Polana na obrzeżach osady

Polana na obrzeżach osady

Postprzez Mitsui » 26 wrz 2018, o 16:32

Obrazek
Nieduża, ale piękna oddalona o kilkadziesiąt kroków od najbliższych zabudowań w osadzie polana. Znajdujące się tu osoby mogą się czuć jak w domu, domu z zieleni, który zamieszkiwany jest przez najróżniejsze owady, robaki i inne insekty które wiedzą, że nie spotka je tutaj żadne niebezpieczeństwo. Latem polanę okrywa soczysta zieleń liści drzew. Wydeptana w środku, w kształcie owalnym, otoczona różnymi drzewami, głównie liściastymi. Drzewa strażnicy polany, bowiem stoją jeden za drugim, na baczność, jakby broniły wejścia na polanę. Wyścielona dywanem miękkich traw przeplatanych żółtymi nitkami jaskrów oraz białymi plamkami pachnących rumianków. Nieopodal znajdowały się krzewy owocowe, skrzętnie skrywające granatowe jagódki.



Mitsui, który jeszcze kilka godzin temu smacznie sobie spał w swoim domku na drzewie, szedł spokojnym krokiem w kierunku swojego ulubionego, zaraz po domu jego rodziców, miejsca w Gokiburi. Obudzony przez starszą panią, zielarkę zresztą z tej osady, pomógłszy jej w szukaniu praktycznych ziół, po czym odprowadziwszy ją do osady, przed którą spotkała go kolejna przygoda - nieznajomy wielkolud, który wpadł na małą łanię, bestialsko złapaną w sidła kłusowników. Niestety nie dał rady jej pomóc, a zasugerowaną sugestię o skróceniu cierpienia przyjął z pokorą, po czym sam wykonał wyrok. Został co prawda nagrodzony wypraniem ubioru z szkarłatnej cieczy, którą ozdobił się cały podczas tego niechlubnego czynu, oraz został sowicie nakarmiony w ramach czego, rekompensaty? Litości? Sam nie wiedział co o tym myśleć, jednak kultura i wpojona grzeczność nie pozwoliły mu odmówić zaproszeniu, z którego w sumie bardzo chętnie skorzystał. A teraz? Szedł na swoją polankę, mając nadzieję, że nikogo tam nie zastanie. Chciał jeszcze trochę odpocząć, nim odniesie swojej rodzinie pakunek zawierający wszystkie rzadkie zioła i okazy, jakie udało mu się zdobyć w ostatnim tygodniu. Rozglądał się uważnie po tej zaczarowanej jakby krainie, delektując się jej ciszą, spokojem.
Avatar użytkownika

Mitsui
 
Posty: 39
Dołączył(a): 9 wrz 2018, o 19:30
Wiek postaci: 13
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły, kruczoczarne włosy, zielona bandana opięta na czole, przeciwsłoneczne okulary, długawy, oliwkowy płaszcz z wystającym kołnierzem.
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń (prawe udo), Torba (lewy pośladek).
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6361&p=98051#p98051
GG: 49282288
Multikonta: Madness.#0146

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hayami Akodo » 27 wrz 2018, o 14:35

MISJA RANGI D DLA ABURAME MITSUIEGO
"Into light air"
1/15


Obrazek

Spokój...
W Gokiburi ostatnio jest tak wiele spokoju. Do osady dotarły wprawdzie liczne niepokojące wieści: Kami no Hikage upadło razem z zakonem Shiro Ryu i los zakonników jest nieznany, w Soso i Kyuzo trwa krwawa wojna między Yamanaka a Hyuuga, mówi się, że straszliwy Han, Antykreator, powrócił w swej własnej osobie, a grozy sytuacji dodają liczne plotki, które - jak to wytwór ludzki - krążą wokół społeczności i dotyczą niemal wszystkiego. Jednak ten chaos nie dotknął - jeszcze - ziem Aburame. Na szczęście czy niestety?
Tak czy inaczej, przy sobie masz zioła, nad sobą niebo, a przed sobą cały, szeroki, pogodny, otwarty świat. Świat, który lada moment pogrąży się w przerażającej rzezi, w otchłani pustki, w mrokach i podejrzeniach - warto by było więc skorzystać z pokoju, który ma się przed sobą, prawda?
Nagle, nim zdążasz się zorientować, wpada na ciebie dziecko. Dziecko w wieku jakichś pięciu lat, mały, jasnowłosy chłopczyk o niebieskich oczkach, rozbiegany, radosny i rozkrzyczany przez duże R, chodząca mała energia.

- ENCE PENCE,ENCE PENCE, UTNĘ RĘCE BIEDRONENCEEEEEEEEEE!

Za chłopczykiem wybiega spomiędzy drzew młoda, bardzo zmieszana kobieta, wysoka blondynka o smutnych, ciemnozielonych oczach, zgrabna, piękna i przyodziana w kimono o kolorze chmur z motywem kwiatów wiśni. Jest wyraźnie zakłopotana napadem małego rozbójnika na Ciebie, zwłaszcza że z wrażenia zdążyłeś już pewnie upuścić zioła.

- Kaito! Kaito, poczekaj, nie uciekaj mamusi! Kaito!

Na Twój widok załamuje ręce. Dzieciak uśmiecha się szeroko, zachwycony swoim zachowaniem, ale wtedy Cię zauważa.

- Ojć. Pan shinobi. - stwierdza niepewnie. Matka podchodzi do niego, rozgniewana i zmieszana zarazem, ze ślicznymi rumieńcami na jasnej, młodej twarzy.

- Widzisz, coś ty narobił?! Niedobre dziecko, przeproś teraz pana shinobiego i podnieś jego paczkę z ziemi! - oznajmia groźnie. Po chwili zwraca się do Ciebie: - Najmocniej za niego przepraszam, shinobi-san, ten mały rozbrykaniec uwielbia psocić...Mam nadzieję, że nie było tam nic cennego?
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Mitsui » 27 wrz 2018, o 15:09

Cisza, spokój, natura. Chłopak zamyślił się bezpowrotnie, wzrokiem sięgając tak daleko jak tylko mógł, a myślami odlatując do miejsc, o których słyszał w osadzie. Sporo się działo, a przynajmniej - tak mówili ludzie. Najbardziej frasował go ten cały kreator, antykreator. Kim on był, dlaczego ludzie się go bali oraz.. jak zdobył taką siłę, moc, wiedzę? Niepokoiła go ta ostatnia myśl, bowiem wiedział, że jest to bardzo zły i egoistyczny tok myślenia. Z zadumy wyrwało go uderzenie, którego nawet się nie spodziewał. Na szczęście nie było na tyle silne, by go powalić, jednak spod bluzy wypadł mu pakunek z ziołami. Mitsui odwrócił się w stronę rozwydrzonego bachora, poprawiwszy okulary wsunął swoje blade dłonie do kieszeni i wpatrywał się w niego bez słowa przez moment. Kątem oka spojrzał na matkę, która prawie go złoiła i wyjaśniła sytuację. Więc to tylko wypadek, cóż, zdarza się - miał w końcu tylko metr siedemdziesiąt wzrostu. Cholerne dzieciaki.
- Nie. Tylko parę ziół zebranych z okolic Prastarego lasu, które mają zapewnić przetrwanie mojej rodzinie. - odpowiedział młody Aburame, który będąc szybszy - podniósł swój cenny prezent z miękkiej trawy i schował do kieszeni. Podczas prostowania potargał dzieciaka po włosach, by nie był wystraszony. Przyzwyczaił się do tego, jak inni, szczególnie dzieci, reagują na niego. Z niepokojem, strachem. Nie był w gruncie rzeczy złym człowiekiem, co prawda - miał jeszcze niemałe problemy w odróżnianiu dobra od zła, poświęcaniu jednostki nad dobro ogółu, czy wybieraniu mniejszego zła, ale starał się jakoś koegzystować w społeczeństwie i czuł się nawet w tym coraz pewniej.
Kiwnął drogą do matki, w geście zrozumienia, po czym odwrócił się znowu w tylko znanym sobie kierunku i ponownie zaczął odlatywać gdzieś myślami, wracając do czasów, gdy przebywał w mieście kupieckim, trenował, pracował i zdobywał wiedzę. Czy za tym tęsknił? I tak, i nie. Lubił ten tłok, gdy coś się działo, informacje z pierwszej ręki, wszyscy na bieżąco, dostęp do kolebki cywilizacji, o ile można było to tak nazwać. Z kolei tutaj? Mógł szkolić swoją wiedzę z zakresu zielarstwa, pomocy medycznej, poznawać każde szczegóły bliższej i dalszej okolicy, oraz pomagać swojej osadzie, chociażby w jakiś drobny sposób, na czym mu bardzo zależało.
Avatar użytkownika

Mitsui
 
Posty: 39
Dołączył(a): 9 wrz 2018, o 19:30
Wiek postaci: 13
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły, kruczoczarne włosy, zielona bandana opięta na czole, przeciwsłoneczne okulary, długawy, oliwkowy płaszcz z wystającym kołnierzem.
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń (prawe udo), Torba (lewy pośladek).
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6361&p=98051#p98051
GG: 49282288
Multikonta: Madness.#0146

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hayami Akodo » 28 wrz 2018, o 14:59

MISJA RANGI D DLA ABURAME MITSUIEGO
"Into light air"
3/15


Obrazek

Blondynka wzdycha ciężko, kręcąc głową. Już ma odchodzić z synkiem w swoją stronę, ale mały morderca biedronek imieniem Kaito postanawia rozwinąć swoją znajomość z Tobą. W tym celu oświadcza dumnie:

- ...a mamusia też ma loślinki!

Kobieta uśmiecha się lekko, biorąc Kaito na ręce. Dzieciak jednak wierci się, zirytowany tym ograniczeniem wolności, więc zmuszona jest go po chwili postawić. Malec podchodzi więc bliżej do Ciebie, dumny z siebie i zadowolony z tego oświadczenia.

- Istotnie, mam roślinki - zgadza się matka, pilnując, by Kaito nie był znów zbyt niegrzeczny i nie przeszkadzał Ci...za bardzo. - Słuchaj, Kaito, a może podzielimy się z panem shinobi naszymi roślinkami, żeby mógł zanieść więcej dla swojej rodzinki?

Kaito słucha uważnie. Rodzinka! Więc ten pan też jest z tych dzielnych shinobi, którzy walczą i są dzielni jak bohaterowie z bajek, i nigdy się nie poddają, i w ogóle to się z nimi fajnie bawią? Wow! Sam wprawdzie nie jest stąd i nigdy pewnie nie będzie umiał kontrolować kikaichuu, rzucać genjutsu, walczyć na miecze czy robić innych tych wszystkich rzeczy, które robią bohaterowie, ale pomysł matki bardzo mu się podoba.

- Taaaaaak! - woła z zadowoleniem.

- Shinobi-san, czy odpowiada Ci może taki układ? - pyta delikatnym głosem jasnowłosa niewiasta. - Jeśli tak, to może zechciałbyś udać się ze mną i z Kaito-chan w takie jedno miejsce, gdzie będą zioła? Nie obawiaj się, nie jest to żaden podstęp ani nic, po prostu chcielibyśmy się podzielić.


________________________________________________________________________________________________
Jeśli Mitsu-chan się zgadza (wybacz, ale masz tak słodki avek, że nie umiem inaczej się do Ciebie odnosić kappa , to zapraszam Cię tutaj: klik!
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 817
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 7 lis 2018, o 10:39

Zażenowanie w głosie mojej towarzyszki było naprawdę wyczuwalne. Ciekawe tylko co takiego sobie pomyślała? Że zrobiłem po pijaku jakąś burdę? Jeśli tak, to nie pomyliła się zbytnio, ale nie zamierzałem jej mówić tej historii. Chociaż z drugiej strony, może powinienem? W końcu powinna wiedzieć jakie niebezpieczne typy chodzą po tym łez padole, a Shiga... był niebezpieczny. Znaczy ta jego zdolność. To nie było coś naturalnego. Jednak na takie rozmowy być może był jeszcze czas. Postanowiłem, że opowiem jej o tym jak już będziemy mieli się rozstać. W pewnym momencie, Królowa Jesieni na mnie spojrzała. Nie wiedziałem co myśli. Nie wiedziałem, że dziewczyna po prostu przewiduje moją śmierć. Gdybym wiedział, to pewnie bym ją wyśmiał. Nie zamierzał wszak umierać przedwcześnie, chociaż kilka razy już otarłem się o śmierć. Widać było jednak na pierwszy rzut oka, że tekst o kocie ją rozbawił. Czyżbym rzeczywiście zgadł? Powiedziała coś, co także trochę mnie rozbawiło. A potem coś, co dało mi trochę radości...
- Nijak nie przypominasz Zimowego Kota. Jesteś na to... zbyt czerwona i rudawa. Byłabyś zbyt widoczna na zimowym puchu.
Zastanowiłem się. Jak mógłbym ją nazwać na wiosnę? Ciężko było stwierdzić, bo do wiosny było jeszcze dobre kilka miesięcy. Jednak mogę powiedzieć jak chciałbym ją nazywać. Chciałbym móc nazwać ją swoją towarzyszką, przyjaciółką, a może - w zależności jak ta znajomość się potoczy - kimś więcej. Kto wie?
- Cóż... - Dotknąłem swojej brody i wzniosłem oczy lekko w niebo. Zrobiłem bardzo zamyśloną pozę. Tak jakbym czegoś szukał. Szukałem. Szukałem natchnienia. Szukałem słów, które mogą rozbawić Królową Jesieni. Stanąłem na chwilę. I wymyśliłem! - Na wiosnę? Pewnie nazwałbym Cię "Kotem, najlepszym przyjacielem każdego prawdziwego mężczyzny". A potem sobie pójdziesz. Niczym prawdziwy kot.
Uśmiechnąłem się i dogoniłem dziewczynę, jeśli nie zechciała na mnie poczekać.

Czekała nas wspólna wędrówka. Wędrówka, której celem było znalezienie jakiejś karczmy. Ale Hibana miała rację. Słońce przegrywało walkę z Księżycem i wkrótce na ziemię miał zejść prawdziwy Władca Mroku i rozciągnąć nocny całun nad naszymi głowami. Pora kolacji zbliżała się wielkimi krokami. Jednak kolacja była w karczmie... Jeszcze ewentualnie mógłbym zapolować na te dziki, ale w nocy mogłoby to być naprawdę trudne zadanie. Oczywiście ostatnimi czasy, moje zmysły trochę się wyostrzyły, ale nocny las potrafił zwodzić różnymi niepokojącymi dźwiękami. Często słyszy się historie o tym, że ktoś poszedł do lasu nocą, a potem nigdy już nie wrócił do domu. Zaginął, bądź go zabito, a ciała nigdy nie odnaleziono. Ja się jednak nie bałem. Jednak także nie widziałem sensu w uganianiu się nocą po lesie za jakimiś dzikami.
- Rozumiem, że nie chcesz błądzić nocą w poszukiwaniu miasta. Jednak jak sądzisz? Ile zostało jeszcze do całkowitych ciemności? Jeśli mam upolować coś na kolację, to wolałbym to zrobić jak jeszcze będzie trochę światła.
Podzieliłem się swoją opinią odnośnie nocnego polowania, a później powróciłem myślami do tego co powiedziała Hibana. Zamierza zostać ze mną aż do wiosny? To naprawdę dobra wiadomość. Tak dobra jak ta polanka, na którą właśnie trafiliśmy. Polana ta była idealnym miejscem na nocleg, a wiadomość? No, była po prostu dobra. Stwarzała możliwości.
- Proponuję tutaj przenocować, a potem się zobaczy. Co Ty na to? - Zapytałem prosto z mostu i nie czekając na odpowiedź, usiadłem na trawie. Chciałem sobie trochę odpocząć. Oczywiście liczyłem się z tym, że "mój" Kot (może po prostu nazwę Królową Jesieni "Neko"?) może mieć mnie gdzieś i sobie pójść. Oczywiście Hibana nie była moją własnością, ale póki co była moją towarzyszką, więc tak jakby była moja. Moja prywatna, tymczasowa towarzyszka. Mój Kot. Uśmiechnąłem się ponownie. To było naprawdę poetyckie porównanie. Miałem nadzieję, że jednak sobie nie pójdzie.
- A wracając do tego co mówiłaś wcześniej. Jeśli o mnie chodzi, to jestem podróżnikiem i najemnikiem, ale to pewnie już zauważyłaś. Dużo podróżuję i nie mam stałego domu. Podróże są naprawdę ekscytujące. Przygody - czasem krwawe, czasem nie - cudowne i warte opisania w balladach. Jednak brakuje mi towarzystwa i jestem trochę samotny. Jeśli chciałabyś rzeczywiście dotrzymać mi towarzystwa do wiosny, to nie miałbym nic przeciwko. Ba! Mało tego! Ja Cię wtedy będę chyba po rękach z wdzięczności całować, o Wielka Królowo Jesieni!
To była naprawdę ekscytująca myśl. Widzieć piękne miejsca - takie jak np. ta polanka. Brać udział w niezwykłych przygodach. Przeżywać cudowne emocje. I wiedzieć, że to co raduje moje serce, raduje także serce mojej uroczej towarzyszki. W tej samej chwili... W tym samym miejscu... Przestałem się jednak tym szybko ekscytować i powiedziałem pełnym nadziei głosem:
- Bądźmy ze sobą szczerzy. Tak na prawdę, mam nadzieję, że przez te kilka miesięcy - do wiosny - polubisz mnie na tyle, że jednak nie będziesz chciała odejść.
Zwyczajna towarzyszka, z którą mógłbym dzielić piękne chwile... Przyjaciółka, której mógłbym wszystko powiedzieć i ze wszystkiego się zwierzyć... A może ktoś więcej... Kto wie? To było moje marzenie. Marzenie tej chwili...
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hibana » 8 lis 2018, o 08:53

Rozbawiła ją opowiastka o kocie. Rzeczywiście, była zbyt ruda i podobna bardziej do lisa, niż puszystego kotka. To jednak tyczy się jedynie wyglądu. Charakter kobiety wahał się gdzieś między tymi dwoma zwierzętami i paroma innymi. Sama nie wiedziała. Cóż to w ogóle za maniera, by porównywać człowieka do zwierzęcia. Ludzie są podobni do ludzi. Hibana miała charakter Hibany i niczyj inny. Prychnęła, tylko utwierdzając Yasuo w jej podobieństwie do puchatego stworzonka.
Mężczyzna podzielał jej opinie na temat nocnych wędrówek. To pocieszające, że nie był aż takim optymistą. Ktoś w końcu mógł powiedzieć: ”a co jeśli za następnym zakrętem jest miasto?”, może i było. Lecz mogło go też nie być, a sił i czasu poświęconych na sprawdzenie, nie sposób odzyskać. Hibana nie od dziś była wędrowcem. Wiedziała, że kiedyś trzeba się zatrzymać. Życia by zabrakło, na sprawdzenie każdego zakrętu.
-Skoro chcesz polować. Poluj – podniosła wzrok wpatrując się w zachodzące słońce. - Niewiele. Jednak wprawny łowca zdołałby złapać jeszcze kilka ptaków, przed końcem dnia.
Oczywiście, nie liczyła na ptaki, ani nawet zające. Yasuo obiecał jej dzika, więc niech go teraz tropi po ciemku. Była głodna, ale aż tak, by podarować sobie dzika lub drwiny z samuraja – gdyby go jednak nie upolował – i zadowolić się paroma drobnymi stworzonkami. W świetle tych przemyśleń, postanowiła wstrzymać się od chwytania polnych myszy, szabrujących w okolicznych krzakach i nastawić swój żołądek na wieczorną ucztę. Oczywiście, z dziczyzną. Kolejnym, co powstrzymało ją przed mysią wieczerzą, było wcześniejsze porównanie jej do kota. Yasuo z pewnością nie darowałby takiej okazji do potwierdzenia swoich słów, a ona nie darowałaby sobie, że mu tę okazje stworzyła.
Tym czasem, dotarli na niewielką, leśną polankę. Bogowie im sprzyjali. Było to idealne miejsce na odpoczynek. Dziw, że Yasuo miał jeszcze jakieś wątpliwości.
-Lepszego miejsca nie znajdziemy – powiedziała i jakby na potwierdzenie swoich słów, zdjęła płaszcz z ramion i rozłożyła na ziemi. Usiadła na tak przygotowanym posłaniu, wyciągając nogi i uśmiechnęła się do Yasuo. - To co z tym dzikiem? Zaraz się ściemni.
Wyglądała jak dama czekająca na obsługę, i o to chodziło. Skoro samurai pragną zostać jej towarzyszem, powinien rozumieć z czym to się wiąże. Nie lubiła być zależna od innych, ale wysługiwanie się nimi to co innego.
Przeciągnęła się i obiegła wzrokiem po polance.
-Na granicy lasu jest dużo uschniętych gałęzi. Bez problemu rozpalimy ognisko.
Bez względu na dzika, lub jego brak, ognisko było niezbędne. Noce robiły się coraz zimniejsze, łatwo więc było zasnąć, i nie obudzić się następnego poranka. Była oczywiście, gotowa podjąć się tego zadania. Ba, nawet bardziej niż gotowa. Chciała to zrobić, a przy okazji wypróbować pewną technikę, której nauczył ją Asuta, a po którą nigdy nie miała okazji sięgnąć. Na samą myśl o nowej umiejętności, przeszedł ją dreszcz ekscytacji. Zachichotała pod nosem. Było jej obojętnym, czy Yasuo to zobaczy. Miała nadzieję, że samuraj pójdzie teraz na polowanie, a ona zostanie i spokojnie potrenuje.
Ten jednak -zamiast pójść po dzika - zaczął rozwlekać się o swoim losie.
-Poszukiwacz przygód, co – poczuła lekkie ukłucie w sercu. Na początku, nie potrafiła tego nazwać. Żal? Zazdrość? Poczucie niesprawiedliwości?
Nigdy nikomu nie zazdrościła. Miała ciężkie życie, ale to był jej problem. Nie czuła się gorsza, ani lepsza, z powodu tego jak żyje. Każdy prowadzi swój los, co jej do innych.
Wypowiedź Yasuo jednak trochę ją zabolała. Podczas, gdy jej dom spłoną, a rodzina zginęła. Ona naprawdę nie miała domu. Nie wędrowała, bo chciała. Żyła w drodze, gdyż nie miała dokąd wracać.
Yasuo miał takie miejsce. Nie mogła o tym wiedzieć, ale jego wypowiedź za bardzo przypominała słowa Asuty, by miała co do tego wątpliwości.
Młody samuraj mówił dokładnie jak on. Opowiadał o dalekich podróżach, niebezpiecznych przygodach oraz trudach i samotności wędrownego życia. Nie był jednak bezdomnym, jak ona. Asuta – i zapewne tak samo Yasuo - w każdej chwili mógł wrócić do domu. Czekała tam na niego matka. Hibana prawie nie pamiętała już twarzy swojej matki.
Dlatego poczuła ból. To boli, spotkać kogoś kto z własnej woli wybrał los, na który samemu jest się skazanym.
Zamierzała porozmawiać o tym z Yasuo, a przynajmniej uświadomić go o swoich odczuciach. Nie zwykła rozmawiać o swoich emocjach, ani opowiadać o swojej przeszłości. Jeśli jednak samuraj zamierzał dotrzymać jej towarzystwa, powinien zdawać sobie sprawę z dzielącej ich przepaści.
Na to jednak przyjdzie jeszcze czas. Teraz ważniejszym było by – zamiast jej uczuciami – zajął się obiecanym dzikiem.
Ostatnie zdanie nieco ją rozbawiło.
-Do wiosny? - Powtórzyła z cieniem niepewności w głosie. - Kto wie co będzie do wiosny – westchnęła. - Może się nie dożyje.
Cały wieczór zwiastowała śmierć Yasuo, nie miała jednak złudzeń. Kto wie, jak długo ona jeszcze pożyje. Szczególnie, że nadchodziła zima.
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 9 lis 2018, o 13:27

Westchnąłem i podniosłem się. Rzeczywiście czasu było jeszcze trochę, a dzik gdzieś tam się krył. Dzik... dzik, którego obiecałem mojej nowej znajomej. Musiałem dotrzymać tej tajemnicy. Nawet, jeśli miałbym błądzić w lesie czy coś. I tak w końcu z niego bym wyszedł, nawet jeśli musiałbym go całego wykarczować. To było do zrobienia.
- Dobrze. Obiecany dzik na pewno się tutaj pojawi. Bardziej martwy niż żywy, to mogę obiecać.
Powiedziałem, jak już Hibana siedziała na swoim płaszczu. Trzeba to było otwarcie przyznać. Siedziała z takim wdziękiem, że mógłbym ten obrazek podziwiać w nieskończoność. Albo usiąść obok i tak sobie z nią posiedzieć do końca świata. To jednak nie było możliwe. Musiałem pomachać trochę swoim nowym mieczem. Nie byłem w stanie jej odmówić, zwłaszcza, że ja sam byłem już trochę głodny i zwłaszcza, że sam jej to obiecałem. Królowa Jesieni mówiła o uschniętych gałęziach na granicy lasu. To dobry materiał na opał. To trzeba było przyznać. Miałem nadzieję, że kobieta potrafi jednak rozpalić ogień, bo dzik na surowo mógłby być naprawdę niestrawny. Poza tym... w ciemnościach ciężko byłoby go odpowiednio "przygotować". Jednak postanowiłem jej zaufać. W końcu pewnie wiedziała z czym wiąże się przygotowanie dzika, a też była głodna. Podwójna korzyść. Wątpiłem, żeby sama tą dziczyznę zjadła, więc jeśli da radę rozpalić ogień, to i ja na tym skorzystam.

Kucnąłem i wysłuchałem tego, co ta dziewczyna mówiła. Poszukiwacz przygód? Tak... najemnik i podróżnik to prawdziwy poszukiwacz przygód. Lepiej bym tego nie ujął. No i nigdy nie używałem tego sformułowania. Jakoś tak nie przyszło mi nigdy na myśl. Trzeba to zapamiętać.
"Jestem poszukiwaczem przygód, co? Fajnie to brzmi" - pomyślałem. Mogłem się tak przedstawiać. Naprawdę fajnie to brzmiało. Dlaczego jednak kucnąłem? Otóż dlatego, że nie chciałem stać i patrzyć na Hibanę z góry. To tak jakbym był od niej lepszy, a z pewnością nie byłem. Nie uważałem się za takiego. Chciałem przybrać taką pozycje, która by mówiła "Patrz, nie patrzę na Ciebie z góry! Ale też jestem gotów, by wbiec do lasu i polować na dzika, którego Ci obiecałem". Z takiej perspektywy także łatwiej było mi się zatopić w jej pięknych - to trzeba przyznać - oczach. Kilkukrotnie, choć raptem przez niecałą sekundę, to zrobiłem. Popatrzyłem w oczy, które płonęły czerwienią i złotem. Niczym magiczne pierścienie wykonane z magicznego złota, z magicznym rubinem, stanowiącym tzw. "oczko". Całość zmieszana ze sobą w magicznym piecu... płynna, złoto-rubinowa masa, płonąca ognistą magią. Stopiony magiczny pierścień, który wyglądał tak, jakby mógł w każdej chwili odzyskać swoją prawdziwą formę... Potem odwracałem wzrok. Słońce było piękne, ale wypalało wzrok jak się w nie długo wpatrywało.
- Tak. Jestem poszukiwaczem przygód. Taki mój zawód i styl życia.
Nie wiedziałem, że tymi słowami mogę jakoś zranić moją towarzyszkę. Ale to nie do końca był mój wybór. To znaczy... był to mój wybór, ale nie do końca miałem alternatywę. Jako osoba szkolona w technikach walki, obrony i zabijania... nie mogłem po prostu siedzieć w domu i uprawiać pomidorów czy innego ryżu. Mogłem, ale nie chciałem. Chciałem wykorzystać swoje umiejętności, by pomagać ludziom, usamodzielnić się i do czegoś w tym życiu dojść. Póki co chyba mi się to udawało, nieprawdaż? Taka praca wymuszała na mnie podróże, ale przyznam się szczerze, lubiłem swoją pracę. Lubiłem podróżować. Lubiłem pomagać ludziom. Czułem się spełniony. Czułem, że robię coś dobrego i realizuję swój kodeks Bushido. A oprócz tego, oczywiście, korzystałem z życia. Czy w oczach Hibany byłbym usprawiedliwiony, jakbym jej o tym powiedział? Tego pewnie dowiemy się wkrótce, ale najpierw dzik. Nie chciałem rozpoczynać kolejnej długiej (bo moje monologi naprawdę są długie) rozmowy, która spowodowałaby, że z dzika będą nici. Nawiasem mówiąc, nici z dzika? Jakaś nowa technika Kakuzu (Od gracza: Mój Yasuo nic nie wie na temat Kakuzu, ale to taki mój żart, jako autora tego tekstu. Żadnego OOC tutaj nie ma XD.)?

Kolejny temat, który podjęła Hibana... nie należał do najprzyjemniejszych. Nie wiedziałem co będzie jutro, czy pojutrze. Nie mogłem wiedzieć. Wiedziałem jedno. Wiedziałem, że jestem samurajem. Wiedziałem co muszę powiedzieć. Pewnie zostanę wyśmiany za zbytni optymizm, ale tak właśnie czułem. Tym razem postanowiłem znowu powiedzieć to co myślę:
- Podróżuję już od dwóch lat. To będzie moja druga zima w podróży... - Sięgnąłem pamięcią wstecz. Druga zima, co? W pierwszą zimę spotkałem uroczą Yukę... To było prawie rok temu. Teraz pojawiła się Królowa Jesieni. Czyżby zima była najlepszą porą roku, by się zakochać? - Nie było łatwo, ale dałem radę. Zamierzam zrobić to po raz drugi. Jeśli przeżyłaś już jakąś zimę w podróży, to pewnie dasz radę przeżyć i tą. Zwłaszcza ze mną. Co dwie głowy, to nie jedna. Na pewno razem coś wymyślimy.
Spuściłem wzrok. Wiedziałem, że mróz i brak dachu nad głową to naprawdę trudni przeciwnicy. Zwłaszcza, jeśli atakują razem. Jednak nie byli jedynymi. Bandyci, potężni wrogowie, czy nawet zwyczajne leśne zwierzęta, czy jacyś łajdacy, których bez najmniejszego problemu byś pokonał, ale nie w trakcie snu, kiedy właśnie podrzynają Ci gardło. Ale takie "atrakcje turystyczne" mogą Cię spotkać w każdej prowincji, o każdej porze roku...
- Posłuchaj, Królowo Jesieni. Jestem samurajem. Zostałem wychowany w myśl zasad kodeksu Bushido. Nie wolno mi przejść obojętnie obok kogoś kto potrzebuje pomocy. Nie wolno mi zostawić towarzysza na pewną śmierć, co może mieć znaczenie chociażby podczas jakiejś - odpukać - wojny. Dlatego, jeśli śmierć tej zimy jest nam pisana, to z pewnością nie umrzesz przede mną. Przynajmniej... będę się starał, by do tego nie doszło.
Po prostu nie mogłem sobie wyobrazić, że te piękne oczy stracą swój blask... Jednak zrobiłem coś jeszcze. Przyłożyłem palec do swoich ust i powiedziałem:
- Nic nie mów, bo znowu się zbytnio rozgadamy i nie pójdę po tego dzika.

Po tych słowa, zerwałem się na równe nogi i pobiegłem w kierunku lasu. Miałem nadzieję, że świst powietrza, który bombardował moje uszy, zagłuszy ewentualne słowa Hibany, które być może jednak wypowie. Bałem się, że jak usłyszę jej odpowiedź, to zawrócę, by jej odpowiedzieć i tak w kółko, i tak w kółko... A dzik był ważny, bo zaraz poumieramy z głodu. Nie chciałem ignorować swojej towarzyszki, ale musiałem. Nie miałem wyjścia. To wszystko, żeby napełnić jej i swój żołądek. Wbiegłem do lasu i skryłem się za drzewami. Wyciągnąłem kunai z torby. Generalnie nigdy bardzo nieczęsto zdarzyło mi się używać tego typu broni... nie walczyłem z reguły na dystans, a w zwarciu mój miecz miał dużo większą siłę... Jednak tym razem postanowiłem użyć tego noża w trochę inny sposób. Zamierzałem znaczyć nim swoją ścieżkę. A właściwie... nimi. Bo miałem kilka kunaiów, a nie zamierzałem robić jakichś "iksów" na drzewach, których w ciemności nie dam rady za cholerę zauważyć. Zamierzałem po prostu wbić kunai w drzewo, w określonym kierunku, licząc na to, że w ewentualnej ciemności dużo łatwiej odnajdę wbity w drzewo nóż, niż jakieś "zadrapanie". Wziąłem głęboki oddech i przystąpiłem do realizacji swojego planu. A plan był prostu. Przejść jakieś 100 metrów, możliwie w linii prostej, rozglądając się za dzikami. Następnie wbić kunai w drzewo, w kierunku, z którego się przyszło (w tym wypadku pierwszy wbity kunai wskazywałby mniej więcej prostą drogę w kierunku polany, na której została Hibana). Potem przejść około 100 metrów w jakimś kierunku i wbić kolejny kunai w kolejne drzewo, w kierunku, w którym znajdował się pierwszy wbity nóż. I tak dalej, i tak dalej, 5 razy, bo tyle tych noży posiadałem. Oczywiście ciągle rozglądałem się za dzikami i wytężałem swoje zmysły, by ewentualnie nie dać się zaskoczyć. Czy to dzikom, czy to wilkom (Ciekawe czy Kotek gustuje w wilczym mięsie, hmm? Wilczy apetyt nabrałby wtedy kolejnego znaczenia...), czy nawet jakimś bandytom.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hibana » 10 lis 2018, o 22:22

Yasuo wydawał się być zadowolony z roli jaką mu wyznaczyła. Dobrze. Niechaj będzie jej rycerzem, a ona jego Królową. Miała wszak, szlacheckie korzenie. Zwiędły dawno temu, strawił je płomień, lecz wciąż były. Nosiła je w sobie, jak i zabarwioną błękitem krew.
-Dobrze. Liczę na ciebie – odparła wyniosłym tonem.
Sądziła, że Yasuo oddali się teraz w stronę lasu, ten jednak – jakby na przekór własnych słów – kucną obok niej. Zamiast tropić dzika, zatoną w ogniu jej oczu. Męczyło ją to, jednak obawiała się, że jeśli odwróci wzrok - unikając jego spojrzenia – okaże słabość. Nie mogła do tego dopuścić. Dlatego też, tym mocniej wpatrywała się w Yasuo, utrzymując w ryzach powieki. Jakże dziwna była ta chwila. Samuraj podziwiał piękno stworzenia, kobieta walczyła, licząc na zwycięstwo. Każde spojrzenie Yasuo było taką walką. On pierwszy odwrócił wzrok. Wygrała.
Nie było jednak czasu, długo cieszyć się triumfem. Yasuo potwierdził jej słowa. Kolejny sukces. To jednak znaczyło, że nie pomyliła się wiele w jego ocenie. Z jednej strony było to korzystne, a z drugiej... Panicznie bała się powtórzenia sytuacji z Asutą. Posmutniała, widząc jakie ambicje niosą za sobą te słowa. Posmutniała jeszcze bardziej, gdy zrozumiała swój smutek. To bowiem znaczyło, że samuraj staje się jej bliski. Za wszelkie skarby świata, starała się tego uniknąć.
Tym czasem, Yasuo nie ułatwiał jej zadania. Propozycja wspólnie spędzonej zimy, brzmiała kusząco. Mężczyzna był przy pieniądzach. Z pewnością, stać go było na ciepły kąt każdej zimowej nocy. Może...
-Dwa lata? - Zaśmiała się drwiąco. - Trochę mało, by nazywać to doświadczeniem, ale masz racje. We dwoje zawsze będzie łatwiej. Przynajmniej śmierć w samotności nam nie straszna – mrugnęła, by dać znak, że żartuje. Chciała coś jeszcze dodać, ale wyglądało na to, że samuraj jeszcze nie skończył.
Co on powiedział? Skąd wziął te słowa? Obiecał, że nie umrze przed nim.
Hibana rozchyliła usta, lecz nie potrafiła wydobyć z nich słów. Poczuła wstępujący na jej twarz rumieniec. Zrobiło się dziwnie gorąco. Przyłożyła dłoń do policzka, by sprawdzić, czy nie jest rozpalona. Chciała coś powiedzieć, ale Yasuo uciszył ją gestem. Było coś, w tej pozie. Coś, co jeszcze bardziej roztopiło jej kobiece serce. Z palcem przyłożonym do warg, wyglądał tak uroczo i niewinnie. Przymrużyła oczy i zamknęła usta, posłuszna jego prośbie. Poddała się.
Nagle, Yasuo zerwał się na równe nogi i pomkną w stronę lasu. Hibana – wiedziona instynktem stadnym – również się poderwała i - łapiąc w drodze swój czarny płaszcz – ruszyła za samurajem, wietrząc zagrożenie. Czyżby miała się powtórzyć sytuacja z Kane, a może był inny powód ucieczki Yasuo? Obejrzała się pospiesznie, jednak nie dostrzegła jeźdźców, ani żadnego podobnego zagrożenia. Zobaczyła za to, że samuraj w rzeczywistości nie uciekał, a biegł. Czy zobaczył rzeczonego dzika?(A może pobiegł na 100-lecie niepodległości? - żarcik) Obojętnie od przyczyny, Hibana zwolniła kroku, a w końcu całkiem stanęła. No i, znowu została sama. Stała – sierota, na pustej, odludnej polanie. W ręku trzymała stary płaszcz, wkoło zalegały zwiędłe liście. Wiatr czesał jej włosy, a wzrok prowadził Yasuo przez gęsty las.
„Ciekawe, czy jeszcze wróci?”
W niemej odpowiedzi, dłoń ponownie powędrowała do policzka. Tym razem jednak mocnej i szybciej. To rozum, zbeształ serce. Ból i huk uderzenia, pozwoliły dziewczynie odzyskać trzeźwość.
„Zostaw!”, zdawały się krzyczeć przebudzone zmysły. „To mężczyzna, w dodatku obcy.
Nie ufaj mu. Nie trać czujności.
Mężczyzna i kobieta sami, nocą w lesie. Będziesz dziś spała z jednym okiem otwartym.”
Jego podobieństwo do Asuty było niebezpieczne. Sprawiało, że kobieta nadmiernie mu ufała i pozwalała sobie na pewną beztroskę, a nawet szczerość.
Potrząsnęła głową. Wróci, czy nie. Uciekał, czy biegł. Hibana nie dostrzegła zagrożenia, mogła więc spokojnie dalej traktować polankę jako tymczasowy dom. W domu powinno być ciepło. Skoro już wstała, obeszła polane, szukając odpowiedniego miejsca na ognisko. W miarę płaskie, w odpowiedniej odległości od drzew. Kiedy je znalazła, zaznaczyła kładąc na nim swój stary płaszcz. Zadowolona ze swego wyboru, podeszła na skraj lasu, by nazbierać drewna. Początkowo brała wszystko, bez względu na wielkość, czy gatunek. Selekcją zajmie się później. Była to ciężka i długotrwała praca. Musiała w końcu, zgromadzić opał na całą noc. Siekiera była by bardziej niż pomocna, ale nie można mieć wszystkiego. Szczególnie w drodze. Znosiła wszystko na wypłaszczenie obok odzienia. Kiedy już zebrała, wystarczająco dużo opału, zajęła się jego odpowiednim przygotowaniem.
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 12 lis 2018, o 12:58

Dwa lata, to trochę mało by nazywać to doświadczeniem? Z tych słów wywnioskowałem jedną rzecz. Królowa Jesieni musiała podróżować dużo dłużej. Chłopcy z kijami latający po jakiejś wiosce mogli się bać tego jednego, najstarszego, który miał "już" 15 lat i lał się od 13 roku życia. Miał największe "doświadczenie"' i największą krzepę. Lecz z perspektywy wprawnego i doświadczonego w bojach wojownika - chociażby mojego ojca - taki chłopczyk nie był nikim więcej jak tylko... chłopcem. Dzieckiem, które myśli, że potrafi walczyć. "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", czy jakoś tak to szło. Dla mnie moje "podróżnicze" doświadczenie było naprawdę spore. Jednak dziewczyna - w moim wieku, ewentualnie trochę starsza - mogła patrzyć na nie tak jak mój ojciec patrzyłby na doświadczenie "bojowe" tego 15-letniego chłopaka. Uśmiechnąłem się głupio i podrapałem po głowie. To jednak dobrze było mieć przy sobie kogoś takiego jak moja towarzyszka. Tylko czasem była trochę wyniosła. Zbyt dużo żartowała sobie na temat śmieci, a przecież śmierć - zwłaszcza nasza - to nie był dobry temat do żartów. Ciekawe czy będzie tak żartować jeśli przyjdzie jej pozbawić życia kogoś innego (a może już pozbawiała, kto wie)? Czy żarty będą się jej trzymać w obliczu jej własnej śmierci? Nie obchodziło mnie to. To była dobra dziewczyna. Wierzyłem w to. Miała wiele twarzy. Wiele aspektów, których jeszcze poznać nie było mi dane. Prawdziwa Królowa Jesieni. Prawdziwa Królowa Tajemnicy. A może Królowa tego świata we własnej osobie? Cieszyłem się, że mogę być jej samurajem. Jej rycerzem. W tej jednak chwili nie byłem rycerzem. Nie walczyłem pod niczyim sztandarem. Nie przynosiłem chwały mojemu władcy. W tej chwili byłem nikim więcej jak tylko myśliwym. Moją rolą było upolowanie kolacji. Nawiasem mówiąc... strasznie beznadziejna śmierć nas czekała, jeśli nie spełnię tej roli. Umrzeć w walce i w obronie kogoś kogo się kocha, albo w obronie ukochanej ziemi, domu, miejsca, do którego chce się wracać? Zaszczyt i wielki honor. Umrzeć, bo jakiś idiota postanowił Cię zabić dla marnej sakiewki? Otruł, poderżnął gardło we śnie, a może zwyczajnie był potężniejszy? No cóż... życie i trochę niefart. Umrzeć z głodu? Totalna głupota i brak zaradności. Chociaż jeszcze większą głupotą było myślenie, że w ogóle śmierć głodowa nam groziła. W końcu człowiek mógł nie jeść przez tydzień. Trochę by schudł, ale powinien przeżyć. Jeśli więc przez tydzień nic nie upolujemy, nie znajdziemy ludzi, od których moglibyśmy odkupić jedzenie lub pomóc im w zamian za ciepły - nie! jakikolwiek - posiłek, czy też nie znajdziemy karczmy... to wtedy będzie to najgłupsza śmierć w naszym życiu. Tak gdzieś z dziesięć razy głupsza niż zwyczajna śmierć z głodu. Ale stop! Czy ja i Królowa Jesieni wyglądamy jak idioci? Nie. Nie wyglądamy.
Chodziłem tak po lesie, wbijając kunaie w drzewa i starając się jakoś oznaczyć drogę. Próbowałem też zapamiętać jakieś charakterystyczne kształty, żeby ewentualnie móc się nimi kierować. To głównie w pobliżu takich charakterystycznych "obiektów" starałem się wbijać swoje "drogowskazy". Nie chciałem się zgubić. Z każdym krokiem jednak coraz bardziej czułem na sobie tą ciemność, która wkrótce mnie ogarnie. Nie popadałem w obłęd, czy w panikę. Jednak z każdym krokiem, z każdą sekundą, którą na zrobienie tego kroku poświęcam, mrok był coraz bliżej. Im więcej czasu stracę na szukanie tego dzika, tym większa szansa, że w mroku nocy nie uda mi się odnaleźć drogi powrotnej. Miałem nadzieję, że mój wzrok mnie nie zawiedzie i będę w stanie jeszcze widzieć chociażby kontury. Z tą nadzieją zagłębiałem się coraz głębiej i głębiej w las. Wyciągnąłem miecz, by ewentualnie za pomocą ostrza móc sobie utorować drogę przez niektóre bardziej uciążliwe gałęzie i różne ciernie. Chodziłem w promieniu jakichś 15 metrów od najbliższego drogowskazu i wypatrywałem tej dzikiej świni, na którą polowałem. Być może... moje nieostrożne kroki, trzeszczące pod stopami gałęzie i inne tego typu rzeczy, skutecznie odstraszały ode mnie zwierzynę? Ale wracając, jeśli nic nie znalazłem - a tak było przez cały czas odkąd postawiłem stopę w tej gęstwinie (która być może nie była wcale taka gęsta) - to szedłem dalej, ewentualnie zawracałem, jeśli moje kunaie się skończyły. Wtedy jakimś cudem udało mi się odnaleźć drzewo z wbitym nożem. Wyciągnąłem go więc i udałem się w kierunku, w którym wskazywał. Po dojściu do kolejnego drogowskazu, znowu go obszedłem i znowu nic nie znalazłem. Wybrałem więc inną ścieżkę i ponownie wbiłem kunai, wskazujący kierunek. Aż dziw bierze, że jakiś bandzior mi tych kunaiów nie powyciągał. Szukałem i szukałem... i nic.
Może rzeczywiście było tak jak myślałem. Zwierzęta mogły czuć obecność człowieka. Zapach, dźwięki... To wszystko mogło ich odstraszać. Zapachu wyeliminować raczej nie byłem w stanie. Sam go co prawda nie czułem, bo się pewnie do niego przyzwyczaiłem i był dla mnie już niewyczuwalny. Zwierzęta ten zapach jednak czuły. Być może Królowa Jesieni też czuła... I nagle przyszło mi coś na myśl. Czy mój zapach jej nie przeszkadzał? Pachniałem jak spocony wieprz, który nie mył się od miesiąca i śmierdział gorzej niż gnój w oborze jakiegoś chłopa. A może nie pachnąłem tak tragicznie? Mój zapach na pewno nie był podobny do zapachu szlachcica, który dzień w dzień może sobie nalać pełną balię gorącej wody, dodać do tego jakichś olejków czy perfum i voilà... mamy takiego wypudrowanego pudelka, który każdej pracy się boi i jedyne co potrafi robić, to liczyć własne monety. W podróży takich luksusów nie było. Ruszasz gdzieś, gdzie Cię nogi poniosą, a to czy trafisz do jakiejś karczmy, a może nad jezioro... to już zależy od szczęścia. Ewentualnie od znajomości terenu. Jeśli nie trafisz? No to trochę śmierdząca będzie to sprawa. Chociaż generalnie, starałem się usuwać nieczystości w miarę regularnie. Ale wracając do polowania, zapachu usunąć nie potrafiłem. Zamaskować też nie. Mogłem jednak wyeliminować ruch. Ale jak polować, eliminując coś takiego jak przemieszczanie? Bardzo prosto. Trzeba zastawić pułapkę, bo inaczej to nie ma sensu. Tylko gdzie? Odpowiedź była prosta. Tam gdzie płynie woda... Tam gdzie można się wykąpać... Tam właśnie popłynie krew. Wodopój.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hibana » 12 lis 2018, o 19:59

Rozpalanie ogniska nie było dla niej, niczym nowym. Doskonale wiedziała, jak się do tego zabrać i od czego zacząć. Skoro zgromadziła już odpowiednią ilość opału, należało go odpowiednio przygotować. Podzieliła naznoszone gałęzie, na grube, cienkie i całkiem cieniutkie. Dłuższe łamała i rozdzielała rozwidlenia, by łatwiej było je układać. Stworzyła w ten sposób dwa pokaźne stosy. Jeden, który laik nazwałby drewnem, z prawdziwego zdarzenia. Drugi, który był po prostu stertą cienkich gałązek. To co zostało, czyli najdrobniejsze patyczki i kawałki kory, odłożyła na razie na bok. To była podpałka. Nie było jej dużo, i nie musiało być. Skoro kwestia opału była pod kontrolą, należało się zająć przygotowaniem odpowiedniego miejsca pod ognisko.
Hibana wiedziała, jak niebezpieczny potrafi być ogień. Szczególnie na jesieni, gdy dawno nie padało. Suche liście zajęły by się w jednej chwili. Kobieta nie miała zamiaru, być sprawczynią pożaru, dlatego zawsze – bez względu na pogodę – okopywała ognisko. Wyznaczone miejsce oczyściła z liści i wyjałowiła z trawy. Ciężko jest kopać z zmarzniętej ziemi, jednak Hibana miała swoje sposoby. Nie chodziło w końcu, o kopanie dołu, a jedynie małego wgłębienia. Gruby kij zamiast łopaty i silne – zaprawione w pracy – ręce. To wystarczyło, by zedrzeć pierwszą warstwę gleby i dotrzeć do - leżącego pod nią – piachu. Powstało w ten sposób pole, o średnicy nieco większej od metra. Odgarniętą ziemie ułożyła wokół, tworząc – jak mawiała babka - „fort dla ognia”. Skoro ten był gotowy, należało jeszcze zbudować „domek”.
To jednak mogło poczekać. Hibana była zmęczona długą podróżą, a teraz dodatkowo zużyła sporo sił na kopanie w zamarzniętej ziemi.
Położyła się na rozłożonym płaszczu. Polowanie na dzika trochę zajmie, a jej część zadania była już prawie gotowa. Nic nie stało więc na przeszkodzie, by chwilę odpoczęła. Leżała na plecach, z dłońmi splecionymi pod głową. Patrzyła w pierwsze - pojawiające się na, nie dość ciemnym jeszcze niebie – gwiazdy i co chwila gwałtownie otwierała oczy, by nie zasnąć. Odwaliła sporą część roboty, lecz wciąż tylko część. Było by głupio, gdyby Yasuo wrócił z obiecanym dzikiem i zastał ją śpiącą obok dwóch, całkowicie zimnych, stert drewna. Nie mogła na to pozwolić. Poderwała się więc do siadu. Nie miała sił, ani ochoty by zajmować się teraz układaniem drewna, jednak nie zamierzała próżnować. Usiadła po turecku i złączyła dłonie w odpowiednim geście.
To było jakieś pięć, prawie sześć lat temu. Niewiele się od tamtej pory zmieniła. W życiu jakie wiodła, nie było czasu na powolne dojrzewanie i błędy młodości. Bardzo szybko musiała dorosnąć. Wtedy gdy go poznała, miała jakieś piętnaście lat i jak zwykle, masę kłopotów. Uciekała, dziś nawet nie pamięta przed kim i dlaczego, nigdy jednak nie zapomni kto jej wtedy pomógł. Ten dziecinny, niewinny uśmiech i ciepłe słowa: „Już poszli, Pani Złodziejko”, gdy skierował pościg w przeciwną stronę. Tak właśnie poznała Asute.
Był niewiele młodszy, ale w porównaniu do niej, wyglądał jak dzieciak. Miał jakieś tam umiejętności, był wszak Doko swojej rodzinnej osady. Zwykłym, młodym shinobi, który opuścił dom „w poszukiwaniu przygód”. Znajomość z Hibaną, była widać taką „przygodą”, bowiem chłopak nie opuszczał jej na krok. Wiedziała, że był w niej zakochany. Ona jednak, nigdy nie traktowała tego uczucia zbyt poważnie. To oczywiste, że się w niej zakochał. Zostawił dom z powodu nudy. Ona natomiast, była osobą, która na nudę narzekać nie mogła. Było to dla niej, bardzo wygodne. Mało, bo mało, jednak Asuta znał parę technik ninja, a nawet wiedział w jaki sposób sprawdzić naturę chakry. Dla Hibany – sieroty i wyrzutka, była to wiedza nie dostępna, acz bardzo pożądana. Mistrz, może być dużym słowem, ale to właśnie Asuta nauczył kobietę większości znanych jej technik. Przyjaciel, ukochany, czy młodszy brat, to również za mocne słowa. Dla niej był nikim więcej, jak chodzącym podręcznikiem do ninjutsu,...
... a przynajmniej tak próbuje sobie wmawiać.
Od śmierci Asuty minęło trochę czasu, ale wciąż pozostało po nim parę technik, których Hibana nie miała okazji – do tej pory – opanować. Wśród nich była także jedna, pozwalająca utrzymać płomień. Właśnie jej, dziewczyna miała zamiar się teraz nauczyć.
Złączyła dłonie, zawiązując odpowiednią pieczęć. Skoro to zrobiła, wysunęła prawą dłoń przed siebie, opierając łokieć na kolanie. Chakra ognia, wypełniała jej ciało od narodzin, teraz jednak postanowiła skupić ją w obrębie dłoni. Wychłodzone w podróży palce, zaczynały się rozgrzewać. Czuła przechodzące przez jej dłoń ciepło, a nawet lekkie drętwienie. Miała wrażenie, jakby wkładała rękę do gorącej wody. Trochę się tego bała. Zaczęła coraz mocniej spinać mięśnie, w tym mięśnie twarzy. Patrzyła na dłoń, przez ledwie uchylone powieki. Nagły błysk i Hibana – przerażona – przewróciła się na plecy, dociskając do piersi zranioną rękę. Dopiero, gdy się trochę uspokoiła oraz zrozumiała, że na dłoni nie ma nawet najmniejszego śladu oparzenia, postanowiła ponowić próbę. Ponownie zawiązała pieczęć i wyciągnęła rękę, przelewając w nią ognistą chakrę. „Tym razem się nie przestraszę”, powtarzała sobie. Ponowne ciepło i drętwienie, w koniuszkach palców. Będąc już blisko kulminacyjnego momentu, ruszyła do pracy lewą rękę, aby ta przytrzymała prawą – łapiąc ja za nadgarstek. Tym razem nie stchórzyła, widząc pierwszy błysk i pozwoliła, by ogień rozprzestrzenił się na powierzchni jej dłoni. Ogień, śliczny, maleńki płomyczek. Trwała tak chwile, patrząc na swe dzieło. Oddychała ciężko, ale była szczęśliwa.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 13 lis 2018, o 20:49

Może miałem jeszcze dużo czasu? Gwiazdy dopiero zaczynały się pojawiać i było jeszcze dość jasno. Wyjątkowo jasno, jak na jeden z pierwszych dni zimy; albo raczej... jeden z ostatnich dni jesieni. Dużo było tego czasu, ale równocześnie naprawdę mało. Las wydawał się naprawdę gigantyczny, jeśli człowiek już do niego wszedł. Można było błądzić w nim godzinę, czy dwie, a po wyjściu okazałoby się, że wejście jest jakieś 200 metrów od wejścia[1]. A tutaj musiałem jeszcze szukać tego dzika. Musiałem go upolować. Musiałem zastawić pułapkę. A potem jeszcze wrócić. Czasu więc było dużo, ale to była złudna iluzja, której nie chciałem się poddać. Westchnąłem. Coraz bardziej miałem takie jakieś dziwne przekonanie, że jednak nie uda mi się wrócić, wiedziony gasnącym, przyjaznym światłem słońca. Coraz bardziej miałem przekonanie, że moim powrotnym towarzyszem będzie zwodnicze światło Księżyca, który wygra walkę o panowanie nad niebem, pokonując Słońce w zażartym pojedynku i zrzucając z tronu... Obym tylko doświadczył tego luksusu. Co do tego nie mogłem być pewny. Gałęzie wszystkich tych drzew w koło mnie bardzo łatwo mogły utworzyć przecież specjalny "baldachim" ochronny, który skutecznie odetnie dostęp zbawiennego światła księżyca i pogrąży mnie w ciemnościach. Chociaż w tej właśnie chwili, miałem największe szanse, by tego uniknąć. Drzewa, które w przynajmniej 50% straciły już wszystkie swoje liście mogły okazać się naprawdę łaskawe dla takiego samotnego łowcy jak ja. A takich drzew było przecież od groma. Jesień była więc naprawdę dobrą porą na nocne polowania. Pomijając oczywiście fakt, że wiosną czy latem dni są dłuższe i wtedy takich nocnych polowań można naprawdę łatwo uniknąć. Chociaż lato czy wiosna też czasem lubiły w ten sposób oszukiwać. Mówiły coś w stylu "Patrz, masz jeszcze dużo czasu. Idź dalej, szukaj karczmy, na pewno znajdziesz." Kłamstwo! Okaże się bowiem, że będziesz poszukiwał tej karczmy do zasranego wieczora, a potem jednak stwierdzisz, że musisz coś upolować. Wejście do lasu nocą, w lecie, albo na wiosnę? Ryzykowne.
Ja jednak miałem wystarczająco dużo szczęścia, że była prawie zima. Mogłem więc przeczesywać las w poszukiwaniu wodopoju, bez obaw, że zostanę ciemną i głuchą nocą bez jakiegokolwiek światła. Może zbytnio ufałem temu zwodniczemu Księżycowi. Może zbytnio ufałem własnym umiejętnościom i własnej percepcji, która od jakiegoś czasu bardzo mi się wyostrzyła. Ufałem, ale nie dlatego, że byłem zadufanym w sobie palantem. Ufałem, bo nie miałem innego wyboru. Musiałem upolować jakąś kolację, bo nie mogłem pozwolić na to, żeby moja piękna towarzyszka była głodna. W końcu obiecałem jej dzika... A jakiż to mężczyzna nie dotrzymuje słowa danego kobiecie? Toż to brak szacunku! Trzeba się przynajmniej starać, by to słowo dotrzymać. Nie zawsze co prawda wychodzi, ale takie już jest życie. Ważne jest to, że mężczyzna chociaż próbuje, a jak wyjdzie to dobrze dla niego! Ja bardzo chciałem, żeby ten mój mały wypad do lasu także się udał. Może nie tylko dla samej Królowej Jesieni, ale również dla siebie samego. Głód coraz bardziej mi dokuczał i chyba tylko bojowe wyszkolenie sprawiało, że jeszcze tego tak nie czułem. Który żołnierz myśli o tym, by napełnić żołądek, jak strzały latają w powietrzu, a wrogie topory co chwilę znajdują się blisko jego twarzy, zbyt blisko... Oczywiście w takiej sytuacji jeszcze nie byłem, ale kto wie? Jedno było pewne, w takich sytuacjach nie masz czasu, żeby nawet się wysrać i wysikać, więc czasem po prostu walczyć z zasranymi i zasikanymi gaciami, ale co z tego, jeśli w ręku trzymasz miecz i wrogowie bardziej się go boją, niż twojego nieprzyjemnego zapachu? Jedyne żarcie, o którym pewnie pomyślisz, to żarcie dla robaków. Pewnie pomyślisz: "Kto się stanie żarciem dla robaków? Ja czy ten wielkolud, który właśnie na mnie szarżuje?"
Schemat... nie mogłem działać inaczej. Musiałem powielać ten sam schemat ciągle, by nie zgubić drogi. Musiałem o tym pamiętać. Nie mogłem o tym zapomnieć. Jednak nie szukałem tylko dzika, ale też wodopoju. Zwierzę ciężko byłoby usłyszeć z odległości, zwłaszcza, że dźwięki, które wydaje zbyt są podobne do dźwięków innego zwierzęcia, które mam zaskakująco blisko siebie - a mianowicie, mówię o człowieku; o sobie. Trzeszczące pod nogami gałązki, czy coś w ten deseń. To wszystko jest łudząco podobne i miesza się ze sobą... niczym woda. Właśnie, woda. Woda brzmi zupełnie inaczej. Ją dosłyszysz bez najmniejszego problemu z dość sporej odległości. A powinna tędy jakaś płynąć. Zwierzęta bez wody nie mogłyby żyć. Miałem tylko nadzieję, że usłyszę rzekę, bo ta jest dość głośna, podczas gdy jezioro milczy. Ta nadzieja nie była czymś wyimaginowanym i głupim. Poparłem ją faktami. Skoro tutaj - w Kaigan - było morze, to prawdopodobnie gdzieś tutaj powinna płynąć też rzeka, która do tego morza zmierza. I moje dedukcje jednak mnie nie zawiodły. Po jakimś czasie usłyszałem plusk wody. Byłem bardzo blisko. Szybko więc ruszyłem w tamtym kierunku i to co zobaczyłem[2] już dostatecznie mnie przekonało. Rzeka niezbyt szeroka. Może leśna rzeczka bardziej, albo potok. Mimo wszystko jednak - bez względu na nazwę - była to woda. Do wody przychodzą zwierzęta. Tutaj właśnie zastawiłem swoją zasadzkę. Wbiłem kunai w drzewo, tak na wypadek, jakbym nie pamiętał skąd przyszedłem. Standardowa procedura. Schemat. Potem ukryłem się gdzieś w krzakach i czekałem. Obserwowałem otoczenie. Czekałem na swoją ofiarę. Patrzyłem czasem w niebo, by kontrolować porę dnia[3].


[1] Miałem kiedyś taką sytuację. Poszliśmy kiedyś z kumplami badać taki jeden las. Oczywiście znaczyliśmy sobie drogę i w ogóle. Wędrowaliśmy przez jakieś 2 godziny i w pewnym momencie wyszliśmy z lasu... jakieś 150 metrów od miejsca, w którym weszliśmy. No może z 500, ale 500 metrów to w 10 minut idzie przejść XD.
[2] Jak komuś nie otwiera się ten link (obrazek), to zapraszam tutaj. Z tym, że obrazki z "zapodaj" co jakiś czas lubią znikać, więc może zniknąć w przyszłości.
[3] Tobie, o Wielka Królowo Jesieni, zostawiam opisywanie pory dnia. Dostosuję się do tego co napiszesz w następnym poście ;).
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hibana » 14 lis 2018, o 20:55

Rozwiązała technikę i podparła się na łokciach, by chwile odpocząć. Nie wiele, bo nie wiele, ale zużyła trochę sił, na opanowanie nowej umiejętności. Coraz mocniej zaczynał doskwierać jej głód. Polne myszy i ptaki na gałęziach, szabrowały - na jej oczach. Były na wyciągnięcie ręki. Drażniły ją. W panicznych poszukiwaniach zapasów, były zdesperowane i nieostrożne. Wystarczyło podejść. Chwilę posiedzieć bez ruchu. Co najmniej jedna się złapie. Tak niewiele, i miałaby kolacje. Dlaczego tego nie zrobiła? Yasuo. Niech szlag trafi, to naiwne, kobiece serce. Obiecał jej dzika, więc czekała. Nie wiadomo z czym wróci. Nie wiadomo, czy w ogóle. Czekała.
Potrząsnęła głową. Jak śmie poganiać Yasuo, skoro nie wykonała jeszcze swojej części zadania? Drewno, które zniosła, jak było, tak jest – zimne. Podniosła się i wstała. Kręcąc dłonią w ziemi, wyznaczyła środek ogniska. Zasypała to miejsce korą, liśćmi i drobno połamanymi gałązkami. Następnie chwyciła trochę grubsze patyki - jednak wciąż z tych cieńszych – i zbudowała z nich mały szałas wokół podpałki. „Domek dla ognia”, babcia tak to nazywała. W dalszej kolejności, w ten sam sposób, układała coraz grubsze i dłuższe gałęzie. Największe polana położyła obok, wkoło powstałej konstrukcji.
Gotowe. Położyła ręce na biodrach i prychnęła – zadowolona. Oczywiście, nie było jeszcze całkiem gotowe. Ognisko powinno płonąć. Każdy kto kiedykolwiek rozpalał ognisko wie, że często to właśnie podpalenie sprawia najwięcej problemów. Nie wystarczy jedna iskra, by w ciągu sekundy staną przed nami słup ognia. Właściwe ułożenie, właściwy materiał wszystko jest ważne. Każdy wie, jakie trudne zadanie – zapalić ognisko - ale „każdy” nie jest Hibaną. Jedna zapałka, dwie zapałki, trzy zapałki, pudełko zapałek – męczy się współczesny człowiek. Jedna technika, jeden płomień – cieszy się Hibana.
Klęknęła przy drewnianej konstrukcji i złożyła ręce. Chwile później trzymała w dłoni swój własny ogień. Ostrożnie, wsunęła rękę między poukładane patyki i podpaliła złożoną tam korę. Na szczęście wszystko było suche i szybko zajmowały się kolejne poziomy. Było już prawie całkiem ciemno, kiedy ognisko rozpaliło się na dobre. Yasuo będzie mogł znaleźć ja po zmroku. Dlaczego znów o nim myśli? Dzik, którego przyniesie Yasuo, trafi do niej nawet po zmroku. O, tak już lepiej.
Wyjęła kunai i podeszła na skraj lasu. Do tej pory brała jedynie to, co leżało na ziemi. Teraz zaczęła odrąbywać żywe gałęzie z młodych drzew. Jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało. Potrzebowała teraz patyków na których przyrządzą mięso. Powinny być długie i cienkie, a także świeże, by nie spaliły się za szybko. Skoro znalazła, po co przyszła, wróciła do ogniska. Za pomocą kunaia oczyściła je z ostatnich liści – jeśli jeszcze jakieś zostały – i drobnych gałązek.
Na chwile odłożyła prace na bok, by poprawić i ułożyć swoje późniejsze posłanie. Ze wszystkiego zostało już tylko ostrzenie patyków na mięso. Można to robić na siedząco. Była więc pewna, że do jutrzejszego poranka nie ruszy się z miejsca, lub tylko na chwile.
Pierwsze gwiazdy dawno zbladły, w obliczu swych licznych sióstr. Noc wzeszła z całą swa okazałością. W świetle ognia była tylko ona. Siedziała ze skrzyżowanymi nogami, powolnie i monotonnie ostrząc drewniane końce. Nie było po co się śpieszyć. Co jakiś czas zgarniała ręką, zebrane pod nogami wióry i wrzucała je do ogniska. Było cicho. Gdyby Yasuo jednak nie wrócił, nie miała już szans nawet na polne myszy. Las spał. Tylko trzask ognia i pisk żelaza na drewnie. Było w tym coś magicznego. Hipnotyzującego. Coś, co pozwalało jej myślom swobodnie wędrować. Włóczyć się bez celu. Była w teraźniejszości, razem z Yasuo przemierzała gęsty las. Była w przeszłości, razem z Asutą uczyła się ninjutsu. Była nawet w przyszłości, nad upragnionym morzem. Nie zatrzymywała się dłużej nad żadna myślą. Nie martwiła się, nie wspominała, ani nie planowała. Po prostu była.
„Mam nadzieję, że Yasuo szybko wróci.”
Mało nie ucięła sobie palca. Zacięła się. Syknęła i przytknęła język do rany.
„Głupia. Po co o nim pomyślałaś?”
Owinęła palec kawałkiem ubrania i wróciła do pracy. Nie rozumiała tego. Znała go zaledwie jeden dzień. Zaczęła się przywiązywać, po zaledwie paru godzinach. Zwykle się tak nie zachowywała. Nie obchodzili jej inni ludzie. Dlaczego miałaby się o kogokolwiek martwić? Posmutniała, bo przypomniała sobie Asute. Do niego przywiązała się jeszcze szybciej. Ledwie zobaczyła jego uśmiech. Nie ważne, ile razy próbowała odejść lub go porzucić. Dopiero śmierć zdołała ich rozdzielić. Czy z Yasuo będzie podobnie? Przygryzła wargę. Nie chciała tego. Nie chciała znów tego przezywać. Dlatego trzymała innych na dystans.
Tak bardzo bała się straty.
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 15 lis 2018, o 13:24

Noc nadciągała nieubłaganie. Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej. Ja jednak potrafiłem zachować trzeźwość umysłu i zimną krew w prawie każdej sytuacji. Zamknąłem oczy i nasłuchiwałem charakterystycznych dźwięków. Nie zrobiłem tego, by się lepiej skupić, ani dlatego, że byłem zmęczony i chciało mi się spać... Zrobiłem to dlatego, by przyzwyczaić swoje oczy do mroku, tak bym w ciemnościach lepiej widział. Często bowiem bywało tak, że oko dopiero po dłuższej chwili potrafiło w ciemnościach dostrzegać jakieś kontury. I w takiej pozycji czekałem jakieś pół godziny, może 40 minut. W międzyczasie nastała noc. Jednak miałem szczęście, a właściwie mieliśmy - ja i Królowa Jesieni. Po tych parudziesięciu minutach w końcu go usłyszałem. Otworzyłem oczy przyzwyczajone już do mroku nocy. Zobaczyłem to zwierzę jak sobie piło wodę z rzeki i chrumkało wesoło. Dzik. Taki jakiego potrzebowałem. Młody, silny - jak na swoje standardy - dobry kawaler do wzięcia dla jakiejś samicy. Taki drugi ja, tylko w wersji dzikiego zwierzęcia. Nie był zbyt duży, dlatego stosunkowo łatwo będzie go przetransportować. Był też odpowiedni do tego, by go zjeść w całości i żeby nic się nie zmarnowało. Trochę było mi go szkoda. Wesołe chrumkanie miało być jego ostatnim w życiu, ale takie już były prawa natury. Mocniejszy zjada słabszego. Ja byłem zdecydowany pozbawić to zwierzę życia. Wybiegłem z ukrycia i ruszyłem w pościg z obnażonym mieczem. Przerażony dzik rzucił się do ucieczki, ale nie miał szans uciec. Zwyczajnie byłem szybszy. Przebiegłem obok niego, uprzednio ustawiając ostrze prostopadle do ciała i wykonałem zamach, śmiertelnie raniąc bok zwierzęcia. Mogłem przysiąc, że me ostrze nawet uderzyło w jakąś kość. Dzik leżał półprzytomny na ziemi, a jego krew spływała do wody, barwiąc ją na czerwono. Starał się wstać i uciekać dalej. To już nie miało sensu. Żałośnie wył. Dobiłem go, wbijając miecz w okolicach głowy. To była pierwsza krew jakiej napiła się moja "Nikushi".
Statystyki i Użyta Technika:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Polowanie zakończyło się sukcesem. Nie wiedziałem, że to się uda. Ach... to moje cholerne szczęście. Teraz pozostał już tylko powrót do Hibany, do ogniska, które być może już płonie - powrót na wieczorną ucztę. Szkoda, że nie miałem żadnego naczynia... mógłbym nabrać wody z tej rzeki. Mielibyśmy czym popić tą dziczyznę... Miałem co prawda kaburę na broń, której nie używałem, ale to materiałowy pokrowiec. Zanim doniósłbym w nim wodę, to pewnie cała by się przesączyła przez materiał. Nie było sensu. Trochę jednak obawiałem się tego co zrobiłem. Uświadomiłem sobie, że nie będę mógł zasnąć w nocy. Nie to, żebym miał jakieś koszmary z powodu śmierci tego dzika... po prostu zdałem sobie sprawę z tego, że zapach krwi może przyciągnąć coś dużo gorszego. Jakiegoś wilka chociażby. Dzik niby będzie zjedzony, więc wilki się nim nie zadowolą. Ale świeże i soczyste mięso ludzkie, które dodatkowo nie ucieka, bo śpi... na pewno zadowoli każdy wilczy żołądek! Nie mogłem do tego dopuścić. Zarzuciłem więc dzika na plecy, a krew jeszcze z niego ciekła. Miecz uprzednio przemyłem w wodzie i schowałem do pochwy. W razie czego zawsze mogłem go dobyć i zmierzyć się ponownie z dziką naturą.
Trzeba było wracać. Dlatego po ciemku, z drobną asystą księżyca oczywiście, udało mi się namierzyć pierwszy z moich kunaiów. Poszło łatwo, by był w miarę blisko, a poza tym, ja wiedziałem mniej więcej gdzie się znajduje. Później było już tylko trudniej. Szedłem bardzo, ale to bardzo wolno, ostrożnie stawiając każdy krok. Nie chciałem się zabić. Dzik mi ciążył, ale nie aż tak, bym opadł całkowicie z sił. Byłem zmuszony w całkowitych ciemnościach wyszukiwać moje kunaie, które wskazywały kierunek. Wyglądało to mniej więcej tak, że chodziłem od drzewa do drzewa i... delikatnie macałem. Pieściłem te drzewa niczym najpiękniejsze kochanki, ale to dlatego, że nie chciałem przypadkowo strącić kunaia. Wtedy mógłbym naprawdę się pogubić. Raz, drugi, trzeci być może udałoby mi się jeszcze jakoś odnaleźć właściwy kierunek. Ale nie czwarty i piąty... Takiego szczęścia to nawet ja nie miałem. Dlatego bardzo, ale to bardzo ostrożnie wyszukiwałem kunaie i od razu chowałem je do torby. Wbrew pozorom... były nawet przydatne. W niektórych sytuacjach oczywiście. W ten sposób przemierzałem leśne labirynty, szukając Królowej Jesieni.
Jednak jakimś cudem przemieszczałem się do przodu. Miałem 5 kunaiów. Liczyłem te, które udało mi się odnaleźć i na podstawie tego szacowałem jak daleko jeszcze. W oddali słyszałem wycie. To zły znak. Z pewnością. Godzina wilków nadciągała. Szedłem jednak dalej. W pewnym momencie coś zwróciło moją uwagę. Coś o co się prawie potknąłem. No może niekoniecznie, ale w każdym bądź razie, udało mi się to zdeptać. Coś na wzór małego drewnianego pudełka. Co prawda wytrzymało mój nacisk, oczywiście. Trochę tylko pękło z głuchym zgrzytem. Musiało być nadgryzione zębem czasu. Mało brakowało, a wziąłbym to za gałąź. Spojrzałem jednak pod nogi i momentalnie podniosłem. Nie myślałem o tym, że kogoś właśnie mogę okradać. "Znalezione, nie kradzione" i te sprawy. Włożyłem je sobie pod pachę i szedłem dalej.
Zawartość Pudełka:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Zawartość tego pudełka? Nie interesowała mnie w ogóle. To znaczy, interesowała mnie, ale obecnie nie mogłem sprawdzić co w nim się znajduje. Dzik na plecach. Wilki za plecami. Ognisko i Piękna Królowa przede mną. Ciemność, która mnie ogarnia z pewnością utrudni identyfikację przedmiotów, o ile oczywiście coś w tam jest. Ale chyba było... w każdym bądź razie, przemierzałem kolejne metry. W całkowitej ciemności, z zachowaniem maksymalnej ostrożności. Jakąś godzinę chyba zajęła mi droga powrotna (załóżmy, że Yasuo wrócił godzinę po rozpaleniu ogniska). Widok jaskrawego ognia, przebijającego się wśród drzew mnie naprawdę oślepił. Oczy przyzwyczajone do ciemności źle znosiły takie światło. Jednak wiedziałem, że to w tamtą stronę mam iść. Szedłem i w końcu ponownie dotarłem do naszego obozu. Uśmiechnąłem się i rzuciłem dzika na ziemię, obok ognia.
- Pani zamawiała dzika? - Zapytałem z uśmiechem. Jednak w moim głosie było wyczuwalne zmęczenie. Oczywiście zapytałem tylko wtedy, kiedy Hibana nie spała. Nie zamierzałem jej budzić, w razie jakby co. - Przepraszam, że tak długo to trwało. Strasznie ciężko było go odszukać i strasznie ciężko było tutaj wrócić. Mam nadzieję, że nie tęskniłaś?
Następnie rozsiadłem się wygodnie przed ogniem i podałem Hibanie pudełko, które znalazłem.
- Zobacz co znalazłem.
Ostatnio edytowano 17 lis 2018, o 18:01 przez Yasuo, łącznie edytowano 1 raz
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Hibana » 16 lis 2018, o 22:21

Znużyło ją ostrzenie patyków. Było zbyt nudne i monotonne, by utrzymać jej uwagę na dłużej. Bała się, że zaraz zaśnie. Yasuo miałby używanie, gdyby zastał ją śpiącą, z kunaiem w jednej i patykiem w drugiej, ręce. Śmiałby się z niej i miałby racje, bo wyglądałaby naprawdę śmiesznie. Prychnęła. Odłożyła niezaostrzony jeszcze kijek i schowała kunai do kabury.
Wstała, by nie zasnąć. Kręciła się chwile wokół ognia, przeklinając własną naiwność. Ostatecznie zadecydowała, nie marnować czasu. Skoro i tak nie zamierzała jeszcze spać, mogła potrenować. Odeszła kawałek od ogniska i rozpuściła włosy. Cały dzień, cienki rzemyk trzymał je związane w krótki kucyk. Do techniki, którą zamierzała opanować, musiały być rozpuszczone. Przynajmniej tak się Hibanie wydawało. Stała na środku polany, stopy kruszyły suche liście, a silny, nocny wiatr szarpał rude włosy.
Zamknęła oczy i poszperała w pamięci, by przypomnieć sobie odpowiednie pieczęci. Nie było tego wiele. Miała nadzieje, że to wszystko. Złączyła dłonie w odpowiednich gestach i wstrzymała oddech. Oby to były właściwe pieczęcie. Początkowo nic się działo, dopiero po chwili zaczęły ją piec cebulki włosów. W pierwszym odruchu, chciała się podrapać, ale zrozumiała, że tak ma być. Przymrużyła oczy i uśmiechnęła się – zadowolona, że technika działa, jak trzeba. Jednak to swędzenie. Czuła, że jej rude włosy stają zacznie cięższe, a może tylko miała takie wrażenie. Z całą pewnością, wiatr nie rozwiewał ich już tak swobodnie, jak zaledwie kilka chwil temu. Chciała ich dotknąć, ale nie mogła rozwiązać pieczęci. W innym wypadku, oznaczałoby to zakończenie techniki, która jeszcze na dobre się nie zaczęła. Powstrzymała więc ciekawość i przygryzła wargę, by odwrócić swoją uwagę od włosów. Nie mogła tego widzieć, ale jej włosy stały się twarde i nastroszone. Nie wyglądały już jak ludzkie, a bardziej były podobne do sierści dzikiego zwierzęcia. Twarde, naostrzone włosy. Gdyby to była cała zdolność techniki, nie warto było by nawet o niej myśleć. Mocniej docisnęła do siebie dłonie, splecione w ostatniej pieczęci i przelała jeszcze więcej chakry do mieszków włosowych. Włosy zaczęły rosnąć. Z początku powoli, niezauważalnie. Wyglądały bardziej jakby opadały. Hibana zauważyła różnice dopiero po kilku minutach, kiedy włosy znalazły się na wysokości mostka. Wciąż za mało. Przelewała coraz więcej chakry. Może nawet za dużo, bo swędzenie zaczęło się przeobrażać w ból. Jeśli to miało pomóc. Zamknęła oczy i spróbowała wizualizować sobie, zamierzony efekt. Włosy wciąż rosły. Były już na wysokości pasa. Zaczynały oplatać ramiona i twarz dziewczyny. Dlaczego w takich momentach, zawsze zaczyna swędzieć nos? Nie mogła puścić pieczęci. Rude kłaki były coraz dłuższe i coraz szczelniej oplatały kobiece ciało. Włosy ją chroniły, ale też ograniczały jej ruchy. Hibana zaczynała mieć lekkie objawy klaustrofobii. Ostatecznie, sięgnęły stóp i – jakby w finalnym geście – nastroszyły kolce. Hibana nie czuła się zbyt komfortowo w płaszczu z własnych włosów, ale jeszcze mniej komfortowo, czułaby się ze strzałą wbitą pod żebra – przed którą będą ją chronić. Nie widziała się, może i dobrze, bo wyglądała doprawdy śmiesznie. Czerwony, rudy chochoł w świetle ognia, na polanie. Śmieszne. Choć jeszcze zabawniej by było, gdyby Hibana się przewróciła i zaczęła pełzać po ziemi. Wyglądałaby wtedy jak wielki, czerwony jeżyk.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Skoro osiągnęła zamierzony efekt – kichnęła. Przez zimno oraz łaskoczące nos włosy. Delikatnie rozsunęła dłonie, aby rozwiązać technikę. Włosy zaczęły się cofać. Nie minęło dużo czasu, jak sięgały zaledwie do ramion – tak, jak powinny. Hibana przeczesała je dłonią i związała na powrót w krótką kitkę. Wstrząsnęła całym ciałem i wydała z siebie głębokie westchnienie zadowolenia.
Nauka nowej techniki była odświeżająca i pobudzająca. Była jeszcze bardziej zmęczona, ale jej umysł był rozbudzony. Przeciągnęła się i wróciła do ogniska. Gdzieś w oddali słyszała wycie wilków. Wzniosła głowę do księżyca. Nie przejęła się zbytnio ich zewem. To, że wilki żyły w lesie, było oczywiste. Potwierdzenie tego faktu, wcale jej nie przerażało. Mieli wszak ogień i broń. Miała. Wciąż nie wiedziała, czy Yasuo zamierza jeszcze wrócić.
Niczym szlachetny rycerz. Przybył na wezwanie, gdy Królowa straciła swą nadzieje.
Ostatni raz spojrzała na niego, gdy szedł w stronę ognia. Leżącym przy niej patykiem, poprawiła drwa w palenisku. Prychnęła, lecz nie pomne co pomyślała. Zabrakłoby mi słów.
Yasuo zbliżał się wolno. Widać był zmęczony. Hibana nawet na chwile nie przerywała ostrzenia patyków. Robiła to wolno i z pewnym namaszczeniem, jakby starała się udowodnić, jak trudne i ważne jest jej zadanie. Nie zaszczyciła go spojrzeniem gdy podchodził, ani nawet gdy rzucił jej zwierzynę do stóp.
-Kiedy to było – parsknęła pogardliwie, lecz nawet wówczas nie spojrzała na Yasuo. Reszty jego wypowiedzi nawet nie komentowała. Z większą niż potrzebna, uwagą zdzierała kolejne wióry z drewnianej powierzchni. Była zła, że samurai zostawił ją bez słowa. Nie, to nie do końca tak. Udawała złą. Chciała by Yasuo uwierzył w jej gniew, by nigdy więcej tego zrobił. Niech się płaszczy. Niech przeprasza. Niech zrozumie.
Jej sprytny plan spalił na panewce, gdy towarzysz pokazał drewnianą skrzyneczkę. Oczy jej się zaświeciły. Co on mógł znaleźć w środku lasu? Natychmiast wyrwała mu skrzynkę, a umysł wypełnił się wizjami spodziewanych bogactw. Chciała ją otworzyć, ale... Coś jej przyszło do głowy.
-Otwórz – rozkazała, wciskając znalezisko w ręce Yasuo.
Sama poprawiła pozycje, tak by jak najszybciej zobaczyć jej zawartość. Wyglądała jak dziecko czekające na otwarcie prezentu.
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 141
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Polana na obrzeżach osady

Postprzez Yasuo » 17 lis 2018, o 18:35

Królowa Jesieni wyglądała na zbulwersowaną. Nie dość, że opuściłem ją tak szybko, nie dałem nic powiedzieć, to jeszcze strasznie długo mnie nie było. Co ona mogła sobie pomyśleć? Że spotkałem w lesie jakąś inną dziewczynę i ją wykorzystałem i swoją królową - za którą być może się uważała - miałem gdzieś? Głęboko w czterech literach, że tak to ujmę delikatnie? Nie, nie byłem jednym z takich gości... Robiłem wszystko, by dostarczyć nam niezbędnego do życia pokarmu. Oboje pewnie byliśmy głodni do granic możliwości. Nasze żołądki zjadały się same, a brzuchy pewnie niesamowicie bolały i domagały się natychmiastowego dostarczenia żywności. Popatrzyłem na ognisko. Płonęło radośnie, rozświetlając noc wokół nas... w bardzo niewielki promieniu, ale nam to wystarczało. Przynajmniej mi. A to drewniane pudełko? Bardzo zaciekawiło moją towarzyszkę. Taka już była. Nie znałem jej zbyt długo, ale z jej zachowania mogłem wydedukować co sobie teraz myśli. W końcu pieniądze bardzo dużo dla niej znaczyły. Tak bardzo ją zaciekawiło, że chyba zapomniała już jak się gniewać na jakiegoś faceta. Trochę to było dziwne, bo w końcu chyba zaspokojenie głodu było dla nas teraz priorytetem, a dzik jej tak nie ucieszył ja ta "drewniana skrzynia skarbów". Westchnąłem tylko. Niektórzy ludzie mieli naprawdę dziwne priorytety. Wręczyła mi ten przedmiot z wyraźnym rozkazem. Rozbawiła mnie tym naprawdę. Prawdziwa królowa, która nie znosi sprzeciwu. Prawdziwa królowa, która z wielką mądrością wspiera swój lud, a lud ją kocha. Prawdziwa królowa, która mężnie rusza w bój i podbija nowe ziemie, ku uciesze swoich poddanych. Tylko co ona chciała podbić? Mnie na pewno w jakiś sposób podbiła.
- Zabawne... - Stwierdziłem, z trudem powstrzymując śmiech. - Prawdziwa królowa. Kocia królowa, zmieniająca dobrych ludzi - takich jak ja - w kłębki włóczki. By się później nimi bawić.
Nie zamierzałem odpuścić jej tego niewinnego żartu, nawet pomimo tego, że coraz bardziej ją lubiłem. Mówiąc to, otwarłem pudełko i pokazałem Hibanie jego zawartość. Później sam spojrzałem na ten "skarb". Przedmioty w pudełku były naprawdę osobliwe, ale mi niezbyt przydatne. Jakieś senbony, małe dynie, jakiś... "cukierek" i coś co wygląda na shurikeny, ale jakieś takie dziwne. Spojrzałem pytająco na Królową.
"Ciekawe czy zaakceptuje mój prezent. A może rozkaże mnie powiesić?"
Nie no. Generalnie nie miałem nic przeciwko takiemu układowi, żeby to Hibana rozdawała karty. Jak zrobiłem coś dobrze, to na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Uśmiech, który był jednym z najbardziej narkotycznych uśmiechów na świecie. Bardzo łatwo było się od niego uzależnić i... go pokochać. Chciałbym, żeby się częściej uśmiechała. Ale jej gniew, czy smutek, także był uroczy. Po prostu urocza to była Królowa.

Oddałem jej to pudełko. Niech ona podejmie decyzję co z nim zrobić. Czy się ze mną podzieli? Nie było to dla mnie istotne. Może tak, a wtedy jej po prostu podziękuję i wrzucę to co mi da do plecaka. Może nie, a wtedy po prostu nic nie zrobię. Ważny w tej chwili był pokarm. Byłem facetem, nie? Błyskotki mnie nie interesowały. Podobnie jak nie interesowała mnie żadna biżuteria. Takie "sprawy" to domena kobiet. Nigdy nie uważałem tego za coś złego, ale po prostu tak było. Dużo częściej można było zobaczyć kobietę w brylantach niż mężczyznę. To był fakt. Bez obrazy...
- Więc co z tym dzikiem? - Zapytałem Królowej. Wiedziałem, że teraz czeka nas - albo mnie - jedna z najtrudniejszych i najbardziej mozolnych i najbardziej wymagających precyzji prac na świecie. Trzeba było ściągnąć skórę z martwego, biednego zwierzęcia. Dobyłem więc kunaia i przystąpiłem do tego procesu. Robiłem to już kiedyś. Raptem dwa razy w życiu, podczas swoich podróży. Za pierwszym razem w ogóle mi nie wyszło. Wydłubałem tylko kawałki mięsa. Za drugim... no cóż. Bardzo podobnie, ale te kawałki były większe. Generalnie była to typowa praca dla rzeźnika. Trochę krwi na pewno się poleje. Odsunąłem się więc lekko na bok i przystąpiłem do tego procesu. No chyba, że Królowa jednak wymyśli coś lepszego...
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Gan

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
Pomysłowy Dobromir
 
Posty: 709
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 19
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Miecz-tasak w kawałkach (znajdujący się w pochwie na plecach) - jego imię to Tsume ( 爪 ) co oznacza "Pazur" albo "Szpon". Główna, bojowa "część" tego miecza ma ostrze o długości około 20 cm.
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Następna strona

Powrót do Gokiburi (Osada Rodu Aburame)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość