Obozowisko

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Re: Obozowisko

Postprzez Hayami Akodo » 8 paź 2018, o 11:53

MISJA DLA ASAKI KOUSEKI I SHIKARUIA SANADY (GRUPOWA)
RANGA C
"Yume"
1/45


Obrazek


theme


Dawno, dawno temu, gdzieś w odległej epoce...
...żyło sobie dwoje ludzi. Kobieta Kouseki, kryształ - ostry, poszarpany w nierówne linie, barwny, ale piękny mimo wszystko, szlachetniejsza niż niejeden cenny kruszec, pragnąca pozostać z ludźmi, którzy są dla niej ważni, bardzo ważni, ważniejsi niż cokolwiek - i wygnaniec Sanada, porzucony pies, poszukujący...w sumie nie wiedzieć, czego. Co łączy tych dwoje? Czy to już przyjaźń? Czy jedynie spokojna sympatia, wytwarzająca się naturalnie między dwojgiem ludzi? Taka...
...ostateczna?
Zdecydowała się od niego odejść - ale Fatum miało inne zdanie. Czy miało rację, chcąc ich powiązać ze sobą?
Nie tylko ona podjęła taką decyzję. I nie tylko ona miała za to zapłacić - teraz, albo w przyszłości.

W pewnym momencie, gdy milczenie panujące między Wami staje się zbyt ciężkie, gdy widać już, że wypadałoby podjąć jakąś cholerną decyzję, rozejść się, uśmiechnąć - przecież nie mogę jej powiedzieć zostań, bez względu na wszystko, a zimne, jesienne powietrze zaczyna szarpać Waszymi włosami i ubraniami, jakby popędzało do pośpiechu, nagle i niespodziewanie słyszycie okropny, przeszywający, rozpaczliwy krzyk, szaleńczy i straszny. Ktokolwiek tak krzyczy, właśnie zawalił mu się świat. Ten kruchy, delikatny, zwykły świat, który budujemy milion razy, opierając go na dzikiej naiwności wobec życia, wątpliwym kredycie zaufania, na szumie wichury i deszczu łkającym wśród jesiennych liści - tak bardzo realnym, rzeczywistszym przecież niż nasze sny.

- NIEEEEEEEEEEEEE! TO NIEMOŻLIWE! NIE!

Do obozowiska wpada młoda, zapłakana, rozszlochana kobieta, trzęsąca się z nieukrywanej rozpaczy. Płacze głośno, w ręku mnąc jakiś list, na którym łzy zostawiają swój niezatarty ślad. Jak piętna Juugo. Nie wyczuliście wcześniej jej obecności, może zbyt pogrążeni w rozmowie, może zbyt zamyśleni, roszczeniowi - bo przecież najłatwiej było oczekiwać, że rozstaniecie się szybko, bezboleśnie, Shiki zrozumie Asakowe motywy i odwrotnie, a potem wystarczy tylko uśmiech, by każde z Was poszło swoją drogą; a może dlatego, że po prostu nie była shinobi.
Wpadła jak szalona do tego obozowiska, aż skręca się z męki, ciągle szlocha, to patrząc na list, to spuszczając oczy w dół, a teraz siadła na kamieniu i desperacko płacze - jak ktoś, komu oznajmiono koszmarny wyrok.
Zrywa się, podbiega do was, zapłakana, nie próbując nawet otrzeć twarzy.

- Shinobi-s-s-sama, k-kunoichi-s-s-ssamaaa - bierze gwałtowny wdech w płuca, dygocąc na całym ciele. Próbuje się jakoś opanować, uspokoić, ale łzy, ale rozpacz i strach przychodzą zbyt szybko, jakby nie potrafiła odegnać, mimo wszystko, tych cholernych przeczuć. - P-przepraszam...W-wybaczcie, ale...C-czy któreś z-z-z-z was m-może jedzie do Daichi?

Jej oczy niemal błagają: błagam, powiedzcie tak, powiedzcie...

Jest piękna i młoda. Ma długie, rude włosy sięgające pasa, jest tylko trochę wyższa od Shikiego - jakiś centymetr, może dwa; poza tym ma jeszcze jasnożółte, zamglone teraz i zaczerwienione od łez oczy, drobne usta, zgrabny nosek, delikatne rysy twarzy, jej figurze też niczego nie brakuje. I gdyby nie te smarki, które musi otrzeć, rozdygotane ręce i ogólna rozsypka, może nawet - w jakimś innym świecie bez wojen - uznalibyście ją za wartą powiedzenia "cześć". Ma na sobie jedynie sukienkę o kolorze bezchmurnego nieba i sandały, chyba wyleciała z domu w tym, w czym akurat była, nie ma ze sobą nawet żadnych rzeczy poza...wrrróć. Ma na ramieniu dużą torbę. Tylko tyle i aż tyle.

Dawno, dawno temu...
...byli sobie ludzie, którzy potrafili powiedzieć: nie odchodź.
Ostatnio edytowano 9 paź 2018, o 18:39 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 5 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Obozowisko

Postprzez Shikarui » 8 paź 2018, o 14:12

Chciał tak nadal podróżować. Poznawać nowe miejsca. Poznawać ją, jej zwyczaje, widzieć, co jej się podoba i stać u jej boku, kiedy podziwiała kolejne budynki i pola wokół nich. Te, w których zapadły się jak statki na jednokolorowym morzu, w którym słońce grało swoje refleksy. Czym było wtedy skrępowanie? Ułudą. Nie był wtedy w niczym gorszy ani w niczym lepszy. Jej zapach był znajomy i jeśli ona była człowiekiem - to on też mógł nim być. Jeśli ona była Wilkiem - on mógł być Tygrysem. Nie było takiego miejsca, w które nie mogliby razem dotrzeć, bo nie było ograniczeń, które pętałyby ich silne łapy. Młode i zdeterminowane, uzbrojone w lśniące pazury miarowo stukające o kamienie i znaczące ścieżkę drobnymi bruzdami. Nie znam tego szaleńca, który chciałby pójść ich śladem drogą donikąd. Kierowali się do punktu Nigdziebądź, gdzie Kruk siadał na posągu Artemidy - i krakał. Serca ogarniała wtedy cisza. Wydawało się, że meta niczego tu nie znaczyła. Odległa prawdopodobna, krzywa naszego prostego równania. Jeśli była w prawo, oni mogli iść drogą w lewo, na skróty tylko sobie wiadome. Teraz nikt już nie zapyta, jakim cudem za tym samym zakrętem, który od końca miał oddalać, przywiódł ich prosto do biało-czarnej wstęgi wyszywanej kratą. Kto pobiegnie przodem, kto pierwszy ją przekroczy? Już puchar trzymają w ręce, chcą zwieńczać czoło wieńcem laurowym, a oni nic - ciągle stoją w miejscu. Czy to poprzestawiane drogowskazy, że tutaj byli, czy nie zastanawiając się nad celem podświadomie ciągle brnęli do tego punktu - nie wiem.
Żaden z nich tego nie wiedział.
Tutaj nasze drogi się rozejdą. Rozumiał aż za dobrze, co do niego mówiła. Każdą literkę i każde słowo. Nie poczuł żalu ani rozczarowania. Nie było w nim zdziwienia i wyparcia. Przecież widział to w jej oczach. Sposób, w jaki przyglądała się ziemiom zakazanym, które teraz ponurym płaszczem, całunem kładły się tuż przed nimi, przysłaniając drogi i trakty. Słyszała w swoim sercu to, czego on dosłyszeć nie mógł, a czego niewyraźne, mocne echo gościło w jej rozedrganych oczach, wielkich i szczerych, przesiąkniętych ciężarem decyzji, którą zamieniła z radością i lekkością doznań. Zaprzedała się za niepokój - warto było? Wiem, że nie. Nigdy nie było warto. Jednak serce nie sługa a człowiek nie z kamienia. Więc skoro nie czuł żalu ani bólu, dlaczego wiatr stał się taki chłodny i drobny dreszcz spłynął z karku przez kręgosłup? Reszta słów była niepotrzebna, nie wierzył w czyste intencje. Śliczne nalepki na brzydkim kartoniku, który wciskała mu w ręce - nie potrzebował ich. Wolał to brzydkie pudełko, którego nie potrzebowała upiększać. Nie potrzebował też jej strachu i obawy o swoją osobę, by nic mu się nie stało - ha! A jednak miło było, kiedy ktoś się o ciebie troszczył. Wzniósł swoje ślepe oczy i choć bardzo się starał nie widział w tej krainie tego samego lęku, który dostrzegała ona. Wiedział, że ma rację, ona wiedziała, że ma rację. Nikt nie musiał do niej docierać z gońców z informacją, że Koseki uczestniczą w wojnie, bo nikt nie musiał tej wojny przeżyć. Wrócić, by zobaczyć rzeź - puste ciała, puste oczy, lepką krew i te kruki wyżerające wnętrzności. Porywające oko z oczodołu chyba dla potomnych. W pobliżu nie dostrzegał większej ilości ptactwa. Zapewne przy granicy nie prowadzili regularnej wojny. Co innego w głębinach.
Niemożliwe? W tym świecie pojęcie "niemożliwe" załamywało swoje struktury.
Jego wzrok przesunął się na zrozpaczoną kobietę dopiero kiedy ta podbiegła do nich. Zrobił krok w tył. Spoglądał na nią tak, jak kot spogląda na mysz, którą trzymał pomiędzy łapami. Którą mógł potrącić, żeby skakała wyżej, kiedy zbyt długo utrzymywała bezruch, by zabawiała mocniej. Lepiej. Nie lubił wyższych od siebie. Daishi. Cel Asaki. Teraz, w momencie wojny, teraz, kiedy po lasach biegały osoby, które potrafiły wyczuwać na kilometr. Zdolne odczytywać obieg chakry w organizmie. Czy miał jakikolwiek powód, żeby ryzykować i się tam pchać? Nie. Towarzystwo Asaki było bardzo cenne, ale iść za nią na oślep? Tam, za tą granicą, pojęcie kontroli i panowania nad czymkolwiek nie istniało. Było tylko napięcie, którego miał dość i na które nie miał najmniejszej ochoty, nie po tym wspaniałym rozluźnieniu, którego doświadczył. Z drugiej strony Asaka była przydatnym narzędziem, puszczanie jej samej ryzykowało stracenie jej. Była zbyt słaba, by mierzyć się z kimś pokroju Hyuga, którzy polegali na swojej szybkości. Nieprzygotowana na to, jak naprawdę wygląda wojna. Może zaś uda się natrafić na ślad Inoshi? Był ciekaw, jak ta niedorajda sobie radzi. Co jednak jeszcze bardziej ciekawe - może Han..?
Gdyby ją wypuścił - straciłby coś bardzo cennego. I zdolności Asaki nie miały z tym poczuciem straty niczego wspólnego.
- Idziemy. - Padła treściwa odpowiedź.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obozowisko

Postprzez Asaka » 8 paź 2018, o 15:26

Pewne rozstania są łatwe i oczywiste jak to, że jeden plus jeden daje dwa. Że jest się tylko i aż tymczasowymi towarzyszami podróży, których drogi rozejdą się w dwa, zupełnie różne kierunki prędzej niż później. Że osoba, z którą spędza się ten ograniczony czas, jest tak bardzo obca i nie macie ze sobą zupełnie nic wspólnego… To nie był ten przypadek. Białowłosa czuła ciężar na sercu, gdy wypowiadała tamte słowa. Nie były w żadnym wypadku proste; nie chciała nigdzie odchodzić, a na pewno nie sama. Chociażby z czysto pragmatycznego powodu – dobrze było mieć kogoś za swoimi plecami, kogoś, kto był jak ta brakująca część układanki uzupełniająca twoje własne umiejętności. Ale tutaj nie chodziło o pragmatyzm. Czy w ogóle kiedykolwiek chodziło…? Mogła sobie wmawiać różne rzeczy i robiła to, chcąc wyjaśnić sobie pewne uczucia, jak to, że czuła się przy nim tak swobodnie, że to aż nienaturalne. Ale nie można było się okłamywać w nieskończoność – i dzisiaj nie zamierzała tego robić. Nie w obliczu tego, że naprawdę martwiła się o niego i nie chciała jego krzywdy, nieważne czy Shikarui wierzył w jej intencje, czy nie. Przecież wiedziała doskonale, że gdyby pozwoliła mu odejść, to popełniłaby naprawdę spory błąd; wiedziała to od kilku tygodni i to nie uległo zmianie. Jedynie stawało się coraz bardziej prawdziwe. Nie było fałszu w jej słowach. Nie było ślicznych nalepek na brzydkim opakowaniu, by choć minimalnie zmyć niesmak. Asaka czuła, że nie ma w tym miejscu dobrego wyboru, bo zawsze będzie się czegoś żałować. A nie mogła prosić go, by poszedł z nią. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby…
Nie uciekała wzrokiem, nie patrzyła na swoje buty, ani nie kręciła się – po prostu stała jak kołek i patrzyła na Shikaruia. Czekała na reakcję, jakąkolwiek reakcję i była każdą z nich gotowa wziąć na klatę. Nawet chłód, nawet zawód, nawet rozczarowanie. Cokolwiek. Patrzyła na niego, znosząc na barkach ciężar milczenia jak największą karę, za tę nieprzemyślaną decyzję i za nagłą zmianę zdania. Jakoś słowo „żegnaj” nie potrafiło przejść jej przez gardło. Nie mogła też zmusić się, by stanąć na palcach i złożyć na jego policzku pocałunek na pożegnanie i podziękowanie za wspólnie spędzony czas. Wiatr wgryzał się w skórę, kąsał swoimi drobnymi jak igiełki chłodu zębami. Z troski o drugą osobę robiło się mnóstwo głupich rzeczy. Gnało się na złamanie karku przez wojnę, samemu będąc słabym, tylko po to, by upewnić się, że tym najbliższym nic nie było, albo że można pomóc. Opuszczało się ich też, by nie ciągnąć w największe bagno, by mogli jeszcze przez jakiś czas opowiadać swoją historię…
Krzyk, jaki usłyszeli, nie zrobił na Asace najmniejszego wrażenia. Mogła się wydawać cholernie wrażliwa i przez to miękka i była to prawda, ale tylko częściowa. Nie była wrażliwa na nieszczęścia innych, obcych, tylko tych bliższych, ważniejszych osób. Zresztą ilu to już krzyków się w swoim życiu nasłuchała? Jeden więcej nie zrobił różnicy – i tkwiła tak dalej w miejscu, nawet odrobinę nie bliższa do tego, by w końcu odwrócić się na pięcie i odejść. Nie potrafiła. Niby słyszała gdzieś na granicy krzyk i płacz, szloch, który powinien poruszyć serce, ale nic nie zostało poruszone, bo jej własne stało teraz zmrożone tym, co sama zamierzała zrobić. Jednak to, jak kobieta wypatrzyła ich, stojących odrobinę na uboczu, jak podeszła doń i zatrzymała się, zwracając do nich – Asaka w końcu uwolniła się z czaru, mogąc odrobinę dłużej przeciągać tę chwilę i spojrzała na kobietę, o dobrą głowę wyższą od niej samej, zresztą tak samo jak Shiki. Już sama otwierała buzię, już miała powiedzieć, że wybiera się, ale Sanada ją ubiegł. I skłamałabym, gdybym powiedziała, że oczy Koseki nie stały się większe ze zdziwienia i że nie odwróciła wzroku od wysokiej kobiety, by spojrzeć na niego. Z jakąś taką nadzieją, może z ulgą, że nie będzie musiała odwracać się od niego i iść sama przed siebie, ale na pewno z zaskoczeniem na jego słowo. Na jedno krótkie i proste „idziemy” – w liczbie mnogiej, a nie pojedynczej. Nie zaprzeczyła, nie protestowała. Uśmiechnęła się za to bardzo, bardzo delikatnie – tak delikatnie, że można było tego nawet nie zauważyć.
Wróciła spojrzeniem do rudowłosej, do jej pomiętej sukienki i sandałów, tak bardzo nie pasujących do panującej pogody. Do paska torby na ramieniu i do zasmarkanej twarzy… Do pogniecionego kawałka pergaminu, który wciąż zaciskała w dłoni.
– Coś się stało, pani? – odezwała się w końcu i nie było to pożegnanie.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal
in every way


Avatar użytkownika

Asaka
 
Posty: 403
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, żółtooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; płaszcz z kapturem; rękawiczki bez palców; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta:

Re: Obozowisko

Postprzez Hayami Akodo » 8 paź 2018, o 23:14

MISJA DLA ASAKI KOUSEKI I SHIKARUIA SANADY (GRUPOWA)
RANGA C
"Yume"
4/45


Obrazek


theme


Wszystko zaczyna się od bajek. I nieznajoma kobieta, błagająca o odpowiedź, chyba w nie jeszcze wierzy. Chyba.
Mruga powiekami, próbując się uspokoić, zwłaszcza że nie jest to najbezpieczniejszy wybór. Może nie powinna wam ufać -- ale przecież jest tu kobieta. Może ona będzie w stanie ją zrozumieć. Zaakceptować. Pojąć pełnię jej cierpień, tak czy inaczej przecież musi się tam dostać...

- M-mój mąż! - połyka łzy, ociera drżącą dłonią twarz. Nie liczy na pocieszenie ze strony któregokolwiek z was: to nie wy macie obowiązek stanowić pogotowie pomocowe dla rozhisteryzowanych podobno-że-wdów. Oddycha głęboko. Musi wam przedstawić sprawę, ale czy jej uwierzycie? Nie ma pewności...dopóki nie spróbuje.
- Mój mąż, grozi mu niebezpieczeństwo! On jest chory, bardzo chory, nie może czekać! Błagam was, pomóżcie mi się dostać do Daishi!

Wzburzona rozgląda się wokół, zaciska palce na torbie, wreszcie ją otwiera. Jest zmieszana i spięta, jakby spodziewała się od was mimo wszystko wyśmiania, wydrwienia, zignorowania jej próśb i błagań. W końcu ten świat słynny jest przecież z obojętności, prawda? Księżniczki z subtelnych historii, te piękne, młode, dzielne kobiety, zawsze odziane w strojne junichitoe o wielu warstwach, tak barwne jak motyle skrzydła - im udziela się pomocy. Ale przerażonym, wiernym, oddanym żonom swoich mężów ludzie proponują zwykle szydercze uśmiechy, trzeba było pomyśleć i kilka oszukańczych, gładkich słówek w rodzaju "będzie dobrze".

- Mój mąż, moje dzieci, oni są w Daishi, muszę do nich dołączyć, proszę was, proszę, proszę... - wyrzuca z siebie chwiejne, nerwowe słowa, rozdygotane jak osika na wietrze. Musi was przekonać, musicie jej pomóc, przecież nie da sobie rady sama... - Muszę do nich dołączyć! Moja córeczka, mój synek, mój mąż, muszę wiedzieć, czy oni żyją, czy nie! Muszę ich uratować, pomóc im! Mój mąż jest chory, jeśli dzieciom stała się krzywda, nigdy... - ledwie tłumi szloch.

Prawdziwa matka - nawet w historiach monogatari - będzie strzec swoich dzieci. Nawet jeśli ich koniec nie będzie zapowiadał przyjemnego żyli długo i szczęśliwie.

- Błagam was! - kobieta pada na kolana przed wami, obejmuje kolana Shikaruia, gubiąc kolejne łzy, patrzy wam w oczy z niewyobrażalnym strachem. - Błagam was, zlitujcie się nad moimi dziećmi, pomóżcie mi dotrzeć do Daishi! Przysięgam, jak tylko ich odnajdę, natychmiast zapłacę wam wynagrodzenie, wszystko, czego będziecie chcieli, tylko mi pomóżcie!
Ostatnio edytowano 9 paź 2018, o 18:38 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 4 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Obozowisko

Postprzez Shikarui » 9 paź 2018, o 10:32

Wsłuchiwał się w swój wewnętrzny głos, który nie plótł słów i nie próbował składać ze sobą literek. To była seria odczuć, bodźców, które delikatnymi muśnięciami sprawiały, że był skłonny przechylić się w lewo, kiedy po prawej, jak pocisk strzały, przelatywał sokół z wystawionymi szponami lub rwały gwałtownie, kiedy trzeba było skoczyć, gdy ziemia pod nogami rozpadała się w pył. Te przeczucia, te odczucia, okręciły się dziś wokół niego dość niewyraźnie, choć to główne było tak jasne, jak słońce nad ich głowami, które gotowe było po raz wtóry schować się w deszczowych chmurach - jak to jesienią. To uczucie mówiło, że chciał podążać za Asaką, nie ważne, dokąd by poszła. Wojna nie była mu straszna, nawet jeśli chciał chronić swoje życie i celowo nie podłożyłby głowy pod szafot to wkroczenie na te tereny jeszcze tego nie oznaczało. Asaka nie chciała uczestniczyć w tej stałej wojnie, której dźwięki dudniły mu w uszach znajomym tonem, wygrywanym w tercecie jego własnego serca, chciała jedynie dostać się do rodziny, o którą się troszczyła. Przeciwwskazania? Zagrożenia. Cokolwiek czekało ich na tych polach, pośród tych iglastych lasów, których zapach już docierał do jego nozdrzy zamiast smrodu krwi i ognia, było zakryte - obojętnie jak długo wpatrywałby się w horyzont, nie mógłby tego dostrzec. Więc przestał próbować. Tak jak nie zajmował się analizowaniem tego, na jakich przeciwników mogli natrafić. Po co? Nie posiadał daru widzenia przyszłości, z tego co mu było wiadomo Asaka również tego nie posiadała. Mogliby stworzyć tutaj problem, naradzać się długimi godzinami, a i tak ostatecznie padłoby na to samo - po prostu ruszyć w drogę i przekonać się, czy Los im nadal sprzyjała, tak jak uśmiechała się do nich promieniami słońca, przemyconymi przez linię chmur, do tej pory. Na razie wzrok czarnowłosego skupił się na ogarniętej szałem kobiety. Rozpacz, smutek - rozpadała się na kawałki na ich oczach, a Shikarui lubił obserwować rozpadających się ludzi. Lubił też obserwować tych, których unosiły wyjątkowe radości. Wyśmianie i wykpienie? Nie. Zignorowanie? Taaa... nie. Nie obchodził go los jej, jej rodziny, dziadka, babci czy synka - nawet jeśli byłby najbardziej czystym istnieniem na tej ziemi, które jak nikt inny zasługiwałoby na ocalenie. To nie ta bajka, Moja Słodka, nie te linijki o dzielnym bohaterze, który mimo swoich słabości i zamknięcia chciał ocalić tylu ludzi, ilu się tylko dało. Nie opowieść o wielkich czynach i nie o bardzo mądrych ludziach. Asaka również nie była tym typem bohatera.
Shikarui uniósł brwi w zdziwieniu, kiedy w swoim zawodzeniu, modlitwie do bożków o bardzo ludzkim obliczu (a może nie? nieludzkie były złote oczy i nieludzkie te o lawendowej barwie), padła na kolana i objęła jego nogę. Tonący brzytwy się chwyta. Schwyta się i paszczy rekina. Synek był chory. Ach nie, czy to nie był jednak mąż? Kolejny powód, by trzymać się z daleka. Asaka nie lubiła chorób. Krzywiła się tam, gdzie swąd dymu był zbyt nachalny. Gdzie chorzy zalegali w rogu korytarzy. Bąble wypełnione ropą... ale może to zwykła grypa, przy której zbyt przewrażliwiona istota doznaje napadu histerii. Sanada cofnął jedną nogę, nie wyrwał się jednak z rozpaczliwych objęć, bo czy nie fascynującym było, kiedy ktoś rzucał ci się do stóp? Była gotowa błagać, gotowa na przyjęcie do swego serca przeklętych, żeby tylko, zgodnie z przywiązaniem, posunąć się wedle swojej smyczki do ukochanych. Jak to było? Że z powodu miłości robiło się różne, bardzo dziwne rzeczy? Gnało do utraty tchu, biegło ze strzałą w plecach i odgryzało samemu sobie nogę, żeby wydostać się z wnyk. Za darmo nie byłoby zainteresowania tymi trudami. Jednak - za opłatą..?
- Zależy, ile płacisz. - Shikarui krzywił się z niezadowolenia, że ten robaczek ciągle się do niego kleił. Fuj. Przez jego skórę przeszedł nieprzyjemny dreszcz z powodu bliskości tej kobiety, przekroczonej granicy, która nie powinna była zostać przekroczona. Brzydził się nią - albo tym, co właśnie robiła? Widać to było w tym, jak na nią spoglądał. Z łaską. - Jesteś spowalniającym balastem. Dobrze się wyceń. - Właśnie, to była jedyna kwestia, dla której za sto ryo nie było warto jej ze sobą zabierać. - Co myślisz? - Podniósł wzrok na Asakę, ciekaw jej zdania, czy warto dla spowolnienia przez obce ziemie ryzykować dla kilku ryo. W sumie... zależy dla ilu ryo. Białowłosa zawsze miała coś ciekawego do powiedzenia, zawsze potrafiła spojrzeć na sprawę pod innym kontem niż on. Zresztą uważał, że była dużo mądrzejsza od niego. Więc chciał się od niej uczyć tej mądrości.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Obozowisko

Postprzez Asaka » 9 paź 2018, o 11:56

Asaka nie była altruistką, która poświęcałaby swoje życie, czas, zdrowie i pieniądze za nic dla innych. Może i była kobietą, co automatycznie plasowało ją na pozycji tej słabszej, tej emocjonalnej, uczuciowej, wrażliwszej, która zatrzymują się w biegu, bo widzi na poboczu traktu smutnego, samotnego psiaka. Białowłosa przeszłaby obok. To też nie tak, że z dosłownie każdej sytuacji musiała mieć zysk – nawet nie musiały być to góry pieniędzy. Chodziło o to, by nie wychodzić na minus, bo samemu też trzeb było za coś żyć. Broń się zużywała, coś trzeba było włożyć do gęby, gdzieś się przespać – a nie tylko na zimnej ziemi, która zapraszała choróbska.
Nie każda choroba była też wyrokiem śmierci i złotooka doskonale o tym wiedziała. Nie każda też przenosiła się z jednej osoby na drugą. Niektórych chorych trzeba było poddać kwarantannie, żeby się to paskudztwo nie rozprzestrzeniło, a innych wcale nie. Tak przynajmniej czytała – bo kwestią chorób była zainteresowana jak nikt inny w jej wieku, gdy jeszcze przebywała w Seiyamie i miała dostęp do ich miejscowej biblioteki. Chciała wiedzieć co przydarzyło się jej wiosce, jej matce, jej babce – bardziej niż zrozumiałe. To, że mąż tej kobiety był chory nie zrobiło na niej wrażenia, a przynajmniej nie takiego, by chciała się oddalić jak najbardziej. Przecież kobieta, która płaszczyła się przed nimi, która obejmowała nogę Shikaruia, nie prosiła o pomoc dla męża czy swoich dzieci. Prosiła o pomoc dla niej samej. I wiecie co? Kunoichi to rozumiała. Naprawdę rozumiała, tak, że serce jej trochę zmiękło. Przecież dla swojej rodziny, która też przebywała w odciętym od świata Daishi, była gotowa popełnić ogromny błąd zostawiając tutaj swojego towarzysza, i zaciągnąć się po stronie Yamanaków, byle tylko móc przedrzeć się przez Soso. Rozumiała to i podziwiała. Lud Daishi już taki był. Więzy krwi były dla nich cholernie ważne. Dlatego też jej twarz nie nabrała ostrości, nie było widać też odrazy w jej oczach, czy łaski, którą widziała u Shikiego. Jego też rozumiała, sama przecież nie padłaby na kolana by błagać, była na to zbyt dumna, ale naprawdę coś się w jej sercu poruszyło. Bardzo, bardzo delikatnie.
Tak samo, jak delikatnie poruszyło się wcześniej, gdy Sanada nie przyjął do wiadomości jej słów, że chyba się tutaj rozstaną i tak po prostu uznał, że dalej idą razem.
– Myślę, że nim podejmiemy jakąkolwiek decyzję, należałoby się dowiedzieć, czy w ogóle zostaniesz przepuszczona przez granicę, pani – to prawda, była spowalniającym balastem, nie była kunoichi, a zwykłą kobietą, która dodatkowo była ubrana tak, że po drodze mogła im się pochorować i dodatkowo ich spowolnić. – Myślę też, że jeśli poważnie myśli pani o jakiejkolwiek podróży, to powinna pani wziąć pod uwagę, że w Karmazynowych Szczytach jest znacznie chłodniej niż tutaj. A sandały nie nadają się do chodzenia po górach – słowa, jakie mówiła Asaka, mówiły dość jasno, że nie mówi „nie”, że nadal jest to kwestia przedyskutowania sprawy.
I… kwestia ceny. Zgadzała się z Shikim, nie weszła mu w słowo, ani nie zaprzeczyła mu, ale była skłonna wziąć od kobiety mniej zważywszy na to, że częściowo utożsamiała się z tym, co czuła. Poza tym nie mówiła kategorycznego „nie”, dlatego, że w tych górach i tak nie będą poruszać się szybko. I to jeszcze na terenie pochłoniętym wojną. Na pewno jednak byłoby to szybsze niż stanie w miejscu.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal
in every way


Avatar użytkownika

Asaka
 
Posty: 403
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 12:08
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, żółtooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na lewym udzie; torba na pośladku; płaszcz z kapturem; rękawiczki bez palców; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
GG: 0
Multikonta:

Re: Obozowisko

Postprzez Hayami Akodo » 9 paź 2018, o 20:25

MISJA DLA ASAKI KOUSEKI I SHIKARUIA SANADY (GRUPOWA)
RANGA C
"Yume"
7/45


Obrazek


theme


Nieznajoma bierze głęboki oddech. Potem dwa. Trzy. Wszystko, żeby się uspokoić, opanować. Przecież mąż i dzieci czekają na nią na miejscu, musi się pohamować. Oni mają rację, to fakt. Mają rację, ubrała się niezbyt stosownie...ale przecież Mariko, Natsu, przecież jej dzieci potrzebują matki! Wybiegła niemal natychmiast po tym, jak otrzymała wiadomość, chwyciła tylko torbę, wyła jak suka, gdy jej dzieci potopią - bo przecież boi się o swoje pociechy, nawet nie wie, co się z nimi stało, a atak choroby Yoshitsune nie zapowiada najlepszej przyszłości. Przełyka ślinę. Przypomina sobie coś ważnego.
Pieniądze. No tak. Przecież ci ludzie nie chcą...ci ludzie muszą mieć opłaconą tak trudną podróż. Ale Yoshitsune przed wyjazdem zostawił jej sporo pieniędzy, by mogła się utrzymać i do nich dojechać, mówił wtedy ze śmiechem "dasz sobie radę".
Właśnie widać, jak sobie daje radę.

- M-mam w domu. Pieniądze - przypomina sobie. Jej ręce drżą. Bierze kolejny wdech. To musi być żałosne, upokarzające, ale jak ma inaczej się uspokoić...?
- Chodźcie ze mną, odbierzecie od razu pieniądze z góry za podróż i fatygę, ja...zabiorę rzeczy i moglibyśmy ruszać. Nawet od razu. Chyba, że wam to nie pasuje, to...Nie pamiętam na ten moment, ile mam w domu pieniędzy, ale na dwie osoby spokojnie wystarczy, chyba. T-tak sądzę. 500 na głowę może być? Plus nocleg i opierunek na miejscu?

Czeka na waszą decyzję. Jeśli decydujecie się z nią pójść i podoba się wam taka oferta, nie ma problemu - poprowadzi Was. Jeśli jednak chcecie negocjować, nic nie stoi na przeszkodzie, byście spróbowali nieco podnieść cenę.
Świat należy przecież do odważnych, prawda? Męstwo, bohaterstwo, zwijmy to jak chcemy - wszystko to rodzi się gdzieś w ukrytych czeluściach duszy. Gdzieś tam mieszkają baśniowe smoki rodem z dawnych historii, groźne, potężne, nie do ujarzmienia - a każdy z nich ma jakieś imię; imię ludzkiej słabości, pychy, pożądania, dumy, podejrzliwości, co tylko sobie wymarzycie. W końcu dla każdego grzechem jest coś innego...
W waszych sercach też mieszkają smoki, jak w każdych zresztą (chyba że mówimy o słodkich, naiwnych dzieciach, nie tkniętych złem tego okrutnego świata.
Jeden z nich ma złote, pełne spokoju oczy, podobne do płynnego miodu. Drugi zaś odznacza się subtelną lawendowością tęczówek i czarnymi łuskami - ale przecież wiemy dobrze, nie ma sensu kłamać, że jest inaczej: nawet w nich drzemie zło.
To samo zło, które czai się wszędzie.

Jeśli nie będzie w was materiału na rycerza i księżniczkę, świat się nie obrazi.
Zbyt długo cierpiał, by teraz zauważać jedną więcej parę ginącą w otchłani.

__________________________________________________________________________________________________________
Jeśli chcecie negocjować na miejscu, to piszcie posty tutaj, jeśli idziecie za kobietą i chcecie tam podjąć wyzwanie to zapraszam tutaj kappa
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość