Fukurō

Najdalej wysunięta na północ prowincja Prastarego Lasu. Obszar ten jest zamieszkiwany oraz kontrolowany przez Ród Senju. Prowincja w ogromnej części pokryta jest lasem, który jest schronieniem zarówno dla zwierząt jak i ludzi w nim żyjących. Shinrin od zachodu graniczy także z „niezbadanymi terenami” co może w przyszłości zaowocować potyczkami zbrojnymi. W prowincji rozwinięte jest głównie zbieractwo oraz łowiectwo.

Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 27 lip 2016, o 21:04

Obrazek

Była to niewielka osada zamieszkiwana z pokolenia na pokolenie. Jej założyciele nie przewidywali chyba, jak problematyczna jest jej lokalizacja. Wciśnięta na granicy trzech prowincji władanych przez potężne rody Uchiha i Senju. No i Akimichi. Granice czasem się delikatnie przesuwały, bandyci wędrowali po lasach, często opłaceni przez jeden z rodów by zaszkodzić sąsiadom. A że najemnicy nie dbali o to, komu konkretnie działa się krzywda... Fukurō - nazwane tak na cześć pięknych sów polujących w tych rejonach - miało więc historię spisaną krwią. I pracą drwali w tartaku, największym (i jedynym) źródłem dochodu. Właścicielem był oczywiście ojciec Kazumi. Wszystko to jakoś funkcjonowało z mniejszym (choć częściej większym) zyskiem, a ludzie nie narzekali. A potem wszystko diabli wzięli. Dokładniej mówiąc - szkielety, słudzy Akuryo.
Obecnie miejsce te to tylko resztki budynków, spalone na węgiel kikuty dawnych domów. Czy ktoś ocalał z ataku poza srebrnooką? Z pewnością tak, w końcu na ulicach nie leżą trupy... Chyba, że to zasługa zwierząt. Czyżby potrzebny był detektyw? A przynajmniej ktoś żywy, zdolny do wyciągania logicznych wniosków.
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 28 lip 2016, o 10:16

~Żniwa wojny...
1/15




Nieopodal rozgrywała się wojna, która wraz z upływem kolejnych sekundy pochłaniała kilka istnień, prawie całe lub nawet całe... Wojska przewodzących rodów opuściły swe rodzinne domy by spotkać się na pograniczu, w miejscu gdzie zakończyć miały się wszystkie porachunki. Ludzie przydzieleni do straszy, którzy powinni naturalnie patrolować tutejsze lasy czy sprawdzać stan tutejszych mniejszych osad, rozwiązywać problemy związane z bezpieczeństwem. Ci... nazwijmy ich strażnikami, w ostatnich czasach nieobecni sprawili, że uaktywnili się bandyci, grupy ludzie, którzy skorzystali z zaistniałej sytuacji. Każdy z osobna, mająca swoich liderów. Byli Ci zdolni jednym tchnieniem zniszczyć mniejszą wieś, dowodzili też tacy, co do takiego ruchu potrzebowali swych ludzi i dwóch prostych słów "spalić wszystko".
Fukuro, wioska w której wychowała się niejaka Kazumi, byłą jedną z tych... których nie pozostało prawie nic. Młoda dziewczyna maszerowała sprawnym krokiem po tutejszej głównej drodze, prowadzącej właśnie do jej rodziny. Myślami natomiast stawiała kroki po jakże przeróżnych wspomnieniach, lekko przemieszanymi z tym co działo się ostatnio. Mogła błąkać się jednak między własnymi myślami, gdyż jej ciało odruchowo szło w chcianym kierunku. Na około bujne drzewa, które nigdzie indziej nie były tak majestatyczne jak w kraju należącym do Senju. Potężne, zdrowe, mające gęstą koronę, rzucały cienie chroniące przed dzisiejszym słońcem. Co też było idealnym klimatem do podróżowania. Wietrzyk również nie raz zaszeptał Ci do uszka, miłym orzeźwiającym delikatnym słówkiem.
Zwiastunem podróży nie mogło być nic innego jak szczęśliwe dotarcie do wioski i sprawdzenie co nowego... Rzeczywistość potrafi być jednak suką i wszystko może nam się tylko wydawać. Kazumi zbliżała się do domu. Widziała już pierwsze zarysy, które nie pasowały do jej wspomnień. Oddalone kontury zdawały się być jakby czarniejsze, choć zrzuciła to na wyobraźnie, to po prostu przyśpieszyła. Któż wie czy odczuła ten przeskok czy też nie. Ważniejsze było to, że z kolejnym malującym się coraz ostrzej obrazem zwyczajny chód przerodził się w szybki bieg, aż do momentu kiedy wszystko było już jasne. Kiedy dostrzegła unoszące się w powietrzu skrawki dymu, kiedy w jej ślepiach odbiły się resztki domostw, które tworzyły w jej głowie przeróżne obrazy... Jakie były? Niech opowie o swych emocjach nasza młoda bohaterka Kazumi. Stojąca teraz na granicy lasu i wioski, lustrująca z głównego wejścia wszystko co możliwe, być może zdziwiona lub wystraszona na tyle tym co zobaczy wraz z kolejnymi krokami, że postanowiła...


/Trochę nie wiedziałem jak się za to zabrać, bo od Ciebie posta wstępnego nie było. KP przeczytałem wygląd i charakter, troszeczkę może nie dostosowałem się do charakteru za co ewentualnie przepraszam. Możesz mnie poprawić w swoim poście, wtedy będę mógł bardziej opisać emocje : )
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 28 lip 2016, o 13:11

Płonie ognisko i szumią knieje!
Obrazek
A nieumarli są wśród nas.


Wędrowała traktem którego nie znała, mijając ludzkie siedziby, większe i mniejsze, niektóre przygotowane do obrony, inne gotujące się do łupieżczych wypraw. Sama droga była jednak względnie spokojna i bezpieczna. Pogoda nie znęcała się nad wycieńczoną podróżną, a w jednej karczmie - podupadającej z braku klientów - udało się jej nawet wyżebrać trochę jedzenia. Szła dalej, z każdym krokiem zbliżając się do domu.Wojna między Senju a Uchiha zniechęciła handlarzy do używania tych tras, a skoro zabrakło ich taborów i przybyło uzbrojonych shinobi, bandyci musieli skryć się w gęstwinach... Albo zaoferować swoje zdolności za opłatą. Nikt jednak nie niepokoił Kazumi, która w końcu, w opłakanym stanie, dotarła do Fukurō. Było południe, nie miała więc choćby najmniejszej szansy na usłyszenie (o zobaczeniu nawet nie myśląc) słynnych sów. Ale spaloną i wymarła osadę poczuła (i niedługo później zobaczyła) bez trudu. Nawet nie pamiętała, by biegła. Ale musiała biec, inaczej nie łapałaby powietrza w usta jak ryba wyjęta z wody. Nie upadłaby na kolana, które nie mogły jej utrzymać.
- To niemożliwe... - wyszeptała, wpatrzona w zgliszcza. Chciałaby to negować, uwierzyć, że to tylko genjutsu jej senseia, ale znała prawdę. Jej dom przestał istnieć, a wraz z nim cała osada. Jak wielu ludzi, którzy wcześniej tu mieszkali, zginęło z kościstych rąk? Ich krew zrosiła ziemię, pozostawiając po sobie ciemne plamy. Po pierwszym szoku, na który się przecież przygotowywała całą drogę, zaczęła zwracać uwagę na szczegóły. Z niektórych miejsc nadal unosiły się strużki dymu, a z popiołów czuć żar. Czyli od chwili jej porwania minęło niewiele czasu. Dzień? No i czas powrotu, czyli dwa dni. Czterdzieści osiem godzin. Dwa tysiące osiemset osiemdziesiąt minut. Sto siedemdziesiąt dwa tysiące osiemset sekund. Dla jednej, zbłąkanej istoty była to nieskończoność, która zmieniła ją i jej życie. Pytanie tylko, jak bardzo? Odpowiedź ukształtuje się później.
Miejsce wydawało się opuszczone przez ludzi, żadnych rozmów, krzyku czy choćby śladu ogniska, poza zwęglonymi domostwami rzecz jasna. Młoda Sarutobi nie miała zamiaru popadać w rozpacz, co to to nie! Zbyt wiele emocji kłębiło się w jej drobnym ciele, by dokładać do nich kolejne. Zamiast tego miała zamiar rozejrzeć się po okolicy, zaczynając od miejsca, które kiedyś było jej domem. Powędrowała więc do centrum osady, prześladowana radosnymi wspomnieniami, które teraz przypominały igły wewnątrz niej. Może uda się jej odnaleźć przynajmniej ślady ocalałych?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 28 lip 2016, o 14:21

~Żniwa wojny...
3/15




Pierwszy krok był najtrudniejszy, zebranie w sobie takiej siły graniczyło z niemożliwym, stałaś... a w oczętach Twych odbijały się obrazy, które na zawsze wyryją Ci to wszystko w majestatycznym notatniku zwanym życie. Ktoś jakby wziął do ręki delikatne pióro, czysto białe, bielsze niż najczystszy śnieg, zamoczyło w atramencie. Lecz dzierżący pędzel historii życia człek nie ułożył go delikatnie na kolejnej stronie, chwycił z całej siły, całą dłonią, nie w opuszki palców, lecz z brutalnym niezahamowanie, nieludzkim gniewem, szarpiąc przy tym pięknie ułożone piór. Od razu przybrało kształtów potarganego, zgniecionego, nadszarpniętego przez coś co nigdy nie powinno go tknąć. Potwór nie zaprzestał, tak jak mocno trzymał, z identyczną siłą cisnął tym w notatnik, przebijając kolejne dwie strony... Jakby były to dwa dni, których Cie tutaj nie było. Z dziury zaczęła sączyć się krew i to teraz ona była nałożona na końcówkę pióra. To nią zapisano teraz cały tekst...
Obraz zmieniał się z sekundy na sekundę, ślepia chaotycznie latały po wszystkim co dostępne było na pierwszy rzut oka, czarny popiół, tlący się dym, bijące jeszcze fale serca, jakby były to ostatnie tchnienia tejże wioski. Mocniej zacisnęłaś zęby, które zaskrzypiały jakby to nowe okno zostało zbyt mocno zamknięte. Aż wreszcie zebrana w sobie postawiłaś pierwszy krok. Od razu kierując się do swojego domu. Przechodząc między pozostałościami wioski, z niepewnością przemieszaną z ludzką ciekawością, co też się tutaj stało. Pierwszy mijany dom nie ukazał nic, poza tym co ogólnie widziałaś, drugi natomiast trzymał w sobie więcej pozostałych szczegółów. Utrzymały się w nim ramki drzwi, toteż wyobraźnia wymalował od razu przeszłość do kogo to należało... Kim byli domownicy i co Cie z nimi łączyło, ślepia zatrzymały się na moment tuż pod nimi, gdyż to tam był własnie pierwszy ślad plamy krwi. Tuż obok leżały również w połowie spalone drzwi, gdzie odbity był znak z krwi, przypominał płomień.
Nic więcej w tym miejscu nie było godnego uwagi, krocząc dalej natrafiłaś następny w kolejce dom. W jego środku ostały się niedopalone schody, na których leżał pluszowy miś. Niezgrabnie wyhaftowany, z jednym okiem i uchem, które z daleka wyglądały na wyrwane. Dodatkowo z boku pozostałości po tej chatce, leżał sznur, ucięty czymś ostrym w pewnym miejscu. Wyobraźnia znów zaczęła działać i tworzyć różne obrazy, miś... dziecko, które tutaj miało swój dom, zostawiony pozostał raczej nie ot tak. Sznur, ktoś był związany, być może się wydostał lub przeciął to sprawca by zrobić z ofiarą coś innego...
I tak kolejne obrazy mijały Ci przed ślepiami. Trzeba było by się zatrzymać i dokładnie wszystko obejrzeć, lecz najpierw, własny dom i to co po nim zostało. Już widziałaś go z daleka, trzymał się o dziwo zbyt dobrze w porównaniu do pozostałych. Miał wyważone drzwi, które ledwo trzymały się na ostatnich zawiasach, spaloną prawą ścianę i część dachu. Jakimś cudem ten jedyny został prawie ocalony. W tym miejscu na ziemi było sporo śladów, mniejszych, większych. Były odciski nagich stóp, a także większa część była do siebie podobna, jakby wszyscy mieli te same buty. To na pewno nie mieszkańcy wioski mieli takie same obuwie. Dotarłaś pod drzwi, te zakołysały się jakby mówiąc "nie". Pozostała decyzja... Czy na pewno chcesz wejść do środka?
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 28 lip 2016, o 20:53

To musi być sen!
Obrazek
Nie, to koszmarna rzeczywistość.


Przeznaczenie, los, bóg albo i cały panteon... Wszystkie te idee, w które wierzą ludzie od zarania dziejów mają pewną skłonność do tworzenia nieprawdopodobnych zjawisk. Dzięki nim powstają przezabawne zbiegi okoliczności, z popiołów żalu odradzają się mściciele, a bohaterowie wkraczają na wieki do legend. Czyżby właśnie tak samo miało być z Kazumi? Wędrowała ulicami tego, co kiedyś było dobrze prosperującą osadą. Teraz było to co najwyżej pogorzelisko. Słyszała tylko siebie - bicie serca, oddechu, chrzęst żwiru pod butami. Szkielety domów nie patrzyły na nią, kruki nie krążyły nad głową jak po piewcach złych wieści można by się spodziewać. Może na nie tak odległym polu walki miały więcej roboty? Srebrnooka szła dalej, przypominając sobie poszczególne fragmenty z dzieciństwa. Z kim się bawiła, o co się kłóciła, jak wyglądali jej sąsiedzi... Ale wracając do przeznaczenia, jej dom pozostał w prawie nienaruszonym stanie. Prawie nienaruszonym. Bo co z tego, że prawie wszystko wokół spłonęło? Zasady przeznaczenia musi zrobić swoje, heh. Stanęła niezdecydowana, bojąc się ruszyć do przodu. Z drugiej strony, ucieczki też sobie nie wyobrażała.
- No, śmiało. - zaszeptało coś w głębi jej umysłu. Krok po kroku zbliżała się do miejsca, w którym spędziła dziewiętnaście lat swojego życia. Dobre i jeszcze lepsze chwile. A teraz czuła się jak intruz, menel który zawitał na pogrzeb profesora, nawet jeśli denat był jego bratem. Przysięgła sobie, że strach nią nie zawładnie, że dowie się wszystkiego, czego tylko zechce! No i tutaj powinien paść jakiś rzewny monolog przetykany retrospekcjami... Ale to prawdziwe życie, nie shonen z blond debilem w dresie. A co kryło się za drzwiami? Tego dowiemy się już za chwilę, walić czwartą ścianę!
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 30 lip 2016, o 08:49

~Żniwa wojny...
5/15




Znów zatrzymana przez myśli i emocje, zebrała w sobie po raz drugi siłę by zrobić kolejny krok, gdzie część przeróżnych rzeczy może się wyjaśnić lub postawić jeszcze więcej pytań. Przechodząc przez próg, spojrzałaś na znajdujące się po lewej stronie... stosy ciał. Ułożone w trzy kupki truchła. Tylko skąd tyle miejsca na taką ilość trupów? Widok tego przyprawił Cie o podejście poprzedniego posiłku z karczmy do gardła, ciarki nie jak zwyczajnie przeszły po plecach, tym razem maszerowały pewnie i trwale, odruchowo na moment przymknęłaś ślepia starając się jakoś zapanować na swoim ciałem. Bowiem obraz, który ujrzałaś to poćwiartowane ludzkie ciała, gdzieś leżały przeplatane między rękami i nogami głowy bez tułowia, mające dodatkowo liczne rany cięte czy niezbyt precyzyjnie odcięte kawałki jakby ofiary tej rzezi podczas dokonywania brutalnego aktu dalej żyły, szamotając się z nadzieją na ratunek. Wystarczyło jedno spojrzenie by odbić ten obraz na wieki w Twojej pamięci. Już nie musiałaś patrzeć, mogłaś widzieć to z zamkniętymi oczyma, dokładnie analizując wszystko.
Trzy stosy poćwiartowanych ciał, jakby tego było mało część z nich spalona, przepalona czy nadpalona. Choć makabra była realna to nie bez powodu były trzy miejsca. Te podzielone były jakby na wiek... Dziecięcy, dorosły i sędziwy. Sprawca lub sprawcy co było bardziej prawdopodobne podzielili mieszkańców. To nie koniec obrazu, bowiem pod ułożonym mimo iż niezbyt precyzyjnie i jednolicie, to wszystko znajdywało się w okręgu utworzonym z krwi. Czyżby jakiś kult? Czy jest to Ci znajome? Stoisz z przymkniętymi ślepiami, mając już analizę na pierwszy rzut oka z obrazu wyrytego w łbie, toteż trzeba teraz podjąć decyzję co dalej? Dokładnie wszystko sprawdzić? Każdy dom? Jakiś o wiele lepszy trop, który prowadziłby do kogoś kto jest za to odpowiedzialny... Co dalej zrobi Kazumi?


//wybacz zajęty byłem, no ale to już wisz z gygy. O 9 wychodzę i wracam 12-13. Jak będzie post to od razu odpiszę.
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 31 lip 2016, o 11:34

Kółko i krzyżyk.
Obrazek
I odcięte kończyny?


Powoli przekroczyła próg domostwa. Znała na pamięć rozkład pomieszczeń, wiedziała też, które deski mogą zdradliwe zaskrzypieć. Tyle, że kompletnie jej to w tej chwili nie obchodziło, i tak, jak na początku z trudem robiła krok, teraz biegła wzdłuż korytarza, kuchnia była najbliżej i to do niej wparowała. No i znalazła, czego szukała. Większość mieszkańców osady. Ilość kawałków w tej krwawej układance była większa w jej głowie, niż w rzeczywistości. Truchła leżały w trzech stosach, nieruchome z czarnymi plamami krwi.
W tej chwili dziewczę powinno myśleć, analizować sytuację. Dlaczego ich tu zgromadzono? Dlaczego podzielono? Dlaczego jej dom stał się ich mogiłą? A może ołtarzem, w końcu wszystkie ciała leżały w jakimś kręgu. Tylko po co szkielety bawiłyby się w symbolikę? Miały znaleźć kandydata na pojemnik dla bijuu, a nie wymordować osadę. Chyba, że jedno wiązało się z drugim. Może kandydat miał mieć świadomość, że nie ma już dokąd wracać? Łatwiej kimś takim manipulować. Bo co innego miałby robić, jak spełniać rozkazy istoty zdolnej dać jej opiekę?
Żadna z tych myśli nie przyszła do głowy Kazumi. Nie myślała, nie czuła, dziwne że jeszcze oddychała. Tkwiła nieruchomo, wpatrując się w obraz zdolny zniszczyć psychicznie znacznie bardziej odporne osoby od niej. Czy kiedyś zdoła usunąć ten obraz z pamięci? Może nigdy.
- Przestań się mazać. To tylko trupy. Ty żyjesz. - zaszeptało coś w jej wnętrzu. Nie był to kot, tego była pewna. Nieważne, do czego lub kogo należał głos, pozwolił jej się ocknąć. Podeszła niepewnie do "średniego" stosu" starając się dostrzec, czy pośród ciał odnajdzie swoich rodziców. Piękna matka, ojciec górujący nad innymi mężczyznami w wiosce o głowę... A jeśli poszukiwania okażą się bezowocne, uda się do swojego pokoju - o ile nie spłonął. Chciała zabrać stamtąd kilka rzeczy i wynieść się z tego przeklętego miejsca. Za nic nie mogła pozbyć się żółci wzbierającej w gardle.
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 31 lip 2016, o 21:02

~Żniwa wojny...
7/15




Myśli mieszały się z emocjami, powstawała niespełna jednolita postać płaczącej dziewczynki, która stara się od samego dotarcia do wioski nie rozsypać gdzieś w sobie na tysiące czy miliony małych kawałeczków, postawić w swojej psychice własne stworzone przez wydarzenia puzzle. Stałaś i patrzyłaś, aż w pewnym momencie w twej głowie czy może uszach, ciężko było określić, niespodziewany głos, połączony z niespodziewanym uczuciem dotyku.
-Wszystko będzie dobrze... -poczułaś jakby czyjaś dłoń spoczęła Ci na głowie, a kiedy się odwróciłaś nikogo nie było, jedynie wiatr mocniej zawiał poruszając drzwiami wejściowymi, te zaskrzypiały... Wiatr wdarł się głębiej wpadając na Twoją osobę, kołysząc Twoje włosy. Nikogo nie było, czyżby coś niestworzonego wykreowało się w tej główce?
-Hah, dawno tego nie widziałem. -rozbrzmiał tym razem na pewno głos wewnątrz Ciebie, to był kot. Czyżby wiedział co się właśnie teraz wydarzyło? Jeśli tak, to może będzie jakiś sposób by zrozumieć to wszystko.
Pokręciłaś głową starając się wyzbyć zbędnych myśli i sprawdzić czy w trupach odnajdziesz szczątki swoich rodziców. Nie musiała długo grzebać, odnalazłaś ich głowy. Wyglądały tak spokojnie, jakby właśnie zasnęli w oczekiwaniu na Twój powrót do domu. A jednak tak nie było, to tylko pieprzone złudzenie martwych. Mogłaś udać się również do pokoju i zabrać co chcesz... I co dalej?
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 1 sie 2016, o 13:22

...
Obrazek
Yhym.


Czyżby tak wyglądało szaleństwo? Trupy, krew, zagubienie, głos w głowie... W przypadku Kazumi nawet dwa głosy, a doliczając jej własne myśli - trzy. Trochę tłoczno jak na jedno, drobne ciało. Tym razem mówił kto inny, a dotyk, o ile to w ogóle był dotyk... Chciała go zignorować, a przynajmniej udawać, że się jej to udało. Widok ciał rodziców był wystarczająco dobry (znaczy zły) do odwrócenia jej uwagi od gadającego kota siedzącego w jej wnętrzu. Czyli i oni zginęli. Nie czuła już nawet smutku, jedynie zrezygnowanie. Nie mogła im w żaden sposób pomóc, nawet godny pochówek nie wchodził w grę. Chociaż... Pomysł zaczął rozwijać się w jej głowie, dopasowywać do okoliczności... Spalenie nie jest najgorszym pogrzebem, he?
Poczłapała niepewnie do swojego pokoju, uważając na spadające z sufitu szczątki, plamy krwi i inne takie niespodzianki. Jeśli wszystko będzie na swoim miejscu, to otworzy szafę i zabierze z niej trochę drobiazgów, a przede wszystkim czyste ubrania. Te ciuchy miała na sobie już kilka dni, a w dodatku porwały się podczas ucieczki, pobytu w laboratorium, a droga powrotna nie poprawiła ich stanu. Jeśli znajdzie świeże rzeczy, zabierze je ze sobą - w końcu przebieranie się w takim miejscu budzi co najmniej mieszane uczucia. Wyjdzie z domu, niedaleko od osady jest strumień, wystarczy by się nieco odświeżyć. A potem zrealizuje swój plan. Czy powinna rozpaczać? Pewnie tak. Szkoda tylko, że nie miała już siły na czcze żale.
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 1 sie 2016, o 22:31

~Żniwa wojny...
9/15




Zabrałaś swoje rzeczy i już miałaś wyruszać nieopodal strumienia, gdzie powinien zakończyć się swego rodzaju rozdział, a jednak! Kiedy postawiłaś kilka kroków poza domem, ktoś stał nieopodal niego. Wpatrywał się w pierwszy spalony dom, jakby pochłonięta przez wspomnienia, delikatnie dygotała i wzruszała ramionami. Nie trzeba było być specem od ludzi, choć to można nazwać inaczej... Spoglądałaś na tę postać, malowały Ci się szczegóły (opisz dziewczynkę lat 14-15, skoro to z twojej osady to nie będę ingerować w wygląd, pokieruje tylko później nią), obraz wyostrzał się do końca, wspomnienia i informacje również napłynęły do twej głowy. Ten sten młodej dziewczynki przypominał Twój sprzed kilku minut, moment kiedy płakałaś, uciekałaś myślami gdzie indziej, odganiając wszystko co brutalne i tragiczne, mając nadzieje wybudzić się ze niechcianego snu, gdyż może zasnęłaś gdzieś w trakcie podróży.
Świat Ciebie już na nogi postawił, pokazał jakim może być skurwysynem, a Ty jesteś dopiero taka młoda. Tyle wiosen i zim przed Tobą i niezliczone litry łez przepełnionego bólu. Ona nie zauważyła Cie jeszcze, raczej była ślepa i głucha na otoczenie. Interesowały ją wspomnienia i tylko to. Może będzie wiedziała co się tutaj stało, wygląda na zadbaną, nie jest ranna... Więc co się z nią działo podczas tego wszystkiego... Tyle pytań nagle napłynęło do zdruzgotanej główki, a trzeba było wybrać kolejny ruch.
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 2 sie 2016, o 16:32

Dziecko...
Obrazek
Ne, trup.


Dostała się do pokoju, nietkniętego złem, które panoszyło się wszędzie wokół. Znalazła ubrania, zabrała je i opuściła budynek. Dlaczego nie przyszło jej do głowy, by przeszukać skrytkę z oszczędnościami? Może i większość majątku rodzice trzymali w banku, ale mieli też mały zapas skryty przed całym światem. Zawrócić? Nie miała najmniejszego zamiaru ponownie oglądać jatkę wewnątrz. Musiałaby przerzucić truchła, by dotrzeć do luźnej deski w podłodze... Nie. Nie i kropka. W drodze do strumienia srebrnooka spotkała drugą ocalała. Czyżby komuś jeszcze się poszczęściło? Choć w tej sytuacji można mówić raczej o ironii losu - być ostatnim żyjącym członkiem rodziny, bez domu, jakichkolwiek relacji. Ami Takeda - bo tak zwała się młodsza o kilka lat dziewczynka - była dzieckiem równie rozpuszczonym, co Kazumi. Ich rodzice byli w końcu wspólnikami w interesie, jeden organizował wycinkę i obróbkę drzew, drugi ich transport. Można więc powiedzieć, że się znały. Że były koleżankami, bo przyjaciół jako takich młoda kunoichi nie miała, nie ma, i mieć nie będzie. Chyba, że polubi głosy w głowie, huh.
- Ami-san, zostałaś tylko ty? - wolała nie pytać o to, jakim cudem przeżyła, nagły powrót wspomnień mógłby ją doszczętnie rozbić.
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 2 sie 2016, o 17:48

~Żniwa wojny...
11/15




Twoje słowa dopiero po chwili do niej dotarły i oderwały ją od brutalnej rzeczywistości, drgnęła i spojrzała na Ciebie jakby zauważyła ducha. Mrugnęła kilka razy i otarła zaszklone ślepia. Podbiegła do Ciebie rozpoczynając kolejny strumień łez, przytuliła się i z dygoczącym przerywającym głosem powiedziała.
-Nieee... Jest jeszcze mój braciszek i chłopak z naprzeciwka Watatsu, pamiętasz go co? Przygarnęli nas osadnicy nieopodal, dali jedzenie i miejsce do spania, ale... Przyszłam tutaj pierwszy raz od tego dnia i... ja... -rozpacz była zbyt wielka. Nie była w stanie mówić wiele więcej, trzymała się Ciebie kurczowo wtulając twarzą w Twoje ciało. Cóż... Będzie cała w smarkach i łzach, ale i tak miałaś się niedługo przebrać, więc nie miało to najmniejszego znaczenia. Zaciskała dłonie na skrawkach Twojego ubrania, mogłaś poczuć ten sam ból... który przechodził dalej też przez Twoje ciało.
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 2 sie 2016, o 19:08

Odejść stąd.
Obrazek
Stąd? Ze świata?


Eh... Już po sekundzie pożałowała, że w ogóle odezwała się do tego chodzącego nieszczęścia. Sama nie była w najlepszym stanie, ale to... Zapłakane, zasmarkane, jedno złe dotknięcie (heh, nie taki zły dotyk) i po niej. Może i rozhisteryzowana, może i wczepiona w pannę Sarutobi jak leniwiec w swoje drzewo, ale udało się co nieco od niej dowiedzieć. Wychodziło na to, że srebrnooka nie była tak wyjątkowa, przeżyło aż czworo, tyle, że ona była najstarsza. No i to w jej wnętrzu siedział wielki kot. Powód do dumy? Dar? Klątwa? Jeszcze kwestia tego trzeciego, dziwnego towarzysza. Może dowie się o nim czegoś więcej? Tylko gdzie? Tutaj, wśród trupów i sczerniałej krwi? Długa jeszcze droga czekała Kazumi - tak do odpowiedzi na pytania, jak i do równowagi psychicznej.
- No już... Całe życie przed tobą... Jeszcze będzie dobrze, ne...? - mówiła drżącym głosem. Bardziej pocieszała siebie niż Ami, ale może jej słowa dotrą i do dziewczyny? Byleby się od niej wyrwać i odejść jak najdalej. Od niej, od osady, od wspomnień. Od bólu wylewającego się z serca. - A teraz wracaj do brata, pewnie się martwi. Musisz być dla niego przykładem. - poklepała ją jeszcze niezręcznie po plecach i poszła swoją drogą. O ile tylko Ami się od niej odczepi i nie będzie szła krok w krok za nią. Kazumi była zainteresowana wyłącznie strumieniem i ulgą, jaką da zanurzenie w chłodnej wodzie. Czy zimno zagłuszy ból emanujący ze strzaskanej duszy?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Fukurō

Postprzez Yoshimitsu » 2 sie 2016, o 22:02

~Żniwa wojny...
13/15




Kolejno zmartwienie, którym była młoda dziewczyna, kolejne utrudnione życie, kolejne dziecko, które doświadczyło zbyt wcześniej uroku tego świata. Mimo, że przerwałyście, mimo, że... Nie. Nie ma sensu wspominać o tym wszystkim po raz kolejny. Mina Kazumi mówiła sama za siebie, z trudem powstrzymywała kolejny potok łez, czy te kiedyś się kończą? Poza przemijającym smutkiem i rozpaczą nie nie ma chyba nic co powstrzymałoby wtedy ten nieskończony strumień. Kiedy to starałaś się ją pocieszyć, ta powoli się uspokajała, jej ciało starało się jakoś uspokoić, a cudownym dotykiem okazało się być poklepanie jej po plecach, któż to wie jak wtedy poczuła się młoda dziewczynka. Na pewno było to coś co zatrzymało wszystko co złe. Na myśl przychodziło jedno, matczyny przytulas. Kiedy to dziecię rozpacza z jakiegoś powodu, to matka stara się je pocieszyć, być może otrzymała od Ciebie znów namiastkę tego nieziemskiego uczucia.
Kiwnęła głową, odstąpiła Cie o krok. Uśmiechnęła się mimo resztek cieknących łez, po czym pobiegła w przeciwnym kierunku. Krople spadały na ziemię, pozostawiały morką malutką plamkę, która była odzwierciedleniem pozostałej w niej nadziei. Ty natomiast udałaś się nad strumień, tylko co teraz.
Yoshimitsu
 

Re: Fukurō

Postprzez Sarutobi Kazumi » 2 sie 2016, o 22:53

W drogę!
Obrazek
A ognisko?


Taaa... To było, krótko mówiąc, dziwne. Ale w jakimś stopniu pomogło dla obu bohaterek tego dramatu, bo każda miała siłę by pójść dalej. Dosłownie i metaforycznie. Ami zniknęła między budynkami, najpewniej wracając do swojego brata, a Kazumi... Popatrzyła przez chwilę na małą i ruszyła własną drogą. Ścieżka do strumienia była rzadko uczęszczana. Ludzie nie mieli ochoty na wchodzenie pod dość ostrą górkę tylko po chłodną wodę.
Umycie się było trudne bez żadnych pachnideł, o braku czegoś do wytarcia nie wspominając. Ale zdołała doprowadzić się do stanu względnej świeżości, założyć świeże ubranie, a stare po prostu wyrzucić. Co jeszcze zostało do zrobienia w tym miejscu? Minuta ciszy dla poległych? Jaki to miało sens? Oni i tak już milczeli, i to na wieki. Zamiast tego zeszła z powrotem do osady, klucząc między drzewami, układając w głowie mowę pożegnalną... Której nie wygłosiła, bo i po co? Jeśli jej rodzice faktycznie są przy niej to dobrze wiedzą, co czuje. Stojąc przed domem złożyła kilka pieczęci i zalała budynek kulami ognia. Powinien spłonąć doszczętnie, a nie robić za symbol okrucieństwa. Akuryo będzie musiał kiedyś za to zapłacić.


Nazwa
Katon: Hōsenka no Jutsu

Pieczęci
Szczur → Tygrys → Pies → Wół → Królik → Tygrys

Zasięg Max.
35 metrów

Koszt
E: 8% (od pocisku)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Najprostsza technika Katonu. Polega ona na nabraniu powietrza i wypluciu pewnej ilości kul ognia o małej wielkości. Ogromną zaletą techniki jest to, że w pociskach można ukryć mniejsze bronie, np. shurikeny, co sprawia, że pomimo małej rangi Jutsu to może sprawić wiele kłopotów. Jednak nic nie trwa wiecznie i po wykonaniu jednej salwy kul ognia trzeba nabrać powietrza na następną. W jednej salwie mieści się 15 pocisków. Przerwa między salwami trwa mniej więcej tyle co długi oddech, a następnie można wykonać kolejną salwę, bez składania pieczęci.


Żeby się dom ładnie paliło, o!


[z/t]
Sarutobi Kazumi
 

Następna strona

Powrót do Shinrin

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość