaniu chłopaka.
- Coś nas zaatakowało, Ichiro nie może chodzić, krew, wszędzie jest krew, my się tylko bawiliśmy..!
Ech, co ta panika robi z ludźmi.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 14 lut 2018, o 16:29

Ok, zacząłem robić backup i serio nie miałem pojęcia, że japończycy tak długo kąpali się tylko w gorących źródłach i przez to nie rozwinęli w ogóle hydrauliki, która w zachodniej Europie, na bliskim wschodzie i w Indiach istaniała już od starożytności.


"Spokojnie, jestem lekarzem." - zawsze chciał móc powiedzieć te słowa. Zawsze chciał poczuć, jak wypełnia tę drugą osobę spokojem i zaufaniem. Mimo to, nawet jego ekscytacja nie tłumiła przerażenia. Adrenalina sprawiła, że mózg zaczął wyrabiać nagle 300% normy. "Zaatakowało" - zadrapania, rozcięcie, zmiażdżenie, złamanie, rozerwanie, zerwanie. "Krew" - rozcięta skóra, żyła, tętnica, narządy wewnętrzne. "Nie może chodzić" - kończyna, kończyny - złamanie, zerwanie, zmiażdzenie, rozcięcie. - wszystkie możliwe scenariusze przychodzą mu na myśl. Wszystkie pobrane lekcje, przczytane strony przelatują mu przed oczami. Jedno pytanie pojawia się bez przerwy - Czy dam radę go uratować? - chodź na świecie minął ułamek chwili, w jego umyśle ta chwila trwała wiecznie. Wszelkie wątpliwości i pytania zamienił w odpowiedzi, rozpatrzył wszystkie możliwości. Chociaż wypowiedziane przez niego słowa brzmiały dokładnie tak jak chciał - pewnie, spokojnie i dodając otuchy - on sam do tej pory w nie nie wierzył. Teraz jednak już wiedział. Wiedział co zrobić, niezależnie od tego w jakim stanie zastanie pacjenta. Niezależnie, czy będzie to człowiek, pies, kot... przeanalizował wszystkie ruchy. Nie znajdował się już w niebezpiecznej sytuacji - grał w szachy z losem. Rywal wykonał ruch, a on rozpatrzył wszystkie dostępne posunięcia. Nie wiedział czy wygra, ale był przygotowany na wszystko - wiedział, że podejmie najlepsze możliwe decyzje - i tylko to się liczyło. Przestał czuć ciężar życia tego stworzenia i szczęścia tego chłopca, który chociaż był od niego starszy, wydawał mu się teraz właśnie tym - chłopcem. Kao przestał czuć się częścią tego zdarzenia, był tylko obserwatorem, który miał szersze spojrzenie i jedynie sterował jedną z postaci. Jeśli jego dotychczasowe szkolenie pozwalało mu w tej chwili uratować to życie w jakikolwiek sposób, to zrobi to. Nie liczyła się przeszłość i nie liczyła się przyszłość. Była tylko obecna chwila i pełne skupienie na niej. Nie było miejsca na zwątpienie, nie było miejsca na konsekwencje. Było tylko tu i teraz i zadanie do wykonania, a Kaonajimi wiedział, że wykona je dobrze. "Zabierz mnie do pacjenta." - po tych słowach uśmiechnął się lekko, żeby dodać chłopakowi otuchy. Już nie mógł się doczekać.
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 14 lut 2018, o 22:15

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
3/15


Marzenia czasami się spełniają. Mówię - czasami, bo przecież łaska boska była wybiórcza i czasem lepiej było, by nie dotykała właśnie nas. Fałszywa, złudna - poprosić o garniec złota to dadzą złoto, które po dotknięciu struje twoje życie i zniszczy wszystko, co kochasz. Mimo to ludzie się modlili. Modlili i prosili o wspomnianą łaskę, pragnęli bogactwa, sławy, najwspanialszego wybranka serca, a ci co bardziej poczciwi prosili o chwilę ukojenia i spokoju dla tych, którzy go teraz potrzebowali i o litość w trudnych chwilach - nie dla samego siebie, a dla najbliższych. Czy kiedy mówiłeś "jestem lekarzem"
mówiłeś to dla samego siebie czy do potrzebującego? Po to, by zyskać satysfakcję, pochwalić się, zyskać prestiż czy może po to, by naprawdę pomóc? Och, najlepiej upiec dwie pieczenie na jednym ogniu! Być tak sprytnym, by oszukać trudne odpowiedzi i najlepiej samego siebie. Przecież nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Dlatego zazwyczaj lepiej tego ciastka nie mieć i nie dostać niestrawności, jeśli już zdecydujemy się je zjeść, po tych wszystkich bolączkach, niepewnościach. Po tym wszystkim. Po takich niestrawnościach stajesz się bardziej uważny. Tak to działało - ludzie rzadko uczą się na własnych błędach, ale przynajmniej są lepsi od kotki, która raz usiadła na rozgrzanej tafli pieca i nigdy już na gorącej nie usiądzie. Nie usiądzie też jednak i na zimnej. Zawsze chciałeś więc wypowiedzieć pewne słowa i proszę - oto są! Radość, dla której żerem i pokarmem jest cudze nieszczęście - tak to miało być? Że niby nie chcemy niczyjej krzywdy, och, anielskość w ludzkim ciele! Tylko ktoś ci ukradł aureolę, wiesz, Przyjacielu? Nie martw się, my tutaj nie oceniamy. My tylko bierzemy marzenia i zamieniamy je w czyn.
W końcu podobno jeśli chcesz rozśmieszyć Boga - powiedz mu o swoich planach.
Dzieciak wybałuszył na ciebie oczy, które jak dotąd wbite były w arcyuprzejmego pana siedzącego za blatem. o bo - co ty w ogóle mówisz? Po części powtórzyłeś za nim, po części było to pytanie - w innej części chęć upewnienia się co do tego, co tak naprawdę się wydarzyło, a w jeszcze innej wypowiedzenie własnych myśli, by łatwiej było nadążyć z własnym umysłem,
który ruszył z kopyta do szalonego galopu, który natychmiast przerodził się w dziki cwał - bez żadnej trzymanki. Nie próbowałeś nawet ściągać cugli - pozwoliłeś ponieść się temu uczuciu, czując wyraźnie, jak adrenalina uderza w mięśnie,
jak serce rozprowadza ją po wszystkich żyłach. Czysta moc? Na pewno sposobność do działania. To, czy dasz radę, czy nie dasz, w danym punkcie było tylko (aż!) pytaniem bez odpowiedzi. Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz. Nie przegrasz,
jeśli nie postarasz się zwyciężyć i... czy to na pewno ciągle chodziło o ludzkie życie? Rozmawiamy wciąż o ratunku czy o pogoni za własnymi osiągnięciami i przekraczaniem własnych granic? Masz racę - było, nie, JEST, tylko tu i teraz. Ty mówiłeś - chłopaczyna bladł. Dziecko było już i tak blade jak ściana, drżał, a teraz trząsł się wręcz jak osika, kiedy wyplułeś z siebie wszystkie te słowa - już sama nie wiem, czy byłeś świadom wypowiedzenia ich na głos i czy nie miały być czasem tylko i wyłącznie myślami. Twoja wieczność - sekunda tego chłopaka. Nie było czego porównywać - obaj byliście potrzebni, by kogoś uratować i teraz to ty tutaj zdaje się byłeś "tym starszym kolegą", nie ten, na którego normalnie mógłbyś wołać "senpai".
- No? To siup. - Mężczyzna machnął leniwie ręką, nadal zupełnie niewzruszony, niezmieszany i niewstrząśnięty. Chłopaczek kiwnął głową i spojrzał na ciebie z przestrachem, po czym na drżących nogach wyszedł z budynku... i nogi te same się pod nim ugięły. Oddech mu się łamała, musiał przebiec kawałek, adrenalina pewnie lekko z niego schodziła, kiedy dowiedział się, że uzyskał ratunek. Był padnięty, przemęczony.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 15 lut 2018, o 06:10

Ok, jeszcze jedna sprawa, bo może nie ustaliłem tego dosyć jasno, ale lepiej późno niż później? To co jest pomarańczowe to Kaonajimi, to co jest czerwone to Yaru, to co jest w cudzysłowie to słowa, to co jest bez, to myśli. Tu akurat w myślach są cudzysłowy, ale dotyczą one przypominanych sobie słów chłopaka, a nie oznaczają słów. Nie chodziło mi o to, że wymieniał dziecku wszystko co mogło się przytrafić przyjacielowi, a nie wiem, czy napisałem to w pełni zrozumiale :v


Anemia? Jest taka szansa? Nisko prawdopodobne. Chłopak był co prawda blady, ale to na pewno był jedynie strach i przemęczenie. Kao wiedział, że dziecku potrzebna jest pomoc, ale nie potrzebował lekarza - potrzebował psychologa, kogokolwiek kto pozwoliłby mu przeżyć ten szok. Mimo to, jest lekarzem, więc zanim zrobi coś innego, ogląda w jakim jest stanie i czy jest szansa, że też jest ranny. Krótkie sprawdzenie, czy coś go boli, wyczucie zapachu krwi, sprawdzenie czy to zapach krwi jego kompana czy jest to zapach z jego ran. Jeśli z chłopcem - fizycznie - jest wszystko w porządku, to Kaonajimi przechodzi do kolejnej fazy, jeśli nie, to wcześniej spróbuje opatrzyć go - najpierw przy pomocy Chiyute no Jutsu, lecz jeśli to nie wystarczy, zerwie bandaże z rąk - co prawda nie są w idealnym stanie, ale lepsze takie niż żadne. Przez cały proces, naturalnie, mówi mu co robi. Stara się nadal być spokojny i pewny. Przede wszystkim w czynach, bo nie ma tu miejsca na trzęsące się ręce, ale też w słowach, barwie głosu. Niezależnie od tego w jakim stanie był chłopak, najważniejszym było żeby się uspokoił. W stanie paniki do niczego się nie przyda. Po wykonaniu niezbędnych czynności, Kao przechodzi dalej. Nie powinien znowu oglądać przyjaciela w takim stanie. - myśl była jak komenda, a przelatywały one przez głowę z zawrotną prędkością i w niesamowitej ilości. Czy myślał teraz szybciej, czy może był bardziej świadom swych myśli? Ciężko powiedzieć. Jednak to nie to było ważne, więc nawet najmniejszej części swojej uwagi nie marnował na te dywagacje. Zaczął węszyć. Już wcześniej obwąchał chkopaka, więc wiedział jakiego zapachu szukać. Dlatego zaczął szukać. Zapach pacjenta powinien osadzić się na jego przyjacielu i vice versa, a oprócz tego, szukał krwi - aż nadto znajomego, metalicznego zapachu. Szybka wymiana spojrzeń z Yaru. Ninken kiwnął głową - załapał, obwąchał chłopca. Po chwili węszyli już obaj. Czy adrenalina wzmacniała ich zmysły? Być może. Ale czy to wystarczy? Wszystko zależy od tego jak blisko jest ranny, ale Kao nie zamierzał zostawiać tego przypatkowi. Jeśli nie jest w stanie odnaleźć zapachu po jednej próbie, aktywuje Shikyaku no Jutsu by wzmocnić węch.
Jeśli Kao lub Yaru odnajdą zapach rannego, to Kao zapyta się go "Czy twój przyjaciel jest w tamtym kierunku?" - wskazując kierunek z którego złapali zapach. Jeśli nie uda im się, Shinobi poprosi go o wskazanie kierunku i zapyta, czy jest w stanie iść. Nie będzie go przymuszał. Jeśli chłopiec nie będzie w stanie lub nie będzie musiał iść, Kao zostawi go z Kirą.
Jeszcze małe PS: Czy podczas misji też powinienem pisać "X/Y" w zależności od tego który to post misji?
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 15 lut 2018, o 13:20

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
5/15


Dzieciak, który chwilowo (paradoksalnie) znalazł się pod twoją opieką, potrzebował wsparcia. Nie tego fizycznego, przecież złapie równowagę, w końcu jego oddech się uspokoi i przejdzie do funkcjonowania na porządku dziennym. Potrzebował wsparcia mentalnego. Kogoś, kto poda mu dłoń, ugładzi jego zwichrzone wiatrem włosy, ukoi. Tylko że to nie wiatr go tutaj przygnał, prawda? Człowiek nie powinien mimo wszystko marzyć o rzeczach nieosiągalnych, takich jak skrzydła, jeśli wiedział, że nigdy i tak nie wzniesie się na nich do lotu. Chłopakowi o ciemnych włosach bliżej było do wpadania coraz głębiej pod ziemię niż do jakiegokolwiek wznoszenia się. Pewnie to właśnie dlatego nie Zefir go to przywiódł, a siła własnych nóg, którymi mocno uderzał o podłoże. O które teraz mocno uderzył kolanami, kiedy te się pod nim ugięły. Kurz podniósł się z ubitej gleby, dzieciak opuścił spojrzenie, podparł się rękoma bez siły, żeby nie polecieć na twarz, walcząc o każdy kolejny wdech. Nie czułeś od niego woni krwi. Jedynie zapach świeżego potu, który rzeźbił sobie drogę przez jego skroń, sklejał pojedyncze włoski i przylepiał do skóry, perlił na czole, wyraźny w świetle dnia, kiedy wyszliście już z cieni budynku, zostawiając za sobą bardzo zainteresowanego losem wszystkiego i wszystkich recepcjonistę. W końcu tamtemu sympatycznemu panu odprawiającemu na ewentualne misje nic nie było - temu tutaj już tak. Od razu podszedłeś do chłopaczka, dzieliły was przecież ledwo dwa kroki, może nawet jeden i przyklęknąłeś przy nim, sięgając dłońmi do jego ciała - dość drobnego, ale nie wychudzonego. Bladość rzeczywiście nie była naturalna, pobladł z wysiłku, nie z anemii. Jego skóra naturalnie miała lekko opalony kolor, od słońca, które nagrzewało go podczas zabaw i wypadków takich, jak ten... lepszych,
niż ten, bo nie zakończonych tragediami. Wszystko z nim było w porządku, brak jakichkolwiek ugryzień, brak zadrapań,
brak śladu krwi - parę siniaków, jakiś stary strup - typowe obrażenia bojowe dla dziennych żołnierzy walczących drewnianymi mieczami na drewnianym placu boju. Twój młody pacjent - młody, ale starszy od ciebie - nie protestował.
Pozwalał ze sobą zrobić wszystko, chociaż w pierwszym momencie chciał cię chyba odepchnąć. Tylko co mu po tym odepchnięciu, skoro jego dłonie nie miały mocy sprawczej.
- Ichiro... pomóż Ichiro... - Poprosił gorączkowo, słabym głosem. Jak mógłby zabierać teraz twój cenny czas, kiedy jego przyjaciel potrzebował pomocy teraz, natychmiast? - IDŹ! NIC MI NIE JEST! - Wyrwał się i poleciał w tył, na tyłek,
wpatrując w ciebie z... z nadzieją. Tonący nawet brzytwy się chwyta, a ty nie byłeś jego brzytwą - ty byłeś postawioną przez Los łodzią ratunkową, która miała szansę wyciągnąć kogoś z ramion sztormów. Wzdrygnął się, kiedy twój pies się do niego zbliżył, ale nie uciekał. Zamarł w całkowitym bezruchu, zacisnął powieki, wstrzymał oddech. Nie powiedział, co takiego ugryzło jego przyjaciela, co zaatakowało - może właśnie pies..? Dopiero kiedy Ninken się odsunął chłopaczek znów złapał dech do piersi i skinął głową w odpowiedzi na twoje pytanie.
Tak, zdecydowanie czułeś zapach - twój Ninken o wiele dokładniej, ale byliście w stanie bez problemu wyłapać trop chłopaka i za nim powędrować. Wokół nie było żywej duszy. Ci, którzy aktualnie nie pracowali, pochowali się w domach przed deszczowymi chmurami.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 15 lut 2018, o 14:59

Po złapaniu tropu, Shinobi i ninken w jednym momencie spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Działali instynktownie, jak gdyby tego rodzaju misje wykonawali całe życie, jakby była to ich druga natura. Yaru podszedł bliżej. "Jūjin Bunshin" - powiedział Kao, a jego kompan zmienił się w kłąb dymu z którego wyłonił się klon wykonującego. Yaru też użył Shikyaku no Jutsu, po czym para wybiegła podążając za zapachem. Chłopak był w dobrych rękach, Kira wygląda jakby nie miał uczuć ale nie jest złym człowiekiem. Nie jest też tak zimny w swym skupieniu jak Kaonajimi w tej chwili. Nie było tak, że nie zależało mu na koledze Ichiro czy samym rannym, przeciwnie. Wiedział jednak, że najlepiej przyda im się w tej chwili, jeśli skupi się na zadaniu. Dlatego też, bez słowa, zmierzał w kierunku rannego zużywając chakrę na Shikyaku no Jutsu i Jūjin Bunshin - liczyła się prędkość, a w ten sposób byli z Yaru w stanie osiągnąć ją maksymalną. Yaru nie pobiegł jednak z Kaonajimim. W klinice pracują głównie ludzie z klanu. Mają przy sobie swoje ninkeny. Ktoś go zrozumie. Ani w tej formie, ani w żadnej innej nie był w stanie leczyć chłopaka, a Kao sam złapał zapach. On najlepiej przyda się, jeśli zawoła kogoś do pomocy. Nie wiadomo jakie rany odniósł Ichiro, być może jego pan nie da rady sam sobie z tym poradzić.
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 15 lut 2018, o 22:40

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
7/15


Sprytne. Naprawdę bardzo sprytnie. Dzięki użytej technice węch zwiększył swój zasięg, odbiór otoczenia stał się o wiele bardziej wyraźny. Byłeś w stanie wytropić w tym momencie każdego, ale woń krwi? Cholera, ta wydawała się tak odległa... Rozdzieliliście się. Dzieciak obserwował was z ziemi, a wy zaczęliście robić swoje czary mary - w jego mniemaniu to naprawdę czary-mary było. Zwykły dzieciak w świecie niezwykłym, który spotkał kogoś niezwykłego. Tego mogłeś być pewien - zapamięta cię. Od twojego wysiłku w tym akcie zależało, czy zapamięta cię dobrze, czy negatywnie. Nie potrzebowaliście wiele - kilka spojrzeń, rozumieliście się bez słów, zawsze potrafiliście się odnaleźć bez względu na to, jakie odległości was dzieliły. Dlatego on popędził do szpitala, a ty popędziłeś w kierunku krwi, która zamajaczyła na granicy twoich zmysłów - raczej przywiana przez wiatr, niż docelowy punkt, to by wyjaśniało, dlaczego dzieciak był na tyle zziajany, że nie był w stanie dalej iść o własnych siłach i cię prowadzić, ty zaś mogłeś się popisać. Zabłysnąć! Jaka szkoda, że te marzenia o lśnieniu akurat teraz musiały zaniknąć, robiąc miejsce dla chłodnego skupienia, któremu poświęcałeś wszystko - całego siebie. Byle uratować czyjeś życie. Ha..! To jednak nie było w tobie aż tak wiele pychy, Wilczy Chłopcu?
Wybiegłeś z placu przed budynkiem administracyjnym i pobiegłeś pomiędzy budynkami - jedne miały wdzięczne płotki wokół siebie, inne nie były tym zakłopotane - tą golizną, którą sobą prezentowały, pozwalając wszelakiemu stworzeniu dostać się na prywatne tereny, które winny być ostoją i bezpieczną przystanią. Pomimo chmur nie wydawało ci się, żeby zapowiadało się na deszcz. Powietrze nie miało tego charakterystycznego zapachu, świat nie stał w miejscu, w oczekiwaniu na anielskie łzy,
które polałyby się za grzechy nasze - albo to ze wzruszenia, że wciąż na świecie rodziły się dzieci takie, jak ty..? Parę osób,
które mijałeś w pędzie, które pracowały przed swoim domem, uniosło na ciebie zdziwione spojrzenia, ktoś coś powiedział,
tylko co..? Słowa umknęły twojemu wyczulonemu słuchowi, rozlały się w świście powietrza, który potargał twoją grzywę i wepchnął dostateczną dawkę tlenu do płuc. Oddychaj miarowo - tego cię uczyli. Oddychaj spokojnie wraz z każdym dotknięciem nogi podłoża. Wtedy nie dopadnie cię bezdech tak szybko jak powinien. Droga przerodziła się w polną dróżkę pomiędzy tymi łanami zbóż, które obserwowane z daleka wyglądały jak grzywy koni w galopie. Teraz były tylko rozmytymi zbożami mijanymi ez refleksji. Wszystkie zmysły skupiłeś na zmyśle powonienia, które kazało ci w końcu zboczyć z zarośniętej dróżki i wpaść między kującą roślinność, przeczesać ją rękoma, roztrącać na boki. Nieprzyjemnie kuła, gubiłeś się w niej,
ale nigdy nie miałeś zagubić. Pośród łanów zbóż rosło jedno drzewo. Nie było ani wysokie, ani grube - śmiesznie przykurczone, jak stara kobieta, którą ugięły troski życia, pochylało się do ziemi swoim starym pniem, na którym popękana kora była tak mocno odstająca, że można by się było o nią skaleczyć. Z tych łanów było prawie niewidoczne. Ktoś płakał.
Odgłosy były dla ciebie niewyraźne, mogły być przesłyszeniami w rymie uderzeń twoich butów o podłoże, szeleście zboża i biciu twojego własnego serca, ale im bliżej byłeś zapachowi krwi, tym był bardziej słyszalny. Płacz dziecka, jakiejś dziewczynki? Ostatni mur ze złota i obraz został wymalowany przed twoimi oczami.
Dziewczyna trzymała w ramionach drobnego chłopaczka, o wiele drobniejszego od tamtego, którego spotkałeś, o wiele młodszy - to musiał być ten Ichiro. Był oblepiony krwią, jego ubranie było podarte w niektórych miejscach - na łydce, na ramieniu, na przedramieniu, na którym od razu dojrzałeś ślady po kłach. Solidnych kłach, które wdarły się pod skórę, tworząc czarne dziury. Blondynczka, która miała z piętnaście lat, wypłakała już chyba wszystkie łzy tego świata. Natychmiast uniosła na ciebie niebieskie oczy.


Kiedy używasz jakiejś techniki albo reberu to podklejaj je w hide pod postem razem ze statystykami, jeśli z nich również korzystasz (:
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 16 lut 2018, o 12:18

Nie był sam. Gdyby ta dziewczyna miała wyszkolenie medyczne, to byłaby bardzo dobra wiadomość... Ale wtedy, nie płakałaby, tylko pomagała mu - pomyślał młodzieniec. Dezaktywował Shikyaku no Jutsu. Sięgnął do torby i wyciągnął z niej kawałek materiału który coś owijał. Rozwinął go na trawie, uważając na to, żeby nie skazić przyrządów które znajdowały się w środku - przyrządów medycznych. Położył je tak, żeby nie przeszkadzały w diagnozowaniu pacjenta, a jednocześnie były pod ręką. Ściągnął maskę. Jeśli dziewczyna zobaczy czerwone kły na jego twarzy, zrozumie uzwierzęcenie którego jeszcze przed chwilą doświadczał. Jej teoretyczny strach zmieni się w zrozumienie, a może i zaufanie - znaczna większość lekarzy w wiosce jest z klanu Inuzuka, wraz z tym co wyciągnął i tym co powie, dziewczyna chociaż trochę powinna się uspokoić: "Jestem lekarzem. Pomoc jest już w drodze, ja zaopiekuję się rannym zanim do nas dotrą." - po tych słowach uśmiechnął się lekko żeby dodać nastolatce otuchy. Po tym złapał delikatnie Ichiro. "Ułóżmy go w bezpieczniejszej pozycji." - po tych słowach ostrożnie zabezpieczył pacjenta w takiej pozycji, żeby w przypadku złamań, skręceń lub innych urazów rany nie pogłębiały się, ale również żeby dziewczyna nie przeszkadzała przy zabiegu, odpowiednio ją przy tym instruując. Pewność. Spokój. Pomoc jedynie powinna być już w drodze. Ja jedynie spróbuję podleczyć Ichiro. Ona nie musi o tym wiedzieć. Pomoc prędzej czy później dotrze, ja będę leczył chłopaka. Dziewczyna niech nie myśli o szansach powodzenia. Tak jak mówili na szkoleniu... Kaonajimi myślał, że nie może być bardziej skupiony niż chwilę temu. Teraz jednak, nie było już nawet skupienia. Był w jedności z tą chwilą. Czas przestał istnieć. Gdyby Inuzuka mógł wymusić w sobie ten poziom skupienia na żądanie, wszystko by mu zawsze wychodziło. Nieczęsto jednak zdarzają się wydarzenia jednocześnie tak ważne i tak dobrze wyćwiczone. Przynajmniej nie jemu. Oczywiście widział już osoby ranne. Widział osoby w znacznie cięższym stanie niż Ichiro. Nigdy jednak nie robił tego sam. Zawsze był w pobliżu inny lekarz, bardziej doświadczony. Często nawet nie pomagał, ale był. Samą swoją obecnością dodawał otuchy. Teraz to on był tym lekarzem. Przypomniał sobie bajkę którą kiedyś opowiedziała mu matka Ichiro."Była sobie kiedyś wataha psów. Matka, ojciec i ich młode. Polowali i wędrowali razem, zawsze. Młode często bały się nocy - bo jak się nie bać? Jak ich rodzice się nie bali? Skąd wiedzieli gdzie iść? Po pewnym czasie jednak, młode dorosły i jedno po drugim opuszczały rodziców, żeby założyć własne watahy. Kiedy najmłodszy szczeniak przestał być dzieckiem i przyszedł czas na niego, był pełen wątpliwości. Jego matka zauważyła to i podeszła do niego." Wciąż boisz się ciemności, prawda?" Nie musiał odpowiadać, jego matka tylko spojrzała na niego życzliwie. "Chcesz znać nasz sekret? Zdradzę ci go - my też nic nie widzimy w ciemności. Idziemy po prostu przed siebie i mamy nadzieję, że bezpiecznie dotrzemy do celu."" Nie liczyło się, czy się bał. Nie liczyło się, czy przerabiał to na szkoleniu, czy nie. Teraz liczyło się jedynie skupienie. Jedyne co mógł, to zrobić ile potrafił i liczyć na to, że wszystko się uda. Od razu po ułożeniu chłopca jak należy, zaczął go diagnozować. Przede wszystkim - oddech i puls. Przykłada rękę w okolice ust/nosa chłopca i próbuje wyczuć oddech. Niezależnie od tego czy chłopak oddycha, czy nie, sprawdza też jego puls na tętnicy szyjnej. Wszystko powinno być w porządku. Jeśli tak nie jest, rozcina koszulkę chłopca przy pomocy Katto no Jutsu i zaczyna resuscytację. Jeśli puls nie powraca, dokładnie tłumaczy dziewczynie jak to zrobić i prosi ją, żeby ona to robiła, dopóki on nie zajmie się ranami. Po tym robi to, co robiłby gdyby był puls i oddech. W razie potrzeby, znowu używa Katto no Jutsu żeby móc obejrzeć rany. Zaczyna od oczyszczenia wszystkich ran przy pomocy sprzętu medycznego. Później, przy pomocy Chiyute no Jutsu stara się pomóc organizmowi chłopaka uleczyć odniesione rany. Rany które przestaną krwawić owija bandażem który zrywa z rąk, te poważniejsze stara się uleczyć do maksymalnego potencjału techniki, po czym owija bandażem i kontynuuje korzystanie z techniki aby tamować krwotok. Jeśli uda mu się uleczyć rany, a oddech i puls nie powrócą, to wyręcza dziewczynę przy resuscytacji. Podobnie, jeśli nie uda mu się uleczyć do końca ran, ale będą już zabezpieczone, a dziewczyna nie będzie miała już sił, to daje jej odpocząć i sam się tym zajmuje.
W tym czasie Yaru pędzi do kliniki. Kiedy tylko przybędzie na miejsce, anuluje Jūjin Bunshin i tym samym Shikyaku no Jutsu, i zaczyna krzyczeć najgłośniej jak może: W okolicy wioski został zaatakowany chłopiec - Ichiro! Prawdopodobnie stracił dużo krwi! Na miejscu jest Kaonajimi Inuzuka, ale potrzebuje pomocy!" Jeśli nikt go nie usłyszy lub nie zrozumie, stara się jak najszybciej kogoś znaleźć. Zawsze przychodzi tu z Kaonajimim, bardzo dobrze zna ten budynek i ludzi tu pracujących. Większość medyków w klinice jest z klanu Inuzuka i oni też przychodzą że swymi ninkenami. Ktoś musi mu pomóc. Kiedy tylko ktoś zechce to zrobić i przygotuje się , on zaczyna najszybciej jak umie prowadzić go na miejsce wypadku, a raczej do Kao, który powinien tam już być.

Ostatni post:
Kaonajimi:
  • [D] Shikyaku no Jutsu
  • [D] Jūjin Bunshin
  • [D] Zasięg węchu - 100 m
  • Szybkość 20
  • Percepcja 22
  • Wytrzymałość 20 (bo biegam?)

Yaru:
  • [D] Shikyaku no Jutsu
  • Percepcja 15
  • [D]Zasięg węchu - 200 m
Reszta statystyk jak Kao, bo Jūjin Bunshin.

Obecny post:
Kaonajimi:
  • [D] Chiyute no Jutsu
  • [D] Katto no Jutsu

Yaru:
  • Szybkość 15
  • Wytrzymałość 25
  • [D] Shikyaku no Jutsu (podtrzymanie?)
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 16 lut 2018, o 18:28

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
9/15


Zabawne, że dopiero tutaj, pod tym karykaturalnym drzewem, któremu nigdy nie udało się dopiąć wspaniałości swych współbraci, dlatego wybrał samotność, omijając wstyd szerokim łukiem, świat nabrał tempa. Miał je fizycznie, kiedy gnałeś przez malownicze pola i kiedy chmury toczyły się po niebie, perliście ozłocone, ale dopiero teraz pęd ten zaczął dotyczyć bezpośrednio ciebie. Jego wcześniejsze poruszanie się było zupełnie względne, prawda? Skupienie, adrenalina, która teraz kipiała z twoich żył, wylewała się z nich, drżała w mięśniach podszeptując jeszcze, jeszcze! - cudne crescendo mające zweryfikować wszystkie twoje starania.
Blondyneczka zagarnęła rannego bliżej do swojej klatki piersiowej, trzęsły jej się ręce - były równie poplamione krwią,
co twarz tego chłopaka, co jego ubranie, co skóra wokół ran, które były dla ciebie widoczne i tych, które zasłaniało ubranie,
czy raczej - jego podarte strzępy. Nadzieja czy jednak strach? Jakim odcieniem mocniej zabarwił się teraz ten błękit? Widziała Ciebie - zwierzęco pędzącego, wyskakującego z pola zbóż, które wcześniej drżało niespokojnie, a ona mogła tutaj tylko siedzieć w oczekiwaniu, modląc się do bóstw, by nie był to kolejny zwierz. Modląc, by to nie była ta sama bestia, która zechce dokończyć dzieła. Przebłyski ziemi dla nieba nie były tak wyraźne i klarowne, kiedy myśli zgniecione były przez niepokój, czarne myśli i zmęczenie. Przyciągnięcie do siebie Ichiro było aktem strachu, chęci chronienia go - tylko że nie było przed czym - ani przed kim. Czułeś na sobie zapłakane, zaczerwienione spojrzenie, słyszałeś jej głośny oddech i pociąganie nosem - nie zapytała jednak o nic, ani kiedy wyciągałeś sprzęt, ani kiedy zacząłeś go przygotowywać. Dopiero kiedy ściągnąłeś maskę odezwała się cicho, słabo.
- Jesteś... lekarzem? - Pytanie absolutnie banalne i oczywiste, bo kim miałbyś być? Katem? Tym nie mniej ciężko było oskarżać dziecko o trzeźwe myślenie, kiedy w ramionach trzymasz konającego przyjaciela, co nie, Kaonajimi? Chciałaby zobaczyć, jak ty byłbyś skupiony, gdyby twój wierny Ninken dogorywał na twoich rękach, a ty nie mógłbyś z tym nic zrobić.
Mógłbyś tylko spoglądać, jak umiera. Co sądzisz? Widowisko warte zobaczenia - bo tłum zawsze żądał chleba i igrzysk. Niewiasta kiwnęła głową i rozluźniła uścisk - zdaje się, że wypłakała już wszystkie łzy, które tylko do wypłakania miała i jedynym, co jej pozostało na ten moment, to skupienie. Ostrożnie oddała chłopaka w twoje ręce, pomogła go ułożyć na trawie tak, by żadna z ran się nie pogłębiła. Dostosowywała się do każdego twojego ruchu, gestu i słowa, aż przewrażliwiona na punkcie wszelakich bodźców. Odsunęła się kawałek, zdejmując pośpiesznie sweterek z ramion, żeby podłożyć Ichiro pod głowę. Racja, nie musiała wiedzieć, ba! Nie powinna wiedzieć. Przyjąłeś rolę dorosłego, który musiał zatroszczyć się nie tylko o tych rannych fizyczne, ale i fizycznie - gdyby blondynka poddała się panice, sytuacja nie wyglądałaby za ciekawie, przede wszystkim przeszkadzałaby ci w pracy. Tak więc strach? Nie miał znaczenia. Po prostu idź do przodu i miej nadzieję, że trafisz do celu. Przecież masz bardzo dobry węch, Przyjacielu. I naprawdę miłego bożka, który przysiadł na twoim ramieniu, obdarzając ciepłym, zachęcającym uśmiechem.
Ci, co dobo czynią, nie mogli przecież tkwić w mroku na drodze do swojego szczęścia.
Ichiro oddychał. Bardzo płytko, słabo, urywanie i niespokojnie, ale oddychał - tak samo słaby był jego puls. Duża utrata krwi zrobiła swoje, wystarczyło tylko rozejrzeć się wokół - szkarłat na korzeniach, na ziemi, trawie wsiąkał w odzież. Na szczęście nic nie wskazywało na to, żeby chłopak miał problemy z gojeniem ran. Najgorszy moment ran był już za nim, ale nie był wątpliwości, że gdybyś dotarł tu nawet 15 minut później - nie byłoby już czego ratować. Odszukałeś wszystkie rany, zaczynając od tych najpoważniejszych. Od tej jednej na przedramieniu, z której krew leciała o wiele jaśniejsza niż z innych.
Zawsze ktoś ci pomagał, teraz mogłeś polegać tylko na samym sobie. Blade światło oblało twoje dłonie. Nie byłeś w stanie całkowicie zaleczyć ran, ale chociaż troszkę, chociaż odrobinkę..! Niektóre zasklepiły się w pełni - te poważniejsze obwiązałeś bandażem.
- Wszystko... czy.... czy on... umrze? - W błękitnych oczach znów wezbrały łzy, które potoczyły się cicho po napuchniętych policzkach.
Ninkeny w wiosce nie były rzeczą niespotykaną i niezrozumiałą - chociaż rzeczywiście, nie od razu było wiadomo, o co chodzi szczekającemu Yaru. Wystarczyło jednak poszukać, prawda? W końcu musiał trafić na odpowiednią osobę z Ninkenem, który będzie w stanie przetłumaczyć psią mowę - i rzeczywiście w końcu takowa osoba się znalazła. Jeden ze starszych członków klanu Inuzuka kręcił się w pobliżu i od razu udało się znaleźć medyka, który pobiegł razem z Yaru na miejsce zdarzenia. Razem z nimi ruszył zresztą członek klanu Inuzuka. Szybko dotarli na miejsce. Czarnowłosy, zaprawiony w bojach właściciel Ninkena zatrzymał się przy zbożu, podczas gdy smukły, wysoki chłopak, w wieku może dwudziestuparu lat, od razu znalazł się przy tobie i przy rannym.
- Odsuń się. - Nakazał dość szorstko. - Stan pacjenta? - Odsunął dłońmi skrawki materiału, które bardzo sprawne usunąłeś z ran. Sam sprawdził puls i oddech, zanim przyłożył dłonie do jego ciała. Wyższy poziom iryojutsu.
- Dobrze się spisałeś, młody. - Odezwał się wilk o popielatym futrze - potężna, wielka bestia, która w kłębie była wyższa od ciebie.
- Nawet bardzo dobrze. - Przytaknął Inuzka z uśmiechem. - Yaru bardzo zawzięcie szukał pomocy w szpitalu. Dobrze, że na nas trafił. - Poklepał swojego Ninkena po boku.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 17 lut 2018, o 10:19

Kaonajimi w końcu miał szansę odetchnąć. Z fascynacją patrzył z ninkenem na to, jak senpai wykonywał złożone operacje i ratował młodzieńca. Inuzuka chciał być w stanie samemu to robić, chciał móc samodzielnie ratować życie, bo przecież nie zawsze będzie ktoś aby go w tym wyręczyć. Jeśli miał być prawdziwym medykiem, musiał się dalej rozwijać. Spojrzał na piętnastolatkę. Czy opuścił ją szok? Czy poczuła już ukojenie? Chciał coś powiedzieć, ale czy cokolwiek co by powiedział odwróciłyby jej ból? Ile osób musiało ucierpieć, tylko dlatego, że jakieś... - ta myśl była jak kubeł zimnej wody. Przecież zagrożenie nie minęło, trzeba było zrobić coś z tym dzikim zwierzęciem o którym mówili! "Ichiro został zaatakowany przez jakieś dzikie zwierzę. Nikt nie może czuć się bezpieczny, dopóki czegoś się z tym nie zrobi, a przy okazji - zwierzę mogło mieć wściekliznę lub inne choroby. Całe to stwierdzenie zabrzmiało pusto. Dopiero teraz doszło do Inuzuki, jaki był zmęczony - nie fizycznie, ale psychicznie - do wszystkich w pobliżu prawdopodobnie też. Było słychać jeszcze jedno - cała ta sytuacja go przerastała. Mimo to, spojrzał na Yaru i obaj zostali wypełnieni determinacją - trzeba było pociągnąć tę misję do końca.
Kaonajimi Inuzuka
 

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Shikarui » 17 lut 2018, o 14:27

Can I take it to a morning
Where the fields are painted gold?

Obrazek
11/15


Czasem należało zaufać dorosłym. Oddać w ich ręce zdarzenia, by ich nieunikniony ślad pozostał nieunikniony w dobrych skutkach - nie negatywnych tragediach. Czasem należało zaufać innym ludziom i mieć nadzieję, że bóstwa nie były aż tak kapryśne, na jakie wyglądały i na jakie je malowano. W tak dobry dzień wszystko musiało się udać.
Śledziłeś pewne, twarde ruchy medyka. Nie było w nim żadnej niepewności, u nasady jego nosa powstało pole marsowe, ale nie było ono spowodowane gniewem - koncentrował się. Życie tego chłopaka było ciągle do uratowania dzięki twoim staraniom, a nagroda? Jak na razie jedyną nagrodą był spokój umysłu i powoli schodząca adrenalina, która pozostawiała po sobie jedynie zmęczenie. Ach, była jeszcze przecież krew na twoich dłoniach i na narzędziach, których użyłeś, żeby oczyścić rany - teraz będziesz musiał oczyścić samego siebie, ale, oh well - nic wielkiego przecież się nie stało, prawda? Dziewczyna już rzeczywiście nie płakała, ale nadal drżała. Jej wargi był blade, włosy potargane, wyglądała okropnie - nawet gorzej niż ranny chłopak, ale to właśnie dlatego, że do niej nie przyszła błogosławiona ciemność odbierająca zdolność myślenia. Siedziała pod pniem, z rękoma owiniętymi wokół zgiętych nóg, które podciągnęła pod brzuch i pociągała nosem. Ciężko powiedzieć, czy jakkolwiek dała się uspokoić, po prostu nie chciała przeszkadzać, ani na samym początku tej draki, ani teraz. Teraz wyglądała, jakby już w zasadzie nawet jej samej nic nie przeszkadzało. Zmęczone oczy nie dostrzegały przestrzeni przed nią samą, nawet ślepo nie wodziły po istnieniach wokół - wpatrywała się ciągle w jeden i ten sam punkt, w trawę koło nóg medyka, który przejął po tobie pacjenta.
Czarnowłosy Inuzuka spojrzał na ciebie z ciekawością. Opierał się o wielkiego wilczura, trzymając zaplecione ręce na klatce piersiowej, chociaż raczej był już wolny i mógł spokojnie wracać do swoich zajęć. Ciężko było nie zauważyć, że ta dzika akcja kosztowała cię nieco więcej, niż ktokolwiek chciałby zapłacić, ale to tylko chwilowe ktharsis - wrócisz do domu i zmęczenie stanie się przyjemnym wybawieniem, świadczącym o dobrze wykonanej robocie.
- Zwierze? - Powtórzył po tobie automatycznie i skierował wzrok na chłopaka. - Racja, przecież sam nie doprowadził się do takiego stanu. Wyprostował się i uniósł nieco głowę, zadzierając solidnie zbudowaną szczękę, by wciągnąć do płuc parę razy powietrze, nim znów zwrócił się do ciebie. - [b]Możesz to zostawić dorosłym, młody. - Odbił się od wilka i podszedł do ciebie, by zmierzwić ojcowskim gestem twoją gęstą czuprynę włosów. - Tylko zaopiekuj się Kaiem, zgoda? - Wyszczerzył kły w uśmiechu, zerkając na medyka, który posłał mu naburmuszone spojrzenie, mało przychylne, jeśli mnie pytacie, ale cały Kai wydawał się... mało przychylną osobą.
- Więcej temu chłopakowi nie pomogę. - Brunet uniósł się i skierował wzrok na zamkniętą w transie blondyneczkę. - Trzeba ich zaprowadzić do domu.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1467
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Yamanaka Inoshi » 17 lut 2018, o 16:38

Misja Rangi - D - 1/...

- Rok 384 - Lato - Ushii Kiyotaka
- Shitchi no kyanpu -

- Najznamienitszy z rzemieślników -

Obrazek


Wioska rolnicza która według zarządcy ma możliwość stać się spichlerzem "Wietrznych Równin". Panujący na dworze upał nie ułatwia o tej porze roku uprawiającym ryż rolnikom pracy, skwar daje każdemu w kość. Mimo temperatury każdy jednak próbuje wykonywać swoje prace z jak największą pieczołowitością, szczególnie ci wierzący, oraz chcący spełnić marzenia tutejszego zarządcy. Nie wszyscy mieszkańcy wioski jednak darzą te marzenia równą miłością. Pośród kramów z podpiekającą się na słońcu żywnością przeznaczoną na handel, znajduje się tablica na której wywieszane są ogłoszenia różnej wagi, czasami są to tradycyjne oferty pracy, czasem jakieś rzadziej spotykane oferty wymiany, można spostrzec nawet kilka ogłoszeń od tutejszych rzemieślników poszukujących czeladnika. Cały czas natomiast wisiało tam ogłoszenie, odnośnie werbunku do tutejszego garnizonu, mimo, że płaca nie jest najlepsza to praca ta również nie wymaga więcej ponad trening i przesiadywanie na tyłku. Dzisiejszego dnia jednak pojawiło się tam nowe ogłoszenie zajmujące niemal całą tablicę wypisane wielkimi znakami.

" Ja, wielki Anzai Akihiro poszukuję pomocnika, nie oferuję stałego zajęcia. Jeżeli wiesz co dla ciebie dobre to przybędziesz i zgłosisz się do mnie, ty ten który to czytasz. Wiedz jednak, że gdy mnie zignorujesz to ja się o tym dowiem! Jednak gdy się sprawisz, możesz liczyć na uznanie wielkiego Anzaia, najdoskonalszego pośród alchemików, może nawet rozważę dalszą współpracę. Mój dom znajduje się przy bagnie za wioską. "



Gdyby spytać w wiosce zawiesił je niezbyt wysoki mężczyzna mieszkający w domu nie znajdującym się w samej wiosce, a nieco za nią zaraz przy mokradłach których nikt nie wykorzystywał do uprawiania roli. Kartka z ogłoszeniem była nazbyt pomięta, wydawało by się, że osoba która ją przywiesiła to najzwyczajniejsza w świecie fleja, zaskakującym jednak jest to, że nie zostało ono przywieszone w tradycyjny sposób. Najbardziej wyróżniającym je elementem pośród innych ogłoszeń był właśnie sposób przybicia. Zlecający miał za nic dobre maniery, oraz inne skrawki wiszącego tam papieru. Swój nieco pomięty i zabrudzony zwój przybił do tablicy metalowymi kołkami wbijając je w inne ogłoszenia. Na pewno rozsierdziło to nieco wszystkie osoby które właśnie swoje wiadomości tam zamieściły.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2977
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Shitchi no kyanpu

Postprzez Kaonajimi Inuzuka » 17 lut 2018, o 20:52

Kaonajimi zabrał wzrok z wyższego Inuzuki i spojrzał na medyka. Jego słowa nieco zmieszały "młodego". Nie możesz, czy już nie musisz? - pomyślał. Niekryta niechęć członka jego klanu do drugiego dorosłego nawet jeśli nieznacznie, to na pewno przeszły nieco na młodzieńca. Szybko wyrzucił te myśli z głowy. Przytaknął gestem na inatrukcje senpaia i zaczął iść w kierunku swoich narzędzi, których do tej pory nie miał okazji spakować. "Dziękuję." - powiedział cicho pod nosem, jakby bardziej do siebie niż do tych, do których to kierował. Jednak za co właściwie dziękował? Za słowa otuchy? Za wyręczenie go kiedy tego potrzebował? Za to że wzięli słowa jego ninkena na poważnie? Nie. Dziękował za uratowanie Ichiro. Kiedy podszedł już do narzędzi, był pewien sensu słów które przed chwilą wypowiedział. Zorientował się, że tylko na tym mu tu zależało. Zobaczył swoje narzędzia i ręce we krwi. Spojrzał na Ichiro. Czy chłopak nie powinien trafić teraz do kliniki? Stracił wiele krwi. Kao wiedział jednak, że nie może kwestionować poleceń dorosłych. Mimo to, nie był przekonany. "Co z Ichiro? Trafi do kliniki?" Po tym pytaniu, nie będzie już więcej drążył, Ichiro przestał być jego pacjentem. Teraz miał się zająć dziewczyną. Spakował swoje rzeczy, podszedł do blondynki. Uśmiechnął się nieśmiało. "Jesteś w stanie iść? Gdzie mieszkasz? Chodź, odprowadzę cię do domu." Pytanie było w zasadzie retoryczne, właściwie oba były. Dziewczyna jednak była w szoku i warto było zadać je, żeby sama sobie o tym przypomniała. Jeśli jednak ma problemy, Kao oczywiście pomoże jej iść. Jeśli Ichiro nie trafi do przychodni, to jemu będzie trzeba pomóc iść. Jeśli nie odzyskał przytomności, to powinien ją do niej trafić. Jeżeli odzyskał ją, a dziewczyna potrzebuje pomocy, Kao używa Jūjin Bunshina i Yaru pomaga mu iść. Gdyby ninken nie dał rady, Kao mu pomaga. W przypadku gdyby mimo to mieli problemy z zabraniem ich do domu, używają Shikyaku no Jutsu.
  • Siła 10
  • [D] Shikyaku no Jutsu
  • [D] Jūjin Bunshin
Kaonajimi Inuzuka
 

Następna strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron