Siedziba władzy

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayato » 30 mar 2016, o 17:40

8/15
Przemierzając niezliczoną liczbę krętych korytarzy siedziby władz strasznie się zamyśliłem. Jak można się połapać w tych wszystkich zakamarkach, przejściach i zawijasach, nawet nie pamiętam ile już zakrętów pokonaliśmy tyle ich tu jest, a na dodatek za każdym zakrętem kolejne rozwidlenie i kolejne kilka zakrętów. Jak tu się połapać? Dobrze, że ta dziewczyna mnie prowadzi, bo przecież do wyjścia bym nie dotarł. Po którymś korytarzu z kolei dziewczyna ponownie zaczęła rozmowę, gdy zapytała się czy może mi zadać pytanie skinąłem jej głową w geście zrozumienia i aprobaty. Zadała mi dziwne pytanie, którego nie spodziewałbym się nigdy usłyszeć od dziewczyny jej pokroju. Po chwili namysłu odpowiedziałem jej: - Nie wiem, co masz na myśli przez to pytanie, chodzi ci o to jak wiele jestem poświęcić by stać się silniejszy? Czy byłbym w stanie poświęcić swoją rodzinę, by zyskać siłę? Spojrzałem bardziej poważnie na dziewczynę, której twarz cały czas była promienna i dalej uśmiechała się w moim kierunku.

[z/t -------------> viewtopic.php?f=83&t=2288]
Hayato
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 28 sie 2017, o 20:12

Wędrówka ze sklepu nie była zbyt długa i po kilkunastu minutach krótkiego, spokojnego spaceru Hayami znalazł się nieopodal siedziby władzy. Sześć stopni ciepła nie napawało zbyt wielu ludzi chęcią do wyjścia na dwór, aczkolwiek gdzieniegdzie dało się zauważyć gromadki chuchających z zimna w dłonie dzieci. Akodo nie mógł się nie uśmiechnąć - przypomniały mu się bowiem piękne dni, kiedy biegał z młodszymi braćmi tak, jak one, ciesząc się każdą chwilą i zwyczajnie nie znając jeszcze tego, do czego zdolny był świat. Zmęczeni zimnem strażnicy pełnili swoją powinność, nie bacząc na okrucieństwa aury, i Hayami musiał się natrudzić, nim ominął ich wszystkich. Był to jednak dopiero początek drogi, jaką musiał przebyć - pomijając już ilość wojowników na służbie rosnącą chyba w postępie geometrycznym, korytarze siedziby były dość kręte, co wręcz zapraszało do zgubienia się w nich...Tak właśnie zrobił nasz genialny samuraj. Mógł władać yari, mógł służyć braciom jako najstarszy za przewodnika po różnych zakamarkach osady, ale kiedy przyszło mu podjąć pierwszą w życiu samodzielną misję, nawet nie wiedział, gdzie miałby się po nią zgłosić.
W końcu jednak, po długich poszukiwaniach, pukaniu do różnych drzwi i niezliczonej liczbie zakrętów, zmęczony, zasapany i diabelnie spragniony Hayami (w końcu bieganie po wszystkich poziomach tego budynku rozgrzało go bardziej niż trening!) dotarł do pomieszczenia, w którym przydzielano misje - a przynajmniej tak go poinformowano. Rozejrzał się po pomieszczeniu, bardzo starając się nie okazywać zakłopotania, w nadziei, że znajdzie kogoś, kto mu pomoże. W końcu nigdy tu nie był, nigdy jeszcze nie podejmował samodzielnie żadnej misji, ale cóż...Kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
-Mam nadzieję, że to tutaj-mruknął, ocierając pot z czoła.
Ostatnio edytowano 29 sie 2017, o 16:16 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 28 sie 2017, o 20:55

Misja rangi D

Just being young and stupid.
Obrazek
1/8


Kiedyś... w zasadzie kiedy to było? Wspominasz i oglądasz się za plecy, a tam ciebie tego, co było - takie barwne i żywe, że gdybyś tylko wyciągnął w ich kierunku dłoń na pewno mógłbyś je pochwycić - zupełnie tak samo jak księżyc wiszący na niebie, który nigdy nie był wystarczająco wysoko, żebyś nie mógł zamknąć go w swojej pięści. Przyznaj - robiłeś to nie raz. Tak jak teraz w pełnych garściach niosłeś prę dobrych wspomnień i odrobinę samotności. Dzielni z ciebie chłopak, naprawdę dzielny. Wkroczyłeś prosto do paszczy adminitracyjnego smoka i nic nie było ci tutaj straszne - ani oburzone spojrzenia ludzi w pokojach, że zakłócasz ich spokój i co ty tu robisz, to nie te drzwi!, ani nawet kurwa spierdalaj - nie żeby wszyscy byli tutaj tak nieuprzejmi, nie... niektórzy ograniczali się do nieprzyjaznych spojrzeń, ot co - te zaś były najbardziej wymowne, mówiły całą ich skromną historię, która nie mogła być dobra, skoro nauczyła ich do tak obrzydliwego wyginania twarzy w grymasach niezadowolenia. Zgoda, nie bądźmy takimi pesymistami, masz rację! Przyznam, że ci mili oczywiście też byli, tylko po prostu... tłamsiła ich większość. Ta przytłaczająca, która tutaj niemal nie pozwalała oddychać - oj, to z pewnością, lato w pełni iii... a nie, przepraszam, tutaj nie będzie wstawki o żarze lejącym się z nieba, bo Yinzin, jako wyspa, była, stety czy niestety, bardzo surowa w swoim klimacie. Nawet teraz temperatura na zewnątrz nie przekraczała legendarnych sześciu stopniu, chociaż mógłbyś przysiąc, że wczoraj widziałeś sąsiadkę kampiącą w swoim okienku z termometrem w dłoni, poprawiającą okularki na nosku i starającą się policzyć wszystkie kreseczki na mierniku temperatury, a potem jej okrzyk zwycięstwa. Więc może wczoraj było te siedem stopniu..? Bardzo wątpliwe, stara sklerotyczka przecież ledwie na oczy widziała. Odbiegając jednak od tego, co było na dworze i wracając do teraźniejszości to nic dziwnego, żeś się, biedaczysko ty moje, zmachał i spocił - na zewnątrz mrozem trzaska, a tutaj? Tutaj grzali sobie w piecykach w najlepsze i było naprawdę ciepło, a nikt się nie kwapił, by do tych przepalonych pomieszczeń wpuścić trochę chłodnego powietrza z zewnątrz. W końcu, po długim tłuczeniu się od drzwi do drzwi i poznaniu chyba wszystkich urzędasów (brawo, zajmiesz miejsce najbardziej znienawidzonego człowieka na dzielnicy. To miejsc od pana koszącego trawnik, bo przy ilości śniegu zasypującej te tereny raczej o porost trawy było ciężko) trafiłeś do odpowiedniego miejsca, gdzie zlecano misje. Chyba. Kolejka była niczego sobie, shinobi to wchodzili, to wychodzili, ale nie powiem, że to "tłum" - wszystko wydawało się spokojne i uporządkowane - przede wszystkim panowała tutaj chyba niepisana umowa, by zachowywać ciszę absolutną.



Liczę tylko swoje posty, amen.
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 29 sie 2017, o 18:11

Wspomnienie sąsiadki czającej się za przysłowiowym winklem, znaczy po prostu na ganku, rzeczywiście nasunęło się Hayamiemu, gdy zmęczony stanął skromnie w kolejce po misję. Czekał ze stoickim, filozoficznym wręcz spokojem, rozkoszując się ciepłem wnętrza tego spokojnego, białego pomieszczenia, aż wreszcie kolejka wchodzących i wychodzących z pomieszczenia shinobi się przerzedziła. Rozglądając się za kimś, kto odpowiadałby za rozdawanie zadań, stanął w kolejce między wysokim brunetem z ochraniaczem spinającym przydługie włosy a niską, myszowatą dziewczyną, z wyglądu przypominającą kogoś, kogo określało się zwykle mianem mola książkowego. Cierpliwie przesuwał się w kierunku biurka, na którym czekała na niego jego przygoda, możliwość zarobku, pójścia zgodnie ze swoim własnym nindo. Drogą do rozwoju są wszak treningi, a jakiż może być lepszy trening niż misja wykonywana rozważnie, z odpowiednim przygotowaniem i po stosownym wyekwipowaniu się, do tego zgodnie z honorem samuraja ofiarowywana ogółowi? Liczył się z ryzykiem, że może zginąć - istniało ono niemal na każdej misji, poza tym, jak mawiał jego ojciec, w oddychanie też wpisuje się pewne ryzyko zawodowe. Przed nim i za nim stała kolejka: każdy z tych mężczyzn i każda z tych kobiet chcieli się wykazać, udowodnić, że są w Watarimono po coś, że godność shinobi nie jest tylko pustą nazwą lub po prostu zarobić na swoje utrzymanie. Przesuwali się w milczeniu naprzód, odbierali swoje zadanie, wysłuchiwali ewentualnych instrukcji, a potem znikali jak cienie w milczącym, zaśnieżonym dniu. Kiedy wreszcie przyszła kolej młodego Akodo, skłonił on uprzejmie głowę przed kobietą siedzącą za biurkiem, tak jak należało.
-Dzień dobry-przywitał się, po czym powiedział nieco ciszej, acz spokojnie:-Przyszedłem, aby wykonać jakieś zadanie rangi D. Może miałaby pani coś dla mnie?
To rzekłszy, przestąpił z nogi na nogę i poprawił swoją nieodłączną yari, która zdobiła plecy złotookiego. W kieszeniach zakupionego w sklepie płaszcza umieścił już wszystkie nabyte wcześniej przedmioty (nic nie jest nieprzydatne, przyda się nawet pilnik - a nuż będzie musiał skądś uciekać albo przecinać więzy?), a ciepłe rękawiczki (wprawdzie bez palców, ale zawsze) ogrzewały mu dłonie. Czekał ze spokojem, cierpliwie na odpowiedź kobiety, co jakiś czas przenosząc ciężar ciała z lewej nogi na prawą, ot tak, żeby tylko nie stać. Miał nadzieję, że przypadnie mu dość ciekawe, a zarazem krótkie zadanie, które zdoła wykonać, a potem wyruszyć do Sogen, które i tak chciał odwiedzić jako pierwsze. Co potem, jeszcze się nie zastanawiał.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Siedziba władzy

Postprzez Shijima » 29 sie 2017, o 18:55

Misja rangi D

Just being young and stupid.
Obrazek
2/8


Kolejka nie ciągnęła się w nieskończoność i ta nieskończoność nie ciągnęła się w kolejkę. Znaczy, że długo stać nie trzeba było Shinobi, czy raczej samurajowie, bo Yinzin jakoś nie było zbyt gościnne ani dla przyjezdnych ani nawet dla handlarzy, w końcu, jak to tutejszy lider uważał - dobrobyt niszczy hart ducha, dlatego lepiej się go pozbyć. Dla kogoś, kto spędził tutaj całe swoje życie nie było to jednak zbytnio zauważalne czy dotykalne, przynajmniej tak mi się wydaje - kiedy rodzisz się na wyspie, na której życie było naprawdę ciężkie, o wiele łatwiej było brnąć przez tutejszą teraźniejszość niż komuś obcemu, z zewnątrz. Co innego, jeśli wracałeś tutaj po długiej nieobecności - hoo, wtedy to dopiero zaczynały się schody!
Kroczek do przodu. Kolejny. Niektórzy podawali tylko swoje imię i nazwisko, odbierali jakiś kwitek i wychodzili, nic specjalnego - najwyraźniej dla niektórych osób zlecenia były gotowe, albo przyszli tutaj w jakimś innym celu i teraz byli odsyłani gdzieś dalej? Nawet jeśli ktoś pochodził do blatu, to między nim a stojącymi w kolejce była spora odległość, w uszanowaniu dla prywatności sprawy, rzecz jasna. Heh, nie żeby brakowało tutaj osób, które lubiły nadstawiać ucha...
Pomalowany na biało pokój był dość przyjemny, mimo wszystko. Otworzone drzwi pozwalały czekającym stać też na korytarzu, najwyraźniej czasami spodziewano się większych tłumów, albo zwyczajnie niewiasty pracujące w środku liczyły na mały chociaż podmuch powietrza w pomieszczeniach o przepalonym powietrzu. Shinobim to łatwo mówić, byli ogólnie bardziej odporni, tak jak i samurajowie, a one, biedne? Zwykłe niecnoty, co to chciały po prostu zarobić jakiś grosz i utrzymać rodzinę - nie nadawały się do miksowania mroźnego powietrza z zewnątrz z tym ciepłym w środku, żeby chociaż otworzyć sobie okno.
- Pańska godność? - Zapytała znużonym głosem kobieta za ladą, zamykając jakąś księgę, by otworzyć następną. Kiedy podchodziłeś do blatu po twojej lewej wisiała tablica ogłoszeń, na której powieszono zawiadomienia tutejszych władz i zasady wszelakie przyjmowania misji, legitymowania się - ach, stara, dobra komuna! Nawet zasady bezpieczeństwa zachowania się na misji były. Proszę bardzo, co za wspaniałe miejsce! Na pewno idealne do tego, żeby rozpocząć swoją przygodę. Kobieta poszperała, poprzeglądała, aż w końcu wyciągnęła jedną z kartek i podała ci, odprawiając gestem. Czyli, że powinieneś sobie chyba już iść, bo kolej następnej osoby.
Napisy na kartce głosiły: Misja rangi G (chyba ktoś walnął błąd w znaku, pewnie chodziło o D)
Zaginął kot. Należy go zwrócić pod adres [tutaj został wpisany adres domostwa] i z podpisem właściciela na kartce wrócić z potwierdzeniem wykonania misji.
Na dole, pod napisami, widniał rysunek dość ładnej, karmelowej kici o modrych oczach.

-> zapraszam tutaj
Shijima
 

Re: Siedziba władzy

Postprzez Hayami Akodo » 29 sie 2017, o 19:47

Gdy Hayami przechodził niezbędne procedury i podawał swą dumną godność umęczonej kobiecie za biurkiem, jego oczom ukazała się kartka ze zleceniem. Wziął ją i ze spokojem ustąpił miejsca dziewczynie, która stała za nim, pożegnawszy kobietę skinieniem głowy oraz spokojnym "do widzenia". Przyjrzał się uważnie temu, co mu zaoferowano, a była to misja, która polegała...na szukaniu zaginionego kota! Brwi Hayamiego uniosły się w górę, jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Żadna misja nie hańbi samuraja, nawet, jeżeli jest tak z pozoru prosta. Cóż łatwiejszego niż znaleźć zagubionego, małego mruczka o karmelowym futerku, którego ujmujące, błękitne ślepka wpatrywały się zniewalająco w młodego wojownika, pragnąc zmiękczyć jego serce? Mogło być z tym jednak sporo kłopotu. Kot mógł być praktycznie wszędzie - na drzewach, w czyimś domu, w ramionach małego dziecka, mógł leżeć gdzieś w śniegu, miaucząc z niezadowoleniem...A jednak Hayami nie tracił nadziei, że mu się uda wykonać to zadanie. Przeczytał z sześć razy adres właściciela, aby nie zapomnieć, po czym ruszył pod niego, chcąc pomówić z posiadaczem bądź posiadaczką niefortunnego mruczka. Przed każdą misją najważniejsze jest rozpoznanie, tak mu wpajano na każdym treningu, nawet jeżeli sprawa wydaje się błaha i nieważna, warto jej się dobrze przyjrzeć.
Błąd w druku był na tyle dziwny, że młody samuraj nie mógł go nie zauważyć; powiódł szczupłymi palcami po wypisanej niestarannie literze, zastanawiając się nad tym. Z kartki wpatrywały się w niego słodkie, smutne oczy kociaka.
W każdym razie czas iść-pomyślał. Poprawił starannie yari na plecach, sprawdził jeszcze raz adres, po czym otulił się mocniej w płaszcz i wyszedł, pozostawiając kobiety za biurkami ich własnej pracy.

[z/t, lud pracujący wychodzi na ulice...znaczy, zt.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Poprzednia strona

Powrót do Watarimono (Osada Samurajów)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron