Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Stanowiąca część Cesarstwa wyspa położona jest na południe od skupiska wysp Kantai, a także na południowy zachód od krajów kupieckich. Na wyspie znajduje się siedziba Rodu Yuki, jednak głowa rodu rezyduje na Hanamurze, piastując stanowisko Cesarza. Teren ten zamieszkiwany jest również przez klan Ranmaru. Temperatura panująca na wyspie jest znacznie niższa od tej na Kantai co nad wyraz pokazują góry śnieżne a także licznie występujące wichury. Ludzie zamieszkujący wyspę utrzymują się z polowań oraz połowów.

Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Yoichi » 11 maja 2015, o 20:18

Obrazek
Świątynia Okami no kami oraz Dojo Battodo Kame-ryu


Pośród mroźnych szczytów prowincji Hyuo znajduje się miejsce niezwykłe, znane każdemu shinobi – chram świątyni lodowego smoka Okami no kami*.
Samą świątynie założono ku czci boskiego gada w 229, jako dziękczynienie za zakończenie kolejnej już wojny która rozdarła kontynent shinobi, a cały kompleks świątynny zbudowano na około Szklanego Drzewa z Hyuo - wielkiego, lodowego drzewa wysokiego na trzydzieści metrów i stworzonego przez anonimowego geniusza klanu Yuki.
Legenda głosi, że ów bezimienny mistrz zawędrował w te zapomniane przez ludzi regiony, by stanąwszy twarzą w twarz z siłami natury zrozumieć lodowe techniki. Zgodnie z tradycją, ów shinobi medytował bez jedzenia 100 dni i 100 nocy, siedząc na smaganym wiatrami szczycie próbując pojąć istotę wiatru i wody, które zmieszane ze sobą tworzą potężny lód. W końcu, podczas jednej z sesji medytacyjnych zmorzył go sen, a w nim miał wizję wielkiego lodowego drzewa, które wyrastało z połączenia wiatru i wody, których źródłem było serce wojownika klanu Yuki. Ów roślina pięła się wysoko w górę, daleko poza granicę chmur by ostatecznie rozpleść swe ramiona nad całą doliną. Sam kształt gałęzi przypominał ludzkie ciała, splątane ze sobą w jedną, nierozerwalną całość.
Obudziwszy się, shinobi podziękował opiekuńczym Kami i dostąpiwszy oświecenie stworzył korzystając ze swej mocy Drzewo na podobieństwo tego, które widział we śnie…
Czy historia ta jest prawdziwa, tego nie wie nikt, bowiem prawda o niej niknie w mrokach dziejów. Pewnym jest jednak to, że stworzone z potężnej lodowej chakry drzewo stoi po dziś dzień i znajduje się w centrum świątynnego kompleksu.

Obrazek

Poświęcona boskiemu smokowi świątynia znajduje się kilka kilometrów na zachód od najbliższej wioski i by się do niej dostać, należy pokonać górską drogę, pełną zdradliwych kamieni, nierzadko przykrytych warstwą śniegu.
Kompleks składa się z kilku oddzielnych budynków, z których największe należą do położonej w zachodnim skrzydle szkoły miecza Kame. Sama szkoła jest również najmłodszą częścią struktury świątynnej i stanowi swoisty dodatek, do już istniejących zabudowań.
Największym miejscem w świątyni jest budynek główny, zbudowany na bazie czworokąta szczelnym kordonem otacza wspomniane wcześniej lodowe drzewo. Chociaż „rzeźba” przyciąga uwagę pielgrzymów i stanowi swoistą atrakcję, to jednak nie jest ona najważniejszym obiektem kultu, bowiem jest on umiejscowiony gdzie indziej, a dokładnie we wschodnim skrzydle.
Budynek główny posiada wysoką, czteropoziomową pagodę, stanowiącą jednocześnie punkt obserwacyjny, salę medytacyjną jak i ostatni punkt oporu. Należy bowiem zdawać sobie sprawę, że świątynia jest silnie ufortyfikowaną warownią – już samo położenie jej w takim obszarze stwarza idealne warunki do obrony pobliskich terenów – z czego zdają sobie sprawę nie tylko mieszkańcy, ale i okoliczni shinobi.
Jeśli do dodamy do tego fakt, że mnisi zamieszkujący ten chram wprawieni są w sztukach walki otrzymujemy silny punkt oporu. Sami mieszkańcy świątyni chodzą ubrani w błękitne szaty, a o randze danego mnicha świadczy kolor jego pasa, z których najwyższym jest kolor biały – symbolizujący czysty i nieskażony niczym umysł. Kolejne w hierarchii (od najwyższego, do najniższego) są kolory: jasnobłękitny, niebieski, granatowy i czarny. Czarny pas, będący z wielu sztukach walki pasem najwyższym jest tutaj przejawem umysłu pogrążonego w ciemności i niewiedzy, dlatego przypisany jest on początkującym mnichom. Ów gradacja kolorów może przysparzać problemów przybyszowi, który w jednej chwili spotka zarówno mnicha jak i samuraja z położonej na terenie świątyni szkoły Kama – bowiem w przypadku mistrzów miecza to właśnie barwa czarna stanowi najwyższy stopień wtajemniczenia, jednakże wyjaśnienie jest inne niż u mnichów. U samurajów czarny pas interpretuje się jako dawny biały, który przez lata treningu zwyczajnie zebrał bród i stał się ciemny – im ciemniejszy, tym więcej godzin jego właściciel spędził na treningu.

Obrazek

Co się zaś tyczy samego treningu, to jak wspomniano mnisi praktykują tutaj zarówno medytację, jak i sztuki wojenne, z których najważniejszymi jest taijutsu oraz kijutsu, ze szczególnym uwzględnienie kija bo i glewii naginata. W przeciwieństwie do swoich bardziej uduchowionych kuzynów z świątyni Amaterasu w prowincji Kaigan (dojo szkoły Taka), tutejsi mnisi przykładają dużą wagę do wielogodzinnej praktyki sztuk wojennych. Ich walka wręcz jest stylem niespotykanym nigdzie indziej i skrzętnie skrywanym w tajemnicy – co prawda przybywający pielgrzymi mogą nacieszyć swoje oczy widokiem trenujących mnichów, wykonujących karkołomne akrobacje, czy też dosłownie cuda z bronią, jednakże bez poznania sekretów ów technik niemożliwym jest ich opanowanie. Mnisi nie rzadko trenują z zamieszkującymi kompleks samurajami, jednak nawet ich „bracia w treningu” nie znają tajników ich metody walki…

Obrazek

Wspomniano, że lodowe drzewo nie jest najświętszym skarbem świątyni i jest to prawda. Najświętrzym miejscem jest położone w południowym skrzydle źródło. Jest to niewielki strumień wypływający z pobliskich skał i jest on obudowany murami głównego budynku Okami no kami Shirine - bowiem według wierzeń, symbolizuje on wodno/lodowego smoka - istotę której poświęcona jest ta świątynia. Zasadniczo, trudno nie zgodzić się z tym wyobrażeniem, stale płynąca, wijąca się niczym mityczny gad rzeczka, niosąca czystą wodę idealnie nadaje się na personifikację ducha boskiego smoka. Legenda głosi, że Yuki który stworzył drzewo sięgnął po wodę zawartą właśnie w tym strumieniu...
Miejsce to otoczone jest szczególną czcią przez mnichów i chociaż każdy może się do niego zbliżyć, to jednak picie tej wody, czy też obmywanie się w niej jest dopuszczalne pod ścisłymi regułami i nie każdy może dostąpić tego zaszczytu.

Obrazek

Dojo Battodo Kame-Ryu, to specjalnie wydzielony obszar świątyni otoczony śnieżnobiałym murem z szarymi dachówkami. Wejście jest bramą, lecz bez wrót, przez co każdy może swobodnie wejść lub wyjść w każdej chwili. Gdy tylko ją przekroczymy, to trafiamy na krótki kawałek ścieżki prowadzący do budynku, który jest ogromnym prostokątem, który otacza pole treningowe po środku. Wchodząc do środka trafiamy na korytarz, który prowadzi w dwie strony. Niezależnie w którą pójdziemy, to na południowej części zawsze będą pokoje uczniów wyposażone w ciepłe futony, prostokątny, niski stoliczek oraz mały, metalowy piecyk, którego metalowa rura ciągnie się wzdłuż ściany znikając w suficie. Na temperatury panujące w Hyuo jednak nie wystarcza, dlatego wciąż życie w takich warunkach to wyzwanie. W części zachodniej znajdziemy łaźnie przez które można przejść do gorących źródeł. Do nich dostęp jest umożliwiony tylko na zakończenie dnia, po treningu. Wschodnia część to kuchnia i jadalnia, zaś północna to w całości ogromne dojo. Jest ono niemalże puste, gdyby nie stojące na wschodniej ścianie półki z hakamami, kimonami, skarpetami tabi i innymi częściami stroju. Są tam też stojaki trzymające poziomo miecze Shinai.
Środek to zaśnieżone pole treningowe, a dokładniej dwa, które dzieli duże, zamarznięte drzewo. To tutaj odbywają się niemalże wszystkie treningi.
Aktualny Mistrz szkoły Kame, a więc Sensei Eichiro Sasayaki mieszka w identycznym pokoju co jego uczniowie.
Na północy placu, za prostokątnym, ogromnym budynkiem stoi kuźnia. Tutaj Eichiro Sasayaki wraz z wybranymi uczniami wykuwa broń z najlepszej stali jaką mogą zdobyć w Hyuo. Wszystkie swoje wytwory sprzedaje, aby utrzymać szkołę. Jedzenie oraz resztę zakupuje zaś z osady.
Podobnie jak wszędzie, uczniowie dostają tutaj obowiązki i pracują na samych siebie. W szkole Kame nie ma prostych zadań - samo przeżycie w takich warunkach to katorga, a dodatkowe rąbanie drewna czy inne czynności, to istne tortury, które hartują zarówno ciało jak i ducha.
_______
*w mitologii Japońskiej bóg deszczu i śniegu.

Notka dla MG i adminów: Nauczycielem/Senseiem jest Eichiro Sasayaki. Mierzy on 185 centymetrów wzrostu i wydaje się być szczupłym mężczyzną, aczkolwiek jego ciało jest wyjątkowo mocno wyrzeźbione. Ma jasną karnację i srebrne oczy, zaś jego głowę ozdabiają długie, wydawałoby się granatowe włosy związane w kucyk. Ma on zaledwie 31 lat, dlatego jest bardzo młodym mistrzem.
Eichiro to surowy, łatwo denerwujący się mężczyzna, który nie szczędzi słów jeżeli jest ku temu okazja. Wymaga pełnej dyscypliny i idealnego zachowania nieskalanego prostactwem.
Treningi tutaj polegają na długich starciach mieczami Shinai na zewnątrz, w mróz, śnieżycę i wszystkie inne warunki pogodowe. Ćwiczenia trwają po kilka godzin, a przerwa jest wyznaczana przez samego Eichiro. Jeżeli ktoś traci siły to musi zemdleć, aby odpocząć. Dodatkowo każdy ma jakieś męczący codzienny obowiązek jak np. rąbanie drewna, noszenie wody, kucie w kuźni, zaciągnięcie wózka z rzeczami na sprzedaż do wioski i przyciągnięcie z zakupami itd.



Z wielkimi podziękowaniami dla Asagiego, który stworzył świetny opis. Dzięki!
Yoichi
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 12 lip 2015, o 14:24

Nie sądziła, że będzie tak mroźno. Wyruszając na wyspę Hyuo nie wiedziała o niej nic oprócz tego, że znajduje się tam jedno z najsłynniejszych dojo. Podczas swojej wędrówki miała na celu odwiedzać wszystkie miejsca, które będą przez nią chociaż podejrzane o bycie interesującym. Ośrodek szkoły Kame był niewątpliwie jednym z miejsc, które wymagało bliższego poznania. Zwłaszcza, że sztuki walki były i, miała nadzieję, zawsze będą nieodłączną częścią jej życia. Będąc samurajem zdawała sobie jednak sprawę, że żaden mistrz nie uczy jedynie wojaczki. Lwia część każdego szkolenia to nauka filozofii życia i wytrwałości. Chciała podjąć się tego wyzwania, aby móc nie tyle związać się z jakimś miejscem, co wykreować swój własny charakter i sprawdzić się w prawdziwym życiu. Do tej pory była tylko włóczęgą. Chciała zacząć być wędrowcem.
Na koniec swojej włóczęgi i jednocześnie start wędrówki wybrała właśnie to dojo. "Kame" znaczy "żółw". Cierpliwy, spokojny, wytrwały, długowieczny. Zależało jej przede wszystkim na nauce tego, czego brakuje ludziom w jej wieku - konsekwencji i wytrwałości. Skuta lodem wyspa wydawała się idealnym miejscem do schłodzenia jej umysłu, tak jak hartuje się gorące żelazo, wkładając je do wiadra z zimną wodą. Miała zamiar wyjść stamtąd twarda i zahartowana. Chciała prosić o nauki.
Dotarła przed bramy dojo zmarznięta jak nigdy. Jej całe ciało drżało z zimna, a skromna yukata nie ochraniała przed mrozem prawie wcale. Mimo to, starała się trzymać głowę cały czas podniesioną, patrzyć przed siebie i być nieugiętą. Sine, popękane usta były mocno zaciśnięte gdy przechodziła przez bramę. Zastanawiała się, jak będzie w stanie przemówić do kogokolwiek, gdy spotka jakąś żywą duszę. W duchu jednak cieszyła się. Zawsze wolała zimne klimaty od upalnych pustyń czy parnych stepów. Mroźne powietrze było orzeźwiające, a wytrzymanie niekorzystnych warunków traktowała jako pierwszą część treningu. Być może było tak w rzeczywistości? Rozejrzała się dookoła, zmierzając do budynku znajdującego się za bramą. Wszystko było śnieżnobiałe, że prawie raziło w oczy. Nie był to jednak podupadły kompleks, lecz zadbane domostwo. Bardzo duże domostwo. Ostatni raz przed wejściem do środka potarła dłońmi ramiona, aby choć trochę się rozgrzać i nie wyglądać na wykończoną podróżą przez śnieg i lód. Wiedziała, że nic to nie da. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka, mając nadzieję spotkać tutejszego sensei.
Arisu
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 12 lip 2015, o 19:19

Nowa adeptka szkoły Kame - przygoda Arisy

Młoda samuraj-ko dzielnie kroczyła przez dziedziniec jednej z trzech wielkich szkół miecza, co ciekawe nikogo przez cały ten spacer nie napotykając. Mogło to wzbudzić w niej samej obawy, ale chyba niska temperatura panująca na tej wysokości skutecznie zajmowała jej myśli, bowiem nic takiego nie pojawiło się w jej głowie (czemu w sumie trudno się dziwić, ona ubrana w yukata, a do okoła zima)...
Arisa wcale długo nie była sama. Chociaż chciała znaleźć mistrza tej szkoły, napatoczyła się kogoś (nie zupełnie) innego - zza zakrętu, a raczej węgła, wyszedł średniowysoki mężczyzna o silnym spojrzeniu. Samuraj, który wystąpił jej na przeciw wyglądał wspaniale. Nosił granatową, gruba hakama niewątpliwie przystosowaną do trudnych warunków. Na swych nogach miał tengu geta, które pomimo jedynie jednej koturny wydawały się wcale nie sprawiać mu problemów - jego każdy krok był płynny i naturalny. Co więcej, jego obuwie było idealne na pogodę - palce chroniła dodatkowa warstwa materiału, a koturna chroniła przed zabadaniem się w zaspy. Tors samuraja skryty był pod grubym, zimowym kosode w barwie nieba, pozbawionym zbędnych ozdób. Przy jego pasie spoczywały dwa miecze - wakizashi i katana, stanowiące nie tylko symbol stanu rycerskiego, ale również obietnice gotowości podjęcia walki z każdym zagrożeniem. Obrazu wojownika dopełniał stalowy kapelusz jingasa, ozdobionym w kanji oznaczającym żółwia.
Nazywam się Takeda Shingen, jestem fukushidoin szkoły Kame-ryu. przedstawił się "gospodarz", po czym dodał spoglądając uważnie Kim jesteś i czego tu szukasz? jego głos zdradzał żywe zainteresowanie osobą młodej wojowniczki - niecodziennie ktoś ubrany w letni strój zapuszcza się w te strony, co więcej, uzbrojony w naginate. Tak, Arisa czuła jego gotowość mieszająca się z zainteresowanie, w zasadzie miała wrażenie, że jakby Takeda-san chciał, to byłby ją wstanie rozdzielić na dwoje w dowolnym momencie...

__
Mam autoryzacje Defa :)
Kakita Asagi
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 12 lip 2015, o 20:44

Starała się iść jak najciszej. To miejsce wydawało się być oazą spokoju i harmonii, choć nie zbadała go jeszcze nawet w pięciu procentach. Wiedziała jednak, że należy się tutaj zachowywać z godnością i okazać tutejszym mistrzom oraz studentom należny szacunek. Nie śmiała nawoływać nikogo, ani nawet wziąć głębszego oddechu, który mógłby zostać usłyszany. Wyglądało prawie, jakby się skradała, lecz nie miała złych zamiarów i czuła się najzwyczajniej w świecie skrępowana. Nie miała pojęcia, jakie zasady panują w dojo, więc kierowała się jedynie swoją logiką i poczuciem przyzwoitości. Nie musiała jednak długo skradać się po tutejszych korytarzach, ponieważ na jej drodze pojawił się pewien człowiek. Był idealny. Wyglądał dokładnie tak, jak Ari wyobrażała sobie tutejszego mistrza. Czy może studenta? Nie zapytała od razu. Musiała otrząsnąć się z pierwszego zaskoczenia niespodziewanym spotkaniem. Mężczyzna ten był jednocześnie surowy i delikatny, a jego ubranie nieskazitelne, dostojne i skromne jednocześnie. Przedstawił się jako fukushidoin Takeda Shingen. Arisa nie znała wcześniej tego tytułu. W ogóle była zielona, jeśli chodzi o hierarchię mistrzów i uczniów, lecz nie zamierzała zdradzać tego już w pierwszych słowach. Poza tym wątpiła, aby była to priorytetowa informacja, którą powinna przekazać, i która interesuje jej rozmówcę. Zamiast tego złączyła stopy razem, a dłonie splotła nisko, przed sobą i złożyła głęboki ukłon.
- Nazywam się Arisu Masako i przybyłam, aby prosić o nauki. - Dopiero teraz podniosła się z ukłonu, lecz nie patrzyła w oczy Takedzie, lecz na jego podbródek. Chciała w ten sposób okazać pokorę i nie wyjść na butną dziewuchę, która przyszła tu zaraz po tym, jak pozjadała wszystkie rozumy świata. Nie wiedziała, czy powinna dodać coś jeszcze. Uznała, że powściągliwość w słowach jest mile widziana wśród ludzi, którzy ponad słowa poważają czyny. Sądząc po wrażeniu, jakie zrobił na niej Takeda-san, był on jednym z nich. Poza tym, nie wiedziała do końca, z kim ma do czynienia. Tytuł, którym się przedstawił był jej nieznany i równie dobrze mógł oznaczać dorosłego ucznia, co doświadczonego nauczyciela. Nie wytrzymała jednak oczekiwania i zrobiła kolejny ukłon, aby w nim już pozostać do czasu jego reakcji. Kichnęła. Widocznie przewiało ją w czasie wędrówki po mroźnej wyspie i była chyba o krok od złapania przeziębienia.
- Gomennasai... - Wyszeptała cicho, pociągając nosem najdyskretniej, jak umiała.
Arisu
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 13 lip 2015, o 02:03

Dziewczę przedstawiło swą osobę oraz cel przybycia, dzięki czemu wszystko stało się jasne. Widząc jej postawę i słuchając jej słów, sensei Takedo wpadł w lekkie, wewnętrzne zakłopotanie. Chociaż trudno było to dostrzec w jego oczach, czy też postawie, to istotnie miał zagwozdkę co zrobić z młodą wojowniczką, której mimo wszystko nie należało pozostawiać na mrozie. Dojo Kame, stworzone przy świątynnym kompleksie miało również swoje ideały, dzięki którym łatwiej było jego adeptom poruszać się w kwestiach budo...
Witaj zatem, Arisa-san. odpowiedział jej w końcu samuraj, z lekkim ukłonem - odpowiednim by wyrazić swój szacunek do niej i podkreślić różnice rang między nimi, bowiem ta szkoła podobnie jak dwie pozostałe należała do tradycyjnych ośrodków, stanowiących swoiste ambasady samurajskiego stylu życia na kontynencie zdominowanym przez shinobi.
Pozwól za mną. rzekł gdy już oboje się wyprostowali, po czym odwrócił się zgrabnie i zaczął kroczyć ścieżką prowadzącą przez kompleks...

W czasie spaceru młoda samurajka mogła zauważyć kilka rzeczy. Przede wszystkim, Takeda-san nie spieszył się, każdy swój krok stawiał pewnie, ale bez nuty zaniedbania, zupełnie jakby ignorował fakt, że nowo przybyła uczennica zamarza na kość. Cóż, czyżby był to swoisty początek treningu, a może zwyczajna znieczulica? Doświadczenie mogło podpowiadać naszej bohaterce, że raczej to pierwsze, ewentualnie to pierwsze z delikatną nutką drugiego - wszak nikt nie kazał dziewczynie przybywać w te ostępy bez odpowiedniego stroju, czyż nie?
Z rzeczy ciekawszych i nie dotyczących samuraja przewodnika, Arisa mogła podziwiać kompleks świątynny w całej swej okazałości - wszystko co z daleka nikło w wielkiej zamieci teraz stawało się wyraźniejsze. To tu, to tam, po kamiennych ścieżkach przemieszczali się ubrani w jasnogranatowe szaty mnisi. Wszyscy wydawali się wyglądać podobnie - jednolicie ubrani, z głowami zgolonymi na łyso spieszyli do swych obowiązków: jedni uposażeni w miotły dzielnie walczyli ze stale nawiewanym śniegiem, inni nieśli na plecach zakupione/otrzymane przez wieśniaków towary, jeszcze kolejni transportowali wiadra z wodą czerpaną ze świątynnego źródła.
Po wejściu w jedną z kolejnych alejek, młoda samuraj zobaczyła swych pobratymców, ćwiczących w pocie czoła. Wszyscy wojownicy stali na wyłożonym granitowymi płytami placu, odziani byli jedynie w hakama (kobiety natomiast w hakama oraz bandaże na klatce piersiowej skrywającej biust) i uzbrojeni w bambusowe miecze oraz włócznie ścierali się w niekończących się pojedynkach. Byli zmęczeni. Ich ciała oraz umysły zostały wystawione na najcięższą próbę, a osobą nadrozurująca to wszystko był sam mistrz Eichiro. Soke stylu, siedział w pozycji seiza na pokrytej śniegiem płycie, a jego srebrne oczy niestrudzenie wyszukiwały słabości u uczniów. Ów wzrok zdawał się motywować adeptów do jeszcze większego wysiłku, chociaż nawet dla Arisy wydocznym jak na dłoni było, że pragną przerwy i chyba bogowie wysłuchali ich prośby...

Widząc, jak Takeda w towarzystwie niewiasty się zbliża, Eichiro niespiesznie podniósł się ze swojego miejsca i zakrzyknąwszy YAME! głosem tak potężnym, że przecięło lodowe powietrze niczym kryształowy miecz, przerwał trening, a uczniowie błyskawicznie podziękowali partnerom za pomocą ukłonu, po czym zebrali się w jednej linii czekając na słowa mistrza, który nie wystawiał ich cierpliwości na próbę.
Koniec zajęć. Wszyscy udać się do swoich obowiązków. zadecydował, po czym zostawił grupę i wyszedł na przeciw przybyszy, a jego uczniowie odłożywszy broń na bok zabrali się za czyszczenie treningowego placu.
Z każdym kolejnym krokiem Eichiro wydawał się Arisie być straszniejszym. Miał prawie 1,9 wzrostu, srebrne oczy i granatowe włosy upięte w kucyk. Podobnie jak uczniowie miał na sobie jedynie hakama, przez co młoda samurajka mogła podziwiać jego szczupłe, ale dobrze zbudowane ciało. Jego spojrzenie zdawała się świdrować ich oboje.
Witaj mistrzu. rzekł pierwszy Takeda, kłaniając się nisko, na co Eichiro odczekał chwilę i odpowiedział na pozdrowienie. Do samej Arisy nie odezwał się ani słowem, chociaż jasnym było, że to o nią tutaj chodzi. Nie marnując czasu na zbędne pogadanki, obaj wojownicy udali się w stronę głównego gmachu świątynnego, zza którego wyrastało wspaniałe i legandarne lodowe drzewo, wysokie na blisko 30-ści metrów. Sama samurajka, chociaż nie dostała takiego polecenia, jedyne co mogła zrobić to ruszyć za nimi...

Wojownicy zaprowadzili adeptkę naginata jutsu do jednej ze świątynnych sal. Była ona nieduża, liczyła sobie około stu metrów kwadratowych. Drewnianą podłogę wyłożono kilkoma matami tatami, a wszystko oświetlało kilka świec. W środku sali znajdował się nieduży pulpit do kaligrafii, natomiast na przeciwko wejścia (na przeciwległej sali) wisiał portret pierwszego mistrza szkoły oraz inskrypcja "Mogę się ugiąć, ale nigdy nie złamać" - co stanowiło motto szkoły.
A więc przybywasz tu po naukę? przemówił Eichiro, gdy już Arisa zajęła wskazane jej przez Takedę miejsce - usadowiona została przed pulpitem, na przeciwko mistrza szkoły. Sam Takeda na chwilę gdzieś zniknął, by wrócić z wielkim zwojem i zestawem do kaligrafii oraz niewielkim sztyletem.
Jeśli chcesz się tutaj uczyć, to wiedz, że czeka cię ból, gniew i rozczarowanie. Nie otrzymasz też współczucia, ani nikt nie będzie się na tobą litował. podjął Eichiro wbijając w nią swoje spojrzenie. Taka była prawda - żadnej taryfy ulgowej. Jeśli tego chcesz, podpisz się krwią. dodał, a Takeda rozwinął przed nią zwój, z podpisami niezliczonych uczniów - każdy z nich wpisał swoje imię i przypieczętował ów zapis krwią. Podpis ten oznacza, że nie zdradzisz nikomu sekretów naszej szkoły i będziesz kroczyć jej drogą. Jeśli się podpiszesz, czeka cię piekło. Masz prawo się rozmyślić.
Kakita Asagi
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 13 lip 2015, o 16:13

// jak mogłeś napisać taki post o takiej godzinie O.o przepraszam za swój... :'(

Ari poczuła ogromną ulgę, gdy Takeda nie wyprosił jej, lecz powitał i zaczął gdzieś prowadzić. Zacisnęła dłonie w piąstki, ucieszona pierwszym sukcesem. Przypomniała sobie jednak, że to dopiero pierwszy krok na nowej drodze. Szła za nim bez słowa, krok w krok. Po drodze miała szansę obserwować jej, miała nadzieję, przyszłe domostwo. Przynajmniej na jakiś czas. Nie chciała zostać tu na zawsze. Pierwsze, co zauważyła, to rygor i oddanie tutejszych uczniów. Mijała jednego za drugim, widziała ile wysiłku kosztuje ich życie w tym miejscu, a były to jedynie codzienne obowiązki. Trening miała okazję zaobserwować dopiero wówczas, gdy dotarli już do, wydawało się, tutejszego mistrza. Ari skryła się nieco za plecami Takedy, gdy tamten krzyknął tak donośnie, że aż nogi się pod nią ugięły. Po wymianie uprzejmości czuła, że nieco ją pominięto, lecz z drugiej strony wiedziała, że nie będzie tutaj od razu szanowana. Mimo wszystko bez słowa udała się za mężczyznami.
Po dotarciu do kolejnej sali, która sprawiała wrażenie miejsca, gdzie odbywają się ważne ceremonie wszyscy usiedli na podłodze, a Takeda-san przyniósł zwój, który miała podpisać. Szczerze mówiąc wzdrygnęła się na myśl o tym, że powinna podpisać pakt krwią. To tak, jakby sprzedawała własną duszę tutejszym trenerom. Nie zamierzała się jednak sprzeciwiać. Zwłaszcza po tym, jak surowy w słowach okazał się być Eichiro-sensei.
- Rozumiem. - Odparła tylko po słowach mistrza, a następnie napisała swoje imię i nazwisko na papierze. Następnie chwyciła sztylet i nacięła kciuk. Pozwoliła, aby kilka kropli spadło na świeży jeszcze atrament i z nim wyschło, a kilka innych przyozdobiło kanji.
Siedząc na kolanach uderzyła czołem o podłogę.
- Jestem gotowa, Eichiro-sensei. Proszę o najcięższy trening. - Czekała w ukłonie i znowu kichnęła. Wiedziała, że będzie jej wyjątkowo ciężko przetrwać po tych słowach, ale nie miała zamiaru zostawać tutaj kilku lat. Chciała odebrać nauki i ruszyć dalej, choć nie zamierzała zdradzać tego planu przed ukończeniem szkolenia.
Arisu
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 13 lip 2015, o 20:34

/Póki mam małe setery w domu, o takich godzinach się czasem post pojawi ;) /

Obaj mistrzowie w milczeniu obserwowali, jak młoda wojowniczka podpisuje zwój, będący swoistym cyrografem. Od tej chwili miała ona wejść w szeregi uczniów tej szkoły i czekała ją długa droga, bowiem nauka prowadzona tradycyjnym system nie jest czymś, co da się zrobić od tak, w kilka chwil, czy też dni...
Takeda-san. rzekł Eichiro, gdy Arisa przypieczętowała swoje imię krwią, a ten posłusznie zwinął zwój by ponownie na chwilę opuścić salę, pozostawiając dziewczynę i sensei'a sam na sam. Eichiro, nawet jeśli nie posiadał teraz przy sobie broni emanował niezwykłą aurą - czuć było, że to on jest mistrzem tej szkoły. Siła jego charakteru zdominowała całą przestrzeń pomieszczenia i była na swój sposób przytłaczająca, zwłaszcza to spojrzenie.
Najcięższy? zapytał tonem stwierdzenia młody mistrz, jakby zastanawiając się czy samurajka jest świadoma tego, o co prosi. Zanim jednak adresatka jego słów cokolwiek odpowiedziała, sam ponownie przemówił jakby odgadując jej myśli. Diamentu nie szlifuje się siłą, lecz precyzją, a ta wymaga czasu. tak, mistrz Eichiro wysilił się na poetyckość, co w jego przypadku wcale nie było takie pewne, ale zabrało akurat tyle czasu ile potrzebował senpai Takeda by wrócić do sali, w dłoniach niosąc pewne zawiniątko.
- To dla ciebie. Dbaj o nie bowiem ich stan świadczyć o tobie będzie. rzekł kładąc przed Arisą granatową hakama oraz kosode i biały pas. Strój ten dużo bardziej odpowiadał charakterowi miejsca, w jakim przyjdzie ćwiczyć młodej wojowniczce i przeciwieństwie do yukaty nadawał jej nieco bardziej samurajskiego wyglądu.
- Twoje szkolenie się zakończy, gdy pas stanie się czarny. Pod żadnym pozorem go nie pierz. poinstruował ją Eichiro, wskazując na pas. Dopiero w tej chwili Arisa zauważyła, że pas zarówno srebrnookiego, jak i jej dotychczasowego przewodnika są czarne, ale bynajmniej nie od barwnika - lecz od wielu lat treningu.
- Cieszy mnie twój zapał... - podjął po chwili ponownie główny instruktor, po czym kontynuował - Twój dzień będzie taki sam, jak każdego adepta tej szkoły. Nie ma tutaj miejsca na prywatność, wszyscy śpią we wspólnej sali. Przed świtem czas spędzamy na medytacji, następne dwie godziny to trening, który zaprawi twoje ciało. - z każdym kolejnym punktem programu, Eichiro podnosił kolejny palec swojej głowy - Śniadanie przygotowują zawsze najmłodsi uczniowie. Razem z tobą jest ich jeszcze troje, Hanako, Shinpachi oraz Ryuto. Z powodów oczywistych, jecie ostatni. Po śniadaniu czeka cię praca na rzecz świątyni, twoim celem będzie dbanie o ołtarzyk Bield, to nasza opiekuńcza kami od spraw beznadziejnych - wzywaj ją, gdy już nic innego nie pozostanie. Znajdziesz go w północnym skrzydle świątyni. Następnie wszyscy trenujemy, by ostatecznie wyczyścić dojo i udać się na obiad, który wykonują znów najmłodsi uczniowie. Czy masz jakieś pytania? -
Kakita Asagi
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 14 lip 2015, o 16:05

Zacisnęła dłoń, aby nie plamić krwią niczego innego, oprócz siebie i papieru. Czuła ogromną ulgę, gdy Takeda wyniósł podpisany przez nią zwój, a Eichiro zaczął opowiadać o rutynie dnia i czekających ją obowiązkach. Słuchała instrukcji uważnie. Chciała niejako wślizgnąć się do tutejszej społeczności, robiąc wszystko od początku dobrze. Nienawidziła być poprawiana i instruowana w czymś, co już raz jej wytłumaczono. Dlatego też pragnęła wykonywać swoją pracę sumiennie, nie dając nauczycielom powodów do narzekań na nią. Marzyła o tym, aby jej szkolenie przebiegło bez jednego słowa krytyki na jej osobę. Wiedziała, że to niemożliwe, ale dzięki takiej postawie mogła przynajmniej ograniczyć je do minimum. Domyśliła się, że początki nie będą lekkie, a plan dnia opisany przez Mistrza nie wydawał się męczący. Arisa lubiła gotować i jeść, dlatego nie zmartwiły jej poranne obowiązki. Wiedziała jednak, że nie będą to dania, jakie jadała do tej pory podczas swojej włóczęgi, lecz zapewne skromne posiłki, dostarczające jedynie tyle kalorii, ile wymagane jest do prawidłowego wykonywania obowiązków i treningu. O wiele bardziej zaciekawił ją natomiast ołtarzyk, którym miała się opiekować. Było to jej zadanie, jej własne. Musi dopilnować, aby wywiązać się z niego w stu procentach, ponieważ ona jedna ponosi za nie odpowiedzialność i będzie to niejako jej wizytówka. Zamierzała zawsze utrzymywać to miejsce kultu w należytej czci i porządku pomimo, że nigdy wcześniej nie słyszała o Bield. Miała tylko jedno pytanie.
- Czy będę mogła trenować po obiedzie? Chciałabym doskonalić się w sztuce władania naginatą. - Na pewno dostrzegli już broń na jej plecach. Właściwie, o wiele bardziej musieliby postarać się, żeby jej nie zauważyć. Spojrzała na swojego mistrza. Nie powiedział jej, co dzieje się po posiłku w trakcie dnia. Być może było to dla niego oczywiste, jednak Arisa pragnęła, aby wszystko zostało jej powiedziane wprost i bez żadnych niedopowiedzeń.
Nie podobała jej się idea wspólnej sypialni, jednak miała nadzieję, że mistrz wspomni również coś o końcu dnia i korzystaniu wówczas z gorących źródeł, które wprost kochała. Nie miała jednak odwagi pytać o to, nie chcąc wyjść na leniucha i osobę dbającą o wygody. Mimo wszystko miała nadzieję, że nie zabiorą jej przynajmniej tej rozrywki. To jednak okaże się dopiero po pierwszym, pełnym przepracowanym dniu. Ubranie, które otrzymała, przyjęła i położyła je sobie na udach, czekając na odpowiedź Eichiro i znak, który odesłałby ją do pierwszych obowiązków.
Arisu
 

Re: Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 14 lip 2015, o 16:41

Oczywiście, po objedzie jest druga sesja treningowa, nie wspomniałem o tym? odpowiedział Eichiro o dziwo spokojnie, jakby rzeczywiście nie zauważył iż nie powiedział nic na temat poobjednich treningów, ale cóż każdemu zdarza się o czymś zapomnieć.
Naginata to dobra broń, chociaż w ostatnich latach traci na popularności. podjął ponownie myśl sensei szkoły, uważnie przyglądając się nowej adeptce oraz jej orężowi - była to typowa broń służąca do walki na otwartej przestrzeni. Jednakże, od czasów ostatniej wojny jaką toczyliby samurajowie minęło naprawdę wiele lat i wielu z nich zaniechało treningu tę ciężką glewią, a szkoda. Z tego co kojarzył, niektórzy wojownicy zamieszkujący skuta lodami Yizin nadal praktykowali naginata jutsu, jednakże głównie jako uzupełnienie swojego wyszkolenia, a nie jako jego podstawę.
Z skąd pochodzisz? zapytał nagle sensei, na chwilę zmieniając kierunek rozmowy, żywo zainteresowany miejscem narodzin naszej bohaterki. W zasadzie, to właśnie rozmyślania nad losem wszelakiego kijutsu podsunęło mu to pytanie, może nowo przybyła wojowniczka pochodziła z jednego z bardziej tradycyjnych rodów, stąd to zainteresowanie naginatą? Przypuszczenia te nie były bezpodstawne, ze swojej ostatniej wizyty w ojczyźnie mistrz Eichiro pamiętał, że battodo zdobywało coraz większe uznanie pośród samurajów, wypierając kijutsu, a nawet kyujutsu, jednakże mimo to, niektórzy ojcowie odmawiali córkom nauki drogi miecza, miast tego zalecając im treningi właśnie z ciężką włócznią.
Powiedz mi również, co wiesz o swojej broni. dodał jeszcze jedno zdanie, ot ciekawy nowej adeptki był.
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 15 lip 2015, o 14:36

Aha... więc będzie musiała poszukać innego sposobu, niż poobiednie treningi, aby wyprzedzić innych w szkoleniu. Bardzo zależało jej na tym, aby opanować sztukę władania naginatą do perfekcji, dlatego była gotowa chwycić się każdego sposobu, który umożliwiłby jej udoskonalenie techniki walki tym właśnie orężem. Póki co jednak nie chciała od razu rzucać się w wir ćwiczeń jak młokos, który wylewa siódmy poty na porannym treningu, aby później ze zmęczenia odpuścić wieczorny. Oczywiście, że bardzo chciała, jednak musiała mierzyć siły na zamiary. Tym bardziej, że jej dyspozycyjność była potrzebna również innym uczniom. Miała ich karmić, więc nie mogła pozwalać sobie na żadne absencje. Koniec końców, przyjęła słowa mistrza ze spokojem i kiwnęła głową na znak, że rozumie.
Zdenerwowało ją jednak pytanie o pochodzenie. Gdyby kiedykolwiek mogła odnieść swój stosunek do tego tematu do dzisiejszych czasów, to brzmiałby on zapewne "to skomplikowane". Poza tym, co go obchodziło, skąd do niego przyszła? Nie jest żadną złodziejką, ani morderczynią, więc nie powinno mieć to dla niego najmniejszego znaczenia. Nie śmiała spojrzeć mu w oczy, gdy skłamała.
- Pochodzę stąd... - Wyszeptała cicho. Była pewna, że zarówno Eichiro, jak i Takeda przejrzą jej kłamstwo w ułamku sekundy. Jej nieodpowiedni do klimatu strój oraz kompletny brak odporności na panujący na wyspie mróz wyraźnie pokazywały, że nie miała o tych okolicach zielonego pojęcia. O to właśnie jej chodziło. Skłamała w sposób oczywisty, aby pokazać mistrzowi, że jednocześnie nie ma śmiałości wprost odmówić odpowiedzi oraz nie chce poruszać tego tematu w ogóle. Dopiero teraz szybszym ruchem głowy odgarnęła fragment grzywki z prawego oka i spojrzała na obu siedzących przed nią panów. Akurat w tej kwestii kompletnie nie interesowało jej, co sobie o niej pomyślą. Nie będzie o tym rozmawiać i już. Koniec, kropka.
Co wie o naginacie? Zastanowiła się przez chwilę. W sumie niewiele. Nie wypowiedziała jednak tego wniosku na głos. Tą, którą nosi na plecach, posiada już od kilku, jeśli nie kilkunastu lat. Towarzyszyła jej dzielnie przez wszystkie lata tułaczki, choć Arisu rzadko miała okazję używać jej w prawdziwej konfrontacji. Oczywiście codziennie po przebudzeniu i przed położeniem się spać trenowała władanie tą bronią, lecz prawie zawsze była to walka z cieniem. Odganianie dzikich zwierząt czy bójki z napastującymi ją mężczyznami w małych wsiach zdarzały się jak każdemu, lecz nigdy nikt nie zmusił jej do wspięcia się na wyżyny swoich umiejętności. Z wyjątkiem jednego razu. Nie miała zatem żadnego punktu odniesienia, na podstawie którego mogłaby określić swoją wiedzę i umiejętności, jeśli chodzi o tą broń.
- Mistrzu, jestem czystą kartą, gotową do zapisania Twoimi naukami. - Pokornie opuściła wzrok na dół i po wojowniczej Arisie sprzed kilku minut nie było już śladu. Zażartowała w myślach, że może uda jej się trochę podłechtać ego Eichiro? Szczerze wątpiła w to, że pochlebstwa zjednają go jej. W sumie... wcale nie chciała go sobie zjednywać. Chciała, żeby był surowy i szkolił najcięższymi zadaniami, jakie mógł wymyślić. To był czas jej próby. Poza tym wiedziała, że wiedza mężczyzny na pewno daleko wykracza poza jej własne kompetencje, więc czułaby się jak mała dziewczynka, próbując wydukać mu kilka słów, które on zapewne potraktowałby właśnie jako dziecinne gadanie. Nie dodała zatem nic więcej.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 16 lip 2015, o 15:26

/Przepraszam za włokę/

Cóż, czasem najgorsze jest próbować przekombinować, a dokładnie to w tej chwili próbowała zrobić młoda samurajka, nie o końca świadoma tego, że całkiem sporo o jej pochodzeniu mówił sam fakt posiadania nazwiska - chyba, że i ono było kłamstwem. Jaka była reakcja sensei'ów na jej dość niecodzienne zachowanie, cóż oboje spojrzeli na nią uważnie, następnie wymienili porozumiewawcze spojrzenie by ostatecznie znów wbić w nią wzrok. Ich twarze były pozbawione emocji, usta nieruchome, oczy zimne i przeszywające niczym stal miecza - pewne było jedno, na pewno nie byli zadowoleni z odpowiedzi jaką otrzymali, ale co z tym zrobią?
W ciągu następnych kilkunastu sekund nie spadł na nią grad ciosów, ani też słów ani jednego, ani drugiego nauczyciela. Co ciekawe, nie skomentowali również jej drugiej odpowiedzi, czego jednak można się było spodziewać po osobie, która już przy pierwszym poszukiwaniu nauki kłamie. Nawet jeśli ów kłamstwo miało być ukrytą informacją, że dziewczę nie chce o tym mówić, to mimo wszystko wystawiało jej to dziwną opinię już na samym początku.
Takeda-san, zostaw nas. polecił swojemu koledze Eichiro, na co ten odpowiedział jedynie ukłonem i opuszczeniem sali. Teraz pozostali już tylko we dwoje i raczej nie wróżyło to niczego dobrego, chociaż to się miało dopiero okazać.
Chodź z mną. zadecydował mistrz wstając ze swojego miejsca i kierując swe kroki na korytarz, a następnie kilkanaście kroków w lewo by stanąć przed futryną prowadzącą do jednej z sal treningowych. Przed wejściem wojownik pozostawił swoje sandały i ukłoniwszy się do środka wszedł do pomieszczenia...

Sala miała wymiary 10 na 20 metrów. Na przeciwko do wejścia znajdował się nieduży ołtarzyk, z umieszczoną w środku kamidamą - niewielkim domkiem poświęconym bóstwom. Nieco ponad 'domkiem" widniał portret jakiegoś mężczyzny, a wystrój dopełniało kilka gałązek bambusa oraz kadzidło.
Podłoga sali wyłożona była grubymi deskami, niewątpliwie wykonanymi z twardego drewna. To tu, to tam deski były zdarte do białego drewna, co oznaczało, że miejsce to nie tylko ma swoje lata, ale przewinęło się przez niego kilku silnych i wytrwałych wojowników. Najbardziej zdarte były płyty ułożono na końcu sali, w prawym jej koncie. Ślady pozostawione przez osobę tam ćwicząca przypominały dwa równolegle tory - ktokolwiek to był, musiał tutaj spędzić wiele godzin, jeśli nie lat.
Ściany sali obwieszone były różnymi wieszakami na broń, na którą składały się miecze shinai różnych rozmiarów, począwszy od typowych dla katana, po krótkie tanto. Nie zabrakło również replik treningowych włóczni naginata - były to osadzone na drzewcu skrócone shinai, lekko zagięte tak, by oddawać kształt ostrza glewii.
Mistrz Eichiro podszedł do ołtarzyka i wykonawszy przed nim ukłon zapalił jedno kadzidło i dwa razy zaklaskał w dłonie. Następnie podszedł do ściany, wyjął z wieszaka jeden shinai, przez chwilę ważył go w dłoni, po czym ukłonił mu się stając przed do ołtarzyka.
Zaatakuj mnie. rozkazał dziewczynie zakończywszy wszelkie ceremoniały i stając przodem do niej, z mieczem opuszczonym wzdłuż prawej nogi...
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 16 lip 2015, o 16:33

Trzeba przyznać, że nie zaskoczyła jej reakcja obydwu mistrzów. W sumie... to nie zaskoczył jej brak reakcji... Domyślała się jednak, że wzajemne, porozumiewawcze spojrzenia były dla nich wystarczająco wyraźne, aby zastąpić słowa. Ari nie zastanawiała się nawet nad tym, co teraz sobie o niej myślą, o ile w ogóle obeszło ich to, że nie chce z nimi poruszać pewnych tematów. Mogli wymagać całkowitego posłuszeństwa w czynach, lecz nie mieli nad nią całkowitej władzy. Mimo tego, że jej odpowiedź mogła się nie spodobać była zadowolona, że nie dała się zdominować. Dodało jej to nieco pewności siebie, choć nie zamierzała w jednej chwili stać się arogancka i bezczelna. Wciąż zapewne byli w stanie przebić jej gardło jednym pchnięciem miecza i wyrzucić na bruk. Między innymi dlatego należał im się szacunek. Najpierw ze strachu, potem miała nadzieję znaleźć inne powody. Chociaż... już sama atmosfera panująca w całym tym świątynnym kompleksie powodowała, że każde słowo było dziesięciokrotnie bardziej podniosłe i ważne, niż wypowiedziane gdzieś indziej. Również dlatego wydawało jej się, że rozmawia z kimś ważnym, i że ta rozmowa jest absolutnie wyjątkowa. Odszyfrowali jej kłamstwo, to jasne. Nie wiedziała tylko, dlaczego z tego powodu zostali sami.
Eichiro wstał, więc również ona to uczyniła. Poszła za nim, prosto do sali treningowej. Okazała się nią stosunkowo niewielka sala, która, gdyby nie bronie powieszone na ścianach, mogłaby spokojnie zostać uznana za salę do medytacji. Zapach kadzidła unoszący się w powietrzu, ołtarzyk i panujący spokój powodowały, że to miejsce z powodzeniem mogłoby zostać użyte do wyciszenia się, nie zaś do walki. Mistrz ukłonił się przed wejściem i zdjął obuwie. Uczyniła to samo. Musiała poznać tutejsze obyczaje i zasady, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby zacząć się ich uczyć właśnie od tego momentu. Weszła do wewnątrz i ukłoniła się przed ołtarzykiem, tak jak zrobił to EIchiro. Następnie obserwowała go, gdy sięgał po broń. Chce walczyć? Chce, żeby go zaatakowała. Wciąż było jej zimno i nie była pewna, czy skostniałe członki poradzą sobie z obciążeniem, które wiąże się ze sparingiem z mistrzem. Nie myślała nawet przez chwilę o tym, którą broń zdjąć ze ściany. Sięgnęła za plecy i dobyła swojej własnej, prawdziwej. Ari nie uznawała sparingów. Każda walka musiała wiązać się z całkowitym poświęceniem i walką do samego końca. Odważne przeciwstawienie się przeciwnikowi, używając wszystkich dostępnych środków, które nie plamią honoru, było podstawą jej filozofii walki. Nigdy nie lekceważyła przeciwnika, nawet jeśli miałby się okazać tylko mrówką. Oczywiście rozumiała, czym są walki między przyjaciółmi, lecz jej zdaniem nie był to wystarczający powód, aby się powstrzymywać. Nie musisz posiadać chęci mordu, aby dać z siebie wszystko. Ujęła broń w obie ręce i odgarnęła grzywkę z prawego oka. Prawą rękę miała wyżej, bliżej ostrza, natomiast lewa służyła jako przegub dźwigni, gdy wyprowadzała cięcia. Zaczęła. Zamierzała zaszarżować na przeciwnika.
- Yosakugiri! - Gdy osiągnie cel, stara się zaatakować dolne partie Eichiro. Jeśli uda jej się trafić, wówczas będzie wspaniale, lecz była gotowa, że mistrz podskoczy, aby uniknąć obcięcia nóg. Wówczas planowała wykonać, zaraz po Yosakugiri, szybkie pchnięcie w przeciwnika, który miałby się znaleźć już w górze. Jeśli samuraj zrobi unik w tył, wówczas wykorzystuje zasięg swojej broni i kunszt opanowanego stylu walki naginatą. Chciała wyprowadzić w takim wypadku kilka pchnięć, nie zapominając jednocześnie o obronie. Wiadomym było, że ktoś, kto jest mistrzem dojo potrafi zablokować jej cios i kontratakować. Jej priorytetem w obronie będzie rozsądne cofanie się, aby utrzymać przewagę dystansu.

Spoiler: pokaż
Użyte techniki: Yosakugiri [Kijutsu D] oraz pasywny, opanowany styl walki naginatą [Kijutsu D]
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 16 lip 2015, o 17:16

Młoda samurajka przyjęła swa postawę bojową, układając dłonie na broni. Eichiro nawet drgnięciem brwi nie skomentował tego, że postanowiła walczyć za pomocą swojej własnej naginaty, miast tego obserwował, jak włócznia dziewczyny powoli ustawia się wysoko w górę, w wysokiej pozycji jodan. - sposób trzymania naginaty był do pewnego stopnia dyktowany własnymi preferencjami, częściowo wynikał z wyszkolenia. Eichiro był ciekawy, czy takie trzymanie (prawa ręka bliżej ostrza), wynikało z "ręczności" dziewczyny, czy może tak została wyszkolona?
Cóż, to i owo wyjdzie w tzw. praniu. Na postawę swojej przeciwniczki, Eichiro odpowiedział przyjmując pozycję środkową chuudan, a chwilę później przechodząc w seigan., tak by sztych jego miecza celował dokładnie między oczy dziewczyny. Chwila wyczekania i...

Arisa natarła na sensei'a, przygotowując jedną z podstawowych technik kijutsu - Yosakugiri, pomysł całkiem sprytny. Mając już podniesioną naginata nie traciła czasu potrzebnego na wzięcie zamachu, jedyne, czego potrzebowała to zaatakować w momencie, gdy będzie w odpowiednim dystansie. Jej broń miała przewagę długości nad shinai Eichiro, toteż wszystko wydawało się być dobrze wymierzone, jednakże...
Mistrz wykonał szybki półkrok nogą przednią do przodu i prawie jednocześnie z nim przekrok nogą zakroczną z jednoczesnym skrętem bioder i skierowaniem skośnego cięcia w dół, chroniąc swoje nogi. Zmiana dystansu utrudniła wojowniczce celowanie, miast w nogi nauczyciela, ostrze jej naginata cięło próżnie, a shinai sensei'a zyskał odpowiednią prędkość i siłę, by zatrzymać jej drzewiec. Mało tego! Praca na nogach sprawiła, że przez ułamek sekundy sensei był w powietrzu (parę centymetrów, ale jednak), przez co na cięcie shinai'em złożyła się nie tylko jego siła, ale również masa, przeniesiona na treningowy miecz za pośrednictwem skrętu bioder.
W jednej chwili sytuacja skomplikowała się dla dziewczyny, dystans jaki zapewniała naginata stał się jej słabością - teraz byli blisko siebie, więc to shinai mistrza miał przewagę. Co więcej, za jego pomocą Eichiro dopilnował, by klinga włóczni pozostała tam, gdzie była, kontrolując drzewiec własną bronią. O pchnięciu nie było mowy, chyba, że Arisa się wycofa, ale czy jej się uda?
Jest to dobre pytanie, bowiem Eichiro nie zamierza marnować ani sekundy, lewą dłonią puści rękojeść shinai'a, następnie chwyci nią prawy nadgarstek uczennicy, tak by kontrolować zarówno jej rękę, jak i broń. Dzięki temu będzie miał pewność, że może prawą dłonią uzbrojoną w treningowy miecz zadać szybki cios w jej głowę - jeśli mu się uda, to zaboli.
Kakita Asagi
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Arisu » 16 lip 2015, o 19:24

// Ja swoją pozycję wyobrażałam sobie tak. XD Nawet nie wiedziałam, że są jakieś inne. :)

Wydawało jej się, że zaczęła dobrze. Przeciwnik stał w miejscu, czekając na jej atak. Miała inicjatywę, zatem mogła zaskoczyć Eichiro. Jej plan okazał się jednak zbyt przewidywalny. Wystarczył krok do przodu oponenta, aby jej oręż stał się bezużytecznym kawałkiem drewna. Usłyszała świst przecinanego powietrza, a następnie starcie obu broni. Głuchy dźwięk uderzających o siebie drewnianych elementów wypełnił to spokojne miejsce, razem z cichym jękiem Ari. Musiała włożyć nieco siły, aby jej broń nie została odrzucona, przez co mogłaby stracić nad nią kontrolę całkowicie. Choć z tą i tak nie było najlepiej. Mężczyzna skutecznie zablokował jej możliwości manewru swoim orężem, a dodatkowo unieruchomił rękę, którą mogła sterować ruchami naginaty. Nie było dobrze. Oboje znaleźli się w klinczu, lecz więcej straciła na tym ona, ponieważ jej największy atut został zredukowany do zera absolutnego.
- Tsk! To jeszcze nie koniec! - Wykrzyknęła do swojego nowego mistrza, choć byli naprawdę blisko siebie. W walce trudno było jej zachować spokój i była pewna, że po skończonym starciu będzie to jedna z pierwszych wad, które Eichiro wymieni jako przyczyny jej porażki. Teraz jednak skupiała się na tym, aby ponownie odzyskać inicjatywę, dzięki czemu walka nie zakończy się w kilku następnych ruchach. Widziała, że jej przeciwnik zaabsorbował już do walki obie ręce. Jedną trzymał jej nadgarstek, a drugą blokował broń. Spodziewała się, że będzie musiał z czegoś zrezygnować, jeśli będzie chciał zablokować jej kolejny atak. Nie czekała, aż tamten postanowi użyć swojego miecza do ataku. Była bezbronna wobec jego broni. Jej plan był prosty. Chciała puścić naginatę lewą ręką i wziąć krótki zamach. Następnie, robiąc krok w kierunku przeciwnika, miała zamiar wyprostować ramię i wyprowadzić cios otwartą dłonią w jego klatkę piersiową. Był to duży cel, na który ataku ciężko było uniknąć. Między innymi z tego powodu nie zdecydowała się zaatakować twarzy. Jeśli skróci dystans na odległość walki wręcz, wówczas sama będzie na korzystniejszej pozycji zważywszy na to, że mistrz obie ręce miał zajęte. Jej celem nie było jednak związanie się walką w najkrótszej odległości. Chciała jedynie zadać potężny cios, aby odrzucić oponenta i odzyskać przewagę dystansu, aby móc ponownie korzystać z naginaty, którą wciąż trzymała prawą ręką. Jeśli mistrz oprze się ciosowi i nie puści jej, wówczas ma zamiar kontynuować natarcie poprzez podobne ciosy, dopóki tamten się nie wycofa.
Arisu
 

Re: Świątynia Okami no kami i Dojo szkoły Kame

Postprzez Kakita Asagi » 17 lip 2015, o 13:18

/a ta akurat przypomina nieco hasso no kamae ;) - broń boże nie musisz tego znać, czy też szukać - to tylko ciekawostka. Mam tylko prośbę, gdy opisujesz jakiś atak, a szczególnie cięcie zaznaczaj na którą stronę wroga atakujesz, bo to mimo wszystko ma znaczenie :)
No i w sumie nie musiałaś dawać, że Cię złapał za rękę, ale skoro tak wolisz./

Sytuacja była pasowa, a na pewno trudna dla wojowniczki, która musiała szybko coś wymyślić by odzyskać inicjatywę. Miast więc szlochać krzyknęła swojemu przeciwnikowi prosto w twarz, dając wyraz swojej siły ducha, po czym puściła lewą ręką drzewiec włóczni, z zamiarem wyprowadzenia silnego ciosu prostu w brzuch mistrza.
Plan był zasadniczo dobry, ale szkoła Kame nie bez powodu słynęła z niemalże nieprzenikalnej defensywy, a jej główny instruktor musiał być w tym naprawdę dobry. Eichiro nie marnował czasu, gdy tylko dłoń dziewczyny opuściła włócznię, wymierzył jej wcześnie zaplanowany cios shinai'em prosto w czubek głowy - zabolało i z rytmu wybiło. Nie oszukujmy się, cios był silny i błyskawiczny, Eichiro w ogóle nie dawał Arisie taryfy ulgowej, ale chyba o to prosiła, prawda? Nagły ból nieco utrudnił jej kontratak, ale dziewczę nie zamierzało się poddawać i doprowadziło swoje uderzenie otwartą bronią do celu...
Efekt nie był motywujący, bo chociaż jej ręka dotarła do dużego celu, to jednak chyba bardziej zabolało Arisę, niż nauczyciela. Obudowana mięśniami oraz żebrami, które nie jedno uderzenie przyjęły, klatka piersiowa stanowiła naturalną zbroję dla organów wewnętrznych. Gdyby cios został wyprowadzony w splot słoneczny i to pięścią, prawdopodobnie byłoby lepiej, ale kto wie? Cios został również osłabiony samym zachowaniem mistrza, który miast uciekać od ataku, jeszcze się do niego zbliżył - była w tym logika, ruchem tym zabrał jej kilka cennych dla rozpędzenia ciosu centymetrów i jak przystało na "żółwia' przyjął cios.
KYIAAAAAA ryknął mistrz przechodząc do kontrataku. Na chwilę puścił obiema dłońmi shinai, by chwycić lewą rękę dziewczyny. Zanim ta zrozumiała co się stało, znalazła się w powietrzu, a chwilę później nieco obiła lądując na twardej posadzce kilka metrów od niego. Trudno nawet powiedzieć jakiego rzutu użył samurajski mistrz, pewne było jednak to, że był on skuteczny, a on sam nie dając dziewczynie chwili wytchnienia podniósł miecz z ziemi i zanim ta dobrze wstała już na nią natarł...

Eichiro unosząc wysoko miecz nad głowę zaatakuje dziewczynę serią wściekle szybkich cięć. Tu nie będzie czasu na myślenie, tu trzeba ratować życie! Szarża zacznie się od trzech cięć skośnych wyprowadzonych na następujące wysokości: pierwsze na twarz dziewczyny od lewej skroni do brody, kolejne będzie od prawego barku do splotu słonecznego, a ostatnie od lewej pachy po splot słonecznych - cechą wszystkich cięć jest zakończenie ich w centrum tj. miecz nie poleci poza obręb ciała dziewczyny, zapewniejąc mistrzowi ochronę.
To oczywiście nie koniec, po trzecim skośnym cięciu, mistrz ponownie błyskawicznie uniesie miecz nad głowę jakby chciał znów ciąć skośnie, ale to tylko podpucha - miast tego opuści miecz ostrzem w tył przy swoim lewym boku i z kolejnym rokiem wykona poziome cięcie na wysokości pasa dziewczyny. Niezależnie od powodzenia, uniesie ponownie miecz nad głowę i zakończy potężny pionowym cięciem.
Wszystko bardzo szybko, bardzo boleśnie i co tu dużo ukrywać - na pewno nieprzyjemnie będzie się spotkać z którymkolwiek z wyprowadzonych cięć, nawet jeśli to "tylko" shinai...
Kakita Asagi
 

Następna strona

Powrót do Hyuo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości