Główna Ulica

Re: Główna Ulica

Postprzez Reika » 19 paź 2019, o 14:38

Parsknęła śmiechem, gdy Ichirou nawiązał do pijawki i wspomniał, że wrócą do tej rozmowy, gdy będzie miał coś na wymianę. Skinęła więc głową na zgodę i tym samym zakończyła ten temat. Sabaku był jej przyjacielem, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby go nauczyła Cienistych Klonów, jednak mimo wszystko oczekiwała czego w zamian. Natsume też nie dostał jej za darmo, chociaż w jego przypadku była to forma podziękowania za to, że wziął ją i Mishimę pod skrzydła Cesarstwa i zapewnił naprawdę solidny azyl, wraz z nowym domem i możliwością pracy. To było naprawdę dużo i wiele znaczyło dla Reiki, dlatego też postanowiła się odwdzięczyć wzmocnieniem Cesarza za jego dobroć, jednocześnie zapewniając mu sporo możliwości uniknięcia ciągłych oczu Ranmaru, którzy zapewne mieli problem za każdym razem, gdy Natsume użył tych klonów.
Rozmowa zeszła na nieco luźniejsze sfery, a przynajmniej w mniemaniu Ichirou, bo Reika nie bardzo chciała ujawniać szczegóły tego, co się wydarzyło. Było jej w tym momencie wstyd, że tak zmarnowała ponad trzy lata swojego życia, mogąc przecież nadal żyć szczęśliwie w Shinrin. Czasu jednak nie cofnie i będzie musiała jakoś rozwiązać ten problem. Na razie jednak nie bardzo wiedziała jak to zrobić. Jedno było pewne, nie da rady wrócić do Mishimy. Nie po tym co sobie uświadomiła, nie po tym, jak ponownie spotkała Yoichiego.
- Tak, można tak powiedzieć. - Przytaknęła. - Kiedy Rada jeszcze istniała, a mój ojciec był liderem, z mojej inicjatywy zawarł pakt o nieagresji z Cesarstwem, z zadatkami na większy sojusz. Byłam łącznikiem w tej sprawia i gdy wszystko zostało dogadane, przeniosłam się na Wyspy, aby wspierać Natsume i mieć oko na wszystko, o czym klan już nie wiedział. W międzyczasie doszło do tego burdelu na Kami no Hikage, potem Yamanaka i Hyūga rzucili się sobie do gardeł...
Przez ten czas wydarzyło się naprawdę wiele, a ona nadal stała w miejscu. To było cholernie żałosne. Owszem, chciała spokojniejszego życia, ale nie całkowitej bezczynności. Nie mogła podejmować się wymagających misji i doskonalić się, ponieważ Mishima był od niej słabszy i trzeba było mieć na niego szczególną uwagę, a to skutecznie ją rozpraszało i narażało na niebezpieczeństwo. Niesamowite, jak uczucie cholernie mocno zaślepiało.
- Z tym gościem... - Powtórzyła. - Cóż...nadal jest obecny w moim życiu, jednak niedawno zdałam sobie sprawę, że ten związek jednak nie ma przyszłości i będę musiała to zakończyć.
Z uwagą wysłuchała relacji z Rebelii na Pustyni, jednak niewiele nowych rzeczy się dowiedziała. O tym wszystkim, o czym wspomniał Ichirou, już wcześniej słyszała i nawet debatowała z Mishimą, czy ten sojusz obu klanów przetrwa. Ona dawała im szansę i miała na to sporo nadziei, zaś Brunet podszedł do tego sceptycznie i uznał, że Haretsu nigdy nie zaakceptują, że ktoś jest im równy.
- Tak wiem o tym. - Odpowiedziała. - Podejrzewałam to już wtedy, gdy dowiedziałam się, że Ekiken zginął w Kami no Hikage. Ten bunt to była tylko kwestia czasu. Nie wiedziałam jednak, że ubiłeś samego Lidera Haretsu. No, no...Diabeł nadal sieje postrach na pustyni.
Po ostatnich słowach uśmiechnęła się do Ichirou. Zrobił naprawdę ogromne postępy i był naprawdę silny, a to kolejny raz ukuło ją, że powinna sama wziąć się za siebie i to jak najszybciej. Najpierw jednak musiała poukładać swoje życie. Tylko co zrobi po rozstaniu z Brunetem? Opuście Cesarstwo? Na samą myśl aż zrobiło jej się niedobrze. Tyle im zawdzięczała i teraz miała ich tak po prostu porzucić? To było zdecydowanie nie w porządku.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 2047
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Główna Ulica

Postprzez Ichirou » 19 paź 2019, o 16:09

Z zainteresowaniem wysłuchał informacji na temat relacji rodu Senju z Cesarstwem. Pakt o nieagresji sam w sobie nie był niczym wyjątkowym. Nie dość, że wyspy deklarowały neutralność względem reszty kontynentu i raczej trzymały się na uboczu, o ile nikt im nie zagrażał, to jeszcze jakieś słowne ustalenia, czy nawet świstki papieru nie musiały tak wiele znaczyć. Wystarczyłoby, żeby po jednej ze stron pojawiła się nowa władza z innym poglądem na obecne sojusze, by wcześniejsze umowy legły w gruzach.
- Z takim sojuszem to moglibyście najechać z dwóch stron na takie Kaigan - rzucił tak w sumie o, po prostu. Miał w porównaniu do Reiki znacznie bardziej ekspansywne spojrzenie ogólnoświatową politykę. Tam, gdzie ona widziała przede wszystkim szansę na ustabilizowanie pokoju i wzajemne wsparcie w kryzysowych sytuacjach, tam on spoglądał horyzont dalej, rozważając nad tym, jak wiele można ugrać dla siebie.
- No i dobrze, a kopnij go w dupę. Od razu mi się nie podobał. Nie będę musiał przynajmniej udawać, że go lubię - oznajmił całkiem zadowolony, a nawet i rozbawiony, że Reika w końcu pozbyła się tego fagasa.
- Naohiro i tak był na tyle powalony, że prędzej lub później trzeba byłoby go uciszyć. No a w sumie kto, jeśli nie ja? No nie słyszałaś, że jestem najpotężniejszym shinobi na pustyni? Kurcze, muszę się bardziej postarać o sławę. Tak czy inaczej, to był najmocniejszy przeciwnik, z jakim miałem do czynienia. Nie licząc ogoniastych bestii rzecz jasna. - Nie byłby przecież sobą, gdyby nie wykorzystał okazji do postawienia się na piedestale. Z drugiej jednak strony, to nie musiał nawet za bardzo koloryzować. Czy był ktoś silniejszy w Sabaku? Nie. Nawet Jou powoli ustępował mu miejsca - trochę przez przytwierdzenie do stołka lidera, a trochę przez naprawdę prędki rozwój Ichiego, który jeszcze nie powiedział ostatniego slowa.
- To co, będziesz angażować się konflikt, który chyba tutaj powstanie? - zapytał chwilę później, gdy zbliżali się już powoli do centrum.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3026
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Główna Ulica

Postprzez Reika » 19 paź 2019, o 17:40

A no mogliby najechać z dwóch stron na Kaigan, tylko problem był jeden. Wojnę nie toczyli Senju, tylko ich sojusznicy Nara, a z nimi Cesarstwo się nie układało, więc raczej średnio chcieliby tutaj pomóc. Tym bardziej, że Wyspy deklarowały neutralność, nie chcąc wojny z kontynentem. Polityka była naprawdę paskudną dziedziną, którą ciężko było zrozumieć. Te deklaracje, te powiązania, spiski i knowania. Jeden wielki burdel ubrany w ładne słówka.
- Owszem, tylko to jest trochę bardziej skomplikowane. - Westchnęła. - Gdyby to Senju zostali zaatakowani, to jeszcze można by było prosić o wsparcie Cesarstwa. Kaigan w ogóle by się nie spodziewało ataku z morza. No ale to Nara toczą tą wojnę, a oni z Wyspami się nie układali...
Aż parsknęła śmiechem, słysząc wypowiedź przyjaciela na temat Mishimy. Jeszcze wcześniej pewnie by się zjeżyła na takie słowa, ale teraz tylko utwierdziło ją to w przekonaniu, że nie warto było dalej tego ciągnąć. Co więcej, takie słowa mogłaby też usłyszeć od Shigeru, gdyby nadal żył, a to z kolei sprawiło, że zrobiło jej się ciepło na sercu. Chyba rzeczywiście źle wybrała.
- Szkoda, że wcześniej mi tego nie powiedziałeś. - Stwierdziła z rozbawieniem. - Może szybciej otworzyłabym oczy na rzeczywistość, zanim straciłam prawie cztery lata życia.
Wysłuchała kolejnych słów na temat Lidera Haretsu i zawodu Ichirou o tym, że nie słyszała, że jest najpotężniejszym shinobi na pustyni. Rzeczywiście, nie słyszała. Wiedziała, że Ichirou jest bardzo silny, bo wiele razy to udowodnił i mimo tego, że okrył się sporą sławą, to nadal był tym mniej znaczącym od samego Lidera, choćby nie wiem, jak bardzo różnili się siłą.
- Potęga to nie tylko siła. - Wzruszyła ramionami. - Nadal ponad Tobą stoi Lider. Zobacz na Natsume, pokazał swoją siłę, zasłużył na lojalność innych klanów i został Cesarzem Wysp. Ty nadal podlegasz Liderowi i nie ważne, jak jesteś silny, nadal jesteś tym drugim, na jego usługach. Tu nie chodzi o sławę, ale o władzę i ludzie tak to postrzegają. Dla nich potęga to władza.
Nie żeby namawiała go tutaj do przejęcia stołka i jednoczenia pustyni, no ale tak to wyglądało w oczach prostych ludzi. Na wyspach Natsume był uwielbiany, bo nie tylko sprawił, że wszystkie klany były teraz sobie równe i miały własne wyspy, to jeszcze prości ludzie mogli się cieszyć zdecydowanie lepszymi warunkami życia. Ich nie obchodziło, że ktoś był silniejszy od Natsume, bo dla nich to właśnie Cesarz był najpotężniejszym człowiekiem na Wyspach. Tu było tak samo. Nikt nie uzna Ichirou za najpotężniejszego shinobi na pustyni, choćby stanął na głowie, bo nadal był człowiekiem na posyłki Lidera.
- Zapewne. - Przytaknęła. - Nara to sojusznicy Senju, więc będę chciała ich wesprzeć w tym konflikcie. Muszę tylko załatwić jeszcze kilka spraw i możliwe, że spotkamy się jeszcze na froncie.
I tak oto dotarli do Yokukage. Już na pierwszy rzut oka było widać bardzo wzmożone poruszenie w mieście, głównie wojska i ninja, co dało jednoznaczną odpowiedź dla nich, że konflikt przybrał na sile, a Nara zbierają wszystkie siły, które zapewne miały się udać na granicę z Kaigan. Tak, to był jednoznaczny sygnał, że sprawa ruszyła dalej i nawet nie trzeba było czytać. Grupowanie armii, ładowanie wozów żywnością i bronią mówiło samo za siebie.
- Wygląda na to, że mamy wojnę. - Powiedziała, spoglądając na Ichirou. - Mam nadzieję, że Aburame dostaną porządny łomot za to, co zrobili...a tymczasem ja będę się zbierać. Muszę jeszcze dostarczyć wiadomość bratu Yamiego i doprowadzić się do porządku. Do zobaczenia następnym razem, Ichirou.
Uściskała przyjaciela na pożegnanie, życzyła mu powodzenie i ruszyła zwinnymi susami przed siebie. Sabaku mógł dostrzec, że szybkości jej nie brakowało. Kilka sekund i już jej nie było. Reika zaś w pierwszej kolejności zjawiła się w siedzibie Gildii Kupieckiej, odnalazła brata Yamiego i przekazała mu list, który zdążyła podpatrzeć, zapewniając go, że nic mu nie grozi i żeby się o niego nie martwił. Następnie ruszyła do onsenu, aby zmyć z siebie trudny Iglicy i przebrać się w czyste ubranie. Niestety, gorąc i wilgoć Iglicy dały się jej we znaki, bo wraz z potem i brudem, zmyła się też nietrwała farba na jej włosach. No cóż, miała jeszcze pelerynę z kapturem, więc może nie będzie tragedii. Tak więc kiedy już doprowadzi się do porządku i ubierze czyste ubranie, opuści Yokukage, by znaleźć bezpieczną miejscówkę w lesie i zdążyć do momentu, aż słońce będzie w zenicie.


[zt]
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 2047
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: Główna Ulica

Postprzez Ichirou » 20 paź 2019, o 17:29

Westchnął cichutko, bo Reika trochę nie zrozumiała kwestii dotyczącej napadnięcia na Kaigan, ale może to i dobrze. Wcale mu nie chodziło dokładnie o sytuację, która działa się teraz w Midori, lecz ogólnie. Wszelakie sojusze zwiększające potencjał militarny mogły przecież służyć nie tylko obronie, ale i ofensywnie. Jeżeli jego prowincja miałaby na tyle dużą przewagę, że mogłaby śmiało podbić sąsiadów bez ryzyka i większych strat, to nie miałby nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, a nawet przekonywałby do niego tych niezdecydowanych.
A potem wysłuchał wyjaśnień z naburmuszoną miną. Nie miał zamiaru kryć swojej dezaprobaty w odniesieniu do tego, co mówiła Sayaka. Wobec takiego przytyku zarówno na jego status jak i niezależność nie mógł zostać obojętny, odpowiedział od razu i bez zastanowienia.
- To co, mam wrócić do swoich i zostać liderem, żeby ci udowodnić, że się mylisz? Jou jest liderem, bo mi to odpowiada i dobrze się spisuje siedząc za burkiem. Rozumiem, że mój lider pokazał swoją siłę pozwalając mi wyruszyć do Tsurai i zadecydować o losach rebelii? Może w twoim klanie tak to działa, ale ja nie jestem chłopcem na posyłki. Jeżeli Jou będzie chciał mnie do czegoś zmusić, to będzie pierwszy dzień jego końca. Może na wyspach ubóstwiają urzędników, ale my, ludzie pustyni, jesteśmy przede wszystkim ludźmi czynu - skończył wypowiedź i - jak miał nadzieję - również cały temat. Mógł tutaj powiedzieć jeszcze wiele, a w lekkim wzburzeniu nawet wyprowadzić kontrę, odwołując się do niejasnej pozycji Reiki w klanie Senju. Bardzo nie lubił, kiedy ktoś próbuje umniejszać jego status, na który przecież sobie zasłużenie zapracował. Zresztą, w ogóle nie lubił krytyki na swój temat.
- To się lepiej pospiesz z dołączaniem na front, bo znowu się pojawisz, jak już odwalę całą robotę - sprezentował nieco kąśliwą uwagę na koniec. Oj, chyba jeszcze był troszkę sfochowany.
Później już troszeczkę ochłonął. Westchnął cichutko, nie chciał się przecież rozejść w złej atmosferze.
- Uważaj tam na siebie - odrzekł już cieplejszym głosem, kiedy się uściskali na pożegnanie. Odwzajemnił życzenia już w milszej atmosferze i odprowadził ją wzrokiem, kiedy szybciutko pomykała przez uliczki wioski.
Teraz musiał zastanowić się nad swoimi dalszymi działaniami. Pokręcił się trochę po wiosce, obserwując uważnie otoczenie. Czy nastąpiła już mobilizacja wojsk w Yokukage? Czy widać było nerwowość wśród ludzi? Czy słupy ogłoszeniowe obwieszone były wieściami o rozpoczęciu wojny?
Nawet jeśli, to aż tak bardzo nie musiał się spieszyć z swoimi działaniami. Sprawa była bardzo świeża. Jeżeli ewentualne walki z frontu miałyby przenieść się na osadę, to na pewno nie dziś i nie jutro.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3026
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Główna Ulica

Postprzez Shikatsu » 20 paź 2019, o 21:30

W mieście zawsze działo się wiele, choć teraz zwiększony ruch - tak podobny do tego, który Shi miała okazję obserwować przed miesiącami, gdy jeszcze bawiła w Soso - zwiastował, że dzieje się coś ważnego. Nara nauczyła się to już w sumie ignorować i dalej zajmować się swoim do bólu zwykłym życiem, czasem najwyżej obserwując z niepokojem rosnące ceny żywności czy też innych dóbr i ogólne nastroje rodaków. W duchu drżała jedynie za każdym razem, gdy do jej domu docierały wszelakie pisma od dowództwa - czy wzywają jej ojca? Czy przez braki kadrowe po wydarzeniach w Iglicy przyszła jej kolej? I co, do jasnej cholery, zrobić z tą nieszczęsną Inoyu?
Obie wiedziały, co się święci i co oznacza dla nich rozpoczęcie wojny, ale żadna z nich nie zdecydowała się podjąć tego tematu, wiedząc, że rozmowa nie ma szans być przyjemna i łatwa. Shi nie była pewna, dlaczego to na nie zawsze trafiało - czy widmo wojny ciągnęło się za nią samą, doganiając ją w każdej prowincji, do której się udała? Czy to może Inoyu, spędzająca dnie w górskiej świątyni i oddająca część tamtejszym bożkom, naraziła się jakiemuś zazdrosnemu bóstwu, ściągając na siebie nieszczęście? Cóż, Shikatsu nie wierzyła w istnienie żadnych duchów, modlitw, klątw i bóstewek - dla niej wyjaśnienie było jedno: miały po prostu pieprzonego pecha.
Taki więc był dzisiejszy plan – spotkać się z albinoską, która ostatnimi czasy coraz częściej znikała na samotnych spacerach w lesie (pewnie w ten sposób rozładowując napięcie związane z sytuacją na granicy), usiąść z nią na neutralnym gruncie w jakiejś parszywej gospodzie i tam wspólnie zastanowić się, co robić dalej. Jej tymczasowa współlokatorka ostatnimi dniami sprawiała wrażenie nieobecnej, a ich rozmowy zamieniły się w grzecznościowe wymiany słów w momencie, gdy mijały się w domu – Shi nie czuła się specjalnie podniecona wizją ich wspólnej debaty odnośnie tego, czy zostać, czy walczyć, czy próbować bezpiecznie odesłać albinoskę przez granicę, ale wiedziała, że nie mogły dłużej tego odwlekać. Nie były już takie bezradne i bezużyteczne jak wtedy, gdy wybuchnął konflikt w Soso – nie mogły udawać dalej, że nic się nie dzieje.
Miały spotkać się przy głównej ulicy – Shi tak bardzo nosiło, że nie mogła usiedzieć spokojnie w domu i dotarła tu sporo przed czasem, choć zwykle była tą, co spóźniała się przez wielokrotne odwlekanie wyjścia. Krążyła więc trochę bez celu, szukając guza, a potem znalazła się właśnie tutaj. Teraz siedziała sobie w siadzie skrzyżnym na jakiejś skrzyneczce pod jednym z tutejszych sklepów, naprzeciwko jakiegoś pewnego siebie szczylka, otoczonego przez kilku swoich rówieśników. Między nimi wyłożone były dwie kolejne skrzyneczki, jedna położona na drugiej. Konstrukcja zwieńczona była trzema kubeczkami postawionymi górą do dołu.
Shi siedziała z zaciętą miną i skrzyżowanymi na piersi ramionami, świdrując spojrzeniem to lewy, to środkowy, to prawy kubek. Nie widziała świata poza infantylną gierką, w którą się wpakowała – nie zauważyła zwiększonego ruchu na ulicy, nie zauważyła przybysza z pustyni w dziwnych fatałaszkach, nie zauważyła odzianej w czerń kobiety, która odbiegła z imponującą prędkością. Liczyły się teraz tylko te nieszczęsne kubeczki – pod jednym z nich schowana była mała piłeczka, Shikatsu wyłożyła przed chwilą na blat wydzielone z ostatniej wypłaty 50 Ryo w ramach zakładu, a dzieciak ewidentnie chciał ją wykiwać.
Po skroni młodej Nary ściekła kropelka potu.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 464
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:47
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam, jakaś tam laska. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG/Discord: urb#6156
Multikonta: -

Re: Główna Ulica

Postprzez Inoyū » 21 paź 2019, o 19:25

Absurd. To wszystko zakrawało na absurd. Nieśmieszny żart. Okrutny zbieg okoliczności.
Chociaż miała świadomość, że przyszło jej żyć w bardzo burzliwych czasach, to nigdy nie odgadłaby, że uciekając z jednego bagna, niemal od razu ugrząźnie w kolejnym; wspomnienia o wojnie w jej rodzinnych stronach pomimo tego, że nadal były dość świeże, zaczynały powoli blednąć. Pamięć o tej niepewności, która momentami wręcz uniemożliwiała skoncentrowanie się na szarych, codziennych sprawach została z sukcesem wyparta informacją o rozejmie. Jeżeli spokój w Soso miałby zostać okupiony nieszczęściem innych prowincji, to absolutnie nie miałaby nic przeciwko. A niech biją się w tych wszystkich odległych krainach. Niech się pozabijają.
Karma to suka. Karma? Bogowie? A może rozsierdzone dusze przodków? Cokolwiek to jest, zawsze atakuje ze zdwojoną siłą.
Pobyt w Midori miał być jej okazją na naładowanie baterii, poznanie innego kawałka świata, dowiedzenia się czegoś ciekawego. Zostawiła za sobą odradzającą się na nowo prowincję i świeże mogiły poległych, by już więcej na to wszystko nie patrzeć. By sobie odpocząć od tych przykrych widoków. Nawdychać się świeżego, leśnego powietrza i najeść grzybami aż do przesycenia. Tymczasem tkwiła w tym cholernym Midori bez możliwości powrotu do domu. Granice zostały zamknięte, a przejść mogli tylko shinobi, którzy zadeklarowali po czyjej stronie stoją. Absolutnie nie była gotowa na tak poważne deklaracje - może i czuła dość szorstką sympatię do Shikatsu oraz jej rodzinki, ale nie znaczyło to od razu, że byłaby gotowa za nich zginąć. Mdliło ją na samą myśl, że mogłaby tutaj umrzeć. Tak po prostu. Tak bez sensu. Bo zachciało jej się wycieczki. Przecież nadal była Dōkō, prawda? Na ile jednak ta najniższa w hierarchii ranga była jej teraz na rękę, a na ile faktycznie nie nadawałaby się do walki? Co za posrana sytuacja.
Jakiejkolwiek decyzji by teraz nie podjęła, koniecznie musiała o wszystkim poinformować swoich rodziców. Lakoniczny, pisany naprędce list wysłała natychmiast po dowiedzeniu się o wojennych zakusach obu stron. Nie miała jednak pewności, czy pomięty świstek kiedykolwiek dotrze na ręce jej zaniepokojonych rodzicieli. Mogła tylko łudzić się, że jakimś cudem nie zawieruszy się gdzieś na granicy. Nie wiedziała, czy powinna teraz mieć pretensje do siebie, że zgodziła się na jakieś zagraniczne eskapady, czy do jej koleżanki, że jej to w ogóle zaproponowała. Stopniowo odseparowywała się zarówno od towarzystwa Shi, jak i jej całej rodzinki na rzecz samotnych przebieżek po okolicznych lasach oraz przypadkowych zleceń, których wykonania podejmowała się tylko po to, by zająć czymś głowę.
Tego dnia jednak miały spotkać się w jakiejś podrzędnej karczmie, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o tej przyciężkawej atmosferce, którą z całą pewnością można było już kroić nożem. Spotkanie w założeniu miało być lekkie i niezobowiązujące, ale podskórnie czuła, że po paru głębszych rozmowa będzie musiała w końcu zejść na mniej przyjemne tematy. Tego nie dało się uniknąć.
Sunęła nieśpiesznie po głównej ulicy Yokukage. Nie rozglądała się za bardzo, by nie zauważyć przypadkiem jakichś oznak niepokoju. Nie chciała się stresować. W ten sposób nadal mogła udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chociaż za dnia jesienne słońce dostarczało na tyle ciepła, by jeszcze spokojnie móc paradować w przewiewnym, letnim odzieniu, to pod wieczór aura była już zdecydowanie mniej łaskawa, więc tuż przed wyjściem narzuciła na grzbiet brudnoczerwony płaszcz. Opatuliła się nim nieco szczelniej.
Dotarłszy na umówione z Narą miejsce, zlustrowała wzrokiem okolicę. Żywej duszy. Skoro nie odnotowała obecności swojej koleżanki, to zaczęła zmierzać w stronę knajpy, która miała być ostatecznym celem ich spotkania. Przeszła dwa, może trzy kroki.
Znalazła zgubę.
Siedziała sobie jak nigdy nic pod jakimś sklepem, wpatrując się w trzy kubeczki niczym ciele w malowane wrota. Patrzyła zawzięcie, co chwilę wykładając kolejne monety. Idiotka.
Jeżeli masz w ten sposób marnować kasę, ty skończona kretynko, to równie dobrze możesz mi ją dać. Przysięgam, że zrobię z niej lepszy użytek — warknęła donośnie. Wcisnęła drewnianą podeszwę swojego obuwia gdzieś między kręgi Shikatsu, po czym nachyliła się nieznacznie w stronę tych cholernych kubeczków, by energicznym capnięciem przejąć leżące na skrzyneczce pieniądze i wcisnąć je sobie w dekolt. Spojrzenie, którym obdarowała brunetkę, było iście piorunujące.
PH BANK GŁOS arciki

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Zimy
 
Posty: 475
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:55
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG/Discord: Vay#6526
Multikonta: nope

Re: Główna Ulica

Postprzez Ichirou » 21 paź 2019, o 22:24

Można było wysunąć wniosek, że są dwa typy ludzi. Pierwsi to ci, którzy przyciągają wojny i do takich bez wątpienia należały duet Yin-Yang. Drudzy natomiast byli przez wojny przyciągani i tę właśnie grupę reprezentował złotooki Sabaku. Może i atmosfera w Yokukage robiła się napięta, ale ten stan wcale nie udzielał się władcy piasku. Był on całkiem spokojny, zdystansowany do tutejszej sytuacji, bo przecież spory leśnych ludzi w ogóle nie dotyczyły jego rodzinnych terenów. Pewnie jako jeden z niewielu był zadowolony z rozpoczętej wojny, która dla niego była idealną okazją na zrekompensowanie sobie niespełnionych celów związanych z wyprawą pod Iglicę. Zjawił się w Midori po to, by znaleźć utalentowanych najemników i rozsławić swoją organizacje. To pierwsze w pewnym stopniu już wykonał, ale drugi z punktów wciąż pozostawał nieodfajkowany.
Włóczył się bez pośpiechu głównymi ulicami osady, zbierając informacje o aktualnej sytuacji głównie poprzez obserwację otoczenia. Sprawa była bardzo świeża. Sam przybył do stolicy jakiś dzień, może dwa po rozpoczęciu pierwszych batalii między zwaśnionymi klanami. Sabaku zamierzał więc odrobinkę poczekać, przyjrzeć się rozkładowi sił obu stronnictw i znaleźć gdzieś swoje miejsce na froncie. Jedna czy dwie głośne bitwy powinny wystarczyć, by roznieść wieści o nowo powstałej grupy najemniczej, zdolnej znacząco wpływać na losy nawet największych światowych konfliktów.
Spacerował sobie dalej i szukał pomysłu na siebie, wodząc uważnym spojrzeniem bursztynowych oczu po napotykanych ludziach. Jedna scenka przykuła jego uwagę na nieco dłużej niż kilka ułamków sekundy. Ot, gromadka jakichś młodych zajęta była zwyczajną, prościutką grą. Niby nic specjalnego, ale ta sytuacja jakoś wyróżniała się swoją zwyczajnością na tle atmosfery niepokoju.
Nawet przystanął na chwilę gdzieś nieopodal. Jednym uchem podłapał urywek rozmowy - akurat ten, w którym białowłosa psuja zdecydowała się zakończyć całą zabawę. Przypomniały mu się młodzieńcze lata beztroski, kiedy włóczył się po świecie w poszukiwaniu rozrywki i przewalał o wiele większe pieniądze choćby w takich głupich grach jak te trzy kubki.
Westchnął cichutko nad samym sobą. Przecież nie był jeszcze takim starym, zesztywniałym zgredem!
Ruszył do przodu i zrobił te kilka kroczków, by dołączyć do zbieraniny.
- Sio mi stąd, bachory. Teraz dorośli będą grać - odezwał się do dzieciaków, zbywając ich niedbałym, pogardliwym wręcz machnięciem łapki. Zaraz po tym rzucił im kilka drobniaków, tak na otarcie łez i żeby nie truły mu więcej dupy.
Rozsiadł się wygodnie na zwolnionej skrzyneczce naprzeciwko czarnowłosej panienki, gurdę postawił obok, potem splótł dłonie i wyciągnął je przed siebie, strzelając palcami.
- Pieniądze są po to, żeby się bawić - odpowiedział z pewnym opóźnieniem na wcześniejsze słowa albinoski. - Może wyciągniesz z powrotem zaskórniaki z tej swojej uroczej skrytki? Ja ze swojej strony postawię dziesięć razy tyle, co ty na to? - zaproponował Yamance, wykładając na skrzyneczkę pięćset Ryo bez oczekiwania na jej reakcję. Oferta była w jego mniemaniu na tyle mocna, że nawet największe skąpiradło pokusiłoby się na szansę niezłego zysku, ryzykując przy tym niewielką kwotą.
- Możecie obstawiać wspólnie, ja będę mieszał kubeczki - zadeklarował, obdarowując obie panie uśmiechem zadowolenia i pewności siebie. Czekał na ich odpowiedź, choć wydawało mu się, że już ją zna.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3026
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Główna Ulica

Postprzez Uchiha Masako » 22 paź 2019, o 00:40

Masako uniosła brwi, zdziwiona zbiegiem okoliczności. O ile spodziewała się, że ktoś spośród najętych do sprawdzenia przyczyny anomalii przyrodniczych może być jej krewniakiem, to jakoś nie pomyślała o możliwości spotkania ewidentnie zwykłej rodziny, która również zmierzałaby do Sogen. Widziała desperację w oczach kobiety i pomyślała natychmiast, że to jest chyba jedna z tych sytuacji, dla których shinobi trenują - ochrona zwykłych ludzi i pomoc, kiedy jest ona potrzebna. Zwłaszcza teraz, kiedy zacznie się wojna, w której zapewne najbardziej ucierpią właśnie takie osoby, jak ta kobieta i jej dzieci. Dlatego kiedy kobieta wysunęła dłoń z pieniędzmi, Masako niemal natychmiast uniosła dłoń.

- Nie przyjmę tych pieniędzy. Zachowaj je. - powiedziała poważnym, ale ciepłym tonem. - Jestem Uchiha Masako, także wygląda na to, iż zmierzamy w tym samym kierunku i z chęcią wam potowarzyszę. Czy ktoś jeszcze do nas dołączy, czy możemy ruszać od razu, pani...? - zawiesiła głos, czekając aż kobieta się przedstawi. Poprawiła nieco łuk i wypuściła kłąb dymu w powietrze.
Głos

Prowadzone misje:

  1. Ślad popiołu - Rozdział 1 - (D) Katakuri
  2. Tytoń w opałach - (C) Hou, Kaiko
Avatar użytkownika

Uchiha Masako
Mistrz Opowieści
 
Posty: 392
Dołączył(a): 11 kwi 2019, o 20:07
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Niska, w miarę szczupła dziewczyna o bladej cerze i ciemnych, krótkich włosach do ramion. Ubrana w lekkie, bure kimono, na plecach zaś ciemny płaszcz dobrej jakości. Na głowie nosi słomkowy kapelusz, a w ustach niemal zawsze ma fajkę.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7198
Multikonta: Hoshigaki Toshiko

Re: Główna Ulica

Postprzez Shikatsu » 22 paź 2019, o 10:04

Shi wiedziała, że nie powinna powtarzać błędów swojego rodziciela, omijała więc szerokim łukiem wszelkie kasyna i grzecznie wymigiwała się z każdej propozycji jednej, małej partyjki w gospodach. Nie potrafiła sobie jednak odmówić tylko jednej rzeczy - nigdy nie przeszła obojętnie obok tych ulicznych szarlatanów, którzy zaczepiali przechodniów, oferując im mały zakładzik. Wiedziała, że kubki najprawdopodobniej są podmienione tak, by piłeczki nie było pod żadnym. Wiedziała, że karty są znaczone. Wiedziała, że cwaniak miał swoją własną talię schowaną w rękawie. Wszystko to wiedziała, ale po prostu nie mogła się powstrzymać pokusie tego, by spróbować rozgryźć, gdzie jest haczyk, gdzie jest tutaj oszustwo. Nie mogła odmówić sobie tego dreszczyku, gdy wykładała kasę na stół, łudząc się, że tym razem ją podwoi. Nie mogła sobie też odmówić frustracji przegranej i chęci odbicia sobie, powtórzenia, zagrania znów, i znów, i znów.
Szkoda tylko, że nie każdy rozumiał jej potrzeby. Nie rozumiała ich na pewno pewna wściekła albinoska, która zamiast się z nią kulturalnie przywitać, postanowiła wesprzeć się drewnianą podeszwą buta o zesztywniałe od bezruchu plecy Nary. Ale to nawet nie upokorzenie było w tym wszystkim najgorsze - najgorsze było to, że Yamanaka skonfiskowała zakład brunetki zanim ta zdążyła go w ogóle wskazać kubeczek, pod którym schowana miała być zbłąkana piłeczka!
- Cholera, Inoyu! - zasyczała w odpowiedzi, wodząc spojrzeniem za odebraną jej kasą do momentu, gdy ta zniknęła odmętach materiału zasłaniającego klatkę piersiową dziewczyny. Dopiero potem podniosła wzrok na twarz przyjaciółki, marszcząc brwi - Myślałam, że obie chcemy zarobić, no zobacz, to tylko dzieciaki. Prawie to już miałam..!
Wtedy jednak dynamika w zgromadzeniu zmieniła się. Zabrzęczały monety, a dzieciaki rozbiegły się, zostawiając za sobą cały swój - prawdopodobnie niezbyt legalny - interes. Źródłem całego zamieszania był jakiś facet - Shi posłała mu równie zirytowane spojrzenie, co Inoyu przed chwilą, spodziewając się miejskiego strażnika, którego rolą było usuwanie takich zbiorowisk. Tu jednak mina jej zrzedła - gość zdecydowanie nie był stąd; skóra obcego była zbyt ciemna jak na jasną karnację mieszkańców lasu, których zasłona gęstych gałęzi chroniła przed nawet najostrzejszymi promieniami letniego słońca. Przypominał jej w sumie Mori Jina, którego razem z Inoyu poznały przed laty w Soso. Ciekawe, co u niego? No i do tego te ciuchy: wybitnie dziwne i niepraktyczne, zbyt krzykliwe jak na prostacki gust dziewczyny - a już na pewno nietutejsze. Imigrant? Najemnik? Po wydarzeniach w Iglicy całkiem sporo obcych kręciło się po ulicach Midori, ale Shi raczej nie szukała towarzystwa awanturników, którzy dobrowolnie pchali się w niebezpieczeństwo.
Początkowo chciała zachować się tak, jak zawsze zalecała jej mamusia - zignorować zaczepkę jakiegoś obcokrajowca, złapać kapłaneczkę za rękaw i w milczeniu odmaszerować w drugą stronę, udając, że w ogóle nie zauważyła, że ktoś miał czelność naruszyć jej spokój. Ale wtedy przybysz z pustyni (?) zaproponował kontynuowanie rozgrywki. I do tego powiększając pulę o dziesięć razy większą stawkę.
Shikatsu nawet się nie odezwała - bo po co? Zbędna gadanina tylko odwlekała dalszą grę, a to groziło tym, że jeleń z zagranicy jeszcze się rozmyśli i wycofa ze swojej propozycji. Tylko ręka Nary, jakby to był jakiś doskonały mechanizm, wsunęła się w kieszeń kurtki, by dobyć sakiewki i wyciągnąć z niej potrzebną do dalszej gry kwotę.
A potem zreflektowała się i spojrzała na Inoyu wyczekująco, ale w sumie dość grzecznie. Jakby spytała, czy może.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 464
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:47
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam, jakaś tam laska. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG/Discord: urb#6156
Multikonta: -

Re: Główna Ulica

Postprzez Inoyū » 26 paź 2019, o 16:32

Wbiła ciężką podeszwę odrobinę mocniej, niemal zmuszając Shi do przybrania zgarbionej postawy, gdy ta śmiała w ogóle wyrazić jakikolwiek sprzeciw wobec ingerencji swojej kochanej, troskliwej koleżanki. Przecież ona miała jedynie na celu chronić jej osobiste dobra - w tym przypadku pod postacią tych paru monet, których w jej domu ostatnio brakowało. I to też wcale nie było tak, że chciała tak po prostu przywłaszczyć sobie jej pieniądze - któż by w ogóle mógł pomyśleć, że kieruje się tak płytkimi pobudkami - tylko chciała dać jej nauczkę. Ot, pogrozić jej paluszkiem. Jeśli dalej chciałaby bawić się w hazard, to Inoyu zabierałaby całą wystawioną przez nią stawkę tak długo, aż w końcu przyswoiłaby, że każdy taki występek kończyłby się wzbogaceniem Yamanaki. Cóż z tego jednak, skoro Nara w ogóle nie próbowała zauważyć jej dobroduszności? Nie dość, że durna, to jeszcze niewdzięcznica.
Parsknęła ze szczerym rozbawieniem, gdy brunetka podjęła temat zarabiania pieniędzy. No tak, to była jedna z tych rzeczy, które niewątpliwie je łączyły - zarabianie. Wspólna satysfakcja z wypłacalności przyjmowanych przez nie zadań i te kilka chwil, gdy miech wypełniony monetami faktycznie ciążył w ich kieszeniach. To, że nazajutrz tych pieniędzy najpewniej już nie było, jest już zdecydowanie inną kwestią.
Gówno miałaś, przecież ty nawet nie nadążasz za tymi dzieciarami — sarknęła, wbijając kpiące spojrzenie w jej potylicę. — One są jakieś pięćset razy sprytniejsze od ciebie. Co, masz zbyt nudne życie? Chcesz mieć jakąś mafię na karku, idiotko? — zbeształa ją już nieco dobitniej, po czym zdjęła wreszcie swój nieco ubłocony bucik z materiału jej kurtki. Dźgnęła Narę krótko w ramię, by poinformować ją, że najlepiej by było, gdyby w końcu podniosła swój uzależniony od hazardu zad z krawężnika i udały się do tej karczmy, w której już kilka chwil temu powinny się znaleźć i zamawiać sobie jakieś parszywe trunki, gdy jak spod ziemi wyrósł jakiś bardzo opalony typek. Odzienie, które w bardzo specyficzny sposób zakrywały jego muśniętą słońcem skórę, można nazwać co najmniej niecodziennym; jej nieprzyzwyczajone do tak odmiennego sposobu ubierania się ślepia nie mogły przyporządkować tego przedziwnego osobnika do żadnego konkretnego miejsca. Chociaż jego szaty sugerowały - chyba? - całkiem wysoką pozycję w drabinie społecznej, to zdecydowanie miał w sobie coś z tego energicznego chłopaka, którego spotkały jeszcze w Soso. Jak on miał na imię? Mori Jin? Ciekawe, czy zjadły go już te... skorpiony. Byłoby szkoda. Był całkiem pocieszny.
Nieufne spojrzenie pozbawionych źrenic ślepi zatrzymało się na dłużej na facjacie nieznajomego, by powoli przesunąć się w stronę jego szafirowej kolii o imponujących rozmiarach. Zwróciła również uwagę na jego ciężkie kolczyki, które bynajmniej nie wyglądały, jakby były wykonane z jakichś tanich stopów. To było złoto. A kamienie były prawdziwe. Kto jak kto, ale ona akurat potrafiła odróżnić fałszywkę od oryginału.
Kimkolwiek był ten facet, wiedziała jedno - miał wyczucie stylu. No i dużo pieniędzy. Westchnęła cicho.
Kim ty niby jesteś? Shi, to jakiś twój znajomy? — burnęła dość ofensywnie, kiedy ten postanowił wtarabanić się z tymi wszystkimi świętościami na skrzyneczkę. Postawił obok siebie jakiś ogromny, przedziwny pojemnik z nieznaną zawartością. Zmrużyła nieznacznie oczy. — Ja już się nimi odpowiednio zabawię, nie powinieneś się o to martwić — dopowiedziała, wykrzywiając kącik ust w niezbyt sympatycznym grymasie. Powinny już zacząć się ulatniać, czy odczekać jeszcze chwilkę? Czasem zdarzało jej się zapomnieć, że wychodzenie gdziekolwiek o tak późnej godzinie może jednak być o tyle ryzykowne, że może je zaczepić jakiś spragniony wrażeń facet.
Drgnęła delikatnie, gdy mężczyzna zaproponował dziesięciokrotność tych biednych pięćdziesięciu Ryo. Cholera, to już dużo. Dała po łapach tak ochoczo wyciągającej kolejne monety Shi, przewracając ślepiami. Mogłaby się założyć, że w jej przypadku był to odruch bezwarunkowy; wyczuła możliwość zdobycia większej ilości pieniędzy, więc bez zastanowienia sięgnęła do tej swojej leciutkiej sakwy. Byłaby skłonna robić to tak długo, aż wreszcie nie miałaby czego wystawić. Na szczęście miała kogoś takiego jak Inoyu, która kierując się swoim zdrowym rozsądkiem, odciągnęłaby ją od...
Dziesięć razy tyle? — powtórzyła, starając się ukryć swoje rozemocjonowanie. — A dobra, masz pan — rzuciła niby od niechcenia, a jej dłoń machinalnie sięgnęła po skonfiskowane Shi pieniądze, by ze sporym impetem wyłożyć je na niezbyt stabilną skrzynkę. Przecież to nawet nie były jej monety, więc dlaczego nie miałaby chociaż spróbować? Ostatecznie stratna będzie tylko Nara. Czyli wszystko w jak najlepszym porządku.
PH BANK GŁOS arciki

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Zimy
 
Posty: 475
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:55
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG/Discord: Vay#6526
Multikonta: nope

Re: Główna Ulica

Postprzez Ichirou » 26 paź 2019, o 17:43

Rozsiadł się wygodnie na tyle, na ile pozwalała biedacka skrzynka, i postawił swoje warunki gry już włącznie z pieniążkami, więc mógł teraz poświęcić tę krótką chwilę oczekiwania na bliższe przyjrzenie się młodym paniom, których na pierwszy rzut oka łączyła szorstka relacja.
Bursztynowe ślepia powędrowały wpierw do ciemnowłosej dziewczyny, bo ta wcześniej wykazywała większe zaangażowanie w ten niepozorny hazard i prawdopodobnie to jej miał za moment prowadzić grę, bo przecież było niemal pewne, że zakład zostanie przyjęty. Nawet jeśli spróbował, to przez tę sekundę lub dwie nie wyrobił sobie jakiejś konkretnej opinii na temat siedzącej naprzeciw osóbki. Ot, takie tam o, taka se, wcale nie brzydka, ale też wcale nie przyciągająca uwagi, normalna. Ubiór tez bez szału, jakiś taki nijaki, zwyczajny. Akcent raczej tutejszy, bo osłuchał się już sporo Reiki, a ta mówiła podobnie.
Z neutralną, jeśli nie powiedzieć z żadną, oceną przeniósł spojrzenie na drugą z pań, która w porównaniu do poprzedniczki wręcz pochłaniała uwagę lubującego się w pięknie Ichirou. Te włoski, te oczka, ta cera - niesamowicie egzotyczne połączenie dla kogoś, kto na co dzień obracał się w kanonach piękna typowych dla pustynnego regionu. Asahi nie miał do tej pory za wiele do czynienia z albinizmem, który w tym konkretnym przypadku był jak najbardziej na plus. Dziewczyna miała bowiem wyczucie stylu, to mógł ocenić praktycznie od razu. Może i jej biżuteria, ozdóbki i inne duperelki nie wyglądały na tyle drogo, żeby wykupywać za nie wioski, ale wszystko było jak najbardziej spójne. Sam styl był ciekawy, taki sakralny, też bardzo rzadki dla bardzo przyziemnej i pragmatycznej pustyni. Można było więc przewrotnie powiedzieć, że w oczach Diabła Świtu białowłosa była wyjątkowa niczym płatek śniegu, a śnieg na Samotnych Wydmach wcale nie był takim tak powszechnym zjawiskiem.
Nie rozpoznały go, jaka szkoda. Już miał się przedstawić, a raczej pochwalić swoim sławnym imieniem, które powinno natychmiast zmienić ich postrzeganie, ale w ostatniej chwili powstrzymał się i zmienił taktykę. Skoro temat wojny chwilowo rzucił gdzieś w kąt i miał się bawić, no to się bawił. Pozostawił karty wciąż nieodkryte.
Teatralnym, egzaltowanym ruchem ręki wskazał otwartą dłonią na postawioną obok gurdę.
- Jestem sprzedawcą piasku, jak same widzicie. W ramach próbki przytargałem piaskową pierzynkę z najwspanialszych wydm pustyni - wyjaśnił poważnym tonem, ale bez ukrywania lekkiego uśmiechu, który sporą część czasu malował mu się na twarzy.
- No dobra, to zaczynamy. Znacie zasady, wybieracie jeden kubeczek - oznajmił, pokazał puste kubeczki, do środkowego wrzucił kuleczkę, później wszystkie pojemniki obrócił spodem do góry. Podniósł wzrok na dziewczyny, by się upewnić co do ich gotowości, następnie zaczął bardzo powolutku, żeby wynudzić je przez tę parę sekund ślimaczym tempem.
A potem odprawił swoją magię zwinnych rączek, które wraz z kubeczkami zaczęły śmigać z nieludzką wręcz prędkością, za którą przeciętny śmiertelnik raczej nie był w stanie nadążyć. Po wielu przemieszaniach w króciutkim czasie, po których szanowne panie powinny już zgubić właściwy pojemnik, sprawnym ruchem rączki odchylił leciutko odpowiedni kubeczek i wypchnął kulkę do rękawa. Wykonał to oczywiście w możliwie najdyskretniejszy sposób.
- No to czekam - odrzekł sympatycznie moment później, kiedy już odstawił kubki w równym rządku, wyprostował się i splótł rączki na klatce piersiowej. Uważnie przyglądał się młodym hazardzistkom, licząc na to, że zapewnią mu chociaż chwilkę zabawy podczas wspólnej narady zamiast bezmyślnie i na ślepo wybrać jedną z trzech opcji.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3026
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Główna Ulica

Postprzez Shikatsu » 26 paź 2019, o 18:43

Shi wykrzywiła tylko wargi w zniecierpliwionym grymasie, wywracając oczami, gdy Inoyu postanowiła prawić jej jakieś morały. Kto by pomyślał, że to albinoska będzie miała jakiś problem z tym, gdzie i w jaki sposób stara się pomnożyć swój kapitał? Ba! Chyba powinna jej być wdzięczna, że stara się inwestować swoje ciężko zarobione pieniądze, a nie chowa je do skarpety. Pieniądz musi sam na siebie pracować! Nawet jeśli tą pracą ma być ogrywanie na ulicy dzieci z ich kieszonkowego: jak to kiedyś powiedział klasyk - każdy orze jak może.
- Zwariowałaś? Pierwszy raz na oczy gościa widzę - Ściągnęła albinoskę szarpnięciem za ramię do dość pokracznego przegięcia na swoją wysokość, racząc jej uszko napastliwym szeptem, być może dosłyszalnym dla obcego. Spojrzenie bystrych niebieskich ślepi zawiesiła za to na przybyszu, nie odrywając od niego wzroku choćby na sekundę, by nie wykonał żadnego niepokojącego ruchu. Czy to zachowanie było kulturalne? Być może nie, ale sprawa wymagała natychmiastowego omówienia sprawy z jej przyjaciółką. W dodatku dlaczego niby ma być grzeczna dla jakiegoś obcokrajowca, który szuka zaczepki? I co to w ogóle za zawód – handlowanie piachem? Jakiś cholernie niepoważny, chociaż najwyraźniej bardzo dochodowy.
Humor natychmiast jej się poprawił, gdy pieniądze wróciły na stół. Potarła niespokojnie dłonie, jakby wiercąc się w miejscu, gdy najwyraźniej bardzo zadowolony z siebie panicz z pustyni zaczął obracać kubeczki. Nie mogła się w sumie doczekać, gdy będzie mogła zetrzeć butnemu turyście ten wesolutki grymas z twarzy – raczej nie będzie tak się cieszył, gdy będzie wypłacał im kasę. Cóż, nie chciała być nieskromna, ale nie da się ukryć, że była spostrzegawcza. Tym pewniej nachyliła się więc nad kubeczkami, wspierając się łokciem o własne kolano i obserwując cierpliwie, jak obcokrajowiec ślamazarnie miesza kubki.
A potem przyspieszył.
Shi nigdy nie widziała jeszcze takiej prędkości. No właśnie – nie widziała. Jej wzrok za nic nie nadążał za sprawnym ruchem dłoni obcego mężczyzny, a trzy kubki zmieniły się w rozmyte plamy niewyraźnych kolorów. Dziewczynie zrzedła mina i jakby uszło z niej powietrze wraz z całą jej pewnością siebie – wsparła głowę o dłoń, wplatając palce w swoje ciemne kudły w rozpaczliwym geście, w milczeniu wpatrując się w widowisko, jakie działo się teraz na blacie. Handlarz piaskiem? Handlarz piaskiem, cholera? Gość był shinobim – i to jakimś piekielnie dobrym, bo przez całe swoje dwudziestoletnie życie nie spotkała jeszcze nikogo, kto był w stanie rozwinąć taką prędkość. Spojrzała najpierw na Inoyu krótko, jakby w jej minie szukając wytłumaczenia dla tego, co właśnie się zadziało. Potem znów spojrzała na kubeczki. A potem na opaloną twarz obcego. I zwęziła wargi w zaciętym grymasie.
- Inoyu – mruknęła dość cicho, splatając dłonie na piersi - Wybierz, proszę, kubeczek pod którym nic nie ma.
Myślał, że skoro jest szybki, to to będzie takie proste? Po jej trupie.
Ostatnio edytowano 26 paź 2019, o 20:42 przez Shikatsu, łącznie edytowano 1 raz
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 464
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:47
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam, jakaś tam laska. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG/Discord: urb#6156
Multikonta: -

Re: Główna Ulica

Postprzez Inoyū » 26 paź 2019, o 19:59

Obcokrajowiec wskazał na swój przedziwny pojemnik, zmuszając Yamanakę do ponownego ulokowania na nim swojego wzroku. Pojemnik ten miał dość obłe kształty, co mogło sugerować, że jego zawartością najpewniej jest jakaś ciecz. W sumie, to odrobinę kojarzył jej się z tymi glinianymi naczyniami, w których przenosiło się wodę z okolicznych źródeł - tyle, że w co najmniej kilkukrotnie większej wersji. Jeżeli jednak zawartość naczynia nie była płynna, to najpewniej była jakąś sypką substancją. Mąka, być może ryż? Z drugiej strony - prezencja bruneta raczej nie kojarzyła się z byle sprzedawcą ryżu.
Mama niegdyś opowiadała jej o tych zaklinaczach węży, którzy stylizowali się na pochodzących z egzotycznych nacji jegomości i umieszczali owe zwierzątka w różnego rodzaju koszykach albo - no właśnie - tego typu gurdach. Znajdujący się tuż przed nimi mężczyzna idealnie wkomponowałby się w obrazek ruchliwego ryneczku. Znalazłby sobie miejsce wśród podrzędnych, ulicznych muzyków i, wraz ze swoimi wytresowanymi wężami, grałby na jakimś niezbyt skomplikowanym instrumencie, by ku uciesze gawiedzi zmusić je do wyglądania z tej właśnie gurdy.
Zamrugała parę razy, gdy głos nieznajomego wyrwał ją z tej krótkiej chwili zamyślenia.
Po jaką cholerę sprzedawać piasek? No kiepski zawód sobie pan wybrał, taki bez przyszłości. Ale nie oceniam, to nie moje życie — mruknęła bez przekonania, wzruszając delikatnie ramionami. Nie znalazła żadnego użytku dla jakichś piaskowych pierzynek, o których tak pieszczotliwie wypowiadał się mężczyzna. No cóż, być może to jakiś szok kulturowy - jako dziewczę z gór nie miała zbyt często sposobności natknąć się na piasek. Być może gdzieś na świecie jest z niego większy użytek. Starała się być tolerancyjna.
Podekscytowanie Shikatsu zbliżającym się rozpoczęciem gierki było wręcz przekomiczne. Nara wierciła się na swoim miejscu jakby miała jakieś owsiki czy też inne cholerstwo, z wyraźnym zniecierpliwieniem czekając na swój ruch. Rączki zaczęły już ją świerzbić, więc musiała czymś je zająć. Spojrzenie skoncentrowane zarówno na dłoniach mężczyzny, jak i kubeczkach. Nawet jej policzki wydawały się być jakoś tak delikatnie zaróżowione od tego nadmiaru emocji. Zerknęła na nią z wyższością, nadal górując nad przygarbioną Narą swoją wyprostowaną sylwetką.
Westchnąwszy ciężko, skierowała spojrzenie w tę samą stronę, nie mając jednak zamiaru skupiać się jakoś szczególnie na odgadnięciu położenia piłeczki. Dla Yamanaki nie miało to bowiem żadnego sensu - o przegranej lub wygranej i tak ostatecznie będzie decydował ślepy traf. Ach, żeby jeszcze wiedziała, jak bardzo ślepy...!
Chociaż na samym początku mężczyzna zaczął poruszać kubeczkami tak cholernie powoli, że aż momentami zaczynała tracić koncentrację, to jego tempo z każdą kolejną chwilą stopniowo przyspieszało, aż osiągnęło poziom wręcz absurdalny. Różnokolorowe pojemniczki szybko przybrały nijaki kolor jednolitej, błyskawicznie poruszającej się masy. Nie była w stanie już odróżnić, gdzie kończą się jego palce, a zaczyna materiał któregoś z kubeczków; wszystko zaczęło nieprzyjemnie migotać przed jej ślepiami, co poskutkowało natychmiastowym odwróceniem wzroku, gdy prędkość zdawała się jeszcze zwiększać.
Czy pański fach wymaga aż takiej zręczności? Niejeden shinobi mógłby panu pozazdrościć — powiedziała spokojnie, przybierając na twarz życzliwy uśmiech. Wprawne oko mogłoby dostrzec jednak, że ten z pozoru uprzejmy grymas podszyty jest pewną obłudą. On wiedział, ale one też wiedziały. Za wcześnie jednak na triumfalne wskazanie palcem i wypowiedzenie na głos jego prawdziwej tożsamości. Na wszelki wypadek podejrzy swoim szóstym zmysłem jego sygnaturę chakry, gdy wreszcie zakończą tę farsę, a nietutejszy postanowi kontynuować swoje włóczenie się po nieznajomej okolicy.
Tymczasem nachyliła się nad środkową skrzyneczką, by energicznym ruchem podnieść dwa kubeczki - te znajdujące się najbardziej po bokach. Po środku powinien więc zostać kubeczek zawierający piłeczkę. Tylko czy aby na pewno cokolwiek pod nim było?
PH BANK GŁOS arciki

Obrazek

· 鹿 ·
Avatar użytkownika

Inoyū
Miss Zimy
 
Posty: 475
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:55
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Albinos, brak źrenic, czerwony cień wokół oczu, dość niska, przewieszona zbędnymi wstążkami, talizmanami i ciężką, mosiężną biżuterią; źle jej z oczu patrzy; ubrana w białe keikogi i czerwoną hibakamę.
Widoczny ekwipunek: Wakizashi u boku, torba na biodrze, dwie kabury na udach, rękawiczki z blaszkami, bordowy płaszcz.
Link do KP: viewtopic.php?p=85248#p85248
GG/Discord: Vay#6526
Multikonta: nope

Re: Główna Ulica

Postprzez Ichirou » 26 paź 2019, o 21:19

Słuch też miał całkiem niezły, więc nawet ciche pogaduszki między dziewczynami raczej do niego trafiły. Nie komentował, obserwował tylko z ledwie zauważalnie uniesionymi kącikami ust. Bawiło go to, że wprowadzał swoją osobą lekką dezorientację. Ostatnie lata spędził przede wszystkim na pustyni, gdzie nie musiał nikomu się przedstawiać. Lubił sławę, lgnął o niej, ale anonimowość też miała swoje plusy. Nawet jeżeli jego rzekoma profesja brzmiała niepoważnie, a nieznajome, jeśli były choć trochę rezolutne i coś podejrzewały, to raczej nie spodziewały się, że jest tym Ichirou z Krwawego Pokolenia. Gdyby od razu zdradził swoją tożsamość, prawdopodobnie po drugiej stronie natychmiast pojawiłaby się jakaś forma respektu. Nie to, że pokłony były złe, bo Asahi lubił nawet te udawane, ale czasem miłą odmianą było poprzebywać wśród szaraczków na nieco równiejszych warunkach.
- Ale to nie jest zwykły piasek. On potrafi skakać. Dlaczego na pustyniach wydmy się przemieszczają? No bo właśnie piaseczek sobie skacze, o tak, hop hop hop - oznajmił z wymuszoną powagą, która już leciutko zahaczała o drwinę, klaszcząc przy tym w dłonie przy każdym hop i zmuszając wierzchnią warstwę piachu z gurdy do drgnięcia i wyskoczenia z niej na paręnaście centymetrów.
Nie było sensu silić się w ukrywanie swojej prawdziwej fuchy, bo ta i tak zaraz miała zostać troszkę zdradzona przez spektakl błyskawicznie szybkich rączek.
- I żebyś wiedziała, niejeden zazdrości - odpowiedział, troszkę łechtając swoje niemałe (ale przy tym jak najbardziej uzasadnione!) ego.
Zmrużył oczy na ułamek sekundy, kiedy ciemnowłosa spryciula wyszła z całkiem niegłupim pomysłem. No, no, trafił na całkiem rezolutne dziewuchy. Aż szkoda, że marnowały się na grze z jakimiś gówniarzami.
Choć nie do końca podobał mu się rozwój sytuacji, to jednak utrzymywał bazowy dla tej sytuacji, dość przyjazny wyraz twarzy i nie dawał oznaki jakiegokolwiek zdenerwowania, bo był wprawdzie bardzo spokojniutki. Nawet jeżeli plan z odkrywaniem pozostałych kubeczków był bardzo dobrą odpowiedzią na próbę oszustwa, to wciąż miał swoją szybkość, która
przed momentem troszkę namieszała w główkach obserwatorek. Zresztą, nie grał teraz o oszczędności swojego życia i mimo że sumka była niemała, to był gotów ją roztrwonić w imię dobrej zabawy. Oczywiście żadnych forów. Nie zamierzał tak łatwo pozwolić im na wygraną.

- No to, szanowne panie, zobaczmy - oznajmił, rozpoczynając zaplanowany właśnie ruch. Środkowy kubek zamierzał odsłonić tą dłonią, którą schował sobie wcześniej kuleczkę za rękaw. Opuszczając rękę z wysokości klatki piersiowej do poziomu prowizorycznego stoliczka, kulka miała zsunąć się z powrotem do dłoni, a wtedy to już tylko siup, podrzucenie kulki do któregoś kubeczka trzymanego przez albinoskę i zaraz po tym odsłonięcie środkowego. Wszystko oczywiście w możliwie najwyższym tempie, ale cały manewr mógł być już nieco bardziej czytelny poprzedniego, jako że brakowało tutaj elementu chaosu i zamieszania. Dostrzegą? Domyślą się? Był bardzo ciekaw ich reakcji.
- Oj, coś chyba źle spojrzałyście. Wygląda na to, że jednak wygrałem - oświadczył tryumfalnym tonem, udając rzecz jasna niewiniątko. Wszystko zostało rozegrane regulaminowo, nie było żadnych przekrętów. Słowo sprzedawcy piasku.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3026
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: Główna Ulica

Postprzez Shikatsu » 26 paź 2019, o 23:46

Hop hop hop piachem obserwowała w milczeniu, zwężając wargi w jeszcze cieńszą linię. No dobrze, potwierdziły to, że gość parał się tym samym fachem, co one - i przy okazji posiadał jakieś dziwne zdolności, o których Shikatsu nawet nie śniła. W dodatku, na litość boską, jakie zastosowanie ma niby zwykły piasek? Można nim komuś sypnąć w oczy, no dobrze - ale co jeszcze? Postawić sobie piaskową babę? Trudno było jej nie unieść jednej brwi w geście zwątpienia - choć nadal z tyłu głowy pamiętała o tej przerażającej szybkości, jaką przed chwilą zaprezentował im najemnik. W dodatku czuła, że nawet jeśli ona dyplomatycznie przemilczy talenty nieznajomego, to albinoska o niewyparzonym języku wypowie o nim jeszcze swoją opinię. Nie chciała odbierać jej tej przyjemności.
Swoją uwagę szybko przekierowała jednak na coś, co bardziej ją teraz interesowało – gierkę hazardową. Shikatsu trudno było ukryć zadowolenie, gdy oddelegowała Yamanakę do podnoszenia kubeczków. Sposób był stary jak świat – Shi nauczył go kiedyś ojciec, przy okazji przestrzegając ją, o ironio, przed dawaniem się wciągać w różne gierki ulicznym szulerom. Zasada była prosta: jeśli tylko istnieje możliwość, że ktoś majstrował coś przy położeniu piłeczki, to wskazuj miejsce, gdzie piłeczki nie ma. Nieszczególnie wyrafinowana strategia, ale wystarczająco dobra, by wykiwać czasem jakieś szczylki, które sądzą, że uda się im ją naciąć. Naiwnie założyła więc, że to wystarczy, by przechytrzyć handlarza piachem.
Najpierw zawiódł czynnik ludzki - albinoska chyba wyczuła, że Shi powątpiewa w uczciwość przeciwnika, i nabrała zbytniej brawury, podnosząc oba kubki naraz zamaszystym gestem. Cholerna Inoyu, spieprzyła całe budowanie napięcia! Przecież właśnie taki jest urok gry! Jej artyzm! Nara syknęła pod nosem – jeśli facet chciał je wykiwać, to zrobi to teraz. Spanikuje, bo nie takie były zasady.
Zapuściła ostrożnie żurawia do kubków, zaciskając pięści mocno i czując własne paznokcie wbijające się w skórę jej dłoni. No, nic tam nie ma. Tak jak myślała – albo miały szczęście, albo kulka była gdzieś schowana. Druga ręka? Kieszenie? Rękawy? Na ziemi?
A potem był ruch.
A potem piłeczka magicznie pojawiła się w kubeczku.
A sprzedawca piachu wyglądał na cholernie z siebie zadowolonego. Jak iluzjonista, któremu udała się wyćwiczona latami sztuczka.
Shikatsu raczej nie należała do osób nerwowych. Raczej szła przez życie ze stoickim spokojem, nie chcąc marnować cennej energii na denerwowanie się na błahe sprawy. Owszem, przepychała się czasem na słówka z Inoyu, owszem, kłóciła się czasem z ojcem – nie była przecież jakimś wyzutym z uczuć robotem. Ale raczej nie bywała wściekła. Najwyżej umiarkowanie zirytowana.
- Te! Ręce daleko od stołu - warknęła, podnosząc się z miejsca dość gwałtownie i z zaskakującym jak na siebie wigorem. Dłonie oparła o prowizoryczny stolik ze skrzynek po owocach, a gdyby tylko mogła, to jej oczy ciskałyby błyskawice. Nie miała zielonego pojęcia, co zrobił obcokrajowiec, ale mogłaby dać sobie uciąć rękę, że coś zrobiłNie wiem, jak to wygląda u was, ale jesteś w Lesie, a nie w jakiejś swojej dziczy. Jak masz mnie, gogusiu, oszukiwać, to zrób to chociaż elegancko! Psiakrew. Pieprzeni przyjezdni. Skurczybyki.
Spojrzała na Inoyu, szukając w jej minie i słowach potwierdzenia tego, że ma prawo być oburzona. Czy ona sama oszukiwała, zaczynając od odkrywania miejsc, gdzie nie ma kulki? Technicznie rzecz ujmując, to trochę tak. Ale w opinii Shi było to zachowanie zupełnie sportowe – mógł się dostosować, wymyślić coś. A nie machać łapami z tą nadludzką prędkością i coś kombinować. Zero w tym finezji. Zero klasy.
猪 · 鹿 · 蝶
Obrazek
ph · bank · kp · głos
Avatar użytkownika

Shikatsu
 
Posty: 464
Dołączył(a): 11 maja 2018, o 17:47
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Shikatsu to tam takie tam, jakaś tam laska. Taka se o, ciemne włosy, niebieskie oczy, kurtka na grzbiecie, znudzona mina.
Widoczny ekwipunek: Torba nad zadkiem. Dwie kabury na udach. Czarny płaszcz. Złożony Fūma Shuriken przytwierdzony nad torbą. Duży Shuriken przytroczony do pleców.
Link do KP: viewtopic.php?p=85101#p85101
GG/Discord: urb#6156
Multikonta: -

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Yokukage (Osada Rodu Nara)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość