Karczma Nomisuke

Prowincja znajduje się na południu Prastarego Lasu i tak jak sąsiadujące z nią obszary regionu, porośnięta jest gęstym lasem. Kaigan zamieszkiwany jest przez Ród Aburame, który to odnalazł tutaj wspaniałe warunki do rozwoju. Prowincja graniczy z morzem jak i też z krajem kupieckim co pozwala rozwijać handel oraz żeglugę. Znacznym problem w prowincji jest sąsiedztwo na zachodniej granicy z Tajemniczym Lasem co zaowocować może tworzeniem się szajek przemytniczych. Zwłaszcza, że porośnięte tereny nadają się na idealną kryjówkę.

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 29 gru 2018, o 23:30

Nich to diabli! Poznali ją.
Dziewczyna zza baru poznała, że Hibana przybyła do karczmy razem z Yasuo. Poznała i kazała zabierać swojego samuraja.
Usta Hibany wygięły się w wyrazie zniesmaczenia. Zniesmaczenie i niezadowolenie. Bo co innego, może czuć osoba, którą się prosi o pozbieranie pijackich szczątków? Może go jeszcze go pokoju zanieść? Do łóżeczka położyć, a rano herbatką przywitać? Mowy nie ma!
Westchnęła ciężko, ale uśmiechnęła się do dziewczyny.
-Spróbuję – odparła nie spuszczając wzroku z „przyjaciela”. - Ale nie wiem, czy dam radę.
Po tych słowach odbiła się od ściany i ruszyła wolnym krokiem w stronę Yasuo. Szedł z wyciągniętymi rękami, jak lunatyk. Hibana podeszła do niego i chwyciła go za nadgarstki. Rozłożyła swoje i jego ręce, by skrócić dystans między nimi, i zacisnęła zęby. Zacisnęła zęby, by nie przygryźć sobie języka, gdy zderzyła się z nim czołem. Zabolało. Zabolało ją, ale nie tak, jak jego. Odsunęła się, nie puszczając samurajskich rąk i posadziła Yasuo na najbliższej ławie. Zero delikatności.
-Mogę Cię poprosić o trochę zimnej wody? - Zwróciła się słodkim głosem do dziewczyny zza baru. - Najlepiej – wiadro.
Chyba nie trzeba dalej mówić...
Zaopatrzona w zimną wodę nie omieszkała uraczyć nią Yasuo. Wpierw zawartość, a potem całe wiadro znalazło się na głowie samuraja. Chyba dość by go ocucić, czyż nie?
Drugą metodą – o ile nie zdobyła wody – był stary, dobry policzek. Bez gniewu, czy złości. Miała doprowadzić samuraja do stanu używalności, i to zamierzała zrobić. Wzięła zamach, i trzasnęła Yasuo w twarz. I jeszcze raz. I kolejny, aż nie zobaczyła błysku rozumu w jego oczach.
-Ogarnij się – jak echo brzmiał zimny i wyniosły ton. Wyczekiwała jego świadomości.
Odetchnęła z ulgą, gdy do pustej głowy powrócił choć cień zagubionego umysłu, a w końcu musiało to nadejść.
Wciąż śmierdział alkoholem, ale przynajmniej nie przypominał już chodzącego truchła. Dobra nasza. Westchnęła i odeszła parę kroków, jakby by podziwiać swoje dzieło. Dobra, pozostało odstawić go do pokoju, a rano porządnie zmyć mu głowę – profilaktycznie, na przyszłość.
Wcześniej jednak...
-Możemy pomówić? - Zapytała dziewczynę zza baru chwytając ją za ramię.
Już wcześniej o tym myślała. Powoli... wszystko zaczynało jej się składać w całość. Jakaś wojna. Bogacz. Ten tam shinobi, chwalił się jakimś kontraktem. Pewnie na niemałe pieniądze. Skoro, aż chciał to opić. A teraz... Jak się w takim stanie pokaże pracodawcy? Kontrakt będzie nieważny,... ale zadanie ważne.
Spojrzała na leżącego mężczyznę i uśmiechnęła się pod nosem.
-Powiedz mi proszę, co to za „bogacz”, o którym wcześniej mówiłaś, i gdzie można go znaleźć? - Sięgnęła po swój najmilszy głos. - Tak się składa, że szukam pracy. Może dla mnie też znalazłby jakieś zajęcie? Ech... - westchnęła boleśnie i wskazała głową na Yasuo. - Przecież on mnie nie utrzyma.
Wbiła pełne bólu i smutku oczy w oczy swej towarzyszki. Towarzyszki niedoli.
Powinna ją rozumieć. W końcu obie musiały użerać się z pijakami.

Spoiler: pokaż
Info: piersi poza zasięgiem :P
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 31 gru 2018, o 18:27

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
7/22


Obrazek

Dziewczyna uśmiecha się konspiracyjnie, zadowolona z siebie i z Hibany. Dostarcza nawet dwa wiadra wody; jedno ląduje na łbie Yasuo, drugie na biednym Takumim, który wydaje z siebie jedynie jęk konającej owcy i pada na ziemię "jak kwiat kosą podcięty" (choć w zapachu daleko mu do kwiatów...)
Pomaga Hibanie odtransportować biedne, nietrzeźwe Masło na górę - a że jakoś tak bliżej był jednak pokój Hibany, to dzielny samuraj z kocim nazwiskiem kończy na drewnianych, zimnych deskach, mokry, z kacem o rozmiarach całkiem słusznego tyranozaura rexa i z brakiem dostępu do cycków; w sumie nie wiadomo, co gorsze - brak adoracji urody szkarłatnowłosej Jesieni czy ból głowy sięgający zenitu?

- Oczywiście, kochana, w pełni rozumiem - dziewczyna wzdycha ze współczuciem i przygląda się Yasuo, kręcąc głową z miną pt. "I takich facetów bogowie na świat wydają...". Zapytana o konkrety w sprawie bogacza, marszczy brwi.
Czy może powiedzieć coś konkretnego na jego temat? W sumie chyba tak. W końcu to i owo słyszała.

- Takumi miał ochraniać rodzinę tego bogacza, jego żonę i dzieci przed jakąś dziwną organizacją pracującą dla jeszcze innej organizacji. Chyba dla mafii z Shigashi - wzrusza ramionami. - Nie wiem, na ile to prawda, facet wyglądał na dzianego histeryka i hipochondryka w jednym, całą aptekę ze sobą wozi i lekarza w dodatku, wiecznie mu się wydaje, że jest chory i w ogóle...Jak chcesz złapać tego kolesława, moja droga, to masz dwie możliwości. Możesz zaczekać tutaj w karczmie, albo iść do takiego jednego faceta. Reizei się nazywa. Koleś, widzisz, ma traumy, bo narzeczona go opuściła i uciekła z samurajem na Teiz. Wszyscy go znamy!

Prycha z pogardą.

- Nie dziwię się w sumie, że zwiała. Facecik ładny, wysoki, wyględny, rozwalił tu paru chłopaków, potem podobno wygrał turniej na wyspach, jednym słowem bohater, a Reizei co? Szuja, morda zapluta i alkoholik w dodatku...Ale ja nie o nim miałam. On mieszka w takim rozwalającym się, małym domku, nieco za osadą, myślę, że trafisz od razu, bo jego darcie japy to słychać z odległości. Jeśli ci się uda, może nawet odbierzesz temu damskiemu bokserowi zlecenie, bo bogacz jest zdesperowany i zatrudni każdego. To jak, próbujesz...a raczej: próbujecie?

Puszcza jej oczko, zakłada ręce na piersiach. Teraz wszystko zależy tylko od Jesieni...
Czy ustąpi, czy pójdzie dalej?

_____________________________________________________
W razie, gdyby przynajmniej jedno z Was postanowiło odszukać klienta, to zapraszam tutaj.
Reizei i jego historia są nawiązaniem do misji C Seinara "That is all" ;)
Ostatnio edytowano 11 sty 2019, o 09:19 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 31 gru 2018, o 23:11

Najpierw coś chwyciło moje ręce... nawet miłe w dotyku było to "coś". Nie wiedziałem co to, bo nie kontaktowałem. Gdybym tylko wiedział o tym jak blisko znajduje się teraz moja Królowa... na pewno byłbym zadowolony. Oczywiście gdybym nie podejrzewał, że zaraz... uderzenie. O mało co sobie języka nie odgryzłem. Z zaskoczenia zawsze bardziej boli, bo nie można się nastawić na ból. Oashisu chyba się nastawiła, więc ją zabolało znacznie mniej, nieprawdaż? Potem nieznana mi siła usadowiła mnie na ławce. A potem... o zgrozo... zimna woda i wiadro na łbie. Byłem cały mokry. Cholernie mokry, zmarznięty i o mało nie dostałem zawału. Kolejny cholerny atak z zaskoczenia. Aż moja ręka powędrowała w kierunku rękojeści miecza. Aż w końcu usłyszałem znajomy głos.
"Królowa?"
No nic. To pewnie majaki i jakieś iluzje. Cofnąłem rękę, nie zamierzając już atakować niewidzialnego napastnika. W międzyczasie pewnie dostałem jeszcze kilka razy po zapijaczonej i uchlanej mordzie, bo rozum to mi za cholerę nie chciał wrócić. A przynajmniej tak mi się wydawało, że dostałem. No cóż... może kolejne omamy, a może po prostu ściągnęli mi to dziwne drewniane pudło (wiadro) z głowy i zaczęli okładać mnie pięściami. Tak też mogło być. W końcu ta siła zaczęła mnie prowadzić gdzieś na górę. Szedłem po schodach, albo mnie nieśli. Nie wiedziałem czy tupot stóp, który słyszę należy do mnie czy do kogoś innego. Ciężko takie rzeczy było rozpoznać.

A na górze? Bliskie spotkanie z podłogą. Pewnie niezbyt delikatne. Co się ze mną do cholery dzieje?! Może jednak powinienem dobyć mojego wakizashi i pogonić tych idiotów, co mi taką krzywdę uczynili? Głosy w oddali rozmawiały. Królowa chyba coś mówiła, ale słów pojąć nie mogłem. Jakiś drugi głos - chyba kobiecy, albo należący do jakiegoś transwestyty - też rozmawiał, bo co innego mógłby robić? Śpiewać? Wyć do pełni księżyca niczym wilkołak? A może wydawać dźwięki pełne miłosnej rozkoszy? Na to ostatnie chętnie bym nawet popatrzył, ale Oashisu była w pobliżu, więc tak trochę nie wypadało, hehe. No dobra, żartowałem. Jedno było jednak pewne, cały ten dziwny i niezrozumiały dialog trwał i trwał i trwał, a mi nic się złego już nie działo. Naprawdę fajnie. Byłem bezpieczny, a więc po tym jak głosy umilkły, postanowiłem usiąść na ziemi po turecku i trzymając się za głowę spróbować coś powiedzieć:
+18:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Tak sobie siedziałem, próbując dojść do siebie. Nie wiedziałem czy ktoś mnie słucha, czy nie. Prawdopodobnie nikt mnie nie słuchał. Liczyłem się z tym. Bo może tutaj nikogo nie ma? A może nie przejmują się tym co mówię? Do cholery! Kim są ci ludzie i dlaczego ciągle słyszę głos najdroższej osoby w moim życiu? Czy dlatego, że umieram? Podobno podczas śmierci umierający przypomina sobie wszystkie dobre rzeczy, które go w życiu spotkały, a głos Królowej Jesieni na pewno do takich rzeczy należał w moim przypadku...
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 932
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 1 sty 2019, o 06:18

Oczy Hibany miały naturalny, złoty kolor, ale czasami można było w nich dostrzec inny blask. Bardziej jasny i bardziej złoty. Taki błysk pojawiał się tylko w jednej jedynej sytuacji, gdy myślała o... pieniądzach.
W taki właśnie sposób świeciły teraz jej oczy. Gdy już dowlokły zwłoki samuraja do jej pokoju, i gdy znalazły mu miejsce na podłodze, barmanka rozpoczęła bardzo interesującą opowieść. Potrzeba ochrony rodziny, co? Pomyślała o tym truchle na dole. Nikt nie powierzyłby swoich bliskich takiemu opojowi. Jeszcze się upije i zacznie do żony dobierać, albo dzieci demoralizować. Tak. Ten pan jest już właściwie bezrobotny. Co dalej? Histeryk. Czyli nie ma pewności, że zagrożenie jest realne. Może się okazać, że w istocie nie ma go przed kim bronić. Brak wrogów, a pieniądze te same. Idealnie! W dodatku jest zdesperowany. Weźmie każdego. Skoro zdecydował się zatrudnić opojów, to tym bardziej zechce: „zaprawionego w boju samuraja”. A przy okazji i taką jedną kunoichi. Och, ale tu mamy problem. Spojrzała na Yasuo. Nie wyglądał jak „potężny samurai”, a bardziej jak chłop. Parobek, co to upił się po całym dniu roboty w polu. Marna figura do prezentacji. Westchnęła. No nic, może do spotkania z pracodawcą uda się doprowadzić go stanu używalności? Nadzieja i nadzieja.
A to „spotkanie z pracodawcą”? Dziewczyna zza baru przedstawiła jej dwie możliwości, z których jedna była już na starcie przegrana.
Pijak i awanturnik? Na raz stanął jej przed oczami obraz Kazumy – podobnego typa, z którym kiedyś walczyła. Uch. Skuliła się i cała zadrżała na myśl o nim. Niby tak dawno, a wciąż pamiętała tamten wieczór. Pakować się w interakcje z drugim takim? I to kiedy można zwyczajnie poczekać? Usiąść, zamówić herbatę i poczekać w karczmie, aż bogacz sam się zjawi? Nie rozumiała, po co miałaby się tłuc poza osadę i pewnie jeszcze użerać się z pijakiem – kolejnym – skoro istniało łatwiejsze rozwiązanie.
-Chyba... Poczekam – odpowiedziała z nutą niezdecydowania – tak, jakby było się nad czym zastanawiać.
Tym czasem Yasuo zaczął coś bełkotać. Nawet usiadł! Sukces wody, wiadra, czy czegoś innego lub wszystkiego? Coś mówił. Kto by go zrozumiał? Kto by chciał go zrozumieć? Podjęła już decyzje, ale przecież nie będzie sama harować. Uśmiechnęła się i skinęła głową do dziewczyny, po czym podeszła do Yasuo. Siedział, więc klęknęła przy nim. Na przeciw niego. Oburącz chwyciła go za głowę, na wysokości uszu. Próbowała pochwycić jego wzrok. Wciąż miała nadzieję – szczerą nadzieję – że odnajdzie w nim choć szczątki rozumu. To do nich próbowała przemówić.
-Masz szanse zarobić duże pieniądze – mówiła wolno i wyraźnie, jak do dziecka... lub pijanego. - Ale musisz wytrzeźwieć. Wy-trze-źwieć. – Może coś do tej pustej głowy dotrze? - Teraz śpij. Jak się obudzisz przyjdź do mnie. Będę na dole. Na do-le. Rozumiesz?
Bogowie wiedzą, czy zrozumiał. I co zrozumiał. Prychnęła i puściła ten samurajski łeb, który był tak nalany, że aż się w nim przelewało. Niech Yasuo sobie to teraz poukłada. Wstała, pozbierała swoje rzeczy i wyszła. Nie poszła do pokoju Yasuo. Przebrała, a właściwie – ubrała się w łazience, w której wcześniej brała kąpiel. Jeśli miała się starać o prace, to nie byle jak ubrana. Oporządziła się całkowicie, łącznie z bronią i włosami. Była gotowa do drogi, ale nigdzie nie ruszała. Na razie, nie. Zeszła na dół i usadowiła się przy jednym ze stołów. Blisko wejścia, ale i z dobrym widokiem na sale. Zdawała sobie sprawę, że pojawienie się potencjalnego pracodawcy nie będzie kwestią paru minut. Dlatego też, po drodze, zaczepiła jeszcze znajomą barmankę.
-Mogę mieć do Ciebie jeszcze jedną prośbę? - Zapytała uprzejmie, jeśli nie tą, to inną kelnerkę. - Powiadomisz mnie, gdy ten „bogacz” tutaj przybędzie? - A czując swoje niewyspanie, szybko dodała. - Nie krępuj się, by mnie obudzić.
Zajęła miejsce i zamówiła herbatę, ze świadomością, że pewnie wypije ją zimną. Oparła się o ścianę, wyciągnęła nogi i zasnęła, lekkim snem.
Dlaczego? Skoro pokój Yasuo stał pusty? Dlaczego zdecydowała się spać w jadalni? Bała się. Zwyczajnie się obawiała, że będąc na górze – odcięta od wydarzeń na dole – przegapi przybycie ów „bogacza” i prześpi okazje na tak dobry zarobek. W prawdzie, mogła poprosić barmankę o to, o co i tak poprosiła, jednak istniało niebezpieczeństwo, że dziewczyna – w natłoku obowiązków – zwyczajnie zapomni o jej prośbie. Zdarza się, a Hibana wolała nie zawierzać swojego zarobku pamięci kelnerki. Będąc na dole przynajmniej czuła, że ma kontrole nad sytuacją. Wszystko. A skoro pijaki już nie hałasowały – można było dokończyć sen w oczekiwaniu na tajemniczego „bogacza”.
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 3 sty 2019, o 01:15

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
9/22



Obrazek

Rankiem budzicie się oboje w tym samym pomieszczeniu, w którym zastało Was bóstwo snu - z tym, że zdecydowanie w różnym stadium życia. Hibanie podłożono pod głowę poduszkę, została też okryta przez miłą kelnerkę kocem; w sali bywa w nocy zimno, zwłaszcza gdy znowu ktoś zapomni rozpalić w kominku i w ogóle.

- Hej, panienko! Panienko, pobudka! - ta sama kelnerka, która rozmawiała poprzednio z Królową Jesieni, szarpie ją bez ceremonii za ramiona. Nad Yasuo pochyla się dla odmiany inna niewiasta: białowłosa i obdarzona oczami zielonymi niczym trawa, a przy tym płaska jak deska i w uniformie kelnerki. Gdy wreszcie kobieta o włosach koloru krwi podnosi zaspane oczy, ukazuje się jej początkowo niewyraźny zarys karczmy, pustej jeszcze sali, mokrego Yasuo leżącego nadal na ziemi tak, jak go Amaterasu stworzyła, i twarze obu dziewczyn - początkowo chwiejne i mgliste, potem wyraźniejsze od ostrz.
Jest chyba bardzo wcześnie rano, bo nie ma jeszcze gości, a niebo widoczne przez okna właśnie przechodzi z granatu nocy w szarawy od mgieł świt skąpany w czerwieni. W nocy chyba padało, bo jest zdecydowanie chłodniej, ale nie czuć już tej zimowej aury, która dotąd otaczała Kaigan. Coś się skończyło, by coś mogło się zacząć. Pytanie, na ile jest to dobra zmiana?

- Panienko, ten bogacz, pan Asakawa, czeka na panią w swoim pokoju. Pokój dwanaście B, ostatni po prawej stronie, proszę zapukać i przedstawić się pełnym imieniem i nazwiskiem. Pan Asakawa lubi wiedzieć, z kim ma do czynienia - instruuje pospiesznie Hibanę jej wczorajsza rozmówczyni. Druga dziewczyna potrząsa silnie Yasuo, zmuszając go, by natychmiast wstał i wrócił do żywych.

- Wstawaj, ty alkoholiku! - warczy.- Musisz nam zapłacić! Wczoraj przechlałeś prawie 100 ryou, a bogowie jedni wiedzą, czy nie więcej! Wstyd! Po prostu wstyd! Samuraj, a leży urżnięty jak...jak ostatni palant zza Muru!

-Nanatsumi, dość - przerywa cierpko stary, łysy barman w wysłużonym płaszczu z połatanym kapturem, wchodzący właśnie do środka. Może sam jest właścicielem, może po prostu jest kimś z autorytetem, nieważne.
-Zostaw pana w spokoju i przetrzyj blaty. Jeśli ani on, ani dziana panienka nie zapłacą, poprosimy o straż. Albo rozwiążemy to jeszcze inaczej.

Dziewczyna bez słowa puszcza Yasuo, wraca do swojej pracy. Barman - ten sam, który wczoraj CHYYYBA obsługiwał pijanego Ineko i dwóch shinobich (notabene, gdzie zaniosło Takumiego?) - zaczyna przecierać szklanki z taką uwagą, jakby chodziło o jego życie. Na zewnątrz jest tak cicho, że to aż dziwne, biorąc poprawkę nawet na BARDZO wczesną porę.
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 3 sty 2019, o 19:04

Ciężko stwierdzić co się ze mną działo później. Myślałem, że zasnąłem w pokoju swojej królowej, ale jednak obudziłem się na dole. Musiałem zejść na dół, będąc jeszcze pod wpływem alkoholu. Być może rzeczywiście poszedłem przed gospodę, by załatwić swoją potrzebę fizjologiczną, a potem już nie dotarłem do żadnego pokoju. Ba! Nawet nie próbowałem, bo jeszcze bym się wpakował w łóżko jakiegoś bogatego kupca i jego żony, lub... o zgrozo... samego bogatego kupca, bo spanie z kobietą jeszcze mogłem jakoś przeboleć, nawet jeśli obok spał jej mąż. A zejść było dużo łatwiej, niż wejść na górę. Zawsze można było się stoczyć po schodach, niczym beczka, licząc na to, że wytrenowane samurajskie ciało, niemalże twarde jak stal, to wytrzyma. No, nic. Nie warto rozmyślać nad tym jak się tutaj znalazłem, bo jeszcze sobie przypomnę i popadnę w głęboką depresję, użalając się nad tym, że mój umysł i zdrowy rozsądek właśnie wczoraj umarł. Teraz należało tylko ten zdrowy rozsądek wskrzesić. Lub go odnaleźć, jeśli tylko gdzieś się zgubił. Tak jak ojciec, szukający zaginionego dziecka, mieć nadzieję, że to dziecko jeszcze żyje...
A nade mną stała jakaś dziewczyna, która ewidentnie coś ode mnie chciała. Teraz już mocniej kontaktowałem, więc nie było problemu. Nazwała mnie "alkoholikiem". Cóż za niesprawiedliwość. Przecież ja nie piłem. Zasadniczo to byłem abstynentem i stroniłem od alkoholu. Wczoraj to był jedynie "wypadek". Załamanie nerwowe, czy coś. Przechlałem prawie 100 Ryo? Kurcze... to wszystko co mi zostało. Jak zapłacę, to będę całkowicie spłukany. Ale zapłacić trzeba. A wiecie co jeszcze trzeba? Znaleźć robotę, bo bez pieniędzy żyć jest ciężko. Chociaż miała rację. Samurajowi nie przystawało leżeć tak jak pijak na podłodze. Tylko dlaczego porównuje mnie do "palantów zza Muru"? Czy za Wielkim Murem żyją ludy głupie i bezrozumne? Kto to wie? Później pojawił się jeszcze jeden osobnik. Barman, który nakazał tej całej Nanatsumi - nawiasem mówiąc, całkiem niebrzydka była, ale z Królową i tak nie mogła się równać - żeby mnie zostawiła. Jak tylko to zrobiła, to wstałem i podszedłem do barmana, ukłoniwszy się uprzednio pięknej kelnerce.
- Przepraszam za wczorajsze zachowanie - powiedziałem, tak, żeby kelnerka także słyszała (o ile jeszcze była w pobliżu). - Panna Nanatsumi ma rację. Samurajowi nie przystoi takie zachowanie. Po prostu wczoraj moje myśli spowił cień rozpaczy i zapiłem swoje smutki.
Dziana Panienka? Czyżby mówił o Oashisu? Tak... musiał o niej mówić. W końcu mieszkaliśmy tutaj całą zimę. Ja w jednym pokoju i Oashisu w drugim. Pewnie nie wiedział, że to ja opłacałem te dwa pokoje, bo moja towarzyszka - podobno - nie miała pieniędzy. Nie miało to jednak dla mnie żadnego znaczenia. Królowa Jesieni była moją królową, bez względu na to, czy miała skarby wielkości gór, czy była "biedna niczym mysz kościelna". Jednak to nawet lepiej, że tamten myślał, że ta dziewczyna jest bogata. Bogatych ludzi zawsze się lepiej traktuje, nawet jeśli tak naprawdę nie są bogaci. Uśmiechnąłem się więc. Oashisu na pewno by się ucieszyła, słysząc, że ktoś ją nazwał "dzianą panienką".
- Czyli rozumiem, że moja towarzyszka ciągle tutaj przebywa, tak? Myślałem, że wczoraj odeszła. To ta "dziana panienka", o której Pan mówił?
Cieszyłem się. W końcu tak bardzo tęskniłem, że aż się totalnie schlałem. To było jak miód na złamane serce. Nie dość, że słodki, to jeszcze poskleja. Ale generalnie... było mi smutno. Na pewno nie było jej lekko, patrzyć na mój "stan zdrowia" (pewnie tego psychicznego, bo byłem głupcem). Nie zamierzałem jej teraz szukać. Nie teraz. Muszę dojść do siebie. Muszę wymyślić sposób, żeby ją godnie przeprosić.

A przede wszystkim, musiałem załatwić sprawę pieniędzy, które byłem winny za alkohol. Wyciągnąłem więc swoją sakiewkę, w której - dzięki wszystkim bogom - nie ubyło jeszcze pieniędzy. Nikt mnie nie okradł, a pijaków okraść bardzo łatwo. Wysypałem całą jej zawartość na blat (równe 100 Ryo).
- Panna Nanatsumi mówiła, że przechlałem prawie 100 Ryo. Czyli niecałe 100, prawda? Czy po odliczeniu należności za alkohol starczy jeszcze na jakieś, chociażby skromne, śniadanie? Dla mnie i mojej towarzyszki? Chociażby po starej znajomości, w końcu oboje mieszkaliśmy tutaj przez całą zimę.
No cóż... próbowałem go naciągnąć na motyw "stałego klienta", któremu jakaś zniżka się należy, a darmowe śniadanie byłoby naprawdę fajną zniżką. I może dzięki temu dałbym radę "wytargować" wybaczenie u mojej Królowej?
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 932
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 3 sty 2019, o 21:47

Jak miło...
Leżała na czymś miękkim, a ciepły materiał otulał jej ramiona. Kiedy...?! A, no tak... W nocy przyszła jedna z dziewczyn. Mówiła coś o zimnie... dała jej koc i poduszkę. Tak, już pamięta. Nie się czym martwić.
Gdyby nie pamiętała, pewnie by się wystraszyła. Na pewno. Zawsze starała się czujnie spać. Świadomość, że ktoś do niej podszedł i dotykał jej, gdy spała. Przeraziłaby się, wiedząc, że nawet nie drgnęła, gdy ktoś dotykał jej pleców. To był tylko koc, ale mógł być nóż. Jeśli mógł jej podłożyć poduszkę pod głowę, to mógł jej też tę głowę urwać. Paranoja? Może.
Ostatnie miesiące spędzone w karczmie sprawiły, że zaczęła się obawiać o swoje zmysły. Bała się, że straciła czujność. Na szczęście, nic takiego nie miało miejsca. Doskonale pamięta wizytę kelnerki. Nie wzięła jej z zaskoczenia. Uff... można odetchnąć. To znaczy, że nie straciła czujności.
Było miło, a ktoś to przerwał. Hibana nie lubiła, gdy ją budzić. Zwykle sama wstawała wraz ze świtem. Gdyby kelnerka jej nie obudziła, pewnie obudziłaby się samoistnie. To już ta pora, a i tak pospała nieco dłużej – przez zdarzenia zeszłej nocy. Szybko odzyskała zmysły. Bogacz. Praca. Pieniądze. Zerwała się na równe nogi, gotowa zaraz pędzić do wskazanego pokoju. Wcześniej jednak, rzuciła jeszcze okiem na inny element, który – oprócz kelnerki z kocem – wyrwał ją ze snu. Gdzieś - nad ranem już chyba – stoczył się na dół taki jeden samurai. Znała go – niestety. Ten samurai leżał teraz na ziemi, budzony przez kelnerkę. Wyglądał niewiele lepiej niż w nocy, gdy go na górę zawlokła. Niewiele, ale lepiej. Uśmiechnęła się jednak. Skoro zostawiła go na górze, a znalazła na dole, to znaczy, że udało jej się wczoraj odnaleźć szczątki jego rozumu i do nich przemówić. Można powiedzieć – połowa sukcesu! Pozostało przekonać go, by wziął pracę i pracodawce, by go zatrudnił.
Bogacz! Nie było czasu zajmować się Yasuo. Szczególnie, że słyszała coś o jakimś długu. Jeszcze każą jej za niego płacić! Podziękowała dziewczynie i poszła – szybkim krokiem – we wskazanym kierunku. Nie biegła. Nie chciała się spocić, ani zasapać. Jeśli miała przejąć zlecenie tych dwóch opojów, to musiała udowodnić, że jest lepsza od nich.
Był tylko jeden kłopot...
„Pełnym imieniem i nazwiskiem”, co? Przygryzła wargę. Oto kłopot. Imię w prawdzie posiadała, jedno prawdziwe i z tuzin fałszywych, ale nazwisko? Nie powiedziałaby prawdziwego, nawet gdyby chciała. Nie znała go. Jej matka... chyba miała jakieś nazwisko. Musiała mieć. Ale jakie? Z chwilą przyjęcia święceń odcięła się od rodziny, więc i od nazwiska. Nigdy nie powiedziała Hibanie jakie miano noszą, z jakiego rodu pochodzą. Nigdy. Matka nigdy nie mówiła, córka nigdy nie pytała. Nie poznała odpowiedzi w dzieciństwie, a teraz... próżno jej szukać.
Nie znała nazwiska matki, ale przecież miała też ojca. Ojciec? Miał na nazwisko Uzumaki... chyba. Hibana nie była pewna. Nie była też pewna, czy powinna używać – jako swojego – nazwiska ojca, którego nigdy nawet na oczy nie widziała. Hmm... Może jednak nie. Jakoś... niezręcznie by było.
Kolejne pomysły pojawiały się i umierały, a pokój pracodawcy tuż tuż. Może przedstawić się nazwiskiem Yasuo? Nie! Ten pomysł bardzo szybko umarł. Samuraj pewnie nie miałby nic przeciwko. Ha, pewnie nawet by się ucieszył. Nawet za bardzo. Ale nie w tym największy problem. A jak Yasuo znowu coś nawywija? Upije się, nawymyśla, albo wręcz zaatakuje pracodawcę? Znacznie trudniej będzie się go wyprzeć nosząc to samo nazwisko. Nie. To już lepiej wymyślić coś na poczekaniu. Coś, cokolwiek. Ale znowu Yasuo. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jej planem i uda jej się wkręcić go do tej roboty... to jak potem wytłumaczy nagłe pojawienie się nazwiska? Powie, że okłamała pracodawce? Głupie. Przyzna, że to jego okłamała? Jeszcze głupsze. A może panu Asakawie też wcisnąć bajeczkę o bezimiennej dziewczynce? Niepoważne.
Nazwisko, nazwisko... Yasuo wymyślił jej imię, którego zamierzała teraz użyć, ale nazwisko? Dwa imiona, i ani jednego nazwiska. Yasuo też mógł coś wymyślić! Chociaż... może wymyślił.
Dwanaście B... Ostatni po prawej... Jest!
Zatrzymała się przed drzwiami i zapukała trzy razy, drugą rękę składając na plecach. Dawno, bo dawno, ale uczono ją manier. Wiedziała jak pukać. Umiała się przedstawić.
-Akinojoō Oashisu – zawołała pełnym głosem. - Do usług! Powiedziano mi, że ma się tutaj stawić.
Krótko, zwięźle i na temat. Druga ręka dołączyła do pierwszej i splotły się obie na plecach dziewczyny. Nie wchodziła, ani nawet nie chwytała za klamkę. Zawiadomiła o swoim przybyciu, więc nie zamierzała wchodzić nieproszona. Czekała na zaproszenie. Dosłownie, choć – oczywiście – nie do wieczności. Jeśli nikt nie otwierał, ani nie wzywał przez dłuższy czas – ponowiła pukanie, wraz z prezentacją.
Żyję jednak nadzieją, że w końcu padło magiczne: „Wejść”, a wtedy Hibana znalazła się się w środku pokoju. Zachowywała się grzecznie i kulturalnie. Starała się sprawiać wrażenie „profesjonalistki”. Na ile jej się to udało? Zobaczymy. Dziewczyna nie miała problemów z opowiedzeniem mężczyźnie o wczorajszym zajściu. O tym, w jakim stanie znalazła jego „przybocznego” i jak dowiedziała się o ofercie eskorty. Zapytana – mówiła prawdę. Chociaż... mogła nieco umniejszać wątpliwe „zasługi” Yasuo w całym tym zajściu. Nie miała powodów, by stawić go w złym świetle, w końcu... to jego siłę próbowała właśnie sprzedać.
Jeśli mnie google translate nie oszukał to: "Akinojoō" ~ Królowa Jesieni
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 6 sty 2019, o 01:20

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
13/22



Obrazek


Yasuo


- Niech ci będzie - wzdycha ciężko mężczyzna. Czemu zawsze musi mieć wobec tego gówniarza takie miękkie serce? Od momentu, gdy Yasuo i Hibana stanęli w progu karczmy, jego sympatia powinna stać po stronie dziewczyny, która raczej nie sprawia kłopotów, robi swoje i daje to robić uczciwym ludziom, a nie narwanego kolesia, podobno-chyba-samuraja. Podobno, sądząc po pozorach. Przewraca oczami.
- Może być 100, policzę ci za całość. Ale od dziś koniec z chlaniem i lataniem po pijaku po schodach, w stówę wliczyłem zaburzanie aury wystroju. Idziesz za dziewczyną na górę czy tak tylko ozdabiasz salę?
Wzrusza ramionami. Na sali pojawiają się pierwsi klienci, sprzątaczki wycierają ostatnie blaty. Kelnerki już obsługują nowo przybyłych, spisują ich zamówienia. Rozpoczyna się zwykły, codzienny ruch.
Czy aby na pewno?
Jeden z klientów, wysoki i smukły mężczyzna o włosach do pasa w kolorze ziaren kawy, właśnie przypatruje się młodej kelnerce - jeszcze innej niż panna Nanatsumi - z niegrzeczną uwagą. Gdy dziewczyna podchodzi do niego, by zebrać zamówienie, zaczyna robić się bardzo...natrętny. Chwyta ją za ramię i uśmiecha się uśmiechem, jaki można spotkać u starych zboczeńców, legend dzielnicy i postrachów dziewczyn, kelnerka próbuje się jednak wyrwać. Niestety, barman w tej chwili wyszedł po coś na zaplecze i w związku z rosnącym gwarem (do karczmy przychodzi coraz więcej klientów) nie słyszy i nie widzi całego zamieszania.
Od dziewczyny i jej natręta dzielą cię dwa stoliki. Jeden z nich jest w tej chwili oblegany przez trzy krzykliwe nastolatki, które wniebogłosy rozmawiają między sobą o jakiejś misji z poszukiwaniem kota czy tam koła (czort w sumie wie, bo ta hałaśliwa baba spod okna musi je zagłuszać), drugi jest pusty. Słyszysz więc mniej więcej wyraźnie część rozmowy.

- Proszę mnie PUŚCIĆ!
- Ej, ej, ej. Skąd te nerwy, maleńka? - nieznajomy mruży oczy. - Lepiej bądź grzeczna, jeden całus nie zaboli.
- Powtarzam, proszę natychmiast mnie puścić! - krzyczy dziewczyna.

Nikt z klientów, nie wiadomo dlaczego, nie chce wstać i jej pomóc. W sali zapada nagle cisza i wszyscy patrzą w tym kierunku, zaskoczeni - ale mężczyźni nie wstają, by ochronić cześć nagabywanej kobiety. Czy ci się wydaje, czy z jakiegoś powodu boją się tego nieznajomego? Tak czy inaczej, jesteś najprawdopodobniej jedynym samurajem na sali i w okolicy; chyba, że o czymś ci nie wiadomo. Na pewno na sali nie ma innych twoich pobratymców ani shinobi gotowych przywrócić ład. Tamten nie wydaje się uzbrojony - albo to znów pozory. Gra ułudy, powstała ze zmieszanych marzeń.


Hibana


Lajf is brutal and full of zasadzkas, jak mówią mędrcy internetu. <jaszczureł> No dobrze, spoważniejmy: stanęłaś przed drzwiami dwanaście B, pomyłki żadnej w tym nie ma, zresztą shinobi nigdy nie robią pomyłek, nawet ci najlepsi. A ty jesteś najlepsza, Hibciu, wiesz dobrze, do czego dążysz i jakie jest twoje zadanie. Pogadać z dzianym kolesiem, zyskać robotę, szacunek ludzi ulicy i przede wszystkim pieniądze, a zaraz po nich święty spokój.
Czy jesteś wdzięczna tym kobietom za to, że o ciebie zadbały? Może tak. Może nie. To pewne, że drzwi się otworzyły, gdy wykrzyczałaś swoje miano, your flag is proudly floating on the land and on the main, a w drzwiach stanął niski, śmieszny facecik wyglądający jak standardowy szarlatan.

- Zapraszam, panienko Akinojou - odzywa się pospiesznie. - Jestem doktor Shirogane, lekarz osobisty pani zleceniodawcy. Zechce pani łaskawie wejść do środka i usiąść. Mój klient, niestety, miewa często napady złego humoru i zaniki pamięci krótkotrwałej, ale to nic groźnego. Jego życzeniem jest, by rozmowa toczyła się za parawanem, gdyż wysoko ceni sobie swoją prywatność i miewa swoje chimery, przy tym obawia się, że zostanie zarażony.

W środku znajdują się dwa łóżka, w tym jedno za prowizoryczną zasłoną z płaszczy i jakiegoś długiego materiału w kolorze zgniłej wiśni, kilka pękatych kufrów, stolik zawalony jakimiś księgami, dwa krzesła - na jednym leży otwarte puzdro z medykamentami, drugie zaś jest dla Ciebie. Za parawanem rysuje się jakaś postać. Oczywiste wydaje się, że ani chimeryczny klient, ani jego lekarz nie są osobami....by tak rzec...wojskowymi. Nie potrafią walczyć i raczej nie będą sprawiać zbytniego kłopotu. Odwal, zgłoś się, wyp <jaszczureł> dalaj, tyle że - na ile ma to teraz sens?
Ostatnio edytowano 11 sty 2019, o 09:20 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 6 sty 2019, o 19:50

Prychnąłem i machnąłem ręką. Co ten koleś sobie ubzdurał, to ja nie wiem. Chyba mnie nie lubił. Może nie lubił wszystkich samurajów? Odkąd tutaj przybyłem, to pierwszy raz jak byłem aż tak pijany. Pewnie raz, czy dwa zdarzyło mi się pić sake, ale nigdy tak dużo. Dlaczego więc tak mnie postrzegał? Przecież pracowałem, żeby móc opłacić sobie i Królowej Jesieni pokoje, posiłki i napoje... Cholera, ale mnie nagle głowa rozbolała. Może już bolała wcześniej, ale dopiero teraz to zauważyłem. Instynktownie się za nią złapałem. Ból był nie do zniesienia i jeszcze ten kretyński barman bardzo mnie wkurwiał. Zapłaciłem i nawet nie chciało mi się z nim gadać.
Ale on nie był jedyny. Wkurwiało mnie niemal wszystko. Jakieś krzykliwe nastolatki. Mój wzrok pełen nienawiści przebiegł po nich. Nie chciałem ich zabić, ale z trudem się powstrzymywałem. Druga była jakaś znowu cholernie gadatliwa baba. To samo co z tymi nastolatkami... niby to samo, ale jednak chyba była starsza. Co starsze to głupsze, eh...
Jednak najbardziej wkurwiającym osobnikiem był ten koleś, co molestował jakąś kelnerkę. Nie mogłem tego znieść. Łeb mnie nadupcał, a nikt inny nie reagował. Cholerni ludzie... co z nimi nie tak? Chuj z tym. Ja musiałem zainterweniować. Miałem cholerną ochotę urżnąć mu ten durny łeb, ale z trudem się powstrzymywałem. Nie chciałem narazić swojej towarzyszki. Musiałem się opanować...
To było ciężkie. Bardzo ciężkie. Chciałem go zabić. Naprawdę chciałem, ale nie mogłem, bo mielibyśmy kłopoty... Spojrzałem na pusty stół. Mogłem się na nim wyżyć. Mogłem go rozpizgać w drzazgi. Nie byłoby z tym problemu... ale ten zjebany karczmarz znowu by się czepiał. Kurwa! No i komuś mogłoby się coś stać... Nie mogłem ryzykować. Cholera, ale mnie łeb napierdala... Chciałem, żeby to chujowe, bolesne uczucie wreszcie zniknęło...
- Ty durny pojebańcu! - Krzyknąłem w kierunku tego kolesia. - Przestań mnie wkurwiać, zostaw tą panią i wypierdalaj!
Jeśli ból głowy nie chciał zniknąć, to postanowiłem się pozbyć chociaż tego irytującego kolesia. Wyciągnąłem swoje wakizashi. Nie chciałem się do niego jednak zbliżać, bo chyba bym tego chuja na miejscu posiekał jak tego dzika sprzed kilku miesięcy. Phi... tym wĺaśnie był. Chujową świnią. A ja musiałem ochłonąć i wymyśleć jakiś sensowny plan. Może się jednak przestraszy i jak tchórz spierdoli? Oby... Bo, kurwa, nie ręczę za siebie!
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 932
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 6 sty 2019, o 20:23

Weszła do pokoju i stanęła przy jednym z krzeseł. Rozmowa przez zasłonę była jej niezbyt na rękę, ale czego się spodziewała po człowieku z opisu? Cud, że w ogóle ją wpuścił. Mogli przecież rozmawiać przez drzwi.
„Obawia się, że zostanie zarażony”, obawiam się, że to mogłoby kogoś urazić. Niejeden człowiek - w obliczu takich słów - żachnąłby się w obronie własnej godności. „Obyś mnie nie zaraził” jak mówią arystokraci do plebsu. A porównany do plebsu mógłby się urazić – prawie każdy. Gdyby te słowa padły pod adresem, na przykład takiego Yasuo – stanąłby zapewne w obronie swojego honoru, jak na samuraja przystało. Hibana nie była samurajem. Nie była też – już – arystokratką. Bez domu, rodu i rodziny – była plebsem. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę i nie wypierała się swojej pozycji w społeczeństwie. Przez lata włóczęgi spotkała dość osób, które nie miały oporów, by ją o tym dosadnie uświadomić. Takie słowa słyszała nie po raz pierwszy i pewnie nie po raz ostatni w życiu. Przyzwyczaiła się i takie „obelgi” nie robiły już na niej najmniejszego wrażenia. A ta konkretna, była nawet wyjątkowa i... nawet miła. Hibana tylko się uśmiechnęła. To co usłyszała było uczciwe. Sprawiedliwe. Wiele razy słyszała takie zastrzeżenia do własnej osoby. Tym razem przynajmniej nie była sama w tej „pogardzie”. Wiedziała, że pan Asakawa nie dopuszcza jej do siebie tak samo jak nie dopuściłby Yasuo, kelnerki, kupca, innego bogacza, a może i własnej rodziny. Niesprawiedliwość sprawiedliwa, więc można się tylko uśmiechnąć i przejść do rzeczy.
W pokoju stały dwa krzesła, jedno zapewne – dla niej. Nie usiadła. Nie chciała osłabiać swojej pozycji. Może to głupie, ale lepiej czuła się stojąc.
-Dziękuję, postoję – odparła z uśmiechem, jeśli jednak ktoś próbował ją do tego nakłonić.
Splotła ręce za plecami i stanęła na baczność, jak żołnierz czekający na rozkazy. Szkoda tylko, że brakło generała. Mężczyzna za parawanem nie wyglądał na wodza. Przynajmniej... Hibana odniosła takie wrażenie. Ciężko było jednoznacznie stwierdzić, w końcu ledwo widziała jego cień na płótnach. Nie widziała pracodawcy, ale skłamałabym mówiąc, że nie próbowała. Bujała się lekko i przekrzywiając głowę szukała choćby szpary między materiałami. Dyskretnie – oczywiście – choć z niemałym zaangażowaniem. Bezpieczeństwo, czy ciekawość? Jedno i drugie. Ciekawiło ją też, kto będzie mówił. Bogacz sam się odezwie, czy będą rozmawiać za pośrednictwem lekarza? Druga możliwość wcale by jej nie zdziwiła, choć kazałaby nabrać nowych podejrzeń.
-Miło mi poznać – ukłoniła się nisko z stronę parawanu. - Jak już mówiłam, nazywam się Oashisu. Nie wiem ile panu powiedziano, więc powiem wszystko – wyprostowała się. Kątem oka spojrzała na drzwi, jakby kogoś wyczekiwała. Miała jeszcze nadzieje, że Yasuo do niej dołączy. Marne szanse. Drzwi pozostawały zamknięte. Nikt nie pukał, nikt nie wchodził. Trudno. Bez niego będzie nawet łatwiej rozmawiać. - Dzisiejszej nocy pomagałam kelnerce w oporządzeniu paru pijaków, którzy hałasowali w sali jadalnej. Wśród nich był też pewien shinobi o imieniu Takumi. Eh... - dotknęła palcami skroni. - Aż żal było na niego patrzeć. Później jedna z dziewczyn opowiedziała mi o panu i pańskich kłopotach. Nie powiem, pożałowałam pana i pańskiej rodziny, a widzą waszą – Echem - „świtę”, postanowiłam wam pomóc.
Nie od dziś przyjmowała różne zlecenia. Najemnik? Tak, była najemnikiem i nie wstydziła się by o tym mówić. Lecz nie była „pierwszym lepszym”. Nie miała może dużo siły, ale miała coś cenniejszego: doświadczenie. A pierwsza zasada przyjmowania zleceń brzmi: „To pracodawcy ma zależeć na Tobie, nie Tobie na pracy”, gdy zdradzasz, że brak Ci pieniędzy – przegrałeś. Gdy błagasz o zatrudnienie – przegrałeś. A Hibana miała dość doświadczenia, by nie przegrać.
-Wiem, że w dzisiejszych czasach trudno o dobrych ochroniarzy. Wartościowi shinobi walczą na wojnach lub wykonują misje dla swoich klanów, i nawet nie spojrzą na problemy zwykłego cywila, a ci co zostają... Ach! Szkoda gadać. Ale ma pan szczęście – zaczynamy reklamę. - Tak się szczęśliwie składa, że w karczmie przebywa właśnie pewien samurai. Ineko Yasuo. Może pan o nim słyszał? To wielki wojownik z drugiego końca kontynentu. Niewiarygodnie silny! A to tego honorowy i godny zaufania. Nie znajdzie pan lepszego ochroniarza, tylko... - westchnęła i urwała na chwilkę. - Ech, tylko czy zechce dla pana pracować? To prawdziwy samurai. Szlachetny rycerz przestrzegający zasad bushido, a nie zwykły najemnik – ponownie westchnęła i udała zamyśloną. - Chociaż... Może mogłabym spróbować go przekonać? Oczywiście, jeśli pan zechce.
Wzruszyła ramionami, uśmiechnęła się i spojrzała na parawan. Kątem oka łypała też na lekarza. Ponownie wzruszyła ramionami i westchnęła zrezygnowana.
-Ech... Ja tylko dobrze radzę – powiedziała odwracając głowę. - Zrobi pan, jak zechce.
Po tych słowach skłoniła się nisko i odwróciła się w stronę wyjścia. Pora na odpowiedź człowieka zza kotary. Zechce skorzystać z jej i Yasuo usług, czy nie? Może nie uwierzył w „wielkiego samuraja”? Może kelnerki opowiedziały mu o wyczynach chłopaka?
Bez względu na to, co odpowiedział, dodała jeszcze:
-Ale jeśli można, będę miała dla pana jeszcze jedną radę. Zechce pan posłuchać?
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 7 sty 2019, o 01:13

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
16/22



Obrazek


Yasuo


Na sali zapada cisza. Zakłopotani swoim brakiem reakcji mężczyźni wstają z miejsc; blade kobiety, w tym kelnerka, nie ukrywają zgrozy i przerażenia w twarzach. Dziewczyna drży na całym ciele, nie kryje przerażenia. Najchętniej już by uciekła, gdyby nie zastraszająco silny uścisk ohydnego nieznajomego wątpliwej przyzwoitości.

- Słyszał pan?! - denerwuje się falsetem. Mężczyzna wzrusza ramionami niedbale. Wygląda na BARDZO pewnego siebie.
- Ojej, wielce obrażona i rycerzyk! Ale się boję! - szydzi tamten.

Puszcza kelnerkę, cedzi zimne "jeszcze się spotkamy", po czym opuszcza spiesznie karczmę. Jest zadowolony, chyba? Wygląda to tak, jakby wykonał jakieś ważne zadanie, załatwił coś pilnego w banku albo dokonał innego cudu, a teraz szedł dalej. Dla kogo pracuje? Kim jest? Tego już nie wiesz - przynajmniej na razie.

Kelnerka opiera się o stolik, a po chwili opada na krzesło, próbując złapać dech w piersiach i się uspokoić w jakikolwiek sposób. Kilka klientek i koleżanka ze zmiany, ruda i kształtna, wyprowadza ją z sali.
Sali, w której teraz wybucha gwar, chór głosów. Kobiety są wstrząśnięte, mężczyźni kryją się za ironicznymi uśmiechami. Wszyscy cieszą się z tego, że Yasuo Ineko-san ocalił dziewczynę przed niedarowaną, za wcześnie dokonaną śmiercią lub uszkodzeniem urody - nawet jeśli jeszcze nie komentują tego otwarcie.

Hibana

-Słucham - głos doktora jest spokojny i niewzruszony. Unosi lekko zasłonę: na łóżku leży chudy, nad podziw wysoki mężczyzna z łysiną na okrągłej głowie, odziany w tradycyjny strój. Jego niebieskie oczy są przymknięte, a ręce i kostki ma starannie zabandażowane (bardziej, by coś kryć, niż sprawiać problemy). Opuszcza tę zasłonę chwilę później, by nie dręczyć mężczyzny dłużej - bo w końcu klient nasz pan. Pacjent to pacjent.

-Czy jest pani w stanie poręczyć za tego Yasuo?-pyta ostro
-Czy jest to samuraj honorowy i godny zaufania mojego pacjenta oraz cierpliwy? Pacjent miewa, jak mówiłem, napady zaniku pamięci krótkotrwałej powstałe w wyniku urazu w młodości. Trzeba z nim naprawdę dużo cierpliwości i wytrwałości, ale pan Asakawa potrafi być wdzięczny. Na piśmie potwierdził, że w razie powodzenia zadania otrzyma pani razem z tym samurajem do podziału niebagatelną sumkę.
- Z kim rozmawiasz, doktorku? - pyta niespokojnym głosem pan Asakawa. Po jego zakłopotanej twarzy widać, że niczego nie pamięta: ani ciebie, ani twojego imienia, ani całej tej rozmowy!
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Yasuo » 7 sty 2019, o 16:59

Westchnąłem, gdy zobaczyłem, że ten koleś wychodzi. Poszło łatwiej niż się spodziewałem. Nawet z miejsca nie musiałem się ruszać, phi. Nie bał się mnie, tak? Takie odniosłem wrażenie. Chętnie bym mu jednak dokopał do dupy, gdyby nie fakt, że zwyczajnie nie chciało mi się go gonić, a robienie krwawej rzeźni w środku miasta na pewno nie działałoby na moją korzyść. Jednak... wiedziałem (byłem nauczony doświadczeniem), że tacy tak łatwo nie odpuszczają. Co będzie, jeśli mnie nie będzie i on tutaj znowu przyjdzie? Może powinienem ruszyć za nim w pościg? Może powinienem go teraz obezwładnić? Nie... chyba nie było już na to czasu, prawda? Jeszcze przez jakiś czas tutaj będę, więc może przy następnej okazji? No chyba, że jednak poszkodowana kelnerka stwierdzi, że jednak się go boi... To wtedy ruszę w pościg. Schowałem swoje wakizashi i z cholernym bólem głowy zbliżyłem się do tamten dziewczyny, zanim jeszcze została otoczona i odeskortowana przez swoje koleżanki.
- Nic Panience nie jest? - Zapytałem z wyraźną troską w głosie. Oczywiście wszystko mnie wkurwiało, ale akurat obok nieszczęścia innych osób... zwłaszcza pięknych dam... przejść obojętnie nie mogłem. Nie chciałem jej też robić dodatkowej przykrości i wygłaszać przed nią pełne nienawiści przemowy. Nie mogłem w ogóle wygłaszać takich przemów. Nienawiść nie przystoi dobrym i szlachetnym rycerzom...
- Co to był za koleś? Jest niebezpieczny? Boi się go Pani? Może wrócić? Powinienem go dogonić, obezwładnić i oddać straży?
Na spokojnie wysłuchałem jej odpowiedzi, ewentualnie odpowiedzi kogoś innego. Stałem tam tak długo, aż tej odpowiedzi nie dostałem. Trochę namolne, wiem, ale strasznie się martwiłem. Ewentualnie do czasu aż nie została otoczona przez swoje koleżanki.

Jeśli dostałem odpowiedź twierdzącą, to bez zbędnej zwłoki udałem się za nim. Oczywiście nie wiedziałem gdzie powinienem się udać, ale miałem nadzieję, że kelnerka udzieli odpowiedzi na tyle szybko, żebym jeszcze zdążył wybiec z karczmy i ciągle mieć tego psychola w zasięgu wzroku. Jeśli ciągle go widziałem, to ruszyłem w jego kierunku. Jeśli natomiast odpowiedź tamten dziewczyny trochę trwała i (lub) okazało się, że koleś "przepadł jak kamień w wodę", to jeszcze przez jakieś 10 minut biegałem dookoła karczmy i go szukałem. Jeśli natomiast nie mogłem go znaleźć po tych 10 minutach, to wróciłem do karczmy, bo co innego mogłem zrobić? Poszkodowanej pewnie tam już nie było, więc musiałem zwrócić się do kogoś innego. Od razu na myśl przyszedł mi barman, który być może już wrócił zza zaplecza (jeśli nie, to na niego czekam). Postanowiłem go poinformować o tych wydarzeniach, łącznie z opisem wyglądu tego kolesia, tak, żeby miał się na baczności. Jeden dobry uczynek... i cała złość jakoś mi przeszła. Teraz chciałem tylko pomóc. Miałem nadzieję, że osoba, której zapłaciłem 100 Ryo jednak będzie miała o mnie lepsze zdanie... Co prawda byłem samurajem i na sławie mi nie mogło zależeć, ale... i tak to było strasznie głupie uczucie, wiedzieć, że ktoś o mnie źle mówi i źle mnie postrzega. Nie lubiłem być nielubiany i obwiniany za całe zło tego świata... Ale i tak, pomoc tej dziewczynie (i być może innym też, bo kto wie do której się w przyszłości ten pajac znowu przyczepi?) była dla mnie na pierwszym miejscu. A swoje "dobre imię" to tylko cel poboczny...
Jeśli natomiast odpowiedź była przecząca (typu: "Nie trzeba", lub "Nie goń go") to tylko westchnąłem. Może nie powinienem jednak tracić czasu na takie głupie pytania? Może powinienem ruszyć w pogoń od razu, o nic nie pytając i nie tracąc cennego czasu? Dziewczyna mogła mówić prawdę i ten koleś w rzeczywistości jest niebezpieczny i nieszkodliwy i już w tej karczmie więcej się nie pojawi. Mogła też kłamać, celowo wprowadzając mnie w błąd. Może chciała mnie chronić, bo tamten w rzeczywistości był naprawdę niebezpiecznym przeciwnikiem? A może jej duma nie pozwalała na przyjęcie pomocy? A może myślała, że ją na to nie stać? W końcu nie powiedziałem, że to jest darmowa usługa i nie wezmę za tą pomoc żadnych pieniędzy? No nic... "Musztarda po obiedzie", jak to mówią. Koleś pewnie już uciekł. Porzuciłem pomysł gonienia za nim. Jednak także w tym wypadku postanowiłem poinformować barmana. Powinien wiedzieć co tutaj się stało i, że jego pracownice (lub koleżanki z pracy, jeśli nie był właścicielem tego przybytku) mogą być w niebezpieczeństwie.
Po wszystkim (bez względu na to czy zacząłem szukać kolesia, czy nie - no, chyba, że udało mi się go znaleźć), postanowiłem znaleźć panaceum na swoją chorą głowę. Podszedłem więc do jakiejś kelnerki, która była w pobliżu. Oczywiście pierwszą myślą była Panna Nanatsumi, więc jej szukałem w pierwszej kolejności. Jeśli jej nigdzie nie było, to postanowiłem zagadać do jakiejś innej.
- Przepraszam za wczoraj - powiedziałem. - Ale... myślałem, że moja towarzyszka mnie opuściła. Normalnie nie doprowadzam się do takiego stanu. Ale wczoraj musiałem po prostu zapić smutki. Czy wie Panienka gdzie jest teraz Panna Oashisu? Odeszła? A może jeszcze gdzieś tutaj przebywa? I czy dałaby Pani radę załatwić jakieś lekarstwo na ten koszmarny ból głowy?
Może zacznie mnie inaczej postrzegać, jeśli dowie się, że to wszystko co zrobiłem, to zrobiłem dlatego, że tęskniłem za swoją Królową? I może wtedy jakoś mnie poratuje jakimś lekarstwem... I przy okazji powie gdzie mogę szukać swojej towarzyszki i czy w ogóle mogę jej szukać... Bo jeśli mnie opuściła, to pewnie jest już daleko i być może nie życzy sobie, bym ją znajdował... Ale tak jakby przez mgłę pamiętałem jej głos. Czy to były moje urojenia? A może to się działo na prawdę? Musiałem to wiedzieć.
- Mowa
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF]- Mowa[/color]



"Myśli"
Kod: Zaznacz cały
[color=#00FFFF][i]"Myśli"[/i][/color]



Prowadzone Misje: Kyasupa Nagai, Tsukune, Hotaka, Fumiko

Wzór Misji:
Spoiler: pokaż
Kod: Zaznacz cały
[quote][center][i]Nick gracza[/i]
[b]Misja rangi Y
1/X
<Pora roku>, <Rok> roku[/b][/center]

[akap]Tu wstaw tekst...[/akap][/quote]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja wykonana pomyślnie![/i]
[b]X PH, Y Ryo(, dodatkowe wynagrodzenie lub informacje - opcjonalnie)![/b][/center]

Kod: Zaznacz cały
[center][i]Misja zakończona niepowodzeniem.[/i]
[b]Informacje.[/b][/center]
Avatar użytkownika

Yasuo
 
Posty: 932
Dołączył(a): 20 lip 2017, o 19:57
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Widoczny ekwipunek: ---
- Wakizashi (znajdujące się w pochwie przy pasie po lewej stronie) - imię tego miecza to Nikushi ( ニキシー ) co oznacza "Rusałkę".
- Torba #1 (przypięta do pasa, w okolicach lewego pośladka).
- Worek Mikołaja (przewieszony przez ramię, znajdujący się na plecach).
- Zbroja (ubrana) - opis w KP. Wizualizacja Zbroi: https://i.pinimg.com/564x/5c/f8/84/5cf8 ... cb17a6.jpg
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=55892#p55892
GG: 4278470
Multikonta: Brak

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 7 sty 2019, o 17:40

Sytuacja była bardzo interesująca. Praktycznie niesamodzielny bogacz i bardzo „zaradny” doktor. Czyżby sprytny konował wykorzystywał bezradnego pacjenta? Wiecznie „chory” i zamożny, oraz jego „przyjaciel” - doktor. A bo to raz świat widział takie historie? Pewnie go jeszcze podtruwał albo kręcił na boku z jego żoną. On go wykorzystywał, a on ślepo wierzył i ufał. Nic nowego na tym świecie. Ktoś bardziej honorowy mógłby się tym zainteresować. Wstawić za panem Asakawą i przepędzić lekarza. Ale po co? Skoro obiecał, że zapłaci. Hibana miała swoje przypuszczenia i wątpliwości, ale schowała je głęboko, gdzieś na dnie serca. Co ją to obchodzi? Dopóki chcą jej zapłacić...
Nie zamierzała się wtrącać, choć przypuszczenie, że „lekarz” mógł być kimś jej pokroju, było nie bez znaczenia. Gdyby miała racje, nie musiała by się bawić w podchody o bezpieczeństwie i zdrowiu rodziny. Rozmowa była na pewno dużo łatwiejsza. Może nawet dogadałaby się z lekarzem? Odnalazła nic porozumienia na płaszczyźnie „jesteśmy tacy sami”?
„Trafił swój na swego”
Pomyślała w ostatecznym rozrachunku, uśmiechając się pod nosem. Nie. Pokręciła głową. Jeszcze nic pewnego. To tylko przypuszczenia, teorie. Nie działaj bez dowodów. Nie zmieniaj narracji.
-Jestem w stanie – odpowiedziała na pytanie doktora, ignorując głos zza zasłony. - Ręczę, że się pan na nim nie zawiedzie, i że ochroni pana oraz pańską rodzinę – rozporządzała swoim honorem. Na szczęście i tak go nie miała. Przynajmniej tak sądziła. - Jest bardzo cierpliwy. Proszę się nie obawiać. To profesjonalista.
Mówiła o Yasuo rzeczy, których prawdy sama nie była pewna. Czy jest cierpliwy? Nie znała go od tej strony. Może. Chociaż. Nie warto się nad tym zastanawiać. Jak go zatrudni, to już nie zwolni. Prawda? Przynajmniej ona tego dopilnuje. Yasuo będzie cierpliwy. Oj, bardzo cierpliwy, albo ona się z nim policzy.
Właśnie w tej chwili zdała sobie sprawę, że powinna być obok i pilnować swego samuraja. To z kolei przypomniało jej, że miała też załatwić prace dla siebie. Po raz kolejny: „to pracodawcy ma zależeć na Tobie”.
-Co zaś się tyczy mojej drugiej rady – dodała pośpiesznie. - Słyszałam, że potrzebuje pan również ochrony dla żony i dzieci. Jeśli to prawda, to radziłabym zatrudnić też jakąś kobietę. Niekoniecznie silną. Ochroniarz powinien nie odstępować ich na krok. W końcu, jako pierwsi mogą paść celem ataku. Ktoś powinien być przy nich. Cały czas. Zatrudnił pan do ochrony mężczyzn, ale mężczyzna nie pójdzie z pańską żoną do jej pokoju, ani do łazienki. Stąd też moja propozycja na zatrudnienie kobiety. To nie musi być silna kunoichi. Wystarczy ktoś, kto w razie ataku wroga wezwie resztę straży.
„Ktoś, czyli ja”, ale tego już nie powiedziała. Nie pchała się. Nie naciskała. Miała nadzieje, że sami na to wpadną. Początkowo planowała znaleźć zatrudnienie tylko dla Yasuo, ale co dwie wypłaty, to nie jedna. Pieniądze dla Yasuo, pieniądze dla niej. Jeszcze się nieźle obłowią na tym „chorym” paranoiku.
Westchnęła. Szkoda, że Yasuo nie miał takiego podejścia. Pod wieloma względami nie kłamała. Naprawdę był „honorowym samurajem”, bez pojęcia o interesach. Gdyby usłyszał jej podejrzenia na temat relacji pacjenta z lekarzem, pewnie próbowałby dociekać „prawdy”. Ustalić, kto jest „dobry”, a kto „zły”, stanąć po stronie „dobra”, i tym podobne głupoty. Nie, tymi przypuszczeniami lepiej się nie dzielić.
Ostatnio edytowano 8 sty 2019, o 19:53 przez Hibana, łącznie edytowano 1 raz
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hayami Akodo » 8 sty 2019, o 01:09

MISJA RANGI D DLA YASUO I HIBANY
"Straszne skutki picia wódki"
19/22



Obrazek


Yasuo

Uratowana dziewczyna patrzy na Ciebie z wdzięcznością. Ręce i nogi jej drżą, potrzebuje chwili, by się uspokoić. Słucha uważnie Twoich pytań, przełyka ślinę. Jest dobrze. Jest dobrze. Zaufaj mu. Zaufaj. To przecież mężny, dzielny samuraj. Bohater, który stanął w twojej obronie i ochronił twój honor.

- Bardzo panu dziękuję, samurai-san - kłania się głęboko, uśmiechając się tak słodko i niewinnie, że scenarzysta filmu wołałby teraz o gorzką kawę i piłę mechaniczną, bo zrobiłoby mu się zbyt kawaii. - Jest pan bohaterem!
Niestety, nie udało Ci się znaleźć Nanatsumi; posłano ją po coś na zewnątrz i jeszcze nie wróciła. Jednak ocalona przez Ciebie dama jest skora i chętna do...pomocy. <jaszczureł> Lekarstwo na ból głowy? Mogłaby pomyśleć, tylko...
- Ach, oczywiście, samurai-sama! Już szukam! - deklaruje. Niestety, okazuje się, że ostatnia butelka zniknęła wraz z Takumim; ALE u góry jest jeszcze przecież doktor Shirogane! Dziewczyna sugeruje Ci, byś się tam spiesznie udał; doktor jest naprawdę świetnym medykiem i chętnie pomoże. Czy się boi tego nieznajomego? Jej twarz blednie tak bardzo, że chyba komentarz jest niepotrzebny. Ten zboczeniec niezwykle ją przeraził! Na bogów, to jakiś wariat chyba, tacy w Kaigan się nie zdarzają, a poza tym to...!
Wspomina też, w odpowiedzi na Twoje pytanie, że panna Oashisu - szkarłatna oaza, ostoja dumnej godności, honoru najemniczki - udała się na górę do pokoju 12 B. Miała tam...och, jej! Musi wracać do pracy!
Znika szybciej, niż zdążył zniknąć sen.
Tak, jak zniknął tamten nieznajomy, chociaż...Na zewnątrz znalazłeś ślady stóp - dużych, męskich stóp - i fragment ubrania, kolorem odpowiadający mniej więcej ubarwieniu stroju tamtego. Czy rozdarł sobie ubranie o coś przypadkiem i nie zauważył tego, czy po prostu podrzucił celowo trop? Tak czy inaczej, sądząc po śladach, które odkryłeś, nieznajomy zdołał się oddalić.
Barman kiwa głową. Przyjmuje informacje do wiadomości, dziękuje ci za nie w oszczędny sposób, po czym pospiesznie udaje się podać wódki czy tam innego alkoholu jakiemuś ziewającemu niemiłosiernie przybyszowi.

Hibana

Mężczyzna siada na łóżku nie bez wyraźnego (prawdziwego lub udawanego) bólu. Patrzy na ciebie, o nic już nie pytając, jakby badał sytuację.

- Profesjonalista - doktor zawiesza głos, z natężeniem wpatrując się w ścianę. Nie jest taki pewny co do profesjonalizmu Yasuo...Tylko dlaczego? Odpowiedź przychodzi szybko.

-Widziałem tego Yasuo jakiś czas temu w izakayi na wyspach, zdaje się, w Hanamurze, jak zaczepiał obcych ludzi, gdy jadłem tu posiłek z narzeczoną- stwierdza nieco szorstko. -Ale ze względu na pewne...okoliczności...pozwolę sobie rozważyć ten układ.
- To brzmi dobrze, doktorku. - decyduje zleceniodawca. Obaj wymieniają między sobą przyjazne uśmiechy. Czy ci się zdawało, czy zobaczyłaś bliznę...chyba na prawym ręku doktora? Taką starą, poszarpaną szramę? Och, póki płaci, wszystko jest w porządku.
-Zanim się jednak ostatecznie określę...Czy pani przyjaciel nie powinien się sam wypowiedzieć w tej sprawie? Proszę także podać cenę waszych usług. To ważne.
Ostatnio edytowano 8 sty 2019, o 20:06 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Karczma Nomisuke

Postprzez Hibana » 8 sty 2019, o 19:27

Dlaczego właśnie on?!
Ze wszystkich samurajów świata, ona musiała trafić właśnie na niego. Honor? Bushido? Wstyd! Wstydu tylko robi sobie i innym. Jak się nie upija, to ludzi zaczepia, albo kobitki podrywa. I to ma być samurai?!
Czuła bardzie wstyd, gniew, czy zażenowanie? Ciężko powiedzieć. „To niegodne mężczyzny, by kobieta musiała się za niego wstydzić”, tak mu powie gdy już załatwi sprawę zlecenia. Plany na dziś: zdobyć pracę, zjeść śniadanie, zmyć głowę Yasuo. Wszystkie do zrealizowania przed obiadem i wszystkie zamierza skrupulatnie wykonać. Co do jednego.

-Zaczepiał ludzi?! - Zawołała udając zaskoczenie. - Niebywałe! Jest pan pewien, że mówimy o tym samym człowieku? - Wątpliwości nie było. Sama nie miała żadnych. Wzniosła więc ręce ku niebu i wzruszyła ramionami, kręcąc przy tym spuszczoną głową. - Co ja mogę? Nie znałam go od tej strony. Prawdę mówiąc, w ogóle mało go znam. Zarówno on, jak i ja spędziliśmy zimę w tej karczmie. Jedliśmy przy jednym stole. Trochę tam się porozmawiało, ale nie nazwałabym go nawet „przyjacielem”. Wiem o nim tyle ile sam mi powiedział. Nie ma jedynie wątpliwości co do jego siły. Jest, jaki jest, ale nie znajdziecie lepszego samuraja do tej misji, i to mogę poświadczyć własnym honorem.
Zakończyła uderzając się w pierś.
Bardzo nakłamała? Chyba nie aż tak. Co prawda nigdy nie widziała by Yasuo walczył, ale... Ech, pozostaje mu zaufać. A, no i jeszcze go przekonać, ale będzie dużo łatwiejsze. Pieniądze, pomoc potrzebującemu, a do tego podziw jego Królowej. Nie ma możliwości, aby Yasuo odmówił.
Nie spodobały jej się uśmiechy, jakie wymienili Asakawa z doktorem. Nagle poczuła się ważna, i to ją zmartwiło. Odniosła wrażenie, że stanowi element jakiejś układanki, planu. To niezbyt dobrze, ale z drugiej strony – oni byli częścią jej planu. Chcieli ją wykorzystać, jak ona ich? Dopóki nie będzie musiała narażać życia – niech będzie. Zawsze to jakiś cień sprawiedliwości.
Jednak to uczucie nie dawało jej spokoju. Kazało zacząć się zastanawiać. Ten „bogacz”. Ten „lekarz”. Bandaże na ramionach pierwszego i blizna na dłoni drugiego. Coraz więcej pytań nasuwali jej ci dwoje. Stara, poszarpana blizna. Nasuwało jej to pewne skojarzenia, za którymi szły i domysły. Ale, nawet gdyby te przypuszczenia okazały się prawdziwe, to czy byłoby to takie złe? Zamknęła oczy wraz z wątpliwościami.
Złote oczy spojrzały na świat dokładnie trzy – odliczone – sekundy później. Wysłuchała dalszych pytań i nabrała powietrza, by na nie odpowiedzieć.
Kolejny raz odczuła wątpliwą sprawiedliwość. Doktor zapytał o cenę „waszych usług”. Nie tylko o Yasuo. Zabrzmiało to jakby zrozumiał jej intencje, gdy mówiła o wynajęciu kobiety. Nie ukrywała ich w prawdzie za specjalnie, ale to i tak było... zaskakując? Imponujące? Miała mieszane uczucia, choć utwierdziło ją to w przekonaniu, że doktorek nie jest taki głupi. W pierwszym odruchu uniosła z uznaniem głowę. Szybko jednak zmieniła pozę, by powrócić do roli.
-Ja? Och, nie chciałam niczego sugerować – powiedziała z fałszywą skromnością, kładąc dłoń na piersi. - Choć przyznaję, że jestem kunoichi i chwilowo nie mam nic innego do roboty. Co do Yasuo, to zaraz po wyjściu udam się do niego, by powiadomić go o pańskiej ofercie... Za pańską zgodą, oczywiście. Co zaś tyczy się pieniędzy – skłoniła się nisko z ręką na sercu. - Ufam, iż sam pan najlepiej wyceni naszą ciężką pracę.
Uniosła głowę nie unosząc ciała. Złote oczy zaśmiały się spod firany czerwonych włosów. Wodziła wzrokiem od lekarza do pacjenta i od pacjenta do lekarza. Uśmiechała się. Sprawiała wrażenie jakby rozumiała trwającą grę, ale nie chciała jej przerywać. Zbyt dobrze się bawiła, by krzyknąć „Sprawdzam!” i wszystko zakończyć.
Tym razem ja pierwsza.
ObrazekLokalizacja Hibany: Opuszczony dom w środku lasu
Prowadzone misje: Rika & Mujin - B;
Avatar użytkownika

Hibana
 
Posty: 516
Dołączył(a): 8 lip 2018, o 17:36
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek C
Krótki wygląd: Wysoka, czerwonowłosa, złotooka kobieta, z dużą blizną na twarzy.
Ubranie czarne z czerwonymi elementami.
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie. Torba przy pasie. Dwa miecze przy biodrach.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5993&p=92024#p92024
GG: 66265515
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kaigan

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość