Klif

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: Klif

Postprzez Misune Takashi » 28 mar 2019, o 23:58

kocham
spaceruje
oglądam
myślę


Popłynąć w świat na złotej łódce. Zamknąć siebie w złotej klatce. Rzucić krokodylom, albo obsypać złotem. Jestem dziwnie przekonana, że to złoto jest przyczyną wszystkich problemów na świecie. Z pewnością nie ludzka żądza i chęć posiadania. Więc kompletnym nierządem chciałabym wejść w posiadanie paru ryo. Obiecuje, nie wydam na głupoty. Wierz mi, Czytelniku, jestem niezwykle daleka od tego, aby wydać te pieniądze na nowe buty, czy smaczny deser w karczmie. Chciałabym zwiedzać świat - pewnie się już zdążyłeś tego domyślić, jeżeli uważnie śledziłeś co mi siedzi w głowie. Jednak, jeżeli nie miałeś takiej okazji, spieszę z wyjaśnieniem.

Często spaceruje po wybrzeżu Morskich Klifów, choć sama nazwa jest już zwodnicza. W tym miejscu, na tej wyspie, paradoksalnie jest może jeden klif. I to w dodatku, jest to ten klif, na którym się teraz znajdujemy. Nie da się ukryć, że jest wybitnie urodziwy, jeżeli można tak powiedzieć o nieożywionej materii, wychodzi swoim szczytem idealnie na zachód, skąd można podziwiać niebiańskie wręcz ukłony słońca nad horyzontem. I choć wszystko zawsze ładnie brzmi na papierze, a z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, zawsze chciałam czegoś więcej. Poczuć więcej, zrobić więcej, widzieć więcej.

Oglądam zachód za zachodem, marząc o tym, by widzieć go skądś indziej. Kocham każdy z nich jakbym widziała go po raz pierwszy, ale w głębi serca czuję, że to nieprawda - nieodwzajemniona miłość podobno boli najbardziej, a ja chciałabym znaleźć się tak blisko słońca, by spaliło moje skrzydła, bym runęła w odmęty bezkresnej toni, tak zimnej i nieprzeniknionej jak spojrzenie martwej ryby. Chcę spacerować po pustyniach, chcę dotknąć starych drzew w Prastarym Lesie i zanurzyć stopy w wodach Lazurowego Wybrzeża.

-Przepraszam Was Panowie, ale muszę niestety się zbierać. Znajdziecie mnie w wiosce, gdybyście czegoś potrzebowali! - macham im delikatnie dłonią, czując jak płochy uśmiech wysnuwa się na moje usta. Ruszam w lewo, ku przygodzie, z nadzieją w sercu, że nie widzę tej dwójki po raz ostatni. Obym się nie myliła.

[z/t]

Obrazek


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Misune Takashi
 
Posty: 15
Dołączył(a): 22 mar 2019, o 15:59
Wiek postaci: 0
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Średniego wzrostu, kolorowe włosy, smukła sylwetka
Widoczny ekwipunek: Torba, kabura x2
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=7091
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Numa » 29 mar 2019, o 15:03

Numa nie spodziewał się takiego rozwoju spraw, miał wrażenie że wystraszył dziewczyninę, która to dość szybko uciekła w kierunku jakiegoś miasta. Niby pomachała aczkolwiek ulotniła się w expresowym tempie. Co miał zrobić gonić jej nie będzie tak więc popatrzył jak zwyczajnie poszła sobie. A on pozostał z innym nieznajomym popatrzył w sumie na niego teraz z większym skupieniem i skądś kojarzył jego twarz. Nie był jednak zwyczajnie świadom że to jeden z ludzi który byli na KnH. A sam również był ciężki do poznania w hełmie choć gdyby nie Hełm być może kojarzył by go z otwierania tej ogromnej bramy po walce z kabuto. I tym że właściwie pojawił się dopiero wtedy. W końcu gonił kabuto. Ahh stare dobre czasy. A teraz co problemy z kłusownictwem.
— Właściwie to chyba tylko to nam pozostaje. —
Odpowiedział na ofertę udania się do jakiegoś przybytku w którym sprzedają jedzenie. Numa nie wydawał się ufać nieznajomemu jednak to nie oznaczało że musiał przed nim uciekać. Był zwykłą białą kartą której nie znał zupełnie jak uciekinierka. Uznał że właściwie to jakiś przeszkadza więc postanowił powiedzieć.
— To ja właściwie lepiej pójdę. —
I odszedł od chłopaka w końcu nieco im przeszkodził. Czuł się przez to zwyczajnie zbędny.

/nmm\
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 618
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: Klif

Postprzez Ame » 11 kwi 2019, o 20:58

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
1/30




Wygląda na to, że towarzysze rozmowy kompletnie zlali chłopaka. Tak czasami bywa, widocznie mieli ciekawsze rzeczy do roboty niż rozmawianie z kimś kto najbardziej jest zainteresowany polędwicą z dorsza. W zasadzie to większość zdań, które wypowiedział w tej rozmowie opierała się o jedzenie rybek. Też bym się z kimś takim nie zadawał. Na świecie jest dużo więcej cudownych pokarmów, nie widzę powodu żeby ograniczać się do owoców morza i im podobnym, no ale co takie kiełbie we łbie jak Kaito może o tym wiedzieć. Dopóki da się to zjeść to bez wątpienia dostąpi wątpliwego zaszczytu bycia złożonym w ofierze na ołtarzu jednego z grzechów głównych, tak chętnie przez czarnowłosego kultywowanych wbrew potępieniu takich nawyków przez ogół.
Nie ważna jest za to refleksja nad bezrefleksyjnym konsumpcjonizmem Kaito, ważne jest to, że samotnie spędzał czas na klifie, na którym nie było co jeść. Jego brzuch co raz głośniej dawał znać, iż szybko marnowane zapasy kalorii właśnie się kończą i jeżeli nie zostaną za piętnaście minut uzupełnione to w ramach strajku żołądek zacznie pożerać samego siebie. A może wystarczyła tylko obietnica zdobycia jakiegoś pokarmu, bo w gruncie rzeczy nie było aż tak tragicznie? Hozuki sam powinien wiedzieć w jakim obecnie jest stanie. Jeżeli wynik będzie taki jaki podpowiadają mu jego zaburzenia odżywiania, to jałowy klif nie dawał nadziei na zdobycie wspomnianej polędwicy z dorsza. No chyba, że rzuci się w morską toń i wypłynie z śledziem w ustach. Jednak wszystko wskazywało na to, że ten nie ma w sobie mocy niezwykłej, nie może użyć jej gdy chce by w podwodnym świecie zniknąć. Za to swym elfim wzrokiem, gdzieś na dole, na styku poziomu morza i skały, dostrzegł średniej wielkości łódź rybacką, zaś na pokładzie majaczył jakiś cień, który najpewniej był człowiekiem płci męskiej sądząc po posturze. Niestety wszystko poniżej zakrywała delikatna mgiełka, więc żeby rozeznać się w szczegółach Kaito musiałby zbiec po zboczu. Kto wie, może nieznajomy ma odrobinę jedzenia, którym zechciałby się podzielić z nad aktywnym żywieniowo chudzielcem? Zawsze istniała szansa, że poczęstuje go nożem w żebra, ale ryzyko powinno być wliczone w koszty takiego przedsięwzięcia. Kilka egzemplarzy ptactwa wodnego z uwagą przypatrywało się nieruchomemu i samotnemu chłopakowi, jakby tylko czekały aż wreszcie sobie pójdzie i będą mogły wrócić do swoich ptasich rzeczy.


Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Kaito » 13 kwi 2019, o 19:08

Czy rzeczywiście tak dużo mówił o jedzeniu? Wydawało mu się, że raczej nie, choć z drugiej strony, kiedy był głodny, mógł kompletnie tego nie kontrolować. Teraz sam się już zaczął zastanawiać ile razy podczas rozmowy z nieznajomymi mu osobami wspomniał o polędwicy z dorsza lub czymś podobnym. Jednakże nawet jeśli mu się to kilka razy przydarzyło, nie sądził, by to był powód, dla którego towarzysze postanowili go opuścić. Poza niepohamowaną miłością do jedzenia był w końcu sympatycznym gościem, czyż nie? Może po prostu ci dwoje gdzieś się śpieszyli, a Kaito stwierdził, że nie zna ich na tyle, by być wścibskim i wypytywać o wszystko. Trochę było mu niby szkoda, że pogawędka trwała tak krótko, ale na szczęście piękne widoki wspaniale rekompensowały brak towarzystwa. Chłopak usiadł więc na krawędzi klifu i obserwował wzburzone morze. Pewnie by nawet w tej sielankowej atmosferze usnął, gdyby nie to, że zauważył zarys postaci w rybackiej łodzi. Obecność nieznajomej osoby skutecznie go wybudziła, i dobrze, bo gdyby w takiej zimnicy zamknął oczy, mogłoby się to zakończyć czymś o wiele gorszym niż zwykłe przeziębienie. Czarnowłosy shinobi starał się wytężyć wzrok, ale z powodu dystansu, jak i delikatnej mgiełki nie mógł rozpoznać z kim to ma do czynienia. Zdał sobie sprawę z tego, że jeśli chce się tego dowiedzieć, musi jednak ruszyć swój leniwy zadek i zejść nieco niżej. Podniósł się ociężale, próbując zapomnieć o burczącym brzuchu. Powinien jeszcze jakiś czas przetrwać bez pożywienia, w końcu przed tym spacerem zjadł porządną porcję gulaszu w centralnej części osady. Jeszcze raz odetchnął głęboko mroźnym powietrzem i ostrożnie zszedł na sam dół, żegnając wysoki klif tęsknym, choć krótkim spojrzeniem.
- Dzień dobry! – Wykrzyknął, zwracając się w kierunku nieznajomego, prawdopodobnie mężczyzny. Przy wszechobecnym huku obijających się o skały fal jego głos nie był chyba jednak tak dobrze słyszalny jak mogło mu się początkowo wydawać. Miał wrażenie, że facet w ogóle nie ogarnął tego, że nie jest tu sam.
- Dzień dobry!!! – Zaczepił więc człowieka ponownie, tym razem dbając o to, by jego wypowiedź okraszona była znacznie większą liczbą decybeli. Dodatkowo podskoczył, machając swoimi łapskami, chcąc podziałać również na inne zmysły zauważonej wcześniej postaci. Pewnie wyglądał przez te swoje wygibasy jak totalny idiota, ale cóż… jeśli miało mu to pomóc w osiągnięciu celu, to jak to się mówi „jak coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie”.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Ame » 14 kwi 2019, o 12:19

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
3/30




Tak, dosłownie co chwile proponował jedzenie w mieście albo mówił o jedzeniu. Wystarczy, że cofnie się odrobinę wstecz (bo głupio byłoby się cofnąć do przodu). Wtedy może dojdzie do niego, że jest osobą, z którą można najwyżej pogadać o kiełbasie, nic dziwnego że nagle wszyscy mieli ciekawsze rzeczy do roboty. Bycie sympatycznym to nie wszystko, fakty mówią same za siebie. Chłopak został sam na szczycie klifu w towarzystwie kilku natrętnych ptaków, które teraz zaczęły walczyć o jakiegoś skorupiaka, który znalazł się tam z niewiadomego powodu. Można tylko racjonalnie zakładać, że któryś z pierzastych tworów wydobył go z jakieś nory i postanowił go zjeść patrząc na morze jak typowy król życia. Inne ptaki widocznie miały na ten obiad inny pogląd. W związku z tą sytuacją pojawia się kolejny problem. Czy Kaito wróci do swojej życiowej formy i dołączy do walki o wyrywane sobie z dzioba do dzioba stworzenie? Każdy rozsądny obserwator zauważyłby, że w starciu z lataczami miałby duże szanse. Może warto spróbować?
Żarty na bok (no chyba, że chłopak serio chce spróbować. Co mu szkodzi? Może ten ślimaczek czy tam krabik mu akurat podejdzie i problem pustego talerza rodem z pewnego kontynentu sam się rozwiąże). W czasie gdy narrator podpuszczał czarnowłosego, ten gapił się na łódkę u stóp klifu. Na szczęście zachował odrobinę zdrowego rozsądku i przynajmniej nie zasnął. Z drugiej strony nie miało to dużego znaczenia, facet i tak był kilkadziesiąt metrów pod nim, prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia. Zaskoczeniem dla narratora było to, że chłopak pomimo konania z głodu był w stanie w ogóle się ruszyć. Jaka jest szansa, że ktoś tak głodny nie ograniczy się wyłącznie do oddychania? Zaskoczeniom nie było końca bowiem ten jeszcze był w stanie nawet zejść na sam dół klifu. Coś tam zaczął się wydzierać do rybaka, ale ten nic nie usłyszał. Teraz widać jak na dłoni, że Kaito od samego początku nie miał co przejmować się jego obecnością. Facet w tym czasie dalej działał sobie na swojej łódce mając głęboko w poważaniu starania czarnowłosego. Dopiero gdy Kaito zaczął się drzeć jak stare spodnie i wymachiwać łapami jak żywa reklama kiepskiej restauracji w przebraniu pizzy czy innego spaghetti, ten w ogóle podniósł łeb znad lin, którymi się zajmował.
- No co tam, Szczawik? - to chyba było tymczasowe imię, jakie zyskał Kantańczyk, gdyż jedyne co z siebie wypluł to co raz głośniejsze dzieńdobrowanie.
- Nudzi Ci się i się przyszedłeś ponabijać jak reszta? - zapytał.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Kaito » 14 kwi 2019, o 20:31

Pomijając fakt, że pewnie wielu swoich wypowiedzi o jedzeniu nie słyszał, tak on sam nie uważał, by była to aż tak wielka wada. A jeśli ktoś nie rozumie jego miłości, to niech spada na drzewo, ot co. Nie zamierzał się zmieniać tylko dlatego, że komuś nie odpowiada takie jego hobby. Może to nawet i lepiej? Przynajmniej od samego początku mógł odsiać ziarno od plew, bo jeśli już ktoś był w stanie znieść wszelkie dziwactwa Kaito, to jednak zyskiwał wspaniałego przyjaciela, który nigdy nie zostawiłby go w potrzebie. Wystarczyło spojrzeć choćby na to jak młody Hozuki ratował swojego brata z opresji, kiedy to niesforny Ame wpadł w konflikt z prawem i został przyłapany na gorącym uczynku przez strażników. Także czego by o wiecznie głodnym młodzieńcu nie powiedzieć, to z pewnością nie dało mu się odmówić lojalności czy pracowitości, za to zawsze można było liczyć na to, że wyciągnie pomocną dłoń, choćby miał wyciągać kumpla z przepaści.
Tak czy inaczej wolał towarzystwo ludzi, a nie żerującego ptactwa i chociaż był dość empatycznym osobnikiem, tak tajemniczy mężczyzna wydawał mu się znacznie ciekawszy od biednego skorupiaka wyrywanego sobie wzajemnie ostrymi szponami przez te latające wokoło straszydła. Kaito nie zamierzał dołączać do tej walki, nie bardzo mógł w końcu temu maleństwu pomóc. Poza tym… niestety świat rządził się swoimi brutalnymi prawami i nie na wszystko mógł mieć wpływ. Natura postawiła tego skorupiaka gdzieś dosyć nisko w hierarchii i tak to musiało niestety wyglądać. A przynajmniej tak to sobie tłumaczył, bo sam przecież jadł i mięsko i rybki i nie było mu w smak zostać wegetarianinem, mimo że prawdopodobnie istniała taka możliwość. Nie wyobrażał sobie życia bez smacznej wołowinki czy polędwicy z dorsza, więc w gruncie rzeczy rozumiał też i te ptaki, choć najpewniej wolałby by oszczędziły swej ofierze takich cierpień.
Pozostawił za sobą zarówno myśl o drzemce, jak i ewentualne rozckliwianie się nad losem ptasiego obiadu i zsunął się powoli, wyjątkowo ostrożnie z klifu. Niespecjalnie chciał zaryć mordą o jakąś oblodzoną skałę, a nie oszukujmy się, czas go nigdzie nie gonił. Facet stał jak stał w swojej łódce i prawdopodobnie nie wiedział nawet o jego istnieniu. Nie było więc raczej obaw o to, że go przypadkiem spłoszy. Ba, musiał włożyć niemały wysiłek w to, żeby w ogóle zwrócić na siebie uwagę nieznajomego. Ale jednak… jego z pozoru idiotyczne pomysły przyniosły oczekiwany rezultat, a czarnowłosy Kantańczyk uzyskał jakąś zwrotną wiadomość. Co prawda nie pomyślał o tym, że ktoś może go nazwać Szczawikiem, no ale… nie był nawet w sumie pewien czy to jakaś obelga, więc stwierdził, że póki co przemilczy temat nietypowej ksywy. Z drugiej strony, czy chciał być tak nazywany w każdym zdaniu? Przypomniało mu się od razu jak jeden kowal wziął go za dziewczynę i co chwila dawał mu znać o tym, że ma zgrabny tyłeczek, przez co zwątpił.
- Wystarczy Kaito… – Westchnął ciężko, choć starał się wypowiedzieć te słowa jak najdonośniejszym tonem. W myślach przeklinał jednak swojego rozmówcę, że nie raczył nawet bliżej podpłynąć. Warunki nie sprzyjały w końcu rozmowie i jeśli chcieli wymienić więcej niż dwa zdania, wypadałoby choć trochę zmniejszyć dystans.
- Z czego ponabijać?! Nie rozumiem! – Nie chodziło mu zupełnie o to, że nie zrozumiał, co facet do niego krzyczy. O dziwo każda z jego wypowiedzi dotarła do niego w całości… ale zdawało mu się, że nieznajomy wziął go za kogoś innego. Ktoś się z niego nabijał? Nie miał pojęcia dlaczego. Wyglądał całkiem normalnie, no może nie licząc tego, że samotnie starał się chyba łowić ryby w niezbyt przystosowanym do tego miejscu, ale kto tam wie: Kaito nie za bardzo się na tym znał. Może nie było tutaj łatwo łowić, ale z kolei znajdowały się tutaj jakieś rzadkie okazy? Niezależnie od okoliczności, nie zamierzał jednak z nikogo się śmiać. Prędzej doceniłby tak wielkie starania, nawet jeśli to wyzwanie, które mężczyzna przed sobą postawił, miałoby być wyłącznie syzyfową pracą.
- Potrzebuje pan pomocy?! – Wykrzyknął jeszcze tylko, mając nadzieję, że facet pójdzie wreszcie po rozum do głowy i przypłynie bliżej brzegu. Jemu na łodzi było znacznie łatwiej, Kaito musiałby przepłynął niezły kawałek w lodowatej wodzie. To znaczy: mógł niby użyć swojej chakry i przejść po niej niczym Jezus, ale póki co nie chciał zdradzać się ze swoimi umiejętnościami. Nie miał w końcu bladego pojęcia z kim ma do czynienia.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Ame » 14 kwi 2019, o 22:26

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
5/30




Może i pomoże, ale w ramach wdzięczności zażąda obiadu, a wtedy zje za czterech, więc nie wiadomo czy było warto. Lepiej przegrać życie czy przegrać majątek na wynagrodzenie dla pomocnika? Kaito jak każdy miał swoje wady i przy wielu innych, na które wśród ludzi można trafić, faktycznie nie wypadał aż tak źle. Co nie zmienia faktu, że zawsze można się z niego pośmiać. Śmiałby się pewnie nawet owy skorupiak, gdyby na przykład chłopak go uratował przed losem nisko położonego w łańcuchu pokarmowym zwierzaka. Niestety, dzisiaj nie był jego szczęśliwy dzień, za to dla ptaków wręcz przeciwnie. No zależy jeszcze dla jakich. Na pewno dla tych, które wygrają wielką bitwę o posiłek, reszta obejdzie się smakiem tak jak Kaito gdy próbował zaprosić nieznajomych na polędwice z dorsza.
Jakiekolwiek plany chłopak usnuł dla zejścia z klifu, nic nie wskazywało na to, że mógłby sobie spaść i głupi ryj rozwalić. Po prostu był na to zbyt zręczny. Zabawne, że w ogóle sam siebie podejrzewał o taki stopień niezdarności. Jazda zaczynała się dopiero od momentu gdy ten próbował zwrócić na siebie uwagę obcego. Miał szczęścia, że jest jesień, bo gdyby była zima, to wytworzona przez niego ilość decybeli na pewno dałaby radę sprowadzić na nich lawinę i skończyć ich trud. Stety niestety była dopiero jesień i pogoda wcale nie była taka zła. Pewnie dlatego gdzieś tam na brzegu siedział sobie rybak w łodzi i szykuje się do wyprawy, kiedy z góry spada na niego jakiś szczawik i zaczyna się drzeć. Tak właśnie został Kaito nazwany - Szczawik. To było pierwsze co mu przyszło na myśl.
- Też ładnie. - na szczęście jego drugą myślą było już Kaito. Kaito dopiero teraz miał czas przyjrzeć się chudemu rybakowi. Miał długie, ale przerzedzone, siwe włosy sięgające ramion. To było pierwsze co rzuciło się Hozuki w oczy. Zaraz potem zauważył dość szeroki nos i oczy, które były dosyć blisko siebie. Pośród zaniedbanego zarostu ciężko było zauważyć kształt ust nieznajomego, ale ten zapewne Kaito nie interesował, gdyż wszyscy zaczęliby się o niego martwić.
- Nie tutejszy, co? Od dawna nic nie złowiłem, żyje na łasce rodziny i znajomych. - odpowiedział.
- Dzisiaj się to zmieni! Jesień, huraganowa pora, najlepsze okazy! - w szarych źrenicach rybaka pojawiły się iskierki, gdy recytował rzeczy, których się spodziewał na morzu. Wydawał się wierzyć, że tym razem mu się uda. Ciekawe ile razy nie udało mu się wrócić z porządną zdobyczą? Wszystko wskazywało na to, że jest dosyć zdesperowany. Na tyle zdesperowany, że wymienione czynniki nie traktuje jako niebezpieczeństwo tylko okazje żeby się wykazać.
- Pomóc? Mógłbyś ze mną płynąć jak chcesz. - zgodził się pod wpływem chwilowego przypływu optymizmu.
- Wskakuj na pokład. Zacznij od zbuchtowania kilwatera. - rzucił z uśmieszkiem i wrócił do swoich wcześniejszych zadań, nie patrząc na to czy chłopak sobie poradzi.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Kaito » 17 kwi 2019, o 09:11

Wbrew pozorom stać go było na bezinteresowną pomoc i niczego od nikogo raczej nie żądał. Jeśli ktoś sam postanowił popisać się przed nim swoją wdzięcznością i postawić mu obiad, to jasne – było miło. Kaito nie uważał jednak tego za jakiś warunek solidnej przyjaźni. Potrafił w końcu samodzielnie zarobić trochę grosza i kupić sobie wszystko to, co potrzebne, łącznie z kilogramami żarcia, którym normalny człowiek zdołałby się pewnie wyżywić przez kolejny tydzień. Można było się jednak zgodzić co do tego, że czarnowłosy miał swoje przywary jak każdy, ale na tle zepsutego społeczeństwa wcale nie wypadał tak źle. A czy można było się z niego pośmiać? Pewnie, młodziak miał dystans do siebie i nie widział w tym żadnego problemu, no chyba że po drugiej stronie stał Ame – starszy brat też mógł się z niego śmiać, ale w tym przypadku Kaito nie pozostawał mu dłużny. Nic więc dziwnego, że jeśli gdzieś pojawili się we dwóch, potrafili być nieznośni, bo dla postronnych obserwatorów ich słowne utarczki czy przepychanki zdawały się nie mieć końca.
Jeśli chodzi o jego plan zejścia z klifu i zwrócenia na siebie uwagi, to cóż… zdawał sobie sprawę z tego, że jest zręczny i raczej nie powinien mieć z tym większych problemów. O niezdarność jednak podejrzewał samego siebie z czystej przezorności. Mimo umiejętności był bowiem dość zapominalskim i nierozgarniętym typem – w tym przypadku nie pomyślałby pewnie nawet o lawinie, więc można powiedzieć, że miał w swojej głupocie trochę szczęścia. Co prawda gdyby nawet ściągnął na siebie taki kataklizm, być może udałoby mu się ujść z życiem. W końcu był shinobim. Gorzej byłoby na pewno z tym nieznajomym rybakiem. Dobrze więc dla niego, że pogoda nie była tak tragiczna, bo przynajmniej nie musiał siebie obwiniać za przypadkowe ukrócenie czyjegoś żywota.
Wreszcie miał okazję przyjrzeć się napotkanemu człowiekowi. Strasznie chudy, a przez siwe włosy wyglądał na dość starego osobnika, i to była właściwie dla chłopaka najważniejsza informacja. Zastanawiał się jak ten gość nadal ma siły na takie rybackie podróże i czy rzeczywiście jest w stanie sobie na nich sam poradzić. No ale jak się okazało z kolejnych jego słów chyba nie sprawował się jednak najlepiej. Hozukiemu zrobiło się nawet tego starca szkoda, tylko nie był pewien czy w takich warunkach atmosferycznych poradzą sobie nawet i we dwóch. Przez myśl przeszło mu, żeby po prostu zaprosić rozmówcę na obiad w centralnej części osady. Nawet mógłby zabrać ze sobą rodzinę, przecież Kaito by od takiego jednego dobrego uczynku nie zbiedniał, no ale właśnie… Obawiał się, że to może być dla głowy rodziny uwłaczające, dlatego też stwierdził, że najpierw spróbuje pomóc, a najwyżej gdyby żadne znaki na niebie i ziemi nie zwiastowały, że złowią tego dnia jakąś rybę, to wtedy będzie się zastanawiał nad alternatywą.
- Najlepsze okazy? – Powtórzył po nim, choć właściwie nie oczekiwał żadnej odpowiedzi. Sam zdołał już wydedukować wcześniej, że w taką pogodę musi w tych wodach pływać coś wyjątkowego, skoro ktoś w ogóle podejmuje taki trud. Dla zwykłej rybki szkoda byłoby się aż tak męczyć.
- Pewnie. – Zdążył zadeklarować się z pomocą i wskoczyć na rybacką łódkę, ale kiedy usłyszał pierwszą komendę swojego „szefa”, zaczął mocno powątpiewać w swoją ewentualną użyteczność. Zakłopotany podrapał się po głowie, a następnie z wyrazem twarzy przypominającym kota srającego na pustyni odwrócił się w stronę doświadczonego życiem rybaka.
- Czyli że co mam zrobić? – Westchnął ciężko, rozkładając przy tym bezradnie ręce. – Wie pan, jeśli chodzi o łowienie ryb, to żaden ze mnie specjalista. – Wyjaśnił mężczyźnie, że jeśli w ogóle na cokolwiek ma się tutaj przydać, to potrzebuje znacznie dokładniejszych, a przy tym bardziej zrozumiałych instrukcji.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Ame » 17 kwi 2019, o 16:32

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
7/30




Jakkolwiek by nie było, Kaito najwyraźniej nie był osobą, która umie przejść obok cudzego nieszczęścia obojętnie, zawsze przystanie... no i właśnie się nie pośmieje, tylko pomoże. Jak tak w ogóle można! Jego starszy brat zapewne nawet nie przejąłby się losem rybaka. Kto wie, może by go nawet okradł? Ale z czego? Łodzi się tak szybko nie da ukraść, szczególnie że nie była to taka typowa łupinka. Była ciut większa, na tyle że można było zrobić kilka kroków, na szerokość też coś w tym stylu. Pogoda z jednej strony im sprzyjała, z drugiej strony nie. Sprzyjała im głównie dlatego, że Kaito nie udało się wywołać lawiny, co powinno być dla niego bardzo dużym plusem. Z drugiej strony starzec jest dość zdeterminowany, do tego uważa, że w trudnych warunkach można łapać lepsze okazy. Wiadomo, jeżeli poziom trudności w grze rośnie, to nagrody też są większe. Pytanie czy to działa w ten sposób na rybach. Kaito niestety rybakiem nie był, więc raczej nie mógł wiedzieć czy to prawda czy tylko marynarski przesąd.
Przez głowa młodzieńca przeszło kilka pomysłów na temat jak pomóc staremu człowiekowi. Najchętniej pewnie zabrałby go na miasto żeby zakupić już gotową rybkę. Mimo, że ten urodził się na wyspach, czasami wydawał się uważać, że środowisko naturalne uwielbianych przez niego rybek jest w kuchni. Dla normalnej osoby oczywistą oczywistością było to, że nie chodzi tutaj o przymieranie głodem a o brak pieniędzy. Zresztą, kilka chwil temu zaproponował nieznajomym wspólny wypad na polędwice z dorsza i jak to się skończyło? Czy czarnowłosy w ogóle nie uczy się na błędach? Na całe szczęście ostatecznie nie zdecydował się na żadną z tych opcji. Dziwny jest fakt, że w ogóle je rozważał.
Dobrze, że Kaito nie oczekiwał żadnej odpowiedzi, bowiem najlepsze okazy to po prostu najlepsze okazy. Starzec nie wydawał się już tak entuzjastycznie nastawiony jak parę sekund temu. Proste pytanie zignorował, udając absolutne pogrążenie w pracy.
Chłopak bezceremonialnie wpakował się na pokład. Sprzęty zgromadzone na łódce były imponującą kolekcją, która wskazywała na to, że ich właściciel jest gotowy do każdego rodzaju łowów, nie licząc łowów serca słów bożych prawdą. Na pokładzie były sieci, wędki i nawet harpun. Pod masztem, który oczywiście nie był wielkim palem, na czubku którego mogłoby być bocianie gniazdo, znajdował się drewniany pojemnik, prawdopodobnie na złapane okazy. Żagiel był proporcjonalny do masztu, po prostu spełniał swoją funkcję. Gdzieś na pokładzie zauważył też kilka wioseł, pewnie w razie awaryjnej sytuacji, chociaż ciężko sobie było wyobrazić, że ten chudy starzec jest w stanie sam wiosłować do brzegu w tej nie najmniejszej na całym Kantai łodzi. Niestety nigdzie nie widział kilwatera i nie był w stanie go zbuchtować, o ile byłby w stanie to zrobić nawet gdyby go znalazł.
- Stary dowcip żeglarzy. Kilwater to ten ślad wodny co powstaje kiedy łódka płynie. - uświadomił go dziadek.
- Chciałem sprawdzić czy kiedykolwiek pływałeś. Bez urazy, ale widać żeś zielony jak lasy w Kaigan. - nie można mu odmówić spostrzegawczości i szczerości.
- Ciesz się, że nie wysłałem Cie do osady żebyś nakupił kilwateru w skrzyniach. To by dopiero mieli ubaw na miejscu! - drobny uśmiech zagościł na twarzy starca, przynajmniej tak się wydawało Kaito, gdyż jego policzki poszły odrobinę w górę, zaś jego uśmiechu nie widać było przez zasłaniający usta zarost.
- Wyskocz za burtę i wypchnij nas kawałek od brzegu, potem będziemy wiosłować, aż nie wypłyniemy. Masz jakieś pytania? - wymienił z chłopakiem krótkie spojrzenie, żeby sprawdzić czy przekaz do niego trafił i zaczął powoli zajmować stanowisko do wiosłowania.


Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Kaito » 17 kwi 2019, o 21:51

To prawda, że niewielu ludzi stać było na takie poświęcenie jak Kaito. Większość pewnie zaczęłaby się ze staruszka śmiać albo przeszłaby obojętnie, nie chcąc marnować swojego cennego czasu. Młody Hozuki był jednak osobą towarzyską, pomocną, a przede wszystkim empatyczną. Sam wiele się w swoim dzieciństwie nacierpiał i rozumiał jak to jest, kiedy próbowało się z całych sił, a nie było się docenianym albo wręcz ktoś wytykał cię palcami. Być może właśnie przez wzgląd na swoje doświadczenia był w stanie, jak to się mówi, „wejść w czyjeś buty” i zrozumieć tym samym czyjeś uczucia. Poza niepohamowaną miłością do jedzenia było więc w nim jednak coś jeszcze, co czyniło go wyjątkowym i sprawiało, że warto było mieć go po swojej stronie. Choć może niekoniecznie, jeśli mowa była o łowieniu ryb… Nie znał się na tym kompletnie, więc nawet trudno było mu ocenić szanse tego przedziwnego duetu. Nie był pewien czy w takich warunkach można było złowić jakieś cenniejsze okazy. Ba, nie był pewien czy w ogóle da się coś tutaj złowić. A jednak postanowił zaufać starszemu i bardziej doświadczonemu mężczyźnie i wyciągnąć do niego pomocną dłoń.
- Ah, no tak… – Mruknął niepewnie w odpowiedzi na słowa swojego towarzysza, jako że nadal próbował przetrawić tę informację. Z niemałym opóźnieniem zdał sobie sprawę z tego, że padł ofiarą jakiegoś marynarskiego żartu, ale szczerze mówiąc, zupełnie mu to nie przeszkadzało. Ton rybaka nie brzmiał bowiem jakoś specjalnie prześmiewczo, czy szyderczo, ot był to taki zwykły, przyjacielski przytyk, a przynajmniej Kaito w ten sposób go potraktował. No i przynajmniej dowiedział się co to ten cały kilwater.
- Mówiłem panu, że jestem zielony. – Westchnął zaraz po tym, wzruszając bezradnie ramionami. Nie czuł się w żaden sposób winny, bo przecież zdążył uprzedzić mężczyznę, że nie bardzo zna się na tym fachu. Mimo wszystko słuchał faceta uważnie, bo naprawdę chciał mu pomóc, a przy okazji miał także okazję, żeby nauczyć się czegoś nowego. W końcu było to nawet dość dziwne, że jako wyspiarz, nie potrafił się odnaleźć na statku rybackim. Może jakąś sieć jeszcze by zdołał zarzucić, ale czy by coś w nią złapał? Prawdę mówiąc, wątpił. Prędzej chyba jako shinobi rzuciłby w jakąś rybę shurikenem i w ten sposób upolowałby swój przyszły obiad.
- Dobra, panie. Koniec z żartami, bo nam wszystkie ryby pouciekają. – Rzucił wesoło, chociaż w gruncie rzeczy chciał już odsunąć temat swojej własnej ignorancji na dalszy plan. Mógł się pośmiać z siebie, jasne, ale nie chciał doprowadzić do sytuacji, gdzie to on, jako pomocnik i wybawca, nagle stanie się ofiarą. Na szczęście jego rozmówca dał sobie spokój i zamiast kolejnych przytyków podał mu już o wiele dokładniejsze i łatwiejsze do ogarnięcia instrukcję.
- Póki co nie. Gotowy do pracy, dziadku! – Tym razem to on pozwolił sobie na odrobinę swobody, a co. Skoro on wcześniej został nazwany szczawikiem, to miał prawo się odwdzięczyć. To słowo mogłoby być pewnie uznane za obraźliwe, ale nie w przypadku, gdy zostało wypowiedziane jego radosnym tonem. Z ust Kaito nic raczej nie brzmiało jak obelga. No chyba że chłopak naprawdę się o coś wściekł, ale niełatwo było go do takiego stanu doprowadzić i trzeba było mu już wyjątkowo mocno nadepnąć na odcisk.
Młodzian wyskoczył z łódki, ale nie było mu w smak brodzenie w lodowatej wodzie, dlatego skoncentrował chakrę w swoich stopach i stanął na jej tafli, starając się wypchnął łódź na otwarte morze. W tej pozycji nie było mu może nazbyt wygodnie, ale przynajmniej nie musiał się martwić o jakieś odmrożenia. Gdyby mu się ten proceder udał, miał zamiar wskoczyć na drewnianą ławę, zajmując swoje stanowisko i zacząć wiosłować.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Ame » 19 kwi 2019, o 21:41

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
9/30




Kaito bez wątpienia był bardzo pomocną jednostką, zwłaszcza gdy ktoś potrzebował pomocy przy opróżnieniu talerzy szwedzkiego stołu. Najłatwiej pewnie było mu wejść w buty osoby głodnej, bowiem ten znajdował się w tym stanie cały czas, pytanie tylko czy to była empatia czy już raczej dzielenie niedoli? Gorzej wydawało się być w przypadku, gdy czarnowłosy ma za zadanie pomóc przy zdobyciu posiłku. Mimo tego, że całe życie mieszkał na wyspach to nie złapał żadnej ryby, nawet nigdy nie przejawiał zdolności do używania wodnego stylu. Czy na pewno mógł się bardzo przydać temu starcowi? Kto by tam wiedział.
Na ziemie (a nie na wodę, ha ha ha ha!) powinien sprowadzić go już niewinny żart dziadka. Znając życie to Hozuki właśnie byłby w drodze do sklepu, gdyby tamten zmienił wersje swojego żartu i kazał kupić mu kilwater. Nikt nie mógł przewidzieć jak im pójdzie, ale przy takim początku niewątpliwie pozytywnym scenariuszem będzie nie pójście na dno przy pierwszej większej fali. Jednak w jednym miał racje. Stary człowiek nie zamierzał go nigdy obrazić. To był tylko niewinny żart, który miał potwierdzić i tak oczywistą obserwacje. Nie trzeba być geniuszem żeby zobaczyć, że Kaito nie jest człowiekiem morza, ale przecież "nie matura a chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Warto żebyś o tym pamiętała widząc admirała". W sumie teraz to całkiem zabawne, że jego imię oznaczało ocean.
- Niebieski też nie jesteś, najwyżej ciemny. - mówiąc to dziadek zaśmiał się serdecznie. Ciekawe czy chłopaka to dalej rozczula czy teraz już zacznie denerwować? W tym czasie podszedł do wiosła i pewnie je chwycił, czekając na rozpęd jaki miał nadać im czarnowłosy.
- Dobrze powiedziane! - z entuzjazmem przytaknął chłopakowi. Na pewno nie chciał żeby wszystkie rybki uciekły. No ale przecież to niemożliwe. Przecież w taką pogodę łapię się najlepsze okazy. W tym czasie Kaito zamiast wskoczyć do wody jak cywilizowany człowiek, to robił jakieś jezusy i wolał stać na wodzie. Było mu dosyć ciężko i dosyć groteskowo wyglądał stojąc pochylony nad łodzią jak grzybiarz pod sosną. Dziadek przypatrywał się temu z niedowierzaniem, nie można było określić czy bardziej dziwi go stanie na wodzie czy to, że ktoś mógłby zdecydować się robić to w ten sposób. Gdy w końcu pchnął łódź to musiał za nią gonić w tej groteskowej pozycji, no ale przecież jak coś głupio wygląda a działa to nie jest głupie. Starzec pomagał mu jak mógł odpychając się wiosłem. Kajtek z powrotem znalazł się na pokładzie i ruszył na przeciwną stronę do rybaka żeby dobyć wiosła.
- Słyszałeś kiedyś legendę o wielkim sumie, księciu błyskawicy? - zapytał rybak, gdy Hozuki zajął stanowisko.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Kaito » 24 kwi 2019, o 22:09

W opróżnianiu misek i talerzy rzeczywiście był najbardziej kompetentną jednostką, co nie oznaczało, że nie był w stanie pomóc i w innych czynnościach. Miał wiele atutów, ot choćby był szybki, a jeśli nawet czegoś nie potrafił, to dość szybko się uczył i zawsze był chętny do przeżywania nowych przygód. Łowieniem ryb nigdy się nie zajmował, więc trudno było w ogóle mówić, by była to jakaś jego mocna strona, dlatego sam nie miał pewności czy będzie dla rybaka przydatnym kompanem. Miał jednak zamiar dać z siebie wszystko i postarać się o to, by mężczyzna złapał okaz, na który polował. Inna sprawa, że żeby w ogóle być jakkolwiek użytecznym, musiał najpierw pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Póki co faktycznie nie ogarniał i gdyby jego zleceniodawca miał zamiar z niego żartować, najpewniej Kaito by się na to nabrał. Na szczęście facetowi też nie zależało raczej na tym, żeby tak szybko tracić swojego towarzysza, toteż zmienił nieco podejście do czarnowłosego Hozukiego. Niewinne przytyki nie przeszkadzały im w robocie, dopóki poza nimi pojawiały się również szczegółowe polecenia i instrukcje. Co by nie powiedzieć Kantańczyk był podekscytowany, ale miał też pewne obawy, bo nie było przecież żadnej pewności czy przy pierwszym silniejszym podmuchu wiatr ich łódź się nie wywróci. Zawsze mogli też wylądować na jakiejś skale i pójść na dno. W końcu sam był ostatnio świadkiem takiej morskiej katastrofy, więc doskonale zdawał sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Nieraz jednak trzeba było podjąć jakieś ryzyko, żeby można było poczuć, że się żyje.
- To z pewnością… – Westchnął ciężko, stając się ofiarą kolejnych żartów. Zdołał już jednak dopuścić do siebie tę myśl, że dzisiejszego dnia pojawi się ich pewnie jeszcze więcej. Na razie jeszcze się z tego powodu nie denerwował i starał się podejść do tego spokojnie, ale nie miał pojęcia jak zareaguje przy którymś kolejnym niespecjalnie przyjemnym dla niego komentarzu. Te, które pojawiły się do tej pory, były jeszcze stosunkowo niegroźne, a tym samym dawał radę zgryźć tę łyżkę dziegciu. Cieszył się natomiast, że w czymś rybak przyznał mu rację, być może powoli zaczynali łapać wspólny język.
Jego sposób przepchnięcia łodzi może i był innowacyjny, ale no właśnie… dopóki Kaito udało się osiągnąć cel, to chyba nie można było na niego narzekać. Jego aktualny „szefuncio” też poza zdziwieniem nie miał na razie do jego pracy większych zastrzeżeń, toteż czarnowłosy shinobi nie przejmował się wcale tym, że mógł wyglądać jak debil. Przynajmniej był suchy, co przy takiej pogodzie robiło ogromną różnicę – nie musiał się martwić o to, że zamarznie na kość. W końcu zajął swoje miejsce przy wiosłach i poruszał tymi kawałkami drewna „na czuja”, starając się utrzymać odpowiednie tempo i kurs. Wtedy to rybak zagadnął go na temat legendy o niejakim księciu błyskawicy.
- Chyba nie miałem okazji. Czy to właśnie jego chce pan złapać? – Zapytał wyraźnie zaciekawiony, ale zaczynał się coraz bardziej martwić o to, że ich misja od samego początku skazana jest na porażkę. Jeśli bowiem szukali jakiegoś legendarnego stwora, którego nikt nigdy nie widział, to mogły być to równie dobrze totalne bujdy, wymyślone tylko po to, by tutejsi rybacy mieli co robić. No ale nic to, stwierdził że najpierw posłucha historii, a dopiero potem oceni czy jest ona wiarygodna. A nawet jeśli nie, to właściwie i tak nie miał nic lepszego do roboty, więc mógł z tym mężczyzną popływać. Nikt przecież nie powiedział, że muszą wrócić do wioski z sumem na plecach, a Kaito mógł przynajmniej spędzić czas w nieco inny niż zwykle sposób.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 462
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Klif

Postprzez Ame » 26 kwi 2019, o 12:43

Obrazek

Misja rangi C dla Kaito
11/30




Nie zmienia to faktu, że Kaito żył bardziej po to żeby jeść niż tak jak powinno wynikać z założeń matki natury. Można było tylko mieć nadzieje, że wystarczy mu umiejętności i woli życia, aby poradzić sobie z nieprzejednanym żywiołem, który czynił ludzi morza, tak twardo stąpających i żyjących bez zbędnych złudzeń, zabobonnymi. Mimo wszystko młodzieniec nie wyzbył się obaw, nawet przy towarzyszącej mu dużej dozie niezrozumiałego optymizmu. W jego świadomości pojawiła się możliwość podzielenia losu delegacji klanu Yamanaka, których statek wydawał się być o wiele potężniejszy niż to czym właśnie odbijali od brzegu. Niczym prawdziwy mężczyzna, którym Kaito niewątpliwie się stawał, zamierzał rzucić rękawice przeznaczeniu, poczuć morski wiatr na policzkach i stanąć oko w oko z niebezpieczeństwem.
Za entuzjazm i pozytywne nastawienie, cały czas spotykał się z docinkami dotyczącymi tego, że w przypadku chłopaka był to dziewiczy rejs, jeżeli rozmawiamy o zdobywaniu rybek, a nie ich pożeraniu w ilościach godnych przeciętnych rozmiarów płetwala błękitnego. Niestety ten wielki ssak w przeciwieństwie do Hozuki odbierał rybkom życie przez przypadek, zaś czarnowłosy zjada ich tyle ile sam waży, bo może. Póki co, radził sobie jednak z docinkami rybaka i wydawało się, że jeszcze sporo może pociągnąć, zwłaszcza że starzec dogryzał mu niezbyt boleśnie. Ot, drobne przepychanki i gry słowne. Raczej nie zamierzał obrażać młodego. W końcu ten bezinteresownie wsiadł z nim na łódź i płynie z nim ku przygodzie, mimo że rozsądne osoby zostały by w domu, a przynajmniej nie wsiadły na pokład.
Wiosłowali w celu wspólnego wyprowadzenia łodzi na pełne morze. Tylko tyle i aż tyle. Nie od razu Rzym zbudowali, dlatego musieli jednak trochę pomachać. Kaito mógł sprawdzić siłę swoich mięśni, lecz zapewne na wykwalifikowanego galernika to on się nie nadawał. W tej sytuacji jednak jakoś sobie radził, technikę wiosłowania można było zrozumieć intuicyjnie. W końcu co to za filozofia - zupełnie jakby mieszał zupę, tylko że zupą nigdzie nie płynie, bo ta nie sprawdza się jako narty. Logiczne, prawda? W tym czasie jego kompan widocznie chciał umilić mu czas opowieścią starego rybaka. Zapewne znali ją wszyscy w okolicznych karczmach, ale chłopak nie był tutejszy, więc staremu człowiekowi uda mu się ją sprzedać jako pierwszemu. Gdy mężczyzna usłyszał, że czarnowłosy nigdy nie słyszał o elektrycznym sumie, ceremonialnie wręcz wziął głęboki oddech i kaszlnął kilka razy, jakby zaraz miał wygłosić mowę swego życia.
- Otóż gdzieś w Kantaiskich rzekach żył sobie sum, ale nie taki zwykły sum. Ten oprócz długich i grubych, mackowatych wręcz wąsów, był błogosławiony przez błyskawice. - opowiadał rybak tonem przypominającym szamana, który przekazywał młodszemu pokoleniu tradycje plemienne.
- Normalnie sumy żyją w rzekach. Nie wiadomo dlaczego nie wpływają do morza. Może są za głupie, a może po prostu za drogo. - filozofował.
- Ten jednak był inny, bowiem nieproporcjonalne wąsy przeszkadzały mu w rzeczach, które normalnie lubią sumy. Przez ich masę nie mógł popłynąć w górę rzeki i wraz z prądem w końcu wpadł do oceanu. - kontynuował z przejęciem.
- Tam było o wiele więcej stworzeń, które mogły paść jego łupem. Żarł więc o wiele więcej. - tutaj Kaito prawdopodobnie mógł się w jakiś sposób solidaryzować z głównym bohaterem opowieści.
- Spasł się tak bardzo, że jego masa stała się proporcjonalna do masy jego wąsów. Od tamtej pory grasuje na tych wodach i terroryzuje rybaków. - wydawało się, że to koniec opowieści, ale rybak wziął kolejny wdech i znowu wrócił do przemowy.
- Pewnego jesiennego dnia, zupełnie takiego jak ten, sum zamiast leżeć w mule, postanowił popłynąć na powierzchnie. Nie wiedzieć czemu, wystawił swoje ogromne wąsy ku niebu. - tutaj starzec zrobił dramatyczną przerwę.
- Wtedy został pobłogosławiony. Potężna błyskawica uderzyła w morze, lecz nie zabiła bestii. Rybsko od tamtej pory stało się dużo szybsze, zaś harpuny się go nie imały. - gdyby dziadek opowiadał to przy ognisku to zapewne teraz podświetlałby sobie twarz latarką dla lepszego efektu.
- Ale od dawna nikt go nie widział, podobno jakiś wariat z klanu Hoshigaki wziął ciało swojego krewnego, nafaszerował je notkami wybuchowymi oraz bombami chilli i rzucił mu je na pożarcie. Zgadza się. Sum umarł na suchoty jak wszyscy sławni muzycy. Od tamtej pory nikt go nie widział. - tym razem definitywnie zakończył nieprawdopodobną historie. Tymczasem wypłynęli już na pełne morze, zaś dziadek postawił żagiel i zaczął się zastanawiać tak jak zwykle, jakim narzędziem dzisiaj nic nie złowi.
Łódź podniosła się na wielkiej fali. Jakiś cień zamajaczył pod taflą. Chwilę później pojawiła się płetwa grzbietowa szybko zasuwającej ryby, która obrała kurs kolizyjny z rybakami. Chłopak miał wrażenie, jakby ta gotowała się do wyskoczenia na powierzchnie, ku męskiej walce o przetrwanie w brutalnym świecie pożeraczy polędwicy z łososia.


schreibiemy tutaj viewtopic.php?f=79&t=7231
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 458
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości