Centrum osady

Re: Centrum osady

Postprzez Mishima » 2 lis 2017, o 13:41

Cóż powiedzieć, misja została zakończona sukcesem. O ile można było tak nazwać zaistniałą sytuację. Dziwnie potoczyła się zabawa dziewcząt więc miejmy nadzieję, że bogate małolaty czegoś się jednak na tym naucza. Wyniosą jakiekolwiek wnioski z tego co się wydarzyło. No nic, brunet zamierzał właśnie w tym samym momencie oddalić się, gdy został zatrzymany jeszcze przez misjodawczynie. Spojrzał na nią z góry z lekkim uśmiechem i wziął od niej sakiewke z nagrodą.

- Jesteś słowna, a to się chwali. Wracajcie do domu i postarajcie się być bardziej uważne przy następnej zabawie.

Ostatnie słowa w jej kierunku, mimo iż na dobra sprawę nie musiał tego robić. Poczuł jednak ochotę lekkiego pouczenia i dobrej rady. Przyszedł czas na odejście. Obrócił się żegnając i skierował w stronę bramy wyjściowej i znanego już wodospadu. Cóż.. robiło się ciemniej a zachód tuż tuż. Jak codziennie przez ostatnie tygodnie skierował się tam w spokoju.

z/t
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 327
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 28
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Marusa » 20 gru 2017, o 23:40

1/15
Kolejny dzień, kolejny mróz, kolejne i tak dalej. Czyli kolejny zwykły zimowy dzień w osadzie rodu zwanego kochającym drzewa, czyli Senju. Tegoż to dnia Toshio w jakimś jemu znanym celu trafił do centrum osady i kolejny zwykły dzień zaczął być już inny. Mianowicie Toshio został złapany przez jednego ze starszych członków klanu. Wyglądał na strasznie zajętego. Zaczął szybko mówić do Toshio:
-Słuchaj, jedna z pobliskich wiosek poprosiła o pomoc w rozbudowie, jest to Mura no Sato. Jest to aktualnie parę domków na krzyż, ale rozbudowa ma to zmienić na paręnaście na krzyż. Ja mam dużo na głowie, a to nie jest trudna robota, możesz to zrobić za mnie? wynagrodzenie, jakie ci dadzą idzie na twoje konto, zgoda?
Mężczyzna w średnim wieku wyglądał na rzeczywiście zabieganego, już sam pot i kurz o tym świadczył. Mężczyzna jeszcze po kilkunastu wdechach na szybko zaczął tłumaczyć Toshio, jak dotrzeć do tej osady i do kogo powinien się zgłosić.
Marusa
 

Re: Centrum osady

Postprzez Toshio » 21 gru 2017, o 10:28

Nastoletni Senju pod wpływem swojego zapału do trenowania zdążył wrócić do domu, aby odziać się w cieplejszy ubiór. Przy okazji wybrał zdecydowanie za dużo jutsu, które spodobały mu się do nauki. Zamiar ich opanowania z pewnością zająłby bity miesiąc. Niestety aż tyle mu nie zostało, bo zamierzał robić coś bardziej pożytecznego. Choćby uczestniczyć w życiu osady. Hayashimura była wspaniałym miejscem, co powtarzał sobie w duchu ilekroć przemierzał centralną, najbardziej żywą część. Poza tym to tutaj znajdowały się główne sklepy i ośrodki przemysłowe. Sama siedziba władcy wznosiła się majestatycznie na dla wręcz leśnego miasta. Gdzie nie spojrzał ludzie pracowali, a gromadki dzieciaków rzucały się kulkami ze śniegu. Zimowy puch leżał w stertach, odgarnięty z ulic i ścieżek, którymi poruszała się cała masa ludności. Wózki i powozy zaprzęgnięte w bydło różnej maści zmierzał w mniej znaną Toshio stronę. Jemu wystarczał sam widok przebywania w rodzimej wiosce. Mógłby tak ciągle, lecz w końcu zabraknie dystansu do przejścia. Mimo wszystko w ten sposób dało się wypatrzeć coś ciekawego do roboty. Na pewno znalazłby się po jakimś czasie ktoś w potrzebie. Liczył na przypadkowe odnalezienie sytuacji, w której raczyłby interweniować.
Tym bardziej jego zaskoczenie było większe, gdy to on został zagadnięty. I to w dość konkretny sposób. W trakcie wyjaśnień poświęcił nieco czasu na przyjrzenie się facetowi. Życie poza szkoleniem shinobi musiało być naprawdę czasochłonne i uciążliwe. Toshio już wiedział, że nie odmówi. Prośba była dla niego jednoznacznie przekazana, więc to dobry sposób na zarobek. Nic się nie zmarnuje, a przynajmniej przejdzie na kogoś innego. W grę wchodziła niewielka mieścina nieopodal osady Senju. W Shinrin wzrastało pełno takich wiosek i trudno było odróżnić jedną od drugiej. Chłopak musiałby dużo spędzić czasu na gonitwie tu i ówdzie, żeby zgłębić ich pozycję. Nie przejmował się znajomością topografii. Dostał krótką wzmiankę, jak tam dotrzeć, więc to już tylko kwestia czasu, jak się tam zjawi. Rzut beretem - powiedzenie określające krótką drogę do przebycia, mawiane przez staruszków.
- Mura no Sato, brzmi ciekawie. Może pan na mnie liczyć. - odparł mężczyźnie. Zagrzany niczym do walki uniósł triumfalnie zaciśniętą dłoń, a następnie zgiął rękę w łokciu. W tym geście zamierzał odbiec w kierunku bramy i udać się w docelowe miejsce misji. Nie miał jeszcze okazji brać udziału przy budowach, ale na pewno wiedział, że jego Mokuton będzie w tym pomocny. Z jego pomocą może w kompleksowy sposób dostarczyć potrzebnych surowców. Materiału im nie zabraknie i zyskają dodatkową parę rąk. Nawet taki Doko szybko zyskuje umiejętności posługiwania się młotkiem i gwoździami. Zapowiadał się dzień pełen pracy, lecz jeszcze bardziej pasjonujący aniżeli miałby go spędzić samotnie.


zt. > do wioski Mura no Sato.
Avatar użytkownika

Toshio
 
Posty: 474
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Strój maskujący wygląd (✘)
W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak (✘), Torba (przy prawym pośladku)(✔); 2x kabura (na prawym udzie)(✔); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie)(✔), ochraniacz na czoło (✘), kieszeń spodni(✔), Tanto (przy lewym boku)(✔).
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 10 sty 2018, o 00:28

Korzystając z tego, że rodzina uznała ją za wreszcie dostatecznie dojrzałą, by móc samodzielnie ruszyć w drogę i (zakładając, że nie będzie szukać problemów na siłę) nie umrzeć za pierwszym lepszym zakrętem, Akiko wybrała się w pierwszą samodzielną dłuższą podróż. Jej rodzice przebywali akurat w Kaigan, o czym poinformowali ją listownie - ze względu na to, że nie byli już najmłodsi oraz przez komfort dostępu do morza i bliskości kraju kupieckiego rozważali oni zapuszczenie tu korzeni. Kunoichi spędziła z nimi tydzień, w miarę możliwości pomagając im w znalezieniu odpowiedniego lokalu.
Teraz już była w trakcie drogi powrotnej - odzwyczajona od towarzystwa swoich rodziców szybko poczuła potrzebę, by zmienić wreszcie krajobraz i wrócić do rodzinnej prowincji. Słodka atmosferka rodzinnego zjazdu szybko ustąpiło typowemu rodzicielskiemu gderaniu, od którego Akiko zdążyła zupełnie odwyknąć. Dlatego też, gdy tylko przekroczyła granicę i znów poczuła, że jest wolna jak ptak, odetchnęła z ulgą i zdecydowała w pełni cieszyć się nieskrępowaną swobodą. O Shinrin, mimo tego, że mieszkała tam nawet przez chwilę cielęciem będąc, pamiętała właściwie tylko tyle, że wszędzie były lasy - tam, nie w miastach, spędzała bowiem najwięcej czasu. Teraz, po nocy spędzonej w dość przyzwoitej jak na niską cenę gospodzie i dniu spędzonym na rekreacyjnym zwiedzaniu bardziej znanych punktów, został jej wieczór przed dalszym ruszeniem w drogę na ostatnie turystyczne aktywności.
Przechadzając się po jednej z głównych uliczek Shinrin, kątem oka zmierzyła strażników, którzy czujnie obserwowali ruchliwy tłum. Od razu odczuła to idiotyczne wrażenie, że robi coś niewłaściwego - potem przypomniała sobie, że przyszła tu właściwie tylko pooglądać widoczki i nabyć jakieś typowe dla regionu pamiątki - wzruszyła więc ramionami do siebie, rozglądając się ze szczerym zainteresowaniem po okolicznych budynkach. Z zamyślenia wywołanego kontemplacją jakże orientalnej dla niej architektury Shinrin wyrwały ją krzyki jednego z właścicieli straganów, który donośnym głosem zachęcał przybyszy do zakupu wyrobów z drewna, z których, czego Aki dowiedziała się od ojca, słynęła prowincja. Posłusznie podążyła w stronę kramiku rozwrzeszczanego handlarza, by, niezbyt elegancko wciskając się w grupę rodziny turystów o jednakowym odcieniu blond czupryn, pochylić się nad drewnianymi zabaweczkami, świecznikami, figurkami i wszelkiego rodzaju pierdółkami, czujnie analizując, które z nich w ogóle będą na jej kieszeń.
- Tylko patrzę. Dziękuję, tylko na razie oglądam. Nie, dziękuję, ja na razie tylko patrzę... - monotonnym tonem powtarzała na każdą bardziej natarczywą zachętę do zakupu ze strony sprzedawcy, wytrawnym okiem dziecka kupców szukając najlepszej okazji w stosunku do ceny. Ciekawe, czy jeśli spróbuje się targować, to dostanie rabat na piękne oczy? Prawdopodobnie nie, ale do odważnych świat należy.
Ostatnio edytowano 11 sty 2018, o 00:39 przez Aki, łącznie edytowano 2 razy
Aki
 

Re: Centrum osady

Postprzez Inomiko » 10 sty 2018, o 19:30

Dzisiaj Miyū miała przyjąć rolę idealnej córki.
Niezwykle rzadko zdarzała się sytuacja, że rodzice dziewczyny w ogóle czegokolwiek od niej wymagali — całkowicie przyzwyczajeni i powoli coraz bardziej akceptujący to, że zazwyczaj przebywa w bardzo losowych miejscach lub najzwyczajniej w świecie zaczyna się wymigiwać najidiotyczniejszymi wymówkami pod słońcem, nawet nie próbowali kolejny raz przymuszać jej do wykonywania podstawowych, domowych obowiązków. Tym razem jednak sytuacja była zgoła inna, a mianowicie — matka chciała ugotować obiad. Własnymi rękoma. W domu. Świeży, gorący, pachnący obiad.

Po dość czasochłonnym rozważeniu wszystkich możliwych plusów i minusów wynikających z pomocy swojej rodzicielce w przyrządzeniu posiłku, do którego, chociaż bardzo nie chciała się do tego przyznać, miała słabość, a sama nazwa ulubionego dania odbijała się donośnym echem w jej głowie, ostatecznie skutkując gwałtownym pobudzeniem soków żołądkowych, przełykaniem śliny i na sam koniec — wyjątkowo niemiłym dla uszu burczeniem w brzuchu, uznała, że tym razem łaskawie może się poświęcić. Zwykle nie było dane jej spożywać domowych obiadów, przez co była zmuszona stołować się albo u znajomych, albo w przypadkowych, możliwie jak najtańszych knajpach. Mamusia lub tatuś, niestety, ze względu na swój zawód nie mieli czasu dla biednej Miyū tyle, ile by chciała, a raczej — przynajmniej tyle, by byli w stanie w końcu jej coś ugotować, gdyż sama zainteresowana raczej nie parała się podnoszeniem umiejętności konkretnie w tej dziedzinie.
W ten właśnie sposób dumna dziedziczka jakże szlachetnego klanu znalazła się na ciasnych, gwarnych uliczkach Shinrin, zaborczo ściskając w dłoni listę zakupów. Już w tym momencie wiedziała, że istnieją spore szanse, iż coś może po prostu trafić szlag — ogrom przedstawionych przez handlowców towarów mienił się nieprzyjemnie w zaspanych ślepiach, a barki rozwrzeszczanych turystów co chwila ocierały się nachalnie o lekko zgarbiony, by uniknąć trafienia losowym przedmiotem w głowę, grzbiet. Wypuściła powietrze z cieniem zirytowania, dzielnie prąc do przodu.

- Zapraszam do mnie! Drewniane zabaweczki, świeczniki, figurki i wszelkiego rodzaju pierdółki! Pamiątki z logiem klanu Senju! Dla matki, dla córki! Tanio, wybornie! Znakomita jakość! Idealna cena! - wzdrygnęła się delikatnie na samo brzmienie głosu jednego z wyjątkowo napastliwych kupców, mimo wszystko starając się nie reagować w żaden bardziej widoczny sposób. Oni tylko na to czekają.
Wyciągnęła w końcu zmięty kawałek papieru przed siebie, mrużąc lekko oczy z zamiarem odczytania hieroglifów nakreślonych przez matkę. Unosząc brew ku górze i z wyraźnym zdezorientowaniem zaczynając rozglądać się za czymś, co mogłoby przypominać stragan z warzywami, ponownie skierowała wzrok na kartkę, mrucząc pod nosem nazwy wymienionych w liście produktów.
- Pomidory, pietruszka... - zmuszona odwrócić się w stronę straganu z wyżej wspomnianymi drewnianymi figurkami, pomachała łbem przecząco. - Nie. Nie, dziękuję. Naprawdę.
Handlarz bibelotów najwyraźniej jednak nie miał zamiaru odpuścić tak łatwo; identyfikując płeć naszej bohaterki, wymierzył najmocniejszą broń, jaką może dzierżyć podstarzały, zdesperowany mężczyzna na widok osobnika płci żeńskiej - "Kochanieńka". "Najdroższa". "Żabko".

- ...Koperek, ryż. Nie jestem zainteresowana. - uniosła kąciki ust w wyjątkowo szpetnym grymasie, by, wciskając kartkę razem z obiema dłońmi do kieszeni, spróbować przemknąć dyskretnie między ludźmi w nieco inne miejsce. Rozochocony kupiec zdążył jednak przytrzymać ją niezbyt mocno za ramię, drugą ręką wskazując przedmioty, które tak usilnie próbował sprzedać, na co sama Miyū zareagowała błyskawicznym wyrwaniem ręki. - Panie, co pan-...!
Zdążyła jeszcze parsknąć z oburzeniem, przeklinając w myślach wszelką turystykę. Co prawda mogłaby w tym momencie wrócić pośpiesznie do domu, uniknąć tych dzikich tłumów i wrócić w godzinach, kiedy to wszystko już chociaż trochę się uspokoi, ale właśnie ujrzała przed sobą tak poszukiwane przez nią stoisko. Próbując opanować narastające rozdrażnienie, odgarnęła jedną ręką włosy do tyłu i postawiła kilka kroków przed siebie z zamiarem dotarcia do straganu. Niestety, nieco zamroczona sytuacją sprzed chwili, nie zauważyła, odczytanego w tym momencie przez świadomość dziewczyny jako olbrzymiego, ronda kapelusza, który zaczepił o jej uroczą twarzyczkę, niedługo potem opadając ciężko na ziemię. Z ust Miyū wydobył się ochrypnięty warkot. Odsunęła od siebie delikatnie swoją ofiarę, podnosząc wzrok na jej facjatę.
- Ej, może uważaj jak łazi-... - urwała wpół słowa, zauważając wreszcie, że przed jej oczami znalazła się osobniczka o budowie ciała NIECO bardziej rozbudowanej niż jej własna. Początkowo dość agresywny wyraz twarzy złagodniał nieznacznie, nabierając trochę — uwaga — pokory(!). Nie będzie przecież teraz bawić się z jutsu, a nie jest na tyle głupia, by ryzykować wejściem w interakcję z kimś takim. Nie tracąc mimo wszystko resztek animuszu, zahaczyła ją lekko barkiem o ramię, by zaznaczyć swoją niewątpliwą dominację.

...I przyspieszyła. Może nie zauważy.
Inomiko
 

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 12 sty 2018, o 16:38

Akiko ważyła w dłoniach dwie figurki dość obrzydliwego stylu i gustu, z wyraźną koncentracją wyrysowaną na twarzy porównując kunszt wykonania i potencjalne skazy, za które mogłaby chociaż spróbować domagać się spuszczenia ceny. Duma nie pozwalała jej się złapać na żadną z turystycznych pułapek - zamierzała dobić targu jak profesjonalistka. Nie tak ją rodzice wychowali, by dała sobie wcisnąć byle bzdet! W końcu, dopatrując się wreszcie jakiejś wybitnie drobnej szczerby w podstawce figurki, odłożyła tą w lepszym stanie pomiędzy pozostały straganowy dobytek, dość mało zgrabnie obracając się frontem w kierunku handlarza z donośnym szurnięciem buciorów o podłoże.
- Psze pana, bo ja mam taką sprawę! - z ust dziewczyny wydobył się słowiczy ton, do bólu grzeczny i równocześnie nienaturalny, a na jej twarzy pojawił się najbardziej obrzydliwy uśmiech świata, który niezbyt dobrze imitował szczery grymas. Akiko wyczuła, że nie wygląda to dostatecznie sympatycznie, w odpowiedzi uniosła kąciki ust jeszcze wyżej, obnażając w całkiem niezłym stanie zęby. W pełnej gotowości do prób wykiwania tego poczciwego mężczyzny, który prawdopodobnie chciał tylko uczciwie zarobić na byt swój i swojej rodziny, wyciągnęła w jego stronę łapsko zaciśnięte na swojej upatrzonej zdobyczy i już otworzyła usta, by spróbować zmamić go starannie przygotowaną mową perswazyjną, gdy coś - a raczej ktoś - siłą uderzenia zerwało jej z głowy jej nakrycie głowy.
Tu można pozwolić sobie na krótkie wyjaśnienie - Aki, osoba o osobowości dość przyziemnej i przywiązanej do dóbr materialnych, zawsze niezbyt dobrze znosiła ludzki brak poszanowania dla jej własności. Tym bardziej, gdy ta własność powstała rękami jej drogiej matki. I tym bardziej, gdy ta własność leżała właśnie na wydeptanym klepisku przy stojaku, jakby czekając na to, aż ktoś z całym impetem w nią wdepnie i pozbawi kapelusz eleganckiego kształtu stożka. Przez chwilę wpatrywała się w ten jakże nieprzyjemny dla niej widok, usiłując poukładać sobie zbierane naprędce przez jej mózg informacje zewnętrzne i początkowo nawet nie zauważając winowajcy. Zanim zdążyła w ogóle zrozumieć, co przed chwilą się wydarzyło, jej klatkę piersiową zalała pierwsza fala gorąca, na razie jeszcze nieszczególnie intensywna - emocje Katsuragi przez chwilę bawiły się z mózgiem w wyścigi. Trącanie z barku albinoski sprawiło jednak, że zdołała odzyskać trzeźwość umysłu i przypomnieć sobie, że - nieważne jak drogocenny dla niej jest jej kapelutek - może nie jest to sytuacja warta robienia wielkiej sceny i ściągania na siebie niepotrzebnej uwagi, szczególnie ze strony strażników, których parę razy mijała w trakcie pokonywania kolejnych uliczek. Jednak to, że obędzie się bez dramatyzowania i wybuchów agresji nie znaczyło, że wchodziło w grę puszczenie takiej zniewagi płazem.
- ...Słuchaj, laleczko, chyba coś ci się pomyliło... - wycedziła przez zaciśnięte zęby, wkładając w dłoń kupca z powrotem jego klamot, tymczasowo tracąc ochotę na jakiekolwiek dalsze frymarczenie. Ten zaoponował donośnie, jednak Aki była już zbyt skupiona na albinosce, która aktualnie pośpiesznie starała się najwyraźniej opuścić pole widzenia młodej kunoichi. Dlatego też zakleszczyła żelazny uścisk łapska na jasnym materiale okrywającym ramię dziewczyny, uniemożliwiając jej dalszą ucieczkę, by dość sprawnie obrócić ją w swoją stronę prawdopodobnie wbrew jakże silnej woli panienki Senju.
Dość beznamiętne spojrzenie zawiesiła na jej twarzy, by dość leniwie zjechać spojrzeniem na smutno walający się po ziemi kapelusz, znów twarz Miyū, znów kapelusz i z powrotem na jej czerwone ślepia. Z bólem musiała zauważyć, że szkodnik miał całkiem urodziwą buzię, natychmiast zmarszczyła więc brwi i jeszcze bardziej wymownie dawać sygnały swojego niezadowolenia.
Aki
 

Re: Centrum osady

Postprzez Inomiko » 12 sty 2018, o 21:38

Zwarta i gotowa, by wreszcie kontynuować swoje sprawunki, zdążyła już całkowicie zapomnieć o wesołej egzystencji spotkanej przed chwilą dziewczyny. Zignorowała również fakt, że nieznajoma może, na przykład, posiadać jakikolwiek refleks lub nadal żywić do niej bardziej negatywne uczucia - w końcu przeszła już dwa metry, nie? Nic złego się nie może stać, nie? Przecież nic takiego nie zrobiła, nie? Nie.
Ze stanu tej dość przyjemnej nieświadomości połączonej z desperacką próbą negacji istniejącej wokół niej rzeczywistości wyrwała ją stanowcza ręka zaciśnięta bezwzględnie na jej, dotychczas niezmąconych żadną skazą czy zagnieceniem, łachach, co niemal natychmiast sprawiło, że mimowolnie poleciała do tyłu, wydając z siebie krótki, nieprzyjemnie skrzeczący odgłos zaskoczenia.

- ...Ł-Łapy przy sobie...? - niezbyt dumna z tego upokarzającego zająknięcia, odkaszlnęła krótko, by uniknąć tego przy następnej wypowiedzi. Jeszcze kilka dość długich chwil zajęło jej przyswojenie, że przypadkowy, nic nie znaczący ktoś w ogóle śmiał wykonać tak karygodny czyn; w reakcji na uświadomienie sobie tego, co się właśnie stało, parsknęła donośnie, w odwecie zaciskając ciasno dłoń na jej nadgarstku. - Co niby mi się pomyliło? To, że łazisz jak pokraka? - wymamrotała pod nosem niewyraźnie, mimo wszystko nadal świadoma swojej - chociaż trudno było jej to przyznać przed samą sobą - przegranej pozycji w razie, gdyby nowo poznana koleżanka wymarzyła sobie walkę na pięści. A, niestety, na taką właśnie wyglądała.
Z drugiej strony, patrząc nieco bardziej obiektywnie, a nie przez pryzmat samej postury domniemanej przeciwniczki jak to właśnie czyniła Miyū, w swoim aktualnym stroju prezentowała się na tyle nieporadnie, że może byłaby w stanie jakoś ją przechytrzyć. Z coraz intensywniej bijącym sercem i stopniowo narastającą wolą walki, Senju zaczęła naprędce analizować swoje położenie oraz symulowała w swojej, panicznie przetwarzającej milion kłębiących się myśli, głowie każdą możliwą drogę ucieczki.

- Ugh. Dobra, spokojnie. Spokojnie. - zauważając, że brwi razem z nosem, a zaraz i z całą resztą twarzy nieznajomej marszczą się w coraz większej furii, zdecydowała się na podjęcie próby dyplomatycznego rozwiązania tej sprawy - teoretycznie zawsze warto spróbować. Nie miała ani siły, ani ochoty na wykonywanie jakichkolwiek bardziej wymagających ruchów ciała niż powolne spacerkowanie, więc po prostu zda się na swoje niewątpliwie złote usta oraz zdolności oratorskie.
Zgarniając niezdarnie butem leżący i, niestety, nieco już przykurzony kapelusz, pochyliła się w jego kierunku z gracją godną obłożnie chorej staruszki, po czym, marudząc jeszcze przy okazji na te, utrudniające podniesienie kapelusza, zaciśnięcie ręki Aki, chwyciła jej nakrycie głowy w wolną dłoń. Cały czas patrząc w milczeniu na nią spod byka, niezbyt delikatnie wcisnęła kapelutek na jej łeb. Przyklepała jeszcze kilkakrotnie, wyginając kąciki ust w uśmiechu wręcz proszącym się o parę razów prosto w facjatę.

- Widzisz? Nic mu nie jest. Uspokój się, nie mam na to czasu. - przeświadczona o tym, że doskonale rozwiązała sytuację, wzruszyła nieznacznie ramionami, odginając po kolei każdy z palców zaciśniętych na jej ramieniu. Łudziła się, że im bardziej ślamazarnie będzie to robić, tym bardziej dziewczyna tego nie zauważy.
Dostrzegając w końcu zmianę jej wyrazu twarzy na taki, który właściwie nie dawał Miyū żadnych informacji o jej aktualnym stanie psychicznym, rozejrzała się wokół siebie w oczekiwaniu na jakikolwiek ruch, ale, gdy nic takiego nie nastąpiło i koniec końców jedynie mierzyły się wzrokiem złowrogo w całkowitej ciszy, ostatecznie wykonała teatralny gest odgarniania rękawa nieco wyżej, by spojrzeć krótko na nieistniejący zegarek na ręce i ponownie zerknąć na twarz kunoichi.

- Sama rozumiesz, CZAS MNIE GONI. (◕‿◕✿) - kładąc szczególny nacisk na każde wymówione słowo, uniosła brwi ku górze wymownie, podejmując kolejną, już bardziej agresywną próbę wyswobodzenia, gdy zauważyła kątem oka, że mężczyzna obrządzający stragan z warzywami powoli zaczyna zwijać swój interes.
Nigdy sobie nie wybaczy, jeśli przez nią nie zje dzisiaj maminego obiadku.
Inomiko
 

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 15 sty 2018, o 19:05

Przez chwilę rozproszyła się, dość senne spojrzenie zawieszając na twarzy swojej nowej koleżanki i, dość mało subtelnie i niekoniecznie grzecznie, błądząc wzrokiem po jej jakże szlachetnych rysach. Dziewczyna wydawała się mieć mniej więcej tyle lat co Akiko, może trochę mniej lub więcej, chociaż ręki nie dałaby sobie za to uciąć - nie była nigdy za dobra w rozpoznawaniu wieku po samych rysach, co zdarzało się, że kończyło dość niezręcznie. Albinoska była nietypowej urody i na pewno zwracała na siebie uwagę pośród szarego tłumu - i, dodatkowo, jej rozmyta bladość sprawiała, że Aki miała wrażenie, że już ją gdzieś widziała? Ha, może po prostu w jakimś obwoźnym cyrku, jeśli wziąć pod uwagę to, że brak pigmentu w skórze i włosach dziewczyny był wynikiem jakiejś dziwnej mutacji genetycznej. Z drugiej strony nadal nie mogła pozbyć się tego natarczywego wrażenia, że znowu - co niestety zdarzało się jej dość nagminnie - zapomniała o czymś, co powinna była dobrze zapamiętać. Twarz młodej Senju była teraz jak widmo odległej przeszłości dopominające się rozliczenia po latach, ale Aki, cholera jasna, z kalejdoskopu rysów ludzi, jakie przyszło jej oglądać przez ostatnie osiemnaście lat swojego dość koczowniczego życia, pamiętała praktycznie tyle, co nic.
- Jedyną osobą, która gdziekolwiek lazła, byłaś ty, panienko. Nie przeginaj. - dość lekceważąca odzywka Miyū wyrwała ją z głębokich rozmyślań nad urokami i wadami niepamięci, na co Katsuragi zareagowała dość impulsywnie, jeszcze mocniej zaciskając żelazny chwyt na wątłym ramionku albinoski. Teraz już była pewna, że nie zna tej dziewczyny na pewno - jeśli kiedykolwiek poznałaby kogoś tak bezczelnie chamskiego, to na pewno nie wypadłby jej z pamięci, lądując od razu na jej prywatnej czarnej liście. Od razu w pierwszej dziesiątce!
Z momentem, gdy ta zakleszczyła dłoń na jej własnym nadgarstku, Aki zmieszała się na chwilę, dość histeryczne spojrzenie przenosząc na zaciśnięte palce i pozwalając sobie na chwilę bełkotu lekkiej konsternacji, by zaraz zamaskować to dość butnym uśmieszkiem. Nowo poznana znajoma bowiem najwyraźniej zdecydowała się nie zaczynać z Akiko - bardzo rozsądnie, ta była w końcu strasznie niebezpieczna! Super groźna! Odważna jak lwica! - i sięgnęła z łaski swojej po ten biedny kapelutek, który chwilę potem znalazł się z powrotem na głowie właścicielki. Cały finał zwieńczyło parę dość mało delikatnych klepnięć łapskiem, któremu towarzyszyło się unoszenie kłębów pyłu z podłoża, co Aki skwitowała niezadowolonym prychnięciem i łaskawie w końcu rozluźniła mocny chwyt, łaskawie pozwalając dość pogniecionemu kawałkowi materiału wydostać się spomiędzy jej palców.
- Mamusia cię nie nauczyła manier, czy co, pasowałoby przeprosić. Jak ty się w ogóle nazy-... - otrzepała niedbale dłonią dłonią krawędź bambusowego nakrycia głowy, zerkając na nią spod ronda dość podejrzliwie, by zdębieć na moment na to dość nerwowe zachowanie albinoski i, gdy ta wykonała próbę zakończenia tej jakże sympatycznej interakcji, dość bezpardonowo zastąpiła jej drogę, zasłaniając swoim owiniętym peleryną cielskiem drogę do straganu z warzywami, gdzie właściciel właśnie chował do skrzyni resztki niesprzedanego towaru. Już ona nauczy gówniarę kultury!
Chyba Miyū znowu nie będzie miała okazji skosztować cieplutkiej maminej zupki.
Aki
 

Re: Centrum osady

Postprzez Inomiko » 17 sty 2018, o 18:30

Ta surrealna sytuacja zaczynała już się zdecydowanie zbyt przeciągać - początkowo dość krnąbrne zachowanie albinoski z minuty na minutę stawało się coraz bardziej podszyte szczerym zniecierpliwieniem i rozdrażnieniem. Właściwie, to jej energia przeznaczona na stosunki międzyludzkie została wyczerpana do tego stopnia, że najchętniej, to w sumie wróciłaby już do domu i zaszyła się w swoim pokoju. Wizja dalszego użerania się z Akiko, o dziwo, raczej nie była jakoś szczególnie kusząca.
Oczywiście nie uszło jej uwadze, że ta właśnie zawzięcie lustruje każdy najmniejszy szczegół na jej twarzy; mimo wszystko zdecydowała się tego nie komentować w żaden sposób - po krótkiej symulacji, w jaki sposób przebiegałaby konwersacja tuż po tym, gdyby zwróciła jej uwagę, Miyū jednogłośnie stwierdziła, że to byłoby stanowczo zbyt niezręczne, więc łaskawie pozwoliła jej skończyć wykonywaną czynność. Nie zmienia to jednak faktu, że nie miała pojęcia jak się zachować w tamtej chwili - na początku obrała strategię uciekania wzrokiem, by ostatecznie równie zuchwale zatrzymać spojrzenie na twarzy Akiko. Po pobieżnych oględzinach i niezbyt wnikliwej analizie zakwalifikowała jej rysy jako wyjątkowo niecharakterystyczne. Być może jej nos jest trochę zbyt duży.

W reakcji na uwagę o manierach, Senju jedynie zarechotała szalenie niemelodyjnie, by zerknąć szybko w stronę straganu, do którego ma zamiar dojść już od nieco ponad kwadransa i, dostrzegając coraz szybciej znikające w odmętach skrzyń warzywa, w końcu wyminęła swoją nową znajomą. Nie trwało to jednak zbyt długo. Kolejny raz, jakże niespodziewanie przed jej podkrążonymi ślepiami wyrosło niezbyt mile widziane ciało Aki.
- Chcesz się bić, tak? Chcesz się bić? - ostentacyjnie zaczynając podwijać rękawy, co by nie przeszkadzały w wykonywaniu roboty jej morderczym pięściom, koniec końców jedynie prychnęła jej prosto w facjatę, by pstryknąć palcami w rondo kapelusza tak, że aż podskoczyło na włosiu o czarującym kolorze mysi blond, następnie powoli ześlizgując się ku dołowi. - W takim razie masz pecha, koleżanko, bo widzisz, tak się składa, że nie mam zamiaru robić tego, co chcesz. - ale jej powiedziała. Niech jej, kurna, w pięty pójdzie.
Natomiast Aki nadal była niewzruszona; z każdym misternie przygotowanym manewrem uniknięcia zetknięcia się z jej sylwetką, ta błyskawicznie znowu zagradzała jej drogę. Miyū, czując coraz bardziej zaciskające się gardło, a za moment również i dłonie, jedynie biernie obserwowała jak właściciel stoiska oddala się ze swoimi produktami i w końcu znika gdzieś w tłumie. Przełknęła boleśnie ślinę i, zaciskając szczęki, wypuściła z ust solidną wiązankę przekleństw.
Niezjedzony obiadek schodził coraz bardziej na drugi plan; w tym momencie cała uwaga dziewczyny była skupiona na tej irytującej nieznajomej. Naturalnie, sama Miyu była całkowicie niewinna - to tamta ma jakieś wąty! Czego się czepia!

- Odsuń się, do cholery. - wybełkotała półszeptem, wykonując jaśniepański gest odganiania ręką wyjątkowo męczącej muchy, by, co w sumie było dość absurdalne i zaprzeczające wypowiedzianemu przed chwilą komunikatowi, zacisnąć tę samą dłoń na materiale jej koszuli i przyciągnąć ją do siebie nieznacznie, nastawiając sobie palce w wolnej ręce z donośnym trzaskiem każdej kolejnej kości. Zawiesiła na niej dość prowokujące spojrzenie i, niespokojnie miętosząc między palcami jej łachy, ponownie uśmiechnęła się półgębkiem z wyraźną nutą złośliwości. Doskonale wiedziała, że powinna być dużo bardziej ostrożna - nie wiedziała nawet, czy ma do czynienia z cywilem, czy z shinobi - ale sam wyraz twarzy dziewczyny, który w tym momencie był chyba jeszcze bardziej arogancki, sprawiał, że z tak dziecinną łatwością dawała się wciągać w tę durną zabawę. Mimo wszystko z chwilą, gdy wreszcie dostrzegła kilkadziesiąt par wypełnionych ekscytacją ślepi wlepionych w nie jak w obrazek, ten grymasik bardzo szybko zbladł, a uścisk jej ręki nie był już tak stanowczy. Odchyliła łeb lekko do tyłu. - Inaczej będziesz musiała zapłacić mi za żarcie. Rozważ to. Takie zasady.
W brzuchu Miyū coś zaburczało donośnie, potwierdzając wagę jej słów.
Inomiko
 

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 18 sty 2018, o 01:32

Parsknęła pod nosem dość donośnie już nawet bez tej ostentacyjnej pogardy, ale wręcz ze szczerym rozbawieniem, gdy albinoska zagroziła jej spuszczeniem jej manta. Można by jej zarzucać danie się zwieść pozorom, ale wizja bijatyki na pięści z poznaną w tak słodkich okolicznościach przyrody nową koleżaneczką była dla niej na tyle abstrakcyjna, że nawet przez chwilę nie wzięła pod uwagę jej jakże złowieszczych słów, próbę zastraszenia traktując jedynie jak szczeniacką zaczepkę.
- Tak, panienko, może chcę się bić, może w ogóle chodźhrrmmnbgh-... - odpowiedziała dziewczynie dość lekceważącym tonem; na bojowe podwijanie rękawów nieskalanie białej bluzeczki nawet nie zareagowała, tak samo zresztą jak na wojownicze parsknięcia i prychnięcia Miyū. Dopiero pstryknięcie w kapelusz - który już dostatecznie dużo jak na jeden dzień dzisiaj już przeszedł - sprawiło, że zapowietrzyła się na moment, przerywając zdanie w pół słowa i marszcząc brwi z oburzeniem, by wyciągnąć dłonie z odmętów materiału peleryny i skrzyżować je na piersi, starając się podkreślić swoją jakże postawną budową i dominację w tej wyuczonej pozie. Rondo kapelusza przysłoniło jej nieznacznie ślepia, zmuszona więc była nieznacznie zadrzeć brodę do góry, co zaskutkowało dość nieprzyjaznym spojrzeniem, które zawiesiła na czerwonych tęczówkach młodej Senju. - Nie jestem tu po to, by cię o coś prosić, na litość boską. Czy nie możesz po prostu kulturalnie mnie przeprosić, a potem każda pójdzie się zajmować swoimi sprawami? Spójrz, jakie to proste. Obie zaoszczędzimy na czasie.
Podążając za spojrzeniem Senju dość beznamiętnym spojrzeniem odprowadziła wzrokiem pana od warzywek, który właśnie oddalał się od miejsca, gdzie właśnie stały. Na ciąg niecenzuralnych wyrazów, niekoniecznie pasujących do ładnej buźki jej towarzyszki, które właśnie padły z ust wyraźnie już poirytowanej albinoski, zareagowała tylko lekkim uniesieniem brwi ku górze - co, do cholery, była jakąś pierwszą w kraju amatorką marchewki i kalarepy? W błogiej nieświadomości obserwowała cierpliwie jak wymalowana na twarzy towarzyszki irytacja płynnie zamieniła się w grymas wyrażający czystą furię, a ta najwyraźniej zdecydowała się wyładować frustrację wywołaną wizją niemożności skosztowania maminej zupki na Aki we własnej osobie. Na to szarpnięcie za materiał na piersi nie zareagowała nawet żadną formą oporu, pozwalając jej łaskawie przyciągnąć się bliżej, niezbyt przejmując się, jak niezręcznie cała ta sytuacja mogłaby idiotycznie wyglądać z zewnątrz - w przeciwieństwie do Miyū nie była miejscowa i jako turystka miała to poczucie lekkiej bezkarności; nikt jej tu przecież nie zapamięta - o ile, oczywiście, jakoś szczególnie nie narozrabia.
- Z przyjemnością bym się odsunęła, ale sama widzisz... - wyszczerzyła zęby w dość złośliwym uśmieszku, spokojnie pozwalając jej utrzymać się w tej mało komfortowej pozycji, i kiwnięciem głowy wskazując jej żelazny uścisk na niebieskiej, dość pomiętej nawet przed tym zajściem tkaninie. Nawet odchyliła nieznacznie łeb do tyłu, by uniknąć niezręcznej kolizji swojego kapelusza z czołem dziewczyny. Chociaż potencjalnego starcia nadal niekoniecznie brała pod uwagę – czy to rozsądne z jej strony, czy nie – kątem oka zerknęła na rękawiczkę albinoski, usiłując ocenić, czy to okrycie dłoni jest kwestią wyłącznie estetyczną, czy już może praktyczną, jednak czysty materiał nie dawał żadnych przesłanek do wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków. Dość pewnie przeniosła więc spojrzenie na twarz dziewczyny, ale mina jej zrzedła wraz z ostatnimi jej słowami, a butny grymas ustąpił lekkiej konsternacji. Niezbyt rozumiała, czy za tym, co się w ogóle działo przez ostatnich parę minut stała jakakolwiek logika – z drugiej strony co w ogóle stało na przeszkodzie temu, by pobawić się z nią jeszcze chwilę? Albo to, albo siedzenie na tyłku w gospodzie. Z jej ust wydobył się lekko zakłopotany bełkot, ale szybko nabrała animuszu, zwilżając suche wargi językiem i prostując się w miejscu z godnością. - …Słuchaj, jak chciałaś od początku zjeść ze mną kolację, to wystarczyło tylko powiedzieć-
Aki
 

Re: Centrum osady

Postprzez Shiga » 27 sty 2018, o 12:27

Misja D 1/22 - Misja która może będzie miała się okazje przerodzić w misję C, przy happy jak i przy bad endzie.

Centrum osady, jakie jest, każdy widzi. Jest tutaj dosłownie wszystko i nic zarazem. Jeśli ktoś szuka czegoś bardziej interesującego niż everyday babblin' to może być ciężko. Dużo ludzi i ich nic nie znaczące życia które się przewijały wte, wewte i nazad mogły dla kogoś kto dostrzegał w sobie ciut większą wartość niż kolejną bezużyteczną szarą plamę na istnieniu, na paśmie istnień całego świata. Czy kimś takim właśnie była Aki czy kimś takim mogłabyć Miyu? Niewątpliwie ludzie którzy okazję mieli położyć wzrok na obu kobietach mogli odczuwać pewien niepokój... Ich relacja wyglądała tak... dwojako, z jednej strony pojawiały się komentarze gdzieś z oddali, wybełkotane pod nosem by dziewczyny znalazły sobie pokój, a nie tutaj flirtowały, a z drugiej strony był obecny niepokój, że poleje się krew i to bardzo solidnie, w dużych ilościach, gdy coś się rozkręci i dziewczyny zaczną się okładać po czerepach... A to by niewątpliwie wywołało pewne, że tak powiem, problemy i komplikacje. A nikt nie lubi w Shinrin problemów i komplikacji, to bardzo spokojne, leśne tereny, gdzie ludzie żyją powoli i często w zgodzie z rytmem natury.
Stąd warzywa na stoiskach. Wpizdu warzyw na stoiskach.
-Tak, to będzie wszystko. Nie mamy odwagi popełnić seppuku, ale ten sznur rozwiąże problem... - Szepnął rachityczny mężczyzna, stojąc obok drugiego, niemalże sklonowanego, tak samo... wątłego. Obaj mają łyse głowy, bardzo suche i żylaste ciało, ubrani są w stroje mnichów, ale upstrzone rożnymi floralnymi motywami, wyglądają trochę jak mityczni druidzi, albo przebierańcy z przedstawienia na którym mieli odgrywać conajmniej dobre duszki matki natury. Go figure, moglibyć zwykłymi wariatami, ale wyglądają na mocno przygnębionych kupując duży zwój sznura od pana handlującego tkaninami i plecionkami na ulicy. Widać po nich, że coś bardzo, ale to cholernie mocno ich zdołowało i na pewno ten sznur pójdzie w ruch, jeśli nikt ich nie powstrzyma i od pomysłu nie odwiedzie.
-To i tak już nie ma sensu. Ona była Juugo, płynęła w niej energia naszej matki, a mimo to... Wszystko stracone. - Wyszeptał drugi mężczyzna. Kupiony zwój sznura zginął w ich przepastnych szatach.
-Choćmy bracie, nikt nie woła... - Kolejne szepnięcie. Chyba teraz jest jedyna okazja by się dowiedzieć o co do cholery chodziło i co jest stracone.

Będzie komplet to uderzać na GG.
Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1642
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 27 sty 2018, o 15:44

Początkowo, mimo, że do uszu doszło jakieś szemranie o seppuku, kompletnie zignorowała szeptaną rozmowę mnichów, zbyt zajęta dalszym droczeniem się ze swoją jakże sympatyczną koleżanką. Szczerze mówiąc wzmianki o planach samobójczych tego osobliwego, łysego duetu, obchodziły Akiko dosłownie tyle, co zeszłoroczny śnieg - nic a nic, zero, null. Dwóch śmiesznych typków w pstrokatych ubrankach równie dobrze mogłoby sobie na jej oczach zawiązać po zgrabnej pętelce i jeden po drugim powiesić na jednym z przyulicznych słupów - może trochę by ją zniesmaczył widok całego procesu uśmiercania się, ale Aki nie była osobą cechującą się jakąś szczególną empatią. Prawo dżungli takie właśnie było - jak ktoś jest słaby, to albo niech pełznie dalej po cichutku przez życie, albo niech ukróci swoje męki w domowym zaciszu, bez zbędnej ostentacji.
Nic więc dziwnego, że początkowo obdarzyła dwóch klaunów jedynie dość znudzonym spojrzeniem – jedna z brwi dziewczyny bezwiednie uniosła się ku górze, gdy dostrzegła wielki ból istnienia, który wymalowany by na znękanych twarzach mnichów. Cóż, nie jej problem – sama teraz miała już dość kłopotów, z których jeden właśnie stał przed nią i zdecydował się wymiąć jej jakże eleganckie, ale trochę niestety już nieświeże ciuchy. Aki wróciła wzrokiem na panienkę Senju, która z każdą chwilą wyglądała na coraz bardziej skorą do rękoczynów – co niekoniecznie pasowało do jej dość efemerycznej urody – i natychmiast zapomniała o smutnej egzystencji dwóch nieszczęśliwych duchownych, wracając do balansowania na granicy niegroźnej zaczepki a realnej groźby dostania w zęby od Miyū. Poradzą sobie – albo może i sobie nie poradzą – dorośli są przecież, co ją to obchodzi. Nie jest tutaj od tego, by służyć darmowym wsparciem psychologicznym – w dodatku terapeutka była z niej żadna, więc najrozsądniej było po prostu olać całe zajście i wrócić do pilnowania własnego nosa. Zazwyczaj wychodziło jej to na dobre.
- To i tak już nie ma sensu. Ona była Juugo, płynęła w niej energia naszej matki, a mimo to... Wszystko stracone. – gdy dalsze szepty przyszłych samobójców doszły jej uszu, zmarszczyła brwi i pokręciła głową z rozczarowaniem. No i masz! Musieli? Naprawdę musieli? Aki przeklęła pod nosem, wypuszczając powietrze przez zaciśnięte zęby z cieniem zmęczenia - teraz coś, co normalnie zupełnie by jej nie dotyczyło, musiało zaburzyć jej święty spokój i cała sprawa nabrała wydźwięku personalnego – nawet nie przez altruistyczną chęć pomocy, ale przez zwykłą wścibskość dziewczyny. Juugo? Tutaj? Wiedziała, że jej pobratymcy niekoniecznie byli ze sobą nawzajem szczególnie związani i rozlali się po różnorodnych terenach, jednak ostatnią rzeczą, jakiej się w ogóle spodziewała, to usłyszeć o swoim szczepie na środku jakiegoś bazarku w Shinrin, tutaj, pomiędzy warzywniakiem a pasmanterią.
- …Ej, panowie, czy jest jakiś problem? – zawołała do tych dwóch męczenników trochę zbyt donośnie i skrzywiła się sama na ton swojego głosu, chwilę później obniżając ton bardziej konspiracyjnie i obracając się w stronę mnichów dość niezgrabnie – tym bardziej, że jej ciuchów nadal uczepiona była panna Senju, co trochę utrudniało jej płynne przemieszczanie się. Nie bacząc na przeszkodę w postaci Miyū wykonała cały manewr z dziewczyną u kołnierza, prawdopodobnie sprawiając, że albinoską, o ile w trakcie operacji nie wypuściła szmaty spomiędzy palców, lekko zarzuciło na bok. - …Jakiś problem, z hm, jakby to powiedzieć… Czy jest jakiś problem z jakąś, ech… Juugo? Coś, na co ja i m o j a p r z y j a c i ó ł k a możemy zerknąć? Coś… załatwić?
Nie do końca wiedziała jak się wysłowić tak, by nie zabrzmieć jak jakiś podejrzany typ – prawdopodobnie zabrzmiała więc bardzo szemranie. Silny uścisk ciężkiej dłoni zacisnęła na ramieniu swojej nowej bliskiej przyjaciółki, palce wręcz wbijając w jej ciało ostrzegawczo i posyłając duetowi duchownych uśmiech bardzo prawego i uczciwego obywatela. Nie była głupia, jeśli ktoś oberwał, to przydadzą jej się posiłki – najwyżej spróbuje albinoskę przekupić. Kupi jej zupkę czy cokolwiek.
Ostatnio edytowano 27 sty 2018, o 18:08 przez Aki, łącznie edytowano 1 raz
Aki
 

Re: Centrum osady

Postprzez Inomiko » 27 sty 2018, o 17:33

Nadal zawzięcie wczepiona pazurami w tkaninę koszuli, niemal zignorowała jakże depresyjną scenkę tuż za ich plecami, zbyt skoncentrowana na wymuszaniu na nieznajomej kupienia jej jakiegoś przyjemnego obiadku. Prawda jest taka, że żadne ze słów wypowiedzianych przez dość specyficznych przybyszów nie byłoby w stanie jej jakkolwiek zainteresować nawet, jeśli łaskawie posłuchałaby tego, co się wokół niej dzieje - pazerna, wyrachowana natura albinoski nakazałaby jej wykonanie ruchu dopiero wtedy, gdy ktoś zaproponowałby jej całkiem milutką sumkę. Z całego tego smętnego bełkotu mnichów rozpoznała tylko jedno słowo - Juugo - które, swoją drogą, zupełnie nic jej nie mówiło, ale za to jej towarzyszce najwyraźniej owszem - na twarzy Akiko pojawiło się przez krótki moment coś, co mogłoby przypominać pobudzenie, po czym niemal natychmiast zaczęła przemawiać do mężczyzn, pochylając się w ich kierunku, jakby chciała im spuścić właśnie w tym konkretnym momencie niezłe manto.
Niekoniecznie interesując się osobistymi porachunkami dopiero co poznanej dziewczyny, wzruszyła lekko ramionami, by, wykorzystując te zamieszanie jako idealną okazję do ulotnienia się, pośpiesznie puścić materiał i otrzeć dłoń kilkakrotnie o własne spodnie, dostrzegając, że ubrania jej koleżanki raczej nie są pierwszej świeżości. Jeszcze tego by brakowało, żeby zaraziła się jakimiś zagranicznymi bakteriami - cholera wie, co ci obcokrajowcy mogą nanieść!
Postanowiła w końcu zająć się własnymi sprawami, jeszcze kilkoma ruchami wygładzając wszystkie naruszone przez Aki miejsca na swojej koszuli, po czym rzuciła szybko okiem na stoiska znajdujące się w zasięgu jej wzroku. Ku wielkiej uciesze Miyu, zwijający się dosłownie chwilę temu kupiec zostawił kilka, zapewne dość wątpliwej jakości, warzywek na opuszczonym przez siebie straganie, co sama dziewczyna z chęcią zdecydowała się wykorzystać; wykonując dwa kroki przed siebie, nachyliła się w stronę podwiędłej pietruszki, zaczynając radośnie przebierać w darmowych jarzynach. Darmowych. Te jedno słowo jest niczym miód na jej umęczoną duszę.

Dopiero żelazny uścisk jej postawnej koleżanki wyrwał ją z tego ferworu wybierania najlepszych sztuk przed innymi sępami, które zaczęły się właśnie kotłować wokół stoiska i zmusił do skupienia swojej uwagi na tej specyficznej dwójce. Miętosząc nerwowo w dłoni jakiś losowy koperek, wbiła w twarz Aki wzrok pełen wyrzutu, by zaraz potem przenieść już dużo bardziej beznamiętne spojrzenie na mnichów. Lustrując ich w milczeniu dość uważnie, uniosła lekko brew ku górze, wykrzywiając usta z wyraźnym rozbawieniem. Nie mogła się przecież przyznać, że w głębi serca te kwieciste ubranka mężczyzn trafiają w jej skrzywione nieco zbyt bliskimi kontaktami z naturą gusta; nie była pewna, czy aby na pewno nosiłaby je tylko ironicznie. To byłby jakiś skandal, jeśli mogłaby je nosić dopiero jak zgoliłaby sobie głowę!
- ...Niezłe wdzianko. Gdzie takie dostanę? - rzuciła z przekąsem, będąc w stanie z siebie wykrzesać jedynie taką, dość mało zobowiązującą, reakcję na ich widok. Nie miałaby w sumie nic więcej do powiedzenia, gdyby nie to, że Aki właśnie postanowiła gwałtem wpakować ją w coś, w czym zdecydowanie nie miała zamiaru brać udziału. - Moment, czekaj, wytłumacz mi po jaką cholerę miałabym ci pomagać. - żachnęła się w narastającym oburzeniu, nie mając najmniejszej ochoty czegokolwiek, jak to powiedziała przed chwilą Akiko, załatwiać. Ani na nic zerkać. Ani w ogóle ruszać się stąd nawet o krok. Dość obcy był jej koncept przeżywania jakiejś przygody życia - a już szczególnie w tej chwili, gdy myślała tylko i wyłącznie o zjedzeniu ciepłego posiłku. Wypuszczając cierpiętniczo powietrze przez zaciśnięte zęby, przesunęła ręką wzdłuż własnej twarzy, by, zatrzymując ją na własnym policzku, odsunąć się nieznacznie od dziewczyny, szczególnie mocno pragnąc w tym momencie odzyskać chociaż trochę przestrzeni osobistej.
- ...I, co najważniejsze, dostaniemy z tego jakieś profity? Profity materialne? Najlepiej w postaci pieniędzy? - dodała ze szczególnym naciskiem na każde wymówione słowo, by nikt nawet nie próbował wcisnąć jej przemówień o wyższości profitów duchowych i satysfakcji ze zrealizowanego zadania, wykonując dłonią gest utożsamiany z dość nachalną prośbą o pieniążki. Skoro już ma z jakiegoś powodu ruszyć swoje cztery litery, to przecież nie zrobi tego tylko z dobroci serca; szczerze mówiąc średnio ją obchodziło, czy zapłacą jej tamci tajemniczy mężczyźni czy też sama Aki.
Inomiko
 

Re: Centrum osady

Postprzez Shiga » 27 sty 2018, o 21:43

Misja D 4/22 - Uderz w stół, spadną sztućce.

Mężczyźni biadolili dalej. Ale trochę szaleńczo, pozdrawiam nie? Na przemian bełkotali coś o jakimś wielkim złym człowieku, balansie natury, o tym, że wszystko stracone, grubo wchodził ból istnienia i ogólny wszechpanujący weltschmerz. Najzabawniejsze było to, że wśród słów o balansie i naturze, przewinęło się zdanie o biednym cierpiącym Akasiu i jego ranach które odniósł z głupoty i dumy. Zapewne teraz na waszych twarzach - ta z prawej jest ładniejsza, moje słodkie! - wymalowało się zdziwnie. Co to kurwa, albo kto to kurwa, jest Akaś. Słowo klucz na dziś - Akaś. Jakby w ogóle dwóch mnichów nie było dość dziwnym zjawiskiem. Jednemu z pokonanym krokiem odsłoniły się nieco nogi - całe w floralnych tatuażach zielonym tuszem. O nie, to już musiała być jakaś bardzo niezła maskarada, przecież to nie mogło dziać się na serio. A jednak nie, wszystko było na miejsu, nikt was nie obserwował - chyba - nikt nie spisywał wrażeń - chyba i ogólnie nie było tutaj sceny, oświetlenia i tym podobnych scenicznych artefaktów. Kiedy Aki podbiła dziarskim krokiem, okrzykiem rozdzierając spokój samobójczy dwójki identycznych niemalże mnichów, jeden z nich zintensyfikował swoje biadolenie dziesięciokrotnie, ubolewając nad tym JAK TO NAPRAWDĘ WSZYSTKO JUŻ NIE MA SENSU, KAMISAMO CZEMUŚ MNIE OPUŚCIIIIIIIIIIIIIIIIIł.... Ale drugi zachowawszy jednak trochę więcej zmysłów od swojego... brata, przyjaciela lub klona, obciął Aki wzrokiem jak komornik szafę, a potem przeniósł wzrok na Miyu.
-Opiekunka drzew. - Wygłosił dziarskim tonem, jakby w ogóle zapominjąc o swojej niedawnej depresji i tym, że trawił go smutek. Ale coś nie pasowało, nie, coś było nie okej. Mężczyżna znów spojrzał na Aki, marszcząc nieco brwi, mrużąc oczy.
-W tobie płynie ta sama krew matki co w niej. Czuję to. Identyczny kolor, identyczny zapach. Ona była głupia, głupia, szalona. Nie rozumiała niczego. Nie rozumiała słów, nie rozumiała nauk. Wszystko jak grochem o ścianę. Mówiliśmy jej o równowadze, o ostrożności, a jednak nie, ona zabijała, CIACH CIACH BUM BUM, tak, zmasakrowała ich głowy, biła aż zabiła, a potem była dumna z Siebie, krzyczała na nas. Na mnie i mojego brata. Jej przyjaciel ucierpiał z jej głupoty. Nie myślała o tym co robi, nie myślała wcale. Oni mogli wiedzieć, mogli pokazać drogę do jądra ciemności, ale nie, ona CIACH CIACH BUM BUM, potworność, potworność, wszystko całkowicie wbrew matce naturze, nie, ona była zła, nie była wcale lepsza od niego. Od potwora który uśmierca, od zagłady z lasu. On zaburzał porządek, ale ona go wcale nie przywracałą!
- Słowotok, mężczyzna wylewał z siebie słowa z taką prędkością, że to było coś nie do pojęcia w żadnym stopniu dla obu dziewczyn. Otworzyłyście kochane tutaj istną gadułę pandory. Nie ma odwrotu, zapytany o problem - podzielił się z nim. Co zabawne, powiedział wszystko, a zarazem tak naprawdę nie powiedział jeszcze nic. Chyba to taki urok mnichów, całkowicie na okrętke do celu, i niby wiecie więcej, ale dalej jesteście w całkowitym mroku logiki.
Kiedy Miyu spytała o profity, wzrok uniósł drugi z biadujących mnichów.
-...profity? Profity materialne? Najlepiej w postaci pieniędzy? Jest rzepa. I Akaś. I datki. Ale nic wczesniej, wszystko potem. - Skwitował nieco enigmatycznie pytania Miyu, jakoby pozostając w pewnym dystansie do słowotoku swego brata i Aki...
Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1642
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Centrum osady

Postprzez Aki » 28 sty 2018, o 00:27

Aki właściwie była trochę w pozytywnym szoku, że mimo tego, że właśnie zainicjowała trochę niepożądane interakcje z tą parą sekciarzy, jej towarzyszka nie skorzystała od razu z tej okazji i nie poleciała w długą – albinoska zadowoliła się na razie stworzeniem między nimi bardziej neutralnego dystansu. Może po prostu też była łasa na szybką i łatwą kaskę? Bóg jeden raczy ją wiedzieć; jak na razie Miyū nie dała powodu Katsuragi, by uważać, że jakiekolwiek z jej zachowań było w ogóle kiedykolwiek racjonalne.
- Patrz mi na usta teraz, laleczko. – konspiracyjnie nachyliła się na chwilę do młodej Senju, aktualnie ściskającej w dłoni nadwiędłą zieleninę, i, niezbyt przejmując się tym, że w tle trwał monolog zbolałego mnicha-samobójcy, wskazała paluchem swój dziób – Załatwimy ich sprawki raz dwa i pójdziesz w swoją stronę, ale możesz mi się przydać. Skołuję ci te szmaty. Mówię serio – nawet jak będę musiała je z typa zedrzeć.
Chwilę później, jakby nigdy nic, ponownie zwróciła się do szanownego duchownego, krzyżując dłonie na piersi i przybierając minę uważnego, rozumnego słuchacza. Przez chwilę rozproszyły ją zielone szlaczki na łydkach mężczyzny, które początkowo wzięła za dziwnie zabarwione owłosienie na nogach – zainteresowana tym nowym odkryciem bardziej niż opowieścią zakonnika, przez chwilę przestała zwracać uwagę na jego biadolenie o życiowej drodze krzyżowej. Niekoniecznie mogła rozpoznać, o co w ogóle chodzi z całym tym kabarecikiem, stwierdziła więc, że osobliwa aparycja mężczyzn jest ostatnią rzeczą, o którą powinna teraz pytać – jeszcze by spróbowali zwerbować ją do jakiejś sekty, a jej z duchowością było niekoniecznie po drodze. Co do jednego musiała jednak przyznać Miyū rację – ciuchy to mieli zajebiste – jednak gustowne ubranko to nie był chyba dostateczny powód, by od razu zostawać przechrztą i zmieniać wyznanie.
Cały czas kiwała głową jak piesek w samochodzie, byle tylko nie dać odczuć rozmówcy, że niekoniecznie ją interesuje cały ten lament. Dopiero wzmianka o jakimś nieszczęsnym, skrzywdzonym przez los Akasiu sprawiła, że łaskawie zaprzestała namolnych oględzin oświeconych nóżek – umiarkowanie zainteresowana, łaskawie uniosła brodę do góry i dość beznamiętne spojrzenie zawiesiła teraz na odbijającej światło łysej głowie, ściągając kapelusz nieznacznie na ślepia, by facet nie zauważył, że się gapi.

- Zaraz, moment, po kolei. Jaki znowu Akaś? Jaka cholerna opiekunka drzew? – z cieniem irytacji w tonie głosu weszła w zdanie rozgadanemu kapłanowi, co było nie lada wyzwaniem; nie miała najmniejszego pojęcia jakim cudem gość rozpoznał w niej jej pochodzenie, nie miała pojęcia o co mu chodzi z jakimiś pieprzonymi drzewami, nie miała pojęcia jakim cudem wylądowała w ogóle w tej idiotycznej sytuacji. Potok słów faceta sprawiał, że miała wrażenie, że zaczyna boleć ją łeb. - Była tu jakaś inna Jūgo? Mogę ją jakoś znaleźć?
Posłała bezsilne spojrzenie albinosce, której w przydziale przypadł ten z mnichów, który wydawał się bardziej konkretny – co prawda zniszczył to pozytywne pierwsze wrażenie z momentem, gdy tylko otworzył usta, ale przynajmniej nadal nie dorównał w poziomie gadulstwa swojemu drogiemu koledze. Z całą swoją bezradnością rozłożyła dłonie w przepraszającym geście, wzruszając ramionami z dość idiotycznym uśmieszkiem przylepionym do gęby – jakby na to nie spojrzeć, to to ona wpakowała w tą sytuację nieznajomą.
Aki
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hayashimura (Osada Rodu Senju)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość