Okolice Ookami-den

Największa prowincja Wietrznych Równin zamieszkana przez Ród Inuzuka. Pomimo swoich rozmiarów, prowincja jest zręcznie zarządzana przez Ród, a to dzięki niezwykle efektywnemu przemieszczaniu się członków rodu na swoich psach. Yusetsu od północy sąsiaduje z morzem, od północnego zachodu z prowincjami Karmazynowych Szczytów, od południowego zachodu z prowincjami Samotnych Wydm a z kolei od zachodu z Shigashi no Kibu. Takie umiejscowienie pozwala na rozwój w prowincji zarówno handlu morskiego jak i lądowego. Niektóre osady zamieszkują członkowie podzielonego wewnętrznie Szczepu Terumi.

Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 9 wrz 2018, o 11:15

Obrazek
Pola, a wraz z nimi domostwa, naturalnie wykwitły wokół siedziby rodu Inuzuka. Niektóre stanowią pojedyncze perły w koronie łąk, lasów i rzek, a inne zebrały się w mniejsze skupiska, którym nikt nawet nie nadał nazwy i nie obwieścił dumną nazwą "osad". Choć te ostatnie również można było znaleźć - pomniejsze wioski, które były w stanie się utrzymać bez ciągłych kursów do "stolicy". Główne trakty są chronione przez regularne patrole straży. Boczne drogi jak i niewydeptane dróżki, mimo bliskości z główną osadą, nadal potrafią być niebezpieczne przez bogactwo fauny, w którą obfitują tereny.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 11 wrz 2018, o 11:24

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
12


Dokładnie, każdy ma jakąś pracę. Są ludzie, którzy budzą się rano i myślą o niej z uśmiechem. Odprężają się na samo wspomnienie tego, że mogą dzisiaj zacząć robić to, co lubią, co robią codziennie, ale co przynosi im ukojenie i sprawia, że wstają z chęcią każdego poranka, a noc witają jako zapowiedź kolejnej pobudki. Są też ci, którzy nie chcą się budzić. Rutyna przytłaczała a ciężar, jaki nosili, pozostawiał ślady na ich ciele i w ich oczach. Misaka nie wydawała się należeć do pierwszej grupy, ale nie stała obiema nogami w tej drugiej. Jej oczy wciąż były jasne. Iskra, która się w niej tliła, nadal była mocna i pewna siebie, ten rodzaj ludzi można by było określić jako ci "do odratowania". Nadal nie zatopieni na tyle głęboko w bagnie, żeby całkowicie się w nim zanurzyć i wciąż nie brodzący tak intensywnie, żeby nie mogli zawrócić. A Ty? Mogłeś zawrócić czy byłeś już zatopiony na tyle głęboko, by zostać tam, gdzie stałeś. Jedyną drogą była droga naprzód, a płonące mosty oświetlały ją.
- Shinobi? - Zapytała z zainteresowaniem, spoglądając na ciebie uważniej, z nową ciekawością. Jej wzrok zatrzymał się na dłużej na kaburze przy biodrze, ale najdłużej skupił się znów na bliźnie. Być może właśnie wyobrażała sobie o wiele dokładniej, jak się jej nabawiłeś. Może widziała teraz dramatyczną walkę, pełną krwi historię, z której nie udało ci się wyjść bez szwanku i dzień w dzień musiałeś się godzić z tym, co widziałeś w lustrze. Co spoglądało na ciebie z odbicia tafli wody i porannej kawy. - Nie wyglądasz jak tutejsi shinobi. Klan Inuzuka bardzo mocno się wyróżnia, pewnie ich widziałeś - zazwyczaj chodzą z psami, no i mają kocie źrenice. - Postawiła dwa paluszki, po jednym z każdej dłoni, w pion, chcąc te źrenice zobrazować. - Po drugiej stronie miasta jest duża stolarnia. Pracuję tam. Noszę części mebli, układam je, sprzatam i pomagam przy pracy. - Pył na jej sukience nagla wydawał się być całkowicie na swoim miejscu. Tak samo jak niektóre plamy, które pewnie pochodziły ze specyfików konserwujących drewno czy farby. Uśmiechnęła się samotnie, tak sama do siebie, kiedy opuściła spojrzenie na drogę przed wami. - Co innego mogę zrobić? - Z tym pytaniem zostawiła cię samego.
Dziewczę całe zapłonęło rumieńcami, kiedy wróciła, a ty stałeś z dango, które swoim zapachem doprowadziło jej brzuch do głośnego burczenia. Zapowietrzyła się z wrażenia, spoglądając w zdumieniu to na ciebie, to na trzymane jedzenie. To na swoją bułkę, która przy tym wypadała tak blado.
- Dziękuję... to... łał... - Ledwo było ją słychać, bo i ledwo wydukała te słowa, ale staliście na tyle blisko siebie, że nie miałeś żadnego problemu, żeby ją zrozumieć. Uśmiechała się. Tak promiennie i ciepło, że zerwała promienie z błękitnego nieba, by się z tobą nimi podzielić. Z tamtym pytaniem zostawiła cię samego, ale przecież żaden z was w tym momencie nie był sam.
Droga była długa i po pewnym czasie musieliście zrobić postój. Drobne stopy dziewczyny były mocno obdarte, pęcherze aż raziły, kiedy zdjęła pantofelki, żeby dać nogom chwilę odsapnąć. W końcu dotarliście na miejsce. Gospodarstwo nie było śliczne, piękne, ale było zadbane na miarę możliwości. Kury chodziły po podwórzu, a dalej widać było dwie kozy i pasącą się krowę. Prostokątny dom o dachu pokrytym strzechą, która straciła dawno temu swój piękny, złoty blask. Gałęzie drzew lasu, koło którego przycupnął dom, pochylały się nad nim jakby chciały osłonić to miejsce od wszelkiego złego. Czwórka dzieciaków, w wieku od sześciu do dwunastu lat latała po podwórku, a kiedy tylko was zauważyły to podbiegły do was pędem, a konkretniej - do Misaki, która rozwarła ramiona, by złapać ich wszystkich.
- No już, już, dajcie mi żyć! - Zaśmiała się kobieta. - Poznajcie proszę Rena. Uratował mi dzisiaj życie.
- Naplawdee? - Odezwał się najmłodszy zuch, spoglądając na ciebie wielkimi, błyszczącymi oczyskami niczym kot ze Shreka. Na szczęście nie posiadał futerka i wystającego z kości ogonka.
- To moje kochane rodzeństwo. Kiri, Ichiro, Shinaru i Aki. - Przedstawiła od najstarszej, bo najstarszym dzieciakiem była dziewczynka, do najmłodszego, który wpatrywał się w ciebie jak w święty obrazek, jakbyś był spełnieniem marzeń o tym, kim zawsze Aki chciał stać się w przyszłości. Bohaterem. Mężczyzną, który pomaga, kiedy widzi, że ktoś potrzebuje pomocy i ratuje życie, nawet jeśli miałby przy tym samego siebie narazić.
- A to mój ojciec, Akinobu. - Misaka wskazała ci drzwi do domostwa. W progu domu pojawiła się jeszcze jedna osoba - starszy mężczyzna, który podpierał się o lasce. Nie miał jednej nogi. Uśmiechał się, widząc scenę przed swoim domem. - Zapraszam. - Zachęciła cię i sama skierowała się do środka, oblepiona oczywiście swoim rodzeństwem, które nagabywało ją i próbowało zmusić do powiedzenia, jak to się stało, że zostałeś bohaterem dnia. Tylko Aki czuwał przy twoim boku, zarumieniony aż od ekscytacji.

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 11 wrz 2018, o 23:02

Kiedy poruszyli temat pracy Ren zaczął się zastanawiać nad swoją, zazwyczaj dość niewdzięczną pracę. Był shinobi w imię czego? W obecnej sytuacji reprezentował klan, z którego nie był dumny. Ba, w ogóle nie zgadzał się z ich polityką. Dodatkowo przez nieumiejętne przywództwo wiele ludzi często jest niezadowolonych i tak też było w tym przypadku. Dopóki nie miał jakichś odgórnych rozkazów to wszystko było dobrze, ponieważ mógł działać tak jak chciał. Właściwie to właśnie dlatego udał się w podróż. Chciał zobaczyć jak funkcjonują inne kraje, inni ludzie, inni ninja. Po prostu nie miał ochoty być tylko czyimś narzędziem uczestnicząc w bezsensownych sporach głów klanów. Dokładnie tak jak to miało teraz miejsce między rodem Yamanaka i Hyuga. Ren nie chciał brać w tego rodzaju intrygach i omijał je szerokim łukiem, właśnie dlatego też tutaj się znalazł. Właściwie to przez ich wojnę nie mógł dotrzeć tam gdzie chciał i musiał zatrzymać się w prowincji należącej do klanu Inuzuka, o których właśnie wspomniała dziewczyna.
- Huh, to prawda. Ja udałem się w moją podróż samotnie i nie mam żadnego zwierzęcego towarzysza jak tutejsi. Ja sam pochodzę z zupełnie innego miejsca, jednak wiem co nieco o klanie Inuzuka i tego co potrafią. - odparł uśmiechając się kiedy brunetka pokazywała mu źrenice ich oczu. Wyglądało to dość komicznie, a przynajmniej według niego.
-Rozumiem, rozumiem... Nie myślałaś może o zmianie pracy? Rozejrzenie się za jakąś lżejszą? Może praca w restauracji, sklepie? Pomoc w przybytku dla chorych? - zaczynał wymieniać możliwe opcje skoro sama zapytała go o możliwości. Niestety nie był za bardzo rozeznany w tym gdzie i jak komu płacą, szczególnie tutaj. Po tym co usłyszał tym bardziej czuł się zobowiązany, aby jakoś spróbować jej pomóc. Choć wiadomo, że nie zostanie tutaj na zawsze, jednak mógł spróbować pomóc jej wyjść na prostą, aby tak jak on nie musiała zmuszać się do czego, czego nie chce robić. Choćby nawet robiła to tylko dlatego żeby zarobić pieniądze dla rodziny, to jeśli będzie się przepracowywać, to może się to skończyć dla niej tragicznie.
- Nie masz za co dziękować. Ty podzieliłaś się ze mną, ja z Tobą. Z racji, że padałaś z nóg stwierdziłem, że przyda Ci się dodatkowa energia i chciałem też dać coś od siebie. Smacznego! - powiedział białowłosy, odebrał połowę bułki, którą poczęstowała go dziewczyna i zjadł ją z dużym apetytem mając nadzieję, że ona to samo uczyni z jego podarkiem. Widząc jej uśmiech był również szczęśliwy, że w takich czasach można jeszcze sprawić komuś trochę radości. Dodatkowo wpadł na pomysł, aby dołożyć się też nieco do obiadu i po drodze zakupił nieco wołowiny, tak aby starczyło na dwa obiady dla czterech osób, ponieważ nie wiedział przecież jak duża może być jej rodzina. Dość popularne mięso, więc zapewne nada się również do przygotowania nieważne z czym. Nie chciał też przychodzić zupełnie z niczym, jednak jak na razie schował ją do torby na biodrze. Zaledwie prowincję dalej toczyła się wojna, jednak na szczęście oni mogli się cieszyć spokojem. Miał nadzieję, że tak tutaj pozostanie.
W końcu jednak udało się dotrzeć do gospodarstwa gdzie czekało ich nie lada powitanie. Kiedy znaleźli się odpowiednio blisko od razu otoczyła ich gromadka dzieci. Zbiegły się bardzo szybko, aby przywitać swoją siostrę. Najwyraźniej miała dla kogo pracować, a także do kogo wracać, czego nie można było powiedzieć o Renie. Jednak dla niego były to bardzo cenne wartości w życiu i chciał ich chronić, nawet jeśli nie należały do niego.
- Już nie przesadzajmy. Po prostu pomogłem Ci kiedy gorzej się poczułaś. Wasza siostra musi na siebie teraz uważać, więc dajcie jej trochę odetchnąć. - powiedział najpierw w stronę piwnookiej, a później bardziej do jej pociech. Zastanawiał się czy wychowuje tak liczne rodzeństwo sama, czy jednak jest ktoś jeszcze.
- Miło mi Was poznać. - powiedział uśmiechając się ciepło w stronę dzieciaków i poczochrał najmłodszego z nich po czuprynie o ile był w zasięgu, a następnie założył ręce na piersi. Następny był ich ojciec. Stary, bez jednej nogi, ale uśmiechnięty. Teraz już wszystko stało się jasne. Głowa domu nie mogła pracować, więc robiła to najstarsza siostra. Gdyby nie obecna sytuacja, to głośno by westchnął, jednak nie chciał niepokoić innych. Chłopak ukłonił się oddając szacunek starszej od siebie osobie kiedy ta pojawiła się w progu. Kiedy wszyscy już poszli czarnooki ukucnął, aby być na wysokości Akiego.
- Chodźmy coś wszamać, co Ty na to Aki? Zanieś to siostrze, mam nadzieję, że się ucieszy. - oznajmił, a następnie wyciągnął zapakowaną wołowinę i wręczył ją młodzikowi, aby ten dostarczył ją tam gdzie poprosił. Nie chciał przecież przychodzić zupełnie z niczym. Przyglądając się wcześniej gospodarstwu dostrzegł, że nie przelewa im się za bardzo, jednak starają się z całych sił, aby utrzymać je w dobrym stanie. Gdy już wysłał chłopca z misją wszedł zaraz za nimi do środka.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 12 wrz 2018, o 09:21

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
14


Granice Karmazynowych Szczytów były aktualnie niemal niemożliwe do przekroczenia. Nie pozwalali przecisnąć się przypadkowym przechodniom, nie było wstępu do "zwiedzania", nawet zwykłe przesmyknięcie się po to, żeby przejść dalej, graniczyło z cudem. Zbyt wielu sensorów jak na jedną prowincję. Przyjmowali jedynie wojaków, którzy chcieli się zaciągnąć i rodzimych mieszkańców, którzy jakoś musieli się dostać do swoich domów, a i nawet czasami tych nie. Jaki był przebieg wojny i co się tam działo? Na temat tego panowała absolutna cisza. Nie mówili o tym strażnicy przy brzegach, nie było szczęśliwców, którzy by się stamtąd wydostali. Pozostawały plotki dla czułych uszu, które lubiły być mocno nadstawiane. Imaginacje tego, co się tam mogło dziać i czy bardowie będą tworzyć pieśni na cześć największych bohaterów, tak jak o Krwawym Pokoleniu, bohaterach spod Muru czy młodym pokoleniu nowych wojowników, które wyłoniło się na turnieju w Hanamurze.
- Hmm, wiem, że niektórzy potrafią rozmawiać ze swoimi ninkenami i dzięki temu rozumieją też wszystkie inne psy. - Dziewczę uniosło głowę do chmur w zastanowieniu o ninja, którzy lubili przecież chować swoje sekrety i sekreciki, nawet ci, którzy mieszkali tuż obok, czasami nie wiedzieli, co dzieje się za ścianami domu. Podobnie było z Karmazynowymi Szczytami. Mogłeś mieszkać tuż przy granicy, a prowincja milczała. Sekrety chronione naturalną ścianą - drzewami i polami, przez które co najwyżej przebiegała dzika zwierzyna. - Myślałam. Ciężko znaleźć pracę, w której tyle zapłacą, a ja... potrzebuję tych pieniędzy. Ciągle szukam, więc wiesz... w końcu na pewno się uda! - Obdarzyła cię kolejnym promiennym uśmiechem i uniosła kciuka do góry, pokazując, że wszystko w porządku. Nic nie było. Jeśli jednak nie było teraz to zawsze mogło być. Głównym składnikiem tej mikstury była przede wszystkim wiara.
- Dobrze, proszę pana! - Odpowiedziały dzieciaki niemalże chórkiem, na co Misaka zareagowała śmiechem. Wstyd dziewczyny zanikał. Zaczynała się czuć przy tobie swobodniej i pewniej. Podczas drogi rozmowa w większości umilkła, wszystko przez konieczność oszczędzania energii na podróż. Teraz znów jej bateryjki zostały załadowane tą ciepłą, dziką gromadą.
Aki kiwnął głową, kiedy powierzyłeś mu zadanie, cały spięty i wyprostowany na baczność, z pełnym skupieniem na twoich słowach, chociaż biorąc pod uwagę, że miał z sześć, góra siedem lat, na pewno coś mogło mu umknąć. Przyjął od ciebie paczkę i popędził galopem w kierunku domu.
- MISIAA, MISIAA, PAN DAŁ PREZENT! - Krzyczał już od startu, znikając w półcieniach domostwa, w których i ty zaraz się zanurzyłeś.
- Proszę usiąść. - Zaproponował gestem i słowem Akinobu, wskazując ci stół, który już był nakryty i wokół którego kręciły się dzieciaki. Misaka odłożyła pakunek na blat, do którego mężczyzna podszedł, a sama oddaliła się w celach oporządzenia po pracy. Głowa domu podziękowała ci za ten podarek, dopytała, co się wydarzyło, jak się z Misaką poznaliście, skąd jesteś. Nie wypytywał nachalnie, raczej zagajał rozmowę swoim ciepłym, przyjemnym dla ucha głosem, który nadawał się do snucia długich, nieskończonych opowieści zimowymi wieczorami przy grzanym winie i płomieniach kominka. Dzieciaki również nie próżnowały. Obierały warzywa, rozbijały jajka - pomagały w przygotowaniu posiłku pełną parą. Choć Aki akurat bardziej przeszkadzał, ale widać było, że dzielnie się uczy i próbuje dać z siebie nie sto a dwieście procent. W międzyczasie wróciła Misaka i dołączyła do tych przygotowań. Chwila moment i obiad był gotowy przy tak dobrej współpracy tylu rąk - a mówią, że gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść.
Podano do stołu.
Obiad nie trwał w ciszy. Wypełniony śmiechem, rozmowami i żartami był perłą w koronie. Oazą na pustyni, w której wreszcie można było poczuć, że naprawdę się żyje. Po jego zakończeniu wszyscy bez pytań, bez konieczności naganiania, zaczęli sprzątać po posiłku - każdy miał przydzieloną rolę, żeby Misaka nie musiała robić wszystkiego sama. Nawet ciężko było zauważyć moment, w którym w domu zrobiło się przyjemnie cicho, kiedy kobieta wraz z ferajną wyszła na zewnątrz.
- Ren. Mógłbym z tobą porozmawiać? - Stukot laski, szuranie odsuwanego krzesła, kiedy mężczyzna wstał od stołu i skierował się do jednego z komód, otwierając szufladę i przekładając wolno znajdujące się tam rzeczy. Widać było po nim, że jest schorowany. Brak nogi to jedno - bez tego bardzo ciężko się poruszał i z trudem. - Nie mam wiele pieniędzy, ale zebrałem wystarczającą sumę, żeby wynająć shinobi. Pewnie się domyślasz, że chodzi o Misake. Nie wiem, czy da się coś zrobić z mężczyzną, który ją zatrudnia, nie śmiem prosić o wiele, ale... błagam. - Staruszek opadł przed tobą na kolana. - Uratuj moją córkę. Traktują ją tam potwornie, nie zasłużyła na to. Nie wiem, czy oni jej... czy...

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 12 wrz 2018, o 11:41

Wojna zapewne trwała w najlepsze, a ludzie, którzy jak dotąd się nie znali, stawali razem na szlai swoje życie. Pytanie brzmiało czy każdy z nich wiedział o co walczą i czy ten cel był na prawdę słuszny? Nie miał pewności jak było, ponieważ się tym nie interesował, jednak z drugiej strony mogła to być po prostu zachcianka jakiegoś władcy tamtejszych terenów, czy też po prostu polityka któregoś z klanów. Nie było co się na tym bardziej rozwodzić, ponieważ sytuacja, w której się znalazł skutecznie mu to uniemożliwiała. Ciepła atmosfera domostwa, to coś czego zaznał jedynie za swoich dziecięcych lat. Później niestety było tylko coraz gorzej. Powoli tracił całą swoją rodzinę, która również zaczynała obracać się przeciw niemu zrzucając na niego winę. Tego tutaj nie było. Panowała miła atmosfera, wszyscy dawali z siebie tyle ile mogli, a w szczególności Misaka, która na pewno na swoich małych barkach niosła duże brzemię. Droga przebiegła już większości w milczeniu, czasem tylko wymieniali jeszcze jakieś spostrzeżenia. Oprócz tego dziewczyna zapewniła go, że niestety nie była w stanie znaleźć lepszej pracy, a dodatkowo dalej szuka. Widać, że starała się podchodzić do tego optymistycznie, jednak Ren nie był pewien czy rzeczywiście tak to postrzega.
Po dotarciu i ciepłym przywitaniu przyszła pora na obiad, w końcu po to szli taki kawał drogi. Aki najwyraźniej wziął bardzo na poważnie swoją misję, ponieważ od razu darł się w niebogłosy. Białogłowy złapał tylko się za tył głowy jedną ręką i podrapał się po głowie lekko się uśmiechając. Wtedy też Akinobu zaprosił już do stołu. Namikaze oczywiście nie odmówił i po chwili już siedział na krześle. Obserwował w międzyczasie jak sprawnie działa ze sobą rodzeństwo. Rozumieją się praktycznie bez słów, a wszystko działało jak w zegarku, takim na prawdę dobrym zegarku(o ile były jakieś mechaniczne! A jak nie to załóżmy, że po prostu bardzo dobrze :D). W tym samym czasie zajmował się też rozmową z głową rodziny. Co prawda białowłosy nie był zbyt wylewny, jednak starał się udzielać konkretnych odpowiedzi. Przybliżył mu mniej więcej historię z Misaką, a także powiedział dość ogólnikowo, że pochodzi z odległej, pustynnej prowincji.
W końcu podano do stołu. Mimo tego atmosfera dalej była ciepła i nie ucichła, wręcz przeciwnie. Wszyscy razem rozmawiali i śmiali się w najlepsze. Było to coś, czego tak na prawdę na początku się nie spodziewał i tutaj musiał być ze sobą szczery. Pierwszą myślą kiedy zobaczył Misakę, było złe traktowanie w domu i zmuszanie do pracy. Tutaj jednak sytuacja wyglądała zupełnie odwrotnie, to ona poświęcała się dla swoich domowników, aby zapewnić im jak najlepszy byt. Czarnooki czuł się tutaj na prawdę dobrze. Domowa atmosfera była czymś, za co mógłby walczyć we wojnie, a przynajmniej taka jaką widział tutaj. Zaraz po posiłku, zgrane rodzeństwo zabrało się do sprzątania, nikt nie marudził, tylko robił to co do niego należało. Nawet się nie obejrzał, a został sam na sam z Akinobu, który rozpoczął już nieco poważniejszą konwersację. Kiedy słuchał słów starszego mężczyzny coś w nim pękło. Nie mógł przejść obok tego obojętnie. Tym bardziej kiedy w grę wchodziło wykorzystywanie w innych celach niż praca. Ren szybko wstał i położył rękę na ramieniu głowy domu.
- Wystarczy. - powiedział spokojnym i opanowanym tonem, choć jego wnętrze tak na prawdę było wzburzone. - Zajmę się tym. Jednak najpierw chciałbym, aby w miarę możliwości opowiedział mi pan o tym mężczyźnie. Jego imię, rodzina, może wie pan o jakichś jego machlojkach? Potrzebuję podstawowych informacji i w miarę możliwości takich, które mogłyby mi pomóc. - zniżył nieco ton, aby w razie czego nie mówić za głośno. Jeśli nie dowie się niczego konkretnego, będzie musiał zagadnąć jakoś do Misaki, a to zapewne będzie nieco większe wyzwanie.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 12 wrz 2018, o 13:41

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
16


Starszy mężczyzna ściskał w swoich dłoni sakiewkę wyjętą z szuflady, do której zaglądał. Zamykał na niej tak mocno palce, jakby była jego ostatnim obiektem kultu. Ostatnią możliwością do obrony przed złem, które w dodatku nie dotyka nawet jego. Dotyka jego córkę. Tę drobną, uśmiechniętą istotkę, która z całą pewnością nie zasłużyła na to, żeby cierpieć za jego grzechy przeszłości - o ile ktoś o tak mądrym, ciepłym i smutnym zarazem spojrzeniu mógł mieć jakiekolwiek złe czyny na sumieniu. Pozory lubiły mylić. Tak jak to ciepło, jak to zgranie ich wszystkich. Opuszczona głowa Akinobu, drżące ramiona, pragnienie tak mocne, że byłoby w stanie skruszyć najsilniejszy kryształ. Choć to on był tutaj tym kryształem, który gotów był się rozpaść w każdej chwili pod najlżejszym muśnięciem palców. Nie miał odwagi podnieść głowy i sprawdzić, jak poniżył się w twoich oczach opadnięciem na kolana zupełnie tak samo, jak nie miała na to odwagi jego zawstydzona córka, kiedy znalazłeś ją słabą w parku, bliską omdlenia. Nie było wątpliwości - krew z jego krwi. Dopiero kiedy się odezwałeś mężczyzna podniósł wzrok. Powoli i niepewnie, rozchylając swoje zaciśnięte powieki. Nadal klęczał. Pół-klęczał, osiadając na swojej łydce, bo klęczenie na jednym kolanie nie było ani proste ani przyjemne. Ściągnięte brwi i twarz wgięta w nadziei i poniżeniu zarazem. Ciekawe, czy byłby gotów prosić tak żarliwie każdego, kogo by spotkał z dumnych shinobi czy podejrzewał, że mu nie odmówisz, skoro można było powiedzieć, że minimalnie cię poznał? Odpowiedzi na to pytanie nie było w oczach mężczyzny. Za bardzo były zajęte myślą, że wreszcie coś się poprawi i że pomimo swojej ułomności zdoła ocalić córkę.
- Yorosuke Tachibana. - Skinął głową, ale nie podniósł się z ziemi. Wyciągnął do ciebie swoje ręce, zacisnął je na twoim przedramieniu, a sakiewka zsunęła się z jego ud na ziemię. - Wszyscy mają go za szanowanego stolarza, tworzy ludziom miejsca pracy, ale ja widzę, co dzieje się z moją córką. Widzę siniaki na jej ciele, które próbuje przede mną ukryć. - Pomóż mi. Pomóż bliźniemu swemu, z którym nie miałeś nic do czynienia. Nie był częścią twojego klanu. Nie był częścią twoich ziem, których dobrze nie wspominałeś. Był częścią tego miniaturowego raju, w którym wszyscy się uśmiechali, a który mógł się rozpaść jak delikatna waza upuszczona na ziemię. - Jego zakład jest po drugiej stronie miasta, kilometr od granic. Jego dom jest na wschód od zakładu, kawałek dalej. Misaka nigdy mi się nie przyzna... ale sam widziałeś, chłopcze, w jakim jest stanie. I jest coraz gorzej. Ona nawet nie chce ze mną rozmawiać.

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 12 wrz 2018, o 15:40

Najwidoczniej Akinobu był bardzo zdesperowany, ponieważ pokusił się nawet o błaganie na kolanach. Oczywiście nie było to potrzebne, ponieważ już wcześniej Ren podjął decyzję o tym, że postanowi pomóc. Jak najszybciej pomógł wstać mężczyźnie, który wyglądał na bardzo zagubionego. Akt rozpaczy, którego był świadkiem tylko utwierdził go w jego chęci pomocy. Ciepła atmosfera w ich domu nie mogła być dłużej podtrzymywana w taki sposób, kosztem jednej dziewczyny. Z resztą jaki ojciec, taka córka, jeśli chodzi o przyjmowanie pomocy, to ta dwójka na pewno była ze sobą spokrewniona. Pytanie jednak, czy Misaka na prawdę dawała się wykorzystywać tylko po to, aby zostać w pracy, która dawała jej większe dochody? Te pytania nurtowały chłopaka, który znalazł się teraz w ciężkiej, aczkolwiek sytuacji. Wysłuchał w milczeniu co ma mu do powiedzenia kiedy już się podniósł. Oprócz imienia nie dowiedział się niestety nic szczególnego. To dość typowe, że jest szanowany skoro zapewne prowadzi jeden z nielicznych zakładów jak nie jedyny. Teraz chłopak miał zagwozdkę jak to rozwiązać. Na pewno wiedział, że będzie musiał jeszcze trochę popytać.
-Yorosuke Tachibana... - powtórzył patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń, po czym przeniósł się na mężczyznę. - No dobrze. W takim razie będę musiał spróbować porozmawiać z Misaką,najlepiej na osobności... Jeśli nie uda mi się niczego dowiedzieć, to poszukam informacji w mieście. - powiedział, a następnie miał nadzieję, że Akinobu zrozumiał co miał na myśli i zajmie się rodzeństwem tak, aby znaleźć zostawić ich samych.
- Dziękuję za obiad Misaka. Był na prawdę pyszny. Cieszę się, że tutaj trafiłem i mogłem spędzić z Wami trochę czasu. - zaczął kiedy znaleźli się już na osobności. Musiał najpierw jakoś wybadać teren, nie chciał za bardzo na nią naciskać. - Zakładam, że jako jedyna pracujesz na utrzymanie Waszego gospodarstwa... Musi Ci być na prawdę ciężko dźwigać tak spore brzemię. Jednak z tego co mówiłaś Twoja praca nie wydawała się aż tak ciężka, jednak po Twoim zmęczeniu mogę wnioskować, że musi to być niezła harówka. Jak ktoś może tyle wymagać od dziewczyny? Kiedy znów idziesz do pracy?- zapytał lekko oburzonym tonem czekając na jej reakcję. Miał nadzieję, że da jej trochę do myślenia. Dodatkowo chciał też dowiedzieć się ile ma czasu, aby się odpowiednio przygotować.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 12 wrz 2018, o 17:20

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
18


Ja wiem, że było to niepotrzebne i ty to wiesz jeszcze lepiej. Tylko co z tego? Starzec nie wiedział. Albo wolał już spoglądać na ziemię niż tobie w oczy, kiedy i tak korzył się z prośbą o pomoc. Jak sam mówił - nie miał zbyt wielu pieniędzy. Kolejna rzecz, którą przecież wiedziałeś! Rzeczy oczywiste nie powinny wzruszać, nie powinny telepać sercem i wiercić w nim dziury, poszukując empatii. Ta była przecież przeznaczona dla rzeczy istotnych i naprawdę współczucia wartych. Czyli w sumie dla kogo? Dla rodziny? Przyjaciół? Bez wątpliwości.
Mężczyzna złapał jedną ręką woreczek z pieniędzmi, a drugą podparł się o twoje ramię, korzystając z pomocy, jaką mu zaoferowałeś. To podniesienie i te prośby kosztowały go o wiele więcej, niż chciałby przyznać. Właśnie, ojciec warty córki i na odwrót - oboje byli mistrzami w chowaniu w swojej głębi wszelakich niewygód. Poprawił swoje ubranie i uśmiechnął się z wdzięcznością, ale i wstydem. Wstyd, wstyd, wstyd... przekleństwo tej rodziny, jak widać na załączonym obrazku. Tylko dzielny Aki niczego zdawał się nie wstydzić, ale on był chyba jeszcze po prostu za mały, żeby wpojono mu dumę, która charakteryzowała tą rodzinę.
- Zajmę się dziećmi. - Przytaknął Akinobu. Nie musieliście długo czekać aż ferajna wróciła. Słychać było ich już z daleka, jak stado dziatek biegło w waszym kierunku i w końcu trafili do domu, targając za sobą świeże siano, by wyłożyć nim drewniane łóżka w rogu domu. Nie było tu żadnego podziału na pokoje. Jedynym oddzieleniem od pseudo sypialni były stojące parawany, które zdecydowanie pamiętały lepsze czasy - pocerowane, zabrudzone starymi plamami, których nie udało się doprać. - Pomogę wam. - Zaoferował się starzec i odebrał od Misaki, która weszła jako ostatnia, jedną z wiązanek siana, gestem pokazując jej, żeby odpoczęła. Dziewczyna była zbyt zmęczona żeby odmówić. Wyszła na zewnątrz i usiadła w cieniu domostwa, zamykając oczy i wyciągając przed siebie nogi.
- To ja się cieszę, że zgodziłeś się przyjąć naszą gościnę. Musiałam się odwdzięczyć. - Uchyliła powieki i gestem pokazała ci miejsce na ławce obok siebie. Odetchnęła lekko, w ten sposób, w który człowiek cieszy się świeżością powietrza i wytchnieniem, nie w ten, który nad ciężkością rozpacza. - To jest harówka, ale jak zauważyłeś - mam całą rodzinę na utrzymaniu. Czasem w zimie przez parę dni nie ma co jeść, kiedy zamykają zakład na parę dni. Dzieciaki czasami dorobią, poszukają kotów albo pozamiatają komuś gospodarstwo, ale to jeszcze dzieci, nie powinny pracować. Chciałabym, żeby jak najdłużej mogli się bawić. A mój ojciec... nikt nie chce go przyjąć do pracy. Jest chory. Każdy orze jak może. - Przyznała cichym głosem, ale wcale nie smutnym. Ciężko było ci rozszyfrować jej twarz, jej spojrzenie wbite przed siebie pełne enigmatycznych myśli. - Jutro muszę o trzeciej nad ranem wyjść, żeby zdążyć na piątą do zakładu. I do godziny czternastej, czasem szesnastej, pracuję. Zależy, ile mamy pracy.

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 12 wrz 2018, o 22:14

Widać było po Akinobe, że ciężko przychodziło mu proszenie o pomoc. Jednak w takiej sytuacji w ogóle się nie dziwił, że jednak się na to zdobył. Chciał chronić swoją córkę przed złem, które być może jest jej wyrządzane. Oprócz tego wolał, aby nie była tak wyzyskiwana, ale to chyba normalne, że ktoś kto normalnie mógłby jeszcze pracować nie chce obciążać swoich dzieci. Niestety los chciał inaczej i przez utratę nogi, a także chorobę ich ojciec nie mógł ich utrzymywać. Wszystko spadło na barki młodej dziewczyny, z którą Ren właśnie prowadził rozmowę. Oprócz tego, że była bardzo pracowita, to była też na prawdę dobra i miła. Chciała mu się odwdzięczyć za pomoc. Jak się okazało to jeszcze nie był koniec niesionej przez niego pomocy, a zaledwie początek. Chłopak cicho westchnął zbierając myśli i usiadł obok brunetki. Tak na prawdę miał już kilka pomysłów co mógłby zrobić, aby dowiedzieć się nieco więcej.
- A myślałaś może o zagospodarowaniu okolicznych terenów? Tak aby produkować jedzenie dla siebie i nie musieć się przejmować innymi? Z czasem rodzeństwo mogłoby Ci pomagać i może nawet zaczęlibyście sprzedawać swoje uprawy innym? Z czasem może doszłyby jakieś zwierzęta...- zaczął, ale szybko się opamiętał. - Chyba troszkę się zapędziłem... Wybacz. - powiedział z niewinnym uśmiechem, ponieważ na prawdę chciał jakoś jej pomóc.
- W każdym razie chcę powiedzieć, że na pewno musi być coś co możesz robić nie doprowadzając się do takiego stanu. Tym bardziej jeśli chcesz myśleć o swoich bliskich to doprowadzanie się do takiego zmęczenia nic nie da. Prędzej czy później może przytrafić Ci się to samo, a wtedy może już nie być nikogo w pobliżu. Co wtedy? Nie możesz też tak bardzo siebie narażać, musi być jakaś inna opcja. - starał się wszystko to mówić bardzo spokojny tonem, aczkolwiek nie nakazującym, tylko tak jakby dawał radę swojej przyjaciółce. Praca przez 9 godzin była do przeżycia, chyba, że na prawdę zlecali jej zbyt ciężkie zadania, co można było wywnioskować po stanie jej stóp i ubrań. Miał nadzieję, że to jej trochę przemówi do rozsądku i może podsunie mu jakąś opcję, o której wcześniej nie wiedział. Albo może dowie się czegoś ciekawego? Jeśli nie, to będzie musiał podjąć nieco inne kroki.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 13 wrz 2018, o 10:44

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
20


Przyjemny wietrzyk tańczył w waszych włosach, muskał policzki letnim powiewem, ciepłem, które nie parzyło, a ogrzewało w pozytywny sposób, kiedy siedziało się w cieniu, łapiąc oddech po długim dniu. Przynosił ze sobą zapach zwierząt, Zielone pola przed wami, zielone lasy za wami.
- Jasne, że o tym myślałam. - Przyznała. - Mamy nawet mały ogródek, staram się tam sadzić warzywa. Tylko czy gdybym w pełni poświęciła się pracy na roli moglibyśmy wyżyć? Nie wiem. Boję się, że nawet nie wiedziałabym, gdzie rozpocząć. - Dała się wciągnąć w tą rozmowę, choć brzmiała tak, jakby już właściwie miała wszystko przemyślane. Czy właśnie tak, jakby dopiero chciała to przemyśleć na nowo. Ułożyć swoje życie, które było ułożone byle jak.
Dziewczę zacisnęło dłonie w piąstki na swojej sukience i zacisnęła wargi w wąską linię. Wybory. Decyzje. Obciążanie samej siebie, żeby zarobić na rodzinę - czy praca, w której była, była rzeczywiście jedynym wyborem. To wydawało się takie banalne. Tak przyziemna i ludzka rozterka, że aż bolała. Ludzie cały czas szukają miejsca, gdzie mogliby zarobić pieniądz - jedni wybierają budowanie kariery, inni harówkę, żeby móc wracać do domu i zapomnieć, że w ogóle pracowali. Pozostaje tylko ból nóg i ramion jako nikłe wspomnienie. Była różnica jednak między pracowaniem a przepracowywaniem się. Między robieniem do utraty tchu a tym, że człowieka dawał z siebie zrobić zwykłe narzędzie. Wiedziała, prawda? To jasne, że wiedziała.
- Boję się. - Przyznała cicho. Jej szept zaginął w tchnieniach wiatru, ale nie miałeś wątpliwości, że wypowiedziała właśnie te dwa słowa. Boję się. - Boję się, że Yorosuke mi coś zrobi. Że nie pozwoli mi odejść. Ja wiem, że nie pozwoli. - Nabrała tchu, cichutko i delikatnie, starając się nad sobą zapanować. Nad swoim ciałem i jego drżeniem. - To nie jest dobry człowiek. Właściciel stolarni, w której pracuję. Nie mogę zaryzykować wszystkiego, jeszcze nie teraz. Proszę... po prostu to zostaw. Dam sobie radę - Podniosła się, wyraźnie nachmurzona.

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 13 wrz 2018, o 13:55

Cała sceneria, w której znajdowali się nasi bohaterowie musiała być na prawdę miła dla oka. Wiejskie tereny zazwyczaj odznaczały się dużą ilością lasów, łąk i innego rodzaju naturalnych, nienaruszonych przez ludzi krajobrazów. Co prawda akurat ten był nieco tknięty, jednak dalej był ładny. Wiał też lekki wiatr, który dodatkowo dodawał sielankowego klimatu. Jednak rozmowa, którą toczyli niestety taka nie była, więc powiew przynosił jedynie lekką ochłodę i ukojenie.
- No widzisz, już chociaż o krok na przód. Myślę, że jak masz taką gromadkę, która zawsze chętnie Ci pomaga, to nie będzie problemu. Myślę, że niektóre rzeczy nawet Twój ojciec będzie w stanie wykonać. Skoro mieszkacie na wsi, to pewnie wie co nieco o uprawach, więc na Twoim miejscu w pierwszej kolejności udałbym się do niego. Na początku możesz gdzieś dorabiać, ale na pewno nie tak ciężko pracując. - powiedział zastanawiając się co dalej. Skoro miała już trochę zarobionych pieniędzy to mogła je właśnie zainwestować w ogród. Wydawało mu się, że choć trochę udało mu się ją zagadać. Wydawało się, że na prawdę wczuła się w tę rozmowę pomimo tego, że była przekonana o swojej racji i o swoim sposobie na życie. Jednak białowłosemu wydawało się, iż celnie wypunktował słabe strony tego przedsięwzięcia. Przecież kiedy w końcu dziewczyna nie wytrzyma, to jej rodzina zostanie sama, bez żadnych środków. Przede wszystkim powinna zacząć też dbać o siebie. Ren dostrzegł, że w tym momencie toczy wewnętrzny konflikt borykając się z tym co powinna zrobić. Sygnalizowały mu to zaciśnięte pięści. W końcu jednak zdecydowała się postawić sprawę jasno. Akinobu mówił mu, że nawet z nim o tym nie rozmawiała. Jednak on był członkiem rodziny, więc Misaka na pewno nie chciała go zamartwiać, ponieważ właśnie dla niego pracowała. Namikaze jednak był obcy, nie miała wobec niego żadnych zobowiązań, tak jak i on wobec niej. Dlatego na pewno łatwiej przyszło jej o tym powiedzieć właśnie jemu, tym bardziej po udzieleniu jej pomocy. Kiedy skończyła mówić położył jej rękę na ramieniu chcąc podejść do niej mniej więcej tak jak do jej ojca.
- Nie martw się, właśnie po to tutaj jestem, żebyś nie musiała sama borykać się z tym problemem. Pomogę Ci się wyzwolić i wystartować, a resztę zostawię Tobie i Twojej rodzinie. Po tym co powiedziałaś nie zostawię tak tego i nie dam łatwo za wygraną. Musisz mi tylko dać sobie pomóc, a włos Ci z głowy nie spadnie. To wszystko. - powiedział spokojnym tonem, a następnie dał chwilę na przemyślenie Misace, aby za mocno na nią nie napierać czekając na jej reakcję.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 13 wrz 2018, o 17:07

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
22


Słuchała każdego twojego słowa. Mimo tego, że się podniosła i chyba gotowa była do tego, żeby odtrącić twoją pomocną rękę i poradzić sobie z tym sama. Jak to ujęła - miałeś to zostawić, tak po prostu. Zostawić ją z jej problemem na głowie, ponieważ uważała, że poradzi sobie sama. Albo duma nie pozwalała jej tak po prostu przyjąć dobroci, skoro już i tak raz jej pomogłeś. Ta pomoc była czymś innym. Nie zwykłym podaniem dłoni a wyciągnięciem obu rąk i zaoferowanie ich całych. Chciałeś wkroczyć w jej życie, w problemy, które się wygenerowały i łagodnymi gestami zepchnąć je na boki. Przecież to nie było takie proste, nie mogło być. Wszystko to, co stanowiło tak wielką plątaninę, przygniatającą jej wnętrze, a ty mówiłeś o tym tak... prosto. Tak oczywiście, jakby tylko ona tutaj była ślepa i nie dostrzegała prawdziwości wydarzeń i możliwości wokół siebie. Zapewne właśnie walczyła z tym, by przyznać ci rację, skoro wiedziała, że ją masz. Mądrość, którą jej przekazywałeś, nie była bezosobowa, nie wpychała jej sztucznych zdań do głowy, które miały wypchać tą pustkę, która się tam wytworzyła, a która zamiast nadawać stan nieważkości, to tylko sprawiała, że grawitacja była jeszcze bardziej przytłaczającym elementem.
Milczała dłuższą chwilę. Zaciskając dłonie z całych sił, zaciskając powieki, jakby krzyczała w swoim wnętrzu bardzo głośno o tym wszystkim, czego nie potrafiła powiedzieć głośno. Co sprawiało, że z dnia na dzień coraz bardziej oddalała się od rodziny, zatruwając się powietrzem, którym przyszło jej oddychać, a które sama sobie zafundowała. Twoja dłoń na jej ramieniu nie była ciężka. Przyjemnie ciepła tworzyła zupełne przeciwieństwo do obciążenia grawitacji, jakie odczuwała. Podnosiła - tak jak z kolan, tak i na duchu.
- Ja... będę twoją dłużniczką do końca życia. - W końcu rozluźniła palce i podniosła na ciebie wzrok. Powaga, która się pojawiła na jej twarzy nie była do zignorowania, tak jak i minimalny błysk zaciętości. Chyba właśnie tak wyglądają oczy wszystkich skazańców, którzy już nie próbują się bronić przed szafotem, gdy stawali w jego cieniu. - O ile to się uda.
Uwierzyć obcemu człowiekowi, że zmieni twoje życie na lepsze. Szczęście zawsze było w zasięgu - trzeba było mu jedynie pomóc do siebie dotrzeć.
Misaka zaoferowała ci nocleg. Co prawda wiele nie mieli, ale mogłeś się zmieścić z dzieciakami na łóżku, albo przespać się w oborze, gdzie na noc zamykano krowę i kozy, a gdzie na piętrze, na które wchodziło się po drabinie, wśród siana, wcale nie było tak źle. Z rana, ale nie o trzeciej, tak jak wstawała zawsze, mieliście wyruszyć do stolarni i... załatwić sprawę. Misaka była pełna wątpliwości. Jak chcesz go przekonać? Co zrobisz, jeśli ktoś was zaatakuje? Uprzedziła cię, że Yorosuke ma swojego ochroniarza, shinobi, z którym zawsze chodzi i na pewno zechce go wykorzystać jako środek... perswazji. Jej początkowa pewność, że chce, bardzo szybko się rozpłynęła. Całkowicie ucichła, odgrodziła się od dzieciaków. Umknęła na skraj lasu. Nie wróciła nawet do domu. Nie mogła zmrużyć nawet na moment oka. Życie domu toczyło się w miarę normalnym rytmem. Dzieciaki martwiły się o siostrę, a ojciec... ojciec wiedział. I tylko kontrolnie na ciebie spoglądał. Ufał ci.
Ciężar wiary i odpowiedzialności za tę rodzinę nagle spoczął na twoich barkach.
W końcu wstało słońce. Zaoferowano ci skromne śniadanie, Misaka oczywiście nie mogła niczego w siebie wmusić, zanim wyruszyliście w stronę zakładu. Dwa kilometry, całe miasto do przejścia i kolejny kilometr - był czas, żeby jeszcze zawrócić, przetrawić pewne informacje, zrezygnować. Misaka jednak ciągle szła, aż nader świadoma, że opuściła poranne godziny pracy i właśnie szła po to, żeby całkowicie zrezygnować. Był czas na to, żebyś to ty sam się rozmyślił.
Stolarnia była rzeczywiście spora. Podzielona na kilka budynków, w jednym widać było, że obrabiali drewno, do innego go zwozili, w jeszcze innych produkowano różne elementy. Większość była zasłonięta przez zamknięte drzwi, a uchylone okna, przez zakurzenie, niewiele pokazywały. Mężczyźni pracowali nie zwracając na was większej uwagi - umięśnieni, solidnie zbudowani. Misaka wyglądała przy nich jak dziecko.

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 17 wrz 2018, o 11:55

Ludzie, którzy wszystko chcą robić sami zazwyczaj kończą marnie. Jednakże niektórym udaje się odnieść sukces, jednak wtedy z kim mają go dzielić skoro nikogo wokół siebie nie mają i kończą w samotności? W każdym razie mieliśmy tutaj przypadek, który raczej był zdany na niepowodzenie. Z tego powodu chłopak nie mógł przejść wobec tego obojętnie jeśli na prawdę mógł coś zrobić. Było widać, że dziewczyna bije się z myślami przez co dość długo milczała zaciskając powieli i dłonie. Najwyraźniej jego słowa wywarły na nią duży wpływ. Być może był to moment przełomowy w jej życiu, więc nie dziwił się, że chciała podjąć jak najlepszą decyzję. W końcu jednak poczuł napieranie na rękę co oznaczało, że Misaka podjęła decyzję, tylko jaką? Czy słuszną?
Według białowłosego - jak najbardziej. Przystała na jego pomoc na co odpowiedział ciepłym uśmiechem.
- Uda się, uda. A przynajmniej postaram się z całych sił aby tak było. Rano ustalimy szczegóły. - odparł spokojnym tonem. Sam nie wiedział z czym przyjdzie mu się zmierzyć i jak daleko będzie się musiał posunąć, aby to wszystko się udało, jednak jeśli tamten człowiek rzeczywiście był tak zły na jakiego go kreowali, to nie zasługiwał na taryfę ulgową.
Z racji, że chłopak był typem samotnika, to koniec końców wybrał spanie na sianku. Bywało, że musiał odpocząć w gorszych warunkach, więc tutaj nie było tak na prawdę źle. Ren odpoczął, aczkolwiek wstał przed czasem, aby odpowiednio się przygotować, upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu, a także trochę rozgrzać. W końcu nie wiadomo do czego może dojść przy takich pertraktacjach. Jak się okazało Yorosuke nie przebierał w środkach i miał shinobi za ochroniarza i Misaka była pewno, że wykorzysta go jako środek perswazji. Wtedy Ren tylko się uśmiechnął i odpowiedział, że ona też ma swój środek perswazji, która może go przez przypadek za bardzo przytłoczyć. Dopiero po tej rozmowie poczuł presję, która na nim ciążyła. Wcześniej podchodził do tego lekko i naturalnie jednak teraz pojawił się mały stresik. Nie była to zwykła misja, tylko bardziej taka, w której liczyło się dobro innego człowieka, a nie zwykła walka z shinobi. Brunetka cały czas pozostawała spięta, co w ogóle nie dziwiło chłopaka. W końcu teraz najprawdopodobniej wkroczy w nowe, nieznane dotąd życie.
Po skromnym śniadaniu ruszyli w drogę gdzie po drodze podnosił ją na duchu. Dodatkowo chciał ustalić jak to zamierza zrobić, czy ona będzie mówić i on tam będzie tylko w razie czego, czy też może w razie czego wtrącić swoje trzy grosze. Nie było już miejsca na wątpliwości, więc Namikaze skupił się tylko i wyłącznie na powodzeniu "misji". Dotarli w końcu do stolarni, która rzeczywiście była dość okazała. Nic dziwnego, że właściciela było stać na ochronę w postaci shinobi. Mimo tego Ren nie lękał się, on też był shinobi. Po spotkaniu z samurajem i poradzeniem sobie z nim zdobył dużo pewności siebie. Białowłosy dokładnie przyglądał się każdemu pomieszczeniu i ludziom w nich pracujących. Wszyscy byli solidnie zbudowani i na pierwszy rzut oka było widać, że dziewczyna tutaj nie pasuje. Miał nadzieję, że ta poprowadzi go do swojego przełożonego, z którym uda się w końcu zamienić kilka słów i przemówić do rozsądku.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Shikarui » 17 wrz 2018, o 12:29

Tell me when enough is enough
should i leave or should i go?

Obrazek
Misja C
24


- Ja będę mówić. - Ledwo było słychać jej głos, który wydostawał się przez ściśnięte gardło. Zatkane, skurczone, jak skurczone były jej mięśnie gotowe zwinąć się w pozycję embrionalną i tak zostać - na zawsze. Gdyby objęła się ramionami i przystanęła tutaj, pod tą jabłonią, którą właśnie mijaliście, czy mogłaby zniknąć na zawsze? Po takich jak ona na świecie nie zostawał niemal żaden ślad. Będzie ją wspominać rodzeństwo, dzieci tego rodzeństwa, może jej własne dzieci jeśli bogowie dadzą i wnuki, których będzie posiadała. A potem? Nikt nie napisze na jej temat pieśni, nie wychwali tego, że sama zajmowała się domem, utrzymywała rodzinę i poświęciła się temu w pełni, choć też na pewno miała swoje marzenia, sny, które chciała ziścić, a które zgniotła butem tak, jak zgniata się pająka, który przeszedł przez próg domu. Nie zapiszą jej w dziejach rodu i nikt nie będzie na jej temat szukał pergaminów, by dowiedzieć się, czy kiedyś będzie mógł stać się tak wspaniały, jak ona. - Czuję, że muszę sama to powiedzieć. - Nawet na ciebie nie spojrzała, kiedy to mówiłeś, jakby wcale nie chciała, żebyś tutaj był, jakby twoja obecność nie cieszyła jej w najmniejszym stopniu. Jakby. W końcu gdyby nie ty nie zrobiłaby nawet jednego kroku w celach uwolnienia się. Umierałaby z dnia na dzień, tak jak więdną kwiaty, kiedy jesień zaczyna obejmować ziemię.
Misaka zatrzymała się, kiedy dotarliście pod zakład. Ten sam, który robił bardzo dobre wrażenie na każdym, kto tylko na niego spojrzał, zapraszał do tego, żeby korzystać z wyrobów tutejszego pana włości, bo nie mogą to być byle jakie, pierwsze lepsze wyroby. Z drugiej strony nie zajmowały też takiego terenu, by można było mówić o wielkiej dystrybucji na cały świat. Miejscowo oraz okolicznie na pewno wystarczyło - i to pod dostatkiem. Misaka zrobiła pierwszy krok wychodząc z domu - teraz musiała zrobić ten ostatni. Sama, o własnych siłach, bo nie było ręki, która mogłaby ją do tego zmusić. Zwycięstwo smakuje na wargach tak dobrze dopiero, kiedy wypracujemy je własnymi rękoma, nawet jeśli będziemy mieli wsparcie osoby drugiej, wiedząc, że możemy na nią liczyć. Ten sam... słodycz, ambrozja pieszcząca ciało, ciepły blask wiktorii lśniącej w oddali. Przecież to wszystko było teraz na wyciągnięcie ręki. Tańczyło w bieli twoich włosów, łagodnie rysowało bliznę na twarzy, odbijało się w twoich oczach, w które Misaka spojrzała. Tak, w twoich. Lustro prawdziwych doznań i prawdziwego życia nie znajdowało się na ścianie w jej domu, nieco brudne, bardzo stare i przez to popękane na bokach. Jej odbicie było najpiękniejsze, kiedy odbijało się w tafli twojej duszy.
Ruszyła do przodu.
Wnętrze budynku, do którego cię wprowadziła, wypełnione było maszynami, piłami, wiadrami, wszelakim sprzętem tutaj potrzebnym, zmagazynowanym w jednym miejscu. Panował tu półmrok. Jedynym źródłem światła były otworzone drzwi. Nikt nie decydował się na montowanie tu okien. Przeszliście w stronę drewnianych schodów, które prowadziły na półpiętro i do drzwi, w które dziewczyna zapukała.
- Proszę! - Odezwał się głos po drugiej stronie. Mocny, pewny, głęboki. Męski - co do tego akurat nie było żadnych wątpliwości. Kobieta pokręciła gałką i pokój stanął przed wami otworem. Spory, ale nadal był to pokój - bardzo niefortunne miejsce do walki, zwłaszcza, że było was tutaj już czterech. Yorosuke siedział za biurkiem na fotelu, mężczyzna w kwiecie wieku, który wpatrywał się w was nieco zdziwiony, a nieco zły. Czarne włosy, bardzo krótko przystrzyżone, całkiem nieźle zbudowany, o bystrym, ostrym spojrzeniu ciemnych oczu. Miał ciemniejszą karnację, ale nie na tyle, by krzyczeć o mulacie. Pod ścianą siedział mężczyzna o długich, blond włosach, które miał związane w kucyk na plecach. Nie było widać przy nim żadnej broni. Jego błękitne, jasne oczy, spoglądały na was czujnie. Piłeczka z materiału, chyba z grochem w środku, bo słyszałeś, jak szeleści, kiedy memłał ją w palcach, zatrzymała się w jego dłoni po ostatnim podrzuceniu jej. Można było kroić powietrze od wytworzonego napięcia.
- Misaka. I... - Yorosuke Przeniósł spojrzenie z dziewczyny na twoją osobę. - Szanowny gość...
- Rezygnuję. - Wypaliła Misaka od razu, głośno i wyraźnie, niemal krzycząc. Drżała od wysiłku, który wkładała w zaciskanie pięści na rąbku sukienki. - Rezygnuję z pracy! Już więcej mnie pan tutaj nie zobaczy!

Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 553
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Okolice Ookami-den

Postprzez Ren » 17 wrz 2018, o 13:31

- Skoro tak wolisz. - odparł spoglądając na dziewczynę, która ewidentnie bardzo się stresowała. Jego rola nie była w tym aż tak duża. Miał tylko dopilnować, żeby zrezygnowała z pracy i żeby nic jej się nie stało. Liczyła na niego nie tylko ona, ale też cała jej rodzina z Akinobu na czele. Nie chciał i nie mógł teraz jej zawieść, tym bardziej, że to właśnie on namówił ją do tego całego przedsięwzięcia.
- Jak najbardziej się z Tobą zgadzam, tak będzie lepiej. Dasz radę, pamiętaj, że cały czas jestem obok. - powiedział starając się cały czas dodać jej otuchy mimo tego, że zachowywała się tak jakby chciała aby go tutaj nie było. Jednak nie miał jej tego za złe, bardzo się stresowała i dodatkowo była zdeterminowana. Jednak gdyby tego nie zrobiła, to nie wiadomo jak długo pociągnęła by jeszcze pracując tutaj. Misaka zatrzymała się przed zakładem. Chyba zdała sobie sprawę, że tak na prawdę nie może już zawrócić i właśnie tutaj zaczyna się nowa podróż w jej życiu. Czy lepsza? To już najprawdopodobniej będzie zależało tylko od niej i od tego jakie wybory podejmie. Namikaze miał tylko nadzieję, że nie wplącze się w kolejny problemy, ponieważ następnym razem może nikogo nie być w pobliżu. Spojrzał jej prosto w oczy i zatrzymał na nich na chwilę wzrok tak jak ona. Na początku widział w nich tylko rezygnację i zmęczenie, zaś teraz pojawiła się iskierka nadziei, determinacja, postanowienie. Własnie takie spojrzenie chciał widzieć.
Ruszyli do przodu przekraczając próg budynku. Jak można się było spodziewać wypełniony był przyrządami do pracy przy drewnie. Chłopak zdziwił się, że jest tutaj tak ciemno mimo tego, że cały sprzęt znajdował się właśnie tutaj. Przecież przez niedobór światła aż prosiło się o jakiś wypadek. Nie był tutaj jednak, aby kwestionować warunki pracy stolarzy. No właśnie, bo przez złe warunki pracy się tutaj znalazł.
W końcu znaleźli się jednak przed drzwiami do ich celu, to właśnie teraz miała nastąpić chwila, która wszystko rozwiąże. Dziewczyna zapukała, po czym odezwał się męski głos zapraszający ich do środka. Oboje weszli pewnie do środka, Ren w ogóle nie pokazywał po sobie żadnych emocji. W środku zaś dostrzegł nieduży pokój, który w razie jakiegoś konfliktu był mu na rękę. Mała przestrzeń oznaczała mniej miejsca do ucieczki, czy też uników. W pomieszczeniu znajdowały się dwie osoby, właściciel firmy, a także najpewniej jego ochroniarz. Białowłosy skupił się na tym drugim, ponieważ doskonale wiedział do jakiego klanu należał ów osobnik. Typowy wygląd dla kogoś z Yamanaka, kłopotliwy przeciwnik gdyby doszło do konfrontacji. Czy oni przypadkiem nie prowadzili teraz wojny? Najwyraźniej jego to nie bardzo obchodziło. Dodatkowo nie miał przy sobie żadnej broni, więc wiedział mniej więcej czego może się po nim spodziewać. Napięcie było dość odczuwalne i zdawała się rosnąć z każdą chwilą. Od momentu wejścia do pomieszczenia Ren cały czas pozostawał czujny skupiając się na każdym możliwym elemencie. Pomimo tego, że nie przybył tutaj, aby rozmawiać o czymś przyjemnym, to postanowił zachować maniery, być może uda się rozwiązać sprawę dyplomatycznie.
- Namikaze Ren. - powiedział i lekko się ukłonił na przywitanie, a wtedy Misaka wypaliła jak z armaty o odejściu. Nie pozostało już nic innego jak poczekać na reakcję mężczyzny o ciemnej karnacji. Białowłosy jednak cały czas pozostawał w gotowości.
Avatar użytkownika

Ren
 
Posty: 64
Dołączył(a): 2 cze 2018, o 10:30
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białe włosy, blizna przechodząca przez lewe oko.
Widoczny ekwipunek: Torba przy prawym biodrze.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5660&p=86683#p86683
GG: 48271599
Multikonta:

Następna strona

Powrót do Yusetsu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron