Obozowisko

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Obozowisko

Postprzez Kamiru » 26 sty 2016, o 14:02

Obrazek
Zefir wolności czy tajfun śmierci? [1/X]


Ciężkie jest życie bandyty, zwłaszcza bandyty potrafiącego używać chakry. Praworządni cywile jak i shinobi podlegający rodom i klanom traktują takie jednostki jako wyrzutków, wrzód na czterech literach zdrowego społeczeństwa. I wielu myśli, że jest to poprawna ocena grupy żyjącej dzięki ludzkiej krzywdzie i słabości. Ale czy tak jest naprawdę? Ludzie nie zawsze przecież mają wybór między byciem dobrym, a byciem złym. Czasem wszystko zawęża się do tego, kto przeżyje, ja czy nieznane mi osoby? Prawie każdy wybrałby siebie, nie bacząc na to, jak odbije się to na innych. Włamanie do szpitala i zabranie leków dla chorego kompana, czy pozostawienie ich na miejscu ze świadomością, że uratują życie pacjentów tej placówki? A co jeśli kompan ten był jednocześnie bratem, ostatnim członkiem rodziny? Czy nie zrobilibyśmy dla niego wszystkiego, co tylko w naszej mocy? Oczywiście, można by oddać się w ręce strażników, zakończyć żywot przestępcy i liczyć na to, że prawo zapewni naszemu bratu życie, wyrwie go z objęć śmierci. Ale równocześnie oznaczałoby to poddanie się, utracenie swojej iluzorycznej wolności. Bo czy wolnością można nazwać życie w ciągłej drodze, strachu przed karą występki przeszłości i nadzieję, że kolejne rozboje zdołają zapewnić długie i dostatnie życie. Jedna zbrodnia pociąga następną, koło się zamyka, choć czasem nagle zamienia się w pętlę stryczka. Czasem. Czego więc miałaby się obawiać grupa bandytów, licząca pięć osób skupionych wyłącznie na sobie (za wyjątkiem braci), współpracujących ze sobą z zimnej kalkulacji głoszącej większy zysk z działania razem... Czego mogli się obawiać, gdy trzy lata wcześniej zamordowali kilka osób tylko po to, by porwać dziewczynę, która ponoć mogła być medykiem. Zrobili to przez samą plotkę, iluzję kilku słów. Gniew, kiedy informacje okazały się być fałszem? Jak najbardziej. Niemniej, stało się, Mitsuko trafiła w ręce bandytów na dłużej. I ponownie zadziałała prosta matematyka. Utrzymanie jednej, drobnej osóbki dysponującej zdolnościami sensorycznym, jest tańsze niż ciągłe warty i życie w niepewności przed stróżami prawa. Dodając do tego fakt, że sensor był kobietą, młodą co prawda, ale urodziwą, pozwalał całej grupie wyładować na niej swoje emocje. Całą paletę uczuć. Dotyk niejedno ma imię, huh. Przeszłości nie da się zmienić, upływu czasu nie da się przyśpieszyć, a pieczęć kontrolująca dziewczynę pozostała nienaruszona...
Zima w Yusetsu była umiarkowana. Nie można jej inaczej określić. Było zimno, był śnieg, były porywy wiatru. Ale wszystko to było spokojne, bez gwałtownych ataków zdolnych zabić. Zupełnie jakby pogoda chciała jedynie pokazać, że zmieniła się pora roku, brakowało w niej tego, czego pod dostatkiem było na Hyuo. Żądzy mordu. A potem nastała wiosna, temperatura gwałtownie wzrosła, białe plamy zniknęły, pozostawiając po sobie kałuże i nagie drzewa, nie licząc świerków, sosen i innych takich, które stroszyły dumnie ostre igły. Obozowisko bandytów tkwiło w miejscu od blisko miesiąca, czekano właśnie na taki dzień jak ten, gdy powietrze było rześkie, ptaki ćwierkały, a zieleń zaczynała dominować nad martwą ziemią, by zwinąć namioty i przenieść się gdzie indziej. Co dokładnie planowali, nie wiadomo, to, co udało im się zgrabić ostatnio, prawie już znikło. Przeżycie kosztowało, a rolnicy ochraniani przez Inuzuka nie dali się zastraszyć. Dłuższy postój w tej prowincji to proszenie się o kłopoty, dlatego obozowali na samej granicy Sogen, gdzie ludzie nie zapuszczali się tak chętnie. Niestety, handlarze równie rzadko wybierali okoliczne trasy, przynajmniej nie bez obstawy najemników. Namioty były ustawione w półokrąg, pomiędzy nimi ognisko. Ukryte na granicy gęstego lasu, było dobrze ukryte przed podróżnymi. Mitsu spała na swoim posłaniu, sama, w najmniejszym z namiotów. Żaden nie miał na nią ochoty? Cóż, przynajmniej mogła się wyspać. Tyle, że słońce już wstało, wystając w połowie znad horyzontu. Czas chyba się ruszyć i zająć obozem, ne? Ogień, jedzenie, nic się samo nie zrobi. A jak się nie zrobi, będzie kara. Po trzech latach powinna znać swoje obowiązki względem reszty.
Na nogach był już Nobu, członek klanu Douchito który porzucił swoją rodzinę kilka lat temu. Nie wiadomo nawet, jak dokładnie dołączył do reszty grupy. Wpatrywał się w niebo, obserwując lot ptaków. Szkoda tylko, że swoje dodatkowe otwory wykorzystywał w inny sposób, niż do siania zniszczenia. Eh, zboczeńcy. Nie żeby nie potrafił tworzyć wybuchowych stworków, ale nie był w tym najlepszy. Już dawno temu przestał uważać wspólną zabawkę za istotę ludzką. Ot, była, służyła i miała służyć.




1. Wczuj się w postać.
2. Nie da się zapisać gry by zobaczyć, co się stanie.
3. Myśl.
4. Nie masz ekwipunku, nie licząc małego noża (obieranie, krojenie etc. nie jesteś spętana ani nic).
5. Wczuj się w postać i myśl.

Chakra 100%, pieczęć herszta nałożona, w razie potrzeby nastąpi aktywacja (próba mówienia o obozowisku).

Nobu nie zwraca na Ciebie większej uwagi, niż na np. miskę / widelec / whatever.

Info dla mnie / adminów / nie wiem kogo.

Celem tej wyprawy jest ucieczka Mitsu od bandytów, poziom trudności będzie oscylował najpewniej wokół rangi C ze względu na okoliczności (następne posty). Szanse na wolność w chwili obecnej są niewielkie. ~
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 26 sty 2016, o 14:35

Zefir wolności czy tajfun śmierci? [2/X]

Ciemność. Dookoła nic innego, tylko ciemność, aż nagle w oddali zauważalny płomień. Podchodzę bliżej, a ten robi się coraz większy. Zaczynam się cieszyć, ponieważ czuję, że już nigdy nie będę musiała tkwić w ciemności. Zaczynam biec. Nagle widzę, jak w płomieniach, które miały mnie wesprzeć, stoi moja matka. Przecież ona nie żyje. Tak, na pewno nie żyje. Na szyi ma wielką bliznę. Podcięte gardło, a jej oczy. Nie ma oczu, ciemność, równie czarne jak cała otaczająca mnie rzeczywistość. Otwierają się jej usta i ….


Obudziła się i natychmiastowo podniosła, delikatnie zahaczając głową o namiot. Jej oddech był niespokojny, a serce miało przyśpieszone bicie. Nie mogła przypomnieć sobie, co właśnie jej się śniło. Miała jedynie przebłyski, pojedyncze wizje, jakby zdjęcia wydarzeń, które miały tam miejsce. Starała się skupić i przypomnieć sobie, ponieważ była przekonana o tym, iż był to jakiś ważny przekaz, aczkolwiek jej próby poszły na marne. Poczuła nieopisane uczucie duszności. Dopiero wtedy zorientowała się, że słońce już dawno wstało, a ona zaspała. Śniadanie powinno być już gotowe, obóz posprzątany. Wiedziała, co ją czeka, dlatego nie zwlekała ani chwili dłużej. Mimo wszystko w pewnym stopniu zdążyła się już znieczulić na niektóre uwagi czy zachowania. Trzy lata w niewoli jednak robiły swoje. Tęskniła za normalnym życiem, a jeszcze bardziej za rodziną, która została brutalnie zamordowana, ale najważniejszym aspektem było przetrwać. W końcu po tak długim okresie nie mogła się poddać. Nie miała już sił na walkę, ale podejmowała ją każdego dnia, usługując bandytom, a może braciom? Ciężko określić, kim oni byli w jej oczach.
Wyłoniła się z namiotu, ubrana tak samo jak zawsze. Nie miała ubrań na przebranie, dlatego starała się dbać o swoją higienę jak tylko mogła. Podniosła głowę i dostrzegła Nobu. Był przystojny, aczkolwiek przerażający. Najbardziej obrzydliwe były jego dłonie, na których znajdowała się jama ustna. Nie należało to do rzeczy normalnych, ale podobno każda osoba z jego rodu posiada coś takiego. Na całe szczęście nie wydawał się groźny, ponieważ przy każdej akcji nazywany był fajtłapą. Najwidoczniej nie był perfekcyjnym artystą wykonującym swoją sztukę. Rozejrzała się po reszcie namiotów i była przekonana, że z całą pewnością zdąży ze śniadaniem. Nie miało być to nic specjalnego, jedynie upolowana zwierzyna, którą niedawno udało im się upolować. Dołożyła drewna do ogniska, z pogardą spoglądając na towarzyszącego jej mężczyznę. Miała skrytą nadzieję, że może jednak pomoże, ale oni nigdy nie pomagali. Do jednego z najzwyklejszych metalowych garnków nalała cztery kubki wody i położyła na ogniu. Nie posiadała specjalistycznego ekwipunku kuchennego, dlatego starała się pracować tym, co miała pod ręką. Jednym z wcześniej ostruganych patyków zaczęła mieszać zupę, oczekując na przybycie reszty udręczonych przez los mężczyzn.
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 27 sty 2016, o 13:30

Obrazek
Zefir wolności czy tajfun śmierci? [3/X]


Słońce wstało, dziewczę też. Słońce zaszło, dziewczę... Nie. Tylko tego by jeszcze brakowało grupie, ciąży. Balast straszliwy. Jak udało im się uniknąć tego problemu przez ostatnie lata, ciężko powiedzieć. Bezpłodność? U pięciu facetów? Albo tylko u niej. Albo wykorzystywali jakieś... Może lepiej nie wiedzieć? Ale skupiając swoją uwagę na bardziej pozytywnych aspektach tego pięknego, wiosennego poranka. Chociażby poobserwować poczynania Mitsu. Choć noc spędziła samotnie, nie upłynęła ona spokojnie, nie pozwoliła zregenerować sił. Przeszłość powróciła w formie koszmaru, mieszając się z teraźniejszością, nie pozwalając na rozróżnienie fikcji od rzeczywistości. Zjawa zamordowanej matki mogłaby nie jednemu zniszczyć cały dzień, zajmując głowę, skupiając wokół siebie myśli. Kunoichi zdołała dojść do siebie, przeganiając senne majaki. Natychmiast zabrała się do pracy, nie chcąc podpaść swoim... No, wiadomo kim. Dołożyła drwa do żarzącego się paleniska i zajęła przygotowaniem posiłku dla sześciu osób. Niewielkie ilości wody, odkrojone kawałki mięsa, trzeba przyznać, bardzo ascetyczne danie szykowała szefowa kuchni. Można by się rozejrzeć po torbach, workach, sakwach, jukach i innych ruchomych skrytkach w poszukiwaniu soli, pieprzu, jakiś warzyw... Albo liczyć na to, że prawdziwe samce alfa zadowolą się gotowanym mięsem. I choć była w tych działaniach osamotniona to co jakiś czas prześlizgiwało się po niej spojrzenie douhito, niezbyt czujne, ale jednak. Czy Mitsu próbowała wcześniej uciekać? Z pewnością tak. Więc dlaczego się jej to nie udało? Odpowiedzi na te pytania musiały zaczekać.
Eh, a miały być weselsze tematy. Na niebie latały ptaki, najpewniej jaskółki. Jedna z nich odstawała nieco od reszty, z całych sił próbując je dogonić. Ptaki to chyba dobre wyjście, ne? Naturalne piękno, lekkość i trele im towarzyszące. I ta uderzająca do głowy wolność zyskiwana każdym ruchu skrzydeł. Czy dziewczyna marzyła kiedyś, by zamienić się w jednego ze skrzydlatych i odlecieć, wyrwać się z rąk (i innych części ciała) bandytów? Robią co chcą i kiedy chcą, nic nie może zatrzymać ich w powietrzu, nie licząc innych latających drapieżników. Choć eksplozja potrafiła zrobić to równie dobrze. Jeden z szybujących kształtów nagle zamienił się w kulę dymu i płomieni, pochłaniając tym samym swoich pobratymców. Bum i po ptakach. Szeroki uśmiech zagościł na twarzy Nobu, a w jego oczach odbijało się widmo wybuchu. Zaraz jednak ponownie przybrał obojętną minę. Dlaczego to zrobił? Bo mógł. Tylko tyle wystarczyło mu do działania, nie potrzebował innego powodu, nie wierzył w żadnego boga, nie dostrzegał dobra i zła. Po prostu był. Wstał, przeciągnął się i podrapał po wiadomym miejscu. Faceci tacy są. Zrobił kilka kroków, zataczając się lekko. Pijany? Nie, po prostu poruszał się w taki sposób.
- Grzeczna dziewczynka. - powiedział, głaszcząc jej policzek. Może i był bandytą, ale dłonie pozostały dłońmi artysty, dotyk był więc delikatny, niemal czuły. - Ale zapomniałaś o zwiadzie. - usta w ręce rozwarły się, jednocześnie wbijając zęby w twarz Mitsu. Ból? Duży. Krew? Nie, Nobu znał granicę, przynajmniej w tej kwestii. Przerwał równie gwałtownie jak zaczął, cofając dłoń. - No, na co czekasz? - zapytał grzecznie i uprzejmie, a potem odszedł. Usiadł przy ognisku i zaczął bawić się gliną, z twarzą pozbawioną głębszych uczuć. Nic się nie stało. Inna sprawa, że sam przed chwilą spowodował całkiem dobrze widoczny i głośny wybuch. Logiczne zachowanie. Za parę minut reszta kompanii pewnie też wyrwie się ze sfery Morfeusza, a wtedy lepiej mieć pewność, że zrobiło się wszystko. W końcu gest Douhito nie był nawet namiastką prawdziwej kary, huh.



1. Ugryzienie nie zostawiło większych śladów, ot, zabolało.
2. Zupa z wody i mięsa... Ciekawe podejście.
3. Nie jesteś ograniczona dokładnie tym, co napisałem. Choćby sprawa z jedzeniem, nie ma rarytasów ale podstawowe składniki będą. To samo tyczy się ubrań, jedna para ciuchów na trzy lata? Nawet Naruto po trzech latach zmienił swój dres ~ Sweter i buty rozumiem, ale reszta to ten... Nastolatka chyba rosła, huh.
4. Kwestia trzech lat gwałtów, a braku ciąży. Bezpłodność? Albo "Inne opcje o których lepiej publicznie nie pisać".
5. Tyle z ogłoszeń parafialnych.

100% chakry, pieczęć herszta nałożona
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 27 sty 2016, o 19:22

Zefir wolności czy tajfun śmierci? [4/X]

Nie miała zamiaru przygotowywać żadnych rarytasów. Doskonale wiedziała, iż obozowisko jest w stanie zadowolić się gotowanym mięsem, gdyż mimo wszystko w jej mniemaniu była to jedyną banda prymitywnych osób, które myślą tylko o walce spaniu i „innych zajęciach”. Doskonale wiedziała, gdzie znaleźć podstawowe przyprawy, ponieważ sama je tam chowała. Nie pierwszy raz w życiu przyrządzała dla nich posiłek, więc z pewnością żaden spożywczy produkt nie zdążył się przed nią ukryć. Być może i bandyci liczyli kiedyś na coś lepszego, ale z biegiem czasu zdążyli już przywyknąć do tego, że nie trafili na kucharkę najwyższych lotów, ale w końcu nie po to trzymali ją w obozowisku. Miała być ich oczami, a nie patelnią, czy jak to można nazwać.
Zajęta gotowaniem, początkowo nie zwróciła uwagi na ptaki. Jej wzrok skierował się na zbiór drzew, które wydawały jej się być jedyną drogą do ucieczki. Zawsze, kiedy miała odrobinę wolnego czasu myślała o tym, jak mogłaby zbiec z obozowiska, aby nikt się nie zorientował i nie zaczął jej szukać. Były to jedynie marzenia, ponieważ nigdy nie miała by odwagi uciec, bez zaplecza, które mogłoby zająć zbirów, aby ta mogła przebiec chociaż kilka metrów i zniknąć wśród otaczającej ich przyrody. Dopiero śpiew latających stworzeń sprawił, iż spojrzała na nie ukradkiem, aczkolwiek nie przebrnęło jej przez myśl, aby stać się jednym z nich. Zawsze miała niechęć do ptaków, uważając je za zwierzęta bez większego sensu życia, które tylko jedzą i latają w kółko. Mimo oczywistego skojarzenia, sama nigdy nie łączyła ich z wolnością, a raczej z zbytecznością. W końcu bez nich też istniałaby planeta. Dlatego też bardzo szybko spuściła z nich wzrok, kończąc przygotowujący się posiłek. Dopiero wybuch ponownie skłonił ją do skierowania głowy ku górze. Szybko domyśliła się, że była to sprawka mężczyzny, który raczył jej towarzyszyć przy codziennych czynnościach. Może nie tyle towarzyszyć, co beztrosko nic nie robiąc, denerwować ją swoją obecnością. Wzrok jej wędrował tuż za opadającymi bezwładnie ciałami ptaków. Dopiero wtedy pierwszy raz poczuła, że może być do nich podobna. Nic nie uczyniły, a jednak zostali zabici. Tak jak ona, znalazły się w nieodpowiednim miejscu i czasie.
Usłyszała szelest, a jej wzrok natychmiast powędrował na Douhito. Miała nadzieję, że nie zbliży się do niej, a jedynie pójdzie gdziekolwiek, aby tylko w inną stronę. Nic bardziej mylnego. Kiedy usłyszała, jak wymawiana w jej kierunku pierwsze słowa. Od razu się wzdrygnęła. Nawet nie wiem, kiedy sama zdążyła podnieść się z pozycji kucającej do stojącej. Miała przymknięte oczy, ze strachu. Domyślała się najgorszego. Kiedy poczuła jego dłoń na policzku wzdrygnęła się. Może i był artystą, a jego dłonie były delikatne, ale dla niej każdy dotyk był niczym zakładanie korony cierniowej. Na całym jej ciele pojawiła się gęsia skórka, a ona sama poczuła się sparaliżowana. Nie mogła się poruszyć, ani odezwać. Łzy same płynęły jej do oczu, ale starała się powstrzymać, aby uniknąć zbędnych komentarzy i przykrych sytuacji. Kiedy poczuła ugryzienie, była pewna, że zaraz zwymiotuje. Było to dla niej nie tyle straszne, co obrzydliwe, gdyż doskonale wiedziała, iż nie były to jego własne usta, w końcu były mniejsze, niż normalnie, a dodatkowo cały czas czułą jego dłoń na swoim ciele.

Jej twarz skamieniała, nie wyrażała żadnych emocji. Postanowiła spełnić żądanie i rozpocząć zwiad. Nagła zmiana wyrażania emocji, była spowodowana sytuacją, w której tkwiła. Nauczyła się, że najlepiej ukrywać to co się czuje i nie wyrażać nic. Wtedy to miała największy spokój, ponieważ uważali ją za dość silną kobietę, która nie chowa się po kątach i jedynie płacze. Mimo wszystko czasami zdarzało im się ukazać podziw do jej osoby. Najwidoczniej nie do końca byli oni bez żadnych uczuć. Odwróciła się tyłem do mężczyzny i aktywowała swoje czerwone oczy. Mogłaby udawać, że robi zwiad bez nich, ale kolor jej naturalnych oczu zupełnie odbiegał od tego, które prezentowała po aktywowaniu swoich unikatowych zdolności.

Użyte techniki:
    ~Tsūjitegan: Reberu Shi [C]
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 27 sty 2016, o 23:37

Obrazek
Zefir wolności czy tajfun śmierci? [5/X]


Drzewa? Dendrofilia to też miłość. Trochę szorstka i pełna drzazg, ale jednak. Niemniej, las zapewniał przeżycie, o ile tylko człowiek potrafił korzystać z jego darów. Zwierzyna, owoce, grzyby, drewno na opał, schronienie przed deszczem, strumyki zdolne zaspokoić pragnienie... Było tam wszystko, czego potrzebowała Mitsu do ucieczki. Ale samej dziewczynie brakowało jednego, wiary w powodzenie ucieczki. Była przecież sensorem, mogłaby wymsknąć się bez trudu, tym bardziej, że nie wiązali jej już jak kiedyś, przez pierwsze miesiące. Dla pewności, że nikt nie będzie jej ścigał, mogła zabić ich wszystkich we śnie. Być może nawet udałoby się jej przeżyć, hum... Tylko co takiego zrobiłaby potem? Dokąd by poszła? Opłakać zamordowaną rodzinę? Zacząć nowe życie? Czy w ogóle coś takiego istnieje? Kompletne odcięcie się od przeszłości? Ona i tak da o sobie znać, chociażby podczas snu, gdy dusza jest odsłonięta i wrażliwa na każdy impuls, niczym gotowe do rozkwitnięcia pąki wiśni. Huh, jak poetycko. A może kunoichi przez te wszystkie lata straciła część siebie? Marzy o wolności, pragnie jej, ale gdyby ją otrzymała, nie potrafiłaby sobie z nią poradzić? Bandyci nie byli najlepsi, oczywisty fakt. Jednak jeśli i ona przesiąkła ich złem, czy należy się jej miejsce w normalnej społeczności? Niby każdy zasługuje na drugą szansę, szkoda tylko, że to pusty frazes, nie mający żadnego pokrycia w rzeczywistości. Dziewczę być może nie zdawało sobie nawet sprawy z własnej, mentalnej klatki. Może i była traktowana jak rzecz, zwykła zabawka, ale jednak przeżyła z nimi trzy lata, a sama jej chęć do dalszej egzystencji z pewnością nie wystarczyła na tyle dni. Dziwna, spaczona wersja symbiozy? Być może. Syndrom sztokholmski? A co to jest sztokholm?
Ptaki eksplodowały, dym unosił się jeszcze chwilę na niebie, by potem zniknąć wraz z podmuchem wiatru. A dziewczyna została ukarana za nieprzestrzeganie swojego grafiku, o ile w ogóle można o takim mówić. W każdym razie, upomnienie, choć zostawiło dobrze widoczny ślad na jej twarzy utrzymujący się przez kilka minut, było w gruncie rzeczy bardzo delikatne jak na standardy panujące wśród grupy. Mitsu, nie ociągając się, zaczęła skanować teren, szukając... No, ludzi. Byli przecież na odludziu, gdzie wędrować mogły jedynie wozy kupców, biedni chłopi, bezdomni albo jeszcze inni, bardziej tajemniczy jegomoście. W każdym razie, przez dłuższy czas kunoichi nie spostrzegła nikogo, nie licząc przedstawicieli lokalnej fauny i znajomych bandytów. Flora była wszędzie dookoła, więc nie warto nawet o niej wspominać. I wtedy, gdy miała już dezaktywować niezwykłe, krwiste oczka, ktoś wkroczył w jej pole widzenia. Nawet trzech ktosiów. Nie mieli wozu, koni, bydła, worków z towarem na plecach, a przynajmniej niczego takiego nie wskazywał sposób, w jaki się poruszają. Jeden trzymał dłoń w taki sposób, jakby drapał się po plecach, inny opierał rękę na boku, a trzeci... Trzeci szedł krokiem tak radosnym i optymistycznym, że zakrawającym na szaleństwo. I chyba coś nucił, choć blondynce nie udało się wyłapać poszczególnych słów. Tyle ujawniły sekretne oczy Ranmaru. Tylko jak zdobytą wiedzę wykorzysta jej posiadaczka?
Tymczasem z namiotu wyłonił się Ai. Po prostu Ai. Nawet jeśli kiedyś miał nazwisko, nigdy go nie ujawnił. Dołączył do grupy przypadkiem, niecały rok temu kiedy przestępcy uciekali z miasteczka. Jakoś tak się złożyło, że czerwonowłosy także uciekał, tyle, że przed gniewem bogatego kupca. Nie chodziło o rabunek, chyba, że cnoty córki. I żony. I ekspedientki. Straszna witalność i pociąg do płci przeciwnej. Był jednak kiepskim shinobi, nie posiadającym żadnych specjalnych zdolności wynikających z więzów krwi. Jego rolą w zespole było przede wszystkim rozpraszaniem uwagi kobiet, wyciąganie z nich informacji... Nie trzeba wspominać, że swoje umiejętności ćwiczył do upadłego na Mitsu. Oratorskie i inne takie. A jeśli gdzieś był potrzebny tunel, podkop lub bariera, można było liczyć na jego doton, który, choć daleki od chociażby przeciętnego, dawał jakoś radę. Bycie członkiem bandy traktował bardziej jako przejściowy etap jego życia, ot, szaleństwo młodości. Miał zaledwie dwadzieścia trzy lata, huh. I co najciekawsze, był najspokojniejszym mężczyzną w całym zespole... Może nawet widział w niebieskookiej kobietę?



1. Widzisz na samej granicy swoich możliwości nieznajome postacie, sztuk trzy. Są pełni sił życiowych, wręcz tryskają energią. Powinny wędrować po drodze obok obozowiska za jakiś kwadrans.
2. Reszta bandytów wstała, bracia (w tym przywódca) siedzą w swoich namiotach. Ai już jest głodny, a ostatni banditos brodzi w okolicznej rzece, jakieś pół km od obozu (jest dalej od trójki nieznajomych niż obóz).
3. Decyzje ważne są.
4. Najwygodniej będzie mi oceniać ruchy, jeśli (jak na obecnym evencie) wkleisz uhide z kp pod każdym postem. Mniej szukania dla mnie w przyszłości. ~
5. Pytania na gg.



97% chakry, pieczęć herszta nałożona
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 28 sty 2016, o 20:34

Doskonale zdawała sobie sprawę, że znajduje się w jednym z najlepszych miejsc na ucieczkę. Chodziło raczej o przestrzeń dookoła, aniżeli miejsce w którym obecnie się znajduje. W końcu dzika roślinność nie była jej obca, w końcu nie raz zdarzało się, że gdzieś z jakimś przyjacielem biegała beztrosko i wbiegała do lasu, aby pobawić się w chowanego, czy coś podobnego. Oczywiście nie była biegła w tym, co mogłaby zjeść, a czym otrułaby się, aczkolwiek nie bardzo się tym przejmowała. Im częściej myślała o wolności, o ucieczce, tym bardziej wierzyła w to, że nigdy tego nie zrobi, ponieważ nie pozwoliłby jej na to strach. Była przekonana, że szybko zostałaby złapana, a wtedy kara nie byłaby już taka delikatna. Nie ma co się jej dziwić, skoro minęły już trzy lata odkąd zdana jest na siebie i mężczyzn, których tak naprawdę nie obchodziła. Dodatkowo sama nie była pewna, czy odnalazłaby się w świecie, znajdujący się za całą chmarą drzew. Może najzwyczajniej w świecie była już ograniczona? Wątpliwości towarzyszyły jej codziennie. Odczuwała, że wszystko dookoła niej przemijało, a ona cofała się przez to mentalnie w wielu dziedzinach. Czy wszystko za lasem jest takie samo, a może pojawił się jakiś wynalazek, który zupełnie zmienił życie całej ludzkości. Cóż, nie była na bieżąco z informacjami, więc mogła tylko spekulować. Czy zdawała sobie sprawę, że jest w mentalnej klatce? Prawdopodobnie domyślała się, aczkolwiek trudno stwierdzić, gdyż bardzo często zatracała się w odróżnieniu dobra od zła, dlatego też nie sięgała po głębsze przemyślenia, które związane były z psychologią.
Rozglądała się, aby zbadać teren. Robiła to raczej od niechcenia. Od wielu dni nie zobaczyła nikogo, swymi czerwonymi oczami, dlatego też nie spodziewała się ujrzeć kogokolwiek i tym razem. Przekonana o tym, iż nikt dookoła się nie znajduje, miała już zdać raport, aż niespodziewanie kogoś ujrzała. Dość szybko odwróciła wzrok, rozpoczynając chłodną kalkulację, która i tak z pewnością nie miała sensu. Ujrzała mężczyzn, wyglądali jakby beztrosko dokądś wędrowali, dlatego też zastanawiała się, czy powinna o nich mówić. W końcu nie byli niczemu winni. Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, że mogą być to wybawcy. Wyobraziła sobie, jak zaczyna biec w ich stronę, dobiega do nich, a Ci zabijają bandytów i pomagają, aczkolwiek co dalej? W sumie sam Anie wiedziała, czy jej przemyślenia mają jakikolwiek sens. Wzięła głęboki wydech. Odwróciła się do bandytów, aby wreszcie cokolwiek powiedzieć. Czuła, że czekali oni na ten bezsensowny raport.
- Nie jestem pewna, aczkolwiek możliwe, że ktoś podąża do nas od południowego-wschodu – czemu skłamała? Czyżby głupia wiara? Szybko zwątpiła w swoje postępowanie. Miała wrażenie, że na kilometr widać po niej, iż nie powiedziała prawdy, więc jej ręce przez chwilę zaczęły drżeć.
- Chociaż nie, może to zachód. Myślę, że to tylko wiewiórki – kłamstwo za kłamstwem, wierząc, że jednak zdoła wybrnąć. Czy da się zagubić we własnych kłamstwach? Prawdopodobnie ona właśnie to zrobiła. Jej serce waliło jak oszalało. Wydało się. Wiedziała to. Czuła to. Czuje, że zaraz zemdleje, a mimo to dalej stoi, patrzy się na nich, karmi ich bezsensownymi słowami. Nie mogła odczytać z ich twarzy, czy uwierzyli.

Dopiero wyłączyła oczka. Nie mogła przecież stać z nimi cały czas, musiała stwarzać pozory, że wszystko jest zupełnie w porządku. Jedzenie właśnie zrobiło się i czekało gotowe do spożycia. Może to właśnie głód odwróci uwagę od potencjalnego zagrożenia. Czy bała się śmierci? Tak, ale była na nią gotowa. Jedyne czego pragnęła, to żeby umrzeć z rąk kogoś innego, a nie jednego z bandytów.


INFORMACJE:
    ~Jigen Mahi no Jutsu - Podstawowa wiedza o zasadzie działania jutsu, jednak nie wie jak się nazywa
KLANY, RODZINY SHINOBI, WIĘZY KRWI:
    ~Aburame - ich ubranie zasłania praktycznie całe ich ciało, a oczy przysłonięte są przez ciemne okulary, potrafią manipulować robactwem, używając go w walce, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Kaigan
    ~Inuzuka - często charakterystyczny tatuaż na policzkach, jakby na kształt kłów, towarzyszą im, jak i walczą z nimi psy, preferują walkę bezpośrednią, wyszkoleni w taijutsu, zamieszkują tereny Yustsu
    ~Kaminari – członkowie tego klanu w większości przypadków charakteryzują się ciemniejszą karnacją, z natury spokojni, specjalizują się w manipulacji raitonem, wytwarzając go w innej, znanej sobie wersji, stawiają na ninjutsu, zamieszkują tereny Antai
    ~Nara - przeważnie nie wykazują chęci do walki, nie lubują się w bezpośrednich starciach, potrafią manipulować cieniem, używając go w walce, posiadają niesamowitą inteligencje, z natury są raczej strategami, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Midori
    ~Senju - młody wygląd i stosunkowo długi żywot, często wyśmienici w konkretnie jeden dziedzinie, manipulują drewnem, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Shinrin
    ~Shabondama – nie mają charakterystycznych cech wyglądu, ale potrafią tworzyć bańki, które potrafią być niebezpieczne, zamieszkują tereny wysp
    ~Uchiha – w większości przypadków ciemnowłosy przedstawiciele tego klanu, posiadają wyjątkowe oczy, które przy aktywacji stają się czerwone, zazwyczaj posługują się katonem, specjalizują w genjutsu i ninjutsu, zamieszkują tereny Sogen
POSTACIE:


ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Tsūjitegan
NATURA CHAKRY:
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona -
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 12
    WYTRZYMAŁOŚĆ 14
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 23
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 10
KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI:
    SIŁA 12
    WYTRZYMAŁOŚĆ 14
    SZYBKOŚĆ 30|10
    PERCEPCJA 23|10
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 10
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU D
    GENJUTSU
    TAIJUTSU
    BUKIJUTSU
      KYUJUTSU
      KENJUTSU
      SHURIKENJUTSU
      KUSARIJUTSU
      KIJUTSU
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE C
JUTSU:
Klanowe
    ~ Tsūjitegan: Reberu Shi [C]

Ninjutsu
    ~ Suienzou no Jutsu [D]
    ~ Utsusemi no Jutsu [D]
    ~ Hikari no gijutsu-kyū [D]
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 30 sty 2016, o 21:02

Zefir wolności czy tajfun śmierci? [7/X]

Ah te kobiety, bez nich świat byłby... No, inny. To dość dobrze dobrane słowo, jeśli spojrzy się na te wszystkie feministyczne ruchy, które tylko czekają na jakąś szowinistyczną świnię do zbicia. Nieodpowiednia mina podczas zakupów w warzywniaku, podejrzliwe nuty w, zdawałoby się, prostym dzień dobry rzuconym na ulicy i już jest się wrogiem kobiet numer jeden. Ale to w tej chwili nie ma większego znaczenia, miało jedynie zarysować pewną różnicę w postrzeganiu świata przez kobiety, a mężczyzn. A różnica ta składała się z wielu drobnych różnic dzielący obie płcie. Choćby podejście do życia. Facet zobaczy coś ostrego, niebezpiecznego i nieznanego zarazem. Co zrobi? Oczywiście że tam podejdzie, podbiegnie i naciśnie. Może zginie, może nie, ale zaspokoi swoją ciekawość. A kobieta? Każda jest inna, więc diabli wiedzą, co by zrobiła. I tylko oni mogli wiedzieć, co pokusiło Mitsu do powiedzenia tego, co powiedziała. Dlaczego nie skłamała w pełni? Przecież trzy postacie wędrujące w oddali mogły być wybawcami niebieskookiej. A ona i tak poinformowała o nich swoich... Znajomych. Co prawda po chwili się poprawiła, ale kłamstwem banalnym, idiotycznym wręcz. Służyła im trzy lata, chyba wiedzą, co potrafiła dostrzec swoimi oczami i z jaką dokładnością. Postanowili zareagować i wyjaśnić jej niejasną odpowiedź? Raczej nie, bo raport był jedynie pustą formalnością, którą musiała wypełniać codziennie. A skoro do tej pory ich nie zawiodła, dlaczego miałaby zrobić to teraz? Z drugiej strony, pełne zaufanie służącej, a właściwie... Niewolnikowi? Nie można ufać w pełni, nóż w plecy zawsze boli tak samo, huh.
- Ee... Nobu, możesz przygotować coś na te wiewiórki? Tak na wszelki wypadek, gdyby naszej drogiej Mitsu coś się jednak nie przewidziało. Albo Gin się na nich natknie... - zagadnął lekko Ai, nie zgłębiając się bardziej w kwestie dziwnego zachowania blondynki. O ile naprawdę zachowywała się dziwnie, a nie jedynie tak się jej zdawało, jak to czasem bywało z nadmiernie obciążonymi psychicznie ludźmi. Umysł się załamuje, wymyśla niestworzone rzeczy, a koniec końców ofiara kończy tragicznie, żyjąc w świecie wyobraźni z szalonym kapelusznikiem i resztą ferajny. Słowa casanovy pozostały bez odpowiedzi, Douhito jedynie wzruszył ramionami i włożył dłonie do toreb z wybuchową gliną. Może i był nietypowym członkiem swojego klanu, ale kilka lat spędzonych na łamaniu prawa wyuczyło go ostrożności. Po chwili kilka białych ptaków pomknęło w powietrze, ukrywając się gdzieś wśród drzew, w tym kierunku, z którego mogliby nadejść nieproszeni goście.
Tymczasem z namiotów wyszedł przywódca i jego brat. Z osobnych namiotów oczywiście. Obaj wysocy, czarnowłosi, herszt miał je krótko przycięte, Ryu preferował artystyczny nieład sięgający barków. Dość rubaszni, ale potrafiący okazać zaciętość jeśli trzeba. Jedynie ich umiejętności różniły się diametralnie, ale i tak wzmacniały się wzajemnie. Ogień i wiatr, potężne żywioły karmiące się sobą. Nie wspominając o fuuinjutsu zdolnym kontrolować ludzi, o czym blondynka mogła się niejednokrotnie przekonać, gdy pieczęci ją paraliżowały. Zajęli swoje stałe miejsca i szybko rozpoczęli rozmowę z pozostała dwójką. Chyba chodziło o to, gdzie mają się teraz udać, skoro zima przestała ich osłaniać już kilka tygodni temu. Chyba czas ich nakarmić, ne? I ciekawe, kiedy przyjdzie ostatni z tej, jakże zacnej grupy, dziwniejszy nawet od mężczyzny z ustami w dłoniach.
A nieznajoma trójka? Nie wiadomo, kunoichi nie używała dłużej swoich niezwykłych oczu, podróżni pozostali więc owiani mgłą tajemnicy. Może to nie wybawcy, a jedynie zwykli włóczędzy, którzy razem poczuli się nieco raźniej. Człowiek zawsze potrzebuje człowieka, nawet jeśli lubi być od czas do czasu sam, odcięty od innych. Gorzej, jeśli człowiek bawił się człowiekiem. Życie nie było jednak miłe, łatwe i przyjemne, niestety.



1. Powodzenia ~

Chakra - 97% pieczęć nałożona


Wcześniej, podczas rozmowy na gg, podałem Mitsu kierunki (mniej więcej), w swoim poście podała kierunek bandyty w rzece, a nie miejsce, z którego nadchodzi trójka shinobi.
Ostatnio edytowano 1 lut 2016, o 16:16 przez Kamiru, łącznie edytowano 1 raz
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 31 sty 2016, o 13:37

Zefir wolności czy tajfun śmierci? [8/X]

W jej głowie przez cały czas toczyła się bitwa. Zastanawiała się, czy postąpiła dobrze. Może powinna to przemyśleć wcześniej, w końcu teraz było już za późno. Swoimi oczkami, spoglądała na swoich oprawców. Zastanawiała się, jak zareagują, w końcu często bywali oni nieprzewidywalni. Kiedyś myślała, jak dużo czasu musiałaby z nimi spędzić, aby zrozumieć ich tok myślenia. Najwidoczniej trzy lata nie były wystarczające, ponieważ ich reakcje bardzo często potrafiły ją jeszcze zaskoczyć. Najbardziej obawiała się braci. Oni zawsze byli tymi, którzy dowodzili innymi, przynajmniej odkąd pamięta, tak było. Byli też tymi najbrutalniejszymi, którzy nie zważali w żaden szczególny sposób na jej uczucia, czy samopoczucie. Miała wykonywać każde ich słowo. Poziom jej samooceny, porównywalny był do śmiecia, a to za sprawą tego, iż już od jakiegoś czasu była tak traktowana. Podobno samoocena jest kreowana na podstawie sytuacji, których ma się okazję doświadczyć. Czasami jest to coś wspaniałego, co sprawia, że ktoś uwielbia samego siebie i ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Inne natomiast, a wśród nich ta, która spotkała Mitsu sprawiają, iż człowiek myśli iż jest podludziem. Jednostką wybitnie słabą, która nie powinna mieć prawa egzystencji, która powinna pozostać niespełnioną siłą, nigdy nie zmaterializowaną.
Czy ona sama zachowywała się jako feministka? W osobistym mniemaniu, na pewno nie. Przecież do tej grupy, należą reprezentantki płci pięknej, które chcą walczyć o równouprawnienie, a przynajmniej tak powinno być. Nie da się nic poradzić na pseudofeministki, które zamiast walczyć o coś słusznego, wykrzykują jedynie pojedyncze hasła, aby dogryźć facetom. Z pewnością naoglądały się one telewizji i zachciało im się opanować sam. Mitsu nigdy nie nazwałaby siebie feministką. W końcu pozwoliła dominować mężczyzna, poniekąd decydować o jej własnym życiu. Poza tym najpierw musiałaby czuć się kobietą, a nie ścierwem, które już dawno powinno umrzeć, ale mimo wszystko chce walczyć o przetrwanie, bo może.
Czy to jest konieczne? Pomyślała sobie, delikatnie marszcząc czoło. Miała nadzieję, że Nobu się sprzeciwi, że nie zrobi tego, że pozwoli nieznajomym dotrzeć do obozu. Doskonale wiedziała, że tak nie będzie, ale w końcu nadzieja matką głupich, a każda matka kocha swoje dzieci. Zastanawiała się, czy rzeczywiście była jakakolwiek szansa, że uwierzą w wymówkę z wiewiórkami. Z biegiem czasu wydało jej się to zupełnie głupie. Dopiero wtedy zrozumiała, że ostatnia deska ratunku zaraz wybuchnie, wraz z glinianymi ptakami. Ostatkiem sił powstrzymała łzy. Sama nie rozumiała, czemu cały czas wierzy w ucieczkę, co w końcu mogłaby robić, poza służenia innym? Zupełnie nic.

Kiedy ujrzała braci, wzdrygnęła się trochę. Nie lubiła ich obecności, to w końcu ze względu na głupie plotki, a także chorobę jednego z nich, znalazła się w tym obozie. To właśnie przez jednego z nich jej życie stało się jedną wielko ruiną, bez większego sensu. Jeszcze pieczęć, przez którą nie mogła nic powiedzieć na temat tego, co działo się w obozie. Kiedyś próbowała, kiedy spotkała kupca, podczas poszukiwani jagód, wraz z Nobu. Niestety natychmiastowo została sparaliżowana. Było to uczucie nieprzyjemne, któremu towarzyszył niewiarygodny ból, a może cierpienie to jedynie sobie uroiła. Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Mimo wszystko starała się unikać ponownie tego uczucia. Nie chciała aktywować niczego, co mogłoby zrobić jej krzywdę fizyczną czy psychiczną.
Cały czas im się przyglądała. Odczuwała, że niedługo będą mieli jakiś problem i prawdopodobnie będzie on związany z jej osobą. Dlatego starała się pozostawać w cieniu. W każdej chwili mogą nawet postanowić stłuc ją na kwaśne jabłko za to, iż się na nich patrzy. Bała się. Serce waliło jej jak oszalało, a ona sama zaczęła się trochę trząść.
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 2 lut 2016, o 22:56

Obrazek
Zefir wolności czy tajfun śmierci? [9/X]


Mitsu przełączyła swoje funkcje życiowe, motoryczne i Jashin jeden raczy wiedzieć jakie jeszcze w tryb bierny. Dlaczego? Ciężko powiedzieć. Może po trzech latach iskra własnej woli, godności i innych tego typu pierdół postanowiła zapłonąć jasnym płomieniem ogarniającym całą kunoichi? I właśnie dlatego postanowiła odciąć się od wydarzeń wokół niej. Oczywiście, trzęsła się niczym liść na jesiennym wietrze, strach był w tej chwili zrozumiały, ale na szczęście dla niej, nie zdołał sparaliżować jej w stu procentach. Może tkwiła w miejscu jak kołek (chybotliwy ale zawsze) to umysł pozostawał sprawny, obserwujący i wysuwający wnioski. Widziała, wiedziała, a także czuła, że nie jest to odpowiednia chwila na ucieczkę. Prawdę mówiąc, żadna nie była. Ale w końcu ten dzień był inny, ne? Powietrze, ptaki, szum wiatru. Ptaki przed tym, jak obróciły się w zwęglone resztki, rzecz jasna. Największą nadzieją pozostawali jednak tajemniczy nieznajomi, którzy rzekomo mieli przybyć i uratować dziewczę... A potem zabrać ze sobą na kolejne trzy lata, być może jeszcze gorsze niż poprzednie. Może nawet więcej, niż trzy? Branki wojenne zazwyczaj były dość... Rozchwytywane. Ale, ale! Nie jesteśmy przecież na wojnie! Ta dopiero wybuch na środku pustyni, z winy kilku nadpobudliwych idiotów. A zanim zdoła tu dotrzeć, wszystko w tym miejscu zdoła się zmienić. Nawet ludzie. Niektórzy coś w sobie odkryją, inni na zawsze utracą. Głowę, chociażby.
Do spożywających zupę dołączył w końcu ostatni z grupy przestępców, człowiek, który podobnie jak pozostali, opuścił swój ród, by wieść własne życie. Z jednej klatki wskoczył do drugiej, jeszcze mniejszej i pełną ostrych końców. Ostrych, o ironio. Kaguya Kira, mrukliwy, skupiony przede wszystkim na sobie, mającym wszystko i wszystkich gdzieś, o ile nie przyniesie mu to zysku. Ot, taki z niego typ. Żadnych słabości, żadnego marudzenia. Mówił tyle, ile trzeba, a i to nie zawsze. Ale w walce odnajdował się idealnie, zwłaszcza tej kontaktowej. Może i jego zdolności budziły przerażenie, a czasem obrzydzenie, tak on sam... Nieco dziki, nieco nieokrzesany, ale w gruncie duszy dobry. Tak, dobry, choć kroczył złą drogą. Co poradzić, że jego młodość była jeszcze gorsza niż ta, którą przeżyła Mitsu. Ale to już zupełnie inna historia, na którą nie ma tu miejsca. Co robił nad rzeką? Pływał? Możliwe, sądząc po mokrych włosach. Jednak to koszyk ryb był główną przyczyną jego tak wczesnego wyjścia. Polowanie. Ale jak? Nie brał przecież ze sobą żadnej broni...
Puf! A właściwie plask! Koszyk z rybami wylądował u stóp kunoichi, delikatnie drgając co jakiś czas. Najwidoczniej nie wszystkie wodne stworzenia umarły, choć białe, kościste pociski przeszyły ich ciało. Nietypowa metoda połowu, niemniej, diabelnie skuteczna. Różne gatunki, wielkości, kolory łusek... Yusetsu pokazywało, co jest mocną stroną tych rejonów. Albo pełny kosz to zwykły przypadek, huh.
- Przygotuj je na potem. - tylko tyle powiedział, zanim usiadł przy ognisku, a po chwili był już zajęty ciepłą strawą i własnymi myślami, izolując się od kłótni. A ta trwała w najlepsze, bracia nie wiedzieli dokładnie, dokąd chcą się udać. Poprawka, dokąd opłaci im się udać. Blondynka miała jednak ważniejsze rzeczy do roboty, niż słuchanie rozmowy jej oprawców. Tymczasem nieznajomi... Coś robili, dokądś szli, z czegoś być może się śmiali. Może warto sprawdzić, gdzie są? Dać jakiś znak o swojej obecności tutaj? Albo zająć się tymi rybami jakby nigdy nic.



Chakra - 97% pieczęć nałożona, od teraz zaczyna się już gra na poważnie. Tak na bardzo poważnie.
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 18 lut 2016, o 20:55

Zefir wolności czy tajfun śmierci? [10/X]


Komplet złoczyńców, jedyna rzecz, której mogła spodziewać się w najbliższym czasie. Od samego początku była przekonana, że szybciej ostatni zbir przybędzie z nad rzeki, aniżeli trójka wybawicieli przyjcie ratować niewiastę w potrzasku. Delikatnie westchnęła, jakby zupełnie nieprzejęta, a mimo wszystko nieco zawiedziona. Od zawsze żyła nadzieją, twierdząc, że ta umiera ostatnia. Najwidoczniej nie zdążyła się jeszcze nauczyć, że nie warto mieć nadzieję. Trzy lata nie nauczyły jej niczego, przynajmniej w tej kwestii. Każdy dzień był dla niej nadzieją na lepsze jutro. Tylko to podtrzymywało ją przy życiu, dlatego w pełni świadoma swojej głupoty, będzie miała nadzieję, do końca swojego życia.
Spojrzała na Kaguyę, który zawsze budził w niej dość pozytywne emocje. Kiedy na niego patrzyła, miała wrażenie, że jest on jedyną osobą, która nie nienawidzi jej, a może nawet trochę współczuje. Z drugiej strony mogły być to tylko jej wyobrażenia, teorie rodzące się w głowie, aby dać sobie trochę otuchy, aby zbudować fikcyjne wsparcie. Opcja ta jest bardzo prawdopodobna, biorąc pod uwagę fakt, iż Kira zawsze obdarzał ją tym samym, chłodnym spojrzeniem, nie wyrażającym żadnych emocji.
Jej wzrok natychmiast wylądował na koszu, który wylądował niemalże na jej stopach. Przymrużyła nieco oczy, z lekką nutą zaciekawienia. Została ona rozwiana wraz z drganiami kosza, co tylko utwierdziło ją w fakcie, że znajduje się tam kolacja, którą to oczywiście ona będzie musiała przygotować. Późniejsze słowa mężczyzny utwierdziły ją tylko w tym fakcie. Rzuciła spojrzeniem na każdego ze swoich oprawców, a następnie jakby zrezygnowana ruszyła po scyzoryk.
Przykucnęła przy rybach, jakby zmęczona, a może tylko udawała? Gra aktorska to jedyna rzecz, która dawała jej przewagę. Wyciągnęła jedną z ryb, dość pokaźnych rozmiarów i położyła ją na pieńku, który od dawna służył jej jako deska do krojenia i innych spraw kuchennych. Jak miała zamiar zabić rybę? Ano scyzorykiem. Oczywiście mogła użyć kamienia, ale wtedy nie mogłaby zrealizować swojego planu
. Usiadła przy Pieńsku tak, aby siedzieć na wprost wcześniejszego pobytu trzech nieznajomych jej mężczyzn.
Spojrzała ukradkiem na rybę, a następnie aktywowała swoje unikatowe oczy. Po co to zrobiła? Po to, żeby jedynie jednym cięciem zabić rybę. Żaden ze złoczyńców nie znał dokładnie działania jej umiejętności, dlatego mogła na przestrzeni lat wymyślić kilka dodatkowych opcji. Spoglądała na rybę, a później przed siebie, zadając płetwiastemu stworzeniu uderzenie śmierci. Udawała jakby ją to brzydziło i nie mogła na to patrzeć, dlatego za każdym razem mogła podnieść głowę, rozeznać się w otoczeniu.
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 24 lut 2016, o 17:40

Obrazek
Zefir wolności, czy tajfun śmierci? [11/X]


Dziewczyna bynajmniej nie zraziła się tym, że mała odebrać życie kilku, a może nawet kilkunastu rybom. W końcu to tylko bezmyślne stworzenia żyjące w wodzie, pokryte mieniącymi się w słońcu łuskami. Zamiast marudzenia, biadolenia i innych tego typu pierdół, postanowiła działać. Wzięła w swoje dłonie mordercze narzędzie, jakim był krótki nóż... Ale nie użyła go do poderżnięcia gardeł swoim prześladowcom, co to to nie. Ostrze w garści, własny los przechodzący tuż obok niej. Smutne, ale po trzech latach było czymś normalnym, szarą codziennością, niekończącą się prozą życia a nawet... Wystarczy. Pierwsza ryba pojawiła się na pieńku, miotająca się bez szans na ucieczkę. Próbowała oddychać, z całych sił wciągając powietrze, które nie było przeznaczone dla niej. Dla osoby o dużej wrażliwości z pewnością była to smutna, skazana na porażkę walka o przeżycie. Dla wszystkich innych, kolacja, która próbowała uciec. Przyjmijmy, że w tej rzeczywistości wszyscy weganie zostali wypędzeni do świata poza miejscem i czasem, tak dla ułatwienia wywodu. Mitsu, na szczęście dla niej, zaliczała się do drugiej grupy, a nóż spełnił swoją rolę, posyłając stworzenie do krainy wiecznej wody. Gdyby blondynka nie potrafiła poradzić sobie z przygotowaniem posiłku, jej wartość w oczach przestępców znacznie by zmalała.
Jednak było w tej, pozornie zwyczajnej, scenie coś, co psuło harmonię obrazu. Jak drobiny piasku dostające się do oczu, tak aktywne więzy krwi kunoichi drażniły narratora. Krwista czerwień która pozwalała widzieć i słyszeć dalej, niż ktokolwiek inny. I tej niezwykłej, niemal boskiej mocy użyto tyko po to, by odciąć rybie głowę? To nie miało sensu dla tej wszechmocnej istoty, która kierowała światem dziewczyny od dzisiejszego poranka do... Do końca. Pytanie, czym, lub kim był koniec lepiej pominąć, nie tracić czasu na to, co i tak niezmienne. Niemniej, sami bandyci dali się złapać w ów pułapkę, jaką były dodatkowe umiejętności jej szczepu. Nawet o nim nie wiedział, ne? Że gdzieś tam, tacy jak ona, żyją sobie w spokoju, szczęśliwi czy smutni, ale bezpieczni. Swoimi oczami Mitsu mogła dostrzec kilka ciekawych rzeczy. Pierwszą były siły żywotne ryb. Wystarczyło jedno cięcie i gasło, jak zdmuchnięty płomień świecy. Jednak to nie dla kolacji jarzyła się ta niezwykła czerwień, tylko dla trójki wędrowców...
A ci szli dalej, w tym samym ustawieniu i tempie, nadal w tych samych pozach, z radośnie kroczącym na czele. Tylko gdzie dokładnie byli? Na trakcie. Maksymalnie sto metrów od obozowiska, a chwilę lub dwie przejdą drogą równolegle do grupy bandytów. I ich ofiary. Tylko czy ta znajdzie w sobie wystarczająco wiele siły, by zrobić coś więcej, niż tylko obserwować? Prawie wszystkie ryby straciły już głowy, kompania nadal była zajęta sobą, dyskutując na nieistotne dla dziewczyny tematy. Przepuścić taką okazję obok nosa? Zaryzykować? A może zdać się na Los? Szkoda tylko, że był mało wiarygodny po wszystkim, co przeżyła blondynka.



#gomene, że tak długo nie było posta + że jest jaki jest, ale muszę się ponownie wdrożyć w treść wyprawy
Kamiru
 

Re: Obozowisko

Postprzez Mitsu » 29 lut 2016, o 19:23

Zefir wolności, czy tajfun śmierci? [11/X]

Śmierć. Mordowała ryby, niczym zawodowy rybak, nie przejmując się ich uczuciami. Najzwyklej w świecie wbijała im niewielki nóź, ażeby zakończyć ich żywot, który w jej mniemaniu nie miał też najmniejszego sensu. W końcu to prawo natury, ryby umierają, aby człowiek mógł się najeść. Ale kim ona była, ażeby decydować o życiu innych stworzeń, nawet tak błahych, jak ryby. Powinna je puścić wolno, pobiec w stronę rzeki i je wypuścić, ale i tak nie miałoby to najmniejszego sensu. Ona również była rybą, tyle że bez płetw i skrzeli. Była bezbronna, podatna na śmierć na każdym kroku. Każdy mógł decydować o jej losie i również mogłaby skończyć od ciosu nożem w odpowiednie miejsce. Co za ironia, że to właśnie ona musiała decydować o losie innych zwierząt, mimo iż była jednym z nich w rasie ludzkiej. Dopiero wtedy zrozumiała zbyteczność wszystkiego co ją otaczało. Poczuła nawet jak zamyka się w sobie. Przestała myśleć o jakimkolwiek ratunku.
Mimo ciągłej obserwacji mężczyzn, którzy wydawali się wieść beztroskie życie, dobrze bawiąc się podczas swojej podróży, czuła, że nie są oni jej wybawicielami. Nawet jeśli byliby to nie miała najmniejszych szans, na zwrócenie ich uwagi na siebie. W końcu nie mogła najzwyczajniej w świecie zacząć krzyczeć. Ale czemu nie? W końcu równałoby się to tylko z uderzeniem w twarz, ewentualnie porządnym kopem i kosą między żebra. Przecież to nic nadzwyczajnego, każdego może spotkać taki los. Mimo wszystko, powstrzymała się od wydawania jakichkolwiek dźwięków. Była zrezygnowana. Mogła jedynie liczyć na to, iż jej warunki życiowe poprawią się, kiedy będzie współpracować ze sowimi oprawcami.
- Są tam – powiedziała dość zimno, jakby bez żadnych uczuć, chociaż w jej wnętrzu kłębiło się wiele emocji. Wskazała palcem w stronę, którą szło trzech mężczyzn. Z jej oczu popłynęły łzy, które natychmiast zaczęły opadać na jedną z ryb. Przyglądała się, jak na jej martwe ciało, opadają jej własne płyny. Co czuła? Jedynie smutek, jakby jedyna deska ratunku przelatywała jej między palcami. Miała jeszcze szansę wszystko naprawić, krzyknąć, aby ostrzec mężczyzn, ale niestety poddała się. Trzy lata spędzone w obozie zrobiły swoje.
- Jest ich wielu, idźcie, ja dokończę posiłek. Wyglądają na bogatych – odwróciła wzrok w stronę obozowiczów, z twarzą kamienną i chłodną. Przypominała ludzką górę lodową. Nagła zmiana nastroju? Cóż, to u kobiet jest normalne. Miała nadzieję, że ci ją posłuchają. Liczyła na nagrodę, którą miałoby być dobre traktowanie.
- Wszyscy są shinobi, mają sensora. Znajdą nas, przetnijcie im drogę – zachowywała się niczym dowódca, ale tylko ona była rozeznana w sytuacji, którą … sama wymyśliła? Nie było to niczym innym jak desperacką próbą uratowania siebie. Skoro nie mogła przyprowadzić obcych do obozu, to mogła wysłać obóz do nich. W końcu to też jakaś szansa na ucieczkę, o której myślała już od dobrych dwóch miesięcy. Mimo to zawsze brakowało jej odwagi, którą odnalazła po wyjątkowym śnie. Od dziecka matka wmawiała jej, że te sny są prorocze i dzięki nim zdziała cuda, dlatego tak bardzo miała nadzieję, iż rodzicielka nie mogła się mylić. Koszmary, to zawsze budowało jej samoocenę, tak samo jak znęcanie psychiczne. Czy sama była chora umysłowo? Bardzo możliwe, aczkolwiek nigdy nie miała okazji skonsultować tego z żadnym wykwalifikowanym na tym tle medykiem.
Mitsu
 

Re: Obozowisko

Postprzez Kamiru » 5 mar 2016, o 15:27

Obrazek
Zefir wolności, czy tajfun śmierci? [13/X]


Pomijając wszelkie rozmyślania głębokie rozmyślania Mitsu nad stanem jej ciała, ducha i nędzną rolą w tym kiepskim przedstawieniu zwanym "Świat" warto zatrzymać się na jednej, ale bardzo ważnej chwili. Nie żeby uczucia (a raczej ich spaczone wersje) kierujące poczynaniami kunoichi nie były ważne... Choć nie, jednak nie były. Przynajmniej nie dla narratora, który wypełniał swoją smutną powinność, a w tym przypadku była to umowa o wcielenie się w anioła śmierci. Nieźle płatna, ale strasznie upierdliwa w samym sednie obowiązków. Krótko mówiąc, trzeba kogoś zabić. Ale jak? Choroba? Zbyt dziecinne dla shinobih zdolnych naginać cały świat do swojej woli. To może przez przypadek? Nie, bo ci niewierzący w przypadki zaraz zaczną się pieklić, że tak nie można, że trzeba cofnąć Czas (a staruszek naprawdę tego nie lubi), a to z kolei prowadzi do powstania odbić, kolejnych drgań i echa zdolnego zniszczyć któryś z równoległych wszechświatów.
Nie wiadomo dokładnie, dlaczego dziewczę użyło takich, a nie innych słów, by ściągnąć na siebie uwagę swoich prześladowców, kompanów, czy jak inaczej mogła zwać tych mężczyzn. Raz, byli zajęci poważną (bo przecież męską) rozmową. Dwa, "Są tam" nie jest niczym konkretnym i równie dobrze Mitsu mogła opisać tym legion walecznych wiewiórek, jak i dwóch zataczających się pijaczków. Oczywiście, nawet po trzech latach niewoli w tym wątłym ciele krył się pewien duch, który nie tyle chciał żyć, ile przeżyć. A szansę na to widział jedynie w wolności, która teraz zbliżyła się na wyciągnięcie ręki. Chyba, że wszystko to jest iluzją, głupią nadinterpretacją wydarzeń... Kolejne słowa dziewczyny nie zdołał poderwać bandytów do czynu. Patrzyli na nią, uśmiechając się z pewną litością, ale jednocześnie w ich oczach widać było niepewność i natychmiastową gotowość dopasowania się do wyroku przywódcy. Ot, instynkt przetrwania w stadzie.
Herszt nie miał jednak zamiaru przegapić okazji do zdobycia łupów. Jednak ufanie na ślepo (heh) słowom swojej zabawki mogłoby się bardzo źle skończyć i to nawet wtedy, gdyby nie celowo wprowadziła ich w błąd. Dlatego też krótką komendą zmusił ucztujących do powstania, a sam podszedł do Mitsu i... Nie, nie uderzył jej. Nie potrzebował czegoś tak prymitywnego, nie on. Już na początku pokazał, co potrafi. A teraz pieczęć założona niczym obroża na niepokornego kundla, rozeszła się po ciele Mitsu, skutecznie blokując jej wszystkie ruchy. Jedyne co teraz mogła, to mówić.
- Powiedz dokładnie, ilu ich jest, w którym kierunku wędrują... A shinobi rzadko kiedy są bogaci, za to zawsze groźni. - to chyba nie najlepszy moment na kłamstwo. Chyba.



#post krótki, ale no ~
Podaj jakieś konkretny dystans (nie przesadzaj tylko w żadną stronę), a reszta to już inwencja własna (którą najwyżej nieco ukrócę)
Kamiru
 


Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość