Szlak transportowy

Yinzin jest jedną z największych wysp znajdującą się na północ od Wietrznych Równin. Wyspa połączona jest mostem z znacznie mniejszą wyspą o nazwie Teiz. Surowy klimat Yinzin objawiający się częstymi opadami, a także burzami śnieżnymi sprawił, że wyspa stała się domem dla równie surowego ludu - samurajów. Yinzin jest dalekie od uczestnictwa w wielkiej polityce. Władze wyspy starają się zachować ją w pełnej neutralności. Kierowani zasadą honoru, a także siłą miecza, skupiają się przede wszystkim na własnym rozwoju. Gospodarka wioski skupiona jest w szczególności połowie ryb, hodowli kozic górskich, a także na uczestnictwie w polowaniach na wieloryby.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Natsume » 9 lut 2018, o 00:44

~ Zwiastun ~
Misja D 15/15
Michirin

Obrazek

Nie czekając na żadne dodatkowe polecenia, dziewczyna zeskoczyła z kozła i ruszyła w kierunku wozu. W tym samym czasie usłyszała też, jak Oda powoli gramoli się pod wóz, marudząc coś pod nosem. Sądząc z dźwięków, marudził coś na rzemieślnika który zajmował się poprzednimi naprawami tego dość leciwego wozu. I chyba wspomniał coś o jego matce. Jakoby była naprawdę miłą osobą, czy coś w tym stylu. Chwilę później coś szczęknęło, wóz zaskrzypiał, i stanął trochę stabilniej. Wyglądało (hehe) na to, że kupiec musiał podstawić coś pakę konwoju, żeby móc na spokojnie zająć się naprawami bez obaw, że coś mu runie na łeb.
Dziewczyna wkroczyła do wnętrza powozu, czując że zadanie może się okazać nieco trudniejsze, niż początkowo zakładała. Znacząca większość naczepy była zapełniona różnego rodzaju towarami, w większości poukrywanej w beczkach. Było tam trochę drewna, prawdopodobnie zakupionego na miejscowym targowisku, ale to nie ono było głównym towarem. Sądząc z zapachu, najważniejszym ładunkiem na wozie były mięso i olej z wielorybów. No tak, w końcu Teiz z tych dwóch rzeczy słynęło. Po całym wozie roznosił się specyficzny, rybny zapach, wymieszany ze swoistym swądem tranu i czymś, co chyba było solanką.
Trochę po omacku, Michirin w końcu przeszła między beczkami (na szczęście ktoś zostawił wąskie przejście przy samej ścianie wozu - chwała mu za to) i znalazła koło. Problem był taki, że swoje ważyło. Udało jej się je unieść, ale żeby gdzieś przenieść, zwłaszcza przy tak ograniczonej przestrzeni - byłoby ciężko. Nie mówiąc już o tym, że zrzucenie go z wozu mogłoby je uszkodzić. Ech, cholera. Przynajmniej tyle, że narzędzia - zamknięte w niewielkiej skrzynce w kącie wozu - były w torbie, więc bez problemu można je było po prostu przerzucić przez ramię.
-Nic nie jest absurdalne, jeśli robi się coś co się lubi - stwierdził siedzący pod wozem Oda. Wóz był przykryty materiałową plandeką, więc dało się bez problemu porozumiewać. - Absurdy to tylko ograniczenia, którymi ludzie się zarzucają by zaszufladkować coś, czego nie rozumieją i nie chcą zrozumieć. Czasami... no, kurwa, wyłaź, cholerny trzpieniu za pisiont ryo... - coś chrupnęło. - Czasami to te absurdy są lepsze od "logicznych" rozwiązań. Głównie dlatego, że bywają tak szalone, że wręcz działają.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1250
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Szlak transportowy

Postprzez Michirin » 11 lut 2018, o 17:08

Wyczulone zmysły miały swe wady i zalety. Zazwyczaj ludzie myśleli, że jeżeli jest coś po prostu lepsze, to jest takie w każdym calu. Niestety nie było doskonałości w świecie, zawsze plus miał swój minus, chociaż niekiedy nie tak oczywisty. Rozwinięty węch Michirin pozwalał na wiele więcej, niż ten zwyczajny, jakim obdarzone były osoby niepozbawione wzroku. Może nie miał znacznie większego zasięgu wyczuwania, ale był czuły do tego stopnia, że wykrywał drobne zapachy oraz potrafił rozpoznawać pojedyncze wśród dziesiątek innych. Zastosowań takich właściwości było wiele. Otwierało to nowe możliwości działania dla kunoichi, ale nie tylko dla niej... oponenci również mieli poszerzony wachlarz opcji. W końcu im bardziej czuły węch, tym lepiej działał zwyczajny smród czy, dla przykładu, taki pieprz lub chilli. Białowłosa najbardziej była zadowolona nie z możliwości bojowych czy śledczych jakie umożliwiał wyostrzony węch, a z bardziej precyzyjnego określania aromatów oraz szerszej gamy wykrywanych zapachów. Miało to przełożenie głównie na smakowanie potraw, bo zmysł węchu był niemalże tak samo ważny, jak smaku w tym przypadku. Swoją drogą - smak też miała wyczulony. Pewnie dlatego tak bardzo lubiła jeść i zapewne mogłaby zostać jednym z najlepszych na świecie degustatorów. Oczywiście jakby tylko pokonała swoje łakomstwo i zaczęła surowiej oceniać posiłki, a nie zwyczajnie pożerać. Poprzeczka jej gustu nie była postawiona zbyt wysoko. Przechodząc do rzeczy, to Michirin w tym momencie nieco żałowała, że czuje dokładniej i mocniej, gdyż tran miał okropny zapach. Była przyzwyczajona do wielu aromatów - tych mocnych, ale też tych obrzydliwych, aczkolwiek miała takie, których nienawidziła. Jednym z nich był tran, ten duszący, mdły zapach. Nawet jej stłumiona ekspresja nie zdołała zatrzymać wykrzywienia twarzy i widocznego na niej niezadowolenia. Dosyć szybko opanowała się i wróciła do względnej normalności. Oprócz tego, że jej brwi były ciągle ściągnięte ze sobą. Nie robiło to różnicy, gdyż i tak pozostawały zasłonięte przez opaskę oraz włosy.
Zastawiony beczkami wóz nie należał do łatwych torów przeszkód, ale białowłosa była przyzwyczajona do tego, że rzadko kiedy ma przed sobą prostą, czystą trasę. Byle ulica to masa ludzi, którzy szli w różnym tempie, skręcali, zatrzymywali się i ogólnie przeszkadzali nie tylko tym, którzy pozbawieni byli wzroku. Należało się nauczyć manewrować między nimi, wychwytywać dźwięki stóp każdego dookoła, badać je i sprawdzać kto ma jaki rytm kroków, by określić ich długość i szybkość. A po za tym nie tylko nogi wydawały dźwięki - oddech, ubrania, głosy, czasami jakieś nieświadome odruchy jak delikatne pociąganie nosem, mlaskanie językiem czy coś innego. Z elementami stałymi, przytwierdzonymi do ziemi lub nieruchomymi i, co ważne, nieżywymi było trudniej. Nie wydawały dźwięków, ale! No właśnie, ale je odbijały. Zatem własny krok wydawał dźwięk, a obiekty dookoła go odbijały, a niesamowicie wyczulony słuch Michirin potrafił już za pomocą przestrzennej wyobraźni mniej-więcej nakreślić mapę niedalekiego otoczenia. Bardzo niedalekiego, bo maksymalnie do metra przed nią. Dotarła zatem do koła, które znów ważyło całkiem sporo. Nie tyle, by białowłosa nie była w stanie go unieść, ale tyle, aby nie było to swobodne. Przy takim zatłoczeniu beczek cała sprawa została utrudniona, więc postanowiła najpierw zanieść Odzie narzędzia, o które ją prosił. Pamięć i wyobraźnia przestrzenna to coś, co jest niesamowicie rozwinięte u każdego ślepego człowieka, a już zupełnie ponad poziom musiało być u Michirin, która w końcu była kunoichi. Zatem droga powrotna nie stanowiła już żadnego problemu.
Słowa, które usłyszała białowłosa były słuszne i prawdziwe. Była skłonna podpisać się pod nimi, lecz w jej przypadku sprawa tak prosto nie wyglądała. Oczywiście Oda nie miał o tym pojęcia i niewidoma nie zamierzała zadzierać nosa, aby go poprawiać względem swojego przykładu, bo to logiczne, że z wypowiedzi Michirin nic nie wskazywało, iż straciła rodziców w tragicznych okolicznościach, a siostra jej zaginęła, zaś ona sama została wychowana i wyszkolona przez początkowo obcego człowieka.
- Nie wiem czy to lubię. - zaczęła, gdy założyła torbę z narzędziami na ramię i ruszyła przez wóz. - Chociaż na tę chwilę mogę stwierdzić, że nawet bardzo. Tylko jestem początkującą kunoichi. Jeszcze nie skrzywdziłam poważnie nikogo. Jak na razie pomagam ludziom, zapewniam bezpieczeństwo i tyle. Nie musiałam walczyć z pełnią możliwości, ani nie musiałam zabić. A kiedyś nastąpi ten moment, w którym zostanę do tego zmuszona. Niebezpośrednio, bo zawsze mogę próbować doprowadzić do zneutralizowania, lecz gdy oponent dąży do morderstwa, a jego cel nie jest na tyle zdecydowany... - nie dokończyła. Położyła narzędzia obok Ody. Była pewna, że ten rozumie o co jej chodzi. Mogłaby na ten temat mówić znacznie dłużej, ale nie czuła się swobodnie, gdy wyjawiała tak prywatne sprawy.
- Jednak z resztą słów się zgodzę. Gdzie się nie ruszę, to słyszę szepty odnośnie mojej ślepoty. Początkowo to zwyczajne zaintrygowanie. Nic dziwnego, ciekawość to rzecz wielce ludzka. Z czasem, gdy okazuje się, że jestem ninja lub oferuję swoją pomoc, to reakcja jest taka jak pańskiego... kompana? - zakończyła pytającym tonem, gdy była już znów przy tyle wozu. Jej dłonie szukały beczek i luk między nimi, aby poprzestawiać je nieco. Była na tyle ostrożna, aby niczego nie zrzucić, ani nie poprzewracać czy uszkodzić. Chodziło o to, by zrobić sobie nieco więcej miejsca przy samym końcu wozu. Gdyby się udało, to weszłaby na niego. - Taka reakcja lub gorsza. Im częściej człowiek słyszy śmiechy, tym szybciej dociera do rozstaju dróg. Zamknięcia się w sobie, wycofania i zawstydzenia samym sobą lub ignorowania. Żadna z nich nie jest dobra. Pierwsza prowadzi do ograniczenia, ale też pewnej wrażliwości na innych. Druga jest swobodą, ale także ślepotą. Z czasem zaczyna się ignorować zbyt wiele. Trze... - i urwała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ugryzła się w język. Stała się nieostrożna, a przynajmniej w jej ocenie. Mówiła za dużo o sobie. Zamilkła. Kolejnym celem było przesunięcie o chociażby kilka centymetrów tych beczek, które były wzdłuż trasy do koła. Pamięć przestrzenna nie zawodziła, więc powinna sobie poradzić. Znów uważałaby oczywiście na towar - Oda nie byłby zadowolony, gdyby coś po prostu nabroiła. Zresztą wtedy udowodniłaby swoje niekompetencje związane z brakiem wzroku. Więc powoli, delikatnie usuwała je na boki tak, by nieco poszerzyć sobie przejście. Gdyby tylko to zrobiła, to dalszy plan był banalny. Koło miało wylądować na ziemi i zostać przeturlane tą samą drogą, którą przyszła Michirin. Przy krańcu wozu zatrzymałaby je i przeszła przed nie, aby doprowadzić je do końca, samej uważając przy tym, aby nie spaść. Później zeszłaby z wozu i powoli położyła koło w miejscu, które uprzątnęła sobie na samym początku. Koło miało nawet wystawać w niewielkiej części poza wóz, aby łatwiej było je złapać i zdjąć z wozu na ziemię. To było kolejnym ruchem właśnie. Położyłaby je przed sobą, ale pionowo. Jeżeli miała wystarczająco siły, by je przynieść normalnie, to zrobiłaby to normalnie, a jeżeli brakowało siły, to zaczęłaby je toczyć w stronę Ody. W ten sposób problem z wyniesieniem koła powinien zostać zażegnany.
Michirin
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Natsume » 13 lut 2018, o 00:48

~ Zwiastun ~
Misja D 17/15
Michirin

Obrazek

Postawiona przed problemem małego labiryntu wytworzonego przez poukładane beczki, dziewczyna postanowiła najpierw wykonać połowę zadania, przynosząc kupcowi torbę z narzędziami. Mężczyzna aktualnie nadal coś przeglądał przy naruszonej osi, co dało się usłyszeć po licznych stukotach, dźwiękach drewna ocieranego żelaznymi pierścieniami kół i blokad, oraz stłumionych wulgaryzmach rzucanych przez Odę. Gdy Michirin zostawiła pakunek na ziemi, mężczyzna wychylił się spod powozu, przynosząc ze sobą lekki swąd swojego miętowego kizami. Cóż, lepsze to niż tran.
Mruknął z aprobatą, tym samym dziękując za przyniesienie narzędzi, po czym przyklęknął na ubitej ścieżce i zaczął grzebać w torbie, poszukując czegoś. W jego zębach dalej znajdowała się fajka. Gdy dziewczyna skończyła swoją wypowiedź na temat życia shinobi, ten na chwilę przerwał, wysłuchując. Następnie zaciągnął się jeszcze raz, wypuścił niewielki tytoniowy cumulus w eter i kontynuował przebieranie.
-Co poradzisz, takie mamy zasrane czasy - stwierdził, w końcu wyciągając cęgi, albo coś co tak brzmiało. - Teraz wygląda to tak, że strach do wychodka się przejść, bo na każdym kroku coś cię próbuje zabić. Jeśli nie bandyci, to wojujący shinobi. To, że wolisz pomagać niż zabijać, to tylko dobrze świadczy o Tobie. A jeśli przyjdzie co do czego... - zaśmiał się pod nosem. - ... cóż, przynajmniej będziesz przygotowana, żeby dać sobie radę. Byłabyś w stanie powiedzieć to samo, gdybyś była po prostu ślepą córką kupca?
Zaśmiał się, gdy Michirin zasugerowała jego powiązanie z Kenem.
-Ken i ja? Kompani? Gdybym mógł, to bym tego pacana końmi wywłóczył poza miasto. Po prostu obaj zajmujemy się tym samym zawodem, a on jest szefem miejscowego punktu handlowego.
Wrócił pod powóz, niosąc ze sobą wszystkie potrzebne narzędzia.
-Ludzie to chuje, i tyle - stwierdził, gdy dziewczyna zaczęła opowiadać o życiu ze ślepotą. Pewnie zrozumiał, dlaczego nagle przerwała, i dlatego pozwolił sobie na taki ogólnikowy i (chyba) celny komentarz. - I to niewdzięczne. Będą się śmiać i szydzić, ale gdy okaże się że nie mają do ciebie podejścia, nagle zaczynają się płaszczyć i chcą ci lizać buty. Osobiście wychodzę z założenia, że najlepiej jest pokazać samemu, że też się traktuje swoje przywary jako coś zabawnego. W ten sposób wytrącasz im oręż, jaki robią z szyderstw. I gdy nie mogą ci nic tym zrobić, w końcu luzują.
Dziewczyna przesunęła nieco beczki, dając sobie trochę więcej przestrzeni, i w końcu, po krótkiej chwili, zdołała wyciągnąć koło i ustawić je koło tego uszkodzonego. Oda aktualnie ustabilizował i naprawił oś, co można było wnioskować po stukaniu młotka i głuchych dźwiękach wbijania stalowych gwoździ w drewno. W końcu się wygramolił i ponownie mruknął z aprobatą.
-Dobra, to teraz podtrzymaj wóz, żebym mógł swobodnie zdjąć koło i zamontować nowe. Albo lepiej - na pace jest taki długi drąg, podważ pakę dźwignią. Wystarczy mi kilka centymetrów, powinnaś dać sobie radę. Tym bardziej że sam też byłem w stanie to parę razy zrobić - dodał z cichym chichotem.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1250
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Szlak transportowy

Postprzez Michirin » 17 lut 2018, o 02:50

Uwaga odnośnie samodzielności Michirin była w punkt. Zresztą jak niemalże każda wypowiedź Ody. Był naprawdę rezolutnym człowiekiem, a przynajmniej takim się wydawał. Pozory mogły mylić. W każdym razie - białowłosa przysłuchiwała się jego wypowiedziom w milczeniu. I tak uważała, że powiedziała zbyt wiele. Nie traktowała kupca jako zagrożenia, ale ostrożność wymagała od niej wstrzemięźliwości w podawaniu kolejnych informacji. Miał rację, gdyż czasy aktualnie były wyjątkowo nieciekawe. Zresztą niewidoma nie znała takich, w których byłoby lepiej. Rok w rok działy się tragedie, które raz dorównywały tym poprzednim, a raz je przewyższały. Spokojnych dwunastu miesięcy bez wojen, bitew czy po prostu rzezi nie było od dawna. Tak czy inaczej - z całą pewnością jako po prostu ślepa córka kupca byłaby znacznie bardziej bezbronna. I o to chodziło Odzie, z tym kunoichi się zgadzała, ale problem był nieco szerszy. Może i potrafiła się obronić, gdyby przyszło co do czego, ale także częściej pakowała się w sytuacje, które wymagały od niej konfrontacji. Jaką mogłaby mieć jako zwyczajne niewidome dziecko normalnego kupca? Po za tym, to jej zawodem był często konflikt, zatem cóż z tego, że mogła się bronić, skoro fach wymagał od niej pakowania się w kłopoty? Pomijając już to, że czasami ninja musieli atakować, a nie tylko działać w defensywie. Ostatnim elementem jaki dochodził do tego, było po prostu zadowolenie. Wolałaby być bezbronną, ślepą córką, która żyje szczęśliwie z rodziną, niż niewidomą, silną, samotną i pozbawioną rodziny kunoichi. Ale to już były szczegóły, o których Oda nie wiedział, a Michirin nie zamierzała go uświadamiać.
Informacja, że Ken jest szefem punktu handlowego nieco zaskoczyła białowłosą. Nie spodziewała się, że tak krzykliwa, prosta i ordynarna osoba może być zamieszana w kupiectwo i to na tak wysokim szczeblu. Fach ten kojarzył się pannie Shiroikanzen z pewną erudycją oraz elokwencją, a nie rubasznym śmiechem i siarczystym językiem. Cóż, jej ojciec sprzedawał tkaniny i ubrania, zatem może w jego przypadku był wymagany bardziej kwiecista mowa. Wiele zależy od klienteli. W rozmowie ze zwyczajnymi wieśniakami lepiej korzystać z prostej mowy, bliższej im, aby poczuli zaufanie. Wzbudzenie zaufania to podstawa, aby uzyskać dobrą cenę i dokonać transakcji. Podsumowała w głowie ten wywód wiedzą, którą przekazali jej rodzice. Było to bardziej w ramach ciekawostki, niż przygotowania do zawodu. Nie wywierali żadnej presji na Michirin, która zapewne sama nie podjęłaby się niczego i zwyczajnie pozostała... cóż, bezużyteczna.
- Nie pomyślałabym, że ktoś z jego usposobieniem mógłby być szefem punktu handlowego. - odparła zgodnie z prawdą. Oczywiście z tym swoim charakterystycznym spokojem. Jakby jednakowe emocje towarzyszyły jej przy przedstawieniu się i aktualnym zaskoczeniu. A przecież wewnątrz czuła całą masę uczuć. Nie przenikały one na zewnątrz i bardzo dobrze. Tak miało zostać.
Kolejna trafna wypowiedź Ody. Nie patrzyła w ten sposób na sprawę, by samej wyśmiewać siebie. Ją po prostu bawiło żartowanie w taki sposób, jakby miała wzrok. Dlatego też w słowach nie szczędziła określeń, które nawiązywały do brakującego zmysłu. Jednak coś w tym było - jeżeli traktowałaby swoje wady niepoważnie i z odpowiednim dystansem, to inni nie uznaliby, że można ją nimi zranić. Kwestia w tym, że do takiego zachowania potrzeba znajomości i zaangażowania w relację lub rozmowę. Jeżeli ktoś szydził z jej ślepoty, to z miejsca zostawał ignorowany. Znaczy, o ile naprawdę chciał tym urazić Michirin. Wypowiedzi innych były jej obojętne, ale skoro ktoś nie potrafił znieść lub zrozumieć jej problemu, to z pewnością nie był na tyle wartościowy, aby poświęcać mu uwagę. Z tym przekonaniem żyła Michirin cały czas i świetnie działało. Aż za dobrze, bo czasami pierwsze negatywne wrażenie skreślało kogoś, kto miał do zaoferowania znacznie więcej. Czy białowłosej z tego powodu było smutno? W żadnym wypadku. W końcu miała gdzieś opinię innych, a nawet po prostu innych, dopóki nie działa się im krzywda, na którą nie zasłużyli.
- Często żartuję z mojej ślepoty, jednak nie postrzegałam tego w ten sposób. Nie widziałam w tym takiego rozwiązania. Ot bawi mnie dezorientacja, którą wprowadzam, gdy wypowiadam się tak, jakbym widziała. - i nie omieszkała zaprezentować, że potrafi doskonale wplatać w wypowiedź te stwierdzenia, które odnoszą się do brakującego jej zmysłu. Przy okazji powiedziała prawdę i nie nawiązywała do poważniejszych czy bardziej osobistych spraw. Chociaż chciała się nieco otworzyć na Odę i porozmawiać z nim bardziej... przyjacielsko, niż z tym dystansem. Chciała, ale nie potrafiła. Taki charakter. Przyjaźń Michirin nie było łatwo zdobyć, bo wymagała zaufania, którym białowłosa nie obdarzała łaskawie. Jej ostrożność objawiała się w wielu elementach życia.
Koło zostało całkiem sprawnie dostarczone Odzie, który może nawet nie dostrzegł, że kunoichi na początku miała z nim problem. Jednakże i tak wykonała swoją część zadania bez większych problemów. Kolejne polecenie zostało przyjęte przez pannę Shiroikanzen krótkim "Mhm" i kiwnięciem głową. Ruszyła od razu poszukać wspomnianego drąga, który miał znajdować się na pace. Naturalnie wspomagała się dłoniami, aby wykryć przyrząd do podniesienia wozu. Jak tylko znalazła, to zabrała się za robotę. Wsunęła swoją dźwignię tak, jak kazał Oda, czyli pod wóz, aby ten oparł się na niej, a następnie zaczęła powoli zwiększać siłę, aby swoją gwałtownością nie złamać drewnianej belki. Nie chciała siłować się i próbować po prostu unieść wóz, zatem z charakterystyczną ostrożnością podważała wóz. Zupełnie milcząc. Nawet jeżeli męczyła się, to jej twarz nie wyrażała niczego nowego. Ot spokój, chociaż brwi były ściśnięte ze sobą. Zakrywały je i włosy, i opaska, zatem nie miało to żadnego znaczenia. Skoro Oda dawał radę podważyć wóz, to zakładała, że sama również nie będzie mieć problemu. Wychodziło na to, że była od niego silniejsza. Nic dziwnego - taka specyfika zawodu. On pewnie lepiej się targował, był bystrzejszy w rachunkach. Każdy miał swoje mocne i słabe strony. Często związane były z wykonywanym fachem. Chociaż niekoniecznie każdy ninja był silny - wszak spora część rozwijała głównie swe zdolności w korzystaniu z chakry. Michirin wolała mieszać to i to. Tak została nauczona, ale osobiście nie zamierzała tego zmieniać. Była to odpowiednia równowaga. Niezależnie czy wytrąconą bronią będzie chakra, czy miecz - ma alternatywę.
Michirin
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Natsume » 22 lut 2018, o 00:18

~ Zwiastun ~
Misja D 19/15
Michirin

Obrazek

-Ja też nie - odparł Oda, wytrzepując resztki wypalonego tytoniu z fajki i wsuwając ją ponownie do przeznaczonej do tego sakwy przy pasie. - Jedynym jego plusem jest to, że jest cholernie skrupulatny jeśli chodzi o matematykę, liczenie, sprawdzanie i transport towarów. Jako profesjonalista jest znakomity, ale jako człowiek jest skończonym chujem. Ale cóż, tacy również chodzą po świecie, i trzeba czasem z nimi mieć nieprzyjemność ubijania interesów.
Wydał z siebie dźwięk przywodzący na myśl coś między bólem, a mruczeniem. Od dłuższej chwili siedział pod wozem, i pewnie po prostu chciał się przeciągnąć. Tezę tę popierało również to, że po chwili westchnął ze słyszalną ulgą. W tym samym czasie dziewczyna zdążyła podejść do powozu, zebrać z niego wspomniany wcześniej przez Odę stalowy drąg i wrócić do kupca. Wypatrzenie (hehe) trzpienia zajęło jej kilka minut, ale w końcu się udało - wystarczyło szukać między drewnianymi wspórkami paki i plandeką. Dogodne miejsce.
-Dobra, najlepszym miejscem na włożenie pręta będzie... hm... tutaj? - powiedział, kilkukrotnie stukając o drewno powozu. Poczekał, aż Michirin podejdzie, po czym lekkim ruchem pomógł jej ustawić narzędzie pod odpowiednim kątem i zahaczyć o podłoże tak, by nic się nie ześlizgnęło. Dziewczyna w tym momencie mogła poczuć, że o ile kupiec nie był barczysty, a jego dłonie o długich palcach nie były przystosowane do pracy fizycznej, o tyle swoją dozę siły miał - ustawienie stalowego trzpienia nie było dla niego większym problemem. - Dobra, to teraz jak powiem, podniesiesz powóz. Okej?
Gdy potwierdziła, podszedł ponownie do uszkodzonego koła i powiedział proste "teraz", tym samym dając znać że nadszedł czas działania. Kobieta naparła na stal, drewniana paka jęknęła, a powóz lekko się uniósł. W tym czasie Oda sprawnie odkręcił kilka śrub, trzymających nadłamane koło, zsunął je na ziemię i powoli nałożył nowe. Michirin znów usłyszała dźwięk śrub, kilkukrotne mamrotanie wulgaryzmów przez kupca, a w końcu westchnięcie ulgi i stwierdzenie "no, kurwa, w końcu".
-Dobra, byłoby. Chodź, pomogę ci narzucić koło z powrotem na wóz, i będziemy ruszać dalej. Może się nawet wyrobimy na najbliższy transport.
Zachichotał cicho, chrypliwie.
-Będziemy kontynuować rozmowę po drodze. W końcu i tak nie będziemy mieć nic lepszego do roboty, nie?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1250
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Szlak transportowy

Postprzez Katsuko » 22 sie 2018, o 11:25

Tak więc Katsuko rozstała się z dziewczynami i ruszyła w drogę powrotną. Oczywiście w jej głowie kołatali się Ren oraz Kowai. Wierzyła, że jednak dadzą sobie radę i wrócą cali. Idąc portem znalazła odpowiednią łódkę. Taka, która wiedziała, że przetrwa tę drogę i nie zatoną. Zapłaciła powoźnikowi i zajęła miejsce. Liczyła, że ta podróż nie będzie tak długa jak poprzednia. Po drodze odwinęła pakunek, który dostała i powoli zaczęła jeść. To było przyjemnością mieć w ustach coś ciepłego. W dodatku widoki na wodzie były niesamowite a widok wyspy z daleka zapierał dech w piersiach jak uprzednio. Pamiętała, że strasznie jej się podobało. Generalnie przygody to jej konik i chciałaby mieć ich jak najwięcej. Zwiedzanie świata się do tego właśnie zaliczało.


Skąd: Yizin
Dokąd: Yusetsu
Czas podróży: 30 min
Czas przybycia: 12:55
Środek transportu: Łódź
Katsuko
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Ren » 30 sie 2018, o 16:59

Ren nie wiedział za bardzo co ze sobą zrobić. Dawno nie otrzymał żadnych wieści ze swoich rodzimych ziem, co oczywiście go cieszyło. Nie interesowała go za bardzo polityka czy też budowanie pozycji w swoim klanie. Tym bardziej, że najczęściej nie można było za bardzo zawierzać ludziom u władzy. Nie miał ochoty wracać, więc stwierdził, że uda się w podróż. Kiedy opuszczał Yinzin usłyszał o wybuchu wojny między dwoma znanymi mu klanami. Chodziło oczywiście o Yamanaka i Hyuga. Nie miał pojęcia co było przyczyną sporu jednak postrzegał to jako bezsensowny rozlew krwi. Niestety prowincje, które były zajęte wojną były na drodze do prowincji, do której zmierzał. Dlatego też nie widział innej opcji jak zatrzymać się w prowincji Yusetsu. Taki też obrał kurs, dzieki Mirai nie musiał się martwić o żadne koszta.

z.t.

Skąd: Yinzin
Dokąd: Yusetsu
Czas podróży: 30 min
Czas przybycia: 18:30
Środek transportu: Łódź(przejazd darmo za misje)
Ren
 

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hayami Akodo » 27 wrz 2018, o 19:12

Oh heavenly wind, blow the leaves of time
Send these feelings to the eighteen-night moon...



Obrazek


theme


Więc wreszcie wróciłeś, Przyjacielu.
Wszystko jest tutaj znajome, stare i nowe zarazem, piękne w zimnej jesiennej aurze Yinzin, zwyczajne, jak zawsze bywało, odkąd pojawiliście się na tym świecie. Osiemnaście razy jesień okrywała swym płaszczem świat, rozkwitała wiosna, płonęło lato i przychodziła zima, odkąd się urodziłeś, potem pojawili się Takashi i Hajime, przybyły na świat nowe generacje. Matka, jakby uprzedzona instynktem, przypadkowo znajduje się w porcie. Spostrzega Cię, gdy wysiadasz z psem z łodzi, jasny, młody, szkarłatny, jak niegdyś twój ojciec i stryj, tak bardzo podobny i odmienny zarazem - i biegnie w twoją stronę z płaczem pełnym ulgi, ze łzami, z radością matki, która wita dawno niewidzianego syna na rodzinnej wyspie. Wdychasz z lubością to rześkie, chłodne powietrze, przeciągasz się; wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, a ulga (bo przecież dopełniłeś tej obietnicy, którą złożyłeś umarłemu i dopełnisz jej jeszcze pewnie wiele razy, jeśli wojna nie zawita w te strony) sprawia, że na Twoją bladą twarz powraca uśmiech.

- MAMA!

- Hayami! Kochanie! - silne mimo wszystko ramiona Risy ściskają cię po wielekroć, czujesz gorące łzy radości, które przecież stanowczo otarłeś, nie, nie chcesz widzieć nigdy, jak twoja matka płacze. Nawet i ze szczęścia, tak przecież uzasadnionego. - Jak twój turniej? Co u Sagisy i twoich...przyjaciół? Jak radzą sobie chłopcy? Gdzie jest Yosuke i czemu nie przyjechał? Niby pisałeś coś, ale to było tak dawno, chcę wszystko usłyszeć od mojego bohatera! Wszystko w porządku, kochanie? I...

Matka nie kończy pytania, choć wiesz, o co chciałaby zapytać. O to, czy już dopełniłeś zemsty, czy złamałeś tą milczącą umowę, czy już zabiłeś jej brata. Kręcisz głową; nie, nie zrobiłeś tego, jeszcze - Seijiego Reigen nie jest tak łatwo wyśledzić. Niemal na pewno zmienił wygląd, może tożsamość też, by żądne zemsty i krwi Lwy nie dosięgły go swymi kłami pełnymi dzikiej nienawiści, zapamiętałe w okrucieństwie i niebaczne na to, że zemsta może być narzędziem obosiecznym. A przy tym...prostszym niż oskarżenie, skomplikowane udowadnianie swojej wartości i czynów przed nieufną rodziną, niż przebaczenie - łatwiej jest zabić niż wybaczyć ofierze.

- Jest dobrze, mamo. Nie zająłem ważnego miejsca w turnieju, ale wygrałem walkę z kobietą samurajką. Z Atari Sanadą. Kobieta shinobi, Megumi Ishida, niestety mnie pokonała... - przyznajesz z uśmiechem, bez żalu, bo przecież trzeba kiedyś wyciągać wnioski z przegranych. - Z Sagisą? Nie wiem. Pewnie wróciła do swoich rodziców. Porozmawiamy o niej w domu, mamo. Co do kuzynka, nie wiem, czemu nie przyjechał i nie wiem, gdzie jest. Rozstaliśmy się w Kaigan, był ze mną u chłopców, ale nie wiem, dokąd udał się potem. Jeśli chodzi o moich przyjaciół...Shijima popełnił samobójstwo na Hyuo. A Kei powierzył mi tego kochanego malucha, wabi się Itachi, i mam się nim zajmować, aż wróci. Dostanę dla niego kości albo coś, mamo?

Widzisz uśmiech na twarzy matki. Czujesz silny chłód nocny, wiatr, grzęźniesz po kostki w śniegu. Można powiedzieć, że ten biały, miękki puch jest dla ciebie...
...częścią domu.

- Pewnie! Chodź do domu, prześpicie się i odpoczniecie. Akurat też mam psa, nazywa się Izure, a twój pies...jakkolwiek się wabi...będzie spał obok niego przy kominku. Chodź. A co z chłopcami?

Podajesz ramię matce, jak prawdziwy dżentelmen, gwiżdżesz na psa, który biega sobie pomiędzy drzewami i szczeka radośnie na całą wyspę. Natychmiast przybiega - i nawet nie wiesz, czy to przez tą słynną więź, czy po prostu dlatego, że zagwizdałeś.

- No więc widzisz, mamo...

____________________________________________________________________________________________________
zt z NPC Risą i z psem: Dom rodziny Akodo
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 841
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szlak transportowy

Postprzez Hayami Akodo » 28 wrz 2018, o 11:17

Life wanders on an unknown path
Who knows, where it'll lead us to...


Obrazek

theme

Miał wypłynąć o świcie, więc zerwał się wcześnie z futonu, a za nim - nakarmiony, wyspany i szczęśliwy - podążał Itachi. Razem z matką jakoś go nakłonili do kąpieli i ogarnięcia futra, więc zadbany, puchaty piesek biegł za swoim opiekunem w kierunku łodzi. Risa Akodo szła za nimi ze swą Izure, uśmiechając się delikatnie i z dumą przyglądając się swemu najstarszemu synowi. Przytuliła go jeszcze na pożegnanie, on odwzajemnił uścisk, głaszcząc delikatnie policzek kobiety - ten sam policzek, po którym spłynęło kiedyś tyle łez. Nie mówili już nic do siebie, słowa nie były tu już potrzebne. A czas był zbyt drogi, by trwonić go na pożegnania.
Łódź odbiła dość szybko od brzegu. Rybak, który tym razem go przewoził, wziął obojętnie pieniądze i dostarczył go tam, gdzie należało - a mianowicie do portu w Sogen. Tam Hayami się nie zatrzymywał, nie udał się do domu przyjaciółki, tak jak zawsze - jedynie rozpuścił włosy, poprawił sobie plecak, przywołał Itachiego i ruszył przed siebie. W głowie dźwięczały mu słowa Keia: "daj sobie spokój z Sagisą".
Może rzeczywiście powinien. Może jego obowiązkiem byłoby zostawić wszystko swojemu biegowi, a samemu skupić się na drodze wojownika - tej samej drodze, którą musiał podążać każdy mężczyzna z rodu Akodo. Przez jego twarz przemknęły jakieś cienie, jednak nie odwrócił się w kierunku ruchliwego, głośnego miasta, nie przypomniał sobie tych wszystkich Uchihów, których spotkał. Nie chciał wracać teraz do wspomnień, choć zostawił w porcie list jakiemuś dzieciakowi, prosząc, by go przekazał do odpowiedniej osoby i do odpowiedniego domu. Malec przyjął zlecenie, dumny i szczęśliwy, choć dziwiła go bardzo spokojna, wręcz wyciszona twarz kasztanowowłosego samuraja i jego lśniące uzbrojenie.
Przeszedł przez miasto, ignorując zaciekawione spojrzenia, jeśli jakiekolwiek były, trafił na szlak transportowy, skąd - znalazłwszy sobie konia - przejechał do Ryuzaku. W Ryuzaku było jeszcze gwarniej, gniewniej, wolał się nie nasuwać nikomu na oczy, więc z yari w ręku, chmurny i skupiony, przeszedł do portu. Itachi, oczywiście, ciągle za nim biegł, poszczekując radośnie i merdając ogonem, jakby chciał rozproszyć obawy swojego pana. Kiedy znalazł jakiegoś mężczyznę, właściciela dużej łodzi, podszedł do niego.

- Do Kantai - rzucił cicho i szorstko. Przewoźnik wzruszył ramionami.

- Na bogów, paniczu, to daleka przejażdżka... - zaczął, jednak Hayami uciął jego wywody.

- Ile? - warknął w odpowiedzi zniecierpliwiony młody samuraj.Nie podobało mu się Ryuzaku i chciał je już opuścić, nie zamierzał czekać, zresztą...

- Dobrze, dobrze, spokojnie, paniczu! Niech pomyślę... - mężczyzna zastanowił się chwilę, zgodnie ze swymi słowami, po czym podał cenę. Pieniądze powędrowały z rąk do rąk, po czym Hayami i jego pies wsiedli do łodzi. Łódź znów uniosła się na chłodnych falach morza, jesienny wiatr igrał z włosami młodzieńca, a zimne, złote oczy wpatrywały się w horyzont. Itachi zaskomlał, oparł łeb o jego kolana. Pogładził go więc, wzdychając cicho.
W Kantai miał znaleźć odpowiedź - albo tylko się łudził.

Skąd: Yinzin
Dokąd: Kantai (przez Sogen i Ryuzaku no Taki)
Czas podróży: 15 minut z Yinzin do Sogen, 15 minut z Sogen do Ryuzaku no Taki (bo wierzchowiec - droga o połowę krótsza), 30 minut z Ryuzaku no Taki na Kantai - łącznie więc 60 minut
Czas przybycia: 13:17
Środek transportu: z Yinzin do Sogen łodzią, z Sogen do Ryuzaku no Taki konno, z Ryuzaku no Taki na Kantai łodzią
- 250 ryou (za całą podróż - wierzchowiec + łodzie)


__________________________________________________________________________________________________________
zt z Itachim do Kantai
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 841
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szlak transportowy

Postprzez Mitsuyo » 11 paź 2018, o 17:56

Obrazek
Dziewczyna wstała wyjątkowo wcześnie, bo jeszcze przed wschodem słońca. Poprzedniego dnia spakowała wszystkie potrzebne rzeczy (ubrania, prowiant, całe oszczędności itp.) i była już gotowa na opuszczenie Yinzin. Bardzo szanowała to miejsce i uważała je za prawdziwy dom, którego nie dane jej było mieć w dzieciństwie, ale nadszedł jednak czas by wyruszyć w wymarzoną podróż i odkryć nowe zakątki świata, a przy okazji rozwinąć się psychicznie jak i fizycznie. Wiedziała jednak, że na pewno tutaj wróci - z tym miejscem wiązała ją zbyt silna więż, by tak po prostuje porzucić. Bez najmniejszego wahania oddałaby życie za dobro jego mieszkańców.
Po zjedzeniu obiadu, pełna entuzjazmu, udała się w stronę portu. Swoją trasę zamierzała zacząć od miejsca oddalonego od Yinzin o dobrą godzinę drogi. Wciąż pamiętała te parę dni z Ayako przed wstąpieniem do dojo. Nie zwiedziła wtedy absolutnie nic i nadszedł czas by to nadrobić. Podeszła do mężczyzny, który stał przy wszystkich łodziach. Nie wyglądał na zbyt wesołego gościa, jego twarz wskazywała raczej na kogoś ponurego, ale po stroju można było się domyślić, że odpowiadał za transport z wyspy.
- Dzień dobry, ja poproszę do Kantai
- Jest pani pewna? To… spory kawał stąd – zauważył, marszcząc brwi. Zaskoczył ją ten komentarz, bo to nie była jego sprawa,gdzie chciała się udać i dlaczego tak daleko. Wzruszyła ramionami i zmusiła się do delikatnego uśmiechu. Na pewno nie miał złych intencji, a ona musiał się dobrze zachowywać. Dobre maniery przede wszystkim.
- Oczywiście. Właśnie o to chodzi. Tyle wystarczy? – ucięła rozmowę, wręczając potrzebną gotówkę. Nieznajomy pokiwał głową i wskazał łódż. Mitsuyo wskoczyła, a ta lekko się zakołysała. Usiadła z tyłu, a po załatwieniu pozostałych formalności, ruszyła w podróż. Brzeg oddalał się coraz bardziej, aż w końcu zupełnie zniknął z jej pola widzenia. To właśnie tutaj zaczęła się jej wielka przygoda.

z/t


Skąd: Yinzin
Dokąd: Kantai (droga przez Sogen i Ryuzaku)
Czas podróży:
Yinzin-Sogen- 15 minut
Sogen-Ryuzaku - 15 minut
Ryuzaku-Kantai - 30 minut
Czas przybycia: 19:56
Środek transportu:
Yinzin-Sogen- Łódź (100ryo)
Sogen-Ryuzaku - Wierzchowiec (50ryo)
Ryuzaku-Kantai - Łódź (100ryo)
Obrazek
Nie po­siadam rodziców; Nie­biosa i Ziemię czynię za­tem swymi rodzicami.
Nie po­siadam domu; kon­cen­trację czynię za­tem swym do­mem.
Nie po­siadam boskiej mocy; szczerość czynię za­tem swą boską mocą.
Nie po­siadam au­torytetu; uległość czynię za­tem swym au­torytetem.
Nie po­siadam magicz­nych mocy; osobowość czynię za­tem swą magiczną mocą.
Nie po­siadam ani życia ani śmierci; świadomość czynię za­tem swym życiem i śmiercią.

Nie po­siadam ciała; spo­kój czynię za­tem swoim ciałem.
Nie po­siadam oczu; błysk pioruna czynię za­tem swoimi oczami.
Nie po­siadam uszu; wraż­liwość czynię za­tem swoimi uszami.
Nie po­siadam koń­czyn; żądzę czynię za­tem swoimi koń­czynami.
Nie po­siadam żad­nych praw; samoobronę czynię za­tem swoim prawem.

Nie mam strategii; prawo do za­bijania i przy­wracania życia jest moją strategią.
Nie mam mistrza; nadarzająca się okazja jest moim mistrzem.
Nie mam cudów; sprawiedliwość jest moim cudem.
Nie mam za­sad; przy­stosowanie do wszel­kich warun­ków jest moją za­sadą.
Nie mam tak­tyki; Pustka i Peł­nia jest moją taktyką.

Nie mam talentu; sprawne myśli czynię za­tem swym talen­tem.
Nie mam przyjaciół; własny umysł czynię za­tem swym przyjacielem.
Nie mam wrogów; brak ostroż­no­ści czynię za­tem swym wrogiem.
Nie mam zbroi; życz­liwość czynię za­tem swą zbroją.
Nie mam zamku; nie­złom­ność czynię za­tem swym zam­kiem.
Nie mam miecza; bez­celowość czynię za­tem swym mieczem.
Avatar użytkownika

Mitsuyo
 
Posty: 102
Dołączył(a): 19 lip 2018, o 12:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Wysoka, różowowłosa dziewczyna o zielonych oczach i wiecznym uśmiechu na twarzy. Ubrana w kolorowe kimono wypełnione wzorami kwiatów.
Widoczny ekwipunek: Duża torba na pośladkach, pokrowiec na miecz przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5969&p=91673#p91673
GG: 66049429
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Yinzin

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość