Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Najdalej wysunięta na północ prowincja Prastarego Lasu. Obszar ten jest zamieszkiwany oraz kontrolowany przez Ród Senju. Prowincja w ogromnej części pokryta jest lasem, który jest schronieniem zarówno dla zwierząt jak i ludzi w nim żyjących. Shinrin od zachodu graniczy także z „niezbadanymi terenami” co może w przyszłości zaowocować potyczkami zbrojnymi. W prowincji rozwinięte jest głównie zbieractwo oraz łowiectwo.

Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 19 paź 2016, o 19:41

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Rozmowa okazałą się częściowym sukcesem. Shigeru otrzymał co prawda dawkę informacji którą będzie mógł wykorzystać do przeprowadzania swojego śledztwa, ale kosztem znacznym. Stabilność psychiczna i utrata zdrowia, ale biorąc pod uwagę okoliczności to takie skutki są w pełni uzasadniony. Zwykłej dziewczyny nie można porównywać do Shinobi, który drogą treningów wykształcić powinien odpowiednio silną psychikę. Efektem jej braku jest to, czego był świadkiem Shigeru - nieprzytomną dziewczynę trzeba było wynieść do szpitala. Senju docenił jej trud i wysiłek włożony w przypomnienie sobie całego zajścia, czemu dał ujście wygłaszając na głos deklarację o karze czekającej na sprawców. Dziewczyna co prawda nie mogła tego słyszeć, natomiast dwójka Shinboi zajmujących się nią - jak najbarzdiej.
- Tego po tobie oczekujemy. - to były ostatnie słowa jakie wypowiedział doradca w obecności Shigeru. Chwilę później po całej trójce nie było śladu, poza ogromnymi plamami łez na podłodze i krzesłach. Syn lidera został teraz pozostawiony samemu sobie i może podjąć wszelkie środki, byleby zlikwidować problem. Miał już plan, miał mapę, miał wyposażenie. Nic nie stało na przeszkodzie by wyruszył, dlatego tak postąpił. Opuścił Siedzibę Władz, by kilka minut później kierować się na północ, w stronę granicy z Sakai.





Podróż była właściwie formalnością. Konkretną ilością czasu którą trzeba było przejść by móc zająć się dalszą częścią powierzonego Shigeru zadania. Podróż była oczywiście bezpieczna, od czasu do czasu Shigeru mijał niewielkie patrole pilnujące porządku na głównych traktach. Potencjalny rzezimieszek-bandyta musiałby być szalony by próbować rabunku na głównych traktach prowincji zamieszkałej przez jeden z najpotężniejszych rodów. Dlatego też podróż przebiegła bardzo spokojnie i bez rewelacji. Ciekawy kontrast biorąc pod uwagę, że celem Shigeru były ruiny wioski i wszyscy jej mieszkańcy w charakterze wielkiego stosu trupów. Po jakimś czasie trzeba było zejść z głównego szlaku, jednak ta zmiana nie wpłynęła na wędrówkę w żaden sposób. Mniejsze wioski i ludzkie społeczności albo majaczyły na horyzoncie albo były w niedalekiej odległości od głównego szlaku. Pól uprawnych praktycznie nie było, a krajobrazy stanowiły drzewa. Kto by pomyślał, drzewa w Prastarym Lesie. W końcu Shigeru mógł zauważyć swój cel, którym był czarny jak smoła budynek. Szczątki piętra były dobrze widoczne. Jednak pojawiła się mała komplikacja. W pewnym momencie Senju podszedł wystarczająco blisko, by móc zobaczyć kilku ludzi. Bez dokładnych szczegółów, jednak z kolejnymi metrami dało się powiedzieć o nich coś więcej. W ich pobliżu nie było żadnego środka transportu pokroju koni czy wozu. Nie stali bezczynnie, krzątali się w pobliżu wejścia do wioski. Było ich sześciu, pod warunkiem że ci w polu widzenia Shigeru byli jedynymi. Dwóch usiadło na spalonej na czarno ziemi, w milczeniu obserwując pobojowisko. Osady praktycznie nie było. Jedynym co pozostało były kupki popiołów w miejscach budynków, czarna ziemia bez cna roślinności i zwęglone deski. Jedynie 2-3 domy jeszcze stały, ale ich stan pozostawiał wiele do życzenia. Z wejścia do wioski ostały się jedynie dwa pale drewna. Jeden z mężczyzn odwrócił się w stronę Shigeru i dał znać innym, jednak jedynie trzech się odwróciło. Dwójka nadal siedziała na ziemi i zakrywała swoje twarze. Czy widzieli już krajobraz rozpaczy o którym opowiadała dziewczyna? Wszyscy byli dorosłymi mężczyznami, w różnym wieku. Czyżby gapie?
Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 19 paź 2016, o 22:29

Decyzje zapadły i nie pozostawało nic innego jak tylko działać. Posiadając przy sobie potrzebny ekwipunek, mając rozkazy oraz pewne informacje mogłem udać się do zniszczonej osady, aby na własne oczy przekonać się o tym wszystkim co miało niedawno miejsce. Zdeterminowany, chcąc dopaść tych co stali za zagładą osady, opuściłęm w krótkim czasie granice rodzimej wioski, zmierzając początkowo głównym traktem prosto do celu. Podróż mijała na szczęście spokojnie, co pozwalało pokonywać kolejne staje w dość zadowalającym czasie. Im się jednak dalej posuwałem na północ, tym obierałem co raz większą czujność, aby nie dać się głupio podejść. Spokój który panował pozwalał również zapanować nad rozbieganymi myślami, które z kolei wzburzały emocje. Domyślałem się, że stos martwych ciał ponownie naruszy mój spokój, ale nic więcej poza próbą przygotowania się na to uczynić nie mogłem.
Po drodze mijałem patrole - mimo uszczerbku naszych Sił Zbrojnych, nadal pozostawaliśmy jednym z liczącym się na tym globie Rodów, choć do odbudowania naszej dawnej potęgi będziemy potrzebować dużo czasu. To doświadczenie skłoniło mnie ponownie do przypuszczeń jaką suką potrafi być los. Senju oraz Uchiha od niepamiętnych czasów toczyli boje, wzajemnie uszczuplając swoje siły, wyżynając siebie i swoje rodziny. Lata historii niczego nas nie nauczyły, a myśl, że za zagładą naszych ludzi ponownie miał stać ten sam Ród powodował, że nie umiałem odnaleźć u siebie ani krzty miłosierdzia bądź czegokolwiek co pozwoliłoby przezwyciężyć chęć przeprowadzenia odwetu. Szybko złapałem się na tym, że takie myli, nie ułatwią wcale mojego zadania, a na dodatek zaburzają mój obraz sytuacji. Tego musiałem unikać.
Im bliżej byłem punktu na mapie i tym samym rzadziej spotykałem patrole, zacząłem zwracać się do tych jednostek - informując o tym co stało się przy granicy z Sakai oraz wystosowując prośbę, by mieli baczne spojrzenie na sąsiednie osady. Miałem nadzieję, że wezmą to sobie do serca - kto wie jakie to może mieć znaczenie, a przecież jeśli chodziło o życie ludzkie to zawsze warto było podejmować wszelkie starania, które pozwoliłby je ocalić. Ta myśl mi za każdym razem przyświecała, gdy tylko żegnałem się z jednostkami patrolującymi - wzajemnie życzyliśmy sobie bezpieczeństwa, a także wszelkie powodzenia.
Końcówka mojej drogi minęła już nadzwyczaj spokojnie, nie zakłócana w żaden sposób. Im jednak byłem bliżej tego nieszczęsnego miejsca, tym większe czułem zdenerwowanie. Cięzko było kierować się w takie miejsce wiedząc co się napotka. Gdy jednak zbliżyłem się w tamto miejsce wystarczająco na tyle blisko, aby dostrzec pierwsze zwęglone pozostałości budynków, zauważyłem że nie jestem tu sam. Natychmiast zwolniłem, czujnie się rozglądając, a także nasłuchując. Zastanawiałem się nad tym jak to rozegrać, gdy wtem dostrzegłem że i obcy mnie zauważyli, wzajemnie między sobą na mnie wskazujac. Nie mając już za sobą elementu zaskoczenia, zrezygnowałem z wykorzystania wszelkich sztuczek i ostrożnie ponownie ruszyłem w tamtą - a raczej w ich stronę.
Mimo początkowego zaniepokojenia pojawieniem się niespodziewanych tu osób, uznałem że nie ma co zakłądać najgorszego scenariusza - jakby nie patrzeć, w okolicach istniały inne osady, między wioskami istniał handel, plotki szybko się rozprzestrzeniały - bardzo wiec było możliwe, że byli to tylko zwykli cywile, którzy albo nie spodziewali się tu tego zastać, albo na własne oczy chcieli się o tym wszystkim przekonać. Na wszelki jednak wypadek, zachowałem nieco ostrożności. Zatrzymałem się dystans siedmiu, ośmiu metrów, pozwalając sobie w ten sposób zachować minimum wystarczające do reakcji. Dostrzegając jednak dwójke osób, która mimo mojej obecnosći w ogóle nie zareagowała, a co więcej mieli spuszczone w dłoniach głowy, doszedłem do wniosku, że otóż mam przed sobą ludzi, którzy stracili w tym miejscu swoich bliskich.
- Przyjaciele, czy wrogowie? Mam nadzieję, że Ci pierwsi, bo tym drugim, ani szabrownikom nie daruję! - krzyknąłem w ich stronę, dłoń zatrzymując tuż przy tanto zwisającym na moich plecach. Nie bawiłem się już w żadne uprzejmości, ani nawet w imitacje mogące dać im złudną nadzieję, że otóż mają przed sobą kolejną osobę, która by chciała wzbogacić się na tym nieszczęściu.
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 20 paź 2016, o 22:52

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Widok ludzi wzbudził w Shigeru mieszane uczucia. Jednym z nich była wzmożona ostrożność i odczucie zaniepokojenia. Nic dziwnego, zniszczona wioska była idealnym miejscem na poszukiwania jakiś cennych przedmiotów przez szarbowników albo szeroko pojętego marginesu społecznego. Co prawda nie byli wyzwaniem dla odpowiednio przeszkolonego wojownika, jednak mogliby naruszyć ważne dowody. Z drugiej strony zniszczenie całej wioski z pewnością nie zostało zignorowane przez okoliczne społeczności. Strażnicy w każdym razie o tym incydencie wiedzieli za sprawą Shigeru. Niestety nie mogli podjąć działań związanych z tym, mieli przydzielone trasy i patrole. Jednak widać było, że ci też się przejęli. A dziewczyna biegnąc w stronę osady Senju mogła zahaczyć o swoją wioskę, a także o różnych kupców i strażników. Nie była pewnie w stanie by w zrozumiały sposób przekazać tragiczne wieści. A jeśli wioska została wypalona na czarno, to powinno to być widoczne z daleka. Ci ludzie mogli mieć tutaj bliskich albo byli całkowicie przypadkową grupą przechodniów. Ci zauważyli nadchodzącego Shigeru, ale nie podjęli w związku z tym żadnych reakcji. Stali jak stali, nie zmienili swojej pozycji. Nie wyciągnęli też broni, którą mieli przy sobie. Głównie małe ostrza, ale dwóch miało też najprawdziwsze katany. Wiadomo, do potencjalnego zagrożenia nie idzie się bez zabezpieczenia. Szczególnie w tych czasach. Przedstawiciel klanu Senju podchodząc na odległość umożliwiającą swobodną rozmowę mógł dokładniej zobaczyć ich twarze. Pełne żalu, zdenerwowania. Smutku. Nie można było znaleźć żadnej pozytywnej emocji. Ludzie zmęczeni obecnymi wydarzeniami. Na pytanie Shigeru początkowo odpowiedział jedynie jeden, z twarzą ukrytą w dłoniach.
- A wyglądamy ci na zbójców? Weź spierdalaj. Zostaw nas w spokoju. - młodzieniec nawet nie spojrzał na Shigeru. Jego głos był nieco niewyraźny i to nie przez fakt, że ręce zasłaniały usta. Może i minimalistycznie, ale jego słowa wyrażały całą gamę uczuć. Nie trzeba było być psychologiem by postawić diagnozę. Czwórka która stała na nogach mierzyła przybysza wzrokiem. W końcu jeden z nich, potencjalnie najstarszy, przemówił. Jego bujny siwy wąs i zmarszczki na twarzy były tego najlepszym dowodem.
- Ach, Shinobi. Więc Asuka dotarła na miejsce. Usłyszeliśmy to od niej zanim pobiegła do was i postanowiliśmy to sprawdzić. I sprawdziliśmy. Niestety wszystko się zgadza. - powiedział z goryczą. Dziewczyna o imieniu Asuka musiała pierw wrócić do swojej wioski i powiedzieć o tym kilku miejscowym, a ci poszli pierwsi. Sprawdzić czy faktycznie osada została zniszczona. Tak też było. Z bliska wyglądało to tragicznie.
- A jeszcze wczoraj tutaj byłem. I wszyscy żyli. Było jak zawsze. Ale z samego rana ta dziewczyna... ech. Bezsens. - odezwał się inny. Ludzie byli zrezygnowani obecną sytuacją. Niektórzy mogli mieć jakąś rodzinę, przyjaciół. Znali tych ludzi i teraz przeżywali ich śmierć. Być może zobaczyli znajome twarze na stosie trupów? Staruszek przetarł dłonią spocone czoło, zostawiając na nim warstwę czegoś czarnego. Jego ręce pokryte były czarnym brudem. Tak samo ubrania i pochwy broni. Można było tylko domyślać się, co robili natychmiast po przybyciu. Faktycznie na zorganizowaną grupę nie wyglądali. Raczej mówili prawdę, chyba że byli tak doskonałymi aktorami. Jednak w przeciwieństwie do dziewczyny, ci wydawali się w miarę komunikatywni. Przynajmniej niektórzy.

Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 22 paź 2016, o 22:35

Im dłużej przypatrywałem się obcym mężczyznom, tym bardziej poddawałem w wątpliwość przypuszczenie, że mam do czynienia z szabrownikami, lub innymi społecznymi mendami, które tylko czyhają na takie sytuacje jak te, aby splądrować, zrabować, albo zrobić jeszcze coś gorszego. Z kolei od ludzi których miałem przed sobą biła przejmująca żałość, smutek. Może niepotrzebnie zadałem ów pytanie, ale w ten sposób zyskiwałem też sposobność dowiedzieć się czegoś więcej, zwłaszcza że mogłem obserwować ich zachowanie. I efekt tego otrzymałem dość szybko w postaci obcesowej odpowiedzi jednego z męzczyzn. Mimo wypowiedzianych przez niego słów, nie dostrzegłem twarzy, który była skryta w jego dłoniach.
Czy zareagowałem na to gniewnie, wrogą odpowiedzią bądź działaniem? Nie. Pozwoliłem by te słowa zawisły między nami. Oceniłem wtedy spojrzeniem pozostałych jego kamratów, a wtem głos zabrał inny z mężczyzn, wyraźnie starszy, który przybrał pojednawczy ton. Wysłuchałem jego wypowiedzi również do samego końca, dowiadując się, że Asuka - a więc kobieta, która dostarczyła nam w siedzibie ów tragiczne wiadomości - wcześniej zdążyła jeszcze powiadomić najbliższych. Jeszcze inny mężczyzna z kolei nie ukrywał swojego zdziwienia, bo był tu jeszcze dnia wczorajszego, gdy wszystko stało na swoim miejscu i toczyło się zwoim życiem. Ten fakt odnotowałem w pamięci.
- Asuka mocno przeżyła to wszystko. Nasi medycy zaopiekowali się nią... mam nadzieję, że jej kondycja psychiczna szybko się poprawi - odparłem, czując że choć w części powinienem poinformować ich o tym, co zdarzyło się z ich rodaczką. Nie wchodziłem jednak bardziej w szczegóły, nie dopóki dopóty o to nie zapytają. Możliwe też że tak na prawdę nie chcieli ich znać, sami wystarczająco ów zdarzenie odczuli.
W pewnym momencie gdy już zebrałem jak mi się wydawało, wystarczająco informacji z ich zachowania, wysunąłem się naprzód, mijając mężczyzn, zbliżając się bardziej do centrum tej rozpadliny. Rozejrzałem się na około, a gdy nie zobaczyłem niczego niepokojącego... złożyłem dłonie, w wyniku ruchu których po chwili zadrżało podłoże. Nim ktokolwiek z tu obecnych zorientował się na wolnej powierzchni z ziemi wystrzeliły do góry potężne bele drewna z których następnie wyszły rozgałęzienia, które zaczęły się przeplatać by ostatecznie uformować się litą ścianę. Moim zamierzeniem było stworzenie budynku, a raczej jego prowizorycznej struktury, bo tak na prawdę chodziło mi o trzy ściany, dwie krósze i jedną długą która je łączyła. W ten sposób stworzyłem zadaszenie, które można było wykorzystać do... przeniesienia i zabezpieczenia ciał, przynajmniej dopóki się ich nie pochowa. Zarówno na ścianach budynku jak i na ich dziobie, pojawił się emblemat mojego klanu. Ludzie którzy to zobaczą powinnie wiedzieć, że Ród Senju zainteresował się tą sprawą i nie zostawił tego samego sobie.
- To powinno na początek wystarczyć - powiedziałem, czy też mruknąłem bardziej do siebie niż do towarzyszących mi ludzi, gdy wtem się odwróciłem w ich stronę. - Winniśmy im ostatnią posługę... przenieśmy ciała pod zadaszenie. Spokojnie będzie można wtedy dać im ostatnie namaszczenie, a także przygotować ciała do pochówku - zakomunikowałem, nie czekając nawet na ich odpowiedź tylko od razu kierując się w stronę stosu o którym opowiedziałą kobieta. Tym samym zawierzyłem w pewnym sensie ich tłumaczeniom, choć dalej co pewien czas kątem oka lustrowałem zarówno swoje tyły jak i najbliższą okolicę, aby przypadkiem nie wpaść w jakąś zasadzkę.
Kierując się w stronę tego stosu z wiadomym zamiarem, wiedziałem że nie tylko oddaje zmarłym szacunek, ale też mam szansę bez skrępowania, przyjrzeć się każdemu z ciał i tym samym ocenić co było faktycznym powodem ich śmierci. Obrażenia? Jeżeli tak to jakie? Liczne, czy też punktowe? To wszystko miało kluczowe znaczenie dla tej sprawie, bo pozwalało dowiedzieć się wiecej o środkach jakie zastosowali Ci, którzy za to pobojowisko odpowiadali.
Przypuszczałem, że mężczyźni poczują na tyle swoją powinność, że wspomogą mnie w moich działaniach. Jeżeli by tak było, wypatrywałem ów mężczyznę, który wspomniał o tym, że był tu dzień wcześniej i nic nie zapowiadało takiej tragedii. Liczyłem na to, że przy pracy będę miał sposobność go wypytać o to, czy widział w tamtym czasie tu jakich obcych ludzi. Tacy osobnicy byliby potencjalnymi podejrzanymi, którzy mogliby stać za zniszczeniem ów osady.


Spoiler: pokaż
Kontrola Chakry: Ranga A

Nazwa
Mokuton no Jutsu: Reberu Shi

Podwyższenie umiejętności klanowych wiąże się z szeregiem nowych możliwości. Przede wszystkim, Mokuton dość znacząco zyskuje na rozmiarach. Można go wykorzystywać zarówno w ofensywie, jak w celach obronnych. Dzięki dość dużej różnorodności technik - teraz można wytwarzać chociażby kolce, pale i niewielkie drzewa - istnieje wiele możliwości. Dodatkowo Senju może pobudzić do wzrostu rośliny w bliskim swoim otoczeniu, jednak ta umiejętność nie posiada zastosowania w boju. Do tego wzrastają również możliwości defensywne, pozwalając użytkownikom na wykonywanie twardszych barier.

Wytrzymałość
Mierna

Szybkość
Słaba

Zasięg
Brak Skupienia
10 metrów

Pełne Skupienie
30 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
8 metrów

Wysokość
8 metrów

Długość
8 metrów

Dodatkowe
Przy Braku Skupienia Wielkości wynoszą 1/3 pierwotnej wartości

Koszt Chakry Reberu Shi: KC E - 20%, KC D - 15%, KC C - 8%, KC B - 5%, KC A - 3%, KC S - 2%, KC S+ - 1% (na turę)
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 23 paź 2016, o 12:34

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Wniosek był jeden - zdecydowanie nie byli to bandyci. Byli to zwyczajni ludzie, którzy całkiem niedawno otrzymali pełny obraz sytuacji która miała tu miejsce. Obraz w którym po wiosce nie zostało prawie nic. A mieszkańcy wybici co do jednego. Nic dziwnego że ludzie ci nie pałali entuzjazmem, ale każdy miał swoje podejście. Młodzieniec miał problemy z zaakceptowaniem rzeczywistości, w gniewie i bezsilności przerzucając swoją frustrację na słowa skierowane do Shigeru. Ten się nie odgryzł, w tej sytuacji byłoby to bezcelowe. Złość złością, ale trzeba było tą sprawę rozwiązać. A konflikty z mieszkańcami były ostatnią rzeczą jakiej potrzebowały obydwie strony
- Oby tak było. Zawsze była pogodna i wesoła. Prawdziwy wulkan energii.I za małego, i teraz. Szkoda, wielka szkoda... Jak się trzyma? - starszy mężczyzna pokiwał głową z rezygnacją, na koniec zadając pytanie o samą dziewczynę. Takie wydarzenia potrafią zmienić ludzi na zawsze. Nikt by się nie zdziwił, gdyby Asuka po tym incydencie została w takim stanie w jakim jest obecnym. Starając się alienować od społeczeństwa, przebywając w samotności. Zatykając ten wulkan energii ogromnym i szczelnym korkiem. Shigeru uznał, że w obecnym stanie nie będzie w stanie się dowiedzieć niczego niezwykłego w związku z ich zachowaniem. Postanowił więc wziąć się do dzieła. Przeszedł przez grupkę mężczyzn, której większa część odwróciła się w jego stronę, ciekawi poczynań przybysza. Ten za pomocą swoich umiejętności stworzył drewnianą prowizoryczną strukturę. Niektórzy lekko się zdumieli tym zjawiskiem, staruszek jednak nie wyglądał na zaskoczonego. Emblematy na ścianach jasno dawały do zrozumienia kto przybył na miejsce. A raczej nie było opcji by ludzie zamieszkujący tą prowincję nie kojarzyli symbolu Senju bądź faktu, że nagle z ziemi wyrosła drewniana konstrukcja. Zainteresowani nietypowymi dźwiękami osłonili swoje twarze, zerkając na twór młodego Senju. Jego przemowa skierowana do zebranych ludzi miała ich nakłonić do pomocy w układaniu ciał w tej przybudówce. W bardziej cywilizowany sposób, oddając im ostatnią posługę. Ci popatrzyli po sobie dyskretnie, po czym zaczęli kierować się w stronę centrum osady. Ci którzy siedzieli, nabrali sił na podniesienie się. Shigeru okazał się całkiem dobrym motywatorem. A może to nie jego słowa, a obecność dała im jakiś zastrzyk energii do działania?

Najgorsze było dopiero przed przybyszem. Stos ciał stał w centrum wioski, w alejce pomiędzy dwoma rzędami budynków. Wyobraźnia mogła przedstawiać to jako ogromną kupę trupów do samego nieba, ale była to wioska ze stosunkowo niewielką ilością mieszkańców. Shigeru mógł zobaczyć więc stos martwych ciał, który sięgał mu praktycznie do szyi. Nie rzucał ogromnego cienia na ziemię. Ale mimo tego nadal przerażała i powodowała odruchy wymiotne. Masa mięsa, które prawdopodobnie dzień wcześniej było dobrze zorganizowaną społecznością. Wokoło stosu latała duża ilość robactwa, co jedynie potęgowało efekt. Największy wstręt budziła szczególnie jedna rzecz. Na samym szczycie stosu znajdowały się wbite na sztorc widły. Wbita była na nie głowa, należąca do kobiety. Po bliższych oględzinach kobieta ta była prawdopodobnie w wieku 15-16 lat. Odgłosy za Shigeru mogły sugerować, że jeden z młodszych mężczyzn dostał odruchów wymiotnych. Nic dziwnego, ten makabryczny obraz dla niektórych był po prostu przegięciem. Nie każdy miał na tyle mocne nerwy, by przenosić ciała swoich znajomych, być może przyjaciół. Jedno z tych ciał było niegdyś miłością Asuki. Wokoło stosu ziemia pociemniała i zabierała dziwnie czerwonego koloru. Shigeru przystąpił do dzieła, przenosząc ciała i jednocześnie badając ich obrażenia. Szukając ran które bezpośrednio doprowadziły do śmierci. Posiadając odpowiednią wiedzę mógł w miarę rzetelnie to określać. Reszta mężczyzn zabrała się do pracy, nieco niechętnie co prawda, ale jednak. Większość starała się unikać wzrokiem samego stosu, owijali też trupy w płaszcze i dopiero tak zawinięte wynosili na przygotowane miejsce. Być może bali się jakiś zakażeń i zwyczajnie obrzydzało ich to? Albo chcieli zachowywać trupy w możliwie dobrym stanie. Senju obserwując ciała i badając przyczyny śmierci, zauważył ogromną rozbieżność. Niektórzy mieli ogromne dziury w brzuchu, inni głębokie nacięcia na gardle. Inni przebite głowy. Jeszcze inni duże ilości ran na klatce piersiowej i plecach. Kilku miało odcięte kończyny. Pojawiły się przypadki dekapitacji i przebitych serc. Różnorodność obrażeń była wręcz przerażająca. Jakby każdego zabito osobno, inną metodą.
Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 23 paź 2016, o 14:00

Choć kierowałem się przede wszystkim w tym wszystkim zwykłą ludzką życzliwością, a także poczuciem obowiązku względem martwych współrodaków, moje poczynania jak i słowa wpłynęły również na towarzyszących mi mężczyzn, którzy poczuli się może winni obowiązku wobec martwych ludzi z sąsiedniej osady. Kiwnięciem głowy zaaprobowałem te fakt, słowa akurat były tu zbędne. Cisza była jedną z najbardziej potrzebnych tu cnot, choć także nie chciałem pozostawiać pytania jakie padło bez odpowiedzi. - Asuke dotknęło to bardzo... także osobiście. Straciła tu nie tylko przyjaciół, ale też podobno ukochanego. Spełniła jednak swoją rolę i powinność, poinformowała stolicę o tym co się wydarzyło. Starszyzna przysłała mnie tu po to, abym znalazł winnych... - dokańczając chciałem wspomnieć również o ukaraniu, ale gdy ujrzałem stos martwych, okaleczonych ciał, i to co znalazło się na ich uwieńczeniu, poczułem silny ścisk w gardle jak i też nieprzyjemne zwrot w żołądku. Może jednak dzięki temu, że byłem już świadkiem straszliwych krzywd, powstrzymałem odruch wymiotny, choć nie wszyscy z nas tu obecnych miało na tyle szczęścia. - Znaleźć i oddać im to na co zasłużyli - zakończyłem już dużo, dużo ciszej, gdy upewniłem się że zarówno moje wzburzenie jak i fizjologia się uspokoiła.
Będąc teraz bliżej i widząc na własne oczy to wszystko, mogłem się też lepiej przyjrzeć obrażeniom na poszczególnych ciałach, a te były doprawdy różnorodne. Liczne dekapitacje różnych częsci ciała, poderżnięte gardła jak i same przeszywające na wylot rany... Ogrom śmierci wywołany na różne sposoby. Do głowy zaczeły mi napływać różne myśli, w tym że uczynić to mogła znacznie większa liczba osób, nawet i cywili. To był pogrom, śmierć zadana nieczysto, na przeróżne sposoby - tak jak było w danej chwili łatwiej zabić. Coś strasznego.
Gdy i pozostali doszli do siebie, zabraliśmy się w końcu do pracy. W pierwszej chwili zająłem się zdekapitowaną głową nieszczęśnicy nabitej na widły. Aby nie naruszać ciał, ponownie wykorzystałem element drewna, tym razem wypuszczając z dłoni elastyczną żerdkę, która owinęła się wokół wideł, a następnie przy wykorzystaniu całej swojej siły, wyciągnąłem je z wbitego ciała (jak przypuszczałem) powoli skracając dystans, tak że ostatecznie widły znalazły się w moim ręku. Spojrzałem smutno na zakrwawioną głowę młodej kobiety, chcąc zapamiętać ten obraz by na myśl nie przyszedł mi nawet cień litości, gdy stanę ze sprawcami oko w oko. Dopiero wtedy dłonie ułożyłem po obu stronach głowy, na wysokości kości policzkowych i wysunąłem zdekapitwaną część ciała z ostrzy wideł. Te chwile później znalazły się rzucone gdzieś dalej, a ja obkryłem głowę ubraniem innego martwego ciała, by zanieść je w szacunku na miejsce chronione strukturą budynku.
Praca po tej czynności stała się dziwnie pusta, człowiek jakby uciekł od tego wszystkiego, stając gdzieś z boku i przypatrując się na sucho temu wszystkiemu. Nie wiedziałem czy inni też podobnie się czuli, ale byłem za to wdzięczny losu. Gdy udało się ostatnio z ciał znieść ze stosu i ułożyć bezpiecznie na ziemi, umorusany juchą, brudem a może i jakimś robactwem, zwróciłem się do pozostałych.
- Nie jestem kapłanem, nie odprawie pogrzebu, ktoś z Was będzie musiał taką osobę tu sprowadzić... Nie zostanę też do tego czasu, czas jest teraz na wagę złota. Każda chwila oddala mnie od tych co to uczynyli dlatego mam do Was prośbę - spróbujcie sobie przypomnieć wszystko co mogłoby mieć znaczenie i pomóc mi w schwytaniu tych bestii - powiedziałem, zatrzymując przez chwilę spojrzenie na starszyzn mężczyźnie, by po chwili skłonić je jednak na młodszego chłopaka, który wcześniej mi napyskował - Jeden z Was wspomniał, że był tu dzień wcześniej... Czy byli tu jacyś obcy? Czy ktoś dziwny rzucił się Wam w obcy? Może jakiś Shinobi? - zadawałem jedno pytanie za drugim, podsuwając myśli, które mogły rozsupłać worek z odpowiedziami. - W drodze do tego miejsca napotykałem patrole, uprzedziłem ich o tym zdarzeniu, wieści szybko się rozejdą, a ludzie sami będą mieć od teraz większe baczenie na obcych. Wy również powinniście mieć - dodałem, uczulając ich na to że sami również nie są do końca bezpieczni. W każdym jednak razie czekałem na to co od nich usłyszę, bo niestety na chwile obecną zakres moich kart gotowych ruchów był w tej talii cholernie nieliczny.


Spoiler: pokaż
Nazwa
Mokuton no Jutsu: Reberu Di

Najniższa ranga klanowa, która pozwala na wytworzenie Uwolnienia Drewna. Bardzo łatwo tego dokonać - wystarczy złożyć pieczęć Węża i przesłać chakrę do otoczenia. Pozwala to na szereg ciekawych możliwości - użytkownicy mogą wytwarzać proste drewniane przedmioty i kontrukcje, np. miecze, kije, drewniane bloczki, itd.. Drewno jest zbalansowane pod względem wytrzymałości i szybkości, przez co już teraz posiada uniwersalność niedostępną w przypadku innych Kekkei Genkai..

Wytrzymałość
Słaby

Szybkość
Słaby

Zasięg
Brak Skupienia
5 metrów

Pełne Skupienie
10 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
3 metry

Wysokość
3 metry

Długość
3 metry

Dodatkowe
Przy Braku Skupienia Wielkości wynoszą 1/3 pierwotnej wartości

Koszt Chakry KC E - 10%, KC D - 8%, KC C - 5%, KC B - 2%, KC A - 1% , KC S - 1%, KC S+ - niezauważalne koszty (na turę)
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 23 paź 2016, o 16:39

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Rzeczywistość była brutalna i tragiczna, o czym mieli okazję przekonać się wszyscy obecni w miasteczku. Zarówno ci żywi, jak i martwi. Shigeru przekazał informacje o stanie Asuki, ale były to głównie rzeczy których mogli się już domyślić bądź sami je widzieli, kiedy załamana wróciła do swojej wioski. Staruszek kiwnął głową, mając zasygnalizować że zrozumiał. Następnie wyjął zza pazuchy małą metalową flaszkę, otworzył i upił solidny łyk. Najprawdopodobniej alkohol, co w obecnej sytuacji nie byłoby dziwne. Shigeru i piątka mężczyzn rozpoczęli porządkowanie chaosu w postaci stosu trupów. Początkowo piątka bezimiennych miała lekkie opory, ale widząc wysiłki Shigeru ruszyli do pomocy. Zachowując ostrożność, by nie uszkodzić zwłok. Powstrzymując odruchy wymiotne, starając się nie patrzeć na twarze przez świadomość, że mogą któregoś rozpoznać. Szczególnie młodsza część tej grupki. Najstarsza dwójka mimo siwych włosów i starczego wyglądu uwijała się szybko i ani trochę nie tracili na tempie. Widocznie ciężka praca zahartowała ich ciała, albo osiwieli przez pełny stresu tryb życia. Bez względu na powód wygląd w ich przypadku nie pokazywał ich produktywności. Shigeru w międzyczasie zarówno nosił trupy, jak i badał obrażenia. Ich różnorodność była bardzo zastanawiająca. Wyglądało to na dzieło jakiejś grupy, każda o różnych upodobaniach do zadawania śmierci. Głowa nabita na widły była najlepszym dowodem na brutalność sprawców, tylko co chcieli tym osiągnąć? Pokazać swoje okrucieństwo? Przekazać coś? Może była to konkretna wiadomość dla konkretnej osoby? Może do któregoś z tej piątki? Oczywiście widok wywołał u niech odpowiednie reakcje. Poza starcem, który przez większość czasu starał się zachowywać spokój i opanowanie. Shigeru postanowił tą głowę zdjąć za pomocą swoich umiejętności manipulacji drewnem i owinął ubraniem z innego ciała.
Stos w końcu zniknął, pozostawiając za sobą jedynie ogromną krwawą plamę która wsiąknęła w ziemię. Wszystkie ciała zostały umieszczone w drewnianym tworze Shigeru. Skoro ten przykry problem został rozwiązany, trzeba było przesłuchać obecnych tutaj mężczyzn. Szczególnie że jeden z nich był w tym miejscu wczoraj i wszystko chodziło jak w zegarku. Zresztą Senju sam zadeklarował, że jego rolą będzie jedynie ukaranie sprawcy. Co leżało w interesie tej piątki, by taki sam los nie spotkał ich wioski.
- Chyba widziałem. Byłem wczoraj tutaj, cały wieczór przesiedziałem w knajpie. U nas nie ma, więc tutaj trzeba. Ludzi nigdy nie jest dużo więc każdy nowy się wyróżnia. I pod koniec wieczora przyszedł taki jeden, z czarnymi sterczącymi włosami. Powiedział, że chce 6 beczek piwa i rzucił woreczek skórzany. Powiedział żeby mu to na wóz władować. To barman załadował, ten pojechał i tyle. - mężczyzna powiedział co pamiętał, miejscami przerywając by przypomnieć sobie ważniejsze szczegóły. Jeśli to było najdziwniejsze wydarzenie wieczoru to wioska ta musiała być dość nudnym miejscem. - Ale gdzie pojechał to nie wiem szczerze mówiąc. - teoretycznie więc nie było żadnej poszlaki wskazującej na to, gdzie mogą być. Reszta popatrzyła na siebie z lekką bezradnością, za wyjątkiem młodego, który wcześniej dość niekulturalnie odpowiedział Shigeru.
- Kilka wozów wieczorem obok naszej wioski jechało przecież. Akurat na przechadzce byłem to widziałem. Wszystkie chyba w stronę świątyni. Stoi nieopodal taka. Ale równie dobrze do sąsiednich wiosek mógł, bo świątynia po drodze. Nie wiem, nie śledziłem. Ale z jednego wypadł kawałek szkła. M-masz. - nie wyglądał na zdecydowanego, ogólnie obawiał się wymawianych słów. Mimo tego mówił szybko, jakby zbierając się na odwagę. Sięgnął do worka przypiętego do pasa i podał Shigeru mały kawałek szkła. Żółtego szkła. Nie było jednak płaskie, a uformowane w kształt monety. Interesujący artefakt.
Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 23 paź 2016, o 18:26

Praca jaką wykonywaliśmy przebiegała przede wszystkim w milczeniu. Mało kto się odzywał, co najwyżej by jęknąć, westchnąć, albo zwrócić zawartość żołądka. Większość jednak milczeć, bo każde otwarcie buzi sprzyjało tej ostatniej czynności, której każdy chciałby za wszelką cenę uniknąć. Po uprzątnięciu zgliszcz osady, wszyscy znaleźliśmy się przy prowizorycznym budynku służącym w chwili obecnej do zabezpieczenia zwłok, tak aby ich jeszcze bardziej nie bezcześcić. Wykorzystałem chwilę tą - bo zapewne lepszej już bym nie znalazł - do zadania kilku pytań, a także do poinstruowania co powinni zrobić dalej. Żadne z moich działań nie spotkało się w tym momencie ze sprzeciwem, za co byłem wdzięczny zarówno opatrzności jak i ich zdrowemu rozsądkowi.
Z początku zakres informacji jaki uzyskałem od jednego z mężczyzn, tego który był dzień wcześniej - nie był zadowalający. Nie sądziłem, żeby stał za tym jakiś handlarz, który postanowił zakupić większą ilość piwa. Ot, tak jak wspomnieli, w pobliżu była to jedyna gospoda z alkocholem, co też nie dziwiło, że zamożniejsi ludzie chcieli się zaopatrzyć w większe ilości trunków. Powodów mogło być tego mnóstwo. Chęć przehandlowania z większym zyskiem? Organizowanie zaślubin i posiadanie czegoś czym można by uraczyć biesiadników? A może po prostu facet lubił więcej wypić i jego składzik szybko wysychał? W każdym razie kiwnięciem głową oznajmiłem, że zrozumiałem i dziękuje za te informacje - nie chciałem sprawiać wrażenia niewdzięcznego, ani tym bardziej znudzonego, bo to nie była sytuacja w której można sobie było na to pozwolić. Zrażeni takim zachowaniem pozostali, mogliby wtedy uznać inne cenne informacje za również mało wartościowej. A to by w znacznej mierze pogrzebało moje dalsze możliwości działania.
Gdy tak w ciszy analizowałem to, głos zabrał chłopak, który wcześniej odważył się dobitnie mi odpowiedzieć, aby dać mu spokój. Teraz jakby zmieszany, a może nawet zlękniony, podzielił się czymś co mogło mieć znaczenie dla sprawy. I to olbrzymie bo wspominało również o fakcie wymienionym przez Asuke. - Powiedzcie mi coś więcej o tej świątyni... Kto w niej przewodzi? - spokojnie zapytałem chłopaka, choć pytanie tak na prawdę kierowałem do wszystkich, starając nie okazywać się jak mnie to zainteresowało. Ponadto chłopak był poddenerwowany, stąd nie chciałem mu uświadamiać jak wielkie znaczenie mają te słowa. Zgodnie też z tym co mi podsuwał, odebrałem od niego żółte szkiełko, uważnie mu się przyglądając. Ciągle miałem w pamięci słowa Asuki, która wspominała o żółtych grudkach na wypalonej ziemi. Czy to o tym była mowa? Zbierając jednak ciała, nie dostrzegłem takich śladów.
- Widzieliście coś takiego może wcześniej? - zapytałem pozostałych mając na myśli przede wszystkim ów zniszczoną osadę i pokazując ostrożnie przekazany przed chwilą mi "artefakt". Tu przypuszczałem, że większą wiedzą mógł się wykazać najstarszy z mężczyzn, choć było to tylko przypuszczenie. Gdyby się okazało, że jednak każdemu z tu obecnych obce jest znalezisko, zamierzałem jeszcze raz przyjrzeć się dokładnie całemu pobojowisku. Spytałem jeszcze jednak chłopaka o to czy przypomina sobie dokładnie ile tych wozów było - to też mogło mieć znaczenie.
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 23 paź 2016, o 22:23

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Czy zadanie pytania tej piątce miało jakiś sens? Oczywiście tak. Czy sens miały ich odpowiedzi? Miały, ale nie były zbytnio przydatne. Ot jakiś bogaty facet kupił sobie trochę piwa dla siebie i tyle. Na zapas albo do wybicia z kumplami w jeden wieczór. Nic specjalnego, nic niezwykłego. Druga informacja miała już nieco więcej sensu, biorąc pod uwagę że jeden element pokrywał się z opowieścią Asuki. Małe żółte przedmioty, jednak ich nigdzie nie było. Czemu dziewczyna je widziała a Shigeru już nie? Nie mogło minąć tak dużo czasu. Ciekawa sprawa. Shigeru jednak wolał pierw dowiedzieć się czegoś o świątyni. Młody odpowiedział równie szybko co poprzednio, tym razem nieco pewniej.
- Więc świątynia jest domem dla kapłanów jakiegoś tam kultu. Nie potrafię sobie przypomnieć jakich dokładnie, ale ich doktryna była oparta na potrzebie pokojowego współistnienia i samodoskonaleniu. Wiem bo czasami jakiś mnich zejdzie do naszej wioski to się podzieli wiedzą. Okoliczne wioski tanio sprzedają im podstawowe artykuły i jedzenie, jeśli mamy nadmiar...
- Przywódcą zdaje się jest Sakura Hoonura. Poczciwa staruszka, ale trochę pomylona. Niedługo jej 75 stuknie chyba. Co prawda dawno jej nie widziałem, ale swojego czasu trochę się podróżowało po świecie. - wszedł w słowo staruszek. Akurat o świątyni to mieli trochę do powiedzenia. Tylko że nadal informacje te nie pomagały za bardzo, bo fakt że świątynia szkoliła w duchu pacyfistycznym nie pomagała w sytuacji, gdzie trzeba było zająć się mordem całej wioski. Wykluczeni? A może warto by zbadać sprawę bliżej? Shigeru pokazał szkiełko, a następnie przekazał je w ręce najstarszego. Z uwagi na jego wielkie doświadczenie życiowe, to właśnie on może być osobą która to rozpozna. Staruszek popatrzył pod światło i ostrożnie zaczął badać.
- Chyba kiedyś widziałem coś podobnego. Ale teraz nie jestem w stanie powiedzieć gdzie. Pamięć już nie ta co kiedyś, wybacz. - staruszek nie wiedział co to, więc przekazał pozostałym tajemnicze szkiełko. Inni zastanawiali się, snuli różne teorie, przekazywali je sobie.
- Może to do jakiś rytuałów w świątyni? - wysnuł teorię młody.
- W sumie to całkiem ładne, może ten wóz był z towarami jakiegoś rzemieślnika?
- To chyba szkło nie jest, za grube. I patrz, że ani jednej rysy nie ma na sobie. No nie wiem... - w końcu zrezygnowani oddali tajemnicze szkiełko Shigeru. Żadnego pewnego pomysłu. Co teraz?
Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 24 paź 2016, o 20:14

Pojawił się trop, którego pociągnięcie dalej w obecnych okolicznościach wydawało się jedynym możliwym przedsięwzięciem. Nic innego poza tym nie miałem, choć liczyłem że dowiem się jeszcze czegoś po okazaniu wszystkim tu zebranym niezwykłego szkiełka, które chwile wcześniej przekazał mi młodzieniec. Moje oczekiwania jednak dość szybko się rozmyły, bo niestety nikt nie był mi w stanie czegokolwiek więcej powiedzieć, choć liczyłem że najstarszy z mężczyzn coś sobie jeszcze na ten temat przypomni. Z drugiej strony dowiedziałem się czegoś więcej o wspomnianej wcześniej świątyni, która mogła być również przystankiem dla zbrodniarzy o ile tylko faktycznie miałem właściwy trop. Jeżeli jednak tego nie sprawdzę to się nie dowiem.
- Sakura Hoonura - wymieniłem z imienia i nazwiska przełożoną klasztoru, upewniajac się że właściwie zapamiętałem. Jeżeli miałem przeprowadzić z nią rozmowę, wolałem nie przekręcić niczego z członów, bo nie wiadomo jakby to zostało odebrane, a nie chciałem zamykać żadnych ścieżek już na początku. - Dziękuje za te informacje. Zawsze to na początku jakiś punkt zaczepienia - stwierdziłem odbierając żółte szkiełko, które następnie ostrożnie wsunąłem do torby z uzbrojeniem. Rozejrzałem się dokoła, upewniając czy uczyniłem wszystko co mogłem. Plac został zbadany, ciała ułożone. Groźby niebezpieczeństwa raczej tu nie było, stąd był czas aby ruszać i rozpocząć właściwe śledztwo. Zanim jednak postanowiłem opuścić to miejsce, musiałem jeszcze raz upewnić się, czy wieśniacy aby na pewno mnie dobrze zrozumieli.
- Pamiętajcie teraz, że najbliższe dni będą kluczowe. Bądźcie ostrożni, trzymajcie blisko siebie jakąkolwiek broń i uważnie patrzcie obcym na dłonie. Przyślę do Waszej i do sąsiednich osad kogoś, by poinformował gdy zagrożenie zostanie wyeliminowane. Niech los Wam sprzyja - na sam koniec dorzuciłem, po czym kiwnąłem im głową na pożegnanie, a następnie ruszyłem w stronę klasztoru, traktem którym musiały jechać wozy. Skąd miałem taką wiedzę? Otóż przecież miałem ze sobą mapę Starszych na której były oznaczone ważniejsze tutaj lokacje.
Podróżując, tak jak poprzednio starałem się zachowywać podwyższoną ostrożność. Nasłuchiwałem oraz obserwowałem, ale też zastanawiałem się nad tym co zastanę gdy dotrę na miejsce. Ludzie wspomnieli, że jest to klasztor wyznający zasadę pokojowej egzystencji, więc raczej z ich strony nie spodziewałem się kłopotów. Bardziej martwił mnie ten korodów podróżnych, dlatego też starałem się nie marnować cennego czasu i dotrzeć tam jak najszybciej.
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 25 paź 2016, o 21:39

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Brak jakichkolwiek możliwości skłonił Shigeru do zadawania pytań na tematy mogące jakkolwiek poruszyć sprawę do przodu. A ponieważ brakło innego tropu, trzeba było uczepić się tego jednego. Mały szklany krążek, który teoretycznie był w dużych ilościach w zniszczonej wiosce. Teraz go nie ma. Czemu? Kto jest właścicielem czegoś takiego? Niestety Senju nie zdołał znaleźć wystarczającej ilości odpowiedzi ani w samym miasteczku, ani w zeznaniach mieszczan. Mimo tego udało się mu poznać lokalizację miejsca gdzie czegoś można się było dowiedzieć. Odebrał szkiełko, wcześniej zapamiętując imię przywódczyni kultu mającego siedzibę w świątyni. Pokojowi, głoszący pojednanie pomiędzy nacjami. Aż dziw że przetrwali w takim brutalnym świecie. Shigeru zwrócił się w stronę mężczyzn, by uważali w ciągu następnych dni i by nie opuszczali broni i uważali na obcych. Dodatkowo ktoś zostać ma przysłany kiedy sytuacja się uspokoi. Słowa te nie wyrwały większego wrażenia na obecnych, ale z drugiej strony po takich przeżyciach ciężko było oczekiwać czegokolwiek poza smutkiem i obojętnością.
- Nie omieszkamy skorzystać z tej rady. Przekażemy to wszystkim w naszej osadzie. - powiedział staruszek i delikatnie skłonił głowę.
- To może... ja pobiegnę to przekazać, a wy jeszcze przeszukajcie domy. Może o kimś zapomnieli... czy coś. - młody o dziwo wykazał zaskakującą błyskotliwość. Ma sens, z drugiej strony Shigeru nie mógł w tym pomagać. Czas naglił, każda kolejna minuta mogła kosztować życie kolejnych ludzi, może nawet całe wioski? Cała piątka lekko skłoniła głowę kiedy Senju odchodził w stronę świątyni właśnie. Mapa może i była trochę ogólna, ale była na niej zaznaczona także świątynia. Co prawda ten mały kształt obok drogi mógłby znaczyć cokolwiek, ale trochę informacji ujawniło przeznaczenie tego kształtu.

Podróż była zdecydowanie krótsza od tej pierwszej, mimo że świątynia nie była aż tak znowu blisko. Droga w każdym razie była jedna, z niewielkimi rozwidleniami prowadzącymi w zasadzie nigdzie. Mapa była dość pomocna w kwestii nawigacji. Niewiele czasu minęło zanim w jednej z odnóg drogi udało się dostrzec pomiędzy drzewami drewniany budynek. Rozciągnięty w każdą stronę - wysoki, szeroki i długi. Co prawda do największych budynków w osadzie Senju nadal mu było daleko, ale z pewnością nie była to mała kapliczka na zadupiu, opuszczona i zapomniana. Nic z tych rzeczy. Przy stosunkowo niewielkim wejściu stał ktoś. Ubrany specyficznie, całkowicie na biało. Biała kamizelka nałożona na gołą klatę, biała czapka rodzaju beret, a także białe płócienne spodnie. I drewniane sandały, już nie białe. A na głowie ani jednego włosa. W dłoni trzymał długi kij, tak długi jak on sam. A mężczyzna miał z dwa metry, więc było to dość dużo. Opierał się plecami o jeden z drewnianych słupów przy wejściu. Kiedy tylko Shigeru pojawił się w zasięgu wzroku jegomościa, ten odbił się delikatnie od ściany do pozycji stojącej. Kij trzymany w dłoni jednym końcem stykał się z ziemią. Oczekiwał na Shigeru, wodził wzrokiem. Mimika wskazywała na zainteresowanie przybyszem.
Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 26 paź 2016, o 20:42

Wszystko co mogłem dla tych ludzi uczynić zrobiłem, pozostało się pożegnać, życzyć sobie szczęścia, a także przedłożyć najpotrzebniejsze w tej chwili rady. Gdy i to uczyniłem - w końcu się rozstaliśmy, a ja udając się w dalszą wędrówkę miałem nadzieję, że nie spotka tych ludzi nic złego. Wciąż miałem w głowie obraz śmierci i zniszczenia z poprzedniej wioski i miałem nadzieję, że już nigdy nie będę zmuszony patrzeć na to, przynajmniej w swoim ojczystym regionie. Świadomość, że takie cierpienia ponoszą Twoi rodacy, niosło straszne spustoszenie dla ducha, dlatego też spieszyłem się nie zatrzymując na żadne odpoczynki, by jak najszybciej dotrzeć do kolejnego punktu na mojej mapie i odsłonić kolejne puzzle w tej straszliwej układance.
Podróż na szczęście nie trwała długo - wynikało to przede wszystkim z niedużej odległości, która była w porównaniu do ostatniej wędrówki znacznie krótsza. Większych problemów z dotarciem na miejsce również nie miałem, po prawdzie wynikało to z posiadania mapy, a po drugie, że rozwidlenia które napotykałem znacząco odróżniały się od głównej ścieżki, która była po prostu wygodniejsza, solidniejsza i nasuwało przeświadczenie, że to tędy musiały podróżować wspominane wcześniej wozy. Teraz znajdując się na miejscu, widziałem przed sobą znaczny budynek, któremu jednak wielkością brakowało znacznie do tych największych w samej stolicy Shinrin. Co jednak najważniejsze - nie byłem tu sam. Chwile po przyjrzeniu się budowli dostrzegłem mężczyznę - wysoki, szczupło zbudowanego, który ubrany całkowicie na biało, jedynym towarzyszem jego był tak samo długi kij.
Zatrzymując się, pozwoliłem sobie na zachowanie dystansu. Nie chciałem w głupi sposób wpaść w jakąs zasadzkę o ile taka była zastawiona... a z drugiej strony też nie chciałem mężczyzny spłoszyć, tym bardziej że widocznie poruszyła go moja obecność tutaj. Pozwoliłem ciszy zawisnąć między nami, lustowanie siebie wzajemnie, a także okolicy było na chwile obecną jedyną czynnością jaką wykonałem, do momentu aż upłynęło kilka następnych chwil. Dopiero wtedy upewniając się, że jesteśmy tu sami, przemówiłem do mężczyzny.
- Zostałem tutaj przysłany przez władze osady Shinrin. Wioska, która sąsiadowała z Waszym kościołem została unicestwiona, a jej mieszkańcy wyrżnięci. Muszę porozmawiać z przeorą tego zakątka, Sakurą Hoonura - oznajmiłem poważnie, dalej zachowując dystans, ale grając w otwarte karty. Ubiór jak i postawa mężczyzny wskazywała mi, że mam właśnie do czynienia z człowiekiem wyznającym kult pacyfizmu, choćby jego broń mogła na to wskazywać. Miałem tylko nadzieję, że ten kult nie broni im rozmawiać z nieznajomymi... Czas naglił.
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 27 paź 2016, o 22:07

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Senju bogaty o nowe informacje i doświadczenia, z czego niektóre dość niepokojące, skierował się w stronę świątyni. Miejsca gdzie mógłby znaleźć potencjalne odpowiedzi na pytania, które go dręczyły. Teraz jednak stanął naprzeciw tajemniczego jegomościa stojącego przy wejściu. Strażnik raczej mierny, bo zwykłym kijem nie powstrzymałby bandy rabusiów. Chociaż kto tam go wie, być może jest mistrzem we władaniu tym niepozornym orężem. Jego błękitne oczy lustrowały Shigeru kiedy ten podchodził. Ostrożnie zmniejszał dystans, mając na uwadze możliwość jakiejś pułapki. Mimo że nic na to nie wskazywało, ale ostrożność była wskazana, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Żaden się nie odzywał podczas kolejnych kroków Shigeru, po prostu lustrowali się wzrokiem. W końcu Senju przełamał ciszę i wyjawił powód swojej wizyty. Z początku znudzony i w miarę obojętny wyraz twarzy mężczyzny szybko się zmienił na lekkie niedowierzanie i szok. Jego łysina lekko oślepiała Shigeru, odbijając promienie słońca pochodzące z góry. W tym miejscu drzewa były mocno rozrzedzone.
- Ale że co? Poważnie? Ostatnio same złe rzeczy dzieją się w tej okolicy... Mogę wpuścić, ale od Sakury-dono zależy czy zostaniesz dopuszczony. - powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i otworzył drewniane drzwi. Za nimi znajdowało się stosunkowo długie pomieszczenie z szeregiem przesuwanych drzwi. Mniej więcej w połowie korytarz nieco się rozszerzał by zrobić miejsce dla schodów prowadzących w górę i w dół. Więc ten budynek miał też piwnicę. Bezimienny strażnik natychmiast poprowadził w kierunku schodów. Na górze układ pomieszczeń był mniej więcej podobny, z wyjątkiem kilku pomieszczeń z drzwiami zwyczajnymi, opartymi na zawiasach. To właśnie do jednego z nich podeszliście. Łysy zapukał dwukrotnie. Po kilku sekundach lekko się uchyliły. Na tyle, by jakiś mężczyzna mógł wystawić głowę. Mężczyzna był bardzo postawny, miał niemalże kwadratową szczękę. Ubrany był w tradycyjnym stylu, podobnie co łysy strażnik. Miał czerwoną chustę zakrywającą górną część głowy, włącznie z czołem. Spojrzał się pytająco pierw na łysola, potem na Senju. Głównie skupił się na nim.
- Gamagoshi-san, ten mężczyzna chce rozmawiać z Sakura-dono. Podobno chodzi o zniszczoną wioskę w najbliższej okolicy. - powiedział. Kim był ten człek za drzwiami, skoro pytał się go o audiencję? Możliwości było sporo, ale Shigeru nawet nie dano ich przeanalizować.
- A co jeśli kłamie? Sam wiesz jak skończyła się ostatnia wizytacja. Zresztą... stan matki nie jest dobry. Nie wiem czy będzie w stanie z nim porozmawiać. Czekajcie. - facet który okazał się synem Sakury zamknął drzwi. Mimo jego dość potężnej postury i niskiego głosu, starał się zachowywać ciszę. Może by nie przeszkadzać za bardzo swojej matce? Skoro choruje... jakkolwiek to interpretując.

Minęła minuta, dwie, trzy. Coś długo się dopytywał. Jednak w końcu drzwi otworzyły się na oścież. Mężczyzna, który po wyprostowaniu się mógł z powodzeniem walnąć głową o fragment ściany nad drzwiami, odsunął się trochę w bok. W jego ręku połyskiwała równie duża glewia. Pacyfizm, co?
- Matka się zgodziła. Wejdź. Ale nie próbuj niczego głupiego, dla twojego dobra. - powiedział, po czym pozwolił Shigeru wejść do środka. Łysol z kolei został na zewnątrz, zapewne potem wrócił do pełnienia swoich obowiązków strażnika. Pokój do którego został wpuszczony był całkiem pokaźny, ale największą jego część zajmowało solidne loże. W jego centrum leżała kobieta, która pewnie była Sakurą. Wątła, pomarszczona, chuda. Ale nie wychudzona, wyglądała na bardzo zabraną. Nieliczne białe włosy spięte zostały w kok za pomocą czerwonej wstążki. Na jej szyi dało się zauważyć owinięty bandaż. Po dwóch stronach łóżka stała kolejna dwójka adeptów filozofii pokoju. Jeden z glewią, druga z kataną przy pasie. Bardzo adekwatne widoki do zeznań chłopa w zniszczonej wiosce. Byli mniej więcej w podobnym wieku co człowiek-góra. Część pokoju została oddzielona parawanem za którym stały jakieś szafki, a także statyw alchemiczny. Wygląd pomieszczenia był bardzo surowy, praktycznie zero dodatków. Za wyjątkiem małego ołtarzyka z zapalonymi wonnymi świecami. Shigeru momentalnie poczuł delikatną woń róż. Kobieta milczała, wszyscy w pomieszczeniu też. Obserwowali Shigeru z widoczną ciekawością, ale i lekkimi obawami. Czy to co powie faktycznie będzie prawdziwe?
- Możesz mówić. - powiedział goryl, tym samym dając przyzwolenie do wypowiedzi. Może matka nie była w stanie tego powiedzieć? Faktycznie jej stan jest bardzo poważny.

Murai
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Shigeru » 29 paź 2016, o 14:32

Chwila milczenia jaka zapadła między mną, a nieznajomym łysym strażnikiem, nieco się dłużyła, aż ostatecznie to ja ją postanowiłem przerwać, tłumacząc swój pobyt przybycia. Moja uwaga wyraźnie zaskoczyła jak i wzburzyła kapłana, co też odebrałem z smutnym, ale jednak zadowoleniem. Oznaczało to, że mam przed sobą kogoś, nie zadufanego w sobie, osobę której dobro innych również w pewnym sensie leży na sercu. Mężczyzna zakomunikował, że owszem wpuści mnie, ale to od samej przeory będzie zależało, czy do spotkania dojdzie.
- Rozumiem, prowadź więc - rzuciłem w jego stronę, z zrozumieniem, że on sam nie może podejmować dalszych decyzji, był jedynie strażnikiem bądź kimśkolwiek komu akurat przydzieloną taką role. Kto inny był tu od wydawania rozkazów i skoro otrzymałem wcześniej informację, że to kobieta prowadzi tą świątynie - nie byłem zaskoczony taką decyzją. Kapłan nie wdawał się dalej w zbędne pogawędki, tylko od razu skierował swoje kroki do kaplicy, otworzył na oścież przestronne drzwi, a następnie gestem nakazał ruszać dalej, co też uczyniłem.
Środek świątyni w środku wydał się znacznie większy niż z zewnątrz. Środkiem korytarza przebiegały po obu stronach liczne przesuwane drzwi co mogło nasuwać przypuszczenie, że mieszczą się tam klitki mieszkańców tego budynku. Nieco dalej następowało rozszerzenie korytarza, gdzie też mieściły się schody na górę, a także przejście na dół. To w tamtą stronę poprowadził mężczyzna gdzie ukazał się nam podobny widok, z tym wyjątkiem że kilka innych wejść opartych było nie na suwakach, a na zawiasach. To do właśnie jednych z takich drzwi podeszliśmy, gdzie też towarzyszący mi "strażnik" zapukał.
Po kilku sekundach w uchylonej wnęca ukazała nam się kwadratowa szczęka postawnego mężczyzny. To co jednak przede wszystkim w pierwszej kolejności rzuciło mi się w oczy to co miał przy sobie, a mianowicie glewia, której było dalej do pacyfistycznej broni. Mężczyzna wymienił krótko z chwile wcześniej poznanym przeze mnie strażnikiem kilka uwag, sugerując również, że to co mówiłem mogło być zwyczajnym kłamstwem, ale w końcu postanowił zgodzić się zapytać o zgodę "matkę". Przypuszczałem, że może tu się więcej ludzi tak zwraca do tej kobiety, choć zaniepokoiła mnie wiadomość i jej niedobrym stanie. Chwile wcześniej słyszałem równie niepokojącą informację o tym, że zniszczona wioska jest kolejnym nieszczęściem jakie ich dotknęło. Czyżby chodziło tu własne o to?
Czas niezmiernie mi się dłużył za drzwiami w oczekiwaniu na podjętą przez nich decyzje. W pewnym momencie miałem wrażenie, że mija już któraś minuta, choć w rzeczywistości mogły to być tylko sekundy, gdy wreszcie usłyszałem ruch za drzwiami, a chwile potem te otworzyły się na oścież. Zaproszony do środka i ostrzeżony aby nie sprawiać problemów, kiwnięciem głowy potwierdziłem że zdaje sobie sprawę z możliwych konsekwencji i aby nie tracić więcej cennego czasu, przeszedłem przed próg drzwi. Znalazłem się tym samym w bardzo przestrzennym pomieszczeniu którego centralnym punktem było z pewnością potężne łoże na którym spoczywała drobna, starsza kobieta. W jej włosach był wpięty była czerwona wstążka, kolejny charakterystyczny symbol-kolor, który widziałem też na głowie ostrzegającego mnie mężczyzny. Kolejną rzeczą rzucającą się w oczy w jej przypadku to bandaż, który okrywał jej szyję. Przy jej łożu znajdowało się dwóch kolejnych postawnych mężćzyzn, którzy znacznie przewyższali mnie swoją budową. Czy budziło to mój respekt? W moim przypadku dużo większe znaczenie miało to co przy sobie nosili - kolejny dowód na ich pacyfizm. Lustrując spojrzeniem całe swoje otoczenie, zaczynałem nabierać nieprzyjemnego wrażenie, że wystarczy jeden niezrozumiały gest z mojej strony, a może polać się krew.
Do głowy przyszła mi też całkiem zabawna, czy też przerażająca myśl, że może wcale nie mam do czynienia z uczniami ów kultu, tylko z przebierańcami, którzy podszyli się pod to założenie, aby ukryć się przed pościgiem...

- Sakuro Hoonura - dono, wybacz że zakłócam Twój spokój, ale niedawne zdarzenia nie pozwalają czekać. Osada, która z Wami sąsiaduje została dzisiejszej nocy unicestwiona. Jej mieszkańcy nie żyją - zostali złożeniu bez honoru w jeden stos uwieńczony nabitą na widły głową - oznajmiłem, lustrując każdego z osobna swoim twardym spojrzeniem, nie zamierzając tracić słów na łagodne określenia, bo też chciałem aby Ci ludzie poczuli słuszny gniew, wzburzenie, co też mogło ich ukierunkować na współpracę ze mną - Zamierzam odnaleźć winnych tej zbrodni, a moim jedynym tropem jest karawana, która musiała tędy przejeżdżać. Pozwólcie, że coś Wam także pokaże - dodałem, po czym jedną rękę uniosłem do góry podniesioną w z otwartymi palcami w celu ukazania, że nie mam złych zamiarów, a drugą powoli sięgnąłem do torby gdzieś też schowałem znalezione szkiełko, które było jedyną tajemniczą pozostałością, scalającą do kupy tą historię - Czy wiecie co to jest? Kobieta, której udało się do Shinrin dotrzeć i powiadomić o tej zbrodni, mówiła że na zgliszczach spalonej osady... Było tego pełno. Po moim przybyciu nic jednak takiego nie widziałem. To jedyny ślad potwierdzający ów historię. Moje spojrzenie powróciło do kobiety, zastanawiałem się czy może odpowiadać, czy też doznane obrażenia czy też choroba jej to uniemożliwia. Nie wiedziałem co jej się przydarzyło, co jej dolega, przypuszczałem że zaraz mogę poznać część tej historii i na jej podstawie podejmę kolejne decyzje. Mężczyźni Ci mogli nie wiedzieć, że posiadam pewne umiejętności, którego by tu mogły pomóc...
Shigeru
 

Re: Północne Tereny, gdzieś przy granicy z Sakai

Postprzez Murai » 31 paź 2016, o 20:09

Tkacz Marzeń
Wyprawa dla Shigeru


Widok potężnych mężczyzn uzbrojonych w równie ogromne bronie poddawała wątpliwości pacyfizm tej grupki. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że są to tak naprawdę sprawcy całego zdarzenia pod przebraniem. Że byli mieszkańcy tych świątyń leżą gdzieś w piwnicach, na podobnym stosie co ci w zniszczonej wiosce. Że wszystko to jest jednym wielkim teatrzykiem mającym na celu niewzbudzanie podejrzeń mieszkańców wokoło tego ośrodka? Tak, to ma sens. Jakie są dowody? Glewie, katany, wszelkie bronie które odrzucały pokojowy i pacyfistyczny charakter tej instytucji. Czy były to dowody wystarczające czy nie - to zależało tylko od Shigeru i jego osądu. Nikt nie wydawał się przyjazny w stosunku do niego, jednak czego spodziewać się kiedy mowa o takich brutalnych rzeczach jak mordowanie całych wiosek? Herbatki i kurtuazji? Bez szans. W pomieszczeniu dało się wyczuć widoczne napięcie, które nie znikło po przemowie Shigeru. Wręcz przeciwnie, na twarzach ludzi dało się wyczytać lekkie niedowierzanie. Że niby co się stało? Cała osada znikła z powierzchni ziemi? Każdy stał jak wryty, słuchając z najwyższym skupieniem. Ale milczeli, nic nie mówili. Wszyscy zwrócili się w stronę Sakury, u której ciężko było zauważyć reakcję. Poza tym, że zamknęła oczy. Goryl podszedł do Senju i odebrał mu szkiełko, pierw samemu dokładnie się przyglądając. W tym samym czasie dziewczyna stojąca obok łózka podała Sakurze czysty zwój i pędzelek namoczony w atramencie. Niepewną ręką zaczęła powoli pisać po płótnie, kreśląc kolejne symbole i znaki. Raz zdarzyło się że ręka zjechała jej w nieodpowiednim kierunku, ale dłoń stojącej obok dziewczyny stabilizowała ją, pomagała wrócić na właściwe tory. Kiedy skończyła pisać, oddała pędzelek, a stojąca obok dziewczyna obróciła zwój w stronę pierw Shigeru, a potem do reszty. Było na nim napisane kilka słów.

Powiedzcie mu o tym sprzed tygodnia.


Więc jednak nie mogła mówić. Może była zbyt wycieńczona? Może doznała jakiejś strasznej rany w przeszłości? Musiała być poważna, a na pewno wezwali wielu uzdolnionych medyków. Chociaż wiele zależało od okoliczności. Komunikat był prosty - powiedzieć Senju o tym, co działo się tydzień temu. Goryl jedynie kiwnął głową w geście zrozumienia.
- Tydzień temu przyszło dwoje ludzi z okolicznych miasteczek. Przerażeni mówili że potrzebują pomocy, bo po drodze zostali napadnięci. Znaliśmy ich, więc nie było problemu z wejściem. Narobili takiego rabanu, że sama Sakura-dono wyszła i spytała się, o co chodzi. I wtedy... Ten wieśniak podbiegł do niej. nawet nie mogliśmy zareagować. Wyciągnął coś z rękawa, błysnęło. I polała się krew. - powiedział to wszystko prawie beznamiętnie, pod koniec dało się wyczuć lekką wściekłość. Dobrze szło mu maskowanie uczuć, ale ostatnie słowa były przepełnione wręcz gniewem. Pokojowe, pacyfistycznie nastawione ugrupowanie... czyż nie? W tamtym momencie sami stali się ofiarą agresji. Ale uzasadnionej?
- Matka padła na ziemię. Prawie natychmiast rzuciliśmy się na nich, ale wtedy drugi wieśniak strzelił z ust płomieniem, z podłogę. Przepalił ją na wylot. Przez dym nic nie widzieliśmy. Uciekli. Matka natychmiast otrzymała pomoc medyczną. Głębokie nacięcie gardła, szczęśliwie ominęło aortę. Ale Matka nie jest w stanie mówić. Dlatego od jakiegoś czasu jesteśmy bardzo ostrożni, na wypadek gdyby wrócili. - goryl zakończył swoją rozmowę. Więc to wiele wyjaśniało. No, nadal za mało, pojawiły się też kolejne pytania. Kim byli ci dwaj osobnicy, poza Shinobi? Dlaczego zechcieli dokonać zamachu na życie Sakury? Ale na te odpowiedzi niestety nie sposób było poznać odpowiedzi.
- Możesz podać mi to żółte coś, Gama? - dziewczyna przy łóżku zwróciła się do goryla, a ten podszedł i podał tajemnicze szkiełko. Dziewczyna zaczęła badać tajemniczy obiekt. W końcu powiedziała: - Chyba z czegoś podobne był zrobiony ten szpikulec, którym ciął ten ktoś. Koror taki sam, podobnie półprzeźroczysty. Ale widziałam tylko przez chwilę. - powiedziała niepewnie. Ale nic więcej. Dlaczego te żółte krążki zniknęły? I czym były? Nadal dużo pytań, nadal mało odpowiedzi. Sakura kiwnęła głową w kierunku dziewczyny, a ta natychmiast podała zwój i pędzelek. Dziewczyna w skupieniu patrzyła na to, co Sakura chciała przekazać. Po chwili dziewczyna podała żółte szkiełko kobiecie, a właściwie wsadziła mu go w dłoń. Po pomieszczeniu rozległy się ciche pomruki. Skoro jest to stworzone z tego samego materiału, co broń agresora, to nierozważnym było tego dotykać? Równie dobrze obrywając mieczem można unikać kontaktu z jakimikolwiek metalami. Kobieta ponownie chwyciła pędzel i napisała kilka słów, które dziewczyna pokazała Shigeru i wszystkim innym. Tym razem proces pisania trwał nieco dłużej, ale biorąc pod uwagę jej stan i długość wiadomości, nie było w tym nic dziwnego.

Kryształ stworzony z chakry. Widziałam to podczas dawnych podróży, na północnej części lądu. Niszczy się kiedy właściciel tego zapragnie.

Murai
 

Następna strona

Powrót do Shinrin

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości