[Event] Iglica i okolice

Kolejna prowincja przynależąca do Prastarego Lasu o znacznej powierzchni. Midori zamieszkiwane jest przez Ród Nara i tak jak Shinrin oraz Kaigan, w głównej mierze pokryty jest gęstą puszczą, która słabo przepuszcza promienie słoneczne. Prowincja od wschodu graniczy z Ryuzaku no Taki, od południa z Kaigan, od zachodu z Shinrin oraz od północy z regionem Wietrznych Równin, co pozwala na rozwój handlu oraz żeglugi morskiej.

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Asaka » 30 sie 2019, o 20:14

Tup tup tup? Tyle słyszał Yami, ale jeśli mam być szczera, to kroki Asaki musiałyby teraz przypominać raczej ociężałe, mocarne TUP! TUP! TUP!, a nie słodkie, cichutkie, kobiece tup tup tup. Pewnie ważyła teraz tyle co on sam, będąc w podobnym wzroście – i choć nadal wyglądała na kruchą chudzinkę, to to, co miała na sobie od samego początku, a co odbijało od siebie mocniejsze refleksy słońca, zdradzając, że coś jest nie do końca tak, skutecznie przykuwało ją do ziemi. A w wodzie? Poszłaby na samo dno. To może jednak ważyła nawet więcej niż Yami? Pewnie nie straszne jej były prostsze techniki fuutonu, które obalały lżejszych przeciwników. Ze swoją obecną wagą trzymałaby się na miejscu i tylko uśmiechała kpiąco, gotowa spuścić komuś wpierdol. Już wcale nie prewencyjny.
No więc TUP! TUP! TUP!, biegła za mężem i Yamim, nawet nie próbując ich dogonić, a będąc po prostu tylną strażą, wsparciem, które jak już dobiegnie, to zrobi swoje. Czołg jak się patrzy. Żółw w bardzo, bardzo twardej skorupce. Więc… Właściwie z zadowoleniem przyjęła, że nagle pod jej stopami zaczęło się dziać coś dziwnego, że drewno poniosło do przodu jak jak… Nawet trudno było znaleźć odpowiednie porównanie. Krzyk Kyoko był jakże na miejscu, bo Asaka gotowa była zatrzymać tę nieprzewidzialną dziwność kryształem. Tak jak w przypadku smoka – i tutaj skupiła chakrę na stopach, by nagle nie zlecieć i patrzyła wokół, starając się, tak jak poprzednio, dostrzec zagrożenie i ewentualnie na nie zareagować. Nie musiała. Yami był od niej nieco szybszy i poradził sobie z pociskami idealnie.
Komenda Shikiego mogła niewiele mówić komuś, kto nie był z nim obeznany w walce – ale Asaka zrozumiała w mig. Pokazywał łukiem to, czego nie mówił na głos, by nie podać wszystkiego wrogiemu Ranmaru jak na talerzu. Tutaj też Yami ją ubiegł, gdy mocno zamachnął kilka razy wachlarzem – i złote oczy zapatrzyły się na piękno dzieła zniszczenia, zaś usta wygięły lekko w jednym kąciku. Sama by lepiej tego nie zrobiła. I chłopak mówił, że jest najsłabszym ogniwem drużyny? Co za stek bzdur. Chyba będzie mu trzeba to wybić z głowy, gdy już nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. Jego wiatr ciął drzewa i wszystko co znalazło się w zasięgu działania techniki. Idealnie. To naprawdę powinno zdać egzamin. I wykurzyć wroga. Być może go dosięgnąć i poturbować. Jeśli tak – i jeśli śmieciuch pokazał się w zasięgu wzroku, Asaka mogła zrobić tylko jedno – spróbować unieruchomić mu dłonie w szczególności a ręce w ogólności kryształem. Żeby już nie składał pieczęci. Ani nie strzelał z tego cholernego łuku. Mogła też mu unieruchomić nóżki, żeby nie zdołał nigdzie czmychnąć. Jak sarenka. Sarenka bez nóżek. Zabawne… Pewnie dla nikogo, ale Asaka widziała w tym pewną ironię. Bo to na sarnach przyszło jej ćwiczyć swoje techniki kryształu.
Krwawo. Jak czerwony był jej shoton.

tl;dr
Trzyma się za Shikim i Yamim, gdzieś nieopodal Toshiro. Gdyby wróg się pokazał po technice Yamiego - gotowa jest go spacyfikować kryształem, by nie robił już więcej szkód.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1192
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Ichirou » 30 sie 2019, o 21:57

Choć nawałnica piaskowych pocisków nie wykurzyła wroga z ukrycia, to kolejne chwile konfrontacji odsłoniły tajemnicę, jaką była lokalizacja łucznika. Ichirou nie zważał w tym momencie na ewentualne szkody, jakie powstały wśród towarzyszy. Nie dało się niańczyć całej grupki i przeprowadzać zdecydowanej ofensywy, jaka była w tej sytuacji konieczna. Kiedy czerwone ślepia wreszcie objawiły się gdzieś w pułapie koron drzew, władca piasku nie myślał o niczym innym jak o najprędszym dorwaniu przeciwnika. Jeżeli w jego okolicy wylądowała notka oślepiająca, w miarę swoich możliwości próbował się rzecz jasna osłonić przed błyskiem. Tak czy inaczej, piach niedługo później dosięgnął celu i złapał... obłok dymu, który pozostał po przeciwniku. Klon?
- Ten prawdziwy gdzieś tu może być - odezwał się do reszty, spoglądając przez plecy, by zobaczyć, jak wygląda sytuacja u nich. Cały czas zachowywał czujność i unikał zatrzymywania się w miejscu, by nie stać się łatwym celem dla wroga. Nie było żadnej pewności, czy oryginał wciąż na nich poluje, czy zdecydował się uciec, czy też właśnie walczył z drugą połową ekipy zwiadowczej, która chyba była uwikłana w swoje własne starcie.
Wrócili do punktu startowego, bo znowu nie mieli informacji o przeciwniku i jego położeniu. Nie była to wymarzona opcja, ale byli zmuszeni czekać na rozwój sytuacji i ewentualne ataki z niewiadomego kierunku. Asahi wytężył więc zmysły, obserwował i nasłuchiwał otoczenie. Jeżeli wyłapał cokolwiek istotnego, zamierzał ruszyć w stronę niebezpieczeństwa, posiłkując się swym piachem w razie potrzeby.
Gdyby jednak przez dłuższą chwilę nie działo się nic i wszystko wyglądało na to, że problem został załatwiony, to machnął niedbale ręką do Seinara i pozostałych, by wrócili się kawałek i dołączyli do pozostałych. Jeśli będzie spokojnie, to przystanie gdzieś nieopodal Kuroia, który leczył rannego. Jeżeli jednak reszta grupy wciąż będzie ścigać niewidzialnego wroga, to zdecyduje się dołączyć do pościgu i zapewnić im wsparcie. Jeżeli chcieli kontynuować zwiad i ruszyć do przodu, to nie mogli zostawić za swoimi plecami jakiegokolwiek wroga.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3093
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Seinaru » 30 sie 2019, o 23:49

Huh, chyba nic tu po nim. Walka z przeciwnikiem na dystansie nigdy nie była jego specjalnością, a bieganie w kółko bez sensu to po prostu odwlekanie wyroku. Dobrze, że jego towarzysze potrafili zaradzić problemowi, którym był niewidzialny łucznik. Najpierw Harruchi wystawił się na przynętę, a potem piach pogonił za strzelcem, który dał się nabrać i skorzystał z okazji.
- Dobra robota! - Kei z entuzjazmem pochwalił plan młodzieńca, który dał się postrzelić dla dobra grupy. Nie spodziewał się, że będzie on tak ofiarnie działał w zespole, którego członków poznał dopiero kilka godzin temu.
Co jednak teraz? Klon, jak się okazało, rozproszył się w dymie, a przeciwnik mógł być dalej w pobliżu. Czy to ten sam z którym walczyła druga część grupy? Czy to może zupełnie drugi osobnik i to para próbuje uprzykrzyć im życie? Jak dla Seinaru, zbratanie się dwóch łuczników z klanu Ranmaru w lesie na pograniczu Kaigan i Midori było mało prawdopodobne. Mimo wszystko wciąż możliwe, widzieli przecież już duet akimichi, to dlaczego nie taki? Niemniej jednak, jeśli walka po ich stronie nie rozgorzała na nowo i nie poleciała już żadna kolejna strzała, to Kei wycofuje się pod drewniano/kryształową zasłonę razem z Kuroiem i rannym Harruchim. Robi to jednak na własną rękę, nie wchodzi w drogę piaseczkowi kompana. Cały czas był jednak czujny i gotowy na kontynuowanie potyczki, choć nie przewidywał kolejnych pocisków w jego stronę. Jeśli jednak uda mu się wycofać do bunkra, wtedy będzie mógł już chyba bardziej się wyluzować.
- Ma ktoś może jakąś kanapkę? Przebiegliśmy już dzisiaj chyba z jakieś 50 kilometrów. - Naprawdę można było przez ten czas zgłodnieć. Kei postanowił wykorzystać krótką przerwę i zrobić sobie odpoczynek, jeśli druga część grupy dłużej nie wracała. Na pewno sobie poradzą, to tylko kwestia czasu, a samuraj tylko by im przeszkadzał.
- I trzeba mianować nowego Dowódcę grupy. Jak dla mnie to Ichirou najbardziej się nadaje. Ma największe doświadczenie z Biju, tak niesie wieść. To może się przydać. - Wgryzł się w kanapeczkę, jeśli udało mu się wyżebrać jakiś prowiant.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2109
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Uchiha Masako » 31 sie 2019, o 01:24

Wybuchy, pociski piaskowe, strzały... tyle się działo, a to dopiero chyba wczesne popołudnie. Masako zmełła w ustach przekleństwo, kiedy jej strzałą trafiła w pustkę, jednak poczuła cień satysfakcji, gdy klon - chyba - zniknął, a technika przerwana. Ech, czeka ją zapewne jeszcze wiele treningów, nim stanie się konkurencją dla takiego przeciwnika jak Ranmaru, z którym walczyli albo ich własny, zespołowy łucznik. Gorzej jednak, że kiedy odwróciła głowę, by spojrzeć z powrotem na Harruchiego i się uśmiechnąć, że ich niewielka grupka (bez jakiegoś wielkiego udziału jej samej) osiągnęła postęp - ujrzała swojego kompana rannego i leżącego na ziemi.

- Harruchi! - krzyknęła, nieco przestrzaszona, że pocisk sięgnął istotnego organu, jednak odetchnęła, widząc jak się porusza i stara czym prędzej odsunąć od falującej obok niego ziemi, zapewne kolejnego gejzera. Prawie zdążyła zerwać się na pomoc, jednak uprzedził ją drugi z pustynnej braci, ten mniej przystojny. Skoro zatem Harruchim się zaopiekowano, wróciła szybko do obserwacji otoczenia, mimo wszystko dalej oczekując kolejnej strzały lecącej tym razem w jej kierunku.

Jeśli się dało, to postarała się dotrzeć nieco bliżej Ichirou i razem z nim wycofywać aż do bariery - obserwując przy tym tę część terenu, której jego wzrok w danym momencie nie obejmował i starając się po prostu uzupełniać go. Chociaż tyle mogła zrobić. Jeżeli w porę dostrzegła lecącą ku niej strzałę, postarała się podmienić z jakimś głazem, a jeżeli strzała poleciała w czyimś innym kierunku - namierzyć kolejnego klona lub oryginał i znowu wystrzelić w niego z łuku.

Gdyby dotarli jednak cali i zdrowi do bariery, to spojrzy pytającym wzrokiem na Seinaru oraz Ichirou, bezwiednie dzieląc się suchym prowiantem z tym pierwszym, który miała zapakowany jeszcze wjeżdżając do Midori.
- Ichirou-san? Co to znaczy, że masz... doświadczenie z Bijuu? - spytała ostrożnie, zerkając jeszcze z niepokojem na Harruchiego opatrywanego przez bardziej doświadczonych medyków drużyny oraz zagryzając kawałek ciasteczka ryżowego i ciut suszonej wołowiny.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Torba, kabura na broń, kołczan, średni łuk.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Głos

Prowadzone misje:

  1. Ślad popiołu - Rozdział 2 - (D) Katakuri
  2. Tytoń w opałach - (C) Hou, Kaiko
  3. Pachinko, gdzie jesteś?! - (C) Matsu
Avatar użytkownika

Uchiha Masako
Mistrz Opowieści
 
Posty: 452
Dołączył(a): 11 kwi 2019, o 20:07
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Niska, w miarę szczupła dziewczyna o bladej cerze i ciemnych, krótkich włosach do ramion. Ubrana w lekkie, bure kimono oraz narzuconą na nie kamizelkę. Na głowie nosi słomkowy kapelusz, a w ustach niemal zawsze ma fajkę.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7198
Multikonta: Hoshigaki Toshiko, Hanuman

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Exodia » 1 wrz 2019, o 23:31


Podziemne piekło
Iglica i okolice


Kolejny oponent, właściwie to oponenci, przysparzali kolejnych problemów. W przypadku łucznika który zaatakował formację Ichirou i spółki, zdecydowanie nie można było mówić o przeciwniku jako takim, a jego klonie. Udało mu się i zabić dowódcę grupy i mocno zranić jednego z jej członków. Klon nie pozostawił po sobie żadnego śladu. Żadnego budulca - kamieni, błota, nawet wody. Po prostu wyparował. Tym samym dał absolutnie zero informacji o tożsamości tego kogoś czy motywacji. Ot kolejna pragnąca ich głów osoba. Dzień jak co dzień.
Tymczasem druga pogoń nadal trwała i także miała swoje sukcesy. Błąd przeciwnika który położył notkę nie mógł się dla niego skończyć dobrze, w takich sytuacjach jedna pomyłka mogła doprowadzić do śmierci. Shikarui nakierował swoich towarzyszy na właściwy trop, Kyoko dostosowała trajektorię drewna na potrzeby pościgu. Yami i Toshiro szykowali swoje elementarne techniki. Asaka swój kryształ. Wystarczyło, by pojawił się w ich zasięgu. Z każdym kolejnym krokiem drzewa, nieznacznie ale jednak, się rozrzedzały. Ilość zasłaniających przeszkód się zmniejszyła. Zobaczyli go. Niczym sunącego w powietrzu, w czarnym płaszczu powiewającym pod wpływem dużej prędkości. Nie tak dużej jak ich na szczęście. Łucznik wskazał na przeciwnika. Zaczęło się. Asaka starała się pokryć go kryształem. W szczególności jego ręce i nogi, żeby nie był w stanie ani składać pieczęci ani uciekać. I faktycznie w dłoni trzymał łuk, a na plecach - kołczan z dwoma zaledwie sztukami amunicji. Nie miał ich najwidoczniej zamiaru wykorzystywać, ratując się po prostu ucieczką. Kryształ zaczął pokrywać jego stopy. Powoli, ale jednak. Nie sprawiłoby to aż takiego problemu samo w sobie. Ale tutaj pojawiła się główna siła ofensywna. Technika z wykorzystaniem wachlarza w połączeniu z ognistym jutsu połączyły się. Podstawowe zależności pomiędzy żywiołami były kluczowe. A skoro przeciwnik korzystał z Futonu, to co był w stanie osiągnąć? Jak byłby się w stanie obronić?
Potężny podmuch ognia dosłownie zmiótł z powierzchni ziemi wszystko, co stanęło mu na drodze. Włącznie z notką, której wybuch nie był nawet zauważalny w obliczy ogromu zniszczeń wyrządzonych przez technikę. Przez chwilę, krótką chwilę, Shikarui mógł zobaczyć jak przeciwnik płonie żywcem, już nie mogąc ukrywać swojej chakry. I po krótkim "puff" dosłownie znika. Bez śladu. Bez popiołów i spalonej tkanki. Jak gdyby nigdy go tam nie było.
Tymczasem Harruchi jako jedyny z drugiej grupy miał pewne problemy zdrowotne. Nawet pomimo tego iż strzała w jego ranie zniknęła w momencie w którym sam klon został zniszczony, to rana była jak najbardziej prawdziwa i trzeba było ją opatrzyć. Sam poszkodowany miał już zamiar uciekać od miejsca w którym dosłownie chwilę później miał wystrzelić kolejny strumień pary, ale Kuroi w porę uratował go swoim piaskiem. Bezpieczna już grupa wróciła do drewniano-kryształowego schronu i znalazła tam, a jakże, trójkę która nie ruszyła nigdzie. Nanami, Kyoko i Masaki. O ile Kyoko pomagała grupie w pościgu, a Nanami natychmiast rzuciła się do Harruchiego celem jego uratowania, to Uchiha wydawał się nie mieć żadnej konkretnej funkcji w tej konkretnej sytuacji. Zostało mu to nawet wytknięte, co skwitował wzruszeniem ramionami.
- Wasz teatrzyk absurdu nie potrzebował kolejnego członka. Macie go chociaż? - zwrócił się do grupy która wróciła. Oczywistym było że ktoś musiał o tym klonie powiedzieć. W końcu trójka będąca wewnątrz o tym nie wiedziała, zajęta albo swoimi obowiązkami w drużynie albo kładzeniem lachy na wszystko i wszystkich. Chwilę później wróciła grupka Shikaruia. Widząc to, Kyoko podeszła do ciała poległego towarzysza i rozwinęła średni zwój. Proces pieczętowania poszedł szybko i sprawnie. W międzyczasie spojrzała się na Seinaru, który stosunkowo subtelnie próbował wyznaczyć nowego przywódcę.
- Na szczęście najemnicy nie decydują o takich rzeczach. Senju i Nara współpracują przy tej operacji, dlatego plan jest bez zmian. Idziemy do obozu i sprawdzamy dół. Schodzimy i go znajdujemy. Im szybciej tym lepiej. Jeśli ktoś ma jakieś "ale" to zna drogę powrotną. - oświadczyła, chowając zwój do torby i wychodząc ostrożnie ze stworzonych obwarowań. Masaki gwizdnął przeciągle, z lekkim uśmieszkiem ruszając za kobietą.
- Jeśli faktycznie jest tam Biju, to nie możemy robić przerwy będąc tak blisko. Zwłaszcza, że gdzieś tam czai się jeszcze ten łucznik. Harruchi, trzymasz się? - zapytała się rannego, ale w odpowiedzi otrzymała opinię Nanami. Ta od ich przybycia leczyła swoimi niezawodnymi medycznymi sztuczkami. Rana nie była aż tak poważna, ominęła głowę i organy wewnętrzne. Miał sporo szczęścia, nieco w bok i mógł skończyć jak Gyori.
- Właściwie to nie było nic poważnego. Może mieć problemy z gwałtownymi ruchami tą ręką, będzie go nieco bolało. Ale poza tym jest sprawny, można w drogę. - odpowiedziała, dając tym samym Kyoko pewność swojego osądu. Skoro nie było dalszego sensu siedzenie tutaj, to po co to robić? Kobieta szybko przeszła z roli osoby stojącej na uboczu do nowego przywódcy. I jej następnym krokiem było zdecydowane wejście i skierowanie się do owego obozu, do namiotu z dziurą.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2434
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Shikarui » 2 wrz 2019, o 12:44

Zatrzymał się. Drewno w końcu przestało sunąć dalej i cała drużyna przestała się przesuwać. Nie było już do czego biec. Nie było kogo gonić. Drzewa, krzewy, aż w końcu ich cel - klon, jak się okazało, zostali zdmuchnięci i powaleni. Tylko te co bardziej wytrzymałe, potężne drzewa były w stanie oprzeć się tej mocy zniszczenia. Robiło to wrażenie. Siła techniki wiatru połączona z mocą ognia. Jeszcze większe wrażenie robił jednak klon, który był w stanie wytrzymać tak wiele. I utrzymać się przez tak długi czas. Frustrujące. Przynajmniej czarnowłosy był zirytowany tą grą na czas. Nawet gdy ten świat płonął i tak pięknie wyglądał las, kiedy powoli spopielały go czerwone języki to wciąż był to świat, który wypełniony był denerwującym poczuciem zupełnej bezsilności. Wróg był sprytny. Silny. Dwa klony okazały się groźniejsze od tamtych Akimichi.
Bez słowa odwrócił się plecami do dzieła zniszczenia i ruszył sprężystym krokiem w stronę tego, co pozostało z bunkru. Spojrzał na Harruchiego. Hm, czyli będzie bezużyteczny. Niesprawna ręka. Więc po co ma dalej iść? Zbędny balast. Przynajmniej nie zamierzali się rozckliwiać nad tym trupem, tylko od razu został zapieczętowany. No i tego. Tak se postał. I postał. I gapił się przed siebie wzrokiem bez wyrazu i stał. Szybko stało się jasne, że druga drużyna niczego ciekawego nie złapała. Ani nie znalazła. Ani nikogo ciekawego (ani nieciekawego) nie zabiła. No bywa. A potem szedł. No w sumie to bez zmian. Takie tam życie wśród drzewek, budowanie siły przyjaźni. Integrowanie się z ludźmi. Czasami tylko przełączał się na wizję teleskopową, by zobaczyć, czy czasem ktoś na nich nie czeka przy pieczęci, ale trzymał sferyczną. W razie gdyby ktoś (albo coś) miałby się pojawić na ich plecach.
- Posiadamy dowództwo. - Skomentował słowa Seinaru. Nie to, żeby był fanem tych pań, nie lubił ich. Tym nie mniej nadal były jednostkami odpowiedzialnymi za tę operację, więc w sumie co to za gadka? Teraz wystarczy się pozbyć tej dwójki. Chociaż na razie bywały przydatne. Poza tym - to byłoby złe dla reputacji. Pomijając, że teraz nagle na poważnie najwyraźniej rozważali jakiegoś biju, co dla Shikaruiego brzmiało jak bełkot niepełnosprawnych umysłowo. Co dalej? Jednorożce galopujące przez las? Smoki na niebie?
A kiedy już przyszli to znowu przeszedł w tryb "i stał". Bo co miał innego robić? Czuwał nad otoczeniem, by nikt ich nie zaskoczył.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Łuk retrorefleksyjny, kołczan - 20 strzał, torba na tyłku, jedno wakizashi przy lewym boku, drugie wakizashi na plecach, na poziomie pasa, kabura na broń na prawym udzie, czarny płaszcz, średni zwój, manierka, karwasz z metalu na lewej ręce

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


KARTA POSTACI
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Harruchi » 2 wrz 2019, o 13:03

Dobrze, że mamy medyka w drużynie. Bez niego zapewne byłbym kompletnie wykluczony z dalszej części misji. Na co komu w końcu potrzebny shinobi, który nie jest w stanie składać pieczęci, ani walczyć w zwarciu? Jasne, wcześniej, przed oberwaniem strzałą, również nie byłem specjalnie użyteczny, jednak mogłem robić cokolwiek. Teraz natomiast, po ogólnym wyleczeniu ran znów jestem niespecjalnie użyteczny. Jakakolwiek walka z bliska odpada. Mogę jednak składać pieczęci, a więc ewentualnie jestem w stanie wspierać drużynę z dystansu, swoimi technikami. Lepsze to, niż nic. Tymczasem jednak trzeba zaczekać, aż silniejsi pokłócą się o dowództwo, aż ruszymy dalej. Tak jakby już wcześniej nie było to ustalone. Jesteśmy jedynie najemnikami, a takim rzadko daje się bezpośrednie dowództwo.
Gdy tylko reszta drużyny ruszy w stronę obozu, udaję się wraz z nimi. Jeśli nie, to stoję w miejscu i czekam na rozkazy, odpoczywając.


Chakra: 66%


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Shōton no Jutsu
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI:
UMIEJĘTNOŚCI:
Nabyta -
PAKT: brak
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 30
WYTRZYMAŁOŚĆ 20
SZYBKOŚĆ 21
PERCEPCJA 22
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 20
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 82
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU E
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
IRYōJUTSU
FūINJUTSU E
ELEMENTARNE
KATON
SUITON
FUUTON C
DOTON D
RAITON
KLANOWE D
JUTSU:
Ninjutsu:
Bunshin no Jutsu [E]
Henge no Jutsu [E]
Kai [E]
Kawarimi no Jutsu [E]
Kinobori no Waza [E]
Suimen Hoko no Waza [E]
Nawanuke no Jutsu [E]

Fūinjutsu:
Fūin no Jutsu [E]

Shōton:
Shōton no Jutsu: Reberu Di [D]
Shōton: Kuri no Ruhoīru [D]

Fūton:
Fūton: Enshō No Kaze [D]
Fūton: Furai Uchiwa [D]
Fūton: Fūsajin [D]
Fūton: Gōkūhō [D]
Fūton: Komakai Butokai Tatsumaki [C] viewtopic.php?p=119575#p119575
Fūton: Kaiten Shuriken [C] viewtopic.php?p=119661#p119661
Fūton: Reppūshō [C] viewtopic.php?p=120567#p120567
Fūton: Kamaitachi [C] viewtopic.php?f=86&t=7200&p=122378#p122378

Doton:
Doton: Doro Kawarimi no Jutsu [D]
Doton: Moguragakure no Jutsu [D]
Doton: Shinjū Zanshu no Jutsu [D]
Doton: Doryūsō [D]

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Wielki Wachlarz
- Torba (przypięta do pasa)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- 2 małe shurikeny wytworzone z kryształu (w torbie na pasie)
Harruchi
 

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Yami » 2 wrz 2019, o 14:34

Wykonałem swoją technikę. Jeden podmuch drugi podmuch, kiedy zaś chciałem przygotować kolejny nagle niemalże zza moich pleców pomknął strumień ognia, który złączył się z moim wiatrem tworząc prawdziwie piekielną technikę. Oczy rozszerzyły się kiedy las zaczął trawić ogień jakiego nigdy dotąd nie widziałem. Ogromna temperatura, dźwięk trzaskających drzew, które nie były w stanie wytrzymać natłoku niszczycielskiej techniki. One się nie tylko paliły ale silny wiatr zwyczajnie je łamał. Widząc to całe spustoszenie odwróciłem się zaskoczony w kierunku Toshiro.
- Coś ty do cholery zrobił? - powiedziałem cicho wciąż będąc w lekkim szoku. - Moja technika pozbawiłaby go szansy na dalszą ucieczkę, w najgorszym wypadku zabiła... Mieliśmy szansę pojmać kolejną osobę, która mogła wiedzieć znacznie więcej. Teraz ta szansa przepadła...
Nie zamierzałem się wydzierać. Już raz to zrobiłem, kiedy Shikarui nie powiedział o umiejętnościach swego klanu. Teraz jednak nie widziałem, że to coś z czym walczyliśmy było tylko klonem. Choć patrząc po możliwym czasie, w jakim tu przebywali i oraz ewentualnych stratach chakry związanej z ukrywaniem się 3 osób (klonów oraz ich użytkowniku), ciężko było uznać, że klon jest realną opcją. No nic Toshiemu dostanie się za nic. Czy mogłem go jednak mocno winić? Zginął członek drużyny. Pozbycie się celu było dla niego priorytetem. Tym razem byłem w stanie jasno go zrozumieć mimo, że sam miałem zupełnie inny plan. Musieliśmy wracać.
- Swoją drogą nawet nieźle wyszła ta współpraca.
Zatrzasnąłem swój dość sporych rozmiarów wachlarz. Szkoda, że nie ma mniejszych. Takich na maksymalnie 20 do 30cm. Byłoby cudownie wykonywać takie techniki z większą łatwością ale również i mieć je jak przechowywać. Noszenie tego balastu zdecydowanie męczyło. Choć powinienem mieć gdzieś do niego klamrę by zamontować na plecach tak wolałem chyba jednak zapieczętować i trzymać w zwoju na klatce piersiowej. Wracałem po drewnianym wężu który został stworzony na potrzeby ucieczki. Patrzyłem w kierunku ziemi aby wypatrzeć swojego zwoju, którego porzuciłem podczas odpieczętowywania. Mogłem obserwować otoczenie aby unikać strzał ku nam, w końcu gdzieś mógł czaić się gdzieś trzeci syn matki, a może w przeciwieństwie do dwójki starszych braci pracuje w łączności dla Cesarstwa, kto tam wie. Najważniejsze było to, że nasz mikro obóz stworzony z drewna i kryształu zdawał się trzymać a i reszta grupy doń wracała. Dlatego widząc, że mój zwój leży na ziemi, zeskoczyłem po niego. Chwyciłem za podstawę zwoju i truchtem wracając do obozu zacząłem go sobie zwijać, aby potem zapieczętować w nim trzymany pod pachą wachlarz (to też był powód dla którego nie przyspieszałem).
Kiedy dotarliśmy do reszty grupy zwój który trzymałem w prawej ręce położyłem na ziemi i nieznacznie rozwinąłem. Położyłem na nim wachlarz i złożyłem jeden znak. Puff. Wachlarz zniknął a zwój z powrotem powędrował do kieszonki w kamizelce. W tym czasie wszyscy zajmowali się rozmowami albo wyborem nowego dowódcę, choć dziewczyna senju szybko ostudziła chęci grupy. Peszek, choć w sumie jakoś mnie nie martwił.
- Ichirou? Czy znasz taką zielonowłosą osóbkę imieniem Suzu?
Dawno temu spotkałem taką dziewczynę, która mówiła, że w razie potrzeby należy skierować się do osoby o takim imieniu. Tak jak nie chciałem się o to wcześniej trzymać tak teraz podczas pomocy Harruchiemu mieliśmy chwilę by porozmawiać o pierdołach. Potem czekała nas kolejne podróż do obozu. Kiedy tam będziemy wszystkie rozmowy ponownie się zakończą. Poza tym nie byłem pewien czy to było imię o którym wcześniej mi mówiła. Jeśli to pomyłka to nic się nie stało. Jeśli jednak to właśnie o tego osobnika chodziło... świat to jednak jest mały.


tl;dr - Pitu pitu, Opietruszam Toshiro. Mówię, że w sumie dobra współpraca. Idę po zwój co go porzuciłem i pieczętuję wachlarz. Pytam Ichiro czy zna Suzu

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

ZDOLNOŚCI
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

JUTSU
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

EKWIPUNEK
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1818
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Toshiro » 2 wrz 2019, o 20:03

Toshiro wpatrywał się swoimi czerwonymi ślepiami w potencjalne miejsce pobytu łucznika, który otoczył ich grupę. Wodził nimi od drzewa do drzewa czasami rozglądając się dookoła siebie. Poszukiwał ich przyszłej ofiary. Jak myśliwy na polowaniu, który rzucił się w pogoń za swoją zwierzyną, tak teraz oni we czwórkę zmierzali za przeciwnikiem, który uszczknął ich grupę pozbawiając ich Gyoriego. Zdecydowanie musiał za to zapłacić. Tym bardziej, że swoją obecnością zagrażał zarówno jemu jak i jego bliskim. Wtedy Nishiyama stawał się jak wyrachowana maszyna, która lokalizuje cel i go niszczy. O ile nie jest kilkudziesięciometrowym Akimichi, a na szczęście, akurat on nim nie był. Niestety okazało się, że ktoś taki wyrządził o wiele większe szkody niż atak frontalny. Skoro ich przeciwnicy uciekali się do takich zagrywek, to musiało im powoli brakować ludzi, albo po prostu byli od nich sprytniejsi i bawili się w partyzantkę, aby jak najbardziej ich osłabić przed czymś co nadchodzi, a mogło nadchodzić wszystko, szczególnie spotkanie z ogoniastą bestią, o której wspominali wcześniej inni.
Nagle, ni stąd ni zowąd spomiędzy drzew wyłoniła się ciemna postać, a raczej po prostu przemykała pomiędzy drzewami. Skupiwszy swój wzrok na tym punkcie nie pozostało mu nic innego jak wzmocnienie swoją techniką Yamiego, który jako pierwszy posłał swoje ostrza we wskazany przez Shikaruia kierunek. Efekt połączenia dwóch żywiołów był wręcz niesamowity. Można by powiedzieć, że nawet przez chwilę olśniła go majestatyczność tego połączenia i jak to się wszystko prezentowało. Miraż płomieni mknął przed nich pochłaniając wszystko co znalazło się na jego drodze. Po raz pierwszy chyba widział tak potężną technikę i na dodatek był jej częścią, choć Yami zdecydowanie zrobił tutaj większą robotę. Kiedy to widział nabrał nieco więcej pewności siebie, pewności, że dadzą radę wyjść z tego cało.
Czego nie można było powiedzieć o tym, którego ta technika dosięgnęła, a przynajmniej Toshiro miał taką nadzieję, bo jaką miał pewność, że trafili? Dostrzegł jedynie Yamiego, który zszokowany przeraża się w jego stronę, a następnie zaczął mu robić jakieś wyrzuty.
-Wzmocniłem Twoją technikę? - zapytał patrząc na niego jak na kompletnego idiotę, chociaż jeszcze przed chwilą chciał go pochwalić. - Skąd wiesz, że w ogóle trafiliśmy? Chciałem mieć pewność, że jak już trafi, to konkretnie. Skąd możesz wiedzieć jakimi umiejętnościami dysponuje nasz przeciwnik? Może miałem stać i patrzeć jak nagle zmienia się w kilkudziesięciometrowego kloca i nas wszystkich zgniata albo zaraz wpakuje w nas kolejne strzały? Nie możemy tak bardzo ryzykować. - odparł chłopakowi tak szybko jak się dało gdyż sytuacja dalej nie była wyjaśniona, musieli pozostać czujni, wróg dalej mógł się czaić w okolicy, czy też oprzeć technice, choć gdy ta opadła, nie było po nim śladu.Wiadomo, że Nishiayama wolał go pochwycić i po raz kolejny wyciągnąć z niego informacje, jednak w tej sytuacji najprawdopodobniej nie było to możliwe.Po jakimś czasie niespodziewanie z ust Yamiego wybrzmiało to co chciał mu powiedzieć. Najwidoczniej przemyślał tę sytuację i uznał jednak słuszność jego decyzji.
- Zgadzam się, mam nadzieję, że w razie czego będę mógł później na Ciebie liczyć. Tylko następnym razem się nie wahaj. I oprócz tego nie drzyj się tak na mnie następnym razem.- odparł nieco chłodniejszym tonem czarnowłosy. Groźba? Być może. W każdym razie współpraca z Yamim układała się całkiem nieźle i choć słowami wyraził, że na niego liczy, to tak na prawdę nie chciał zawierzać swojego losu zupełnie obcej osobie. Użył tego jako zagrywki psychologicznej, motywacji, bo Yami definitywnie nie był zbyt stabilny.
-Dorwaliśmy go? Uciekł? Co się stało? - zwrócił się do Shikaruia, który po chwili odwrócił się plecami i patrzył gdzieś w dal. Najprawdopodobniej oznaczało to, że jednak udało się złapać ich przeciwnika, jednakże jego stan również pozostawał pod znakiem zapytania.
Po uzyskaniu odpowiedzi mógł z powrotem ruszyć do grupy, która również uporała się z tamtym drugim łucznikiem, który okazał się klonem(chyba mogę założyć, że już ktoś do tego czasu powiedział co i jak). Cholera, tyle chakry zmarnowanej na walkę z zaledwie kopiami prawdziwego zagrożenia, które na tę chwilę się nie pokazywało, więc mógł przestać utrzymywać sharingana i przed powrotem jego oczy znów wróciły do głębokiej czerni.
Kłótnia o dowództwo w ogóle go nie obchodziła. Tak na prawdę Ci samozwańczy dowódcy nic nie wnosili, więc było mu wszystko jedno kto nimi dowodzi. Wszak plan był nakreślony przez informacje, które udało im się wyciągnąć i nie wymagał żadnej korekty. Wizja ogoniastej bestii z jakichś legend nie za bardzo mu się uśmiechała, jednak dopóki nie zobaczy, to nie uwierzy, że coś takiego istnieje. Harruchi, który oberwał stał się teraz dla nich nieco sporym balastem. Tak zapewne pomyślał Shikarui, który wyznawał kult siły. Niemniej jednak było w tym ziarnko prawdy. Gdy nastąpi sytuacja kryzysowa, może nie nadążyć, a wtedy padnie kolejny. Oby tak się jednak nie stało. Powoli zmęczenie zaczęło uderzać w mieszkańca Karmazynowych. Czuł znaczny ubytek chakry, który jednak dalej pozwalał mu funkcjonować, ale wiedział, że podczas walki nie będzie szansy na regeneracje sił, więc musi zażyć pigułkę, którą zabrał ze sobą na tę wyprawę. Sięgnął do torby po "źródełko", które od razu skonsumował. Zdziwił się nieco, ponieważ nie smakowała aż tak źle, była wręcz słodka! A to Ci dopiero, najpierw słodka woda, teraz słodka pigułka. Od razu odczuł jej działanie i jego wcześniejszy stan był już przeszłością. Czuł się jak nowo narodzony. Oczywiście jeśli tylko była okazja to skorzystał z równie słodkiej wody z manierki Asaki, o którą oczywiście poprosił ówcześnie przypominając też o ich nawodnieniu.

tl;dr
Toshiro zdziwił się reakcją Yamiego i też go trochę opierdzielił, że co on sobie wyobraża, aby koniec końców przyznać, że rzeczywiście dobrze im wyszła współpraca. Upewnił się o losie ich przeciwnika pytając o to Shikaruia. Na "kłótnie" o dowództwo miał wywalone. Zażywa pigułkę i przypomina o piciu wody Asace i Shikiemu prosząc też o napitek.

KP:
Spoiler: pokaż
Obrazek

Imię: Toshiro (??)
Nazwisko: Nishiyama (??)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Płeć: Mężczyzna
Ranga: Doko
Wzrost: 181 cm
Waga: 69 kg
Wiek: 18 lat
Data urodzenia: 367r. - zima
Znaki szczególne: Brak
Kolor włosów: czarne
Kolor oczu: czarne

Obrazek

Obrazek
UBIÓR:Jeśli chodzi o ubiór bruneta, tutaj zależy od obserwatora. Jedni stwierdzą, że jest całkowicie normalne, a inni mogą uważać, że jest niecodzienne. Jego garderoba nie jest zazwyczaj zróżnicowana jeśli chodzi o kolory, góruje czerń i szarość. Na co dzień jak i w bój Toshiro ubiera się dość oficjalnie. Na wierzchu nosi coś w rodzaju luźnego, gładkiego płaszcza w ciemnych kolorach. Pod tym znajduje się kimono koloru czarnego również bez żadnych zdobień. Przepasane jest brązowym, materiałowym, ozdobnym pasem. Pod nim ma jeszcze białą koszulę z kołnierzykiem w kształcie litery v, tak jak w kimonie. Na rękach ma coś w rodzaju rękawiczek, które sięgają tylko do kostek. Nosi luźne szarawe spodnie, które są zwężane ku dołowi. Do tego na stopach ma wysokie czarne buty, które kojarzone są raczej z samurajami. Kiedy robi się zimno przywdziewa czarny, ciepły płaszcz z kapturem.
WYGLĄD: Toshiro po swoim ojcu odziedziczył nie tylko wyjątkowo czarne oczy, ale spory wzrost. Jego długie ciało sprawia, że jest znacznie wyższy od swoich rówieśników, jak na tak młode lata, a przynajmniej tych z tego regionu, z którego pochodzi. Szczupłej postury chłopak, bo tak można go nazwać, posiada jasnego koloru cerę, która świetnie kontrastuje z jego włosami. Ciemne kosmyki są często związane w kitkę. Kilka niesfornych pasm opada również na jego twarz czy też po prostu fruwają wolno. Czasem chodzi w rozpuszczonych włosach, jednak jest to rzadkość, bo jest to po prostu mało praktyczne. Jeżeli chodzi o postawę ciała chłopaka, jest on barczysty, lecz jeszcze wiele mu trzeba by można było mówić, iż jest dobrze zbudowany. Z wiekiem Nishiyama stawał się coraz bardziej mężny, a jego włosy rosły, tak, że związane w kitkę sięgały mu za pas. Tak na prawdę nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród ludzi. Ot zwykły, wysoki chłopak o czarnych oczach i czarnych, długich włosach.

Obrazek
Charakter: Nie ma nic cięższego do opisania jednoznacznie niż charakter Toshiro. Z reguły jest on cichy, skromny i spokojny. Nie stara się wyróżniać wśród innych ludzi i działa często we własnym interesie czego musiał się nauczyć na przestrzeni lat. Pozostawiony sam sobie musiał poradzić sobie z wieloma przeciwnościami losu, co uodporniło go nieco na krzywdę innych, aczkolwiek nigdy nie zostawał wobec niej obojętny. Przez swój wędrowniczy tryb życia raczej nigdzie nie zostaje na dłużej, choć ma sentyment do "rodzinnych" ziem Daishi, gdzie spędził najwięcej ze swojego życia jako dziecko. Dość często wraca na "stare śmieci". Jednak jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie, to brunet nie jest zbyt towarzyską osobą jeśli kogoś wcześniej nie poznał. Zazwyczaj stroni od poznawania nowych ludzi, aczkolwiek nie alienuje się nie dopuszczając do siebie nikogo. Czasem choćby z nudy potrafi też sam zagadać, choć to rzadkość. Oprócz tego zawsze stara się traktować wszystkich z szacunkiem. Jednak gdy traci cierpliwość, to potrafi wybuchnąć. Jednak, aby do tego stanu doprowadzić, to na prawdę trzeba się nieźle postarać.
Obrazek
Historia młodego Toshiro ma swój początek na ziemiach Daishi pośród Karmazynowych Szczytów. Młoda para uciekła pod presją władz prowincji, w której mieszkali wcześniej. Nie ma to teraz tak na prawdę największego znaczenia jakiej, jednak faktem stało się, że ścigana Hibana i Nagamoto zbiegli na północ. Po drodze okazało się, że kobieta jest brzemienna, więc tym bardziej uśmiechnął się do nich los. W końcu mogli zacząć gdzieś od nowa, z dala od konfliktów z klanami i ich gierkami polityczni. No właśnie, cóż w ogóle sprawiło, że musieli się wynieść? Ktoś wysoko postawiony po prostu musiał zrzucić na kogoś winę za morderstwo, którego dokonał, aby ktoś z jego ludzi objął dany urząd. Padło akurat na nich. Jednak kto by się przejmował nic nie znaczącymi shinobi?Na szczęście w chwili urodzin Toshiro wszystko to poszło w niepamięć, a szczęśliwi rodzice mogli cieszyć się tylko z tej chwili. Ugoszczeni dzięki uprzejmości rodu Kosekich mogli wieść spokojne życie, a przynajmniej do czasu. Zostańmy jednak jeszcze trochę przy tych sielankowych czasach, gdzie wszystko wydawało się proste i łatwe. Młody chłopak dorastał często będąc oddawany pod opiekę Masaru, przyjaciela rodziny. Był to samotny, starszy mężczyzna, który miał sporą posiadłość. Hibana i Nagamoto często zostawiali go ze staruszkiem gdy udawali się na misje w celu zarobku. Tam jednak nie próżnował, ponieważ Masaru również był shinobi, jednak przez kontuzję ręki nie był tak sprawny jakby chciał i musiał porzucić swój dotychczasowy fach. Na szczęście dla Toshiro, który mógł razem z nim trenować pod nieobecność rodziców. Młodzieniec ochoczo spędzał czas ze staruszkiem ciężko pracując nad polepszeniem swoich umiejętności. Bardzo często otrzymywał różnego rodzaju rady, które często okazywały się bardzo trafne. I tak żył sobie spokojnie przez jakiś czas nawiązując jedną z pierwszych mocniejszych relacji uczeń-mistrz. Masaru stał się dla niego dobrym wujkiem, z którym zawsze mógł porozmawiać o wszystkim, a także mógł udać się do niego gdy chciał zasięgnąć rady jeśli chodzi o sprawy shinobi, czy też jakiś aspekt treningu.
Pewnego dnia Toshiro wyczekiwał w domu staruszka, aż rodzice go odbiorą. Niestety niesamowicie się spóźniali przez co chłopak w końcu zasnął. Niestety gdy się obudził Masaru nie miał dla niego dobrych wieści. Demony przeszłości przyszły zebrać swoje żniwa. Okazało się, iż podczas jednej z rutynowych misji została zastawiona pułapka przez shinobi z klanu, z którego pochodzili jego rodzice. Dowiedziawszy się gdzie przebywali domniemani zabójcy postanowili zemścić się na nich pomimo sporego upływu czasu. Być może był to po prostu kaprys, któregoś z rządzących, a może po prostu akurat tamci ludzie byli tak bardzo zawistni, że nie chcieli odpuścić. Tak na prawdę nigdy nikt już się tego nie dowie, ponieważ sam Nishiyama nie wiedział skąd dokładnie pochodził. Jego rodzice nigdy nie opowiadali mu o miejscu, z którego się wywodzą, jedynie o tym co stamtąd odziedziczyli. Tamtego dnia Toshiro wiedział, że jest to koniec pewnej ery. Jego oczy zalały się łzami, a emocje, które odczuwał wprost rozrywały go od środka. Masaru starał się zachowywać spokojnie i pocieszać młodziaka, jednak nikt nie był w stanie wtedy uspokoić takiego młodzika. Żal i gorycz towarzyszyła mu jeszcze przez wiele dni. Jednak starał się o tym nie myśleć i skupiał się jedynie na treningach ze staruszkiem, który pozwolił mu u siebie zamieszkać. Od tamtej pory był dla niego jak ojciec. Opiekował się nim i trenował go wedle jego życzenia, ponieważ Toshiro chciał stać się na prawdę potężnym ninja, który będzie potrafił obronić ważne dla niego osoby. Właśnie to postanowił tamtego dnia i dążył do tego z całych swoich sił. Dowiedziawszy się co nieco o historii jego rodziców był na prawdę dumny, że mógł być ich dzieckiem. Jednak miało to też swoje drugie dno. Postanowił, że nigdy nie zaangażuje się w politykę. Nie chciał mieć do czynienia z żadnym klanem, ponieważ uważał, że każdy dba tak na prawdę tylko o siebie i nie liczyło się dobro ogółu, a jedynie tylko tych u władzy.

Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Obrazek

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Obrazek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • 2 x Wakizashi
  • Duża torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Obrazek
[justify]PIENIĄDZE: viewtopic.php?f=101&t=6718
PH: viewtopic.php?f=34&t=6717
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Staty:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshiro
 
Posty: 859
Dołączył(a): 26 lis 2018, o 00:42
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Ubiór: https://i.imgur.com/aTEcS3d.jpg
Zbrojka(bez hełmu): https://i.imgur.com/0C5HZor.jpg
Często posiada na głowie zarzucony kaptur z czarnego materiału.
Widoczny ekwipunek: 2 wakizashi przy lewym boku, duża torba na dole pleców, zbroja
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=105025#p105025
GG/Discord: Harikken#4936
Multikonta: Harikken

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Kuroi Kuma » 2 wrz 2019, o 21:27

Nanami w sumie rzuciła się na pomoc zupełnie tak, jakby ta rana miała zaraz posłać chłopaczka do grobu. Dopadła do nich w pseudofortecy, starzała w sumie sama zniknęła, nie trzeba było jej nawet wyciągać. Rana była jednak prawdziwa, ale nie na tyle poważna, by tak reagować. Kuma przekręcił głowę i popatrzył na zamaskowaną medyczkę. Korciło go, by zdjąć tą maskę, zobaczyć jakie oblicze kryje się po jej drugiej stronie. Kim tak naprawdę jesteś? - zapytał sam siebie nie mogąc wyjść ze zdziwienia skąd ona się tutaj w ogóle wzięła i co tutaj robi. Harruchi był zwykłym najemnikiem, tak jak obecna większość znajdujących się w drugiej grupie. Jednym z wielu pionków na szachownicy, które poświęca się dla uzyskania celu. Ich poprzedni lider zaś nie otrzymał tak szybkiej i nagłej opieki, zupełnie jakby potrafiła stwierdzić, ze dla tego Pana to już koniec i nie da się go odratować. Podrapał się po karku, zostawił dziewczynie leczenie, nie był tutaj potrzebny, niech zajmie się nim do końca. Poklepał chłopaczka po ramieniu.
-Uważaj na siebie następnym razem. - rzucił do niego, zabrał swoją gurdę i podniósł się z ziemi. Masaki miał do wtrącenia swoje trzy grosze, ale Kuma po prostu machnął na to ręką. Nie chciało mu się z nim po prostu wykłócać. Teatrzyk? Obecnie to on tutaj był największym aktorem, który raz zaprezentował się na głównej scenie, co nie do końca przemyślał, a obecnie siedział skryty za tarczą czekając na nie wiadomo co. Drażnił staruszka, działał mu na nerwy. Był niczym natrętna mucha, która bzyczy Ci koło nosa tylko po to, by zrobić na złość. Nie ma żadnego większego celu, tylko być irytującym i tyle. Po prostu musiał zacząć go ignorować, udawać że tego problemu nie ma i tak też zamierzał zrobić. Seinaru zaproponował Ocirka na lidera i miałoby to w sumie sens, bo wiedział coś tam o biju, ale zapewne nie znał tych terenów jak kobitka z Senju... chociaż tych terenów ponoć nie znał nikt i w sumie ich najbardziej obeznanym w sytuacji był Shikarui ze swoimi magicznymi oczkami. Popatrzył się na drugiego władcę piasku w tej drużynie i po prostu wzruszył ramionami. Gdyby mieli decydować, to Diabołek miałby jego głos. Czuł się dobrze, gdy ludzie spoglądali w jego stronę, lubił czuć się fajniejszy od innych, ale stety niestety dobrze mu to wychodziło - przynajmniej w tych kilku przypadków, gdy był tego świadkiem. Podążał za resztą, w sumie to nie chciał wiedzieć ile już przeszli. Staruszek wyrobił normę na kolejne pół roku, teraz pozostało już tylko siedzieć w domu i dziergać sweterki.
-Spokojnie, po wszystkim zrobimy kanapeczki zwycięstwa - uniósł kciuk w górę w stronę Seinara, do którego czuł jakąś dziwną sympatię. Był tam, gdzie go potrzeba, znikał, wtapiał się, gdy jego obecność nie była pilna. Nie wiedzieć czemu Kuroiowi przychodziło na myśl, że jest totalnym przeciwieństwem Masakiego, chociaż oboje nie pomyśleli że nie potrafią latać i każdemu z nich potrzeba było kawałek chmurki pod stópki. Nie był to jednak piknik i nie mogli sobie tutaj rozstawić stoliczków, rozpalić ognisko i cieszyć się życiem. Czas było iść zbadać tą dziurę i zakończyć to wszystko. I ta podróż byłaby spokojna, gdyby nie jedna rzecz. Do jego uszu dotarło jedno, tak dobrze kojarzące się imię.
-Suzu? - zapytał odruchowo spoglądając na Yamiego. Zmrużył oczy. Nie widział już zielonowłosej tyle czasu, zupełnie jakby ktoś zamknął ją w piwnicy i nie wypuszczał przyglądając się przez lustro weneckie. A po co? A kto by to wiedział...


-
-

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 866
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Ichirou » 2 wrz 2019, o 21:39

Wyglądało na to, że walka dobiegła końca, a przynajmniej na ten moment, bo w okolicy wciąż mógł się czaić wróg, a może i nawet wrogowie. Ichirou, choć słuchał uważnie, nie zatracał się całkowicie w rozmowie i zwracał uwagę na otoczenie. Korzystał również z istniejących już zasłoń, bo nie chciał skończyć tak samo marnie jak przywódca grupy, który poległ zanim zrobił cokolwiek przydatnego.
Seinaru podjął istotną kwestię, ale władające drewnem babsko mocno trzymała się władzy i nie chciało z niej rezygnować. Złotooki Sabaku nie był rzecz jasna z tego zadowolony. Wolał odgrywać istotniejszą rolę w zespole, szczególnie że ani Nara, ani Senju nie wykazali się do tej pory niczym szczególnym, co mogłoby wzbudzić jakiś większy respekt. Ani nie przesądzali o losach potyczek, ani nie prezentowali specjalnych umiejętności w zwiadzie, ani też nie dysponowali jakąś szczególną wiedza, której mogliby użyczyć pozostałym. Nie byłoby żadnej różnicy, gdyby zgraję prowadził chociażby taki Seinaru. Byłoby przynajmniej mniej sztywno.
Spojrzał wpierw na miłą Masako, potem na Kyoko, która budziła znacznie mniej sympatii.
- Widziałem ogoniastą bestię w akcji, była zdolna zniszczyć całą wioskę pełną shinobi. Mam więc nadzieje, że wspaniały sojusz Nara i Senju odpowiednio przygotował się do tej operacji. Trochę słabo to wygląda, że w naszej grupie jest więcej ludzi z mojego klanu niż waszych przedstawicieli, no ale pewnie wszyscy właśnie się szykują do walki z potężną bestią. Jeżeli faktycznie jest tam demon, to jakie są nasze wytyczne? Wypadałoby to omówić teraz, bo potem może już nie być na to czasu. - Pozwolił sobie na całkiem sporo złośliwości, czy nawet na małe przedrzeźnianie, żeby podkurwić kobietę i podważyć jej autorytet. Pchali się właśnie w miejsce, w którym prawdopodobnie znajdowała się cholerna ogoniasta bestia, a szanowna szefowa nawet nie raczyła im oznajmić, jakie ma oczekiwania wobec nich w przypadku napotkania tak śmiertelnego zagrożenia. Mieli na własne oczy ujrzeć ogromnego potwora, a potem spieprzyć do obozu cudownego sojuszu Nara-Senju? Zrobić coś więcej?
Uniósł lekko brwi w małym zdziwieniu, które spowodowane było przytoczeniem imienia niesfornej kuzynki.
- Znam, strasznie żywotna dziewucha. A co? - zapytał, nie chcąc zdradzać na ten moment pokrewieństwa z Suzu. Nie było pewne, czy Yami zaraz zacznie na nią nadawać, bo coś zbroiła, czy chwalić za jakiś dobry uczynek. Zielonowłosa, choć skora do psot, była osobą o złotym sercu.
Ruszyli dalej, a Asahi w milczeniu zastanawiał się, czy faktycznie w grę może wchodzić podobna istota do tej, którą widział w osadzie Sachu. Może to była tylko plotka mająca odstraszyć natrętów? Jeżeli mieli gdzieś tam pod ziemią napotkać prawdziwą ogoniastą bestię, to nie chciał nawet sobie wyobrażać możliwej konfrontacji z nią. Podczas Pustynnego Pogromu nawet Jou nie próbował walki z demonem, na którego jedyną radą okazała się być bariera, ale o tej Ichi nie posiadał jakiejś szczegółowej wiedzy.
Nie pozostało nic jak robić swoje, co w tym momencie ograniczało się do przemieszczenia i obserwacji otoczenia, by zareagować na czas w przypadku wystąpienia jakichś niebezpieczeństw.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3093
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Asaka » 2 wrz 2019, o 22:05

Nie, Asaka zamierzała użyć kryształu dopiero po technice Yamiego, nie przed i nie w trakcie – była tutaj teraz przecież jako wsparcie; znała wady swojego kekkei genkai, w tym jego powolność i niby dlaczego miałaby się z tym pchać przed znacznie szybsze techniki fuutonu? To przecież było nielogiczne. Miała unieruchomić wroga gdyby atak Yamiego go dorwał, pokazał im się na oczy i jeszcze dychał – a nie przed tym, gdy wiedzieli, że łucznik jest od nich szybszy. Przecież Shiki stracił go z oczu, uciekł mu, czyż nie?
Mogła więc tylko patrzeć, jak Yami się zamachnął i posłał wietrzne ostrza przed siebie, a Toshiro – niemalże w tej samej chwili dołączył do tego swój ogień, który niesiony wiatrem objawił się pożogą. Wypalała wszystko. Ich wroga… chyba też – bo choć zobaczyli go mknącego w powietrzy, po wszystkim nie było po nim śladu. Strawił go ogień? Aż tak mocno? Mina Asaki wyrażała przez chwilę niedowierzanie. A chwilę później reszta odwróciła się jak gdyby nic. Jakby tego wroga tu w ogóle nie było – i zawracała do bunkra.
- Eee… A co jeśli to pułapka? – super, nawet Shikarui się zawrócił bez słowa wytłumaczenia i Asaka stała tak przez chwilę zupełnie nie wiedząc co zrobić. I czy wróg zaraz nie wyskoczy zza drzewa i czymś w nich nie ciśnie, może uniknął jakoś tej techniki? Została nieco z tyłu, gdy reszta wyminęła ją w drodze powrotnej i tam rozglądała się przez chwilę, nim sama się nie zawróciła, nie dostrzegłszy niczego. Cały czas pozostawała jednak czujna, jakby zza jakiegoś drzewka miał wyskoczyć wróg i powiedzieć „haha, tu jestem, wy osły!”.
- Nikt się na ciebie nie drze – wtrąciła się w rozmowę między Yamiego i Toshiro, jakoś z mniejszym entuzjazmem do rozmowy niż wcześniej.
Nie była medykiem, nie widziała więc obrażeń, zresztą już zaleczonych, na ciele Harruchiego. Popatrzyła więc tylko na wszystkich po kolei, gdy już wrócili – wszyscy byli, nikt więcej nie zginął, ależ szczęście. Jej wzrok na dłużej zatrzymał się na Seinaru, który chyba nie wiedział, że ich grupa liczyła sobie dwuosobowe dowództwo i nie było co wybierać. Ze wszystkimi sympatiami i antypatiami, nie zamierzała kwestionować dowodzenia tej całej Kyoko, nawet jeśli dotychczas niewiele robiła – prawda jednak była taka, że gdyby nie jej drewno, to nigdy by tego wroga nie dogonili. Nie była więc aż taka bezużyteczna i nie zamiwerzała stawać przeciwko jej dowodzeniu – przynajmniej nie w tym momencie. Zresztą to ona jedna mogła poświadczyć przed głównodowodzącą z obozu kto ile zrobił, i ile warte były ich usługi, więc co to miało w ogóle znaczyć? Kiwnęła tylko głową na słowa swojego męża i tyle w zasadzie miała do powiedzenia. Czyli nic.
- To jakiś żart? – tym razem odezwała się na słowa Ichirou, który zaczął mówić o tym, że ogoniaste bestie są jednak prawdziwe, poświadczając to wszystko, co było mówione wcześniej. Sypiąc w gruz wszystko, o czym sama wiedziała i o czym jej opowiadano. O potworach, demonach z bajek. Legend. Miały nie być rzeczywiste. - Jak mamy poradzić sobie z… z czymś tak silnym? Co niby można zrobić? – w jej głosie nie było słychać już niedowierzania, a… nutę przerażenia. Chyba nic dziwnego…?
A potem… znowu byli w drodze. Niekończąca się opowieść o biegu. Napiła się jednak jeszcze trochę wody, dając też manierkę Toshiro tak jak chłopak chciał. Jak on w ogóle się poruszał po świecie bez swojej własnej? Na głowę upadł czy co?

tl;dr
Krótko mówi. A potem idzie z drużyną do obozu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1192
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Seinaru » 3 wrz 2019, o 07:34

Na odpowiedź Kyoko lekko się zdziwił, ale tak naprawdę.
- Aaaaaa..., to ty byłaś jego zastępcą przez cały czas? Myślałem że sekretarką. Wybacz, ten kajecik chyba trochę mnie zmylił. - Jak taka Kyoko mogła myśleć o sobie w roli przywódcy, to zupełnie wychodziło poza zdolności poznawcze Seinaru. Ale ale! Przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl, którą od razu podzieli się z Ichirou.
- Jak odwalisz tutaj kitę, to też automatycznie awansuję z zastępcy Klepsydry, hehe... - No nie pomyślał tylko o tym, że jedyny członek w organizacji jest jednocześnie jej liderem jak i dozorcą, ale na razie ta druga część się nie liczyła. Skoro temat był zakończony, samuraj i reszta wylizali swoje rany, ogarnęli się i byli gotowi do dalszej drogi. Jak powiedziała nowa Liderka ich grupy, plan się nie zmienił - celem cały czas był obóz gdzieś w oddali. Ruszył razem z grupą, a gdy dotarli do obozu... wtedy się zobaczy.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2109
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Uchiha Masako » 3 wrz 2019, o 12:05

Masako odetchnęła, kiedy ich medyczka zespołowa zajęła się Harruchim i wydała diagnozę, wedle której rana nie była bardzo poważna. Uśmiechnęła się do bufonowatego Koseki i lekko klepnęła go w ramię - oczywiście nie to ranne - w przyjacielskim geście, po czym skierowała uwagę na resztę rozmówców.

- Dzięki za wyjaśnienie... chociaż chciałabym sama sobie wmówić, że kłamiesz z tą bestią, Ichirou. - skinęła głową, mocno zaniepokojona - znowu. Jeśli taka bestia mogła zniszczyć całą wioskę pełną shinobi i pewnie liderów klanu, to jak banda najemników mogła mieć szansę? I co z tymi w iglicy? Być może już zostali zabici? - Zgadzam się, że musimy mieć jakiś plan działania... jak walczyć z taką bestią, jeśli miałoby do walki dojść? Nie pamiętam dobrze tych legend, ale czy tam było coś o jakichś ich słabych punktach? Albo inaczej - jak sobie poradziliście z bestią na pustyni? Eee... bo w ogóle sobie poradziliście, prawda? - spytała przystojnego Sabaku, po czym poprosiła jeszcze Yamiego o wodę, by się napoić i zwilżyć chustę na twarzy.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Torba, kabura na broń, kołczan, średni łuk.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Głos

Prowadzone misje:

  1. Ślad popiołu - Rozdział 2 - (D) Katakuri
  2. Tytoń w opałach - (C) Hou, Kaiko
  3. Pachinko, gdzie jesteś?! - (C) Matsu
Avatar użytkownika

Uchiha Masako
Mistrz Opowieści
 
Posty: 452
Dołączył(a): 11 kwi 2019, o 20:07
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Niska, w miarę szczupła dziewczyna o bladej cerze i ciemnych, krótkich włosach do ramion. Ubrana w lekkie, bure kimono oraz narzuconą na nie kamizelkę. Na głowie nosi słomkowy kapelusz, a w ustach niemal zawsze ma fajkę.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7198
Multikonta: Hoshigaki Toshiko, Hanuman

Re: [Event] Iglica i okolice

Postprzez Exodia » 4 wrz 2019, o 09:06


Podziemne piekło
Iglica i okolice


Chwilowy spokój był właśnie tym - spokojem. Złudnym i mogącym w każdym momencie rozpaść się na kawałki. Nie było metody na znalezienie wroga, ten mógł uderzyć w każdej chwili. Wizja Shikaruia nie dawała aż takich rezultatów, żeby móc zobaczyć taki jeden szczegół, jak zniknięcie kawałka kory z drzewa. Jak nalepienie notki w dowolnym miejscu w jej polu widzenia. Przeciwnik pozostawał nieuchwytny, pod warunkiem że faktycznie tam był.
- Lepiej przeć do przodu niż się ukrywać przed potencjalnym atakiem który może nigdy nie nadejść. - odpowiedź na pytanie Asaki była krótka, rzeczowa i sensowna. W teorii tak, lepiej było przeć do przodu. I lepiej było nie zatrzymywać się będąc bliżej celu. Ale z drugiej strony ktoś mógł oberwać. Mieli jakieś sposoby na identyfikację zagrożenia? Niestety nie, możliwość ukrycia się przez przeciwnika była więcej niż wystarczająca. Ostatecznie jednak dowództwo decydowało, Kyoko decydowała. Nawet jeśli nie była to osoba powszechnie szanowana pośród reszty oddziału. Bierna, mało efektywna. Czy dowódca powinien być najsilniejszym z grupy czy może najbardziej sprytnym, przebiegłym? Każdy miał swoją definicję, mniej bądź bardziej opierającą się na zmieniającej sytuacji i formalną.
- Ej a nie możemy go po prostu złapać? - zapytał Uchiha, kierując swoje słowa w ogół. Ciężko było stwierdzić, czy mówi na serio czy robi sobie jaja, ale grymas na twarzy Kyoko mówił chyba wszystko. Na serio. Nanami gapiła się jedynie na mężczyznę, po prostu. Nie robiąc nic. Dobrze że przynajmniej nie ruszyli, to mogłoby zdekoncentrować ich jeszcze bardziej.
- Siatkę zostawiłam w obozie, przykro mi. - nie kryła nawet ironii w swoim głosie. - Senju z racji swojej natury mają predyspozycje do tłumienia chakry demona, ale nie znam odpowiednich technik do pochwycenia czegoś kalibru Biju. Chyba że wy macie coś żeby go złapać, przytrzymać i następnie wykorzystać do konkretnego celu. Leśli tak, to czekam. - zapytała i rozglądnęła się wokoło. Nanami gwałtownie pokręciła głową, a Masaki uśmiechnął się jedynie i powtórzył gest. I o ile nikt nie zechciał zabrać głosu w tej sprawie, to temat można było na spokojnie uznać za zakończony.
- Grupa zwiadowcza z definicji nie posiada liczebności pozwalającej na przeprowadzenie takiej operacji. Naszym zadaniem jest, powtórzę, identyfikacja tego zjawiska. Wiadomość na jego ręce nie jest żadnym dowodem, musimy zobaczyć to samodzielnie. Potwierdzić że jest to Biju, a następnie przekazać tą informację dowództwu. Miło by też było spotkać drugą grupę, zakładając że ten tunel i dziura przy obozie w pewnym miejscu się łączą. - odpowiedziała Ichirou, także nie ukrywając subtelnej nuty złośliwości. Mógł sobie być Królem Pustyni albo nawet Shirei-kanem na swoich ziemiach. Ale tutaj był jedynie najemnikiem, jak każdy. I operował na tych samych zasadach, co każdy. Dobrze że w okolicy nie znalazł się jakiś inny najemnik który przemocą zechciałby nauczyć go nieco pokory, z pewnością siła i reputacja skutecznie powstrzymywały w zarodku nawet powstawanie takich myśli.
Ruszyli dalej. Do przodu, do dziury. Z każdym kolejnym skokiem zmniejszał się dystans pomiędzy celem a ich grupką. Strzały można było spodziewać się praktycznie w każdym momencie. Kolejny gejzer mógł wybuchnąć w dowolnej chwili. I wtedy Shikarui to zobaczył. Aktywność pary dosłownie w ułamku sekundy zwiększyła się do niewyobrażalnego poziomu. Obszar przed nimi w kilka chwil zbliżył się do poziomu całkowicie wypalonej ziemi. I dosłownie kilka chwil później ziemia wokoło zaczęła się trząść. Nie tylko tutaj, gdzie okiem nie sięgnąć - ziemia drgała. Shikarui nie mógł zobaczyć miejsca w którym grunt byłby jakkolwiek stabilny. I kolejnych kilka chwil później, ziemia około 100m przed grupą eksplodowała. Nie tyle eksplodowała - pocisk potężnej, czarnej chakry wystrzelił w niebo i zniknął w obłokach błękitu. Jedyne co za soba pozostawił to ogromną dziurę.
- O chuj. - lepszego podsumowania nie dało się stworzyć. Zdecydowanie nie. Strumień powietrza nasączonego z chakrą wystrzelił z dziury i rozlał się po całej okolicy. Gorące powietrze uderzyło wszystko w zasięgu. Nawet pomimo drewnianej osłony stworzonej na szybko przez Kyoko, wszyscy mogli to poczuć. A na dole? Na dole, około 80m niżej, dało się zauważyć to. Demona. Inne słowo nie pasowało do tego czegoś. Po prostu. Głowa niepodobna do niczego. Ciało konia. Pięć ogonów. A obok bestii - grupa pierwsza, wcześniej wysłana do zejścia w dół dziury. Przerzedzona, ale żywa.


Od teraz następne posty piszecie właśnie w tym temacie. viewtopic.php?p=124982#p124982
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2434
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761|45935433
Multikonta: Mujin

Poprzednia strona

Powrót do Midori

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości