Karczma Yamato

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ichirou » 14 wrz 2016, o 17:44

Wędrował dalej traktem, wciąż zachowując nastrój ponury niczym burdel w poniedziałek rano. Niełatwo było mu się poskładać do kupy po ostatnich wydarzeniach. Chociaż w sumie, trudno było tu mówić o jakiejkolwiek całości. Brązowowłosy rozsypał się już podczas chaosu w Sachū i od tego czasu nie potrafił się odpowiednio pozbierać. Częściej niż zwykle tracił kontrolę nad sobą i prezentował coraz bardziej autodestrukcyjne zachowania. Nie był zdolny do odnalezienie w sobie wewnętrznego spokoju na dłużej. Rozdrażnienie tkwiło w nim już od wielu miesięcy i nieustannie wylewało się na zewnątrz. Jak się okazało, potrafił nawet nakręcić się i popchnąć do takiej sytuacji, w której ugasił jeden z nielicznych promyczków pozytywnych emocji. I to własnymi rękoma.
Zatrzymał się w jednej z przydrożnych gospód, by posilić się i spróbować nabrać nowych sił. Spożył całkiem przyzwoity obiad, a potem domówił do swojego stolika sake. Ten widok był naprawdę mizerny. W podłym nastroju, ze wyrazem twarzy przedstawiającym zrezygnowanie, siedział samotnie i raczył się alkoholem, próbując w ten sposób stłumić swoje negatywne uczucia. Nie mógł rozpamiętywać tego co było. Musiał w pełni skupić się na przyszłości i jego kolejnych krokach do realizacji planu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2823
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma Yamato

Postprzez Exodia » 14 wrz 2016, o 22:40

Życie to pierdolona huśtawka. Raz jesteś na szczycie (w wielu znaczeniach tego słowa) i spędzasz niesamowite chwile z jedynym źródłem radości w ponurym świecie, a zaraz po tym leżysz na ziemi, by zdać sobie sprawę jak wielki popełniłeś błąd. Ichirou doskonale znał smak tak błyskawicznych wzlotów i upadków, dlatego teraz właśnie podróżował w samotności traktami Yusetsu, aby znaleźć zapomnienie. I wtem na horyzoncie ukazała się całkiem przyjemna dla oka karczma. Wewnątrz panował gwar, ale od razu dało się wyczuć, że jest inny niż we wszystkich innych znanych mu gospodach. Podniesione głosy ludzi przeplatały się z odgłosami zwierząt przez co wnętrze zdawało się być targowiskiem wypełnionym sprzedawcami różnego rodzaju zwierzyny.
Wnętrze jak wnętrze. Kolejny lokal z tych, które reprezentują właściwy poziom. Nastrój młodzieńca z pustyni był zupełnie różny od tego panującego w "Yamato". Tutaj co chwile pojawiały się wybuchy śmiechu oraz salwy rechotu grubawych mężczyzn zasiadających przy samym szynkwasie. W oczy rzucały się też psy. Było ich tutaj prawie tyle co ludzi. Jedne wyglądały jak szczeniaki, zaś inne mogły konkurować wzrostem z niedźwiedziem. Każdy zajmował się sobą i nawet nie zwrócono uwagi, że w karczmie pojawił się kolejny klient. Tylko pozornie, gdyż zaraz po tym jak Ichirou zajął ostatni wolny stolik na nieludzko zapchanej sali, tak podszedł do niego młody chłopak, który na oko miał maksymalnie piętnaście lat. Ciemne włosy o kolorze hebanu zaczesane były schludnie do tyłu i odpowiednio przycięte. Odebrał zamówienie i znikł. Posiłek oraz alkohol doniosła już kelnerka. Maksymalnie osiemnastoletnia, długonoga brunetka o jasnej karnacji i zgrabnej oraz krągłej sylwetce. Nie była z tych szczuplutkich, a z tych "z krągłościami", lecz nie dało się nazwać jej pulchną. Zwyczajnie miała pełne kształty. Strój jednak zakrywał wszystko co powinien i nie pozwalał uruchamiać zbyt mocno fantazji.
Przygnębiony członek rodu Sabaku popijał dosyć regularnie zamówiony trunek. Mógł się nim cieszyć w spokoju, gdyż nikt mu nie przeszkadzał. Mam tutaj na myśli, że nie znalazły się osoby nachalne lub próbujące dosiąść się, chociaż wszelkie inne miejsca były pozajmowane. Karczma pękała w szwach i widać było, że dostawiono specjalnie trochę więcej stołów, aby pomieścić więcej klienteli, a tym samym zwiększyć zyski. Słowem - ciasnota. Ta niewielka przestrzeń sprawiała, że bogu ducha winna kelnerka musiała porządnie manewrować, niekiedy ocierając się krągłym tyłeczkiem o kogoś - oczywiście ku uciesze odwiedzających "Yamato". Ten ścisk sprawiał również, że Ichirou doskonale słyszał rozmowę na wpół pijanego mężczyzny, który siedział dosłownie za jego plecami. Odgradzały ich jedynie oparcia krzeseł, które i tak były ze sobą zetknięte.
- No, do cholery, słowo honoru! Widziałem przeca! - niemalże krzyknął, a siedzący przy jego stoliku roześmiali się głośno.
- Kogo oszukujesz jak Ty honoru nie masz. Przegrałeś w kości dom, kłamałeś mi w żywe oczy, że chorą masz córkę, bo długi miałeś. Pierdolisz jak zwykle, Tetsu. - odezwał się zapewne jego dobry znajomy, który mówił rozbawionym tonem.
- Ale, kurwa, nie tym razem. Gadam przecież. Smoki, dwa smoki i ja urąbałem łeb temu mniejszemu. No ja sam! A później ten gówniarz prawie zabił lidera Senju. No jak kocham własną córkę! Rzucił se go do kolan i kazał skamleć jak pies! - jednak wcięty mężczyzna nie tracił zapału i z równą determinacją starał się przekonać swoich słuchaczy, że mówi najprawdziwszą prawdę. Niestety, albo jego koledzy byli ignorantami, albo facet plótł bzdury, gdyż tym razem ryknęli śmiechem jeszcze głośniej.
- Ty to siebie potrafisz jedynie urąbać w karczmie, a później spać przy trakcie. I nie pierdol mi o córce, bo gdyby nie ja, to nie miałaby gdzie mieszkać. Przegrałeś dom, żona nie chcę Cię widzieć, a później poszedłeś na wojnę. Kurwa, że też takiego przyjaciela z dzieciństwa mam. Chuj z Tobą Tetsu, wracam do siebie, bo rzygam tymi Twoimi pijanymi opowieściami. Chodźcie chłopaki, bo już majaczy zupełnie. - i w tym momencie wszyscy podnieśli się oprócz samego opowiadającego. Rzucili trochę grosza na stół i skierowali się do wyjścia.
- Chuj ze mną? I z duchem Twoim, psia Twoja mać. Gówniarz naprawdę prawie zabił Senju. - dosyć głośno mamrotał do siebie, ale szybko przestał. Nie miał już do kogo otworzyć gęby, ale za to miał co do niej wlewać, więc oddawał się tej czynności w pełni.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2143
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ichirou » 17 wrz 2016, o 15:22

Nawet kiedy zamknął oczy i przełknął kolejną porcję alkoholu, nie mógł się wyzbyć całkowicie obrazu przerażonej twarzyczki Harumi. Wspomnienie zaciskającej dłoni na jej szyi wciąż było świeże i sprawiało wrażenie, jakby scena ta miała miejsce nie godziny, lecz sekundy temu. Najwyraźniej posiadał jeszcze znikome sumienie, stąd te dziwne poczucie winy, które teraz nieustannie go gryzło i wprawiało w podły nastrój. Chociaż, gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to wynikało ono nie do końca z tego, co brunet uczynił, ale z tego, co mógł uczynić. Faktycznie, czuł się trochę źle z tym, że sytuacja rozwinęła się w taki sposób i że zraził do siebie brzoskwiniowłosą, jednakże bardziej dobijające było dla niego to, że był zdolny do posunięcia się jeszcze dalej. W swoich planach miał jedynie na celu wymusić na jej posłuszeństwo i absolutnie nie chciał jej skrzywdzić, ale potem, uniesiony emocjami, mógł w afekcie przekroczyć ostateczną granicę, co zakończyłoby się dramatem. Udusić chyba jedyną osobę, na której mu zależało? To byłoby złe, nawet dla kogoś tak zepsutego jak Ichirou. Stąd ten podły nastrój.
Wiedział, że musi się wreszcie ogarnąć i przestać tracić kontrolę nad sobą, ale znalezienie wewnętrznego spokoju stawało się dla niego coraz trudniejszym zadaniem.
Zrezygnowany opuścił głowę i oparł się czołem o spoczywające na blacie ramię. Wyglądało to trochę żałośnie, chociaż obserwator nieznający jego sytuacji, mógłby ocenić, że po prostu przysnął albo się schlał. Władca piasku nie przejmował się zgiełkiem panującym wokół. Przynajmniej liczne rozmowy toczone wokół niego w pewien sposób zagłuszały jego myśli. Chcąc nie chcąc, stał się zatem świadkiem dość żywej rozmowy, która toczyła się tuż obok. Darli się o w wojnie, jakichś smokach. Cóż, pewnie pierdolenie pijaków. Interesowanie tamtą konwersacją jednak wzrosło, kiedy Asahi wychwycił wzmiankę o Senju, co uruchomiło pewne trybiki w jego głowie. Nie miał może szerokiej wiedzy o tym klanie, ale miał okazję widzieć ich w akcji podczas wojny, która zrodziła się w jego rodzinnych stronach. No i jeszcze wzmianka o jakimś gówniarzu, zdolnym do położenia samego lidera, czemu reszta mężczyzn przy stole nie dała wiary.
Brązowowłosy niespiesznie podniósł głowę. Myślał przez moment nad zaistniałą scenką, aż wreszcie zdecydował się ruszyć. Zamierzał spróbować rozwinąć język tego osobnika, który snuł dość niewiarygodne opowieści. Już raz podchwytując rozmowę w karczmie zdobył wiele. Może i tym razem mógł dowiedzieć się o czymś przydatnym? Jeżeli nie, to i tak warto było spróbować, chociażby po to, żeby wrócić do normalnego funkcjonowania. Ileż mógł się zadręczać i zapijać swoje smutki? Wstał zatem i zabrał ze sobą butelkę sake oraz czarkę, by z tymi oto przyrządami do perswazji przenieść się do osamotnionego jegomościa.
- Dość nieprawdopodobna historia... - skomentował, kiedy znalazł się przy stoliku. - Można? - zapytał kilka sekund później, po czym bez oczekiwania na odpowiedź po prostu usiadł naprzeciw nieznajomego. Nie zwlekając postanowił polać mu alkoholu, jeżeli miał przy sobie pustą czarkę. Jeżeli nie, to po prostu podarował mu swoją i przy sposobności, machnął dłonią do kelnerki, by przyniosła dodatkowe naczynie.
- Ale że gówniarz rozłożył samego lidera? Trochę trudno temu uwierzyć. Co to był za koleś? - zapytał z luzem i pełną swobodą. Nie chciał, by ich spotkanie miało charakter przesłuchania. Ot, zwykła karczemna rozmowa, w której jeden biesiadnik chciał wysłuchać opowieści drugiego. Stąd też alkohol, który miał nieco rozluźnić rozmówcę i zdobyć jego zaufanie.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2823
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma Yamato

Postprzez Exodia » 17 wrz 2016, o 19:27

Ichirou nie przejmował się jak wygląda, a reszta nawet nie zwracała na niego uwagi. Mógł w spokoju pogrążać się w swoich myślach i wyglądać tak żałośnie, jak tylko chciał. Wszyscy goście w karczmie zajmowali się sobą. W tym momencie interesowała ich tylko dobra zabawa, a nie zmartwienia nieznanego młodzieńca. Jedynie chłopak, który odebrał zamówienie zatrzymał się na sekundkę przy stoliku "władcy piasku", aby przyglądnąć się czy klient zupełnie stracił kontakt, czy jedynie odpoczywa. Zasada była prosta - jesteś schlany w trupa? Wynajmuj pokój albo wypierdalaj. Tym razem jednak nie trzeba było nikogo wyrzucać na zbity pysk przed próg lokalu. Całe szczęście, bo taka nieprzyjemna sytuacja zazwyczaj pobudzała innych chlejusów do działania i mogła robić się granda. A tego nikt nie chciał.
Brązowowłosy podniósł się i już był przy stoliku obok tak było ciasno. Gdy tylko odezwał się, mężczyzna podniósł głowę nieco zachwianym i gwałtownym ruchem, zmrużył oczy, aby po chwili prychnąć jedynie. Ichirou mógł przyjrzeć się teraz człowiekowi, którego nazwano Tetsu. Był to osobnik dosyć zwalistej sylwetki. Wyglądał na wysokiego i umięśnionego, chociaż nie był wyrzeźbiony, bo potężna postura sprawnie ukrywała mocniejsze zarysy mięśni. Dało się jednak stwierdzić, że siły mu nie brakuje i mógłby bez problemu rozerwać kogoś w pół. A przynajmniej takie robił wrażenie. Miał ciemną karnację i niemalże łysą głowę. Jego fryzurę stanowił milimetr lub dwa włosów. Szare oczy wpatrywały się w młodzieńca z pustyni, a gruba blizna przecinająca lewy policzek tylko dodawała nieprzyjemnego wrażenia temu osobnikowi. Strój też nie zachęcał do pogrywania sobie z nim. Tors okrywała nieco opinająca się, szara koszulka z urwanymi rękawkami, więc odsłaniała całe ręce. Spodnie miał czarne, trzymane brązowym, grubym pasem.
- A siadaj jak chcesz. - rzucił, chociaż młodzieniec już od kilku dobrych sekund siedział. Nieznajomy mężczyzna miał przed sobą czarkę i to nawet pustą, więc jego nowy towarzysz rozmowy mógł bez problemu ją napełnić co ucieszyło lekko pijanego jegomościa. Uśmiechnął się i pokiwał głową zadowolony. Zaraz po tym podniósł naczynko i uniósł je do góry, w stronę brązowowłosego, aby dać mu znać, że pora się napić. Nie czekał na chłopaka, wypił alkohol, a następnie zaśmiał się lekko. "Lekko" z jego głosem oraz upojeniem brzmiało i tak, jakby niedźwiedź chrapał.
- Poznajmy się najpierw, bo chujnia tak otwierać gębę do byle kogo. Jestem Tetsu Ishima, aktualnie najemnik czy inna kurwa za pieniądze. - odezwał się, jednocześnie wystawiając dłoń w stronę Ichirou, aby uścisnąć. A uścisk miał pewny i silny - jak przystało na faceta jego rozmiarów. I w sumie na każdego faceta.
- Ano, samego lidera. Ja mam trochę sake, Ty masz trochę sake, to Ci opowiem coś więcej. Słuchej, nająłem się do wojny, tfu, bitwy pierdolonej. Tej co była teraz niedawno w Sakai, tam u tych grubych. Po stronie Senju, bo oni chociaż z sąsiadami sojuszniki są. Kiedyś byłem strażnikiem czy kurwa ochroniarzem. Takim co bogatych skurwieli ochrania jak Ci se karocą jadą, więc pojęcie o walce jakieś mam. No i parę w łapach też, więc użytek z tego umiem zrobić. Dali mi tam takie kurewsko wielkie ostrze i mówią - dołącz do jakiegoś tam oddziału i za rozkazami. No to żem poszedł. Bitwa się rozpoczęła, chuj wie co w nas napierdala nawet. Chaos że chuj. Kawał stali miałem duży, więc wystarczyło wymachiwać nim i rąbałeś ludzi jak suche drewno. Nagle rozkazy się zmieniajo, każo nam się dołączyć gdzieś tam. No to my za dowódcą, a tam, kurwa, smoki. - i w tym momencie sobie przerwał. Nalał tym razem ze swojego i sobie, i kompanowi. Wychylił czarkę, a następnie polał kolejny raz. Dwie kolejki pod rząd zachęciły go do dalszej opowieści.
- Jeden nasz, podobno. Drewniany taki, duży że ja pierdolę. Drugi to chuj wie jaki. Taki szklany, jakz barwionego szkła. No i ten smok prosto na nas. Tamten nasz próbuje go powstrzymać, ale ten się przedarł. No i kurwa z pyskiem na mnie, a ja podnoszę żelastwo do góry i jeb o ziemię. Albo zniszczę, albo umrę. No i łeb się posypał w pizdu. No rozjebałem go, ale jebany prawie mnie dopadł. - kciukiem wskazał na swoją bliznę na policzku. - Na pół mi gębę rozdarł prawie. Chuj z nim. Rozglądam się, ruszam dalej, a tam kurwa lider Senju, ten jak mu tam. Kazuto czy inny chuj. No wiesz, o którego mi chodzi. Tego nowego takiego. No i ten Senju praktycznie cały kurwa pokryty tym barwionym szkłem, a przed nim stoi jakiś gówniarz. Taki kurwa wyrostek jak Ty. Młody, ładny chłopaszek, chuj wie co na bitwie robił. I on tak: Jak będziesz skamlał jak pies, to Ci daruje życie. A Senju nic. To szkło jeszcze bardziej naszło na niego, jakby całego miało go zeżreć, a ten czarnowłosy smark nagle został zamknięty w czymś. Chuj wie co to było. Takie z kamienia czy ziemi. Coś tam ze sobą gadali, bo okazało się, że obaj są w chuju głębokim i albo se razem umrą, albo se razem przeżyją. No to głupiego nie ma, wypuścili się i rozeszli jak bitwa skończyła. - skończył swoją opowieść przynajmniej na chwilę. Wskazał Ichirou, aby teraz ten polał im, a następnie przystawił czarkę bliżej młodzieńca.
- Gówniarz był taki wysoki całkiem, czarne włosy krótkie. Chłopaki mówiły, że on podobno strażnik na murze, więc jaka cholera go tu przygnała? Chuj z nim, ale skubaniec silny pieruńsko. A Ty? Silny żeś? Opowiedz mi coś ciekawego. - no i nastała pora na gadkę brązowowłosego. O ile oczywiście chciał, bo w każdej chwili mógł się podnieść i wyjść. Wszystko jednak miało swoje konsekwencje, a o ile Tetsu był w tym momencie pijany i przyjazny, tak jakoś uprzejmym oraz miłym typkiem nie wydawał się być.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2143
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ichirou » 17 wrz 2016, o 23:28

Nie miał żadnych oczekiwań jeśli chodzi o zdobycie informacji od nieznajomego w karczmie. Wolał się nie rozczarowywać, więc podejście do jegomościa traktował jedynie jako zwyczajne towarzystwo, próbę odejścia myślami od męczących, wprawiających w podły nastrój spraw. Wrażenie, jakie sprawiał tenże osobnik swoją aparycją zostało dopełnione przez jego wypowiedź. Bezpośredniość, proste do bólu słownictwo, duże stężenie wulgaryzmów. Mężczyzna każdą swoją cechą wpisywał się w utarty stereotyp wioskowego najemnika, co biorąc pod uwagę intencje młodzieńca z pustyni, nie było wcale taką złą rzeczą. Od tak nieskomplikowanego człowieka wyciągnięcie garści wiedzy nie powinno stanowić większego problemu. Tylko pozostawała kwestia, czy tenże osobnik posiadał odpowiednie informacje, no ale to miało się wkrótce wyjaśnić.
- Ichirou - odpowiedział krótko, nie zamierzając póki co mówić zbyt wiele o sobie. Wiedział, że nie ma sensu afiszować się od początku swoim pochodzeniem oraz zamiarami. Skoro nie było takiej potrzeby, to lepiej nie było mówić zbyt wiele. Brunet nie miał ochoty ściągać na siebie większej uwagi. Był przecież na obczyźnie i nie miał pewności, czy gdzieś w pobliżu nie znalazłyby się nieprzychylne mu jednostki. Zresztą, Asahi nie musiał wiele mówić. Wystarczyło trochę sake i zaoferowania Tetsu tego, czego wcześniejsi jego kompani mu nie zapewnili - możliwości wysłuchania.
Nie przerywając mu, słuchał opowieści, kiwając czasem głową i uzupełniając czarkę alkoholem, kiedy tylko ta zrobiła się pusta. W zamian za tę dozę niekoniecznie szczerej życzliwości otrzymał historię, która była dłuższa niż się spodziewał. W pierwszej kolejności Ichirou zwrócił jednak uwagę na to, w jakiej formie podana była owa opowieść. Ishima jedynie pogłębiał swój wizerunek siepacza, którego proste, wulgarne stwierdzenia mogły wywołać ironiczny uśmieszek na twarzy. Treść jednak okazałą się wcale nie tak banalna, bo ten, wydawać by się mogło, zwykły najemnik uczestniczył w wydarzeniach o dużej skali. O ile rzecz jasna wszystko to było prawdą, ale osiłek raczej nie miał powodów, by kłamać. Złotooki Sabaku skupiony był głównie na sprawach swojego szczepu i sytuacji na Samotnych Wydmach. Reszta kontynentu obecnie była mu zupełnie obojętna, więc nie był aż tak bardzo wtajemniczony w światowe wydarzenia. W związku z tym mógł zaczerpnąć kilku ciekawych informacji na temat wojny, która najwyraźniej miała miejsce nie tak dawno temu. O Senju co nieco już wcześniej wiedział, bo widział przecież ich możliwości podczas tych feralnych wydarzeń w Sachū. Podobnie zresztą było z wrogim im klanem Uchiha, który prawdopodobnie był tym, który znajdował się po przeciwnej stronie podczas wspominanej przez mięśniaka bitwy. Chwilę później temat zszedł wreszcie na osobnika, który ponoć był zdolny do pokonania samego lidera rodu z Shinrin. Był młody, władał szkłem, był strażnikiem muru i ponoć był kurewsko silny. Co go przywiało na bitwę? To samo pytanie mógł zadać sobie teraz Ichirou. Nawet dając całej historii pewien margines na bajdurzenie, to i tak postać tego skubańca wydawała się intrygująca. Rzecz jasna pod kątem przydatności bojowej, bo to dla władcy piasku był bardzo istotny wyznacznik. Akolita zamierzał się jeszcze dopytać o tego strażnika muru, ale wpierw postanowił odpowiedzieć na pytanie rozmówcy. Lepiej było utrzymać tę luźną atmosferę, bo zadając jedynie pytania wyglądałby podejrzanie. Nie było potrzeby wprowadzać tu atmosfery przesłuchania. Wypił więc swoją kolejkę, a potem rozlał sake do czarek.
- No, to żeś kurna trafił, bo też byłem w samym centrum pewnego pierdolnika - zaczął swobodnie, przyjmując sposób wypowiedzi nieco podobny do tego, jaki prezentował Tetsu. - Byłem w Sachū, wtedy co trwał tam ten cały turniej shinobi. No i potem rozpętało się jebane piekło. Wiesz, chaos, masa cywili, nieprzychylne sobie rody, którym nagle zachciało się rozpoczynać wojny. Totalny rozpierdziel. Ten twój chaos że chuj to przy tym zapewne jak lekki wiaterek do huraganu. Nie szło się połapać kto i z kim, a w tle tego wszystkiego spłoszony motłoch ewakuował się z wioski, tratując tych, którzy słabiej rozpychali się łokciami. - Tutaj zrobił sobie krótką przerwę na zastanowienie się, z jak wieloma informacjami mógłby się jeszcze podzielić. Wypadało jakoś go zainteresować tematem, ale z drugiej strony Ichirou nie chciał mu zdradzać wszystkiego, szczególnie że w ogóle gościa nie znał. Po szybkiej analizie postanowił odrobinę przerzucić sedno sprawy. Skoro Tetsu był najemnikiem i zarzekał się, że był w stanie odeprzeć twór strażnika z muru, to warto było skorzystać z okazji i zaproponować mu udział w bitwie. Może okazałby się przydatnym nabytkiem, a jeśli nie, to i tak sprawdziłby się w roli mięsa armatniego.
- A że Sachū to był mój dom, to musiałem go bronić przed najeźdźcami. Zaatakowali nas Kaguya, barbarzyńskie skurwiele. Sytuacja z nimi do dziś jest nierozstrzygnięta, ale wkrótce może się to zmienić. Właściwie to mógłbyś się przydać na Wydmach i pomóc nam w tej sprawie. Gdybyś był zainteresowany i chciał dobrze zarobić jako żołnierz, to powinieneś stawić się w Sabishi i dołączyć do armii. Kaguya mają przejebanie twarde pancerze z kości, ale skoro twój miecz zdołał skruszyć szklanego smoka, to i z tymi zbrojami bez problemu by sobie poradził. Mówię ci, to niezła okazja. - Przerwał na ten moment i nalał sake rozmówcy, o ile ten zdążył już opróżnić swoją czarkę. Zaraz po tym wznowił wcześniejszy temat ich wypowiedzi.
- Te, a ten czarnowłosy od szkła to ma jakieś imię? Może mi się gdzieś kiedyś obiło o uszy. - Godność młodego skubańca z muru mogłaby okazać się przydatna. Ichirou zastanawiał się, czy warto jest spróbować z kontaktować się z tym gościem. Rekrutować całych armii nie mógł, ale mógł za to skupić się na pojedynczych, silnych jednostkach, które powinny mieć znaczący wpływ na polu bitwy.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2823
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma Yamato

Postprzez Exodia » 19 wrz 2016, o 15:38

Rzeczywiście Tetsu wydawał się być wyjątkowo prostym, a nawet prymitywnym człowiekiem, ale nie można było go winić. Czasy jakie były, takie były i większość mieszkańców kontynentu jedynie robiła wrażenie elokwentnych oraz oświeconych. Rzadko kto miał czas na takie przyjemności jak czytanie opowieści lub nauka. Spotkany w karczmie najemnik nie krył się ze swoją naturą. Nawet gdyby chciał, to zapewne wypity alkohol zrobiłby swoje. Zresztą światłości umysłu nie można było wymagać od mężczyzny, który zarabiał na życie poprzez zabijanie za pieniądze. To go różniło od płatnych morderców, że klientami nie były pojedyncze osoby, a całe prowincje. Bo wszystko traci znaczenie kiedy liczy się to w tysiącach.
Ishima wypił sake z czarki i kiwał głową na słowa Ichirou, który zaczął swoją opowieść, chociaż znacznie krótszą. Tetsu od czasu do czasu uśmiechał się, a nawet lekko śmiał, ale nie przerwał swojemu rozmówcy. Nawet zauważył, że młodzieniec chce się zastanowić, więc nie odzywał się. Dopiero postanowił zabrać głos, gdy brązowowłosy zaczął nalewać ponownie alkohol do naczynka. Tym razem najemnik nie wypił od razu. Skorzystał z chwili, by odpowiedzieć.
- Ano, słyszał żem o tym turnieju całym na pustyni i jakie chujostwo się z tego zrobiło. Co tym ludziom nagle odjebało. Podobno brat bratu do gardła się rzucał. Pojebany świat. - w tym momencie dopiero opróżnił czarkę i odstawił ją znów. Miał świadomość jeszcze, ale takie tempo picia mogło dosyć szybko ją odebrać. Nawet tak wielkiemu chłopowi jakim był. Przystopował na jakiś czas. - Tam to, kurwa, chaos musiał być. Dobrze gadasz. Tutaj to sprawa jasna - stoimy na dwóch końcach pola i trza napierdalać tych po drugiej stronie. A tam to się chyba kilka jebanych rodów ze sobo tłukło, nie? To chyba tam nawet się zaczął ten konflikt tych no, Senju z Uchiha. I tera bitwa była. Chujowa sprawa. Tamci mieli jakoś kurewsko wieżę i jednym strzałem cały oddział mogło ujebać. Pourywane nogi i ręce latały w lewo i prawo. - wziął do ręki czarkę i już miał się napić, ale nagle jakby przypomniał sobie o czymś, więc opuścił ją znów. - Więc szykujeta się do wojny? Dobra, napierdalać trza będzie tych Kaguya czy jak żeś ich tam nazwał, ale kim Ty, kurwa, jesteś? Ichirou, ale jaki? Tam na pustyni to so te... te takie co kukiełki mają. Ayacośtam. Szumi mi już we łbie trochę, to nie pamiętam za cholere. No, ale jak będzieta się bić i dobrze płacita, to ja chętnie tam przyjdę. Rodzina się ode mnie odwróciła, to cza szukać śmierci w polu. Chujnia tak umrzeć od przepicia albo w łóżku. Nudna śmierć nie dla mnie. - przerwał sobie i się napił wreszcie. Odstawił ceramiczne naczynko na stół i zaczął gładzić się po głowie, gdy usłyszał pytanie o czarnowłosego od szkła. Robił dziwne miny, marszczył czoło, ściągał ze sobą brwi, aż w końcu pokiwał głową na boki w zaprzeczeniu.
- Ni chuja nie wiem. Nie mówił imienia, bo to nie pojedynek, żeby się przedstawić przed napierdalaniem po mordach. Nikt też do niego nic nie krzyczał po imieniu. On sam coś się na koniec darł jakby postradał umysł. Że jakiś tam Ród nie jest w to zamieszany, że nic nie ma do tego jakiś tam ród. Czekaj, jak on to wołał... Kōseki chyba, bo mi się tak kojarzy, że skojarzyłem na tej bitwie, że mówi o moich dawnych sąsiadach. Bo kiedyś żem mieszkał w Kyuzo, a Daishi to Ci Kōseki, sąsiady. - powiedział ile wiedział i zamilkł. Podniósł nagle rękę do góry, a po chwili podszedł pod niego chłopak, który odbierał zamówienie od Ichirou. Najemnik zamówił jakąś gorącą zupę i wręczył trochę pieniędzy młodzieniaszkowi. Widocznie doskonale wiedział, że jak czegoś ciepłego nie zje, a dalej będzie pił alkohol, to może skończyć źle.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2143
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ichirou » 19 wrz 2016, o 19:58

Jego opowieść była krótsza, bo prawdę mówiąc nie miał ochoty na rozgadywanie się. Nawet większe dozy alkoholu nie pomogłyby w tej kwestii, szczególnie przy tak fatalnym samopoczuciu. Poza tym, brązowowłosy nie był typem wylewnej osoby, która opowiadałaby o tak istotnych wydarzeniach byle komu, szczególnie jeśli miał do nich bardzo personalne, emocjonalne podejście. Ograniczył się więc do dość ogólnych informacji i nie umiejscawiał konkretnie swojej osoby w nich, bo to i tak powinno wystarczyć, zaspokajając ciekawość rozmówcy przynajmniej po części. Tetsu podłapał temat, o którym najwyraźniej coś już wcześniej słyszał. Asahi pokiwał na jego słowa kilka razy, przytaknął, ale już nie rozwijał tego wątku. Odniósł się jednak do pytania, bo zaistniała możliwość zwerbowania osobnika na wojnę. Zwykły najemnik, nieposiadający umiejętności shinobi w przekonaniu młodzieńca nie wpływał w większy sposób na losy walki, ale skoro istniała możliwość zyskania dodatkowej pary rąk praktycznie zerowym wysiłkiem, to czemu nie skorzystać z tej możliwości?
- Ichirou ze szczepu Sabaku. Z Ayatsuri jesteśmy w komitywie. Jak stawisz się w Sabishi i dołączysz do armii, dostaniesz wynagrodzenie, które z pewnością cię zadowoli. I nie musisz się tak spieszyć z umieraniem. Dołączając do naszej, właściwej strony konfliktu, będziesz miał jeszcze okazje nacieszyć się zwycięstwem i wydaniem sowitej zapłaty. - Tutaj oczywiście pokusił się na małe podkoloryzowanie. Nie był właściwie pewien, jakie dokładnie gwarantowane jest wynagrodzenie dla najemników, a poza tym wątpił, czy taki zwyczajny pionek przeżyje wielką bitwę. Ale tacy byli potrzebni. Ichirou wiedział, że w wojnie wielu musi poświęcić życia, chociaż sam nie zamierzał na niej ginąć. Owszem, był mocno zdeterminowany i żądny zemsty i cholera wie, czy nie posunąłby się do samobójczych kroków byleby tylko wykonać odwet. Mimo wszystko wolał należeć do grona, które będzie napawać się sukcesem i nada dalszy kierunek swojemu rodowi. Wracając jednak myślami na ziemię, a dokładniej to do Karczmy Yamato, władca piasku dowiedział się od rozmówcy tego, co chciał. Imienia interesującego strażnika z muru nie znał, ale posiadał na tyle informacji o nim, że znalezienie go nie powinno stanowić większego problemu. O ile tylko znajdował się w Shi no gēto.
- Heh, no dobra. Miło się gadało, ale muszę się zbierać. Miałem wpaść tylko na małego głębszego, a się zasiedziałem. Kobita mnie udusi za te włóczenie się po barach, sam rozumiesz... - Ot, pierwsza lepsza wymówka, jaka wpadła mu do głowy. Zgrzytnął trochę zębami, kiedy napomknął o uduszeniu, bo dopiero po fakcie uświadomił sobie, jak z jego ust to przewrotnie brzmi. No ale mniejsza. Wstał od stolika i kiwnął głową mężczyźnie na pożegnanie.
- W takim razie liczę, że zobaczymy się w Sabishi. A pozostałością butelki możesz się zaopiekować - odrzekł, odwracając się, a potem ruszył ku wyjściu. Jeszcze parę chwil temu nie wiedział, co uczynić ze sobą, ale teraz miał już jakiś pomysł.


[zt]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 2823
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 28
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Karczma Yamato

Postprzez Dōhito Mitsuko » 15 lut 2018, o 00:20

Słońce już zaszło za horyzontem, a ja dalej nie mam żadnego lokum. Było trzeba jednak wyruszyć szybciej z ostatniej wioski, a nie spałam do dwunastej, a potem jeszcze śniadanko i inne. Nie za bardzo mi się widzi spanie na jakiejś polanie, chociaż w ostateczności będę musiała to zrobić, tylko że nie mam ani namiotu, ani chociaż koca. Jakbym miała chociaż do kogo się przytulić, aby się ogrzać, a tak to dupa. Założyłam włosy za ucho co już jest chyba moim odruchem gdy zaczynam się denerwować, lub niepokoić. Powinnam coś z tym zrobić, ale walić to. W końcu jednak szczęście się do mnie uśmiechnęła i zza zakrętu ujrzałam jakieś światła, a gdy bliżej podeszłam okazało się że znalazłam jakąś karczmę. Czyli jednak nie czeka mnie spanie na trawce, a w jakimś niekoniecznie wygodnym łóżku. Gdy tylko dotarłam do budynku weszłam do środka i od razu skierowałam się do właściciela tego przybytku.
-Dzień dobry. Poproszę pokój na jedną noc. - Rozejrzała się po innych klientach, czy nie ma jakiejś ciekawej niewiasty do zabaw. W końcu po co marnować tak piękną noc na sen, kiedy można poznać kogoś, spędzić miło czas, a może nawet dowiedzieć się czegoś przydatnego.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Rindou Arashi » 15 lut 2018, o 03:18

Misja D1 / 15

Dzień chylił się ku końcowi kiedy Mitsuko dotarła do znajdującej się przy trakcie karczmy. Kiedy tylko zbliżyła się na kilka metrów poczuła cudowny zapach tutejszego jedzenia, który z każdym krokiem narastał. Wędzone mięsiwa, suszone owoce, przetwory, szumiące w beczkach alkohole, te wszystkie zapachy mieszały się, tworząc przecudowną kombinację powodującą ślinotok. Kiedy tylko otworzyła drzwi odczucia zwielokrotniły się, a do jej uszu dotarł szmer wielu rozmów i zabawy. Po prawej stronie od wejścia znajdował się duży szynkwas za którym siedział wysoki, grubiutki barman. Z kolei po lewej znajdowała się lekka podwyższona scena, gdzie właśnie grał na gitarze i śpiewał młodzieniec o doniosłym głosie. Obszar pomiędzy nimi był całkowicie wypełniony stolikami, między którymi kręciły się obsługujące niewiasty. Sala była wystrojona bardzo ładnie, na stolikach stały wazony z letnimi kwiatami a na ścianach przeróżne pamiątki po gościach.
Kiedy tylko dziewczyna zbliżyła się do lady, wyrósł przed nią karczmarz. - Oczywiście Panienko, potrzeba czegoś jeszcze? Kolacja? Coś słodkiego?? - Dopytywał, sięgając przy okazji pod ladę, gdzie trzymał klucze. - Pierwszy pokój na prawo od schodów. na drzwiach wymalowany jest niebieski trójkąt. Pomóc w czymś jeszcze? - zapytał po raz kolejny, uśmiechając się do młodej dziewczyny. Nie był to jakiś ordynarny uśmiech, ot taki przyjemny, może delikatnie szarmancki.
Rindou Arashi
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Dōhito Mitsuko » 15 lut 2018, o 18:29

Po pomieszczeniu krzątało się parę dziewczyn i na kilku można było zawiesić oko na dłużej. Jednak żadna nie miała w sobie tego czegoś, więc nie zainteresowały mnie zbytnio. Jednak nie mam co narzekać bo to, że będę miała dach nad głową i jakieś jedzenie to i tak dosyć sporo.
-Niech będzie kolacja, ale jeśli można to niech mi ją ktoś przyniesie do pokoju. - Odpowiedziałam właścicielowi, ignorując jego uśmiechy jakby liczył że mu się zaraz rzucę w ramiona. Niedoczekanie twoje. Wzięłam klucz z lady i udałam się na piętro. Pokój jest pierwszy na prawo z niebieskim trójkątem. Gdy już go znalazłam otworzyłam je kluczem i weszłam do środka. Pierwsze co zrobiłam to zrzuciłam buty i padłam na łóżko. Teraz tylko czekać na kolację.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Rindou Arashi » 16 lut 2018, o 10:08

3 / 15
- Ależ oczywiście, jak tylko będzie gotowa to ktoś ją przyniesie. - potwierdził karczmarz, chwilę później znikając w bocznym wejściu prowadzącym do kuchni. Pozostawiona dziewczyna zabrała klucze i skierowała się w stronę swojego pokoju. Kiedy postawiła pierwszy krok na stopniu schodów, dostrzegła przyglądającą się jej kobietę w średnim wieku, która bardzo szybko uciekła wzrokiem, jak tylko ich spojrzenia się spotkały. Wróciła do swojego zajęcia, którym była niechętna rozmowa z siedzącym obok mężczyzną. Mitsuko wchodziła jednak dalej, aż w końcu znalazła się na piętrze. Znalezienie właściwego pokoju nie było trudne i już po chwili znalazła odpowiednią figurę na drzwiach. Klucz zabrzmiał w zamku, przesuwając kolejne zapadki a już po chwili pomieszczenie stało otworem.
Izba nie należała do największych, jednak była urządzona w miarę przytulnie. Naprzeciw drzwi, przy oknie, stało spore, jednoosobowe łóżko, tuż obok niego mały stołeczek a metr dalej biurko oraz niewielka szafeczka. Po drugiej stronie znajdowało się wybrzuszenie, które okazało się być kominem od kuchennego pieca, dogrzewającym ten pokój. Ostatnim elementem było średniej wielkości lustro, które zakańczało wolną przestrzeń tego pomieszczenia. Czerwonowłosa zdjęła buty a chwilę później leżała już na łóżku oczekując na jedzenie. Po około 20 minutach usłyszała pukanie do swoich drzwi, a po otwarciu dostrzegła w nich średniego wzrostu, szczupłą blondynkę trzymającą tacę z jedzeniem. Był tam niewielki czajniczek z zaparzoną zieloną herbatą, smażony ryż z jajkiem i warzywami oraz 2 patyczki z dango na deser. Jedzenie było smaczne i ciepłe, co na pewno spodobało się naszej bohaterce. Chwilę po zakończonym posiłku rozległo się ciche pukanie a chwilę później usłyszała spokojny, kobiecy głos. - Przepraszam, że przeszkadzam, możemy porozmawiać, miałabym dla Pani zlecenie...
Rindou Arashi
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Dōhito Mitsuko » 16 lut 2018, o 10:22

Przez jakieś dwadzieścia minut leżałam sobie na łóżku i czekałam aż ktoś przyniesie mi kolację. W międzyczasie zastanawiałam się nad tajemnicza kobietą, która przypatrywała mi się z jadalni zajazdu. Niestety nie miałam żadnego pomysłu na to, kto to może być, ale w sumie nie byłoby źle gdyby tu przyszła i zaproponowała jakieś umilenie czasu. W końcu jednak przyszła jedna z kelnerek z moją kolacją, była nawet ładna więc chciałam się z nią trochę podroczyć, ale niestety szybko uciekła, a ja nie miałam nic innego do roboty jak zjedzenie swojego dania. Dostałam zieloną herbatę, smażony ryż z jajkiem i warzywami oraz dango na deser. Muszę przyznać że byłam miło zaskoczona, że nie dostałam chleba z wodą, ale jak widać karczma godna polecenia i na pewno się kiedy tu jeszcze zatrzymam. Po tym jak już zjadłam, planowałam udać się do łazienki i wziąć gorący prysznic, ale ponownie ktoś zapukał do drzwi pokoju, a chwilę później kobiecy głos proponujący mi zlecenie. Jako że i tak nie miałam żadnych planów na najbliższy okres czasu to otworzyłam drzwi.
-Proszę wejść i wytłumaczyć o co chodzi. - W końcu nie wezmę jakiegoś trudnego zadania za które potem prawie nic nie dostanę. Musze się cenić. Usiadłam więc na łóżku i założyłam nogę na nogę i przyjrzałam się swojej klientce.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Rindou Arashi » 16 lut 2018, o 11:48

5 / 15

Głos zza drzwi ucichł a te po chwili otworzyły się, ukazując kobietę, która przyglądała jej się wchodząc na schody. Teraz widziała ją dużo dokładniej. Była to czarnowłosa, niska osoba o średniej budowie i dużym biuście ściśniętym jasnym, dopasowanym do ciała kimonem w dłoni trzymała wachlarz i wielką, biała butelkę. Tuż za nią stał mężczyzna z którym rozmawiała. Wysoki i barczysty brunet o długich, spietych w kucyk włosach, odziany w eleganckie, ciemne szaty. Przy pasie wisiała mu ozdobna katana a na szyi medalion z jasnego metalu z osadzonym po środku zielonym kamieniem. Spojrzał on groźnie na dziewczynę, po czym wszedł za kobieta do środka, zamykając przy tym drzwi.
- Nazywam się Megumi. - powiedziała ze spokojem w głosie kobieta i usiadła jednym pośladkiem na biurku. - Chciałabym, żebyś pomogła mi z pewną sprawą. Otóż w tej karczmie znajduje się mężczyzna, który posiada podobny medalion jak mój towarzysz, jednak u niego znajduje się niebieski kamień. Chciałabym abyś uwiodła tego mężczyznę i zdobyła dla mnie ten przedmiot. Oczywiście opłacę cały alkohol i inne potrzebne do tego celu rzeczy, które zakupisz w karczmie. - uśmiechnęła się do czerwonowłosej i zmierzyła ją wzrokiem. - Taaak.. Spodobasz mu się. - skwitowała, czekając na odpowiedź.
Rindou Arashi
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Dōhito Mitsuko » 16 lut 2018, o 11:55

Za kobietą wszedł jakiś mężczyzna co nie za bardzo mi się spodobało, ale to chyba jakiś jej ochroniarz. Na dodatek nie podoba mi się to jak na mnie spojrzał. Po tym jak ja usiadłam na łóżku, kobieta zrobiła to samo, ale na biurku. Następnym jej krokiem było przedstawienie mi się i wyjawienie szczegółów zlecenia. Nie podobało mi się ani trochę. Dla jakiejś innej dziewczyny mogłoby to być łatwe zadanie, ale nie dla mnie.
-Rozumiem że ten naszyjnik jest dla ciebie ważny skoro proponujesz takie zlecenie. - Bardziej stwierdziłam niż zapytałam, a następnie przejechałam po niej wzrokiem tak jak ona po mnie.
-Widzisz, nie za bardzo radzę sobie z facetami, ale mogę się podjąć tego zadania, jednak musisz zrozumieć że będzie cię to kosztowało małą przysługę. Jeśli chcesz przejść do dalszych rozmów, wyproś swojego ochroniarza za drzwi. Nie podoba mi się jego wzrok.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Karczma Yamato

Postprzez Rindou Arashi » 16 lut 2018, o 12:09

7 / 15
Kobieta cały czas przyglądała się dziewczynie badając jej ciało i utwierdzając się w głowie, ze to najlepszy wybór. Kiedy Mitsuko poprosiła o wyproszenie ochroniarza, ten wyszedł po skinięciu głowy ciemnowłosej. Pozostały same, Megumi położyła butelkę na biurku i westchnęła. - Gdyby nie były ważne, to bym nie prosiła o kradzież. - Wstała i podeszła do lustra, przyglądając się samej sobie i poprawiając ubranie na ramionach. - Nie będziesz musiała się zbytnio starać. Jesteś w jego typie, zapewne przyklei się do ciebie jak tylko cię wypatrzy. Dodatkowo upij go tym. Po tym alkoholu szybko odpadnie i prawdopodobnie nie będzie pamiętał co robił. - wskazała ręką na stojącą na biurku butelkę, po czym odwróciła się w stronę dziewczyny, z którą rozmawiała. - Jakiej przysługi ode mnie oczekujesz?? - zatrzymała wzrok na jej oczach i przyjrzała się jej dokładnie, starając się wyczuć o co może jej chodzić.
Rindou Arashi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość