Karczma Nomisuke

Prowincja znajduje się na południu Prastarego Lasu i tak jak sąsiadujące z nią obszary regionu, porośnięta jest gęstym lasem. Kaigan zamieszkiwany jest przez Ród Aburame, który to odnalazł tutaj wspaniałe warunki do rozwoju. Prowincja graniczy z morzem jak i też z krajem kupieckim co pozwala rozwijać handel oraz żeglugę. Znacznym problem w prowincji jest sąsiedztwo na zachodniej granicy z Tajemniczym Lasem co zaowocować może tworzeniem się szajek przemytniczych. Zwłaszcza, że porośnięte tereny nadają się na idealną kryjówkę.

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 8 sty 2019, o 21:26

Kurcze... ta przeklęta głowa zniweczyła moje plany... Myślałem, że dam radę szukać tamtego kolesia jak mnie makówka napierdziela, ale jednak nie dałem, dlatego pospiesznie wygłosiłem swoją przemowę odnośnie Oashisu i od razu poprosiłem o lekarstwo. Tego jednak nie było, ale w karczmie przebywał jakiś doktorek... Przypomniał mi się Pan Izo, który na samym początku nie przypadł mi do gustu. Czy tak będzie i tym razem? Doktorek mieszkał w pokoju 12B, czyli tak gdzie udała się moja Królowa... Ciekawe... Ją też coś bolało? Miałem nadzieję, że nic jej nie jest. Cieszyłem się! W końcu mogę z nią porozmawiać i ją przeprosić, bo skoro była w karczmie, skoro wróciła, to pewnie widziała moje pijackie wybryki. Szlag by to... Że też musiałem się doprowadzić do takiego stanu. Miłość jest głupia i ślepa. Jednak najgorsze było nie to, że Oashisu była u doktora, bo pewnie będzie potrafił dobrze się nią zająć. Najgorsze nie było to, że głowa mnie bolała, chociaż po części też... Najgorsze było to, że ten przeklęty ból nie pozwalał mi normalnie funkcjonować.
- Dziękuję za pomoc, Panienko. - Ukłoniłem się. - Do bohatera jednak daleko mi brakuje. Proszę mi wierzyć. Pracuję nad swoim charakterem nieustannie i staram się go doskonalić, ale do perfekcji jeszcze mi daleko.
Co prawda to prawda... Święty nie byłem. Wiedziałem co to honor, bushido. Chciałem bronić słabszych, oswobadzać uciśnionych, chciałem zmienić ten przeklęty i okrutny świat na lepsze... Chciałem być bohaterem, ale nie bohaterem dla ludzi, ale przede wszystkim bohaterem dla samego siebie. Chciałem wiedzieć, że zrobiłem coś dobrego... Chciałem móc kiedyś stanąć wśród innych wojowników w Zaświatach z podniesioną głową i bez wstydu... Tymczasem jednak popełniałem takie durne błędy jak opicie się, a potem byłem cholernie agresywny. Tak, do bohatera dużo mi brakowało... No i zabijałem ludzi. Nawet tych, którzy byli niewinni... Przypomniał mi się Koszmar w Ryuzaku no Taki... Psia krew! Nie byłem bohaterem! No nic, czasu już cofnąć nie mogłem...

Wybiegłem z karczmy, starając się dogonić tamtego kolesia. Nie poskutkowało. Już się oddalił. Rozmowa z kelnerką trwała zbyt długo. Niby widziałem ślady, ale miałem świadomość, że w pewnym momencie ten trop się pewnie urwie. Chociażby wtedy, kiedy tamten koleś zacznie przemieszczać się po twardej, brukowanej lub kamiennej drodze... Dlatego w tym momencie ganianie za nim nie miało najmniejszego sensu.
- Kurwa! - Wykrzyczałem w niebo. Jeśli jakiś tam bóg istnieje, to widocznie nie stał po mojej stronie. Jeszcze nie byłem wystarczająco święty, żeby zasłużyć sobie na jego wsparcie. Byłem wściekły, a w istocie strasznie się bałem. Strasznie się bałem, że któregoś dnia opuszczę karczmę, a ten koleś wróci i coś komuś zrobi... A ja nie zrobiłem nic. Po prostu pozwoliłem mu uciec. Byłem na siebie cholernie wściekły.

Co mi pozostawało? Jedynie to wrócić do karczmy i opowiedzieć całą historię karczmarzowi. Podziękował, ale jakoś tak bez entuzjazmu. Ale, cholera, nie mówiłem mu tego, żeby mi dziękował, chociaż to też. Mówiłem mu to po to, żeby uważał i nie pozwolił nikomu nikogo krzywdzić... Chciałem zwalić na niego odpowiedzialność za coś, co sam spierdoliłem koncertowo. Wiedziałem jednak, że pewnie to mi się nie uda.
- Niech Pan uważa. Ja zawiodłem i pozwoliłem mu uciec. Mam nadzieję, że nikogo więcej nie skrzywdzi...
Może warto zawiadomić straż? Rozglądnąłem się w około, a nóż widelec jakiego wypatrzę? Niestety. Musiałbym się przejść do koszar, czy gdzie tam strażnicy miejscy sobie urzędowali, ale najpierw załatwię sprawę z tym bólem, bo kurwa, cholera, jego jasna, mać, to gówno mi spokoju nie daje!

Wszedłem więc na górę, dużo już stabilniej niż poprzedniego wieczoru. Serce waliło mi jak oszalałem. Pierwszy raz od dłuższego czasu (w sumie te kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin wydawało mi się wiecznością) nie widziałem Panny Oashisu. Teraz była u Pana Doktora... Bałem się, że coś jej się stało. Dodatkowo, być może była na mnie wściekła. A lekarz? Lekarz pewnie nie lubi alkoholików... Jednak musiałem się opanować. Musiałem to zrobić, bo to była jedyna szansa, żebym nie zwariował. 12B... 12B... 12B... A dobra, to już tutaj. Zapukałem więc.
- Dzień dobry, szukam doktora Shirogane. Potrzebuję pomocy. Chyba jestem chory.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 909
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 11 sty 2019, o 03:30

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
23/22



Obrazek


Yasuo i Hibana

Doktor Shirogane patrzy w milczeniu na Hibcię, słuchając jej przemowy. Dziewczyna ręczy za kumpla, jest pewna tego, co mówi, choć tamten nie wydaje się zbyt...adekwatny do zadania. Ma wątpliwości. Jego pracodawca może być zadowolony lub nie, ale...

- Skoro jest pani pewna, panno Oashisu - wzdycha ciężko. Czemu zawsze bogowie zsyłają swym wiernym tak trudne rzeczy?- Tak, jestem tego pewny. Trudno pomylić ten strój i głos z kimkolwiek innym. Ale ufam pani ocenie sytuacji. A co pan o tym sądzi, Asakawa-san?

Pytanie do właściwego pracodawcy nie może pozostać bez odpowiedzi. Głos pana Asakawy staje się nagle stanowczy, zdecydowany, jakby chciał udowodnić, że jest tego wart. Wart ich czasu, ochrony, pieniędzy.

- Mi to odpowiada, panienko Oashisu. Zatrudniam panią i tego samuraja. - oświadcza zdecydowanie. Szybko bierze od doktora notes i ołówek, po czym starannie, wręcz kaligraficznie zapisuje niniejszą notatkę:

Notatka zleceniodawcy Panna Akinojōo Oashisu i pan Ineko Yasuo niniejszym zobowiązują się pracować dla rodziny Asakawa (tj. Pana Asakawy, Asakawy Yomi i Asakawy Kaname). Panna Akinojōo i pan Ineko mają odebrać po wykonaniu zadania sumę łączną [tu pada standardowe wynagrodzenie za dwojga na grupowej misji D]. Dr. Shirogane Toshirou zobowiązuje się w imieniu niżej podpisanego przygotować pokwitowania wypłaty na ich nazwiska i powiadomić jego małżonkę o znalezieniu eskorty. Niżej podpisany oświadcza niniejszym, że będzie współpracować z zatrudnionymi w sprawach wym. ochrony życia i zdrowia, a także wypłacić odpowiednią sumę.
Dan w Kaigan, w karczmie Nomisuke, Roku Smoczego 386, wiosną.
Podpisany w obecności świadków i przytomny na umyśle
Asakawa.


Zapisawszy wszystko i opatrzywszy całość parafką, pokazuje z dumą zaświadczenie Hibanie. W tym momencie do pokoju wchodzi Yasuo (doktor usłyszał pukanie i mu otworzył; Maseł też zauważył bliznę na dłoni).

- Dzień dobry. Pan Ineko, jak rozumiem? Proszę wejść. Pańska towarzyszka, panna Oashisu, właśnie zasugerowała pańskie niewątpliwie wybitne zdolności jako odpowiednie do podjęcia się ochrony chorego pana Asakawy oraz jego rodziny. Zechcą państwo się pod tym podpisać...to znaczy, ekhem, pani zechce. Pańska parafka nie jest wymagana, panie Yasuo.

Doktor chrząka, zmieszany swoim faux-pas. Wie, że dobry stan pacjenta nie potrwa zbyt długo - i oto już po chwili marudny pan Asakawa zaczyna się złościć. Kto mu sprowadził tu rude lafiryndy i jakiegoś faceta?! Za co on, Asakawa, płaci swemu lekarzowi?! To skandal, po prostu skandal, do czego prowadzą dzisiejsze czasy...!

Doktor dyplomatycznie wyprowadza Was na korytarz. Uśmiecha się blado.


- Bardzo, bardzo państwa przepraszam. I proszę, niech państwo nie biorą do siebie chimer mojego pacjenta. Zapewniam, że na co dzień jest zupełnie inny. Czasami tylko potrzebuje czegoś, co odświeży mu pamięć... - urywa, przez chwilę się zastanawia. Wreszcie podejmuje decyzję: konkretną, stanowczą, jak podczas operacji. Taką pewną...
...chyba?
- Proszę przyjść do portu za...tydzień, tak, za tydzień. Wypłacę wtedy państwu zaliczkę na koszt podróży - mówi spiesznie. Dorzuca lekarstwo na ból głowy dla Yasuo, podziękowania, standardowe "niech was bogowie..." - i to już wszystko. To koniec.
Właśnie zamknął się prolog jakiejś opowieści - ale czy tylko? To pewne, że cała historia jest osnuta mgłą, bagnista, niepewna. Jak mrok nad Kaigan w pustą, bezgwiezdną, martwą noc.

______________________________________________________
Misja zakończona! Rozliczę was jutro albo w weekend, nie rozliczajcie się sami, bo muszę poprawić numerki według rozpisu Hibci. <delfineł>
Obrazek

głos Hayamiego| AVATARY:
1, 2, 3 | PH i bank

MISJE:


[C]Hibcia & Maseł - Kaigan Winds
[C]Akio & Shins - Tree Lullaby


STRUŚ NIE PRZYJMUJE WIĘCEJ NIŻ MAX 3 MISJE, W TYM JEDNĄ D. PROSIMY BRAĆ TO POD ROZWAGĘ.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 1056
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 14 sty 2019, o 22:41

Czekałem aż ktoś otworzy mi te drzwi, ewentualnie ktoś powie "Proszę wejść" i sam sobie je otworzę. Lub chociażby zwykłe: "Jestem zajęty, wypierdalaj, obdartusie!" W sumie bym się nie zdziwił jakby tak powiedział. W końcu po pijaku mniej więcej tak wyglądałem. No i w końcu mi otworzono, jednak zanim zdołałem wyjaśnić powód swojej wizyty i to, że mnie głowa napierdala i żeby coś doktorek poradził, to od razu dostałem informację, o tym, że... własnie zostałem zatrudniony przez jakiegoś bogacza? Chyba tak to można zrozumieć... może nie kontaktowałem jeszcze na tyle, by pojąć to co tutaj się przede mną właśnie odwaliło. Popatrzyłem na doktora. Blizna na ręku... pewnie coś mu się stało...
"Pewnie coś mu się stało..." - To jedyne co mi przyszło na myśl w tej chwili. Brawo... właśnie odkryłeś Ryuzaku no Taki, geniuszu. Oczywiście, że coś mu się stało. Człowiek generalnie nie rodzi się z bliznami... Eh, mniejsza o to. Niejedno już widziałem i takie coś nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Powróciłem myślami do tego co powiedział ten facet. Wybitne umiejętności. Zadanie. Popatrzyłem na Królową Jesieni... rzeczywiście była prawdziwa. Uśmiechnąłem się do niej nieznacznie. Tak głupio... z lekkim wyrzutem, ale także z przeprosinami za wczorajsze zachowanie. Nagle wszystko pojąłem. Oashisu właśnie sprzedała moje umiejętności. Czy były one wybitne? Nie miałem najmniejszego pojęcia i w sumie dziewczyna także nie miała. Nie chwaliłem się jej jeszcze co potrafię. Musiała więc zaryzykować w ciemno. Mimo to jednak dała radę. Jej umiejętności negocjacji... były imponujące. A może trafiła na jakiegoś kretyna, któremu wcisnęła bajeczkę o potężnym samuraju?
- Rozumiem, że skoro wszystko jest załatwione, to nie wypada mi odmówić, prawda? - Taki trochę ironiczny komentarz popłynął z moich ust. Jednak na szybko przemyślałem całą sprawę. Byłem coś winny mojej towarzyszce, potrzebowałem pieniędzy, bo byłem całkowicie spłukany i w sumie nie mogłem jej odmówić. - Eh... niech stracę. Pomogę Państwu.
Chciałem brzmieć jak profesjonalista, który wręcz nie może się opędzić od klientów i wielu z nich musi odmówić. Niech wiedzą, że nie robią mi łaski, że mnie zatrudniają i niech wiedzą, że nie lubię, kiedy ktoś załatwia takie sprawy za moimi plecami. Oczywiście Królowej mogłem to wybaczyć... Ba! Mogłem jej nawet na to pozwolić, ale oni nie musieli o tym wiedzieć, prawda? Może uda się wyciągnąć z tych ludzi jeszcze więcej kasy... Chociaż mi na pieniądzach niezbyt zależało, ale w końcu miałem uroczą towarzyszkę podróży (mam nadzieję, że jeszcze) obok siebie...
- Ale teraz proszę mi dać coś na głowę, bo mnie łeb strasznie boli. Taki jest mój wstępny warunek.

Wyszliśmy na zewnątrz, dostałem lekarstwo, które nawet pomogło... Oprócz tego otrzymałem pierwsze instrukcje. A właściwie otrzymaliśmy... Czy otrzymałem? Jakoś nie mogłem skojarzyć, żeby Królowa Jesieni też deklarowała swój udział w tej misji. Ale "Wypłacę wtedy państwu zaliczkę na koszt podróży" dało mi do zrozumienia, że Oashisu także się wybiera. Kurcze... czy ona w ogóle wiedziała na co się pisze? Czy potrafi walczyć? A może po prostu pragnie dotrzymać mi towarzystwa? I jeszcze o jakich chimerach mówi ten doktor? Czyżby nasz - albo mój klient - był na coś chory? Może na głowę? W sumie dziwnie się zachowywał. Strasznie dużo było tych niewiadomych, ale co się dziwić? Człowiek przychodzi, by poprosić doktora o lekarstwo, dostaje jakieś niejasne i wyrwane z kontekstu informacje o jakiejś misji, do której właśnie został zatrudniony. Coś takiego się nie zdarzało raczej zbyt często i miałem święte prawo być zdezorientowany.
- Dobrze. Ja będę na pewno. Do zobaczenia. Nie zawiodą się Państwo.
Jeszcze podstawowe zapewnienia i można było się żegnać i jakoś przygotować się do tego całego cyrku. Nawiasem mówiąc, pewna bardzo dziwna myśl wpadła mi do głowy. Co to znaczy, że moja parafka nie jest wymagana? Oashisu załatwiająca wszystko za moimi plecami, handlująca moimi umiejętnościami... ja nie mam nic do powiedzenia i nie muszę składać podpisu... poczułem się trochę jak niewolnik.
"Ona by mi tego nie zrobiła, prawda?" - Zapytałem sam siebie i instynktownie pokręciłem głową, oczywiście przecząco. - "Nie, nie zrobiłaby..."

Prawdopodobnie zostałem z moją przyjaciółką sam na sam, więc mogłem zamienić z nią słówko, a może dwa? A może nawet więcej. Miałem bardzo dużo pytań. Głównie o kontekst całego tego zdarzenia i dokładnie o to co mamy zrobić podczas tej misji. Kogo chronić i przed kim i na jakim szlaku... i w ogóle takie podstawowe informacje. Postanowiłem więc zapytać:
- Miło Cię widzieć... - Podrapałem się głupio po głowie. - Ale powiedz mi jedno. Co to za zadanie, do którego zostałem zatrudniony? Co dokładnie wiesz na ten temat? Każda informacja byłaby pomocna.
Na sam koniec jeszcze dodałem jeszcze jedną kwestię, która nie dawała mi spokoju. Nie chciałem znać motywów postępowania Królowej Jesieni. Po prostu...
- Wybacz, że to powiem, ale niezbyt lubię jak takie sprawy są załatwiane poza moimi plecami. Jednak jestem Ci winny za to wczorajsze pijaństwo i w ogóle ciężko Ci odmówić, wiesz?
Uśmiechnąłem się. Po prostu powiedziałem co o tym myślę. Oczywiście z uśmiechem na ustach. Bez żadnych wyrzutów, ani tego typu podobnych "fochów". Jednak ja także miałem dwa warunki, które chciałem postawić swojej towarzyszce.
- Jednak musisz mi obiecać dwie rzeczy. Po pierwsze, zostajesz tutaj. Nie chcę ryzykować, że coś Ci się stanie.
Proste i logiczne, prawda?
- Po drugie, niestety, ale jestem spłukany. No wiesz, ten alkohol... Tak więc, przez następny tydzień będziesz mi musiała stawiać śniadania i kolacje, bo inaczej nie dam rady wykonać tego zadania.
To też było logiczne. Tydzień bez jedzenia zabije nawet najpotężniejszego samuraja, więc jeśli chciała, żebym przeżył przez ten czas i zarobił dla niej pieniądze, to jednak trochę musiała w to zainwestować. To znaczy... we mnie. Ale ja i tak nie zamierzałem przez tydzień nic nie robić. Jakąś pracę trzeba było sobie znaleźć, by odzyskać fundusze...
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 909
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 16 sty 2019, o 21:26

Wszystko szlo po jej myśli. Zgoda Asakawy. Obietnica zapłaty. Wejście Yasuo. Idealnie. Wszystko jak chciała. Pozostało się tylko podpisać.
Echem. Zawahała się z ołówkiem w dłoni. Jakimi znakami pisze się jej nowe nazwisko? Potrzebowała chwili na zastanowienie. Nie machnęła parafki „od tak”, „od razu”. Musiała pomyśleć. Miała to nazwisko zaledwie od paru minut.
Podpisane. Umowa napisana – umowa zawarta. I już nie ważne, co powie Asakawa. Jakie dziwactwa znowu go najdą. Była jego pracownikiem. Prawnie, oficjalnie. Nie straciła czasu. Była szczęśliwa, i nawet Yasuo ze swoją bolącą głową nie był w stanie tego zepsuć.
-To nie choroba – prychnęła, gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły. - To kara boska, za pijaństwo.
Prychnęła z pogardą i zmieniała obiekt zainteresowania.
Spojrzała na trzymaną w ręku kartkę – obietnice zapłaty. Przeczytała ją jeszcze raz – uważnie – pokazała Yasuo, by również przeczytał. Po tym, schowała kwitek do kieszeni. Później, będzie musiała wymyślić dla niego bezpieczniejsze miejsce.
Gdy Hibana trwała pogrążona w myślach, samurai zapytał o szczegóły zlecenia. Nic nadzwyczajnego. Dziewczyna podniosła głowę i już gotowa była odpowiedzieć, gdy chłopak wysuną swoje żądania.
„Zostajesz”, „będziesz musiała” te słowa podziałały na nią, jak czerwona płachta działa na byki. Nie, inaczej. Byki odczuwają wściekłość i rozdrażnienie. Uczucia niemal jej obce. Nie, to nie byk. To ptak, kot. Dzikie i wolne stworzenie nie znoszące rozkazów, nakazów, a przede wszystkim – zakazów.
Chociaż... Spodobała jej się postawa Yasuo. Wreszcie zaczął się stawiać. Mieć własne zdanie. Imponujące i denerwujące równocześnie. Uniosła głowę w wyrazie szacunku, który szybko zastąpiło rozbawienie.
Uśmiechnęła się kącikiem ust. Oczy jej się śmiały, choć twarz usiłowała ukryć rozbawienie. Wzrok i minę miała śmieszną.
Zbyt rozbawiona, by utrzymać całkowitą powagę. Zbyt dumna, by wybuchnąć śmiechem.
-Zabawne – skomentowała wspierając jedną rękę na biodrze. Jej wzrok powędrował na drzwi pana Asakawy - Chodź. - Ruchem głowy wskazała drogę do jadalni. - Mówiąc o śniadaniu... Jeszcze nic dzisiaj nie jadłam.
Nie czekając na Yasuo sama zeszła na dół. Do jadalni. Na śniadanko. W końcu była już naprawdę głodna. Kiedy ostatnio jadła? Nieważne. Podeszła do baru i zamówiła dwa duże śniadania. Dla siebie i dla samuraja. Bez zbędnych słów. Nie odzywała się do Yasuo. Na razie. Usiadła przy stole naprzeciw towarzysza. Jeśli próbował się d niej dosiąść – przesiadła się. Koniecznie chciała mieć z nim kontakt wzrokowy, i to bez konieczności siadania bokiem.
-Nie krępuj się – powiedziała z uśmiechem, gdy podano im posiłek. Oparła łokcie na stole i złożyła głowę na hamaczku splecionych palców. Nic nie mówiła, ani nie jadła. Uśmiechała się miło czekając aż Yasuo zajmie się swoim śniadaniem. Odezwała się dopiero po dłużej chwili.
-Smakuje? - Zapytała, by usłyszawszy odpowiedź dodać. - Nie stać mnie na to – słowa zwieńczyła promiennym uśmiechem. - Pamiętasz, że pochodzę z daleka? Mam pieniądze, ale nie dość by codziennie tak jadać, ani by nocować w takiej karczmie. Jeśli będę za to płacić nie wystarczy mi na drogę powrotną do ojczyzny – mówiła cichym, monotonnym głosem, bez cienia emocji. - Nie chciałam na Tobie żerować, ale zimą ciężko znaleźć zajęcie dla kogoś nieprzyzwyczajonego do mrozów. Ludzie pustyni źle funkcjonują w takich warunkach. Wraz z nastaniem wiosny zamierzałam rozejrzeć się za pracą. Spędziłam nad tym zadaniem cały wczorajszy dzień, lecz bezowocnie – wzruszyła ramionami. - Ucieszyłam się słysząc o poszukiwaniach pana Asakawy. Sądziłam, że przyjmując jego zlecenie spłacę dług jaki mam wobec Ciebie, a do tego zarobię na dalszą podróż – westchnęła cicho, subtelnie i kobieco. - Myślałam, że znajdę dla siebie prace, a słysząc, że poszukuje też silnych ludzi do ochrony... pomyślałam o Tobie. Wybacz, że nie zapytałam Cię o zdanie, ale byłeś trochę... Em... - pomachała dłonią przy głowie, by zasugerować o jaki stan jej chodzi. - Nie wiem czy zgoda wydana w takim stanie miałyby jakąkolwiek wartość, a trzeba się było szybko decydować, bo chętnych nie brakowało. Sądziłam, że w ten sposób zdołam Ci wynagrodzić te ostatnie miesiące. Phy! A nie było łatwo za Ciebie poręczyć. Doktor twierdzi, że widział Cię na wyspach, jak pijany wszczynałeś jakieś burdy. O wczorajszej sytuacji nie wspominając – złożyła ręce i położyła się na stole przechylając lekko główkę. - Myślałam, że się ucieszysz...
Patrzyła na Yasuo z dołu z lekkim i niewinnym uśmiechem. Czekała co powie. Pozwoliła mu wyrazić opinie i nie przeszkadzała mu w tym. Niech mówi. Dopiero gdy skończył, zdecydowała się podzielić z samurajem wszystkim, co sama wie. Powiedziała mu o chorobach pana Asakawy, o jego prywatnym lekarzu, o rzekomej mafii, i o tym, że sama nie ma pojęcia dokąd się udają.
-...ale nie chcę mi się w to wierzyć – powiedziała przeczesując palcami włosy. - Mógł sobie to wszystko wymyślić. Tę całą „mafie”. Sam widziałeś, że jest trochę... yyy... Nie... że... No... - skrzywiła się na twarzy i za gestykulowała dłonią, jakby nie chciała, bądź nie mogła powiedzieć, tego co myśli. - W każdym razie, nie warto mu tak do końca wierzyć.
Zrobiła chwile przerwy, by dać samurajowi czas na przetrawienie informacji, a samej zająć się herbatą. Zaschło jej w gardle.
-A jeśli chodzi o te Twoje „warunki”... Nie. Rozkazy... – spokojnym i eleganckim ruchem odstawiła kubek. Odsunęła też talerz, by włożyć kolana we własny posiłek. Kolana. Jedno z nich wylądowało z impetem na blacie. Dwie ręce i noga wspierały ciało dziewczyny, która chyliła się teraz nad powierzchnią stołu. Szybko na niego wlazła. Szybko i gwałtownie. Twarz miała teraz bliżej twarzy Yasuo. Odnalazła jego wzrok i pochwyciła w ogień własnego. Pora ustalić pewne fakty. - Nie jesteś moim mężem, ani ojcem, by mi czegokolwiek zabraniać – zmieniła ton. Jej głos był teraz silniejszy i bardziej pewny swego. - Pamiętaj, że to mnie zawdzięczasz tę pracę, i że to ja za Ciebie poręczyłam – ostatni błysk piekielnych oczu i osunęła się z powrotem na krzesło. Odchyliła się do tyłu i skrzyżowała ręce na piersiach. Kontynuowała już nieco milszym tonem. - Poza tym, nie musisz się martwić. Mam jedynie asystować żonie pana Asakawy. Nie będę brała udziału w walkach. Jeśli takie będą – dodała szybko. - Bo jak mówiłam: nie za bardzo w to wierzę.
Jak mówiłam: poniosło mnie, ale wiesz dlaczego ;)
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Minami - D
Urlop
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 412
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 19 sty 2019, o 01:10

Na początku zaczęło się bardzo niewinnie i... nudno, chociaż na nudę nie mogłem jednak narzekać. Chodzi mi o to, że dopiero bardzo ciekawe rzeczy zdarzyły się przy śniadaniu. Zanim jednak do nich przejdę, to pozwolę sobie skomentować to co działo się przed drzwiami tego starego (chyba?) i bogatego człowieka. Królowa nie przedstawiła mi od razu informacji na temat tego zlecenia, ale pewnie dlatego, że była zaaferowana tym co jej powiedziałem. Może nie miałem prawa jej rozkazywać? Może to ją zabolało? Ale co miałem zrobić? To był taki... odruch? Chęć ochrony bliskiej osoby? Tak... Oashisu była mi bliska. Naprawdę bliska. Jednak chwilę wcześniej, gdy tylko drzwi się zamknęły i dziewczyna powiedziała, że "to kara boska, za pijaństwo", spuściłem wzrok w pokorze. Rzeczywiście... kac był taką karą.
Zeszliśmy na dół. Oashisu zamówiła dwa duże śniadania. Zasiedliśmy więc do wspólnego posiłku. Uśmiechnąłem się do niej, dziękując za ten wspaniały prezent. Oby to tylko był prezent... bo... zapłacić nie miałem z czego. To znaczy, chętnie bym zapłacił, ale wiecie jak jest...
- Itadakimasu - powiedziałem cicho, gdy już siedzieliśmy naprzeciw siebie. Wcale nie miałem powodu, by się jakoś niemoralnie do niej zbliżać, więc tak było dobrze. - Tak. Smakuje. Dzięki.
Dalej jadłem (i ewentualnie piłem), wysłuchując słów mojej towarzyszki. Nie stać jej na to? Czyli jednak to ja będę musiał za to zapłacić? Eh... jakoś ureguluję to u karczmarza. Chyba listu gończego za mną nie poślą, prawda? Słuchałem w milczeniu, nie przerywając jej ani słowem. To co mówiła... strasznie kłuło mnie w serce. Głównie dlatego, że tak ją przed chwilą potraktowałem. Martwiłem się o nią, ale dziewczyna miała swoje własne powody. Chęć powrotu do ojczyzny... Chęć wynagrodzenia mi tego co dla niej zrobiłem... A potem o tym, że nie jestem jej mężem, ani ojcem. Ojcem być nie mogłem i nawet nie chciałem, ale mężem... tak... to było marzenie prawdopodobnie nierealne do spełnienia. To wszystko mnie bolało, ale musiałem to wytrzymać. Nie mogłem dać po sobie poznać, że czuję wewnętrzny ból. W międzyczasie też opowiedziała mi o zleceniu i o tym kogo przyjdzie mi ochraniać. Choroby pana Asakawy mnie nie interesowały. Nawet jeśli facet dostał bzika, to i tak podpisał papier, więc łatwo mu się przypomni o tym kim jesteśmy i za co ma nam zapłacić. Ochrona lekarza też nie była problemem. Poza tym... lekarz mógł być przydatny. Nie miało też znaczenia to, gdzie się udajemy. Jedyne czego się obawiałem to... mafii. Ja jednak zwykłem traktować takie rzezy poważnie, nawet jeśli człowiek, który o nich opowiada jest chory na głowę. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Gdy tylko Królowa zamilkła, postanowiłem to wszystko skomentować. Najpierw odniosłem się do tego co mówiła o jedzeniu. Nie mogłem olać takiej bieżącej sprawy.
- Rozumiem, że Cię nie stać... Ale kto za to zapłaci teraz? Ja też jestem spłukany. - Rozłożyłem ręce w geście bezradności. - Karczmarz chyba nie dał nam tego za darmo. Ktoś za to zapłacić musi, bo będą kłopoty.
Proste i logiczne, prawda? Później skupiłem się na tym co Oashisu mi powiedziała. Bardzo się wzruszyłem, słysząc jej przemowę. To było z jej strony bardzo, ale to bardzo miłe. Jednak ja nigdy nie uważałem, że ma wobec mnie jakiś dług. Nie wziąłbym od niej żadnych pieniędzy. Nigdy.
- Zawsze życzyłem Ci szczęścia. Dlatego teraz też Ci go życzę. Spełnij swoje marzenia i wróć do domu. Mi nie jesteś nic dłużna. Nie musisz za mnie i dla mnie pracować... Dla mnie to przyjemność i wielki zaszczyt, spędzać z Tobą czas. A już na pewno nie musisz się narażać na niebezpieczeństwo. Nie jestem Twoim mężem...
Tutaj zrobiłem krótką przerwę. Musiałem się kontrolować. Nie mogłem powiedzieć czegoś nieprzyzwoitego. Nie mogłem zdradzić swoich uczuć. Ba! Nie chciałem się nawet do nich przyznać przed samym sobą. Nie chciałem powiedzieć czegoś w stylu: "Kocham Cię!" Ale... to było trudne. Zwłaszcza wtedy, kiedy - jeszcze chwilę temu - jej twarz znalazła się tak blisko mojej, a ogień jej oczu ogrzewał moje. To było cudowne... Była na wyciągnięcie ręki, ale ja tej ręki wyciągnąć nie mogłem. Nie mogłem jej przytulić, ani pocałować. To nie było zachowanie, które przystawało samurajowi. Straciłbym swój honor i być może Oashisu także... na zawsze.
- ... i nie miałem zamiaru Ci rozkazywać. Po prostu, jakby to ująć? Nie chcę Cię narażać. To dobra rada...od przyjaciela.
Westchnąłem. Mówiłem z głębi serca. Mówiłem szczerze.
- Wiesz... mam nadzieję, że nigdy to się nie stanie... ale gdybyś została kiedyś... Kami-sama, nie dopuść... - To było naprawdę ciężkie do powiedzenia, ale chciałem to powiedzieć. Nawet pomimo łez, które same się na oczy cisnęły. Czy się rozkleiłem? Chyba jeszcze nie... Chyba... Mam nadzieję, że nie. - ... kiedyś zabita przez kogoś... To ja bym go zarżnął jak świnię... Bez litości dla skurwysyna! A potem popełniłbym seppuku...
Chwilę to trwało zanim się opanowałem i w międzyczasie postanowiłem dokończyć posiłek. Chwilę więc milczałem, jedząc sobie śniadanie. Śniadanie za które zapłaci... No własnie kto?

Kolejną sprawą, o której chciałem Królowej Jesieni opowiedzieć, to była sprawa na Wyspach. Pewnie ten doktor od Pana Asakawy też tam był i wszystko widział, ale co widział? Czy potrafił zinterpretować to co widzi? Gówno widział i gówno wiedział, ale nie miałem do niego o to żalu. Jednak zanim wspomniałem o tym wydarzeniu, to postanowiłem jeszcze raz przeprosić i przedstawić swoje motywy.
- Ogólnie to niezbyt często piję alkohol. Wczoraj się opiłem, bo... myślałem, że mnie opuściłaś. Eh... byłem głupi. Przepraszam Cię za to... Wybaczysz?
Poczekałem na to co mi odpowie. Miałem nadzieję, że jednak wybaczy. Jednak nie zamierzałem przez to zaniechać swojej opowieści o tamtych wydarzeniach. To było zbyt ważne.
- Miałem Ci tego nie mówić, bo mówiłaś mi kiedyś, że nie chcesz słuchać o moich wybrykach pijaństwa. Ale na wyspach był taki jeden koleś... Przebił się kataną na wylot. Rana śmiertelna jak nic. Jednak wyciągnął ją sobie bez najmniejszego problemu czy stęknięcia i... przeżył. Mało tego. Rana momentalnie się zasklepiła. Po pijaku postanowiłem przetestować jego wytrzymałość, więc naciąłem mu lekko mieczem szyję. Po chwili po tej ranie też śladu nie było. Taką "burdę" wszcząłem na Wyspach... A mówię Ci to po to, byś uważała na takich kolesi... Na świecie są cuda, które się zwykłym ludziom, a nawet shinobi czy samurajom... nie śniły.
Ponownie umilkłem, wspominając tamte spotkanie. Cud, że jednak nic mi się wtedy nie stało. Ma się to szczęście. Nieźle tamtego typa wrobiłem... A może on tylko grał? Ale i tak igranie z takimi ludźmi jest niebezpieczne...
- W każdym bądź razie, skoro takie cuda widziałem, to i w mafię jestem w stanie uwierzyć. Warto się przygotować. Proponuję iść do miasta i zakupić jakiś sprzęt. Co Ty na to?


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 909
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 20 sty 2019, o 00:50

Yasuo bardzo entuzjastycznie podszedł do kwestii posiłku. Czy mogłoby być inaczej? „Przez żołądek do serca”, jak mawiła babcia. Z tym, że Hibana nie zamierzała zdobywać serca samuraja. Na co jej to? Już prędzej szukałaby drogi do sakiewki. Co więcej – choć nie mogła o tym wiedzieć na pewno – jego serce miała już w garści. Trzymała je mocno. Ściskała i patrzyła chwili gdy pęknie. Kiedyś to nastąpi. Bawiło ją to. Ta zabawa. Bawiła się ludzkimi uczuciami, w tym wypadku – uczuciami Yasuo. Nie była pewna, czy to miłość, ale czuła sympatie jaką darzy ją samurai. Te uczucia były jej wyjątkowo na rękę. To było wygodne, gdy ktoś się o ciebie martwił i troszczył. Niech Yasuo kocha ją jak najdłużej. Byle z tej miłości nie zapomniał zarabiać.
Szybko zajął się swoją porcją, choć kwestie pieniędzy zostawił na koniec. Przestraszył się, że jedzą „na krechę”? Czyżby nigdy tego nie robił? Nigdy nie uciekał bez płacenia? Nie jej oceniać, taką życiową bezradność.
-Samuraju... - oparła przeciągle odchylając się na krześle. - Cieszy mnie, że masz dobry słuch, jednocześnie ubolewam, że twym uszom brak połączenia jest z umysłem. Nie stać mnie, by codziennie tak jadać, co nie oznacza, że dzisiaj za to nie zapłacę. Bądź spokojny.
Reszty przemowy wysłuchała w milczeniu i bez szczególnej uwagi. Jadła swój pierwszy posiłek. Czy zresztą było w niej coś wartego uwagi? Łykną jej „skruchę”, uwierzył w „chęć spłaty długu”. Przyznał otwarcie, że nie jest mu nic winna. Wycofał swoje żale i rozkazy, a nawet sam zaczął przepraszać. Co innego chciała osiągnąć?
Skubnęła trochę ryżu, upiła łyk herbaty. Jak zabawnie się rozklejał martwiąc się jej śmiercią. Zabiłby „skurwysyna”? Nawet miło. Dobrze wiedzieć, że zostanie pomszczona. Westchnęła. Yasuo był jaki był, ale gwarantował jej rzeczy, o których przez ostatnie lata nie miała nawet co marzyć. Że ktoś się o nią zatroszczy. Że ochroni. Że zmartwi się jej śmiercią. Może nawet zapłacze i pomści. Czy osoba bez domu i rodziny mogłaby kiedykolwiek o tym marzyć? Marzyć, i tylko marzyć. A sny światem prawdy się stały i przybrały imię – Yasuo.
Przynajmniej póki się nie odezwie.
Czyny miał szlachetne, ale język plótł rzeczy takie, jakby do innego człowieka należał. Książę, który czasem – nigdy nie zgadniesz, kiedy – białego konia porzucał i na osła wskakiwał. Raz dworski samurai, raz wioskowy głupek. Nie potrafiła go jednoznacznie określić... I to właśnie sprawiało, że życie z nim było ciekawe.
-Nie za lekko cenisz swoje życie? - Zapytała, gdy Yasuo wspomniał o seppuku, lecz nie rozwijała tematu. Oddać... Nie. Porzucić własne życie, w imię czego? Śmierci jakiejś przypadkowej nieznajomej, o której nawet nic nie wie? Wydawało jej się wyjątkowo głupie. Nieracjonalne. Oddać za kogoś życie? To jeszcze można zaakceptować? Ale umrzeć, bo kto inny umarł? Dwa trupy zamiast jednego? Głupie, nieracjonalne i nielogiczne. I dlatego też lubiła Yasuo.
Spokojnie kończyła posiłek, gdy Yasuo zmagał się z uczuciami. Tak się przejmować czyjąś śmiercią? Nie rozumiała zachowania chłopaka. A może? Próbowała sobie przypomnieć, co czuła w dniu odejścia babci, a wcześniej mamy. Też tak to wtedy przeżywała? Chyba... To było tak dawno temu...

Upiła łyk herbaty, by szybko go wypluć. Yasuo, cała karczma, pół wioski, a pewnie i część Kaigan – wszyscy słyszeli jej śmiech. Teraz to ona nie mogła się opanować. „Myślał, że go opuściła”? Bogowie, jak dawno się tak głośno i szczerze nie śmiała. Nie mogła się powstrzymać. Uspokoiła się dopiero po wyjątkowo dłuuugim czasie. A może ktoś ją uspokoił?
-Co za farsa – powiedziała w końcu, wciąż jeszcze chichocząc. - Aaa... aż mnie brzuch rozbolał. Phi hi hi – skuliła się. Jeszcze nie przeszło. Nowa salwa śmiechu zaatakowała znienacka. Trzymała się za brzuch i drżała na całym ciele. Później już tylko chichotała.
-Nie mam Ci czego wybaczać – stwierdziła już ze swoim zwykłym wyrazem twarzy. - Nie jesteś moim mężem, a ja nie jestem Twoją żoną. Nie obchodzi mnie czy, i ile pijesz – „nie obejdzie mnie nawet, gdybyś się zapił na śmierć”, ale tego już nie powiedziała na głos. - Nie jestem zła. Jeśli już, to rozczarowana. Po samuraju spodziewałam się nieco bardziej godnego zachowania – ten jej zwykły, wyniosły ton. - Chwała Bogom, nie jesteśmy małżeństwem i Twoja hańba nie jest moją hańbą – upiła łyk herbaty. - To wszystko.
Wróciła do resztki śniadania. Yasuo opowiedział w tym czasie o swoich wybrykach na wyspach. Trafił na jakiegoś „nieśmiertelnego”. Czyżby kakuzu? Mniejsza. Pokiwała tylko głową znad miski. Udała zaskoczoną, przerażoną. Typowe emocje towarzyszące wysłuchiwaniu cudzej historii. Nie komentowała. Przyjęła do wiadomości. Tylko.
-Sprzęt – powtórzyła wyraźnie studiując to słowo. - Masz na myśli broń – mówiła bardziej do siebie niż do niego. Zastanawiała się nad propozycją samuraja. Mówiła myśląc i myślała mówiąc. Rzadki przypadek – wiem.
Schowała rękę do kieszeni i zważyła w dłoni swoją sakiewkę. Odłożyła sporo pieniędzy – żerując na Yasuo, więc – wbrew temu, co mówiła – było ją stać zarówno na jedzenie, jak i na broń.
-Można by się przejść – mówiła ciągłym zamyśleniu. - Ale to dwa dni drogi w jedną stronę. Trzeba by zaraz wyruszyć, aby zdążyć do portu za tydzień.
Odwróciła wzrok i powróciła do jedzenia. Nic nie mówiła. Opróżniła miskę. Ostatni łyk herbaty...
-Dobrze, chodźmy – zadecydowała wstając. Nie czekała na odpowiedź Yasuo. Zarzuciła płaszcz na ramiona i zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę drzwi.
z/t (z Yasuo) -> Osada portowa
ObrazekLokalizacja Hibany: Osada Portowa Funemi
Prowadzone misje: Minami - D
Urlop
Avatar użytkownika

Hibana
Niespodzianka Zimy
 
Posty: 412
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 25 sty 2019, o 18:52

Powracam z: viewtopic.php?p=110240#p110240

Po powrocie do karczmy, przełknąłem ślinę. Nawet, jeśli byłem dzielnym i mężnym wojownikiem, to jednak konfrontacja z potencjalnie wściekłym karczmarzem... na pewno do najprzyjemniejszych rzeczy nie należała. Jednak trzeba było to zrobić, nieprawdaż? W każdym bądź razie, podszedłem do lady, tak gdzie karczmarz zwykł zwykle przebywać. Ukłoniłem się mu na powitanie i powiedziałem:
- Przepraszam za to, że nie zapłaciliśmy. Po prostu myślałem, że dopisze nam Pan to do rachunku, czy coś. Jednak moja towarzyszka stwierdziła, że jednak warto uregulować tą należność zanim wyruszy się w długa podróż. Tak więc, jeszcze raz przepraszam i proszę. Oto pieniądze za pyszne śniadanie.
Położyłem pieniądze na ladzie i oczekiwałem reakcji karczmarza.


Bardzo krótki post, jak na moje standardy, ale po prostu chwilowo rozstałem się z Hibcią i za bardzo nie miałem o czym pisać (podlinkowałem swój poprzedni post jak coś).
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 909
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 3 mar 2019, o 20:40

Karczmarz nie był specjalnie zaskoczony tym, że zapomnieliśmy mu zapłacić. Rzucił tylko pod nosem jakieś słówka dezaprobaty i bezradności, ale nic poza tym. Przyjął zapłatę i powrócił do swoich zajęć. Mogłem się czegoś takiego spodziewać i szczerze mówiąc, nie spodziewałem się niczego innego. W końcu nie mógł być na nas do końca wściekły, bo przynieśliśmy mu pieniądze, a właściwie ja to zrobiłem. Nie był też wyjątkowo zadowolony, bo jakżeby mógł, skoro przez pewien okres czasu nie wiedział gdzie nas wcięło? Czy zamierzamy mu zapłacić, a może uciekliśmy jak pospolici złodzieje? Pewnie, gdyby Oashisu przyszła do niego osobiście, to zareagowałby bardziej "ciepło" i "przyjacielsko". Do mnie miał stosunek jaki miał, ale moją towarzyszkę chyba lubił. Ja byłem "pijakiem", jedną z tych osób, których pewnie nie znosił, chociaż którzy przynosili jemu dość pokaźny zarobek. Królowa Jesieni była... królową. Damą, której nie przystawało pijaństwo i która potrafiła się zachować i nie sprawiać problemów. Szczerze mówiąc, też ją lubiłem, ale o tym, to pewnie wszyscy wiedzą.
Nie było się nad czym dłużej rozwodzić. Jeszcze tylko skorzystałem z wychodka, ale opisu tej "przygody" Wam oszczędzę. No i co? Pozostało mi biec biegiem i dogonić Oashisu. W końcu razem mieliśmy się udać do miasta, dlatego nie mogłem pozwolić jej czekać. No i w sumie nie chciałem. Jakoś dobrze czułem się w jej towarzystwie, tak po prostu. No i zawsze po drodze mogli czaić się jacyś zbóje, więc należało mieć to na uwadze. Trochę się o nią bałem, więc tym bardziej musiałem się spieszyć.

z/t
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 909
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Poprzednia strona

Powrót do Kaigan

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość