Szpital

Re: Szpital

Postprzez Kisho » 20 sie 2017, o 16:14

Chłopak leżał na łóżku szpitalnym, trzymając w dłoni ledwo co przeczytany list i nie bardzo wiedział, co ma myśleć. Jeszcze chwilę temu zdawało mu się, że umarł, gdyż ponownie widział swoich rodziców i ich dawny dom. Co prawda tym razem wszystko było rozmyte i niewyraźne, jakby pokryte jakąś mgłą bądź inną wpół przeźroczystą zasłoną, ale czuł, że to wszystko odgrywa się naprawdę. Dopiero po chwili, gdy obudził się na łożu, zorientował się, że jedynie śnił. Widział obrazy utkane przez jego własny umysł i nic więcej. Jednak nadal nie rozumiał, jak znalazł się w szpitalu i dlaczego właściwie do niego trafił. Jasne, czuł na sobie bandaże, co oznaczało, że jest rany, a list sam w sobie także wiele tłumaczył, ale Kisho nadal nie pojmował, co się wydarzyło. Całkiem jakby stracił pamięć. Miał dłuższy mętlik w głowie, ale po kilku minutach przypominał sobie wszystko, co się stało. Nie był to gwałtowny powrót wspomnień, a raczej chaotycznie poukładane migawki, które dopiero z czasem zdołał rozszyfrować i ułożyć w odpowiedniej kolejności. W taki sposób odtworzył kilka ostatnich dni.
Prześledził pamięcią wszystko po kolei dokładnie tak, jak się potoczyło, zaczynając od podróży i poszukiwaniu karawany a skończywszy na walce w jej obronie. Cieszył się, że wszystko dobrze się skończyło i od teraz Aoi wraz z towarzyszami będzie wieść spokojniejsze życie, niezakłócone przez lalkarza czy innego najemnika. Obwiniał się jednak za śmierć wszystkich tych ludzi, których nie zdołał obronić.
Zacisnął rękę na naszyjniku, który wciąż wisiał mu na szyi. Niebieskawy szlachetny kamień był czymś w rodzaju podziękowania na poprzednie zasługi względem karawany, ale dla Kisho powoli stawał się ciężarem. Brzemieniem, które będzie mu przypominało o śmierci bezbronnych i niewinnych ludzi, których nie potrafił ocalić. Co by nie robił i jak się nie starał, wciąż okazuje się, że jest bezsilny.

***

Przymusowy pobyt w szpitalu spowodowany poważnymi oparzeniami nie minął chłopakowi ani szybko, ani tym bardziej przyjemnie. Nic w tym jednak dziwnego. W takich miejscach człowiek nigdy nie czuje się dobrze, niby wraca do zdrowia, ale widząc jedynie chorych, upada się psychicznie. Dodatkowo prócz bezczynnego leżenia w jednej pozycji i kilku wizyt lekarek nie powinno oczekiwać się niczego innego bądź też bardziej interesującego. Co najwyżej zastrzyki można uznać za niejaką formę rozrywki, pod warunkiem, że to nie ciebie nakłuwają. Luźniej robi się dopiero, gdy pozwolą ci wstać i zacząć się ruszać, by powoli zacząć przywracać organizmowi siłę i refleks. Z początku jest to krótki spacerek, nic szczególnego, ale po kilkunastu godzinach spędzonych w poziomej pozycji te kilka kroczków wydaje się wybawieniem. W kolejne dni dochodzą dodatkowe ćwiczenia i człowiek wreszcie ma wrażenie, że czas upływa szybciej. Przeświadczenie o tym, co miało miejsce na trakcie w lesie i ilości zabitych nie opuściło jednak chłopaka. Co by nie robił, wciąż wracał myślami do widoku zimnych, zakrwawionych ciał handlarzy.
Lekarze mieli obawy przed wypisaniem Kisho ze szpitala, widząc w jakim psychicznym stanie się znajduje. Nie mieli jednak już prawa dłużej trzymać go pod swoją opieką. Spełnili swój obowiązek, wyleczyli go, więc teraz mógł odejść.

/zt
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 242
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Murai » 12 lis 2017, o 18:52

Zemsta
71/45+

MISJA ZAKOŃCZONA


Czy wszystko to było tego warte? Śmierć zabójcy syna Shirei-kana zdecydowanie była potrzebna, zarówno z osobistego jak i strategicznego punktu widzenia. Nieuchwytność takiego gagatka stawiałaby pod ścianą reputację klanu i jego możliwości ochrony własnej godności i samych członków. Z osobistego wiele ludzi chciało dokonać zemsty. Zarówno Nikusui, ojciec martwego, jak i nawet Toko. Mimo że praktycznie się nie znali i chyba nigdy nie widzieli, pewnie nigdy nie rozmawiali. Ale śmierć rodaka to rzecz ważna. Szczególnie wiedząc o dokonaniach tego mężczyzny na niczyich ziemiach, gdzie wraz z innym psycholem stworzył sobie kwaterę i doprowadził do śmierci jakiegoś Aburame. Jak duet mógł się czuć, ponownie stając przed ufortyfikowaną wioską, wchodząc do niej i przechadzając się niepewnym krokiem w towarzystwie innych mieszkańców? Od ich walki na śmierć i życie nie minęło aż tak wiele czasu, a o ich przeżyciu decydował w zasadzie przypadek. To wszystko mieszało się w jeden wielki kocioł emocji i wrażeń. To wszystko było prawdziwe i nie było co do tego wątpliwości. Wszystko w osadzie wyglądało tak jak mogli to zapamiętać. Nic się nie zmieniło. Ale dla dziewczyny zmieniło się jednocześnie bardzo wiele. Zapytany Toko odpowiedział:
- Nie, ze mną dobrze. Odpocznę u siebie i będę jak nowy. Ale z liderem i tak zechcę się spotkać, nie mogę ominąć zdawania raportu. - ich czarne peleryny skrywały pobrudzone, zaplamione krwią i zniszczone ubrania. Zabandażowani i wyleczeni niepewnym krokiem szli w kierunku szpitala, gdzie zwrócili uwagę będących w izbie ludzi. Pielęgniarki, osoby które czekały na wyleczenie, petenci. Nie było ich wiele, ale natychmiast do duetu podeszła jedna z pielęgniarek.
- Toko-san i Nikusi-san? Proszę za mną. - kobieta poprowadziła dwójkę do jednego z pokojów na piętrze. Był cichy i całkiem schludny, jak na pokój w budynku medycznym przystało. Dwa pojedyncze łóżka, po stołku przy każdym i niewielka szafeczka. Wszystko gotowe na przybycie nowego pacjenta, a właściwie pacjentów.
- Proszę się rozgościć, Kazuo-dono za chwilę przyjdzie. - powiedziała, zamykając drzwi. I faktycznie po dwóch-trzech minutach drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł on. Shirei-kan rodu Senju. Widoczne zmęczenie na jego twarzy nie przeszkadzało jednak, godna postawa pozostawała niezachwiana. Natychmiast skierował swój wzrok na dwójkę Shinobich, badając ich przez dłuższą chwilę. Toko, który usiadł na łóżku, wystrzelił z niego jak z procy i na baczności zasalutował.
- Nie trzeba. - skwitował jego zachowanie krótkim machnięciem ręki, wskazującym żeby usiadł. Ten zrobił to, z lekkim oporem najpewniej stawiającym przeciwko sobie szacunek do osoby Shirei-kana i jego wyraźne polecenie.
- Mam nadzieję że to wasze zgłoszenie okazało się tym właściwym. Wiele innych nie było w stanie znaleźć śladów mordercy. - powiedział, skupiając swój wzrok na nietypowym pakunku w formie worka z głową zabójcy. Kiedy tylko mógł zobaczyć na własne oczy ten widok, jego twarz stężała, a oczy odzyskały nieco blasku.
- Kazuo-dono, melduję wykonanie zadania! Mężczyzna z listu gończego był tym samym, którego spotkaliśmy. Doszło do walki, on i jego towarzysz zostali zabici. My także odnieśliśmy ciężkie rany, ale nasz stan jest stabilny.
Garnizon w Yusetsu udzielił nam pomocy medycznej.
- powiedział, pokrótce relacjonując wydarzenia ich dotyczące. Najwidoczniej Toko uznał że dokładna relacja mija się z celem. Lider oczekiwał odpowiedzi na pytanie i dowód,
to także zostało mu przekazane.

- Rozumiem. Jego trup nie zmieni faktu jego czynu, ale przynajmniej pociechą będzie dla nas, że sprawiedliwości stało się za dość. - westchnął ciężko, odbierając worek i wyjmując z kieszeni płaszcza pękaty woreczek wypełniony po brzegi pieniędzmi. Podał go Nikusui.
- Wasza nagroda. Dziękuję wam, w szczególności tobie, Nikusui-san.


ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
Złoty Pracuś
 
Posty: 1503
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 20
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz zasłaniający wszystko
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 12 lis 2017, o 19:52

To zdecydowanie było najtrudniejsze zadanie, z jakim kiedykolwiek było jej się zmierzyć. Nie tylko przez wzgląd na wyszkolonego przeciwnika, ale też dlatego, że nie podchodziła do tego czysto służbowo. Może też dzięki temu udało jej się przeżyć. Może jej determinacja i chęć zemsty była tak silna, że pozwoliło jej to wykonać misję. Białowłosa nie zamierzała się w to nawet w najmniejszym stopniu zagłębiać, nie na ten moment były dla niech psychologiczne zagadki. Wciąż jedynie czuła, że te nagromadzone emocje gdzieś się w niej kotłują, szukają ujścia, ale nie mogą go znaleźć. Ciężko jej było to zrobić, bo dalej pokazywała, że jest na tyle silna, iż nie pozwoli się złamać, nieważne ile sił ją to teraz kosztowało.
Mimo, że trochę jej tu nie było, nie przywiązywała szczególnej uwagi do otoczenia, budynków czy osób, które mijała wraz z Toko. Jakby zaślepiona parła do przodu, chcąc spotkać się z Kazuo, pokazać dowód wykonania zadania i omówić parę rzeczy. Jak tylko weszli do szpitala, niemalże od razu podeszła do nich pielęgniarka, najwyraźniej oczekując ich i prowadząc ich do jednego z pokoi. Lider Senju miał się pojawić lada moment, więc nawet się nie odezwała, a rzuciła krótkie, dość obojętne spojrzenie na wychodzącą kobietę. I tak zastygła, nie siadając na żadnym z łóżek czy stołków. Z chwilowe letargu przebudziła się, kiedy do pomieszczenia wszedł Kazuo. W przeciwieństwie do Toko, nawet przez myśl nie przeszło jej salutowanie czy coś podobnego. Owszem, wyrażała się z należytym szacunkiem, ale każdy, kto znał ją dłużej, wiedział, że szczędziła sobie takowych zachowań. W temacie raportu też raczej wyręczył ją Toko, zręcznie skracając całą ich podróż, skupiając się na konkretach. Tożsamość wroga została potwierdzona, żadne z nich przecież nie marnowałoby tyle swojego czasu i energii, żeby zabijać kogoś, kogo nie szukali.
- Poinformowaliśmy również Inuzuka o trupie z Aburame i jego żywej córce. Nie wiemy jednak, co się z nią po uwolnieniu stało, ale Inuzuka mieli poinformować Robaczany klan. - dopowiedziała do wypowiedzi Toko, uznając, że można było o tym wspomnieć.
Jej wzrok nagle ujrzał woreczek, który wypełniony był ryo. Nie, nie zamierzała tego przyjmować, to byłoby słabe w jej wykonaniu. Wyciągnęła jednak ręką po malutki pakunek i bez ostrzeżenie rzuciła go w stronę Toko, ewidentnie przekazując mu swoją część zapłaty.
- Jest jeszcze coś, co chciałabym omówić. - powiedziała, zdejmując z siebie chwilowo płaszcz. W pokoju było ciepło i nie zamierzała się dodatkowo grzać, a jakoś nie krępowała się tym, że nie wygląda zbyt wyjściowo. - Mój pobyt w Hayashimurze. Oczywiście dalej mogę pełnić rolę pośrednika między Kaminari, a Senju, ale chyba rozumiesz, że nie do końca na takich zasadach, jak wcześniej. Zamierzam wrócić do Raigeki, ale jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy, możesz na nią liczyć. - oznajmiła, nie spuszczając nawet na chwilę wzroku z mężczyzny. Mówiła dość bezpośrednio, bez oficjalnych tytułów, co niektórych może by krępowało, ale nie białowłosą. Taka właśnie była. Ton jej głosu jasno wskazywał na to, że już zadecydowała i uważała swoją postawę za całkowicie słuszną i fair w stosunku do klanu Senju.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 682
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Exodia » 13 lis 2017, o 21:39

Rozmowa z najważniejszą osobą w wiosce bez jakichkolwiek grzeczności czy tytułów, nawet lichego okazania szacunku? Brakowało tylko żeby Nikusui prychnęła i splunęła mu pod nogi. Niektórzy co bardziej ortodoksyjni przedstawiciele Sejnu uznaliby zachowanie Kunoichi za obrazę majestatu, a biorąc pod uwagę że miała być pośrednikiem pomiędzy dwoma klanami i była podwalinami pod przyszłe stosunki dyplomatyczne. Jednak w tym momencie nie liczyło się to w aż takim stopniu. Zmęczenie, zarówno fizyczne i psychiczne, dawało o sobie znać, a niedawne przeżycia jeszcze odbijały się na Nikusui. Nie było grzeczności bo nie było na nie czasu. Kazuo kiwnął głową słysząc o powiadomieniu Robacznego Klanu.
- Odnogi to podobno jeden wielki labirynt. Ciężko będzie ją znaleźć, ale Inuzuka i Aburame powinni dać radę.
Dowiedziałem się o tym z listu, Miyoko-san była na tyle miła że podzieliła się tym ze mną.
- odpowiedział wymijająco.
Faktycznie umożliwiła mu zapoznanie się z ich sytuacją? To by tłumaczyło zarezerwowany pokój w szpitalu i instrukcje udzielone strażnikom przy bramie. Wszystko miało sens. Miło było zobaczyć, że raz na jakiś lider może pozwolić sobie na miły, pozornie nic nieznaczący gest. Nawet jeśli w praktyce mieli w tym jakąś korzyść. Nikusui, ponownie ignorując jakiekolwiek formy dobrego wychowania i okazywania szacunku, chciała rozmówić się odnośnie swojej roli jako pośrednika pomiędzy dwoma klanami. Shirei-kan odpowiedział praktycznie natychmiast.

- Rozważałem już tą opcję i nie widzę przeciwwskazań co do twojej propozycji. Dalsze kontakty z Kaminari są nam bardzo na rękę, a do tej pory swoje obowiązki wykonywałaś z odpowiednim zaangażowaniem. A teraz możecie obydwoje opowiedzieć dokładną wersję wydarzeń, krok po kroku. Najdokładniej jak tylko się da. - powiedział siadając na jednym ze stołków, wcześniej przysuwając go do siebie i czekając na informacje. Mimo nieodpowiedniego miejsca i najpewniej też sytuacji, jego osoba wyglądała w pełni godnie i poważnie. Najwidoczniej skrótowa wersja zeznań Toko zaspokoiła jego ciekawość jedynie na chwilę. Ale biorąc pod uwagę ich stan i możliwość dowiedzenia się czegoś nowego o terenach bliżej nieokreślonych na żadnych mapach, jego pytanie nie mogło dziwić.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 903
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 14 lis 2017, o 20:04

Na pewno wielu by się to nie spodobało. Nie zwracała się jednak opryskliwie, po prostu darowała sobie zaszczytne tytuły. To nigdy nie było w jej stylu, chociaż czasami ich używała, gdy sytuacja już naprawdę tego wymagała, albo gdy nie chciała robić sobie chociażby chwilowych problemów. Teraz jednak czuła się, jakby rozmawiała przede wszystkim z ojcem Shigeru, a nie Liderem całego klanu. Przeżycia, jakich doznała, mogły ją w oczach innych usprawiedliwiać, ale jeszcze nie doszło do ich całkowitej kulminacji, co starannie ukrywała. Jeszcze da im upust, ale nie pozwoli sobie na żadnych świadków. Nie chciała współczucia, oferowania pomocy czy żałujących spojrzeń. Czułaby się wtedy jeszcze gorzej.
Białowłosa postanowiła skorzystać ze stołka, by nie męczyć nóg i nie nadwyrężać sił, których jeszcze nie odzyskała. By opowiedzieć to, jak przebiegła ich cała podróż. Skinieniem głowy przyjęła wyraz zgody na jej propozycję i nie widziała sensu ciągnąć tego tematu, skoro oboje postawili sprawę jasno.
- Niestety, to jak błądzenie we mgle. Nie wiemy, co można byłoby tam jeszcze spotkać, mijaliśmy jedynie węże, które na całe szczęście nie atakowały, gdy szukaliśmy drogi powrotnej. - powiedziała spokojnie, na chwilę odwracają głowę w bok i spoglądając na widok za oknem. Kolejna zima, czas uciekał jej przez palce. Musiała zacząć jeszcze bardziej nad sobą pracować. - W drodze do, za odpowiednią opłatą obsłużył nas woźnica. Dość gadatliwy, oczywiście po propozycji kolejnych ryo. Dowiózł nas do miejsca, gdzie wysadził poszukiwanego, opisując go tak, jak było w liście gończym. - dodała, zakładając kosmyk białych włosów za ucho, by zaraz ponownie spojrzeć na Kazuo, który ciekaw był na pewno dalszych informacji. Co prawda wszystko jeszcze gdzieś tam chaotycznie układało się w jej głowie, ale starała się to ułożyć, by przekazać najwięcej, ile potrafiła. Oczywiście nie miała zamiaru mówić, ile zapłaciła za przewóz i informacje, bo to nie było żadnym dla niej problemem. I wydałaby jeszcze więcej, byle móc spotkać się twarzą w twarz z mordercą Shigeru.
- Następnie spotkaliśmy gościa z wachlarzem, całkowicie odbiegał od rysopisu, więc nie chciałam tracić na niego czasu, zwłaszcza, że był dość porywczy i od razu niemalże zaczynał się wygrażać. To właśnie chwilę później spotkaliśmy zakutą w łańcuchy dziewczynę, której zwłoki ojca znaleźliśmy tuż przed pojawieniem się tamtego faceta. Dziewczyna wspomniała o tym, że było ich dwóch i jeden z nich był łysy, więc gdy Toko ją uwolnił, zawróciliśmy się. - udzielała dalszych informacji, grzebiąc w swojej pamięci, chociaż ciągle pojawiały się jakieś urywki, na szczęście, chyba, w dobrej kolejności. - I zaczęliśmy atak. Początek byłby nawet udany, bo chcieliśmy szybko pozbyć się Wachlarzowego, ale szybkie pojawienie się Łysego nieco pokrzyżowało plany. Toko musiał zająć się Wachlarzowym, który przez trochę pieszczony był raitonem. A Łysy... nie wiedział, dlaczego to się dzieje. W pewnym momencie chciał się dogadać i mi zapłacić. Tłumaczył się obroną własną, ale mogłaby to potwierdzić cała Rada Dwudziestu, a i tak zabiłabym go drugi raz. - odparła całkowicie poważnie, nieco marszcząc swoje brwi przy końcówce wypowiedzi. Czy to dobrze, że chęć zemsty była tak silna? Na pewno znalazłoby się paru, którzy by to negowali i odwodzili ją od tej ścieżki, która mogłaby ją wprowadzić z objęcia zła i nienawiści. Jednak Kazuo stracił swojego jedynego syna, więc doskonale ją rozumiał. Była pewna, że by tego nie przepuścił i chociaż wiele by to kosztowało, zabiłby skurwiela, gdyby tylko miał okazję.
- Facet posługiwał się genjutsu, Wachlarzowy świetnie władał naturą wiatru, ale Toko sobie z nim poradził. Stąd też w pobliżu ciała Aburame, powinni znaleźć również dwa inne ciała. Jedno bez głowy, bo jest ona tutaj. - zakończyła, spoglądając na Kazuo i oczekując ewentualnych pytań. Może miał jakieś wątpliwości? Może chciał dowiedzieć się więcej? Cóż, ona by pewnie zainteresowała się woźnicą, bo byłby dobrym źródłem informacji. Pasowałoby go jednak znaleźć i "wykupić", by informował o wszelakich, nawet trochę podejrzanych typach.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 682
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Exodia » 21 lis 2017, o 23:35

Raport przeprowadzony w prowizorycznych warunkach, zainicjowany przez lidera, nie miał sensu gdyby przeprowadzony byłby w gabinecie. Ze względu na stan zdrowotny i konieczność ewentualnego czekania. Tymczasem Kazuo chciał informacje z pierwszej ręki, jeszcze świeże i nie zatarte przez falę negatywnych uczuć związanych z owym zadaniem. Niku mówiła prosto z mostu, co pamiętała i w czym brała udział. O woźnicy, o mężczyźnie z wachlarzem. O drodze pełnej węży i mgły. Co chwila wtrącał się Toko, uzupełniając niektóre szczegóły. O klatce znalezionej w domu martwego już szaleńca, o powrocie na własnoręcznie stworzonym wozie i szczegóły o walce ze swojej perspektywy. Dużo małych szczegółów, o podawaniu się poszukiwanego za mnicha i różnych innych detalach które umknęły Nikusui. Aczkolwiek praktycznie w całości jego wersja była zgodna z Nikusui, różniła się jedynie owymi szczegółami.
- ...i wtedy dowódca garnizonu oddelegował wóz, żeby mogli nas odeskortować do osady. I to chyba byłoby na tyle. - zakończył, kilkukrotnie kaszląc i lekko uchylając głowę w kierunku Shirei-kana. Ten siedział w bezruchu, jedynie co jakiś czas ruchami głową dawał do zrozumienia że nadal słucha. Po wszystkim przez chwilę siedział, analizując wszystko co usłyszał, po czym wstał i zwrócił się do duetu:
- Rozumiem. Dziękuję raz jeszcze za wymierzenie sprawiedliwości. W szczególności tobie, Nikusui-dono. Może i Inuzuka was poskładali, ale zalecałbym przebadanie przez tutejszych medyków. Toko-san, zgłoś się do mnie jak tylko wrócisz do pełni sił. Jeśli to wszystko to na mnie pora. - powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, zostawiając duet na pastwę lekarzy. A przynajmniej kiedy przyjdą, na razie mieli jeszcze czas dla siebie.
- Nikusui-san, wydaje mi się że jeszcze zostanę tutaj i dam się przebadać. Na wszelki.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 903
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 22 lis 2017, o 19:55

To oczywiste, że wszystkiego opowiedzieć nie mogła. Część mogła jej umknąć, czegoś nie była świadkiem. Stąd nie przeszkadzało jej to, że Toko uzupełniał jej informacje. To nawet było dobre, bo nie doświadczyła kolejnych pytań, a Kazuo był zadowolony z takiego raportu. I to jej też odpowiadało. Skinęła delikatnie głową w stronę Lidera Senju i odprowadziła go wzrokiem.
- Sayōnara, Kazuo-san. - powiedziała białowłosa, tuż przed tym, jak mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Tak czy siak, Ryukata nie zamierzała tu dłużej siedzieć. Fizycznie nie było z nią tak źle, by musiała tu pozostać i się podleczyć. Pozwoli, by to już czas zrobił, zmęczenie i niewiele rany zagoją się już same. W Antai, albo gdzieś indziej. Najwyższa pora, żeby się pokazała w swoich rejonach, chociażby na trochę, bo jakoś nie widziało jej się dłuższe siedzenie na Wietrznych Równinach. Potrzebowała się odizolować na jakiś czas, zrobić cokolwiek, skupić się na swoim rozwoju, próbując nie zadręczać się wspomnieniami, by móc iść na przód, wciąż jednak pamiętając o tym, który poruszył jej serce.
- Jasne, rozumiem. - odparła, po czym rozejrzała się dookoła, upewniając się, że nic swojego tu nie zostawi. Nie miała wiele, ale lepiej się było upewnić. - Na mnie jednak pora. Muszę się pokazać w Antai i opowiedzieć Ukyo o tej misji. - dodała, powoli kierując swoje kroki w stronę drzwi. Jeszcze raz odwróciła się w stronę swojego towarzysza misji i obdarzyła go krótkim, acz szczerym uśmiechem. Dobry chłopak był z tego Toko, chociaż musiał jeszcze troszkę dorosnąć, a przynajmniej tak się Nikusui wydawało. W sumie... wszyscy Senju byli jacyś tacy, ciężko jej było to określić. Ciężko jej było znaleźć słowo, które odpowiednio by do tego pasowało, więc dała sobie z tym spokój.
- Dzięki za to, że byłeś. - dopowiedziała, mając nadzieję, że to przekaże wszystko, co powinna mu powiedzieć. Nie sądziła, że wróciłaby żywa z tej misji, gdyby nie obecność Toko. Sam łysy był dla niej kłopotliwy, a co dopiero, gdyby miała na głowię ich dwoje. - Trzymaj się. - powiedziała, odwracając już głowę i opuszczając szpitalny pokój. Oj nie, to zdecydowanie nie było miejsce dla niej. Takich wolała unikać jak ognia! Zdecydowanie motywowało ją to do cięższego treningu, dzięki czemu, w przyszłości, powinna polegać już jedynie na sobie. Oczywiście też nie zawsze, ale chociaż w większości przypadków. Tak, to był jej cel. Zaraz po tym, jak ostatni raz odwiedzi dom Shigeru, zabierając rzeczy, które jeszcze tam pozostały. Jeszcze zanim wyruszy do Antai, odwiedzi grób swojego ukochanego. Nie wyobrażała sobie, by było inaczej, skoro opuszczała Shinrin. Poza tym, dawno już tam nie była, a mężczyzna znaczył naprawdę wiele w jej życiu, by mogła tak po prostu przejść niedaleko jego grobu i się na moment nie zatrzymać. Nieważne, że była zima i wiało chłodem. Choćby miała tam stać w cienkim ubraniu, to i tak pójdzie. Bardzo jej brakowało Shigeru, chociaż nie zaznali wspólnego życia zbyt długo.


z/t
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 682
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Yorukaze » 5 sty 2018, o 11:16

Krew, pot i łzy. Tak możnaby było przedstawić sytuację, w której znajdował się Yorukaze. Kiedy jego mokuton zaczął pękać i łamać się pod naporem sideł, shinobi zaczął wątpić czy da radę wydostać Kochiego z tej pułapki. Doko nie pomyślał o włożeniu czegoś w zęby mężczyzny. Na szczęście Aki współpracował i włożył drewno pomiędzy szczękę cierpiącego drwala.
- Nie myślałeś, żeby rzucić ścinkę drewna w cholerę i przejść trening na sanitariusza? Lepszy pieniądz, praca ciekawsza. - Senju zapytał Akiego, widząc, że ten zachowuje zimną krew. Taka rozmowa nie była niczym trudnym dla mężczyzny, ponieważ był przyzwyczajony do pompującej adrenaliny. Nieraz przechodził już egzystencjalną rozmowę kiedy kunaie świstały nad głowami, a notki wybuchowe raczyły spotkanie towarzyskie kolejnymi eksplozjami. Na szczęście dla cierpiącego Koshiego, w ostatecznym rozrachunku drewno wygrało z metalem i wnyki otworzyły się. Jednak jeszcze było za wcześnie na westchnięcia ulgi czy okrzyki radości. Gość się wykrwawiał, a Yorukaze mimo zaimprowizowanej opaski uciskowej oraz drewnianego węża, wątpił, że ten człowiek dożyje zanim dojdą do wioski. Gorączkowe myślenie nic tu by nie pomogło, shinobi wziął głęboki wdech i zaczął analizować swoje możliwości. Po kilkunastu sekundach w oczach Senju można było dostrzec błysk idei, na którą wpadł. Mężczyzna sięgnął do swojej torby i wyjął trzy rzeczy. Bandaż, kunaia oraz malutką pigułkę. Z bandaża odciął 2 metry i wręczył go Akiemu.
- Trzymaj, zacznij owijać nogę w miejscu zranienia, tak aby trochę lepiej zatamować krwawienie. Kochi, masz może alkohol? - dopytał Yorukaze. Jeśli okaże się, że drwal posiada jakiś trunek, Doko weźmie go i poleje nim ranę, chcąc chociaż troszkę wyjałowić okolicę uszkodzonej nogi.
- Proszę, rozgryź to. Wiem, że nie jest smaczne, ale musisz to zjeść. Jest to pigułka ze skrzepniętą krwią, od razu poczujesz się lepiej i kto wie, może dożyjesz profesjonalnej pomocy szpitalnej. - dopowiedział shinobi wkładając do ust Kochiego wspomniany suplement. Młody Senju wstał i pogładził brodę. Nie wydawało mu się, że da zrobić więcej, miał nadzieję, że jego pomysły będą pomocne i poniekąd dzięki jego reakcji uratuje życie drugiego człowieka. Wiedział, że pigułka nie była tania, a w przyszłości on sam mógł jej potrzebować, jednak czym było trochę ryo wobec możliwości ocalenie istnienia istoty w potrzebie.
- Aki, masz tutaj dwa kije. Spleć je z tymi mniejszymi gałązkami. Będą to prowizoryczne nosze. Pomogę Ci. - zakomenderował Yorukaze i razem z drwalem stworzyli zaimprowizowaną leżankę, na którą oboje przenieśli rannego mężczyznę. Shinobi nie chciał tracić czasu i zaczął już ciągnąć Kochiego w stronę wioski Senju. Na odchodne krzyknął jeszcze do Akiego.
- Spotkamy się w szpitalu, wystarczy, że pójdziesz za śladem płóz, na tej miękkiej ziemi tworzą bardzo wyraźny trop. Proszę Cię, cofnij się do ogniska i weź tamten miecz, który zostawiłem przy ognisku. Może w drodze powrotnej spotkasz innych drwali, do zobaczenia! - Tak oto Yorukaze z polany treningowej, w ciągu jednego poranka niemalże umarł, zabił człowieka, innego uratował. Co za zwariowany początek dnia.
Avatar użytkownika

Yorukaze
 
Posty: 65
Dołączył(a): 20 gru 2017, o 20:06
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4553&p=68264#p68264
GG: 64490759
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 5 sty 2018, o 18:58

Misja rangi C
Look into my eyes and all you'll see is lie
Obrazek
29/30


Akiemu nie było zbytnio do śmiechu i nie śpieszyło mu się do egzystencjalnych rozmów, kiedy w ramionach miał osobę, której przyszłość była bardzo niepewna. Zbyt niepewna. Teraz miał wyraziste kształty, ale w każdym momencie mogły się one rozpłynąć. To więc było to skupienie? Zachowanie zimnej krwi? O samym sobie by tak nie powiedział, ale jakoś tak t właśnie grało w tym życiu, że ci naprawdę dobrzy ludzie, którzy powinni być świadomi swojej wartości, zazwyczaj nie doceniali daru, który otrzymali. I nie miał nic wspólnego z tym, czy ktoś władał wyzwoleniem law, czy uwolnieniem drewna - tak jak wiedziałeś doskonale - znaczenie miało tylko to, jakimi byli ludźmi i czy potrafili przekroczyć granice swojego komfortu, żeby pomóc tym, którzy byli w potrzebie. Doceniasz samego siebie?
- Co? - Zapytał nieco głupkowato, nie rozumiejąc, co ty do niego mówisz, nie wyłapując żartu. On, sanitariuszem? Do rzeczy delikatnych miał dwie lewe ręce, a opatrywanie innych wydawało się właśnie takie - delikatne. - N...nie. - Wydukał, już opuszczając z ciebie spojrzenie, żeby skupić się na swoim druhu. Druhu, który darł się w niebogłosy, kiedy ostre kawałki metalu przesuwały się po jego skórze. Ostrożnie położył mężczyznę plecami na ściółce i wyciągnął ręce do bandaży,
kiwnąwszy głową na znak zrozumienia i zgody. Od razu zabrał się do pracy, owijając mocno nogę, może trochę za mocno,
uważając, żeby nie poszarpać delikatnego materiału na drewnie, które miało zablokować dopływ krwi do kończyny. Przynajmniej ten częściowy, przy silniejszym nacisku noga by zapewne obumarła.
- Nie ma. - Wycharczał Kochi. Skąd miałby mieć? Nie popijał w pracy, wyjątkowy człowiek! Albo rozsądny. Nikt nie lubił,
kiedy drzewo mu się niekontrolowanie zwalało na głowę. Mężczyzna spojrzał ociężale na pigułkę, którą wyciągnąłeś w jego kierunku, skupiał się na niej jak i na twoich słowach, oddychając ciężko. Zdecydowanie zbyt wiele krwi zostało przelanej tego dnia. Zbyt wiele bólu, szoku i przerażenia. Kochi wyciągnął rękę po podarek i wsunął go do buzi, rozgryzając tak, jak mu rozkazałeś. Wykrzywił się paskudnie, ale dzielnie przełknął - ha! Takich zawodników nam potrzeba.
Ranny leżał na ziemi, kiedy wy zaczęliście splatać prowizoryczne nosze. Nawet jeśli dałeś mu pigułkę to nie było czasu do stracenia. Szybkie, zdecydowane ruchy, chociaż drwalowi nieco drgały ręce. Za dużo wrażeń, zdecydowanie zbyt wiele,
dla człowieka, który od dawna cieszył się swoim rutynowym życiem. I kiedy nosza była gotowa, przenieśliście Kochiego na nią i złapałeś ją sam, zabezpieczając mężczyznę, żeby ten z niej nie spadł, kiedy zacząłeś ją ciągnąć w kierunku wioski.
- Jasne. Zbiorę tylko resztę. - Aki odetchnął, spoglądając na swoje zalane czerwienią dłonie. Nie, zdecydowanie nie za to kochał swoje ciche, rodzinne strony. Nie po to podjął się tej pracy w sercu lasu. - Trzymaj się, Kochi! - Tu przyszło wam się rozstać na dłuższą chwilę.
Dałeś z siebie wszystko, żeby dotrzeć na czas. Od progu powitały cię pielęgniarki - od razu kazały ci zanieść rannego do jednej z sal, z której potem zostałeś wyproszony. Jedna z nich została z Kochim, druga pobiegła po medyka, który pojawił się natychmiastowo. Proces leczenia za zamkniętymi drzwiami nie potrwał długo. Mimo to chwilę czekałeś na korytarzu, mijały cię obojętne twarze, rozmawiający ze sobą ludzie - niektórzy odwiedzali pacjentów, ale większość mijających cię stanowili lekarze, pielęgniarki i sami pacjenci. Mimo tego, że byli, w szpitalu panowała dziwna cisza. W tych zimnych murach było zupełnie inaczej niż pod dachem z koron drzew. Tu nie miałeś miękkiej ziemi pod nogami, a wzroku nie cieszyła zieleń listowia. Dłoń nie opierała się na szorstkiej korze, którą porastał mech, a na szorstkim, lodowatym murze. Powietrze nie było wypełnione wonią grzybów i świeżego deszczu, zamieniono je na zapach leków, zaś do uszu miast szmeru potoków i szumu liści pojawił się kaszel chorych i krótkie, ciche rozmowy, podobne do szmerów, w połączeniu z szuraniem butów. Zamknięty świat.
- Pacjent przeżyje, ale obawiam się, że będzie musiał pożegnać się z nogą. - Drzwi od sali, w której leżał Kochi, otworzyły się i stanął przed tobą medyk, który uśmiechnął się do ciebie ulotnie, przekazując ci nowiny. - Gdyby nie dał mu pan leku i nie założył drewna jako ucisku pożegnałby się jednak z życiem. Podjął pan słuszną decyzję. Dziękuję, za uratowanie tego życia. - Wyciągnął do ciebie dłoń, chcąc uścisnąć twoją.
W końcu do szpitala dołączył też Aki. Przyniósł wszystkie rzeczy, które zostawiłeś przy ognisku.
- Znaleźli się wszyscy. Niektórzy nas słyszeli, inni przyszli za dymem z ogniska. - Oznajmił z bladym, słabym uśmiechem. Był wykończony i było to po nim widać. - Co z Kochim? - Wolał poznać sytuacje, zanim pójdzie przyjaciela odwiedzić. - Dziękuję ci... cala ekipa dziękuje. I głupki przepraszają za tą masową ucieczkę. - Drwal uśmiechnął się szerzej. - Jesteśmy twoimi dłużnikami, więc jeśli kiedyś będziesz potrzebował pomocy, odwiedź nas. Powodzenia, shinobi Yorukaze.
To nie był dobry dzień.
Nie był też zły.
To był dzień, w którym Natura kosztem śmierci jednego człowieka pozwoliła uratować inne życia.


Twój post będzie postem kończącym misję :) Proszę wstawić do oceny z linkami bezpośrednio do postów. Dziękuję ślicznie za wspólną misję ♥
Wynagrodzenie: no-dachi, 15 ryo i 2 kunaie. Brak pieniężnego wynagrodzenia. Strata 2m bandaża oraz pigułki
Obrazek
Namaluję Tobie obraz, bardzo dziwny i czerwony
Żebyś wiedział jak wygląda
Świat ze środka mojej głowy.
Avatar użytkownika

Shijima
Pisarz Lata
 
Posty: 853
Dołączył(a): 28 lip 2017, o 23:10
Wiek postaci: 25
Ranga: Akoraito
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz ♥
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3910&p=56595#p56595
GG: 12504223
Multikonta: Koala ♥

Re: Szpital

Postprzez Yorukaze » 6 sty 2018, o 10:47

Yorukaze machnął ręką w geście pożegnania. Aki, z rękami pokrytymi krwią towarzysza, pobiegł po innych drwali oraz, o ile nie zapomni, po zdobyczny miecz ochroniarza. Shinobi nie znał się dokładnie na broni, ale patrząc na długość ostrza, kunszt klingi i siłę z jaką wbił się w jego klona, to żelastwo było sporo warte. Doko przestał myśleć o czekających go ryo, ponieważ poczuł silny ból w plecach. Ciągnięcie rannego mężczyzny w tym szaleńczym biegu dawało się we znaki. Drwal nie należał do najlżejszych ludzi, a dystans jaki musiał pokonać shinobi był całkiem spory. Yorukaze skupił się na odpowiednim dostosowaniu wdechów i wydechów, tak aby zapewnić przepływ tlenu w organizmie na zwiększonym poziomie. W końcu, po kilkunastu minutach biegu, wycieńczony młodzieniec zaczął coraz lepiej rozpoznawać mijany krajobraz. Zbliżał się do wioski. Senju minął bramę ze strażnikami, nie zatrzymywany, ponieważ każdy go znał, a następnie wbiegł na teren szpitala.
- Mężczyzna o imieniu Kochi. Na oko trzydzieści lat, wpadł prawą nogą w niedźwiedziowe wnyki. Zastosowałem ucisk, dałem mu też pigułkę ze skrzepniętą krwią. - Krzyknął Yorukaze do pielęgniarek, które odbierały rannego z jego rąk. Starał się przekazać najważniejsze informacje, które przychodziły mu do głowy. Senju usiadł na podłodze opierając się o ścianę. Pot zlewał jego ciało, a sam shinobi głęboko oddychał. Szaleńczy wyścig z czasem, gdzie główną nagrodą było ocalenie życia tego człowieka, był bardzo wyczerpujący. Doko otworzył oczy i podniósł się z ziemi, kiedy usłyszał słowa medyka.
- Robiłem wszystko co w mojej mocy. Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie. - Shinobi odwzajemnił uśmiech, a następnie zbierał się do opuszczania szpitala. Nie uważał się za bohatera, ot, postąpił zgodnie ze swoim sumieniem, w sytuacji, która wymagała szybkiego działania. Yorukaze cieszył się, że udało mu się uratować tego człowieka. Nigdy nie lubił poczucia bezradności, gdy ktoś umierał na jego rękach, a on nie mógł nic na to poradzić. Kiedy wychodził spotkał Akiego, który dopilnował, aby wszystkie rzeczy wróciły do rąk Senju.
- Dzięki Aki. Doceniam to. - rzekł Shinobi pakując gotówkę oraz kunaie do torby. - Kochi żyje, ale według medyka będzie trzeba amputować nogę. Najwidoczniej wnyki narobiły zbyt wielkich zniszczeń w tkankach. - Doko poklepał drwala po plecach w geście pocieszenia. - Nic się nie stało. Musieliście nieźle się przerazić, gdy nadziałem tego ochroniarza na wykałaczkę. Z pewnością was kiedyś odwiedzę. Mura no Sato, prawda? - odrzekł ze szczerym uśmiechem Yorukaze. Nie kłamał. Rzeczywiście planował odwiedzić kiedyś drwali. Uwielbiał podróże i poznawanie nowych osób, a z czystej ciekawości popracowałby jeden czy dwa dni jako drwal.
Ot, aby uzyskać kolejną perspektywę, w niezliczonych kątach spojrzeń na cykl życia. Na koniec kiwnął głową drwalom i odszedł w stronę sklepu z wyposażeniem. Miecz ciążył mu w rękach i chciał jak najszybciej się go pozbyć.

z/t
Avatar użytkownika

Yorukaze
 
Posty: 65
Dołączył(a): 20 gru 2017, o 20:06
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4553&p=68264#p68264
GG: 64490759
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Hayashimura (Osada Rodu Senju)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość