Osada Portowa Funemi

Prowincja znajduje się na południu Prastarego Lasu i tak jak sąsiadujące z nią obszary regionu, porośnięta jest gęstym lasem. Kaigan zamieszkiwany jest przez Ród Aburame, który to odnalazł tutaj wspaniałe warunki do rozwoju. Prowincja graniczy z morzem jak i też z krajem kupieckim co pozwala rozwijać handel oraz żeglugę. Znacznym problem w prowincji jest sąsiedztwo na zachodniej granicy z Tajemniczym Lasem co zaowocować może tworzeniem się szajek przemytniczych. Zwłaszcza, że porośnięte tereny nadają się na idealną kryjówkę.

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Kana Yuki » 21 wrz 2016, o 19:40

Nim jasnowłosej udało się dotrzeć do portu, po zasięgnięciu wskazówek u podróżnych, było już południe. Kutry rybackie już dawno wypłynęły w morze, ale i tak miejsce tętniło życiem. Panienka Ajisai mijała kramy handlarzy, pijanych i cuchnących marynarzy, młodzieńców próbujących zatrudnić się na statkach oraz kapitanów paktujących z nimi. Wszyscy zajęci byli pracą i nawet jeśli odwracali spojrzenia w stronę uroczej dziewczyny na chwile przerywając swoje zajęcie po chwili znów do nich wracali. Jasnowłosa emanowała pewnością siebie, by odstraszyć różnego rodzaju amantów, którzy polują na biedna, bezbronne dziewczęta. Wyglądała jakby doskonale wiedziała dokąd zmierza, choć tak naprawdę nie miała pojęcia czego szuka. Miała zdobyć jakieś zajęcie, ale przecież nie będzie podchodzić do każdego błagając o pracę. Co to to nie. Ma swoją dumę. W końcu wzrok dziewczyny przykuł nietypowy mężczyzna. W przeciwieństwie do całej reszty, która pracowała w pocie czoła walcząc o pieniądze pozwalające wieść godne życie, osobnik ten leżał na głazie w nietypowej pozycji, wygrzewając się na słońcu niczym leniwy kot, którego zresztą bardzo przypominał. Jego osoba zaciekawiła znudzoną chodzeniem jasnowłosą. Owszem z początku port był czymś nowym i wreszcie się dowiedziała jak wygląda miejsce gdzie ojciec sprzedaje swoje towary - za pomocą pracowników oczywiście. Jednak po godzinie chodzenia w kółko nawet Harumi poczuła się znużona.
Panienka Ajisai pewnym siebie krokiem podeszła do głazu. Nie odstraszyła jej katana leżąca na brzuchu chłopaka. Owszem zachowywała czujność i w każdej chwili była gotowa się bronić. Lecz kto wie - może uda się jej wykorzystać białowłosego do własnych celów. Stanęła blisko krawędzi betonowej "plaży", jedną dłoń opierając na biodrze podczas gdy druga opadała swobodnie wzdłuż ciała.
- Często tu bywasz, kociaku? - zapytała kąśliwie, nawiązując do niebywałej pozy młodzieńca. Nie było sensu udawać słodkiej, wyrafinowanej panienki w miejscu takim jak to. Pomimo złośliwości na buzi jasnowłosej gościł przyjazny uśmiech. Od dłuższego czasu tkwiła w odseparowanym od świata domostwie, toteż perspektywa rozmowy z nietypowym jegomościem wydawała się jej dość interesująca.
Kana Yuki
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 21 wrz 2016, o 23:26

    Nibui leżał sobie spokojnie i podziwiał wodę, a krew powoli napływała mu już do głowy. Nie było się jednak czego obawiać, bo samurajowi nie groziły żadne komplikacje. W swojej łepetynie miał pełno pustego miejsca, które mogło zostać wypełnione, więc można nawet powiedzieć, że ewolucja go przed tym chroniła. Ale wracając do meritum... Pogoda była naprawdę dobra na takie leniuchowanie i kiedy Kaizaki myślał już, że dzisiejszy dzień upłynie mu w ciszy i spokoju, to los najwyraźniej postanowił podrzucić mu kogoś, do zmącenia cichego popołudnia. Białowłosa głowa obróciła się w momencie, kiedy do uszu mężczyzny dotarło pytanie. Wcześniej samuraj nie zauważył nikogo w pobliżu, więc przypuszczał, że ten dziewczęcy głosik mówił do niego.
    - Nya? - wyrwało się z jego ust, kiedy zmierzył wzrokiem nieznajomą. Od razu zauważył, że na pewno nie jest z jego stron. Ten wyzywający ubiór odkrywał zbyt wiele. Gdyby Harumi pojawiła się w czymś takim na Teiz, to z pewnością byłaby od razu wytykana palcami. Kaizaki to za to inna sprawa. Jego palce nie drgnęły nawet o milimetr, bowiem przez ponad rok przyzwyczaił się już do rozpustnych ubrań tutejszych kobiet. Teraz jednak Nibuiowi z niczym się nie spieszyło. Najpierw wyprostował się i usiadł po turecku, aby następnie odwrócić się w stronę dziewczyny. Powolne przeciągnięcie, mruknięcie pod nosem (oczywiście z zadowolenia, bo leniuchowanie było dobre), a następnie położenie katany na kolanach. Zanim odpowiedział Harumi, musiał się jeszcze podrapać przez chwilę po głowie i dopiero wtedy rozejrzał się leniwie dookoła.
    - Kociaku? Przepraszam, ale chyba nie widziałem tutaj żadnego kota. Jeśli opiszesz mi jak wyglądał, to możemy go razem poszukać. I tak od kilku tygodni nie robiłem nic produktywnego, więc mogę się tym zająć. - odpowiedział, całkowicie nie rozumiejąc intencji Harumi. Zresztą skąd miał wiedzieć o co chodzi? U niego na wyspie kobiety nigdy nie były tak bezpośrednie. Znaczy... Tak mu się wydawało, bo przecież nie wiedział tego z własnego doświadczenia, które w gruncie rzeczy było zerowe. Kiedyś je jednak pewnie nabierze i być może wtedy będzie już rozumiał sens tego pytania.
    - Swoją drogą kociaka będzie tutaj ciężko znaleźć. Tyle ryb dookoła, że pewnie siedzi w jakiejś beczce, albo nawet zabrał się z rybakami na jakiś kuter. - dodał jeszcze, wzruszając ramionami z bezradności. Jak w takim dużym porcie, gdzie jest pełno kocich smakołyków, znaleźć jakąś zgubę? To praktycznie niewykonalne, ale jeśli dama sobie tego zażyczy, to białowłosy stanie na głowie, żeby jej pomóc. W końcu jest samurajem, więc pomoc białogłowej w opresji jest jego zadaniem.
    - Ja za to nazywam się Nibui. - przedstawił się jeszcze, bo jeśli mają przez najbliższe chwile szukać jakiegoś kota, to dobrze byłoby, żeby chociaż wiedzieli jak się do siebie zwracać. Przecież Kaizaki nie będzie do niej mówił "krótka spódniczko".
Nibui
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Kana Yuki » 23 wrz 2016, o 10:27

Trzeba było przyznać, że dziewczyna trafiła na naprawdę uroczego osobnika. Nie dość że leżał w kociej pozycji to jeszcze tak samo odpowiedział. Jego całe zachowanie przypominało leniwego, słodkiego czworonoga. Gdy usiadł do niej przodem, mogła przyjrzeć mu się z bliska. Ostre rysy twarzy, nietypowe oczy i mocno zarysowane mięśnie. Nie wspominając już o katanie, młodzieniec z pewnością był jakiegoś rodzaju wojownikiem. Na szczęście był zbyt leniwy by chcieć zrobić jasnowłosej krzywdę, toteż na razie nie musiała się obawiać. Jego odpowiedź wprowadziła na twarzyczkę Harumi lekką konsternację. Wpierw nie miała pojęcia o czym mówi. Gdy wsłuchała się bardziej w monolog białowłosego, dotarło do niej że doszło do lekkiego nieporozumienia. Zasłoniła dłonią usta, próbując powstrzymać się przed wybuchem śmiechu, ale pomimo tego zaczęła cicho rechotać. Być może to dlatego że od dłuższego czasu nie miała kontaktu z ludźmi a może po prostu młodzieniec był zabawny. Gdy opanowała wreszcie śmiech i otarła łezkę w oku, zwróciła się do rozmówcy:
- Nie ma takiej potrzeby. Wydaje mi się, że już znalazłam odpowiedniego kotka. - wciąż była rozbawiona naiwnością słodziaka. Gdy przedstawił się dziewczynie, zawahała się przez chwilę. W takich sytuacjach najlepiej podać zmyślone imię, ot dla bezpieczeństwa. Może to przez słodkość osobnika, ale jasnowłosa postanowiła zaufać mu i nawet pójść krok dalej. Uśmiechnęła się i lekko ukłoniła.
- Harumi. Miło mi poznać. - odpowiedziała chłopakowi łagodnym tonem, nieco różniącym się od wcześniejszego rozbawionego czy też kąśliwego. Zabawa zabawą, ale nienaganne maniery były czymś co miała we krwi, pomimo iż jej ubiór zaprzeczał temu z całej siły. Wracając jednakże do rozmowy.
- Wspominałeś, że nie robiłeś coś od tygodni. Sądząc po Twoim ubiorze.. Ty także poszukujesz jakiegoś zlecenia? - uśmiechnęła się przyjaźnie. W przeciwieństwie do młodzieńca nie było po niej od razu widać, iż jest kunoichi. Bronie miała pochowane, a katany nie nosiła od czasu jej złamania. Tak więc oprócz ubioru przypominała raczej normalną dziewczynę. Byli w porcie toteż słowo "zlecenie" mogło oznaczać nie tylko misje, ale również prace na łodzi. Miała nadzieję, że pomimo swojej słodkiej naiwności chłopak zrozumie co miała na myśli.
Kana Yuki
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 23 wrz 2016, o 22:07

    Uroczy? Gdyby tylko to usłyszał, ah! Pierwszy raz w życiu ktoś tak go nazwał i to dlatego, że się lenił. Jak był młody to za lenistwo zawsze mu się obrywało. Do tej pory na widok drewnianego miecza po jego kręgosłupie przechodzą nieprzyjemne ciarki, które przypominają mu o tym, jak jego ojciec motywował go do pracy. Zresztą jedna taka sesja wystarczyła na kolejne dwa tygodnie, bo akurat leżeć na plecach to Kaizaki lubił, a z sińcami długości ręki było to raz - dość niewygodne, a dwa - naprawdę bolesne. Białowłosy jednak nigdy nie narzekał na taki sposób wychowania. Dzięki niemu mógł teraz podróżować po świecie bez większych obaw o własne zdrowie oraz życie. Nic go jednak nie przygotowało na publiczne wyśmianie. Całe szczęście, że z tym potrafił sobie jakoś poradzić sam. Sęk jednak w tym, że akurat teraz nie miał zielonego pojęcia dlaczego nieznajoma się z niego śmiała. I to nie jeszcze jakoś cicho czy pod nosem, a całkowicie otwarcie! Samuraj spojrzał się na nią wyraźnie zagubiony, przekręcił powoli głowę na lewą stronę, a następnie przyłożył palec wskazujący prawej ręki do wargi. Małe trybiki w jego głowie zaczęły pracować chcąc rozgryźć, co się właśnie stało, ale nijak nie mogły znaleźć rozwiązania.
    - A-ale... Przecież tu żadnego nie ma. - mętlik w jego głowie powiększał się z każdym słowem dziewczyny. Kim ona była? Shinobi? Użyła na nim genjutsu? A może jakimś rodzajem tych oni, o których tak często słyszał od prostych wieśniaków? Pewnie rzuca na niego urok, ale nie z nim te numery! Jego serce nie drgnęło nawet o milimetr, więc na razie czuł się całkowicie bezpieczny.
    - Mi też miło panienkę poznać. - odpowiedział z szerokim uśmiechem i pochylił lekko głowę w geście szacunku. Jego też nauczono manier, a w szczególności do kobiet i choć wiele osób mogło go uznać za staromodnego, jemu jakoś podobała się ta cała kurtuazja, która towarzyszyła rozmowom z nieznajomymi.
    - Po moim ubiorze? - zapytał zdziwiony i zaczął przyglądać się swojej dzianinie. Nie wiedział o co chodziło. Czyżby wyglądał przez to jak najemnik? A może jak jakiś obwieś. Cóż... Nigdy nie liczył na to, że ludzie spoza samurajskiego kontynentu zrozumieją ich tradycyjny strój, ale nie spodziewał się też, że będą go odbierali w zły sposób - Ale jeśli chodzi o zlecenia to nieszczególnie. Pieniędzy nie potrzebuję, bo jeszcze zostało mi po wojnie. Za to jeśli ktoś potrzebowałby pomocy, to inna sprawa. To miasteczko jest jednak tak ciche i spokojne, że wątpię, aby ktokolwiek miał tu jakieś problemy. - wyjaśnił uprzejmie i po raz kolejny się przeciągnął. Nie miał nic przeciwko pieniądzom, ale nigdy nie lubił ich mieć przy sobie więcej, aniżeli na daną chwilę potrzebował. Nie musiał być bogaty, nie musiał posiadać wszystkiego, czego pragnął. Wystarczy, żeby miał pieniądze na jedzenie. A pomaganie... Po prostu czuł się lepiej, jeżeli wiedział, że komuś umilił dzień.
Nibui
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 25 wrz 2016, o 14:14

Obietnice bez pokrycia
1/45


Ciężko było się przebić przez wszędobylski tłok.
Ten jesienny dzień, który obecnie trwał w Funemi, zdawał się ściągnąć wszelką swołocz z wszystkich sektorów miasta i okolicznych wsi, a gdyby tego było mało - w samym porcie obecnie stało zacumowane kilkanaście okrętów różnych rozmiarów, z czego trzy przygotowywały się do wypłynięcia. A jak można się tego domyślić, tego typu precedensom towarzyszył huk, przemarsze, targanie towarów do i z ładowni, okrzyki, soczyste, marynarskie wulgaryzmy, szantowe przyśpiewki i zapach solonych ryb, które były najczęstszą żywnością u żeglarzy. Prawdopodobnie wypływający chcieli dotrzeć do swoich rodzinnych osad, zanim zima uniemożliwi bezpieczną żeglugę. Mądre posunięcie, tak nawiasem.
Wśród tłumów ludzi można było zobaczyć wszelką "śmietankę" mieszkańców osady Funemi. Zaczynając od bogatszych mieszczan (którzy jednak dla bezpieczeństwa kręcili się razem z ochroniarzami), przez najzwyklejszych w świecie rybaków i mieszkańców, rzemieślników i strażników, na biedocie, żebrakach i kieszonkowcach kończąc. Raz na jakiś czas dało się usłyszeć okrzyki typu "łapcie złodzieja", "skurwiel ukradł mi łososia", "jestem niewinny, zostaw moje ręce, popaprańcu" i inne, również krótkie a wyrażające więcej niż tysiąc słów.
Pośród tego wszystkiego znajdował się pewien mężczyzna. Z wyglądu w ogóle się nie wyróżniał w tłumie - ot, na oko facet w okolicy czterdziestki, z bystrymi, ciemnymi oczami, hakowatym nosem i kwadratową szczęką, która w jakiś sposób nie bardzo się łączyła z jego dość smukłą budową ciała. Był łysy, lecz wyhodował na twarzy długie wąsy, kojarzące się z mistrzami sztuk walki, które choć trochę nadawały mu powagi. Nosił strój troszkę lepszy niż standardowe, wiejskie ubrania, lecz wciąż nie było to nic wyszukanego - większość bogatszych mieszkańców Funemi przypuszczalnie taki kostium by wyśmiała, ale na obecne warunki i tak było nieźle. Wąska hakama, sandały, keikogi i tanie, bawełniane haori oznaczały, że aż tak biedny to on nie był.
Wyhaczył spojrzeniem stojącą nieopodal dziewczynę o jasnorudych włosach, rozmawiającą z białowłosym mężczyzną z kataną przy pasie. Samuraj, zwykły wojownik, a może shinobi? I tak wyglądało na to, że to właśnie tej dziewczyny poszukiwał. Przeciskając się przez tłum, podszedł do dwójki i zwrócił się do Harumi.
-To o Tobie mówiła pani Sabuya, prawda? Prosiła mnie, bym szukał młodej dziewczyny o opalonej cerze i jasnych włosach...
Mówiąc, nie zauważył że za jego plecami skradał się jakiś chudy, szczurkowaty mężczyzna, słuchający jego słów. Gdy usłyszał nazwisko Sabuya, sięgnął po sztylet (co zauważyła wcześniej rozmawiająca dwójka), zmierzając w jego kierunku...
Ostatnio edytowano 28 wrz 2016, o 20:26 przez Natsume, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Natsume
Pisarz Lata
 
Posty: 1686
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Kana Yuki » 28 wrz 2016, o 19:26

Białowłosy w dalszym ciągu zachowywał się słodko i niewinnie i choć mogła być to jedynie gra pozorów, na twarzyczce panienki Ajisai gościł uśmieszek rozbawienia. Na co komu misje skoro można przeprowadzać miłe pogawędki i poznawać interesujących ludzi? Na twarzyczce Harumi pojawił się lekki grymas niezadowolenia, będący reakcją na słowo "wojna". Jednocześnie przypomniała sobie dlaczego właściwie zjawiła się w takim miejscu. Nie mogła marnować czasu na zabawę. Właśnie miała odpowiedzieć chłopakowi i pożegnać się z nim, by kontynuować poszukiwania, gdy przerwał im pewien egzotyczny mężczyzna. Różowe oczęta uważnie zlustrowały osobnika. Choć jego osoba nie dorównywała do pięt ojcu dziewczynie, jego ubiór świadczył o posiadaniu jakiegoś majątku - a więc także możliwości zlecenia jej pracy. Słysząc nazwisko babci uśmiechnęła się szerzej. Ta sprytna staruszka okłamała ją, mówiąc że sama ma sobie znaleźć robotę, a tymczasem wysłała ją po prostu na miejsce spotkania z znajomym zleceniodawcą. Cóż, obecnie było to dziewczynie nawet na rękę. Opalona cera? Jej skóra była bielutka i piękniutka! Choć może po ostatnich treningach trochę spiekła się na słoneczku.. Spojrzenie dziewczyny przyciągną zbliżający się mężczyzna. Sztylet w jego dłoni nie świadczył o niczym dobrym. Nie wiedziała kto miał zostać ofiarą ostrza, ale wolała się o tym nie przekonywać.
Oczywiście najlepszym pomysłem byłoby złapanie zamachowca żywego, żeby móc wyciągnąć z niego informacje. Z drugiej strony Harumi nie posiadała wystarczających umiejętności. Na swoją śmierć ani zleceniodawcy nie mogła pozwolić. Prawą dłonią sięgnęła do wnętrza płaszcza, by chwycić rączkę kunai'a, a następnie drugą złapała za rękę mężczyzny i przyciągnęła go do siebie, jednocześnie schodząc mu z drogi w bok. Chwilę później stanęła przed nim i wyciągnęła nóż na światło dzienne, przybierając pozycję obronną. Obcy osobnik wyglądał raczej na skrytobójcę, toteż miała nadzieję, że ucieknie na widok dziewczyny z kunai i młodzieńca z kataną. Jeśli jednak pomimo to postanowi zaatakować, jasnowłosa była gotowa w każdej chwili na użycie techniki obronnej.
Kana Yuki
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 28 wrz 2016, o 21:03

    Najwyraźniej nie dane im było zbyt długo rozmawiać. W sumie to nic dziwnego, że w tak ruchomym porcie zamieszkanym przez wielkie masy ludzi ktoś akurat do nich podejdzie. Część z nich była po prostu szalona, druga część nie miała oporów, a teraz przed nimi stanęła trzecia część - osoby, które wydają się znajome i mają do nich sprawę. Samuraj podniósł lewą brew do góry i spojrzał na mężczyznę, uważnie badając go wzrokiem. Nie wydawał się szczególnie groźny, chyba nawet nie był żadnym shinobi. W każdym razie Kaizaki nie musiał się przy nim trzymać szczególnie na baczności. Jednakże czujne oko Nibuia dostrzegło jeszcze coś innego. Drugi jegomość, który nie wydawał się zbyt przyjazny, a już na pewno nie chciał się tylko dołączyć do rozmowy jak na kulturalnego człowieka przystało. Wskazywał na to nie tylko nóż, który trzymał w swoich dłoniach, ale także jego postura. Zgarbiony, szczurkowaty, próbujący schować się przed wszystkimi oczyma świata. Taki mężczyzna nigdy nie sprosta wymaganiom, którzy inni w nim pokładają. Jeśli ktoś nie potrafi uwierzyć w siebie, to tym bardziej nie będzie potrafił wykonać zadania, którego powierzył mu ktoś inny. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Nibui mógł nie znać jego motywów, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co próbuje zrobić, a na to akurat pozwolić nie mógł. Nikt nie będzie bez żadnego powodu pozbawiał innego człowieka życia, kiedy samuraj siedzi niedaleko. Białowłosy wcale nie czekał na reakcje nieznajomego, ani tym bardziej na ruch ze strony Harumi. Tutaj nie było czasu do stracenia, a każda sekunda mogła przeważyć o końcowym wyniku.
    Bez słowa Nibui wstał i odbił się nogą od kamienia, aby wyskoczyć przynajmniej na wysokość mężczyzny odnoszącego się do Harumi. Dopiero z tej pozycji mógł przystąpić do dalszych działań. Co wprawniejszy obserwator mógł zauważyć, że już podczas samego wyskoku obydwie ręce samuraja spoczywały już na katanie. Jeden na sayi, a drugi na rękojeści. To było przygotowanie do techniki, której ostatnio nauczył się białowłosy, a która wydawała się wręcz idealna w tej chwili - była szybka, skuteczna, a co najważniejsze, dość zaskakująca. Iaido, bo tak się nazywała, pozwalała na szybkie dobycie miecza i uderzenie niczego niespodziewającego się przeciwnika zanim ten w ogóle podejmie jakieś działanie. Tak też zrobił Nibui. Przestąpił z nogi na nogę, a następnie wybił się z miejsca z zamiarem zaatakowania szczurkowatego jegomościa. Nie zamierzał go jednak zabić i dlatego też nie celował w niego ostrzem katany. Zamiast tego planował uderzyć przeciwnika górą rękojeści w jego dłoń albo brzuch po to, aby go unieszkodliwić. Jeśli trafi w rękę, to na pewno wytrąci mu nóż, a może nawet złamie nadgarstek. W przypadku trafienia w brzuch całkiem możliwe, że zwyczajnie pozbawi go tchu i wyjdzie na to samo. Uniemożliwi ucieczkę, a przy odrobinie szczęścia będzie punktem wyjściowym dla poznania motywów agresora.

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: -
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI: Battodo (szkoła Kame)
UMIEJĘTNOŚCI:

Nabyta -

PAKT: -
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 23
WYTRZYMAŁOŚĆ 38 | 42
SZYBKOŚĆ 79 | 91
PERCEPCJA 36 | 41
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

KONTROLA CHAKRY E
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 100%
MNOŻNIKI: 15% szybkość, 15% percepcja - Battodo, 10% wytrzymałość - szkoła Kame
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

TAIJUTSU - D
BUKIJUTSU
KENJUTSU - D
SHURIKENJUTSU
KUSARIJUTSU
KIJUTSU

JUTSU:

Kenjutsu:
Ranga D: Yōdō, Fūma Ninken, Iaidō
Taijutsu:
Ranga D: Aian Kurōī, Dainamikku Entorī, Dainamikku Akushyon
Nibui
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 30 wrz 2016, o 00:08

Obietnice bez pokrycia
4/45


Zamachowiec nie był profesjonalistą, chociaż możliwe, że chciał za takowego uchodzić. Widząc, jak dziewczyna sięga po kunai, nie przestraszył się, a tylko przyspieszył jeszcze bardziej, zamierzając jak najszybciej zaatakować i pozbawić kogoś życia. I przypuszczalnie tym kimś miał być mężczyzna, który przyszedł do dwójki w poszukiwaniu osób chętnych na przyjęcie zlecenia. Zleceniodawca,widząc zdecydowaną, defensywną postawę którą przyjęła Harumi, odwrócił się gwałtownie, by zobaczyć o co tu chodzi. Nożownik był już blisko, w pełnym biegu, ze sztyletem nad głową...
Nie spodziewał się jednak dużej szybkości Nibuia. Zanim zdołał się połapać, kto zacz, samuraj wyrósł przed nim i uderzył go prostym ruchem głowicą miecza w splot słoneczny. Mężczyzną targnął gwałtowny skurcz, nóż upadł na podłogę. Sam szczurowaty również po chwili do niego dołączył.
Zleceniodawca spojrzał na dwójkę i kiwnął głową.
-Dziękuję wam. Te skurwysyny już od kilku dni próbują mnie dopaść...
Podszedł do leżącego i stanął na jego karku. Zamachowiec jęknął.
-Kto wam zlecił zamach? Czemu chcecie mnie zabić?
Ten jednak, zamiast odpowiedzieć, wyciągnął spod siebie nóż, wciąż dysząc ciężko. Ułamek sekundy później ostrze utknęło w jego własnej krtani.
-Umieram... za... mój... lud... - wycharczał, wchodząc w konwulsje. Umarł zaskakująco szybko. Możliwe, że ostrze było zatrute. Zleceniodawca zaklął szpetnie. Wyciągnął zza koszuli zamachowca jakiś wisiorek, wyglądający na wyrzeźbiony z kawałka kości, co tylko pogłębiło grymas gniewu na jego twarzy.
-Skurwysyny. - Podniósł się do pozycji stojącej i spojrzał na dwójkę wojowników. - Jak widzicie, nie mogę sobie pozwolić na zbyt dużo czasu... Nazywam się Oda, jestem przedstawicielem straży miejskiej, i zajmujemy się sprawą... no, tych tutaj. Mamy zlecenie dość... delikatnej materii, tak delikatnej, że potrzebujemy do tego pomocy shinobi... albo inaczej, bardziej wszechstronnych jednostek - powiedział, lekko skłaniając głowę przed Nibuiem. Domyślił się, że ten jest samurajem, a że niektórzy z nich nie znoszą porównywania do shinobi, wolał obrać bezpieczniejszą ścieżkę. - Pani Sabuya stwierdziła, że jej wnuczka może być pomocna.
Avatar użytkownika

Natsume
Pisarz Lata
 
Posty: 1686
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 1 paź 2016, o 01:35

    Nibui nie chciał przelewać po raz kolejny krwi. Wystarczy, że upuścił jej już dość dużo podczas walki z Uchihami. Właśnie dlatego zastosował ruch, który miał tylko obezwładnić przeciwnika i który na całe szczęście się powiódł. Szybkie spotkanie z mieczem sprawiło, że szczurowaty mężczyzna padł u stóp samuraja. Kaizaki spojrzał na niedoszłego zamachowca i westchnął pod nosem, chowając do sayi swoją katanę i odstawiając ją na swoje miejsce. Nie musiał nic więcej mówić, bo skoro niebezpieczeństwo było zażegnane, to nieznajomy mężczyzna z pewnością zajmie się jegomościem na ziemi. Nie rozluźnił się jednak całkowicie, bowiem nie wiedział czy w pobliżu nie ma jakichś współzamachowców. Czy ktoś naprawdę wysłałby samotnego, słabego człowieka z nadzieją na to, że kogokolwiek zabija? Opinia samuraja zmieniła się jednak w momencie, gdy zamachowiec wykonał kolejny ruch. Odebranie sobie życia nie jest czymś, co potrafi zrobić każdy. Wbrew pozorom potrzeba do tego niesamowitej siły woli albo całkowitego zrezygnowania. W tym przypadku nie było pewne, która z przyczyn stała się motorem napędowym, ale za to jasnym było, że Kaizaki nie zdążył zareagować. A mógł temu zapobiec. Być może udałoby się z niego cokolwiek wyciągnąć? Być może nawet by przeżył, a tak na ziemi leżały kolejne zwłoki.
    - Zanim na cokolwiek się zgodzę muszę wiedzieć co takiego uczynili Ci ludzie albo co Wy uczyniliście im. Sprawa musi być poważna skoro posuwają się do odebrania cudzego i własnego życia. Oda-san, pieniądze to nie wszystko. Jeśli słuszność będzie stała po Waszej stronie, to możecie być pewni, że użyczę Wam mojego ostrza. - zwrócił się do mężczyzny całkowicie poważnie, a na jego twarzy nie było widać już tej beztroski, która przebijała się na światło dzienne kiedy ten spokojnie odpoczywał sobie na kamieniu. W grę w końcu wchodziły problemy ludzkości, a obok takowych Kaizaki nigdy nie mógł przejść obojętnie. Teraz nie wiedział jednak kto tutaj tak naprawdę jest ofiarą. Czy ten popapraniec, który leży na ziemi czy też strażnik miejski? Pierwszy mógł być zwykłym wariatem, za to drugi mógł wraz z resztą jednostki nadużywać władzy. To wcale nie jest tak rzadkie, jakby się mogło wydawać. Białowłosy widział już zbyt wiele, żeby nie mieć żadnych podejrzeń.
    - Harumi... Sabuya? Odniosłem wrażenie, że to zwykła dziewczyna. Bez obrazy, panienko. - dorzucił, jeszcze raz uważniej przyglądając się nieznajomej. Naprawdę nigdy nie mógł rozszyfrować tutejszych ludzi. Nawet stara babka mogła okazać się nagle kunoichi albo jakąś inną chodzącą bronią. U samurajów panuje chociaż jakaś hierarchia, która uwidacznia się nie tylko w ubiorze, ale również i w mowie, a tutaj? Tutaj jest taka samowolka, że biedny Kaizaki zbyt często się gubi.
Nibui
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Kana Yuki » 1 paź 2016, o 11:32

Jasnowłosa odważnie zasłoniła mężczyznę swoim ciałem i choć jej plan wystraszenia przeciwnika nie zadziałał, to nie okazywała po sobie strachu. Widząc że zamachowiec przyspieszył, poczuła jak jej słodkie serduszko zaczęło bić szybciej. Nie miała jednakże zamiaru uciekać. Zaparła się mocniej podłoża, zacisnęła uścisk na rączce od kunai'a i czekała na odpowiedni moment by odeprzeć atak osobnika. Następne wydarzenia przebiegły szybko. Chwile później zamachowiec leżał na ziemi i to nie za sprawą naszej słodkiej kunoichi. Jasnowłosa dopiero teraz poczuła jak wszystkie mięśnie jej ciałka były spięte. Rozluźniła się nieco i z lekkim zrezygnowaniem schowała nóż z powrotem do płaszcza. Z ulgą przyjęła fakt, że to nie ona była celem zamachu. W milczeniu obserwowała dalszy przebieg wydarzeń. Miała sporo pytań, ale wpierw należało zająć się przepytywaniem podejrzanego osobnika, do czego natychmiastowo zabrał się zleceniodawca. Niestety osobnik nie był skory do rozmowy i posunął się do śmiałego gestu. Jasnowłosa lekko zbladła i odwróciła wzrok. Może i starała się być ninja, ale jak na razie takie widoki nie były dla niej najprzyjemniejsze. Popełnienie samobójstwa, śmierć dla sprawy... takie rzeczy były obce dla dziewczyny i nie rozumiała jak można się tak poświęcać dla ogółu. Uważała, że to co zrobił mężczyzna było głupotą, ale nie współczuła mu. Zapewne od początku wiedział na co się pisze. Musiała się przemóc i spojrzała w stronę rozmówcy, starając się spojrzeniem unikać truposza. Uśmiechnęła się przyjaźnie. Białowłosy chciał znać więcej szczegółów, zastanawiał się nad przyjęciem zlecenia i rozważał racje obydwu stron. Panienka Ajisai nie miała takich myśli. Nie obchodziło jej to za szczególnie. Musiała podjąć się zadania skoro chciała dalej kształcić się u babki. Ukłoniła się delikatnie.
- Nazywam się Harumi. Z chęcią pomogę.- oświadczyła uprzejmie, po czym dodała zerkając kątem oka na białowłosego. - Choć i ja chciałabym poznać szczegóły mojego zadania. Czego dokładniej ode mnie oczekujesz, Oda-san?
Panienka Ajisai nie pałała zbytnim entuzjazmem i najchętniej wróciłaby z powrotem na trening. Misje nie kojarzyły się dziewczynie zbyt dobrze po tym gdy na takowej zginęła jej matka, ale miała nadzieję że ta nie będzie ryzykowna dla życia. Szczurowaty mężczyzna nie wyglądał na niebezpiecznego. Komentarz białowłosego jej nie zdziwił. Przez większość swojego życia była raczej zwykła dziewczyną aniżeli prawdziwym ninja. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Nic nie szkodzi. Sabuya nie jest moim nazwiskiem, ale jestem kunoichi. - odpowiedziała przyjacielsko. Następnie całą swoją uwagę ponownie skierowała ku zleceniodawcy. Zdążyła polubić towarzystwo białowłosego, ale obecnie miała ważniejsze rzeczy na głowie. W głębi duszy miała nadzieję, że ten zgodzi się dołączyć do zadania. Po demonstracji umiejętności, chłopak wydawał się jej dość pomocnym sojusznikiem.
Ostatnio edytowano 4 paź 2016, o 08:53 przez Kana Yuki, łącznie edytowano 1 raz
Kana Yuki
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 1 paź 2016, o 18:06

Obietnice bez pokrycia
7/45


Mężczyzna, słysząc potwierdzenie ze strony Harumi oraz wątpliwości Nibuia, lekko pokiwał głową i znów się rozejrzał. Wiedział, że żaden szanujący się shinobi (lub samuraj) nie przyjmie zadania dopóki nie dowie się szczegółów, i był na to jak najbardziej przygotowany. Zauważyliście jednak, że samobójstwo zamachowca wywołało swego rodzaju poruszenie wśród stojących wokół ludzi, i zaczęli się gromadzić gapie. Po krótkiej chwili dołączyła do nich również grupa strażników miejskich, lecz każdy z nich zachowywał bezpieczny odstęp i zaczynał rozganiać tałatajstwo (w celu zostawienia miejsca dla straży), gdy tylko zauważył że na miejscu jest już Oda.
-Wiecie co... chodźcie za mną, niedaleko jest tawerna, będzie trochę więcej spokoju. Tam wam wszystko wyjaśnię - powiedział, po czym pokazał wam gestem, byście ruszyli za nim. Drugim gestem wskazał na strażników i na zwłoki, tak jakby wydał polecenie "pozbyć się tego".
Niecałą minutę później byliście już w jednej z tawern miasta Funemi. Na szczęście, jako że ta tutaj była trochę oddalona od portu i stała niedaleko placu świątynnego, było tu dość pusto. Najwidoczniej tutaj odżywało dopiero wieczorami. Oda usiadł przy jednym ze stołów przy ścianie, pokazując wam byście zrobili to samo.
-No dobra, od czego by tu zacząć... Może przedstawię się w pełni. Shirosate Oda, kapitan pododdziału straży miejskiej zajmującego się przemytem i handlem czarnorynkowym - powiedział, po czym kiwnął głową w powitalnym geście. - Ostatnimi czasy borykamy się z dość niebezpiecznym procederem, jakim jest... przemycanie ludzi. Tak, ludzi. I to nie byle jaki pan Yamada, jak to mówią, z czymś takim już się spotykaliśmy dużo wcześniej, i nie potrzebowalibyśmy do tego pomocy.
Nachylił się w waszą stronę.
-Ktoś przemyca do nas ludzi zza Muru. Wysyłają okręty, omijając Mur, lub przerzucają ich przez Sogen, po czym zgarniają ich na granicy i wypuszczają albo w Funemi, albo w innych częściach Kaigan. A ci powoli gromadzą siły i starają się nam utrudnić życie tak mocno, jak to tylko możliwe. Atakują wozy towarowe, niszczą pola, zabijają farmerów i spalają garnizony. Podejrzewamy, że chcą w jakiś sposób zrobić sobie przyczółek, by ominąć Mur i próbować znów wrócić na kontynent.
Ponownie się wyprostował, i pokazał dłonią żeby karczmarz przyniósł mu naczynie z jakimś napitkiem. Gdy to życzenie zostało spełnione, wziął spory łyk i kontynuował opowieść.
-Transporty tych ludzi są nadzorowane przez jedną osobę, to udało nam się wyciągnąć z tych, których schwytaliśmy. Niestety, gdy zamurowcy zauważyli, że wiemy o ich istnieniu, jakoś wyniuchali że to ja się tym zajmuję i od jakiegoś czasu cały czas próbują mnie zabić, bym nie przeszkodził im w kolejnych transportach. Do zamknięcia procederu i możliwości wytępienia tych szkodników, musimy tylko się dowiedzieć KTO za tym stoi. A jedyna osoba, która może mieć na ten temat jakieś dossier, to sekretarz miejski. Grunt w tym, że zawsze nabiera wody w usta, gdy tylko zapytamy...
Kolejny łyk.
-I w tym miejscu wchodzicie wy. Niedługo sekretarz organizuje dużą imprezę, na którą zaprasza dużą ilość oficjeli z różnych prowincji. Możemy wam załatwić wejściówki, a wtedy wy zinfiltrujecie jego siedzibę i znajdziecie dossier, w którym będą potrzebne informacje. Strażników zna i nas nie wpuści, ale wy... to zupełnie inna sprawa. Jak to zrobicie, zależy tylko od was - nam chodzi tylko o informacje, i o to by załatwić to w miarę po cichu.
Dość dużo opowiadania, sporo zagwozdek, niezwykłe polecenie. Tylko czy zostanie ono przyjęte?
Avatar użytkownika

Natsume
Pisarz Lata
 
Posty: 1686
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 2 paź 2016, o 01:38

    Ach, tak. Samuraj zupełnie przeoczył fakt, że widok trupa może na kogoś działać w taki, a nie inny sposób. W nim samym przeważnie nie budził już żadnych emocji. Mówią, że podobno człowiek potrafi dostosować się do każdych warunków i chyba było to prawdą. Nibui doskonale pamięta moment, w którym po raz pierwszy zobaczył martwego człowieka. Wywołało to w nim mały szok, który później musiał zostać wybity z jego ciała siłą. Pocieszny ojczulek nie dawał mu wtedy żadnych forów i bił go nawet wtedy, kiedy bokken wyleciał już dawno z jego rąk. Wszystko dlatego, że w momencie, w którym wojownik będzie bał zamachnąć się własnym mieczem, jego ścieżka się urywa. Nie da się wojować, kiedy człowiek drży, że strachu na samą myśl o tym, że może komukolwiek wyrządzić krzywdę. Swoją drogą ciekawe czy ktoś taki właśnie znajdował się w tłumie. Kaizaki aż spojrzał po twarzach zgromadzonych dookoła nich, żeby wyczytać z nich jakieś emocje. Zaciekawienie, niepewność, strach, a może nawet i radość? Co takiego pokazywały tłumy gapiów zgromadzonych dookoła?
    - Nie brzmi to tak źle, Oda-san. - odpowiedział tylko na propozycję mężczyzny, czując się trochę nieswojo pośrodku całego zamętu. Nie to, żeby ludzka uwaga mu przeszkadzała, ale nadal w kącie głowy chodziła mu myśl, że gdyby uderzył w ręce szczurka, to może ten nie byłby w stanie odebrać sobie życia. Może i był niedoszłym zabójcą, ale życie należało mu się tak, jak każdemu innemu. W dodatku nie był na tyle groźnym człowiekiem, żeby się go pozbywać dla dobra ogółu. Z pewnością zamknięcie w lochach straży miejskiej byłoby wystarczającą karą. Teraz jednak nie mógł już nic z tym zrobić, więc na tę chwilę upchnął nieprzyjemne uczucie w kąt duszy i skupił się na zadaniu. Zapewne do żywota tego człowieka powróci w nocy, kiedy będzie mógł zostać sam na sam ze swoimi myślami.
    Tawerna, jak to tawerna. Nic specjalnego, gości akurat nie było dużo, a i pić Nibuiowi się nie chciało. Nie zamierzał się wobec tego nią zachwycać, a zamiast tego zamówił sobie jakiś lekki posiłek, czyli zupę rybną. Być może i nie napełni się tym całkowicie, ale na pewno ogrzeje żołądek i sprawi, że podczas zadania nie zabraknie mu sił.
    - Kaizaki Nibui. - odpowiedział na jego przedstawienie się, a następnie zaczął analizować jego wszystkie słowa. Przemycanie ludzi z pewnością nie było czymś, na co samuraj chciał i mógł pozwolić, więc w momencie gdy usłyszał ten zwrot, jego uszy skupiły się jeszcze bardziej na słowach wydobywających się z ust Ody. Z początku nie zapowiadało się na to, żeby Kaizaki miał do czynienia z czymś nadzwyczajnym, ale z każdą sekundą zdawał sobie sprawę z tego, że sytuacja nie jest tak prosta, na jaką wygląda. Okazało się, że do portu przemycani są ludzie zza Muru. I gdyby na tym całe wydarzenie się zakończyło, to białowłosy na pewno by nie interweniował. Widział tego szczurkowatego faceta i był człowiekiem takim samym jak on, Harumi czy też sam Oda. Nie miałby nic przeciwko, jeśli te "dzikusy" (jak niektórzy ich określali) nie robiłyby żadnych problemów. Jeśli jednak ich obecność zaczynała zagrażać okolicznym mieszkańcom, to nie różnili się oni niczym od pospolitych bandytów, którzy zabijają dla pieniędzy. Oczywiście samuraj mógł starać zrozumieć, że chcą zaznaczyć swoją obecność i własny problem, ale robienie tego poprzez przemoc nie wchodziło w grę. W tym momencie wszelkie pertraktacje i szanse na przyszłość znikały sprzed ich oczu tak samo, jak zupa rybna z miski samuraja. Tak, dostał ją jakieś parę chwil temu, więc się kończyła! A co! Okazało się jednak, że druga część wypowiedzi Ody była znacznie ciekawsza. Przyjęcie? Mieli tam iść i zdobyć informacje? A jakim cudem? Przecież po Kaizakim na kilometr widać, że jest nie stąd, a na dodatek jeszcze nie potrafi zbytnio kłamać i grać w te całe szemrane gierki, które shinobi przychodzą z zadziwiającą wręcz łatwością. Sprawa była jednak ważna i nie mógł tak po prostu odmówić.
    - Zaproszenia? Czyli, jeśli dobrze rozumiem, mam udawać kogoś, kim nie jestem? Muszę Cię rozczarować, Oda-san, ale samurajowie nie są najlepszymi aktorami czy, jak kto woli, kłamcami. O ile z resztą problemów mogę sobie spokojnie poradzić, o tyle, to może być lekko kłopotliwe. Niemniej jednak... Kim mam się stać wraz z panienką Harumi? - odezwał się do szychy pośród miejskich strażników i oczekiwał na odpowiedź. Wiedział, że takim zdaniem na pewno stracił trochę zaufania, ale nie zamierzał oszukiwać zleceniodawcy i mówić mu, że na zawołanie będzie potrafił stać się Antykreatorem. Bycie świadomym swoich wad i niedoskonałości jest naprawdę ważne, a w tym akurat Nibui się poniekąd specjalizował.
    - Rozumiem też, że do naszych obowiązków będzie należało postawienie przed sprawiedliwością tej osoby nadzorującej przemyty, tak? A co z resztą ludzi? Co z tymi, którzy się tu dostali i nękają okoliczną ludność? - dopytał jeszcze, wcale nie zapominając o tej części dzikich. Pewnie, że wężowi najlepiej uciąć od razu łeb, ale jego cielsko nadal pozostaje na ziemi i nim też trzeba się zająć. Nibui jednak nie był chętny do bezmyślnej rzezi, więc miał nadzieję, że Oda przedstawi mu jakiś plan działania, który w choć nieznacznym stopniu zaspokoi jego sumienie. W końcu Ci przybysze niekoniecznie mogą wszystko robić świadomie. Kto wie jakie zasady panują za murem i jak nakazuje im się zachowywać kultura? Być może wystarczy ich zresocjalizować.
Nibui
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Kana Yuki » 4 paź 2016, o 09:40

Propozycje zmiany miejsca jasnowłosa przyjęła z ulgą. Obecność krwawego trupa obok zdecydowanie rozpraszało jej uwagę. Jako że nie było już nic do dopowiedzenia, panienka uśmiechnęła się i przytaknęła na zgodę. Kątem oka zerknęła jeszcze na trupa, po czym z przyjemnością opuściła tłoczne i nieprzyjemne miejsce jakim był port. Szli w milczeniu przez miasto, po drodze mijając zatłoczone karczmy i ważniejsze budowle miejskie. Dość szybko przebili się przez największe tłumy i stanęli przed nieco spokojniejszą tawerną. Mężczyzna wybrał stolik przy ścianie, chcąc zachować dyskrecję. Nic dziwnego. W końcu straż miejska nie radziła sobie z jakimś problemem na tyle, że postanowiła wynająć shinobi. Nie było to coś o czym powinni wiedzieć mieszkańcy, którzy mogliby by to później wykorzystać przeciwko organom władzy.
Panienka Ajisai wsłuchiwała się w wypowiedź mężczyzny w milczeniu. Początkowo negatywne odczucia związane z misją wzrastały. Ludzie zza muru to nie jakiś przeciętny złodziej, porywacz, morderca którego należy zatrzymać i po sprawie. Sytuacja wyglądała na skomplikowaną, a powstrzymanie precedensu górnolotnym uczynkiem. Dziewczyna nie była zadowolona, ale nie pokazywała tego po sobie, przybierając poważną minę uważnego słuchacza. Dopiero gdy pan Oda przeszedł do sedna ich zadania, na twarzyvzce jasnowłosej mimowolnie pojawił się uśmiech. A jednak nie bez powodu staruszka wybrała tą misję akurat dla niej. Wiedziała, że Harumi będzie w stanie temu podołać. Ba, została stworzona do tego typu zadań. Nim jednak ubrała swoją odpowiedź w odpowiednie słowa, z inicjatywą wyszedł białowłosy. A więc był samurajem? Mogła się tego domyślić. Mimowolnie przypomniała sobie dwóch wcześniej spotkanych władców miecza. Nie wpłynęli oni pozytywnie na opinie dziewczyny na temat podobnych Nibui'emu.
- Skoro sprawa wygląda w ten sposób, nie mógł pan trafić lepiej, Oda-san. Już rozumiem dlaczego pani Sabuya poleciła mnie do tego zadania. Myślę, że sprostam pańskim wymaganiom. Wychowałam się w takim otoczeniu, więc będę czuła się jak ryba w wodzie. Problemem jest natomiast... - tu zerknęła na samuraja, a właściwie na jego miecz. - Na takich imprezach zwłaszcza z ważnymi personami zazwyczaj jest dużo ochrony. Na wejście z bronią nie ma szans. - jej także nie podobała się wizja pozostania bezbronnym. Mogła zaryzykować transport kunai w ubraniu, poza tym wciąż miała możliwość korzystania z technik. Zagryzła delikatnie wargę. Nie wiedziała kogo wynajmie do ochrony sekretarz - mogli być to zwykli najemnicy, ale nie wykluczała shinobi. Tak czy siak nie miała wyboru. Należało robić dobrą minę do złej gry. Uśmiechnęła się uprzejmie.
- Rozumiem, że ma pan dla nas gotową przykrywkę? - zmieniła temat, próbując wydobyć więcej szczegółów zadania. W końcu od każdej najmniejszej informacji mogło zależeć jej niezwykle cenne życie. Na plecach czuła oddech śmierci, która czaiła się w niebezpieczeństwie owego zadania. Pierwsza część owszem była dość prosta, ale przeszukiwanie rezydencji wiązało się z pewnym ryzykiem. Podczas gdy panienka Aijsai skupiała się jedynie na zadaniu, młodzieniec próbował dopytać o szczegóły które nie powinny ich już interesować. Powinny ich interesować jedynie wytyczne dotyczące misji. W dodatku jasnowłosa miała swoje własne zmartwienia. Pochodziła z Kaiganu, jeśli sekretarz zaprasza ważne persony to niewykluczone że może spotkać kogoś kto zna ją lub gorzej- ojca. O ile pewna zmiana aparycji może zmylić znajomego, to jej własny rodziciel mógłby ją rozpoznać. Pozostawało wierzyć, że akurat teraz nie został zaproszony.
Kana Yuki
 

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Natsume » 5 paź 2016, o 23:15

Obietnice bez pokrycia
10/45


Słysząc wątpliwości ze strony dwójki, Oda tylko westchnął. Faktycznie, nie zdołał wytłumaczyć wszystkiego za jednym zamachem. Ale oczywiście o tak oczywiste rzeczy również zadbał. Wypił kolejne łyki zamówionego piwa i pokiwał głową. Dał sobie moment, by na spokojnie zaczerpnąć powietrza, po czym zwrócił się do Nibuia.
-Akurat to nie będzie problem, Kaizaki-san. W głównej mierze dlatego, że nie określiliśmy przy zdobywaniu wejściówek, jakimi ludźmi są ci którzy wchodzą. Jedyne, co musiałbyś odgrywać, to to że masz inaczej na imię. A gdybyś został wprowadzony jako, powiedzmy, ochroniarz panienki Ajisai, wtedy może dostałbyś nawet możliwość wejścia z bronią, o ile zgodzisz się nie dobywać go bez wyraźnego powodu. Co do pozostałego wyposażenia...
Kolejna krótka przerwa na kilkanaście łyków piwa. Niektórzy mogliby narzekać na takie ciągłe przerwy, ale skoro musiał chociaż trochę się odprężyć po tych wszystkich próbach skrytobójstw rzucanych na jego osobę, to kto mu zabroni? Otarł resztki piany z ust i kontynuował.
-... jeden z naszych kretów, Hisagi, pracuje w siedzibie sekretarza jako służący i obsługujący bar. Możecie mu zostawić to, czego potrzebujecie, zanim wyruszycie na spotkanie. Później, gdy wymyślicie jakiś sposób by odwrócić uwagę obecnych, przepuści was na zaplecze i zamknie was wewnątrz siedziby sekretarza, z przejściem w głębsze części gmachu, uprzednio oddając wyposażenie. Wtedy będziecie mogli się zająć przeszukiwaniem, tylko będziecie musieli uważać na strażników.
Na kolejne pytania znów zareagował westchnięciem.
-Nie, wystarczy nam dossier, jego samego na razie zostawicie. Jak będziemy mieli dowody, to sami się zajmiemy ptaszkiem. A bez dostaw kolejnych ludzi, w końcu zdołamy jakoś pozbyć się robactwa z naszych lasów... o ile mogę tak powiedzieć, zważając na to że okolicami rządzą Aburame. - parsknął śmiechem z własnego żartu. - A co do przykrywek? Panienka będzie się nazywała Furawazu Tsubaki i była córką bogatego handlarza aspirującego o tytuł rajcy w Shigashi no Kibu, a samurajski obrońca nosiłby imię Kuromaru i pomagałby z własnych pobudek, które Kaizaki-san mógłby sam wymyślić, lub podać prawdziwe, to raczej ich nie będzie zbytnio obchodzić.
Dokończył piwo i odstawił kufel z hukiem na stół.
-Więc? Co sądzicie? Jak coś, naszego kolegę spotkacie na placu świątynnym, niedaleko stąd. Zazwyczaj siedzi tam i słucha kazań, religijny, ot co. Poznacie go po biało-niebieskiej czuprynie.
Poczekał na odpowiedź, i zależnie czy było więcej pytań, czy postanowili od razu ruszyć. Albo czy odmówili, bo i taka możliwość występowała.
Avatar użytkownika

Natsume
Pisarz Lata
 
Posty: 1686
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Osada Portowa Funemi

Postprzez Nibui » 6 paź 2016, o 17:46

    Jak widać, tylko samurajowi brakowało zdolności wymaganych do przejścia gładko przez taką misję. Nibui nie zamierzał jednak ukrywać się z tym, że jest synem prostego samuraja, a za dzieciaka robił w polu zamiast chodzić po balach i imprezach. Choć na tych drugich oczywiście też bywał, ale był pewien, że wyglądały one kompletnie inaczej niż ta, na której mają się zjawić. No chyba, że tylu gości będzie się bawiło przy ognisku, ubitym świniaku i mięsie wieloryba na stole. Zamiast orkiestry będą za to muzykanci samoucy, którzy przygrywają skoczne piosenki - idealne do tańca. Doświadczenie nauczyło jednak Kaizakiego, że ten ląd znacznie różni się od ziem zamieszkiwanych przez samurajów nie tylko zwyczajami, ale także potrawami, kulturą czy podejściem ludzi do swojej społeczności i życia. Spotkał już Uchiha wszczynających wojny, najemników, którzy brali w nich udział, a także Senju, którzy bronili swoich ziem. Na jego drodze stanął również niezrównoważony psychicznie Ayato, a teraz natknął się na panienkę z dobrego domu, którą była Harumi. Tak przynajmniej białowłosy tłumaczył sobie jej deklarację o obyciu w takich imprezach. Na służkę mu nie wyglądała, więc bogaty rodowód jak najbardziej w takiej sytuacji pasował. A jeśli już poruszyli sprawę problemu, to samuraj mógł się odezwać, że nawet bez broni pewnie da sobie jakoś radę, ale ugryzł się w język. Nie trzeba było tutaj wrzucać niepotrzebnych przerywników, bo prawdą jest też to, iż jego główną bronią jest katana. Bez niej traci wiele na wartości, ale nie oznacza to, że jest niegroźny. Nie uważał też tak o zadaniu, którego mieli się podjąć. Owszem, wiązało się z nim ryzyko wykrycia i w efekcie śmierci, ale przecież niecały rok temu wrócił z pola bitwy, na którym powinien umrzeć gdyby nie Reika władająca leczniczą chakrą. Czy wobec takiego obrazu śmierci i przemocy, który przyszło mu zobaczyć, powinien bać się zadania czyhającego na nich w najbliższej przyszłości? Białowłosy wychodził z założenia, że nie.
    Teraz jednak Kaizaki wsłuchiwał się w słowa szefa straży w ciszy, wcale nie przejmując się jego nawykiem zaglądania do kufla. Rozumiał to doskonale, chociaż sam zbyt dużo nie pił. Uwielbiał za to delektować się leżeniem na gałęziach i ogólnie leżeniem. Co więc złego może być w łapczywym i częstym piciem trunku, o ile nie wszczyna się po tym burd? Nic, a nic. Za to wszystko wydawało się układać w logiczną całość i działo się tak za sprawą wyjaśnień mężczyzny. Nibui musiał przyznać, że całość była całkiem dobrze przemyślana, przez co wyglądała naprawdę zachęcająco.
    - Ja nie widzę wobec tego żadnego problemu, Oda-san. Ekwipunek wolałbym oddać Waszemu kretowi. Jeśli jest pewny, to bezpieczniej będzie odzyskać katanę w odpowiednim czasie, aniżeli ryzykować jej skonfiskowanie na wejściu. Z resztą spraw zdam się na trzeźwy osąd Harumi. Nie jestem zapoznany z takim środowiskiem i udawanie niezbyt rozmownego ochroniarza z pewnością mi pomoże. Ja jestem gotów. - zakomunikował, jednocześnie nie pozostawiając dłużej żadnych wątpliwości. Nadal męczyła go sprawa ludzi, którzy przybyli tutaj zza muru, ale być może na miejscu dowie się czegoś więcej. Te dokumenty mogą zawierać odpowiedź na wszystkie jego pytania. Jeśli jeszcze będzie w niej zaznaczony punkt przerzutowy "dzikusów", to być może samuraj będzie ich w stanie nawet ostrzec. Wszystko jednak w swoim czasie. Na razie trzeba czekać na decyzję Harumi. Jeśli ta zgodzi się ze wszystkim, to Nibui zwyczajnie ruszy za nią. Trzeba będzie odnaleźć tego całego kreta.
Nibui
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kaigan

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości