[Event] Podziemia Iglicy

Kolejna prowincja przynależąca do Prastarego Lasu o znacznej powierzchni. Midori zamieszkiwane jest przez Ród Nara i tak jak Shinrin oraz Kaigan, w głównej mierze pokryty jest gęstą puszczą, która słabo przepuszcza promienie słoneczne. Prowincja od wschodu graniczy z Ryuzaku no Taki, od południa z Kaigan, od zachodu z Shinrin oraz od północy z regionem Wietrznych Równin, co pozwala na rozwój handlu oraz żeglugi morskiej.

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Natsu » 3 paź 2019, o 19:31



Podziemne piekło
Podziemia Iglicy


Kolejne tragedie, jedna po drugiej. Kolejne krytyczne rany i dusze odesłane do Yomi. W tych podziemiach nie było czegoś takiego jak cisza i chwila na oddech - najmniejszy zły ruch wystarczył, żeby ostatecznie pożegnać się ze światem. Przykładem tutaj mogli być Yoichi, Murai, Kai i inni, którzy albo oddali swoje życie w poszukiwaniu potwora, albo zostali ciężko ranni, nawet do samych wrót śmierci. Iglica dla wielu na długo zapadnie w pamięci jako nie tylko duże pole bitwy, ale również jako jedne wielkie katakumby, trzymające w sobie zwłoki zarówno przedstawicieli klanu Aburame, jak i najemników którzy okupili przyjęcie zadania krwią.
Ten świat chyba nigdy nie zazna pokoju. Tragedie będą się dziać zawsze.
Gdy tylko Kai został zdmuchnięty z karku bestii, wszystko ponownie zaczęło toczyć się z zawrotną prędkością. Demon spróbował się wyrwać, szarpiąc się na boki. Jego instynkt przetrwania funkcjonował jak oszalały, zmuszając stwora do niezwykłego wręcz wysiłku w próbach strącenia z siebie wszystkich fizycznych blokad. Te jednak trzymały nieuchronnie i bez przerwy. Stwór przygotował kolejną z technik ze swojego wachlarza: zaczął pompować chakrę wszędzie pod swoją skórę, po czym uwolnił ją w postaci sporej fali uderzeniowej. Podmuch bez większego problemu poderwał kamienne klony wielkiego kota Ichirou, lecz nie wystarczył żeby takowe twory zniszczyć - te tylko pomknęły do tyłu i uderzyły ze sporym impetem w ścianę. Stwór już miał się zerwać do ucieczki, lecz w tym momencie wokół jego szyi pojawiły się dwa smoki - jeden, ziemisty, wytworzony przez Bakuru, oraz drugi, kryształowy, autorstwa Asaki. Demon szarpnął ciałem, lecz dodatkowo podmyty wodną techniką Shikaruia, miotnął się i przewrócił, co pozwoliło kocim klonom ponownie go złapać i przycisnąć do ziemi.
Dodatkowym ruchem zaś był... kopniak w tylną część ciała, atak autorstwa Seinaru. W momencie jednak gdy mężczyzna doskoczył do bestii, poczuł że sam stwór chyba nieszczególnie odczuwał ból - sam zaś był twardy jak głaz. Efekt był tylko taki, że Bijuu tylko bardziej się rozjuszył, a samuraja teraz silnie bolała noga. No, i prawdopodobnie zostałby celem kolejnego ataku, gdyby nie pomoc ze strony Ichirou, który za pomocą swojego piasku ściągnął go z linii...
... rąk z białej chakry?
Aura wokół demona zagotowała się, i jego biała chakra nagle zaczęła formować się w liczne ręce. Kończyny pomknęły w różne strony, łapiąc klony i samego Bakuru za szyje i próbując ściągnąć je ze swojego ciała.
W tym czasie, Yami powoli podszedł do Kaia (do którego zbliżyli się też Toshiro i Kuroi Kuma - ten drugi aktywował swoje umiejętności medyczne, starając się utrzymać mnicha przy życiu na tyle, by ten zdołał zacząć proces pieczętowania). Kai oddychał nierównomiernie, z jego ust ciekła krew, charczał z bólu i ledwo trzymał się przy świadomości - ale się trzymał. Poczekał, aż Yami podejdzie do kolca na którym wisiał, i zapyta o to co miał teraz zrobić. Mnich kaszlnął, splunął krwią gdzieś w bok i spojrzał na młodzika z powagą.
-... podnieś... koszulę... i podejdź... bliżej...
I gdy tylko młodzieniec to zrobił, Kai nagłym szarpnięciem całego ciała (co sprawiło, że jego krwawienie stało się jeszcze gwałtowniejsze) uderzył Yamiego świecącą od chakry demona dłonią prosto w splot słoneczny. Yami poczuł że impet ruchu wybił mu powietrze z płuc - oraz poczuł, jak po całym jego ciele rozlewa się nagłe uczucie gorąca, wychodzące prosto z jego centrum systemu chakry w ciele. Po wszystkich jego żyłach zaczęło się roznosić gorąco, porównywalne z tą spiekotą, która jeszcze do niedawna panowała w całej okolicy. Było to bardzo nieprzyjemne, wywoływało potworny dyskomfort, ale - co ciekawe - nie bolało. Albo, przynajmniej nie bolało tak jakby można było się tego spodziewać. Bo jednak było to uczucie jakby ktoś na siłę rozszerzał wszystkie mięśnie młodzieńca.
Dyskomfort. I biała chakra, latająca zarówno wokół Yamiego, jak i Kaia. Z ciała demona nagle wystrzeliły kolejne, wielkie strumienie białej chakry - lecz ta, zamiast uformować się w jakiś atak, pomknęła w kierunku ciała młodzika z Shigashi no Kibu, by zacząć formować dziwaczną pieczęć w kształcie spirali na torsie.
Czując to, demon zaczął miotać się jeszcze bardziej, próbując chakrowymi rękami i własnymi technikami zadać jeszcze więcej obrażeń, by spróbować się wydostać i zabić biorących udział w pieczętowaniu. Dało się jednak odczuć, że szybkość i siła demona zanikały w zastraszającym tempie - cała jego siła była teraz przekierowywana w kierunku pieczęci na ciele Yamiego. Trzeba wytrzymać jeszcze tylko chwilę...
W tym samym czasie Kyoushi złapał osuwającą się na ziemię Masako, i razem z nią ruszył biegiem po ścianie w kierunku tunelu widniejącego w połowie drogi między wnętrzem jamy a jej krawędzią. Na szczęście demon był teraz zajęty czymś zgoła innym, a wszyscy biorący udział w zabawie byli skupieni na trzymaniu Bijuu w ryzach, więc chłopak mógł bez większego problemu dostać się do dziury w ścianie i przysiąść na chwilę. Położył Masako na wyrytej w kamieniu posadzce i ochłodził ją trochę za pomocą manierki, lecz dziewczyna - chociaż została w ten sposób ocucona - dalej nie miała najmniejszych sił by się poruszać. Teraz będzie potrzebowała długiego odpoczynku - zapewne spod Iglicy też trzeba będzie ją wynieść.
Po chwili też Kyoushi zauważył, że niedaleko, bo trochę głębiej w tunelu, skryła się też inna grupka - Nanami, lecząca ranę wokół uciętej ręki Yoichiego, i trzy psy trzymające straż wokół nich. Czując zapach duetu, Yoichi podsunął się lekko z pozycji siedzącej i spojrzał z lekkim uśmiechem na duet.
-Widzę że mamy kolejnych zagrożonych, hę, Kyoushi? - powiedział z udawaną wesołością, po czym spoważniał. - Jak wygląda sytuacja na dole? Ktoś zginął? Demon jest pieczętowany?
Niewiele wcześniej zaś - mniej więcej na tyle w czasie, by zauważyć Kyoushiego wchodzącego razem z Masako do wyrytego tunelu - nad krawędzią groty stanęli Akarui, Harruchi i Rida, wraz z pomocnikami tego pierwszego. Mogli tym samym zauważyć proces leczenia, kolejną wielką jamę wchodzącą w głąb groty, festiwal buchającej białej chakry spływającej przez rękę Kaia do ciała Yamiego. Brak Muraia, Yoichiego i kilku innych. Śmiertelną ranę mnicha. I dużo wielkich kotów i smoków.


Czas na odpis: 7:30, 5 października.
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 2290
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 18:36
Wiek postaci: 0
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Reika » 3 paź 2019, o 23:12

Gdy Akarui wspomniał o niewielkiej zmienia temperatury, Reika zmarszczyła brwi i chwilę zastanowiła się nad tym. Rzeczywiście, czuć było niewielką różnicę, jednak jeszcze nie na tyle, żeby można było powiedzieć, że wszystko wróciło do normy. To mogło oznaczać, że Demon został spacyfikowany, lub proces pieczętowania właśnie dobiegał końca. Skinęła więc głową medykowi na znak, że ma rację. Tym bardziej musieli się pospieszyć. Nawet jeśli grupom udało się opanować sytuację, to nadal pozostawało pytanie, jakim kosztem? Tego dowiedzą się już na miejscu.
I w końcu dotarli nad krawędź wyrwy, z której zastał ich niesamowity widok. Przez moment wiedzieli jak Kyoushi wnosi do tunelu dziewczynę, która albo była ranna, albo nieprzytomna, jednak zanim Reika to oceni, jej wzrok mimowolnie powędrował do Ogoniastej Bestii, która spętana różnymi technikami, leżała teraz bezradnie i czekała na to, aż ponownie zostanie uwięziona. W tym momencie zrobiło jej się nawet przykro tego stworzenia, jednak gdy tylko jej wzrok wychwycił Kaia i to w jakim stanie jest, z przerażeniem w oczach skumulowała chakrę w stopach i ruszyła w dół po ścianie, prosto do środka, by na koniec zeskoczyć na ziemię i zbliżyć się na tyle, aby ocenić sytuację. Ze smutkiem przyglądała się przebitemu na wylot mnichowi, który ostatkami sił kończył właśnie proces pieczętowania. Nie było najmniejszych szans, żeby go uratować.
- Kai... - Odezwała się ze smutkiem. - Spóźniliśmy się...
Następnie jej oczy zawisły na chwilę na chłopaku, który właśnie stawał się nowym pojemnikiem dla Demona. Był z drugiej grupy i nie znała go, ale miała nadzieję, że dokonano najlepszego wyboru. Rozejrzała się po obecnych, którzy pomagali unieruchomić Ogoniastą Bestię i z przerażeniem stwierdziła, że nie widzi swojej grupy poza Kaiem i Kyoushim, który odchodził z boczny korytarz. Gdzie wszyscy? Gdzie Murai? Gdzie Yoichi?!
W tym momencie jej wzrok padł na Ichirou, na widok którego odetchnęła z ulgą. Szybko podeszła do niego i sprawdziła, czy nie jest ranny. Sabaku był cały i zdrowy, na co ulżyło jej jeszcze bardziej.
- Cieszę się, że nic Ci nie jest. - Powiedziała z ulgą. - Gdzie reszta mojej grupy?
I tutaj jej spojrzenie padło na Seinaru, który był w posiadaniu rzeczy, na widok której Reika szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. Zdumienie szybko przerodziło się w przerażenie, bo momentalnie naszły ją czarne myśli na temat tego, dlaczego jakiś obcy facet ma kosę Inuzuki.
- Dlaczego on ma tą kosę? - Zapytała Ichirou drążącym głosem, wskazując na Seinaru. - Gdzie jest Yoichi i psy?
To ostatnie pytanie padło z rozpaczą w głosie i paniką w oczach. Tak, w tym momencie obawiała się, że usłyszy najgorsze i już robiła sobie w duchu wyrzuty sumienia, że nie powinna była opuszczać grupy, że to jej wina, że powinna była zaryzykować życie i jeśli trzeba, zginąć, jeśli takie było jej przeznaczenie. Gdy więc Ichirou, albo ktoś inny pokaże jej korytarz, w którym wcześniej zniknął Kyoushi z dziewczyną na rękach, Reika momentalnie wyrwie w tamtą stronę, zostawiając Akaruiowi ogarnięcie sprawy tutaj. Nikt nie wyglądał na poważnie rannego, więc nie powinien mieć dużo roboty. Ona zaś wbiegła do tunelu i natknęła się najpierw na Kyoushiego z ową panną rękach. Podeszła do dziewczyny i położyła jej dłoń na czole, uruchamiając impuls zielonej chakry.
- Wyczerpanie. - Stwierdziła z powagą i spojrzała na Białowłosego. - Lepiej jej będzie na świeżym powietrzu, no i koniecznie solidny odpoczynek. Wraz ze mną i Akaruiem przybyły posiłki, pomogą w transporcie jej do obozu.
Po tych słowach spojrzała w głąb korytarza, gdzie jarzyło się już zielone światło. Podeszła bliżej i aż zachłysnęła się powietrzem, przykładając dłoń do zamaskowanych ust. Psy żyły, Yoichi także, ale cena, jaką zapłacił Inuzuka była zdecydowanie za wysoka. Zwłaszcza, że już wcześniej utracił nogę. Rzuciła się więc do przodu, aby wesprzeć medyczkę swoją chakrą. Zapyta ją, czy podawała pigułki, a jeśli nie, wyciągnie z torby tą ze skrzepniętą krwią i przekaże Yoichiemu. Jeśli któryś z psów będzie miał rany, nimi też się zajmie, tłumiąc szloch i czując płynące po policzkach łzy.
- Przepraszam... - Powiedziała z rozpaczą. - Powinnam była zostać...wspierać was...tak bardzo mi przykro...
Tak, w tym momencie cholernie mocno obwiniała się za to, że opuściła grupę. Uznała, że sprowadzona pomoc dotrze na czas, a tymczasem spóźnili się i to cholernie mocno. Popełniła błąd, który kosztował Inuzukę utratę ramienia. W jego stanie nie było już opcji, aby nadal był shinobim, chyba że zdecyduje się znaleźć Hanzo i poprosić o przeszczepienie kończyn. Póki co, będzie wspierać medyczkę swoimi własnymi technikami leczniczymi, dopóki Yoichi i psy nie zostaną uleczeni. Jeśli będzie trzeba, przekaże pigułki bojowe i ze skrzepniętą krwią, w zależności od tego, co komu będzie potrzebne. Tak, w tej chwili serce Reiki było rozdzierane na małe części i to ona była temu winna. Powinna była zostać i jeśli byłoby trzeba, chronić ich jak tylko potrafiła. Zawiodła na całej, cholernej linii...


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Reika
Martwa postać
 
Posty: 2051
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 19:21
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Kabura na prawym udzie, torba na uzbrojenie przy pasie i dwie katany na plecach
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
Multikonta: Brak

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Seinaru » 4 paź 2019, o 00:01

- BANZAIIIII! - Zakrzyknął w Starej Mowie, gdy kopniakiem wlatywał w tył(ek) Biju. I zaraz...
- AUUUUU! - Gdy odlatywał na piasku Ichirou czując jak pulsuje mu stopa.
Właściwie to niewiele więcej dało się powiedzieć o tej próbie bez historii, która była o wiele bardziej odważna niż pożyteczna. No ale samuraj nie byłby sobą gdyby nie spróbował, więc koniec końców nie żałował podjętej decyzji. Ewakuował się z powrotem w pobliże ściany jaskini, byle dalej od zagrożenia. Tym bardziej, że w ostatnich chwilach nieco ewoluowało ono do postaci jakichś dziwnych, białych... macek. Kei widział urywki tego co dzieje się po stronie łba Konia, tyle tylko co mógł wypatrzyć gdy cielsko Demona na chwilę odsłaniało mu widok, gdy ten rzucał się w szale na prawo i lewo. Wyglądało na to, że cały proces nie potrwa już długo i w sumie bardzo dobrze, bo w przedłużającej się walce szanse Biju na wyjście obronną ręką zdecydowanie rosły. Co do tego chyba nikt nie miał wątpliwości.
- To cholerstwo jest twarde jak kamień, siniak będzie jak nic... - Zaklął w myślach, nie dzieląc się już swoją niedolą z pozostałymi. Został ranny w walce z Biju! To chwalebny obrzęk, prawda? Szkoda że nie zostanie po nim żadna blizna - miałby co opowiadać wnukom.
Jaki był dalszy plan na przeżycie? Jeśli było względnie bezpiecznie tam gdzie jest, to nie podejmował już w sumie żadnych działań. Wszystko było na dobrej drodze do szczęśliwego zakończenia. Wystarczy na dziś wygłupów, prób i testów. W razie potrzeby nie oszczędzał obolałej nogi aby uniknąć zagrożenia, ale podczas końcowej fazy pieczętowania pozostawał raczej biernym obserwatorem, przyglądając się z bezpiecznej odległości jak brzuszek Wybrańca wsysa Pięcioogoniastego. Ewentualnie przesunął się trochę w swoje lewo, żeby lepiej widzieć.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 2109
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 13:55
Wiek postaci: 27
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Ciemnoszara bluzka z długimi rękawami; ciemnoszare, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, której hełm jest przytroczony do pasa; wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem.
Widoczny ekwipunek: Nihongou w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Yami » 4 paź 2019, o 00:34

Atak bestii powstrzymywały olbrzymie koty. Pozwoliło mi to dotrzeć do Kaia bezpiecznie. Choć biorąc pod uwagę co tu się działo nie można było powiedzieć, że choć na chwilę można czuć się bezpiecznie. Obok pojawili się również Kuroi a także Toshiro. Widząc zieloną chakrę podobną do Nanami kiedy leczyła Harruchiego a także tamtego Akimichi szybko zrozumiałem intencje staruszka. Dobyłem błyskawicznie z torby małą pigułkę ze skrzepniętą krwią i wcisnąłem ją Toshiro. Kuma był zajęty leczeniem a ja miałem inne zadanie, które powierzył mi mnich z pełnymi ustami krwi. Widok był przerażający. Byłem już jednak tak daleko dlatego zacisnąłem zęby kiedy poczułem kolejny uścisk w brzuchu. Jednym ruchem zdjąłem z siebie wierzchnie odzienie. Błyskawicznie poczułem jak na ciele pojawiają się liczne krople potu wywołane absurdalnymi warunkami tutaj na dole. Nie wspominając również ostatniego ataku bestii.
- Co dale...
Chciałem pozyskać więcej informacji lecz Kai szarpnął się doszczętnie niszcząc swe ciało i zadał mi potężne uderzenie w pierś. Użył ręki, w której znajdowała się chakra. Cios był na tyle silny, że przez chwilę straciłem dech. Mimowolnie złapałem się prawą ręką za pierś. O co chodzi? Demon wciąż tu jest! Dlaczego... i właśnie wtedy zacząłem czuć jak po ciele rozlewa się ciepło. Początkowo przypominało łyk zbyt gorącej herbaty lecz ciepło narastało i wchodziło w każdy zakamarek ciała. Ciepło zaczęło przeradzać się w gorąc a następnie w pieczenie. Niczym wejście do parzącej skórę wody, lecz ból nie przechodził jedynie po skórze ale również i wnętrzu. Zacząłem szybciej oddychać. Wynikało to z reakcji organizmu na niespodziewane warunki.
Zaczęło otaczać mnie białe światło podniosłem wzrok ku bestii by zobaczyć jak strumienie białej energii odczepiały się od demona i niczym rzeka wlewały się w moje ciało. Każdy strumień potęgował odczucie gorąca. Przymknąłem powiekę i zacisnąłem mocniej zęby. Nie czułem silnego bólu ale gwałtowne zmiany były cholernie nieprzyjemne.
Demon szalał jeszcze bardziej zaciekle lecz teraz nie mogłem nic zrobić. Musiałem zdać się na wsparcie Toshiro i Kumy. Kumulacja chakry w takim momencie byłaby chyba zabójcza. Czułem, że mój układ przechodzi jakieś dziwne zmiany. Bałem się, że próba wykonania techniki mogłaby zaburzyć działanie techniki Kaia. Ryzyko było zbyt duże.
- Jeszcze trochę...

tl;dr - Daję sobie zapieczętować demca.

ZDOLNOŚCI
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

JUTSU
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

EKWIPUNEK
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1818
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Kyoushi » 4 paź 2019, o 06:45

    Podziemia Iglicy przerodziły się w istny cmentarz shinobi, gdzie śmierć dotknęła większości grupy najemników, która zdecydowała się wziąć udział w tej jak się później okazało, samobójczej misji. Wiele się działo na samym dole, co mógł bacznie obserwować białowłosy. Demon, przygnieciony przez potężnego kota i jego klony próbował wyrwać się z uścisku, przez co doprowadził do uruchomienia kolejnej interesującej techniki. Spora fala uderzeniowa wydobyła się wprost z napompowanej chakrą skóry, która choć na chwilę oderwała od ciała kamienne klony, które uderzył w ścianę. Nie miał jednak szans uciec, ze względu na reakcję pozostałych i kolejne techniki, które spróbowały ów demona ujarzmić. Wtedy zaczęło dziać się to, co było już zwieńczeniem całej sytuacji. Z Bijuu zaczęła wypływać biała chakra, która wpływała niejako do ciała Yamiego. Został on naznaczony przez Kaia, a następnie miał stać się nowym pojemnikiem dla Kokuou. Chakra formowała się w strumienie, które przepływały bardzo płynnie, penetrując ciało syna kupca, dosłownie. Demon, który był teraz w potrzasku i widocznie tracił siły, próbował jeszcze ich ostatkami uwolnić się, jednak już nie miał na to szans. Był przygwożdżony, a całe pieczętowanie to raczej kwestia czasu. Kyu w tym samym czasie oprócz obserwacji zajął się swoim ostatnim pobratymcem. Masako z klanu Uchiha, osuwając się na ziemię została przez niego schwytana na ręce, a następnie zaprowadzona do korytarza. Wszystko to dzięki temu, że było tam w miarę bezpiecznie, ze względu na zajęcie demona czymś zgoła innym niż ustrzelenie bezbronnych, skrywających się do jaskini. Położywszy Masako, wylał jej wodę na twarz, jednocześnie wybudziła się, jednak nie mogła się ruszać.
    - O ile pamiętam nazywałaś się Masako, już Ci nic nie grozi. Wyciągnę Cię stąd. – Powiedział spokojnie, w tym samym momencie wstając by się rozejrzeć w tunelu. Trochę głębiej jak się okazało przebywała shinobi, która przybyła z drugą grupą. Zajmowała się ona leczeniem ran Yoichiego, który stracił przecież rękę. Obok nich były także jego kompani – psy, które nie odpuszczały gościa na krok. Był tam znacznie wcześniej niż mogła przybyć tu Rida.
    - Dziewczyna długo nie wytrzyma w tej duchocie, więc gdzie te posiłki? – Zapytał czarnowłosej, która pojawiła się ni stąd ni zowąd, wcześniej uciekając z groty i pozostawiając wszystkich. Cóż, nie była widocznie typem wojownika, a prawdziwym najemnikiem z krwi i kości, który nie przejmuje się losem grupy. Tylko tyle mógł jej powiedzieć, zbliżając się do Yoichiego, który zadał mu pytanie.
    - Yoichi… - powiedział spoglądając na jego stan – Lepiej niż przypuszczałem, mimo strat. Demon został przygwożdżony do ziemi, ten mnich Kai… Konając pieczętuje go w jednej z osób z grupy zwiadowczej. Mam nadzieję, że zdąży nim wykituje. Czy ktoś zginął? Niestety tak. Murai za bardzo się zbliżył w celu ochrony mnicha i… Wyparował po ataku, który stworzył kolejny tunel. Reszta się trzyma, jednak gryzie mnie jedno – gdzie jest ten skurwiel Yoshimitsu… - zastanawiał się, chcąc nie chcąc nad kolejnym Uchiha, który wprawił go w drgawki, które towarzyszyły potężnemu wkurwieniu. Aktualnie, po rozmowie gotowy był do opuszczenia jaskini, jednak jeszcze tego nie robił. Musiał wyczekać aż demon zostanie zapieczętowany, więc ruszył (jeśli nic specjalnego się nie działo) na kraniec jaskini, obserwując ostatni etap pieczętowania.

Streszczenie:
Spoiler: pokaż
  • Gadka z Ridą, gadka z Yoichim, obserwacja z góry procesu pieczętowania, oczywiście na tyle na ile to bezpieczne, bez szaleństw.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Posta dajże Kjuszowi, klawiaturą potrząśnij...
Obrazek
Avatar użytkownika

Kyoushi
Tryhard
 
Posty: 1264
Dołączył(a): 13 maja 2015, o 12:48
Lokalizacja: Rzeszów
Wiek postaci: 23
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, rozczochrane włosy. Czerwone oczy, czarny garnitur, zbroja oraz czarny płaszcz
Widoczny ekwipunek: Wakizashi przy lewej nodze. Katana przy pasie od lewej strony, miecz obosieczny przy lędźwi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=684

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Asaka » 4 paź 2019, o 11:56

O tak, wiedziała, albo raczej się domyślała, skoro temat przez całe dwa lata ich znajomości był bardzo uważnie omijany. Ani Shikarui nie palił się do rozmowy, skoro najpierw dopiero się poznawali, a później… nie chciał tego psuć i tak-mu-było-wygodniej, ani Asaka też się jakoś nie kwapiła. Czekała. Zawsze czekała, aż Shiki w końcu dojdzie do momentu, w którym chciałby z nią o czymś ważnym porozmawiać. Aż dojrzeje do myśli, że mógłby się podzielić swoją myślą i nie rozpocznie to końca jego świata. No… prawie zawsze czekała. Prawie. Białowłosa nie należała do tych cierpliwych, choć do Sanady przejawiała jej od groma. Czasami jednak następował wybuch, gdy niedopowiedzeń i pozornie nieważnych tajemnic, sekrecików i skrytych myśli było już za dużo. Jak ostatnio. Gdy wyspowiadał jej się z tego wszystkiego co złe. Czy go opuściła? Czy stracił w jej oczach? Nie, absolutnie. Więc dlaczego miałby tracić teraz? Nie była głupia, więc się domyślała, a Shiki też głupi nie był, więc najwyraźniej zaczął się domyślać, że ona wie. Nie miało to jednak większego znaczenia. Policzki w niego wymierzone nie miały zrobić mu krzywdy. Miały go otrzeźwić. Już kiedyś mu powiedziała, że nie podniosłaby na niego ręki – i nadal była to prawda. I Sanada dobrze o tym wiedział. Wiedział też doskonale, że się do niego zbliżyła i widział, po co unosi dłoń. A jednak też jej nie zatrzymał. Przez jego twarz nie przebiegła żadna mina wskazująca na to, że się zezłościł, czy cokolwiek. Dobrze, niedobrze. W tym momencie z pewnością nieistotne. Bo już zaraz odbił się od ściany i wybiegł zza zasłony by z nieco bliższej odległości móc osłaniać tego chłopaczka, którego poznali… ile czasu temu? Kilka godzin? Może nawet nie, przy dobrej zabawie czas tak szybko płynie. Dopiero co go poznali, a Asaka szczerze już go polubiła. Miał w sobie coś takiego… Coś takiego, że człowiek jakoś automatycznie się uśmiechał. Zresztą zaraz się okazało, że przy Kaiu znalazł się jeszcze Toshiro – kolejny powód, by im pomóc i ich osłaniać. Białowłosa nie była gotowa, by pożegnać przyjaciela. Taka prawda.
Demon znowu zaczął się wyrywać i wierzgać, nawet udało mu się zrzucić z siebie podtrzymujące go klony. Złotooka kunoichi nawet nie zastanawiała się nad tym zbytnio jak. Zresztą zaraz jej smok dołączył do całej menażerii kotłujących się zwierzopodobnych tworów. Kokuo zresztą zaraz znowu był trzymany w ścisku, dodatkowo Shikarui też wywalił na niego jakąś swoją wodną technikę. I tym sposobem znowu leżał na ziemi. Tylko co to za chakrowe łapki? Nad tym też nie było czasu się zbytnio zastanawiać.
Asaka zmuszała swojego smoka nadal, by oplatał się wokół karku demona, nadal miał go przyduszać, bądź po prostu ograniczyć jego zdolności motoryczne. Gdyby jednak Wielka Biała Koza ponownie chciała coś wystrzelić ze swojego kaprawego pyska, smok miał stanąć temu na drodze. Tak właśnie było. Byle tylko doczekać do końca procesu. Jakkolwiek miało to nie wyglądać. Zresztą – złotooka przestanie podtrzymywać technikę ze smokiem w momencie, gdy tylko będzie wiadome, że już po wszystkim. Czuła się już tak bardzo słabo.
Jeszcze tylko chwilkę…

tl;dr
Nadal podtrzymuje smoka, by utrzymać demona w ryzach. Gdy będzie po wszystkim, Asaka od razu zakończy podtrzymywanie techniki.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1192
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Harruchi » 4 paź 2019, o 12:57

Cała dziura wygląda jakby stoczono w niej wielką bitwę, o której można by śpiewać pieśni oraz snuć długie opowieści. Nic dziwnego, w końcu znalazło się tutaj niemal całe Krwawe Pokolenie, Ogoniasta Bestia oraz wielu innych wielkich wojowników. Brakowało tylko mnie... Cóż nie ma co jednak robić sobie wyrzutów. Jeśli Mesmer z demonem zabiliby tutaj wszystkich, łącznie ze mną, to nikt by się o tym nie dowiedział, a do tego nie można było dopuścić. Tym bardziej, że jak widzę, sporo osób już brakuje. Najprawdopodobniej więc zginęli. Ktoś z pierwszej grupy również niesie ranną Masako. Kto wie, czy gdybym tu nie pozostał, to nie skończyłbym tak jak ona, lub nawet gorzej. Tak, czy siak, muszę jednak zobaczyć co się z nią dzieję. Widzę bowiem, że te smoki świetnie sobie radzą z Bijuu, a Yoshimitsu Uchihy nigdzie nie widać.
Ruszam biegiem do tunelu, do którego Kyoushi zaniósł Masako i gdy słyszę słowa Kyoushiego mówię:
- Więc Yoshimitsu żyje? To nie dobrze, może nas zaatakować w każdej chwili, a na większe wsparcie nie mamy co liczyć, bo Nara woleli bić się z Aburame, niż przyjść tutaj.

Chakra: 66%


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Shōton no Jutsu
NATURA CHAKRY: Fuuton
STYLE WALKI:
UMIEJĘTNOŚCI:
Nabyta -
PAKT: brak
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 30-10=20
WYTRZYMAŁOŚĆ 20-10=10
SZYBKOŚĆ 21-10=11
PERCEPCJA 22-10=12
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 20
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 82
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU E
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
IRYōJUTSU
FūINJUTSU E
ELEMENTARNE
KATON
SUITON
FUUTON C
DOTON D
RAITON
KLANOWE D
JUTSU:
Ninjutsu:
Bunshin no Jutsu [E]
Henge no Jutsu [E]
Kai [E]
Kawarimi no Jutsu [E]
Kinobori no Waza [E]
Suimen Hoko no Waza [E]
Nawanuke no Jutsu [E]

Fūinjutsu:
Fūin no Jutsu [E]

Shōton:
Shōton no Jutsu: Reberu Di [D]
Shōton: Kuri no Ruhoīru [D]

Fūton:
Fūton: Enshō No Kaze [D]
Fūton: Furai Uchiwa [D]
Fūton: Fūsajin [D]
Fūton: Gōkūhō [D]
Fūton: Komakai Butokai Tatsumaki [C] viewtopic.php?p=119575#p119575
Fūton: Kaiten Shuriken [C] viewtopic.php?p=119661#p119661
Fūton: Reppūshō [C] viewtopic.php?p=120567#p120567
Fūton: Kamaitachi [C] viewtopic.php?f=86&t=7200&p=122378#p122378

Doton:
Doton: Doro Kawarimi no Jutsu [D]
Doton: Moguragakure no Jutsu [D]
Doton: Shinjū Zanshu no Jutsu [D]
Doton: Doryūsō [D]

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Wielki Wachlarz
- Torba (przypięta do pasa)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- 2 małe shurikeny wytworzone z kryształu (w torbie na pasie)
Harruchi
 

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Toshiro » 4 paź 2019, o 19:06

Choć mogłoby się wydawać, że to już koniec, to demon mimo wszystko nie chciał dać za wygraną. Wytworzył liczne ręce stworzone z chakry, które pozwoliły mu pozbyć się niektórych nieproszonych technik. Było to jednak za mało, zdecydowanie za mało aby odeprzeć wszystkich, którzy starali się go utrzymać w miejscu. Toshiro doskonale mógł się temu przyglądać widząc chakrę latającą tu i ówdzie, a przede wszystkim chakrę demona, która zaczęła być zasysana do ciała Yamiego. Proces pieczętowania odbywał się w najlepsze co zdecydowanie nie podobało się Kokuo, który ostatkami sił próbował się jeszcze wyrwać i napsuć krwi tym, którzy chcą go znów zapuszkować. Niemniej jednak nie przynosiło to zbyt dużego efektu. Dodatkowo dostrzegł jak smok Asaki dołączył do kanonady różnych technik, które wiły się wokół kunia i trzymały go jak najbliżej ziemi. Nishiyama takich technik nie posiadał, więc na nic nie mógł się reszcie przydać. Mógł jedynie podziwiać jak każdy z nich dawał jakiś swój wkład w to, aby pokonać demona. W międzyczasie otrzymał jakąś pigułkę od Syna Kupca, który bez słowa wcisnął mu ją w dłoń. Na początku trochę zdezorientowany popatrzył na niego jak na jakiegoś dziwaka, który proponuje dzieciom jakieś rzeczy spod płaszcza, a potem po przestudiowaniu tego co to mogło być, domyślił się, że zapewne chodziło mu o to, aby podać ją Kaiowi, co oczywiście uczynił. Nie była to pigułka wzmacniająca, którą zażył wcześniej, ta miała zupełnie inne działanie i być może będzie w stanie uratować mnichowi życie. Po podaniu pigułki nie pozostało mu nic innego jak wycofać się nieco jeszcze za Kaia i Yamiego w razie ewentualnego ataku, gdyby nagle biju postanowił wystrzelić w ich stronę. Była szansa, że tak się stanie, ale na prawdę niewielka. Nie musiał posiadać sharingana, aby zobaczyć, że siła, z którą spotkali się na początku miała się nijak do poziomu, który prezentowała teraz bestia, choć i tak dalej była ogromna. Zastanawiał się jak coś takiego w ogóle jest w stanie utrzymać się w człowieku. Pieczęć, której używa Kai musi być na prawdę silna, chyba, że teraz Yumichika będzie musiał uważać calutki czas na to, aby nie została zerwana. Bardzo zastanawiało go jak coś takiego w ogóle działa. Co się dzieje z demonem? Jest gdzieś sobie w niebycie i czeka na okazję aż ktoś go odpieczętuje, albo jego jinchuriki zginie czy co? Tyle pytań, tak mało wiedzy o tym, a co za tym idzie tak też mało odpowiedzi. Zastanawiające też dla nie go było, czy chłopak w ogóle wytrzyma to psychicznie. Sama konfrontacja z bestią była dla niego zbyt ciężka do udźwignięcia, a teraz nagle tak ochoczo daje go w sobie zapieczętować? Nie jemu oceniać, ale było to co najmniej dziwne. Najwidoczniej albo postradał już do końca zmysły, albo odezwał się w nim jakiś wewnętrzny bohater, a może jakiś inny głos, który kazał mu to zrobić. Toshiro był w o tyle komfortowej sytuacji, że mógł sobie pozwolić na takie rozmyślania. Obserwował, bacznie obserwował wszystko i wszystkich. Ich poczynania, techniki, którymi się posługiwali, umiejętności jakie posiadali. Teraz każdy dawał z siebie najwięcej, więc mógł najwięcej zobaczyć. Niektórzy jednak przedwcześnie opuścili miejsce tego boju, do nich zaliczali się Masako i Kyoushi, którzy zniknęli gdzieś w tunelu za sprawą tej pierwszej, która też nie udźwignęła tematu i po prostu zemdlała. Pojawił się nagle również Shikarui, który wybiegł zza kryształu Asaki i strzelił w demona jedną ze swoich wodnych technik. Czarnowłosy oczywiście wycofał się tyle mógł i przemieścił się lekko w stronę państwa Sanada, tak aby w razie czego pozostać w zasięgu osłon, które mogą powstać do ochrony pieczętującego i pojemnika. Miał nadzieję, że nie dostaną oni jakimś rykoszetem czy też techniką, która przypieczętowała los Pustego. Demon zdecydowanie osłabł, więc była nadzieja, że nie będzie już nawet w stanie nią strzelić. Choć nigdy nie wiadomo, trzeba być gotowym na wszystko.

tl;dr
Odbiera pigułke od Yamiego, podaje ją Kaiowi, aby ten zbyt szybko nie zszedł, po czym wycofuje się tak daleko jak się da, aby pozostać w zasięgu potencjalnych osłon.


KP:
Spoiler: pokaż
Obrazek

Imię: Toshiro (??)
Nazwisko: Nishiyama (??)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Płeć: Mężczyzna
Ranga: Doko
Wzrost: 181 cm
Waga: 69 kg
Wiek: 18 lat
Data urodzenia: 367r. - zima
Znaki szczególne: Brak
Kolor włosów: czarne
Kolor oczu: czarne

Obrazek

Obrazek
UBIÓR:Jeśli chodzi o ubiór bruneta, tutaj zależy od obserwatora. Jedni stwierdzą, że jest całkowicie normalne, a inni mogą uważać, że jest niecodzienne. Jego garderoba nie jest zazwyczaj zróżnicowana jeśli chodzi o kolory, góruje czerń i szarość. Na co dzień jak i w bój Toshiro ubiera się dość oficjalnie. Na wierzchu nosi coś w rodzaju luźnego, gładkiego płaszcza w ciemnych kolorach. Pod tym znajduje się kimono koloru czarnego również bez żadnych zdobień. Przepasane jest brązowym, materiałowym, ozdobnym pasem. Pod nim ma jeszcze białą koszulę z kołnierzykiem w kształcie litery v, tak jak w kimonie. Na rękach ma coś w rodzaju rękawiczek, które sięgają tylko do kostek. Nosi luźne szarawe spodnie, które są zwężane ku dołowi. Do tego na stopach ma wysokie czarne buty, które kojarzone są raczej z samurajami. Kiedy robi się zimno przywdziewa czarny, ciepły płaszcz z kapturem.
WYGLĄD: Toshiro po swoim ojcu odziedziczył nie tylko wyjątkowo czarne oczy, ale spory wzrost. Jego długie ciało sprawia, że jest znacznie wyższy od swoich rówieśników, jak na tak młode lata, a przynajmniej tych z tego regionu, z którego pochodzi. Szczupłej postury chłopak, bo tak można go nazwać, posiada jasnego koloru cerę, która świetnie kontrastuje z jego włosami. Ciemne kosmyki są często związane w kitkę. Kilka niesfornych pasm opada również na jego twarz czy też po prostu fruwają wolno. Czasem chodzi w rozpuszczonych włosach, jednak jest to rzadkość, bo jest to po prostu mało praktyczne. Jeżeli chodzi o postawę ciała chłopaka, jest on barczysty, lecz jeszcze wiele mu trzeba by można było mówić, iż jest dobrze zbudowany. Z wiekiem Nishiyama stawał się coraz bardziej mężny, a jego włosy rosły, tak, że związane w kitkę sięgały mu za pas. Tak na prawdę nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród ludzi. Ot zwykły, wysoki chłopak o czarnych oczach i czarnych, długich włosach.

Obrazek
Charakter: Nie ma nic cięższego do opisania jednoznacznie niż charakter Toshiro. Z reguły jest on cichy, skromny i spokojny. Nie stara się wyróżniać wśród innych ludzi i działa często we własnym interesie czego musiał się nauczyć na przestrzeni lat. Pozostawiony sam sobie musiał poradzić sobie z wieloma przeciwnościami losu, co uodporniło go nieco na krzywdę innych, aczkolwiek nigdy nie zostawał wobec niej obojętny. Przez swój wędrowniczy tryb życia raczej nigdzie nie zostaje na dłużej, choć ma sentyment do "rodzinnych" ziem Daishi, gdzie spędził najwięcej ze swojego życia jako dziecko. Dość często wraca na "stare śmieci". Jednak jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie, to brunet nie jest zbyt towarzyską osobą jeśli kogoś wcześniej nie poznał. Zazwyczaj stroni od poznawania nowych ludzi, aczkolwiek nie alienuje się nie dopuszczając do siebie nikogo. Czasem choćby z nudy potrafi też sam zagadać, choć to rzadkość. Oprócz tego zawsze stara się traktować wszystkich z szacunkiem. Jednak gdy traci cierpliwość, to potrafi wybuchnąć. Jednak, aby do tego stanu doprowadzić, to na prawdę trzeba się nieźle postarać.
Obrazek
Historia młodego Toshiro ma swój początek na ziemiach Daishi pośród Karmazynowych Szczytów. Młoda para uciekła pod presją władz prowincji, w której mieszkali wcześniej. Nie ma to teraz tak na prawdę największego znaczenia jakiej, jednak faktem stało się, że ścigana Hibana i Nagamoto zbiegli na północ. Po drodze okazało się, że kobieta jest brzemienna, więc tym bardziej uśmiechnął się do nich los. W końcu mogli zacząć gdzieś od nowa, z dala od konfliktów z klanami i ich gierkami polityczni. No właśnie, cóż w ogóle sprawiło, że musieli się wynieść? Ktoś wysoko postawiony po prostu musiał zrzucić na kogoś winę za morderstwo, którego dokonał, aby ktoś z jego ludzi objął dany urząd. Padło akurat na nich. Jednak kto by się przejmował nic nie znaczącymi shinobi?Na szczęście w chwili urodzin Toshiro wszystko to poszło w niepamięć, a szczęśliwi rodzice mogli cieszyć się tylko z tej chwili. Ugoszczeni dzięki uprzejmości rodu Kosekich mogli wieść spokojne życie, a przynajmniej do czasu. Zostańmy jednak jeszcze trochę przy tych sielankowych czasach, gdzie wszystko wydawało się proste i łatwe. Młody chłopak dorastał często będąc oddawany pod opiekę Masaru, przyjaciela rodziny. Był to samotny, starszy mężczyzna, który miał sporą posiadłość. Hibana i Nagamoto często zostawiali go ze staruszkiem gdy udawali się na misje w celu zarobku. Tam jednak nie próżnował, ponieważ Masaru również był shinobi, jednak przez kontuzję ręki nie był tak sprawny jakby chciał i musiał porzucić swój dotychczasowy fach. Na szczęście dla Toshiro, który mógł razem z nim trenować pod nieobecność rodziców. Młodzieniec ochoczo spędzał czas ze staruszkiem ciężko pracując nad polepszeniem swoich umiejętności. Bardzo często otrzymywał różnego rodzaju rady, które często okazywały się bardzo trafne. I tak żył sobie spokojnie przez jakiś czas nawiązując jedną z pierwszych mocniejszych relacji uczeń-mistrz. Masaru stał się dla niego dobrym wujkiem, z którym zawsze mógł porozmawiać o wszystkim, a także mógł udać się do niego gdy chciał zasięgnąć rady jeśli chodzi o sprawy shinobi, czy też jakiś aspekt treningu.
Pewnego dnia Toshiro wyczekiwał w domu staruszka, aż rodzice go odbiorą. Niestety niesamowicie się spóźniali przez co chłopak w końcu zasnął. Niestety gdy się obudził Masaru nie miał dla niego dobrych wieści. Demony przeszłości przyszły zebrać swoje żniwa. Okazało się, iż podczas jednej z rutynowych misji została zastawiona pułapka przez shinobi z klanu, z którego pochodzili jego rodzice. Dowiedziawszy się gdzie przebywali domniemani zabójcy postanowili zemścić się na nich pomimo sporego upływu czasu. Być może był to po prostu kaprys, któregoś z rządzących, a może po prostu akurat tamci ludzie byli tak bardzo zawistni, że nie chcieli odpuścić. Tak na prawdę nigdy nikt już się tego nie dowie, ponieważ sam Nishiyama nie wiedział skąd dokładnie pochodził. Jego rodzice nigdy nie opowiadali mu o miejscu, z którego się wywodzą, jedynie o tym co stamtąd odziedziczyli. Tamtego dnia Toshiro wiedział, że jest to koniec pewnej ery. Jego oczy zalały się łzami, a emocje, które odczuwał wprost rozrywały go od środka. Masaru starał się zachowywać spokojnie i pocieszać młodziaka, jednak nikt nie był w stanie wtedy uspokoić takiego młodzika. Żal i gorycz towarzyszyła mu jeszcze przez wiele dni. Jednak starał się o tym nie myśleć i skupiał się jedynie na treningach ze staruszkiem, który pozwolił mu u siebie zamieszkać. Od tamtej pory był dla niego jak ojciec. Opiekował się nim i trenował go wedle jego życzenia, ponieważ Toshiro chciał stać się na prawdę potężnym ninja, który będzie potrafił obronić ważne dla niego osoby. Właśnie to postanowił tamtego dnia i dążył do tego z całych swoich sił. Dowiedziawszy się co nieco o historii jego rodziców był na prawdę dumny, że mógł być ich dzieckiem. Jednak miało to też swoje drugie dno. Postanowił, że nigdy nie zaangażuje się w politykę. Nie chciał mieć do czynienia z żadnym klanem, ponieważ uważał, że każdy dba tak na prawdę tylko o siebie i nie liczyło się dobro ogółu, a jedynie tylko tych u władzy.

Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Obrazek

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Obrazek
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • 2 x Wakizashi
  • Duża torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Obrazek
[justify]PIENIĄDZE: viewtopic.php?f=101&t=6718
PH: viewtopic.php?f=34&t=6717
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Staty:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Toshiro
 
Posty: 859
Dołączył(a): 26 lis 2018, o 00:42
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Ubiór: https://i.imgur.com/aTEcS3d.jpg
Zbrojka(bez hełmu): https://i.imgur.com/0C5HZor.jpg
Często posiada na głowie zarzucony kaptur z czarnego materiału.
Widoczny ekwipunek: 2 wakizashi przy lewym boku, duża torba na dole pleców, zbroja
Link do KP: viewtopic.php?f=32&p=105025#p105025
GG/Discord: Harikken#4936
Multikonta: Harikken

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Kuroi Kuma » 4 paź 2019, o 20:10

Trzymał dłonie nad Kaiem, przyglądał się tylko temu co działo się w jego najbliższym otoczeniu. Przez chwilę jakby zamknął swoje postrzeganie do najbliższych kilku metrów. Było coś w tym prawdziwie mistycznego, młody chłopaczek, niewyróżniający się spośród wszystkich (prócz oczywiście noszenia wody, Yami FTW), który koniec końców został wybrany na tego, w kim bestia zostanie zamknięta. Przez starca, który pewnie do tego momentu był przygotowywany całe życie. To nad nim właśnie sprawował opiekę Kuroi, w sumie to była duża przesada. Po prostu opóźniał moment w którym mnich miałby się wykrwawić. Nie chciał by ten moment został przerwany, tego który by to zrobił pewnie rozgniótłby piaskiem na pobliskiej ścianie niczym robaka, którzy przeszkodził mu we wczuciu się w ten moment. Nie ważne były smoki pętające stwora, nie ważny był mocarny kopniak Seinara, prawdopodobnie jedynej osoby, która mogła się pochwalić, że uderzyła Ogoniastego w rzyć. Przyglądał się temu jak chakra formuje pieczęć. Biel? Skąd ten kolor? - zastanawiał się Kuma i był przy tym trochę jak dziecko - zafascynowany i całkowicie skupiony. Jego technika działała dalej, irytował go fakt, że nie jest w stanie poradzić sobie z taką raną. Była przeogromna, była śmiertelna, ale do cholery jasnej tuż obok niego działo się coś, o czym by nikt nie pomyślał, na co by nikt nie wpadł, czego nikt o zdrowych zmysłach by się nie spodziewał. Spotkanie bestii z legend, złapanie jej w piaskową dziurę, a także można nawet powiedzieć że wskazanie Wybrańca. Co więc zatrzymywało go, by jego techniki medyczne zaczęły wspinać się na wyżyny, docierać w miejsca, w które nikt się nie zagłębiał, które nie są znane, bądź uchodzą za niemożliwe?
Uderzenie w pierś, coś było zwieńczeniem pieczęci Kaia. Nie wiedział czy chłopaczek przypadkiem nie straci tchu i nie padnie im tutaj na ziemię. Nie powstrzymaliby bestii już dłużej, tym bardziej że ta najwidoczniej dopiero się rozkręcała.
-Dasz radę - powiedział tylko tyle, albo aż tyle. Nie chciał ingerować w cały ten proces, nie wiedział czy go przypadkiem nie zaburzy, czy nie przerwie pieczęci. Gdy to wszystko się skończy pewnie będzie wycieńczony. Kuroi zastanawiał się co się stanie ze stworem, gdy jego "nosiciel" umrze. Umiera razem z nim? Pieczęć zostaje zerwana? Czy może jeszcze coś innego? Dopiero teraz odwrócił wzrok i popatrzył na to że kociaki Ocirka to w sumie już nie trzymają stwora, że przyszedł ktoś jeszcze, jakaś randomowa kobieta, która przebiegła wcześniej, ale kto by się nią przejmował. Nie była sama, pytanie jakie mają intencje i czy przypadkiem ich walka nie zacznie się na nowo. Całe szczęście jego piasek był w całej dziurze, już uprzednio zdołał pogrzebać stwora, więc nie będzie problemem, by zrobić to z ewentualnymi wrogami, którzy chociażby chcieliby się zbliżyć do Kumy i Yamiego. O Kaia nie trzeba było się już martwić. Będzie w lepszym świecie, w lepszym miejscu, gdzie nie ma tyle bólu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 865
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 37
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Ichirou » 4 paź 2019, o 20:19

Nie sposób było uwierzyć w to, że oni naprawdę walczyli z ogoniastą bestią i że kolejne sekundy mijały, a oni wciąż utrzymywali się przy życiu. Była w tym niewątpliwa zasługa przyzwanego kota, który dzięki swym gabarytom mógł nawiązać w miarę wyrównaną walkę przynajmniej przez parę chwil. Pozostało więc mieć nadzieję, że przy dodatkowym wsparciu ten krótki czas wystarczy, by dokończyć proces pieczętowania.
Wszystko działo się na pełnej intensywności, więc było nawet kiedy zrugać samuraja lub spytać się go, co on takiego odwalała swoimi poronionymi pomysłami. W innej sytuacji zapewne prychnąłby z rozbawienia, widząc szaleńczą szarżę zakończoną kopniakiem w dupsko, ale nie było mu do śmiechu mając naprzeciwko cholernego demona. Jedyna reakcją, na jaką sobie pozwolił, to ta przy pomocy piasku, która na szczęście wyratowała kompana przed dziwnymi, białymi łapskami, które niespodziewanie wyrosły z cielska delfinokonia i zaczęły atakować wszystkich naokoło.
Odskoczył w bok, w kierunku kryształowej ściany Asaki i śmignął za nią, jeżeli tylko stał się ofiarą cudacznych ataków w potwora. Jeśli jednak nie był zagrożony, to przeszedł od razu do drugiego etapu swojego planu, którym było wyratowanie Bakuru. Posłał wszystkie okoliczne pokłady piachu z pełną prędkością na białe chakrowe łapska, by strącić je z impetem i wyzwolić przede wszystkim oryginalnego kota, ale w miarę możliwości również i jego klony. Gdyby to nie wystarczyło, to nawróci spore masy piasku, obtoczy chakrowe twory najbardziej zagrażające sojusznikom i zacznie się z nimi siłować, próbując zyskać na czasie. Bakuru natomiast wciąż próbował przygwoździć monstrum przy pomocy klonów oraz kamiennego smoka.
Jak długo, do cholery, musiało to jeszcze trwać?
Wydawało się, że bijuu traci odrobinę na swojej bestialskiej sile, ale nie był to żaden powód do rozluźniania się. Na rozmówki też nie, więc nawet nie rzucił spojrzenia na Reikę, kiedy ta zjawiła się tuż obok. Dalej był w pełni skoncentrowany na toczącym się boju i operowaniu ogromnymi pokładami piachu, próbując ograniczyć zagrożenie w postaci przedziwnych łapsk delfinokonia.
- Ja jebię, nie teraz! - odezwał się krótko i dosadnie, nie mając czasu na grzeczne formy, które zresztą nie podkreśliłyby tego, jak bardzo zajęty był w obecnej chwili. Priorytetem było powodzenie w całej akcji i nie zamierzał poświęcać się innym rzeczom póki sytuacja nie została opanowana.

- Twojej grupy? Niewiele ich zostało. Yoichi mocno oberwał, wycofał się tam gdzieś, o - odpowiedział Reice, kiedy znalazła się na to chwila względnego spokoju. Niezbyt dbałym ruchem dłoni wskazał przy tym kierunek, w którym ewakuował się rudowłosy wraz z paroma osobami.
Sam zachował swoją aktualną pozycję i trzymał piasek w podorędziu, tak na wszelki wypadek. Z niepokojem oraz z pewnym zaciekawieniem przyglądał się całemu procesowi pieczętowania ogoniastej bestii w człowieku.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Zimy
 
Posty: 3092
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 18:25
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 29
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Shikarui » 4 paź 2019, o 21:44

Za kryształową ścianą czuł się pewniej. Z dala od potwora i daleko od wszystkich innych. Słowo, co było kluczem - innych. Łatwo obserwować górę z daleka i łapać ją w swoje dłonie, uznając, że jest przecież tak niewielkim zarysme na tle nieskończonego błękitu. Potem stawałeś pod jej podnóżem i nie mogłeś ogarnąć jej swoim wzrokiem. Wtedy to, co było zielonym dywanem zakończonym białym frędzlem stawało się gargantuicznymi drzewami, które przysłaniały słońce. A śnieg..? Śniegu wcale nie było. Tak i inaczej się czułeś, kiedy taki demon znajdował się z dala od ciebie. Inaczej wzrastał tak wysoko... Tak wysoko złudnie, bo przecież to nie on rósł. To ty się zbliżasz. Śmieszne - odczucie jest zupełnie inne.
Nie czuł się pewnie, kiedy stał tak blisko tego potwora. Jego wzrok ogarniał cały obszar jaskini, wszystkie jutsu, które przesuwały się w powietrzu. Nadal nie było żadnej pewności. Piaskowe ściany, smoki lecące, by pojmać stworzenie, kolejna dawka wody. Leż, leż, koniku. Jeszcze tylko parę chwil i wszystko wróci do swojej normy. Dla wszystkich poza Yamim.
Shikarui uskoczył w tył, ratując się przed przedziwnym łapskami i gdy te pofrunęły prosto do Yamiego... to zrobił dokładnie to, co instynkt nakazywał - zszedł im z drogi. Nie próbował nawet składać pieczęci, by ochronić młodzieńca. Och proszę - żaden był z niego bohater. Przetrwanie jego samego było niemal najważniejsze. Tylko że te stworzone z chakry dłonie wcale nie poleciały, by zabijać. Poleciały, by... by w sumie co? Widział to wydarzenie i chociaż widział - nie do końca rozumiał. Obrócił zaraz głowę w kierunku demona i złożył dłonie do kolejnych pieczęci. Czuł, że już zwalnia - ale zdecydowanie nie był jeszcze przy stanie, w jakim była Asaka. No właśnie. Stworzył z zasobów wodnych leżących wokół ogromnego smoka, który od góry wleciał prosto na pysk stworzenia, zalewając go sporymi zasobami i dodatkowo jeszcze przygważdżając. Stworzenie słabło w oczach. Zwłaszcza jego oczach.
Nie opuszczał jednak boku Kumy, Yamiego i Kaia, gotów w razie czego zareagować, gdyby demon zrobił coś nieprzewidzianego, cały spięty i gotów na... na wszystko. Choć niby gdy coś jest do wszystkiego - to do niczego.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Łuk retrorefleksyjny, kołczan - 20 strzał, torba na tyłku, jedno wakizashi przy lewym boku, drugie wakizashi na plecach, na poziomie pasa, kabura na broń na prawym udzie, czarny płaszcz, średni zwój, manierka, karwasz z metalu na lewej ręce

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


KARTA POSTACI
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1755
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Akarui » 5 paź 2019, o 02:01

Potwory są najbardziej niebezpieczne gdy się boją.

Nareszcie dotarli na miejsce. Z lekkim dyszeniem przez ciągły wysiłek fizyczny, ale w końcu mogli zobaczyć całe to pobojowisko. Z miejsca, w którym stanęła cała ekipa, widać było całe to pobojowisko w kraterze. Ale ludzi jakby mniej... Gdzie Mnich i Chise? Gdzie Pusty? Gdzie te małe krzykacze, z którymi wchodził do tunelu? Brakowało zbyt dużo ludzi. Ich brak w zasięgu wzroku był przerażający. Prawie tak bardzo, jak widok ogromnego, białego potwora o pięciu ogonach z wieloma rogami na głowie i zaokrąglonej, końskiej paszczy, i twardych kopytach. Demon stworzony do galopu, do tratowania i buchania parą.

Przebudził go z tego zamyślenia dopiero ruch stojącej obok Ridy. Zbiegł za nią po ścianie, mówiąc do swojej ekipy: - Na dół panowie, na pewno możemy coś zrobić! Dopiero w biegu Tozawa zauważył, co się dzieje w pobliżu bestii. Kai uwieszony na ostrym stalagmicie ostatkami próbował zapieczętować chakrę demona w jednym z shinobich. Inny próbował tamować krwawienie, ale było widać, że nic z tego nie będzie. Dobrze to podsumowała stojąca obok Kunoichi: Spóźniliśmy się...

Rida pobiegła w kierunku, gdzie wcześniej mogli zauważyć Kyoushi'ego wchodzącego do jakiegoś tunelu, prawdopodobnie tam chowali się ranni. Może tam krył się Shiga z rannymi? A Chise pilnuje wlotu i nasłuchuje dźwięków z pola walki? W takim razie przybyłe "świeże" siły powinny zająć się tym monstrualnym problemem tutaj. Demon był już spętany kryształowym i błotnym smokiem, trzymały go jakieś wielkie koty, a mimo to wierzgał jak oszalały. Akarui zwrócił się do swoich ludzi: - Dobra panowie z inteligentnego klanu Nara, macie jakiś pomysł, by jeszcze mocniej zablokować ruchy tego potwora? Czekał chwilę, aż któryś z nich w końcu coś zaproponuje, aż sami rzucą się do roboty i w końcu powiedział: - Biegnę do pieczętujących, spróbuję jakoś wspomóc tam. Tylko mi tu przeżyć do przybycia posiłków! Jak któryś uważa, że może się tam przydać, to za mną! I pobiegł w kierunku centrum całego bałaganu.

Nie była to najmądrzejsza decyzja, ale co mu zostało? Nie wiedział jak, nie miał jeszcze żadnego planu, ale coś zrobić musiał. Poruszał się po ścianie, bacznie obserwując ruchy demona, jego ogonów i dziwnej chakry, która kształtowała się w ręce. Trafienie czymś takim mogło zabić, bez cienia wątpliwości. W biegu chciał namierzyć jakiś lepszy kawał gruzu oddalony od jego pozycji, by w razie zauważenia problemu móc wykonać kawarimi no jutsu. Następnie wyciągnął zwój ze swoją Sayuri, miał go pod ręką w razie gdyby musiał ją odpieczętować i wykorzystać w walce. Najważniejsze jednak było, by dostać się do pieczętujących. Demon był na razie zajęty, ale ile potrwa, nim nie wpadnie na pomysł, by to ich zaatakować? W tym wypadku Akarui dużo nie mógł zrobić. Co najwyżej spróbować odwrócić uwagę tej rogatej chabety.

Będąc na miejscu, wszystko będzie zależało od obserwacji. Tozawa będzie mógł lepiej przyjrzeć się ranie Kai'a i wykorzystywanemu Iryoujutsu. Jeśli uzna, że może zastosować lepszą technikę, na pewno to zaproponuje, jednak najpierw się przywita: - Ohayo, przyprowadziłem posiłki. W obozie o wszystkim powinni już wiedzieć i też mają do nas wysłać ludzi. Potem zwróci się wprost do tego, który utrzymywał pieczętującego mnicha przy życiu: - Jestem Akarui, medyk. Mogę zastosować Naosute no jutsu, by spowolnić krwawienie, jeśli jesteś w stanie jakoś skrępować demona albo odwrócić jego uwagę od nas. Jak nie to polatam mu przed oczami marionetką. Mówiąc to wyciągnał z jednej z toreb bandaż i próbował nim powstrzymać krwotok, obwiązując wokół rany. Zawsze to jakieś wsparcie dla techniki leczącej. Teraz zależy od leczącego mężczyzny, co dalej ze sobą zrobi Akarui. Może się okazać, że jest lepszym medykiem? Albo zna techniki, które mogą pomóc w zablokowaniu ruchów demona?

A ten był wściekły. Czy może przestraszony? Teraz nie jest to ważne. W obu przypadkach, jest szalenie niebezpieczny.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Techniki:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1508
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Uchiha Masako » 5 paź 2019, o 12:41

Masako posłusznie dała się przenieść do tunelu, zresztą nie miała w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia. Gdyby była przytomna, to na pewno by podziękowała Kyoushiemu, który okazał się być uczciwym i pomocnym towarzyszem. Po prawdzie, to w czasie tej podróży nie licząc renegata z jej klanu to wobec niej w zasadzie wszyscy byli naprawdę pomocni. Dopiero u kresu okazało się, że państwo Sanada mieli zatargi z kimś z pierwszej grupy i wykorzystali sytuację - dość karkołomnie - żeby wyrównać rachunki, przynajmniej tak zrozumiała z okrzyków, które tu i ówdzie padały. Jeśli teraz powróciłby Yoshimitsu... cóż, mógłby ich dość nieźle poskładać wszystkich. Koniec końców tamtego olbrzymiego Akimichi złożył bez niczyjej pomocy. Właśnie, on umiał się teleportować? Ciekawe, czy była to umiejętność, jakiej mogli się nauczyć wszyscy Uchiha. Będzie musiała zdać raport, jak już będzie okazja i zapytać się o to...


TL;DR - masako jest dalej nieprzytomna i cośtam bredzi/śni


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Torba, kabura na broń, kołczan, średni łuk.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Głos

Prowadzone misje:

  1. Ślad popiołu - Rozdział 2 - (D) Katakuri
  2. Tytoń w opałach - (C) Hou, Kaiko
  3. Pachinko, gdzie jesteś?! - (C) Matsu
Avatar użytkownika

Uchiha Masako
Mistrz Opowieści
 
Posty: 452
Dołączył(a): 11 kwi 2019, o 20:07
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Niska, w miarę szczupła dziewczyna o bladej cerze i ciemnych, krótkich włosach do ramion. Ubrana w lekkie, bure kimono oraz narzuconą na nie kamizelkę. Na głowie nosi słomkowy kapelusz, a w ustach niemal zawsze ma fajkę.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7198
Multikonta: Hoshigaki Toshiko, Hanuman

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Natsu » 5 paź 2019, o 13:45



Podziemne piekło
Podziemia Iglicy


Demon nadal się miotał. Wiedziony silną wolą przetrwania i żądzy wolności, dalej próbował wydostać się z tej pułapki, którą stojący wokół shinobi zarzucili mu na szyję. Widać było jednak, że jego siły zaczynały coraz szybciej go opuszczać. Chakra, która z niego uciekała za sprawą tajemniczej techniki pieczętującej w wykonaniu Kaia, ulatniała się z jego parzystokopytnego ciała i wnikała do ciała młodego Yamiego, który stał niczym sparaliżowany. Stwór szarpał się, starając się strącić z siebie zarówno klony Bakuru, jak i smoki, lecz jego siły spadały w zastraszającym tempie. Nawet jego technika białych, chakrowych rąk, ostatecznie tylko rozpadła się w mlecznobiały obłok i pomknęła w stronę piersi Yamiego. W pewnym momencie, nawet mimo wierzgania, Pięcioogoniasty nie był już nawet w stanie wywinąć się z łap kamiennych kotów. Jakby tego było mało, został dodatkowo przygnieciony wodną techniką Shikaruia. Dlatego też, gdy proces pieczętowania zbliżał się ku końcowi, demon po prostu przestał stawiać opór. Wiedział, że to dla niego już koniec. Jeżeli ktoś się przyjrzał, mógł zauważyć na pysku koniodelfina mieszankę smutku, gniewu i rezygnacji.
Znowu tracił wolność.
Oczy demona zwróciły się na obecnych, jak gdyby chciał zapamiętać kto tutaj stał. W końcu spojrzał też na Kaia i Yamiego. Stojący obok Kuroi podtrzymywał mnicha przy życiu na tyle, by ten nie przerwał techniki swoim zgonem, Shikarui stał niedaleko, obserwując bestię, chwilę później dołączył do nich również Akarui, który zaczął pomagać Kumie w procesie "powstrzymajmy Kaia przed sczeznięciem". Toshiro podał wiszącemu mnichowi również pigułkę otrzymaną od Yamiego - wyglądało na to, że nieznacznie pomogła, bo na chwilę do oczu Kaia wróciło trochę więcej życia, ale i zarazem co krew się zregenerowała - po prostu znowu wylatywała przez rany.
Kokuou westchnął ciężko.
-Ludzie. Jednak Kurama miał rację - nigdy się nie zmieniają.
Błękitnobiałe oczy stwora powoli się przymknęły. Wydał z siebie jeszcze ostatni, przepełniony mieszanką rozpaczy i gniewu okrzyk...
I wtedy całe jego ciało rozpadło się na białą chakrę, która pomknęła do pieczęci na torsie Yamiego.
Kai trzymał dłoń cały czas w miejscu pieczętowania, skupiając się i głęboko oddychając, nawet mimo tego że co chwila musiał wypluwać krew - wyglądało na to, że kamienny kolec przebił mu płuco. W końcu, kiedy cały demon zaniknął i reszta białych obłoków pomknęła do młodego bezklanowca, Kai przekręcił ręką, tworząc z symboli na skórze spiralę.
-Shishō Fūin.
W jego głosie ponownie dało się usłyszeć pewność i brak cierpienia. Najwidoczniej zebrał w sobie ostatki sił. Odsunął rękę, po czym uderzył w to samo miejsce jeszcze raz. Wokół spirali pojawiło się osiem wąskich pieczęci, ustawionych niczym obramówka wokół głównej spirali.
-Hakke no Fūin Shiki.
I wtedy wszystko ucichło. Pieczęć na klatce piersiowej Yamiego, która jeszcze przed chwilą świeciła jaskrawą bielą, zaczęła tracić swój blask - by zmienić się w normalne, czarne symbole, przypominające tatuaż. Po demonie nie było nawet śladu. Zero huku. Temperatura powietrza również zaczęła się zmniejszać. Zapadła cisza. Yami poczuł, że traci czucie w kończynach - chociaż dalej nie było to uczucie bólu, a on sam nie stracił przytomności, to czuł że jego organizm reagował tak jakby był całkowicie sparaliżowany.
-Będziesz potrzebować... odpoczynku. Organizm... przyzwyczaja się... do obecności... Pięcioogoniastego...
Kai ponownie kaszlnął krwią. Następnie podniósł głowę i spojrzał na niebo, widoczne w otworze jaskini.
-Zrobiłem... co mogłem. Idę... za swoimi... kompanami...
Wtedy jego głowa zwisła bezwładnie, a jego oczy opuścił blask.
I w ten sposób odszedł mnich imieniem Kai.
W tym samym czasie, w tunelu nad samą grotą, Kyoushi ocucił Masako i zaczął rozmowę z Yoichim. Rudowłosy zamierzał już odpowiedzieć, gdy nagle do groty wpakowała się Rida. Wyglądała na kompletnie załamaną tym, co się wydarzyło w grocie, i oskarżającą się o wszystko co się tu wydarzyło. Czarnowłosa zaczęła najpierw leczyć Masako, żeby pomóc jej wrócić do stanu jakiejkolwiek użyteczności, po czym rzuciła się do pomocy Nanami z blokowaniem krwotoku z ramienia Yoichiego. Chociaż, leczenie już było na tyle zaawansowane, że krwi prawie już nie było. Gdy Rida spytała Nanami o podane mu medykamenty, kobieta tylko pokręciła głową.
-Kuroi Kuma, jeden z shinobi z naszej grupy, podał mu tabletkę z krwią. Wykuruje się.
I wtedy, ku zaskoczeniu, Yoichi powoli podniósł się do pozycji stojącej, jak gdyby nigdy nic. Wspierał się tylko swoją pozostałą ręką, uprzednio upewniając się że proteza nogi wciąż jest odpowiednio przymocowana. Stanął i odetchnął lekko, po czym spojrzał na kikut ramienia.
-Cóż. To chyba znak, że trzeba przejść na emeryturę.
Ayu warknęła, wciąż widocznie rozsierdzona.
-Gdyby nie ci cholerni zdrajcy z wachlarza, to dalej byłoby wszystko w porządku! Dalej mam ochotę im powyrywać krtanie!
Yoichi pokręcił głową.
-Może i są odpowiedzialni za śmierć kilku osób i moje kalectwo, bo zwalili nam grotę na głowy, ale przynajmniej ogłuszyli też na chwilę demona. Pokonanie stwora jest ważniejsze. Trzy śmierci i ręka to wciąż lepszy wynik niż kilkaset, jeśli nie tysiące zabitych przez bestię.
Spojrzał na Ridę i uśmiechnął się krzywo.
-Nie przesadzaj. Miałem tę ulgę, że idąc na całość nic Ci nie zrobię.
Następnie spojrzał na Kyoushiego i Harruchiego, który również wszedł do groty. Młodzieniec przykucnął obok Kyoushiego i Masako, i dołączył się do pytania, przy okazji komentując sytuację nad górą. Yoichi westchnął lekko, i podszedł do reszty grupy, co jakiś czas tylko podpierając się na Akirze. Wszyscy przybliżyli się do wejścia do tunelu, aby móc spojrzeć na końcówkę procesu pieczętowania i śmierć Kaia (Masako była na rękach Kyoushiego). Na twarzy Inuzuki pokazał się szok, gdy usłyszał o śmierci Muraia.
-Dobra, przyznaję. To że Murai zginął, to mnie zaskoczyłeś. Myślałem że tego skurkowańca po prostu nie da się zabić, a tu proszę. - Parsknął śmiechem. - Krwawe Pokolenie zmniejsza się w zastraszającym tempie, co?
Następnie, aby odpowiedzieć na pytania Harruchiego i Kyoushiego, pociągnął kilka razy nosem. I podrapał się po potylicy.
-Czuję jego zapach. Był tutaj, w tym tunelu. Strzelam, że kiedy przeteleportował się z głowy demona, przeniósł się tutaj, żeby mieć jakiś wgląd na sytuację. Stąd wzięły się te usypiające piórka, to genjutsu. Miał nas wszystkich w zasięgu, a nikt tutaj nie zajrzał, więc mógł się skitrać. A skoro go tu nie ma, to pewnie uznał że nie da rady nic zrobić, i po prostu przeniósł się dalej.
Następnie spojrzał na Harruchiego.
-Czyli Aburame i Nara poszli na noże? No, to będzie zabawnie. Tym szybciej musimy zgarnąć wypłatę i się ewakuować.
Spojrzał w dół.
-Dobra, chyba jest po wszystkim. Lecimy?


Yami - uczucie porównywalne do paraliżu, nie możesz się poruszać i czujesz potworne zmęczenie.
Masako - ocknęłaś się, ale dalej nie jesteś w stanie się ruszać przez zmęczenie.

Czas na odpis: 1:45, 7 października. To będzie ostatni post eventowy.
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 2290
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 18:36
Wiek postaci: 0
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Podziemia Iglicy

Postprzez Yami » 5 paź 2019, o 19:18

Próbowałem obserwować to co działo się dookoła mnie. Nie było to proste zadanie szczególnie, gdy ciało zaczynało drętwieć przez opuszki palców po dłonie i dalej ręce i resztę ciała. Byłem w stanie dalej kontrolować członki jednak z każdą sekundą czy raczej każdym słupem białego światła, który wnikał w moje ciało traciłem te możliwości. Już teraz podniesienie głowy aby spojrzeć w kierunku wierzgającej się bestii wymagało ode mnie znacznych pokładów siły woli. Wszystko bym mógł obserwować jak śmiertelne zagrożenie zaczyna zanikać za sprawą poświęcenia mnicha.
Kiedy więc bestia przestała wierzgać wiedziałem, że nikt więcej nie ucierpi w tej walce. Wygraliśmy. Już miałem podnieść kąciki ust w lekkim triumfie kiedy mój wzrok natrafił na oczy bestii. Oczy, które wyrażały ból, smutek i złość. Te dwie pierwsze emocje, które udało mi się dostrzec sprawiły, że nieznacznie otworzyłem usta, a oczy rozszerzyły się. Demon, przerażająca bestia, która w legendach niesie śmierć tysiącom teraz wyrażała tak bardzo ludzkie emocje. Pytanie tylko czy był to odruch zwierzęcia czy prawdziwej istoty myślącej. Istoty, która była świadoma losu jaki ją czeka. Odpowiedź na to pytanie przyszła chwilę później kiedy bestia przemówiła ludzką mową.
Wypowiedziane słowa, ich znaczenie. W jego oczach to my jesteśmy winni. To my jesteśmy ci źli. Kim był Kurama nie widziałem lecz kiedy bestia zamknęła powiekę poczułem lekkie ukłucie w sercu. Jeśli demon był istotą myślącą... jeśli demon potrafił się z nami komunikować... Może istniał cień szansy aby walka, która teraz się toczyła nigdy by się nie wydarzyła. Tylko dlaczego się to nie udało. Dlaczego? Wtedy uderzyły mnie słowa Shikaruia, które wypowiedział w mojej obecności po tym jak uciekliśmy od krateru "Misaki to Yoshimitsu Uchiha użył Mangekyō Sharingana, by przejąć kontrolę nad demonem". Uchiha... przejął nad nim kontrolę. To wszystko jego wina. Demon... kiedy wystrzelił pierwszą falę gorącej pary wyrzucając ziemię ku górze... mógł przecież wtedy zaatakować ninja znajdujących się na dole jednak tego nie zrobił. Ludzie się nie zmieniają. Teraz rozumiałem znaczenie słów bestii. Gdyby nie Uchiha... wszystko mogłoby się zakończyć pokojowo...
Bestia zamieniła się w całości w białą parę, która zaczęła napływać i wypełniać me ciało doszczętnie paraliżując. Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Nawet wtedy kiedy Kai uderzył ponownie w mą pierś nie odczułem tego ciosu tak boleśnie jak ostatnio. Wszystko zaczynało się uciszać. Mimo wsparcia Kumy oraz nowej osoby mnich zamknął powieki i oddał ostatnie tchnienie.
- Wy...bacz.
To nie były tylko słowa skierowane do mnicha, który stracił życie aby nas ochronić ale także do demona, który za sprawą jednej osoby rozpoczął walkę, której nie można było już zakończyć. Mimo, że demon zniknął poczucie paraliżu wzmocniło się a ja straciłem równowagę upadając na bok. Zacisnąłem mocniej zęby i walczyłem z tajemniczą energią, która wypełniła me ciało. Chciałem być świadom tego co będzie się teraz dziać. Chociaż tyle, by wiedzieć, by widzieć a nie słyszeć opowieści kiedy obudzę się w innym miejscu. Nie wiem bowiem czy moje ewentualne wybudzenie będzie w bezpiecznym miejscu.



tl;dr - więcej Drama no Jutsu

ZDOLNOŚCI
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

JUTSU
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

EKWIPUNEK
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Yami
Szarak
 
Posty: 1818
Dołączył(a): 25 paź 2017, o 20:14
Wiek postaci: 19
Ranga: Master of Chaos
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4268

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Midori

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość