Karczma Yamato

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Re: Karczma Yamato

Postprzez Megumi » 1 lip 2020, o 20:07

Czy istnieje coś lepszego od jedzenia? Zdecydowanie nie. Megumi jest osobą, dla której posiłki to najważniejsza część dnia. Zawsze je 3 posiłki dziennie, a w międzyczasie zajada się lizakami. Śniadanie to świętość, tak jak obiad i kolacja. Żeby być silną i zdrową osobą, trzeba dużo jeść i jeszcze więcej ćwiczyć - tak zawsze powtarzała jej ciocia Kira, i tak też jej w głowie zostało. Mając psa za towarzysza nie mogła zapominać o nakarmieniu go, a co za tym szło, ona też zawsze jadła. Na szczęście dzięki byciu kunoichi i dużej ilości treningów, może pozwolić sobie na zajadanie się do pełnego brzucha. Gdy tak sobie jedli nie umknął uwadze dziewczyny moment, w którym Sho podczas picia bulionu po ramen ubrudził sobie koszulkę. Widoczna plama na czarnej koszulce dawała się mocno we znaki. Widać było rumieniec na policzkach chłopaka, przez co Megumi mimowolnie zachichotała. Co zrobiła? Ona nie chichocze. Ale coś w zakłopotaniu nowo poznanego shinobi sprawiło, że dziewczyna się rozbawiła.
- Taki duży chłopak, a się brudziiiii - zagaiła - Ciuś ciuś - wystawiła język i potarła wskazujący palec o drugi. No tak, taka właśnie była. Trochę dziecinna, ale za to urocza i kochana. Zadziorności też jej nigdy nie brakowało. Po chwili pomyślała, że może jednak nie powinna tak robić, bo przecież go nie zna, więc szybko schowała i język i dłonie pod stół, odwracając głowę w bok i udając, że coś zobaczyła.
- Czy ja wiem. Myślę, że najmniej w tej sytuacji zawiniłeś. No i najwidoczniej nie zawsze można ufać członkom swojego klanu, bo mogą okazać się zbiegami. - odpowiedziała krzywiąc usta. Na chwilę odbiegła myślami do walki stoczonej na polanie. Niepotrzebnie, bo tylko na nowo obudziła w sobie emocje, które wtedy czuła. Złość, bezsilność.. Szybko potrząsnęła głową odganiając złe wspomnienia i skupiła uwagę na chłopaku, który powiedział co nieco o sobie. Gdy pokazał dziewczynie błękitny kryształ zwisający mu na szyi, ta z ciekawości nachyliła się nad blatem i złapała go w dłonie. Kurde! Znowu to robi. Narusza czyjąś prywatność. Puściła naszyjnik i z powrotem usiadła na krześle.
- Bardzo ładny i.. Fajny! Wygląda bardzo stylowo, też chciałabym taki mieć. - odpowiedziała wesoło - Ja jestem stąd, z klanu Inuzuka. Tutaj się wychowałam, w Wietrznych Równinach i jeszcze nigdy nie opuściłam tego kraju. A to jest mój prezent - wskazała dłonią na Hikariego, który spojrzał przyjacielsko na chłopaka. - Dostałam go jak byłam mała i nigdy się z nim nie rozstaję. Jest moim najlepszym przyjacielem, wspólnikiem w walce i towarzyszem życia. Taki klanowy symbol. - pogłaskała psa czule, gdy o nim mówiła - Opowiesz mi coś o tym smoku, którego ujeżdżałeś jak uciekaliśmy z polany? Co to było? Twój towarzysz?
Megumi
Martwa postać
 
Posty: 24
Dołączył(a): 17 maja 2020, o 16:35
Wiek postaci: 0
Ranga: Dōkō
GG/Discord: mayeczka#5079

Re: Karczma Yamato

Postprzez Sho » 2 lip 2020, o 17:30

Plama na koszulce Sho najwidoczniej rzuciła się w oczy jego towarzyszce. Gdy ten próbował ją wytrzeć, Megumi zachichotała jak mała dziewczynka i zaczęła się z niego przyjacielsko nabijać. To jednak tylko pogłębiło zakłopotanie chłopaka, który opuścił lekko głowę, a rumieniec na jego twarzy zapłonął jeszcze bardziej. Nie mógł wymyślić żadnej ciętej riposty na zaczepki dziewczyny, więc po prostu spojrzał na nią i uśmiechnął się szeroko z zakłopotaniem, ona jednak w tej samej chwili przestała się śmiać i odwróciła głowę w bok, jakby coś zobaczyła. Ciekawy Sho również spojrzał w tamtym kierunku, jednak jego oczom nie ukazało się nic wartego uwagi. Wzruszył tylko ramionami i skończył czyścić koszulkę.
- Chyba masz rację... Nie wyobrażam sobie jednak, w jaką furię wpadłby nasz lider, gdyby dowiedział się, że jeden z członków klanu zaatakował drugiego... - odpowiedział chłopak. Przypomniał sobie rodzinne strony, ciężkie treningi i oddanych klanowi ludzi. Honor i klan zawsze stały tam na pierwszym miejscu - dlatego ma ze sobą wisior Inoe, aby przypominał mu skąd pochodzi i co jest dla niego ważne. W momencie gdy pokazał dziewczynie kryształ na szyi, ta nachyliła się nad stołem i chwyciła wisior w swoje ręce. Od razu jednak puściła wisior i błyskawicznie wróciła na swoje miejsce.
- Coś się stało? - zapytał szczerze zdziwiony Sho, widok dziewczyny nachylonej w jego stronę w cale mu nie przeszkadzał!
- Naszyjnik zrobiła moja ciocia, Inoe, przy użyciu naszego Kekkei Genkai - spieszył z wyjaśnieniami - Naszą specjalną umiejętnością jest uwolnienie kryształu, które pozwala nam tworzyć najróżniejsze twory z kryształu i nad nimi panować. Właśnie tym był smok, którego widziałaś - nie nazwałbym go towarzyszem, to po prostu narzędzie nad którym miałem całkowite panowanie. Co innego Twój mały towarzysz, każdy z Was walczy z psem u boku? - zapytał na koniec.
Avatar użytkownika

Sho
 
Posty: 27
Dołączył(a): 17 maja 2020, o 16:34
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, chudy mężczyzna o bladej cerze i ciemnych, włosach zakrywających lekko spiczaste uszy. Ubrany w ciemną koszulkę ze skórzanymi przeszyciami. Dwa skórzane pasy noszone na wierzchu. Na szyi wisior z błękitnym kryształem.
Widoczny ekwipunek: Torba przy pasie z prawej strony, kabura na lewym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8586

Re: Karczma Yamato

Postprzez Megumi » 2 lip 2020, o 22:17

Dziwne zachowanie dziewczyny nie umknęło uwadze Sho. Została przyłapana na swoim abstrakcyjnym zachowaniu. To wszystko dlatego, że chyba chłopak się jej spodobał i bała się popełnić jakąś gafę, żeby przypadkowo go do siebie nie zrazić.
- Niee, nie, nic się nie stało. Po prostu.. Bardzo fajny ten wisior, nie chciałam go przez przypadek uszkodzić.. Czy coś - odpowiedziała robiąc skrępowaną minę. Czuła, że zaraz z krępacji pot spłynie jej po czole. Oczywiście nie dosłownie, kunoichi nie miała tendencji do widocznego pocenia się. Nabrała dech w piersi i szybko ruszyła z wyjaśnieniami swojego dziwnego zachowania.
- Wybacz mi te dziwne wybryki. Dawno nie poznałam kogoś nowego, większość ludzi w tej wiosce już znam i nie mają mi niczego ciekawego do zaoferowania. W końcu pojawiłeś się ty, nowa osoba, która może wniesie coś fajnego do mojego życia.. Dlatego przepraszam, jeżeli Cię czymś uraziłam - zaczepiła kosmyk włosów o prawe ucho, patrząc niepewnie na Sho.
Oczy dziewczyny zaświeciły się, kiedy usłyszała o zdolnościach klanu, z którego pochodzi chłopak. Kryształ, tworzenie go i formowanie kształtów.
- Niesamowite! - krzyknęła. Z wrażenia mogłaby stanąć na rękach. Obudziła się w niej ciekawość i potrzeba dalszego chłonienia wiedzy na temat znajomego shinobi. - A mógłbyś na przykład stworzyyyć.. Konia? I na nim podróżować? - zagaiła z dużym uśmiechem na twarzy.
- Nie jest wcale taki mały! - oburzyła się a Hikari potwierdził jej słowa głośnym warczeniem z pod stołu. Delikatnie chwycił chłopaka za nogawkę i pociągnął, po czym puścił, wstał i poszedł do miski z wodą, których było tutaj pełno. - Oho, chyba go uraziłeś! - zaśmiała się mówiąc te słowa - Tak, każdy z mojego klanu dostaje za młodu swojego ninkena, z nimi się wychowujemy, żyjemy, śpimy, jemy i robimy wszystko razem. Stajemy się sobie najbliżsi i najważniejsi. A to dlatego, że musimy ufać sobie w walce, ponieważ większość technik wykonujemy razem. Ja staję się nim, on staje się mną, stajemy się.. Dosłownie jednością. - zadumała się sama w swoich słowach. Spojrzała z czułością w kierunku psa. Megumi bardzo go kocha, i nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś mu się stało. - Może miałbyś ochotę pójść razem z nami i poćwiczyć jakieś nowe techniki? Chciałabym zobaczyć co jeszcze potrafisz. - zamrugała kilka razy uwodzicielsko, uśmiechając się zawadiacko do chłopaka.
Megumi
Martwa postać
 
Posty: 24
Dołączył(a): 17 maja 2020, o 16:35
Wiek postaci: 0
Ranga: Dōkō
GG/Discord: mayeczka#5079

Re: Karczma Yamato

Postprzez Yūta » 14 wrz 2020, o 23:01

Podróże podróżami, ale człowiek zawsze musi sobie w końcu gdzieś przycupnąć. Los chciał, że na drodze uciekającego przed ryboludziami Yuty znalazła się... uwaga... KARCZMA. Takie budynki były dla niego istną mekką. Już z daleka wąsacz słyszał te kufle uderzające o siebie wzajemnie, ten gwar, harmider oraz weselicho. I choć głównie zależało mu na czymś innym, to nie mógł powiedzieć, że cała ta otoczka towarzysząca piciu alkoholu go nie rajcowała. Bo to właśnie dla tych procentów Yuta przekraczał właśnie skromne progi karczmy Yamato. Mężczyzna nie zamierzał zwracać na siebie zbyt dużej uwagi, ale już po pierwszym kroku wewnątrz zauważył, że coś jest nie tak. Przy ladzie stał bowiem mężczyzna, z którego szyi wystawał zakrwawiony nóż. Zapewne niektórych by to zdziwiło, ale nie Kutaro. Shinobi z wysp doskonale wiedział co to oznacza - duchy znowu go nawiedzają i jak tylko wejdzie z nimi w interakcje, to nie dadzą mu spokoju. Wąsacz zasłonił twarz ręką tak, jakby miało go to ukryć przed potworną zjawą, a następnie ruszył wgłąb przybytku, szukając po drodze kelnerki. Potrzebował alkoholu, dużo alkoholu. Tylko on był w stanie przyćmić jego nadnaturalne zdolności, więc Yuta niecierpliwie zaczął stukać o blat stołu czekając na to, aż ktoś poda mu coś mocniejszego do zmoczenia gardła.
Avatar użytkownika

Yūta
 
Posty: 10
Dołączył(a): 10 maja 2020, o 17:09
Wiek postaci: 36
Link do KP: viewtopic.php?p=151750#p151750
Multikonta: Nie mam

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ōkami » 15 wrz 2020, o 11:13

Misja D
Polowanie na Demony
1/15


Jakiś to jest sens udawać się do karczmy, jeśli nawet tam człowiek nie ma za grosz odpoczynku i nie może zaznać ulgi, prawda? Widziadła dręczyły Yutę, tak jak wielu pozostałych gości w Yamato dręczyć będzie jutro wierutny kacyk. Chociaż czy to aby na pewno miało szansę być takie proste? Z drugiej strony jeśli już zaczyna się od widoku mężczyzny z nożem wbitym na wysokości tchawicy to co może być od tego gorsze?
To w sumie jest pytanie, którego dla własnego dobra nie powinno się zadawać, bo zawsze, gdy pyta się w formule "O nie, to jest najgorsze co mogło mnie spotkać, co może być od tego gorsze?!", można być pewnym, że los stanie na głowie by udowodnić, że to to jeszcze było nic i zabawa w krzywdy dopiero się zaczyna. Tak też miało być i w tym momencie, bo o ile Yamato zazwyczaj tętniło życiem i gwar ludzi zagłuszał wszystko, tak rozmowy mocno uciszyły się, pomiędzy wszystkimi gośćmi, gdy na zewnątrz zaczęło się coś dziać.


Gwar, uderzenia, jęki, krzyki? Hałas i harmider. Zbiorowi zwiastuni tego, że nadchodzą kłopoty. Chyba nigdy jeszcze nie było tak, by po takich elementach upiększenia dźwiękowego do pomieszczenia wszedł ktoś z uśmiechem na ustach i obwieścił, że potknął się o worki z pieniędzmi które planował rozdać, prawda?
Tak też nie było w tym momencie. Do karczmy, znajdującej się bądź co bądź osiem kilometrów od osady, wtoczyła się trójka mężczyzn. Wszyscy raczej rosłej budowy, ubrani w skórzane elementy pancerza przytroczone do materiałowych, niemalże wieśniackich strojów, co świadczyć mogło o próbie samodzielnego wykonania ochrony przed czymś. Dwójka niosła trzeciego, który trochę szedł dzięki nim, a trochę się wlókł, za nim ciągnął się ślad krwi, jak gdyby był wielkim krwawym ślimakiem.
Posadzili go na krześle przy barze, od razu alarmując kelnerkę.
-Nie, nie przejmuj się Hanako. Rido-sama nie pójdzie do żadnego lekarza, jeśli się nie napije. Tak, wiemy, że krwawi. Byliśmy w tym domu. Potwierdziliśmy nasze obawy. Tak, duch albo demon. Atakuje tak, że go nawet nie widać, a powstają rany! - Niestety dla Yuty, kelnerka z imienia Hanako mówiła na tyle cicho, że słyszał tylko dwóch towarzyszy rannego. Niestety razy dwa, bo druga kelnerka, Mizumi stała w ręku z butelką alkoholu i czarką dla Yuty, na chwilę w ogóle o nim zapominając i wlepiając wzrok w przedstawienie... Zresztą jak wszyscy goście.
Avatar użytkownika

Ōkami
 
Posty: 43
Dołączył(a): 23 sie 2020, o 19:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=151058#p151058
GG/Discord: Mef#2020

Re: Karczma Yamato

Postprzez Yūta » 15 wrz 2020, o 20:17

Kac to nie wróg. Kac to przyjaciel, tylko trzeba umieć się z nim odpowiednio obchodzić. Yuta akurat nie miał z nim większego problemu, bo zbyt często go nie łapał. Do rozstrzygnięcia pozostawała tylko kwestia tego czy dzieje sie tak z powodu jego wrodzonej odporności czy też zwyczajnie zdąża go zapijać zanim zaatakuje. Niezależnie od przyjętej opcji i tak wychodzi na tym dobrze, więc nigdy się w ten temat nie zagłębiał. Zresztą mężczyzna nie należał do tego typu ludzi, którzy szukali dziury w całym. Jeśli ktoś wszedłby teraz do karczmy i powiedział, że jest pustynnym księciem śpiącym na milionach ryo, które chce rozdać pierwszemu człowiekowi, który napisze do niego list, to Kutaro brałby to w ciemno. Narysowałby mu jeszcze nawet śmieszną małpkę na liście, żeby wyróżnić się z tłumu.
Takie było jednak już życie Yuty, że szczęściem go nie rozpieszczało i zamiast bogatego księcia do środka karczmy weszły jakieś obdarciuchy. Już po pierwszym rzucie oka brunet wiedział, że przy tej zgrai nie będzie miał co szukać grosza. Być może byliby całkiem dobrymi kompanami do kieliszka, ale biorąc pod uwagę to, że jeden z nich wykrwawiał się nawet przy najmniejszym oddechu, zbyt długo towarzystwa by mu nie dotrzymali. Właśnie dlatego Kutaro postanowił nie zwracać na nich uwagi, aby za chwilę zweryfikować swoje podejście. Cała ta "drama" sprawiła, że alkohol wąsacza się spóźniał. O ile do tej pory facet widział tylko zamordowanego mężczyznę, o tyle teraz pojawiła się jeszcze starsza kobieta, która w miejscu oczu miała czarną pustkę i powoli zmierzała w jego stronę. Yuta doskonale wiedział jak to się skończy, więc postanowił nie marnować nawet chwili. Wstał ze swego miejsca i dziarskim, pewnym krokiem popędził w stronę kelnerki. Uciekanie od zmor wychodziło mu całkiem dobrze, ale nie odgoni się od nich dopóki nie zwilży gardła.
- Panienka pozwoli, że sam się obsłużę, bo w mym gardle pustynia większa niż w Atsui. - rzekł lekko zachrypniętym głosem, po czym sprawnie, z kocią gracją, zwinął butelkę od kelnerki. Czarką się nie przejmował, bo w tym momencie i tak wiele by mu nie dała. Potrzebował mocnego kopa, więc kiedy naczynie spotkało się z jego wargami gwałtownie je przechylił, odchylając jednocześnie głowę do tyłu. Błogosławiony trunek przeleciał przez jego gardło raz, drugi, trzeci... szósty. Kiedy wreszcie się oderwał, w butelce nie było już ponad połowy alkoholu - Trunek wyśmienity, ale obsługa klienta średnia. Musicie nad tym popracować. - wywinął teatralnie ręką i wypuścił z ust głębokie westchnięcie. Częściowo było spowodowane piekącym alkoholem, a częściowo udawanym zawodem. Kto wie? Może zaproponują mu kolejną kolejkę w ramach zadośćuczynienia? O ile znowu nie będą się gapili na krwawiącego mężczyznę. Też mu wielkie aj waj! Ludzie krwawią codziennie.
Avatar użytkownika

Yūta
 
Posty: 10
Dołączył(a): 10 maja 2020, o 17:09
Wiek postaci: 36
Link do KP: viewtopic.php?p=151750#p151750
Multikonta: Nie mam

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ōkami » 16 wrz 2020, o 23:40

Misja D
Polowanie na Demony
3/15


Na nieszczęście nie było ani kaca - bo ten sugerowałby solidne schlanie mordy i ucieczkę od dręczących Yutę koszmarów na jawie - ani też naiwnego pustynnego księcia rozdającego miliony ryou. Byli za to zwykli ludzie, a było ich dość wielu w Yamato, ale żaden nie wyglądał w sposób spełniający wymogi: ani nie wyglądali na pustynnych, ani w żaden sposób nie wyglądali na książątka. Bo niby jakie książątko pozwoliłoby sobie mieć nieutrzymany w żaden sposób zarost na japie, albo tutaj, pan ma psujące zęby i opuchnięty policzek, a tam pan jest brudny od pochłanianego jedzenia... Definitywnie pustynnego szlachectwa, ba!, jakiegokolwiek szlachectwa w tym momencie w karczmie brak. Ale nie ma tego złego, przecież Yuta jeśli bardzo się postara i utrzyma w trzeźwości jeszcze trochę dłużej może ujrzy jakiegoś księcia zamordowanego przez wlanie roztopionego złota do ust albo rozerwanego przez mocne ciała wielbłądów, przyzwyczajonych do dźwigania ciężarów?

Nie podlega też dyskusji, że nic nie jest zbyt szlachetnego w wykrwawianiu się na brudne, nieco zabłocone wnoszoną na butach ziemią, deski karczmy. A jeśli dodać do tego jakie zrobili przedstawienie swoim wejściem, od progu angażując obsługę, która przecież powinna zajmować się usługiwaniem gościom, a nie jakimiś patologicznymi jednostkami wnoszącymi swoje problemy w życia innych.
Kelnerka nie oponowała zbytnio, gdy Yuta zgarnął alkohol. Obcięła go tylko dokładnie od góry do dołu, by zapamiętać, że nie ma prawa opuścić karczmy, dopóki nie zapłaci. Kiedy tylko upewniła się, że jej koleżanka zajmuje się trójką przybyłych, sama postanowiła wdać się w dyskusję z Yutą, skarżącym się na obsługę klienta, a był w trakcie konsumpcji zagarniętego jej alkoholu.
-Musi Pan wybaczyć Hanako. To ona miała Pana obsługiwać, ale ten w środku, Rido, jest jej wujkiem i jedynym człowiekiem na tym padole który jej pozostał. - Plotkarska kelnerka była drobną szatynką z nieco wrednym wyrazem bladej twarzy, od pierwszego spojrzenia zdradzająca, że jest tym typem człowieka, który lubi się wygadać ludziom nawet jeśli ci niekoniecznie sobie tego życzą.
-Mamy tutaj taki mały problem. Dom w którym mieszka demon. Dzieciaki z osady tam chodzą w ramach głupich wyzwań na odwagę, do tej pory wracały, czasem ranne, ale ostatnio jedno z dzieci zaginęło po wejściu do środka. - Mówiła, przysuwając dłoń do ust, próbując w ten sposób utworzyć barierę mającą sprawić, że jej słów nie usłyszy ani trójka, ani Hanako, a usłyszy je Yuta.
-W osadzie nawet ktoś powiedział, że zapłaci za dowody, że tam cokolwiek jest... i dlatego ludzie chodzą. - Dodała szybko po czym, stawiając Yucie drugą butelkę, a co zrobiła chętnie bo jeśli ją wypije to i za nią zapłaci, dla własnego dobra, udała się do innych klientów.
Avatar użytkownika

Ōkami
 
Posty: 43
Dołączył(a): 23 sie 2020, o 19:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=151058#p151058
GG/Discord: Mef#2020

Re: Karczma Yamato

Postprzez Yūta » 18 wrz 2020, o 18:01

No tak. Jest jak zawsze. Yuta nigdy nie rozwiąże tej odwiecznej zagadki dlaczego tylko on wygląda schludnie pomimo tego, że chleje najwięcej ze wszystkich. Nie to, żeby mężczyzna nie lubił pospolitego ludu, ale no bez przesad! Przecież umyć się czy zadbać o czyste ubranie mógłby każdy. Przynajmniej tyle dobrego, że zazwyczaj im brudniejszy był człowiek, tym łatwiej się z nim rozmawiało, choć przy okazji malała też wartość merytoryczna samej dyskusji. Jednak wszyscy się raczej zgodzimy, że merytoryczna dyskusja raczej nie jest tym, czego oczekuje Yuta po wypiciu alkoholu.
- Nic się nie stało. Też miałem kiedyś wujka, więc to rozumiem. Chociaż on akurat nazywał mnie dziwakiem i zamykał w pokoju, ale to historia na inne czasy. - rzucił rozweselony, bo przecież miał już w ręce swój trunek. Teraz wystarczyło tylko wypić go na tyle dużo, żeby nie widzieć duchów, a jednocześnie może nie przesadzić, żeby nie spotkać się z podłogą - Demon? - powiedział pod nosem i przechylił pierwsze naczynko wypełnione trunkiem, żeby całkowicie je opróżnić. Po krótkiej chwili buteleczkę bez zawartości oddał kelnerce i z radością przygarnął drugą.
- Hahaha, demonów nie ma, moja droga! Co innego duchy, ale demony to tylko bajka dla dzieci. - wyjaśnił rozbawiony, że w ogóle ktoś może jeszcze w takie rzeczy wierzyć. Kelnerka jednak już go opuściła, więc znowu pozostał bez towarzystwa. Yuta wrócił więc na swoje miejsce i zaczął się rozglądać po lokalu. Postacie zmarłych, które do tej pory były wyraźne tak, jak ich żywe odpowiedniki, teraz zaczęły stawać się powoli coraz bardziej przeźroczyste. Jeszcze trochę i zapewne znikną tak, jak robiły to wielokrotnie. Kutaro nie wiedział dlaczego tak się dzieje, ale ważne, że działało. Z minuty na minutę było coraz lepiej z duchami, jednakże z minuty na minutę było coraz nudniej. Nikt się do niego nie dosiadał, nikt nie zagadywał, nikt z nim nie pił. Trzeba było temu zaradzić.
- Rozumiem, że można się dosiąść? - zwrócił się do trójki chłopów, wśród których jeden krwawił. Nie czekał jednak na żadną odpowiedź, bo po prostu zajął miejsce obok nich - Więc jak Panowie? Ile wypiliście i gdzieście się tak poobijali? Opowiadacie te bajeczki o demonie po to, żeby się Was żony w domu nie czepiały, nie? Znam to. Uciekłem przed taką jedną, bo mnie do ołtarza chciała zaciągnąć! - Yuta po alkoholu robi się całkiem gadatliwy, a nie ma lepszego sposobu na wyciągnięcie informacji niż przyjazna rozmowa. Oczywiście Kutaro nadal nie wierzył, że na świecie istnieją jakieś demony, więc informacje wyciągał bardziej dla zabawy. No, ale żeby nie wyjść do dupka to podczas swojego krótkiego monologu a to klepnął jakiegoś faceta w plecy, a to z drugim stuknął się buteleczką. Trzeba było zmniejszyć przestrzeń ich dzielącą, bo inaczej nie będą szczerzy!
Avatar użytkownika

Yūta
 
Posty: 10
Dołączył(a): 10 maja 2020, o 17:09
Wiek postaci: 36
Link do KP: viewtopic.php?p=151750#p151750
Multikonta: Nie mam

Re: Karczma Yamato

Postprzez Ōkami » dzisiaj, o 11:48

Misja D
Polowanie na Demony
5/15


Każdy człowiek posiada w sobie taką niewidzialną, niematerialną i nienamacalną w żaden sposób listę, lista ta ma zazwyczaj kilka kategorii. Pierwsza z nich jest dość prosta i dosyć oczywista, są to rzeczy w które się za żadne skarby czy boskie interwencje nie uwierzy. Jedni mają tak z obecnością demonów, duchów czy uczciwie zarabiającym sąsiadem zza miedzy obok. Druga kategoria to lista rzeczy których się za żadne skarby nie powie, chyba, że po przesadnej ilości alkoholu. Zazwyczaj są to wyznania pod tytułem spojrzenia żonie w oczy i, pełnymi cierpienia słowami, wyznania jej: ty stara [dźwięk uderzających się o Siebie szklanic] zmarnowałaś mi najlepsze lata mojego życia. Trzecia kategoria jest chyba najbardziej niezależna od wewnętrznego obserwatora i składa się z rzeczy, których człowiek wolałby nie usłyszeć. Zazwyczaj są to informacje o tym, jak miłość uprawiają staruszkowie którym mówi się dzień dobry każdego poranka albo opisu wizyty w szalecie przez członka rodziny.
Dlatego też Yuta może sobie przybić samemu brawo, bo właśnie dodał jednocześnie punkty do wszystkich kategorii biednej kelnerce swoją wypowiedzią. Spojrzała na niego jak na ostatecznego wariata przed którym powinna dla własnego dobra uciekać, albo przynajmniej oddalić się w miarę możliwości krokiem pół-pędzącym.
-Ja... współczuje? Współczuję wujka, tak. Tak. - Kobieta była pewna, że tego dnia nie pojawi się już przy Yucie, żeby przypadkiem nie usłyszeć reszty historii i nie musieć potem wpaść w alkoholowy cug by zapomnieć.


Jednak chyba ciekawość wygrała z alkoholowym rozsądkiem Yuty, bo mimo wszystko postanowił zbliżyć się do trójki mężczyzn przy barze, dwóch zdrowych i jednego krwawiącego. Błąd to czy dobry pomysł wyjdzie w praniu, jak to staruszki mawiają nad rzekę chodząc. Kiedy zapytał o to, czy nie będzie przeszkadzała nikomu jego obecność, najbliższy mu mężczyzna machnął ręką, co uniwersalnie znaczyło w przybliżeniu jakiś milion rzeczy, chociaż w tej partykularnej sytuacji oznaczało zapewne zgodę. Mimo podejrzeń Yuty mężczyźni waniali, przez obecność swojego towarzysza z placu broni, krwią, ale żaden nie nosił nawet najmniejszego znamiona bycia podpitym, czy to z wyglądu czy to z zapachu.
-Bajeczki o demonie? Panie, proszę nie wykorzystywać tego, że Rido jest ranny i półprzytomny musi się napić nim da się opatrzeć, bo gdyby był w pełni sił to Pan by już musiał zębów szukać za te sugestie, ale i ja w ryj dać mogę dać. - Chociaż groźbą poczęstował nowego kompana, na jego twarzy malowało się głównie zmęczenie tym wszystkim, co ich spotkało, był to mężczyzna o dość jasnej, bladej wręcz karnacji, ale dobrze zbudowany i tylko lekko szpakowaty na boczkach głowy.
-Niech mówi co chce. - Mruknął wspomniany krwawiący Rido. Najbardziej na jego zaloty, Yuty w sensie, nieodporny był trzeci z nich, który widać chciał się rzeczywiście podzielić palącym problemem.
-Ale kiedy waść mości mówimy prawdę. Jest ten dom, a tam tylko krzywda i śmierć. Wszyscy by omijali, gdyby nie dzieciaki. A po tym jak zniknął tam dzieciak krawca Furai to obowiązkiem jest iść demona wypędzić i dzieciaka odzyskać, coby żył albo na pochówek godny trafił. To było trzy dni temu, więc szanse maleją z każdą chwilą, ale nie można się poddać. - Wygadał niemalże wszystko co wiedział, chociaż na tym nie skończył swojej wypowiedzi. - Ja mogę waszmościa zaprowadzić, jeśli Pan odważny w twarz potworowi powiedzieć, że on nie istnieje. - Obruszył się na sam koniec i wstał od baru, gotów do drogi w każdej chwili, oświecić niedowiarka.
Avatar użytkownika

Ōkami
 
Posty: 43
Dołączył(a): 23 sie 2020, o 19:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=151058#p151058
GG/Discord: Mef#2020

Poprzednia strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość