Szpital

Re: Szpital

Postprzez Kisho » 20 sie 2017, o 16:14

Chłopak leżał na łóżku szpitalnym, trzymając w dłoni ledwo co przeczytany list i nie bardzo wiedział, co ma myśleć. Jeszcze chwilę temu zdawało mu się, że umarł, gdyż ponownie widział swoich rodziców i ich dawny dom. Co prawda tym razem wszystko było rozmyte i niewyraźne, jakby pokryte jakąś mgłą bądź inną wpół przeźroczystą zasłoną, ale czuł, że to wszystko odgrywa się naprawdę. Dopiero po chwili, gdy obudził się na łożu, zorientował się, że jedynie śnił. Widział obrazy utkane przez jego własny umysł i nic więcej. Jednak nadal nie rozumiał, jak znalazł się w szpitalu i dlaczego właściwie do niego trafił. Jasne, czuł na sobie bandaże, co oznaczało, że jest rany, a list sam w sobie także wiele tłumaczył, ale Kisho nadal nie pojmował, co się wydarzyło. Całkiem jakby stracił pamięć. Miał dłuższy mętlik w głowie, ale po kilku minutach przypominał sobie wszystko, co się stało. Nie był to gwałtowny powrót wspomnień, a raczej chaotycznie poukładane migawki, które dopiero z czasem zdołał rozszyfrować i ułożyć w odpowiedniej kolejności. W taki sposób odtworzył kilka ostatnich dni.
Prześledził pamięcią wszystko po kolei dokładnie tak, jak się potoczyło, zaczynając od podróży i poszukiwaniu karawany a skończywszy na walce w jej obronie. Cieszył się, że wszystko dobrze się skończyło i od teraz Aoi wraz z towarzyszami będzie wieść spokojniejsze życie, niezakłócone przez lalkarza czy innego najemnika. Obwiniał się jednak za śmierć wszystkich tych ludzi, których nie zdołał obronić.
Zacisnął rękę na naszyjniku, który wciąż wisiał mu na szyi. Niebieskawy szlachetny kamień był czymś w rodzaju podziękowania na poprzednie zasługi względem karawany, ale dla Kisho powoli stawał się ciężarem. Brzemieniem, które będzie mu przypominało o śmierci bezbronnych i niewinnych ludzi, których nie potrafił ocalić. Co by nie robił i jak się nie starał, wciąż okazuje się, że jest bezsilny.

***

Przymusowy pobyt w szpitalu spowodowany poważnymi oparzeniami nie minął chłopakowi ani szybko, ani tym bardziej przyjemnie. Nic w tym jednak dziwnego. W takich miejscach człowiek nigdy nie czuje się dobrze, niby wraca do zdrowia, ale widząc jedynie chorych, upada się psychicznie. Dodatkowo prócz bezczynnego leżenia w jednej pozycji i kilku wizyt lekarek nie powinno oczekiwać się niczego innego bądź też bardziej interesującego. Co najwyżej zastrzyki można uznać za niejaką formę rozrywki, pod warunkiem, że to nie ciebie nakłuwają. Luźniej robi się dopiero, gdy pozwolą ci wstać i zacząć się ruszać, by powoli zacząć przywracać organizmowi siłę i refleks. Z początku jest to krótki spacerek, nic szczególnego, ale po kilkunastu godzinach spędzonych w poziomej pozycji te kilka kroczków wydaje się wybawieniem. W kolejne dni dochodzą dodatkowe ćwiczenia i człowiek wreszcie ma wrażenie, że czas upływa szybciej. Przeświadczenie o tym, co miało miejsce na trakcie w lesie i ilości zabitych nie opuściło jednak chłopaka. Co by nie robił, wciąż wracał myślami do widoku zimnych, zakrwawionych ciał handlarzy.
Lekarze mieli obawy przed wypisaniem Kisho ze szpitala, widząc w jakim psychicznym stanie się znajduje. Nie mieli jednak już prawa dłużej trzymać go pod swoją opieką. Spełnili swój obowiązek, wyleczyli go, więc teraz mógł odejść.

/zt
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 350
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Murai » 12 lis 2017, o 18:52

Zemsta
71/45+

MISJA ZAKOŃCZONA


Czy wszystko to było tego warte? Śmierć zabójcy syna Shirei-kana zdecydowanie była potrzebna, zarówno z osobistego jak i strategicznego punktu widzenia. Nieuchwytność takiego gagatka stawiałaby pod ścianą reputację klanu i jego możliwości ochrony własnej godności i samych członków. Z osobistego wiele ludzi chciało dokonać zemsty. Zarówno Nikusui, ojciec martwego, jak i nawet Toko. Mimo że praktycznie się nie znali i chyba nigdy nie widzieli, pewnie nigdy nie rozmawiali. Ale śmierć rodaka to rzecz ważna. Szczególnie wiedząc o dokonaniach tego mężczyzny na niczyich ziemiach, gdzie wraz z innym psycholem stworzył sobie kwaterę i doprowadził do śmierci jakiegoś Aburame. Jak duet mógł się czuć, ponownie stając przed ufortyfikowaną wioską, wchodząc do niej i przechadzając się niepewnym krokiem w towarzystwie innych mieszkańców? Od ich walki na śmierć i życie nie minęło aż tak wiele czasu, a o ich przeżyciu decydował w zasadzie przypadek. To wszystko mieszało się w jeden wielki kocioł emocji i wrażeń. To wszystko było prawdziwe i nie było co do tego wątpliwości. Wszystko w osadzie wyglądało tak jak mogli to zapamiętać. Nic się nie zmieniło. Ale dla dziewczyny zmieniło się jednocześnie bardzo wiele. Zapytany Toko odpowiedział:
- Nie, ze mną dobrze. Odpocznę u siebie i będę jak nowy. Ale z liderem i tak zechcę się spotkać, nie mogę ominąć zdawania raportu. - ich czarne peleryny skrywały pobrudzone, zaplamione krwią i zniszczone ubrania. Zabandażowani i wyleczeni niepewnym krokiem szli w kierunku szpitala, gdzie zwrócili uwagę będących w izbie ludzi. Pielęgniarki, osoby które czekały na wyleczenie, petenci. Nie było ich wiele, ale natychmiast do duetu podeszła jedna z pielęgniarek.
- Toko-san i Nikusi-san? Proszę za mną. - kobieta poprowadziła dwójkę do jednego z pokojów na piętrze. Był cichy i całkiem schludny, jak na pokój w budynku medycznym przystało. Dwa pojedyncze łóżka, po stołku przy każdym i niewielka szafeczka. Wszystko gotowe na przybycie nowego pacjenta, a właściwie pacjentów.
- Proszę się rozgościć, Kazuo-dono za chwilę przyjdzie. - powiedziała, zamykając drzwi. I faktycznie po dwóch-trzech minutach drzwi się otworzyły, a do pokoju wszedł on. Shirei-kan rodu Senju. Widoczne zmęczenie na jego twarzy nie przeszkadzało jednak, godna postawa pozostawała niezachwiana. Natychmiast skierował swój wzrok na dwójkę Shinobich, badając ich przez dłuższą chwilę. Toko, który usiadł na łóżku, wystrzelił z niego jak z procy i na baczności zasalutował.
- Nie trzeba. - skwitował jego zachowanie krótkim machnięciem ręki, wskazującym żeby usiadł. Ten zrobił to, z lekkim oporem najpewniej stawiającym przeciwko sobie szacunek do osoby Shirei-kana i jego wyraźne polecenie.
- Mam nadzieję że to wasze zgłoszenie okazało się tym właściwym. Wiele innych nie było w stanie znaleźć śladów mordercy. - powiedział, skupiając swój wzrok na nietypowym pakunku w formie worka z głową zabójcy. Kiedy tylko mógł zobaczyć na własne oczy ten widok, jego twarz stężała, a oczy odzyskały nieco blasku.
- Kazuo-dono, melduję wykonanie zadania! Mężczyzna z listu gończego był tym samym, którego spotkaliśmy. Doszło do walki, on i jego towarzysz zostali zabici. My także odnieśliśmy ciężkie rany, ale nasz stan jest stabilny.
Garnizon w Yusetsu udzielił nam pomocy medycznej.
- powiedział, pokrótce relacjonując wydarzenia ich dotyczące. Najwidoczniej Toko uznał że dokładna relacja mija się z celem. Lider oczekiwał odpowiedzi na pytanie i dowód,
to także zostało mu przekazane.

- Rozumiem. Jego trup nie zmieni faktu jego czynu, ale przynajmniej pociechą będzie dla nas, że sprawiedliwości stało się za dość. - westchnął ciężko, odbierając worek i wyjmując z kieszeni płaszcza pękaty woreczek wypełniony po brzegi pieniędzmi. Podał go Nikusui.
- Wasza nagroda. Dziękuję wam, w szczególności tobie, Nikusui-san.


ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
Stalowy Charakter
 
Posty: 1704
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 12 lis 2017, o 19:52

To zdecydowanie było najtrudniejsze zadanie, z jakim kiedykolwiek było jej się zmierzyć. Nie tylko przez wzgląd na wyszkolonego przeciwnika, ale też dlatego, że nie podchodziła do tego czysto służbowo. Może też dzięki temu udało jej się przeżyć. Może jej determinacja i chęć zemsty była tak silna, że pozwoliło jej to wykonać misję. Białowłosa nie zamierzała się w to nawet w najmniejszym stopniu zagłębiać, nie na ten moment były dla niech psychologiczne zagadki. Wciąż jedynie czuła, że te nagromadzone emocje gdzieś się w niej kotłują, szukają ujścia, ale nie mogą go znaleźć. Ciężko jej było to zrobić, bo dalej pokazywała, że jest na tyle silna, iż nie pozwoli się złamać, nieważne ile sił ją to teraz kosztowało.
Mimo, że trochę jej tu nie było, nie przywiązywała szczególnej uwagi do otoczenia, budynków czy osób, które mijała wraz z Toko. Jakby zaślepiona parła do przodu, chcąc spotkać się z Kazuo, pokazać dowód wykonania zadania i omówić parę rzeczy. Jak tylko weszli do szpitala, niemalże od razu podeszła do nich pielęgniarka, najwyraźniej oczekując ich i prowadząc ich do jednego z pokoi. Lider Senju miał się pojawić lada moment, więc nawet się nie odezwała, a rzuciła krótkie, dość obojętne spojrzenie na wychodzącą kobietę. I tak zastygła, nie siadając na żadnym z łóżek czy stołków. Z chwilowe letargu przebudziła się, kiedy do pomieszczenia wszedł Kazuo. W przeciwieństwie do Toko, nawet przez myśl nie przeszło jej salutowanie czy coś podobnego. Owszem, wyrażała się z należytym szacunkiem, ale każdy, kto znał ją dłużej, wiedział, że szczędziła sobie takowych zachowań. W temacie raportu też raczej wyręczył ją Toko, zręcznie skracając całą ich podróż, skupiając się na konkretach. Tożsamość wroga została potwierdzona, żadne z nich przecież nie marnowałoby tyle swojego czasu i energii, żeby zabijać kogoś, kogo nie szukali.
- Poinformowaliśmy również Inuzuka o trupie z Aburame i jego żywej córce. Nie wiemy jednak, co się z nią po uwolnieniu stało, ale Inuzuka mieli poinformować Robaczany klan. - dopowiedziała do wypowiedzi Toko, uznając, że można było o tym wspomnieć.
Jej wzrok nagle ujrzał woreczek, który wypełniony był ryo. Nie, nie zamierzała tego przyjmować, to byłoby słabe w jej wykonaniu. Wyciągnęła jednak ręką po malutki pakunek i bez ostrzeżenie rzuciła go w stronę Toko, ewidentnie przekazując mu swoją część zapłaty.
- Jest jeszcze coś, co chciałabym omówić. - powiedziała, zdejmując z siebie chwilowo płaszcz. W pokoju było ciepło i nie zamierzała się dodatkowo grzać, a jakoś nie krępowała się tym, że nie wygląda zbyt wyjściowo. - Mój pobyt w Hayashimurze. Oczywiście dalej mogę pełnić rolę pośrednika między Kaminari, a Senju, ale chyba rozumiesz, że nie do końca na takich zasadach, jak wcześniej. Zamierzam wrócić do Raigeki, ale jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy, możesz na nią liczyć. - oznajmiła, nie spuszczając nawet na chwilę wzroku z mężczyzny. Mówiła dość bezpośrednio, bez oficjalnych tytułów, co niektórych może by krępowało, ale nie białowłosą. Taka właśnie była. Ton jej głosu jasno wskazywał na to, że już zadecydowała i uważała swoją postawę za całkowicie słuszną i fair w stosunku do klanu Senju.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 916
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Exodia » 13 lis 2017, o 21:39

Rozmowa z najważniejszą osobą w wiosce bez jakichkolwiek grzeczności czy tytułów, nawet lichego okazania szacunku? Brakowało tylko żeby Nikusui prychnęła i splunęła mu pod nogi. Niektórzy co bardziej ortodoksyjni przedstawiciele Sejnu uznaliby zachowanie Kunoichi za obrazę majestatu, a biorąc pod uwagę że miała być pośrednikiem pomiędzy dwoma klanami i była podwalinami pod przyszłe stosunki dyplomatyczne. Jednak w tym momencie nie liczyło się to w aż takim stopniu. Zmęczenie, zarówno fizyczne i psychiczne, dawało o sobie znać, a niedawne przeżycia jeszcze odbijały się na Nikusui. Nie było grzeczności bo nie było na nie czasu. Kazuo kiwnął głową słysząc o powiadomieniu Robacznego Klanu.
- Odnogi to podobno jeden wielki labirynt. Ciężko będzie ją znaleźć, ale Inuzuka i Aburame powinni dać radę.
Dowiedziałem się o tym z listu, Miyoko-san była na tyle miła że podzieliła się tym ze mną.
- odpowiedział wymijająco.
Faktycznie umożliwiła mu zapoznanie się z ich sytuacją? To by tłumaczyło zarezerwowany pokój w szpitalu i instrukcje udzielone strażnikom przy bramie. Wszystko miało sens. Miło było zobaczyć, że raz na jakiś lider może pozwolić sobie na miły, pozornie nic nieznaczący gest. Nawet jeśli w praktyce mieli w tym jakąś korzyść. Nikusui, ponownie ignorując jakiekolwiek formy dobrego wychowania i okazywania szacunku, chciała rozmówić się odnośnie swojej roli jako pośrednika pomiędzy dwoma klanami. Shirei-kan odpowiedział praktycznie natychmiast.

- Rozważałem już tą opcję i nie widzę przeciwwskazań co do twojej propozycji. Dalsze kontakty z Kaminari są nam bardzo na rękę, a do tej pory swoje obowiązki wykonywałaś z odpowiednim zaangażowaniem. A teraz możecie obydwoje opowiedzieć dokładną wersję wydarzeń, krok po kroku. Najdokładniej jak tylko się da. - powiedział siadając na jednym ze stołków, wcześniej przysuwając go do siebie i czekając na informacje. Mimo nieodpowiedniego miejsca i najpewniej też sytuacji, jego osoba wyglądała w pełni godnie i poważnie. Najwidoczniej skrótowa wersja zeznań Toko zaspokoiła jego ciekawość jedynie na chwilę. Ale biorąc pod uwagę ich stan i możliwość dowiedzenia się czegoś nowego o terenach bliżej nieokreślonych na żadnych mapach, jego pytanie nie mogło dziwić.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1589
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 14 lis 2017, o 20:04

Na pewno wielu by się to nie spodobało. Nie zwracała się jednak opryskliwie, po prostu darowała sobie zaszczytne tytuły. To nigdy nie było w jej stylu, chociaż czasami ich używała, gdy sytuacja już naprawdę tego wymagała, albo gdy nie chciała robić sobie chociażby chwilowych problemów. Teraz jednak czuła się, jakby rozmawiała przede wszystkim z ojcem Shigeru, a nie Liderem całego klanu. Przeżycia, jakich doznała, mogły ją w oczach innych usprawiedliwiać, ale jeszcze nie doszło do ich całkowitej kulminacji, co starannie ukrywała. Jeszcze da im upust, ale nie pozwoli sobie na żadnych świadków. Nie chciała współczucia, oferowania pomocy czy żałujących spojrzeń. Czułaby się wtedy jeszcze gorzej.
Białowłosa postanowiła skorzystać ze stołka, by nie męczyć nóg i nie nadwyrężać sił, których jeszcze nie odzyskała. By opowiedzieć to, jak przebiegła ich cała podróż. Skinieniem głowy przyjęła wyraz zgody na jej propozycję i nie widziała sensu ciągnąć tego tematu, skoro oboje postawili sprawę jasno.
- Niestety, to jak błądzenie we mgle. Nie wiemy, co można byłoby tam jeszcze spotkać, mijaliśmy jedynie węże, które na całe szczęście nie atakowały, gdy szukaliśmy drogi powrotnej. - powiedziała spokojnie, na chwilę odwracają głowę w bok i spoglądając na widok za oknem. Kolejna zima, czas uciekał jej przez palce. Musiała zacząć jeszcze bardziej nad sobą pracować. - W drodze do, za odpowiednią opłatą obsłużył nas woźnica. Dość gadatliwy, oczywiście po propozycji kolejnych ryo. Dowiózł nas do miejsca, gdzie wysadził poszukiwanego, opisując go tak, jak było w liście gończym. - dodała, zakładając kosmyk białych włosów za ucho, by zaraz ponownie spojrzeć na Kazuo, który ciekaw był na pewno dalszych informacji. Co prawda wszystko jeszcze gdzieś tam chaotycznie układało się w jej głowie, ale starała się to ułożyć, by przekazać najwięcej, ile potrafiła. Oczywiście nie miała zamiaru mówić, ile zapłaciła za przewóz i informacje, bo to nie było żadnym dla niej problemem. I wydałaby jeszcze więcej, byle móc spotkać się twarzą w twarz z mordercą Shigeru.
- Następnie spotkaliśmy gościa z wachlarzem, całkowicie odbiegał od rysopisu, więc nie chciałam tracić na niego czasu, zwłaszcza, że był dość porywczy i od razu niemalże zaczynał się wygrażać. To właśnie chwilę później spotkaliśmy zakutą w łańcuchy dziewczynę, której zwłoki ojca znaleźliśmy tuż przed pojawieniem się tamtego faceta. Dziewczyna wspomniała o tym, że było ich dwóch i jeden z nich był łysy, więc gdy Toko ją uwolnił, zawróciliśmy się. - udzielała dalszych informacji, grzebiąc w swojej pamięci, chociaż ciągle pojawiały się jakieś urywki, na szczęście, chyba, w dobrej kolejności. - I zaczęliśmy atak. Początek byłby nawet udany, bo chcieliśmy szybko pozbyć się Wachlarzowego, ale szybkie pojawienie się Łysego nieco pokrzyżowało plany. Toko musiał zająć się Wachlarzowym, który przez trochę pieszczony był raitonem. A Łysy... nie wiedział, dlaczego to się dzieje. W pewnym momencie chciał się dogadać i mi zapłacić. Tłumaczył się obroną własną, ale mogłaby to potwierdzić cała Rada Dwudziestu, a i tak zabiłabym go drugi raz. - odparła całkowicie poważnie, nieco marszcząc swoje brwi przy końcówce wypowiedzi. Czy to dobrze, że chęć zemsty była tak silna? Na pewno znalazłoby się paru, którzy by to negowali i odwodzili ją od tej ścieżki, która mogłaby ją wprowadzić z objęcia zła i nienawiści. Jednak Kazuo stracił swojego jedynego syna, więc doskonale ją rozumiał. Była pewna, że by tego nie przepuścił i chociaż wiele by to kosztowało, zabiłby skurwiela, gdyby tylko miał okazję.
- Facet posługiwał się genjutsu, Wachlarzowy świetnie władał naturą wiatru, ale Toko sobie z nim poradził. Stąd też w pobliżu ciała Aburame, powinni znaleźć również dwa inne ciała. Jedno bez głowy, bo jest ona tutaj. - zakończyła, spoglądając na Kazuo i oczekując ewentualnych pytań. Może miał jakieś wątpliwości? Może chciał dowiedzieć się więcej? Cóż, ona by pewnie zainteresowała się woźnicą, bo byłby dobrym źródłem informacji. Pasowałoby go jednak znaleźć i "wykupić", by informował o wszelakich, nawet trochę podejrzanych typach.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 916
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Exodia » 21 lis 2017, o 23:35

Raport przeprowadzony w prowizorycznych warunkach, zainicjowany przez lidera, nie miał sensu gdyby przeprowadzony byłby w gabinecie. Ze względu na stan zdrowotny i konieczność ewentualnego czekania. Tymczasem Kazuo chciał informacje z pierwszej ręki, jeszcze świeże i nie zatarte przez falę negatywnych uczuć związanych z owym zadaniem. Niku mówiła prosto z mostu, co pamiętała i w czym brała udział. O woźnicy, o mężczyźnie z wachlarzem. O drodze pełnej węży i mgły. Co chwila wtrącał się Toko, uzupełniając niektóre szczegóły. O klatce znalezionej w domu martwego już szaleńca, o powrocie na własnoręcznie stworzonym wozie i szczegóły o walce ze swojej perspektywy. Dużo małych szczegółów, o podawaniu się poszukiwanego za mnicha i różnych innych detalach które umknęły Nikusui. Aczkolwiek praktycznie w całości jego wersja była zgodna z Nikusui, różniła się jedynie owymi szczegółami.
- ...i wtedy dowódca garnizonu oddelegował wóz, żeby mogli nas odeskortować do osady. I to chyba byłoby na tyle. - zakończył, kilkukrotnie kaszląc i lekko uchylając głowę w kierunku Shirei-kana. Ten siedział w bezruchu, jedynie co jakiś czas ruchami głową dawał do zrozumienia że nadal słucha. Po wszystkim przez chwilę siedział, analizując wszystko co usłyszał, po czym wstał i zwrócił się do duetu:
- Rozumiem. Dziękuję raz jeszcze za wymierzenie sprawiedliwości. W szczególności tobie, Nikusui-dono. Może i Inuzuka was poskładali, ale zalecałbym przebadanie przez tutejszych medyków. Toko-san, zgłoś się do mnie jak tylko wrócisz do pełni sił. Jeśli to wszystko to na mnie pora. - powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, zostawiając duet na pastwę lekarzy. A przynajmniej kiedy przyjdą, na razie mieli jeszcze czas dla siebie.
- Nikusui-san, wydaje mi się że jeszcze zostanę tutaj i dam się przebadać. Na wszelki.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1589
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Szpital

Postprzez Nikusui » 22 lis 2017, o 19:55

To oczywiste, że wszystkiego opowiedzieć nie mogła. Część mogła jej umknąć, czegoś nie była świadkiem. Stąd nie przeszkadzało jej to, że Toko uzupełniał jej informacje. To nawet było dobre, bo nie doświadczyła kolejnych pytań, a Kazuo był zadowolony z takiego raportu. I to jej też odpowiadało. Skinęła delikatnie głową w stronę Lidera Senju i odprowadziła go wzrokiem.
- Sayōnara, Kazuo-san. - powiedziała białowłosa, tuż przed tym, jak mężczyzna wyszedł z pomieszczenia. Tak czy siak, Ryukata nie zamierzała tu dłużej siedzieć. Fizycznie nie było z nią tak źle, by musiała tu pozostać i się podleczyć. Pozwoli, by to już czas zrobił, zmęczenie i niewiele rany zagoją się już same. W Antai, albo gdzieś indziej. Najwyższa pora, żeby się pokazała w swoich rejonach, chociażby na trochę, bo jakoś nie widziało jej się dłuższe siedzenie na Wietrznych Równinach. Potrzebowała się odizolować na jakiś czas, zrobić cokolwiek, skupić się na swoim rozwoju, próbując nie zadręczać się wspomnieniami, by móc iść na przód, wciąż jednak pamiętając o tym, który poruszył jej serce.
- Jasne, rozumiem. - odparła, po czym rozejrzała się dookoła, upewniając się, że nic swojego tu nie zostawi. Nie miała wiele, ale lepiej się było upewnić. - Na mnie jednak pora. Muszę się pokazać w Antai i opowiedzieć Ukyo o tej misji. - dodała, powoli kierując swoje kroki w stronę drzwi. Jeszcze raz odwróciła się w stronę swojego towarzysza misji i obdarzyła go krótkim, acz szczerym uśmiechem. Dobry chłopak był z tego Toko, chociaż musiał jeszcze troszkę dorosnąć, a przynajmniej tak się Nikusui wydawało. W sumie... wszyscy Senju byli jacyś tacy, ciężko jej było to określić. Ciężko jej było znaleźć słowo, które odpowiednio by do tego pasowało, więc dała sobie z tym spokój.
- Dzięki za to, że byłeś. - dopowiedziała, mając nadzieję, że to przekaże wszystko, co powinna mu powiedzieć. Nie sądziła, że wróciłaby żywa z tej misji, gdyby nie obecność Toko. Sam łysy był dla niej kłopotliwy, a co dopiero, gdyby miała na głowię ich dwoje. - Trzymaj się. - powiedziała, odwracając już głowę i opuszczając szpitalny pokój. Oj nie, to zdecydowanie nie było miejsce dla niej. Takich wolała unikać jak ognia! Zdecydowanie motywowało ją to do cięższego treningu, dzięki czemu, w przyszłości, powinna polegać już jedynie na sobie. Oczywiście też nie zawsze, ale chociaż w większości przypadków. Tak, to był jej cel. Zaraz po tym, jak ostatni raz odwiedzi dom Shigeru, zabierając rzeczy, które jeszcze tam pozostały. Jeszcze zanim wyruszy do Antai, odwiedzi grób swojego ukochanego. Nie wyobrażała sobie, by było inaczej, skoro opuszczała Shinrin. Poza tym, dawno już tam nie była, a mężczyzna znaczył naprawdę wiele w jej życiu, by mogła tak po prostu przejść niedaleko jego grobu i się na moment nie zatrzymać. Nieważne, że była zima i wiało chłodem. Choćby miała tam stać w cienkim ubraniu, to i tak pójdzie. Bardzo jej brakowało Shigeru, chociaż nie zaznali wspólnego życia zbyt długo.


z/t
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 916
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Szpital

Postprzez Yorukaze » 5 sty 2018, o 11:16

Krew, pot i łzy. Tak możnaby było przedstawić sytuację, w której znajdował się Yorukaze. Kiedy jego mokuton zaczął pękać i łamać się pod naporem sideł, shinobi zaczął wątpić czy da radę wydostać Kochiego z tej pułapki. Doko nie pomyślał o włożeniu czegoś w zęby mężczyzny. Na szczęście Aki współpracował i włożył drewno pomiędzy szczękę cierpiącego drwala.
- Nie myślałeś, żeby rzucić ścinkę drewna w cholerę i przejść trening na sanitariusza? Lepszy pieniądz, praca ciekawsza. - Senju zapytał Akiego, widząc, że ten zachowuje zimną krew. Taka rozmowa nie była niczym trudnym dla mężczyzny, ponieważ był przyzwyczajony do pompującej adrenaliny. Nieraz przechodził już egzystencjalną rozmowę kiedy kunaie świstały nad głowami, a notki wybuchowe raczyły spotkanie towarzyskie kolejnymi eksplozjami. Na szczęście dla cierpiącego Koshiego, w ostatecznym rozrachunku drewno wygrało z metalem i wnyki otworzyły się. Jednak jeszcze było za wcześnie na westchnięcia ulgi czy okrzyki radości. Gość się wykrwawiał, a Yorukaze mimo zaimprowizowanej opaski uciskowej oraz drewnianego węża, wątpił, że ten człowiek dożyje zanim dojdą do wioski. Gorączkowe myślenie nic tu by nie pomogło, shinobi wziął głęboki wdech i zaczął analizować swoje możliwości. Po kilkunastu sekundach w oczach Senju można było dostrzec błysk idei, na którą wpadł. Mężczyzna sięgnął do swojej torby i wyjął trzy rzeczy. Bandaż, kunaia oraz malutką pigułkę. Z bandaża odciął 2 metry i wręczył go Akiemu.
- Trzymaj, zacznij owijać nogę w miejscu zranienia, tak aby trochę lepiej zatamować krwawienie. Kochi, masz może alkohol? - dopytał Yorukaze. Jeśli okaże się, że drwal posiada jakiś trunek, Doko weźmie go i poleje nim ranę, chcąc chociaż troszkę wyjałowić okolicę uszkodzonej nogi.
- Proszę, rozgryź to. Wiem, że nie jest smaczne, ale musisz to zjeść. Jest to pigułka ze skrzepniętą krwią, od razu poczujesz się lepiej i kto wie, może dożyjesz profesjonalnej pomocy szpitalnej. - dopowiedział shinobi wkładając do ust Kochiego wspomniany suplement. Młody Senju wstał i pogładził brodę. Nie wydawało mu się, że da zrobić więcej, miał nadzieję, że jego pomysły będą pomocne i poniekąd dzięki jego reakcji uratuje życie drugiego człowieka. Wiedział, że pigułka nie była tania, a w przyszłości on sam mógł jej potrzebować, jednak czym było trochę ryo wobec możliwości ocalenie istnienia istoty w potrzebie.
- Aki, masz tutaj dwa kije. Spleć je z tymi mniejszymi gałązkami. Będą to prowizoryczne nosze. Pomogę Ci. - zakomenderował Yorukaze i razem z drwalem stworzyli zaimprowizowaną leżankę, na którą oboje przenieśli rannego mężczyznę. Shinobi nie chciał tracić czasu i zaczął już ciągnąć Kochiego w stronę wioski Senju. Na odchodne krzyknął jeszcze do Akiego.
- Spotkamy się w szpitalu, wystarczy, że pójdziesz za śladem płóz, na tej miękkiej ziemi tworzą bardzo wyraźny trop. Proszę Cię, cofnij się do ogniska i weź tamten miecz, który zostawiłem przy ognisku. Może w drodze powrotnej spotkasz innych drwali, do zobaczenia! - Tak oto Yorukaze z polany treningowej, w ciągu jednego poranka niemalże umarł, zabił człowieka, innego uratował. Co za zwariowany początek dnia.
Yorukaze
 

Re: Szpital

Postprzez Shijima » 5 sty 2018, o 18:58

Misja rangi C
Look into my eyes and all you'll see is lie
Obrazek
29/30


Akiemu nie było zbytnio do śmiechu i nie śpieszyło mu się do egzystencjalnych rozmów, kiedy w ramionach miał osobę, której przyszłość była bardzo niepewna. Zbyt niepewna. Teraz miał wyraziste kształty, ale w każdym momencie mogły się one rozpłynąć. To więc było to skupienie? Zachowanie zimnej krwi? O samym sobie by tak nie powiedział, ale jakoś tak t właśnie grało w tym życiu, że ci naprawdę dobrzy ludzie, którzy powinni być świadomi swojej wartości, zazwyczaj nie doceniali daru, który otrzymali. I nie miał nic wspólnego z tym, czy ktoś władał wyzwoleniem law, czy uwolnieniem drewna - tak jak wiedziałeś doskonale - znaczenie miało tylko to, jakimi byli ludźmi i czy potrafili przekroczyć granice swojego komfortu, żeby pomóc tym, którzy byli w potrzebie. Doceniasz samego siebie?
- Co? - Zapytał nieco głupkowato, nie rozumiejąc, co ty do niego mówisz, nie wyłapując żartu. On, sanitariuszem? Do rzeczy delikatnych miał dwie lewe ręce, a opatrywanie innych wydawało się właśnie takie - delikatne. - N...nie. - Wydukał, już opuszczając z ciebie spojrzenie, żeby skupić się na swoim druhu. Druhu, który darł się w niebogłosy, kiedy ostre kawałki metalu przesuwały się po jego skórze. Ostrożnie położył mężczyznę plecami na ściółce i wyciągnął ręce do bandaży,
kiwnąwszy głową na znak zrozumienia i zgody. Od razu zabrał się do pracy, owijając mocno nogę, może trochę za mocno,
uważając, żeby nie poszarpać delikatnego materiału na drewnie, które miało zablokować dopływ krwi do kończyny. Przynajmniej ten częściowy, przy silniejszym nacisku noga by zapewne obumarła.
- Nie ma. - Wycharczał Kochi. Skąd miałby mieć? Nie popijał w pracy, wyjątkowy człowiek! Albo rozsądny. Nikt nie lubił,
kiedy drzewo mu się niekontrolowanie zwalało na głowę. Mężczyzna spojrzał ociężale na pigułkę, którą wyciągnąłeś w jego kierunku, skupiał się na niej jak i na twoich słowach, oddychając ciężko. Zdecydowanie zbyt wiele krwi zostało przelanej tego dnia. Zbyt wiele bólu, szoku i przerażenia. Kochi wyciągnął rękę po podarek i wsunął go do buzi, rozgryzając tak, jak mu rozkazałeś. Wykrzywił się paskudnie, ale dzielnie przełknął - ha! Takich zawodników nam potrzeba.
Ranny leżał na ziemi, kiedy wy zaczęliście splatać prowizoryczne nosze. Nawet jeśli dałeś mu pigułkę to nie było czasu do stracenia. Szybkie, zdecydowane ruchy, chociaż drwalowi nieco drgały ręce. Za dużo wrażeń, zdecydowanie zbyt wiele,
dla człowieka, który od dawna cieszył się swoim rutynowym życiem. I kiedy nosza była gotowa, przenieśliście Kochiego na nią i złapałeś ją sam, zabezpieczając mężczyznę, żeby ten z niej nie spadł, kiedy zacząłeś ją ciągnąć w kierunku wioski.
- Jasne. Zbiorę tylko resztę. - Aki odetchnął, spoglądając na swoje zalane czerwienią dłonie. Nie, zdecydowanie nie za to kochał swoje ciche, rodzinne strony. Nie po to podjął się tej pracy w sercu lasu. - Trzymaj się, Kochi! - Tu przyszło wam się rozstać na dłuższą chwilę.
Dałeś z siebie wszystko, żeby dotrzeć na czas. Od progu powitały cię pielęgniarki - od razu kazały ci zanieść rannego do jednej z sal, z której potem zostałeś wyproszony. Jedna z nich została z Kochim, druga pobiegła po medyka, który pojawił się natychmiastowo. Proces leczenia za zamkniętymi drzwiami nie potrwał długo. Mimo to chwilę czekałeś na korytarzu, mijały cię obojętne twarze, rozmawiający ze sobą ludzie - niektórzy odwiedzali pacjentów, ale większość mijających cię stanowili lekarze, pielęgniarki i sami pacjenci. Mimo tego, że byli, w szpitalu panowała dziwna cisza. W tych zimnych murach było zupełnie inaczej niż pod dachem z koron drzew. Tu nie miałeś miękkiej ziemi pod nogami, a wzroku nie cieszyła zieleń listowia. Dłoń nie opierała się na szorstkiej korze, którą porastał mech, a na szorstkim, lodowatym murze. Powietrze nie było wypełnione wonią grzybów i świeżego deszczu, zamieniono je na zapach leków, zaś do uszu miast szmeru potoków i szumu liści pojawił się kaszel chorych i krótkie, ciche rozmowy, podobne do szmerów, w połączeniu z szuraniem butów. Zamknięty świat.
- Pacjent przeżyje, ale obawiam się, że będzie musiał pożegnać się z nogą. - Drzwi od sali, w której leżał Kochi, otworzyły się i stanął przed tobą medyk, który uśmiechnął się do ciebie ulotnie, przekazując ci nowiny. - Gdyby nie dał mu pan leku i nie założył drewna jako ucisku pożegnałby się jednak z życiem. Podjął pan słuszną decyzję. Dziękuję, za uratowanie tego życia. - Wyciągnął do ciebie dłoń, chcąc uścisnąć twoją.
W końcu do szpitala dołączył też Aki. Przyniósł wszystkie rzeczy, które zostawiłeś przy ognisku.
- Znaleźli się wszyscy. Niektórzy nas słyszeli, inni przyszli za dymem z ogniska. - Oznajmił z bladym, słabym uśmiechem. Był wykończony i było to po nim widać. - Co z Kochim? - Wolał poznać sytuacje, zanim pójdzie przyjaciela odwiedzić. - Dziękuję ci... cala ekipa dziękuje. I głupki przepraszają za tą masową ucieczkę. - Drwal uśmiechnął się szerzej. - Jesteśmy twoimi dłużnikami, więc jeśli kiedyś będziesz potrzebował pomocy, odwiedź nas. Powodzenia, shinobi Yorukaze.
To nie był dobry dzień.
Nie był też zły.
To był dzień, w którym Natura kosztem śmierci jednego człowieka pozwoliła uratować inne życia.


Twój post będzie postem kończącym misję :) Proszę wstawić do oceny z linkami bezpośrednio do postów. Dziękuję ślicznie za wspólną misję ♥
Wynagrodzenie: no-dachi, 15 ryo i 2 kunaie. Brak pieniężnego wynagrodzenia. Strata 2m bandaża oraz pigułki
Shijima
 

Re: Szpital

Postprzez Yorukaze » 6 sty 2018, o 10:47

Yorukaze machnął ręką w geście pożegnania. Aki, z rękami pokrytymi krwią towarzysza, pobiegł po innych drwali oraz, o ile nie zapomni, po zdobyczny miecz ochroniarza. Shinobi nie znał się dokładnie na broni, ale patrząc na długość ostrza, kunszt klingi i siłę z jaką wbił się w jego klona, to żelastwo było sporo warte. Doko przestał myśleć o czekających go ryo, ponieważ poczuł silny ból w plecach. Ciągnięcie rannego mężczyzny w tym szaleńczym biegu dawało się we znaki. Drwal nie należał do najlżejszych ludzi, a dystans jaki musiał pokonać shinobi był całkiem spory. Yorukaze skupił się na odpowiednim dostosowaniu wdechów i wydechów, tak aby zapewnić przepływ tlenu w organizmie na zwiększonym poziomie. W końcu, po kilkunastu minutach biegu, wycieńczony młodzieniec zaczął coraz lepiej rozpoznawać mijany krajobraz. Zbliżał się do wioski. Senju minął bramę ze strażnikami, nie zatrzymywany, ponieważ każdy go znał, a następnie wbiegł na teren szpitala.
- Mężczyzna o imieniu Kochi. Na oko trzydzieści lat, wpadł prawą nogą w niedźwiedziowe wnyki. Zastosowałem ucisk, dałem mu też pigułkę ze skrzepniętą krwią. - Krzyknął Yorukaze do pielęgniarek, które odbierały rannego z jego rąk. Starał się przekazać najważniejsze informacje, które przychodziły mu do głowy. Senju usiadł na podłodze opierając się o ścianę. Pot zlewał jego ciało, a sam shinobi głęboko oddychał. Szaleńczy wyścig z czasem, gdzie główną nagrodą było ocalenie życia tego człowieka, był bardzo wyczerpujący. Doko otworzył oczy i podniósł się z ziemi, kiedy usłyszał słowa medyka.
- Robiłem wszystko co w mojej mocy. Mam nadzieję, że szybko dojdzie do siebie. - Shinobi odwzajemnił uśmiech, a następnie zbierał się do opuszczania szpitala. Nie uważał się za bohatera, ot, postąpił zgodnie ze swoim sumieniem, w sytuacji, która wymagała szybkiego działania. Yorukaze cieszył się, że udało mu się uratować tego człowieka. Nigdy nie lubił poczucia bezradności, gdy ktoś umierał na jego rękach, a on nie mógł nic na to poradzić. Kiedy wychodził spotkał Akiego, który dopilnował, aby wszystkie rzeczy wróciły do rąk Senju.
- Dzięki Aki. Doceniam to. - rzekł Shinobi pakując gotówkę oraz kunaie do torby. - Kochi żyje, ale według medyka będzie trzeba amputować nogę. Najwidoczniej wnyki narobiły zbyt wielkich zniszczeń w tkankach. - Doko poklepał drwala po plecach w geście pocieszenia. - Nic się nie stało. Musieliście nieźle się przerazić, gdy nadziałem tego ochroniarza na wykałaczkę. Z pewnością was kiedyś odwiedzę. Mura no Sato, prawda? - odrzekł ze szczerym uśmiechem Yorukaze. Nie kłamał. Rzeczywiście planował odwiedzić kiedyś drwali. Uwielbiał podróże i poznawanie nowych osób, a z czystej ciekawości popracowałby jeden czy dwa dni jako drwal.
Ot, aby uzyskać kolejną perspektywę, w niezliczonych kątach spojrzeń na cykl życia. Na koniec kiwnął głową drwalom i odszedł w stronę sklepu z wyposażeniem. Miecz ciążył mu w rękach i chciał jak najszybciej się go pozbyć.

z/t
Yorukaze
 

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 3 maja 2018, o 14:06

Wszystko było dobrze, dopóki podróżowali po bezdrożach. Lecieli na piasku stworzonym przez Ichirou, a Sachiko cieszyła się widokami, które rozciągały się wokół nich i pod nimi oraz rozmową, którą wzajem się zabawiali. Tylko nie wiem, gdzie tu była granica między "zabawą" a "polityką". Jedno z drugim mogło iść ze sobą w parze, jak i oni teraz wędrowali, ale ta dwójka podchodziła do tego wszystkiego zbyt poważnie, żeby się bawić. Nieuleczalnie chore dzieci wojny. Jedno, które trzymało w dłoniach słowa niby miecz i drugi, który wyciągał tą dłoń po to, by sama pustynia użyczyła mu mocy do ochrony... właściwie to czego? Tego, co kochał? Tego, do czego był przyzwyczajony? Ród - to tak dumnie brzmi! Stań w obronie rodu, tylko co ten ród ma takiego w sobie, że warto go bronić z tak zaciekłością? Wspomnienia? Dawne sentymenty, które utrzymały się jeszcze z czasów życia rodziny? Ani Sachiko, ani Ichirou nie zadawali sobie takich pytań - nie było potrzeby. Rozumieli swoje przesłanki, akceptowali je. Nie utrudniali sobie życia stawiając pytania, na które w sumie nie było dobrych odpowiedzi. BO TAK! Bo to rodzina. Bo to krew z mojej krwi, ziemia wypracowana własnymi rękoma, lud, którym muszę się opiekować. Nie trzeba było dodawać niczego więcej. Oni mnie wychowali, oni dali wodę spragnionemu i oni zawsze przygarną, kiedy po wielu latach wędrówki i błądzeń zawitałoby się w ich progi. Wszyscy tutaj pracowali na jakieś lepsze jutro, nie każdy miał takie szerokie możliwości jak ten shinobi i ta kunoichi.
- Masz rację. Zdobywając jednak przychylność kościanych pokazlaibyśmy, że zależy nam na pokoju, nie zbrojeniu się do wojen. - Chyba nikt nie miał Sabaku obecnie za "pokojowy" ród. Jeśli ktoś miał - był najwyraźniej głupi. Wojna między Kaguya a Sabaku była już niemal legendą, którą dzieciom opowiadało się na dobranoc. Chociaż ta zła sława nie była tak wielka i tragiczna, nie na pierwszy rzut oka. Dopiero kiedy nurkowało się głębiej do polityki - oj, tu nagle coś zaczynało zgrzytać. Wszystkim zależało na sile i silnych sojusznikach. Mimo tak wielu prób utrzymania pokoju, ciągle powstawały nowe niesnaski. Paradoksalnie - im więcej zawiązywałeś sojuzy pokojowych, tym więcej wojen się rodziło tylko dlatego, że ci pozostali czuli się zagrożeni. Tutaj było tak samo. Sachiko, Jou, pozostali wysoko postawieni członkowie Sabaku - wszyscy myśleli kategoriami tego, jakie zagrożenie teraz stanowi Cesarstwo, chociaż jest tak daleko od Samotnych Wydm i jak na to zareaguje Rada. I czemu Dzicy zza Muru tak nagle ucichli. Nie było chętnego, który wręczyłby w dłonie Sabaku Zwój Prawdy ze wszystkimi odpowiedziami.
- Kaguya przede wszystkim szkodzą zwykłym mieszkańcom. Dyskutowaliśmy nad tym z Jou i pozostałymi członkami klanu, warto było spróbować. Choć teraz czuję niezaprzeczalną ulgę, że tak się stało. Masz rację, lepiej być trucicielką niż być otrutą. - Ulga? To było źle ujęte, aczkolwiek celowo użyła takiego a nie innego zwrotu. Takiego a nie innego słowa. Cóż, miała być ewolucja a dostali rewolucje. - Aktualnie należy skupić uwagę na Ayatsuri, którzy również cierpią na podjazdowych działaniach Kaguya. Pokój między klanami jest oczywisty, ale nie można mówić o takim przymierzu jak zawarły rody Morskich Klifów. Oczy Rady skierowane są na Cesarstwo, to bardzo dobry czas, żeby zacząć działać. - Wszyscy podlegali Radzie. I rzeczywiście Sachiko mówiła tutaj o rewolucji. O rewolcie! - Oczywiście to wszystko jest tylko mrzonką. Brakuje nam tak zdecydowanego lidera, jakiego posiadali Yuki. - I jakiego posiadają, teraz tego nowego. Chociaż Sachiko go nie poznała to nie pozostawiało wątpliwości, że musi mieć wszystko, czego lider potrzebuje, by wstrząsnąć światem.
Niewiasta zeszła z chmurki i spojrzała na miasto malujące się przed nimi. Zupełnie inny świat od królestwa opływającego złotem i kurzem.
- Nie wspomniałeś o tym wcześniej ile twoja znajoma pobiera opłaty za usuwanie blizn. - Tutaj już Sachiko czuła się mniej swojo, ale nie dlatego, że była na obcym terenie, tylko dlatego, że jej twarz szpeciła paskudna blizna od poparzeń.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 694
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 5 maja 2018, o 13:37

Nikt takich pytań nie zadawał, bo nie było potrzeby. Oboje byli zbyt bardzo zaangażowani w sprawy swego rodu, by poddawać wątpliwościom najbardziej podstawowe dla nich wartości. Na dobrą sprawę, to wszystkie odpowiedzi były słuszne. Podróżnik, wędrujący przez skąpane w słońcu, piaszczyste wydmy nigdy nie pytał pozostałych 'dlaczego idziemy?', ponieważ sam doskonale wiedział, że zatrzymanie się i utkwienie w miejscu przyniesie zgubę. Tak samo Ichirou jak i Sachiko parli naprzód przez tę bezkresna pustynię, targaną wojennymi burzami od stuleci.
Teraz na szczęście nie było mowy o niosącej śmierć zamieci, tylko o przystanku w oazie. Nie czuli się w tej oazie co prawda tak komfortowo jak u siebie w domu, ale nie było co narzekać. Asahi i tak nie planował pozostać tu na długo.
- Och, czyżbyś teraz nazwała Jou niezdecydowanym? - rzucił nieco żartobliwie, choć pod tym żartem kryła się również ciekawość. Ichirou cenił czerwonowłosego lidera i uważał go za osobę idealnie skrojoną na swoje stanowisko. Sachi też go przecież szanowała, ale chyba nie dostrzegała w nim tego czegoś, co popchnęłoby Sabaku jeszcze dalej. No, przynajmniej brązowowłosy odniósł takie wrażenie po jej ostatnich słowach.
- Rozmawiałem z Yuki Natsume podczas festynu. Zresztą, poznałem go już kiedyś przy okazji turnieju w Sachu. Nie wiem, jakim jest dokładnie liderem, bo bajerować tłum podczas koronacji to niejeden potrafi, ale trzeba przyznać, że miał wyczucie czasu. Po zakończeniu wewnętrznych konfliktów na wyspach pojawiła się idealna okazja do utworzenia nowych porozumień. Może przewrotnie to brzmi, ale wojna domowa im w pewnym sensie pomogła. - No tak, pewnie wielu mogłoby posądzić Ichiego, że wojna to jego ulubiony temat. Ale czy w swym komentarzu nie miał racji? Gdyby napięcia między dwoma stronnictwami na Klifach nie przerosły w prawdziwą batalię, to zapewne wciąż sytuacja wyglądałaby tam tak samo.
Chyba wystarczyło już tego politykowania. Szczególnie, że wkroczyli w obręb obcej wioski.
- Nie wspominałem, bo to nieistotne. Daj spokój Sachi, zajmę się tym. I tak ci coś wiszę za podpijanie zasobów z piwniczki - uciął temat zapłaty. Jak coś załatwił, to coś załatwił. Rozliczyć zamierzał się osobiście, w końcu to chodziło o jego znajomą. Poza tym, chciał w ten sposób zmazać swoje poczucie winy zdobyć przysługę czarnowłosej na przyszłość.
Skierowali się do głównego szpitala zgodnie z jego sugestią. Tam Ichirou zwrócił się do kogoś z recepcji lub do innej odpowiedniej osoby z personelu. Przedstawił się i poprosił o powiadomienie Reiki z klanu Senju, że na nią czeka. Jeżeli było to konieczne, to po prostu rozejrzał się za jakimś posłańcem lub kimś w tym stylu, żeby przekazać wiadomość. To jednak chyba nie było konieczne. Reika była przecież córeczką lidera urzędującego tu klanu, a co za tym idzie, Ichirou nie był pierwszym lepszym natrętem.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2249
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Reika » 6 maja 2018, o 19:29

Trucht podczas drogi z domu do szpitala troszkę rozgrzał, lecz Reika nadal odczuwała nieprzyjemny chłód, ciągnący jej po głowie mimo kaptura. Oby tylko nic złego z tego nie wynikło. Miała wyruszyć na pustynię, żeby odpocząć, a jeszcze się okaże, że zostanie w domu chora. Nic na to nie mogła jednak poradzić. Opatuliła się odpowiednio, a że nie miała jak wysuszyć włosów, to musiała iść z mokrymi. Odetchnęła więc z ulgą, gdy wreszcie dotarła do budynku placówki i weszła do przyjemnie ciepłego wnętrza. Medycy dbali, żeby zawsze w budynku było ciepło, ze względu na przebywających tu pacjentów. Nie potrzebują tu przecież epidemii przeziębień.
Wchodząc głębiej do holu, od razu dostrzegła charakterystyczną osobę Ichirou, któremu towarzyszyła kobieta, zapewne jej przyszła pacjentka, o której Sabaku wspominał w Hanamurze. Cóż, przywrócenie twarzy do poprzedniego stanu było trochę problematyczne, ale jeśli poradziła sobie z blizną u Mishimy, to i tutaj powinna dać radę. Ściągnęła więc kaptur z głowy, odsłaniając mokry warkocz jasnych włosów, po czym podeszła do czekającego towarzystwa.
- Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby posłaniec wyciągał mnie z kąpieli. - Stwierdziła, spoglądając znacząco na przyjaciela. - Chociaż lepsze to, niż z łóżka. Wtedy bym Cię udusiła.
Resztę mógł sobie dopowiedzieć, wiedząc bardzo dobrze, że Mishima był z nią, tym bardziej, że pora była już dość późna. Uściskała Ichirou na powitanie, po czym skupiła wzrok na kobiecie, mając teraz okazję zobaczyć, w czym tak naprawdę rzecz z jej twarzą.
- Pani, witaj Hayashimurze. - Przywitała ją grzecznie, po czym ukłoniła lekko. - Jestem Azura Reika. Mam nadzieję, że podróż minęła wam spokojnie.
Swoje tytuły postanowiła sobie darować. Ichirou coś wspominał, że to jakaś ważna osobistość, jednak nie zamierzała tutaj licytować się o to, kto jest ważniejszy, bo nie było takiej potrzeby. W sumie to nie zdziwiłaby się, gdyby Sabaku wspomniał jej, że jest córką Lidera.
- Ichirou poinformował mnie już w czym rzecz. - Oznajmiła, splatając dłonie. - Jeśli jesteś Pani zdecydowana, to przejdźmy do sali. Tam wyjaśnię szczegóły zabiegu.
Po tych słowach uprzejmie wskazała dłonią kierunek i poprowadziła pustynnych gości korytarzem, otwierając drzwi na samym końcu. Stół operacyjny, pełno szafek, narzędzi, buteleczek i słoiczków. Nic szczególnego, nad czym warto byłoby się rozpisywać. Nim zamknęła za nimi drzwi, zaczepiła jeszcze przechodzącego obok medyka i poprosiła o miskę z ciepłą wodą. Powiesiła swoją pelerynę na wieszaku, przeznaczonym na odzież wierzchnią, po czym założyła biały fartuch, skupiając się całkowicie na pacjentce.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1776
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 7 maja 2018, o 10:29

Sachiko uśmiechnęła się nieznacznie, choć dość krzywo, kiedy spojrzała z ukosa na Ichirou. Taki uśmiech kącikiem, doceniający sarkazm, a nie zniesmaczony grymas, który sugerowałby, że Sabaku przekroczył linię dobrego smaku. Jou? Niezdecydowany? Daayuuum! Ten śmieszek Ocirek no, patrzcie wy go tylko!
- W odwrotną stronę - bardziej zdecydowanie zdecydowanego człowieka chyba nie spotkałam. - Jou był bardzo konkretny. I to nie tak, że nie uważała, by nie nadawał się na lidera, wręcz przeciwnie! Miał wszystko, czego potrzeba było liderowi idealnemu - tylko brakowało mu ambicji na stworzenie czegoś więcej. Przynajmniej tak uważała Sachiko. Te ambicje zostały wkute w ostry kamień dyktujący przykazania dbania o ród. Z drugiej strony czy to nie on poprowadził ich do wojny? Tak, nie widziała w nim tej części, którą widział Ichirou, albo lepiej ujmując: była co do tego dość sceptycznie nastawiona. Gdyby dostali jakiś bodziec z zewnątrz wyglądałoby to inaczej, natomiast tak? Tu i teraz trwał zastój. Najwyraźniej Hanamura wiodła na kontynent więcej mroźnych wiatrów, niż chciałoby się przyznać. Był to wiatr zmian. Zmuszał kontynent do poruszenia. Nie dało się go nie poczuć na swojej skórze, nawet jeśli mroźnego Hyuo nie widziało się nigdy na oczy.
- Nie brzmi przewrotnie. - Zapewniła go kobieta. Nawet jeśli ona sama nie była zwolenniczką wojen, nie pchała celowo rodu w ich objęcia ani samej siebie to doskonale rozumiała ich potrzebę. Ich przyczyny i skutki. - Novum ordo doprowadziło do zjednoczenia klanów. Trudno o nawiązanie w inny sposób takiej więzi w tak krótkim czasie. - Więc "w pewnym sensie"? Według Sachiko bez tej wojny domowej nie byłoby żadnego przymierza. Każdy klan nadal pojedynczo drżałby w swoich podwojach, bojąc się Rady. Teraz już Rady bało się coraz mniej klanów - albo przynajmniej mogli powoli przestawać się bać, bo mimo wszystko mówienie o rewolcie i sprzeciwienie się tej organizacji... to nadal było coś. Nadal Sachiko nie czuła się zbyt komfortowo na myśl o stanięciu do nich murem. Zresztą to na pewno w końcu pchnęłoby ich do wojennych działań, a żaden z obecnych pokojów nie był wystarczająco silny, żeby mieć tą stuprocentową pewność, że inni też za tobą pójdą. Jeszcze tylko brakowało im wojaczki na wielu frontach do całego tego cyrku.
- Nie pozostawiasz mi miejsca nawet na kurtuazyjne zaprzeczenie. - Uśmiechnęła się znów, starając się zachować swoją dumę i godność, kiedy kroczyli przez miasto - i kiedy w końcu dotarli do szpitala, gdzie czekali na przyjaciółkę Ichirou. Nie kazała na siebie czekać specjalnie długo, choć akurat Sachiko miała nieskończone pokłady cierpliwości.
Kobieta miała twarz o szlachetnym kształcie szpadla, piękne rzecz ujmując. Głęboko czarne włosy, spięte w kok, z paroma pasmami puszczonymi jedynie wzdłuż linii jej twarzy, czarne, głębokie oczy, śniada karnacja, której skóra stanowiła zwieńczenie błogosławieństwa słońca. Niewiasta miała już ponad 30 lat - nie była młoda, ale czas nie ozdobił jej zmarszczkami. Dojrzałość niewiasty nie była poddawana wątpliwościom ani w jej posturze, ani w krągłych kształtach, które natura obrysowała smukłością kibici i krągłymi piersiami, ani w jej spojrzeniu - głębokim i dla wielu uznany za ciężki. Bo i wielu to spojrzenie przygniatało. I można by było o niej powiedzieć piękna elegancja, lecz nie. Jej twarz, po lewej stronie, zdobiła parszywa blizna. Rozciągnięta niemal na całym boku, zjeżdżając wolno na szyję, jakby ktoś ją przypalił. Albo potraktował raitonem w bezpośrednim kontakcie, heh. Niewiasta uśmiechnęła się minimalnie widząc twoje przywitanie z Wschodzącym Słońcem, lustrując cię ciemnymi oczyma. Odpowiedziała ukłonem na ukłon.
- Dziękuję za uprzejme powitanie. Sabaku Sachiko. - Przedstawiła się równie krótko. Nie była to żadna oficjalna wizyta, więc tak, można było sobie darować tytulaturę, skoro sama Pani Gospodarz się nią nie przejmowała. Skinęła głową i skierowała się za Reiką do jednej z sal, gdzie ściągnęła z pleców swój pojemnik na piasek. - Niezwykle urodziwa wioska. Prawdziwy klejnot w koronie Shinrin. Podróżowanie po tych terenach, zwłaszcza w tak przyjemnym towarzystwie, nie mogło być męczące. Wręcz powiedziałabym, że odprężające. - Uśmiechnęła się znów do blondynki.
Obrazek
White skin
but you're no white dove
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 694
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Ichirou » 7 maja 2018, o 19:20

Tak na dobrą sprawę, to rozumiał, co Sachiko miała na myśli w temacie ich aktualnego lidera. Nie chodziło tu o kompetencje, bo tych rudzielcowi nie brakowało, tylko o sposób, w jaki sprawowało swe rządy i realizował krótko- i długofalową politykę rodu. Jou był bowiem bardzo stonowany, ostrożny, jeżeli nie powiedzieć zachowawczy. Owszem, to pod jego wodzą Sabaku wyruszyli na bitwę o Atsui, ale tego domagali się praktycznie wszyscy członkowie klanu, którzy byli po prostu żądni zemsty i w pewnym stopniu zdesperowani po utracie niemalże wszystkiego. Kierowaniem rodem bez pochopnych decyzji i skupienie powolnym rozwoju było jak najbardziej dobre, jednak młodym, przesyconym ambicją shinobi mogło brakować iskry. Iskry, która rozpaliłaby ogień, która mocno popchnęłaby władców piasku w przód.
- Bo nie uwierzę, że Sabaku Sachiko nie potrafi wybrnąć z sytuacji - odparł, również nie ukrywając całkiem dobrego humoru. Tak naprawdę to jednak bardziej nie wierzył temu, że byli w stanie się dogadać po dłuższym czasie przebywania ze sobą. Na samym początku podróży Ichirou nie był pewny, czy cały ten jego pomysł jest w ogólny słuszny i nie przyniesie czasem mniejszego lub większego konfliktu. Mimo wszystko wolał jednak pozytywne zaskoczenie pozostawić na sam koniec. Mieli przecież jeszcze drogę powrotną, podczas której różnie mogło się podziać. Lepiej więc było zachować jeszcze trochę ostrożności, by nie zafałszować jakiegoś dźwięku podczas wspólnie granej melodii.
Nie musieli czekać szczególnie długo na zjawienie się Reiki. Widząc ją, westchnął cichutko z ulgą. Nie zapowiadał z wyprzedzeniem swojej wizyty, nie miał więc pewności, czy na pewno zastanie tu jasnowłosą. Huh, to by się dopiero Sachi wkurzyła, jakby się okazało, że zabiegu nie będzie, a ich podróż poszła na marne.
- Ach, żebym tylko wiedział, że akurat brałaś kąpiel, to sam chętnie bym poszedł cię z niej wyciągnąć, a nie wyręczałbym się posłańcem - odparł żartobliwie, a potem się z nią przywitał.
Później z drobnym zadowoleniem przyglądał się kurtuazjom wymienianym przez panie, samemu darując sobie jakieś ceremoniały. Nie było po co się wydurniać, w końcu dobrze znał je obie, a i sytuacja była daleka od formalnej.
- Och, bo się zaraz zarumienię - skomentował krótko na ostatnie słowa Sachiko. No, no, tyle słodzenia to jeszcze dawno nie było.
- No tak, w sumie to nie ma co się ociągać. Nie chcemy mieć na sumieniu twojego niewyspania - oznajmił bez zgrywania się, ale i tak bez napompowanego powagą tonu. A potem tylko zerknął na czarnowłosą kunoichi, nieznacznie kiwnął głową i ruszył razem z nią uroczą panią medyk.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Forum
 
Posty: 2249
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hayashimura (Osada Rodu Senju)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość