Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 25 paź 2017, o 20:56

Cała Reika. Zmęczona, prosto z podróży, ale pierwsze, co chciała zrobić, to zdać mu raport. Mógł się tego spodziewać. Była niesamowicie ambitna, ale też samodzielna i niezależna. Mimo tego, że nie martwić, uparcie udowadniała mu, że potrafi o siebie dbać, co na pewno Kazuo w jakimś stopniu imponowało. Cieszył się, że wyrosła na tak silną kobietę, która mimo wielu przykrych przeżyć, odnalazła się tutaj, w wiosce, z nimi i jest właśnie taka, jaka jest. Chociaż, tak czy siak, nieważne ilu wrogów pokona czy ile spraw uda jej się załatwić polubownie, zawsze, ale to zawsze będzie się martwił, jeśli tylko przekroczy granice osady.
Mężczyzna nie odezwał się już, a jedynie dalej, swe czuje spojrzenie zawiesił na córce, słuchając jej słów. Początkowo wyraz jego twarzy się nie zmienił, chociaż informacje, jakie uzyskał, nie były zbyt pocieszające. Nie tego się spodziewał, ale na pewno było to lepsze, niż to, gdyby Natsume całkowicie odmówił spotkania z Reiką. Teraz furtka była otwarta, dalej istniała możliwość spotkania, bez zbędnych podejrzeń. Wierzył, że córka dobrze to rozegrała i zrobiła wszystko, co było w jej mocy. Nie mogła przecież czekać w nieskończonść na tych mroźnych wyspach, bo to dopiero mogłoby wzbudzić podejrzenia strażników. Skinął więc głową w geście zrozumienia i przymknął oczy na sekundę, biorąc głęboki wdech. Nie był zdenerwowany, absolutnie. Spodziewał się, że prędzej czy później Natsume skontaktuje się w jakiś sposób z Reiką, chociażby za pośrednictwem przedstawiciela, o czym sama jego córka wspomniała.
- Poczekamy, nie nagli nas. A sam Shirei-kan, na swoim nowym stanowisku, zapewne ma sporo na głowie. Najgorsze, co moglibyśmy teraz zrobić, to napierać na niego. - powiedział spokojnie, odchylając się i wygodnie opierając się o oparcie fotela. Jego służba dzisiaj dobiegała końca, ale póki co nie śpieszyło mu się z powrotem do domu. Przede wszystkim dlatego, że dopiero co Reika przyszła, więc chciał, żeby chwilę odpoczęła, delektując się gorącą herbatą, zanim wrócą do domu, zapewne razem. O ile zaraz nie przypomni mu się, że jeszcze miał coś do zrobienia, albo ktoś nie złapie go zanim opuści Siedzibę Władz, bo ma jakąś sprawę. Co jak co, ale do dyspozycji musiał być jednak zawsze. Jakoś szczególnie mu to nie przeszkadzało, bo wiedział, na co się pisze, przyjmując takie stanowisko. Narzekać jednak mogła jego żona, gdy zostawała na długie dnie sama w ich domostwie. Na pewno nie było jej łatwo, zwłaszcza po utracie syna. Dochodził też do tego fakt, że Reika również nie mogła być ciągle przy niej, chcąc wykonywać swoje obowiązki.
- Skoro nie zabawiłaś długo na Hyuo, to co porabiałeś przez ten czas? - zapytał wprost, nienachalnie. Ot, czysta ciekawość. No i w sumie to powinien wiedzieć, gdzie jego córka przebywała, zwłaszcza, wysłana na tajemną misję.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Reika » 25 paź 2017, o 22:18

Ojciec wyrozumiale podszedł do sprawy, co było zupełnie naturalne w takiej sytuacji. Po prostu w złym czasie zabrali się za takie rzeczy i teraz chcąc nie chcąc, będą musieli poczekać. Plusem było to, że jej wyprawa nie poszła całkowicie na marne i osobiście mogła przekazać dla Natsume wiadomość, jednocześnie zachowując anonimowość swoją i sprawy, z którą została wysłana. Miała też pewność, że Natsume nie zignoruje jej wiadomości i gdy tylko będzie mógł, przyśle kogoś do niej w tej sprawie, bo raczej sam, we własnej osobie, nie zjawi się w Shinrin. Tak więc ta kwestia była już załatwiona. Nawet ojciec przyznał, że świeżo upieczony Shirei-kan, ma naprawdę sporo na głowie i mogą poczekać, nie spieszy się. Blondynka skinęła głową, potwierdzając słowa ojca, po czym znów upiła herbaty z filiżanki.
Gdy padło pierwsze pytanie, Reika uważnie spojrzała na ojca. Postanowiła na początek powiedzieć tylko część prawy, a drugą wyjaśni później, gdy przejdzie do tej drugiej sprawy. Upiła jeszcze trochę ciepłego naparu, po czym usiadła wygodniej w fotelu, zakładając nogę na nogę.
- Na początek ruszyłam do Ryuzaku no Taki i spędziłam tam trzy dni. - Wyjaśniła. - Chciałam zasięgnąć w porcie trochę informacji na temat sytuacji handlowych i tego, czy żegluga o tej porze roku jest w miarę bezpieczna. Nie chciałam naciąć się podczas rejsu na sztorm. Gdy dotarłam na miejsce i zobaczyłam w mieście zdwojone patrole, zdałam sobie sprawę, że port już jest pod obserwacją Rady i lepiej się tam nie pokazywać.
Nawet jeśli ktoś ją wtedy skojarzył, nie miał podstaw do tego, żeby coś podejrzewać, ponieważ kunoichi spędzała sobie miło czas ze swoim towarzyszem, dyskretnie tylko obserwując sytuacje i otoczenie. Nikt przecież nikomu nie zabroni odwiedzin w Kupieckim Mieście, a koło portu ostatecznie się nie kręciła i nie wypytywała, więc była czysta.
- Potem odbiłam do Kaigan, trzymając się w miarę możliwości wybrzeża. - Relacjonowała dalej. - Nie mogłam udać się do portu w Gokiburi, bo ten zapewne też był obserwowany, jak reszta głównych portów, więc pod postacią mnicha, wynajęłam w wiosce rybackiej łódź i załogę, która za solidną opłatą, przewiozła mnie w tą i z powrotem. To właśnie sam rejs tak długo trwał i wydłużył moją podróż. Łódź rybacka nie może się równać z solidnym statkiem.
Przyglądała się ojcu, dziwnie błyszczącymi oczami, najwyraźniej czekając na kolejne pytania. Jeśli to będzie koniec, przejdzie do drugiej sprawy. Bała się tej rozmowy, ale musi mu o tym powiedzieć, bo prędzej czy później, sam się o tym dowie, a wtedy będzie zdecydowanie gorzej. Było to dla niej trochę krępujące, jednak miała przed sobą ojca, który na pewno odpowiednio i ze zrozumieniem podejdzie do sprawy. Jak sam powiedział, zlecając jej wyprawę na Hyuo, ufa jej osądom, więc i w tej sprawie powinien jej zaufać. Serce nie sługa.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1463
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 26 paź 2017, o 18:37

No tak, mógł się domyślić, że jako wyszkolona kunoichi, Reika nie będzie chciała zasięgnąć informacji tylko na Hyuo, ale również w miejscach, przez które podróżowała. Zdecydowanie rozsądne i kto wie, może wiadomości, jakie by zdobyła, w jakimś stopniu by się przydały. Jednak wiadomo, to przy okazji, nic na siłę. Nie chciał bowiem, by jego córka niepotrzebnie się narażała. Dbała o to,żeby nikt ją nie rozpoznał, dobrze się spisała, zważając na wzmożone patrole.
- Najwidoczniej w miarę gładko ci to poszło, cieszę się. - powiedział mężczyzna, uśmiechając się lekko i przez krótką chwilę spoglądając na Reikę. Cóż, chyba wszystko, co mógł się dowiedzieć. Nie sądził, by córka dawkowała mu informacje dotyczące swojej podróży i zapewne powiedziała wszystko, co by go interesowało. Skoro nie udało jej się dowiedzieć nic więcej, to zapowiadało to koniec ich dzisiejszej rozmowy na temat tego, co się działo, gdy jej nie było. Stąd też zaczął podnosić się z fotela, opierając ręce o drewniany blat swojego biurka.
- To co, wracamy do domu. - mruknął, jeszcze nie prostując swojej sylwetki. - Chociaż nie, muszę jeszcze porozmawiać z jednym ze strażników. Na śmierć zapomniałem. - dodał i westchnął cicho, kręcąc głową. Robiło się późno i wolałaby wrócić do domu, ale wiedział, że zajmie mu to jeszcze z dobrą godzinę, jak nie lepiej. Byłą to jednak sprawa na dziś, więc musiał to załatwić. Miał nadzieję, że żona nie będzie zła za kolejny późny powrót. Wiedział, że to doskonale rozumiała, ale na pewno nie było jej łatwo samej w domu. Na całe szczęście, przynajmniej na jakiś czas, będzie mogła liczyć na towarzystwo Reiki. Już widział jej uśmiechniętą minę! Zupełnie jakby wstąpiły w nią nowe siły. Mimowolnie sam się uśmiechnął delikatnie. Wszystko zaczynało się jakoś układać, iść ku najlepszej drodze. Co prawda pewnie wiele przeszkód ich jeszcze spota po drodze, ten świat tylko czekał na to, by wezwać ich do walki, ale byli silniejsi. Więc, mimo że zaczął się podnosić, ponownie osiadł na fotelu, nie chcąc też ponaglać Reiki, chociaż niedługo zobaczą się w domu. Kto wie, może jeszcze będzie miała coś do dodania, ale nie sądził by tak było. Chyba, że nie było to związane z tym, o czym do tej pory rozmawiali, ale inne tematy teraz nie chodziły mu po głowie.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Reika » 26 paź 2017, o 22:22

Uśmiechnęła się, słysząc przemawiające przez ojca zadowolenie. Mimo wszystko miło jest być docenionym, bo to skutecznie motywuje do dalszych starań. Reika zawsze na poważnie brała swoje zadania i starała się wykonać je jak najlepiej. Tym razem nie miała do końca możliwości, ale i tak zrobiła tyle, ile się dało, żeby sprawa nadal była aktualna, a komunikacja z wyspami otwarta.
Powoli dopiła herbatę, po czym odstawiła pustą filiżankę na biurko, jednak nie ruszyła się z miejsca, gdy ojciec już prawie się podnosił, najwyraźniej uznając sprawy służbowe za zakończone, poza jeszcze jedną rozmową ze strażnikiem. Westchnęła i zaczęła lekko wykręcać splecione dłonie, najwyraźniej bardzo czymś zakłopotana. Nie mniej było widać, że coś jeszcze ją gryzie.
- Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałam z Tobą porozmawiać. - Przyznała niepewnie. - Ale nie ma już związku z tą sprawą.
Wiele razy układała w myślach tą rozmowę, co powiedzieć i jakich użyć argumentów, ale gdy przyszło co do czego, miała w głowie kompletną pustkę. Mimo że była już dorosła i mogła sama podejmować pewne decyzje, to nadal liczyła się ze zdaniem rodziców, a już w szczególności ze zdaniem ojca, który był dla niej autorytetem. Wiedziała, że chciał dla niej jak najlepiej, ale czy zaakceptuje jej wybór? Co prawda obiecał kiedyś Shigeru, że nie będzie na nią naciskać w sprawie wyboru partnera i da jej wolną rękę, jednak jeszcze nigdy nie postawiła go przed taką sytuacją i nie bardzo wiedziała, czego może się teraz spodziewać, ani jak zareaguje Kazuo.
- Ja...znalazłam kogoś, z kim chciałabym spędzić resztę życia... - Zaczęła, spoglądając na ojca. - Kocham go, a on kocha mnie. Problem polega na tym, że nie jest z Shinrin...
I w tym momencie Kazuo mogło się nasunąć, że Reika najprawdopodobniej będzie chciała odejść z prowincji, żeby zamieszkać z ukochanym. Nic bardziej mylnego. Owszem, będzie potrzebować jego błogosławieństwa, ale w zupełnie innym charakterze, o czym już za chwilę miał się przekonać.
- Mishima, bo tak ma na imię, pochodzi z Tsurai i należy do szczepu Dōhito. - Wyjaśniła, zastanawiając się, czy ojciec wie coś o nich. - Jednak jego szczep nie dba o swoich tak jak my, nie ma między nimi braterskich więzi. Dlatego zdecydował się dla mnie opuścić Tsurai, gdzie nic go nie trzymało i przeniósł się do naszej prowincji.
Spoglądała na ojca niepewnie, nie mając pojęcia, czego powinna się spodziewać. Miała nadzieję, że Kazuo życiowo podejdzie do sprawy, w końcu sam miał żonę, z którą był już tyle lat, więc dlaczego jej miałby nie dać szansy na dobre życie, do tego nadal w Shinrin? Po tym jak ledwo się podniosła po porzuceniu przez Inuzukę i śmierci brata, zasługiwała wreszcie na szczęście.
- Chciałabym, żebyś przyjął go życzliwie. - Poprosiła. - Jutro wieczorem mogę go przyprowadzić, żebyś mógł go poznać i porozmawiać z nim. Jego umiejętności mogą się nam bardzo przydać...
To tak na początek. Nie miała pewności, czy ojciec posiadał wiedzę na temat szczepu z Tsurai. Haretsu to jedno, ale podlegający im szczep, to już zupełnie co innego. Tak, czy inaczej, miała zamiar wykazać ojcu, że ktoś taki może być bardzo pomocny dla Senju. Taka ich tajna broń.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1463
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 28 paź 2017, o 12:50

Okazało się, że to jednak nie wszystko, co Reika miała mu do przekazana. Z zaciekawieniem się jej przyglądał, widząc jej niemałe skrępowanie i niepewność. Jakby nie wiedziała, jak ma swoje myśli ubrać w słowa. A przynajmniej tak się mężczyźnie wydawało. Stąd zmarszczył brwi, jednak absolutnie nie dodając sobie negatywnego wrażenia. Było to raczej wyrazem tego, że nie bardzo wie, co chciała mu Reika przekazać czy o co prosić, ale w żaden sposób nie zniechęcał ją do mówienia. Zwłaszcza, że w swoich pierwszych słowach młoda kobieta wspomniała, że nie ma to związku z dotychczas omawianą sprawą. Szybko jednak sytuacja miała się rozjaśnić. Jego córka poznała kogoś. No cóż miał na to powiedzieć? Była dorosła, swoje już przeżyła, pierwszy zawód miłosny również, więc nic dziwnego, że dalej była otwarta na miłość. Co prawda to dalej, według Kazuo, niosło ze sobą ryzyko kolejnego zranienia, ale po to tu był, żeby móc się dowiedzieć więcej, zanim wyrazi swoją aprobatę. Sytuacja była tym gorsza, że owy chłopak nie pochodził z Shinrin, ani nawet z okolic. Mało tego! Należał do Szczepu i ze słów Reiki wynikało, jakoby miał go opuścić dla niej. Mimo szczerych chęci życzenia Reice szczęścia i tego, że widział, iż naprawdę zależy jej na Mishimie, nie potrafił tak od ręki się na to zgodzić.
- Chcesz mi powiedzieć, że opuszcza swój szczep bez słowa? - zapytał wprost, bo tak to właśnie odbierał. A to wcale nie wróżyło nic dobrego. Rozumiał, że się kochali, miłość w tym wieku potrafiła pchnąć do różnych rzeczy, ale Kazuo musiał mieć głowę na karku. - To, że nie mają braterskich więzi nie oznacza, że nie zdają sobie sprawy z jego istnienia. Cały czas jest jednym z nich i zapewne wykonywał misję dla swojego Szczepu. Doskonale wiesz, że każdy Klan i Szczep wie o mieszkańcach swojej osady i takie samowolne opuszczenie swoich pobratymców, na rzecz innej osady, może przynieść kłopoty. - dodał nieco zmartwiony, bo ciężko było mu odmówić. Szczególnie, gdy widział, jak ważne jest to dla jego córki. Dlatego chciał znaleźć wyjście z tej sytuacji, by móc to dobrze i pokojowo rozwiązać.
Westchnął cicho, bo sądził, że jego córka powinna pomyśleć też o konsekwencjach takiego działania Mishimy. Zwłaszcza, że mogło to narazić nie tylko jego, ale również całą Hayashimura, a ostatnie czego potrzebowali, to konflikt z innymi Szczepami i Klanami. Mogliby zostać posądzeni o zdobywanie informacje na temat Dōhito, więc ci z kolei mogliby poczuć się zagrożeni atakiem ze strony Senju, którzy mieliby okazję poznać ich słabe punkty, każde wejście do osady i inne szczegóły. Chociaż wiadomo, iż mieszkańcy Hayashimury by tego nie wykorzystali, to mogłoby to pchnąć Szczep Mishimy do ataku w chwili poczucia zagrożenia. Tutaj musiał patrzeć też jako Lider Senju, a nie jedynie jako ojciec, który pragnie szczęścia swojej córki.
- Najpierw twój wybranek musi to załatwić ze swoim Liderem, który powinien się skontaktować ze mną. Nie widzę innego wyjścia. Tak samo uczyniłem, kiedy twój brat chciał prosić mnie o podobną sprawę, aczkolwiek wtedy akurat byli wszyscy zainteresowani. Nie mogę postąpić inaczej, chyba to rozumiesz. To dla twojego dobra i dla dobra pozostałych mieszkańców. - powiedział stanowczo, chociaż nie był zadowolony z obrotu spraw. Musiał jednak postawić sprawę jasno, dając jeszcze szanse na to, by pragnienia Reiki się ziściły. I szczerze jej tego życzył, ale to musiało się nieco przeciągnąć w czasie.

- Długo się znacie? Nic nie wspominałaś o nim przed rozpoczęciem swojej misji. - zagaił, chcąc złagodzić swoje postanowienia i dowiedzieć się przy okazji więcej o mężczyźnie, który zawładnął sercem jego córki. Musiał wiedzieć, z kim ma styczność i czy to aby na pewno odpowiedni partner dla Reiki. Uważał, że dziewczyna jest na tyle rozsądna, że nie prosiłaby go o taką rzecz, gdyby nie byłaby pewna Mishimy, co jednocześnie nasuwało na myśl Kazuo, że jednak ich znajomość musiała już sporawo trwać. Widział przecież jak złamane miała serce po Inuzuce, więc nie sądził, by szybko dała się ponieść emocjom i paść w ramiona nowo poznanemu mężczyźnie. Dlatego spodziewał się dowiedzieć dużo, zanim zdecyduje się go poznać.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Reika » 28 paź 2017, o 21:50

Kiedy ojciec zadał pierwsze pytanie, Reika już wiedziała, że będzie z tego kłopot. Westchnęła więc z przygnębieniem i skinęła głową, potwierdzając tym samym to, jak to Kazuo odebrał. Tak, Mishima opuścił bez słowa swoich, nie chcąc dalej mieszkać w prowincji. Ze zwieszoną głową słuchała słów ojca na temat tego, jak źle to może wpłynąć na sytuację polityczną, chociaż nie do końca się z tym zgadzała. Mishima nie był wybitnie silnym przedstawicielem swojego Szczepu, żeby zainteresowano się jego zniknięciem i usilnie szukano po całym świecie.
- Nie jesteś w stanie upilnować wszystkich. - Odpowiedziała Reika. - Jeden może ruszyć z misją i nie wrócić i teraz nie wiesz, czy zginął, czy też uciekł. Jeśli to drugie, to możesz go szukać po całym świecie, a wątpię, żeby komuś się bardzo chciało wysyłać ludzi za shinobim niższej rangi, którzy bardziej są potrzebni w prowincji. Do wyrzutków rody też się nie przyznają, mimo że Ci często szkodzą w innych prowincjach. Zostaną poinformowani o takich, to dobrze, a jak nie, to odcinają się od sprawy. Nikt sobie tym nie zawraca głowy.
Taka była brutalna prawda. Nikt się nie chwalił, że ma tyle i tyle wyrzutków, rzadko też się zdarzało, żeby jakiś klan publicznie wystawiał za kimś list gończy. Wszyscy zazdrośnie strzegli swoich tajemnic i woleli wszystko załatwiać w swoim własnym gronie, a to, że ich wyrzutek może szkodzić innym, to ich już średnio interesowało. Darliby mordy dopiero, gdyby został złapany żywcem, żeby go wydać i żeby niczego z niego nie wyciągnąć.
- A co, jeśli jego Lider się nie zgodzi i uwięzi go, albo zakaże mu opuszczać prowincję? - Zapytała wyraźnie przygnębiona. - Właśnie dlatego odszedł bez słowa. Baliśmy się, że mogą go zatrzymać i nie pozwolić mu odejść, właśnie z powodu, jaki podałeś. Obrona tajemnicy szczepu. Lepiej, żeby uznali go za martwego, albo uciekiniera, i dali sobie z nim spokój, niż mieliby go siłą przetrzymywać jak więźnia. Gdyby do tego doszło, wtedy ja musiałabym odejść, a nie chcę... Nie chcę wybierać między nim, a rodziną... Jednak, jeśli nadal obstawiasz przy swoim i to Twój warunek, to wybiorę się z nim do jego Lidera, żeby w razie czego załagodzić jakoś sprawę...
Jeśli ojciec zdecyduje, że musi mieć koniecznie zgodę Lidera Szczepu Dōhito, to Reika poleci z Mishimą do Tsurai, aby dopilnować, żeby wszystko dobrze się skończyło. Może fakt, że jest córką Lidera Senju, będzie dobrym argumentem, aby przekonać tamtego do pozytywnego rozpatrzenia sprawy i zniechęci do głupich decyzji. Nie mniej, Reika cholernie się tego bała, bo nie wiedziała, czego się może spodziewać, ani jakim człowiekiem jest Lider pustynnego Szczepu.
- Nie chciałam zapeszać. - Odpowiedziała na ostatnie pytanie. - Poznałam go jeszcze zanim ruszyłam w drogę. Towarzyszył mi też do Ryuzaku no Taki, jednak zgodnie z Twoimi wytycznymi, nie wtajemniczałam go w sprawę, chociaż dzięki jego umiejętnościom, moja podróż w tą i z powrotem, co najmniej dwukrotnie by się skróciła...
Oczywiście mogła uświadomić ojca o sytuacji jeszcze zanim ruszyła z misją, jednak to były dopiero początki i nie chciała póki co rozdmuchiwać niepotrzebnie tej sprawy. Najpierw chciała się upewnić, czy to rzeczywiście to, co czuje, a potem dopiero mogła podejmować poważniejsze decyzje, typu informowanie rodziców i przedstawienie im wybranka. Dokładnego czasu, kiedy się poznali, również nie chciała tutaj poruszać, żeby nie usłyszeć niepotrzebnego wykładu na temat ''to za krótko'', ''trzeba na to czasu'' i tym podobne. Uchodziła za rozsądną osobę i raczej nie chciała tego zmieniać, tym bardziej, że była absolutnie pewna Mishimy, jak nie była Yoichiego. Tutaj ojciec musiał się zdać na jej intuicję, która bardzo rzadko ją zawodziła.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1463
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 29 paź 2017, o 21:45

Nie mógł ukryć tego, że z każdym kolejnym słowem swojej córki, był coraz bardziej zdumiony. Zdumiony, bo nie sądził, że dziewczyna myśli właśnie w taki sposób, w jaki to teraz przedstawiała. Jakby całkowicie zapomniała na jakim świecie żyją.
- Naprawdę myślisz, że w obrębie własnego klanu czy szczepu, niższe jednostki są po prostu pomijane lub się o nich zapomina, gdy dłużej nie będą się pokazywać? - zapytał z lekkim niedowierzaniem, zdecydowanie niezadowolony z tego toku myślenia Reiki. Aż wstał ze swojego fotela i zaczął powoli kręcić się po pomieszczeniu. - Każdy, kto ma wyjątkowe zdolności, charakteryzujące daną grupę społeczeństwa, jest cennym źródłem informacji. Marty czy żywy, ale jest. Jesteś medykiem, powinnaś doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jak wartościowe może być DNA w rękach wroga, a tych wcale nie brakuje, mimo chwilowego spokoju. Niegroźni uciekinierzy, owszem, nie są głośno ogłaszani, ale to nie znaczy, że nie są poszukiwani przez specjalnie wyszkolone do tego jednostki. Nasza osada nie jest zamknięta, wiele osób się tu przewija, a nawet kupiec może połasić się o bycie informatorem, jeżeli tylko godnie zapłacą. A to jedna z lepszym przykrywek, zwłaszcza, że dużo się podróżuje. Gdyby ktoś go rozpoznał, bo zawsze istnieje taka możliwość, osada mogłaby zostać zaatakowana. Mishima najpewniej po zniknięciu natychmiastowo zostanie uznany za zdrajcę, więc nie ma możliwości, żeby Dōhito kompletnie się nim nie interesowali. - próbował jakoś to wyjaśnić i mam szczerą nadzieję, że Reika inaczej spojrzy na sprawę. Nie mógł narazić osady na takie możliwe niebezpieczeństwo, tylko dlatego, bo jego córka się zakochała. Musiała to zrozumieć, po prostu musiała.
- Odważne słowa padły z twoich ust, ale jako Lider Senju, nie mogę patrzeć jedynie na twoje szczęście, chociaż niezmiernie mi na nim zależy. Trzeba spróbować załatwić to w sposób, w jaki ci powiedziałem. Nie proś mnie, bym ściągał na Hayashimurę zagrożenie. - powiedział, chcąc jeszcze dosadnie zaznaczyć swoje stanowisko. Dał jasno do zrozumienia, że się nie ugnie. Furtka była przecież dalej otwarta, dziewczyna dalej miała szansę na ziszczenie swoich pragnień, jednak w taki sposób, w jaki powinni to załatwić. Wciąż nie dowierzał, że przedstawiała taki tok myślenia. Wewnętrznie był chyba nawet nieco rozczarowany taką postawą, zwłaszcza, że już padły słowa o możliwości wybierania między rodziną, a mężczyzną, chociaż nie próbowali załatwić tego w bardziej cywilizowany sposób, niż uciekać i naiwnie myśleć, że nikt ze Szczepu Dōhito nie zainteresuje się Mishimą.
Kazuo nabrał powietrza do płuc i spojrzał jeszcze raz na Reikę, która odpowiadała na jego pytanie, już odnośnie samego poznania Mishimy. Niekoniecznie satysfakcjonowała go odpowiedź. Skoro miała wobec niego tak poważne zamiary, to Lider Senju chciał znać konkrety, by jak najlepiej przygotować się na ich ewentualne spotkanie.
- Przed? To znaczy kiedy? Miesiąc, dwa, pół roku? - zapytał, może nieco naciskając na córkę, ale który ojciec by tego nie robił? Zwłaszcza, że miał ją jedną, to jego jedynie dziecko. - Na Hyuo również dotarł z tobą? - zapytał, bo w końcu Reika wspomniała, że jej towarzyszył, ale zgodnie z wcześniejszymi zapewnieniami, nie wtajemniczała go w sprawę i całkowicie jej słowom ufał.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Reika » 29 paź 2017, o 23:44

Westchnęła, gdy ojciec postanowił udzielić jej wykładu, jak bardzo się myli w swoich racjach. Zwiedziła wystarczająco dużo świata, żeby poznać niektóre klany i dowiedzieć się, jak niscy rangą mało znaczą w swoim społeczeństwie, oraz jak wielką swobodę mają w podróżowaniu, a gdy sam Lider ma gdzieś braterstwo i troskę o swoich, to tym bardziej. Nie mówiła konkretnie o Senju, bo tego u nich nie było, ale w innych prowincjach owszem. Gdyby porządnie zajmowali się szukaniem uciekinierów, nie chodziłoby ich tyle po świecie, a Aburame, którego jakiś czas temu zabiła na terenie Shinrin, nie krzywdziłby ich ludzi. Niemniej, nie miała zamiaru wdawać się w dyskusję z ojcem. Była na to zbyt zmęczona i postanowiła tym razem zachować swoje doświadczenia dla siebie. Przykro jej tylko było, że Kazuo przez taką różnicę zdań, już inaczej na nią patrzył.
Doskonale zdawała sobie sprawę, jakie konsekwencje mogłyby z tego wyniknąć i oczywiście chciała temu zapobiec na swój własny sposób, jednak nie dostała na to szansy. Nikt by nie poznał Mishimy, ponieważ ten już nie był zarośniętym i zaniedbanym mężczyzną, którego znali. Nie miał też blizn, które mogłyby go charakteryzować, a dłonie ukrywał w rękawiczkach. Był zupełnie inną osobą. Ba. Ojciec nawet nie pofatygował się, żeby odpowiedzieć jej na pytanie, co będzie, jeśli Lider nie wypuści Mishimy z prowincji, a to przecież miało dla niej istotne znaczenie. W tym momencie uznała, że nie da rady dogadać się z ojcem, więc lepiej zakończyć tą rozmowę.
- Nie proszę o to. - Odpowiedziała, wstając z fotela i zakładając pelerynę. - Nigdy nie naraziłabym Shinrin i przykro mi, że tak podszedłeś do sprawy. Chciałam zaproponować coś innego, co mogłoby załatwić tą sprawę, ale skoro sam podjąłeś decyzję, to w najbliższym czasie wyruszam do Tsurai. Miejmy nadzieję, że to właśnie Twoja próba dialogu nie pogorszy sprawy. Nigdy nie mieliśmy styczności z tym Szczepem i nie wiemy, jakie ambicje ma ich Lider, ani czego możemy się spodziewać. Twoje rozwiązanie może niepotrzebnie ściągnąć na nas ich uwagę, co może być nam nie na rękę. Naiwnie wierzysz, że wszędzie można się dogadać.
Może te słowa dadzą ojcu do myślenia. Czasami po prostu lepiej się nie wychylać, tym bardziej, że nie wziąć pod uwagę jednej istotnej rzeczy, o której za to pomyślała Reika i powiedziałaby mu o tym, gdyby nie jego postawa. Bolało ją, że ojciec całkowicie nie wziął pod uwagę faktu, że tamten Lider może być zwykłą szują, która z czystej zazdrości może uwięzić Mishimę, albo wykorzystać go do szkodzenia Senju i sprowokowania konfliktu. Nie chciał nawet spróbować jakoś to obgadać i rozwiązać. Trudno. Postawił na swoim, więc spełni jego wolę. Skoro nie chciał jej wysłuchać i narzucił jej swoją wolę, to nic więcej nie mogła zrobić, jak się dostosować. To on tutaj rządził.
Słysząc, jak naciska na nią z pytaniami o to, kiedy dokładnie poznała Mishimę, Reika zarzuciła na ramię plecak i spojrzała na ojca nieco chłodnym wzrokiem. Nie miała zamiaru tłumaczyć mu się ze wszystkiego, ponieważ była to jej prywatna sprawa. Poznała kogoś i chce dalej iść z tą osobą przez życie. To powinno wystarczyć rodzicowi.
- Towarzyszył mi tylko do Ryuzaku no Taki. Nie powiedziałam mu, gdzie się dalej udaję. Bez problemu zrozumiał, że mam do wykonania zadanie i muszę iść sama. - Odpowiedziała, zapewniając tym samym, że dopilnowała tajności misji. - A co do poznania się, to krócej i jest to już moja sprawa. Nie chcę być oceniana na podstawie stażu mojego związku, bo nie na tym to polega. Znam go wystarczająco długo, żeby wiedzieć, co czuję i być całkowicie pewną Mishimy. Jest moim idealnym dopełnieniem, niczym dwie połówki tego samego jabłka. Nigdy bym nie pomyślała, że można być tak do siebie podobnym...
W tym momencie Kazuo mógł zobaczyć łzy w kącikach oczu Blondynki. Najwyraźniej to całe nieporozumienie i napastliwość ojca, źle się odbiły na kunoichi, która przecież szukała wsparcia. Chciała podzielić się swoim szczęściem i wspólnie ustalić, jak można załatwić problem przynależności Mishimy, jednak nie dostała na to szansy. To był pierwszy raz od bardzo długiego czasu, kiedy tak poróżniła się z ojcem, a takich sytuacji można było się doliczyć na placach jednej ręki w całym jej życiu.
- Pójdę już. - Oznajmiła, odwracając się. - Dziękuję za herbatę i do zobaczenia w domu...



[zt chyba, że zostanie jeszcze zatrzymana]
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1463
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Siedziba władzy

Postprzez Venus » 31 paź 2017, o 19:52

Zdecydowanie różnica zdań w tym temacie była zbyt wielka, by mogli dojść do porozumienia. On miał swoje racje i Reika też je miała, a żadne z nich nie zamierzało ustąpić. Nawet dobrze, że niektóre ze swoim przemyśleń dziewczyna zachowała dla siebie. Na pewno obraziłaby tym swego ojca, podważając jego doświadczenia życiowe, jakoby sam widział i doświadczył znacznie mniej, niż ona w swoim życiu.
- Przykro ci, że tak podszedłem do sprawy, a sama teraz sugerujesz mi, że chcę narazić Hayashimurę, chcąc załatwić sprawę rozmową. Gdyby Szczep Mishimy był tak rygorystyczny i bestialski, to tym bardziej nie pozwoliłby mu na opuszczenia bez słowa swoich własności. A co dopiero, gdyby zorientowali się, że go nie ma. Twoje rozwiązanie sprawy nie mogłoby być nawet w minimalnej części bezpieczniejsze, niż to, co ci zaproponowałem. Nie myślałem, że kiedykolwiek zdecydowałabyś się w jakiejkolwiek formie uciekać, niż chociaż spróbować polubownie coś załatwić. - odpowiedział młodej kobiecie, nie chcąc kryć przed nią swojego zdania. Możliwe, że robił jej tym przykrość, ale ona w tym momencie wyrządzała mu większą, podważając nie tylko jego kompetencje, ale również to, w jaki sposób próbował ją z żoną wychować, zgodnie z jakimi zasadami i wartościami.
Rozpoznanie Mishimy wcale mogło nie być takie trudne, jak właśnie Reika myślała. Miał wyjątkowe umiejętności, a oni przecież nie będą teraz udawać cywili. Był pewien, że większość misji chcieliby wykonywać razem. Mogą napotkać kogoś z jego Szczepu, mogą brać udział w Wielkiej Bitwie jako pobratymcy czy też wrogowie. Co wtedy? Nie rozumiał jak to się stało, że jego córka nie widziała tego problemu, a tak naprawdę największym problemem dla niej był teraz on, jak i zapewne Lider Dōhito, który może stanąć na drodze do jej szczęścia. Tyle, że Kazuo zrobiłby dla tego szczęścia wiele, ale dopóki można było próbować załatwić to najłagodniej, to chciał, by tak zrobili. Nie uda się to, będą myśleć nad czymś innym.
Krócej? Przemknęło przez jego myśl, kiedy Reika odpowiedziała. Zdecydowanie nie odpowiadały mu te słowa. Zwłaszcza, że córka nie chciała odpowiedzieć dokładnie, a rzucała jedynie ochłapami, by się musiał domyślać. Nie chciała być z nim szczera, jakby specjalnie to ukrywała, podejrzewając krytykę ze strony ojca. A on tylko nie chciał, by cierpiała. Już był taki jeden, przeklęty Inuzuka, który złamał jej serce. Teraz pojawił się inny i nagle nią zawładnął? Mimo, iż z początku nie oceniał Mishimy, tak teraz miał jakieś złe podejrzenia, chociaż nie zapierałby się przy tym, że są one słuszne. Reika była jego córką, córką Lidera, ten związek, zwłaszcza, że krótki, mógł sprowadzić na nią niebezpieczeństwo. Czy aby na pewno zna jego zamiary? Czy jej złamane serce nie potrzebowało tak silnie miłości, że oddała je w ręce niedawno poznanego mężczyzny, który okazał jej zainteresowanie? Mógł sobie zadawać mnóstwo takich pytań, ale naprawdę nie chciał już oceniać tego chłopaka. Tak czy siak, będzie musiał go poznać, więc pozwoli sobie zachować przemyślenia do tego momentu.
- Skoro to wszystko, to idź. Przekaż matce, że będę za jakąś godzinę. - dodał, nie zatrzymując już córki, której humor najwidoczniej nieco buzował. Raz patrzyła na niego tak chłodno, jakby wyrządzał jej krzywdę, a za chwilę uleciała jej łza z oka, gdy mówiła o swojej miłości. Westchnął w duchu, samemu również wstając z fotela i opuszczając gabinet zaraz za Reiką.
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Siedziba władzy

Postprzez Toshio » 30 lis 2017, o 07:12

Hayashimura odznaczała się swoją długowiecznością ponad wszelkie osady w różnych zakątkach świata. Dla młodzieńczego umysłu nie była tak znacząca i niemal wcale robiła różnicę. Wszak czuć tu było klasycznym wystrojem, jakim szczycili się Senju. Gdzie nie spojrzeć kręcili się osobnicy odpowiadający charakterowi ninja tego rodu. Od facetów czujnie strzegących bramy wioski, poprzez kobiety i kunoichi, a skończywszy na szkolących się adeptach. Toshiemu to miasto zawsze kojarzyło się z ostoją. Ruchliwe i piękne miejsce, gdzie nikomu nie grozi nic złego. Zagrożenie niemal nie ima się mieszkańców, jeśli nie wliczając w to przybywających tu tłumnie podróżnych z wszelkich zakątków świata. Chłopak wystarczająco zainteresowany był miejskim życiem, aby jeszcze musieć doglądać przybywających kupców czy innych osobliwości. Wystarczyło, że znał tu wiele sympatycznych twarzy, do których mógł się uśmiechnąć, a w najlepszym razie zamienić parę zdań. Przechodził koło sklepików i zagadywał ludzi w różnym wieku, aby umilić sobie podróż przez osadę. Dowiedział się tym samym o nastrojach i wydarzeniach pod swoją nieobecność. Festyny i inne zbiorowiska były tu na porządku dziennym, lecz zdarzały się również niechciane, a w konsekwencji nieudane próby złagodzenia przykrych zdarzeń. Nawet tutaj kontrowersje wzbudzały powszechne prawo do plotkowania.
Otwartość Senju miała swoje granice przy budynku okraszonym szyldem panujących od zarania dziejów przywódców. Majestatyczny budynek wznoszący się niby w centrum całej Hayashimury, broniony był przez całą osadę. Wedrzeć się niepostrzeżenie graniczyło z cudem. Nastolatkowi jakoś nigdy nie przyszły do głowy próby nierozważnego zachowania, ale posiadał pewien zestaw zagadek na tę okazję. Choćby po to, aby mieć pewność, że obsada pilnująca przybytku naprawdę traktuje obowiązek z należytym szacunkiem. I chociaż nie jest to zbyt intensywna służba, rządzi się własnymi prawami, których lepiej nie lekceważyć. Konsekwencje są większe niż nie przewidziana w skutkach misja. Jako, że ponownie minęło sporo czasu, nim ostatni raz odwiedził gabinet Shirei-kana, to zatrzymał się na moment. Przed sobą widział znajome twarze, a powyżej wznosiła się najwyższa kondygnacja budowli, która go interesowała. Z należytym szacunkiem skłonił się wartownikom. Nie przejawiał zbyt podejrzliwego zachowania, żeby była potrzeba zatrzymywania tak znajomej postaci, jaką wydawał się być Toshio. Wyrósł dość wyraźnie od chwili, kiedy miał jeszcze mleko pod nosem. Niezbyt nabrał wzrostu, ale za to posiadał namiastkę męskiego lico. Mógł starać się o to, aby podczas swoich ruchów zmuszać przeciwnika do zastanowienia się, czy warto go lekceważyć. Udając się dalej w głąb korytarzy układał sobie w głowie zebrane podczas podróży informacje. Łączył wątki i wspominał newralgiczne momenty, jakich zdołał się dowiedzieć. Sporo nadal pozostawało zagadką, kiedy to dużą rolę odegrały zdolności sensoryczne innych shinobi z kompanii. Powinien w wystarczający sposób zadowolić odkryciem wuja i uzyskać od niego nurtujące go dalej odpowiedzi na pytania.
Szybko okazało się, że nie trafił w porę i przyjdzie mu trochę poczekać ze swoim przyjęciem. Nie chciał przypadkiem znowu trafić w ten sam punkt, gdyby teraz miał zająć się zastępczym zadaniem dla zabicia czasu. Mógłby choćby odwiedzić Oshio w szpitalu. Martwił się o stan pobratymca i niefortunnie odniesione obrażenia. Na pewno posiadał dobrą opiekę i jakoś postawią go na nogi. Także bez wahania i z należytą cierpliwością Toshio zamierzał czekać przed gabinetem władcy na odpowiedni moment do audiencji. Takie cierpliwe siedzenie miało swoją zaletę. Dobrze działało na umysł, aby ten mógł skupić się na następnym posunięciu. Niczym medytacja, zdolna wyzbyć się potencjalnego galimatiasu na skutek nieprzystosowania się do sytuacji.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 361
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 4 gru 2017, o 09:39

Pusty gabinet oznaczał konieczność czekania na Shirei-kana Rodu Senju. Zajęty człek o ogromnym autorytecie, nawet on musiał się po coś pofatygować jeśli wymagała tego sytuacja. A może był to powód bardziej prozaiczny, jak wyjście za potrzebą, wtedy także trzeba było czekać. Tak też zrobił młody Shinobi, nie mając większego wyboru. Chodzenie po siedzibie i wiosce w poszukiwaniu jednej osoby? Przekraczało to jego możliwości tropiciela, o ile takowe posiadał. Minuty mijały, a strażnicy stojący przed wejściem nie reagowali. Niczym posągi, ozdabiające dane pomieszczenie. Ci jednak byli gotowi żeby zabić. Kilkukrotnie po korytarzu rozbrzmiał dźwięk kroków, ale byli to całkowicie nieznani Toshio ludzie, najpewniej pomniejsze urzędasy. Dopiero po około dziesięciu minutach czekania w korytarzu pojawił się on. Senju Kazuo maszerował z pewnością siebie i wysoko podniesioną głową. Tak jak powinien przywódca jednego z najpotężniejszych Rodów znanych ludziom. Kiedy tylko pojawił się w tym samym korytarzu co Toshio, Shirei-kan zwrócił się ku niemu, ale przywitał. Strażnicy, słysząc jego głos i idącą za nim odpowiednią aparycję, naprężyli się jeszcze bardziej, prezentując swoją gotowość do natychmiastowej interwencji.
- Toshio, dobrze widzieć że wróciłeś. Wejdźmy, nie marnujmy czasu. - powiedział, podchodząc do drzwi swojego gabinetu. Strażnicy odsunęli się, pozwalając właścicielowi gabinetu na wejście do niego. Tak samo Toshio. Wnętrze jak zawsze prezentowało się dobrze. Schludnie i praktycznie, ale zbytnie zwracanie uwagi na meble byłoby zmarnowanem skupienia potrzebnego do rozmowy z Shirei-kanem. A było o czym rozmawiać. Po tym jak Kazuo zajął miejsce po i wskazał Toshio miejsce siedzące naprzeciwko siebie, po drugiej stronie biurka, on postanowił rozpocząć rozmowę, jak przystało na osobę o wyższym stopniu w hierarchii.
- Na pewno ucieszy cię wieść, że zabójca Shigeru został znaleziony i podzielił jego los. Nikusui podjęła z nim walkę, ale po jej ranach nie powinno być śladu. Z tego co mi wiadomo niedawno opuściła osadę. - powiedział, siląc sie na skromny i nieco wymuszony uśmiech. Zaraz po tej informacji, dając Toshio czas na przetworzenie tego i przy okazji zastanowienie się nad oczywistym pytaniem które miało nadejść w najbliższych chwilach. Tak też się stało.
- A teraz chciałbym wysłuchać relacji z wyprawy po Biju. Dokładnie i ze szczegółami, nawet jeśli myślisz ze mogą być bez znaczenia.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 808
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Toshio » 5 gru 2017, o 21:27

Wiele myśli kłębiło się w głowie młodzika podczas oczekiwania. Nie czuł za wielkiej niezręczności, gdy widział oczekujących na warcie strażników. Taka praca dodawała powagi, lecz była zbyt monotonna. Nie przysłuży się nikomu, kto jest łakomy na wrażenia. Sama obecność Toshio tutaj sugerowała, że był wręcz urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Zagrożenie, chociaż dosięga go w równej mierze, co innych, to w jakiś sposób pozwala na kolejne próby. Stąd też miły wydźwięk w postaci zadowolenia. Urzędnicza praca także była ważna, więc spoglądanie na ludzi w ruchu i dopowiadanie sobie ich obecnych obowiązków skróciło oczekiwanie na Przywódcę. Podniósł się niemal natychmiast, gdy ujrzał wuja w korytarzu. Nie zdołał zrobić tego w taki sposób, jak wartownicy, ale zdążył podłapać w jaki sposób powinien to zrobić. Może następnym razem wyjdzie, ale stawiał na swoją spontaniczność. Bez zbędnego wyczucia i traktowania tego, jak sprawa musowa.
- Hai. - usłuchał Shirei-kana krótkim potwierdzeniem i wkroczył za nim do pomieszczenia.
Przyjrzał się pobieżnie wyglądowi sali podczas przejścia do biurka. Hamował nieco swój urok do przyjaznego traktowania każdego, zwłaszcza członka rodziny. Sprawy służbowe wymagały oddzielenia niektórych wątków, czego uczono go na szkoleniu. Odczekał stosowną chwilę, aż dostanie kolejne pozwolenie. Usiadł, bowiem zapowiadało się na sporą pogawędkę. Ułożony w drodze tekst mógł zatem nie wystarczyć, lecz przed tym został wybity spod presji faktem znacząco zaważającym na jego uczuciach. Chwilę nie wiedział, jak zareagować, lecz zaraz skwitował to okazaniem ulgi. Z jednej strony miał obawy, jakoby to Senju powinni wymierzyć sprawiedliwość za śmierć ich członka, ważnego dziedzica rodu. Udział Nikusui w dokonaniu zemsty również mogła odbić się nieprzyjemnie dla ogólnego wrażenia. Szkoda, że nie zdążył się z nią spotkać i dowiedzieć, jak się z tym czuje. Pchany ciekawością nie zapomniał jednak o własnym poczuciu moralności. Świat sam w sobie był zły, lecz nikt nie mógł mu odebrać tego, jak zamierzał przez niego kroczyć. W sposób, jak najmniej bestialski.
- To... dobrze. Znaczy, Nikusui-san musiało na tym zależeć najbardziej. Pomogła, ale czy nie wygląda to, jakby nas w tym wyręczyła? - nie wiedział, jak miałby się odnieść do polityki w takiej sytuacji. Napięcie powstałe w wyniku śmierci syna lidera Senju nie wróżyło nic dobrego, a zamieszana w to przedsięwzięcie była kunoichi z Kaminari. Nie był pewny, czy lada dzień nie ogłosili by zaręczyn.
- Ważniejsze, oto meldunek. - zakomunikował stanowczo, aby nie zniecierpliwić Kazuo-sama. Zaczął od sytuacji panującej tuż po dotarciu do garnizonu rozstawionego przez Uchiha. Potem przekazał odczucia odnośnie zniszczeń kamiennej fortyfikacji oddzielającej nas od Nieznanych Ziemi. Były niepokojące i wychodzące poza ludzkie wyobrażenie. Tylko coś tak mitycznego, jak demoniczna bestia mogło całkiem zdematerializować kamień. Chłopak starał się donieść przywódcy o najdrobniejszych szczegółach, co stanowiło nie lada wyzwanie. Tam działo się dość sporo rzeczy na raz. Przeszedł zatem do opisywania członków grupy ekspedycyjnej. Sowa była tu kluczowym podłożem i jako dowódca przechowywała większość danych, jakie czekały na nich po drugiej stronie. Kto był sensorem i w jaki sposób odczytywał nadchodzące zagrożenie. Liderowi z pewnością łatwiej będzie połączyć domysły Toshio i odgadnąć zawiłe mechanizmy wyczuwania na odległość innych klanów. Wkrótce potem postawili garnizon w stan bojowości, kiedy zauważyli nadejście wroga. Zatem od razu przeszedł do ich rychłego wyruszenia i napotkania pierwszej przeszkody. Zorganizowane i inteligentne rośliny, żądne ludzkiego mięsa. Toshio ciężko było odpędzić się od gestykulacji, które to zjawisko często towarzyszyło podniosłości opowiadania. Byli słabo zorganizowaną grupą, więc niechybnie coś musiało pójść źle. Zajście Juuzou z piaskowym chłopakiem było podyktowane jakimiś porachunkami. Bardziej jednak chodziło tu o sposób, w jaki ten sprawił, że Rakan zaczął się dusić - aż nie pozostał ofiarą z ręki innego ninja z drużyny. Kolejną informacją do zbioru i ostatnią z całości była konfrontacja z grupą dzikich. Posiadali w szeregach wojownika z jednym czerwonym okiem, za które odpowiedzialność najpewniej spadał na klan Uchiha. Wysyłane ekspedycje dostarczyły Dzikusom materiału do eksperymentów. Równie niepokojący był stan uzbrojenia, który nie mógł być przypadkowy. Ktoś z zewnątrz pomagał w rozwoju Dzikich, przez co odważyli się na otwarty atak na Mur. Zaczynali być coraz groźniejsi. Choćby używane ninjutsu różnej maści, o których niczego nie słyszeli powodował realne zagrożenie dla całej krainy.
- Na koniec oddział Shinsengumi, którzy nam towarzyszył, zabrał członka klanu Uchiha, Kyoushiego, ze sobą. Miał im pomóc w walce gdzie indziej. Wyglądało to raczej na pretekst, aniżeli przegrupowanie sił. Nie było jak podejrzewać, że może ma to głębsze dno. W tamtej chwili nie chciałem mieć z nimi nic wspólnego skoro woleli działać w swoim wewnętrznym kręgu. Po pokonaniu wszystkich Dzikich okazało się, że to wystarczyło. Tak po prostu mogliśmy wrócić i cieszyć się triumfem. - odetchnął po długiej przemowie. Wszak niepokoiło go, że podczas przebywania na ziemiach wroga nigdzie nie było śladu po bytności ogromnego Bijuu. Wieść o zapieczętowaniu demona w szkatule, jak i reszta statystyk zapewne była dostępna dla wszystkich przywódców. Reszta stanowiła powszechnie znaną intrygę, jakiej nie w sposób opanować i pojąc do końca. Jak każdy młody człowiek zaczynał mieć swoje obawy i szukać odpowiedzi na pojawiające się pytania. Na razie chciał tylko poznać reakcję Shire-kana, o ile nie zechce zbyć go zwykłym podziękowaniem. Rozmowa na pewno musiała mieć swoją drugą część w postaci dopełnienia kluczowymi zagadnieniami. Nie znał jednak w tej sytuacji pewnej wersji, a raczej powinien być zmuszony do uszanowania woli Przywódcy. Cieszyłby go fakt, gdyby Kazuo pozwolił mu uczestniczyć w swoich przemyśleniach. Chciał wszak znać niuanse tego, co odgrywało się niejako za kulisami. Jaką rolę w tym odegrał było jasne. Zyskali własną niezależność i uchronili krainę shinobi przed najazdem. Pochwycenie Bijuu było śmietanką, którą spili Uchiha, jako że to oni byli organizatorami tak dużego przedsięwzięcia.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 361
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 7 gru 2017, o 20:24

Raport najwyższej wagi wymagał także odpowiedniego zachowania. Ba, sama rozmowa z liderem wymuszała odpowiednio formalne zachowanie. Toshio doskonale o tym wiedział. Czasem trzeba być poważnym, bez względu na prywatne relacje z drugą stroną. A takim przypadkiem był właśnie raport który trzeba było zdać. Którego powaga wynikała z treści. Kiedy w grę wchodzi ogromna bestia która dla niektórych nadal jest tylko legendą, a także atak dzikusów na Mur. Sprawy które dotyczyły bezpośrednio bezpieczeństwa Rodu. Wpierw jednak lider zareagował na sugestię jakoby Senju mieliby się wysłużyć Nikusui w złapaniu mordercy jej ukochanego.
- Rozumiem twoje wątpliwości. Poszukiwania były prowadzone nie tylko przez nią, ale także przez tyle jednostek Shinobich, na ile byliśmy w stanie pozwolić. Nikusui i przydzielony do współpracy z nią Senju trafili na właściwy trop. I tyle. - powiedział, najwidoczniej kończąc dyskusję na ten temat. Wartym było także wzięcie pod uwagę, czy Nikusui dałoby się w takiej sytuacji odmówić. Jakby nie patrzeć nawet bez pozwolenia lidera mogłaby, czysto teoretycznie, poszukać na własną rękę. Czy nie lepiej byłoby wykorzystać jej i tak pewny udział w odszukaniu zabójcy Shigeru? Na to i wiele innych pytań Toshio nie miał nawet czasu, ponieważ trzeba było powiadomić lidera o wszystkim. Wszystkim o czym tylko się dało. O zebraniu się obydwu grup, o pierwszych krokach na obcej ziemi. O potyczkach z dzikimi. Wszystko to co było niezbędne. I w końcu o spotkaniu Biju, a właściwie o jego nie spotkaniu. Ogromne ilości informacji które Shirei-kan musiał odpowiednio przetworzyć, wyłapać najważniejsze rzeczy i informacje. Po wszystkim, lider zamilknął na dobrą minutę, wbijając swój wzrok twardo przed siebie. Po wszystkim zaczął zadawać Toshio dodatkowe pytania:
- Dzicy mogąc korzystać z technik i Sharingana? Skok przez nich poczyniony faktycznie jest zadziwiający. I do tego przeszczepy? Co dokładnie potrafili?. - konkretne techniki, możliwości? Zdecydowanie informacje o nieznanym były najbardziej cenne ze wszystkich, Oczywiście poza informacjami o demonie, o czym także padły pytania.
- Ogromna ilość sensorów różnego rodzaju z pewnością powinna wyczuć demona. Dodatkowo Kyoushi. Opowiedz mi o nim więcej.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 808
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Siedziba władzy

Postprzez Toshio » 7 gru 2017, o 23:00

Młody Senju na powrót odbierał wrażenia przeżyte w chwili akcji za Murem. Starał się ich nie tłumić, a opanować w takim stopniu, aby nie umknęły mu dotąd pominięte szczegóły. O ile zdołał przebić się przez barierę sympatii, jaką odczuwał do niektórych członków ekspedycji, to wolał nie myśleć o ich potencjalnym, negatywnym aspekcie, który mogliby wykorzystać w złych dla niego celach. Wszystko sprowadzał do tego, że przecież byli głównie zbieraniną młodocianych i nieznacznie doświadczonych ninja. Tak naprawdę nie narażonych i nie obarczonych poważnymi decyzjami, które podejmuje się w życiu. Nie byli zobligowani do bezwzględnego traktowania sprawy, jakby naprawdę mogła zaważyć na losie świata. Ich część powiodła się poprzez ślepy traf, jakim zazwyczaj kreuje się dalsze losy. Gdyby to im było powierzone powstrzymanie Demona, musieliby znać o wiele więcej specjalistycznych jutsu. Tę rolę odegrali Shinsengumi. Sęk tkwił w tym, że Toshio obawiał się, gdzie w tym wszystkim bił fałsz.
Próbował być spokojny, zważywszy na miejsce i sens tego spotkania. Nie śmiał myśleć o Kazuo, jako o stryju. Częścią rodziny bliżej związaną niż genetyczne relacje pochodzące od całego rodu Senju. Nieco przerażony, ale także zmotywowany chęcią zgłębienia pierwszej, poważnej wiedzy, obserwował reakcję Shirei-kana. Wyczekiwał z napięciem, wspierając zaciśnięte dłonie i łokcie na podparciach siedzenia. Wiercił się od czasu do czasu, co było oznaką jego ekstremalnego dostosowywania się do nowej sytuacji, w jakiej się znalazł. Nie mógł odmówić sobie przeżycia tego niczym zwyczajny chłopiec. Tam, podczas bitew, nie skupiał się na tak trywialnych sprawach poznawczych. Jego umysł działał instynktownie, czego nie da się przełożyć na chwilę obecną. Nie czuł zagrożenia, zatem nie musiał podejmować decyzji o poprawnym zachowaniu w przemyślanym sensie. Mimo to głównie było widać, że chce się czegoś nauczyć. Zgłębić bardziej to, co powinno być dla niego niezrozumiałe zważywszy na niski stan wiedzy politycznej. Właśnie dlatego ta grupa mogła być idealnymi króliczkami doświadczalnymi. Ochotnik nie zaszkodzi, a wykona rozkaz z niewielkim mrugnięciem oka z czystej obawy. Usłyszawszy konkretne słowa Lidera złapał się na tym, że powinien niezwłocznie powiedzieć coś więcej. Przełknął ślinę i zebrał w głowie konkretne fragmenty świadczące o hipotezie. Nadal były to jedynie jego spostrzeżenia, którymi mógł się dzielić. Z przyczyn ludzkich sensorzy nie posiadali zbyt wielkiej ufności, a może nie dość potrafili, aby wyłapać odpowiednie szczegóły.
- Co do sharingana nie mogę być pewny. Dziewczyna z Byakuganem posiadała największy zasięg widzenia, ale chyba nawet jej przybliżenie nie dało jednoznacznej opinii w sprawie tego fenomenu. Sowa była tym równie mocno zdumiona, więc prawdopodobieństwo przeszczepów jest duże. Aż do końca zajmowała się kimś, kto siłą wykraczał poza zdolności pozostałych jednostek. - odparł i zaraz wymienił, czym konkretnie władali tubylcy. Na pierwszym miejscu była materializacja tworów z atramentu - lwów, węży czy wiewiórek i ptactwa. Każdy kontrolowany zgodnie z wolą twórcy, czego nie trzeba było poddawać w wątpliwość. Część z nich posiadała nalepione na siebie notki, co stanowczo potwierdza ich zaopatrzenie militarne. Innymi przypadkami był drab korzystający z Katonu poprzez utrzymywanie płonącego kręgu oraz kolejny dzikus wykorzystujący Doton do tworzenia fortyfikacji z kamiennych kolców. Odetchnął krótko przed drugim zagadnieniem interesującym Shirei-kana.
- Wszyscy byli w kiepskiej sytuacji, niektórzy nawet przyparci do muru. Od początku nie byli też chętni do całkowitej współpracy, więc nie zdziwiłbym się, gdyby część szczegółów była pomijana. Walki rozproszyły naszą uwagę. - pozwolił na kolejną dawkę teorii swojego autorstwa. Nic lepszego nie potrafił znaleźć. Nie było komu śledzić czegoś, co nie znajdowało się przed ich nosami i nie wiadomo, czy w ogóle istniało. Gdy tylko Toshio zastanowił się nad samym faktem osoby Kyu, to nic nie wywierało żadnych skojarzeń lub podejrzeń.
- Zwyczajny Uchiha, chcący być dobrym shinobi albo skrytobójcą. Walczył mieczem, co wygląda na oklepany zestaw zdolności. Miał także kunai na lince i operował tym w połączeniu z elementem błyskawicy.
- opisał wrażenie, jakie wywarł na nim Kyoushi. Dodał do tego relację, gdy ten został zabierany przez oddział Shinsengumi. Chciał być dla niego miły i w ostateczności tak chyba się skończyło. Wrócił z Czarnymi w nieco podupadłej kondycji. Nie wyglądało to na zwykłe przemęczenie, które świadczyłoby o nagłym musie wykorzystania znacznych ilości chakry. Żadnych widocznych ran. Przed wyruszeniem był raczej w sile fizycznej, jak i umysłowej. Ciemnowłosy nie potrafił jednak wysnuć żadnej logicznej teorii tego zajścia. Nie posiadał podstaw i tajników, które z kolei mógł znać Kazuo. Czy wyglądało to jednoznacznie na coś, co mogliby postawić za pewnik, teraz w tym pomieszczeniu? Co ważniejsze, czy Toshio poczułby się inaczej dostając pełną odpowiedź? Jak miałby postąpić na miejscu Uchiha? Cieszył się ledwie z myśli, że sprawa z Bijuu musiała zostać kontrowersyjnie odebrana. Miał w niej swój udział, a więc obchodziła go. Tak wyglądała bowiem nieustanna rywalizacja w sporach między klanami czy krajami.
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 361
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak, Torba (przy prawym pośladku); 2x kabura (na prawym udzie); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie), ochraniacz na czoło
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Siedziba władzy

Postprzez Exodia » 9 gru 2017, o 03:16

Czy lider mógł pozwolić sobie na chociaż chwilę nieuwagi? Na pominięcie jakiegoś stwierdzenia, informacji? Pozornie będącej jedynie ciekawostką, niewiele znaczącą, ale po właściwej interpretacji i połączeniu z innymi znanymi faktami?Wszystko mogło mieć znaczenie, nawet wspomnienie o jakimś członku ekspedycji. Shirei-kan skupiony był na każdym słowie płynącym z ust jego podwładnego. Rodziny, ale w tym momencie nie było czasu na rodzinne więzi. Odpowiedzi na pytania padały natychmiast, oczywiście po dokładnym przemyśleniu tematu. Mnogość sensorów z różnych Rodów, Szczepów i naturalnymi umiejętnościami, które wszystkie te powinien móc odpowiednio poznać Shirei-kan, i żaden nie wykrył demona? Nazwanie tego podejrzanym było lekkim niedomówieniem.
- Większe zagrożenie ze strony dzikusów może być paradoksalnie dobrą okolicznością dla nas. Im więcej kłopotów im sprawią, tym więcej my będziemy mieli od nich spokoju. Szczególnie biorąc pod uwagę niedawną wojnę. - powiedział lider, po chwili zmieniając wyraz twarzy jak gdyby uświadomił sobie coś nowego. - Pomoc z zewnątrz. Komu mogło zależeć na dozbrajaniu dzikusów? Toshio, spotkaliście może Shinobich którzy nie byli dzikimi? - próba przypomnienia jakiegoś ważnego szczegółu? A może Kazuo z góry zakładał że część wyjaśnień może nie być dokładna z uwagi na nieostudzone emocje bądź zwykły błąd ludzki, który może się pojawić bądź nie.
- Taka ogromna masa chakry jak Biju nie powinna ot tak znikać, szczególnie niezauważona przez grupę sensorów. Coś musi być na rzeczy... - powiedział częściowo do siebie, częściowo by zaprzeczyć nieco teorii wysuniętej przez podwładnego. Białe Oczy nie słyną z pomijania ogromnych niczym budowle potworów. Mimo skupienia, Kazuo wyglądał na pogrążonego we własnych myślach. Łączył elementy układanki i składał je w większe fragmenty, dające dokładniejszy obraz niedawnych wydarzeń.
- Czy sytuacja ta nie wydaje ci się zbyt podejrzana? Słabe zgranie, nieznalezienie Biju a mimo to nakazanie powrotu? Zniknięcie Kyoushiego? Co o tym sądzisz? - Shirei-kan zwrócił się do siedzącego naprzeciw niego chłopaka. Czyżby młodzieńczy umysł miał wpaść na coś interesującego? Teoretycznie przewyższając go pod każdym aspektem,
także wiedzą i doświadczeniem, lider powinien wpaść na wszystko o czym tylko pomyśli Toshio. Czemu więc zapytanie o osobistą opinię, kiedy liczyły się jedynie fakty i odpowiednie ich dopasowanie?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 808
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hayashimura (Osada Rodu Senju)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość