Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 22 lis 2017, o 22:31

Na tyle na ile mógł, młodzieniec przyjrzał się sposobowi gotowania wykorzystanemu przez kobietę. Była to jedna z nietypowych cech, które Yuki w sobie wykształcił przez ponad dekadę samotnego funkcjonowania - nauczył się gotować, i z czasem przekształcił to w jedną ze swoich pasji. Misterna sztuka tworzenia dobrych, solidnych i smacznych posiłków na swój sposób go fascynowała, czego efektem były jego różnorakie eksperymenty w niewielkiej kuchni w swojej pagodzie pośród lasów Hyuo. Napary, zupy, posiłki z ryb i mięsa (które zwykle własnoręcznie odpowiednio łowił lub polował), tworzone, krojone i przyrządzane na dziesiątki różnych sposobów. I za każdym razem to przyjemne uczucie satysfakcji, gdy wychodziło faktycznie bardzo przyjemne w smaku.
Dość dziwne pasje jak na szermierza-shinobi i zabójcę. Książki? Gotowanie? Muzyka? Z tego wszystkiego chyba tylko treningi fizyczne jakoś się wpisywały w archetyp.
Gdy kobieta w końcu zareagowała na jego zapytanie, młodzieniec uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję. I przepraszam, nie chcę sprawiać Pani kłopotu.
Zaproszony, wszedł do środka i za pozwoleniem kobiety przysiadł przy jednym ze stolików. Następnie oparł się łokciami o blat i splótł dłonie, wspierając na nich głowę. W ten sposób mógł siedzieć wygodnie i mieć wszystko na oku, aby móc obejrzeć ozdoby, krzątaninę i otoczenie. Chciał pochłonąć trochę więcej z tego festiwalu.
No, i przy okazji dzięki temu miał baczenie na ewentualne ataki. Wpojona ostrożność shinobi.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 23 lis 2017, o 09:25

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
34/∞

Z wnętrza był całkiem niezły widok na uliczkę przez stoisko, jednak same boki i tył były zasłonięte materiałem, który tylko łagodnie się poruszał od czasu do czasu pod dotykiem powietrza. Naprawdę przytulnie. Ustawienie zaś szafek, na którym stały różne pierdoły i zacienienie, delikatne, sprawiało, że znowu marna szansa, żeby zauważył cię tutaj ktoś z zewnątrz, chyba że wiedziałby, czego dokładnie szuka - i gdzie. Na razie była to kryjówka idealna, o której wiedziało niewielu, albo i nawet nikt, chyba że kobieta rozkładała się tutaj w zeszłym i jacyś, no wiesz, stali bywalcy, ale... wątpliwe, żeby w zeszłym roku ludziom było aż tak w smak świętowanie. Czasem każdy powód do tego, by oderwać się od brutalnej codzienności był dobry.
Kobieta bardzo zręcznie obtaczała właśnie kawałki łososia w tempurze, zapewne będzie je smażyć na głębokim tłuszczu - wyglądało to bardziej, niż pysznie i raczej nieruzinkowo - zadziwiająco proste jak na wszystkie dania, których można było tu posmakować. Skoro robiono owoce w tej cudownej panierce, to czemu nie ryby? Pachniało zachęcająco - to na pewno. Wszystkie misy z konkretnymi składnikami było posegregowane, wszystko miało tutaj miejsce, a sprytne rozłożenie barw sprawiało, że stoisko wręcz przyciągało spojrzenie, bo i cieszyło oczy - nic dziwnego, że co rusz ktoś zwalniał i zapuszczał przysłowiowego żurawia, zaciekawiony tym, co niewiasta dobrego robi. Otrzepała jednak dłonie i umyła je w wiadrze z wodą,
by podejść do swojego pierwszego klienta tego dnia. Pewnie złodziei będzie tutaj co nie miara, a kraść można wszystko -
włącznie z przyprawami, tylko że to raczej mały kąsek, złodziejaszki woleli zwędzać dania gotowe, albo rzeczy wartościowe,
które dość łatwo spieniężyć. Mała miska z jakimiś przyprawami raczej do nich nie należała, dlatego niewiasta nie bała się najwyraźniej zostawić chwilowo przodu stoiska samemu sobie.
- Dla pierwszego klienta zawsze są specjalne względy! - Otarła czoło i podsunęła wyżej swoją opaskę nim oparła ręce na biodrach. - Co by pan dobrego zjadł? Mam łososia, krewetki, kurczaka... - Zaczęła wyliczać. - To nie jest żaden kłopot. - Uśmiechnęła się do ciebie ciepło. - Po to tu jestem, żeby ludzie mieli trochę radości z życia, przez żołądek do serca, jak to mawiają. A pan wygląda na takiego, któremu przyda się pełny żołądek. - Puściła ci oczko.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 23 lis 2017, o 17:05

Natsume uśmiechnął się lekko, rozglądając się po niewielkim pomieszczeniu stworzonym na potrzeby stoiska. Faktycznie, nietrudno byłoby tutaj się ukryć przed całym światem - ot, po prostu siedzieć, cieszyć się dobrym jedzeniem i obserwować świat, samemu będąc niewidocznym. Doskonała kryjówka dla shinobi, huh. Jakie to dziwaczne cuda można znaleźć na zwykłym, corocznym festiwalu?
No, corocznym. W zeszłym roku festiwal chyba się nie odbył, zważając na dość drastyczne wydarzenia na Hyuo. Kłopoty z Kantai, których efektem była walna bitwa o Fuyuhanę. Śmierć liderki, Yuki Yumi, która obecnie spoczywała w mauzoleum liderów w centrum miasta. Bunt Garekiego, szefa Sakki (i dowódcy Natsumego), który tuż po przejęciu tytułu lidera wymordował całą radę starszych na wyspie, pozbawił głowy posłańców Rady i sam siebie skazał na wygnanie, zostawiając wyspę w chaosie w rękach Natsumego, Fuyuko i lidera Ranmaru, Satoshiego. Potrzeba było trochę czasu żeby naprawić wszystko, co zostało zniszczone, przywrócić pokój i zakończyć wojnę w najbardziej spektakularny sposób - przez unię. Przez to wszystko nie dziwota, że festiwal nie mógł się odbyć w zeszłym roku. Może dlatego teraz ludzie chcieli sobie trochę to odrobić?
Tempura? Ciekawe. Osobiście bardzo rzadko stosował mąkę, jako że nie był to najprostszy składnik do zyskania na lodowej wyspie. Znacznie łatwiej było znaleźć panko, który był po prostu płatkami suchego pieczywa, więc zwykle to w nim smażył własne mięso, jeśli już przyrządzał je na oleju. Zwykle po prostu je gotował lub przygotowywał na parze w specjalnym koszyku. Cóż, co kraj to obyczaj. W każdym domu ludzie gotują inaczej.
-Nie zrobiłem niczego wielkiego, żeby zasłużyć na taką szczodrość - powiedział wesoło, opierając się o oparcie krzesła. Z przyzwyczajenia nastawił uszy, by upewnić się że nikt nie zbliża się za nim (szansa na to była nieistniejąca, ale ciężko się pozbyć starych nawyków), po czym skupił spojrzenie złotych oczu na kobiecie. - Poproszę o karaage z kurczakiem. Z chęcią spróbuję czegoś stworzonego w tak przyjemny dla zmysłów sposób, zwłaszcza z rąk artystki w tej sztuce.
Podstawy perswazji dodane z nauką Akihiro. Trzymaj drugą osobę w centrum, odsuwając własne istnienie w cień. W ten sposób łatwiej poznać innych i zyskać na nich wpływ.
Przecież wpływ nie musi być negatywny, tak jak ten od wędrowca, prawda?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 23 lis 2017, o 22:43

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
36/∞

Ludzie chcieli mieć swój własny zakątek, nawet kiedy wychodzili na zewnątrz, by spojrzeć, jak bawią się inni i samemu się zabawić, było wielu takich, którzy szukali swojej odskoczni i miejsca, z którego mogliby się przyjrzeć światu. Tak jak ty teraz. Nie zawsze było ono dostępne, nie zawsze równało się z negatywnymi emocjami, bo i nie zawsze musiała to być prawdziwa ucieczka, co się zowie. Odskocznia brzmi o wiele lepiej niż ucieczka.
Nie zrobiłeś niczego wielkiego? Och, co za skromność... Ja wiem, Ty wiesz - zrobiłeś wystarczająco wiele, a nawet więcej,
niż potrzeba, dzielny Yuki. Przodkowie na pewno są z ciebie dumni i będą jeszcze bardziej, widok taki jak ten mógł tylko wypełniać serce radością i ciepłem. Tych żywych i tych martwych. Duchy dawnych dni czuwały nad tobą i nad twoim królestwem, ale żeby się dalej rozwijało i trwało w spokoju, jaki teraz tutaj zagościł, musiałeś ciągle pracować i pomagać mu trwać. Nie mogłeś trwać w zastoju. To cesarstwo nie mogło trwać w zastoju. Ta myśl była tak samo naturalna, jak ciepło i energia bijące od nieznajomej ci kobiety. Wszystko tu jest na swoim miejscu, więc niech na nim pozostanie.
- Albo jest pan zwyczajnie zbyt skromny. - Odparła kobieta - i tylko na te słowa ci odpowiedziała. Twoje następne przywiodły zaskoczenie na jej licu i wypieki na policzkach, które niewiele miały wspólnego z ciepłem żaru, koło którego się obracała. - Artystką, patrzcie panicza... - Zamruczała pod nosem, speszona, ale jednocześnie bardzo zadowolona -
wyglądała teraz przeuroczo, taka zawstydzona, ale jednocześnie pusząca się jak paw na taką pochwałę - większej dla kucharza chyba nie istniała! - Nieskromnie przyznam się, że gotuję od lat, a Głęboko smażone smakołyki przekazywane są w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie! - Jakaż była dumna, jaka szczęśliwa! Małe, prywatne słońce w lodowym królestwie, które już odsłoniło ci fragment swojego życia. Ludzie lubią słuchać o sobie - oczywiście, że brzmiało znajomo, aż za bardzo. Kobieta cofnęła się, żeby przygotować zamówione danie. Rozmowa z tego punktu była raczej średnio wygodna, ale że miała przygotowane już składniki to była kwestia usmażenia. Kurczak zaś przyrządzał się raz dwa i zaraz wylądował na stoliku - znaczy nie cały kurczak, kurczak w kawałkach, podany na talerzyku. - Tadaam~! Smacznego!
- Dosiadła się do ciebie, robiąc sobie chwilową przerwę od pracy. - Smakuje? Dołożyłam jeden kawałek w tempurze,
jeśli miałby pan ochotę spróbować, na koszt firmy! Nie chwaląc się jestem jedyną osobą, która gotuje w tempurze na tegorocznym festiwalu. Na następnym też zamierzam być, hihi. Kucharz musi chronić swoje tajemnice.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 24 lis 2017, o 13:23

Młodzieniec uśmiechnął się lekko, patrząc na lekkie zawstydzenie widoczne na twarzy kobiety. Najwidoczniej nie była do tego typu słów przyzwyczajona, więc usłyszenie czegoś takiego było dla niej miłym połechtaniem ego. I prawie natychmiast dostał pierwsze informacje o jej życiu, nawet mimo tego że o nie wcale nie pytał - czyżby on sam również zrobił coś takiego, gdy został postawiony w świetle lamp przez Akihiro? Wystarczyło kilka prostych zagrań, by sprawić że ludzie z radością dzielą się swoimi przemyśleniami i wspomnieniami?
Cóż, w sumie na takich zagraniach opierali się wszyscy wędrowni muzycy. Wykazywali się odrobiną charyzmy, pokazywali że rozumieją trudy zwykłych ludzi, i wystarczyło im kilkanaście minut by sprawić że ludzie patrzyli na niego jak na kogoś, kogo znali od dnia narodzin. Poręczne. Niebezpieczne. Może to dlatego muzycy byli tak chętnie używani jako szpiedzy.
Oczywiście, Natsume nie mówił tego wszystkiego tylko po to, by wprowadzić nauki Akihiro w życie. Faktycznie pragnął lepiej poznać punkt widzenia normalnych mieszkańców wysp, poznać ich i zrozumieć. W końcu to właśnie dla ich dobra pragnął się nauczyć umiejętności perswazji i zawiłych ścieżek psychologii, które do tej pory były mu tak bardzo obce. Po to, by móc zrozumieć ludzi, a co z tym idzie - potrafić rządzić w sposób sprawiedliwy.
-Da się to zauważyć - powiedział uprzejmie. - Przez cały proces gotowania Pani ruchy są szybkie, pewne i precyzyjne. Takie coś potrafią zrobić tylko doświadczeni kucharze, którzy pracują w wymagających warunkach, i dzięki temu wykształcają u siebie taką ekspertyzę.
Z tymi warunkami? Strzał. Ale być może obróci się to w kolejne intrygujące fakty.
Poczekał, aż kobieta wróci z przyrządzonym przez siebie karaage, i wziął jednorazowe pałeczki z kubeczka na stole. Złożył dłonie, umieszczając pałeczki między dłońmi, i przymknął na moment oczy.
-Dziękuję za posiłek - powiedział zgodnie z etykietą, rozszczepił pałeczki i wziął pierwszy kawałek kurczaka do ust. Musiał przyznać, że kurczak był przygotowany naprawdę znakomicie.
-Niespotykane - powiedział z miłym zaskoczeniem w głosie. - Mimo smażenia na głębokim tłuszczu, kurczak nadal jest miękki i soczysty, a przyprawy idealnie to podkreślają. Poza tym, dobrze wyczuwam posmak cytryn, prawda? Znakomite połączenie ostrości, kwaśności i słodkości. Poezja.
Następnie sięgnął po kawałek w tempurze i odgryzł kawałek. Ciasto było niezwykle lekkie, inne od tego z którym miał do czynienia do tej pory.
-... co za lekki posiłek! W jaki sposób udało się pani uzyskać tak delikatne i satysfakcjonujące zarazem ciasto wokół kurczaka?
Wziął kolejny kawałek kurczaka do ust.
-To mięso jest warte każdych pieniędzy. Jestem prawie pewien, że z tak niezwykłymi posiłkami będzie mieć Pani mnóstwo klientów. - uśmiechnął się lekko. - Wiele bym dał, by umieć stworzyć tak delikatne ciasto.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 24 lis 2017, o 21:56

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
38/∞

Jakikolwiek system posiadał ten czar - działał. I to było w tym wszystkim najważniejsze. Dostałeś niezbyt trudną przeciwniczkę, ale jak sam twierdziłeś - nie o sprawdzenie teorii chodzi, ta tylko przy okazji! Zależało ci najbardziej na poznaniu, w takim wypadku to była rozmówczyni - marzenie! Już na pierwszy rzut oka było widać, że jest osobą otwartą,
bez wielkich uprzedzeń, ale z tymi pierwszymi wrażeniami najlepiej uważać - bywały bardzo zdradliwe... tylko komu ja to mówię! Osobie, która nawet podczas radosnego festiwalu musiała mieć nad wszystkim kontrolę, wszystko widzieć, wszystko wiedzieć, obawiając się, że cios może nadejść z każdej strony. I taka prawda. Człowiek najbardziej jest odsłonięty w swoim życiu w najgorszych momentach - tam, gdzie się odsłania, gdzie traci czujność. Nie da się nie wpaść w paranoję, kiedy miało się za plecami tak pokaźny wóz z doświadczeniami malowanymi krwią.
- O matko... Pan chyba chcę, żebym zupełnie spłonęła rumieńcem. - Niewiasta ułożyła dłonie na policzkach i opuściła spojrzenie, opierając się łokciami na blacie, jeszcze bardziej czerwona, ale jednocześnie uśmiechnięta. Złapanie tematu kucharstwa było bardzo dobrym zagraniem, całkowicie zresztą naturalnym, kiedy chciało się słuchać drugiej osoby - widać było z całą pewnością, że to jest pasja kobiety, którą naprawdę musiała kultywować od lat. Akurat było to dla ciebie wiadome, potrafiłeś zwrócić uwagę na takie szczegóły, bo wiedziałeś, na co uwagę zwracać - sam gotowałeś. Lepiej jednak zaczynać od małych celów, bliższych tobie wiedzą, niż rzucać się na takie osoby jak Akihiro... bo tacy jak on prawdopodobnie mogli być kim chcieli, zmieniać swoje role w dowolnym momencie w zależności od widzi-mi-się. - Podróżuję po prowincjach od wielu lat, zazwyczaj właśnie czekam na święta. Sprawia mi dużo radochy takie gotowanie, dodatkowo mogę zwiedzić kawałek świata..! Do niedawna podróżowała ze mną matula, ale niestety matulę i tatka dopadła starość... Cieszę się, że doczekali święta boga Śniegu. Mam wrażenie, że Hyuo zamieniło się teraz w bajkową krainę. - Uśmiechnęła się szeroko, marszcząc przy tym nosek, zamykając oczy. Czyli była stąd.
- Na zdrowie. - Podsunęła ci miseczkę z imbirem, byś mógł przegryzać smaki do woli, przyglądając się, jak jesz.
I nie było w tym niczego dziwnego, niczego niepoprawnego - od, ugotowała, więc zależało jej na tym, by ci smakowało i chciała się upewnić, że tak właśnie będzie. - Ma pan świetne wyczucie smaku! Tak, jest tutaj cytryna! Zdobycz z jednej z moich podróży. - Uśmiechnęła się uradowana i klasnęła w dłonie. - Ha! Kucharz nigdy nie zdradza swoich sekretów!
Zwłaszcza, kiedy są to sekrety przekazywane z pokolenia na pokolenie!
- Była z tego dumna, to na pewno. I szczęśliwa,
że ci naprawdę smakuje. - Oooch..! Rozbraja mnie Pan. - Zabrzmiało to absolutnie słodko, uroczo i kompletnie niegroźnie. Nachyliła się lekko, znów w ten kospiracyjny sposób. - Jeśli zostawisz kurczaka w mleku albo jogurcie na chociaż dwie godzinki to będzie właśnie takie miękkie. Ja zazwyczaj szykuję już mięso dzień wcześniej w mleku i przyprawach, chociaż częściej w śmietanie... albo jogurcie. Wtedy jest takie delikatne.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 25 lis 2017, o 02:09

Natsume uśmiechnął się wesoło, patrząc na reakcje swojej rozmówczyni. Widać było że kobieta była formą ekstrawertyczki, która nie miała problemu z normalną i otwartą rozmową nawet z kimś, kogo poznała zaledwie kilka minut wcześniej. W sumie, ciekawe czy była ona świadoma faktu, że aktualnie rozmawiała nie tylko z Shirei-kanem, ale wręcz z liderem całych wysp? Jeśli nie, nawet to i lepiej. Dzięki temu mógł w miarę spokojnie prowadzić rozmowę, bez rozkojarzania jej swoją osobą. Uzyskanie informacji, nawet tak stosunkowo niewiele znaczących jak stan zdrowia jej domowników, był cenną nauką dla młodzieńca. W ten sposób mógł poćwiczyć umiejętności uzyskane dzięki Akihiro.
A że jego cel nie był aż tak skomplikowany jak wędrowiec z Hanamury? Cóż, od czegoś trzeba zacząć, nie?
Wziął kolejny kawałek karaage do ust, słuchając przy okazji kolejnej opowieści ze strony rozmownej kucharki. Czyli była podróżniczką, chcącą uzyskać jak najwięcej doświadczenia poprzez odwiedzanie nowych krain, poznającą nowe sztuczki kulinarne z różnych zakątków świata. Musiał przyznać, jej rozumowanie było nienaganne - im więcej człowiek widział i odczuł, tym więcej doświadczenia mógł zdobyć przez nowe doznania i sytuacje. Tak jak ona zdobyła nowe techniki gotowania poprzez odwiedzanie innych frakcji, tak na przykład on zdobył nowe umiejętności dzięki skomplikowanej rozmowie z Akihiro. Człowiek uczy się całe życie, prawda?
-Nie dziwię się - powiedział z szacunkiem w głosie, uśmiechając się uprzejmie. - Posiadanie takiego sekretu pozwala wywołać ukłucie fascynacji. To właśnie ta tajemnica, w połączeniu z fenomenalnym smakiem sprawiają, że ludzie tym chętniej kupują to znakomite danie, prawda?
Pogładził palcami swój podbródek.
-Cieszę się że Pani rodzice mogą się cieszyć świętem razem z nami. Oby Okami no Kami dał im jeszcze wiele wiosen razem z nami. Może razem z nimi zobaczymy początek czegoś pięknego na wyspach.
Przegryzł kolejne, już ostatnie kawałki karaage, z rozanieloną miną. I satysfakcją w duszy. Więc udało mu się uzyskać chociaż część sekretu. Może i nie był on mu jakoś wybitnie potrzebny, ale sam fakt że udało mu się przekonać kobietę do uchylenia rąbka tajemnicy przed młodzieńcem dawał mu uczucie zadowolenia. Do poziomu Akihiro było mu daleko, ale wyglądało na to że powoli zaczynał ogarniać, o co w tym wszystkim chodzi.
-Mleko i jogurt... Nigdy bym o tym nie pomyślał. Genialne w swej prostocie - powiedział z wesołością w głosie. - Delikatny, bogaty kurczak, w połączeniu z tak delikatnym ciastem tempury. Niby proste danie, a wystarczą drobne sztuczki by stworzyć z tego istną symfonię smaków. - przymknął oczy, drapiąc się po potylicy. Na jego twarz wypłynął lekko smutny uśmiech. - Aż żałuję, że będę musiał czekać rok by ponownie spróbować tej panierki i tego mięsa.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 26 lis 2017, o 14:37

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
40/∞

Doprawdy - mógłbyś zacząć zdobywać kobiece serca już na tym etapie twojego szkolenia! Plotłeś rozmowę jak tylko chciałeś, a niewiasta dawała ci się owinąć wokół paluszka, pytanie jedynie, czy na pewno rozkochiwać jakąkolwiek niewiastę w sobie chciałeś. Kobiety to były dziwne stworzenia, czasami potrafiły wyciągać wnioski z sytuacji, gdzie żadnych wniosków do wyciągania nie było, mówiły o jakichś sygnałach i znakach, kiedy ty tylko chciałeś z nimi porozmawiać najnormalniej w świecie, jak człowiek z człowiekiem - tak po ludzku! Lecz rozmawiać po ludzku z kobietą? Zapomnij, rzecz całkowicie niemożliwa. One były z Venus, podczas gdy każdy normalny był z Ziemi. Nie z Marsa - z najnormalniejszej na świecie Ziemi, gdzie była trawka, ziemia, drzewka, powietrze i woda sobie wesoło pluskała w morzach, jeziorkach i oceanach.
- Ukłucie... fascynacji? - Potrzebowała, zdaje się, dogłębniej zrozumieć myśl, żadna z niej była w końcu wytworna mówczyni, to i łatwo było się biedaczce zagubić w słowotoku, nawet kiedy był on słaniem komplementów w jej stronę. Nie to, że była głupia, skądże znowu, na jej twarzy nie zagościł wyraz niezrozumienia, a raczej zainteresowania i chęć pociągnięcia wątku. Takie zaczepienie, żebyś rozwinął myśl i naświetlił trochę więcej z wypowiedzi. - Żeby tylko było tylu ludzi naprawdę zainteresowanych kuchnią jak pan! - Machnęła lekko ręką na odczepnego, uśmiechając się szeroko i na moment odchylając na krześle, by spojrzeć na swoje stoisko i ulicę, po której przesuwali się ludzie. - Wszyscy lubimy chyba dobrze zjeść, ale n ie każdy ma znowu też taki dobry smak! Naprawdę spotkałam się już z ludźmi, którzy nawet nie byli w stanie odróżnić po smaku różnych panierek, różnego rodzaju smażenia, bo dla nich "jedzenie jak jedzenie". - Nie mówiła o tym z wyrzutem, nie brzmiała na zbulwersowaną, jej wesoły nastrój ciągle się utrzymywał na tym samym poziomie.
- Przyznam, że aż za często wychodzą mi dania niedobre, ale to z miłości do eksperymentowania, usprawiedliwię się od razu! Dopóki człowiek czegoś nie spróbuje, nie przekona się, czy działa. Nawet jeśli coś nie wyjdzie za pierwszym razem,
to za dziesiątym musi się udać.
- Każdy miał swój sposób nauki. Ludzie musieli się rozwijać, bez tego ludzkość trwałaby w ponurym zastoju średniowiecza. Jedni uczą się na błędach miecza, inni na błędach patelni i rozgrzanego oleju. - Cała kuchnia przecież składa się z takich małych sztuczek! Jedna na to, by kurczak był miękki, druga na chrupiącą panierkę, trzecia na świeży olej, za dużo ich, by zliczać!
- Dziękuję! O to się właśnie modlę. Chciałabym, żeby moi rodzice przeżyli w spokoju swoją starość i doczekali się wnucząt na tej konkretnej wyspie. Nie zamierzam opuszczać swojego domu. - Uśmiechnęła się ciepło, z rozczuleniem.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 27 lis 2017, o 18:20

Yuki westchnął lekko. Cóż, spędził trochę czasu przy jedzeniu i rozmawianiu, dając mu chociaż odrobinkę względu na codzienny żywot chociaż kilku zwykłych, szarych ludzi. Zauważył przy tym, że jego słowa miały zaskakujący dla niego wynik w zachowaniu kobiety - zdawała się skupić swoją uwagę na nim, po prostu słuchając i poszukując kolejnych wymian słów. Nie do końca o taki efekt mu chodziło, ale cóż - skoro udało mu się uzyskać coś takiego za pomocą zwykłej rozmowy, to chyba wychodziło na to że nauka Akihiro zaczynała dawać owoc.
Dziwny jak cholera, ale jakiś dawały.
-Cóż, mój styl życia trochę mnie wyczulił na jakość jedzenia - powiedział, wzruszając ramionami z uśmiechem na twarzy. - Może po prostu nie chcieli przyznać się samym sobie, że chcą docenić znakomitą jakość. Nie istnieje człowiek, który mając wybór między znakomitym ryżem a zwykłą owsianką wybrałby to drugie.
Lepiej zjeść coś pysznego, bo nie wiadomo kiedy będzie następna okazja na spróbowanie takiego dania.

Wziął kolejny kawałek karaage do ust. Ten już był ostatni.
-Porażki to najlepsi nauczyciele. Bardzo zdrowe podejście. - powiedział, posyłając jej lekkie skinięcie głową. Po chwili, na ostatnie zdanie, dodał: - Oby to Cesarstwo, które aktualnie się rodzi na wyspach, pozwoliło wam wszystkim ujrzeć Hyuo i Kantai w całej swej chwale.
Złożył dłonie i odmówił tradycyjną modlitwę dziękczynną za posiłek, po czym wstał od stołu i sięgnął po sakwę.
-Dziękuję za posiłek, był znakomity. Ile jestem winien?
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 28 lis 2017, o 14:38

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
42/∞

Na ulicach zrobiło się już tłoczno i gwarno, ale nie w ten negatywny sposób - cały festiwal zaczynał tętnić życiem,
mieszkańcy schodzili się, by nacieszyć oczy i dusze dobrodziejstwami, które zrodziła wyspa. Spokojem, na który wszyscy czekali z utęsknieniem. Oby trwał jak najdłużej i pozwalał ci dzierżyć berło władzy prze długie, długie lata. I obyś z tej ścieżki nigdy nie zboczył, drogi Tygrysie.
- 10 ryo będzie zadowalające. - Kobieta podniosła się razem z tobą. Tylko chwila moment, co ty właśnie... - Huh... Cesarstwo..? - Zaszemrała pod nosem, oglądając się za tobą, kiedy opuszczałeś namiot.
Gdzieś tutaj, na tym festiwalu, miał być Akihiro - może był i świetnie się aktualnie bawił, a może znalazł sobie lepszą ofiarę i stwierdził, że nie będzie już zaglądać do miejsca, gdzie ludzka tusza zagłuszała wszystkie myśli. Kobieta ze stoiska pozbierała po tobie talerze, usłyszałeś ich szczęk i zaraz wyłoniła się z przodu, przy blacie, machając w twoim kierunku.
- Szerokiej drogi! I niech cię Bóg Śniegu błogosławi! Wszystkiego najlepszego! - Krzyknęła na do widzenia, nim wróciła do gotowania, zaraz zresztą jej uwagę zajął nowy klient.
Wszystko wokół lśniło. Ozdoby zostały już do końca rozwieszone, trwały tylko ostatnie poprawki, stoiska już były pootwierane. Ten tłum mógł porwać nie tylko cieleśnie - on porywał swoim gwarem wszystkie myśli, radość skrzyła w powietrzu niczym tysiące gwiazd na granatowym niebie. Przepełniało cię uczucie, że tego dnia nie mogło wydarzyć się cokolwiek złego. Każdy każdemu był bratem i siostrą, magia święta wsiąkała w serca ludzkie i wypełniała je ciepłem. Mróz Hyuo nie mógł tego ciepła poskromić. Dobrze było na to wszystko spojrzeć z punktu, w którym nie było się oblanym krwią trupów, które trzeba było zadeptać, by dojść właśnie tutaj, gdzie wdychane powietrze stawało się swoistym katharsis - nawet jeśli tylko na parę chwil, nim nie zostaną zamknięte powieki, to nadal było warto. Dla tej chwili i wielu takich następnych. Dwójka dzieciaków wybiegła zza twoich pleców, potrąciły cię lekko, ale roześmiane nawet się nie obejrzały - popędziły dalej w tłum, zmuszając ludzi do usuwania się im z drogi, za plecami usłyszałeś tylko rubaszny śmiech z okrzykiem Wracać tutaj, hultaje..!" Końca ulicy nie było widać z tego punktu. Paleta barw, szeroka, bogata, tworzyła piękny pejzaż, wart uwiecznienia przez malarza. I o wilku mowa - jeden taki rozłożył się przy stalowym koszu, w którym rozpalono ogień, by dawał ciepło i malował portrety ludzi, otoczony przez ludzi oszołomionych jego zdolnościami. Było co robić, a do samego święta jeszcze trochę zostało. Grunt to świętować zawczasu, rzecz jasna!

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 1 gru 2017, o 01:40

Młodzieniec wyciągnął z sakwy żądane 10 ryo i podał je kucharce. Musiał przyznać, że były to dobrze wydane pieniądze - dawno nie zjadł czegoś tak pożywnego. A jakoś wypadało docenić wysokie umiejętności kogoś tak sprawnego w kuchni. W sumie, to w głębi duszy nawet trochę jej zazdrościł, że sam nie potrafił zrobić czegoś w tym stylu... ale cóż, żywot shinobi raczej nie dawał mu zbyt dużo możliwości pod tym względem. Trzeba było jednak spędzać więcej czasu na placach treningowych niż na szlifowaniu swoich hobby.
Młodzieniec wyszedł na zewnątrz, przy wejściu zderzając się ze ścianą mrozu, i wciągnął do płuc świeże powietrze wyspy. Co prawda taki wdech dla większości standardowych zjadaczy chleba byłby równoznaczny zrobieniu sieczki z płuc, ale on - jako dość dobrze wyszkolony Yuki - był do tego perfekcyjnie przystosowany. Przez chwilkę tylko stał w miejscu, delektując się chłodem, po czym ruszył przed siebie - gdzieś tam, głębiej w stronę festiwalu. Gdy kucharka ze stoiska jeszcze na chwilę się wychyliła, żeby go pozdrowić, ten obrócił głowę tak, by być bokiem w jej kierunku, i uniósł lekko dłoń. Poczciwa kobieta.
Zabawne, że nie rozpoznała w nim Shirei-kana klanu Yuki, tym bardziej jeśli całe życie spędziła na Hyuo. Chociaż, może to i lepiej? Im mniej uwagi na siebie ściągnie, tym lepiej. Wolał nie powtarzać zabawy z uspokajaniem po tym, gdy uwolnieniem chakry wywołał mini-trzęsienie ziemi.
Przez chwilę zastanawiał się, czy nie przyzwać jednego z młodszych tygrysów, by też nacieszyły się świętem. Ale jeśli faktycznie wolał zachować chociaż odrobinę spokoju wokół swojej osoby, chyba faktycznie byłoby lepiej tego uniknąć. Mieszkańcy Hyuo może i byli przyzwyczajeni do widoku tych stworzeń, ale powodowały one u nich znaczący przyrost uniżoności. Za którą Natsume niespecjalnie przepadał. Wolał widzieć siebie jako standardowego shinobi, który służy swojemu klanowi. Nie potrzebował chwały. Nie pożądał jej. Ba, nawet nią trochę gardził. Co było zabawne, zważając na jego pozycję w świecie.
-Dobra, to teraz gdzie mogę znaleźć tego cholernego Akihiro... - mruknął do siebie, rozglądając się po twarzach ludzi. Oczywiście, przybył tutaj również po to, by doświadczyć festiwalu, ale jednak w głębi duszy wyczuwał presję obowiązków. Teraz musiał się skupić na dobrobycie również wszystkich innych klanów, nie tylko swojego. Cieszył się świętami, ale nie dał się w całości porwać całej tej atmosferze. Niedługo będzie musiał wrócić do Hanamury. Ale najpierw będzie musiał spełnić obietnicę. Czego jak czego, ale obietnic zawsze starał się dotrzymać. O ile były szczere, rzecz jasna - kłamać też mu się zdarzało, ale tylko przy koniecznych okolicznościach.

// Wiem, wiem, trochę bieda post, ale 1) zaczyna mi brakować weny, 2) ile można pisać o tym samym. xD
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 1 gru 2017, o 16:31

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
44/∞

Monotonia. Przymiot, który nie gościł w tym jednym miejscu, w tym jednym dniu, któremu przyświecało kryształowe drzewo. Diament wyspy, błogosławieństwo od przodków, może nawet od samego bóstwa, który natchnął jednego z członków twojego klanu do stworzenia go. Monotonia. Przesuwała się podprogowo, wpełzała do podświadomości, nie pozwalała w pełni się rozluźnić, czy może temu rozluźnieniu nie sprzyjała myśl o Radzie, zupełnie nieprzychylnej Lodowemu Cesarstwu?
Pilnuj się, Tygrysie, nie każdemu dane jest okryć się białym futrem, stając na szczycie swej góry, swojej własnej, nie tak trudno zasiąść na tronie, a jeśli do tej pory będzie ciężko - będzie jeszcze ciężej. Prawdziwą sztuką było ten tron utrzymać. Utrzymać tych wszystkich ludzi, wmówić im, jak powiedział Akihiro, że jesteś wystarczająco dobry - im i jeszcze milionom innych, którzy w tą dobroć będą wątpili. Pokarzesz dowody? Oczywiście, byłeś człowiekiem czynu, zrodzony, by działać, nie po to, by siadać przy okrągłym stole i dumać, czy świat jest płaski, czy jednak okrągły. Płaski, no oczywiście, musiał być płaski! Gdyby nie był płaski to żylibyśmy pod wielkim wodospadem, bo przecież woda spływa po okrągłych rzeczach...
Myli, ludzie, berło, które płonie, a które jeszcze nie parzy chłodnych twoich dłoni. Przyzwyczaisz się do tego gorąca czy dasz się mu spalić? Gdzie wszyscy wierni przyjaciele, gdzie ludzie, shinobi, którym będziesz mógł zaufać? Przybrali tygrysią skórę.
Przynajmniej nie byłeś zupełnie samotny. Brakowało im tylko ludzkich rąk, by pomóc ci unieść to berło, gdy stanie się dla ciebie za ciężkie. Byłeś wystarczająco silny, by nie myśleć o chwilach słabości. Zahartowany i hartujący się dalej -
wszystko w tej dziwnej wędrówce w poszukiwaniu mądrości, która przyjęła imię Akihiro. Dar zesłany przez bóstwa czy może przekleństwo? Jeśli to, co zrobił z tobą, robi też z innymi mieszkańcami, jeśli plecie tutaj swoje sieci,
jeśli wysłała go Rada, żeby dowiedzieć się o twoich ziemiach jak najwięcej - nie lepiej byłoby się go pozbyć? Nie bezpieczniej? Tutaj mógłbyś upleść swoje sieci, postawić przekłamany odcisk łapy w odmiennym kierunku, niż obiecałeś ją postawić, a jednak ciągle brnąłeś do tego samego celu. Czemu? Co w czarnowłosym wędrowcu było takiego, by ryzykować? Przecież on nie wyglądał na takiego, dla kogo złożenie komuś obietnicy znaczy dla niego więcej wystarczająco wiele, by trzymać się konieczności jej spełnienia.
Nie przyzwałeś tygrysów i może to i lepiej? Ulice były już naprawdę zatłoczone, chociaż i tak część mieszkańców odsuwała się i oddawała ci należyty honor. Byłeś w końcu panem tych ziem. Nawet jeśli spoglądając w lustro nie widziałeś tam siebie jako tygrysa - dla nich tym tygrysem byłeś. Nie niebezpiecznym drapieżnikiem, który zaraz rzuci się im do gardeł, nie -
Panem tych ziem, o które dbałeś. Na którym terytorium mogłeś przebywać tylko Ty. Jeszcze parę chwil, Mój Cesarzu.
Parę chwil i twoje futro przebarwi się na szlachetną biel, zobaczysz. Nawet jeśli sam nie będziesz chciał w to uwierzyć -
bardzo dobrze, nie wierz, nie ufaj, zawsze pozwalaj, by logika stukała do bram twojego umysłu i wątpliwości chroniły cię przed szaleństwem świata i Los, który sunie z tobą ramię w ramię, ciekaw, do jakiego miejsca doprowadzisz go tym razem. Och, ale przecież czasem już twe futro stawało się białe.
Siedział tam. Widać go było daleka, chociaż nie koniecznie jego - raczej zebrany wokół tłum, który słuchał go jak zaklęty,
jak zahipnotyzowany. Wokół gwar, rozmowy, śmiechy, a oni wpatrywali się w niego jak zaklęci. Pół leżał, pół siedział na wygodnej kanapie w rozstawionej herbaciarni, opierając się o kobietę, która bawiła się jego włosami, druga siedziała obok i trzymała filiżankę z herbatą, trzecia przysiadła na stoliku, również w niego wpatrzona. Przeoczyć go? Och nie. Nawet jeśli ktoś go nie szukał, to nie dało się tego dziwactwa przeoczyć.
- ... nie istnieje coś takiego jak "osoba doskonała". Nie może więc też istnieć "związek doskonały". Kochasz drugiego człowieka za wady, lubisz za zalety. - Jego głos, równie aksamitny co włosy, które przelewały się przez palce jednej z kobiet, był wyraźnie słyszalny, chociaż wcale gonie unosił. Można było wręcz powiedzieć, że mówił bardzo cicho. Ludzie siedzieli na poduchach, większość również zamówiła herbatę. Cóż, można było wręcz posądzić, że Akihiro zgodził się zrobić jakiś cyrk, żeby przyciągnąć tym ludziom tutaj klientelę, jeśli obsłużą go za darmo, bo... bo czemu nie? Co niby było takiego na tym świecie, co nie byłoby w typie tego człowieka z rzeczy możliwych do wykonania?
- Czy to znaczy, że mam się cieszyć, kiedy żona mnie zdradza? - Zapytał jeden chłopak, kilka osób parsknęło śmiechem.
- Kiedy żona zaczęła cię zdradzać?
- Jakiś... rok temu.
- Zdradza cię od roku, a ty nadal z nią jesteś? Na pewno jest to wada, która ci przeszkadza? - Chłopak, młody mężczyzna właściwie, który zadał pytanie, był wyraźnie zmieszany dziwnością tego pytania. Odpowiedź wydawała się oczywista: no oczywiście, że tak! Co to w ogóle za pytanie!
- No... tak...
- Kochasz ją. Mimo tego, że jej ciało jest od czasu do czasu z innym mężczyznom, odczuwasz satysfakcję z tego, że życie spędzi z tobą. Tak jak i czujesz satysfakcje, że tamten mężczyzna nigdy jej nie posiądzie, bo jest twoja. Przeszkadza ci to, że cię okłamuje, że jej ciała dotykał inny, ale czy zrobiłeś cokolwiek w celu porozmawiania z nią o tym? - Chłopak w odpowiedzi tylko pokręcił głową, opuszczając spojrzenie i zaciskając pięści. To był chyba ten moment, w którym Akihiro zdenerwował kolejną osobę. I zranił. Nie wydawał się tym jakkolwiek przejęty. - To, co robisz, jest niezdrowe. Dla ciebie i dla niej. Związek nie powinien być budowany na kłamstwie. Wyniszczacie się. To, że nie powinien, nie oznacza jednak,
że nie może. Nie rób tego dla czystej zawiści i satysfakcji obserwowania, jak twoja żona pogrąża się w tych kłamstwach i jak wygląda twarz mężczyzny, którego widujesz na co dzień i który fałszywie się do ciebie uśmiecha. Zrób to dla siebie. Wybacz jej. Sobie. Porozmawiaj z nią, chociaż wiedz, że skoro zrobiła to raz, pewnie zrobi następne. Daj szansę lub odpuść. To nie jest tak skomplikowane, jak ci się wydaje.

Chłopak odetchnął, ale... rozluźnił się i uniósł głowę. Cały się uniósł. Tylko po to, by zaraz klęknąć i oddać Akihro głęboki ukłon, nim podniósł się i powędrował w swoją stronę.
Być może do żony, której miał wybaczyć, lub odpuścić.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 1 gru 2017, o 17:43

Po krótkiej wędrówce po zaśnieżonej okolicy świętego lodowego drzewa, młodzieniec w końcu zauważył coś wyrywającego się z sielankowego obrazu festiwalu. Mniej więcej sto metrów od miejsca, w którym miał okazję skosztować znakomitego posiłku, zauważył niewielką festiwalową herbaciarnię, jakich przecież niby wiele. Ale tutaj największym dziwem była frekwencja gości, która dosłownie wychodziła poza wszelkie normy. Dziesiątki mężczyzn i kobiet, wszyscy niczym w jakimś dziwacznym transie, siedzieli gdzie tylko się dało i wpatrywało się w jeden punkt, słuchając z uwagą (no, nie licząc krótkich wymian zdań między nimi). Yuki zmrużył oczy, lekko zdziwiony. O co tu chodziło? Taki tłum w jednym miejscu? Co to, jakąś boską odmianę naparu tu przygotowywali, czy co?
Dopiero po chwili spojrzał na kanapę, w którą wszyscy się wpatrywali, i nie zdołał się powstrzymać przed parsknięciem śmiechem.
Akihiro.
Zbliżył się odrobinę, by przysłuchać o czym rozmawia z mieszkańcami, przy okazji próbując się powstrzymać od krzywego uśmiechu. Dziesiątki słuchaczy, trzy młode dziewczęta siedzące tuż obok. Patrzyli na niego jak na jakiegoś mesjasza. Pomyślałby kto.
W momencie, gdy młodzieniec dopiero się zbliżył, akurat nauczał jakiegoś młodzika o związkach i zdradzie. Przy czym o ile mężczyzna faktycznie mówił z sensem, to o tyle przypuszczał, że sam Yuki pewnie nie potrafiłby wybaczyć czegoś takiego. Ale, w swoim życiu zaznał już zdrady, i to tej bardziej brutalnej wersji. Może dlatego nie odczuwał żadnej empatii wobec tych, którzy dopuścili się takiego czynu, niezależnie od jego formy.
Albo po prostu zupełnie nie wiedział, na czym polegają związki. Nigdy nie był, nigdy się tym nie przejmował, nawet nie próbował zrozumieć działania miłości. Była to dla niego abstrakcja.
Młodzieniec, który przedstawił swój problem, ukłonił się głęboko przed Akihiro i opuścił herbaciarnię. Natsume uniósł brew, zaskoczony. Chociaż sam zaczynał powoli zagłębiać się w tajniki perswazji, o tyle dalej nie potrafił pojąć swoim rozumem, jak ludzie mogli tak łatwo dać się przekonać mimo niszczenia ich skorup. Yuki też to odczuł, i o ile zaczął odczuwać respekt przed tą szalenie groźną umiejętnością, o tyle nie potrafił z siebie wykrzesać jakiejkolwiek emocji innej niż nieufność, jeśli chodzi o samego Akihiro.
-Pomyślałby kto, że lubisz bawić się w nauczyciela - powiedział cicho, tak że większość pewnie i tak by tego nie usłyszała. Ale coś czuł, że Akihiro i tak to usłyszy. Enigmatyczność tego człowieka była zaiste irytująca.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 2 gru 2017, o 20:44

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
46/∞

- Czy każda kobieta zdradza? - Padło następne pytanie, dłoń wystrzeliła w górę, żeby zwrócić na siebie uwagę,
ale odezwał się za późno, jakieś pół sekundy za późno, bo oczy Akihiro skupiły się na kimś zupełnie innym. Kimś, kto nie był zainteresowany doradzaniem w temacie związków, miłości i tego, czy żona go zdradza czy też nie. Twoja smukła sylwetka odcinała się na tle tłumów - przecież byłeś Tygrysem, oczy Akihiro przez drobny ułamek chwili przesuwały się po obecnych, ale w końcu cię wyłowił. Stałeś, niewzruszony i ciężko stwierdzić, czy mówiłeś do samego siebie czy właśnie do teog jednego, konkretnego człowieka, który bawił się tutaj w mędrca, chociaż wcale nie był stary - przynajmniej nie wyglądał... co innego, gdy zaglądało się w jego oczy. Kosmos. Kosmos, w którym odbicia świata zewnętrznego były planetami i gwiazdami, które się przezeń przesuwały, a który w trzewiach swej czerni składał całą mądrość tego świata, kołysząc ją w swoich ramionahc niczym bezbronne dziecko. I wcale nie był tym obciążony. Nie można było uwierzyć, po prostuy sięnie dało, że tak jak mówił - prowokował cię, bo liczył na to, że wyciągniesz miecz. On, myślący o śmierci? Pewnie o niej myślał - ale pewnie myślał też o wszystkim, przytulając do piersi zdanie: wiem, że nic nie wiem. On cały był jak jedna wielka podróż po szlakach niby wyznaczonych, ale były tak kręte, było ich tak wiele, że łatwiej już było odnaleźć się w samym środku lasu - tam przynajmniej wiedziało się, gdzie jest wschód, a gdzie północ. W tej czerni nie wiedziało się nawet o sobie samym. Jednych to wyniszczało całkowicie, innych budowało, historie niektórych pozostaną niepoznane i pewnie dołączały do wielu drzemiących w tym, co widziało te oczy. W tej kolebce. Tak jak twoja podróż. Z jakiegoś powodu nie czułeś potrzeby, by zabić go i upewnić się, że twe tajemnice pozostaną nietknięte.
Tak. Ten cholernie enigmatyczny, irytująco tajemniczy, Akihiro. Jedyny ewenement w swoim rodzaju.
- Przyjacielu! - Wykrzyknął uradowany - i naprawdę wyglądał teraz na bardzo szczęśliwego. I bardzo zdziwionego,
jakby nie do końca się ciebie spodziewał. Nie było sensu chyba rozmyślać, czy to gra czy może szczera prawda. Pojęcie kłamstwa i prawdy zupełnie się rozmywały na tym mężczyźnie. - Jak dobrze cię widzieć! Chodź, dołącz do nas.-
Skorzystać z zaproszenia? Nie wydawało się nadmiernie kuszące. - Posłuchaj serc bijących na tej wyspie. - Twarze zebranych zwróciły się w twoim kierunku z zaciekawieniem, większość cię rozpoznała i zaraz zrobili ci miejsce, zaraz poszły pokłony, zaraz ich wyraz oczu się zmienił. Szepty, szmery, zdziwienie. I parę klaśnięć, lecz to nie Akihiro klasnął. To kobieta, która przed chwilą trzymała jego filiżankę. Twarze znów zwróciły się na niego. - Moi drodzy, proszę. Wszyscy jesteśmy tu równi. Człowiek w niczym nie jest lepszy od drugiego człowieka. Zapomnijcie, że ten konkretny mężczyzna jest kimś ważnym. Dzisiaj ważny jest tylko Pan Śniegu, przed którym odpowiadamy z tego konkretnego miejsca. Prawda, Yuki? - Uśmiechnął się w twoim kierunku. Siedział teraz prosto, nieznacznie pochylony.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 3 gru 2017, o 15:59

"Notka do siebie" - pomyślał, gdy Akihiro na niego spojrzał i wywołał go z tłumu w dość dziwaczny sposób. - "Nigdy nie ufaj człowiekowi, którego oczy wyglądała jak bezdenna otchłań". Zazwyczaj gdy ktoś patrzył na innego człowieka tego typu spojrzeniem, niby bezosobowym i bez znaczenia, pustym, ale zarazem przepełnionym sprzecznymi emocjami - były to oczy szaleńca. Kosmos, który słabszych ludzi może doprowadzić do obłędu. Doprowadzał do fascynacji. Sprawiał, że normalni ludzie słuchali z szeroko otwartymi oczami. Dlatego, że osoba z otchłanią w źrenicach wyglądała dla nich niczym istota boska. Odróżniała się znacząco od ich normalnej wizji świata, i dlatego łatwiej było im uwierzyć w jej pochodzenie z niebios. A nauki kogoś takiego musiały być nieludzko wartościowe, prawda? Kto nie chciałby wziąć sobie do serca słów posłańca krainy bogów?
... czy fakt, że Natsume nie ufał Akihiro, a egzystencja wędrowca działała mu na nerwy, ale przy tym wciąż chciał zrozumieć jego szaleńczy sposób patrzenia na świat, można było uznać jeszcze za ciekawość, czy może już za kolejne zmanipulowanie?
-Przyjaciel to raczej nie jest słowo, którym bym określił nasze kontakty - mruknął do siebie szeptem, krzyżując ramiona na piersi. Na jego twarzy jednak wciąż tkwił krzywy uśmiech, z jednej strony wyrażający rozbawienie, a z drugiej - podejrzliwość. Następnie dodał głośniej - Spodziewałem się cię spotkać znowu czatującego koło wejścia do świątyni, marudząc na religijność ludzi.
Powiedział to jednak w taki sposób, że Akihiro nie powinien odebrać tego jako atak. Była to raczej forma takiego żartu, który obaj doskonale rozumieli. Chociaż Natsume nie mógł powiedzieć, by ten żart jakoś specjalnie go bawił.
Młodzieniec westchnął ciężko, zarówno na słowa Akihiro, jak i na reakcje ludzi. Jakoś nie bardzo mu się uśmiechała kolejna okazja do indoktrynacji ze strony dziwacznego mężczyzny, ale z drugiej strony miał trochę racji z tym, że łatwiej zrozumie ludzi, słuchając ich. Nawet, jeśli ich rozmowy były na zupełnie bzdurne tematy lub na takie, których on sam nie potrafił pojąć umysłem, gdyż zwyczajnie ich nie rozumiał. Tak, jak z tematem małżeństwa, uczuć i tego typu.
A co do reakcji ludzi? Cóż, tu raczej powinien podziękować Akihiro, gdyż on sam nie lubił patrzeć na siebie jako na lidera. Był zwykłym shinobi, pustelnikiem, który jeszcze do niedawna mieszkał w lesie i praktycznie nigdy nikomu się nie pokazywał na oczy. To, że teraz został liderem nie tylko Hyuo, ale i też Kantai, nie oznaczało że tak łatwo przywykł do tego typu gestów szacunku. Wolał mimo wszystko, żeby traktowano go jak normalnego człowieka. Oczywiście, jeśli sytuacja do tego pasuje. W sali tronowej raczej wymagane byłoby odpowiednie zachowanie. Ale tutaj? Po co się płaszczyć.
Gdy Akihiro wspomniał o tym, że ważny jest tylko Pan Śniegu, Natsume musiał się wręcz ugryźć w język, żeby nie odpowiedzieć kąśliwym komentarzem. Na litość bogów, co to za śliska i kłamliwa istota! Jednego dnia pluje na bogów i nabija się z religijności ludzi tylko po to, by nimi manipulować, a drugiego zachowuje się jak pobożny mieszkaniec? Było wiele rzeczy, których nie lubił. Wojny, zdrajcy, uzurpatorzy. Ale jeśli istniała rzecz, która wybitnie działała mu na nerwy, to byli to kłamcy. Żeby nie było, sam też czasem kłamał, zwłaszcza gdy misja tego potrzebowała, więc do pewnej granicy potrafił to akceptować. Ale nie w aż takim stopniu.
Nie powiedział jednak ani słowa, a jego wyraz twarzy się nie zmienił. Nie da Akihiro tej satysfakcji.
-W rzeczy samej, w końcu czy nie stworzono tego dnia, by świętować w nim chwałę i istnienie Kuraokamiego? - powiedział spokojnie, przymykając na moment oczy. Dość szybko je jednak ponownie otworzył. - Cóż, być może się dosiądę. Tylko nie wiem gdzie mógłbym usiąść.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość