Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 17 lip 2015, o 18:47

Uzyskała to, co chciała, lecz naprawdę dużym kosztem. Wyprowadzony atak w ogóle nie okazał się skuteczny. Gdy uderzyła mistrza nasadą dłoni wyraźnie poczuła jego tężyznę fizyczną. Był jak skała i wydawało się, że w ogóle nie odczuł bólu. Nie zająknął się, ani nie zatrzymał nawet na chwilę. Ujął dłoń Ari i, wciąż trzymając również jej prawe ramię, wyrzucił w powietrze. Nie potrafiła mu się przeciwstawić. Nie posiadała wiedzy, ani siły, aby to zrobić. W jednym momencie świat wywrócił się dla niej na lewą stronę, a ona sama z głośnymi łoskotem uderzyła plecami o drewnianą podłogę. Wydawało jej się, że w cichej sali ten dźwięk był jak uderzenie pioruna. Głośny i wyjątkowo nie pasujący do tego miejsca. Być może było jej nawet wstyd za to, że przez nią powstało tyle hałasu. Leżąc zauważyła jednak, że Eichiro nie skończył na tym swojej ofensywy. Podniósłszy miecz z ziemi ponownie nacierał. Dziewczyna mogła zareagować tylko w jeden sposób. Ścisnęła mocniej w dłoni swoją naginatę pewna, że tym razem uda się jej odeprzeć atak. Wstała z ziemi najszybciej jak tylko mogła i przyjęła pozycję defensywną. Widocznie przyszedł czas na pokazanie, jak radzi sobie z blokowaniem ataków. Cofnęła lekko prawą nogę i chwyciła broń w taki sposób, że trzymając ją przed sobą ostrze miała przy twarzy z prawej strony, natomiast chwyt lewą dłonią znajdował się na drzewcu niżej, niż prawą. Była skupiona tylko na mieczu przeciwnika i choć wiedziała, że przez to może zostać łatwo oszukana, to jednak wątpiła w to, czy stać ją na podzielność uwagi w takiej sytuacji. Bała się, że jeśli rozproszy ją coś innego, nie będzie w stanie wykonać poprawnych bloków. Mistrz z pewnością dysponował nie tylko ogromną wytrzymałością, ale też i siłą.
Co zamierzała? Chciała bić się z nim jak równy z równym. Okazać mu szacunek, jednak nie pozwalać z siebie drwić. Ataki shinai skierowane na jej ciało chciała blokować drzewcem broni. Miała nadzieję, że to, iż jest on niejako obosieczny oszczędzi jej zachodu z właściwym ustawianiem broni i pozwoli na szybszą reakcję. Wystarczyło postawić na drodze miecza przeszkodę, bez zwracania uwagi na to, którą stroną zostanie ona zwrócona do przeciwnika. Wytężyła swoje mięśnie, gotowa na atak i pierwszy blok. Następnie czekała na kolejne ataki, aby je również wyłapać na gardę. Jeśli mistrz zrobi jakiś głębszy zamach i da jej nieco czasu na przygotowanie, wówczas chciała spróbować wycelować klincz obu broni w taki sposób, aby drewniany shinai trafił na metalowe, prawdziwe ostrze naginaty i w ten sposób przeciąć broń przeciwnika. Wątpiła jednak w to, czy Eichiro pozwoli jej na to. Mimo wszystko, chciała spróbować. Wiedziała, że cofanie się mało jej w tej sytuacji pomoże, dlatego teraz nawet o tym nie myślała. Chciała pokazać, że krok do przodu przeciwnika nie jest dla niej problemem i potrafi sobie poradzić w każdej sytuacji.

Spoiler: pokaż
pasywny styl opanowania naginaty: activated ;)
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 18 lip 2015, o 10:52

Samurajska dziewczyna nie bała się wyzwań i postanowiła dzielnie stawić opór swojemu mistrzowi. Błyskawicznie poderwała się z ziemi, ustawiając swa naginata w pozycji obronno/zaczepnej - była to dobra decyzja, w tym ułożeniu mogła z równą skutecznością atakować, co się bronić. Oczywiście, w chwili obecnej przyszło jej przejść do defensywy, bowiem impet natarcia Eichiro nie dawał jej czasu na odpowiednią kontrę.
Tak więc, skupiona na mieczu swojego mistrza, nieco zestresowana sytuacją Arisa przygotowała się na pierwszy cios wroga, a czekać nie przyszło jej wcale długo. Pierwsze cięcie Eichiro, które w normalnej sytuacji rozpłatałoby jej twarz, zostało przez nią sprawnie przyjęte na drzewiec włóczni - bardzo dobra decyzja. Logika dziewczyny była prawidłowa, nieposiadający krawędzi "trzonek" idealnie nadawał się do blokowania, wcale nie "przejmując" się o to, gdzie akurat padnie cios wroga. Drewniany oręż spotkał się z bambusowym z głośnym trzaskiem, jednakże spotkanie to było jedynie przelotnym romansem, jednym z wielu kroków w tańcu...
Eichiro nie przejmował się zbytnio tym czy trafił, czy nie. Ważne było dla niego to, że należało ponowić ofensywę, zgodnie z ideą szkoły zmuszając adepta do większego wysiłku. Zgodnie więc ze swoim pierwotnym zamysłem, wojownik wyprowadził kolejne błyskawiczne cięcie, każde kolejne schodzące niżej po ciele dziewczyny. Zmusiło ją to do zwielokrotnienia uwagi i jeszcze szybszych ruchów naginatą, na szczęście dla niej wystarczyło ją poruszać jedynie w płaszczyźnie poziomej, ale czy nie była to pułapka?
Czy była, czy też nie, przyszła pora na horyzontalne cięcie, poprzedzone wysokim przejściem nad głową - był to długi ruch, zdecydowanie za długi jak na standardową walkę, czyżby sensei chciał jej dać szansę na kontratak? Było to całkiem możliwe, bowiem Arisa wyłapała ten ułamek sekundy i zmieniwszy gardę natarła ostrzem na bambusowy shinai mistrza i...

Treningowy miecz rozpadł się na wióry przy spotkaniu z żywym ostrzem naginata, a zmuszony krokiem do przodu dziewczyny Eichiro zamarł w jednym momencie, by chwilę później wykonać szybki krok w tył wyginając tułów do niewygodnej pozycji. W jego dłoniach pozostały resztki shinai'a, a dziewczę celowało w niego swą bronią, skutecznie uniemożliwiając mu jakikolwiek krok do przodu, ale nie oszukujmy się - nawet teraz Eichiro wyglądał jakby był gotów w każdej chwili zanurkować pod jej broń i przejąć inicjatywę - czuć to było w jego silnym seme, jakie w tej chwili generował i skupiał na Arisie. Dziewczyna musiała czuć ten nacisk, tę istną rządzę mordu, mimo że na twarzy jej nauczyciela nie pojawił się najmniejszy nawet grymas czy też zmarszczka. Tylko te mroźne, srebrne oczy skupione na jej osobie.
Dobrze. zaczął Eichiro, cofając się o jeden krok i prostując powoli ciało. Cały czas wywierał na nią presję, ale systematycznie ją wyciszał. Będą z ciebie ludzie. dodał gdy cofnął się o trzy pełne kroki, po czym kontynuował Masz wolę walki i dobre podstawy. Jednakże, chcę cię uczulić na to, że w czasie treningów z innymi uczniami nie będziesz używała swojej prawdziwej broni. Prawdziwe ostrza służyć mają tylko do przebijania serc, a na wyższym poziomie wtajemniczenia... tutaj przerwał, by dodać. Dowiesz się tego w swoim czasie, ale myślę, że może to już wiesz. zakończył z delikatnym uśmiechem, po czym kontynuował Za tamtymi drzwiami znajdują się miotły oraz wiadro i szmaty. Oczyść salę po naszym treningu, a następnie udaj się do pokoju wspólnego. Masz jakieś pytania?
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 18 lip 2015, o 14:18

Było ciężko. Wiedziała, że mistrz nie walczący nawet w pełni swoich możliwości będzie dla niej nie lada wyzwaniem, lecz spodziewała się, że mimo wszystko nie będzie on taki zacięty i zajadły. Gdy natarł na nią wydawało jej się, że ma do czynienia z jakąś bestią, która chce dopaść do jej gardła i zatopić w nim swe kły. Pierwszy cios zablokowała, choć jego skutki poczuła na całej długości obu ramion. Wstrząs zaniknął dopiero w okolicy barków, gdy już musiała przygotowywać się do obrony przed kolejnym ciosem. Głośno wypuściła z ust powietrze, gdy Eichiro trafił w drzewiec po raz drugi. Uważnie śledziła wzrokiem każdy ruch jego miecza, czekając na odpowiednią okazję do kontrataku. Ta jednak nie nadeszła do czasu, aż jej przeciwnik nie zakończył pierwszej serii ciosów i zebrał się do kolejnego, które wydawało się, że ma być dewastujące. To była jej szansa. Zacisnęła obie dłonie na broni i napięła mięśnie. Ustawiła się w pozycji do bloku, którą wcześniej zaplanowała. Wystarczył ułamek sekundy, aby poczuła ogromny napór siły, a część drewnianego shinai przeleciała jej obok twarzy. Udało jej się. Udało jej się rozbroić przerażającego przeciwnika. Nie wiedziała do końca co się teraz stanie, dlatego wciąż była gotowa do walki i celowała ostrzem w oponenta. Głośno dyszała. Bardziej z wrażenia i stresu, niż zmęczenia. Eichiro jednak odpuścił. Odpuścił i pochwalił ją. Stała tak jeszcze przez chwilę niepewna, czy nie jest to jakiś fortel, mający uśpić jej czujność. Okazało się jednak, że samuraj nie zamierza kontynuować sprawdzianu. Arisa rozluźniła się i oparła naginatę o podłogę, podtrzymując ją w pionie prawą ręką. Walka skończona.
Mięśnie same drgały, nie mogła nad tym zapanować. Wątłe bicepsy i klatka piersiowa pracowały nieregularnie. Potrzebowała nieco czasu na uspokojenie. Być może to przez aurę, którą wydawał się oddziaływać na nią mistrz, choć sama do końca nie wiedziała, co czuje i skąd to uczucie pochodzi.
- Dziękuję, mistrzu. - Ukłoniła mu się tak, jak jej zdaniem nakazywał obyczaj, a następnie odłożyła naginatę na plecy. Tam skąd po nią sięgnęła na początku walki. Poczuła, że urosła kilka centymetrów. Była z siebie niewyobrażalnie dumna i nie myślała teraz o tym, że Eichiro specjalnie otworzył jej tamtą furtkę do kontrataku bronią. Teraz była zadowolona, że była w stanie ją dostrzec i wykorzystać. Nie przypisywała sobie jednak nad nim zwycięstwa. Ooooo, co to, to nie. Nie pyszniła się pierwszym, bądź co bądź, udanym sparingiem. Zachowała pokorę, choć było to dla niej bardzo trudne w tej sytuacji. Posłuchała dalszych nakazów mistrza.
- Oczywiście, mistrzu. Będzie jak zechcesz. - Zastanowiła się przez chwilę i nieco nieśmiało zaczepiła go chyba po raz ostatni.
- Mam jedno pytanie... chciałabym... czy mogę... - Nie wiedziała, jak zabrać się do tego, niezręcznego dla niej pytania.
- Jest mi zimno, mogłabym najpierw przebrać się w przydzielony mi strój? - Krew krążąca w jej żyłach podczas walki teraz raptownie stygła w zimnym klimacie sprawiając, że jej skóra stawała się sina. Zaczęły również powracać dreszcze, a zęby lekko szczękały jeden o drugi. Powinna też chyba gdzieś zdać swoją broń, lecz jeśli uczniowie mają jedną wspólną salę, nie miała żadnego miejsca, gdzie mogłaby trzymać swoje prywatne rzeczy.
Jeśli otrzyma pozwolenie, najpierw udaje się przebrać w cieplejsze ubranie, które pozwoli jej przetrwać w tych niekorzystnych warunkach. Jeśli zaś Eichiro nakaże jej zrobić to później, lub nie pozwoli w ogóle, wtedy stosuje się do jego instrukcji. Tak czy siak, sala musiała zostać posprzątana.
Różowowłosa wyjmuje narzędzia, którymi miała dopełnić swojego pierwszego obowiązku. Najpierw zamiata salę, aby pozbyć się z niej kurzu. Ta praca nie była ani trudna, ani wymagająca. Więcej nawet, delikatne pociągnięcia po równej podłodze nie zagraconej meblami pozwalały jej wyciszyć się. Przyglądała się od czasu do czasu stojącemu w sali ołtarzykowi, który robił na niej duże wrażenie. Kiedy upora się z pierwszą częścią obowiązku, wówczas będzie zmuszona do poszukania jakiegoś źródła wody, z którego mogłaby napełnić wiadro i umyć podłogę w sali. Gdy jej się to uda, starannie i bez pośpiechu szoruje powierzchnię, aby nikt nie mógł posądzić jej o niedbalstwo, ani lenistwo. Chciała wystawić sobie jak najlepsze świadectwo nawet w takich błahych czynnościach, zatem była dokładna i pokorna. Nie mogła jednak doczekać się dalszej części. Ten obowiązek był co prawda pierwszym i była podekscytowana, gdy zaczynała pracę, jednak potem zdała sobie sprawę, że ta podłoga nie różni się niczym od innych na całym świecie. Była bardzo ciekawa, co spotka w pokoju wspólnym. Jacy będą inni uczniowie? Co przyjdzie jej robić? Czy pozna kogoś wartościowego, czy może relacje tubylców ograniczają się tylko do wspólnego treningu i medytacji? Gdy skończy z podłogą, i posprząta narzędzia, udaje się do wspólnej sali, aby to sprawdzić.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 18 lip 2015, o 15:21

Zaufaj mi, wolisz zostać w obecnym stroju. odpowiedział jej z delikatnym uśmiechem sensei, zanim ukłoniwszy się na progu sali nie zostawił dziewczyny samej. Wbrew bowiem pozorom, czyszczenie całej sali w sposób charakterystyczny dla samurajów ( klik!), jest tyleż samo męczące, co efektywne. Podłoga długa na 20 metrów i szeroka na 10 wymagała od młodej wojowniczki przynajmniej 20 powtórzeń i to szybkich (i to przy założeniu, że się ma szmatę szeroką na metr, a dziewczyna na pewno takiej nie ma) - urok tego wszystkiego polegał właśnie na tym polegał, że należało biegać szybko, by raz nie stracić równowagi, dwa materiał nie przywarł do podłogi i nie spowodował upadku.
Tak, w szkole w której najważniejszą wartość przywiązywano do wytrzymałości tego typu codzienne zdawałoby się czynności stanowiły podstawę treningu. W tym przypadku był to trening na nogi i to ostry. Jeśli pierwsze kilka powtórzeń nie zajadą naszej dzielnej samurajki, to pozostałych kilkanaście zrobi to skutecznie. Byleby tylko nie padła na ziemię jak placek, bo chyba nikt jej nie zdoła pozbierać...
____
Cóż teraz :)? Zasadniczo, proponuję (i zgodę Def'a mam), byśmy zrobili mały Time Skip - w kolejnym poście zrób przeskok, że minęły 3-4 tygodnie nauki w szkole. Nie chcę Cię tutaj za długo trzymać, tak więc oddajmy to, że Twoja postać trenuje i nieco czasu minęło, wszak nauka nowego stylu to nie coś na 5 minut :)
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 18 lip 2015, o 18:52

Na początku było ciężko. Bardzo powoli przyzwyczajała się do codziennej rutyny klasztoru, w którym zamknięto ją z jej własnej woli. Była samurajem i włóczęgą, jej życie polegało na zmianach i poznawaniu. Tutaj dowiedziała się, jak mogłoby być, gdyby wybrała życie takie, jak większość. Od czasu, gdy stoczyła walkę z mistrzem Eichiro minął niecały miesiąc. W tym okresie dużo się nauczyła. Przede wszystkim o sobie samej. O swojej wytrwałości, samozaparciu i, przede wszystkim, słabościach. Każdy jej dzień wyglądał identycznie. Mimo, że treningi nie były łatwe, to aspektem, który sprawiał jej najwięcej trudności były poranne medytacje. Był to pierwszy punkt każdego dnia, który wszyscy rozpoczynali jeszcze przed świtem. Wczesne pobudki były dla niej katorgą i domyślała się, że te wyciszające sesje to część treningu, której jedynym celem było uodpornienie ucznia na sen. Niestety, wydawało się, że potrzeba zapewne kilku lat treningu, aby opanować trudną sztukę nie zasypiania podczas medytacji przed wschodem słońca. Kilka razy Ari przyłapała się na tym, że jej mantrą jest po prostu chrapanie, lecz bardziej chciało jej się z tego powodu śmiać, niż smucić. Po tym wyczerpującym treningu wszyscy ruszali na pierwszy trening fizyczny. Nie zdziwiło jej to, że większość ćwiczeń skupia się na zrobieniu z ich ciał stalowych figur, lecz zaskoczyła ją intensywność zaordynowanego treningu. Często już po pierwszej sesji jej mięśnie drżały i mocno szczypały, utrudniając poruszanie. Zaciskała jednak zęby i nie dawała po sobie poznać, że niemal po każdej serii ćwiczeń kończyła spocona, mimo mroźnej aury panującej na wyspie.
Podczas przygotowywania śniadania jej ręce drżały, a czucie w palcach było upośledzone na tyle, że potrzebowała kilku minut, aby względnie opanować się i być w stanie wykonywać swoje obowiązki. Gotowała z dużym zapałem wiedząc, że uczniowie i mistrzowie nie mają dużego wyboru, jeśli chodzi o wybór lokalu gastronomicznego. Jednym słowem - nie było w dojo innej kuchni. Mimo wiedzy o tym, że nikt nie ma wyboru i musi jeść to, co im przygotuje, Ari czuła dużą satysfakcję widząc, jak wszyscy pałaszują jej skromne posiłki. Siadała na końcu i z uśmiechem zjadała swoją porcję, widząc pozostawione puste miski i talerze. Po każdym śniadaniu udawała się w miejsce, które było dla niej szczególnie ważne - ołtarzyk Bield. Nie czciła tej bogini, nie znała jej nawet i nigdy nie chciała poznać. Jej zadaniem było dopilnowanie, aby miejsce jej kultu zawsze było zadbane, czyste i godne bóstwa. Dziwnie się czuła, usilnie starając się jak najbardziej sumiennie wykonywać ten obowiązek, jednocześnie w ogóle nie interesując się tym, z czym lub kim ma do czynienia. Nie było to jednak dla niej w ogóle istotne. Jedynym, na czym jej zależało, to wystawienie sobie dobrego świadectwa. Tak, jak założyła sobie podczas pierwszej rozmowy z mistrzem. Najbardziej zależało jej na tym, aby na ołtarzyku zawsze płonęły świece i kadzidełka. O świeżych kwiatach nie było co marzyć na skutej lodem wyspie, dlatego chciała, aby cześć bogini oddawano właśnie poprzez te dwa główne elementy. Nie było to trudne, lecz efekty na koniec pracy zawsze ją zadowalały i dawały motywację do dalszych czynności.
Co zaś czekało ją dalej? Kolejna sesja treningowa. Opieka nad ołtarzykiem pozwalała jej wyciszyć się i uspokoić umysł oraz ciało. Warto zaznaczyć, że jeszcze nigdy nie doświadczyła permanentnego, kilkutygodniowego zakwaszenia mięśni. Każdy ruch był dla niej bolesny, lecz z czasem przyzwyczajała się do niego. Nie był on mniejszy, lecz mimo wszystko bardziej znośny. Podczas treningów praktykowała głównie władanie naginatą. Nie interesowały jej inne bronie. Samej sztuki władania orężem nie poznawała jednak od razu, lecz dopiero wtedy, gdy zakończyła przygotowanie fizyczne. Tysiące cięć wyprowadzonych w powietrze obciążoną atrapą, dziesiątki manekinów zbitych do nieprzytomności. Oczywiście był one już nieprzytomne, gdy z nimi zaczynała, ale wyobrażała sobie, że są to żywi, prawdziwi przeciwnicy. Wióry leciały zarówno z broni, z celów, jak i z niej samej. Grube wióry skóry zdzierane z dłoni razem z pęcherzami były niewyobrażalnie bolesne, gdy trzymając w takich dłoniach broń trzeba było zablokować cios i przyjąć jego siłę na dłonie. Często po treningu miewała zakrwawione dłonie, często płakała, gdy zanurzała je w lodowatym śniegu, aby dać im chociaż chwilę wytchnienia. Gruby strój chronił ją chociaż trochę przed zimnem, jednak różowe włosy i tak często białe były od śniegu, a pas zamiast czarnieć, pokrywał się szkarłatem krwi.
Następnie wszyscy sprzątali dojo tak jak ona pierwszego dnia i szli na obiad, który ponownie przygotowywała Ari. Ten sprawiał jej nawet więcej problemów, niż śniadanie. Opanowanie zimna, bólu i zmęczenia czasem wymagało od niej ogromnego samozaparcia nawet podczas wykonywania najprostszych czynności. Nie sprawiał jej już tyle radości co śniadanie, lecz skupiała się tylko na tym, aby jak najbardziej odpocząć i nabrać energii na popołudniową sesję treningową. Czasem w myślach szukała odwagi, aby wzbraniać się przed ostatnimi ćwiczeniami, lecz nikt nigdy tego nie robił, więc czułaby się jak tchórz, gdyby przyznała się, że nie daje rady. Ostatecznie zawsze udawało jej się dotrwać do końca, w gorszej lub lepszej kondycji. Zazwyczaj jednak była to ta pierwsza.
Miesiąc, który już prawie minął był jednym z najbardziej wymagających w jej życiu. Tęskniła do świata i swoich wędrówek, to oczywiste. Coś jednak nie pozwalało jej rzucić tego wszystkiego i uciec. Musiała zakończyć to, co zaczęła. Zwłaszcza, że czuła, że robi postępy. Jej ciało z każdym dniem stawało się bardziej odporne, rany goiły się, by ponownie pojawić się jako małe otarcia. Na brzuchu, nogach i ramionach widać było delikatne zarysy mięśni, gdy wykonywała ćwiczenia. Nie zmieniła się fizycznie, lecz powoli twardniał jej charakter i wola.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 18 lip 2015, o 20:26

/Jak dla mnie odpis bomba :) Naprawdę czuć, że czujesz swą postać - doceniam to. Koniecznie musi Asagi spotkać Arise, to mu może chęć do samurajowania wróci!/

Z każdym kolejnym dniem i nocą spędzoną w Dojo rzeczywistość stawała się dla niej coraz bardziej jednolita. Monotonny, ciężki trening był wyzwaniem nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Z wolna młoda wojowniczka poczęła tracić odczucie czasu, ale nigdy nie utraciła swej czujności - wszystkie obowiązki wykonywała z wymaganą starannością, tak by nie musieć później niczego żałować, ani nie móc sobie niczego zarzucić - była to postawa godna samuraja...

Dzisiejszy dzień również nie odbiegał od rutyny, chociaż może należałoby wspomnieć, że śnieżyca nawiedziła świątynne mury i zrobiło się jeszcze bardziej nieprzyjemnie niż zwykle - może właśnie dlatego wszyscy sypiali wspólnie? Ciepło generowane przez śpiące ciała było czymś, co chociaż odrobinę podnosiło temperaturę kamiennych murów szkoły. W każdym jednak razie, mistrz Eichiro ani myślał zaniechać, czy też skrócić zajęć na świeżym powietrzu. Więcej nawet, wszyscy zostali zmuszeni do jeszcze większego wysiłku niż zwykle, płuca bolały od każdego oddechu, kaleczona lodowatym powietrzem niczym lodowymi mieczami. Nogi i ręce odmawiały posłuszeństwa i żądały przerwy, ale jak to zazwyczaj bywało, mistrz miał lepszy plan. Na pewno nie przysparzało mu to sympatii młodszych adeptów szkoły, ale starsi, stali bywalcy tych murów darzyli go szacunkiem, głównie dlatego, że sensei Eichiro nigdy nie zostawiał swoich uczniów samych na polu walki. Zawsze ćwiczył razem z nimi, nawet w najgorszą pogodę, wyciskając ze swojego ciała ostatnie siły i ósme poty, doskonaląc się za każdym razem...
Cóż, biorąc pod uwagę fakt morderczego treningu, nie dziwnym było iż wszyscy z nadzieją oczekiwali obiadu, jaki miała wydać Arisa, a w każdym razie wyrazili takie pragnienie tuż przed udaniem się na odpoczynek. Jakże więc zdziwiona musiała być dziewczyna, gdy po zmuszeniu się do wysiłku jakim było przygotowanie obiadu dla całej społeczności nie zastała w jadalni żywej duszy. Więcej nawet! Z jakiegoś nieznanego powodu, pozostali uczniowie niscy rangą, którzy zwykli jej towarzyszyć w kuchennych obowiązkach tym razem zdezerterowali i zostawili ją samą sobie - też mi koledzy, zwyczajni zdrajcy! Cóż jednak zrobisz, gdy nic nie zrobisz?
Tak, nasz niezmordowana wojowniczka wygrała samotną walkę z garami, a wymagało to od niej znacznie więcej wysiłku niż zwykle, wszak została z całą robotą sama, a pracy wcale nie było mniej. Udało się jej jednak wyjść zwycięsko i z tej walki, jednakże zmachana była nie na żarty - pytanie zatem, dlaczego nikogo nie było, kto by czekał na owoce jej pracy i pochwaliłby ją za herkulesowy trud? Tego nie wiedziała, ale pewnie obawiała się, że zapomniała o jakimś ważnym spotkaniu, albo gorzej, świątynnej uroczystości? Czy to możliwe, że przez ciężki trening w śnieżycy, która nawiasem mówiąc stale trwała za murami, zapomniała o jakimś święcie i była jedyną osobą, której tam brakowało? Odpowiedź miała nadejść bardzo szybko, a jeśli nie ona sama, to osoba która może coś wiedzieć - jej senpai Takeda.

- Arisa-san. odezwał się drugi po Eichiro wojownik szkoły Kame, wchodząc do jadalni. W zasadzie Arisa poznała go chyba tylko po tonie głosu i sposobie chodzenia, bowiem jego dzisiejszy strój był iście niecodzienny. Dzielny samuraj ubrany był bowiem w pełną samurajską zbroje, wykonaną z licznych czarnych płytek. Hełm wojownika posiadał długie, wijące się do góry rogi wzorowane na poroże jelenia. Na plecach miał wspaniały łuk i kołczan pełen ścian. Przy jego pasie spoczywał miecz tachi, pięknie zdobiony złotem, o tsubie w kształcie wijącego się smoka. Przy długim ostrzu spoczywało krótkie, tanto służące do przebijania zbroi powalonego na ziemię rywala, albo rytualnego samobójstwa po niedotrzymaniu słowa, czy też porażce. Nie mogło też w zestawie zabraknąć włóczni naginata - drugiej broni za którą się sięga w czasie walki na otwartej przestrzeni.
- Mistrz wzywa cię do siebie. przemówił ponownie gdy już podszedł do niej nieco bliżej. Tylko, czego mógł chcieć od niej mistrz i dlaczego Takeda był pod pełną zbroją? Szli na jakąś wojnę czy jak?
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 18 lip 2015, o 22:35

- Hai! - Wykrzykiwała raz za razem, gdy cięła mroźne powietrze podczas drugiej tego dnia sesji treningowej. Dowiedziała się, że okrzyk jest równie ważnym elementem udanego, wyprowadzonego ciosu, co postawa i koncentracja. Pomaga wyzwolić emocje i kontrolować oddech. To drugie jest szczególnie ważne podczas wyczerpujących walk w szkole Kame. To powtórzenie zamykało którąś setkę uderzeń w nieistniejącego wroga tego dnia. Kiedyś nawet chciała policzyć wszystkie ciosy, które wyprowadziła danego dnia, lecz nie mogła przez to skupić się na walce i tak mocno oberwała przez to shinai sparingpartnera w twarz, że na chwilę zamroczyło ją i kompletnie straciła rachubę. Od tamtej chwili podczas walki istniała dla niej na świecie tylko jedna myśl - zwycięstwo. Rozproszenie myśli było pierwszym krokiem do porażki. Nie pozwalało skupiać siły i chakry tak, jak powinno się to robić. Dowiedziała się, że dlatego uczniowie medytują codziennie przez kilka godzin. Ona jeszcze tego nie potrafiła, lecz wiedziała już przynajmniej, nad czym musi pracować jeszcze ciężej.
Śnieżyca, która nawiedziła plac treningowy sprawiała, że Arisa ledwo widziała stojącego przed wszystkimi mistrza Eichiro, który wykonywał kombinację ciosów, aby wszyscy mogli ją powtórzyć.
- Hai! - Kolejne uderzenie padło w przestrzeń, a z jej ust wydobył się maleńki obłoczek pary. Była już tak zmarznięta, że prawie nie widziała własnego oddechu na zimnym powietrzu. Czuła się fatalnie już od pół godziny, jednak nie przerywała ćwiczeń. Widziała coraz mniej, mrużyła oczy, aby móc dostrzec każdy szczegół, jednak coraz częściej ruchy wykonywała niemal automatycznie i bezwiednie, jedynie bezmyślnie wpatrując się w zamazaną sylwetkę stojącą gdzieś kilka metrów przed nią, ginącą między płatkami śniegu. Był to wynik zmęczenie i myśli, którymi była już w kuchni, przygotowując obiad.
W końcu trening zakończył się, a ona mogła odwiesić treningową naginatę na swoje miejsce, wcześniej składając innym uczniom i mistrzom należny ukłon. Nareszcie będzie mogła rozgrzać się przy palnikach i garnkach. Pobiegła do kuchni pierwsza, aby inni krócej czekali na posiłek i zabrała się do pracy. Zakasała rękawy i obejrzała się dookoła. Była sama w kuchni.
- Hmmm...? Ryuto? Hanako? Shinpachi? Możecie mi pomóc? - Krzyknęła w przestrzeń, stojąc nad garnkami. Nikt jednak jej nie odpowiedział.
- Tsk... gdzie oni się podziali... - Nie mogła odejść od swoich obowiązków, aby ich szukać. To nie wchodziło w grę. Musiała sama uporać się ze wszystkim pod nieobecność jej pomocników. Musiała częściej niż zwykle obcierać rękawem pot z czoła, aby żadna jego kropla nie wpadła do potraw. To byłoby obrzydliwe i nigdy by sobie tego nie wybaczyła. W końcu udało jej się coś upichcić i już wyszła do jadalni, niosąc pierwsze porcje, gdy zauważyła, że nikogo w niej nie ma.
- Heeeej... jest tu ktoś? - Powiedziała cicho, nie chcąc nikogo obrazić krzykami i nawoływaniami. Nikt jej nie odpowiedział, tak jak na początku gotowania. Zamiast tego zobaczyła Takedę. Na jego widok prawie upuściła tacę z gorącą zupą, jednak przełknęła ślinę i opanowała drżenie rąk.
Sensei ubrany był zdecydowanie... zdumiewająco. Po prostu. Nigdy nie widziała go takiego potężnego, wyniosłego i... dumnego. Był prawdziwym samurajem. Zbroja, oręż, nawet jego twarz zdradzały, że nie jest to zwykły śmiertelnik, lecz ktoś naprawdę wyjątkowy. Była zdezorientowana. Z jednej strony olśnił ją blask mistrza, z drugiej zaś spodziewała się skarcenia. Musiała coś przeoczyć. Ta nieobecność wszystkich w jadalni, odświętny strój Takedy... musiała coś przeoczyć. Zapomnieć o czymś, za co teraz zostanie ukarana. Pochyliła głowę, gdy mężczyzna odezwał się do niej. Posmutniała i odłożyła zupę na stół. Było jej niezmiernie wstyd, że w końcu zawiodła. Wszystko szło tak dobrze, a teraz zapewne czeka ją publiczne upokorzenie, aby dać przykład wszystkim tym, którzy bez opamiętania zatracają się w treningu.
- Oczywiście, Takeda-sensei. Stawię się natychmiast. - Opuściła ręce wzdłuż ramion i ruszyła za Takedą, który zapewne zaprowadzi ją do miejsca, w którym obecnie przebywa mistrz. Cały czas szła z podniesioną głową i tak z godnością postanowiła przyjąć należną jej karę.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 19 lip 2015, o 11:47

Idąc za swym senpai jak na skazanie, biedna Arisu zaprowadzona została w dobrze jej znane miejsce - główny plac treningowy, na którym mimo śnieżycy zgromadzili się... Wszyscy adepci i instruktorzy szkoły Kame. Wszyscy samurajowie jak jeden mąż mieli na sobie pełen rynsztunek, oczywiście odpowiednio do rangi jaką posiadali. I tak, uczniowie najniżsi stopniem mieli jedynie napierśnik i ochraniacze bioder, plus krótki miecz wakizashi i włócznia yari, a po drugiej stronie (dosłownie!) siedział mistrz Eichiro na niewielkim stołeczku ubrany w pancerz jeszcze wspanialszy niż ten, jaki nosił Takeda.
Widok był iście wspaniały, batalion wielobarwnych, doskonale wyszkolonych wojowników, ze swoim mistrzem i generałem dokładnie na przeciwko dziewczyny. Gdy tylko Arisu stanęła na przeciwko zgromadzenia, wzrok sensei'a padł na nią przeszywając do cna, jednakże... Nie było to spojrzenie złowrogie. W ogóle, wszyscy zebrani samurajowie nie wyglądali, jakby chcieli uciąć koleżance głowę, czy też ją skarcić, sprawa musiała być zupełnie inna. Jakby na potwierdzenie pozytywnej atmosfery, ale i podniosłości chwili, Takeda posłał jej pogodne spojrzenie i delikatnie skinął głową, po czym udał się zająć miejsce po lewej stronie Eichiro.
Masako Arisu, wystąp. - rzekł główny szkoły, gdy już jego prawa ręka zajęła należne mu miejsce, po czym gdy dziewczyna zrobiła kilka kroków do przodu kontynuował. Ostatni miesiąc twojej pracy dowiódł, że jesteś wytrwałą i godną wojowniczką. Pracowałaś ciężko, obowiązki swoje traktowałaś z należytą dbałością. tutaj sensei przerwał, przenosząc spojrzenie na pozostałych seniorów szkoły, z których każdy skinieniem głowy potwierdził słowa mistrza.
Wiemy jednak, że duch dwój chce być wolny, lecz szkolenie twe nie zostało zakończone. Dlatego właśnie... przerwa na oddech budująca napięcie, a po niej kolejne słowa Zostajesz wysłana w Musha Shugyo. Chcemy, byś w czasie wędrówki poznawała nowe sposoby walki, a nasz styl rozsławiała pomiędzy krajami shinobi i pośród innych samurajów. W tym celu... tutaj już przerwa nie budująca napięcia, lecz zrobiona by Takeda zdążył podać mistrzowi pięknie złożoną granatową hakama z niebeiskim kosode, na którego plecach i połach znajdowały się symbole szkoły Kame. Przyjmij ten strój, niech ci służy. Ponad to... tutaj wyciągnął zza połów bojowego haori zwój Zachowaj ten zwój. Zaświadcza on, że szkoliłaś się w tej szkole i masz prawo powoływać się na jej imię w oficjalnych pojedynkach.

/Natsu dał zgodę na ubranko :)/
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 19 lip 2015, o 19:28

Nie było jej wesoło, gdy Takeda prowadził ją przez dojo do miejsca, gdzie zebrali się dosłownie wszyscy. Stała zaskoczona, gdy nareszcie zobaczyła plac treningowy przystrojony małą armią samurajów. Perfekcyjnych figur, które czekały chyba już tylko na nią. Ale dlaczego? Głośno przełknęła ślinę mimo, że odbierała przyjazne spojrzenia ze wszystkich stron. Wciąż była spocona i zziębnięta po niedawno zakończonym treningu, choć pobyt w kuchni pozwolił jej nieco odtajać. Została przywołana przez Eichiro. Grzecznie podeszła do niego, nie myśląc nawet o niesubordynacji. Mistrz wyglądał bowiem nie jak człowiek, lecz antyczny wojownik. Nie mogła wyjść z podziwu nad jego prezencją i długą chwilę wpatrywała się w niego łakomie, chłonąc każdy szczegół jego idealnego ubioru. Nie było to pożądanie, lecz zachwyt. Nie widziała w nim mężczyzny, lecz istotę. W końcu jednak przemówił. Ari stała przez chwilę w milczeniu. Z jednej strony cieszyła się w duchu jak małe dziecko, z drugiej jednak była ogromnie smutna. Wiedziała, że przyszedł czas na to, aby powiedzieć kilka słów prawdy, których zapewne nikt ze zgromadzonych nie chciałby usłyszeć. Ona zaś obawiała się momentu, w którym będzie musiała je wypowiedzieć. Doświadczyła tutaj jednego z najwspanialszych miesięcy swojego życia, lecz nie mogła godzić się na to, co nakazuje mistrz. Padła przed nim na kolana i złożyła ukłon. Nie chciała go obrazić lecz pragnęła, by zechciał zrozumieć jej motywy.
- Dziękuję, Eichiro-sensei. Nie mogę jednak przyjąć ubioru, zwoju, ani nakazu. - Łzy napłynęły jej do oczu. Wiedziała, że spotkało ją wielkie wyróżnienie, a ona miała za chwilę okazać się niewdzięcznicą, która w ich rozumieniu nie ma pojęcia, jakiego zaszczytu dostąpiła. Ona jednak wiedziała i dlatego było jej tak ciężko.
- Chcę być wolnym człowiekiem. Zawsze będę częścią tej szkoły, lecz nigdy nie chciałam być jej własnością. Nie chcę plamić honoru szkoły swoimi czynami i słowami. Nie chcę zważać na swoje czyny i słowa przez wzgląd na szkołę. Nigdy nie wyprę się miłości do tego Dojo, ani do żadnego z jego członków. Nigdy nie będę działała na szkodę szkoły Kame. Nigdy nie pobiorę nauk w żadnej innej szkole. Pragnę jednak tylko jednego od Ciebie, sensei. - Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy, a łzy w końcu znalazły ujście z jej oczu.
- Nie każ mi przykuwać duszy łańcuchami do jednego miejsca. - Nie wiedziała, czy ją zrozumiał. Nie wiedziała, gdzie rzuci ją los i jakie decyzje każe jej podjąć. Nie chciała, aby kiedyś stojąc przed jakimkolwiek wyborem, wybrała ścieżkę niezgodną z własnym sumieniem przez znak, który miałaby na sobie nosić. Była dozgonnie wdzięczna za to, czego się nauczyła, lecz nie była gotowa ślubować wiecznej służby. Jeszcze nie.
- Gdy moja wędrówka się zakończy, na pewno wrócę tutaj, aby podziękować jeszcze raz. Jeśli jednak przynoszę hańbę szkole i Tobie, sensei, wówczas jestem gotowa przyjąć karę. - Wyprostowała się, siadając na zgiętych nogach i odgarnęła włosy z karku na prawy bok. Kolejne łzy kapnęły na śnieg, choć oczy miała zamknięte. Oddychała nierówno, w oczekiwaniu na cios, który zetnie jej głowę. Jeśli nie zechce wypuścić jej ze szkoły takiej, jaka przybyła, niech zabije ją tu i teraz. Była samurajem, a w jej bushido wpisana była wieczna wędrówka. Jeśli poddałaby się komukolwiek, równie dobrze mogłaby umrzeć.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 19 lip 2015, o 20:30

Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Co mniej znaczący uczniowie, a nawet starsi, doświadczeni bardziej, nie mogli uwierzyć w to, co słyszeli i widzieli. Nikomu nie mieściło się w głowie, że można odrzucić taki przywilej. Przywilej, na który wielu pracowało latami, a nie otrzymało go.
Mistrzowie szkoły również byli w szoku, ale lata praktyki sztuk walki ochroniły ich twarze przed hańbiącym zdziwieniem, a żelazna dyscyplina powstrzymała usta przed słowami, które nie godne były tej chwili. Uwaga wszystkich momentalnie przeniosła się na Eichiro, od którego miał teraz zależeć los dziewczyny. Młody sensei czuł na sobie wzrok wszystkich uczniów swej szkoły. Czytał ze spojrzeń ich żądania i wiedział, że spełnienie ich nie będzie ani łatwe, ani przyjemne. Co więcej, odrzucenie ich byłoby policzkiem wymierzonym im wszystkim, ich pracy, poświeceniu i oddaniu. Nie mógł nikogo traktować w sposób specjalny, nawet tak zdolnej uczennicy jak Arisu.
Srebrne oczy sensei'a padły na dziewczynę. Przesłał jej niemą wiadomość, krótką ale czytelną "stawiasz mnie w sytuacji trudnej", a "ton" jakim to "mówił" nie był pozbawiony żalu. Gdyby nie jej postawa, jej szczera postawa i siła szczerości w słowach które płynęły z głębi jej serca, pewnie nie wybaczyłby jej tego. Nie wybaczyłby tego sobie. Dla dobra szkoły i ich wszystkich musiał wybrnąć z tej jakże krępującej sytuacji, ale czy właśnie dlatego, nie był mistrzem szkoły?
Prawdziwe Budo. zaczął skupiając na sobie uwagę tych wszystkich, którzy jeszcze nie spoglądali na niego, a porywając uwagę tych, którzy wyczekiwali jego wyroku. To nie umiejętność walki. To nie sztuka odbierania życia. podjął dalej, przywołując całą wiedzę przekazaną mu przez pokolenia nauczycieli i całą swą mądrość zbierając na raz, a nie było to łatwe przy jego młodym wieku. Zabrać komuś życie mieczem łatwo. Jednakże, mordowanie to nie jest droga samuraja. To nie jest Budo. Budo... tu przerwał, a czuł, ze wszystkie oczy na niego padają i wyczekują tych słów mądrości. To umieć bronić czegoś za cenę życia. Jeśli coś jest dla ciebie na tyle ważne, że oddasz za to życie, to właśnie jest Budo. Masako-san znalazła swoje budo. Jej wolność jest czymś, za co gotowa jest oddać życie. Wiedziałem to już od pierwszego dnia. trudno było powiedzieć, czy istotnie wiedział, czy też skłamał - pewne było jedno, od tych słów nie będzie już odwrotu. Nigdy.
Masako-san, przyjmuję twą propozycję. Wieżę, że tak jak mówisz nigdy nie okryjesz hańbą naszej szkoły i przyniesiesz jej chlubę. Przyjmuję też twą pokorę, która nie pozwala ci przyjąć zaszczytnego kimono. Odejdziesz więc z tej szkoły tak, jak przyszłaś. Mając jedynie cieńką yukata i wierną naginata. Powiadają, że wojownik potrzebuje tylko miecza. Chcę zobaczyć, jak potwierdzasz te słowa. zakończył podniośle, ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich. Sprytny sensei, równie dobrze władał mieczem co słowem, ale czy nie wspominał ci nigdy, że sztuka walki to coś więcej, niż jedynie walka?
Niech to będzie nauka dla nas wszystkich. Miecz duszą samuraja. Więcej nam nie potrzeba. Do czego służy miecz? Miecz nie służy do przebijania serc, lecz wycinania z nich głupoty. I słabości. Słabości pychy, butności, gniewu. Jeśli nie jesteśmy wstanie odrzucić bogactwa i zaszczytów w imię naszego Budo i Sztuki, nigdy nie będziemy prawdziwymi wojownikami. dodał jeszcze kolejną garść, tak ważnych słów. Kolejni adepci, tak starsi, jak i młodsi poczęli kiwać głowami z aprobatą. Zrozumieli wielkość kobiety, jej wspaniałe oddanie sztuce walki, jej nieskończoną skromność i serce jakie powierzyła drodze włóczni. A do mistrza Eichiro poczuli większy szacunek przez to, że on jako jedyny to zauważył.
Arisu-san... podjął jeszcze przysiadając blisko niej, tak że tylko ona go słyszała Wolność to jedyne, czego nie wolno samurajowi. Jedynym jej przejawem, jest wybór śmierci. Ty jesteś wolna niczym wiatr grający w tych górach, ale ta wolność może zrodzić zawiść w sercach. Wystrzegaj się jej i wróć do nas kiedyś. zakończył wstając z kolan, po czym wszyscy zaczęli podchodzić i gratulować młodej wojowniczce, życzyć powodzenia w drodze i życiu...

___
Cóż mogę jeszcze rzec, jak dla mnie, wszystko OK, gratuluje ukończenia szkoły ;)
Zgłoś tą przygodę do tematu "Prośby do Administracji" i jak już dadzą co mają dać, dopisz sobie do KP styl Kame i odpowiednie z niego profity :)
Do zobaczenia kiedyś na fabule!
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 20 lip 2015, o 15:19

Trwała w milczeniu, z zaciśniętymi zębami słuchając słów mistrza i oczekując chwili, w której podejmie on decyzję. Czuła ogromną gorycz, a serce miała tak ciężkie, jakby było zrobione z kamienia. Im dłużej jednak Eichiro mówił, tym szybciej łzy smutku zamieniały się w łzy szczęścia. Pochwalił ją. Po raz kolejny pochwalił, choć powinien skarcić i wybuchnąć gniewem. Nie wiedziała jak powinna mu dziękować. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie w stanie spłacić dług. Ukryła twarz w dłoniach, zawstydzona i szczęśliwa jak nigdy. Płakała szczerze, choć najciszej i najgodniej, jak umiała. Nie była w stanie kompletnie powstrzymać emocji. Miał rację, gotowa była oddać życie za to, kim była. Gdy skończył mówić i ukląkł przy niej, podniosła wzrok i na chwilę powstrzymała płacz. Ostrzegł ją, czy życzył powodzenia? Ari wiedziała, że ma w nim serdecznego sojusznika, choć nigdy nie okazał tego wprost. Był podporą zarówno dla niej, jak i dla reszty uczniów.
- Dziękuję, sensei... Do zobaczenia... - Wyszeptała tylko na koniec ich prywatnej rozmowy na oczach całej szkoły. Potem dziękowała jeszcze kilka razy w odpowiedzi na nieśmiałe gratulacje innych, już po ceremonii, lecz myślami była gdzie indziej. Nie ciągnęło ją za mury natychmiast, lecz czuła, że zaczyna przyrastać do tego miejsca. Myślała o tym podczas ostatniej sesji treningowej. Była rozkojarzona. Myślała nad tym, co się stało. Myślała o tym, czy pozostanie w czyjejkolwiek pamięci. Najbardziej była jednak ciekawa tego, co myślał o niej sensei. Trzeba przyznać, że pod tym względem wciąż była nieco próżna. Duma rozpierała ją, gdy wyróżnił ją przed całą społecznością Dojo, lecz teraz czuła smutek, że musi go opuścić. Czuła, że przy nim rozwinęłaby się szybciej, lecz jednocześnie bała się jego wpływu na swoją osobę. Bała się wszystkiego, co mogłoby kształtować ją wbrew jej woli. Dlatego też swoje rozmyślania podsumowała stwierdzeniem, że rzeczywiście nadszedł odpowiedni czas na opuszczenie szkoły Kame.
Nazajutrz nie wydała już mistrzom i uczniom śniadania, jak zwykle. Była w tym czasie kilka kilometrów od murów świątyni i tęskniła. Uśmiechnięta, jednocześnie czując pustkę w sercu wiedziała, że podjęła dobrą decyzję wstępując, a następnie opuszczając szkołę Kame. Teraz czekał na nią cały świat, choć była bogatsza o jedne miejsce w sercu, do którego mogłaby wrócić.

z.t.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 21 lis 2017, o 22:20

Cóż, podróż na grzbiecie Hyohiro faktycznie była zaskakująco szybka. Na upartego Natsume i tak mógł biec na piechotę, i to prawdopodobnie szybciej, ale nie wiadomo jak długo wytrzymałby tak długi bieg. Ten tygrys zaś był przyzwyczajony do ciężkiej i długotrwałej pracy, i coś takiego jak przewiezienie jednego człowieka nawet wiele mil nie było dla niego żadnym problemem. Ostatecznie jednak Natsume postanowił spędzić trochę wolnego czasu na odpoczynku, ciesząc się temperaturą Hyuo. Cóż, o ile można było się cieszyć 60-stopniowym mrozem. Yuki to byli dziwaczni ludzie. Ale oni również nie pogardzą dobrą książką w pobliżu rozpalonego paleniska wewnątrz swego niewielkiego, przytulnego domu.
Dawało mu to również sporo czasu na przemyślenie i przyswojenie sobie rozmów z Akihiro. Człowiek ten był dziwaczny, ale przy tym posiadał niesamowity talent manipulacji. Rozumiał ludzi i potrafił to zrozumienie wykorzystać, na swój pokręcony sposób. Co jednak, gdyby postanowił użyć tego talentu aby wspomóc się w polityce? Prawdopodobnie bez większego problemu stałby się jedną z najbardziej wpływowych person na świecie.
Niebezpieczne.
Wtedy jednak Natsume zaczął coś rozumieć. Coś, co go zastanawiało.
Czy to nie było dokładnie to, o co prosił Wadatsumiego? Wiedzę i zrozumienie ludzi?
Czyżby bogowie tak naprawdę spełnili jego prośbę, tylko na swój pokrętny sposób?
I na tego typu przemyśleniach Yuki spędził kilka dni wolnego, spędzając go w taki sam sposób jak zawsze, zanim został politykiem. Polując. Trenując. Czytając książki. Grając na instrumentach. Zajmując się bronią. Ot, normalny żywot normalnego człowieka. Aż było przyjemnie tak na chwilę odciąć się od pompatycznej codzienności.
W końcu młodzieniec przybył na tereny świątyni Kuraokamiego, gdzie miał się zacząć Festiwal Pana Śniegu. Olbrzymie Lodowe Drzewo wyglądało imponująco jak zwykle, dając niesamowite wrażenia estetyczne. Przez myśli młodzieńca przemknęły myśli typu "jak potężnym człowiekiem musiał być ten, któremu bogowie pozwolili stworzyć coś tak doniosłego i pięknego?"
Pierwsze kramy już stały, dało się usłyszeć tradycyjną muzykę na bębnach taiko. Mieszkańcy Hyuo oraz kilku z Kantai (łatwo było ich rozpoznać po jeszcze grubszych szatach niż tych noszonych przez miejscowych) kręcili się już po okolicy, modląc się do boskiego smoka i składając mu swe prośby.
-Jest tu piękniej niż pamiętałem - stwierdził z uśmiechem, patrząc w niebo, z którego opadały grube płaty śniegu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 22 lis 2017, o 08:27

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
30/∞

Było takie banalne stwierdzenie, które krążyło z ust do ust, przekazywane słowem mówionym jak i tym pisanym - jeśli czytałeś wiele książek to jestem pewna, że przeczytałeś je już nie raz, towarzyszyło głównemu bohaterowi od pierwszej strony. Idealnie podsumowując jednocześnie tą ostatnią. Tam też cisnęła się na wargi.
Nie istotne, czy na końcu tej opowieści bohater jeszcze żył, czy żegnali go jego najbliźsi. Czy pozostał człowiek z krwi i kości czy tylko wyrastający ponad ziemię kurhan.
Poznajesz już? Słowa: każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Chwilę zajęło ci uświadomienie, że wraz ze spotkaniem Akihiro chyba zaczęła się twoja.
Z drobną, boską pomocą, mój śliczny Tygrysie.
Festiwal był idealny. Pomimo dojmującego zimna ludzie wypełnią to miejsce, w powietrzu unosił się już dym z powoli przygotowywanej jedzenia w rozłożonych stoiskach, czarny węgiel żarzył się w ogromnych misach, nad którymi ustawiono kratki lub patery, gdzie robione będą różne dobroci. Para koni karmionych owsem prychnęła, dzieci biegały wokół nich pod okiem starszego mężczyzny - zapewne był właścicielem tego stoiska obok, który składał się jak na razie tylko ze stołu i ustawionego zadaszenia ipróbował się rozłożyć, kiedy dzieci zajęły mu czas. Nie wydawał się z tego powodu e żadnym wypadku nieszczęśliwy. Festiwal dopiero miał się rozpocząć, wszyscy zajęci byli przygotowaniami, ostatnimi poprawkami, tylko nie dzieci - oczywiście, jak świat światem one zawsze mogły więcej. O ile były to dzieci z normalnej i zdrowej rodziny, bo nie wszystkie miały tyle szczęścia. Jak na razie spora część ulicy zajęta była wozami - wszyscy sprzedawcy musieli rozpakować swoje towary. Najbliższy mężczyzna przy wozie, nie licząc tego z dzieciakami, który stał najbliżej ciebie, ale na uboczu, klął jak szewc, kiedy żona trajkotała mu nad uchem - żona albo jakaś gosposia czy inna pomocnica, nigdy nie wiadomo, tajemnice takie tajemnicze. Młodzi ludzie skakali po drabinach, nie dosłownie, i zawieszali na kramach jak i na drzewach wokół kolorowe ozdoby.
Nikt jednak nie ośmielił się ruszyć świętego drzewa.
Ciężko było na nie spoglądać inaczej niż jak na święte. Olśniewało każdego.

Shijima
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Natsume » 22 lis 2017, o 16:42

Młodzieniec uśmiechnął się z zamyśleniem, obserwując budzący się do życia festiwal. Tradycyjnie już świątynia zaczęła przybierać różne barwy od licznych ozdób i pięknych przedmiotów na sprzedaż. Radośnie dokazujące dzieci biegały wokół, bawiąc się i krzycząc wesoło. Handlarze i przewoźni kucharze przygotowywali swoje stoiska, zamierzając w ten sposób promować swoje regionalne produkty. Niektórych z nich nawet kojarzył z widzenia, jeszcze z czasów gdy był zaledwie Doko. A teraz? Zdążył zyskać już tytuły Kougo, Shirei-kana i Shimakage, a oni dalej z tą samą dumą i radością kontynuowali swoją pracę, chcąc przynieść trochę przyjemności również innym ludziom.
Uśmiech Natsumego poszerzył się jeszcze bardziej. Dokładnie o coś takiego walczył. O świat, w którym dzieci nie będą musiały bać się o jutro.
W końcu nacieszywszy wzrok spokojem na twarzach ludzi i ich oczekiwaniem na festiwal, młodzieniec podniósł wzrok, by spojrzeć na wielkie drzewo z lodu. Ciekawe, co o dzisiejszych czasach powiedziałby ten wielki mędrzec rodu Yuki. Czy taki sojusz, który pozwolił na stworzenie Cesarstwa, byłby dla niego czymś godnym powielenia, czy może czymś zbędnym? Czy przodkowie młodzieńca są dumni z jego osiągnięć, w dużej mierze popartych szczęściem i współpracą z innymi?
Miał taką cichą nadzieję.
Skinął głową na znak szacunku i ruszył w kierunku pierwszych kramów. Uprzejmie przeprosił kilkoro ludzi, którzy tłoczyli się przy wejściu na uliczkę, i odszukał jakiegoś kramu z jedzeniem.
-Przepraszam. Czy znajdę tutaj karaage? - spytał z uśmiechem, przyglądając się stoisku.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1291
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Shijima » 22 lis 2017, o 17:33

Wyprawa B
If you're gonna play the game, boy, you gotta learn to play it right.
Obrazek
32/∞

Kto nie pytał swoich rodziców, czy są z niego dumni? Pewnie ci, którzy nie mieli czym się chwalić. Ci, którzy nie chcieli chwalić się swoimi rodzicami. Nie pytasz matki, dziadka, prababki - pytasz samego siebie i zastanawiasz się, czy oni wszyscy, których już nie nosiła ta ziemia byli zadowoleni, spoglądając z obłoków na to, co stworzyłeś. Każdego czasem dopadają wątpliwości, bo nie ma ludzi nieomylnych i ty też nie byłeś. Obrońca świata, Stworzyciel świata, w którym normalni ludzie, za którymi nawet nie przepadałeś, będą mogli urządzać takie święta jak te dzisiejsze. Nie obudzą się we własnych łóżkach, zastanawiając, czy powinni sprzedać swoją córkę za pieniądze i korzystając z okazji uciekać.
Za oknem słyszeli wszak huk wojennych bębnów. Dziś zaś wychylali się za framugę,by nakląć na sąsiada, któremu zebrało się na rąbanie drewna o piątej rano. Miła odmiana, prawda? Słyszeć ćwierkanie ptaków i głos kogoś znajomego za uchem, który wspominał coś o śniadaniu. Nie o ucieczce przed ogniem płonącego domu.
Ruszyłeś do przodu ciesząc oczy własną kreacją, tak samo kroczyłeś tamtego dnia, nim twoja podróż zakończyła się przed kapliczką. Była jakaś różnica? Czy te budynki, twarze ludzi, którzy byli tylko tłem i nikogo z nich nie zapamiętasz, zmieniły się chociaż trochę?
Wszystkie ich ruchy i zupełna przypadkowość ich bytności, byli, gdyby ich nie było to miejsce byłoby szare, martwe. Tylko kryształowe drzewo pozostałoby tak samo wspaniałe. Nie odbijałoby już blasków życia, a puste zimno lodu i śniegu. Piękne, lecz samotne. Nie mogli być więc bezcelowi. I wcale nie wydawali się tylko pustymi bytami - byli twoimi poddanymi,
osobami, którymi musiałeś się zająć, których dobro musiało się dla ciebie liczyć. I liczyło. Z każdym mógłbyś zamienić słowo,
czy dwa, byle bardziej przyjazne, niż te, które wymieniał Akihiro z przypadkowymi mieszkańcami, inaczej grożą nieprzyjemności! Nie żebyś nie potrafił sobie poradzić. Mała szansa, żeby ktoś mógł ci dorównać poziomem z zebranych tutaj osób.
Podszedłeś do jednego ze stoisk, rozglądając się za przekąską, która chodziła ci po głowie. Na jednych wystawiano łakocie,
była i budka z pachnącym ramen, do którego wywar gotował się właśnie w kotle (rosołek zawsze dobry na wszystkie przypadłości), tłum szybko cię wciągnął, chociaż ciężko to jeszcze nazywać wielkim tłumem - dopiero wieczorem, gdy wszyscy mieszkańcy skończą pracę i zejdą się do świątyni na święto - hoo..! Wtedy lepiej obserwować z daleka, jeśli nie było się fanem obijania o ludzi. Kobietka stojąca za rozłożonym stołek uniosła na ciebie spojrzenie - była dość cienko ubrana,
jak na mieszkańca Hyuo przystało, który pracuje tuż przy gorących garach. Wystarczyło się przybliżyć, żebyś sam to przyjemne ciepło poczuł. Nie żeby robiło ci to wielką różnicę. Kobieta miała włosy zaciągnięte do tyłu, trzymane opaską na głowie - dość przeciętnej urody, ale miała coś takiego w sobie, co sprawiało, że człowiek chciał się uśmiechnąć - zwłaszcza,
kiedy ona sama uśmiechnęła się szeroko, a jej orzechowe oczy rozbłysły migotliwymi, łagodnymi gwiazdami.
- Oczywiście! - Zawołała z zapałem i rozejrzała się na boki, wychylając nieco, po czym nachyliła konspiracyjnie w twoim kierunku. - Jeszcze nie sprzedajemy, ale zrobię dla pana wyjątek. - Zaoferowała, jakby była główną aktorką jakiegoś kryminału i przekazywana informacja miała naturę wagi państwowej. Wszystko w żartach - te radosne gwiazdeczki jej oczu nie mogły przejść obok obojętnie. - Zapraszam! - Odsłoniła kotarę i pokazała przejście do trzech stolików na krzyż w przytulnym, osłoniętym zaułku. Chwilowo całkowicie pustym, ale niewątpliwie znajdą się chętni, żeby tu na chwilę usiąść.

Shijima
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości